[T] Złączeni: Rozdział 20

sobota, 23 maja 2026

Wiadomość od Theo przyszła niedługo po obiedzie:

 

Dziurawy Kocioł, dziś wieczorem o dwudziestej.

 

I tak, po raz ostatni, Draco Malfoy próbował dokonać niemożliwego, wykonując rytuał pełnej fryzury jedną ręką przed lustrem w łazience.

O mało się nie rozpłakał z ulgi, gdy Mipsy, pojawiając się z tacą Specjalności Mipsy, otworzyła szufladę, odsłaniając co najmniej roczny zapas kosmetyków do włosów — fiolki i słoiczki były starannie zmniejszone.

Draco przytulił ją tak mocno, że jej drobna twarz przybrała niepokojąco purpurowy odcień, zanim wyrwała się z jego uścisku i aportowała z piskiem. Mimo to jego włosy były teraz idealnie ułożone, kunsztownie, w naturalny sposób i wyglądały dobrze.

Hermiona natomiast była zaskoczona (Draco w ogóle), gdy weszła do jego dawnej garderoby. Przestrzeń została subtelnie powiększona, a teraz jej część (w najlepszym razie skromna ćwiartka) była zajęta przez jej rzeczy. Wszystkie ubrania z mieszkania, a także wieszaki ze schludnie powieszonymi szatami, zwiewnymi sukienkami i rzędami szpilek, których z pewnością sama nie kupiła, ustawione w rzędzie, jakby to było ich miejsce. Wydawało się, że to jej rozmiar. Wpływ Narcyzy był w tym wszystkim bardzo widoczny.

— Cóż, wygląda na to, że Mipsy i matka szybko zadziałały — powiedział Draco z niemałym samozadowoleniem, rozglądając się po pokoju. — Założę się, że reszta twoich rzeczy pojawi się tu w ciągu najbliższego dnia lub dwóch, o ile nie są już gdzieś schowane.

Hermiona miała zamiar się kłócić, ale zamilkła. Już zauważyła ulubione legowisko Krzywołapa, schowane w kącie gabinetu Lucjusza, i kołdrę babci narzuconą na oparcie jej ulubionego fotela w bibliotece. Małe kawałki jej zostały bezpowrotnie wchłonięte przez Dwór Malfoyów.

— A chcesz tego? — zapytała niepewnie Hermiona.

Draco nie odpowiedział od razu, przyciągnął ich złączone dłonie, aż przycisnęła ją do piersi, po czym wolną ręką uniósł jej podbródek. Jego usta musnęły jej usta na krótko, najlżejsza obietnica, zanim wyszeptał cicho i stanowczo:

— Niczego bardziej nie pragnę.

Odsunął się na tyle, by przyjrzeć się jej twarzy.

— A ty tego chcesz?

Skinęła głową, a jej serce zalała fala gorąca, słysząc pewność w jego głosie.

— Dobrze — mruknął, całując ją szybko w policzki, po czym musnął jej czoło lekkim jak piórko pocałunkiem. — Tylko będziemy musieli spalić twoje łóżko. Jest okropne.

Normalnie Hermiona rzuciłaby się do zażartej obrony z czystej zasady. Ale w tym jednym punkcie… musiała się zgodzić. Zaśmiała się, kiwając głową.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

W pubie panował zamęt. W chwili, gdy weszli do środka, hałas przerodził się w ogłuszający wiwat. Praktycznie całe Biuro Aurorów i większość dawnych kolegów Draco tłoczyła się w Dziurawym Kotle, wznosząc toast kuflami piwa na cześć jego świeżo odzyskanej wolności.

A potem nadszedł czas na przedstawienie.

Papierowe wycinanki ożyły na ścianach pubu: miniaturowy Draco, olśniewający w rycerskiej zbroi, uciekający od szalonej, papierowej Astorii. Postać przeobraziła się w smoka, ziejącego zielonymi płomieniami, ale Papierowy Draco dobył miecza i dramatycznie ją zabił. Następnie wspiął się na papierową wieżę, używając jako liny czegoś, co niewątpliwie należało do Hermiony — długich, kręconych włosów. Na szczycie Roszpunka-Hermiona wychyliła się z okna, a Papierowy Draco wślizgnął się do środka, by ją pocałować, podczas gdy nad ich głowami eksplodowały fajerwerki lśniące złotem i zielenią. A potem wszystko rozegrało się jeszcze raz, przy gromkich brawach.

Dzieło bliźniaków Weasley, gdyby ktokolwiek miał wątpliwości.

— Z deszczu pod rynnę, co, Malfoy? — zawołał Fred, gdy się pojawili, klepiąc Draco po plecach na tyle mocno, że ten się zatoczył.

— I w ogień — dokończył George, przyciągając Hermionę do siebie w z uśmiechem.

— Sugerujesz, że to ja jestem ogniem, George? — zapytała łobuzersko.

Ten poruszył brwiami.

— Och, Hermiono, z tego, co widziałem — absolutnie.

Hermiona poczuła piekące policzki, ale Draco tylko uśmiechnął się do niej, najwyraźniej nie zamierzając tak szybko odpuścić tego komentarza.

Drinki wciśnięto im w wolne ręce, gratulacje latały zewsząd, gdy przeciskali się przez tłum w pubie.

Nad barem wisiał ogromny, pergaminowy plakat, wykonany błyszczącym atramentem, wierny wcześniejszej wypowiedzi Rona. U góry, zawiłym, przesadnym drukiem, widniał napis:

 

Szanse na oczywistość

 

(inne sugestie, które bliźniacy najwyraźniej rozważali, wciąż migotały lekko na marginesach: Kiedy w końcu się pocałują? Łamacze Klątw: Pieszczoty i Najgorzej Strzeżona Tajemnica Czarodziejskiej Wielkiej Brytanii).

Pergamin był tak długi, że ciągnął się po ścianie i ocierał o podłogę, upchany nazwiskami, datami i zakładami. Ponad sto wpisów. Wszyscy Weasleyowie. Połowa Biura Aurorów. Przyjaciele. Koledzy. Profesorowie Hogwartu, a nawet Snape.

Szczęka Hermiony opadła.

— Naprawdę to takie oczywiste? — mruknęła.

— Najwyraźniej dla wszystkich oprócz nas — odparł sucho Draco, skanując pergamin, aż jego wzrok padł na elegancki podpis Lucjusz obok dość pokaźnej sumy. Odchylił głowę do tyłu. — Na brodę Merlina, matka i ojciec również obstawiali.

Hermiona jęknęła.

— Bogowie, Mipsy też.

Fred podskoczył obok nich, stukając różdżką w gardło.

— Panie i panowie, jeśli nasza szczęśliwa para uczyni nam zaszczyt i stuknie różdżkami w pergamin opatentowanej Czarodziejskiej Tablicy Zakładów Weasleyów i wskaże zwycięzcę tej absurdalnej góry złota!

Gestem wskazał na stolik w rogu, zawalony tak wysoko galeonami, że wieża wyglądała na niestabilną konstrukcyjnie. Tłum ryknął z aprobatą.

George uniósł kieliszek.

— Oczywiście, miłość jest tu prawdziwym zwycięzcą. Ale też ten… ktokolwiek zdobędzie to złoto.

Kolejne wiwaty.

Draco i Hermiona wymienili nieufne spojrzenia, a następnie unieśli różdżki i stuknęli.

Ogłuszający trzask przeciął powietrze, gdy nad głowami wybuchły fajerwerki, czerwone, złote i różowe serca eksplodowały w deszcz brokatu. Tłum zamarł, gdy pergamin zamigotał, a jedno imię rozbłysło wśród bazgrołów białym blaskiem.

— Zwyciężczynią jest… Lavender Weasley! — ryknęli jednocześnie bliźniacy.

Lavender wrzasnęła z radości, rzucając się do przodu i pociągając ich oboje w niezręczny, trójstronny uścisk.

— Tak się cieszę waszym szczęściem! I moim wyczuciem! — pisnęła, po czym natychmiast odwróciła się, by spojrzeć na górę złota. Tłum jęknął, więc krzyknęła: — Drinki na mój koszt!

Najgłośniejszy wiwat wieczoru wstrząsnął sufitem.

Ron rzucił się naprzód, chwytając Lavender w ramiona i obracając ją, a jej radosne piski niosły się ponad hałasem pubu.

Za nimi Draco przyciągnął Hermionę do siebie, tak że jej kręgosłup oparł się o jego klatkę piersiową, a ich związane dłonie ciasno objęły ją w talii. Oparł brodę na jej ramieniu, mamrocząc tak, by tylko ona mogła usłyszeć:

— Genialnie. Teraz Weasley ma więcej płynnych aktywów niż ja.

Hermiona parsknęła śmiechem, rozglądając się po pokoju.

— Przykro mi, że ci to mówię, Malfoy, ale jestem prawie pewna, że wszyscy w pubie mają teraz więcej niż ty.

— Warto było — wyszeptał, obsypując ją pocałunkami na szyi, w ogóle nie czując się tym zażenowany.

— Dajcie spokój, to obrzydliwe — powiedział Harry, gdy się pojawił, choć jego udawany, surowy ton został całkowicie zagłuszony przez uśmiech wykrzywiający mu usta.

Hermiona wymownie przewróciła oczami, bo musiała patrzeć, jak Harry i Theo wsadzają sobie języki do gardła jeszcze dziesięć minut temu.

Uśmiech Harry’ego złagodniał, gdy jego głos zmienił się na rzeczowy.

— Astoria jest zabezpieczona. Pod kluczem w Dworze Greengrassów.

Draco skinął głową, a w jego bladych oczach błysnęła ulga. Hermiona jednak zmarszczyła brwi.

— Harry, nie musiałeś tego robić. To przesada.

Twarz Pottera spoważniała.

— Naciskałaby tak długo, aż jedno z was, albo oboje, odniosłoby poważne obrażenia. Albo i gorzej. Pozwól mi robić swoje, Hermiono, a ty rób swoje. — Zawahał się, po czym dodał ironicznie: — Swoją drogą, piękna klątwa. Postawili Lady Greengrass w salonie. Niezłe dzieło sztuki.

I wszyscy troje unieśli kieliszki, by uczcić upadek Greengrassów.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Było już grubo po dwudziestej trzeciej, kiedy wrócili do Dworu przez gabinet Draco. Jego dłonie i usta coraz bardziej błądziły po Hermionie w pubie, aż Harry popchnął ich do kominka, błagając, żeby poszli do domu, zanim zbezczeszczą toaletę Dziurawego Kotła.

Zielone płomienie nie zdążyły jeszcze całkowicie zgasnąć, gdy Draco przycisnął Hermionę do drewnianej boazerii w swoim gabinecie. Wolną rękę wplótł w jej włosy, a usta, gorące i zdesperowane, przycisnęły się do jej. Natychmiast otworzyła usta, pogłębiając pocałunek.

Hermiona jęcząc, owinęła nogę wokół biodra Draco, wyczuwając jego twardego kutasa w spodniach. Uniósł ją wolną ręką pod udo, a ona owinęła druga nogę wokół niego. Draco zaczął kręcić biodrami, chwytając ustami jej jęk rozkoszy.

Hermiona przerwała pocałunek.

— Łóżko. Teraz — wydyszała, patrząc Draco w oczy, a on szybko skinął głową, zgadzając się, że to absolutnie najlepszy pomysł, na jaki kiedykolwiek wpadła.

Z ręką zarzuconą na jego szyję i złączonymi dłońmi podtrzymującymi jej pośladki, wyszli z gabinetu i korytarzem do sypialni. Draco zawahał się tylko raz, gdy usta Hermiony natrafiły na miejsce na jego szyi, które sprawiło, że zadrżały mu kolana.

Poczuł magię Hermiony, gdy ich ubrania zniknęły i wylądowały w koszu do prania. Dotyk jej ciepłej i wilgotnej skóry sprawił, że zadrżały mu kolana, a zęby wpiły się w jej szyję. Obrócił się i posadził ich oboje na brzegu łóżka, z udami Hermiony na swoich kolanach. Obrócił się tak, że oparł plecy o wezgłowie, utrzymując Hermionę na sobie.

Hermiona kręciła biodrami, poruszając się w górę i w dół przy jego kutasie, a uczucie to sprawiało, że oboje drżeli i jęczeli, a ruchy stawały się coraz bardziej gorączkowe. Wolną ręką chwycił ją za szyję, łącząc ich usta w szaleńczym pocałunku. Język Hermiony odpowiadał mu ruchem za ruchem. Bez tchu oderwali się od siebie, stykając czołami. Hermiona uniosła się i wolną ręką chwyciła jego kutasa, muskając główkę swoją wilgocią i ustawiając go przy wejściu.

— Dobrze? — zapytała, patrząc na niego, ich oczy się spotkały, ponieważ oboje byli zafascynowani jego kutasem w jej cipce.

— Kurwa, tak — wydyszał, wciąż patrząc sobie w oczy, gdy powoli zapadała się w jego objęcia.

Żar, wilgoć, ciasnota jej ciała były idealne. Draco czuł, że nie może oddychać, nie może się ruszyć, tak pochłonięty doznaniem, mając tę przepiękną kobietę blisko siebie.

Hermiona odchyliła głowę do tyłu, jej loki musnęły jedynie wierzch jego ud. Jęknęła cicho, zatapiając się po same końce. Musiał zamknąć oczy i na chwilę głęboko odetchnąć, by stłumić nieodpartą chęć, by przewrócić się na plecy i bezlitośnie pieprzyć na materacu.

Gdy jego oczy były jeszcze zamknięte, czuł jej usta na swojej szyi i szczęce, obsypujące go delikatnymi pocałunkami.

— Wciąż jesteś ze mną? — wyszeptała, a jej głos był pełen rozbawienia.

— Jeśli umarłem, to jestem w niebie — westchnął, otwierając szeroko oczy i widząc jej uśmiech.

— Jesteś takim idiotą — mruknęła, a jej oddech osiadł na jego ustach, gdy pocałowała go w usta.

— Jestem twoim idiotą — odpowiedział Draco między pocałunkami, uśmiechając się.

— Moim — potwierdziła i lekko obróciła biodrami, co sprawiło, że oboje zamarli.

Hermiona przycisnęła pierś do jego piersi i poruszyła się w przód i w tył, a jej nabrzmiała łechtaczka napinała się przy każdym ruchu. Draco nie mógł myśleć, nie mógł mówić, czuł się tak idealnie, odnalazł brakujący element układanki, którego nawet nie wiedział, że szuka.

Nagle w pokoju rozległ się trzask, z ich złączonych dłoni wystrzeliło żółte światło, eksplodując po całej komnacie. Draco poczuł mrowienie na całym ciele.

Kiedy światło w końcu zgasło, oboje zamrugali mocno, by móc cokolwiek dojrzeć, a na pościeli, obok ich dłoni, które były złączone przez cały miesiąc, leżały przeklęte kajdanki, wyglądając zupełnie niewinnie.

Draco pomyślał, że rozłączenie ich dłoni, tak mocno trzymanych razem przez ostatni miesiąc, wydaje się nienaturalne. Oboje unieśli dłonie, by spojrzeć na nie i dostrzegli delikatny, srebrny ślad na nadgarstkach jako dowód klątwy.

Draco podniósł kajdanki, ale Hermiona była szybsza. Sięgnęła po różdżkę, otuliła je ochronną bańką i przelewitowała na drugą stronę pokoju.

— Chyba tak będzie lepiej — westchnął.

— Tak, lepiej nie bądźmy połączeni przez kolejny miesiąc — zganiła go.

— Ale nadal jesteś ze mną połączona.

Uśmiechnął się złośliwie, lekko wbijając się w nią, żeby udowodnić swoją rację. Przewróciła oczami, przenosząc obie dłonie na jego kark i przeczesując palcami włosy na karku.

— Hmm — mruknęła. — Ale tym razem z wyboru. — Złączyła ich czoła. — I dla jasności, to będzie się zdarzać często.

— Dzięki Bogu — odparł Draco, chwytając obiema rękami jej biodra, przyspieszając jej ruchu tak, że jęknęła mu prosto w usta.

Ocierając się łechtaczką o jego miednicę, czuła, jak ciasno przesuwa się po jego kutasie. Usta odnalazły jego, a ona uklękła, zmieniając kąt, aby móc przesunąć się wyżej, zanim opadła i zatoczyła krąg biodrami. Ten ruch sprawił, że mózg Draco się splątał.

Przerwał pocałunek, wargi przesunęły się po jej szyi, a Hermiona uniosła się na kolana. Jedna z dłoni Draco objęła pierś, podczas gdy jego usta szukały twardego sutka, ssąc i skubiąc go na szczycie.

Hermiona jęknęła, a on poczuł szaleńcze szarpnięcie za włoski na karku i poczuł, jak jej cipka robi się coraz bardziej wilgotna i napięta, a orgazm zbliża się nieubłagalnie. Polizał jej obojczyk, zmierzając go jej ust. Poczuł ciepło i ucisk w podbrzuszu i zrozumiał, że on też jest blisko. Chwytając ją za biodra, zaczął poruszać dłońmi w górę i w dół wzdłuż swojego kutasa.

Jęknęła jego imię, gdy jego kciuk odnalazł jej łechtaczkę, zataczając koła, gdy wbijał biodra w nią i ściągał ją w dół na siebie. Jej usta ssały i całowały jego szyję.

Draco nie mógł tego pojąć, ale ona zacisnęła się jeszcze mocniej, ściskając jego kutasa tak mocno, że stracił kontrolę. Szarpiące ruchy sprawiły, że doszedł mocno tuż po jej krzyku z rozkoszy. Poruszała się, gdy dochodziła, unosząc się i opadając, a wilgoć, ciasnota, doznania, również potęgowały jego orgazm.

Usta szukały jej ust, ich pocałunek był miękki i słodki, a on poczuł, jak się uśmiecha, gdy się rozdzielili.

Draco poruszył się, przewracając się na bok i opierając na łokciu, żeby lepiej ją widzieć. Palcami odgarnął loki z jej czoła. W delikatnym blasku sypialni jej oczy wydawały się niemożliwie ciepłe, złote refleksy odbijały światło.

— Jak to możliwe? — mruknął cicho i nieco szorstko — że to był jednocześnie najlepszy i najgorszy miesiąc w moim życiu?

Hermiona uśmiechnęła się do niego, mrużąc oczy ze zmęczenia i rozbawienia.

— Cóż, ja osobiście bardzo się cieszę, że w końcu mogę w samotności korzystać z toalety.

Draco jęknął dramatycznie, obsypując ją pocałunkami.

— Jeśli choć przez chwilę pomyślisz, że pozwolę ci wziąć samotny prysznic, z radością nałożę na nas te kajdanki.

Uniosła brew.

— Nora i ja będziemy jedynymi, które będą się nimi zajmować, bardzo dziękuję. Nie udam ci, gdy jesteś oddalony od nich o mniej niż trzy metry.

Przycisnął usta do jej szyi, stłumiając słowa.

— Technicznie rzecz biorąc, jako Asystentka Głównego Aurora, to leży w twoich obowiązkach. Chyba będę musiał sam przydzielić ci tę pracę.

Zaśmiała się.

— Chcę ci przypomnieć, że poniedziałek jest pierwszym dniem miesiąca. Co oznacza, że ja tu rządzę.

— Hmm — mruknął, a jego usta powędrowały teraz w górę jej szczęki. — O ile dobrze pamiętam, obiecano mi… specjalne atrakcje w porze lunchu…

— Tylko wtedy, gdy Nory nie będzie w pobliżu. Nie zamierzam jej jeszcze bardziej straumatyzować po tym… niefortunnym incydencie z pornografią.

— Słusznie — zgodził się Draco, choć jego usta nie oderwały się od jej skóry.

W końcu uniósł głowę, całując ją delikatnie i głęboko, po czym odsunął się na tyle, by spojrzeć jej w oczy. Zawahał się — tylko na chwilę — zanim wyznał:

— Złamałem Zasadę przyjaźni. Najważniejszą.

Jej dłoń wśliznęła się w jego włosy, zakładając luźny kosmyk za ucho, a następnie zarzucając go na kark. Jej usta wygięły się w drżącym uśmiechu.

— To zabawne… bo ja też złamałam jedną. Zasadę, której przysięgłam, że nigdy, przenigdy nie złamię.

Klatka piersiowa Draco się zacisnęła, a na jego twarzy pojawił się rzadki grymas zdenerwowania.

— Którą?

Odpowiedziała szeptem, a w jej oczach lśniły łzy, niczym w jego własnych.

— Tą samą co ty.

Zaparło mu dech w piersiach. Pochylił się, stykając z nią czołami i wyszeptał w jej usta:

— Kocham cię, Hermiono Jean Granger.

— Ja ciebie też kocham, Draco Lucjuszu Malfoyu — wyszeptała w odpowiedzi, przyciągając go do kolejnego pocałunku, powolnego, pewnego, z obietnicą w każdym muśnięciu ust.

Draco całował ją tak, jakby nigdy nie zamierzał przestać.

 

Zasada Przyjaźni numer 1: Nie zakochać się w sobie nawzajem.

(Propozycja: DM | Zaakceptowane: HG)

Zasada Przyjaźni numer 1: [USUNIĘTO]

_____________

Witajcie :) Tak oto kończy się ta historia. Było dużo śmiechu i dziwnych akcji, ale chyba ogólne wrażenie jest fajne, prawda? Cieszę się, że mimo zawirowań w trakcie udało mi się skończyć tłumaczenie w miarę szybkim tempie.

Teraz czas na małą przerwę. Potrzebuję czasu, by nadrobić tłumaczenie Come To Claim i Twojego idealnego dopasowania. Poza tym chciałabym w tym roku skończyć tłumaczenie drugiej części To, co jest między nami, a dodatkowo powstaje druga część Promyka radości, więc jeszcze wiele przede mną. Nie wspominając o opowiadaniach, których tłumaczenia nadal nie mam zaczętego. Tak czy inaczej, teraz mała przerwa, nie wiem ile potrwa. To, co jest między nami będzie wychodziło normalnie co dwa tygodnie (kolejny rozdział w przyszły weekend), a na inne trzeba czekać. Z góry dziękuję za cierpliwość i zrozumienie.

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego weekendu! Enjoy!

Brak komentarzy