[T] Come To Claim: Rozdział 29

niedziela, 7 czerwca 2026

Pokaz mody Pansy przebiegał bezproblemowo. Ubrała Astorię i mnie w ubrania z tej samej kolekcji i usiadłyśmy w pierwszym rzędzie. Przy pokazie było mnóstwo pracy, ale nigdzie nie widziałam Anthony’ego. Może wyrzuciła go z listy gości po tym wszystkim, co się działo z Ronem i ohydnych artykułach w Proroku.

— Hermiono! — zawołał ktoś za mną po pokazie na przyjęciu koktajlowym.

Odwróciłam się i zobaczyłam Cho Chang machającą do mnie. Trzymała przyjaciółkę pod rękę, gdy podeszła i pocałowała mnie w policzek.

— Dawno się nie widziałyśmy.

Uśmiechnęła się.

— Wyglądasz świetnie — powiedziałam.

— To z kolekcji Parkinson. — Obróciła się, ukazując całą swoją czerwoną sukienkę. — Jest genialna!

— To prawda — zgodziłam się. — Mam szafę pełną ubrań od niej.

— To moja przyjaciółka, Lora — rzekła Cho. — Poznałyśmy się w Oxfordzie. Pochodzi z Portugalii.

Uścisnęłam jej dłoń.

— Miło cię poznać.

— Ciebie również.

Odwzajemniła ciepły uśmiech.

— Wyglądasz na naprawdę szczęśliwą, Hermiono — odparła Cho, a ja byłam zaskoczona komplementem i szczerym uśmiechem na jej twarzy. — Tak się cieszę, że w końcu go zostawiłaś.

— J-jestem — wyjąkałam. — Eee, szczęśliwa. Jestem bardzo szczęśliwa.

— Zasługujesz na o wiele lepiej — zgodziła się Lora, mimo że nic o mnie nie wiedziała.

Oczy Cho rozszerzyły się ze współczucia.

— Słyszałyśmy plotki o jego… problemie.

— Plotki?

Jedyne plotki, jakie znałam, dotyczyły mnie i moich licznych problemów, zgodnie z artykułami Goldsteina. Powstrzymałam się od przewrócenia oczami.

— Że jest okropny w łóżku — wyszeptała Lora. — I dlatego wybrałaś Kruma.

Mogłabym ją pocałować w tym momencie. Ze wszystkich cudownych, niesamowitych i idealnych rzeczy, jakie mogła powiedzieć, to było na szczycie listy.

Moje oczy rozszerzyły się w udawanym zrozumieniu, gdy skinęłam głową.

— To takie żenujące — wyszeptałam poważnym tonem.

Skoro Ron mógł rozsiewać plotki na mój temat, to ja również mogłam to robić i mieć z tego frajdę.

— Nikt nie powinien się godzić na słaby seks — powiedziała Cho. — Zwłaszcza w dzisiejszych czasach. Brawo. Kibicujemy ci.

— Dziękuję, to wiele znaczy.

— O, jest już Pansy. Chodźmy z nią pogadać — mruknęła Cho do Lory. — Miło było cię widzieć, Hermiono!

Uśmiechnęłam się, gdy odchodziły, czując ogromną chęć, by się przytulić. Ze wszystkich szalonych scenariuszy, ten był na szczycie listy. Nigdy nie wyobrażałam sobie, że zaczną się rozprzestrzeniać plotki na moją korzyść.

— Wyglądasz na zadowoloną.

Astoria podała mi drinka.

— Cho właśnie powiedziała, że słyszała plotkę o impotencji Rona.

Astoria zakrztusiła się drinkiem.

— To cholernie genialne!

Uchyliłam kieliszek w jej stronę, wznosząc toast z uśmiechem.

— Nie poprawiłam jej.

Uśmiechnęłam się sugestywnie.

— Dobrze! Też nie będę dementować plotek! Chętnie usłyszę więcej!

Kątem oka dostrzegłam błysk platyny i oddech uleciał mi z płuc. Wrócił.

Ale kiedy jasna blond grzywa znów się pojawiła, zobaczyłam Lunę Lovegood, a nie Draco, mój entuzjazm zmalał.

Dziś rano obudziła mnie sowa od niego z komiksem, na którym znów próbowałam słuchać Draco bez koszulki, wydającego mi polecenia, ale śliniłam się i zamiast oczu miałam serca. Żart był po jego stronie, bo kupiłam latte w drodze do Pansy, żeby uniknąć żenady. Ale rysunek bardzo mi się podobał i z radością dodałam go do mojej rosnącej sterty.

— Cześć, Hermiono — przywitała się Luna, dołączając do nas przy stole z niemal czarnym koktajlem w dłoni. — Astorio, wyglądasz ślicznie.

— Podoba mi się twoja spódniczka, Luno — przyznała Astoria.

I nie umknął mi widok, jak wzrok Astorii zatrzymał się na długich nogach Luny wyeksponowanych przez miniówkę.

— Jak życie mija?

Spojrzałam na Astorię szeroko otwartymi oczami z czystego zdumienia, gdy Luna zatrzepotała długimi rzęsami. Była kompletnie nieświadoma.

— Eee, nie czytasz Proroka? — zapytałam, kompletnie zaskoczona pytaniem.

Luna wzruszyła ramionami swobodnie i niewinnie.

— Oczywiście, że nie.

Astoria aż się roześmiała.

— Rozwodzę się — powiedziałam. — Ron rozsiewa o mnie plotki i przedstawia siebie jako ofiarę.

Luna skinęła tylko głową, upijając łyk swojego nietypowego napoju.

— To ma sens — rzekła. — Jego uzależnienie w końcu musiało go pokonać.

Chciałam uszczypnąć się w nasadę nosa, ale się powstrzymałam. Przyjaźń z Luną mogła być bardzo irytująca i dezorientująca.

— Jakiego uzależnienia, Luno?

Astoria z wdzięcznością mnie zastąpiła.

— Porno, oczywiście. Seks. Kobiety. Wszystko.

Astoria i ja znieruchomiałyśmy.

— Skąd o tym wiesz? — zapytałam.

— Kilka lat temu napisałam felieton o reakcjach na traumę w Żonglerze. — Wzruszyła ramionami. — To dość powszechne wśród ocalałych. Powinnaś zobaczyć, w jakie tarapaty wpakował się Seamus.

Skrzywiłam się. Słyszałam plotki o powojennych zachowaniach Seamusa i żadna z nich nie była przyjemna.

Zapomniałam, że Luna przejęła gazetę po ojcu po zakończeniu wojny. Miała nieco inne podejście niż ojciec, ale gazeta i miała zbyt fantazyjne treści jak na mój gust. Przyznaję, że od lat nie czytałam żadnego numeru.

— Przyznaję, że moje fantazje i preferencje seksualne bardzo się zmieniły na przestrzeni lat — kontynuowała Luna. — O wiele bardziej odpowiada mi towarzystwo kobiet niż mężczyzn. Nie sądzę, żeby to była reakcja na traumę, raczej po prostu szczerze interesuje mnie kobiece ciało.

Astoria przypominała mi Theo, sposób, w jaki jej oczy autentycznie rozbłysły na wyznanie Luny. To był sygnał, żebym sobie poszła.

— Powinnaś porozmawiać z Astorią o wejściówce do klubu — powiedziałam do Luny. — Nox byłoby idealne do zgłębienia niektórych z tych zainteresowań. Muszę iść. Miło było cię zobaczyć.

Mrugnęłam do Astorii, przytulając Lunę na pożegnanie.

Pogadałam chwilę z Pansy, zanim wyszłam i wróciłam do domu. Postanowiłam pójść na spacer zamiast korzystać z kominka. W Londynie był piękny dzień i chciałam cieszyć się letnią pogodą.

Draco wciąż nie było, więc ugotowałam kolację dla siebie, posprzątałam kuchnię i rozsiadłam się na kanapie, by bezmyślnie obejrzeć telewizję. Potrzebowałam planu na przyszłość. Najwyraźniej poprzedni darczyńcy nie byli zadowoleni z tego, co czytali w artykułach o mnie. Potrzebowałam więc nowej grupy darczyńców, być może młodszych. Pokolenia, które nie kieruje się tym, co mówią w mediach.

Pomyślałam o kręgu Pansy. Ze względu na jej powiązania ze Slytherinem otaczało ją bogactwo i wpływy. Zastanawiałam się, czy goszczenie naszego pokolenia mogłoby nieść ze sobą jakieś datki i wpływy. Osoby tak bogate zawsze szukały nowych sposobów, by się odwdzięczyć. Więc Theo i ja powinniśmy im to dać. W Ministerstwie nie było zapisu, że pieniądze i datki muszą pochodzić od tych samych darczyńców. Mogłabym przyciągnąć nowe pieniądze. Nowe wpływy. Stworzyć nowy zarząd. Te osoby nie muszą mieć sześćdziesięciu lat lub więcej, żeby do niego dołączyć. A młody człowiek mógłby wnieść trochę świeżości.

Draco nie wrócił, gdy szykowałam się do snu. Moje rozczarowanie było namacalne. Tęskniłam za nim. Wpatrywałam się w miejsce, w którym powinien spać.

Nie jest taki jak Ron, zmusiłam się do myślenia. To Draco. Wróci. Nie kłamie.

Obudziłam się następnego ranka i miejsce obok mnie wciąż było puste.

Niedziela była nudnym dniem prania, czytania i oglądania telewizji. Ale Draco nie wrócił. Nie dostałam od niego żadnej wiadomości.

Położyłam się spać sama i znowu obudziłam się sama.

Ubrałam się i przygotowałam do pracy, wkładając fioletową sukienkę, żeby rozjaśnić trochę mój ponury nastrój.

Dziś rano nie było żadnej wiadomości. Żadnej sowy. Nawet nie spojrzałam na ekspres do kawy. Wyjdę z Theo na lunch i kupię kawę, jak będziemy w pracy.

Kiedy dotarłam do Ministerstwa, zjawiły się też dziesiątki innych osób. Szliśmy dużą grupą w stronę wind.

— Winicie ją? Jeśli nie dała rady, ja też nie spróbuję — wyszeptał głos po mojej lewej stronie.

Trzymałam głowę wysoko.

— Nie powiesz mi, że bzykanie go było dobrym pomysłem.

— Słyszałam, że Krum to niezłe ciacho.

— Ja też — wyszeptał ktoś inny. — Bogowie, zrobiłabym wszystko, żeby to zobaczyć.

Mój nastrój natychmiast się zmienił. Uniosłam głowę, a na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Mówiły o mnie.

— Nic dziwnego, że publikuje te żałosne artykuły. — Zaśmiał się ktoś inny. — Został wykastrowany.

Och, jak bardzo miały rację. Chciałam się odwrócić i je przytulić. Nawet nie wiedziałam, kim były, ale to była dla mnie absolutnie cudowna wiadomość. Iskierka nadziei, że artykuły Rona nie przekonały wszystkich. A fakt, że Goldstein podrzucił te zdjęcia Kruma ze mną, tylko wzmocnił podejrzenia wszystkich. To było genialne. Pogrążali się.

Weszliśmy do wind i wtedy po raz pierwszy dostrzegłam, kto mówi. Astoria uśmiechnęła się do mnie z grupą czarownic, których nie rozpoznawałam. Podtrzymywała plotki, które usłyszała Cho.

Zdusiłam uśmiech i zachowałam neutralny wyraz twarzy, jadąc windą. Wyszłam na swoim piętrze i poczułam się zupełnie nieważka, idąc do gabinetu. Ron nie mógł wiecznie sprawować nade mną władzy.

Większość poranka spędziłam, knując z Theo, jak obalić zarząd. Powiedział, że Pansy jest idealną kandydatką. Ale jego drugi pomysł sprawił, że się zawahałam. Narcyza.

Nie winiłam jej za nic. Ale myśl o spotkaniu z nią po tych wszystkich latach napawała mnie niepokojem. Zwłaszcza że Draco wyznał, że wszystko jej o nas powiedział. Co ona sobie pomyśli? Jej syn czystej krwi wzdychał do zamężnej szlamy. Ścisnął mi się żołądek.

— Granger.

Dean Thomas pojawił się w naszych drzwiach.

Mój puls przyspieszył. Zastępca Draco.

— Potrzebuję cię na chwilę.

Spojrzałam na Theo, mając nadzieję, że znajdzie jakąś odpowiedź lub wyjaśnienie, ale on tylko wzruszył ramionami.

— Jasne, Dean.

Skinęłam głową.

Zdjęłam fartuch i powiesiłam go na oparciu krzesła.

— Weź torebkę — powiedział. — To może chwilę potrwać.

Zawahałam się.

— Mam wezwać swojego prawnika?

— Już jest — mruknął.

Czułam, że tracę kolory na twarzy, gdy rzuciłam Theo kolejne, bezradne spojrzenie. Wstał, żeby pójść za nami, ale Dean uniósł rękę.

— Tylko ona, Nott — rzekł. — Przepraszam, stary.

Posłałam Theo ostatnie, rozpaczliwe spojrzenie. Wyglądał na równie zdezorientowanego i zmartwionego jak ja.

W milczeniu szłam z Deanem do wind. Moje serce waliło tak głośno, że byłam pewna, że mógł liczyć uderzenia.

Dean był równie zaniepokojony, co ja. Twarz stwardniała w grymasie gniewu, który wyglądał tak obco na jego zazwyczaj rozluźnionej twarzy. Kiedy windy się zatrzymały na poziomie DPPC, poszłam za nim korytarzami. Nie weszliśmy do gabinetu Draco. Nie zatrzymaliśmy się przy salach wykładowych Harry’ego. Poszliśmy prosto do biur śledczych, gdzie przyprowadzano ludzi na przesłuchania.

— Dean, proszę — wymamrotała. — O co tu chodzi?

Weszliśmy do pokoju, a mój adwokat wstał, wyciągnął rękę i się przywitał.

— Panno Granger.

— Co się dzieje? — zapytałam.

— Nowy przełom — odparł. — W ten weekend pojawiło się mnóstwo dowodów. Nie jestem jeszcze pewien, co z nich wyszło na jaw.

Czy to był odwet Rona? Co zrobił? Zrobiło mi się niedobrze.

Po drugiej stronie pokoju stały dwa krzesła, a po środku ogromny stół.

Dean krążył wzdłuż ściany, a ja z niepokojem czekałam, aż ktoś wejdzie albo on zacznie mówić.

Doddsworth nie wyglądał na tak przerażonego i zdenerwowanego, jak ja się czułam. Zamek w drzwiach się przekręcił i sekundę później oddech uleciał mi z płuc. Draco Malfoy wszedł z tą samą, chłodną obojętnością i surowością, którą znałam od lat. Okulary w czarnych oprawkach zsunęły mu się z twarzy, nadając wyniosłą brutalność, na widok której miałam ochotę się wzdrygnąć.

— Panno Granger.

Skinął głową.

Nie poruszyłam się.

Nie mogłam nawet przełknąć śliny.

Trzymał pod pachą teczkę, którą podał Deanowi. Obaj kipieli nieokiełznaną złością, a ja pod jej presją miałam ochotę wybuchnąć. Chciałam zażądać, żeby mi powiedział, co się dzieje. Dlaczego nic mi nie powiedział? Gdzie był cały weekend? Wiedziałam jednak, że jego pozostali pracownicy będą podsłuchiwać po drugiej stronie lustra weneckiego po mojej lewej stronie. Wiedziałam, że to zostanie nagrane na później. Więc trzymałam się w ryzach. Ledwo dawałam radę.

Położono przede mną pierwsze zdjęcie. Mężczyzna w drugiej, czarnej szacie, z czarnymi, kręconymi włosami i wyraźnie cofającą się linią włosów. Nie znałam go.

— Czy może pani zidentyfikować tego mężczyznę?

Przyjrzałam mu się uważnie. W ogóle go nie poznawałam.

— Panno Granger, czy zdaje sobie pani sprawę z tego, że mam pełne prawo użyć Legilimencji, by wydobyć od pani informacje?

Ton jego głosu był tak ostry i poirytowany, że ledwo go rozpoznałam.

— Tylko jeśli byłaby zamieszana w sprawę karną…

— To właśnie taka sprawa.

Po raz pierwszy, odkąd wszedł, spojrzałam Draco w oczy. Nie użyje tego na mnie. Obiecał. Powiedział to ponad miesiąc temu. Czy mówił tak z uwagi na ludzi, którzy go obserwowali? Czy to miało coś wspólnego z Ronem? Czy nagle uwierzył w kłamstwa? Draco emanował wściekłością. Czy była skierowana na mnie?

Nosił okulary. Co oznaczało, że od dawna używał Legilimencji. Była druga po południu. Nie miałam od niego żadnych wieści od sobotniego listu.

Spojrzałam z powrotem na zdjęcie, gdy Dean wysunął kolejne. To było zdjęcie sprzed lat. Chłopiec miał prawdopodobnie około czternastu lat i nosił szkolną szatę. Właśnie wtedy mnie olśniło.

— To jest Anthony Goldstein.

— Proszę nam opowiedzieć wszystko, co pani wie o tym człowieku.

— Chodziliśmy z nim do szkoły — powiedziałam cicho. — Był Krukonem. W naszym wieku.

— I?

Przełknęłam ślinę i wzdrygnęłam się na jego szorstkość.

— Pisze dla Proroka Codziennego.

— Kiedy ostatni raz rozmawiała pani z Goldsteinem? — warknął Draco.

— Nie pamiętam — rzekłam. — Może w szkole? Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek z nim rozmawiała.

Dean położył przede mną kilka dokumentów. Wyglądało to na umowę. Moje nazwisko widniało na górze, razem ze wszystkimi innymi danymi osobowymi. Wyglądało to jak umowa o pracę. Zmarszczyłam brwi, skanując dokument.

Nic z tego nie podpisałam.

Nie napisałam tego.

Zamarłam, gdy doszłam do końca dokumentu.

Scry.

Dokument zatrudnienia.

W Scry.

Dla mnie.

— Nie podpisałam tego — spanikowałam, ponownie czytając informacje. — Nigdy nie dołączyłabym do agencji towarzyskiej. Nie jestem… Nie mogłabym…

Ledwo mogłam oddychać, wpatrując się w umowę. Data była sprzed dwóch tygodni.

— To pani podpis? — zapytał.

— Tak — przyznałam, zszokowana niesamowitym podobieństwem do tego spod mojej ręki. — Ale ja tego nie zrobiłam. Nigdy bym tego nie podpisała.

Spojrzałam z powrotem na górę strony. Mój wzrok znów przemknął przez dane osobowe, ale zatrzymał się na dacie urodzenia.

— Chwila — powiedziałam, podsuwając mu stronę. — Tu jest błąd. Nie ja to napisałam.

Wskazałam na rok urodzenia.

Ron ciągle zapominał, w którym roku się urodziłam. On urodził się w tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym. Ale ja nie. Ja byłam z tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego dziewiątego roku. A obok dnia i miesiąca widniał nie ten rok. Ron to uzupełnił. Nigdy nie mógł tego zapamiętać.

— Urodziłam się w tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym dziewiątym roku.

Mogłam przysiąc, że zobaczyłam błysk w oczach Draco, gdy na mnie spojrzał. Ale zniknął tak szybko, jak się pojawił. Skinął głową na Deana.

Kolejny plik był wypełniony kilkoma moimi zdjęciami. Ja na kolacji z Theo, Pansy i Astorią. Ja na pokazie mody. Ja idąca do domu.

Mina mi zrzedła.

Sfotografowali mnie, jak wchodzę do kompleksu, w którym mieszkał Draco.

Na kolejnych zdjęciach przytulałam Bernarda, portiera. Rozmawialiśmy przez kilka minut, zanim wsiadłam do windy.

— Pani adres zamieszkania z dokumentów Ministerstwa jest zupełnie inny.

Kurwa.

Przelotnie przypomniałam sobie, jak Pansy kazała Astorii wpisać jej adres do akt podczas kolacji kilka tygodni temu. Naprawdę to zrobiła?

 — Tak.

To jedyne, co przyszło mi do głowy.

— Czy Pansy Parkinson mieszka w tym kompleksie?

— Nie.

— A pani?

Musiałam uważać na to, co mówiłam.

— W związku z moim rozwodem czuję, że jeszcze nie znalazłam miejsca dla siebie. Wciąż jestem w zawieszeniu.

— Czy szła pani do tego kompleksu, by spotkać się z klientem Scry?

Sapnęłam.

— Nie!

— Czy miała pani zamiar świadczyć usługi seksualne za pieniądze, kiedy wchodziła pani do tych mieszkań?

— Nie!

Skręciłam ręce na kolanach. Czy to właśnie myśleli? Że zamierzam wykonywać usługi agencji towarzyskiej? Draco nie mógł uwierzyć w te bzdury. To były same kłamstwa!

— Czy to dane pani konta bankowego?

Dean wsunął przede mnie kolejny papier. Drugą stronę umowy Scry.

— Nie, nie. To stare konto, które miałam wspólnie z Ronem.

— Nie ma pani już do niego dostępu?

— Nie — powiedziałam. — Założyłam własne konto w Banku Gringotta ponad miesiąc temu. Tylko Ron korzysta ze starego konta.

Spojrzałam na mojego prawnika, który również miał surowy wyraz twarzy.

— Panno Granger, mamy powody sądzić, że pani mąż, z którym jest pani w separacji, zamierzał wprowadzić panią do agencji towarzyskiej znanej jako Scry, by spłacić swoje długi.

Otworzyłam usta ze zdumienia, a moje dłonie zadrżały gwałtownie na kolanach. Nie zrobiłby tego. Nie mógłby…

— Zapytam jeszcze raz — powiedział. — Czy dobrowolnie podpisała pani dokumenty potwierdzające zatrudnienie w Scry?

— Nie! Nigdy bym tego nie zrobiła!

Całe moje ciało drżało. Łzy groziły wypłynięciem. Czy Ron naprawdę to zrobił? Czy naprawdę planował mnie wykorzystać do spłaty swoich długów?

— Kiedy ostatnio rozmawiała pani z panem Weasleyem? — zapytał Draco.

— W piątek wieczorem — odparłam.

Zmrużył oczy. Jego grymas się pogłębił. Powiedział mi przed wyjazdem, żebym wysłała mu sowę, jeśli będę rozmawiała z Ronem, ale nie był agresywny ani nie wymknęło się to spod kontroli, więc uznałam, że lepiej będzie powiedzieć mu o tym osobiście.

— I?

Ton jego głosu przeszył mnie na wskroś. Był gorszy niż ostry ton Potwora.

— On… — Przełknęłam ślinę. — Chciał, żebym wróciła do domu. Powiedział, że rujnuję mu życie. Powiedział… powiedział, że mi wybaczy, jeśli wrócę do domu.

Szczęka Draco zacisnęła się z tak wielkim napięciem, że myślałam, że pęknie.

— Co wybaczyć?

— Spanie z Krumem.

— Sypia pani z Viktorem Krumem?

— Nie. — Pokręciłam głową. — I nie planuję. Ale pozwoliłam Ronowi tak myśleć. Był zazdrosny. I miło było widzieć go zranionego.

Draco skinął lekko głową, po czym wymienił spojrzenia z Deanem.

— Panno Granger — powiedział Dean, opierając ręce na stole. — Ponieważ ta dokumentacja została złożona i zaakceptowana w Scry, uważamy, że istnieje poważne zagrożenie dla pani życia. Pojawią się, by wyegzekwować to, co zawarto w umowie i dlatego zalecamy rozważenie posiadania ochrony Ministerstwa podczas pani pracy i spotkań towarzyskich, dopóki sprawa nie zostanie rozstrzygnięta w sądzie.

Mieszkałam z Draco. Jak to miałoby wyglądać?

— Mam do dyspozycji bezpieczną kryjówkę, jeśli pani się zgodzi — kontynuował Draco. — I wyrażę się jasno. Uważam to za bardzo konieczny środek ostrożności.

Spojrzałam na Doddswortha, który był kompletnie zszokowany i niepewny, co zrobić ani powiedzieć. Byłam tak cholernie zdezorientowana i przytłoczona, że nie wiedziałam, co się dzieje.

Od jak dawna Draco o tym wiedział? Dlaczego mi nie powiedział? Czy uwierzył, że pracuję w Scry?

Doddsworth skinął głową w stronę Draco.

— Przyjmie ochronę — powiedział. — Proces ma się rozpocząć w przyszłym tygodniu. Dzięki tym nowym dowodom wszystko powinno się skończyć do końca lata. Wymagam także ochrony przez cały proces.

Draco skinął głową.

— Auror Thomas będzie panią eskortował do bezpiecznej kryjówki na resztę dnia — rzekł Draco. — Ministerstwo będzie w kontakcie.

I Główny Auror wyszedł z pokoju z tak małą ilością emocji i uczuć na twarzy, z jakimi wszedł.

Brak komentarzy