[T] Come To Claim: Rozdział 29
Pokaz mody Pansy przebiegał bezproblemowo. Ubrała
Astorię i mnie w ubrania z tej samej kolekcji i usiadłyśmy w pierwszym rzędzie.
Przy pokazie było mnóstwo pracy, ale nigdzie nie widziałam Anthony’ego. Może
wyrzuciła go z listy gości po tym wszystkim, co się działo z Ronem i ohydnych
artykułach w Proroku.
— Hermiono! — zawołał ktoś za mną po pokazie na
przyjęciu koktajlowym.
Odwróciłam się i zobaczyłam Cho Chang machającą
do mnie. Trzymała przyjaciółkę pod rękę, gdy podeszła i pocałowała mnie w
policzek.
— Dawno się nie widziałyśmy.
Uśmiechnęła się.
— Wyglądasz świetnie — powiedziałam.
— To z kolekcji Parkinson. — Obróciła się,
ukazując całą swoją czerwoną sukienkę. — Jest genialna!
— To prawda — zgodziłam się. — Mam szafę pełną
ubrań od niej.
— To moja przyjaciółka, Lora — rzekła Cho. —
Poznałyśmy się w Oxfordzie. Pochodzi z Portugalii.
Uścisnęłam jej dłoń.
— Miło cię poznać.
— Ciebie również.
Odwzajemniła ciepły uśmiech.
— Wyglądasz na naprawdę szczęśliwą, Hermiono —
odparła Cho, a ja byłam zaskoczona komplementem i szczerym uśmiechem na jej twarzy.
— Tak się cieszę, że w końcu go zostawiłaś.
— J-jestem — wyjąkałam. — Eee, szczęśliwa. Jestem
bardzo szczęśliwa.
— Zasługujesz na o wiele lepiej — zgodziła się
Lora, mimo że nic o mnie nie wiedziała.
Oczy Cho rozszerzyły się ze współczucia.
— Słyszałyśmy plotki o jego… problemie.
— Plotki?
Jedyne plotki, jakie znałam, dotyczyły mnie i
moich licznych problemów, zgodnie z artykułami Goldsteina. Powstrzymałam się od
przewrócenia oczami.
— Że jest okropny w łóżku — wyszeptała Lora. — I
dlatego wybrałaś Kruma.
Mogłabym ją pocałować w tym momencie. Ze
wszystkich cudownych, niesamowitych i idealnych rzeczy, jakie mogła powiedzieć,
to było na szczycie listy.
Moje oczy rozszerzyły się w udawanym zrozumieniu,
gdy skinęłam głową.
— To takie żenujące — wyszeptałam poważnym tonem.
Skoro Ron mógł rozsiewać plotki na mój temat, to
ja również mogłam to robić i mieć z tego frajdę.
— Nikt nie powinien się godzić na słaby seks —
powiedziała Cho. — Zwłaszcza w dzisiejszych czasach. Brawo. Kibicujemy ci.
— Dziękuję, to wiele znaczy.
— O, jest już Pansy. Chodźmy z nią pogadać —
mruknęła Cho do Lory. — Miło było cię widzieć, Hermiono!
Uśmiechnęłam się, gdy odchodziły, czując ogromną
chęć, by się przytulić. Ze wszystkich szalonych scenariuszy, ten był na
szczycie listy. Nigdy nie wyobrażałam sobie, że zaczną się rozprzestrzeniać
plotki na moją korzyść.
— Wyglądasz na zadowoloną.
Astoria podała mi drinka.
— Cho właśnie powiedziała, że słyszała plotkę o
impotencji Rona.
Astoria zakrztusiła się drinkiem.
— To cholernie genialne!
Uchyliłam kieliszek w jej stronę, wznosząc toast
z uśmiechem.
— Nie poprawiłam jej.
Uśmiechnęłam się sugestywnie.
— Dobrze! Też nie będę dementować plotek! Chętnie
usłyszę więcej!
Kątem oka dostrzegłam błysk platyny i oddech
uleciał mi z płuc. Wrócił.
Ale kiedy jasna blond grzywa znów się pojawiła,
zobaczyłam Lunę Lovegood, a nie Draco, mój entuzjazm zmalał.
Dziś rano obudziła mnie sowa od niego z komiksem,
na którym znów próbowałam słuchać Draco bez koszulki, wydającego mi polecenia,
ale śliniłam się i zamiast oczu miałam serca. Żart był po jego stronie, bo
kupiłam latte w drodze do Pansy, żeby uniknąć żenady. Ale rysunek bardzo mi się
podobał i z radością dodałam go do mojej rosnącej sterty.
— Cześć, Hermiono — przywitała się Luna,
dołączając do nas przy stole z niemal czarnym koktajlem w dłoni. — Astorio,
wyglądasz ślicznie.
— Podoba mi się twoja spódniczka, Luno —
przyznała Astoria.
I nie umknął mi widok, jak wzrok Astorii
zatrzymał się na długich nogach Luny wyeksponowanych przez miniówkę.
— Jak życie mija?
Spojrzałam na Astorię szeroko otwartymi oczami z
czystego zdumienia, gdy Luna zatrzepotała długimi rzęsami. Była kompletnie
nieświadoma.
— Eee, nie czytasz Proroka? — zapytałam, kompletnie zaskoczona pytaniem.
Luna wzruszyła ramionami swobodnie i niewinnie.
— Oczywiście, że nie.
Astoria aż się roześmiała.
— Rozwodzę się — powiedziałam. — Ron rozsiewa o
mnie plotki i przedstawia siebie jako ofiarę.
Luna skinęła tylko głową, upijając łyk swojego
nietypowego napoju.
— To ma sens — rzekła. — Jego uzależnienie w
końcu musiało go pokonać.
Chciałam uszczypnąć się w nasadę nosa, ale się
powstrzymałam. Przyjaźń z Luną mogła być bardzo irytująca i dezorientująca.
— Jakiego uzależnienia, Luno?
Astoria z wdzięcznością mnie zastąpiła.
— Porno, oczywiście. Seks. Kobiety. Wszystko.
Astoria i ja znieruchomiałyśmy.
— Skąd o tym wiesz? — zapytałam.
— Kilka lat temu napisałam felieton o reakcjach
na traumę w Żonglerze. — Wzruszyła
ramionami. — To dość powszechne wśród ocalałych. Powinnaś zobaczyć, w jakie
tarapaty wpakował się Seamus.
Skrzywiłam się. Słyszałam plotki o powojennych
zachowaniach Seamusa i żadna z nich nie była przyjemna.
Zapomniałam, że Luna przejęła gazetę po ojcu po
zakończeniu wojny. Miała nieco inne podejście niż ojciec, ale gazeta i miała
zbyt fantazyjne treści jak na mój gust. Przyznaję, że od lat nie czytałam
żadnego numeru.
— Przyznaję, że moje fantazje i preferencje
seksualne bardzo się zmieniły na przestrzeni lat — kontynuowała Luna. — O wiele
bardziej odpowiada mi towarzystwo kobiet niż mężczyzn. Nie sądzę, żeby to była
reakcja na traumę, raczej po prostu szczerze interesuje mnie kobiece ciało.
Astoria przypominała mi Theo, sposób, w jaki jej
oczy autentycznie rozbłysły na wyznanie Luny. To był sygnał, żebym sobie
poszła.
— Powinnaś porozmawiać z Astorią o wejściówce do
klubu — powiedziałam do Luny. — Nox byłoby idealne do zgłębienia niektórych z
tych zainteresowań. Muszę iść. Miło było cię zobaczyć.
Mrugnęłam do Astorii, przytulając Lunę na
pożegnanie.
Pogadałam chwilę z Pansy, zanim wyszłam i
wróciłam do domu. Postanowiłam pójść na spacer zamiast korzystać z kominka. W
Londynie był piękny dzień i chciałam cieszyć się letnią pogodą.
Draco wciąż nie było, więc ugotowałam kolację dla
siebie, posprzątałam kuchnię i rozsiadłam się na kanapie, by bezmyślnie obejrzeć
telewizję. Potrzebowałam planu na przyszłość. Najwyraźniej poprzedni darczyńcy
nie byli zadowoleni z tego, co czytali w artykułach o mnie. Potrzebowałam więc
nowej grupy darczyńców, być może młodszych. Pokolenia, które nie kieruje się
tym, co mówią w mediach.
Pomyślałam o kręgu Pansy. Ze względu na jej
powiązania ze Slytherinem otaczało ją bogactwo i wpływy. Zastanawiałam się, czy
goszczenie naszego pokolenia mogłoby nieść ze sobą jakieś datki i wpływy. Osoby
tak bogate zawsze szukały nowych sposobów, by się odwdzięczyć. Więc Theo i ja
powinniśmy im to dać. W Ministerstwie nie było zapisu, że pieniądze i datki
muszą pochodzić od tych samych darczyńców. Mogłabym przyciągnąć nowe pieniądze.
Nowe wpływy. Stworzyć nowy zarząd. Te osoby nie muszą mieć sześćdziesięciu lat
lub więcej, żeby do niego dołączyć. A młody człowiek mógłby wnieść trochę
świeżości.
Draco nie wrócił, gdy szykowałam się do snu. Moje
rozczarowanie było namacalne. Tęskniłam za nim. Wpatrywałam się w miejsce, w
którym powinien spać.
Nie jest
taki jak Ron, zmusiłam się do
myślenia. To Draco. Wróci. Nie kłamie.
Obudziłam się następnego ranka i miejsce obok
mnie wciąż było puste.
Niedziela była nudnym dniem prania, czytania i
oglądania telewizji. Ale Draco nie wrócił. Nie dostałam od niego żadnej
wiadomości.
Położyłam się spać sama i znowu obudziłam się
sama.
Ubrałam się i przygotowałam do pracy, wkładając
fioletową sukienkę, żeby rozjaśnić trochę mój ponury nastrój.
Dziś rano nie było żadnej wiadomości. Żadnej
sowy. Nawet nie spojrzałam na ekspres do kawy. Wyjdę z Theo na lunch i kupię
kawę, jak będziemy w pracy.
Kiedy dotarłam do Ministerstwa, zjawiły się też
dziesiątki innych osób. Szliśmy dużą grupą w stronę wind.
— Winicie ją? Jeśli nie dała rady, ja też nie
spróbuję — wyszeptał głos po mojej lewej stronie.
Trzymałam głowę wysoko.
— Nie powiesz mi, że bzykanie go było dobrym
pomysłem.
— Słyszałam, że Krum to niezłe ciacho.
— Ja też — wyszeptał ktoś inny. — Bogowie,
zrobiłabym wszystko, żeby to zobaczyć.
Mój nastrój natychmiast się zmienił. Uniosłam
głowę, a na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Mówiły o mnie.
— Nic dziwnego, że publikuje te żałosne artykuły.
— Zaśmiał się ktoś inny. — Został wykastrowany.
Och, jak bardzo miały rację. Chciałam się
odwrócić i je przytulić. Nawet nie wiedziałam, kim były, ale to była dla mnie
absolutnie cudowna wiadomość. Iskierka nadziei, że artykuły Rona nie przekonały
wszystkich. A fakt, że Goldstein podrzucił te zdjęcia Kruma ze mną, tylko
wzmocnił podejrzenia wszystkich. To było genialne. Pogrążali się.
Weszliśmy do wind i wtedy po raz pierwszy
dostrzegłam, kto mówi. Astoria uśmiechnęła się do mnie z grupą czarownic,
których nie rozpoznawałam. Podtrzymywała plotki, które usłyszała Cho.
Zdusiłam uśmiech i zachowałam neutralny wyraz
twarzy, jadąc windą. Wyszłam na swoim piętrze i poczułam się zupełnie nieważka,
idąc do gabinetu. Ron nie mógł wiecznie sprawować nade mną władzy.
Większość poranka spędziłam, knując z Theo, jak
obalić zarząd. Powiedział, że Pansy jest idealną kandydatką. Ale jego drugi
pomysł sprawił, że się zawahałam. Narcyza.
Nie winiłam jej za nic. Ale myśl o spotkaniu z
nią po tych wszystkich latach napawała mnie niepokojem. Zwłaszcza że Draco
wyznał, że wszystko jej o nas powiedział. Co
ona sobie pomyśli? Jej syn czystej krwi wzdychał do zamężnej szlamy.
Ścisnął mi się żołądek.
— Granger.
Dean Thomas pojawił się w naszych drzwiach.
Mój puls przyspieszył. Zastępca Draco.
— Potrzebuję cię na chwilę.
Spojrzałam na Theo, mając nadzieję, że znajdzie
jakąś odpowiedź lub wyjaśnienie, ale on tylko wzruszył ramionami.
— Jasne, Dean.
Skinęłam głową.
Zdjęłam fartuch i powiesiłam go na oparciu
krzesła.
— Weź torebkę — powiedział. — To może chwilę
potrwać.
Zawahałam się.
— Mam wezwać swojego prawnika?
— Już jest — mruknął.
Czułam, że tracę kolory na twarzy, gdy rzuciłam
Theo kolejne, bezradne spojrzenie. Wstał, żeby pójść za nami, ale Dean uniósł
rękę.
— Tylko ona, Nott — rzekł. — Przepraszam, stary.
Posłałam Theo ostatnie, rozpaczliwe spojrzenie.
Wyglądał na równie zdezorientowanego i zmartwionego jak ja.
W milczeniu szłam z Deanem do wind. Moje serce
waliło tak głośno, że byłam pewna, że mógł liczyć uderzenia.
Dean był równie zaniepokojony, co ja. Twarz
stwardniała w grymasie gniewu, który wyglądał tak obco na jego zazwyczaj
rozluźnionej twarzy. Kiedy windy się zatrzymały na poziomie DPPC, poszłam za
nim korytarzami. Nie weszliśmy do gabinetu Draco. Nie zatrzymaliśmy się przy
salach wykładowych Harry’ego. Poszliśmy prosto do biur śledczych, gdzie
przyprowadzano ludzi na przesłuchania.
— Dean, proszę — wymamrotała. — O co tu chodzi?
Weszliśmy do pokoju, a mój adwokat wstał,
wyciągnął rękę i się przywitał.
— Panno Granger.
— Co się dzieje? — zapytałam.
— Nowy przełom — odparł. — W ten weekend pojawiło
się mnóstwo dowodów. Nie jestem jeszcze pewien, co z nich wyszło na jaw.
Czy to
był odwet Rona? Co zrobił?
Zrobiło mi się niedobrze.
Po drugiej stronie pokoju stały dwa krzesła, a po
środku ogromny stół.
Dean krążył wzdłuż ściany, a ja z niepokojem
czekałam, aż ktoś wejdzie albo on zacznie mówić.
Doddsworth nie wyglądał na tak przerażonego i
zdenerwowanego, jak ja się czułam. Zamek w drzwiach się przekręcił i sekundę
później oddech uleciał mi z płuc. Draco Malfoy wszedł z tą samą, chłodną
obojętnością i surowością, którą znałam od lat. Okulary w czarnych oprawkach zsunęły
mu się z twarzy, nadając wyniosłą brutalność, na widok której miałam ochotę się
wzdrygnąć.
— Panno Granger.
Skinął głową.
Nie poruszyłam się.
Nie mogłam nawet przełknąć śliny.
Trzymał pod pachą teczkę, którą podał Deanowi.
Obaj kipieli nieokiełznaną złością, a ja pod jej presją miałam ochotę
wybuchnąć. Chciałam zażądać, żeby mi powiedział, co się dzieje. Dlaczego nic mi nie powiedział? Gdzie był
cały weekend? Wiedziałam jednak, że jego pozostali pracownicy będą
podsłuchiwać po drugiej stronie lustra weneckiego po mojej lewej stronie.
Wiedziałam, że to zostanie nagrane na później. Więc trzymałam się w ryzach.
Ledwo dawałam radę.
Położono przede mną pierwsze zdjęcie. Mężczyzna w
drugiej, czarnej szacie, z czarnymi, kręconymi włosami i wyraźnie cofającą się
linią włosów. Nie znałam go.
— Czy może pani zidentyfikować tego mężczyznę?
Przyjrzałam mu się uważnie. W ogóle go nie
poznawałam.
— Panno Granger, czy zdaje sobie pani sprawę z
tego, że mam pełne prawo użyć Legilimencji, by wydobyć od pani informacje?
Ton jego głosu był tak ostry i poirytowany, że
ledwo go rozpoznałam.
— Tylko jeśli byłaby zamieszana w sprawę karną…
— To właśnie taka sprawa.
Po raz pierwszy, odkąd wszedł, spojrzałam Draco w
oczy. Nie użyje tego na mnie. Obiecał. Powiedział to ponad miesiąc temu. Czy
mówił tak z uwagi na ludzi, którzy go
obserwowali? Czy to miało coś wspólnego z Ronem? Czy nagle uwierzył w kłamstwa?
Draco emanował wściekłością. Czy była
skierowana na mnie?
Nosił okulary. Co oznaczało, że od dawna używał
Legilimencji. Była druga po południu. Nie miałam od niego żadnych wieści od
sobotniego listu.
Spojrzałam z powrotem na zdjęcie, gdy Dean
wysunął kolejne. To było zdjęcie sprzed lat. Chłopiec miał prawdopodobnie około
czternastu lat i nosił szkolną szatę. Właśnie wtedy mnie olśniło.
— To jest Anthony Goldstein.
— Proszę nam opowiedzieć wszystko, co pani wie o
tym człowieku.
— Chodziliśmy z nim do szkoły — powiedziałam
cicho. — Był Krukonem. W naszym wieku.
— I?
Przełknęłam ślinę i wzdrygnęłam się na jego
szorstkość.
— Pisze dla Proroka
Codziennego.
— Kiedy ostatni raz rozmawiała pani z
Goldsteinem? — warknął Draco.
— Nie pamiętam — rzekłam. — Może w szkole? Nie
pamiętam, żebym kiedykolwiek z nim rozmawiała.
Dean położył przede mną kilka dokumentów.
Wyglądało to na umowę. Moje nazwisko widniało na górze, razem ze wszystkimi
innymi danymi osobowymi. Wyglądało to jak umowa o pracę. Zmarszczyłam brwi,
skanując dokument.
Nic z tego nie podpisałam.
Nie napisałam tego.
Zamarłam, gdy doszłam do końca dokumentu.
Scry.
Dokument
zatrudnienia.
W Scry.
Dla
mnie.
— Nie podpisałam tego — spanikowałam, ponownie
czytając informacje. — Nigdy nie dołączyłabym do agencji towarzyskiej. Nie
jestem… Nie mogłabym…
Ledwo mogłam oddychać, wpatrując się w umowę.
Data była sprzed dwóch tygodni.
— To pani podpis? — zapytał.
— Tak — przyznałam, zszokowana niesamowitym
podobieństwem do tego spod mojej ręki. — Ale ja tego nie zrobiłam. Nigdy bym
tego nie podpisała.
Spojrzałam z powrotem na górę strony. Mój wzrok
znów przemknął przez dane osobowe, ale zatrzymał się na dacie urodzenia.
— Chwila — powiedziałam, podsuwając mu stronę. —
Tu jest błąd. Nie ja to napisałam.
Wskazałam na rok urodzenia.
Ron ciągle zapominał, w którym roku się
urodziłam. On urodził się w tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym. Ale ja nie. Ja
byłam z tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego dziewiątego roku. A obok dnia i
miesiąca widniał nie ten rok. Ron to uzupełnił. Nigdy nie mógł tego zapamiętać.
— Urodziłam się w tysiąc dziewięćset
siedemdziesiątym dziewiątym roku.
Mogłam przysiąc, że zobaczyłam błysk w oczach
Draco, gdy na mnie spojrzał. Ale zniknął tak szybko, jak się pojawił. Skinął
głową na Deana.
Kolejny plik był wypełniony kilkoma moimi
zdjęciami. Ja na kolacji z Theo, Pansy i Astorią. Ja na pokazie mody. Ja idąca
do domu.
Mina mi zrzedła.
Sfotografowali mnie, jak wchodzę do kompleksu, w
którym mieszkał Draco.
Na kolejnych zdjęciach przytulałam Bernarda,
portiera. Rozmawialiśmy przez kilka minut, zanim wsiadłam do windy.
— Pani adres zamieszkania z dokumentów
Ministerstwa jest zupełnie inny.
Kurwa.
Przelotnie przypomniałam sobie, jak Pansy kazała
Astorii wpisać jej adres do akt podczas kolacji kilka tygodni temu. Naprawdę to zrobiła?
— Tak.
To jedyne, co przyszło mi do głowy.
— Czy Pansy Parkinson mieszka w tym kompleksie?
— Nie.
— A pani?
Musiałam uważać na to, co mówiłam.
— W związku z moim rozwodem czuję, że jeszcze nie
znalazłam miejsca dla siebie. Wciąż jestem w zawieszeniu.
— Czy szła pani do tego kompleksu, by spotkać się
z klientem Scry?
Sapnęłam.
— Nie!
— Czy miała pani zamiar świadczyć usługi
seksualne za pieniądze, kiedy wchodziła pani do tych mieszkań?
— Nie!
Skręciłam ręce na kolanach. Czy to właśnie myśleli? Że zamierzam wykonywać usługi agencji
towarzyskiej? Draco nie mógł uwierzyć w te bzdury. To były same kłamstwa!
— Czy to dane pani konta bankowego?
Dean wsunął przede mnie kolejny papier. Drugą
stronę umowy Scry.
— Nie, nie. To stare konto, które miałam wspólnie
z Ronem.
— Nie ma pani już do niego dostępu?
— Nie — powiedziałam. — Założyłam własne konto w
Banku Gringotta ponad miesiąc temu. Tylko Ron korzysta ze starego konta.
Spojrzałam na mojego prawnika, który również miał
surowy wyraz twarzy.
— Panno Granger, mamy powody sądzić, że pani mąż,
z którym jest pani w separacji, zamierzał wprowadzić panią do agencji
towarzyskiej znanej jako Scry, by spłacić swoje długi.
Otworzyłam usta ze zdumienia, a moje dłonie
zadrżały gwałtownie na kolanach. Nie
zrobiłby tego. Nie mógłby…
— Zapytam jeszcze raz — powiedział. — Czy
dobrowolnie podpisała pani dokumenty potwierdzające zatrudnienie w Scry?
— Nie! Nigdy bym tego nie zrobiła!
Całe moje ciało drżało. Łzy groziły wypłynięciem.
Czy Ron naprawdę to zrobił? Czy naprawdę
planował mnie wykorzystać do spłaty swoich długów?
— Kiedy ostatnio rozmawiała pani z panem
Weasleyem? — zapytał Draco.
— W piątek wieczorem — odparłam.
Zmrużył oczy. Jego grymas się pogłębił.
Powiedział mi przed wyjazdem, żebym wysłała mu sowę, jeśli będę rozmawiała z
Ronem, ale nie był agresywny ani nie wymknęło się to spod kontroli, więc
uznałam, że lepiej będzie powiedzieć mu o tym osobiście.
— I?
Ton jego głosu przeszył mnie na wskroś. Był
gorszy niż ostry ton Potwora.
— On… — Przełknęłam ślinę. — Chciał, żebym
wróciła do domu. Powiedział, że rujnuję mu życie. Powiedział… powiedział, że mi
wybaczy, jeśli wrócę do domu.
Szczęka Draco zacisnęła się z tak wielkim
napięciem, że myślałam, że pęknie.
— Co wybaczyć?
— Spanie z Krumem.
— Sypia pani z Viktorem Krumem?
— Nie. — Pokręciłam głową. — I nie planuję. Ale
pozwoliłam Ronowi tak myśleć. Był zazdrosny. I miło było widzieć go zranionego.
Draco skinął lekko głową, po czym wymienił
spojrzenia z Deanem.
— Panno Granger — powiedział Dean, opierając ręce
na stole. — Ponieważ ta dokumentacja została złożona i zaakceptowana w Scry,
uważamy, że istnieje poważne zagrożenie dla pani życia. Pojawią się, by wyegzekwować
to, co zawarto w umowie i dlatego zalecamy rozważenie posiadania ochrony
Ministerstwa podczas pani pracy i spotkań towarzyskich, dopóki sprawa nie
zostanie rozstrzygnięta w sądzie.
Mieszkałam z Draco. Jak to miałoby wyglądać?
— Mam do dyspozycji bezpieczną kryjówkę, jeśli
pani się zgodzi — kontynuował Draco. — I wyrażę się jasno. Uważam to za bardzo
konieczny środek ostrożności.
Spojrzałam na Doddswortha, który był kompletnie
zszokowany i niepewny, co zrobić ani powiedzieć. Byłam tak cholernie
zdezorientowana i przytłoczona, że nie wiedziałam, co się dzieje.
Od jak
dawna Draco o tym wiedział? Dlaczego mi nie powiedział? Czy uwierzył, że
pracuję w Scry?
Doddsworth skinął głową w stronę Draco.
— Przyjmie ochronę — powiedział. — Proces ma się
rozpocząć w przyszłym tygodniu. Dzięki tym nowym dowodom wszystko powinno się
skończyć do końca lata. Wymagam także ochrony przez cały proces.
Draco skinął głową.
— Auror Thomas będzie panią eskortował do
bezpiecznej kryjówki na resztę dnia — rzekł Draco. — Ministerstwo będzie w
kontakcie.
I Główny Auror wyszedł z pokoju z tak małą
ilością emocji i uczuć na twarzy, z jakimi wszedł.
Brak komentarzy