[T] Come To Claim: Rozdział 24

piątek, 5 czerwca 2026

 

Witajcie :) w piątkowe popołudnie czas na cztery nowe rozdziały tej historii. Jak zwykle będzie gorąco, ale zostaną ujawnione nowe tajemnice i nie tylko… Zatem miłej lektury!


            _____________


Obudziłam się późno tego ranka, a głowa Draco tkwiła między moimi nogami. Krzyknęłam, gdy moje wrażliwe ciało wibrowało z rozkoszy. Jego dłonie zaciskały się na moich biodrach, a on wyciskał ze mnie każdą uncję rozkoszy. Magia języka Draco Malfoya była czymś, co budziło podziw.

Orgazm rozkwitł w moim wnętrzu, uwalniając fale ekstazy spływające po mojej wrażliwej skórze. Draco zrzucił z siebie kołdrę i usiał z zadowolonym uśmiechem.

— Dzień dobry, Hermiono.

Wciąż dziwnie było patrzeć na niego w takim stanie. Tatuaże, które pokrywały każdy centymetr jego ciała, wydawały się tak dopasowane, że pasowały do jego twarzy. Pochylił się nade mną i przycisnął usta do swoich. Zaczerwieniłam się, czując intymność smaku samej siebie, ale to zdawało się go tylko ośmielać.

— Tak dobrze — jęknął.

Czy to szaleńcze uczucie pożądania kiedykolwiek zniknie? Czy nadejdzie czas, kiedy będę unikać fizycznej bliskości z nim, tak jak z Ronem? Modliłam się, żeby nie. Błagałam wszechświat, żeby podsycał moją wygłodniałą namiętność wobec niego. Byłam zachłanna. Chciałam więcej.

Uniosłam biodra, by przysunąć się do niego, a jego jęk zmienił się w warczenie.

— Hermiono — ostrzegł mnie, wbijając się w moje usta.

Ale go zignorowałam. Moje dłonie już sięgały wzdłuż jego ciała, aby przyciągnąć go bliżej. Paznokcie wbiły się w miękką skórę jego pośladków i pociągnęłam go do przodu. Wysyczał serię przekleństw i powoli wbijał we mnie swojego kutasa. Cal po calu, oboje sapaliśmy i dyszeliśmy.

Moja głowa opadła na poduszki, gdy wzięłam go w całości.

— Draco — błagałam.

Ale on już się ruszał. Był tak dostrojony do moich potrzeb, a moje ciało tak czule reagowało. Sutki bolały przez niego, a jego usta zaciskały się na jednym, a potem na drugim, na zmianę przesuwając zębami i językiem.

— Kurwa — jęknęłam, gdy ciśnienie zaczęło narastać.

Wtedy wszedł najgłębiej, jak mógł, i uniósł broda. Bogowie, kiedy to zrobił, zamroczyło mnie. Nie mogłam złapać oddechu. Był w tym cholernie dobry. A ja mogłam tylko przyjmować, przyjmować i przyjmować.

— Właśnie tak, kochanie. — Odgarnął mi włosy z twarzy i pocałował. — Weź mnie. Weź mnie całego. Pozwól mi pieprzyć cię tak głęboko.

Nie spuszczałam z niego wzroku, chłonąc scenę przede mną. To był mój Potwór. To był Draco. Wszystko zmieszane w jedną, wspaniałą i erotyczną fantazję, jakiej nigdy nie mogłam sobie wyobrazić.

Pocałunki stały się szalone i głodne, w miarę jak nasza ekstaza narastała. Byliśmy blisko siebie. Języki domagały się uwagi drugiego. Więcej. Rozkoszne i dzikie uczucie uniesienia było tuż za rogiem. Sięgaliśmy po nie, błagając o wyzwolenie.

— Teraz — warknął Draco, a ja skoczyłam za nim.

Nasze namiętne okrzyki wypełniły przestrzeń pokoju, gdy wpadało przez nie poranne światło. Nie mogłam oddychać, nie mogłam pojąć, jak coś między dwojgiem ludzi może być tak dynamiczne.

Draco sięgnął po różdżkę leżącą na stoliku nocnym. Zniszczył dowody naszej namiętności i rzucił zaklęcie antykoncepcyjne.

— Zażyłam całoroczny eliksir — wyznałam. — W grudniu zeszłego roku.

Draco odwrócił się do mnie, wodząc dłonią po moim nagim biodrze.

— Ukryłaś to przed nim.

To nie było pytanie. Część mnie czuła się winna, że ukryłam to przed Ronem. Tak bardzo uparcie chciał mieć dzieci, ale coś w tym wszystkim wydawało mi się takie dziwne. Teraz wiedziałam, że jakaś część mojej podświadomości mnie chroni.

Skinęłam głową.

— Dawno temu pogodziłem się z myślą, że kiedyś będę wychowywał małego niziołka Weasleyów — powiedział.

Czekałam, aż powie, że żartuje, ale to się nie wydarzyło. Wybuchłam histerycznym śmiechem, zakrywając twarz dłońmi.

— Nie żartuję — mruknął, wyraźnie zdziwiony moją reakcją.

Trzymałam ręce na twarzy.

— Wiem.

Jego obsesyjna natura należała do Potwora. A teraz po raz pierwszy widziałam, jak się ze sobą łączą.

— Zdenerwowałem cię? — zapytał, odsuwając moje dłonie od twarzy.

Zaniepokojenie przejawiało się w jego rysach, nadając mu chłopięcy wygląd. Wyglądał, jakby przygotowywał się na reprymendę.

Pochyliłam się i go pocałowałam.

— Oczywiście, że nie — zapewniłam. — Jesteś tylko trochę… szczery.

— Zawsze chcę być z tobą szczery.

— Wiem — wyszeptałam. — Przepraszam, że zmusiłam cię do kłamstwa.

— Wiedziałem, że w końcu to wyjdzie na jaw. To był po prostu przedłużający się brak prawdy. Nie kłamstwo.

— Ładnie powiedziane, bajerancie.

Powrócił jego uśmiech i poczułam, jak się rozluźniam. Przyciągnął mnie do piersi.

— Opowiesz mi o nich? — zapytałam, wodząc po tatuażu biegnącym wzdłuż jego torsu.

— Blaise robi je wszystkie — powiedział. — Teraz mogę przyznać, że to uzależnienie. Kłucie i ból działają na mnie jak balsam. Łagodzą tę część mnie, której nawet nie potrafię opisać słowami.

Całe jego ciało było nimi pokryte. A teraz, gdy był nagi, zobaczyłam, że jego nogi również były niemal w całości wytatuowane.

— Projektujesz je wszystkie?

Z małych komiksów, które mi zostawiał, wiedziałam już, jaki był utalentowany.

— Większość z nich, tak. — Skinął głową. — Ale Blaise i ja mamy tendencję do łączenia koncepcji i pomysłów częściej niż rzadziej. Stałem się jego manekinem do ćwiczeń nowych stylów i rodzajów.

Zauważyłam dużą różnorodność tatuaży. Niektóre były napisane piękną kursywą, inne chropowatą czcionką. Niektóre wyglądały tak realistycznie, że przysięgałbym, że mogłabym wyciągnąć rękę i się w nich zagłębić. Ale wszystkie były w odcieniach czerni i szarości.

— Zaczęło się od sposobu na zakrycie pięknych śladów, którymi obdarzył mnie Potter. — Uniósł brew. — Paskudny czar, którego nauczył się z twoich odczytów?

Moje brwi poszybowały w górę.

— Nie. — Pokręciłam głową. — Należał do Snape’a. Miał podręcznik do eliksirów, w którym go zapisał, ale Harry nie wiedział, co może spowodować. Wypróbował go na swoim wrogu. Tobie.

— To by wyjaśniało, dlaczego tak szybko Snape mnie wyleczył, gdy mnie znalazł. — Draco skinął głową, wzruszając ramionami. — To nie była pierwsza blizna. I nie pierwszy raz myślałem, że umrę.

Zapomniałam, jak się przełyka.

— Byłem wychowywany w dość… skomplikowany sposób — rzekł bez emocji, jakby po prostu powtarzał zaklęcia. — Oczekiwano perfekcji. Wszystko poniżej prowadziło do kreatywnych sposobów karcenia.

— Torturowali cię?

Mój szept ukazał wszystkie okropne myśli kłębiące się w mojej głowie.

— Tak. Moja matka nigdy tego nie tolerowała, ale przerwanie tego wyrządziłoby jej większą krzywdę niż mnie. Dlatego od najmłodszych lat nauczyłem się brać na siebie ciężar, żeby ją oszczędzić.

Nagle drobne szwy na mojej brodzie wydały się błahostką.

— To był mój pierwszy — powiedział, wskazując na długą, kościstą dłoń, która ciągnęła się w stronę jego serca. Dłoń zniknęła, jakby sięgała przez niego do wnętrza klatki piersiowej. — Blaise ma pracownię na Ulicy Śmiertelnego Nokturnu. Czarownice i czarodzieje przyjeżdżają z całego świata, żeby się u niego tatuować.

— Rozumiem dlaczego — mruknęłam, zauważając misterne detale jego dzieła.

— Czułem się, jakby śmierć mnie dotknęła. Więc to miało sens.

— Nadal się tak czujesz?

— Tak. — Zatrzymał się na chwilę, zanim kontynuował: — Ale ty to łagodzisz.

Uścisnęłam jego dłoń.

— Smoki na moich plecach reprezentują moją matkę i mnie. Chcemy walczyć. Chcemy przetrwać. I udało się nam. Blaise zyskał jednak popularność, kiedy nauczył się zakrywać tatuaże.

Uniósł lewe przedramię i pokazał miejsce, gdzie powinien się znajdować Mroczny Znak. Koścista twarz i wąż przekształciły się w gigantyczne drzewo, z którego wyłaniały się stworzenia.

— Potrzeba specjalnego rodzaju tuszu, który Theo pomógł mu stworzyć.

— Drzewo życia — powiedziałam.

— Zmartwychwstanie. — Skinął głową. — Druga szansa. Tak to brzmi po łacinie na moim kręgosłupie.

Moje palce przesunęły się po miejscu, gdzie kiedyś był Mroczny Znak.

Bez słowa moja dłoń powędrowała w górę jego ramienia i po wypukłych literach, które odzwierciedlały moje. Nasze oczy się spotkały. Obcy człowiek z tym samym znamieniem Szlamy co moja to jedno. Ale Draco Malfoy z tą blizną był zagadką.

— Moja pokuta.

Ciężar tych słów wisiał między nami.

Sześć liter wyryło się na nim tak głęboko. Blizny na jego na wpół zagojonej skórze były szersze niż moje, ukazując grube wyżłobienia, które przecinały jego ciało.

— To nie jest tatuaż.

— Nie — przyznał. — Theo mnie przytrzymywał. Blaise wyrzeźbił mnie zatrutym sztyletem.

Moje palce drżały, gdy dotykałam wypukłych linii na jego piersi.

— To przypomnienie, że bezczynność ma swoje konsekwencje. Krew nie ma znaczenia. Nigdy więcej nie będę bezczynnie siedzieć.

Odwrócone litery, tworzące napis Czystość, świadczyły o absolutnej kpinie tego określenia.

— Nigdy cię nie winiłam — powtórzyłam szeptem.

Ujął moje ramię i pocałował bliznę. Ścisnęło mnie w żołądku, gdy uświadomiłam sobie, jak bardzo winił siebie za tamten dzień. Uratował nas. Okłamał ojca, choć doskonale wiedział, kim jesteśmy. Nie walczył, gdy ruszyliśmy do ucieczki. Harry z łatwością go rozbroił, podczas gdy Draco naturalnie mógł stawić opór. Czyny Draco tamtego dnia uratowały nas wszystkich.

— Częścią problemu z byciem Legilimentem jest zmęczenie psychiczne wynikające z przemęczenia. Moje objawia się w koszmarach.

— Miałeś jeden tamtej nocy, gdy znalazłam cię w salonie.

Skinął głową.

— Śnisz o tym dniu?

— Często. Chociaż czasami śni mi się jak torturuje moją matkę. Moich przyjaciół. Czasami to Voldemort torturuje ciebie. Czasami atakuje cię Nagini. Mój umysł znajduje kreatywne myśli dotyczące tortur, kiedy jestem osłabiony.

Przyglądał mi się, marszcząc brwi.

— Nie kłamałem, mówiąc, że nie wdzierałem się do twojego umysłu — kontynuował. — Ale bardzo trudno mi się oprzeć, gdy wiem, że masz koszmary. Chcę wejść do twojego umysłu i wyrwać je z ciebie.

— Nigdy nie mam koszmarów o tobie.

Prychnął z niedowierzaniem.

— To o Potworze.

— Nie. — Pokręciłam głową. — Nigdy nie miałam.

—Głupia dziewczyna. — Westchnął i pocałował mnie w czoło. — Nie jestem dobrym człowiekiem, Hermiono. Zabijałem i torturowałem. Nie bez powodu byłem najmłodszym Śmierciożercą Voldemorta. Terroryzowałem cię za dzieciaka i nadal jestem potworem.

Czy to był jego sposób na ostrzeżenie mnie? Próba odstraszenia?

— Kochasz mnie.

To nie było pytanie, ale i tak odpowiedział.

— Tak.

Przyrzekłam sobie, że spędzę następne kilka godzin, zapamiętując jego ciało i tatuaże tak dokładnie, jak on zapamiętywał mnie. Każdy obraz krył w sobie wspomnienie i chciałam, żeby Draco w końcu podzielił się nimi ze mną. Chciałam się dowiedzieć o nim więcej. Miałam jednak czas. Mnóstwo czasu.

Resztę dnia spędziliśmy w swoich objęciach. Wymazał ze mnie wszelkie wspomnienia z poprzednich zbliżeń seksualnych. Bo tylko on pozostał w mojej głowie. Znał moje ciało tak dobrze, że mogłabym przysiąc, że szeptało do niego. Byłam nim zachwycona.

Każdym dotykiem. Każdym pocałunkiem.

Przestrzeń, gdzie kończyła się moja skóra, a zaczynała jego, wkrótce się zatarła. Stanowiliśmy jedność. I za każdym razem łączyliśmy się na głębszym poziomie niż poprzednio.

— Muszę dziś wieczorem znowu wyjechać — wyszeptał, tuląc się do mnie w jego gigantycznym łóżku.

Palcami obrasowywał moją twarz, jakby zapamiętywał jej dotyk.

— I nie możesz mi powiedzieć, po co?

— Jeszcze nie — mruknął. — Ale powiem ci. Obiecuję.

Ogarnął mnie niepokój. Trudno było mi się uwolnić od podejrzeń i wątpliwości. Zwłaszcza po tym, co przeżywałam w Ronem.

— To nie romans — obiecał. — Ani Nox. Ani nieślubne dziecko. Ani coś nielegalnego. — Wydał z siebie dźwięk, jakby rozważał to ostatnie. — Może zacieram pewne granice.

— Dręczysz Rona?

Parsknął śmiechem i wtulił nos w moją szyję.

— Nie. Ale tak bardzo bym chciał, że aż boli.

— Kiedy wyjeżdżasz?

Mój głos był cichy.

Mieliśmy taki niezwykły dzień. Nie chciałam, żeby się skończył. Nie chciałam też stracić całej niedzieli w jego objęciach.

Pocałował mnie.

— Im szybciej wyjdę, tym szybciej będę w domu.

Pocałował mnie po raz ostatni, zanim wstał z łóżka.

— Chcę, żebyś tu była, kiedy wrócę — powiedział. — Naga. Czekająca. Dokładnie tak.

Uśmiechnęłam się.

— Czy mogę chociaż poczytać dla zabicia czasu?

Udał skupione spojrzenie, zanim sięgnął na półkę i rzucił mi książkę. Odwróciłam ją i zobaczyłam, że to jedna z jego powieści o Sherlocku Holmesie w idealnym stanie.

— Mój ojciec uwielbiał książki o Sherlocku Holmesie. — Uśmiechnęłam się. — Były jego ulubionymi.

— Chcę się dowiedzieć o nich więcej — powiedział, schylając się, by mnie pocałować. — Opowiesz mi, jak wrócę do domu?

Skinęłam głową. Rozmowa o nich z Draco była jak oczyszczenie. Ron nigdy nie pytał. Nigdy się tym nie przejmował. Ale Draco tak.

Tej nocy spałam w pokoju Draco. Starałam się uciszyć wszystkie niepotrzebne szumy w mojej głowie, które szeptały o proponowanym miejscu jego pobytu i o tym, dlaczego wyjeżdża o północy. Ale zmusiłam umysł do pozytywnego myślenia. Powiedział, że mi wszystko wyjaśni. Musiałam mu zaufać. Modliłam się tylko, żeby mnie to nie zniszczyło, gdy się dowiem.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Pansy i Astoria wyciągnęły mnie z domu w niedzielę i miała ciche podejrzenie, że Draco je go tego namówił. Ale dobrze się bawiłam. Pansy pracowała nad nową kolekcją strojów wieczorowych, a Astoria podrzucała pomysły. Nie miałam wiele do powiedzenia, ale zauważyłam, że rozmowa między naszą trójką nie była wymuszona. Po prostu cieszyłyśmy się swoim towarzystwem.

Astoria z ekscytacją opowiadała o swoim wczorajszym wieczorze w Nox. Najwyraźniej pojawiła się nowa czarownica z przepustką i zrobiła na niej spore wrażenie.

— Miałyśmy scenę tuż obok Harry’ego — powiedziała. — Zazwyczaj jest najpopularniejszy. Ale wczoraj mieliśmy więcej widzów niż on.

Podniosłam gwałtownie głowę.

— Harry Potter przychodzi do Nox?

— Jasne. — Pansy wzruszyła ramionami. — Od wieków.

A potem rozmowa skupiła się na idealnych, blond włosach nowego obiektu westchnień Astorii.

Ale moje myśli wciąż tkwiły wokół tego, że Harry Potter ma członkowstwo w Nox. Czy go widziałam? Prawie mnie mdliło na samą myśl, że to on mógł być potworem. Harry był dla mnie jak brat. Jakiekolwiek romantyczne relacje między nami były w przeszłości teraz wydawały się równie śmieszne, jak podczas czwartego roku nauki, kiedy Rita Skeeter próbowała wymyślić historię miłosną.

Nigdy nie sądziłam, że tak bardzo się od siebie oddalimy. Zawsze byliśmy sobie bliscy. Zawsze łączyło nas pewne porozumienie, które wydawało się tak obce i zaawansowane w porównaniu z jego przyjaźnią z Ronem. Myślę, że właśnie dlatego tak bardzo mnie to raniło. Jeśli już, to uważałam, że jego relacja z Ronem była kapryśna. Nie nasza.

Ale Harry mnie okłamał. Wybrał Rona. Skłamał dla Rona. Finansował jego ohydny nałóg. Nawet nie próbował mi pomóc się wydostać z tego małżeństwa. Wielki Harry Potter. Złoty Chłopiec. Niesławny Wybraniec, który odmówił uratowania jednej ze swoich przyjaciół. Ale na szczęście miałam Ślizgonów.

— Chodźmy coś zjeść — zasugerowała Pansy. — Granger, masz ochotę?

Skinęłam głową, po raz pierwszy skupiając się na nowych przyjaciółkach przede mną.

Brak komentarzy