[T] Come To Claim: Rozdział 27

piątek, 5 czerwca 2026

Dziesięć lat temu, gdyby ktoś mi powiedział, że będę siedzieć w mieszkaniu Draco Malfoya i słuchać intryg piątki Ślizgonów, którzy knują, żeby mi pomóc, roześmiałabym mu się w twarz. Rozejrzałam się po salonie, patrząc na posiłki, które Theo przyprowadził ze sobą. Blaise, Pansy, Astoria, Draco i Theo siedzieli wokół mnie. Na ich twarzach malowała się złośliwość i wściekłość.

Draco usiadł obok mnie na kanapie. Nogi wciąż drżały mi po potężnym orgazmie. Część mnie wciąż chciała być na niego zła. Nikt nigdy nie kwestionował moich słów w ten sposób. Chciałam walczyć. I tak było.

Byłam po prostu cholernie zagubiona.

— Z prawnego punktu widzenia mam związane ręce — powiedziała Astoria. — Na wszystkich dokumentach podatkowych widnieją podpisy Hermiony. Niezależnie od tego, czy podpisałaś je świadomie, czy nie, to wciąż twój podpis z różdżki. I teraz będą wszystko obserwować, więc wiem, że nie będziemy mogli nic zrobić z żadnym z jego dokumentów.

Nieuchronność tej sytuacji była oczywista, zwłaszcza po moich rozmowach z prawnikiem. Zamierzaliśmy twierdzić, że o niczym nie wiedzieliśmy, wytknąć manipulację dokumentami i zaproponować rządowi wypłatę odszkodowania. Doddsworth zapewnił mnie, że nie spotka mnie z tego powodu żadna surowa kara. Zamierzał rozważyć kilka innych potencjalnych rozwiązań, ale byłam gotowa przeznaczyć zaoszczędzone pieniądze (dzięki mieszkaniu z Draco) na spłatę długów podatkowych.

Nie mogłam sobie przypomnieć, żebym cokolwiek podpisywała. Frustrujące było uświadomienie sobie, że prawdopodobnie zgodziłam się podpisać jakikolwiek dokument, myśląc, że to formularz odpowiedzialności cywilnej z pracy albo ubezpieczenie. Wina leżała po mojej stronie i sama z tego powodu kipiałam z goryczy.

— Zostawmy prawne aspekty Doddsworthowi — rzekł Draco. — Zajmiemy się resztą.

Pansy i Blaise wymienili złośliwe spojrzenia. Pansy rzuciła na stół egzemplarze Proroka. Spojrzałam gniewnie na zadowoloną twarz Rona na zdjęciach przede mną.

— Blaise i ja trochę dziś poczytaliśmy — zaczęła Pansy, gdy czerwone kółka pojawiły się wokół autora tych ckliwych artykułów z Ronem w roli głównej. — Widzicie coś wspólnego?

Za każdym razem pojawiało się to samo nazwisko.

— Anthony Goldstein? — przeczytałam.

— Jasna cholera — jęknął Theo, opierając się o kanapę i zasłaniając oczy.

Całe ciało Draco się napięło.

— O co chodzi? — zapytałam. — Kim on jest?

— Słodki Anthony to jedna z niewielu osób, które wyrzucono z Nox — wyjaśniła Pansy. — Chodził z nami do szkoły.

— Nękał dwie pracownice — powiedział Blaise. — Nie chciał przyjąć odmowy.

— Nie rozumiem — mruknęłam. — Dlaczego wyrzucenie do z Noc miałoby go postawić po stronie Rona w szantażowaniu mnie? Nic Anthony’emu nie zrobiłam.

— Teraz jest członkiem Scry — wrzał Draco.

Wnętrze mi się ścisnęło jak kamień w wodzie.

Z Ronem.

Theo zaklął.

— Zwykle trafiają tam osoby odrzucone lub wyrzucone z Nox. Ale to głównie agencja towarzyska.

— I co? — dopytywałam. — Zaprzyjaźnili się, a on zgodził się zniesławić moje nazwisko w ramach przysługi?

— Goldstein nie robi przysług — rzekł Draco.

— Dostałam to od przyjaciółki — odparła Pansy, rzucając plik papierów na stół.

Na paragonie widniało, że Ron i Anthony dzielili się dziewczynami. Draco przekartkował strony.

— Wymieniają się tymi dwiema czarownicami — powiedział. — Znajdę je i przesłucham. Mogę to zamaskować jako śledztwo ministerialne.

— Ale skąd mamy pewność, że nie ostrzegą Weasleya i Goldsteina, że węszysz? — zapytała Astoria.

— Pieniądze je przekonają — mruknął Theo.

— Ministerialne groźby też.

Nie umknęła mi moc w tonie głosu Draco. Nawet jeśli prawie mnie to przyprawiało o dreszcze, wiedziałam, że te dwie prostytutki czułyby to samo.

— Wciąż nie rozumiem — dodałam. — Dlaczego zgodził się to zrobić dla Rona? Czy on też jest szantażowany?

— Możliwe.

Draco skinął głową.

— Dowiem się — rzekł Blaise, a w jego oczach pojawiło się wyzwanie. — Dajcie mi kilka dni. Jego kuzyn ma umówioną sesję na środę.

— Więc teraz musimy przywrócić Hermionie dobre imię — powiedziała Astoria. — Nawet jeśli artykuły i Goldstein przestaną się pojawiać, nadal odczuwamy skutki wszystkich poprzednich.

— Potter i ja jemy jutro kolację. — Przeraził mnie uśmiech Pansy. — Musimy przegadać kilka spraw.

Zastanawiałam się, o czym mogliby rozmawiać i jaki to miało związek z odbudową mojego wizerunku. Myśl o tym, że ktoś inny groziłby Harry’emu i szantażował go, znów przyprawiała mnie o mdłości. Nie wydawało mi się to właściwe, ale milczałam, podczas gdy zespół pracował wokół mnie.

Po dwóch godzinach każdy miał zadanie na nadchodzący tydzień. Draco miał się zająć dziewczynami do towarzystwa; Astoria szukała podejrzanych wydatków na kontach Rona w programie Aurorów; Pansy spotykała się z Harrym; Blaise miał się dowiedzieć czegoś na temat Antony’ego; Theo miał sprawdzić inwestorów, z którymi spotkaliśmy się w tym tygodniu, aby się upewnić, czy któryś z nich jest powiązany ze Scry, Anthonym lub Ronem; a na samym końcu rozmawiano o moim zadaniu.

Draco wciąż był przepełniony złością.

— Jest idealną przynętą — powiedział Blaise.

Theo się zgodził.

Ja też.

Znałam temperament Rona. Jego ego. Wiedziałam, że nie potrafi powstrzymać się od chełpienia się. Złapanie go z obciążającymi dowodami byłoby teraz najbardziej korzystne. Nie musiałam nawiązywać z nim kontaktu. Wystarczyło, że przypadkiem znajdę się w tym samym miejscu co on. Pogrążyłby się.

Myśl o rozmowie z nim przyprawiała mnie o mdłości.

Zbliżająca się konfrontacja.

Kłamstwa.

Oszustwo. Szantaż.

Po co to wszystko? Dlaczego to robił?

— Zaczyna się robić ciekawie, Granger — odparła Pansy, ściskając moje udo. — Powinnaś się cieszyć! W końcu jesteś po dobrej stronie!

Parsknęłam śmiechem, ale wiedziałam, że mówi szczerze. Otaczali mnie ludzie, którzy chcieli mi pomóc. Ludzie, których trzy miesiące temu nie uznałabym nawet za znajomych.

A teraz?

Chciałam się śmiać.

Zależało im na mnie.

Chcieli mi pomóc. Walczyli o mnie. Ze mną.

Jako moi przyjaciele.

Nadszedł czas, żebym i ja zaczęła walczyć. To nie była tylko ich walka. Tylko moja. A ukrywanie się i uciekanie nie było sposobem, w jakim powinnam reagować na Rona. Tego właśnie chciał. Chciał mnie złapać i pobić. Pewność siebie i siła doprowadziłyby go do szaleństwa. Pogłębiłyby pęknięcia w jego planie. Sprawiłyby, że się załamie. Żywił się moim brakiem pewności siebie. Więc nawet jeśli tego nie czułam, musiałam udawać.

— Możemy wymyślić coś innego dla Hermiony — zaproponował Draco. — Postawienie jej na jego drodze, tylko naraża ją na kolejny dramat…

— Robię to — powiedziałam, przerywając mu.

Spojrzał na mnie z niepokojem, marszcząc brwi, ale złapałam go za rękę.

— Obiecałam, że będę walczyć.

Chciał się kłócić. Miał to na końcu języka, gdy na mnie patrzył. Ale ja uniosłam buntowniczo brodę. Nie poruszyłam się z miejsca.

— Po prostu źle przydzielona Ślizgonka. — Astoria uśmiechnęła się szeroko. — Jakoś zawsze to wiedziałam.

Draco pocałował mnie w głowę.

— Ja też — wyszeptał.

Gdy przyjaciele wyszli, czułam się podekscytowana i zaniepokojona kolejnym tygodniem. Draco wziął mnie za rękę, zostawiając otwarte butelki wina i zużyte kieliszki na jutro. Zaprowadził nas z powrotem do swojego pokoju. Moc jego dłoni i komfort dotyku dodały mi otuchy, ale wciąż krążyła we mnie energia, którą musiałam uwolnić.

Obserwowałam go, jak zamyka drzwi i odwraca się do mnie. Przez większość wieczoru jego twarz była zamyślona i nieobecna. Wiedziała, że prawdopodobnie był pogrążony w myślach, tak jak ja.

— Odwróć się — powiedział cicho.

Przechyliłam głowę, zdezorientowana jego oschłym tonem.

— Odwróć się, kotku. Jesteś mi winna dwa.

Blask maski przemknął przez jego twarz i zniknął sekundę później.

Surowe podniecenie i lód wypełniły moje żyły.

Dwa.

Za to, że wcześniej próbowałam go spoliczkować.

Za to, że go nie posłuchałam.

Moja kara.

Potwór.

Moja skóra była naelektryzowana, wibrowała w oczekiwaniu na pojawienie się Potwora. Wcześniej dostrzegłam go pod ścianą. Ale teraz?

Pokręciłam głową.

Nie wiem, jakie psychopatyczne pragnienie śmierci miałam, sprzeciwiając mu się po raz trzeci tego dnia. Ale nie mogłam się powstrzymać. Coś w całej tej sytuacji po prostu sprawiało, że chciałam się w niej zagłębić. Sprawdzić, jak daleko mogę się posunąć. Czułam się, jakbym rzucała mu wyzwanie przez cały dzień. A masochistka we mnie chciała w to brnąć.

Wyzwanie rozpaliło jego tęczówki, gdy uniósł brew. Jego oczy były lodowato szare, niczym brzęczące, stalowe ostrza.

— Chodź tu, Hermiono.

Bogowie, poczułam gorycz tego tonu między nogami.

Nie ruszyłam się.

— Zmuś mnie.

I ruszyłam się. Wybiegłam z sypiali i pognałam korytarzem. Śliska, marmurowa podłoga sprawiała, że prawie nie mogłam się rozpędzić. Ale pozwoliłam, by ekscytacja pościgiem mnie napędzała.

Draco aportował się przede mną, a ja zaklęłam, skręcając w lewo do pokoju gościnnego, w którym mieszkałam.

— Nie można się tu aportować! — wysapałam. — Zabezpieczenia nie są otwarte nawet dla mnie.

— Mój dom. — Draco pojawił się obok mnie z dzikim uśmiechem. — Moje zasady.

Radosny krzyk wyrwał mi się z gardła, gdy mnie złapał. Maska Potwora znów przemknęła mu przez twarz.

To było tak inne od naszego pierwszego pościgu. Ale jakoś wiedziałam, że ten skończy się czymś bardziej intensywnym.

Odepchnęłam go i patrzyłam, jak traci równowagę na małej szafce nocnej. Wykorzystałam okazję, by wybiec przez drzwi i uciec do gabinetu.

Silne bicepsy owinęły się wokół mnie, unosząc mnie nad ziemię. Walczyłam z jego uściskiem, wierzgając i wijąc się, jakby od tego zależało moje życie. Chciałam się obrócić, ale mój łokieć trafił go prosto w wargę. Sapnęłam i zamarłam, gdy krew lała się strumieniami z boku i tak już opuchniętej wargi Draco. Znieruchomiał, uniósł dłoń do ust i spojrzał na krwisty ślad na opuszkach palców. Przyjrzał się krwi, zanim w końcu na mnie spojrzał.

— Przepraszam — wyszeptałam zdyszana. — Nie chciałam, żebyś krwawił. Ja…

Jego usta objęły moje. Dłonie szarpnęły mnie za włosy, gdy na mnie naskoczył. Wysysał ze mnie tlen, pożerając mnie na korytarzu. Miedziany smak jego pocałunku rozpalił mnie i zaniepokoił jednocześnie.

Zanim zdążyłam zarejestrować, co się dzieje, Draco podniósł mnie i przerzucił sobie przez ramię, po czym ruszył z powrotem do swojego pokoju. Mocno uderzył mnie w pośladek.

— Cieszę się, że wróciłaś — powiedział, gdy wyrywałam się z jego uścisku. — Zaczynałem się martwić, że straciłaś panowanie nad sobą.

Znów dał mi klapsa, a ja zaklęłam z powodu ostrego pieczenia.

— Kazałeś mi walczyć — jęknęłam.

Pociągnął mnie w dół, aż moje stopy dotknęły miękkiego dywanu jego pokoju.

— Owszem. I mówiłem serio.

Krwawienie na jego wardze ustało, ale zauważyłam, że jest lekko opuchnięta. Nagle wyciągnął rękę i zerwał ze mnie całą bluzkę. Guziki trzasnęły i potoczyły się po całym pokoju.

— Draco! — jęknęłam. — Podobał mi się ten strój!

Następnie przyszła kolej na spódnicę. Próbowałam ją zdjąć, zanim zdążył ją rozerwać, ale zachowywał się jak bestia. Wyciągnął moje piersi z miseczek stanika i pieścił je ustami oraz dłońmi. Fale gorąca wzbierały we mnie. Znał każdy punkt nacisku. Każdy dotyk wprowadzał mnie w euforię. Moje ciało płonęło rozkoszą.

Podczas gdy ja byłam pogrążona w pożądaniu, podniósł mnie i zaniósł do łóżka. Wplotłam dłonie w jego włosy i pociągnęłam jego usta na swoje. Rozpaczliwie pragnęłam go posmakować. Ale pocałunek był krótki. Zamiast położyć się na łóżku, przerzucił mnie przez kolana. Moje majtki zostały wcześniej zerwane podczas numerku przy ścianie i nie pozwolił mi ich założyć. Chłodne powietrze pokoju muskało moje odsłonięte krocze, wywołując dreszcze na plecach.

— Powiedz twoje słowo bezpieczeństwa.

Nie wiem, czy to podniecenie, czy przerażenie waliło w mojej piersi jak ptak w klatce.

— Czarny.

— Przyjmij karę jak grzeczna dziewczynka, a pozwolę ci dojść.

Serce mi zamarło. Wypuściłam drżący oddech i zacisnęłam oczy. Draco nigdy by mnie nie skrzywdził. Ale mógłby wpędzić mnie w otchłań niepamięci.

— Tak, Draco.

W jego piersi rozległ się pomruk aprobaty.

Pierwsze uderzenie mnie zaskoczyło. Dźwięk był ostrzejszy niż pieczenie. Ale po kolejnych czterech pieczenie zaczęło się nasilać. Wraz z nim pulsowało we mnie pragnienie. Narastające napięcie seksualne między moimi nogami było nieokiełznane. Dyszałam, wiłam się i błagałam, żeby mnie dotknął.

— Jeszcze pięć — ostrzegł.

Dziesięć. Wytrzymam dziesięć klapsów. Dam radę. Musiałam tylko oprzeć się pokusie nieznośnego napięcia seksualnej odmowy. Chciałam sięgnąć palcami między nogi. Chciałam dojść.

Teraz drżały mi nogi. Po każdym palącym zbliżeniu jego dłoni, moje ciało wiło się pod nim jeszcze bardziej. Przyłapałam się nawet na tym, że napinam biodra, opierając się o jego uda, desperacko pragnąc jakiegokolwiek nacisku, który mogłabym wykorzystać do stymulacji.

— Dziesięć.

Kurwa!

Wypuściłam drżący oddech i natychmiast zostałam rzucona na łóżko. Rozłożyłam nogi, a blond głowa Draco zniknęła między nimi.

— Kurwa, wiedziałem — syknął. — Taka gotowa.

Pociągnęłam go za głowę. Nie potrzebowałam więcej podniecenia. Nie mogłam tego znieść. Potrzebowałam go. Potrzebowałam jego grubego i dużego kutasa, który wbiłby się we mnie, posyłając mnie na krawędź przepaści.

— Proszę — błagałam.

— O co prosisz?

Zwolnił język, a ja miałam ochotę go udusić. Wiedział, co robi. Odmowa orgazmu doprowadzała mnie do szału.

Powoli uniósł się na moje ciało, a na jego twarzy pojawił się przebiegły uśmiech. Nadal miał na sobie spodnie!

Nie mogłam tego znieść.

Odwróciłam się na łóżku i szarpałam go za ubranie jak dzikie zwierzę. Spodnie i bokserki wylądowały w stercie na podłodze. Draco Malfoy leżał na plecach, z rękami za głową, taki nagi i wspaniały, jak nigdy dotąd. Arogancki uśmiech, którym się do mnie uśmiechał, sprawił, że miałam ochotę go zmiażdżyć i pocałować jednym, niepokojąco szybkim ruchem. To niesprawiedliwe, że był tak przystojny. To było rozbrajające.

Wpełzłam po jego ciele, w końcu usatysfakcjonowana jego nagością. Zanim zdążył się ruszyć, przerzuciłam nogę przez niego i opadłam jednym, ostrym i zdecydowanym pchnięciem. Ruch go zaskoczył; uniósł brwi, a z jego ust wyrwał się cichy jęk.

Zrobiłam to jeszcze raz.

I nie byłam delikatna.

Ruszałam się szybciej, kręcąc biodrami i szarpiąc się z nim. Jego dłonie powędrowały do moich bioder, gdy wbijał we mnie palce.

Nie przestawałam.

Goniłam za orgazmem jak szalona. Był tuż obok, a ja byłam tak blisko, że ledwo go czułam. Raz po raz kręciłam biodrami, lekko unosząc się na kolanach, zanim opadłam z powrotem. Dłonie Draco nie mogły się zdecydować, gdzie pozostać. Na moich biodrach, udach, piersiach, łechtaczce. Był tak samo szalony, jak ja przed chwilą.

Dobrze.

Pozwól mu.

Pozwoliłam jego kutasowi wniknąć we mnie idealnie głęboko. To było odurzające. Byłam tak blisko.

Jeszcze…

Tylko…

Trochę…

Światło eksplodowało mi przed oczami. Unosiłam się w powietrzu i płonęłam. Spadałam jak lód. Orgazm mnie zrujnował, gdy go przeżywałam. Płakałam, przeklinając i ściskając jego bicepsy, gdy wyciskałam z niego ostatnią uncję przyjemności. Bogowie. To było tak cholernie przyjemne.

Zwolniłam, nie mogąc złapać tchu.

Dłonie Draco ponownie zacisnęły się na moich biodrach i poruszyły mną do przodu. Poczułam dreszcz przyjemności.

— Nie waż się przestawać — warknął.

Powolny uśmiech rozciągnął moje usta.

Odepchnęłam biodra do tyłu, unosząc je, ale zamiast nadziać się z powrotem na jego kutasa, osunęłam się w dół w przeraźliwie wolnym tempie. Próbował mnie wcisnąć szybciej, ale mięśnie moich nóg zadrżały w proteście.

— Nie, nie, nie — zażartowałam. — Zobaczmy, czy to ci się spodoba…

— Hermiono — warknął, ale ucichł, gdy szybko poruszyłam biodrami do przodu.

Powtórzyłam ruch w krótkich odstępach czasu. Jeden po drugim, wypychałam biodra do przodu, wpuszczając go głębiej.

Kiedy zobaczyłam, jak jego twarz wykrzywia się w charakterystycznym grymasie, zatrzymałam się. Zaczęłam poruszać biodrami, jakbym używała różdżki. Powtarzałam w myślach zaklęcia. Powoli, naśladując każdy ruch i smagnięcie.

— Kurwa! — dyszał pode mną, czując teraz tę samą brutalność ataku.

Więc zrobiłam to jeszcze raz. Tym razem z zaklęciami obronnymi zamiast uroków. Za każdym razem zwalniałam tempo po kilku szybkich rzuceniach. Patrzyłam z rozbawieniem, jak frustracja Draco narasta.

Pochyliłam się, żeby go pocałować. Ale kiedy byłam już wystarczająco blisko, złapał mnie za kark i talię, zaczynając się ze mną przetaczać.

— Dosyć tego — warknął.

W sekundę byłam pod nim, a on rozsuwał mi nogi, podczas gdy ja leżałam przygwożdżona na brzuchu.

Masował wrażliwą skórę pośladków, wbijając się we mnie mocno i szybko.

Jęknęłam z powodu tego wtargnięcia. Był tak potężny, tak silny. Czułam, jakby miał mi połamać biodra.

— Kurwa, tak — mruknął, kontynuując.

Zadrżałam pod nim. Znów byłam blisko. Spowodował to ten brutalny kontakt. Uczucie, że całkowicie mną dowodzi.

— Jesteś moja — warknął. — Cała, kurwa, moja.

— Tak — jęczałam w odpowiedzi. — Twoja. Tylko twoja.

Był nieustępliwy. Pot perlił mi się na czole. Tak blisko. Aż w końcu…

Oboje doszliśmy w kakofonii dźwięków i ulgi. Moje ciało zdrętwiało z rozkoszy. Każdy włos, każdy pieg wydawał się tak wyostrzony i wrażliwy, że ledwo mogłam to znieść. Pocałował mnie w policzek, kiedy się ze mnie wycofywał.

Zaniósł mnie pod prysznic, całując mnie przez całą drogę.

Jednak nie rozmawialiśmy. Nie musieliśmy. Całkowicie się mną zajął. Szampon, odżywka, żel pod prysznic, wszystko. I robił to z tak skupioną precyzją, że prawie się rozpłakałam. Tak dobrze się mną opiekował. Nikt nigdy…

Wytarł mnie ręcznikiem, kiedy skończyliśmy, trzymając mnie w ramionach przez kilka sekund, a jego broda spoczęła na mojej głowie. Pocałował mnie w głowę kilkanaście razy, potem w czoło, policzki, nos i w końcu w usta.

Draco zaniósł mnie z powrotem do łóżka i opiekuńczo objął, a ja oparłam głowę na jego piersi. Tyle się dziś wydarzyło. Miałam wrażenie, jakby minął tydzień. Ale on był przy mnie. I miał rację.

Musiałam walczyć. Musiałam oszukać Rona tak samo mocno, jak on mnie. Draco przypominał mi, kim jestem, a przynajmniej kim kiedyś byłam. Mogłam znów stanąć w swojej obronie. Mogłam wyznaczyć granice i o siebie zadbać. Zasługiwałam na to, by o siebie walczyć. Byłam tego warta.

Draco pocałował mnie tuż za uchem, zanim zgasił ostatnią lampkę.

— Kocham cię — wyszeptał.

I zasnęłam w jego ciepłych i opiekuńczych ramionach.

_____________

Witajcie :) tak oto kończy się ta partia rozdziałów. Sporo się wydarzyło, ale jeszcze główna akcja przed nami. Wiem, że to może się wydawać nierealne, ale złośliwość Rona nie ma granic.

Jeśli chodzi o kolejne rozdziały, to prawdopodobnie kolejną partię dostaniecie w niedzielny wieczór. Nie wiem jeszcze ile rozdziałów uda mi się przetłumaczyć, mam jakiś plan, dość ambitny, więc może sie uda, bo nie są mega długie. Także oczekujcie :)

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego weekendu! Enjoy!

Brak komentarzy