[T] Come To Claim: Rozdział 26

piątek, 5 czerwca 2026

Upadłam na czworaka, gdy tylko wylądowałam w mieszkaniu Draco. Czułam, jakby powietrze całkowicie uleciało z mojego ciała. Ale silne dłonie były tuż za mną, podniosły mnie i przytuliły do niego.

Bez słowa zaniósł mnie do gabinetu, przez drzwi tarasowe na mały balkonik ogrodowy. Usiadł na jednym z krzeseł i przytulił mnie, gdy skuliłam się w jego ramionach. Byłam taka pokonana. Taka wyczerpana. Moje finanse, moje życie zawodowe i moja osobowość — wszystko zostało wystawione na próbę przez haniebne czyny Rona. Co więcej, niszczył również wszystkich wokół siebie. Wpadł w spiralę i nie obchodziło go, kogo powali.

Draco milczał, trzymając mnie w ramionach. Moje emocje były jak druty na żyłach, piekły i wibrowały od siebie, a on zdawał się być zupełnie niewzruszony. Jednostajny, płynny rytm jego dłoni na moich plecach, gdy jego broda spoczywała na mojej głowie, był najbardziej kojącym uczuciem, jakie od lat czułam. Nie mogłam sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz ktoś naprawdę się mną zaopiekował i o mnie troszczył.

Nie wiem, jak długo tak siedzieliśmy, obserwując słońce dryfujące po letnim niebie. Ramiona Draco wciąż otaczały mnie niczym żelazna zbroja. Osłaniając mnie i chroniąc przed wszystkim. Łzy dawno wyschły, a ja wciąż byłam wstrząśnięta szokującą i upokarzającą wiadomością o zdradzie Rona.

Harry.

Nie miałam pojęcia. Jego przelotne związki za czasów szkolnych, nigdy nie robiły na mnie wrażenia. Z pewnością zawsze było wystarczająco wiele spraw, które nas rozpraszały. Ale potem pomyślałam o tym, jak bardzo wstrząsnęła nim śmierć Cedrica i zastanawiałam się, czy może jego i Cho nie łączyło nic więcej poza żałobą.

George.

Słodki, zabawny i pogodny George. Ścisnęło mnie w żołądku. Zasługiwał na szczęście. Zasługiwał na to, żeby znów się śmiać. Na miłość.

Gorycz wypełniała moje wnętrzności. Moje szanse na to, że Harry zezna przeciwko Ronowi, były zerowe. Harry zamknął się w sobie i nie było mowy, żebym ujawniła jego orientację seksualną. Nie zniżę się do poziomu Rona. Nie mogłam. Żerował na sekretach Harry’ego. George’a też. Liczył na to, że żadne z nas się nie postawi. Milczeliśmy. A on nadal będzie nad gnębił. Miał władzę. Przewagę. Ogarnęła mnie porażka.

Draco objął moją twarz dłońmi i obrócił ją w swoją stronę. Wpatrywał się w nią, jakby czekał, aż znowu wybuchnę płaczem. Ale ja już nie płakałam. Byłam wciągnięta w beznadziejną sytuację. I byłam z tego powodu nieszczęśliwa.

— To ostatni raz, Hermiono.

Moja twarz wykrzywiła się z zaskoczenia.

— To ostatni dzień, kiedy będziesz płakać przez Weasleya. Nigdy więcej.

Spojrzałam na niego surowo.

— Nie płakałam przez niego. Płakałam przez jego czyny.

— Rozumiem. I to się dzisiaj skończy.

Usiadłam, obracając się na jego kolanach, żeby na niego spojrzeć.

— Nie chcę tu siedzieć i płakać — argumentowałam. — Nie chcę, żeby sprawiał, że tak się czuję. On rujnuje mi życie, Draco. Życie ludzi wokół mnie. Zachowuje się jak roszczeniowy, samolubny dupek.

Twarz Draco przybrała maskę obojętności. Tak znajomą wyniosłej, aroganckiej twarzy, którą widywałam jako dziecko, że warknęłam i zeszłam z jego kolan.

— Oczywiście, że nie rozumiesz — warknęłam. — Twoje życie wcale się nie zmieniło. On nie rujnuje ci kariery. Nie torturuje twoich przyjaciół. Nie sprawia, że cierpisz, okłamując cały kraj.

Oczy Draco pociemniały, gdy oparł łokcie na poręczy fotela. I to rozpaliło mój gniew bardziej niż cokolwiek innego. Dlaczego on tu po prostu siedział? Miałam cholernie okropny dzień! A on mógł mi tylko powiedzieć, że nie mogę płakać? Nie. Więc brnęłam dalej.

— I będę płakać, ile, kurwa, będę chciała!

— Nie z jego powodu, nie będziesz.

Co za arogancki typ!

— Nie możesz żądać czegoś takiego.

— Owszem. Mogę.

Wrzało we mnie. Mój temperament szalał pod powierzchnią skóry, pęczniejąc, aż wybuchnie z siłą magii tak dziką, że wszyscy to poczują. Ale stłumiłam go. Nie zamierzałam siedzieć i kłócić się z nim. Będę płakać, kiedy tylko zechcę.

Odwróciłam się w stronę drzwi i poszłam je otworzyć. Klamka zniknęła. Powoli odwróciłam się do niego, a furia maskowała moje rysy.

— Koniec rozmowy.

Poczułam, jak mój głos drży z wściekłości.

— Skończymy, kiedy powiem.

Aż mi szczęka opadła na widok bezczelności czarodzieja siedzącego naprzeciwko mnie. Jego palce były splecone, a kostka nonszalancko skrzyżowana na kolanie, gdy odchylił się do tyłu i obserwował mnie. Na jego twarzy nie dostrzegłam rozbawienia. Mówił poważnie.

— Otwórz drzwi, Draco.

Nie poruszył się.

— Dajesz mu się podejść — powiedział Draco. — Patrzę, jak cała ta pewność siebie, całe te starania, kompletnie się rozpadają z powodu jednego, absurdalnego artykułu.

Rozejrzałam się po ciele w poszukiwaniu różdżki i przeklęłam fakt, że ją upuściłam, wchodząc do domu.

— Te artykuły rujnują moją karierę!

Draco odepchnął się od krzesła, wstał na całą wysokość i ruszył w moją stronę. Jego ciało emanowało lodowatą furią.

— Wiesz, ile artykułów na mój temat napisano w Proroku?

Wbiłam w niego wzrok.

— Osiemset siedemdziesiąt sześć, Hermiono.

Część mnie zszokowała ta informacja. Ale gniew ją stłumił.

— One nic nie znaczą! — wyrzuciła z siebie, unosząc ręce w górę. — Masz zostać najmłodszym Ministrem Magii w historii! Żaden z tych artykułów nie miał żadnego negatywnego wpływu na twoją karierę.

Stał teraz tuż nade mną, wpatrując się we mnie z góry. Ale ja się nie poddałam. Jego kariera wcale nie ucierpiała. Był jednym z najpotężniejszych ludzi w Ministerstwie. Nasze sytuacje były inne.

— Zapytaj mnie jak.

Zawahałam się, nie rozumiejąc.

— Zapytaj. Mnie. Jak. To. Zrobiłem.

Spojrzałam na niego gniewnie.

— Jak?

— Bo nie pozwoliłem, żeby takie nędzne gnoje jak Weasley dyktowały chociaż jedną chwilę mojego życia — warknął. — Walczyłem każdego, kurwa, dnia. I to była najtrudniejsza, kurwa, rzecz jaką kiedykolwiek zrobiłem. Trudniejsza niż zabijanie. Trudniejsza niż torturowanie. Bo walka o siebie, kiedy nikt w ciebie nie wierzy, jest gorsza od wszystkiego. Ale jeśli ty nie będziesz walczyć o siebie, to kto inny?

Moja furia lekko osłabła. Łzy frustracji napłynęły mi do oczu.

— Walczę!

— Bzdura.

Skrzywiłam się, jakby mnie uderzył.

— Nie rób tego — zagroził, podchodząc bliżej. — Nie udawaj, że to dla ciebie niespodzianka.

— Mam prawnika! Regularnie rozmawiamy!

— To w sprawie twojego rozwodu. Pytam, co robisz, żeby go wykończyć? Jak z nim walczysz? Nie, jak się z nim rozwodzisz?

Zacisnęłam zęby tak mocno, że aż mnie szczęka rozbolała.

Co ja robiłam?

Jak się broniłam?

— Mój prawnik powiedział, że nie mogę odpowiadać na jego zaczepki — argumentowałam.

Draco ruszył naprzód.

— Więc nie daj się złapać.

Cofnęłam się do drzwi. Byłam w pułapce.

— Jeśli chcesz to przetrwać, musisz walczyć. Nie kulić się ze strachu. Nie płakać. Będziemy, kurwa, walczyć.

Jego ramiona mnie uwięziły, a ja chciałam tylko uciekać. Nie chciałam tego robić. Nie chciałam już z nim rozmawiać.

— Dlaczego złamałaś mi nos, Hermiono?

Naparłam na niego, ale nie poruszył się.

— Mów.

Spojrzałam na niego gniewnie.

— Nie. Chcę.

Odpychałam go z każdym słowem.

Zamknął przestrzeń między nami. Jego tors napierał na mój i musiałam wygiąć szyję, żeby na niego spojrzeć ze złością. Wyciągnęłam rękę, by uderzyć go w policzek, ale złapał mnie za nadgarstek.

— Pierwszy — ostrzegł.

Wierciłam się w jego ramionach i próbowałam uderzyć go lewą ręką, ale złapał ją za nadgarstek.

— Drugi.

Warczałam i wiłam się, walcząc z jego powściągliwością.

— Złamałam ci nos, bo jesteś aroganckim, zadufanym w sobie, snobistycznym…

Moje słowa zostały przerwane przez jego potężne usta uderzające o moje. Był tak wściekły, ale ja przyjęłam go z równą siłą. Poczułam, jak jego erekcja wbija się w mój brzuch, i przechyliłam biodra, domagając się więcej kontaktu. Jak to możliwe, że byłam tak wściekła i tak podniecona za razem? Nawet nie myślałam o seksie. Myślałam tylko o tym, jakim był skończonym dupkiem. Nie chciałam tej rozmowy. Chciałam wejść do mieszkania i zamknąć się w bibliotece, i być tam póki nie stracę przytomności.

Ale teraz, gdy jego ciepłe ciało wciskało się w moje, nie mogłam powstrzymać mojego zdradzieckiego ciała przed reakcją.

Uniósł moje dłonie nad głowę, przytrzymując je tam tylko jedną ręką. Druga powędrowała w dół mojego ciała. Słyszałam rozpinający się zamek błyskawiczny i moje ciało drżało z niecierpliwości. Pocałunki stały się desperackie, gdy zerwał ze mnie bieliznę i podciągnął spódnicę do talii. Jego wolna ręka z łatwością mnie uniosła i wbił się we mnie swoim twardym kutasem. Krzyknęłam prosto w jego usta, ale był nieustępliwy. Raz po raz wchodził we mnie, podczas gdy ja tkwiłam uwięziona przez jego dłoń, usta i kutasa.

— Walczysz — warknął. — Kłamiesz. Oszukujesz. Kradniesz. Każesz spierdalać każdemu, kto stanie na twojej drodze. Bo nikt nie może cię skrzywdzić. Ani ja. Ani on. Ani twoi cholerni przyjaciele. Słyszysz mnie?

Syknęłam, gdy znów wszedł głęboko. Chciałam się z nim kłócić. Chciałam się opierać. Ale część mnie wiedziała, że ma rację. Nie mogłam po prostu leżeć i umrzeć. Nie mogłam pozwolić Ronowi wygrać. Ale to było tak cholernie wyczerpujące. Byłam wykończona psychicznie.

— Odpowiedz mi — wycedził.

— Tak — wysapałam. — Tak. Będę walczyć. Będę walczyć nieczysto. Będę walczyć wszelkimi możliwymi sposobami.

Jego tempo było szalone i czułam narastający orgazm. Byłam na krawędzi. Jeszcze minuta i rozpłynę się wokół niego.

— Proszę — błagałam go. — Proszę, Draco.

— Obiecaj mi, Hermiono.

Zaczął celowo zwalniać, opóźniając mój orgazm. Desperacko próbowałam przywrócić rytm.

— Pogrzebię go — obiecałam. — Koniec ze łzami po Ronie. Będę walczyć! Proszę, nie przestawaj.

Usta Draco zamknęły się na moich, gdy wrócił do rytmu. Gwałtownie doszłam. Trzęsłam się i płakałam z rozkoszy, ale Draco gonił swój, rycząc tak głośno, że jestem pewna, że słyszało go pół Londynu.

Nasze ciężkie oddechy mieszały się ze sobą, gdy oparł czoło o moje.

— Dobrze — wysapał. — Theo będzie tu za dziesięć minut.

____________

Muszę przyznać, że bardzo mi się podoba Draco z tego rozdziału. Jestem ciekawa Waszych odczuć. :)

Brak komentarzy