[T] Come To Claim: Rozdział 32
Biały jedwab na mojej szyi dziwnie się komponował
z maską w kształcie czaszki na mojej twarzy. Gdyby Potwór mógł wymierzać kary,
stałabym się taka jak on.
Mój strój był w całości wykonany z czarnej skóry.
Wysokie buty sięgały mi do ud, a na torsie miałam kombinezon ze strategicznie
rozmieszczonymi wycięciami. Moje piersi były uniesione przez gorset sznurowany
na plecach. Nigdy w życiu nie czułam się silniejsza. Przemierzałam Nox z
zabójczą determinacją.
Odzyskiwałam swój tron.
Wiedziałam, że znajdzie mnie prędzej czy później.
Część mnie była przekonana, że jakimś cudem zainstalował na mnie urządzenie
śledzące.
Był
sprytny.
Rozgryzie
to.
Nie poszłam dziś wieczorem do wind. Pobiegłam
prosto na główną scenę.
— Moja kolej — powiedziałam do pracownika.
Zdziwił się, ale na jego ustach pojawił się
głodny uśmiech.
— Tak, proszę pani.
— Nie zejdę, dopóki nie powiem, dobrze?
— Jasne — zgodził się. — Prawo zasiedzenia.
Uśmiechnęłam się z jego żartu.
Pomógł mi wejść do środka, gdzie usiadłam na
huśtawce. Złapałam łańcuchy i uśmiechnęłam się do siebie, unosząc się w
powietrze. Siedziałam teraz w jednej z czterech klatek dla ptaków ustawionych
wokół głównej sceny Nox. Na środku wysiała mała huśtawka, a mimo to miałam
wystarczająco dużo miejsca, żeby stać, chodzić i tańczyć. I nie było mowy,
żebym stąd wyszła, dopóki nie dostanę tego, czego chcę.
Był jeszcze wczesny wieczór, więc w klubie nie
było teraz tak wielu ludzi. Ale miałam tylko czas. Postanowiłam się swobodnie
huśtać. Czerwone światła odbijały się od błyszczącej skóry moich butów i
gorsetu. Zdecydowanie przyciągałam uwagę. Ale zignorowałam to. Mój wzrok był
skierowany na wejście na główną scenę.
Nie wiem, ile czasu minęło, ale w końcu
zobaczyłam zamyśloną postać Theo wchodzącą na główne piętro. Spojrzał na mnie
gniewnie i pokręcił głową. Ale ja dalej się huśtałam, podczas gdy on sięgnął po
drinka i usiadł w jednej z bocznych loży.
Draco wiedział, gdzie jestem.
Dobrze.
Dostrzegłam charakterystyczną maskę nad rosnącym
tłumem i uśmiechnęłam się do siebie.
Przyszedł.
Jeszcze mnie nie zauważył. Ale znalazł Theo.
Miał na sobie spodnie od garnituru, które nosił w
pracy. Zniknęły marynarka i krawat, białe rękawy koszuli miał podwinięte i
kilka górnych guzików rozpięte. Blask maski wciąż barwił jego włosy na ciemno.
Wstałam z huśtawki, wyciągając głowę i chwytając za kraty klatki. Przywarłam do
nich.
Widziałam, że rozmawiają. Theo uśmiechnął się,
wskazując gestem na mnie. Draco powoli się odwrócił, pozwalając mi dostrzec
napiętą postawę całego jego ciała. Jego wzrok przebiegł po całej scenie, aż
spotkał się z moim.
Przechyliłam twarz w masce, tak on to robił.
Jego oczy płonęły. Pomachałam mu lekko palcami.
Uniósł w moją stronę cztery palce.
Zaśmiałam się.
Nic mu dziś nie ujdzie na sucho.
Posłałam mu całusa, zaczynając tańczyć.
Skradał się do sceny, emanując dziką i gniewną
energią jak te czerwone światła i pulsująca muzyka.
— Ktoś chce do ciebie dołączyć — zawołał do mnie
pracownik na dole.
— Nie — odpowiedziałam.
Draco przesunął dłońmi po zamaskowanej twarzy.
Wiedziałam, że rozważa rzucenie uroku na pracownika i włamanie się do klatki.
Ale nie zrobiłby tego. Spojrzałam na Theo, który teraz opierał się o bar,
kręcąc głową z szerokim uśmiechem na twarzy.
Ucieszyłam się, że już się na mnie nie gniewa.
Przeprosiłam go bezgłośnie.
Odpowiedział bezgłośnie Powodzenia.
Draco zostawił klatkę w spokoju i natychmiast
wyrzucił ludzi siedzących w loży naprzeciwko mnie.
Usiadł na środku, wpatrując się we mnie gniewnie.
Uniósł pięć palców.
Uśmiechnęłam się do niego.
Jego wściekłość mną nie wstrząsnęła. Moja sprawiła,
że się tu dzisiaj znalazłam. Stałam się kimś innym. Kobietą-Potworem, która
mogła wyrządzić tyle samo krzywdy, co Mężczyzna-Potwór. Mogłam torturować.
Mogłam napierać.
Więc to właśnie zrobiłam.
Doprowadzę go do takiego szału, że zrozumie, jak
bardzo źle zrobił, nie mówiąc mi niczego. I pozbawię go tego, czego pragnął.
Czego potrzebował.
Dotyku.
Uosabiałam odważne i seksowne kobiety, które
widywałam tu każdej nocy. Poruszały biodrami w hipnotyzujący sposób, który
sprawiał, że ludzie gapili się na nie z zachwytem. Właśnie tego chciałam. Żeby
wszystkie oczy były zwrócone na mnie. Chciałam tej mocy, choć raz.
Wyjęłam różdżkę z buta i utkałam czarną zasłonę
wokół klatki.
Czas trochę podkręcić napięcie.
Stuknęłam się w głowę i mój drugi strój mnie
otulił. Dotknęłam szyi i zmieniłam wstążkę.
Opuściłam czarną zasłonę i zobaczyłam stojącego
Draco. Czy on myślał, że zniknę?
Uśmiechnęłam się do niego. Miałam teraz na sobie prostą, jedwabną sukienkę w
delikatnym, różowym odcieniu. Moje piersi wciąż były uwydatnione przez ciasny
stanik, który nosiłam pod spodem. Teraz miałam na sobie pasującą do kompletu
różową wstążkę. Wsunęłam różdżkę z powrotem w nogawkę buta i kontynuowałam
taniec.
Nie spuszczałam wzroku z Draco.
Znów usiadł.
Po jego niezręcznym ruchu poznałam, że jest
podniecony.
Dobrze.
Tańczyłam jeszcze prawie godzinę, zanim zsunęłam
ramiączko z jednego ramienia.
Wzrok Draco powędrował w moją stronę.
Powoli pokręcił głową.
Cienkie ramiączko opadło.
Patrzyłam, jak bierze głęboki wdech i zrobiłam to
samo z drugim ramieniem.
Zaciskał pięści tak mocno, że widziałam je z
góry.
Upuściłam luźną sukienkę na stopy.
W rosnącym tłumie rozległo się kilka gwizdów i
wiwatów, gdy nie spuszczałam wzroku z Draco.
Uniósł kciuk i bezgłośnie powiedział szósta.
Mrugnęłam.
Zacisnęłam dłonie na szyi.
— Czarny.
Tłum sapnął, ale twarz Draco emanowała
wściekłością przez mój bezczelny upór.
Przesunęłam dłonie w dół ciała, po
jaskrawoczerwonej bieliźnie, którą miałam na sobie. Podwiązki podtrzymywały
czarne pończochy z siateczki, a moje buty zmieniły się w wysokie, czarne
szpilki. Stringi i stanik były jednym z dopasowanych, czerwonych kompletów,
które Pansy zaprojektowała do swojej nowej, jesiennej kolekcji bielizny. Dała
Astorii i mnie kilka sztuk w prezencie.
Odwróciłam się, upewniając się, że dobrze zobaczy
wszystko, czego nie mógł mieć, odcinając się ode mnie.
Wściekłość Draco była nie do opisania. Niemal na
poziomie tego, co czułam, podczas ataku Rona na korytarzu. Ale nie
przestawałam. Kusiłam go i prowokowałam. Chciałam, żeby był sfrustrowany.
Chciałam, żeby był zły. Bo czułam to wszystko przez to, co mi zrobił. Czułam
się wykluczona. Czułam się odrzucona. Czułam się pominięta. I po raz pierwszy
działałam pod wpływem tych uczuć. Słusznie, niesłusznie czy obojętnie — walczyłam.
I walczyłam nieczysto.
Draco nie ruszył się ze swojego miejsca w loży.
Siedział zgarbiony, łokcie trzymał na kolanach, palce miał złączone i patrzył
na mnie gniewnie. Tańczyłam tylko dla niego. Od czasu do czasu kręcił głową
albo mamrotał pod nosem przekleństwa, których nie słyszałam. Ale każda rysa w
tej opanowanej fasadzie kontroli i spokoju tylko mnie nakręcała.
Im dłużej się poruszałam, tym silniejsze stawało
się moje pragnienie. Jeśli byłam aż tak podniecona, mogłam sobie tylko
wyobrazić, co on czuje. Pulsujące ciepło jego erekcji kusiło mnie.
Potrzebowałam go. Moje mgliste, przepełnione pożądaniem myśli powoli
przejmowały kontrolę.
Dotykałam się otwarcie. Piersi, tułowia, nóg i
brzucha. Przelotne ruchy moich dłoni zdawały się rozdzierać kolejną warstwę
irytacji Draco. Jego wzrok podążał za moimi dłońmi wzdłuż mojego ciała.
Robiliśmy to już kilka godzin. Ale moja uparta
determinacja sięgała zenitu.
— Opuść mnie — poleciłam pracownikowi.
Postawa Draco natychmiast się zmieniła. Usiadł i
patrzył ponad tłumem, jak zjeżdżam. Piorunował wzrokiem każdego, kto pomyślał,
by do mnie podejść, gdy wyjdę z klatki.
— Jest twoja, kiedy tylko zechcesz — powiedział
mężczyzna z uśmiechem.
— Zapamiętam to, dzięki — odparłam.
Podeszłam do Draco.
— Jestem gotowa — oświadczyłam, stając przed nim.
Wiedziałam, że z bliska widzi przezroczystość
stanika i majtek. Jego oczy pociemniały, gdy wpatrywał się w moje stwardniałe
sutki.
— Na co, kotku?
Uśmiechnęłam się i pochyliłam do przodu,
opierając ręce po obu jego stronach w loży.
— Na twoje przeprosiny, oczywiście. I dogłębne
omówienie wydarzeń, które miały miejsce od piątku, kiedy wyjechałeś. I
wyjaśnienie, dlaczego byłeś takim bezdusznym draniem.
Przyglądał mi się przez dłuższą chwilę, jakby
prowokował mnie do powiedzenia czegoś więcej. Ale nie zrobiłam tego. Czekałam.
— Nie zaryzykuję rozmawiania tutaj, gdzie ktoś
może nas podsłuchać.
Przytaknęłam. Rozumiałam ten strach. To była
ściśle tajna informacja.
— Dobra.
Wstał z kanapy i jednym ruchem wylądowałam na
jego ramieniu, i dodatkowo klepnął mnie w tyłek.
Wzdrygnęłam się, ale to jeszcze bardziej mnie
rozzłościło. To nie on miał wymierzać mi kary. Nie zasługiwałam na żadną z
nich. To on kłamał i ukrywał przede mną różne rzeczy.
— Postaw mnie — wycedziłam.
Zignorował mnie, gdy szliśmy do kominka. Theo
zasalutował mi, stojąc w pobliżu kilku innych kobiet, a ja odpowiedziałam mu
wulgarnym gestem. To jednak tylko go rozbawiło.
Gdy wróciliśmy do mieszkania Draco, jego maska
natychmiast zniknęła. Postawił mnie na podłodze, a kiedy się odwróciłam,
zobaczyłam jego różdżkę wycelowaną we mnie i moja maska również zniknęła.
Wyraz jego twarzy był bardziej surowy, niż
kiedykolwiek widziałam u Potwora.
Otworzyłam usta, by zacząć go wypytywać, ale jego
twarde i dominujące usta wbiły się w moje.
Zaborczo szarpnął mój język swoim. Szukał, drapał
i rościł do mnie pretensje. Odwzajemniłam go z równą siłą. Byłam na niego tak
zła, ale jednocześnie tak podniecona, że prawdopodobnie doszłabym od samego
tego pocałunku.
Byliśmy dla siebie bezlitości. Drapałam go,
błagając, by stanął bliżej, żeby mnie przytulił, żeby mnie dotknął. I tak
zrobił. Podniósł mnie, a moje nogi natychmiast owinęły się wokół jego talii.
Wbiłam się w jego erekcję i jęknęłam w jego usta. Czuł to samo co ja.
Frustracja, niepokój i strach targały nami obojgiem.
Poprowadził mnie do kuchennego blatu. Lodowaty
dotyk granitu na mojej nagiej skórze przyprawiał mnie o dreszcze. Moja skóra
płonęła. Potrzebowałam go.
— Po prostu chciałem, żebyś była bezpieczna —
warknął.
Pociągnęłam za guziki jego koszuli.
— Jestem bezpieczna — broniłam się.
Zacisnął dłonie na moich włosach, gdy rozrywałam
kolejne guziki jego koszuli. Moje nogi wciąż były splecione wokół jego talii,
więc przyciągnęłam go bliżej siebie.
Odsunął się ode mnie i spojrzał mi w oczy. Jego emanowały
srebrzysto-niebieskim płomieniem gorąca.
— Weasley obiecał Goldsteinowi, że może cię mieć,
kiedy tylko zechce — wycedził. — Taka była ich umowa.
Zaskoczyło mnie to. Dlatego Goldstein się zgodził? Chciał mnie?
Zwalczyłam żółć podchodzącą do gardła i
ściągnęłam resztę koszuli Draco. Odepchnęłam myśli o Anthonym i skupiłam się na
tym, jak Draco zrywa mi stanik.
— Szłaś do domu z pokazu Pansy — warknął. — Sama!
Rozdarł na boki moje majtki, zostawiając skrawek
materiału na blacie, ale nie ruszył podwiązek i siateczki.
— Tak, i nic się nie stało — powiedziałam,
ściągając jego spodnie i bokserki. — Goldstein zrobił zdjęcia. To wszystko.
Przyciągnął mnie bliżej i wszedł we mnie mocnym
pchnięciem. Krzyknęłam, w końcu otrzymując ulgę, której tak pragnęłam.
— To nie były zdjęcia Goldsteina!
Cofnęłam się i spojrzałam na niego.
— Co? — wysapałam.
Wszedł we mnie ponownie i zakręciło mi się w
głowie od uczucia pełności.
— To były zdjęcia Scry.
Wbił się na całą długość, zatapiając się we mnie
coraz głębiej.
Każde słowo wycedził jak przekleństwo, a mój
umysł zawirował od informacji, które przekazywał.
— Szli po ciebie — mruknął. — A ja…
Zatrzymał się, krztusząc się emocjami.
Moja furia osłabła.
Czy on…
— A ja byłem w Paryżu — wycedził. — Byłem tak
daleko. A ty mogłaś zostać…
Nie mógł dokończyć zdania. Jego czoło oparło się
o moje, gdy z trudem mógł zaczerpnąć powietrza.
Bogowie. Nigdy nie widziałam go tak roztrzęsionego.
Pociągnęłam go za twarz, patrząc mu prosto w oczy. Błysk nieprzelanych łez
złamał mi serce.
— Nie wiedziałam — wyszeptałam. — Bardzo
przepraszam. Nie wiedziałam.
— Powinienem był ci powiedzieć, żebyś nigdzie nie
szła sama. Po prostu starałem się nie być nachalny i przytłaczający. Powinienem
dać ci ogon.
Ogarnęło mnie poczucie winy.
Kiedy wrócił dziś wieczorem do domu, zobaczył, że
mnie nie ma.
Zamknęłam oczy.
Bogowie.
Co za głupota.
— Nie rozmawiałeś ze mną — broniłam się. — Nie
miałam pojęcia. Byłeś tu wczoraj wieczorem. Mogłeś ze mną porozmawiać!
— Nie wiedziałem, co się dzieje, aż do wczorajszego
poranka.
Odsunął się od blatu i naciągnął z powrotem
bokserki. Chodził tam i z powrotem, próbując ponownie stłumić wściekłość.
— Blaise dowiedział się o Goldsteinie w weekend.
Byłem w Paryżu, więc poszedł do Thomasa. Thomas i dwóch innych przyprowadzili
Goldsteina na przesłuchanie w poniedziałek rano. Poleciałem przez Sieć Fiuu prosto
do Ministerstwa i zacząłem go przesłuchiwać. Wtedy dowiedziałem się o Weasleyu
i Scry. A potem przesłuchiwałem ciebie. Musiałem być wobec ciebie zimny i
bezduszny, Hermiono. Wszyscy moi przełożeni mnie obserwowali. Gdybym pokazał
choć cień naszej relacji, zostałbym odsunięty od sprawy.
Kurwa.
Miałam wrażenie, jakby z pokoju uchodził tlen.
To było
za dużo. Zbyt przytłaczające.
— Kiedy usłyszałem krzyki na korytarzu.
Przełknął ślinę, odwracając się ode mnie.
Przetarł twarz dłońmi.
Myślał, że zostałam poważnie ranna.
— Mało brakowało, żebym się nie zatrzymał —
wyszeptał. — Mógłbym go zgnieść jak robaka. Był tuż obok, w mojej garści.
Zaszlochałam, gdy usłyszałam, jak bardzo był
załamany.
Wyciągnęłam rękę do jego dłoni i pozwolił mi ją
chwycić.
Cała jego kariera ległaby w gruzach, gdyby zabił
Rona.
— Chciałem. Nadal chcę.
— Nie jest tego wart — błagałam, by zrozumiał.
— Nikt cię nie skrzywdzi.
Słodko pocałował mnie w policzek, smakując łzy,
gdy jego usta zawisły na mojej twarzy.
— Wróciłem do domu dopiero o trzeciej nad ranem —
powiedział. — Nie spałem. Nie mogłem. Chciałem tylko siedzieć i patrzeć na
ciebie. W końcu spałaś. Spokojnie. I chciałem tylko, żebyś była bezpieczna. Bo
jeśli cokolwiek…
Zatrzymał się, ponownie się ogarniając.
— Jeśli coś ci się stanie, zabiję ich wszystkich,
Hermiono. Każdego, kto cię skrzywdzi.
Skierowałam jego usta ku moim i spotkaliśmy się w
namiętnym uścisku.
— Kocham cię — wyszeptał ochrypłym głosem. —
Potrzebuję, byś była bezpieczna.
— Jestem bezpieczna — obiecałam. — Jestem
bezpieczna z tobą. Nie odtrącaj mnie. Nie odsuwaj mnie na boczny tor, gdy
walczysz. Razem jesteśmy silniejsi.
Nasze pocałunki znów stały się desperackie, a on
niósł mnie przez mieszkanie do sypialni. Zrzucił bokserki i wspiął się wyżej,
składając leniwe pocałunki na moich udach i brzuchu, jednocześnie zdejmując
moje pończochy i pas do pończoch.
— Proszę, Draco — jęknęłam, gdy jego język
torturował moją łechtaczkę.
W końcu spełnił moją prośbę. Jego twardy kutas
wsunął się we mnie z bolesną powolnością. Czułam każdy ruch, gdy moje ciało
dopasowywało się do niego.
— Obiecaj mi — wysapałam, kiedy nasze ciała się
poruszały. — Obiecaj, że będziesz transparentny. Zaangażuj mnie. Rozmawiaj ze
mną.
— Obiecuję — powiedział. — Obiecaj, że nie
uciekniesz. Że nie będziesz sama.
— Obiecuję — zgodziłam się, ciesząc się, że znów
poczułam jak mnie wypełnia.
— Nie pozwolę nikomu cię skrzywdzić. Nikomu.
I uwierzyłam mu.
Kochał się ze mną jeszcze kilka razy tej nocy. Za
każdym razem szepcząc mi go ucha namiętne błagania o wybaczenie i uwielbienie.
Było to tak cudowne, tak wzruszające, że łzy napłynęły mi do oczu. Nigdy
wcześniej nie byłam tak kochana. Tak idealnie i całkowicie kochana.
Ale nie wyznałam mu swoich uczuć. Nie mogłam.
Byłam tchórzem.
Wciąż miałam męża.
Wyznawanie mu miłości wydawało się absurdalne,
skoro wciąż czułam więź z Ronem.
Ale może w przyszłym tygodniu wszystko może się
zmienić.
Wtedy mogłabym to powiedzieć.
Ale co
by to oznaczało?
Czy
pozwoliłby mi spróbować życia w samotności?
Zaborczość Draco nie znała granic. Gdybym
wyznała, że go kocham, nigdy by mnie nie puścił. Chciałby mnie zatrzymać taką,
jaką jestem. W tym domu, schowaną przed wszystkimi, chronioną przed światem.
Był tak
opiekuńczy, ale co by się stało, gdyby groźny zniknęły? Czy kiedykolwiek byłby
w stanie uwolnić się od kontrolowania mnie?
Pocałowałam go, odkładając moje zmartwienia na inny dzień, na inny czas. Bo dziś wieczorem chciałam się nasycić błogim oczyszczeniem. Bez etykietek. Bez oczekiwań. Tylko boskim doświadczeniem bycia doskonale kochaną przez tego zaborczego szaleńca.
______________
Witajcie :) tak kończy się ta partia rozdziałów. Sporo się tu podziało i jestem bardzo ciekawa Waszych odczuć. Więc dajcie znać!
Nie wiem dlaczego, ale przez cały czas myślałam, że to opowiadanie ma 44 rozdziały. Okazuje się, że jest ich 45. Więc mój pomysł o skończeniu tego tłumaczenia w najbliższym tygodniu raczej wydaje się nierealny, zwłaszcza że przechodzimy do głównej akcji i rozdziały będą nieco dłuższe niż zazwyczaj. Ale myślę, że uda mi się skończyć to tłumaczenie w ciągu dwóch najbliższych tygodni. Jednak nie przejdę od razu do Twojego idealnego połączenia, bo mam dla Was niespodziankę od autorki jednego z moich poprzednich tłumaczeń. Możecie snuć domysły w komentarzach o jaką historię chodzi. :)
Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia!
Brak komentarzy