[T] Come To Claim: Rozdział 30
Dean wyprowadził mnie na korytarz, gdzie mój
prawnik powiedział, że będzie ze mną w kontakcie. Po czym skręcił w lewo, a
Dean poprowadził mnie w prawo.
Gdy szliśmy, rozległ się potężny wybuch
przekleństw i krzyków. Właśnie gdy się odwracałam, żeby zobaczyć, co się
dzieje, moje ciało zostało odrzucone. Uderzyłam głową o ścianę. Czułam się tak,
jakby właśnie została potrącona przez autobus. Zamrugałam i zobaczyłam Rona
zaciekle walczącego z trzema Aurorami. Dean został uderzony tą samą siłą i stał
obok mnie, z krwawiącym czołem i wyciągniętą różdżką.
— Ty jebana suko — wrzasnął na mnie. — Co im
powiedziałaś? Co zrobiłaś?
Ledwo rejestrowałam, co się właśnie wydarzyło. Potrzebowałam różdżki. Gdzie poleciała moja torebka?
Dean też krzyczał, razem z innymi Aurorami
zgromadzonymi na korytarzu. Harry wyszedł ze swojego gabinetu i rzucił okiem na
scenę przed sobą. Zamarł kompletnie, w jego oczach malowało się przerażenie, że
to Ron został pojmany.
— To byłeś ty? — oskarżył Harry’ego. — Zdradziłeś
swojego najlepszego przyjaciela? Naprawdę?
Harry wyglądał na równie zdezorientowanego jak
ja.
Drzwi do jednego z pozostałych pokoi przesłuchań
otworzyły się w hukiem.
Draco.
Wydawało mi się, że już kiedyś widziałam go
wściekłego. Ale teraz zdałam sobie sprawę, że to był tylko grymas. Ale to? To
była furia. Czułam się tak, jakby na korytarzu pojawił się dementor. Moja skóra
pokryła się lodem.
Jego oczy spoczęły na mnie, szeroko otwarte z
furii i strachu.
Wrzaski Rona na mnie i domysły o zdradzie
Harry’ego wciąż odbijały się echem po korytarzu, gdy pozostali trzej Aurorzy go
przytrzymywali. Jego różdżka była teraz po drugiej stronie korytarza, ale to
nie powstrzymywało szaleństwa, które go ogarnęło. Walczył z ich uściskami i
przeklinał nas wszystkich.
Draco gwałtownie odwrócił głowę w stronę Rona.
Jego szare oczy lśniły w świetle jarzeniówek. Nawet się nie odezwał. Ron padł
na podłogę, krzycząc i ściskając głowę, jakby rozcinano ją gorącym nożem. To
był przeraźliwy wrzask. Draco nie przejmował się tym. Patrzył tylko z góry na
zwinięte ciało Rona. Wiedziałam, że chce go złamać. Wiedziałam, że chce
zamienić jego umysł w kałużę nicości. Ale Draco Malfoy panował nad sytuacją. I
po kilku kolejnych sekundach błagalnego szlochu Rona, Draco ustąpił. Ron cicho
pochlipywał w dywan, podczas gdy Draco gestem nakazał całek trójce, żeby go
złapali i zaprowadzili do pokoju przesłuchań.
Dean pomógł mi wstać i znalazł moją torebkę w
gruzach ściany, którą Ron zniszczył.
Draco w końcu odwrócił się do mnie. Wokół było
tyle osób. Ale ja chciałam rzucić się w jego ramiona. Chciałam go błagać, żeby
po prostu wrócił ze mną do domu. Chciałam, żeby mi wyjaśnił, co się do cholery
dzieje i powiedział, jak długo o tym wszystkim wie. Byłam wściekła, ale
jednocześnie przerażona. Czy Scry
naprawdę po mnie przyjdzie?
— Ona krwawi, Thomas.
Ton głosu Draco był równie lodowaty, jak
wcześniej w pokoju przesłuchań.
— Proszę pana.
Dean skinął głową, a między nimi pojawiło się
niewypowiedziane porozumienie.
Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że krwawię.
Tyle śmieci latało dookoła i wszystko wydarzyło się tak szybko.
— Chcę, żeby ktoś posprzątał ten bajzel i odłożył
wszystko na miejsce — warknął na resztę Aurorów. — I niech ktoś lepiej znajdzie
tę cholerną różdżkę Weasleya.
Jak na zawołanie Aurorzy ruszyli do działania.
Dean objął mnie ramieniem i ponownie poprowadził w stronę wind. Nie zdawałam
sobie sprawy, że drżę, dopóki nie zaczął szeptać cichych zapewnień, że wszystko
dobrze.
— Hermiono.
Harry wyciągnął do mnie rękę, ale niezdarnie ją
puścił.
Odwróciłam się do niego, wbijając mu palec w
pierś.
— Pieprz się — krzyknęłam na całe gardło. —
Sprzedał mnie Scry, Harry. Podrobił mój podpis w umowie i sprzedał mnie jak
cholerną krowę na rzeź.
Nie obchodziło mnie, kto mnie słyszy. Niech całe
cholerne Ministerstwo wie, jakim nędznym gnojem jest mój były mąż. Łzy spływały
mi po policzkach.
— Wszystko dlatego, że nie przyznałeś się, że
jesteś przez niego szantażowany. Jesteś pieprzonym tchórzem, Harry Potterze.
Ręce Deana ciągnęły mnie korytarzem.
— Nie tutaj, Hermiono — uspokajał mnie.
— Mogłeś to wszystko powstrzymać — odwróciłam się
i krzyknęłam, gdy Dean ciągnął mnie dalej.
Harry wyglądał na zawstydzonego. Jego twarz
nabrała upiornie bladego odcienia, gdy przeczesywał dłońmi niesforną czuprynę
czarnych włosów. Lata przyjaźniłam się z nimi dwoma i dokąd mnie to
zaprowadziło? Tu. Zostałam wbrew swojej woli sprzedana agencji towarzyskiej i
oskarżona o unikanie płacenia podatków. Jeden z nich rzucał oskarżeniami, a
drugi na to pozwolił. To było obrzydliwe.
Ciche łzy spływały mi po policzkach, podczas gdy
Dean trzymał rękę na moich plecach. Zawsze lubiłam Deana. Jego spokojny, cichy
głos niósł ukojenie, gdy szeptał mi słowa otuchy. Był dobrym człowiekiem i
utalentowanym Aurorem. Kiedy razem z Ginny byli parą, myślałam, że to on
przyczyniał się do wielu ich kłótni. Ale po ślubie z Weasleyem miałam zupełnie
inne zdanie.
— Uciekłeś w samą porę — powiedziałam mu.
Zaśmiał się i ścisnął mnie za ramię.
— Cholerni Weasleyowie.
Zjechaliśmy windą i przeszliśmy przez Atrium,
unikając westchnień, spojrzeń i szeptów. Jestem pewna, że oboje wyglądaliśmy
absurdalnie. Ale plotki o szaleństwie Rona na górze rozprzestrzenią się lotem
błyskawicy. Byłam tego pewna.
Wyszliśmy przez Sieć Fiuu do mieszkania Draco.
Spojrzałam na Deana, a on w odpowiedzi wzruszył ramionami z zakłopotaniem.
— Bezpieczna kryjówka?
— Za dużo oczu i uszu — powiedział. — To
najbezpieczniejsze miejsce. Zabezpieczenia są tak silne, że cholerny Minister
Magii nie dałby rady się tu włamać.
— Ale mają zdjęcia, na których tu wchodzę —
szepnęłam.
— Teraz będziesz przychodzić i wychodzić tylko
przez Sieć Fiuu. Nikt cię nie zobaczy.
— Granger!
Odwróciłam się i zobaczyłam Theo spieszącego w
moim kierunku.
— Cholera jasna, co się, kurwa, stało?
Przytulił mnie mocno i rozpłynęłam się w jego
dotyku. Łzy płynęły jeszcze mocniej, teraz, gdy w końcu byłam w domu. Co to był za dzień?
— Muszę wracać — rzekł Dean. — Na razie nie
wychodź. Nott zostanie z tobą, dopóki nie załatwimy spraw w Ministerstwie.
— Czekaj — powiedziałam, wyrywając się z uścisku
Theo. — Poczekaj tu, dobrze?
Dean spojrzał na mnie pytająco, ale skinął głową.
Pobiegłam do gabinetu i znalazłam małą fiolkę w szufladzie.
Przyniosłam ją do salonu i włożyłam Deanowi do
ręki.
— Daj mu to.
Uśmiechnął się i schował fiolkę do kieszeni.
— Bardzo mi przykro z powodu tego wszystkiego,
Hermiono — mruknął. — Nie zasługujesz na to.
Uśmiechnęłam się do niego lekko, gdy odwrócił się
do Theo.
— Wkrótce przyjdzie uzdrowicielka — odparł. —
Może przejść przez osłony. Ale nikt poza mną i Draco nie może skąd wyjść i tu
wchodzić. Jasne?
Theo się zgodził i Dean wyszedł.
— Nie sądzę, żeby magia Parkinsonów mogła to
naprawić.
Wskazał na moją podartą i poszarpaną sukienkę.
Byłam rozczarowana, naprawdę mi się podobała.
— Zaraz wrócę — wymamrotałam i poszłam do pokoju
Draco.
Przebrałam się w jedną z jego za dużych koszulek
do Quidditcha i bokserki. Patrzyłam na siebie w lustrze, związując włosy w
niedbały kok na czubku głowy. Miałam rozciętą brew, opuchniętą wargę, a na
jednym z policzków już tworzył mi się siniak. Znalazłam też kilka płytkich ran
na rękach i nogach, ale nie wyglądały groźnie. Wiedziałam jednak, że jutro będę
obolała. Niektóre żebra nadal mnie bolały, gdy poruszałam się zbyt szybko.
Theo nalał dwa kieliszki wina i siedział na
kanapie.
— Wydawało mi się to konieczne.
Wskazał na wino.
Tak było.
Theo w milczeniu chłonął moją odpowiedź, o tym,
czego się dowiedziałam. Jego szczęka była zaciśnięta z wściekłości, ale nie
przerywał. Po prostu trzymał mnie za rękę i słuchał. Płakałam przez większość
czasu. Powiedziałam mu, jaki zimny i zdystansowany był Draco. Opowiedziałam mu,
jak powalił Rona bez słowa. Oraz o mojej kłótni z Harrym.
— Słyszałam, że ktoś potrzebuje uzdrowienia —
powiedział głos za nami.
Odwróciłam się na dźwięk miękkiego, kobiecego
tonu i o mało się nie udławiłam. Narcyza Malfoy stała za kanapą. Miała na sobie
szytą na miarę sukienkę i designerskie szpilki. Torebkę Channel ściskała w
idealnie wypielęgnowanych dłoniach. Wyglądała, jakby właśnie zeszła z
czerwonego dywanu. Nie, żeby przyszła mnie uleczyć.
Theo wstał i pocałował ją dwa razy w policzki.
— Draco powiedział, że ma dyptam, więc nie spakowałam
swojego.
Rozmawiała z Draco. Zdusiłam w sobie przypływ
zazdrości. Nie mogłam się doczekać, by z nim porozmawiać. Albo skręcić mu kark.
Może jedno i drugie.
— Na balkonie przy gabinecie — poinstruowałam.
Theo skinął głową i zostawił nas dwie.
Narcyza przeszła wokół kanapy i stanęła przede
mną.
— Dzień dobry, pani Malfoy — przywitałam się.
Nagle poczułam się naga pod jej spojrzeniem. W
samej koszulce Draco i bokserkach czułam się, jakbym miała na sobie najbardziej
skąpą bieliznę na świecie.
— Narcyza w zupełności wystarczy — rzekła z
uśmiechem. — Miło cię znowu widzieć, Hermiono.
Starałam się nie skupiać na tym, w jakim
cholernym wszechświecie dzisiaj żyłam. Draco
traktował mnie dziś w chłodną obojętnością, a potem wysłał swoją matkę, żeby
mnie uzdrowiła? Nic z tego nie miało sensu.
— Mogę? — zapytała, wskazując na miejsce obok
mnie.
Skinęłam głową.
Wiedziała o nas wszystko. Draco powiedział, że ją
o wszystkim poinformował. Mimo to Narcyza nie traktowała mnie z pogardą. Wyjęła
różdżkę i kilka innych fiolek. Lekkie jak piórko dotknięcie moich ran
przypominało mi moją matkę. Była taka delikatna i ostrożna w stosunku do
wszystkich swoich pacjentów. Trudno było to znieść.
Narcyza w pewnym momencie chwyciła mnie za rękę i
zaczęła leczyć drobne zadrapania na moim ramieniu, kiedy je odwróciła.
Zamarłyśmy oboje, patrząc na ślad, który
zostawiła mi jej siostra prawie dziesięć lat temu. Palce Narcyzy drżały, kiedy
trzymała mnie za ramię, i usłyszałam, jak głośno przełknęła ślinę.
— Ja… — wyjąkała i znowu przełknęła ślinę. —
Bardzo przepraszam.
Zastawiałam się, czy była świadkiem tego, co
Draco wyrył sobie na ciele w ramach pokuty.
— Nie ma czego wybaczać — wyszeptałam.
Narcyza była ofiarą tej cholernej wojny, tak jak
my wszyscy. Draco opowiedział mi pewnej nocy o Wieczystej Przysiędze, którą
złożyła z Severusem. Wiedziałam, że zrobiłaby wszystko dla swojego syna. I
nigdy bym jej za to nie winiła. Draco wyjaśnił, że małżeństwo jego rodziców
zostało zaaranżowane zaraz po narodzinach. Narcyza nigdy nie miała wyboru. Sama
doświadczyła przemocy fizycznej, a także bólu, jaki odczuwała, patrząc, jak jej
jedyne dziecko również jest katowane.
— Zbyt łatwo wybaczasz.
Uśmiechnęła się smutno.
— Nie trzymałaś noża w ręku.
— To był mój dom.
— Twoim obowiązkiem była ochrona syna. Zwłaszcza
przed własną rodziną.
Jej oczy długo wpatrywały się w moje, jakby
próbowała zrozumieć mój tok myślenia. Zastanawiałam się, czy nie próbuje czytać
mi w myślach za pomocą Legilimencji, ale Draco powiedział, że poczułabym, gdyby
ktoś próbował wejść do mojej głowy. I nie czułam żadnego wtargnięcia.
— Dziękuję.
Jej szept był ochrypły i pełen emocji. Zamrugała
kilka razy i wróciła do leczenia. Poleciła Theo zaparzyć więcej dyptamu, więc
był tym zajęty w kuchni.
Pozostałyśmy w komfortowej ciszy przez resztę badania.
Pracowała metodycznie, opracowując każde zadrapanie, każdy siniak, każdy
opuchnięty fragment mojego ciała. Byłaby z niej imponująca uzdrowicielka, gdyby
tylko chciała.
— Żadnego wstrząsu mózgu — powiedziała. — Więc to
dobrze. Tylko kilka stłuczonych żeber, które będą cię boleć przez kilka
następnych dni.
Spojrzała na mnie jeszcze raz, zadowolona ze
swojej diagnostyki.
— Mam nadzieję, że pan Weasley został za to
pojmany? — zapytała ostrożnie.
— Sam wtrącę go do cholernego Azkabanu — rzekł
Theo z kuchni.
— Nie za to — mruknęłam. — Sfałszował dokumenty,
żeby sprzedać mnie agencji towarzyskiej i spłacić długi.
Nigdy nie widziałam, żeby Narcyza była tak
oburzona. Szybko się uspokoiła, ale chwilę jej zajęło, zanim doszła do siebie.
— Jak udało mu się sfałszować twój podpis z
różdżki?
Wzruszyłam ramionami. To było najważniejsze
pytanie. Stało się to dwa tygodnie temu, a ja nie użyłam podpisu z różdżki od
czasu założenia nowego konta w Gringocie. I nie było mowy, żeby którykolwiek z
tych pracowników dał mu ten podpis. Zbyt łatwo fałszował dokumenty. Musiał mieć
kogoś, kto mu pomaga. Jakieś zaklęcie
albo…
— O mój Boże — wyszeptałam.
W moment wszystko zrozumiałam.
— O co chodzi? — zapytał Theo, wchodząc do
salonu.
— Sklep z dowcipami.
Nie mogłam uwierzyć w to, co do mnie dotarło.
George eksperymentował z piórem, żeby uczniowie mogli podrabiać podpisy
rodziców z różdżek. Pomysł przyszedł mu do głowy, kiedy Harry nie mógł iść z
nami do Hogsmeade.
— Znajome Pióro — wyjaśniłam. — Nie wiem, czy
kiedykolwiek je sprzedawał, ale zrobił kilka na próbę. Może nie wystawił ich na
sklepowe półki. Ale trzyma je na zapleczu. Ron zawsze pomagał w sklepie.
— Musimy powiedzieć Draco — powiedział Theo,
zwracając się do Narcyzy.
— Pójdę prosto do Ministerstwa — zapewniła,
pakując swoją małą torebkę.
— Możesz powiedzieć Deanowi, jeśli Draco będzie
zajęty — dodałam. — Deanowi Thomasowi. Draco mu ufa.
— Załatwimy to — rzekła. — Zostań tutaj i
odpocznij. Wypij napar z dyptamu, gdy Theodore skończy parzyć napar. Pomoże na
żebra i ból.
— Dziękuję, Narcyzo — powiedziałam. — Za
wszystko.
Miałam nadzieję, że zrozumiała, iż mam na myśli
jej akceptację i tolerancję.
Uścisnęła moją dłoń, zanim poszła do kominka.
— Wyślę sowę z aktualizacją.
Theo i ja spędziliśmy resztę popołudnia na
kanapie, oglądając stare filmy i zamawiając chińskie jedzenie na wynos. Narcyza
wysłała sowę, że przekazała wiadomość, i natychmiast podjęli działania. O mało
nie odetchnęłam z ulgą. Znalezienie pióra w jego posiadaniu dowiodłoby, że
jestem niewinna. Musieli je znaleźć. Theo poinformował naszego przełożonego, że
przez dwa kolejne dni nie będzie nas w pracy i byłam wdzięczna, że miałam o
jedno mniej na głowie, ale to rozproszenie uwagi mogło być miłe.
W końcu sen wziął górę i obudziłam się w środku
nocy, sama na środku łóżka Draco.
Przewróciłam się na drugi bok, jęcząc przez ból
żeber, ale mimo wszystko udało mi się zasnąć. Rano wypiję więcej naparu, ale na
razie chciałam pozostać nieprzytomna. Bez Rona, bez Draco, bez kłamstw, bez
uczuć. Po prostu chciałam spać.
Zasypiając, mogłabym przysiąc, że widziałam
Potwora siedzącego w kącie pokoju. Na jego twarzy malował się okrutny grymas, a
szare oczy błyszczały w świetle księżyca.
Brak komentarzy