[T] Come To Claim: Rozdział 25

piątek, 5 czerwca 2026

Poczułam ruch łóżka, a kiedy się odwróciłam, Draco wdrapywał się obok mnie.

— Wydawało mi się, że miałaś być naga — wyszeptał w moją szyję, przyciągając mnie do swojej piersi.

— Wróciłeś. — Mrugnęłam, próbując się skupić na świetle zegara. Było już po północy. — Przyniosę ci krople.

— Już je wziąłem — powiedział, całując mnie.

Tym razem czuł się o wiele lepiej. Był czujny i komunikatywny.

— Wyglądasz o wiele lepiej.

— Ostatnio próbowałem wszystko przyspieszyć. Za dużo naraz. Zbyt wiele przyjąłem.

Przyglądałam mu się. Wyglądał na tak szczęśliwego, ale sen szybko mnie zmógł.

— Wkrótce mi powiesz?

— Wkrótce, kotku. Śpij.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Następnego ranka Draco jak zawsze czekał na mnie w kuchni. Wyglądało to tak, jakbyśmy nie spędzili poranka na eksplorowaniu swoich ciał, zanim niechętnie się rozstaliśmy, żeby przygotować się do nadchodzącego dnia. Dziś po południu miałam spotkanie z kilkoma inwestorami. Theo i ja modliliśmy się, żebyśmy do końca mogli zwiększyć zatrudnienie o co najmniej sześć osób. Chciałam wyglądać elegancko i profesjonalnie. To była sugestia Pansy, zaakceptowana przez Astorię.

Niebieska sukienka była uszyta z najdelikatniejszego materiału. Otulała moje ciało i miała cienkie ramiączka, ale wyglądała bardzo elegancko w połączeniu z moim lnianym żakietem. Astoria nazywała to wakacyjnie ale z klasą. I właśnie tak się czułam. Dużo piasku i oceanu. Musiałam być przyjazna i otwarta przed potencjalnymi inwestorami. Sprawić, że z przyjemnością zainwestują w nas swoje galeony.

— Dzień dobry.

Uśmiechnęłam się do Draco, idąc po espresso.

Zerknął na mnie, westchnął i spojrzał na zegarek.

Spięłam się.

— Jesteśmy spóźnieni? — zapytałam, zerkając na zegarek.

Planowałam być tam prawie godzinę wcześniej, żeby się przygotować.

— Nie wydaje mi się — powiedział, zmniejszając dystans między nami.

Pokręciłam głową.

— Draco, co…

Kawa wyślizgnęła mi się z ręki i trafiła w ekspres. Mimowolnie pochyliłam się w tułowiu i zostałam przyciśnięta do blatu. Zdjął mi marynarkę, odsłaniając dolną część pleców sukienki. Moje ręce wyciągnął przede mnie, a grube kajdanki połączyły moje nadgarstki i unieruchomiły je. Draco stanął za mną i rozsunął moje nogi.

— Myślałem o tym każdego ranka, odkąd się wprowadziłaś.

Dyszałam z niecierpliwości. Znów miał mnie przelecieć. Nogi mi się trzęsły i wiedziałam, że wciąż jestem mokra i rozpustna po naszym wcześniejszym razie.

— Ten kolor — jęknął, przesuwając dłońmi po tylnej części moich ud, aż sukienka zsunęła się na pośladki.

Zaklął, kiedy dostrzegł moje ledwo widoczne majtki. Jego palce zniknęły pod materiałem i pieściły moją cipkę.

Chciałam się wygiąć w tył, ale więzy na moich dłoniach i jego uda wciskające się w moje ograniczały swobodę ruchów.

— To będzie ostre i szybkie — powiedział. — Dasz radę?

Jęknęłam coś niezrozumiałego.

— Słowa, kotku.

Gęsia skórka przebiegła po moim ciele. Granitowy blat był jak lód na mojej skórze.

— Tak — wysapałam. — Wezmę cię tak ostro i szybko, jak zechcesz.

I właśnie to Draco chciał usłyszeć. Bo z satysfakcjonującym jękiem rzucił się na mnie. Chwycił mnie za kark i z furią pieprzył mnie przy kuchennym blacie. Moje majtki po prostu się przesunęły, a dodatkowe tarcie o mało mnie nie zabiło. Nie mogłam znieść więcej. Nogi mi się trzęsły.

— Będę o tym myślał — warknął, pchając mocniej. — Cały. Jebany. Dzień.

Wiedziałam, że ja też. Nienasycona żądza między nami była czymś, czego nigdy wcześniej nie doświadczyłam. Nawet tuż po ślubie z Ronem nie pożądałam go tak jak Draco. Płonęłam dla niego. To było tak, jakby każdy dotyk prowadził mnie coraz głębiej tą ścieżką pożądania.

— Hermiono! — ryknął, gdy doszedł.

Ja podążyłam za nim i łzy napłynęły do moich oczu od intensywności tego uczucia.

Usunął dowód między moimi nogami i przytulił mnie mocno do siebie.

— Wykończysz mnie — wyszeptał w moją szyję, wciąż bez tchu.

Pocałowałam go w policzek, ale on szybko zmienił go w długi, zmysłowy pocałunek. Miałam ochotę wziąć dziś wolne.

— Inwestorzy — zaklął.

— Czytałeś mi w myślach?

Zaśmiał się.

— Nietrudno zauważyć, że oboje chcemy dzisiaj wziąć wolne.

Moje ubranie było poprawione, makijaż również, a w ręku trzymałam kawę, gdy weszliśmy do kominka.

Kiedy zmierzaliśmy do windy w holu, zobaczyłam czekającego Harry’ego.

Lekko się potknęłam, gdy słowa Astorii nagle do mnie wróciły. Chodził do Nox. Musiałam jeszcze zapytać o to Draco.

— Dzień dobry, Malfoy — przywitał się. — Cześć, Hermiono.

Nie spojrzałam na niego, przechodząc na drugą stronę Draco. Zaczęli rozmawiać o nowych rekrutach i pracy, jaką Harry z nimi wykonywał. Wyglądało na to, że naprawdę lubił szkolić i cieszył się, że nie musi już jeździć na akcje. Wspomnieli o nowym partnerze Rona, McLagginie, i musiałam stłumić śmiech. Nienawidził Rona prawie tak samo mocno, jak Ron nienawidził jego.

Harry wyszedł, a ku mojemu wielkiemu niezadowoleniu, weszło kilku kolejnych czarownic i czarodziejów. Jedynym bonusem było to, że przez resztę podróży byłam całkowicie przyparta do Draco. Musiałam poczekać do wieczora, żeby zapytać o występy Harry’ego w Nox.

Wciągnął mnie do mojego gabinetu i upewnił się, że nikogo nie ma w pobliżu, po czym mocno mnie objął i pocałował, aż zakręciło mi się w głowie.

— Będziesz dziś genialna — powiedział. — Domagaj się ich środków. — Znowu mnie pocałował. — Powiedz im, że Główny Auror ich dorwie jeśli tego nie zrobią.

Zaśmiałam się i odepchnęłam go.

Theo i ja czuliśmy się bardzo pewnie przed spotkaniem z inwestorami. Jeśli mieliśmy nadzieję na rozbudowę naszego działu i wykonanie czegoś konkretnego, potrzebowaliśmy ich wsparcia. Byłam niezmiernie wdzięczna, że miałam u swojego boku takiego czarodzieja jak Theodore Nott. Jego charyzma i ego nie miały granic i to naprawdę się opłaciło w takich momentach.

Po tylu latach wspólnej pracy, Theo i ja stanowiliśmy niezwyciężony zespół. Mieliśmy idealny pomysł. Byliśmy dowcipni, kompetentni, pełni pasji i bezpośredni. To była najbardziej elokwentna i opanowana prezentacja, jaką kiedykolwiek zrobiliśmy. Pod koniec wręcz promieniałam. Daliśmy czadu. Gdyby spotkanie się na tym skończyło, byłabym pewniejsza siebie niż kiedykolwiek wcześniej. Powiedziałabym, że mamy te pieniądze w kieszeni i że do końca tygodnia będziemy pływać w galeonach.

Ale nadszedł czas na zadawanie pytań.

A mój statek wywrócił się na mętnych i wzburzonych wodach.

— Panno Granger, ledwo sobie radzisz z małżeństwem; jak możesz być pewna, że poradzisz sobie z takimi funduszami?

Zamarłam w tym samym momencie co Theo.

— Dudridge ma rację — rzekł ktoś inny. — Zwłaszcza po dzisiejszym, cholernym artykule w Proroku.

Spojrzałam na twarz Theo i sądząc po jego zaskoczeniu, on też go nie czytał.

Jedna z czarownic wysunęła gazetę ku nam.

Przeskakując po nagłówku, zobaczyłam kolejne zdjęcie Rona. Ktoś ukradł nasze zdjęcia ślubne i wyrwał mnie z nich.

 

Grabież bogactwa Weasleyów. Rozrzutna żona z paskudnymi nawykami

 

Napięcie i ból głowy przyszły niemal natychmiast. Theo jednak rzucił się do działania.

— Nie poświęcamy nawet sekundy na analizowanie plotek z tego szmatławca, w który zmienił się Prorok — powiedział. — Jednostronne argumenty zgorzkniałego mężczyzny miały was przekonać? Naprawdę?

— Uważaj na słowa — odparł jeden z mężczyzn. — Moja żona jest redaktor naczelną tej gazety. I prowadzi porządną, rodzinną firmę.

Ręce mi się trzęsły, gdy wpatrywałam się w artykuł.

— Ta gazeta to stek bzdur i wszyscy o tym wiedzą — ryknął Theo.

W sali zapanował chaos. Wszyscy mówili jednocześnie i Theo się z nimi spierał.

— Dlaczego miałby kłamać? To honorowy czarodziej z ugruntowaną karierą Aurora!

— Nie widać, żeby panna Granger czemukolwiek zaprzeczała.

— Jak możesz to czytać i nie współczuć temu biedakowi? Przeżył z nią piekło!

— Nie może mieć ciastka i zjeść ciastka.

— Jest brudna i haniebna. Weasleyowie to dobrzy ludzie.

— Jeszcze jedno słowo o niej i przysięgam na Bogów, polecą wasze głowy.

Ale nie usłyszałam nic więcej. Wybiegłam sprintem z sali konferencyjnej. Całe moje ciało się trzęsło, czując ciężar kolejnego artykułu. Ron mnie pogrążał. Całkowicie mnie pogrążał. I nic nie mogłam na to poradzić. Jeśli teraz coś powiem, będzie to wyglądało, jakby tylko próbowała ratować własny tyłek. Jeśli nic nie powiem, będę wyglądała na winną. Nie było mowy, żebym wyszła z tego obronną ręką. Nawet jeśli podczas rozwodu wykażemy, że to on jest nieodpowiedzialny finansowo, i tak znajdą się ludzie, którzy mi nie uwierzą.

Zrobił ze mnie tą złą.

Nigdy wcześniej nią nie byłam.

Jechałam windami do holu, zadowolona, że mogę wrócić do domu i schować się pod puchatą kołdrą łóżka Draco. Nie dostanę dotacji. Nie po tym.

Spojrzałam na przyciski w windzie i zamarłam.

Aurorzy.

Harry.

On znał prawdę.

Wszyscy teraz wierzyli we wszystko, co mówił Harry.

Wygrał wojnę.

Uratował czarodziejski świat przed Voldemortem.

Dotknęłam palcem przycisk.

Wysiadłam z windy, czując na sobie ociekający złością gniew. Nie obchodziło mnie, czy zobaczę tu Rona. Miałam dość.

— Granger — rozległ się głos Deana gdzieś obok mnie, ale go zignorowałam.

Skręciłam za róg i rozpoznałam gabinet Harry’ego. Ale kiedy otworzyłam drzwi, nikogo tam nie było. Po lewej stronie zobaczyłam większe sale odpraw. Być może uczył tam jakiegoś nowego rekruta. Przez małe okienko w drzwiach zobaczyłam, że mam rację. Otworzyłam drzwi na oścież, sprawiając, że wszyscy podskoczyli i rzucili się na mnie z wyciągniętymi różdżkami.

— Wynocha — nakazałam.

Mój głos uosabiał ton potwora, gdy stałam w drzwiach, patrząc groźnie.

Żadne z nich się nie zawahało. Sześcioro czarownic i czarodziejów w środku cicho zebrało swoje rzeczy i opuściło salę treningową. Harry był blady, siedząc na swoim miejscu z przodu sali. Zatrzasnęłam drzwi i podeszłam do niego.

— Ty tchórzu — wycedziłam. — Ty podstępny, kłamliwy szczurze.

— Hermio…

— Widziałeś dzisiejszego Proroka? — warknęłam. — Pięknie opisują moje problemy finansowe. Moje nieobliczalne nawyki zakupowe. Śmieszne, prawda, Harry?

Harry’emu jeszcze bardziej zrzedła mina. Najwyraźniej był nieświadomy tego, że w najnowszym numerze gazety umieszczono mnie na czarnej liście.

— On rujnuje moją cholerną karierę, Harry — krzyknęłam. — Pogrąża mnie, a ty patrzysz, jak tonę. Mieliśmy być przyjaciółmi!

— Jesteśmy przyjaciółmi — wychrypiał żałośnie.

Z moich ust wyrwał się sarkastyczny śmiech.

— Kłamca.

Łzy spływały mi po policzkach. Byłam taka przybita.

Usłyszałam, jak drzwi zamykają się za mną, a rolety w drzwiach i oknach zasuwają się z hukiem. Draco był tutaj. Nie musiałam się odwracać, żeby go zobaczyć. Czułam jego potężną obecność za sobą.

Następnie rzucił zaklęcie wyciszające i patrzyłam, jak Harry opiera się o podium, na którym stał. W tej chwili go nienawidziłam. Jego milczenia. Jego uległości. Jego bierna postawa rujnowała mnie. A jemu nie zależało na tym, by to zmienić.

Wysunęłam różdżkę z marynarki, ale Draco chwycił mnie za nadgarstek.

— Powiedz jej, Potter — ostrzegł. — Albo pozwolę jej cię przekląć.

Harry wyglądał na autentycznie pogrążonego w żalu.

— Nie mogę — z trudem wydusił z siebie.

— Kurwa, zaufaj jej choć trochę, Potter.

O czym oni mówili? I Draco wiedział? Czy chodziło o Nox?

— Daję Ronowi pieniądze co miesiąc.

Szept Harry’ego był prawie niezrozumiały.

— Wiem — warknęłam. — Wysyłacie na zmianę z George’em.

Harry jednak na mnie nie patrzył. Patrzył ponad moim ramieniem na Draco, który nie odrywał ręki od mojej.

Staliśmy tak przez kilka minut, czekając, aż Harry w końcu się odezwie. Jęknęłam i wyrwałam rękę z uścisku Draco, idąc w stronę drzwi. Znajdę inny sposób, żeby pogrzebać Rona. Prawda musiała jakoś wyjść na jaw. Oszukana kochanka. Czy coś.

— Płacę mu za milczenie!

Moja ręka była centymetry od klamki, kiedy powoli odwróciłam się ku niemu. Draco trzymał ręce w kieszeniach i swobodnie opierał się o jeden ze stołów.

— Oczekujesz, że uwierzę, że twój najlepszy przyjaciel cię szantażuje?

Pytanie było równie niedorzeczne, jak brzmiało. Ron i Harry byli najlepszymi przyjaciółmi. Byli nimi od tamtej pierwszej podróży pociągiem. Dlaczego, u licha, miałabym uwierzyć, że szantażuje wielkiego i potężnego Harry’ego Pottera?

Nie odezwał się. Po prostu skinął głową.

Przewróciłam oczami.

— Co za idiotyczny pomysł.

— To prawda.

Moja głowa obróciła się ku Draco.

To jego głos to potwierdził. Ale jak?

Oczywiście, że wiedział.

Legilimencja.

— Obaj musimy go uciszać — powiedział Harry.

Obaj? Patrzyłam z Harry’ego na Draco. Na twarzy Draco dostrzegłam… współczucie? Współczucie dla Harry’ego Pottera? Miałam ochotę się roześmiać. Ten dzień był kompletnie popieprzony. Musiałam wrócić do łóżka i spróbować jutro. Najwyraźniej żyłam w jakimś koszmarze, w którym Draco był po stronie Harry’ego, a ja byłam wielką ignorantką.

— W jakim temacie? — Machnęłam ręką. — Twój szef wie. Więc co jeszcze mogłoby pójść nie tak? Jakie informacje mógł mieć Ron, że nawet Draco milczy?

Niepokoiło mnie, że Draco nic nie powiedział. Ale w mojej głowie zaczęły się pojawiać strzępki ich interakcji. Zauważyłam, że nigdy go nie strofował, gdy ze sobą rozmawiali. Cała energia i nienawiść Draco zawsze były skierowane na Rona. A teraz wydawało mi się to takie nie na miejscu, że nie nienawidził Harry’ego tak bardzo, jak wtedy, gdy chodziliśmy do szkoły. Kiedy to zniknęło?

— Dowiedział się o nas.

Ton Harry’ego był tak beznamiętny i martwy, jak jego twarz.

Nas?

Odwróciłam się do Draco.

I wtedy zrozumiałam.

Nas.

Pozostałe pieniądze.

George.

— Jesteśmy z George’em razem od trzech lat. Jeśli nie wesprę finansowo Rona, wyda nas.

Dech uleciał mi z piersi, jakbym dostała cios w twarz.

To niemożliwe. Coś takiego byłoby…

Szaleństwem.

Tak okrutne.

Z trudem znalazłam słowa.

— Harry.

— To mogłoby zrujnować interes George’a, Hermiono. Jedyne, co pozostało mu po Fredzie. Ludzie go nie zaakceptują. A rodzina? Nie zrozumieją. Nikt nie rozumie. A oni są wszystkim, co mam.

Żołądek zacisnął mi się jak kamień.

— Dlatego chodzisz do Nox?

Mój głos był ochrypłym szeptem. Było mi go tak żal. Żal, że Ron był zdolny do takiego zła. Do takiej złośliwości.

— Tak — wyszeptał. — Tam jestem wolny.

Moja nienawiść do Rona przyćmiła dzisiejszy dzień. Całkowicie zablokowała wszelki rozsądek i uznanie, jakie kiedykolwiek do niego żywiłam. I rozsypała się w pył. Ten okropny, samolubny dupek rujnował nie tylko moje życie. Ale także życie jego brata i najlepszego przyjaciela. Zamiast cieszyć się ich szczęściem i ich wspierać, wykorzystał ich dla wzbogacenia się.

Tak bardzo źle go oceniłam.

Czułam żółć podchodzącą do gardła. Dzisiejszy dzień był okropny.

Wstyd, który czułam przytłaczał. Wstyd, że jestem żoną kogoś takiego. Że zmusiłam Harry’ego do wyznania najmroczniejszych sekretów. Że zmusiłam go do wyznania dla własnej reputacji.

Wyszłam z pokoju i ruszyłam ku windom. Zanim dotarłam do kominka, przejmujący szloch zatrząsł moim ciałem.

_______________

Czy ktoś z Was spodziewał się związku Harry'ego z George'em i takiej bezwzględności Rona? Przyznam szczerze, że gdy czytałam tę historię w oryginale byłam mega zaskoczona rozwojem wydarzeń. A to dopiero początek góry lodowej...

Brak komentarzy