[T] Dziesięć na dziesięć: Poniżej zera
Witajcie :) w
środowy wieczór zapraszam na drugi dodatek, w którym Draco odbędzie rozmowę z Gemmą.
Akcja rozgrywa się późnym rankiem dziesiątego dnia, po wizycie Nilly w pokoju
Hermiony i przed telefonem Gemmy. I co najważniejsze, przed przeprosinami
Draco. Miłej lektury!
Nawet
na zewnątrz było inaczej w otoczeniu mugoli.
Draco
spędzał godziny, leniuchując w różnorodnych krajobrazach Dworu. Wsłuchiwał się
w szum fontanny w ogrodzie francuskim, szelest liści w lecie i szmer wysokich
traw na łące.
Otaczały
go odgłosy owadów i ptaków. Nawet od czasu do czasu wiewiórki. Ale to wszystko.
Nigdy nie słyszał ani jednego dźwięku pochodzącego od obcych.
Leżąc
w gęstej trawie na skraju drzewa przy placu zabaw, Draco miał wrażenie, że
słyszy całe miasto tętniące wokół niego. Psy szczekały, dzwonki dzwoniły,
dzieci krzyczały. Rozbrzmiewała cała gama dźwięków pojazdów, których nie
potrafił nawet rozszyfrować, a przez nie przebijały się przyjazne głosy
sąsiadów rozmawiających lub wołających swoje dzieci. Wszystko to było
przesiąknięte żywotnością, ludzkimi dylematami i więzią.
W
dzieciństwie przeważnie nie czuł się samotny. Jego szkolni przyjaciele często
odwiedzali go latem i zawsze miał Nilly. Ale teraz, myśląc o somie samym na
całej tej otwartej przestrzeni — całej tej pustej
przestrzeni — w porównaniu z tą paczką kartek, być może nie rozpoznał, czym
była samotność. Mógł rzucić kamieniem z dowolnego miejsca na podwórku i trafić
w dziesięć różnych domów; wszystkie były pełne ludzi żyjących życiem równie
ciekawym i skomplikowanym jak jego.
Zacisnął
powieki. Cóż, dla ich dobra, miał nadzieję, że żadne z ich żyć nie jest w tej
chwili tak skomplikowane jak jego. Przypuszczał, że mugole nie muszą się
martwić o nierozerwalne więzi. Wiedział, że to małżeństwa, oczywiście, ale
większość z nich prawdopodobnie nie jest do tego zmuszana. Przynajmniej nie w
dzisiejszych czasach. Co oznaczało, że nie musieliby rozważać decyzji o
uratowaniu kogoś z jednego więzienia, umieszczając go w innym. Zwłaszcza gdy
wiedzieli, że nie można ufać tej osobie, że nie będzie na tyle uparta, by
zmarnować sobie życie, zamiast choć przez chwilę rozważyć, że wszystko może się
ułożyć…
Uderzył
głową o miękką ziemię. Ukrywanie prawdy przed żoną dla własnych korzyści? Z
pewnością to było powszechnym zjawiskiem.
Nowy
dźwięk z zewnątrz przerwał jego rozmyślania — zgrzyt zasuwy furtki ogrodowej.
Coś cicho przemknęło po trawie, gdy ją otwierano, a potem rozległ się odgłos
zbliżających się stóp. Kroki najpierw były szybkie, potem wolniejsze.
Nad
Draco pojawiła się mała twarz odwrócona do góry nogami, otoczona zasłoną
kasztanowych włosów.
—
Cześć, Draco.
—
Cześć, Gemmo.
—
Co robisz?
Westchnął.
—
Po prostu… leżę.
—
Och.
Położyła
się obok niego.
—
Patrzyłeś na chmury? — zapytała po chwili.
—
Mhm — mruknął.
—
Jakieś ładne?
Uśmiech
zagościł na jego ustach.
—
Widziałem jedną, która wygląda jak hipogryf.
—
Co to? — dopytywała, ocierając włosy o trawę, gdy odwróciła głowę, żeby na
niego spojrzeć.
—
To bestia z głową oraz szyją orła i grzbietem oraz tyłem konia.
—
Och, dziwne! — powiedziała, z powrotem patrząc w niebo. — Są brzydkie?
—
Bardzo. I wredne.
—
Super.
—
Nie do końca.
Przez
minutę lub dwie w milczeniu obserwowali chmury. Gemma skrzyżowała nogi w kostkach.
Potem je rozdzieliła. Zaczęła skubać trawę palcami. Kiedy w końcu dostrzegła
chmurę wartą uwagi, o mało nie uderzyła głową w Draco, kiedy na nią wskazywał.
—
Tam! — krzyknęła. Podążył śladem jej palca do puszystej, kwadratowej chmury z
dwoma poziomymi, strzępiastymi fragmentami odchodzącymi od przodu. — Ta wygląda
jak T-Rex!
Przyciągnęła
ramiona do piersi, żeby to zademonstrować.
Draco
zaśmiał się cicho.
—
Tak, to prawda.
Gemma
przewróciła się na bok, twarzą do niego.
—
Czy T-Rex to twój ulubiony dinozaur?
—
Mam słabość do welociraptorów — powiedział.
—
Najbardziej lubię triceratopsa.
—
Więc myślisz, że są top?
— To głupi żart — odparła beznamiętnie.
— Przepraszam.
— Hermiona lubi pterodaktyle.
— Och? — zaczął łagodnie. — A dlaczego?
— Bo lubią latać.
Draco zamknął oczy. Nie myślał o tym od lat, ale
wszyscy na jego roku wiedzieli, że Granger boi się latać. Podczas pierwszej
lekcji latania był zbyt zajęty dręczeniem Pottera, żeby to zauważyć, ale w
trakcie kolejnych to było aż do bólu oczywiste. Na pierwszym roku niejedna z
lekcji doprowadziła ją do łez. Draco uważał to za zabawne; dowód na to, że nie
była prawdziwą czarownicą. Wszyscy inni po prostu cieszyli się, że nie była
najlepsza w niektórych dziedzinach.
Ale teraz zastanawiał się, skąd wziął się ten
strach. Czy wydarzyło się coś, co go wywołało. Może to byłaby jedna z wielu
rzeczy, którymi by się z nim w końcu podzieliła, gdyby nie spieprzył tego
wszystkiego.
Latanie było bezapelacyjnie najlepszą częścią
bycia czarodziejem i czuł ukłucie w sercu na myśl, że ona nie może się tym
cieszyć, zwłaszcza jeśliby chciała.
— Gdzie jest Hermiona? — zapytała Gemma.
Znudziły jej się chmury i budowała chatkę z trawy
na grzbiecie dłoni Draco, która leżała na jego brzuchu.
— Pewnie w swoim pokoju.
Gemma zatrzymała się ze świeżo oderwanym
kawałkiem w dłoni i odwróciła się, by spojrzeć na dom za sobą.
— Myślisz, że chciałaby popatrzeć na chmury?
Draco przełknął ślinę.
— Jestem pewien, że tak, ale, eee, nie sądzę,
żeby podobał jej się pomysł patrzenia na nie… ze mną. Przynajmniej nie w tym
momencie.
Wciąż wpatrywał się w niebo, ale czuł, jak wzrok
Gemmy wierci mu dziurę w głowie.
— Dlaczego nie? — zapytała cicho.
Wziął głęboki oddech i wstrzymał go na chwilę,
zanim odpowiedział:
— Obawiam się, że jest teraz na mnie trochę zła.
Pusta tablica w kuchni sprawiła, że to zabrzmiało
jak niedopowiedzenie stulecia.
— Zapomniałeś kiedyś wrócić do domu?
Draco gwałtownie odwrócił głowę, by spojrzeć na
Gemmę, marszcząc brwi na jej szept. Miała żałosny wyraz twarzy, coś pomiędzy
żalem a strachem, co sprawiło, że Draco poczuł ucisk w piersi.
— Nie — wyszeptał. — Nie o to chodziło.
— Ale i tak kazała ci spać w innym pokoju?
Jasny
gwint. Zapomniał, jak nieswojo
spostrzegawcze potrafią być dzieci. Najwyraźniej nie było sensownego
wytłumaczenia na to, dlaczego nie dzielą pokoju, a cała seria pytań była
prawdopodobnie całkowicie niestosowna, ale Gemma wyglądała na tak zdruzgotaną,
że odpowiedział wbrew rozsądkowi.
— Tak — powiedział. — Na razie.
Posępnie skinęła głową, a potem zapytała:
— Próbowałeś ją przeprosić?
Draco zamrugał.
— No cóż, ja… ja nie do końca… nie było szansy na
to…
Gemma wyprostowała się z szoku. A potem niemal
równie szybko, z ulgą, opadła z sił.
— Musisz
ją przeprosić — odparła tonem nieznoszącym sprzeciwu.
— Ale…
— Jest ci przykro, prawda?
Oparła ręce na biodrach.
— Tak.
Uniosła brwi i pokręciła głową, jakby chciała
powiedzieć „To co ty tu jeszcze robisz?”.
— Nie chce ze mną rozmawiać — argumentował.
— Bo nie zrobiłeś tego. Nie powiedziałeś jej. Że
przepraszasz.
Gemma mówiła powoli, wymawiając każde słowo tak,
jakby był wyjątkowo tępy.
I może rzeczywiście tak było, bo to miało jakiś
sens.
Gemma westchnęła, znów przybierając łagodniejszy
ton.
— Draco — powiedziała donośne. — Jeśli dobrze to
rozegrasz, wybaczy ci.
Brzmiała tak pewnie, że nie mógł się powstrzymać
od pytania:
— Skąd wiesz?
— Bo cię kocha — odparła, wzruszając ramionami.
Draco pragnął, żeby ziemia się rozstąpiła i
pochłonęła go w całości. Prosto w dół, do piekła. Bez przelatywania przez Start. Bez zbierania dwustu funtów.
Kiedy milczał, szturchnęła go.
— Prawda?
Poczuł mdłości. Zawsze wiedział, że to
zaaranżowane małżeństwo; tak po prostu to wyglądało. Jeśli spędziło się z kimś
wystarczająco dużo czasu — i okazało choć trochę zaangażowania — to w końcu
rozwijały się uczucia. Przynajmniej czułość i troska, jeśli nie szczera miłość.
Nawet Draco nie był na tyle arogancki, by nie być pod wrażeniem, że Granger znalazła
coś takiego w zaledwie dziesięć dni, ale z drugiej strony, skoro była mniej
więcej trzy razy bardziej zaangażowana, być może jej nie docenił.
Sposób, w jaki go pocałowała…
— Prawda? — podpowiedziała Gemma lekko drżącym
głosem.
— Prawda — powiedział w końcu.
Wiedział, że Granger coś do niego czuła.
Wiedział, bo to tylko pogorszyło wymiar jego zdrady. I nawet jeśli to nie była
miłość, był zdeterminowany, żeby ją odzyskać. Nawet jeśli oznaczało to
zaczynanie od zera.
Spojrzał ponad głową Gemmy na zdecydowanie
zaciągnięte zasłony w oknie Granger i poczuł lodowaty chłód, mimo że słońce
grzało go w nogi. Tak, realistycznie rzecz biorąc, ich relacja była kilka
stopni poniżej zera. Ale przeprosi i może
wrócą do zera.
— Porozmawiam z nią — rzekł wzmocniony nową
determinacją. — Dzięki, Gemmo.
Położyła się z powrotem obok niego.
— Nie zapomnij przeprosić.
— Nie zapomnę — obiecał.
— I powinieneś jej coś dać.
— Jakiś prezent?
Wątpił, że to by się dobrze skończyło.
— To może być cokolwiek — mruknęła. — Byle coś
wyjątkowego.
Zapadła cisza, gdy o tym rozmyślał. A potem Gemma
wskazała puszystą chmurkę na samym środku nieba. Miała dwie zaokrąglone części
u góry i była lekko spiczasta u dołu.
— Patrz! Wygląda jak serce!
Draco się uśmiechnął.
— Tak — mruknął, wodząc wzrokiem po znajomym kształcie. — W rzeczy samej.
_______________
Tak oto kończy się ta krótka rozmowa. Gemma jest bardzo rezolutną dziewczynką, zawsze mnie bawiły ich interakcje. I cieszę się, że nadal tak jest.
Ostatni dodatek wrzucę w weekend. Jest bardzo długi i trochę mi się zejdzie z tłumaczeniem niego. Także czekajcie :)
Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłej końcówki tygodnia!
Brak komentarzy