[T] Dziesięć na dziesięć: Od zera do stu

sobota, 13 czerwca 2026

Hermionie ledwo udało się wrócić do środka, zanim spadł deszcz.

Siedziała na huśtawce wystarczająco długo, by powietrze wokół niej zrobiło się gęste, oblepiając skórę. Każdy oddech otulał jej płuca, a gdy pierwsze krople ciężko spadły na czubek głowy, krótki bieg do tylnych drzwi pozbawił ją tchu.

Powietrze w domu było równie duszne.

Przeszła blisko ściany, starając się nie znajdować się w polu widzenia Malfoya. Jej włosy musiały być w opłakanym stanie. Nie żeby obchodziło ją, co o nich myślał. Ale kiedy dostrzegła kuchenny stół, Malfoya tam nie było. Podbiegła, by wykorzystać jego nieobecność, wzięła w ramiona tyle ciężkich tomów, ile zdołała unieść, i pospiesznie ruszyła po schodach.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

To nie miało sensu.

Pracowicie przewracała strony, wodząc wzrokiem po każdym przeklętym wersie. Nic nie docierało do jej świadomości. Słowa Malfoya huczały w jej głowie tak głośno, że nie mogła się skupić na niczym innym. Przyłapywała się na tym, że zamiast na książki, patrzyła na dywan, a jego szydercza twarz na włókna.

Odwróciła się od podłogi, krzywiąc się przez ból pleców. Zegar na stoliku nocnym wskazywał prawie piątą i z trudem przełknęła ślinę. Termin wisiał nad jej głową niczym ostrze, z każdą minutą było coraz bliżej, sekundy ostrzyły stal.

Musiała coś znaleźć. Spojrzała z powrotem na tom przed sobą, a długopis gorączkowo przemykał jej między palcami. Musiała coś znaleźć. Słowa płynęły po stronie, aż w końcu zobaczyła jedynie wspomnienie zimnych oczu podczas ślubu, gdy się nad nią nachylał. Dotyk jego martwych ust na swoich…

Zatrzasnęła okładkę z warknięciem obrzydzenia. Nigdy nic nie odkryje, jeśli nie będzie potrafiła się skupić. Jedzenie. Tego właśnie potrzebowała. Zrezygnowała z lunchu, a całe to rozproszenie uwagi było tylko mgłą mózgową.

Optymistycznie nastawiona na kolejny krok, wstała i wyszła na korytarz. Los chciał, że Malfoy właśnie dotarł na szczyt schodów i ruszył prosto na nią. Hermiona po prostu uniosła brodę. Źle się do tego zabrała, skradając się po własnym domu jak intruz. Koniec z tym. Szła prosto środkiem korytarza, nie ustępując ani o cal. Malfoy miał obojętną minę, gdy się zbliżała, a kiedy jej ramie mocno uderzyło go w biceps, prychnął.

— Bardzo dojrzałe.

Zlekceważyła ostrość jego głosu, bo jej brzmiał nienaturalnie lekko, gdy próbowała wyglądać na zdystansowaną, jednocześnie odzyskując rezon.

— Obawiam się, że nie wiem, co masz na myśli.

Zdławiła stłumiony jęk, gdy Malfoy złapał ją za ramię i obrócił. Jego oczy zwęziły się, gdy nachylił się nad nią, a ona instynktownie cofnęła się do ściany.

— Czy kiedykolwiek przyszło ci do głowy, że nie tylko tobie nie jest lekko w tej sytuacji? — zapytał.

Hermiona po chwili przypomniała sobie o nowej taktyce i wyprostowała się. Ruch przesunął jedno z rodzinnych zdjęć za nią. Jej twarz znajdowała się kilka centymetrów od jego twarzy. Cięta riposta, którą miała w pogotowiu, zgasła na jej języku, gdy chłodny zapach czystości wdarł się do jej zmysłów.

Czy Malfoy… się ogolił? W środku dnia? Zapach był intensywny i zimny. Prawie zjeżyły jej się włoski na rękach. Pachniał deszczem. Nie dusznym monsunem, który właśnie uderzał w dach, ale takim, jakim deszcz powinien być. Jak wtedy, gdy pada wysoko w górach. Przywodził na myśl lodowate, krystaliczne kałuże. To… Merlinie, jak mu to pasowało. Zawsze uważała jego szare oczy za puste — pozbawione koloru. Ale z takiego bliska… były żywe, gdy nie używał Oklumencji. Głęboki błękit otaczał krawędzie jego źrenic, promieniując na zewnątrz cienkimi, ostrymi kolcami. Lodem, pomyślała i musiała przełknąć ślinę.

— Niestety — zdołała wydusić po kilku płytkich oddechach — byłam trochę zajęta sobą. — Ton jej głosu był niski z powodu ich bliskości, ale pozwoliła mu się nieco wyostrzyć. — Jestem pewna, że możesz się z tym utożsamić.

Ponownie prychnął, ciszej i być może brzmiało to bardziej jak westchnienie.

— To jest tak trudne, jak sobie wyobrażasz.

Spróbowała wyrwać się z uścisku, dopiero teraz zaczynając wyczuwać ciepło jego dłoni na nagiej skórze pod rękawem. Zupełnie to nie pasowało do jego zapachu i sprawiło, że stanął jeszcze bliżej, a cała ta sytuacja okazała się niezwykle przygnębiająca. Zwłaszcza, gdy nie puścił jej od razu.

Pociągnęła mocniej, wyrywając się, po czym mocno naparła na jego klatkę piersiową obiema dłońmi. Cofnął się o krok, a ona zmrużyła oczy i spojrzała na niego.

— Wzajemnie.

Hermiona odwróciła się i zdecydowanym krokiem zeszła po schodach, teatralnie rozciągając palce na bokach, by pozbyć się uczucia twardych mięśni pod dłońmi.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Jedzenie nie pomagało. Hermiona chodziła po sypialni, szaleńczo zajadając się chipsami i przeżuwając je tak, jakby od tego zależało jej życie.

Jak to możliwe, że była w jeszcze gorszej sytuacji niż wcześniej?

Malfoy użył drogo pachnącej wody po goleniu. Oczywiście, że tak. Nie powinno jej to zaskoczyć. Nie poświęciłaby temu ani chwili uwagi, gdyby ktoś jej o tym po prostu powiedział. Ale z jakiegoś powodu doświadczenie tego na własnej skórze to coś zupełnie innego. Jej dłoń bezmyślnie pogładziła ramię. Stała wystarczająco blisko, by poczuć jego zapach, tylko dzięki sposobowi, w jaki ją złapał. Sposobowi, w jaki ją trzymał. Nie przypominała sobie, żeby kiedykolwiek wcześniej jej dotykał, a już na pewno nie w taki sposób. Kryła się za tym jakaś fizyczność, której Hermiona nie potrafiła zignorować.

Konieczność uprawiania seksu z Malfoyem przestała być odległym, abstrakcyjnym i z zasady irytującym problemem, a stała się bardzo namacalnym, ponadprzeciętnym i dogłębnie groźnym…

Odwróciła się i ponownie spojrzała na zegar szeroko otwartymi oczami. Merlinie i Morgano — trzy godziny. Paliła się w dziennym świetle. Jej dłoń zanurzyła się w paczce chipsów, ale wyciągnęła z niej tylko okruszki.

— Cholera — mruknęła, rzucając opakowanie na biurko i otrzepując palce.

To nie wróżyło nic dobrego. Musiała zachować spokój. Nie sądziła, że Malfoy nagle ją zaatakuje. Nawet w czasie swojej krótkiej przygody jako Śmierciożerca bywał okrutny, ale nigdy agresywny. Poza tym była całkowicie pewna, że mogłaby rzucić na niego urok, który przeniesie go w czasie do następnego wtorku, gdyby tylko spróbował. Mimo to był nieprzewidywalny i imponował, a myśl o nim kręcącym się po domu wywołała u niej dreszcz strachu, ściskający żołądek. Niepokojąco nisko.

Gdzieś na parterze zaskrzypiała deska, a Hermiona się odwróciła, wstrzymując oddech i wpatrując się w drzwi. Zapadła cisza. Pokręciła głową, zmuszając się do głębokiego wydechu. Jeśli drugiego dnia była tak zdenerwowana, to zanim skończy się czas, wyląduje na oddziale Janusa Thickleya. Musiała coś zrobić, żeby ukoić skołatane nerwy…

Ogłuszający grzmot zatrząsł oknami w ramach, a Hermiona podskoczyła tak wysoko, że o mało nie złamała sobie karku.

— Cholera, cholera, cholera!

Tupnęła nogą i przeklęła swoje głupie serce, które odbiło się rykoszetem od jej żeber.

Zerknęła na siebie w lustrze nad biurkiem, dziko patrząc ze zdenerwowania i pomaszerowała ku swojemu odbiciu.

— Weź się w garść, Granger — powiedziała stanowczo, groźnie wymachując palcem wskazującym. — Jesteś cholerną Gryfonką, czyż nie?

Piorun znów błysnął, a ona kontynuowała, onieśmielona.

— To kutas, nie głowica. Już jednego miałaś. Właściwie trzy. No, dwa i pół. — Huknęło za oknem i pokręciła głową. — Nieważne! — Pochyliła się, długo i uważnie się sobie przyglądając. — Nie obchodzi mnie, do kogo należy, poradzisz sobie.

Teraz, kiedy o tym pomyślała, bomba była trafną metaforą ich sytuacji. Właśnie z tym mieli do czynienia — z bombą z opóźnionym zapłonem. A jedynym sposobem na poradzenie sobie nią było oczywiście jej rozbrojenie. Znów się wyprostowała, prostując ramiona. Miała środki, by temu sprostać.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Mimo mowy motywującej i tak zajęło jej czterdzieści pięć minut, zanim zapukała do drzwi Malfoya.

I choć tylko Veritaserum mogło ją do tego zmusić, kiedy nie odpowiedział, omal nie porzuciła całego planu. Ale nie zrobiła tego. Zeszła po schodach spokojnym, lecz rozważnym krokiem i zastała go siedzącego z kostką opartą na kolanie w fotelu przy frontowym oknie salonu. Trzymał w rękach książkę, papierową wersję Parku Jurajskiego, ale jego wzrok był skupiony na zewnątrz, na tafli spienionej wody zasłaniającej nocny widok.

Powoli przeszła przez pokój, zatrzymując się jakieś trzy metry od jego fotela. Zawahała się przez chwilę, próbując ocenić odległość, by przedstawić swoją propozycję, po czym podeszła bliżej.

Jego wzrok powędrował w jej stronę, a potem natychmiast zatrzymał się na różdżce w jej dłoni. Westchnął dramatycznie.

— Tylko nie mów, że to twój ulubiony fotel do czytania i przeklniesz mnie, jeśli nie wstanę z niego w ciągu najbliższych trzech sekund.

— Siedź gdziekolwiek, kurwa, chcesz, Malfoy. Gówno mnie to obchodzi.

— Od kiedy?

— Od teraz.

Jego powieki opadły z wyrachowania.

— Znalazłeś coś? — zapytała. — Coś, co mogłoby nam pomóc się z tego wydostać.

Spuścił wzrok na książkę w dłoniach, po czym odłożył ją na stolik.

— Nie.

— Ja też nie. — Wzięła głęboki oddech. — I nie sądzę, żebym miała szansę, dopóki… — Urwała i spróbowała inaczej. — Nie sądzę, żebym znalazła coś na czas, więc… równie dobrze możemy się do tego zabrać.

Malfoy zamrugał.

— Do czego?

Hermiona przeniosła ciężar ciała na drugą nogę.

— Chodzi mi oto, że kiedy już coś znajdziemy, lukę, kruczek prawny czy cokolwiek innego, nie będzie miało znaczenia, czy to się wydarzy przed, czy po, więc jeśli po prostu… to zrobimy, nie będziemy musieli stresować się limitem czasowym.

Malfoy pochylił się do przodu, mocno stawiając stopy na ziemi.

— Co zrobimy?

Poczuła suchość ust, a przełknięcie głośno zaschło w jej gardle.

— Nie sądzę, żeby był powód, by czekać dwa tygodnie.

Przez trzy oddechy stał nieruchomo.

— Mówisz, że chcesz skonsumować? — zapytał Malfoy.

Szok był chyba pierwszą, szczerą emocją, jaką zobaczyła na jego twarzy.

Mówię, że chcę to mieć już za sobą.

— Konsumując?

Wydawał się brać jej napięte milczenie za zgodę, a jedna brew uniosła się w górę.

— Teraz?

— Tak — powiedziała, a jej słowa zabrzmiały niemal jak ludzka mowa.

Malfoy roześmiał się, a jego rysy natychmiast zmieniły się w maskę grzesznej rozkoszy.

— Nawet nie postawisz mi drinka? Za jaką dziewczynę mnie masz, Granger?

Zacisnęła zęby i machnęła różdżką w stronę kredensu w kącie. Drewniane drzwi otworzyły się gwałtownie i butelka ciemnego rumu wpadła w jej wyciągniętą dłoń, a nią unosił się obłoczek kurzu. Odkręciła nakrętkę i zacisnęła powieki, biorąc dwa lub trzy długie łyki.

Chodź całkowicie otrząsnęła się po incydencie z Ognistą Whisky, wciąż zadrżała z głośnym Fuj.

Zakręciła butelkę i rzuciła ją Malfoyowi. Złapał, unosząc obie brwi.

— Salazarze, mówisz poważnie.

Hermiona tylko wzruszyła ramionami.

Malfoy przez chwilę patrzył na nią niemal nieufnie, jakby próbował ustalić, czy to pułapka. Jakby prowokowała go do zrobienia czegoś, przez co mogłaby go zaatakować.

To, czy wygrał, czy przegrał wewnętrzną debatę, zależało od perspektywy, ale i tak podjął jakąś decyzję. Pokręcił głową, odkręcając butelkę. Wstał, a ona patrzyła, jak jego jabłko Adama podskakuje od przełknięcia. Nie spuszczał z niej wzroku, powoli zakręcając butelkę, bezmyślnie dokręcając ją pstryknięciem kciuka. Podszedł do niej, a ciężka, szklana butelka cicho uderzyła o drewniany stolik kawowy, gdy ją odstawił. Nie zatrzymał się, dopóki nie znalazł się tuż przy jej piersi, choć, co znamienne, Hermiona się nie cofnęła.

Stali tak przez nieznośnie długą chwilę, w trakcie której zaczęła żałować, że nie dała trunkowi więcej czasu na działanie. Chociaż chipsy chyba nie napełniły jej żołądka, bo jej czas reakcji był zdecydowanie opóźniony, gdy Malfoy zanurzył dłoń w jej włosach i przyciągnął ją do namiętnego pocałunku. Jęk zaskoczenia został stłumiony przez jego usta, a jej wolna ręka sama poszybowała do jego twarzy. Oderwał się w samą porę, by zostać uderzonym w nadgarstek.

— Aha — mruknął, oblizując wargi.

— Nie chcę się całować — wycedziła.

— W porządku — powiedział z uśmiechem. — Tylko upewniam się, że nadal nienawidzisz każdego centymetra mojego ciała.

Poczuła rozprzestrzeniające się ciepło na całym ciele.

— Jesteś podły.

— A mimo to tu jesteś. Błagasz o mojego kutasa.

Szczęka Hermiony opadła.

— O nic nie błagam.

— Ależ mogłabyś — rzekł, chwytając dolną wargę zębami. — Bardzo by mi się to podobało.

— Fuj — warknęła. — Jesteś obrzydliwy. Zapomnij o wszystkim, co powiedziałam, wolę pocałunek dementora niż twój…

Próbowała się odwrócić, ale on wciąż trzymał ją za ramię.

— No, no — powiedział, przyciągając ją do siebie i tuląc do piersi. Drugą ręką objął ją mocno w talii i pochylił się, mówiąc cicho do jej ucha: — Skoro nie pozwalasz mi się pocałować, musisz mnie podniecić w inny sposób.

— Kłótnie cię podniecały — zadrwiła.

Jego kciuk mocno przycisnął się do pulsu na jej nadgarstku.

— Nie tylko mnie.

Hermiona odchyliła się do tyłu.

— Ja nie jestem…

Ale jej pierś falowała, miała rumieniec na twarzy i czuła ciepło we wszystkich miejscach, gdzie ich ciała się stykały.

— Oczywiście, że nie — mruknął pobłażliwie.

A potem odsunął się.

Hermiona zamrugała, czując się wytrącona z równowagi i chwiejąc się na nogach. Marszczyła brwi coraz bardziej zmieszana z każdą sekundą, kiedy tam stał.

W końcu powiedział:

— Jeśli myślisz, że wyjmę kutasa, podczas gdy ty wciąż będziesz trzymać różdżkę w dłoni, to wcale nie jesteś taka sprytna, jak wszyscy myślą.

Serce waliło jej boleśnie w piersi, ale machnęła różdżką, gasząc wszystkie światła w pokoju. Potem odłożyła ją na bok.

Malfoy stał w słabym blasku latarni ulicznej przed domem. I od czasu do czasu błyskały pioruny. Przy nieustannym bębnieniu w dach i grubych zasłonach w oknach, deszcz sprawiał, że czuli się niemal oddzieleni od świata. W jakiś sposób oderwani od rzeczywistości.

Może to właśnie dało Hermionie odwagę, by rozpiąć dżinsy.

Szybko je zdjęła, uwodzenie było ostatnią rzeczą, o jakiej myślała. Malfoy i tak ledwo widział cokolwiek poza jej ruchami. Wiedziała, bo tylko to mogła dostrzec. Choć cichy brzęk klamry paska niewiele pozostawiał wyobraźni.

Zdjęła też majtki, upuszczając je na dżinsy i mimo że to wszystko było jej pomysłem, i tak podskoczyła, czując dłoń Malfoya na nagiej skórze biodra.

— Odwróć się.

Miała wrażenie, jakby jego ton głosu obniżył się o oktawę, i choć serce podskoczyło jej do gardła, posłuchała bez wahania.

Koniec kanapy był tuż przed nią. Pochyliła się lekko, by oprzeć się o oparcie. Nie mogła oddychać. Malfoy wiercił się za nią, czuła to bardziej niż słyszała, i nie mogła oddychać

Drgnęła, czując dłoń Malfoya między nogami. Po części z powodu szoku wywołanego dotykiem, ale także dlatego, że jego palce były śliskie od ciepłej cieczy.

— Rozluźnij się, Granger — powiedział cicho.

Próbowała, ale jej usta i tak rozwarły się z cichym westchnieniem, gdy masował jej cipkę. Opuszki palców przesunęły się aż do łechtaczki, zanim delikatnie przycisnęły się do wejścia.

Cofnął dłoń i po raz drugi usłyszała cichy chlupot. To była jego ślina. Palce znów ją dotknęły, sprawiając, że stała się niedbała, a jej żołądek ścisnął się od ukłucia odrazy. Przynajmniej tak jej się wydawało. Z pewnością tak powinno być. Nawet jeśli to było przyjemne. Może właśnie dlatego. Wciąż analizowała skomplikowaną reakcję, gdy gładka główka kutasa Malfoya przysunęła się do niej. Nie zapytał, czy wszystko dobrze, czy jest gotowa. Doszła do wniosku, że używa śliny właśnie dlatego, że wiedział, iż nie jest i nie będzie gotowa.

Wbiła paznokcie w materiał poduszek, gdy jego uścisk na jej biodrze zacieśnił się i wsunął się do środka.

Powietrze z jęku uderzyło ją w twarz i Malfoy mówił przez zaciśnięte zęby.

— Jasna cholera, Granger. Proszę, powiedz mi, że nie jesteś dziewicą.

— Nie jestem — wykrztusiła.

Wycofał się trochę, wsuwając się z powrotem długim, powolnym pchnięciem. Dźwięk, który wydawał, wciąż był przepełniony niedowierzaniem.

— Jesteś aż tak ciasna?

Zamknęła oczy. Wydawało jej się, że jest po prostu za duży, ale naprawdę wolałaby trafić do Azkabanu, niż odpowiedzieć. Mimo wszystko zrobiła to.

— Tak.

Pieprzył ją z kolejnym stęknięciem, pozwalając biodrom odbijać się od jej pośladków. Potem zrobił to jeszcze raz i jeszcze raz, wpadając w rytm.

Hermiona przyjęła go. Zacisnęła dłonie w pięści i starała się ignorować żar, który narastał między jej nogami przez rozciąganie. Da radę. Wkrótce się to skończy. Musiała tylko…

Otworzyła usta, gdy Malfoy chwycił ją za pośladki i ścisnął. Jedną dłoń trzymał mocno na jej biodrze, utrzymując rytm, ale druga zaczęła wędrować. Po jej pośladkach, górnej części uda i nisko na brzuchu. Stłumiła jęk, gdy ponownie wsunął palce między jej nogi. Miał nierówny oddech przy jej uchu i jęczał, czując dotyk jej cipki. To nie było dla niej. Wiedziała o tym i była za to wdzięczna. Nie musiała się tym cieszyć. Nie chciała. Ale to nie powstrzymało drżenia, które przeszyło jej dolną część ciała, gdy musnął jej łechtaczkę.

Kurwa.

Gwałtownie otworzyła oczy, ale Malfoy nie reagował. Wydawało się, że im głębiej pogrążał się w rozkoszy, tym mniej miał ochotę się powstrzymywać. Jego dłoń wsunęła się pod jej koszulkę i zaczął ją mocno pieprzyć, obejmując dłonią jej pierś. Mocno ścisnął miseczkę jej stanika, wkładając jej sutek między kciuk i palec wskazujący. Dźwięk, który wydała Hermiona, zagłuszyło jego bełkotanie.

— Merlinie, te cholerne cycki, Granger.

Przyciągnął ją z powrotem do swojej piersi i czuła wilgoć jego ust na szyi. Ciepło jego oddechu gromadziło się w zagłębieniu jej ramienia, wywołując gęsią skórkę na ramionach. Oparła się pokusie, by przycisnąć do niego biodra z całej siły. Pchnięcia zaczęły się zmieniać, przyspieszać i pogłębiać, i miała nadzieję, że to się wkrótce skończy. I że już nie dotknie jej łechtaczki.

Nie zrobił tego. Ugniatał wypukłość jej piersi dłonią, pocierając twardy sutek. Nie potrafiła stwierdzić, czy zauważył, jak stwardniał jeszcze bardziej w odpowiedzi na jego dotyk. Była zbyt zajęta przygryzaniem wargi, gdy szczypał ją i muskał. Jego tempo ustało, a jęk miał wyższy ton, gdy ponownie ją ścisnął. Dłoń przesunęła się w górę, by objąć jej gardło, co było niemal bolesne. Czuła, jak jego ruchy stają się bardziej intensywne. Ramię, które oplatało przód jej ciała, zacisnęło się, mocno przyciskając ją do jego piersi, a jęk wibrował na jej plecach, gdy jego palce zacisnęły się z intensywnością jego orgazmu. Wciągnęła drżące oddechy przez jego ucisk, czując to wszystko. Napięcie sączyło się z niego z każdym pulsem, aż jego czoło wtuliło się w jej włosy, nierówne westchnienie przesunęło się po małżowinie jej ucha.

Serce waliło mu w piersi, gdy ją trzymał, a potem się z niej wysunął i odsunął.

Hermiona drgnęła, gdy śliska kropla natychmiast spłynęła po wewnętrznej stronie jej uda. Modliła się, żeby Malfoy był zbyt pochłonięty, by zauważyć, że nie wszystko należało do niego.

Na próżno próbowała się ruszyć. Czuła się tak, jakby właśnie polizała baterię. Albo uniknęła uderzenia pioruna, o włos unikając porażenia. Była nieprzyjemnie naelektryzowana. Jej stawy trzeszczały od nagromadzonej energii.

— Więc — wychrypiała i musiała odchrząknąć. — To by było na tyle.

Malfoy zdawał się stać za nią, gdy nagle usłyszała cichy szmer jego rozporka.

— To by było na tyle — powtórzył jak echo.

Skinęła głową, choć realistycznie nie mógł tego dostrzec. Stało się. Pochyliła się i wzięła różdżkę ze stołu oraz ubrania z dywanu. Przyciskając je do piersi, pobiegła po schodach, nie ubierając się.

Drzwi jej sypialni zamknęły się za nią odrobinę za głośno i pospiesznie rzuciła zaklęcie wyciszające. Wpełzła na czworaka na łóżko i wsunęła dłoń między nogi. Nawet nie spojrzała na szufladę z wibratorem, ledwo starczyło czasu. Dwa palce wsunęły się z łatwością, a oczy zamknęły, gdy poruszyła nabrzmiałe ścianki od środka. Samo drażnienie tam sprawiło, że była na krawędzi orgazmu. Głowa zwisała ciężko między ramionami, gdy zacisnęła dłoń na łechtaczce i kołysała biodrami. Palce poruszały się w szybkim rytmie, walcząc, by nie myśleć o jego nacisku, gdy wpychał się do środka. O rozciągnięciu wokół niego i wypełnieniu…

Orgazm przyszedł mocno i gwałtownie, zupełnie jak u Malfoya, i opadła na łokieć, wciąż słysząc echo jego doznań w uszach. Powoli odpłynęła, stopniowo opadając na brzuch.

Leżała nieruchomo przez długi czas, łapiąc oddech i pozwalając, by ta chwila przeminęła. Absurdalnie, jej oczy płonęły groźbą łez. Zrzuciła to na intensywność ulgi — fizycznej i emocjonalnej.

Bo poczuła ulgę. Spełnili swoje natychmiastowe żądanie, a teraz znajdzie lukę i nigdy więcej nie będą musieli tego robić.

Mrugała gniewnie, opierając oczy o bawełnianą poduszkę, z determinacją ignorując uczucie pustki w sercu.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Następnego ranka Hermiona obudziła się w pełnym słońcu i jęknęła, gdy jej goły tyłek poruszył się pod kołdrą. Miała pościel z Kubusiem Puchatkiem. Co za tragedia.

Przeszła przez pokój — starając się z całych sił zignorować bałagan między nogami — i wzięła gorący prysznic.

Malfoy był w kuchni, kiedy zeszła na dół, i na jego widok lekko się zawahała. Miał na sobie prosty, biały T-shirt i miękkie spodnie dresowe, a bose stopy oparł o krzesło naprzeciwko siebie, jedząc płatki Weetabix prosto z pudełka. Był uosobieniem nonszalancji, ale Hermiona nie miała pojęcia, jak mają postępować, biorąc pod uwagę wydarzenia poprzedniego wieczoru. Chodziła, mając tego dowody w postaci nie do końca nieprzyjemnego bólu w środku. Gorąco jego skóry i ucisk palców wciąż powracały w jej wspomnieniach. Sam widok jego dłoni był…

— Dzień dobry — przywitała się, starając się zachować neutralny ton.

Wzrok Malfoya śledził ją, gdy podeszła do lodówki.

— Dzień dobry, kochanie.

Zamarła, a potem rzuciła mu ostre spojrzenie.

— Nie nazywaj mnie tak.

Uśmiechnął się szeroko, zanim włożył do ust kolejną kostkę pszennych płatków.

— Jak sobie życzysz.

Zacisnęła usta, otwierając drzwi lodówki, żeby zasłonić uśmiech. Czyli nic się nie zmieniło. Doceniała to. Jeśli jej policzki płonęły, a żołądek lekko trzepotał, to trudno. Nie mogła nic na to poradzić.

— Co sądzisz o skorpionie? — zapytał nagle.

Hermiona wyjęła z lodówki pojemnik z jogurtem i zamknęła drzwi, wzruszając ramionami.

— Chyba jest w porządku. Czasami bywa ślizgoński, ale panny zazwyczaj sobie z nim radzą. — Zmarszczyła brwi, wyjmując miskę z szafki. — Czy twoje urodziny nie są w czerwcu?

Malfoy milczał, a kiedy na niego spojrzała, patrzył na nią, jakby miała dwie głowy.

— O czym ty, kurwa, mówisz?

— O czym ty mówisz? — burknęła.

— O Scorpiusie jako o imieniu dla chłopca.

Łyżeczka wyślizgnęła się z ręki Hermiony i głośno uderzyła o ceramiczną miskę. Jej dłoń powędrowała do brzucha, zanim zdążyła się powstrzymać, a kiedy zauważyła, że Malfoy to dostrzegł, rzuciła mu mordercze spojrzenie.

— Za wcześnie?

— Jeśli teraz jestem w ciąży, to cię zabiję. Czy to brzmi dla ciebie na za wcześnie?

— Może trochę — syknął.

Przewróciła oczami, odwracając się, żeby nałożyć sobie jogurt.

— Poza tym, żadne z moich dzieci nie będzie miało na imię Scorpius.

— Zobaczymy.

Dalszą kłótnię przerwał pisk pręgowanej sowy, która wleciała do kuchni i usiadła na oparciu krzesła. Malfoy sięgnął po list przyczepiony do jej nogi, podczas gdy Hermiona dorzucała jagody do śniadania.

— To z Ministerstwa — powiedział, podnosząc wzrok.

— Och, cudnie — westchnęła.

Machnęła ręką, żeby otworzył, ale już to zrobił.

Zamiast oficjalnego przyjęcia weselnego — przeczytał Malfoy beznamiętnym głosem — przyjmijcie życzenia od rodziny i bliskich przyjaciół w waszym domu. — Prychnął. — Merlinie, to wcale nie będzie niezręczne.

— Co? — zapytała Hermiona, podchodząc, żeby wziąć od niego list.

Przebiegła wzrokiem po tekście, a jej oczy z każdą linijką coraz bardziej się zwężały. Czy Ministerstwo naprawdę pojebało? Nawet przypominali o terminie konsumpcji. Zamrugała, ale to musiał być szablonowy list, bo przecież już to zrobili. Rzuciła pergamin na stół.

— Nie będę piekła cholernego ciasta tylko po to, żeby twoi rodzice kręcili nosami.

— Ach, tak — mruknął. — A ja nie mogę się doczekać pojedynku na mordercze spojrzenia z Dynamicznym Duetem.

— To Ginny powinna cię martwić — powiedziała lekko przez ramię, ponownie zmierzając do kuchenki.

Twarz Malfoya przybrała dziwny, przerażony wyraz, gdy wpatrywał się w dal.

— Upiorogacki — wyszeptał do siebie.

— I nigdy o tym nie zapomnisz. — Otworzyła spiżarnię i oparła rękę na biodrze. — Herbata i ciasteczka. To wszystko, co mam.

— Zawsze mogę wezwać Nil…

Hermiona zatrzasnęła drzwi, patrząc na niego ostrzegawczo.

Skłonił głowę.

— Herbata i ciasteczka brzmią pysznie, kochanie.

— Jeśli nie przestaniesz, zatruję twoje.

Skrzywił się teatralnie.

— Zabijanie trucizną jest w rzeczywistości o wiele trudniejsze, niż ludzie myślą.

Usta Hermiony zadrżały, ale mimo jej wysiłków wyrwało się z nich ciche prychnięcie.

Uśmiechnął się ironicznie, patrząc na nią spod brwi w sposób, który sprawił, że lekko się skrzywiła. Rumieniec napływał na jej policzki coraz szybciej z każdą sekundą, którą tam spędziła, ale nie mogła się od niego odsunąć. Była boleśnie pewna, że nawet najmniejsze poruszenie mięśni tylko uświadomiłoby jej, że wciąż czuje go w sobie.

Malfoy wyczarował pióro i dotknął go czubkiem języka, nie odrywając wzroku.

— Może trzynasta?

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Stali na przeciwległych końcach salonu, gdy zegar wybił trzynastą. Malfoy włożył na tę okazję eleganckie szaty, a Hermiona toczyła przegraną walkę z oderwaniem o niego wzroku. Coś w eleganckich szwach i idealnym dopasowaniu materiału sprawiało, że jej kolana się lekko trzęsły. Może to przez kontrast. Pod tą wyrafinowaną powierzchownością krył się ten sam czarodziej, który obficie ją ślinił i brutalnie wziął od tyłu, jęcząc jej do ucha i…

W kominku buchnęły szmaragdowe płomienie i Hermiona przesunęła drążącą dłonią po linii włosów. Co, w nią, kurwa, wstąpiło? Lucjusz i Narcyza wyszli na jej dywan, a ona stała tam cała przemoczona.

Malfoy przywitał się z rodzicami, podając rękę ojcu i całując matkę. Narcyza spędziła chwilą, bawiąc się klapą jego szaty, pytając:

— Dobrze się miewasz, Draco?

— W porządku, matko — powiedział z lekkim uśmiechem.

Skinęła głową z roztargnieniem, a potem zwróciła się do Hermiony. Lucjusz poszedł jej śladem, a gdy na nią spojrzeli, Hermiona miała wrażenie, że jest to wypisane na każdym calu jej twarzy.

UPRAWIAŁAM SEKS Z WASZYM SYNEM.

Przestąpiła nerwowo z nogi na nogę, po czym odchrząknęła.

— Jest herbata.

Wskazała niepotrzebnie, desperacko próbując odwrócić ich uwagę.

— Dziękuję — rzekła Narcyza, brzmiąc zaskakująco szczerze i pochyliła się, by nalać sobie filiżankę.

Kominek znów buchnął płomieniami, a Hermiona odetchnęła z ulgą, gdy wyszli z niego Harry, Ginny i Ron.

— Hej — przywitała się cicho, rozkładając ramiona i obejmując całą trójkę naraz.

Wymruczeli powitania, po czym zerknęli z powątpiewaniem na pozostałych gości.

Malfoyowie usiedli na jednym końcu sofy i cicho rozmawiali. Hermiona wybałuszyła oczy, gdy zdała sobie sprawę, że Lucjusz siedzi dokładnie tam, gdzie…

— Jak leci? — zapytała cicho Ginny.

Hermiona oderwała wzrok od ekranu.

— Eee, dobrze. Jest… tak, dobrze.

— Malfoy się dobrze zachowuje? — dopytywał Ron.

Przełknęła ślinę.

— Tak, tak, całkiem nieźle.

Doszedł we mnie wczoraj wieczorem.

— Cóż, to dobrze — mruknął, brzmiąc na zaskoczonego.

— Mhm. — Hermiona przywołała promienny uśmiech. — Jak tam w pracy?

Harry otworzył usta, żeby odpowiedzieć, ale ostry ton z drugiego końca pokoju dotarł do wszystkich.

Matko. — Malfoy zdawał się żałować swojego tonu głosu i szybko go zniżył. Położył dłoń na dłoni Narcyzy, która ściskała jego rękaw. — Jest dobrze. Już po wszystkim — powiedział.

Narcyza cicho westchnęła, a jej wzrok powędrował ku Hermionie. Żołądek Hermiony się ścisnął, gdy zdała sobie sprawę, że rozmawiają o konsumpcji małżeństwa. Narcyza miała szeroko otwarte oczy przepełnione niedowierzaniem.

To prawda! Po zaledwie dwóch dniach! Błagałam o to!

Narcyza odwróciła się z powrotem do syna, chwytając go za kołnierz i przyciągając do siebie.

— Jesteś pewien… — zaczęła, ale reszta wypowiedzi utonęła w szepcie, który słyszał tylko Malfoy.

Zacisnął szczękę, napiął mięsień, a Hermiona kątem oka dostrzegła, jak Harry i Ginny wymieniają spojrzenia. Żadne z nich nawet nie udawało, że nie słucha.

Malfoy nagle wstał.

— Dlaczego mnie, kurwa, o to pytasz?

— Draco! — warknął Lucjusz, również wstając. — Nie waż się tak mówić do matki.

Narcyza jednak nie dała się zwieść.

— Koniecznie musisz to zrozumieć — powiedziała. — Partnerstwo musi przynosić korzyści dla obu stron. Podczas aktu tylko wspólna przyjemność dopełni więź.

Z piersi Hermiony wyrwał się ochrypły śmiech, a Narcyza odwróciła się, zwracając się wprost do niej.

— To starożytna tradycja. Wymaga tego magia Malfoyów.

Hermiona szeptała bezgłośnie przez kilka sekund, zanim wydusiła:

— Wspaniale.

Malfoy wpatrywał się w nią, a wyraz jego twarzy sprawiał, że miała wrażenie, jakby powietrze w pomieszczeniu szybko znikało.

— Draco… — Narcyza spróbowała ponownie, ale Malfoy przerwał jej, nie odwracając wzroku od Hermiony.

— Chciałbym, żebyście wyszli. Proszę.

Narcyza zerknęła na Lucjusza, ale on tylko pokręcił głową. Zrobił krok naprzód, chwycił ją za łokieć i pozwoliła mu pociągnąć się do kominka. Hermiona widziała, jak teściowa rzuca jej błagalne spojrzenie, ale nie potrafiła się zmusić, by mu się przeciwstawić.

Płomienie buchnęły ogniem, a potem zgasły, pozostawiając po sobie dźwięczną ciszę.

— Cóż — powiedziała głośno Ginny. — Najwyraźniej macie ręce pełne roboty, więc… do zobaczenia później.

Ron przerwał pole widzenia Hermiony, schylił się, by wziąć garść ciasteczek w tacy.

— Na zdrowie — wymamrotał.

— Ron.

Jego siostra chwyciła go za kołnierz i zaciągnęła do kominka.

— Eee — mruknął Harry, patrząc pomiędzy Malfoyem a Hermioną. — To pa.

— Pa — pożegnała się cichym szeptem.

Zniknęli w wirze zielonych płomieni, zostawiając ją znów sam na sam z Malfoyem.

Zegar z kukułką tykał miarowo obok nich.

— Wspólna przyjemność? — zapytała.

— Najwyraźniej.

— Nie wiedziałeś?

Obrzucił ją groźnym spojrzeniem.

— Oczywiście, że nie.

— Zrobiłbyś coś inaczej, gdybyś o tym wiedział?

Zrobił krok ku niej, a potem kolejny.

— A chciałabyś tego?

Przełknęła ciężko ślinę. Więc wiedział. Mógł ją doprowadzić do orgazmu, gdyby chciał. Gdyby ona chciała. Ale nie chciała.

Ale teraz…

Nie zatrzymał się. Podszedł prosto do niej, z przymkniętymi powiekami i wzrokiem utkwionym w jej ustach. Krew dudniła w uszach Hermiony. Miała urywany oddech. Odchyliła głowę do tyłu, gdy przycisnął się do jej piersi, patrząc, jak oddycha przez otwarte usta.

— Więc będziemy musieli…

— Tak — powiedział.

— I będę musiała…

— Tak.

Hermiona oblizała wargi.

— Więc tym razem powinieneś mnie pocałować.

— Tak — szepnął i pocałował ją.

Pierwszy dotyk jego ust na jej ustach był niczym ogień pod skórą. Jęknęła, mocno ściskając jego szczękę i całując go, jakby to była ostatnia rzecz, jaką kiedykolwiek zrobi. Jego dłonie zsunęły się po jej pośladkach, chwytając uda i unosząc ją w górę, na jego talię. Natychmiast oplotła go nogami, a nacisk, jaki na nią wywierał, przyciskając ją do ściany, spowodował, że zajęczała. Gorąco pulsowało w jej wnętrzu, gdy wiła się w jego objęciach, a każde śliskie muśnięcie jego języka po jej sprawiało, że czuła się coraz bardziej mokra.

— Gdybyś zapomniał — wysapała w jego usta. — Wciąż cię nienawidzę.

— Zanotowane — powiedział i pochyli się, by pocałować jej szyję.

Hermiona szarpała palcami jego krawat, przeklinając tę elegancję, którą podziwiała wcześniej. Dzieliła ich ogromna ilość warstw ubrań.

Malfoy zdawał się podzielać jej zdanie, bo zanim rozwiązała węzeł, postawił ją z powrotem na nogi i sam ściągnął go sobie przez głowę. Pocałował ją ponownie, gdy zrzuciła mu szatę z ramion i zabrała się za guziki jego koszuli. Oderwał się, by wyjąć ręce z rękawów, a Hermiona otworzyła szeroko usta ze zdumienia.

— O cholera — szepnęła, przesuwając dłońmi po jego piersi.

Jednak Malfoy zdawał się tego nie zauważać. Jego usta znów opadły na jej, a dłonie znajdowały się pod jej bluzką.

Odsunęła się na tyle długo, że ściągnął ją jej przez głowę, szybko sięgając za plecy, by odpiąć stanik. Dołączył do rosnącej sterty ubrań na podłodze, a oczy Malfoya się rozszerzyły.

— O cholera.

Jego palce dotknęły jej dekoltu, wygładzając linie wytatuowanych tam kwitnących pnączy.

— Och — wymamrotała, drżąc pod jego dotykiem. — No tak. To, eee, dość długa historia.

Uniósł wzrok i spojrzał jej w oczy.

— Opowiesz mi później?

Przełknęła ślinę.

— Jasne.

Patrzył na nią jeszcze przez chwilę, zanim znów się pochylił. Tym razem pocałunek był inny. Wolniejszy, ale bardziej namiętny, zmuszający ja do szerszego otwarcia ust. Prawie ugięły się pod nią kolana. Malfoy musiał to poczuć, bo znów ją podniósł, tym razem odwracając się od ściany i kładąc na sofie. Podskoczyła lekko, lądując, a on odwrócił się i odepchnął stolik kawowy. Porcelana i dzbanek z herbatą wylądowały z hukiem na podłodze, ale Hermionie to nie przeszkadzało. Dłonie Malfoya znajdowały się na jej pasie, ściągając jednocześnie dżinsy i majtki.

— Ja pierdolę — wydyszał, wyciągając kutasa ze spodni.

Hermiona sięgnęła po niego, ale odepchnął jej dłoń, przyciskając ją z powrotem do poduszek i kładąc dłoń na jej piersi. Starała się nie wiercić pod ciężarem jego spojrzenia. A fakt, że sam się rozbierał, bardzo jej w tym pomógł. Kiedy zdejmował bokserki, Hermiona mogła zupełnie zapomnieć, że leżała naga w biały dzień na sofie, gdzie Lucjusz Malfoy siedział zaledwie pięć minut wcześniej, dyskutując o tym, czy miała orgazm poprzedniego wieczoru, czy nie.

Malfoy poruszał ręką wzdłuż swojego kutasa, patrząc na nią wygłodniałym wzrokiem. Był wielki. Wiedziała o tym. Boże, i piękny. Na ten widok napłynęła jej ślina do ust. Kiedy uklęknął, jej nogi natychmiast się przed nim rozwarły. Dłoń zsunęła się po wewnętrznej stronie jej uda, a oczy zamknęły z jękiem, gdy palce musnęły śliską cipkę.

Hermiona czuła, że jest bardzo mokra, ale mimo to…

— Wciąż możesz… — urwała, niezdolna do wypowiedzenia tych słów. — Jeśli oczywiście uważasz, że potrzebuję więcej. — Malfoy uniósł brwi, a ona dodała ciszej: — Tak jak wczoraj wieczorem.

— O rany — wyszeptał. — Ty niegrzeczna dziewczyno. Chcesz, żebym na ciebie napluł?

Policzki zarumieniły jej się ze wstydu.

— Zapomnij — warknęła.

Zamruczał cicho.

— Nie ma mowy.

Jego policzki się zapadły i przesunął opuszkami palców po ustach. Pierwsze muśnięcie jej łechtaczki sprawiło, że zobaczyła gwiazdy.

— O, Boże — jęknęła, a potem rozpaczliwie pożałowała tego, co zrobiła.

Ale Malfoy tym razem z niej nie kpił. Był zbyt zajęty wpychaniem palców w jej cipkę i jęczeniem, na widok tego, jak się zaciska.

Miała wrażenie, że opadła jej szczęka. Oddech uleciał z ust, głośny i bezkształtny, gdy drażnił jej wejście. Pragnienie paliło ją od środka, pozostawiając bezwładną. Nacisnął na punkt, który sprawił, że wygięła się w łuk i wykorzystał tę lukę, by objąć ją ramieniem za plecami. Znów leżeli twarzą w twarz, a on spojrzał jej prosto w oczy i powiedział:

— Dojdziesz.

Jakby nie było innej alternatywy.

I w tym momencie Hermiona naprawdę nie potrafiła sobie tego wyobrazić. Prawdopodobnie dlatego nie czekał na jej zgodę. Po prostu pocałował ją ponownie, mocno i głęboko.

Jęknęła, chwytając go rozpaczliwie za kark i liżąc jego język. Knykcie musnęły wewnętrzną stronę jej uda, a po sekundzie główkę kutasa. Poruszyła energicznie biodrami, gdy gładka skóra przesunęła się wzdłuż jej cipki. Zadrżał lekko i jęknął przy jej policzku, gdy w nią wszedł.

Sapnęła. Rozciąganie było jeszcze lepsze, niż pamiętała, wypełniając ją tak idealnie, odrobinę za bardzo. Objął zębami jej dolną wargę, gdy ją pieprzył i przez sekundę pomyślała, że nie potrwa to długo.

Potem przeniósł usta na jej szyję. Omal się nie rozpłakała, gdy ścisnął zębami, przesuwając język po ścięgnach. Jej paznokcie opadły na jego plecy, ściskając go i czując krzywiznę kręgosłupa przy każdym pchnięciu. Przyjemność narastała szybko i gwałtownie między jej biodrami, a jej kolana uniosły się, by ścisnąć jego boki, gdy całował ją niżej. Pierwsze muśnięcie sutka sprawiło, że pociemniało jej przed oczami.

— Kurwa — wyjąkała, gdy jego usta zamknęły się na nim.

Lekko ją uszczypnął, zanim zaczął ssać językiem, a ona bała się, że zemdleje. Byłoby warto, gdyby tak się stało. Gorąco rozlało się po jej cipce, gdy pochylił się, by pieścić drugą pierś, pozostawiając ją bardziej wilgotną niż kiedykolwiek wcześniej.

— Cholera jasna — jęknął wtulony w jej klatkę piersiową, zwalniając rytm, by rozkoszować się szczególnie głębokim pchnięciem. — Jesteś…

Palce Hermiony wślizgnęły się w jego włosy, przyciągając jego twarz z powrotem do jej. Uważała, że skoro skończył całować jej piersi, to lepiej, żeby ją pocałował. Jęknął w jej usta, zacisnął mocniej dłonie na jej żebrach i znów mocno pchnął.

To wystarczyło. Wystarczyła chwilowa zmiana pozycji i Hermiona pędziła ku krawędzi.

— O mój Boże — jęknęła.

Poczuła, że jej czoło marszczy się od intensywności doznania, i wtuliła się w jego ramię. Kurwa, to było takie przyjemne. Przez mgłę zdała sobie sprawę, że mógł wiedzieć, że ona zaraz dojdzie.

— Ja… ach… kurwa, ja…

— Spójrz na mnie — powiedział Malfoy, zdyszany z wysiłku.

I niech go diabli wezmą, bo prawie wszystko zepsuł. Nie miała zamiaru patrzeć mu w oczy, kiedy dochodziła, a sama myśl o tym niemal całkowicie przekreślała jej szanse.

Pochylił głowę, mówiąc przy jej skroni.

— Hermiono, spójrz na mnie.

Szok wywołany usłyszeniem swojego imienia dał mu wolną rękę na tyle długo, by wsunąć palce w jej włosy i unieść jej twarzy ku swojej.

Ich oczy się spotkały, a chwila rozciągnęła się między nimi niczym struna fortepianu. Naprężyła się na moment, gdy zaczerpnęła powietrza, a potem uderzył ją młot. Orgazm był niczym cios, uderzając głęboko w jej serce i rozchodząc się echem, aż mogłaby przysiąc, że cały dom nią huczy. Czuła jej echo w Malfoyu, rozbrzmiewające bez końca. Ale co więcej, widziała krystalicznie czysty podziw w jego oczach. Choć wcześniej nie chciała na niego patrzeć, teraz odwrócenie wzroku wydawało się niemożliwe. Obserwowała więc ekstazę na jego twarzy i zastanawiała się, czy on również czuje, że jego magia się rozpada i przekształca w coś nowego.

Jeśli chodzi o orgazmy, były niesamowite. Dosłownie. Czuła, że jest na skraju histerii. Nagle w jej głowie rozbrzmiał głos komentatora niczym z kreskówki. Krytycy dają stosunkowi seksualnemu z Malfoyem pięć gwiazdek! Dwa kciuki w górę. Dziesięć na dziesięć!

Parsknęła śmiechem i z przerażeniem poczuła, że łzy spływają po jej policzkach.

— Przepraszam — powiedziała szybko, unosząc dłoń, by otrzeć niewytłumaczalnie łzawiące oczy. — Ja… ja zwykle nie płaczę.

— W porządku — mruknął, a jego głos się załamał.

Wzięła drżący oddech.

— To było po prostu…

Nie potrafiła tego opisać.

— Tak — wymamrotał.

Tak.

Przynajmniej nie było wątpliwości, że Ministerstwo dowie się o ich udanej konsumpcji. Jeśli istniał jakiś departament odpowiedzialny za monitorowanie magicznej aktywności sejsmicznej, to właśnie wybił strzałkę poza skalę Richtera.

— Chyba poczułam, że zaklęcia monitorujące Ministerstwa rejestrują zmianę — rzekła Hermiona.

Malfoy zamrugał, a potem po raz pierwszy odwrócił wzrok.

— Eee, racja. To musiało być to.

— Trochę inwazyjne — zauważyła półgłosem.

Malfoy przełknął ślinę. Ale nadal się od niej nie odsunął. Ani nie wycofał.

Dół ciała Hermiony postanowił mimowolnie się zacisnąć, a jego wzrok znów powędrował ku jej oczom. Musiała się zarumienić.

— Więc. — Odchrząknął. — Więc to by było na tyle.

Zgadza się. A jednak zastanawiała się, czy czuł się tak samo przygnębiony, gdy powiedziała to samo poprzedniego wieczora. Ale oczywiście, że nie. To był Malfoy.

— Chyba tak — powiedziała cicho.

Uniósł brew.

— Zostawić otwartą opcję?

— Nie — odparła cierpko.

— Bo jeśli chcesz jeszcze raz…

— Nie chcę — warknęła. — Jakbym kiedykolwiek miała się na to zgodzić z własnej woli.

— Wydawałaś się całkiem…

— Wiesz, że znamy się od dekady, a ty nigdy nie powiedziałeś mi nic miłego? Ani razu.

Malfoy przechylił głowę, jakby się nad tym zastanawiał.

— Masz fantastyczne cycki.

Hermiona prychnęła mrużąc oczy.

— A ty masz spektakularnego kutasa.

Ton jej głosu miał na celu zasugerowanie, jak obraźliwe jest sprowadzanie czyjejś wartości do fizycznych cech, ale Malfoy uśmiechnął się szeroko.

— Czyż to nie jest ważne w małżeństwie?

— Oczywiście — odparła kwaśno. — Nie wiem, dlaczego ludzie budują swoje związki na tak błahych rzeczach jak przyjaźń i zaufanie.

Malfoy znów spuścił wzrok i wiedziała, że się skrzywił.

Ale nadal się nie odsunął. Kiedy po chwili znów spojrzał jej w oczy, żartobliwy wyraz twarzy zniknął.

— Takie rzeczy można wypracować — powiedział.

— Cóż, oczywiście — rzekła. — Między dwojgiem ludzi, którzy tego chcą.

Malfoy oblizał usta.

— Ty nie… — Hermiona urwała, marszcząc brwi na widok szczerości na jego twarzy. — Chciałbyś tego?

— Z kimś, z kim jestem w związku małżeńskim, tak. Mogłoby być miło.

— Ale… jesteś moim mężem.

Przewrócił oczami.

— Dziesięć punktów dla Gryffindoru.

— Ale ja… — Miała ogromne trudności z przetworzeniem tego, co powiedział. — Znaczy, my… znajdziemy wyjście.

Przez kilka sekund obserwowała, jak oczy Malfoya powoli przesuwają się między jej oczami.

— Więc chyba spalimy ten most, gdy do niego dotrzemy.

— Nie o to mi…

— Wiem — przerwał jej.

Hermiona przełknęła ślinę, z trudem siląc się na szept.

— Ale jeśli nam się nie uda… Znaczy, że… że ty chciałbyś…

— Prawdziwego małżeństwa?

Skinęła lekko głową, bojąc się, że wyda się zbyt chętna, na wypadek gdyby znów zaczął z niej drwić.

Ale Malfoy się uśmiechnął. Nie szyderczo i nie drwiąco. Była pewna, że widzi prawdziwy uśmiech. Wyglądał świeżo — i krucho — jak nowo narodzone zwierzę, które wciąż jest niepewne każdego ruchu.

Jej wzrok znów przeniósł się na jego usta, gdy pochylił się i ją pocałował. Delikatnie. Poczuła ból w piersi.

— Chyba chciałbym spróbować — powiedział, przysuwając usta do jej ust i tym razem poczuła, że się uśmiecha. — Jeśli mi pozwolisz.

________________

Witajcie :) tak oto kończy się trzeci i ostatni dodatek do opowiadania „Dziesięć na dziesięć”. Wiele się tu podziało i wiem, że to może być lekko zaskakujące, ale to alternatywna wersja. Dajcie znać jak wrażenia.

W ten weekend tylko to zostaje u mnie opublikowane. Potrzebuję trochę odpoczynku od publikacji pod presją czasu. Na nowy rozdział „To, co jest między nami” trzeba poczekać, bo moja beta ma sesję, a nie chcę na szybko nikogo szukać. Do końca miesiaca zostanie opublikowana końcówka Come To Claim. Wiem, że polubiliście to tłumaczenie, ale potrzebuję chwili oddechu. Nagromadziło się zbyt wiele spraw w pracy i w życiu, i mam wrażenie, że nic nie ogarniam. Także czekajcie, bo warto!

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego weekendu!

Brak komentarzy