[T] Dziesięć na dziesięć: Od zera do stu
Hermionie ledwo udało się wrócić do środka, zanim
spadł deszcz.
Siedziała na huśtawce wystarczająco długo, by
powietrze wokół niej zrobiło się gęste, oblepiając skórę. Każdy oddech otulał
jej płuca, a gdy pierwsze krople ciężko spadły na czubek głowy, krótki bieg do
tylnych drzwi pozbawił ją tchu.
Powietrze w domu było równie duszne.
Przeszła blisko ściany, starając się nie
znajdować się w polu widzenia Malfoya. Jej włosy musiały być w opłakanym
stanie. Nie żeby obchodziło ją, co o nich myślał. Ale kiedy dostrzegła kuchenny
stół, Malfoya tam nie było. Podbiegła, by wykorzystać jego nieobecność, wzięła
w ramiona tyle ciężkich tomów, ile zdołała unieść, i pospiesznie ruszyła po
schodach.
~*~*~*~*~*~*~*~
To nie miało sensu.
Pracowicie przewracała strony, wodząc wzrokiem po
każdym przeklętym wersie. Nic nie docierało do jej świadomości. Słowa Malfoya
huczały w jej głowie tak głośno, że nie mogła się skupić na niczym innym.
Przyłapywała się na tym, że zamiast na książki, patrzyła na dywan, a jego
szydercza twarz na włókna.
Odwróciła się od podłogi, krzywiąc się przez ból
pleców. Zegar na stoliku nocnym wskazywał prawie piątą i z trudem przełknęła
ślinę. Termin wisiał nad jej głową niczym ostrze, z każdą minutą było coraz
bliżej, sekundy ostrzyły stal.
Musiała
coś znaleźć. Spojrzała z
powrotem na tom przed sobą, a długopis gorączkowo przemykał jej między palcami.
Musiała coś znaleźć. Słowa płynęły po
stronie, aż w końcu zobaczyła jedynie wspomnienie zimnych oczu podczas ślubu,
gdy się nad nią nachylał. Dotyk jego martwych ust na swoich…
Zatrzasnęła okładkę z warknięciem obrzydzenia.
Nigdy nic nie odkryje, jeśli nie będzie potrafiła się skupić. Jedzenie. Tego właśnie potrzebowała.
Zrezygnowała z lunchu, a całe to rozproszenie uwagi było tylko mgłą mózgową.
Optymistycznie nastawiona na kolejny krok, wstała
i wyszła na korytarz. Los chciał, że Malfoy właśnie dotarł na szczyt schodów i
ruszył prosto na nią. Hermiona po prostu uniosła brodę. Źle się do tego
zabrała, skradając się po własnym domu jak intruz. Koniec z tym. Szła prosto
środkiem korytarza, nie ustępując ani o cal. Malfoy miał obojętną minę, gdy się
zbliżała, a kiedy jej ramie mocno uderzyło go w biceps, prychnął.
— Bardzo dojrzałe.
Zlekceważyła ostrość jego głosu, bo jej brzmiał
nienaturalnie lekko, gdy próbowała wyglądać na zdystansowaną, jednocześnie
odzyskując rezon.
— Obawiam się, że nie wiem, co masz na myśli.
Zdławiła stłumiony jęk, gdy Malfoy złapał ją za
ramię i obrócił. Jego oczy zwęziły się, gdy nachylił się nad nią, a ona
instynktownie cofnęła się do ściany.
— Czy kiedykolwiek przyszło ci do głowy, że nie
tylko tobie nie jest lekko w tej sytuacji? — zapytał.
Hermiona po chwili przypomniała sobie o nowej
taktyce i wyprostowała się. Ruch przesunął jedno z rodzinnych zdjęć za nią. Jej
twarz znajdowała się kilka centymetrów od jego twarzy. Cięta riposta, którą
miała w pogotowiu, zgasła na jej języku, gdy chłodny zapach czystości wdarł się
do jej zmysłów.
Czy Malfoy… się
ogolił? W środku dnia? Zapach był intensywny i zimny. Prawie zjeżyły jej
się włoski na rękach. Pachniał deszczem. Nie dusznym monsunem, który właśnie
uderzał w dach, ale takim, jakim deszcz powinien być. Jak wtedy, gdy pada
wysoko w górach. Przywodził na myśl lodowate, krystaliczne kałuże. To… Merlinie,
jak mu to pasowało. Zawsze uważała jego szare oczy za puste — pozbawione
koloru. Ale z takiego bliska… były żywe, gdy nie używał Oklumencji. Głęboki
błękit otaczał krawędzie jego źrenic, promieniując na zewnątrz cienkimi,
ostrymi kolcami. Lodem, pomyślała i
musiała przełknąć ślinę.
— Niestety — zdołała wydusić po kilku płytkich
oddechach — byłam trochę zajęta sobą. — Ton jej głosu był niski z powodu ich
bliskości, ale pozwoliła mu się nieco wyostrzyć. — Jestem pewna, że możesz się
z tym utożsamić.
Ponownie prychnął, ciszej i być może brzmiało to
bardziej jak westchnienie.
— To jest tak trudne, jak sobie wyobrażasz.
Spróbowała wyrwać się z uścisku, dopiero teraz
zaczynając wyczuwać ciepło jego dłoni na nagiej skórze pod rękawem. Zupełnie to
nie pasowało do jego zapachu i sprawiło, że stanął jeszcze bliżej, a cała ta
sytuacja okazała się niezwykle przygnębiająca. Zwłaszcza, gdy nie puścił jej od
razu.
Pociągnęła mocniej, wyrywając się, po czym mocno
naparła na jego klatkę piersiową obiema dłońmi. Cofnął się o krok, a ona
zmrużyła oczy i spojrzała na niego.
— Wzajemnie.
Hermiona odwróciła się i zdecydowanym krokiem
zeszła po schodach, teatralnie rozciągając palce na bokach, by pozbyć się
uczucia twardych mięśni pod dłońmi.
~*~*~*~*~*~*~*~
Jedzenie nie pomagało. Hermiona chodziła po
sypialni, szaleńczo zajadając się chipsami i przeżuwając je tak, jakby od tego
zależało jej życie.
Jak to
możliwe, że była w jeszcze gorszej sytuacji niż wcześniej?
Malfoy użył drogo pachnącej wody po goleniu.
Oczywiście, że tak. Nie powinno jej to zaskoczyć. Nie poświęciłaby temu ani
chwili uwagi, gdyby ktoś jej o tym po prostu powiedział. Ale z jakiegoś powodu doświadczenie tego na własnej
skórze to coś zupełnie innego. Jej dłoń bezmyślnie pogładziła ramię. Stała
wystarczająco blisko, by poczuć jego zapach, tylko dzięki sposobowi, w jaki ją
złapał. Sposobowi, w jaki ją trzymał. Nie przypominała sobie, żeby kiedykolwiek
wcześniej jej dotykał, a już na pewno nie w taki sposób. Kryła się za tym jakaś
fizyczność, której Hermiona nie potrafiła zignorować.
Konieczność uprawiania seksu z Malfoyem przestała
być odległym, abstrakcyjnym i z zasady irytującym problemem, a stała się bardzo
namacalnym, ponadprzeciętnym i dogłębnie groźnym…
Odwróciła się i ponownie spojrzała na zegar
szeroko otwartymi oczami. Merlinie i
Morgano — trzy godziny. Paliła się w dziennym świetle. Jej dłoń zanurzyła
się w paczce chipsów, ale wyciągnęła z niej tylko okruszki.
— Cholera — mruknęła, rzucając opakowanie na
biurko i otrzepując palce.
To nie wróżyło nic dobrego. Musiała zachować
spokój. Nie sądziła, że Malfoy nagle ją zaatakuje. Nawet w czasie swojej
krótkiej przygody jako Śmierciożerca bywał okrutny, ale nigdy agresywny. Poza
tym była całkowicie pewna, że mogłaby rzucić na niego urok, który przeniesie go
w czasie do następnego wtorku, gdyby tylko spróbował. Mimo to był
nieprzewidywalny i imponował, a myśl o nim kręcącym się po domu wywołała u niej
dreszcz strachu, ściskający żołądek. Niepokojąco
nisko.
Gdzieś na parterze zaskrzypiała deska, a Hermiona
się odwróciła, wstrzymując oddech i wpatrując się w drzwi. Zapadła cisza.
Pokręciła głową, zmuszając się do głębokiego wydechu. Jeśli drugiego dnia była
tak zdenerwowana, to zanim skończy się czas, wyląduje na oddziale Janusa
Thickleya. Musiała coś zrobić, żeby ukoić skołatane nerwy…
Ogłuszający grzmot zatrząsł oknami w ramach, a
Hermiona podskoczyła tak wysoko, że o mało nie złamała sobie karku.
— Cholera, cholera, cholera!
Tupnęła nogą i przeklęła swoje głupie serce,
które odbiło się rykoszetem od jej żeber.
Zerknęła na siebie w lustrze nad biurkiem, dziko
patrząc ze zdenerwowania i pomaszerowała ku swojemu odbiciu.
— Weź się w garść, Granger — powiedziała
stanowczo, groźnie wymachując palcem wskazującym. — Jesteś cholerną Gryfonką,
czyż nie?
Piorun znów błysnął, a ona kontynuowała,
onieśmielona.
— To kutas, nie głowica. Już jednego miałaś.
Właściwie trzy. No, dwa i pół. — Huknęło za oknem i pokręciła głową. —
Nieważne! — Pochyliła się, długo i uważnie się sobie przyglądając. — Nie
obchodzi mnie, do kogo należy, poradzisz sobie.
Teraz, kiedy o tym pomyślała, bomba była trafną
metaforą ich sytuacji. Właśnie z tym mieli do czynienia — z bombą z opóźnionym
zapłonem. A jedynym sposobem na poradzenie sobie nią było oczywiście jej
rozbrojenie. Znów się wyprostowała, prostując ramiona. Miała środki, by temu
sprostać.
~*~*~*~*~*~*~*~
Mimo mowy motywującej i tak zajęło jej czterdzieści
pięć minut, zanim zapukała do drzwi Malfoya.
I choć tylko Veritaserum mogło ją do tego zmusić,
kiedy nie odpowiedział, omal nie porzuciła całego planu. Ale nie zrobiła tego.
Zeszła po schodach spokojnym, lecz rozważnym krokiem i zastała go siedzącego z
kostką opartą na kolanie w fotelu przy frontowym oknie salonu. Trzymał w rękach
książkę, papierową wersję Parku
Jurajskiego, ale jego wzrok był skupiony na zewnątrz, na tafli spienionej
wody zasłaniającej nocny widok.
Powoli przeszła przez pokój, zatrzymując się
jakieś trzy metry od jego fotela. Zawahała się przez chwilę, próbując ocenić
odległość, by przedstawić swoją propozycję, po czym podeszła bliżej.
Jego wzrok powędrował w jej stronę, a potem
natychmiast zatrzymał się na różdżce w jej dłoni. Westchnął dramatycznie.
— Tylko nie mów, że to twój ulubiony fotel do
czytania i przeklniesz mnie, jeśli nie wstanę z niego w ciągu najbliższych
trzech sekund.
— Siedź gdziekolwiek, kurwa, chcesz, Malfoy.
Gówno mnie to obchodzi.
— Od kiedy?
— Od teraz.
Jego powieki opadły z wyrachowania.
— Znalazłeś coś? — zapytała. — Coś, co mogłoby
nam pomóc się z tego wydostać.
Spuścił wzrok na książkę w dłoniach, po czym
odłożył ją na stolik.
— Nie.
— Ja też nie. — Wzięła głęboki oddech. — I nie
sądzę, żebym miała szansę, dopóki… — Urwała i spróbowała inaczej. — Nie sądzę,
żebym znalazła coś na czas, więc… równie dobrze możemy się do tego zabrać.
Malfoy zamrugał.
— Do czego?
Hermiona przeniosła ciężar ciała na drugą nogę.
— Chodzi mi oto, że kiedy już coś znajdziemy,
lukę, kruczek prawny czy cokolwiek innego, nie będzie miało znaczenia, czy to
się wydarzy przed, czy po, więc jeśli po prostu… to zrobimy, nie będziemy
musieli stresować się limitem czasowym.
Malfoy pochylił się do przodu, mocno stawiając
stopy na ziemi.
— Co zrobimy?
Poczuła suchość ust, a przełknięcie głośno
zaschło w jej gardle.
— Nie sądzę, żeby był powód, by czekać dwa
tygodnie.
Przez trzy oddechy stał nieruchomo.
— Mówisz, że chcesz skonsumować? — zapytał
Malfoy.
Szok był chyba pierwszą, szczerą emocją, jaką
zobaczyła na jego twarzy.
— Mówię,
że chcę to mieć już za sobą.
— Konsumując?
Wydawał się brać jej napięte milczenie za zgodę,
a jedna brew uniosła się w górę.
— Teraz?
— Tak — powiedziała, a jej słowa zabrzmiały
niemal jak ludzka mowa.
Malfoy roześmiał się, a jego rysy natychmiast
zmieniły się w maskę grzesznej rozkoszy.
— Nawet nie postawisz mi drinka? Za jaką
dziewczynę mnie masz, Granger?
Zacisnęła zęby i machnęła różdżką w stronę
kredensu w kącie. Drewniane drzwi otworzyły się gwałtownie i butelka ciemnego
rumu wpadła w jej wyciągniętą dłoń, a nią unosił się obłoczek kurzu. Odkręciła
nakrętkę i zacisnęła powieki, biorąc dwa lub trzy długie łyki.
Chodź całkowicie otrząsnęła się po incydencie z
Ognistą Whisky, wciąż zadrżała z głośnym Fuj.
Zakręciła butelkę i rzuciła ją Malfoyowi. Złapał,
unosząc obie brwi.
— Salazarze, mówisz poważnie.
Hermiona tylko wzruszyła ramionami.
Malfoy przez chwilę patrzył na nią niemal
nieufnie, jakby próbował ustalić, czy to pułapka. Jakby prowokowała go do
zrobienia czegoś, przez co mogłaby go zaatakować.
To, czy wygrał, czy przegrał wewnętrzną debatę,
zależało od perspektywy, ale i tak podjął jakąś decyzję. Pokręcił głową,
odkręcając butelkę. Wstał, a ona patrzyła, jak jego jabłko Adama podskakuje od
przełknięcia. Nie spuszczał z niej wzroku, powoli zakręcając butelkę,
bezmyślnie dokręcając ją pstryknięciem kciuka. Podszedł do niej, a ciężka,
szklana butelka cicho uderzyła o drewniany stolik kawowy, gdy ją odstawił. Nie
zatrzymał się, dopóki nie znalazł się tuż przy jej piersi, choć, co znamienne,
Hermiona się nie cofnęła.
Stali tak przez nieznośnie długą chwilę, w
trakcie której zaczęła żałować, że nie dała trunkowi więcej czasu na działanie.
Chociaż chipsy chyba nie napełniły jej żołądka, bo jej czas reakcji był
zdecydowanie opóźniony, gdy Malfoy zanurzył dłoń w jej włosach i przyciągnął ją
do namiętnego pocałunku. Jęk zaskoczenia został stłumiony przez jego usta, a
jej wolna ręka sama poszybowała do jego twarzy. Oderwał się w samą porę, by zostać
uderzonym w nadgarstek.
— Aha — mruknął, oblizując wargi.
— Nie chcę się całować — wycedziła.
— W porządku — powiedział z uśmiechem. — Tylko
upewniam się, że nadal nienawidzisz każdego centymetra mojego ciała.
Poczuła rozprzestrzeniające się ciepło na całym
ciele.
— Jesteś podły.
— A mimo to tu jesteś. Błagasz o mojego kutasa.
Szczęka Hermiony opadła.
— O nic nie błagam.
— Ależ mogłabyś — rzekł, chwytając dolną wargę
zębami. — Bardzo by mi się to podobało.
— Fuj — warknęła. — Jesteś obrzydliwy. Zapomnij o
wszystkim, co powiedziałam, wolę pocałunek dementora niż twój…
Próbowała się odwrócić, ale on wciąż trzymał ją
za ramię.
— No, no — powiedział, przyciągając ją do siebie
i tuląc do piersi. Drugą ręką objął ją mocno w talii i pochylił się, mówiąc
cicho do jej ucha: — Skoro nie pozwalasz mi się pocałować, musisz mnie
podniecić w inny sposób.
— Kłótnie cię podniecały — zadrwiła.
Jego kciuk mocno przycisnął się do pulsu na jej
nadgarstku.
— Nie tylko mnie.
Hermiona odchyliła się do tyłu.
— Ja nie jestem…
Ale jej pierś falowała, miała rumieniec na twarzy
i czuła ciepło we wszystkich miejscach, gdzie ich ciała się stykały.
— Oczywiście, że nie — mruknął pobłażliwie.
A potem odsunął się.
Hermiona zamrugała, czując się wytrącona z
równowagi i chwiejąc się na nogach. Marszczyła brwi coraz bardziej zmieszana z
każdą sekundą, kiedy tam stał.
W końcu powiedział:
— Jeśli myślisz, że wyjmę kutasa, podczas gdy ty
wciąż będziesz trzymać różdżkę w dłoni, to wcale nie jesteś taka sprytna, jak
wszyscy myślą.
Serce waliło jej boleśnie w piersi, ale machnęła
różdżką, gasząc wszystkie światła w pokoju. Potem odłożyła ją na bok.
Malfoy stał w słabym blasku latarni ulicznej
przed domem. I od czasu do czasu błyskały pioruny. Przy nieustannym bębnieniu w
dach i grubych zasłonach w oknach, deszcz sprawiał, że czuli się niemal
oddzieleni od świata. W jakiś sposób oderwani od rzeczywistości.
Może to właśnie dało Hermionie odwagę, by rozpiąć
dżinsy.
Szybko je zdjęła, uwodzenie było ostatnią rzeczą,
o jakiej myślała. Malfoy i tak ledwo widział cokolwiek poza jej ruchami.
Wiedziała, bo tylko to mogła dostrzec. Choć cichy brzęk klamry paska niewiele
pozostawiał wyobraźni.
Zdjęła też majtki, upuszczając je na dżinsy i
mimo że to wszystko było jej pomysłem, i tak podskoczyła, czując dłoń Malfoya
na nagiej skórze biodra.
— Odwróć się.
Miała wrażenie, jakby jego ton głosu obniżył się
o oktawę, i choć serce podskoczyło jej do gardła, posłuchała bez wahania.
Koniec kanapy był tuż przed nią. Pochyliła się
lekko, by oprzeć się o oparcie. Nie mogła oddychać. Malfoy wiercił się za nią,
czuła to bardziej niż słyszała, i nie mogła oddychać…
Drgnęła, czując dłoń Malfoya między nogami. Po
części z powodu szoku wywołanego dotykiem, ale także dlatego, że jego palce
były śliskie od ciepłej cieczy.
— Rozluźnij się, Granger — powiedział cicho.
Próbowała, ale jej usta i tak rozwarły się z
cichym westchnieniem, gdy masował jej cipkę. Opuszki palców przesunęły się aż
do łechtaczki, zanim delikatnie przycisnęły się do wejścia.
Cofnął dłoń i po raz drugi usłyszała cichy
chlupot. To była jego ślina. Palce
znów ją dotknęły, sprawiając, że stała się niedbała, a jej żołądek ścisnął się
od ukłucia odrazy. Przynajmniej tak jej się wydawało. Z pewnością tak powinno
być. Nawet jeśli to było przyjemne. Może właśnie
dlatego. Wciąż analizowała skomplikowaną reakcję, gdy gładka główka kutasa
Malfoya przysunęła się do niej. Nie zapytał, czy wszystko dobrze, czy jest
gotowa. Doszła do wniosku, że używa śliny właśnie dlatego, że wiedział, iż nie
jest i nie będzie gotowa.
Wbiła paznokcie w materiał poduszek, gdy jego
uścisk na jej biodrze zacieśnił się i wsunął się do środka.
Powietrze z jęku uderzyło ją w twarz i Malfoy
mówił przez zaciśnięte zęby.
— Jasna cholera, Granger. Proszę, powiedz mi, że
nie jesteś dziewicą.
— Nie jestem — wykrztusiła.
Wycofał się trochę, wsuwając się z powrotem
długim, powolnym pchnięciem. Dźwięk, który wydawał, wciąż był przepełniony
niedowierzaniem.
— Jesteś aż tak ciasna?
Zamknęła oczy. Wydawało jej się, że jest po
prostu za duży, ale naprawdę wolałaby trafić do Azkabanu, niż odpowiedzieć.
Mimo wszystko zrobiła to.
— Tak.
Pieprzył ją z kolejnym stęknięciem, pozwalając
biodrom odbijać się od jej pośladków. Potem zrobił to jeszcze raz i jeszcze
raz, wpadając w rytm.
Hermiona przyjęła go. Zacisnęła dłonie w pięści i
starała się ignorować żar, który narastał między jej nogami przez rozciąganie. Da radę. Wkrótce się to skończy. Musiała
tylko…
Otworzyła usta, gdy Malfoy chwycił ją za pośladki
i ścisnął. Jedną dłoń trzymał mocno na jej biodrze, utrzymując rytm, ale druga
zaczęła wędrować. Po jej pośladkach, górnej części uda i nisko na brzuchu.
Stłumiła jęk, gdy ponownie wsunął palce między jej nogi. Miał nierówny oddech
przy jej uchu i jęczał, czując dotyk jej cipki. To nie było dla niej. Wiedziała
o tym i była za to wdzięczna. Nie musiała się tym cieszyć. Nie chciała. Ale to
nie powstrzymało drżenia, które przeszyło jej dolną część ciała, gdy musnął jej
łechtaczkę.
— Kurwa.
Gwałtownie otworzyła oczy, ale Malfoy nie
reagował. Wydawało się, że im głębiej pogrążał się w rozkoszy, tym mniej miał
ochotę się powstrzymywać. Jego dłoń wsunęła się pod jej koszulkę i zaczął ją
mocno pieprzyć, obejmując dłonią jej pierś. Mocno ścisnął miseczkę jej stanika,
wkładając jej sutek między kciuk i palec wskazujący. Dźwięk, który wydała
Hermiona, zagłuszyło jego bełkotanie.
— Merlinie, te cholerne cycki, Granger.
Przyciągnął ją z powrotem do swojej piersi i
czuła wilgoć jego ust na szyi. Ciepło jego oddechu gromadziło się w zagłębieniu
jej ramienia, wywołując gęsią skórkę na ramionach. Oparła się pokusie, by
przycisnąć do niego biodra z całej siły. Pchnięcia zaczęły się zmieniać,
przyspieszać i pogłębiać, i miała nadzieję, że to się wkrótce skończy. I że już
nie dotknie jej łechtaczki.
Nie zrobił tego. Ugniatał wypukłość jej piersi
dłonią, pocierając twardy sutek. Nie potrafiła stwierdzić, czy zauważył, jak
stwardniał jeszcze bardziej w odpowiedzi na jego dotyk. Była zbyt zajęta
przygryzaniem wargi, gdy szczypał ją i muskał. Jego tempo ustało, a jęk miał
wyższy ton, gdy ponownie ją ścisnął. Dłoń przesunęła się w górę, by objąć jej
gardło, co było niemal bolesne. Czuła, jak jego ruchy stają się bardziej
intensywne. Ramię, które oplatało przód jej ciała, zacisnęło się, mocno
przyciskając ją do jego piersi, a jęk wibrował na jej plecach, gdy jego palce
zacisnęły się z intensywnością jego orgazmu. Wciągnęła drżące oddechy przez
jego ucisk, czując to wszystko. Napięcie sączyło się z niego z każdym pulsem,
aż jego czoło wtuliło się w jej włosy, nierówne westchnienie przesunęło się po
małżowinie jej ucha.
Serce waliło mu w piersi, gdy ją trzymał, a potem
się z niej wysunął i odsunął.
Hermiona drgnęła, gdy śliska kropla natychmiast
spłynęła po wewnętrznej stronie jej uda. Modliła się, żeby Malfoy był zbyt
pochłonięty, by zauważyć, że nie wszystko należało do niego.
Na próżno próbowała się ruszyć. Czuła się tak,
jakby właśnie polizała baterię. Albo uniknęła uderzenia pioruna, o włos
unikając porażenia. Była nieprzyjemnie naelektryzowana. Jej stawy trzeszczały
od nagromadzonej energii.
— Więc — wychrypiała i musiała odchrząknąć. — To
by było na tyle.
Malfoy zdawał się stać za nią, gdy nagle
usłyszała cichy szmer jego rozporka.
— To by było na tyle — powtórzył jak echo.
Skinęła głową, choć realistycznie nie mógł tego
dostrzec. Stało się. Pochyliła się i wzięła różdżkę ze stołu oraz ubrania z
dywanu. Przyciskając je do piersi, pobiegła po schodach, nie ubierając się.
Drzwi jej sypialni zamknęły się za nią odrobinę
za głośno i pospiesznie rzuciła zaklęcie wyciszające. Wpełzła na czworaka na
łóżko i wsunęła dłoń między nogi. Nawet nie spojrzała na szufladę z wibratorem,
ledwo starczyło czasu. Dwa palce wsunęły się z łatwością, a oczy zamknęły, gdy
poruszyła nabrzmiałe ścianki od środka. Samo drażnienie tam sprawiło, że była
na krawędzi orgazmu. Głowa zwisała ciężko między ramionami, gdy zacisnęła dłoń
na łechtaczce i kołysała biodrami. Palce poruszały się w szybkim rytmie,
walcząc, by nie myśleć o jego nacisku, gdy wpychał się do środka. O
rozciągnięciu wokół niego i wypełnieniu…
Orgazm przyszedł mocno i gwałtownie, zupełnie jak
u Malfoya, i opadła na łokieć, wciąż słysząc echo jego doznań w uszach. Powoli
odpłynęła, stopniowo opadając na brzuch.
Leżała nieruchomo przez długi czas, łapiąc oddech
i pozwalając, by ta chwila przeminęła. Absurdalnie, jej oczy płonęły groźbą
łez. Zrzuciła to na intensywność ulgi — fizycznej i emocjonalnej.
Bo poczuła ulgę. Spełnili swoje natychmiastowe
żądanie, a teraz znajdzie lukę i nigdy więcej nie będą musieli tego robić.
Mrugała gniewnie, opierając oczy o bawełnianą
poduszkę, z determinacją ignorując uczucie pustki w sercu.
~*~*~*~*~*~*~*~
Następnego ranka Hermiona obudziła się w pełnym
słońcu i jęknęła, gdy jej goły tyłek poruszył się pod kołdrą. Miała pościel z
Kubusiem Puchatkiem. Co za tragedia.
Przeszła przez pokój — starając się z całych sił
zignorować bałagan między nogami — i wzięła gorący prysznic.
Malfoy był w kuchni, kiedy zeszła na dół, i na
jego widok lekko się zawahała. Miał na sobie prosty, biały T-shirt i miękkie
spodnie dresowe, a bose stopy oparł o krzesło naprzeciwko siebie, jedząc płatki
Weetabix prosto z pudełka. Był uosobieniem nonszalancji, ale Hermiona nie miała
pojęcia, jak mają postępować, biorąc pod uwagę wydarzenia poprzedniego wieczoru.
Chodziła, mając tego dowody w postaci nie do końca nieprzyjemnego bólu w
środku. Gorąco jego skóry i ucisk palców wciąż powracały w jej wspomnieniach.
Sam widok jego dłoni był…
— Dzień dobry — przywitała się, starając się
zachować neutralny ton.
Wzrok Malfoya śledził ją, gdy podeszła do
lodówki.
— Dzień dobry, kochanie.
Zamarła, a potem rzuciła mu ostre spojrzenie.
— Nie nazywaj mnie tak.
Uśmiechnął się szeroko, zanim włożył do ust
kolejną kostkę pszennych płatków.
— Jak sobie życzysz.
Zacisnęła usta, otwierając drzwi lodówki, żeby
zasłonić uśmiech. Czyli nic się nie zmieniło. Doceniała to. Jeśli jej policzki
płonęły, a żołądek lekko trzepotał, to trudno. Nie mogła nic na to poradzić.
— Co sądzisz o skorpionie? — zapytał nagle.
Hermiona wyjęła z lodówki pojemnik z jogurtem i
zamknęła drzwi, wzruszając ramionami.
— Chyba jest w porządku. Czasami bywa ślizgoński,
ale panny zazwyczaj sobie z nim radzą. — Zmarszczyła brwi, wyjmując miskę z
szafki. — Czy twoje urodziny nie są w czerwcu?
Malfoy milczał, a kiedy na niego spojrzała,
patrzył na nią, jakby miała dwie głowy.
— O czym ty, kurwa, mówisz?
— O czym ty mówisz? — burknęła.
— O Scorpiusie jako o imieniu dla chłopca.
Łyżeczka wyślizgnęła się z ręki Hermiony i głośno
uderzyła o ceramiczną miskę. Jej dłoń powędrowała do brzucha, zanim zdążyła się
powstrzymać, a kiedy zauważyła, że Malfoy to dostrzegł, rzuciła mu mordercze
spojrzenie.
— Za wcześnie?
— Jeśli teraz jestem w ciąży, to cię zabiję. Czy
to brzmi dla ciebie na za wcześnie?
— Może trochę — syknął.
Przewróciła oczami, odwracając się, żeby nałożyć
sobie jogurt.
— Poza tym, żadne z moich dzieci nie będzie miało
na imię Scorpius.
— Zobaczymy.
Dalszą kłótnię przerwał pisk pręgowanej sowy,
która wleciała do kuchni i usiadła na oparciu krzesła. Malfoy sięgnął po list
przyczepiony do jej nogi, podczas gdy Hermiona dorzucała jagody do śniadania.
— To z Ministerstwa — powiedział, podnosząc
wzrok.
— Och, cudnie — westchnęła.
Machnęła ręką, żeby otworzył, ale już to zrobił.
— Zamiast
oficjalnego przyjęcia weselnego — przeczytał Malfoy beznamiętnym głosem — przyjmijcie życzenia od rodziny i bliskich
przyjaciół w waszym domu. — Prychnął. — Merlinie, to wcale nie będzie
niezręczne.
— Co? — zapytała Hermiona, podchodząc, żeby wziąć
od niego list.
Przebiegła wzrokiem po tekście, a jej oczy z
każdą linijką coraz bardziej się zwężały. Czy
Ministerstwo naprawdę pojebało? Nawet przypominali o terminie konsumpcji.
Zamrugała, ale to musiał być szablonowy list, bo przecież już to zrobili.
Rzuciła pergamin na stół.
— Nie będę piekła cholernego ciasta tylko po to,
żeby twoi rodzice kręcili nosami.
— Ach, tak — mruknął. — A ja nie mogę się
doczekać pojedynku na mordercze spojrzenia z Dynamicznym Duetem.
— To Ginny powinna cię martwić — powiedziała
lekko przez ramię, ponownie zmierzając do kuchenki.
Twarz Malfoya przybrała dziwny, przerażony wyraz,
gdy wpatrywał się w dal.
— Upiorogacki — wyszeptał do siebie.
— I nigdy o tym nie zapomnisz. — Otworzyła
spiżarnię i oparła rękę na biodrze. — Herbata i ciasteczka. To wszystko, co
mam.
— Zawsze mogę wezwać Nil…
Hermiona zatrzasnęła drzwi, patrząc na niego ostrzegawczo.
Skłonił głowę.
— Herbata i ciasteczka brzmią pysznie, kochanie.
— Jeśli nie przestaniesz, zatruję twoje.
Skrzywił się teatralnie.
— Zabijanie trucizną jest w rzeczywistości o wiele
trudniejsze, niż ludzie myślą.
Usta Hermiony zadrżały, ale mimo jej wysiłków
wyrwało się z nich ciche prychnięcie.
Uśmiechnął się ironicznie, patrząc na nią spod
brwi w sposób, który sprawił, że lekko się skrzywiła. Rumieniec napływał na jej
policzki coraz szybciej z każdą sekundą, którą tam spędziła, ale nie mogła się
od niego odsunąć. Była boleśnie pewna, że nawet najmniejsze poruszenie mięśni
tylko uświadomiłoby jej, że wciąż czuje go w sobie.
Malfoy wyczarował pióro i dotknął go czubkiem
języka, nie odrywając wzroku.
— Może trzynasta?
~*~*~*~*~*~*~*~
Stali
na przeciwległych końcach salonu, gdy zegar wybił trzynastą. Malfoy włożył na
tę okazję eleganckie szaty, a Hermiona toczyła przegraną walkę z oderwaniem o
niego wzroku. Coś w eleganckich szwach i idealnym dopasowaniu materiału
sprawiało, że jej kolana się lekko trzęsły. Może to przez kontrast. Pod tą
wyrafinowaną powierzchownością krył się ten sam czarodziej, który obficie ją
ślinił i brutalnie wziął od tyłu, jęcząc jej do ucha i…
W
kominku buchnęły szmaragdowe płomienie i Hermiona przesunęła drążącą dłonią po
linii włosów. Co, w nią, kurwa, wstąpiło?
Lucjusz i Narcyza wyszli na jej dywan, a ona stała tam cała przemoczona.
Malfoy
przywitał się z rodzicami, podając rękę ojcu i całując matkę. Narcyza spędziła
chwilą, bawiąc się klapą jego szaty, pytając:
—
Dobrze się miewasz, Draco?
—
W porządku, matko — powiedział z lekkim uśmiechem.
Skinęła
głową z roztargnieniem, a potem zwróciła się do Hermiony. Lucjusz poszedł jej
śladem, a gdy na nią spojrzeli, Hermiona miała wrażenie, że jest to wypisane na
każdym calu jej twarzy.
UPRAWIAŁAM SEKS Z WASZYM SYNEM.
Przestąpiła
nerwowo z nogi na nogę, po czym odchrząknęła.
—
Jest herbata.
Wskazała
niepotrzebnie, desperacko próbując odwrócić ich uwagę.
—
Dziękuję — rzekła Narcyza, brzmiąc zaskakująco szczerze i pochyliła się, by
nalać sobie filiżankę.
Kominek
znów buchnął płomieniami, a Hermiona odetchnęła z ulgą, gdy wyszli z niego
Harry, Ginny i Ron.
—
Hej — przywitała się cicho, rozkładając ramiona i obejmując całą trójkę naraz.
Wymruczeli
powitania, po czym zerknęli z powątpiewaniem na pozostałych gości.
Malfoyowie
usiedli na jednym końcu sofy i cicho rozmawiali. Hermiona wybałuszyła oczy, gdy
zdała sobie sprawę, że Lucjusz siedzi dokładnie tam, gdzie…
—
Jak leci? — zapytała cicho Ginny.
Hermiona
oderwała wzrok od ekranu.
—
Eee, dobrze. Jest… tak, dobrze.
—
Malfoy się dobrze zachowuje? — dopytywał Ron.
Przełknęła
ślinę.
—
Tak, tak, całkiem nieźle.
Doszedł
we mnie wczoraj wieczorem.
—
Cóż, to dobrze — mruknął, brzmiąc na zaskoczonego.
—
Mhm. — Hermiona przywołała promienny uśmiech. — Jak tam w pracy?
Harry
otworzył usta, żeby odpowiedzieć, ale ostry ton z drugiego końca pokoju dotarł
do wszystkich.
—
Matko. — Malfoy zdawał się żałować
swojego tonu głosu i szybko go zniżył. Położył dłoń na dłoni Narcyzy, która
ściskała jego rękaw. — Jest dobrze. Już po wszystkim — powiedział.
Narcyza
cicho westchnęła, a jej wzrok powędrował ku Hermionie. Żołądek Hermiony się
ścisnął, gdy zdała sobie sprawę, że rozmawiają o konsumpcji małżeństwa. Narcyza
miała szeroko otwarte oczy przepełnione niedowierzaniem.
To prawda! Po zaledwie dwóch
dniach! Błagałam o to!
Narcyza
odwróciła się z powrotem do syna, chwytając go za kołnierz i przyciągając do
siebie.
—
Jesteś pewien… — zaczęła, ale reszta wypowiedzi utonęła w szepcie, który
słyszał tylko Malfoy.
Zacisnął
szczękę, napiął mięsień, a Hermiona kątem oka dostrzegła, jak Harry i Ginny
wymieniają spojrzenia. Żadne z nich nawet nie udawało, że nie słucha.
Malfoy
nagle wstał.
—
Dlaczego mnie, kurwa, o to pytasz?
—
Draco! — warknął Lucjusz, również wstając. — Nie waż się tak mówić do matki.
Narcyza
jednak nie dała się zwieść.
—
Koniecznie musisz to zrozumieć — powiedziała. — Partnerstwo musi przynosić
korzyści dla obu stron. Podczas aktu tylko wspólna przyjemność dopełni więź.
Z
piersi Hermiony wyrwał się ochrypły śmiech, a Narcyza odwróciła się, zwracając
się wprost do niej.
—
To starożytna tradycja. Wymaga tego magia Malfoyów.
Hermiona
szeptała bezgłośnie przez kilka sekund, zanim wydusiła:
—
Wspaniale.
Malfoy
wpatrywał się w nią, a wyraz jego twarzy sprawiał, że miała wrażenie, jakby
powietrze w pomieszczeniu szybko znikało.
—
Draco… — Narcyza spróbowała ponownie, ale Malfoy przerwał jej, nie odwracając
wzroku od Hermiony.
—
Chciałbym, żebyście wyszli. Proszę.
Narcyza
zerknęła na Lucjusza, ale on tylko pokręcił głową. Zrobił krok naprzód, chwycił
ją za łokieć i pozwoliła mu pociągnąć się do kominka. Hermiona widziała, jak
teściowa rzuca jej błagalne spojrzenie, ale nie potrafiła się zmusić, by mu się
przeciwstawić.
Płomienie
buchnęły ogniem, a potem zgasły, pozostawiając po sobie dźwięczną ciszę.
—
Cóż — powiedziała głośno Ginny. — Najwyraźniej macie ręce pełne roboty, więc…
do zobaczenia później.
Ron
przerwał pole widzenia Hermiony, schylił się, by wziąć garść ciasteczek w tacy.
—
Na zdrowie — wymamrotał.
—
Ron.
Jego
siostra chwyciła go za kołnierz i zaciągnęła do kominka.
—
Eee — mruknął Harry, patrząc pomiędzy Malfoyem a Hermioną. — To pa.
—
Pa — pożegnała się cichym szeptem.
Zniknęli
w wirze zielonych płomieni, zostawiając ją znów sam na sam z Malfoyem.
Zegar
z kukułką tykał miarowo obok nich.
—
Wspólna przyjemność? — zapytała.
—
Najwyraźniej.
—
Nie wiedziałeś?
Obrzucił
ją groźnym spojrzeniem.
—
Oczywiście, że nie.
—
Zrobiłbyś coś inaczej, gdybyś o tym wiedział?
Zrobił
krok ku niej, a potem kolejny.
—
A chciałabyś tego?
Przełknęła
ciężko ślinę. Więc wiedział. Mógł ją doprowadzić do orgazmu, gdyby chciał. Gdyby
ona chciała. Ale nie chciała.
Ale teraz…
Nie
zatrzymał się. Podszedł prosto do niej, z przymkniętymi powiekami i wzrokiem
utkwionym w jej ustach. Krew dudniła w uszach Hermiony. Miała urywany oddech.
Odchyliła głowę do tyłu, gdy przycisnął się do jej piersi, patrząc, jak oddycha
przez otwarte usta.
—
Więc będziemy musieli…
—
Tak — powiedział.
—
I będę musiała…
—
Tak.
Hermiona
oblizała wargi.
—
Więc tym razem powinieneś mnie pocałować.
—
Tak — szepnął i pocałował ją.
Pierwszy
dotyk jego ust na jej ustach był niczym ogień pod skórą. Jęknęła, mocno
ściskając jego szczękę i całując go, jakby to była ostatnia rzecz, jaką
kiedykolwiek zrobi. Jego dłonie zsunęły się po jej pośladkach, chwytając uda i
unosząc ją w górę, na jego talię. Natychmiast oplotła go nogami, a nacisk, jaki
na nią wywierał, przyciskając ją do ściany, spowodował, że zajęczała. Gorąco
pulsowało w jej wnętrzu, gdy wiła się w jego objęciach, a każde śliskie
muśnięcie jego języka po jej sprawiało, że czuła się coraz bardziej mokra.
—
Gdybyś zapomniał — wysapała w jego usta. — Wciąż cię nienawidzę.
—
Zanotowane — powiedział i pochyli się, by pocałować jej szyję.
Hermiona
szarpała palcami jego krawat, przeklinając tę elegancję, którą podziwiała
wcześniej. Dzieliła ich ogromna ilość warstw ubrań.
Malfoy
zdawał się podzielać jej zdanie, bo zanim rozwiązała węzeł, postawił ją z
powrotem na nogi i sam ściągnął go sobie przez głowę. Pocałował ją ponownie,
gdy zrzuciła mu szatę z ramion i zabrała się za guziki jego koszuli. Oderwał
się, by wyjąć ręce z rękawów, a Hermiona otworzyła szeroko usta ze zdumienia.
—
O cholera — szepnęła, przesuwając dłońmi po jego piersi.
Jednak
Malfoy zdawał się tego nie zauważać. Jego usta znów opadły na jej, a dłonie
znajdowały się pod jej bluzką.
Odsunęła
się na tyle długo, że ściągnął ją jej przez głowę, szybko sięgając za plecy, by
odpiąć stanik. Dołączył do rosnącej sterty ubrań na podłodze, a oczy Malfoya
się rozszerzyły.
—
O cholera.
Jego
palce dotknęły jej dekoltu, wygładzając linie wytatuowanych tam kwitnących
pnączy.
—
Och — wymamrotała, drżąc pod jego dotykiem. — No tak. To, eee, dość długa
historia.
Uniósł
wzrok i spojrzał jej w oczy.
—
Opowiesz mi później?
Przełknęła
ślinę.
—
Jasne.
Patrzył
na nią jeszcze przez chwilę, zanim znów się pochylił. Tym razem pocałunek był
inny. Wolniejszy, ale bardziej namiętny, zmuszający ja do szerszego otwarcia
ust. Prawie ugięły się pod nią kolana. Malfoy musiał to poczuć, bo znów ją
podniósł, tym razem odwracając się od ściany i kładąc na sofie. Podskoczyła lekko,
lądując, a on odwrócił się i odepchnął stolik kawowy. Porcelana i dzbanek z
herbatą wylądowały z hukiem na podłodze, ale Hermionie to nie przeszkadzało.
Dłonie Malfoya znajdowały się na jej pasie, ściągając jednocześnie dżinsy i
majtki.
—
Ja pierdolę — wydyszał, wyciągając kutasa ze spodni.
Hermiona
sięgnęła po niego, ale odepchnął jej dłoń, przyciskając ją z powrotem do
poduszek i kładąc dłoń na jej piersi. Starała się nie wiercić pod ciężarem jego
spojrzenia. A fakt, że sam się rozbierał, bardzo jej w tym pomógł. Kiedy
zdejmował bokserki, Hermiona mogła zupełnie zapomnieć, że leżała naga w biały
dzień na sofie, gdzie Lucjusz Malfoy siedział zaledwie pięć minut wcześniej,
dyskutując o tym, czy miała orgazm poprzedniego wieczoru, czy nie.
Malfoy
poruszał ręką wzdłuż swojego kutasa, patrząc na nią wygłodniałym wzrokiem. Był
wielki. Wiedziała o tym. Boże, i
piękny. Na ten widok napłynęła jej ślina do ust. Kiedy uklęknął, jej nogi
natychmiast się przed nim rozwarły. Dłoń zsunęła się po wewnętrznej stronie jej
uda, a oczy zamknęły z jękiem, gdy palce musnęły śliską cipkę.
Hermiona
czuła, że jest bardzo mokra, ale mimo to…
—
Wciąż możesz… — urwała, niezdolna do wypowiedzenia tych słów. — Jeśli
oczywiście uważasz, że potrzebuję więcej. — Malfoy uniósł brwi, a ona dodała
ciszej: — Tak jak wczoraj wieczorem.
—
O rany — wyszeptał. — Ty niegrzeczna dziewczyno. Chcesz, żebym na ciebie
napluł?
Policzki
zarumieniły jej się ze wstydu.
—
Zapomnij — warknęła.
Zamruczał
cicho.
—
Nie ma mowy.
Jego
policzki się zapadły i przesunął opuszkami palców po ustach. Pierwsze muśnięcie
jej łechtaczki sprawiło, że zobaczyła gwiazdy.
—
O, Boże — jęknęła, a potem rozpaczliwie pożałowała tego, co zrobiła.
Ale
Malfoy tym razem z niej nie kpił. Był zbyt zajęty wpychaniem palców w jej cipkę
i jęczeniem, na widok tego, jak się zaciska.
Miała
wrażenie, że opadła jej szczęka. Oddech uleciał z ust, głośny i bezkształtny,
gdy drażnił jej wejście. Pragnienie paliło ją od środka, pozostawiając
bezwładną. Nacisnął na punkt, który sprawił, że wygięła się w łuk i wykorzystał
tę lukę, by objąć ją ramieniem za plecami. Znów leżeli twarzą w twarz, a on
spojrzał jej prosto w oczy i powiedział:
—
Dojdziesz.
Jakby
nie było innej alternatywy.
I
w tym momencie Hermiona naprawdę nie potrafiła sobie tego wyobrazić.
Prawdopodobnie dlatego nie czekał na jej zgodę. Po prostu pocałował ją
ponownie, mocno i głęboko.
Jęknęła,
chwytając go rozpaczliwie za kark i liżąc jego język. Knykcie musnęły
wewnętrzną stronę jej uda, a po sekundzie główkę kutasa. Poruszyła energicznie
biodrami, gdy gładka skóra przesunęła się wzdłuż jej cipki. Zadrżał lekko i
jęknął przy jej policzku, gdy w nią wszedł.
Sapnęła.
Rozciąganie było jeszcze lepsze, niż pamiętała, wypełniając ją tak idealnie,
odrobinę za bardzo. Objął zębami jej dolną wargę, gdy ją pieprzył i przez
sekundę pomyślała, że nie potrwa to długo.
Potem
przeniósł usta na jej szyję. Omal się nie rozpłakała, gdy ścisnął zębami,
przesuwając język po ścięgnach. Jej paznokcie opadły na jego plecy, ściskając
go i czując krzywiznę kręgosłupa przy każdym pchnięciu. Przyjemność narastała
szybko i gwałtownie między jej biodrami, a jej kolana uniosły się, by ścisnąć
jego boki, gdy całował ją niżej. Pierwsze muśnięcie sutka sprawiło, że
pociemniało jej przed oczami.
—
Kurwa — wyjąkała, gdy jego usta zamknęły się na nim.
Lekko
ją uszczypnął, zanim zaczął ssać językiem, a ona bała się, że zemdleje. Byłoby
warto, gdyby tak się stało. Gorąco rozlało się po jej cipce, gdy pochylił się,
by pieścić drugą pierś, pozostawiając ją bardziej wilgotną niż kiedykolwiek
wcześniej.
—
Cholera jasna — jęknął wtulony w jej klatkę piersiową, zwalniając rytm, by
rozkoszować się szczególnie głębokim pchnięciem. — Jesteś…
Palce
Hermiony wślizgnęły się w jego włosy, przyciągając jego twarz z powrotem do
jej. Uważała, że skoro skończył całować jej piersi, to lepiej, żeby ją
pocałował. Jęknął w jej usta, zacisnął mocniej dłonie na jej żebrach i znów
mocno pchnął.
To
wystarczyło. Wystarczyła chwilowa zmiana pozycji i Hermiona pędziła ku
krawędzi.
—
O mój Boże — jęknęła.
Poczuła,
że jej czoło marszczy się od intensywności doznania, i wtuliła się w jego
ramię. Kurwa, to było takie
przyjemne. Przez mgłę zdała sobie sprawę, że mógł wiedzieć, że ona zaraz
dojdzie.
—
Ja… ach… kurwa, ja…
—
Spójrz na mnie — powiedział Malfoy, zdyszany z wysiłku.
I
niech go diabli wezmą, bo prawie wszystko zepsuł. Nie miała zamiaru patrzeć mu
w oczy, kiedy dochodziła, a sama myśl o tym niemal całkowicie przekreślała jej
szanse.
Pochylił
głowę, mówiąc przy jej skroni.
—
Hermiono, spójrz na mnie.
Szok
wywołany usłyszeniem swojego imienia dał mu wolną rękę na tyle długo, by wsunąć
palce w jej włosy i unieść jej twarzy ku swojej.
Ich
oczy się spotkały, a chwila rozciągnęła się między nimi niczym struna
fortepianu. Naprężyła się na moment, gdy zaczerpnęła powietrza, a potem uderzył
ją młot. Orgazm był niczym cios, uderzając głęboko w jej serce i rozchodząc się
echem, aż mogłaby przysiąc, że cały dom nią huczy. Czuła jej echo w Malfoyu,
rozbrzmiewające bez końca. Ale co więcej, widziała krystalicznie czysty podziw
w jego oczach. Choć wcześniej nie chciała na niego patrzeć, teraz odwrócenie
wzroku wydawało się niemożliwe. Obserwowała więc ekstazę na jego twarzy i zastanawiała
się, czy on również czuje, że jego magia się rozpada i przekształca w coś
nowego.
Jeśli
chodzi o orgazmy, były niesamowite. Dosłownie. Czuła, że jest na skraju
histerii. Nagle w jej głowie rozbrzmiał głos komentatora niczym z kreskówki. Krytycy dają stosunkowi seksualnemu z
Malfoyem pięć gwiazdek! Dwa kciuki w górę. Dziesięć na dziesięć!
Parsknęła
śmiechem i z przerażeniem poczuła, że łzy spływają po jej policzkach.
—
Przepraszam — powiedziała szybko, unosząc dłoń, by otrzeć niewytłumaczalnie
łzawiące oczy. — Ja… ja zwykle nie płaczę.
—
W porządku — mruknął, a jego głos się załamał.
Wzięła
drżący oddech.
—
To było po prostu…
Nie
potrafiła tego opisać.
—
Tak — wymamrotał.
Tak.
Przynajmniej
nie było wątpliwości, że Ministerstwo dowie się o ich udanej konsumpcji. Jeśli
istniał jakiś departament odpowiedzialny za monitorowanie magicznej aktywności
sejsmicznej, to właśnie wybił strzałkę poza skalę Richtera.
—
Chyba poczułam, że zaklęcia monitorujące Ministerstwa rejestrują zmianę —
rzekła Hermiona.
Malfoy
zamrugał, a potem po raz pierwszy odwrócił wzrok.
—
Eee, racja. To musiało być to.
—
Trochę inwazyjne — zauważyła półgłosem.
Malfoy
przełknął ślinę. Ale nadal się od niej nie odsunął. Ani nie wycofał.
Dół
ciała Hermiony postanowił mimowolnie się zacisnąć, a jego wzrok znów powędrował
ku jej oczom. Musiała się zarumienić.
—
Więc. — Odchrząknął. — Więc to by było na tyle.
Zgadza
się. A jednak zastanawiała się, czy czuł się tak samo przygnębiony, gdy
powiedziała to samo poprzedniego wieczora. Ale oczywiście, że nie. To był
Malfoy.
—
Chyba tak — powiedziała cicho.
Uniósł
brew.
—
Zostawić otwartą opcję?
—
Nie — odparła cierpko.
—
Bo jeśli chcesz jeszcze raz…
—
Nie chcę — warknęła. — Jakbym kiedykolwiek miała się na to zgodzić z własnej
woli.
—
Wydawałaś się całkiem…
—
Wiesz, że znamy się od dekady, a ty nigdy nie powiedziałeś mi nic miłego? Ani
razu.
Malfoy
przechylił głowę, jakby się nad tym zastanawiał.
—
Masz fantastyczne cycki.
Hermiona
prychnęła mrużąc oczy.
—
A ty masz spektakularnego kutasa.
Ton
jej głosu miał na celu zasugerowanie, jak obraźliwe jest sprowadzanie czyjejś
wartości do fizycznych cech, ale Malfoy uśmiechnął się szeroko.
—
Czyż to nie jest ważne w małżeństwie?
—
Oczywiście — odparła kwaśno. — Nie wiem, dlaczego ludzie budują swoje związki
na tak błahych rzeczach jak przyjaźń i zaufanie.
Malfoy
znów spuścił wzrok i wiedziała, że się skrzywił.
Ale
nadal się nie odsunął. Kiedy po chwili znów spojrzał jej w oczy, żartobliwy wyraz
twarzy zniknął.
—
Takie rzeczy można wypracować — powiedział.
—
Cóż, oczywiście — rzekła. — Między dwojgiem ludzi, którzy tego chcą.
Malfoy
oblizał usta.
—
Ty nie… — Hermiona urwała, marszcząc brwi na widok szczerości na jego twarzy. —
Chciałbyś tego?
—
Z kimś, z kim jestem w związku małżeńskim, tak. Mogłoby być miło.
—
Ale… jesteś moim mężem.
Przewrócił
oczami.
—
Dziesięć punktów dla Gryffindoru.
—
Ale ja… — Miała ogromne trudności z przetworzeniem tego, co powiedział. —
Znaczy, my… znajdziemy wyjście.
Przez
kilka sekund obserwowała, jak oczy Malfoya powoli przesuwają się między jej
oczami.
—
Więc chyba spalimy ten most, gdy do niego dotrzemy.
—
Nie o to mi…
—
Wiem — przerwał jej.
Hermiona
przełknęła ślinę, z trudem siląc się na szept.
—
Ale jeśli nam się nie uda… Znaczy, że… że ty chciałbyś…
—
Prawdziwego małżeństwa?
Skinęła
lekko głową, bojąc się, że wyda się zbyt chętna, na wypadek gdyby znów zaczął z
niej drwić.
Ale
Malfoy się uśmiechnął. Nie szyderczo i nie drwiąco. Była pewna, że widzi
prawdziwy uśmiech. Wyglądał świeżo — i krucho — jak nowo narodzone zwierzę,
które wciąż jest niepewne każdego ruchu.
Jej
wzrok znów przeniósł się na jego usta, gdy pochylił się i ją pocałował.
Delikatnie. Poczuła ból w piersi.
—
Chyba chciałbym spróbować — powiedział, przysuwając usta do jej ust i tym razem
poczuła, że się uśmiecha. — Jeśli mi pozwolisz.
________________
Witajcie :) tak oto kończy się trzeci i ostatni dodatek do opowiadania „Dziesięć na dziesięć”. Wiele się tu podziało i wiem, że to może być lekko zaskakujące, ale to alternatywna wersja. Dajcie znać jak wrażenia.
W ten weekend tylko to zostaje u mnie opublikowane. Potrzebuję trochę odpoczynku od publikacji pod presją czasu. Na nowy rozdział „To, co jest między nami” trzeba poczekać, bo moja beta ma sesję, a nie chcę na szybko nikogo szukać. Do końca miesiaca zostanie opublikowana końcówka Come To Claim. Wiem, że polubiliście to tłumaczenie, ale potrzebuję chwili oddechu. Nagromadziło się zbyt wiele spraw w pracy i w życiu, i mam wrażenie, że nic nie ogarniam. Także czekajcie, bo warto!
Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego weekendu!
Brak komentarzy