[T] Come To Claim: Rozdział 40

niedziela, 21 czerwca 2026

Zanim wróciliśmy do mieszkania Draco, Narcyza i Pansy urządziły prawdziwą ucztę. Było mnóstwo jedzenia oraz alkoholu i szczerze mówiąc, bardzo orzeźwiające było bycie otoczonym przez ludzi, którzy ze mną świętują.

Draco i Doddsworth siedzieli w kącie, rozmawiając i, bez wątpienia, knując nowe sposoby na pogrzebanie Rona. Doddsworth współpracował z radcą prawnym Ministerstwa w sprawie Scry, a także był mocno zaangażowany w sprawę Anthony’ego.

Wiedziałam, że moje zaangażowanie dobiega końca, ale to nie znaczyło, że Draco też.

— Byłam cholernie zaskoczona, kiedy weszła Ginny Weasley — powiedziała Astoria, gdy siedzieliśmy i wybieraliśmy wędlinę z talerzy przygotowanych przez Narcyzę.

— Ja też — dodałam. — Nie miałam pojęcia, że tam będzie.

— Słyszałem, że Doddsworth miał się z nią skontaktować, ale nie wiedziałem, co odpowiedziała — rzekł Theo. — Spodziewałem się obecności Harry’ego.

Ja też.

I to rozczarowanie mnie dręczyło.

— Nie potrafi przejmować się kimkolwiek poza swoimi egocentrycznymi problemami — odparła Pansy. — Ostatnio próbowałam z nim rozmawiać, ale to jak gadać do ściany. Nie jest gotowy. I mógłby stracić wszystko.

— Miałam nadzieję, że pozwolisz mi napisać o procesie w Żonglerze — wtrąciła Luna. — Pozwolę ci to przeczytać, zanim zostanie opublikowane.

Wzruszyłam ramionami. Napisano już mnóstwo negatywnych rzeczy na mój temat. Nie widziałam nic złego w tym, żeby Luna się tym zajęła.

— Jasne, Luno — powiedziałam.

Byłam jednak rozkojarzona. Chciałam, żeby Draco był blisko mnie. Chciałam, żeby jego ciepło, obecność i odurzający zapach mnie otaczały.

— Więc, jutro po prostu pójdziemy do pracy jak zwykle? — zapytał mnie Theo.

Zaśmiałam się i wzruszyłam ramionami. Nie miałam pojęcia, jak to będzie wrócić do normalnego życia. Czy zostanę tutaj? Czy się wyprowadzę? Dokąd się przeniosę? Miałam sporo zaoszczędzonych pieniędzy na wynajem, bo nie musiałam płacić zaległych podatków. Ale nie miałam jasnego obrazu tego, jak będzie wyglądało jutro, a tym bardziej reszta mojego życia.

— Jasne — mruknęłam do niego. — Spróbujmy i zobaczymy, co się stanie.

— I w ten weekend szykuje się zakupowe szaleństwo — powiedziała Pansy. — Mnóstwo nowych ubrań, dzięki którym z radością wkroczysz w nowe życie.

— Chętnie. — Uśmiechnęłam się i odwróciłam do Narcyzy. — Chciałabyś do nas dołączyć?

Wydawała się zbyt oszołomiona, by przemówić, ale energicznie skinęła głową. To wszystko było takie nowe. Jednak byłam więcej niż chętna, żeby spróbować. Chciałam się postarać, by nawiązać relację z osobą, którą Draco kochał. Chciałam wiedzieć więcej o Narcyzie. I żeby mnie polubiła. Chciałam, żeby mi zaufała w sposób, w jaki Molly Weasley nigdy mi nie ufała.

Draco dołączył do nas, gdy mój prawnik wyszedł. Uścisnął mi dłoń po raz ostatni i uśmiechnął się życzliwie, po czym wszedł do kominka i zniknął. Draco usiadł obok mnie, obejmując mnie ramieniem.

Godzinami siedzieliśmy, jedliśmy i rozmawialiśmy. Po pewnym czasie Narcyza wyszła, a za nią Pansy. Theo i Blaise poszli do klubu, a Astoria z Luną im towarzyszyły. Zostaliśmy tylko ja i Draco.

Posadził mnie na swoich kolanach i objął.

— Co teraz zrobisz, skoro nie będziesz się już martwić o moje bezpieczeństwo co trzy minuty?

Ugryzł mnie w ucho.

— To niczego nie zmieni, kotku.

Kotku.

Zamknęłam oczy i westchnęłam, czując, jak jego słowa na mnie oddziałują.

— Draco.

Mój szept zabrzmiał jak ochrypłe błaganie. Minęło tyle czasu. I tak bardzo go pragnęłam.

Poruszyłam się na jego kolanach, rozkoszując się uczuciem jego rosnącej erekcji na moich pośladkach. Moje usta zderzyły się z jego, gdy nadal się o niego ocierałam. Jego jęki teraz dorównywały moim, a dłonie objęły moje policzki.

Dobrałam się do guzików jego koszuli i paska.

— Spokojnie, kotku — uspokajał mnie, całując w szyję.

Zignorowałam go.

Nie byłam ze szkła i nie zamierzałam nagle rozpaść się na miliard kawałków tuż nad nim. Nic mi nie było. Od dwóch dni nie bolała mnie nawet głowa, a przecież nie brałam eliksirów.

Rozpięłam rozporek jego spodni z triumfalnym westchnieniem. To samo zrobiłam z zamkiem sukienki na plecach, ale się zaciął. Pozwoliłam więc, by zmięty materiał opadł mi na talię, podczas gdy wyciągałam piersi ze stanika. Szybko zeszłam z Draco, by pozbyć się majtek, ale po kilku sekundach znów byłam na jego kolanach. Jego głodne oczy patrzyły na mnie z rozbawieniem.

Wyciągnęłam jego kutasa z bokserek i westchnęłam z zadowoleniem. Opadłam na niego i oboje zdawaliśmy się znów wracać do właściwego stanu umysłu. To było miejsce, w którym się połączyliśmy. To było miejsce, w którym wszystkie nasze zmartwienia mogły zniknąć, a my mogliśmy znów być ze sobą.

I chciałam się w nim zatracić.

Zatracić w tej kuszącej przyjemności, którą tylko on mógł ze mnie wycisnąć.

Wściekle goniłam za orgazmem. Miałam dość bycia zamkniętą i obserwowaną. Miałam dość ochrony i rozmów o bezpieczeństwie. W końcu uwolniłam się od Rona i Scry. Mogłam znowu oddychać. I jedyne, czego pragnęłam, to żeby przyszedł Potwór i pieprzył mnie, aż eksploduję. Chciałam tego przypływu niebezpieczeństwa, który czułam w jego obecności. Chciałam, żeby patrzył na mnie, jakby miał mnie pożreć.

Ale Draco miał dziś pełną kontrolę. Całował mnie słodko, ledwo obejmując moje usta, jednocześnie eksplorując moje ciało.

Odpychałam go. Szarpałam go za włosy. Przygryzałam wargę.

Ale on tylko przytulił mnie mocniej.

To nie działało.

— Draco — powiedziałam w jego usta. — Obróć mnie.

Odgarnął mi loczek z twarzy i pocałował w nos. Różdżką zdjął nasze ubrania i zaniósł mnie do sypialni.

Trzęsłam się z niecierpliwości.

Wreszcie, westchnęłam. Moje ciało zesztywniało z oczekiwania.

Położył mnie na łóżku, a ja ledwo powstrzymałam uśmiech, próbując się przewrócić na brzuch. Widok mojego tyłka może skusi jego dłoń do dania kilku klapsów. Ale powstrzymał mnie przed całkowitym obróceniem się. Zanurzył się we mnie powolnymi i bolesnymi ruchami.

Całował mnie leniwie i rozważnie. W sposób, który normalnie sprawiłby, że się rozpłynę. Każde muśnięcie jego dłoni, ruch bioder i namiętny pocałunek sprawiały, że coraz bardziej rozumiałam, co robi.

— Hermiono.

Wypowiedział moje imię jak pełną szacunku modlitwę. Uwielbienie jego żarliwych pragnień.

Zacisnęłam oczy.

Nie tego chciałam.

Chciałam, żeby mnie pieprzył. Żeby mnie posiadł.

Próbowałam oddychać.

Łzy piekły mnie w oczach.

Moja warga drżała.

Ale on mnie posiadł.

Wiedziałam o tym. I on też.

Pocałunki, dotyk i wszystkie doznania zaćmiły mój umysł.

Nigdy nie byłam tak kochana.

Tak adorowana.

Tak czczona.

Cholerny Draco Malfoy i jego krwawiące serce.

Rozbrajał mnie.

Całkowicie mnie unicestwiał.

Kochał mnie.

Nikt inny wcześniej tego nie robił.

Będzie mnie niszczył do końca życia. Bo nigdy nie będzie drugiego takiego. Nigdy nie poczuję takiej miłości od żadnej innej istoty na planecie. Nikt nie potrafiłby się mną tak holistycznie i szczerze zaopiekować.

Ale najgorsze było to, co ze mnie wyciągnął.

Jego czyny sprawiały, że się wykrwawiałam.

Wnikając w moje pory.

W moją duszę.

Moją cholerną esencję otaczała miłość, którą Draco Malfoy do mnie czuł. I czułam ją w każdej cząstce ciała.

Słowa były tuż obok.

Na końcu języka.

Błagając o wyzwolenie.

Kochał mnie.

A ja…

Dławiłam się szlochem, gdy dochodziłam pod nim.

Nie stymulował mojej łechtaczki. Nie drażnił sutków. Po prostu się ze mną kochał. Wyznawał swoim ciałem to, czego jego słowa nigdy nie były w stanie do końca wyrazić. To było najpotężniejsze uczucie, jakiego kiedykolwiek doświadczyłam. I to mnie zrujnowało.

Kiedy zadrżałam pod nim, wypełnił mnie swoją spermą, całując mnie przez cały czas. Tuliliśmy się do siebie, gdy dochodziliśmy do siebie po orgazmach.

— Tak bardzo cię kocham — powiedział, delikatnie całując mnie w policzki.

Splótł nasze ciała, łącząc nas w inny sposób.

Te dwa słowa prześladowały mnie, gdy zasypiałam.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

— Wyglądasz koszmarnie — powiedział Theo, siadając naprzeciwko mojego biurka. — Czy nie powinnaś być owiana blaskiem po rozwodzie?

Powinnam.

Byłam.

W pewnym sensie.

Ale czułam tyle sprzecznych uczuć.

Wcześniej miałam powód, by zostać z Draco. Obserwował mnie, chronił. Teraz? Teraz żerowałam na nim.

A on był we mnie zakochany.

A jeśli mam być szczera wobec siebie, to…

Przełknęłam słowa.

Nie mogłam.

Przyznanie się do kochania Draco Malfoya narobiłoby zbyt wiele problemów.

Skomplikowałoby wszystko. Wcześniej nie mogło to znaczyć nic więcej. Byłam mężatką. On już wcześniej wyznał, że mnie kocha. Zrobił tyle hojnych i wspaniałych rzeczy. Ale nigdy nie stanęłam twarzą w twarz z jego miłością tak, jak wczoraj wieczorem. Nigdy nie miałam okazji, żeby to odwzajemnić.

I odmówiłam.

Ukryłam to.

Okłamywałam siebie i jego.

— Cholera jasna, Granger — wymamrotał Theo, kładąc dłoń na mojej. — O co chodzi?

— Ja… — Przełknęłam ślinę. — On mnie kocha.

Nic w rysach twarzy Theo się nie zmieniło.

— Tak…

— Nie… nie rozumiesz. On mnie naprawdę kocha.

— Granger, myślę, że tak naprawdę nie wiesz jak bardzo.

Wierzyłam mu.

Nawet po tym wszystkim, czego byłam świadkiem przez ostatnie kilka miesięcy z Draco, wiedziałam, że to ledwie musnęło powierzchnię głębi jego uczuć do mnie. I wiedziałam, że jeśli sobie na to pozwolę, zostanę wciągnięta w sam środek cyklonu.

Twarz Theo złagodniała.

— Boisz się.

Obróciłam sygnet na lewej dłoni.

Bogowie, tak. Byłam cholernie przerażona.

Kochając go, tylko zwiększałam szansę na jego utratę.

A utrata Draco?

Myśli o tym sprawiały, że nie mogłam oddychać.

Jego praca była tak niebezpieczna.

Tylu ludzi pragnęło jego śmierci.

To, że Ron mnie skrzywdził, to jedno. Ten ból był tak płytki, że łatwo było o nim zapomnieć, gdy kolejny dzień nadchodził i mijał. Wiedziałam, że nadejdzie taki moment, kiedy w ogóle nie będę o nim myśleć. Będzie odległym wspomnieniem, utraconym niczym ślady stóp na piasku.

Ale gdyby Draco kiedykolwiek mnie skrzywdził…

Ten strach mnie paraliżował.

Wciąż nie wiedziałam tak wiele.

Tak wiele również nie chciałam wiedzieć.

— On nigdy by cię nie skrzywdził, Hermiono.

Złapałam się na tym, że kiwam głową z roztargnieniem, ale to nie było coś, co Theo mógł obiecać. To nie było coś, co ktokolwiek z nas mógł obiecać.

A jeśli ja go skrzywdzę?

Bogowie, nigdy sobie tego nie wybaczę.

— Musisz z nim porozmawiać — powiedział Theo. — Nikt nie naciska na ciebie, żebyś jutro wyszła za niego za mąż. Nawet on. Czekałby na ciebie całą wieczność. Ale musisz wiedzieć, że jesteś wszystkim, czego chce. Zawsze chciał ciebie, Granger.

Potwór mnie porwał i opętał. Czy naprawdę mogłam oczekiwać tego samego od Draco w przyszłości? Czy naprawdę tego chciał?

Choć to było głupie, martwiłam się, co ludzie powiedzą. Martwiłam się o to, jakie nienawistne rzeczy będą szeptać o Draco i jego czystości krwi. Bałam się, że złośliwi ludzie pomyślą, że mnie kontroluje.

A jeśli stracę Draco…

Straciłabym wszystko.

Wszystkich moich przyjaciół.

Całe moje zdrowie psychiczne.

Jedyną rodzinę, jaka mi została.

I nie mogłam znowu być taka samotna.

Nie przetrwałabym tego drugi raz.

______________

Witajcie :) trochę się podziało w tych rozdziałach, ale finalnie Hermiona się rozwiodła, a jej wewnętrzne obawy to już standard. Jednak nie martwcie się, będzie szczęśliwe zakończenie.

Zostało pięć rozdziałów do końca. Myślę, że w najbliższym tygodniu uda mi się je przetłumaczyć i opublikować. Także czekajcie, bo jeszcze bardzo dużo się podzieje! 

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia! Enjoy!

Brak komentarzy