[T] Come To Claim: Rozdział 12

niedziela, 24 maja 2026

Pierwszy dzień był bitwą i przeżyłam. Przetrwałam wyjca, zniosłam serię wyczerpujących interakcji społecznych i byłam świadkiem zniszczenia mojej niegdyś nieskazitelnej reputacji.

Następnego dnia zrobiłam to samo.

I następnego.

I kolejnego.

Jednak każdy dzień wydawał się mniej jak przetrwanie, a bardziej jak porażka. Powoli na moich barkach gromadził się coraz większy ciężar. Wkradał się coraz większy smutek. Emocje narastały. Coraz częściej słyszałam szepty. Zaczęły się przyklejać do mojej głowy niczym pułapka na muchy. Przypomniałam sobie słowa i zwroty wypowiadane na mój temat w toalecie czy windzie. Czułam, że wycofuję się jeszcze bardziej.

Przetrwałam piątek, ale byłam totalnie wykończona. Nie miałam pojęcia, że takie oszczerstwa na mój temat zrobią na mnie takie wrażenie. Moje mentalne mury waliły się w gruzy. Nie wróciłam do Nox, jak obiecałam. A przez ostatnie dwie noce szłam do swojego pokoju zaraz po pracy bez kolacji.

Draco nie naciskał, ale zauważyłam, że w ciągu ostatnich kilku dni jego lunche były o wiele bardziej sycące. Zaczął też zostawiać mi rano małe śniadanie do kawy. I z jakiegoś powodu to sprawiło, że poczułam się jeszcze gorzej. Jego życzliwość stanowiła kolejny problem, z którym nie potrafiłam sobie poradzić.

Bezlitośnie, dziś był piątek. I udało mi się przetrwać cały tydzień. Mój prawnik radził mi, żebym nie prostowała ani nie angażowała się w żadne z plotek na mój temat. Obiecał, że wszystko zostanie naprostowane, gdy brudy Rona ujrzą światło dzienne. Powiedział, że kiedy pogrążą Rona, przyniesie mi to o wiele więcej satysfakcji. Na razie musiałam po prostu to znosić.

Powiedział to tak, jakby to było proste, jak oddychanie czy mrugnięcie okiem.

Ostatnio mierzenie się ze wszystkim wcale nie było proste.

Theo musiał dziś wyjść wcześniej, ale obiecałam mu, że bez problemu dotrę do wind. Cały tydzień radziłam sobie bez żadnych katastrof, więc wiedziałam, że dziś też mogę. Zostałam w biurze, dopóki nie uznałam, że większość spragnionych weekendu ludzi wyjdzie. Był długi weekend i wiedziałam, że wielu wzięło dziś wolne, żeby przedłużyć sobie urlop. Rozważałam wzięcie urlopu, ale to tylko sprawiłoby, że wyglądałabym na winną.

Wytrwaj, przypomniałam sobie.

Wsiadłam do windy i zastałam ją błogo pustą. Odetchnęłam i oparłam się o ścianę. Zacisnęłam dłoń na uchwycie nade mną i zakołysałam się w rytm ruchu windy. Chciałam tylko spać. Nigdy wcześniej nie czułam takiego wyczerpania.

Przeszłam przez kominek i wylądowałam w pokoju Draco, gdzie panowała cisza.

Na blacie w kuchni leżała karteczka z kolejną animowaną kreskówką Draco.

 

Incydent z wilkołakami — wrócę późno w nocy. Proszę, zjedz do tego czasu całą zawartość tej lodówki.

 

Obok karteczki leżał rysunek nas dwojga na podłodze pod lodówką, objadających się wszystkim, co na nas spadło. Podczas jedzenia nasze twarze powoli zmieniały się w świńskie. Zachowałam obrazek, żeby dodać go do mojej rosnącej kolekcji kreskówek z Draco w roli głównej, ale poszłam spać bez kolacji. Ostatnią rzeczą, o której mogłam myśleć, było jedzenie.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Coś było nie tak. W mojej głowie rozległy się dzwonki ostrzegawcze, gdy przedzierałam się przez mgłę eliksiru nasennego. Z westchnieniem usiadłam na łóżku.

Było już ciemno i zamrugałam gwałtownie, żeby skupić wzrok na otoczeniu. Na Merlina, jak tu ciemno. W moim pokoju nigdy wcześniej nie było tak ciemno. Zazwyczaj zostawiałam odsłonięte zasłony, żeby widzieć światła miasta. Ale teraz było tak, jakby całe miasto pogrążyło się w ciemności. Sięgnęłam po różdżkę, ale nie poczułam nocnego stolika. Zamęt i strach pulsowały we mnie. Coś było nie tak.

Powoli moje zmysły zaczęły wracać. To była jedwabna pościel. Moja w mieszkaniu Draco była zupełnie inna. Poczułam krzyk bulgoczący mi w gardle.

— Witaj, kochanie.

Usłyszałam, gdy zamaskowany potwór pojawił się w polu widzenia.

— Wiesz, nienawidzę być wystawiany.

Jego głos brzmiał jak zmysłowe mruczenie, ale sprawił, że zadrżałam. Cholera. Co ja zrobiłam? Po co w ogóle wdałam się w rozmowę z tym mężczyzną? Ewidentnie był psychopatą.

Pochylił się, a ja stoczyłam się z łóżka. Nie mogłam pozwolić, żeby mnie skrzywdził.

Jego cichy chichot wypełnił przestrzeń. Wciąż niewiele widziałam, ale czułam, że wstałam na nogi i opierałam się o ścianę. Moje dłonie szukały czegoś, co mogłoby posłużyć do obrony lub ucieczki.

— Gdzie ja jestem?

— W Nox, oczywiście.

— Czy ty… — Przełknęłam ślinę, starając się uspokoić, gdy całe moje ciało drżało. — Czy ty mnie śledzisz?

Zaśmiał się cicho, podchodząc bliżej. Teraz widziałam za nim cienką smugę niebieskiego światła wydobywającą się spod drzwi. Musiałam tam dotrzeć.

— Nie powiedziałbym, że to śledzenie samo w sobie. Po prostu tak się składa, że jestem żywo zainteresowany tym, co należy do mnie.

— Nie jestem twoja — powiedziałam z największym przekonaniem, na jakie było mnie stać.

Zamruczał rozbawiony, a ja rzuciłam się do drzwi. Z łatwością złapał mnie w talii, a ja zamieniłam się w dzikiego kota. Rzuciłam się na niego, drapiąc i krzycząc. Lecz jego uścisk był jak żelazne imadło.

— Właśnie tak — powiedział, a jego usta były tak blisko, że musnęły moje ucho. — Pokaż, jak walczysz.

Próbowałam uderzyć głową w jego twarz, by złamać mu nos, ale zaśmiał się i szybko poruszył. Gdy próbował uchylić się przed moją głową, udało mi się uwolnić jedną rękę. Wyciągnęłam ją i trafiłam w miękką skórę jego ust. Próbowałam znów uciec, ale moje ciało było brutalnie dociskane do ściany, a dłonie unieruchomione nad głową. Napierał na mnie całym ciężarem i czułam rosnącą erekcję w jego ciemnych dżinsach. Nienawidziłam tego, że reszta mojego ciała reagowała tęsknotą.

— Nie — powiedziałam bardziej do mojego ciała niż jego. — Nie!

Przyłożył dłoń do ust, a kiedy się odsunął, zauważyłam krew na jego palcach.

— Kotek ma pazurki — zanucił.

A potem przeciągnął zakrwawionymi palcami po moich policzkach. Szarpałam się i walczyłam z tym cholernym draniem, ale wszystko na nic. Byłam całkowicie przygwożdżona. Praktycznie wbijał mnie w ścianę.

— Zagrajmy w grę, kotku. — Jego usta znów wróciły do mojego ucha, a moje włosy stanęły dęba, gdy jego niski ton głosu przeszył mnie na wskroś. — Jeśli cię złapię, będę mógł zrobić, co zechcę. Jeśli uciekniesz, wrócisz dziś wieczorem do domu.

Rozważałam wszystko dokładnie.

— Chcę mieć przewagę.

Zaśmiał się z mojego targowania się.

— Uciekaj.

Puścił mnie i poleciałam. Wyszłam za drzwi i ruszyłam długim korytarzem, którego nie rozpoznawałam. Pędziłam sprintem, starając się uzyskać jak największą odległość między sobą a potworem. Po obu stronach znajdowały się drzwi i słyszałam jego gromki śmiech za sobą. Próbowałam otworzyć kilka drzwi, ale wszystkie były zamknięte.

— No weź! — krzyknęłam do kolejnych zamkniętych drzwi.

Furia i strach walczyły ze sobą we mnie, gdy biegłam przez kolejny korytarz. Byłam taka głupia, że wzięłam eliksir nasenny. Draco nie było dziś w domu. Czy zauważy, że mnie nie ma? Czy i tak pomyśli, że tu jestem?

W końcu drzwi się otworzyły i wparowałam do środka. Ciężko dyszałam, opierając się o drzwi. Był to słabo oświetlony pokój z dużym łóżkiem pośrodku. Obok kolejnych drzwi prowadzących do łazienki stał mały stolik. Na którym piętrze byliśmy, skoro znajdowały się tu rzędu sypialni?

— Kici, kici.

W tym głupim pokoju nie było innego miejsca do ukrycia się niż pod łóżkiem. Rozejrzałam się, szukając czegokolwiek, co mogłoby posłużyć za broń. Ale drzwi za mną otworzyły się z hukiem. Krzyknęłam, wskakując na łóżko i próbując zrobić trochę miejsca między nami. Ale złapał mnie za kostkę. Pociągnął i znalazłam się blisko niego.

— Nawet nie sprawiłaś, że było ciężko — warknął.

— Puść mnie!

Kopnęłam go i trafiłam w ramię. Stęknął, a ja wykorzystałam to, żeby przetoczyć się na bok. Moje stopy dotknęły podłogi, ale jego ręka złapała mnie za włosy. Krzyknęłam i dziko zamachnęłam się rękami ku niemu. Odwrócił się ode mnie i sięgnął po moje ręce. Rzuciłam się więc do przodu, wymierzając mocny kopniak. Ale on bez problemu mnie uniósł i rzucił na łóżko. Krzyczałam i miotałam się pod nim, ale wisiał nade mną jak stalowa klatka. Szarpałam się, krzyczałam i płakałam.

— Uwielbiam twoją walkę, kotku — gruchnął, przeciągając dłonią po moim policzku. — Ale musimy ponosić karę za nasze czyny. To lekcja życia.

— Proszę — wychrypiałam. — Proszę, nie.

— Umowa to umowa.

Uwolniłam jeden nadgarstek i przycisnęłam go do szyi.

— Biały!

Ale nic się nie stało, a potwór się roześmiał.

— Och, jak sprytnie.

Jego palce objęły moją szyję i ścisnął. Nie było to mocne, ale wystarczyło, żeby mnie przerazić.

— Ten kolor powinnaś nosić, gdy jesteś ze mną.

Spojrzałam w dół i zobaczyłam czarną wstążkę wokół mojego nadgarstka.

— Nie! Nie, proszę. Proszę!

Nie byłam gotowa. Nie mogłam.

Wiłam się pod nim, ale jego biodra mnie przygwoździły, a kiedy pochylił się do przodu, poczułam pełną siłę jego erekcji na moich rozsuniętych nogach. Jęknęłam przy nim.

— Nowa umowa — błagałam. — Nie to. Nie mogę. Proszę.

— Już kilka umów ze mną zawarłaś — powiedział. — Skąd mam wiedzieć, że tym razem dotrzymasz słowa?

— Dotrzymam — obiecałam. — Proszę. Proszę, nie rób mi krzywdy.

Pochylił się i przesunął językiem po łzie, która spłynęła po moim policzku. Odepchnęłam go, ale ledwo zareagował.

Pocałował mnie w skroń.

Miałam ochotę znów przywalić mu w twarz.

— Nowa umowa — rzekł.

— Nowa umowa — błagałam.

— Myślę, że da się to załatwić — rozmyślał. — Szczerze mówiąc, w tym momencie pieprzenie cię byłoby nagrodą. Więc chyba i tak nie powinienem tego robić.

Prychnęłam, a on wysunął biodra do przodu i musiałam stłumić jęk przyjemności, jaki poczułam, gdy znów uderzył w ten wrażliwy punkt.

— Jak mówiłem — powiedział. — Nie mam nic przeciwko kontynuowaniu naszego planu. Muszę tylko dopilnować, żebyś była bardziej punktualna i rzetelna.

Przesunął nosem po moich policzkach i ustach. Był tak blisko, że myślałam, że mnie pocałuje, i spanikowałam. Gdybym go pocałowała, całkowicie by mnie posiadł. To mu obiecałam. A widząc, jak poważnie traktował moje nieprzyjście w środę, wiedziałam, że byłby jeszcze większym szaleńcem, gdybym dała mu taką władzę. Odwróciłam twarz na bok i zacisnęłam oczy. W końcu odsunął się od moich ust i powędrował wzdłuż mojej szyi. Przerwał mu kołnierzyk mojej za dużej koszuli nocnej z Hogwartu.

— Dlaczego to nosisz? — zapytał. — To twojego byłego kochanka?

— N-nie — wyjąkałam. — To moje. Tylko za duże.

Natychmiast ją usunął, a ja krzyknęłam. Zastąpił ją najdelikatniejszym i najbardziej skąpym kompletem bielizny. Majtki były tak małe, że ledwo co zakrywały. Były jasnoniebieskie, jak ostatnia jedwabna sukienka, którą miałam na sobie. Góra przypominała stanik, ale miała cienką warstwę szyfonu, która spływała na część mojego brzucha. Całkowicie prześwitywała. Część stanika również była prawie prześwitująca, ale miała kilka sprytnie umieszczonych, koronkowych kwiatków tuż nad moimi sutkami.

Potwór zamruczał z rozkoszy, wtulił twarz w przestrzeń między moimi piersiami i głęboko wciągnął powietrze. Walczyłam z intensywną przyjemnością, jaką we mnie ta czynność wywoływała. Moje przeklęte ciało, zdradzające mnie, walczyło, by poddać się jego dotykowi. Rozpalał mnie. Ale mój umysł się temu sprzeciwiał.

— Uwielbiam cię taką widzieć — wyszeptał, tuląc mnie do piersi.

Mrugnęłam, patrząc w sufit. To nie mogło się dziać. W co ja się, kurwa, wpakowałam? Powinnam powiedzieć Theo, że niechcący zwróciłam na siebie uwagę szaleńca? Powinnam powiedzieć Draco? Był Głównym Aurorem; na pewno mógł coś z tym zrobić.

— Rozumiem twoją sytuację, kotku — powiedział. — Oczywiście, wahałabyś się ze mną skontaktować. Prawdopodobnie bardziej cię wystraszyłem niż podnieciłem. Więc zawrę z tobą układ. Jeśli doprowadzę cię do orgazmu, wrócisz. I bądź posłusznym kociakiem, jaki wiem, że potrafisz być.

Zadrżałam pod nim.

— Nawet zagram uczciwie — kontynuował, a jego dłoń znów powędrowała w górę ku mojej szyi.

Czarna opaska na mojej szyi i nadgarstku zmieniła się w błękit pasujący do bielizny. Poczułam ulgę.

— Widzisz? Potrafię być dobry sam z siebie.

Jego dłoń ścisnęła mnie raz za szyję, zanim mnie puściła. Długie palce przesunęły się po moim sutku i w dół mojego boku, zostawiając za sobą falę gęsiej skórki.

— Nawet nie włożę w ciebie mojego kutasa.

Rozważałam jego słowa. Nie zamierzał mnie pieprzyć. Orgazm był tylko w umyśle kobiety. Miałam nad nim kontrolę. Nie było mowy, żeby ten potwór doprowadził mnie do orgazmu w stanie skrajnego strachu, w jakim się znajdowałam.

— A jeśli nie, zostawisz mnie w spokoju?

— Jasne, kotku. Uściśniemy dłonie.

Zawahałam się.

— Jeśli dojdziesz, przyjdziesz do Nox, kiedy ci powiem, ubrana tak, jak ci powiem. Będziesz miała prawo i przywilej wyboru dowolnego koloru oprócz białego, i będziesz przestrzegać warunków naszych pozostałych umów.

— A jeśli nie dojdę — powiedziałam — będę mogła wyjść i wszystkie inne umowy zostaną anulowane.

Usiadł i wyciągnął do mnie rękę.

Zrobiłam to samo, a on splótł nasze dłonie. Dwie cienkie nitki owinęły nasze nadgarstki. Nitka była opalonym sznurkiem z małym, czarnym koralikiem pośrodku.

— Za naszą umowę. Tym razem bez wycofywania się.

Skinęłam głową i stłumiłam strach, który poczułam, gdy uświadomiłam sobie tę rzeczywistość.

— A teraz — mruknął, zdejmując nogę z mojej i wstając. — Chyba czas na moją nagrodę.

Usiadłam. O czym on mówił?

Na środku pokoju pojawiło się krzesło i usiadł na nim. Wrócił do tej samej swobodnej postawy, którą miał w zeszły weekend. Jak ktoś może być tak atrakcyjny, skoro nie widać nawet jego twarzy?

— Chodź, usiądź na brzegu łóżka.

Byłam kompletnie zdezorientowana tym, co robił.

— Czołgaj się.

Przełknęłam ślinę.

Spojrzałam na niego i podniosłam się na czworaki. Zaczęłam pełzać po rozległym łóżku.

— Właśnie tak.

Jego głos był niski i ochrypły. Patrzyłam, jak dotyka swoją erekcję przez spodnie. Przełknęłam ślinę.

— Zatrzymaj się.

Zrobiłam to. Rozpiął dżinsy, a moje oczy się rozszerzyły.

— Ty… ty mówiłeś…

— Zostanę tutaj, kotku — powiedział.

Wyciągnął kutasa ze spodni, a ja aż jęknęłam. Cholera jasna. Nigdy czegoś takiego nie widziałam. Twardy, gruby i długi, a główka poczerwieniała szkarłatem. Krople preejakulatu spływały po nim, a ogromna dłoń poruszała się kilka razy w górę i w dół. Patrzyłam na niego, zahipnotyzowana pięknem i dziką siłą jego potwornego kutasa.

— Usiądź.

Nie spuszczał ze mnie wzroku. Jego oczy pociemniały pod maską.

Posłuchałam.

Moje oczy wciąż wędrowały w dół, patrząc na pulsującą erekcję, którą ściskał pięścią. Ściskał tak mocno, że widziałam napięcie w jego przedramieniu.

— Rozsuń kolana.

Nie byłam pewna, czy oddycham. Intymność tej pozycji była zbyt wielka. Nigdy wcześniej nie obnażałam się tak przed nikim. Krępowało mnie to.

— Teraz.

Autorytet w jego głosie pobudził mój ruch. Rozchyliłam kolana.

— Grzeczna dziewczynka.

Kurwa, nienawidziłam, kiedy tak do mnie mówił.

— Dotknij się.

Zmarszczyłam brwi.

— Nie.

Nie mogłam tego zrobić. To było zbyt intymne. Zbyt osobiste. Nie zamierzałam siedzieć tu i robić tego co on…

— Więc ja to zrobię — rzekł.

Poruszył się, by wstać, ale uniosłam ręce.

— Czekaj, czekaj! Dobra, czekaj.

— Ktoś musi dotknąć tej łechtaczki — mruknął. — Więc jeśli ty tego nie zrobisz, to ja to zrobię. Albo mogę przyprowadzić koleżankę, jeśli wolisz…

— Nie! Nie. Zrobię to.

Oparł się wygodnie na krześle, znów zaciskając pięści, patrząc na mnie gniewnie zza maski.

— Dotknij się.

Przełknęłam zażenowanie i wsunęłam dłoń pod miękki materiał majtek, które na mnie włożył. Bawił się moim umysłem. Wiedziałam, co zrobić, by dojść. Gdybym panowała nad sobą, mogłabym się powstrzymać. Ale myśl o jego interwencji mnie przerażała. Gdybym nie robiła tego wystarczająco dobrze, interweniowałby.

— Patrz na mnie.

Moje oczy uniosły się gwałtownie.

— Chcę, byś na mnie patrzyła, kiedy będziesz się dotykać.

Kurwa.

Przełknęłam ślinę, modląc się o odrobinę wilgoci dla mojego wysuszonego gardła.

Było coś tak kompletnie otępiającego i erotycznego w naszych ruchach. Nie chciałam się dotykać, ale robiłam to małymi, okrężnymi ruchami. I choć nie chciałam się do tego przyznać, byłam podniecona. Musiałam być jakaś pojebana, skoro podniecałam się takim szaleńcem jak on. Co, kurwa, było ze mną nie tak?

— Patrz na mojego kutasa — nakazał. — Patrz, co ze mną robisz.

Spuściłam wzrok. Jego dłoń była szorstka i opanowana, gdy sunęła po całej jego długości. Było w niej coś tak zakazanego, tak kuszącego. Kiedy widziałam Rona w takiej sytuacji, nie czułam tego samego. Nie było to seksowne ani kuszące. To było żałosne uczucie. Ron nie dorównywał rozmiarem potworowi. Ron był wystarczająco wysportowany. Bycie Aurorem wymagało jakiejś fizycznej formy. Ale potwór? Był bogiem. Sam Adonis nie był tak perfekcyjnie wyrzeźbiony jak on. Mięśnie na ramionach i brzuchu napinały się. Wyobrażałam sobie, że jego uda też będą muskularne i wyrzeźbione.

— Ale nie jestem jedynym, prawda?

Znów na niego spojrzałam, z pytającym wyrazem twarzy.

— Słyszałem o małym przedstawieniu Kruma.

Merlinie, poczułam, jak moje policzki płoną rumieńcem.

— Pieprzyłaś się z nim?

Chciałam skłamać.

Ale jakoś wiedziałam, że by się dowiedział, gdybym to zrobiła.

Skinęłam głową.

— Był moim pierwszym.

Zaskoczenie rozświetliło jego twarz pod maską.

— Podobało ci się, kiedy cię pożądał?

Znowu… powinnam skłamać? Przygryzłam dolną wargę.

— Tak — wyszeptałam.

— Grzeczna dziewczynka — powiedział. — Dlaczego?

— Chcę być pożądana.

Dlaczego się do tego przyznawałam?

— Nie widzisz, jaka jesteś czarująca, kotku? Jak czarownice i czarodzieje padliby ci do stóp, żeby mieć szansę być z tobą?

Z moich ust wydobyło się zdyszane prychnięcie.

— Wsuń palce głębiej. Dwa.

Zatrzymałam moje okrężne ruchy. Wsunęłam dwa palce głębiej i stłumiłam chęć jęknięcia. Byłam taka mokra. Tak bardzo nienawidziłam mojego zdradzieckiego ciała.

— A teraz nakłoń je do wsunięcia się głębiej, jakbym to był ja.

Niech go szlag. Uwielbiałam to uczucie.

Zrobiłam to, a moje oczy zamrugały.

Nie. Musiałam przejąć nad tym kontrolę. Nie zamierzałam się zmuszać do orgazmu. To szaleństwo. To ja panowałam nad sytuacją. Nie on.

— Grzeczna dziewczynka — powiedział, a jego głos stał się jeszcze bardziej ochrypły.

Napinał się, próbując zacisnąć swojego imponującego kutasa. Wyglądało to tak, jakby chciał przyspieszyć, ale się powstrzymywał.

— Pokażę ci, jak cholernie świat jest ciebie spragniony — rzekł. — Pokażę ci, jak ludzie całkowicie zatraciliby się dla szansy, że na nich spojrzysz.

Bogowie, nie mógł mówić poważnie, prawda? Wszystkich tych absurdalnych rzeczy.

— Dotknij swoich piersi — warknął.

Myśl chodziła mi po głowie. Byłam wciągana coraz głębiej pod wodę uwodzenia, więc zaczęłam podnosić rękę.

— Jeśli odsuniesz rękę, położę swoją.

Kurwa.

Wpatrywałam się w niego gniewnie, wolną ręką masując piersi.

Skinął głową. Zacisnął szczękę. Prawie słyszałam, jak zgrzyta zębami.

— Uszczypnij sutki.

Zrobiłam to. I kurwa, to było tak cholernie przyjemne. Potrzebowałam wyzwolenia. Potrzebowałam tej euforii po tym gównianym tygodniu, jaki miałam. To było takie rozpraszające, takie kuszące.

Potwór stęknął przede mną, jego ręka w końcu nabrała tempa. Niesamowite było obserwowanie, jak ten potężny psychopata się tym podnieca. Mną.

— Kurwa, właśnie tak — mruknął. Jego głos był teraz cichym warknięciem. — Daj swojej spragnionej cipce to, czego chce, kotku.

Cholera, chciałabym, żeby się zamknął. Moje rzęsy zatrzepotały.

— Oczy — zażądał.

Posłuchałam, znów patrząc na niego.

— Łechtaczka, teraz.

Kurwa. Nie mogłam. Dojdę. Wiedziałam o tym.

— Teraz.

Zadrżałam, gdy moje palce, teraz całkowicie mokre, wróciły do łechtaczki.

— Dotykaj mocniej — powiedział.

Posłuchałam.

— Szybciej.

Kurwa, to było tak jakby czytał moje ciało jak cholerną książkę.

— Nie mogę się doczekać, żeby posiąść tę słodką cipkę — wymamrotał. — Zamierzam wypełnić ją moją spermą. Sprawić, że będziesz krzyczeć z rozkoszy.

Mój oddech był krótki i urywany. Nie mogłam dojść. Musiałam się czymś rozproszyć.

— Błagaj mnie.

Ten cholerny potwór może iść do diabła.

— Błagaj o mojego kutasa, kotku.

Przygryzłam wargę, nie chcąc przyznać, że mnie podniecał.

— Błagaj mnie o orgazm.

Teraz trzęsły się moje ręce, podobnie jak nogi. Byłam tak blisko. Przełknęłam ślinę, błagając ciało, żeby mnie nie zdradziło. Ale nie mogłam się powstrzymać. To uczucie, pożądanie…

— Błagaj mnie!

— Proszę — ustąpiłam. — Proszę!

— Dojdź, Hermiono. Dojdź dla mnie.

I zrobiłam to. Głowa opadła do tyłu i rozkoszowałam się orgazmem, który rozrywał moje ciało. Nie przestawałam. Przeciągałam go tak długo, jak mogłam.

Po chwili mgła mojej rozkoszy zaczęła zanikać. Ryk potwora przyciągnął mój wzrok z powrotem na niego. Uniosłam się na łokciach i patrzyłam, jak strumienie spermy wypływają z niego. To była najbardziej podniecająca rzecz, jaką kiedykolwiek widziałam. Gdybym sama nie doszła, patrzenie na to, byłoby moją zgubą. Cholera, tyle tego było.

W końcu osunął się na krzesło. Nasz nierówny oddech był jedynym dźwiękiem w pokoju. Ale umowa została zawarta. Właśnie przypieczętowałam swój los.

Łzy frustracji napłynęły mi do oczu. Byłam tak wściekła na swój brak kontroli. Miałam wszelkie możliwości, żeby się temu oprzeć, ale on mnie po prostu złamał. Moje ciało tęskniło za nim jak jakaś chora z miłości szekspirowska dziwka. Zacisnęłam oczy.

Poczułam, jak jego dłonie naciskają na obie strony mojej głowy, a łóżko lekko się zapadło. Nie otworzyłam oczu.

— No, no — chełpił się. — Czyż to nie było podniecające?

Miałam ochotę go zamordować.

— Otwórz oczy.

Wbiłam w niego gniewne spojrzenie. Jego zamaskowana twarz unosiła się tuż nad moją. Spojrzałam na niego i zauważyłam, że dowody jego podniecenia przylegają do jego brzucha i grożą wylaniem się na mnie.

— Chcesz spróbować?

— Ty potworze — prychnęłam i spróbowałam go odepchnąć.

Złapał mnie za prawy nadgarstek i przysunął do swojej twarzy.

— Nie spytałaś mnie, czy chcę spróbować.

Moje oczy się rozszerzyły. Nie mógłby…

Wsunął moje dwa palce głęboko do ust. Zakrztusiłam się, gdy jego język wirował wokół nich i pomiędzy. Wysyłał wstrząsające impulsy prosto do mojego wnętrza i chciałam się rozpłakać. Jego gardłowy jęk pogorszył sprawę. Nie mogłam jednak oderwać od niego wzroku. Moje palce zniknęły w poczerniałych ustach zamaskowanego uroku. Musiałam to powstrzymać.

Puścił moje palce z trzaskiem i złożył najdelikatniejszy i najczulszy pocałunek na wewnętrznej stronie mojego nadgarstka. Co do cholery? Jak mógł przejść od terroryzowania mnie w jednej chwili do czegoś takiego w następnej? Powinien być na obserwacji w szpitalu Świętego Munga. Był ewidentnie szalony i chory psychicznie.

Potem pocałował mały koralik mojej bransoletki.

— Do zobaczenia jutro wieczorem, piękna.

_____________

Witajcie :) oj podziało się tutaj i to dużo. Czy tylko mnie zrobiło się gorąco? Dajcie znać jak wrażenia po kolejnym spotkaniu z potworem. 

Kolejne rozdziały będę tłumaczyć w najbliższych dniach. Także jest szansa, że w weekend wpadnie kolejna partia. Chyba nie umiem odpoczywać bez dramione. No cóż, przypadłość tłumaczy. :)

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia! Enjoy!

Brak komentarzy