[T] Come To Claim: Rozdział 14
Posłuchałam
rady Pansy. Głęboki fiolet jeszcze bardziej uwydatnił złocisto-orzechowe
tęczówki moich oczu, gdy patrzyłam w lustro. Upięłam włosy, żeby nie opadły mi
na twarz, i pomalowałam usta podobnym, winnym odcieniem. Poczułam się pożądana.
I to było dziwne. Po raz pierwszy od lat spojrzałam w lustro i szczerze
pochwaliłam postać, która na mnie patrzyła. To zabawne, jak coś tak prostego
może przynieść taką zmianę.
Pomimo
zmian, nadal nosiłam jasnoniebieską opaskę na szyi. Była symbolem mojej
podróży, przypomnieniem, skąd pochodzę. Wciąż się uczyłam, ale nie zamierzałam
zmieniać koloru w najbliższym czasie.
Potwór
stał na końcu wind przy ścianie. Dzielił nas korytarz, a ja stałam się nie
drzeć, idąc w jego stronę. Mój strój tego wieczoru był najkrótszym, w jakim
kiedykolwiek byłam widziana w klubie. Ale trzymałam szyję prosto i plecy, idąc
do niego w nowej parze szpilek z czerwonymi podeszwami, które Pansy podrzuciła
mi do szafy. Strój był podobny do tego, który miałam na sobie wczoraj, ale
majtki zakrywały trochę więcej niż bikini z niskim stanem. Były koronkowe i
mogłam je zakładać jako szorty.
—
Cholernie niesamowite — wydyszał, gdy podeszłam bliżej.
Zakręcił
palcem.
—
Obróć się, kotku.
Zatrzymałam
się i zrobiłam małe kółko.
Cicho
zagwizdał.
—
Uklęknąłbym i wielbił cię tu całą noc.
Zaśmiałam
się cicho i przewróciłam oczami. Ale kiedy moje oczy się z nim spotkały,
zobaczyłam tylko żar bijący z nich.
—
Nigdy nie żartowałbym z twojej urody ani takiej obietnicy.
Przyglądałam
mu się, chcąc sprawdzić, czy mówi poważnie. I niestety, chyba tak było.
—
Zamierzasz znowu mnie terroryzować na korytarzach? — zapytałam. — Muszę zdjąć
obcasy, żeby nie złamać kostki.
—
Nie podobał ci się pościg?
Uśmiechnął
się szeroko.
Posłałam
mu beznamiętne spojrzenie.
—
Nie.
Pochylił
się do przodu, delikatnie przesuwając palcami po moim obojczyku.
—
Co ci się podobało z zeszłej nocy?
Zastanowiłam
się przez chwilę, zmuszając się do skupienia i zignorowania tego, jak moja
skóra paliła pod jego dotykiem.
—
Podobał mi się orgazm, który sobie sprawiłam.
Zaśmiał
się i przycisnął usta do mojego obojczyka.
—
Przypisujesz sobie całą zasługę, co?
—
Tak.
—
No dobrze. — Wyprostował się. — To bardzo dobrze, bo dziś wieczorem chodzi
tylko o moją przyjemność.
Jego
oczy były ciemne i pełne obietnicy. Obserwował moje głośne przełknięcie śliny,
uśmiechając się do mnie.
—
Chodź, kotku. Schowaj pazury. Dziś wieczorem nie będziesz ich potrzebować.
Patrzyłam,
jak prowadzi nas do jednej z wnęk, w których odbywał się występ. Na scenie już
coś się działo. Zebrała się grupa osób w fioletowych opaskach, a dwóch
zamaskowanych mężczyzn z czarnymi opaskami dyrygowało sceną przed nimi.
Rosnąca
publiczność już zajmowała miejsca, ale potwór nie zatrzymał się wśród nich.
Wszedł na scenę. Nie nałożył mi maski dziś wieczorem. Moja twarz była
całkowicie odsłonięta przed publicznością. I nie umknęło mi, jak niektórzy z
widzów głośno westchnęli, widząc mnie.
Zajął
swoje typowe miejsce na dużym tronie i posadził mnie sobie na kolanach. Prawie
zanuciłam nerwowo, obserwując scenę przede mną. To była skomplikowana orgia z
udziałem co najmniej sześciu osób. Ledwo mogłam się zorientować, gdzie kończy
się jedna osoba, a zaczyna druga. Czy
będziemy następni? Nadal miałam na sobie niebieski. Mogłam odmówić. Dziś
wieczorem było tu mnóstwo ludzi. Ludzi, którzy mnie znali. Nott powiedział, że
jestem bezpieczna.
—
Oddychaj, kotku — wyszeptał w moją szyję.
Jedną
rękę położył na moim biodrze, a drugą zaborczo na udzie.
—
Nie mogę.
—
Dlaczego?
Przesunął
nosem po moim karku, przyprawiając o dreszcze na całym ciele.
—
Wszyscy się na mnie gapią.
—
Tak.
—
Nie podoba mi się to.
—
Cóż, wiesz, jak zdobyć maskę na tym piętrze.
Zacisnęłam
zęby. Co za drań.
Przełknęłam
wściekłość, zignorowałam publiczność i skupiłam wzrok na ludziach na scenie.
—
Ale pięknie pachniesz.
Zignorowałam
go. Nie sądzę, żeby przez cały ten czas, kiedy tu siedzieliśmy, oderwał twarz
od moich pleców, szyi czy ramion. Nie rozumiem, dlaczego tu siedzieliśmy. Czego niby miałam się uczyć?
—
Wszyscy na ciebie patrzą, bo wszyscy cię pragną.
Wybuchłam
pustym, cynicznym śmiechem.
—
Poczekaj — powiedział. — Zobaczysz.
Przewróciłam
oczami i przez resztę czasu siedziałam w milczeniu. Kontynuował lizanie,
gryzienie i drażnienie mojej skóry, aż miałam ochotę się odwrócić i go udusić.
Udawałam, że go tu nie ma. Zmusiłam się, by go ignorować. Ale to graniczyło z
cudem. Każdy dotyk był jak magnes, przyciągał mnie bliżej.
Jedna
z zamaskowanych postaci odwróciła się, spojrzała na mnie i wykonała gest,
którego nie rozumiałam.
—
Ktoś z nich chce z tobą porozmawiać — mruknęłam, a Potwór najwyraźniej nie
zwrócił uwagi, całując mnie po ramieniu.
Odsunął
się na chwilę i spojrzał na zamaskowanego mężczyznę. Zaśmiał się cicho.
—
Co?
—
Ktoś chce, żebyś do nich dołączyła.
Spanikowałam.
Gwałtownie pokręciłam głową. Nie byłam gotowa na nic z tego, co działo się dziś
wieczorem na scenie. Tyle ludzi, tyle rąk. To byłoby za dużo.
—
Cieszę się, że wolałabyś być tu ze mną.
—
Nie mam innego wyboru — odpowiedziałam. — Po prostu nie sądziłam, że być na to
pozwolił.
—
Nigdy nie stłumię twojej ciekawości — rzekł. — Postawiłem tylko dwa warunki.
Zerknęłam
na niego przez ramię. Był niezłym głupcem, który wcześniej bez przerwy gadał o
posiadaniu i własności. A teraz mówi mi, że mogę robić, co chcę?
—
Powiedziałem, że tylko ja mogę sprawić, że dojdziesz i nikt poza mną nie może
dotknąć twoich ust.
—
Powiedziałeś, że moje ciało należy do ciebie.
—
Bo należy. Jest moje, by nim władać. Kierowałbym każdym dotykiem. — Jego palce
przesunęły się wzdłuż mojego ramienia. — Każdą pieszczotą. Gdyby nie podobał mi
się sposób, w jaki by cię dotykali, to by się skończyło.
Pokręciłam
głową.
—
To nie ma sensu.
—
Mam cię uczyć, jak akceptować przyjemność, pamiętasz?
Zamilkłam.
Przypomniałam sobie naszą pierwotną umowę.
—
Mówiłaś, że nie chcesz się czuć… hmm, jak to leciało?
Bawił
się mną.
—
Już złamałeś tę umowę. Sprawiłeś, że się bałam. Wczoraj wieczorem.
Puścił
moje ręce. Odwróciłam się i spojrzałam na niego. Jego ręce spoczywały teraz na
poręczy dużego tronu.
—
Pozwolę ci teraz uciec.
Wpatrywałam
się w niego. To było wyzwanie?
—
Uciekłabyś ode mnie?
Mogłabym?
Zawahałam
się.
—
A co, jeśli każę ci uciekać?
Mój
puls naturalnie przyspieszył. Zastrzyk adrenaliny wywołany ucieczką od niego
wdarł się do moich wspomnień.
—
A co, jeśli znowu zabiorę cię z twojego pokoju?
Spojrzałam
na niego gniewnie. Do czego zmierzał?
—
Bałaś się, tak?
—
Tak.
—
Ale wróciłaś dziś wieczorem.
Nie
odpowiedziałam.
—
Prosiłaś mnie, żebym zabrał twój strach. Jak chcesz się go pozbyć, skoro nie
zamierzasz się z nim zmierzyć?
Moje
usta zacisnęły się w cienką linię.
—
Nie chcę się bać. Chcę wszystko poczuć.
Zacytował
moje własne słowa.
—
Nie jestem uzdrowicielem. Nie będę dla ciebie delikatny. Nie dlatego do piętro
jest czarne. Przyszłaś tu szukać przyjemności i uwolnienia. Jeśli tego nie
chcesz, to musisz odejść.
Kurwa,
tak mnie frustrował. Naciskał i naciskał. Czemu po prostu nie dał mi spokoju?
Dezorientował mnie tymi ciągłymi podchodami. Zaborczość w jednej chwili, a
odpychanie w następnej. To nie miało sensu.
Myślałam
o minionym tygodniu. Myślałam o tym, jak Draco i Theo po prostu pozwolili mi
znaleźć własną cichą przestrzeń, z której mogłam się wyrwać. Ale Potwór nie
pozwolił mi siedzieć w ciszy. Wyciągnął mnie z niej, kopiąc i krzycząc. Wygonił
mnie stamtąd. Po raz pierwszy od kilku dni czułam się żywa. Nie po prostu
milczałam. Ja… walczyłam.
—
Chcesz przyjemnego, romantycznego orgazmu? Idź na zielone. Możesz uprawiać
miły, seks w pozycji misjonarskiej z jakimś niezdarnym dupkiem, który nie
odróżni twojej łechtaczki od pachwiny. Ale tu na dole? Pieprzymy się. I
czerpiemy z siebie nawzajem każdą uncję przyjemności, bo tego właśnie wszyscy,
kurwa, pragniemy. Chcemy czuć. Nawet jeśli się boimy. Nawet jeśli jest to
przerażające, nowe i przytłaczające.
Był
tak blisko, że czułam jego oddech i oboje ciężko oddychaliśmy. Walczyłam z
narastającą frustracją. Wsunął palec pod moją bransoletkę.
—
Chcesz się wycofać z tej umowy? Zrób to. Zerwę ją natychmiast. Albo możesz
zostać tutaj i stawić czoła swojemu strachowi. Zacisnąć zęby i walczyć, tak jak
wczoraj wieczorem. Bo tego właśnie chcę. Nie chcę, byś była cicha i uległa.
Chcę, żeby twoja opaska była tak czarna jak moja, kotku. Chcę, byś walczyła.
Chciałam
się wewnętrznie załamać. Bogowie, tak bardzo pragnęłam uciec. Od wszystkiego.
Od pracy, od Rona, od ludzi, którzy plotkowali i szeptali na mój temat.
Chciałam się schować i nigdy nie zostać znaleziona.
—
To jak? Uciekasz czy walczysz?
Tak
długo uciekałam. Po prostu zakopywałam jedną rzecz po drugiej, podczas gdy w
moim życiu pojawiały się kolejne, okropne sytuacje. I dokąd mnie to
doprowadziło? Straciłam ponad pięć lat życia i po co? Bo nie chciałam
konfrontacji ani walki. Bo nie chciałam czuć paraliżującego rozczarowania, z
powodu poślubienia niewłaściwego mężczyzny. Bo nie chciałam przyznać, że byłam
tak cholernie samotna, że nawet nie widziałam, żeby ktoś na mnie patrzył,
patrząc w lustro. Nie zawsze taka byłam. Nie zawsze czułam tę druzgocącą
beznadzieję i apatię.
Zamknęłam
oczy.
—
Walczę — powiedziałam głosem ochrypłym od emocji.
—
Grzeczna dziewczynka — mruknął i pocałował mnie w policzek. — Grzeczna
dziewczynka.
Potwór
objął mnie ramionami i przyciągnął do swojej piersi. A ja mu na to pozwoliłam.
Rozwścieczył mnie i przeraził. Ale tak samo mój żal. A przecież uciekałam już
tak długo. W końcu główna grupa opuściła małą scenę. Światła wokół nas
przygasły, a Potwór się wyprostował.
—
Czego dotyczy dzisiejszy wieczór?
—
Twojej przyjemności — wyszeptałam.
—
Zgadza się, kotku. I zamierzam ją czerpać do ostatniej kropli.
Zapaliły
się światła i na scenę wyszła grupa około tuzina nowych uczestników. Połowa z
nich miała na sobie maski podobne do maski Potwora i czarne opaski. Druga połowa
była udekorowana w całą gamę kolorów. Ale jeden z niezamaskowanych mężczyzn
patrzył prosto na mnie, niemal wypalając dziurę w mojej głowie. Viktor Krum.
Jego
głodne spojrzenie przesunęło się po moim ciele z dzikim pożądaniem. Pragnął
mnie. Przechylił głowę w moją stronę, przywołując mnie palcami. Nie poruszyłam
się nawet o milimetr.
—
Co zrobisz, kotku? Teraz, kiedy masz wolność wyboru?
Viktor
spiorunował wzrokiem Potwora szepczącego mi do ucha. Jego dłonie przesunęły się
w dół moich ud, a potem z powrotem w górę. Musnął nosem mój kark, aż włoski
stanęły mi dęba.
Pokręciłam
głową, patrząc na Viktora, który patrzył na mnie wyczekująco.
Potwór
przesunął opuszkami palców w górę mojego boku. Kiedy dotarł do krągłości moich
piersi, podążył tą samą drogą. Jego palce były zimne, ale czułam je niczym
ogień na moim ciele. Miękki szyfon ledwo tworzył przed nim barierę.
Wiedziałam,
że moje sutki wystają spod koronkowego materiału, gdy ręce Potwora zaczęły się
po mnie poruszać. Viktor dołączył do pozostałych, ale nie spuszczał ze mnie
wzroku. Wchodził w interakcję z otoczeniem, drażniąc kobietę leżącą przed nim.
Ale był wpatrzony we mnie. Trwało to godzinami.
—
Dołączymy do nich? — zapytałam.
—
A chcesz?
Dłonie
Potwora ponownie opadły na podłokietniki, pokazując, że w każdej chwili mogę
zejść z jego kolan.
Nie
ruszyłam się, ale Viktor wyprostował się gwałtownie. Skinął głową, zachęcając
mnie, żebym do niego dołączyła. Czułam się tak, jak kilka tygodnie temu.
Pożerał kobietę przed sobą, wyobrażając sobie mnie i obiecując mi tą samą
przyjemność.
—
Nie — odpowiedziałam im obu.
Dłonie
Potwora znów zaczęły kreślić palące ścieżki w górę i w dół mojego ciała. Raz za
razem, wodził po niemal każdym centymetrze mojego ciała. W końcu jego lewa ręka
wślizgnęła się tuż pod pasek moich majtek i całkowicie zamarłam. Z moich ust
wyrwał się cichy jęk.
Nie mógłby…
Zamierzał…
Ale
nie poruszył się. Po prostu zostawił ją tam, spoczywającą na mojej kości
biodrowej, z palcami zwisającymi z brzegu majtek. Przesunął prawą dłonią po
środku mojego brzucha. Objął mój policzek i przechylił głowę w stronę swoich
ust. Jego zęby zacisnęły się na płatku mojego ucha, a ja wygięłam się w łuk.
Mój cichy jęk przeszedł w zawodzenie. Czułam, jak to wpłynęło na Potwora i
widziałam, jak rozwścieczyło Viktora.
Z
ust Potwora wydobył się cichy chichot, który zatańczył mi w uchu. Ugryzł mnie
ponownie, a mój oddech był tym razem głośniejszy. Bogowie, czułam to w głębi
duszy. Za każdym razem… doprowadzało mnie to do szału bardziej niż poprzednio.
I nie przestawał. Gryzł i drażnił całą moją szyję, podczas gdy ja wiłam się nad
nim. Wbijałam się tyłkiem w jego twardy wzwód, desperacko pragnąc jakiejkolwiek
ulgi.
Byłam
tak pochłonięta tym, co robił, że ledwo zauważyłam Viktora zmieniającego
partnerkę. Byłam kompletnie zamroczona pożądaniem.
—
Chodź, kotku — powiedział Potwór.
Odsunął
się i teraz stał obok mnie.
—
Co? Gdzie?
Nie
mogłam ukryć przerażenia w oczach. Gdyby zabrał mnie do tej jaskini żmij na
scenie, Viktor Krum rozszarpałby mnie na pół.
—
Koniec na dziś — powiedział.
Objął
mnie jedną ręką w talii, a jego palce musnęły mój tyłek, gdy schodziliśmy ze
sceny. Znów wpił się w moją szyję.
Po
raz ostatni spojrzałam na Viktora przez ramię i widziałam jego niemal płonące
oczy, gdy rzucił nam groźne spojrzenie.
—
On cię zamorduje — wyszeptałam, mijając tłum gapiów.
Potwór
się roześmiał.
—
Chciałbym zobaczyć, jak próbuje.
Skręciliśmy
za róg, a ja zatrzymałam się i stanęłam przed nim.
—
Dlaczego to zrobiłeś? — zapytałam.
—
Żeby pokazać, jak bardzo jesteś pożądana. On nadal cię pragnie.
—
Mówiłeś, że dziś wieczorem chodzi o twoją przyjemność.
—
I tak było.
Jego
uśmiech sprawił, że znów miałam ochotę go uderzyć. Przewróciłam oczami i
ruszyłam do windy.
—
Trzymaj się z daleka od mojej sypialni — zażądałam, oglądając się przez ramię.
Był
tuż za mną, więc podskoczyłam.
—
Koniec z eliksirami nasennymi — powiedział poważnie. — Uzależniają. Jeśli nie
możesz spać, przyjdź tutaj i rozwal ze mną koszmary. Rozumiesz?
Przyglądałam
mu się przez dłuższą chwilę. Nie wiem, skąd wiedział, ale wiedział. Prawdę
mówiąc, aż za dobrze znałam ich uzależniający charakter. Przerażały mnie, ale
nie czułam, żebym miała inne wyjście w chwilach desperacji. Ale może teraz
miałam.
Skinęłam
głową.
Pocałował
mnie w nos.
Zagmatwany, chaotyczny psychopata.
Wsiadłam
w powrotem do windy.
—
Zeświruję na samą myśl o tobie w tym stroju dziś wieczorem.
Pokręciłam
głową, powstrzymując uśmiech. Ale Potwór zrobił krok naprzód i powstrzymał
drzwi przed zamknięciem się za nami.
—
Gdybym poprosił cię, żebyś jutro wieczorem została w domu, zrobiłabyś to?
Zmrużyłam
oczy.
—
Dlaczego?
Zamilkł.
A
mój niepokój narastał.
—
Spotykasz się tu z kimś innym?
Pojawił
się ten mroczny uśmiech.
—
Nie, kotku — powiedział. — Ale nie masz pojęcia, jak bardzo mnie cieszy, że
jesteś zazdrosna.
Otworzyłam
usta, żeby zaprzeczyć, że nie jestem zazdrosna, ale jego kciuk musnął moją
dolną wargę, całkowicie pozbawiając mnie mowy.
—
Chyba zawsze możesz mi się odwdzięczyć przysługą.
Uśmiechnęłam
się szeroko.
Przechylił
głowę na bok, gdy nacisnęłam na jego klatkę piersiową. Zrobił krok w tył,
uwalniając windę.
—
Flirtujesz ze mną?
Nacisnęłam
przycisk parteru.
— Może i tak, Potworze. Może i tak.
Brak komentarzy