[T] Come To Claim: Rozdział 14

wtorek, 26 maja 2026

Posłuchałam rady Pansy. Głęboki fiolet jeszcze bardziej uwydatnił złocisto-orzechowe tęczówki moich oczu, gdy patrzyłam w lustro. Upięłam włosy, żeby nie opadły mi na twarz, i pomalowałam usta podobnym, winnym odcieniem. Poczułam się pożądana. I to było dziwne. Po raz pierwszy od lat spojrzałam w lustro i szczerze pochwaliłam postać, która na mnie patrzyła. To zabawne, jak coś tak prostego może przynieść taką zmianę.

Pomimo zmian, nadal nosiłam jasnoniebieską opaskę na szyi. Była symbolem mojej podróży, przypomnieniem, skąd pochodzę. Wciąż się uczyłam, ale nie zamierzałam zmieniać koloru w najbliższym czasie.

Potwór stał na końcu wind przy ścianie. Dzielił nas korytarz, a ja stałam się nie drzeć, idąc w jego stronę. Mój strój tego wieczoru był najkrótszym, w jakim kiedykolwiek byłam widziana w klubie. Ale trzymałam szyję prosto i plecy, idąc do niego w nowej parze szpilek z czerwonymi podeszwami, które Pansy podrzuciła mi do szafy. Strój był podobny do tego, który miałam na sobie wczoraj, ale majtki zakrywały trochę więcej niż bikini z niskim stanem. Były koronkowe i mogłam je zakładać jako szorty.

— Cholernie niesamowite — wydyszał, gdy podeszłam bliżej.

Zakręcił palcem.

— Obróć się, kotku.

Zatrzymałam się i zrobiłam małe kółko.

Cicho zagwizdał.

— Uklęknąłbym i wielbił cię tu całą noc.

Zaśmiałam się cicho i przewróciłam oczami. Ale kiedy moje oczy się z nim spotkały, zobaczyłam tylko żar bijący z nich.

— Nigdy nie żartowałbym z twojej urody ani takiej obietnicy.

Przyglądałam mu się, chcąc sprawdzić, czy mówi poważnie. I niestety, chyba tak było.

— Zamierzasz znowu mnie terroryzować na korytarzach? — zapytałam. — Muszę zdjąć obcasy, żeby nie złamać kostki.

— Nie podobał ci się pościg?

Uśmiechnął się szeroko.

Posłałam mu beznamiętne spojrzenie.

— Nie.

Pochylił się do przodu, delikatnie przesuwając palcami po moim obojczyku.

— Co ci się podobało z zeszłej nocy?

Zastanowiłam się przez chwilę, zmuszając się do skupienia i zignorowania tego, jak moja skóra paliła pod jego dotykiem.

— Podobał mi się orgazm, który sobie sprawiłam.

Zaśmiał się i przycisnął usta do mojego obojczyka.

— Przypisujesz sobie całą zasługę, co?

— Tak.

— No dobrze. — Wyprostował się. — To bardzo dobrze, bo dziś wieczorem chodzi tylko o moją przyjemność.

Jego oczy były ciemne i pełne obietnicy. Obserwował moje głośne przełknięcie śliny, uśmiechając się do mnie.

— Chodź, kotku. Schowaj pazury. Dziś wieczorem nie będziesz ich potrzebować.

Patrzyłam, jak prowadzi nas do jednej z wnęk, w których odbywał się występ. Na scenie już coś się działo. Zebrała się grupa osób w fioletowych opaskach, a dwóch zamaskowanych mężczyzn z czarnymi opaskami dyrygowało sceną przed nimi.

Rosnąca publiczność już zajmowała miejsca, ale potwór nie zatrzymał się wśród nich. Wszedł na scenę. Nie nałożył mi maski dziś wieczorem. Moja twarz była całkowicie odsłonięta przed publicznością. I nie umknęło mi, jak niektórzy z widzów głośno westchnęli, widząc mnie.

Zajął swoje typowe miejsce na dużym tronie i posadził mnie sobie na kolanach. Prawie zanuciłam nerwowo, obserwując scenę przede mną. To była skomplikowana orgia z udziałem co najmniej sześciu osób. Ledwo mogłam się zorientować, gdzie kończy się jedna osoba, a zaczyna druga. Czy będziemy następni? Nadal miałam na sobie niebieski. Mogłam odmówić. Dziś wieczorem było tu mnóstwo ludzi. Ludzi, którzy mnie znali. Nott powiedział, że jestem bezpieczna.

— Oddychaj, kotku — wyszeptał w moją szyję.

Jedną rękę położył na moim biodrze, a drugą zaborczo na udzie.

— Nie mogę.

— Dlaczego?

Przesunął nosem po moim karku, przyprawiając o dreszcze na całym ciele.

— Wszyscy się na mnie gapią.

— Tak.

— Nie podoba mi się to.

— Cóż, wiesz, jak zdobyć maskę na tym piętrze.

Zacisnęłam zęby. Co za drań.

Przełknęłam wściekłość, zignorowałam publiczność i skupiłam wzrok na ludziach na scenie.

— Ale pięknie pachniesz.

Zignorowałam go. Nie sądzę, żeby przez cały ten czas, kiedy tu siedzieliśmy, oderwał twarz od moich pleców, szyi czy ramion. Nie rozumiem, dlaczego tu siedzieliśmy. Czego niby miałam się uczyć?

— Wszyscy na ciebie patrzą, bo wszyscy cię pragną.

Wybuchłam pustym, cynicznym śmiechem.

— Poczekaj — powiedział. — Zobaczysz.

Przewróciłam oczami i przez resztę czasu siedziałam w milczeniu. Kontynuował lizanie, gryzienie i drażnienie mojej skóry, aż miałam ochotę się odwrócić i go udusić. Udawałam, że go tu nie ma. Zmusiłam się, by go ignorować. Ale to graniczyło z cudem. Każdy dotyk był jak magnes, przyciągał mnie bliżej.

Jedna z zamaskowanych postaci odwróciła się, spojrzała na mnie i wykonała gest, którego nie rozumiałam.

— Ktoś z nich chce z tobą porozmawiać — mruknęłam, a Potwór najwyraźniej nie zwrócił uwagi, całując mnie po ramieniu.

Odsunął się na chwilę i spojrzał na zamaskowanego mężczyznę. Zaśmiał się cicho.

— Co?

— Ktoś chce, żebyś do nich dołączyła.

Spanikowałam. Gwałtownie pokręciłam głową. Nie byłam gotowa na nic z tego, co działo się dziś wieczorem na scenie. Tyle ludzi, tyle rąk. To byłoby za dużo.

— Cieszę się, że wolałabyś być tu ze mną.

— Nie mam innego wyboru — odpowiedziałam. — Po prostu nie sądziłam, że być na to pozwolił.

— Nigdy nie stłumię twojej ciekawości — rzekł. — Postawiłem tylko dwa warunki.

Zerknęłam na niego przez ramię. Był niezłym głupcem, który wcześniej bez przerwy gadał o posiadaniu i własności. A teraz mówi mi, że mogę robić, co chcę?

— Powiedziałem, że tylko ja mogę sprawić, że dojdziesz i nikt poza mną nie może dotknąć twoich ust.

— Powiedziałeś, że moje ciało należy do ciebie.

— Bo należy. Jest moje, by nim władać. Kierowałbym każdym dotykiem. — Jego palce przesunęły się wzdłuż mojego ramienia. — Każdą pieszczotą. Gdyby nie podobał mi się sposób, w jaki by cię dotykali, to by się skończyło.

Pokręciłam głową.

— To nie ma sensu.

— Mam cię uczyć, jak akceptować przyjemność, pamiętasz?

Zamilkłam. Przypomniałam sobie naszą pierwotną umowę.

— Mówiłaś, że nie chcesz się czuć… hmm, jak to leciało?

Bawił się mną.

— Już złamałeś tę umowę. Sprawiłeś, że się bałam. Wczoraj wieczorem.

Puścił moje ręce. Odwróciłam się i spojrzałam na niego. Jego ręce spoczywały teraz na poręczy dużego tronu.

— Pozwolę ci teraz uciec.

Wpatrywałam się w niego. To było wyzwanie?

— Uciekłabyś ode mnie?

Mogłabym?

Zawahałam się.

— A co, jeśli każę ci uciekać?

Mój puls naturalnie przyspieszył. Zastrzyk adrenaliny wywołany ucieczką od niego wdarł się do moich wspomnień.

— A co, jeśli znowu zabiorę cię z twojego pokoju?

Spojrzałam na niego gniewnie. Do czego zmierzał?

— Bałaś się, tak?

— Tak.

— Ale wróciłaś dziś wieczorem.

Nie odpowiedziałam.

— Prosiłaś mnie, żebym zabrał twój strach. Jak chcesz się go pozbyć, skoro nie zamierzasz się z nim zmierzyć?

Moje usta zacisnęły się w cienką linię.

— Nie chcę się bać. Chcę wszystko poczuć.

Zacytował moje własne słowa.

— Nie jestem uzdrowicielem. Nie będę dla ciebie delikatny. Nie dlatego do piętro jest czarne. Przyszłaś tu szukać przyjemności i uwolnienia. Jeśli tego nie chcesz, to musisz odejść.

Kurwa, tak mnie frustrował. Naciskał i naciskał. Czemu po prostu nie dał mi spokoju? Dezorientował mnie tymi ciągłymi podchodami. Zaborczość w jednej chwili, a odpychanie w następnej. To nie miało sensu.

Myślałam o minionym tygodniu. Myślałam o tym, jak Draco i Theo po prostu pozwolili mi znaleźć własną cichą przestrzeń, z której mogłam się wyrwać. Ale Potwór nie pozwolił mi siedzieć w ciszy. Wyciągnął mnie z niej, kopiąc i krzycząc. Wygonił mnie stamtąd. Po raz pierwszy od kilku dni czułam się żywa. Nie po prostu milczałam. Ja… walczyłam.

— Chcesz przyjemnego, romantycznego orgazmu? Idź na zielone. Możesz uprawiać miły, seks w pozycji misjonarskiej z jakimś niezdarnym dupkiem, który nie odróżni twojej łechtaczki od pachwiny. Ale tu na dole? Pieprzymy się. I czerpiemy z siebie nawzajem każdą uncję przyjemności, bo tego właśnie wszyscy, kurwa, pragniemy. Chcemy czuć. Nawet jeśli się boimy. Nawet jeśli jest to przerażające, nowe i przytłaczające.

Był tak blisko, że czułam jego oddech i oboje ciężko oddychaliśmy. Walczyłam z narastającą frustracją. Wsunął palec pod moją bransoletkę.

— Chcesz się wycofać z tej umowy? Zrób to. Zerwę ją natychmiast. Albo możesz zostać tutaj i stawić czoła swojemu strachowi. Zacisnąć zęby i walczyć, tak jak wczoraj wieczorem. Bo tego właśnie chcę. Nie chcę, byś była cicha i uległa. Chcę, żeby twoja opaska była tak czarna jak moja, kotku. Chcę, byś walczyła.

Chciałam się wewnętrznie załamać. Bogowie, tak bardzo pragnęłam uciec. Od wszystkiego. Od pracy, od Rona, od ludzi, którzy plotkowali i szeptali na mój temat. Chciałam się schować i nigdy nie zostać znaleziona.

— To jak? Uciekasz czy walczysz?

Tak długo uciekałam. Po prostu zakopywałam jedną rzecz po drugiej, podczas gdy w moim życiu pojawiały się kolejne, okropne sytuacje. I dokąd mnie to doprowadziło? Straciłam ponad pięć lat życia i po co? Bo nie chciałam konfrontacji ani walki. Bo nie chciałam czuć paraliżującego rozczarowania, z powodu poślubienia niewłaściwego mężczyzny. Bo nie chciałam przyznać, że byłam tak cholernie samotna, że nawet nie widziałam, żeby ktoś na mnie patrzył, patrząc w lustro. Nie zawsze taka byłam. Nie zawsze czułam tę druzgocącą beznadzieję i apatię.

Zamknęłam oczy.

— Walczę — powiedziałam głosem ochrypłym od emocji.

— Grzeczna dziewczynka — mruknął i pocałował mnie w policzek. — Grzeczna dziewczynka.

Potwór objął mnie ramionami i przyciągnął do swojej piersi. A ja mu na to pozwoliłam. Rozwścieczył mnie i przeraził. Ale tak samo mój żal. A przecież uciekałam już tak długo. W końcu główna grupa opuściła małą scenę. Światła wokół nas przygasły, a Potwór się wyprostował.

— Czego dotyczy dzisiejszy wieczór?

— Twojej przyjemności — wyszeptałam.

— Zgadza się, kotku. I zamierzam ją czerpać do ostatniej kropli.

Zapaliły się światła i na scenę wyszła grupa około tuzina nowych uczestników. Połowa z nich miała na sobie maski podobne do maski Potwora i czarne opaski. Druga połowa była udekorowana w całą gamę kolorów. Ale jeden z niezamaskowanych mężczyzn patrzył prosto na mnie, niemal wypalając dziurę w mojej głowie. Viktor Krum.

Jego głodne spojrzenie przesunęło się po moim ciele z dzikim pożądaniem. Pragnął mnie. Przechylił głowę w moją stronę, przywołując mnie palcami. Nie poruszyłam się nawet o milimetr.

— Co zrobisz, kotku? Teraz, kiedy masz wolność wyboru?

Viktor spiorunował wzrokiem Potwora szepczącego mi do ucha. Jego dłonie przesunęły się w dół moich ud, a potem z powrotem w górę. Musnął nosem mój kark, aż włoski stanęły mi dęba.

Pokręciłam głową, patrząc na Viktora, który patrzył na mnie wyczekująco.

Potwór przesunął opuszkami palców w górę mojego boku. Kiedy dotarł do krągłości moich piersi, podążył tą samą drogą. Jego palce były zimne, ale czułam je niczym ogień na moim ciele. Miękki szyfon ledwo tworzył przed nim barierę.

Wiedziałam, że moje sutki wystają spod koronkowego materiału, gdy ręce Potwora zaczęły się po mnie poruszać. Viktor dołączył do pozostałych, ale nie spuszczał ze mnie wzroku. Wchodził w interakcję z otoczeniem, drażniąc kobietę leżącą przed nim. Ale był wpatrzony we mnie. Trwało to godzinami.

— Dołączymy do nich? — zapytałam.

— A chcesz?

Dłonie Potwora ponownie opadły na podłokietniki, pokazując, że w każdej chwili mogę zejść z jego kolan.

Nie ruszyłam się, ale Viktor wyprostował się gwałtownie. Skinął głową, zachęcając mnie, żebym do niego dołączyła. Czułam się tak, jak kilka tygodnie temu. Pożerał kobietę przed sobą, wyobrażając sobie mnie i obiecując mi tą samą przyjemność.

— Nie — odpowiedziałam im obu.

Dłonie Potwora znów zaczęły kreślić palące ścieżki w górę i w dół mojego ciała. Raz za razem, wodził po niemal każdym centymetrze mojego ciała. W końcu jego lewa ręka wślizgnęła się tuż pod pasek moich majtek i całkowicie zamarłam. Z moich ust wyrwał się cichy jęk.

Nie mógłby…

Zamierzał…

Ale nie poruszył się. Po prostu zostawił ją tam, spoczywającą na mojej kości biodrowej, z palcami zwisającymi z brzegu majtek. Przesunął prawą dłonią po środku mojego brzucha. Objął mój policzek i przechylił głowę w stronę swoich ust. Jego zęby zacisnęły się na płatku mojego ucha, a ja wygięłam się w łuk. Mój cichy jęk przeszedł w zawodzenie. Czułam, jak to wpłynęło na Potwora i widziałam, jak rozwścieczyło Viktora.

Z ust Potwora wydobył się cichy chichot, który zatańczył mi w uchu. Ugryzł mnie ponownie, a mój oddech był tym razem głośniejszy. Bogowie, czułam to w głębi duszy. Za każdym razem… doprowadzało mnie to do szału bardziej niż poprzednio. I nie przestawał. Gryzł i drażnił całą moją szyję, podczas gdy ja wiłam się nad nim. Wbijałam się tyłkiem w jego twardy wzwód, desperacko pragnąc jakiejkolwiek ulgi.

Byłam tak pochłonięta tym, co robił, że ledwo zauważyłam Viktora zmieniającego partnerkę. Byłam kompletnie zamroczona pożądaniem.

— Chodź, kotku — powiedział Potwór.

Odsunął się i teraz stał obok mnie.

— Co? Gdzie?

Nie mogłam ukryć przerażenia w oczach. Gdyby zabrał mnie do tej jaskini żmij na scenie, Viktor Krum rozszarpałby mnie na pół.

— Koniec na dziś — powiedział.

Objął mnie jedną ręką w talii, a jego palce musnęły mój tyłek, gdy schodziliśmy ze sceny. Znów wpił się w moją szyję.

Po raz ostatni spojrzałam na Viktora przez ramię i widziałam jego niemal płonące oczy, gdy rzucił nam groźne spojrzenie.

— On cię zamorduje — wyszeptałam, mijając tłum gapiów.

Potwór się roześmiał.

— Chciałbym zobaczyć, jak próbuje.

Skręciliśmy za róg, a ja zatrzymałam się i stanęłam przed nim.

— Dlaczego to zrobiłeś? — zapytałam.

— Żeby pokazać, jak bardzo jesteś pożądana. On nadal cię pragnie.

— Mówiłeś, że dziś wieczorem chodzi o twoją przyjemność.

— I tak było.

Jego uśmiech sprawił, że znów miałam ochotę go uderzyć. Przewróciłam oczami i ruszyłam do windy.

— Trzymaj się z daleka od mojej sypialni — zażądałam, oglądając się przez ramię.

Był tuż za mną, więc podskoczyłam.

— Koniec z eliksirami nasennymi — powiedział poważnie. — Uzależniają. Jeśli nie możesz spać, przyjdź tutaj i rozwal ze mną koszmary. Rozumiesz?

Przyglądałam mu się przez dłuższą chwilę. Nie wiem, skąd wiedział, ale wiedział. Prawdę mówiąc, aż za dobrze znałam ich uzależniający charakter. Przerażały mnie, ale nie czułam, żebym miała inne wyjście w chwilach desperacji. Ale może teraz miałam.

Skinęłam głową.

Pocałował mnie w nos.

Zagmatwany, chaotyczny psychopata.

Wsiadłam w powrotem do windy.

— Zeświruję na samą myśl o tobie w tym stroju dziś wieczorem.

Pokręciłam głową, powstrzymując uśmiech. Ale Potwór zrobił krok naprzód i powstrzymał drzwi przed zamknięciem się za nami.

— Gdybym poprosił cię, żebyś jutro wieczorem została w domu, zrobiłabyś to?

Zmrużyłam oczy.

— Dlaczego?

Zamilkł.

A mój niepokój narastał.

— Spotykasz się tu z kimś innym?

Pojawił się ten mroczny uśmiech.

— Nie, kotku — powiedział. — Ale nie masz pojęcia, jak bardzo mnie cieszy, że jesteś zazdrosna.

Otworzyłam usta, żeby zaprzeczyć, że nie jestem zazdrosna, ale jego kciuk musnął moją dolną wargę, całkowicie pozbawiając mnie mowy.

— Chyba zawsze możesz mi się odwdzięczyć przysługą.

Uśmiechnęłam się szeroko.

Przechylił głowę na bok, gdy nacisnęłam na jego klatkę piersiową. Zrobił krok w tył, uwalniając windę.

— Flirtujesz ze mną?

Nacisnęłam przycisk parteru.

— Może i tak, Potworze. Może i tak.

Brak komentarzy