[T] To, co jest między nami: Nazwij mnie zaborczym
Witajcie :) w poniedziałkowy wieczór zapraszam na nowy rozdział tłumaczenia. Nasza dwójka szczerze ze sobą porozmawia i oczywiście będzie bardzo… miło. ;)
Na kolejny rozdział zapraszam za dwa tygodnie. Miłej lektury!
______________
Rozdział 30: Nazwij mnie zaborczym
Październik 2004
Draco był już w jej mieszkaniu, kiedy wróciła do
domu tego popołudnia. Krążył po salonie, jak zwykle był schludny i elegancki,
lecz jego koszula była pognieciona. Włosy opadły mu na czoło, jakby wcześniej
za nie szarpał. Gdy tylko zauważył jej przybycie, gwałtownie odwrócił głowę.
W kilku długich krokach dotarł do niej i objął
jej twarz dłońmi.
— Hermiono — wyszeptał. — Tak cholernie
przepraszam.
— Draco, jest dobrze — westchnęła i wzięła go za
ręce. — Nic mi nie jest. Wszystko zostało wyleczone.
Zmarszczył brwi i przyjrzał się jej policzkowi.
Szare oczy błyszczały niepokojem, a mięśnie szczęki drżały. Kiedy dokładnie ją
obejrzał, westchnął głęboko, a jego ramiona opadły.
— Straciłem panowanie nad sobą. Przepraszam.
Teraz to Hermiona dotknęła jego policzka.
— Cross cię podjudził.
Spojrzał na nią z niedowierzaniem.
— Zamierzałem go zaatakować.
Hermiona przewróciła oczami.
— Chciałeś go ogłuszyć. Szczerze mówiąc, należało
mu się.
Zmrużył oczy.
— Dlaczego jesteś taka spokojna?
Przygryzła wargę i poczuła, jak jej policzki się
rumienią. Delikatnie musnęła kciukiem gładką skórę jego silnej, ogolonej
szczęki.
— Teraz rozumiem powagę sytuacji.
Jego gardło podskoczyło, gdy przełknął ślinę i
odsunął się, przeczesując włosy dłonią.
— Tak. Ja… przyznaję, że czuję się teraz
wyjątkowo rozdrażniony. Zwłaszcza w twojej obecności. — Zacisnął szczękę. — To,
co ci wyznałem…
— Rozumiem, Draco — powiedziała szybko i
zacisnęła dłonie. — Naprawdę. Cóż, może nie rozumiem wszystkiego, bo nie
jestem… w każdym razie… rozumiem wystarczająco. Rozumiem, jaki zamęt wywołuje w
tobie konflikt i rozumiem, z jakimi trudnościami musisz się mierzyć każdego
dnia.
Mrugnął do niej, a w jego oczach pojawiły się
chmury.
— Te trudności nie są takie ciężkie. Nie muszę
codziennie walczyć o to, by postępować właściwie. Nie chodzi o to, by
postępować właściwie. Nie chodzi o to, że po prostu korci mnie, by rzucić na
kogoś Crucio albo ogłosić się panem świata.
— Nie! — Hermiona westchnęła i wyciągnęła do
niego rękę. — Nie, nie o to mi chodziło. — Jęknęła, delikatnie ciągnąc go za
sobą na sofę. Siadając, powiedziała: — Znam to uczucie wewnętrznego konfliktu.
Ja… Nie śniłam tylko o Śmierciożercach. Czasami, podczas Wojny myślałam o tym,
żeby odpuścić. Poddać się. — Przełknęła ślinę i spuściła wzrok na kolana.
Jedyną osobą, której kiedykolwiek o tym powiedziała, była Uzdrowicielka
Ericson. Mimo to czuła, że powinna powiedzieć Draco. Zrozumiałby to w sposób, w
jaki Harry i Ron nie potrafiliby. — Myślałam o tym, jak miło by było po prostu
przestać walczyć. Wiedziałam, że czeka mnie okropny los, ale gdzieś w głębi
duszy chyba myślałam, że… będzie dobrze. Ta myśl wciąż mi towarzyszy. Czasami
mnie prześladuje, ale czasami… cóż, nadal pociesza.
Spojrzała na niego i zobaczyła, że patrzy na nią,
słuchając każdego słowa.
Usiadł zwrócony do niej twarzą, otwartą i uważną.
— Nie sądzisz, że zrobilibyśmy ci krzywdę? —
zapytał sceptycznie.
Przełknęła ślinę.
— Nie, ja… wiedziałam, że prawdopodobnie zostanę
ukarana, zraniona, ale… — Pokręciła głową, a jej policzki zapłonęły. — Chodzi
mi tylko o to, że rozumiem twoją walkę, twoją, no cóż, dwoistość. Chyba w głębi
duszy myślałam, że… nie. To głupia myśl, nieważne.
— Nie. — Położył dłoń na jej kolanie. — Cokolwiek
to jest, to nie jest głupia myśl.
Hermiona przygryzła wargę.
— Myślałam, że mnie nie zabiją, jeśli się poddam.
Bo, pomimo mojego pochodzenia, jestem czarownicą. — Spojrzała na niego z
nadzieją i prawdopodobnie nieco naiwnie. Racjonalnie wiedziała, że
Śmierciożercy by ją zabili, gdyby ją dopadli. Racjonalnie. A w najgłębszych pragnieniach? Cóż, w najciemniejszej
godzinie chciała się poddać, mając nadzieję, że docenią jej wartość akademicką
— a może jakąś inną, bardziej złowrogą. To byłby mroczny świat, owszem, ale ona
by żyła i nie musiałaby walczyć. Policzki ją paliły, gdy spuściła wzrok i
wymamrotała: — Najbystrzejsza Czarownica Swojego Pokolenia. Z pewnością byłabym
do czegoś przydatna… — Zażenowanie
paliło ją, ale nie mogła się powstrzymać. Musiała to powiedzieć. — Nawet gdyby
to miało być tylko moje ciało.
Dłoń Draco wydawała się delikatna, gdy ogarnął
jej włosy za ucho i pochylił się do przodu. Jego usta musnęły jej policzki, gdy
wyszeptał:
— Udawajmy, że skończyłabyś ze mną.
O mało nie zachłysnęła się powietrzem, cofając
się na tyle, by na niego spojrzeć.
— Jak to?
Wpatrywał się w nią.
— Moje nazwisko byłoby potężne. Byłbym potężny. —
Obrysował palcami jej usta i pochylił się bliżej. — Masz rację, jest we mnie
dwoistość i tak, myśl o przyszłości, w której mógłbym być wystarczająco
potężny, by stawiać takie żądania, czasami daje mi ukojenie. Powiedzmy więc, że
bym cię pragnął. — Przełknął ślinę, jego oddech owiał jej skórę gorącym
oddechem. — Mogłem cię pragnąć nawet od lat.
Wstrzymała oddech, a jej brzuch zatrzepotał
gwałtownie z nagłego pragnienia.
— Lat?
Cóż za piękna fantazja.
Poczuła jego oddech na swoich ustach.
— Tak. A gdybym usłyszał, że Złota Dziewczyna
została pojmana, musiałbym ją po prostu mieć. Byłbym wystarczająco silny, by
jej zażądać. — Objął ją dłonią za kark i pochylił się ku niej. — Chciałbym,
żebyś była moja.
Jego usta zderzyły się z jej. Natarczywość w jego
pocałunku była podsycana przez odsłonięty mrok Hermiony. Wlewał się w nią, w
każdą szczelinę jej istoty, rozpalając duszę.
Myśl o tym, że jest więźniem we Dworze Malfoyów,
zawładnęła jej umysłem; Draco będzie jej porywaczem, bo jej pragnie. Będzie ją
chronił i wykorzystywał na równi, bo była jego.
Wiedziała, że to nie będzie romantyczne ani nawet erotyczne; to była toksyczna
myśl, która w prawdziwym życiu byłaby okropna i upokarzająca, ale w nie jej umyśle. W jej umyśle to było wszystko,
jak Draco sprawiał, że się czuła; ból połączony z przyjemnością, strach
połączony z podnieceniem. To była gotowość poddania się, oddania mu kontroli, a
fantazja przytłoczyła ją, gdy jęknęła w jego pocałunku.
W ciągu kilku sekund był już na niej, jego dłonie
krępowały jej nadgarstki, gdy całował jej szyję.
— Co byś mi zrobił? — zdołała wykrztusić.
Draco nie tracił czasu. Sięgnął dłonią do
spódnicy, wsunął się pod jej rąbek i odsunął majtki. Hermiona sapnęła, a
nagłość pożądania bezlitośnie ją przeszyła. W każdym innym stanie umysłu byłaby
zafascynowana tym, z jaką łatwością Draco Malfoy potrafi ją podniecić, ale
teraz mogła się tym tylko cieszyć. Jej ciało było o krok od orgazmu, gdy tylko
jego palce dotknęły jej cipki, a kiedy ją pocierał, jej ciało reagowało jak na
rozkaz.
Wsunął w nią dwa palce, gdy zatopił zęby w jej
szyi, gryząc z taką siłą, że powstał siniak. Hermiona krzyknęła, wypięła biodra
i instynktownie walczyła z jego dłonią, która trzymała jej oba nadgarstki. Był
silny, miał żelazny uścisk, gdy wsuwał i wysuwał z niej palce.
Hermiona poczuła, jak się zaciska, a rozkosz
zbliża się do krawędzi szybciej niż zwykle. Nie mogła sobie wyobrazić, jaką
ulgę przyniesie jej ujawnienie swojej ciemności komuś, o kim wiedziała, że ją
zrozumie, komuś, kto nie będzie jej oceniał, ani próbował naprawić. Czuła taki
wstyd, takie nieopisane upokorzenie, na samą myśl o tym, jak leżała bezsennie w
namiocie, rozmyślając o tym, jak miło byłoby po prostu przestać, poddać się, nawet jeśli oznaczałoby to bycie niewolnicą
kapryśnych Śmierciożeców.
Ta myśl prześladowała ją od lat, ciążyła jej. Za
każdym razem, gdy patrzyła na Harry’ego, Chłopca, Który Przeżył — dwa razy! —
czuła wstyd. Za każdym razem, gdy patrzyła na Rona, który stracił brata, czuła
wstyd. Za każdym razem, gdy patrzyła na Ginny, która czuła w swojej głowie
natrętną magię Voldemorta, czuła wstyd.
Z Draco nie czuła wstydu, lecz ulgę.
Unosiła się na obłokach, gdy usuwał jej ubrania
niecierpliwymi ruchami nadgarstka, i nie stawiała oporu, gdy przewrócił ją na
brzuch i jednym, zdecydowanym ruchem wszedł w nią.
Wtuliła się w poduszki, wbijając paznokcie w
materiał, a jej ciało walczyło i radowało się z wtargnięcia. Draco poruszał się
zdecydowanie, narzucając tempo, które pozbawiało ją tchu i pozbawiało sił. Bez
litości, bez wytchnienia; pieprzył ją tak, jakby od tego zależało ich życie,
namiętność i furia naprzemiennie, a siła jego pchnięć smagała jej wnętrzności w
najlepszy możliwy sposób.
Nie minęło dużo czasu, zanim jego nieustanne
pchnięcia doprowadziły ją do szału, a Draco rzucił się na nią. Byli wirem potu,
wydzielin, dyszenia, jęków i stęknięć, gdy opróżniał się w niej, a jego oddech
zmagał jej szyję.
— Kurwa — mruknął w jej ramię. — Przepraszam.
— Nie — wyszeptała, a serce waliło jej jak
szalone. — W porządku. Po prostu było… bardzo wybuchowo.
Zadrżała, gdy jego usta musnęły jej łopatkę.
— Nie lubię tego detektywa.
Hermiona odwróciła głowę, by oprzeć policzek o
siedzenie.
— Dlaczego? Wydaje się bardzo kompetentny.
Zamruczał za nią, przygniatając ją ciężarem
swojego ciała.
— Nazwij mnie zaborczym.
Uśmiechnęła się, mimo że jej usta drżały.
Słysząc, jak mówi to, leżąc na niej, wciąż w niej, poczuła ucisk w żołądku.
— Chcesz być moim asystentem?
— Lepiej ja niż on — mruknął i poruszył się.
Hermiona jęknęła, gdy się wycofał, a jego sperma
spływała między jej bolące wargi.
— Draco — mruknęła, ale nie musiała nic mówić,
zanim usłyszała, jak usuwa bałagan między jej nogami.
Odwrócenie się wymagało od niej ogromnego wysiłku;
jego szaleńcze tempo sprawiało, że seks przypominał szybki, ale niezwykle
intensywny trening, a całe jej ciało mrowiło z nagłego zmęczenia.
Draco wciągał spodnie i wkrótce wyglądał równie
schludnie jak zawsze. Zdradziły go jedynie zaczerwienienia na szyi i zapadnięte
policzki. Hermiona nawet nie zwróciła uwagi na to, że jest naga, a on nie.
Teraz było to naturalne, ale brakowało jej widoku jego boskiej sylwetki.
— Wszystko w porządku?
Zwyczajowe pytanie było jak urwisko w czasie
burzy — stanowcze i pewne.
— Tak. — Hermiona skinęła głową i podwinęła nogi.
— Myślę, że to powinna być scena.
Uniósł brew.
— Co?
Hermiona przygryzła wargę.
— Że… że skończę z tobą. Że ty mnie, cóż,
złapiesz. Kiedy… kiedy się przebierzemy.
Zmrużył oczy, zastanawiając się; obawiała się, że
mogła przecenić jego chęć do uległości, a może źle zrozumieć jego intencje, gdy
nagle dotarło do niej, co się stało, a jego usta wykrzywiły się w szelmowskim
uśmiechu.
— Jesteś tego pewna, Granger?
Jej serce zabiło mocniej, gdy uśmiechnęła się
nerwowo.
— Jeśli oczywiście tego chcesz.
— W sensie czy chcę sprawować nad tobą tak
rozkoszną władzę? — Uśmiechnął się szeroko. Wyciągając rękę, by pogłaskać ją po
włosach, powiedział: — Pytasz, czy chcę cię związać, trochę nastraszyć i
poćwiczyć na tobie jakieś podejrzane i wątpliwe taktyki władzy, zanim wyrucham
cię do nieprzytomności? Co o tym myślisz, kochanie?
Hermiona poczuła, jak puls przyspiesza jej na
samą myśl, a w ustach robi jej się sucho. Pomysł był diabelnie kuszący, choć
wiedziała, że nie powinien. Ale to, co zakazane, było tak bardzo intrygujące.
Zamrugała, czując bijące w piersi serce.
— Jesteś pewien, że tego chcesz?
Coś zmieniło się w jego oczach, gdy westchnął.
— Muszę przyznać, że mam pewne obawy.
Przełknęła ślinę i odsunęła się.
— Draco, nie powinniśmy, jeśli nie…
— Och, zrobimy to — powiedział stanowczo. — Mam
pewne obawy, że mogę chcieć tego trochę za bardzo. — Spojrzał na jej usta i
odgarnął kosmyk włosów za ucho. — Bardzo chcę to zrobić, ale nie chcę, żebyś
potem patrzyła na mnie inaczej, kochanie.
Hermiona oblizała wargi.
— Nie będę. Przynajmniej nie negatywnie. Jestem
tego pewna.
— Naprawdę? — zapytał, marszcząc brwi. — To może
wydawać się realne, wiesz. Może cię przestraszyć. Na serio. Nie chcę wyrządzić
ci żadnej krzywdy, fizycznej ani psychicznej. Nie chcę cię hamować w procesie
gojenia ran.
Pokręciła głową i podeszła bliżej.
— Myślę, że to mnie popchnie do przodu —
powiedziała. — Pomoże mi przezwyciężyć moje lęki. — Przygryzła wargę i
przeciągnęła dłonią po jego piersi. — Chyba muszę to poczuć, ten strach. Chyba
muszę się porządnie przestraszyć… a potem ktoś się mną zaopiekuje.
Westchnął i pieścił jej policzek czułymi ruchami.
— Złoczyńca i bohater. Będę jednym i drugim.
Mrugnęła, a jej serce niemal podwoiło rytm. Och,
to było zbyt piękne, by mogło być prawdziwe. Niebezpieczne. Odwracając wzrok,
zmartwiona, że dostrzeże desperację w jej oczach, odsunęła się i zapytała:
— Gdzie moje ubrania?
— Nie wiem — wycedził i westchnął. — Chyba gdzieś
tam?
Wskazał na sypialnię, a Hermiona dostrzegła białą
bluzkę wystającą z otwartych drzwi.
Draco spojrzał na nią, jego oczy wciąż były
czarne od pożądania, gdy ją mijał. Zatrzymał się na chwilę na jej piersiach, a
na jego twarzy znów pojawił się uśmieszek, po czym powoli podniósł wzrok.
— Jesteś cholernie piękna, Hermiono.
Chociaż z pewnością zarumieniła się od seksu,
poczuła, jak policzki płoną jej od komplementu. Nie, to nie był tylko
komplement — to była deklaracja.
Jego burzliwe oczy błysnęły.
— Detektyw też to widzi.
Hermiona początkowo była zaskoczona, ale szybko
westchnęła i uśmiechnęła się.
— Draco, on jest żonaty. I to szczęśliwie.
Twarz Draco zmieniła się na jej oczach. Najpierw
wydawał się zdezorientowany, a potem zawstydzony. Zamknął oczy i westchnął
ciężko, opierając twarz na dłoni.
— Kurwa. Oczywiście, że tak, a ja jestem głupcem.
— Tak, ale jesteś bardzo słodkim głupcem. —
Zachichotała i podeszła bliżej. — Tylko… proszę, nie groź mu sparaliżowaniem.
Draco zacisnął szczękę i objął ją w talii.
Krzyknęła i zaśmiała się, gdy pociągnął ją na swoje kolana, chowając twarz w
zagłębieniu jej szyi.
— Nie mogę składać takich obietnic. Małżeństwo
niekoniecznie zapewnia mężczyznom bezpieczeństwo.
— Co? Zdradziłbyś swoją żonę? — prychnęła.
Uniósł głowę i spojrzał na nią. Coś zmieniło się
w jego szarych oczach, tęczówki były otchłanią niewypowiedzianych uczuć.
— To zależy.
Hermiona poczuła ucisk w piersi.
— Od czego?
Jego wzrok powędrował na jej usta, zatrzymał się
na chwilę, zanim wrócił do jej oczu.
— Od tego, z kim jestem żonaty.
Coś ścisnęło Hermionę w żołądku, coś
przypominającego tęsknotę. Ale wiedziała, że to nieosiągalne marzenie, coś, co
będzie istnieć tylko w jej umyśle. Zagryzła wargi, odpędzając myśli, delikatnie
zsunęła się z jego kolan i wstała.
— Umieram z głodu. Może chciałabyś zostać i
zamówić coś do jedzenia, a może obejrzeć jeszcze jeden odcinek?
Draco odchylił się do tyłu, jego wzrok błądził po
jej nagości.
— Tylko pozostaniesz w takim stanie, z cyckami i
tyłkiem na wierzchu.
Prychnęła i skierowała się do sypialni. Ubrania,
które z niej usunął, wylądowały rozrzucone na podłodze, a stanik zwisał z gałki
jednej z kolumn łóżka. Hermiona uśmiechnęła się i pokręciła głową. Koszulka
Draco do Quidditcha leżała na jej łóżku, sięgnęła po nią i włożyła. Co zabawne,
sprawiła, że poczuła się kochana w sposób, w jaki nigdy nie czuła się w
koszulce Rona. Ukradła koszulkę Ronowi, a on zawsze narzekał, że nie ma
wystarczająco dużo pieniędzy, żeby kupić nową — choć wiedziała, że to kłamstwo.
Nigdy nie patrzył na nią w swojej koszulce tak, jak Draco na nią patrzył. Poza
tym, koszulka Malfoya była większa. Och, Ron byłby zażenowany.
Para ładnych, białych, koronkowych majtek
dopełniała srebro koszulki i postanowiła okazać mu tę odrobinę łaski.
— Zawsze mogę znaleźć złoty środek — powiedziała,
wchodząc do salonu.
Jednak zamarła, gdy zobaczyła coś, czego nigdy
się nie spodziewała: Draco siedział na sofie, a obok niego Krzywołap uformowany
w futrzany bochenek chleba. Miał przymknięte oczy i uszy lekko na skos. Kot był
zadowolony.
Draco spojrzał na nią niedowierzającym
spojrzeniem i jego usta natychmiast wykrzywiły się w drapieżnym uśmiechu.
— Ta koszulka nigdy nie wyglądała na mnie nawet w
połowie tak dobrze jak na tobie.
Hermiona przygryzła wargę, żeby powstrzymać
uśmiech.
— A to?
Powoli uniosła rąbek koszulki, odsłaniając
koronkową bieliznę. Obróciła się powoli, upewniając się, że zauważył, jak
dobrze te majtki wyglądają na jej tyłku.
Źrenice Draco rozszerzyły się, a jego usta
rozchyliły. To było absurdalne, zważywszy na to, że pieprzył ją zaledwie kilka
minut wcześniej.
— Jesteś cholerną kusicielką, Granger.
Zachichotała i sięgnęła po swoją torebkę z
koralikami, żeby przywołać telefon.
— Lubisz indyjskie jedzenie?
Uniósł brwi i wzruszył ramionami.
— Nigdy nie próbowałem.
— A próbowałeś kiedykolwiek mugolskiego?
Spojrzał na nią zmęczonym wzrokiem i zacisnął
usta w cienką linię.
— Tak, Granger. Próbowałem mugolskiego jedzenia.
Nie jestem kompletnym ignorantem. Zdajesz sobie sprawę, że to tylko jedzenie, prawda?
— Wow — zażartowała, wybierając numer indyjskiej
restauracji za rogiem. — Draco Malfoy, znawca mugolskiej kuchni. Chodziło mi o
jedzenie, którego nie przyrządziły skrzaty.
Przewrócił oczami, gdy zamówiła kurczaka w maśle,
kormę, palak paneer i naan. Gdy skończyła, wzięła Krzywołapa na ręce i
rozsiadła się wygodnie na sofie z kotem na kolanach.
— Naprawdę byłeś zazdrosny? — zapytała ostrożnie.
Draco prychnął i przerzucił rękę przez oparcie
sofy, dotykając palcami jej włosów. Bawiąc się lokami, powiedział:
— Mówiłem ci, jestem zaborczy. Nie lubię się
dzielić. Nigdy nie lubiłem. Jestem jedynakiem i tak dalej. Nie lubię, kiedy
inni gapią się na to, co jest moje.
— Więc jestem twoja? — spróbowała, a serce zabiło
jej mocniej.
Uśmiechnął się z samozadowoleniem, głaszcząc
palcami tył jej głowy.
— Oczywiście.
— To bezczelne z twojej strony — powiedziała, nie
mogąc powstrzymać uśmiechu.
— Uważaj, Granger — ostrzegł żartobliwie,
wplatając palce w jej włosy.
— Cóż, przede wszystkim należę do Krzywołapa.
Podrapała kota za uszami, tak jak Draco drapał za
jej uszami.
— Więc muszę rywalizować z kotem? — wycedził i uniósł brew. — Bo będę.
Kot odwrócił głowę do Draco i wyciągnął swoje
potężne łapy.
Hermiona zachichotała.
— Myślę, że przyjmuje to wyzwanie.
Kiedy przywieziono jedzenie, Hermiona rzuciła się
do drzwi, mimo sprzeciwu Draco. Potem jeszcze trochę ją zrugał, że nie rozumie
powagi jego zaborczości.
— Jesteś praktycznie naga! Chcesz, żebym poszedł
za tym facetem i go przeklął? — dodał jeszcze mroczniejszym tonem. — A może
przydałaby ci się porządna kara za to, że mnie tak drażnisz.
Hermiona uśmiechnęła się, zdeterminowana, by
pozwolić sobie na tę grę. Być może w jego niechęci do dzielenia się było ziarno
prawdy; Draco był jedynakiem, tak jak Hermiona, i wiedziała z własnego
doświadczenia, że większość osób wychowywanych jako jedynacy nie chce się
dzielić.
Z pewnością nie chciał się podzielić kurczakiem w
maśle i kormą. Zjadł oba, razem z ponad połową chleba naan. Hermiona musiała
ukraść kilka łyżek kormy i prawie ukryć kawałek chleba, żeby mieć pewność, że
zje choć trochę.
— Nie, nie — mruknął z ustami pełnymi pysznego
kurczaka — jedz te serowe rzeczy. Jagnięcina i kurczak są moje.
Hermiona pękała ze śmiechu.
Kiedy skończyli (a Draco nawet wydrapał pojemnik
z „serowymi rzeczami”), jego głowa zastąpiła Krzywołapa na jej kolanach.
Delikatnie przeczesywała palcami jego jedwabiste
włosy, podczas gdy Elizabeth próbowała przetrwać kolację w Ronign’s Park. Było
miło. Zbyt miło.
Gdzieś w połowie zrobili sobie przerwę i
zaparzyli herbatę, i choć Draco wciąż narzekał na jej herbatę w torebkach,
zdawał się ją lubić. Przez resztę odcinka Hermiona wtuliła się w niego,
zarzucił dłoń na jej ramiona, a jej głowa opierała się o jego pierś.
Kiedy odcinek dobiegał końca, pan Darcy wpadł do
pokoju Elizabeth, gotowy wyznać jej miłość.
Draco delikatnie uniósł jej podbródek, by stanęła
z nim twarzą w twarz, i uśmiechnął się ironicznie, ten zadufany w sobie dupek.
— Czujesz coś szczególnego?
Chciała wystawić język — prawie to zrobiła — ale
nie mogła zaprzeczyć, że poczuła ucisk w żołądku, gdy te słowa padły na
ekranie.
Musisz
pozwolić mi powiedzieć, jak żarliwie cię podziwiam i kocham.
W istocie, oświadczyny pana Darcy’ego na zawsze
zmieniły swój sens w jej głowie.
Odcinek zakończył się przy dźwiękach piosenki
przewodniej. Draco pogłaskał Hermionę po ramieniu i westchnął głęboko, jakby
szykował się do wyjścia.
— Ron się żeni. — Nie planowała mu tego mówić; po
prostu wyrwało jej się to z piersi. Ale Draco znieruchomiał pod nią i z trudem
przełknęła ślinę. — Żeni się z Vanessą Clearwater.
— Tego dotyczyła ta kolacja? — zapytał.
Hermiona westchnęła i skinęła głową. Słyszała
bicie jego serca, równe i mocne.
— I dlatego Ginny pojawiła się bez zapowiedzi.
Ron chciał przekazać wieści podczas kolacji.
— Elokwentny jak zawsze — wycedził.
— To nie powinno być problemem — mruknęła i
przygryzła wargę. — Nie mam prawa być zła. Zerwaliśmy lata temu.
— Ale się zdenerwowałaś.
To nie było pytanie, a ton jego głosu był kwaśny,
zupełnie jak ten zwykły ton z czasów szkolnych.
Hermiona westchnęła i odsunęła się.
— Tak, zdenerwowałam się.
Draco miał napiętą szczękę, a jego wzrok był
mocny. Skinął głową i spojrzał w drugą stronę.
— Cóż, pewnie zawsze będziesz coś czuła do
Łasica.
— Co? — wyszeptała Hermiona. — Nie! — Westchnęła.
— Nie, nie o to chodzi. Nie żywię już do Ronalda żadnych romantycznych uczuć.
Nie żywiłam do niego takich od dawna.
Zmarszczył brwi i spojrzał na nią.
— To dlaczego się zdenerwowałaś?
— Bo to on się żeni! — prychnęła. Potem westchnęła z frustracją i spojrzała w
sufit. — On się żeni, a ja nie. Zawsze myślałam, że Ron i ja założymy razem
rodzinę, że nasze dzieci będą kuzynami dzieci Harry’ego i Ginny. — Pokręciła
głową i przygryzła wewnętrzną stronę policzka. — Nie wiem — mruknęła i
odwróciła wzrok. — Jestem zła, bo nie musiał niczego poświęcać dla naszego
związku. Zawsze krytykował mnie za to, że nie byłam dla niego wystarczająco
dobrą „dziewczyną”. On zakończył nasz
związek, a teraz się żeni. Jestem
zła, bo to niesprawiedliwe. Czuję się porzucona. Zapomniana. Jego i Harry’ego
dzieci będą dorastać razem, będą przyjaciółmi, a moje… — Ugryzła się w język i
spojrzała na paznokcie, które zaciekle obgryzała. — Nie jestem pewna, czy w
ogóle będę miała dzieci.
Draco milczał przez chwilę, a Hermiona czekała,
aż powie jej, jak późno się robi i że musi wracać do domu. Ale on wybrał coś
innego. Objął jej dłoń, powstrzymując ją od obgryzania, i zapytał:
— Dlaczego? Nie chcesz dzieci?
Spojrzała na niego zaskoczona.
— Tak, chcę. Cóż, chyba chcę — powiedziała cicho
i wzruszyła ramionami. — Nie wiem. Po prostu… zawsze wyobrażałam sobie, że
jestem częścią rodziny Potterów i Weasleyów. Urodziny, Boże Narodzenie, wakacje
— nie wiem, czy naprawdę chcę dużej rodziny, ale zawsze czułam jakąś dziwną
pustkę w środku, widząc interakcję Rona z jego rodzeństwem. Jakbym czegoś nie
rozumiała. — Westchnęła, opuszczając ramiona. — Moi rodzice i ja byliśmy
jednością. Robiliśmy wszystko razem. Kiedy dowiedzieliśmy się, że jestem
czarownicą, ta jedność… pękła. Jakbym już do nich nie pasowała. — Przełknęła
ślinę i objęła się, a dłoń Draco opadła na jej kolana. — A wkraczając do Świata
Czarodziejów jako mugolaczka… cóż, też tam nie pasowałam. Ale z Weasleyami
czułam, że tu pasuję. — Spojrzała na niego i zaskoczył ją nieufny grymas na
jego twarzy. Zacisnęła szczękę. — Przepraszam — mruknęła. — Rozumiem, że nie
chcesz o tym słuchać.
— Hermiono — ostrzegł i ponownie chwycił ją za
rękę. — Mów dalej, kochanie.
Walczyła ze łzami, które paliły ją w oczach;
niech ją diabli wezmą, jeśli znów
będzie przy nim płakać. Nagle stała się płaczką? Pokręciła głową.
— Nic nie czuję do Rona. Nie chcę być jego żoną.
Po prostu… cóż, jego ślub to okrutne przypomnienie, że nią nie jestem. Harry i
Ginny mają już swoją małą rodzinę, a teraz Ron ma nową beze mnie, a ja zostałam
sama. Moja własna rodzina… cóż, zniszczyłam ją. Teraz mama i tata żyją
najlepszym życiem po drugiej stronie świata, bez żadnych wspomnień o mnie,
jakbym nigdy nie istniała. — Mocno zacisnęła szczękę, mrugając, by powstrzymać
łzy. — Utrzymałam ich wszystkich na powierzchni, ale czuję się, jakbym została
sama, tonąc.
Draco uniósł jej dłoń do swoich ust.
— Nie toniesz, Hermiono. Mam cię. Obiecuję.
To wywołało uśmiech na jej twarzy, ale był to
bolesny uśmiech. Chciała go zapytać, jak długo. Jaki ma plan? Co miała zrobić,
kiedy już znajdzie miłą dziewczynę czystej krwi, z którą mógłby się ożenić?
Hermiona nie miała złudzeń. Draco Malfoy nigdy nie zmarnowałby wszystkiego dla
mugolaczki.
Odchrząknęła i pokręciła głową, by pozbyć się
melancholii. Zmieniła pozycję i spojrzała na niego poważnie.
— Przepraszam, ciągle mówię tylko o sobie. A co z
tobą? Nie chcesz kiedyś mieć własnej rodziny?
Draco uniósł brew, najwyraźniej nieco zaskoczony
tą zmianą. Westchnął i odwrócił się do niej, opierając jedną rękę na oparciu
sofy.
— Kiedyś. — Jego wzrok powędrował na chwilę ku
jej ustom, a potem znowu do oczu. — Kiedy nadejdzie właściwy czas.
Serce Hermiony waliło jak młotem. Pragnął rodziny. Może nie chodziło tylko
o obowiązek — może aktywnie szukał odpowiedniej kobiety, kogoś, kto przedłuży
jego rodowe nazwisko. Pięknej, opanowanej, czarownicy czystej krwi.
— Chciałbym mieć możliwość naprawienia wszystkich
krzywd wyrządzonych przez moich rodziców — kontynuował, marszcząc brwi.
Hermiona przełknęła ślinę, próbując ukryć
rozczarowanie.
— Miałeś trudne dzieciństwo?
Poruszył się i prychnął.
— Na początku nie. Miałem bardzo szczęśliwe
dzieciństwo, dopóki nie powrócił Czarny Pan. Byłem kochany zarówno przez matkę,
jak i ojca, rozpieszczany jak nikt inny, ale z tym nazwiskiem zawsze wiązały
się oczekiwania i ograniczenia, i chciałbym wychować moje dzieci z dużo mniej
antagonistycznym spojrzeniem na świat. — Zacisnął szczękę. — Przypuszczam, że
większość ludzi uważa, że miałem okropne dzieciństwo z powodu przestępstw
mojego ojca, ale to nieprawda. To nie on był powodem, dla którego moje nastoletnie
lata były, cóż, trudne. Zawsze był
dobrym ojcem, tylko niezbyt dobrym wzorem do naśladowania.
Hermiona przygryzła dolną wargę i obciągnęła
rąbek koszulki, którą miała na sobie.
— Więc chciałbyś być lepszy.
— Idealny. — Zaśmiał się. — Nie wiem, czy mi się
to uda, ale chyba mimo wszystko chciałbym spróbować.
Spojrzała na niego, czując ucisk w piersi i
uniesienie serca; Draco byłby wspaniałym ojcem, czuła to. Byłby troskliwy,
wyrozumiały i cierpliwy, a co najważniejsze, wierzyła mu, gdy mówił, że chce
wychować swoje dzieci na ludzi o otwartych umysłach. Być może los naprawdę się
odwracał, a dominacja czystej krwi odchodziła w zapomnienie; Draco miał być
tego częścią, pokazując światu, że potrafi utrzymać czystej krwi rodzinę, która
nie patrzyłaby z góry na innych. Ale to był klucz — rodzina o czystej krwi.
Przełknęła ślinę i spuściła wzrok.
— Jestem pewna, że kiedyś ci się uda.
Prychnął i zamiast odpowiedzieć, przyciągnął ją
do siebie, całując w czubek głowy. Został nawet na kolejny odcinek Dumy i Uprzedzenia. Nie musiała nawet o
to prosić.
~*~*~*~*~*~*~*~
W ciągu
dwóch lat (dwudziestu czterech miesięcy) od ceremonii zaślubin, musi urodzić
się zdrowe, magiczne potomstwo rodu Malfoyów. W przypadku niespełnienia tego
warunku, małżeństwo zostanie rozpatrzone pod kątem dobra rodu Malfoyów.
Dodatkowy
rok po upływie początkowych dwudziestu czterech miesięcy może być dozwolony,
pod warunkiem medycznego potwierdzenia płodności obojga małżonków oraz
pisemnego zamiaru poczęcia.
Nieurodzenie
legalnego, magicznego dziecka w wyznaczonym terminie od dwudziestu czterech do
trzydziestu sześciu miesięcy skutkuje natychmiastowym rozwiązaniem więzi
małżeńskiej. W takim przypadku osoba trzecia nie będzie miała żadnych udziałów
w majątku Malfoyów. W przypadku istnienia posagu, kwota ta zostanie zwrócona w
całości. Wszelkie koszty leczenia związane z próbami poczęcia w rodzie Malfoyów
zostaną pokryte z krypty Malfoyów.
Draco przeczytał tekst jeszcze raz z zaciśniętymi
zębami. To było cholernie brutalne.
Po rozmowie z Hermioną na początku tego tygodnia
pozwolił sobie na nadzieję, jakiej nie miał wcześniej; chciała wyjść za mąż.
Chciała mieć rodzinę. Jeśli będzie miał szczęście, może nawet zgodzi się ją z nim założyć. Nie żeby cokolwiek brał za
pewnik i nie był na tyle głupi, by zakładać, że zaakceptuje go tylko dlatego,
że uprawiają seks. Ale chodziło o coś więcej niż seks — Hermiona Granger z
pewnością była wystarczająco mądra, żeby to wiedzieć. Jeszcze niedawno
twierdziła, że nawet się nie przyjaźnią,
ale Draco chciał w to wierzyć. Dzielili się ze sobą rzeczami, o których nie
mówili innym ludziom, sprawami głęboko prywatnymi. Ufał jej, że zachowa jego
sekrety dla siebie, tak jak miał nadzieję, że ona również mu zaufa.
Wątpił, by rozmawiała z wieloma ludźmi o swoich
uczuciach dotyczących ślubu Łasica. Być może Potterowa wiedziała, może nawet
Potter, ale jeśli Draco zaliczał się do tych nielicznych, uważał się za
szczęściarza. Spośród wszystkich losów, jakie można było wygrać, i spośród
tych, jakie Draco kiedykolwiek wygrał, zaufanie Hermiony było najcenniejsze.
Ale nigdy nie zaakceptowałby kontraktu
małżeńskiego, który zmuszałby ją do zajścia w ciążę w ciągu trzech lat od
ceremonii zaślubin. Nawet jeśli chciała dzieci, ten warunek był po prostu zbyt
dużą presją. To nie było sprawiedliwe, a zwłaszcza nie wobec kobiety.
Draco poczuł, jak w piersi zaciska mu się mocny
węzeł, gdy myślał o matce; została zmuszona do przyjęcia podobnej umowy i
wiedział, że jej ciąża miała bardzo ciężki przebieg. Narodziny Draco były
traumatycznym przeżyciem dla Narcyzy i dlatego był jedynakiem. Myśl o tym, że
wywierana jest na nią presja tradycyjnego kontraktu małżeńskiego, jeszcze
bardziej wszystko utrudniała. Nie chciał, żeby jego żona przechodziła przez to
samo.
Prawnik, pan Ainsworth, siedział po drugiej
stronie biurka, okulary niepewnie spoczywały na czubku jego nosa, a niemal
turkusowe oczy wpatrywały się w Draco.
— Czy jest jakiś problem, panie Malfoy?
Draco westchnął i podniósł wzrok.
— Wydaje się niesprawiedliwe, że mamy tylko trzy
lata na spłodzenie dziecka.
Prawnik mruknął coś pod nosem i skinął głową.
— Rozumiem pańskie obawy, ale obawiam się, że
pańscy przodkowie byli bardzo wybredni w tej kwestii. — Spojrzał na Draco znad
okularów, jego usta opadły. — Z tego, co rozumiem, panna młoda, o której mowa,
jest mugolaczką. Zgadza się?
Draco przejechał językiem po zębach.
— Tak.
Pan Ainsworth skinął głową i poprawił okulary.
— Oczywiście, dlatego warunkiem jest magiczne potomstwo.
— Ale co to ma znaczyć? — mruknął Draco i zmrużył
oczy. — Myśli pan, że mugolaki mają mniejsze szanse na spłodzenie magicznych
dzieci?
— Nic z tych rzeczy — odparł. — Po prostu nie ma
danych na ten temat tak jak o czarodziejach czystej krwi lub półkrwi.
Draco wykrzywił usta z pogardą.
Prawnik uniósł ręce.
— Ale oczywiście ród Malfoyów jest bardzo silny.
Pradawna krew i pradawna magia.
— Chcę zmienić ten warunek — powiedział Draco. —
Nie chcę, żeby istniał limit czasowy. Sama intencja
poczęcia wystarczy.
— Jak powiedziałem — naciskał mężczyzna — twoi
przodkowie byli nieugięci. Nie mogę tego zmienić.
— Nie możesz — wycedził Draco — czy nie chcesz?
Pan Ainsworth westchnął.
— To i to. Ale, jak widzisz, ten warunek zależy
od ceremonii zaślubin. Zawsze możesz
przełożyć ceremonię, aż będziesz pewien, że twoja narzeczona spodziewa się
dziecka.
— Więc nie mogę się z nią ożenić, dopóki nie
zajdzie w ciążę? — dopytywał Draco.
— Możesz ją poślubić
— powiedział prawnik. — Ale ceremonia
zaślubin wymaga urodzenia dziecka w ciągu trzech lat.
Draco przewrócił oczami. Małżeństwo, ceremonia
zaślubin — to było to samo. Wiedział, że mogliby wziąć mugolski ślub, ale to
nie związałoby jego przyszłej żony z magią jego rodziny i nie dałoby jej
żadnych praw do majątku Malfoyów. Dla niezależnej kobiety, takiej jak Hermiona
Granger, mogło to nie mieć znaczenia, ale jeśli Draco chciał spędzić z nią
resztę życia, chciał to zrobić jako mąż i żona, magicznie połączeni miłością i
oddaniem, lecz ona nigdy nie zgodziłaby się na taki warunek.
— Przedłuż ten warunek do pięciu lat — powiedział
Draco. — Sześćdziesiąt miesięcy. Trzy lata na naturalne poczęcie i dwa kolejne
po tym. Jeśli się nie uda… jeśli ona nie zajdzie w ciążę, a ja będę w pełni sił
witalnych, ożenię się ponownie.
Pan Ainsworth odchylił się na krześle i
zmarszczył brwi.
— Mógłbym sporządzić wniosek do rozpatrzenia
przez pańskiego ojca.
— Z całym szacunkiem, panie Ainsworth — wycedził
Draco — jestem jedynym zarządzającym
majątkiem Malfoyów. Mój ojciec odsiaduje dożywocie w Azkabanie za udział w
Wojnie. Nigdy więcej nie będzie głową tej rodziny, nawet jeśli zostanie
zwolniony z aresztu. — Spojrzał na starca lodowatym wzrokiem. — Zmień ten
warunek.
Prawnik zmrużył oczy, jakby oceniając Draco, ale
westchnął po chwili.
— Dobrze. Czy jest coś jeszcze w kontrakcie, co
się panu nie podoba?
— Poza tym warunkiem?
— Tak, dokładnie.
Draco westchnął i ponownie spojrzał w kontrakt.
Były w nim punkty mówiące o tym, że osoba trzecia nie powinna robić ani mówić
niczego, co mogłoby splamić nazwisko Malfoyów, nawet w przypadku niewierności.
Były punkty mówiące o okazywaniu publicznego wsparcia w jakimkolwiek
przedsięwzięciu. Były nawet zapisy mówiące o tym, że osoba trzecia musi przyjąć
nazwisko Malfoyów. Nie miało znaczenia, czy osoba trzecia była mężczyzną czy
kobietą — musiała przyjąć nazwisko Malfoyów. Były punkty opisujące procedurę na
wypadek śmierci potomka Malfoyów przed pojawieniem się spadkobiercy, a
najdłuższy punkt kontraktu dotyczył szczegółów na wypadek rozwodu. Wcześniej
ustalono pewną kwotę i widząc ją, Draco nie mógł powstrzymać się od śmiechu.
Była to absurdalnie mała suma, biorąc pod uwagę ogrom majątku Malfoyów. Ale,
jak pomyślał, nazwisko Malfoy nie przetrwałoby wieków, emanując skrupulatnością
i egoizmem.
Westchnął głęboko.
— Nie w tej chwili.
— Dobrze, panie Malfoy — powiedział pan Ainsworth
i zebrał papiery. Wkładając je do teczki, wyciągnął kolejny i podał Draco. —
Oto lista wszystkich rezydencji Malfoyów w Europie. Zwyczajowo w kontrakcie
małżeńskim uwzględnia się główną rezydencję nowożeńców.
Draco przyjrzał się liście. Była zaskakująco
długa.
— Nie wiedziałem, że mamy ich aż tyle. Kto się
tym wszystkim zajmuje?
Prawnik poprawił się na krześle.
— Twój ojciec zlecił mi to zadanie, kiedy został
skazany. Mogę cię tego nauczyć, jeśli chciałbyś…
— Nie — mruknął i przejrzał listę. — Nie jestem
tym zainteresowany. Jestem pewny, że świetnie sobie dajesz radę.
— Lokalizacje oznaczone gwiazdką są obecnie
zamieszkane — powiedział pan Ainsworth. — Ale w razie potrzeby można przenieść
lokatorów.
Spoglądając na listę, posiadłość tuż obok
Hampstead Heath w Londynie wydało mu się szczególnie interesujące.
— A to?
— Och — powiedział pan Ainsworth z uśmiechem. —
To śliczny, mały domek z widokiem na dzicz. O ile się nie mylę, twój dziadek,
Abraxas, mieszkał tam z twoją babcią, zanim przeprowadzili się do Dworu, ale
przez lata posiadłość była utrzymywana w dobrym stanie. To urokliwa okolica.
Powinieneś go obejrzeć.
— Jest pusty?
— Tak. — Pan Ainsworth skinął głową. — Dom
Hampstead nie jest do wynajęcia.
Draco mruknął pod nosem, bardzo zaintrygowany.
~*~*~*~*~*~*~*~
Padał deszcz, ale podczas gdy nieliczni
londyńczycy, którzy przechodzili obok, rozłożyli parasole, Draco rzucił na
siebie dyskretny urok odpychający deszcz. Parasole po prostu nie pasowały do
jego trzyczęściowego garnituru.
Dom przed nim znajdował się za zamkniętą, dużą,
czarną, żelazną bramą. Podjazd prowadził na niewielkie wzniesienie, gdzie stał
uroczy domek z widokiem na Hampstead Heath. Draco zmarszczył brwi, obserwując
podwórko; było trochę zbyt osobliwe jak na jego gust, ale przypuszczał, że to
miejsce emanowało pewnym, cóż, spokojem. Urokiem. Może trochę zbyt romantycznym
jak na jego gust, ale z pewnością zawierało w sobie nutę sentymentalizmu.
Wyciągnął rękę i musnął palcami metalową bramę, a
powietrze przed nim zadrżało, gdy potężne zaklęcia rozpoznały jego krew. Brama
z cichym skrzypnięciem otworzyła się, a Draco wszedł na podjazd. Natychmiast po
zamknięciu, odgłosy ulicy ucichły. Powietrze było świeże i przyjazne, ptaki
ćwierkały na okolicznościowych drzewach, a zapach deszczu na kolorowych
liściach koił.
Dom, niewielki zdaniem Draco, miał wejście z parą
wąskich drzwi. Były ciemnoczerwone na tle ciemnoszarego kamienia, ze złotymi
kołatkami i klamkami. Zmarszczył nos, nie mogąc zignorować niepokojącego
zestawienia kolorów na domu jego rodziny. Jedynym znajomym elementem była
zieleń otulająca ściany i otaczająca karmazynowe drzwi.
Westchnął i sięgnął do klamki, wiedząc, że
otworzy się dla niego. Wchodząc do środka, ogarnęło go dziwne poczucie
komfortu. Dom był jakby owiany urokiem zastoju; żadnego kurzu, żadnego dziwnego
zapachu, żadnego śladu opuszczenia — był przytulny, gościnny i ciepły.
Drewniane podłogi skrzypiały cicho, gdy wchodził głębiej do głównego holu.
Schody prowadziły na piętro, kuchnia była po prawej stronie, duża jadalnia po
lewej, a za nią salon i kolejne dwoje drzwi dalej.
Draco najpierw wszedł do kuchni. Była stara i
nieco przestarzała, ale nienagannie utrzymana. Czuł niemal zapach świeżo
upieczonych bułeczek i kawy w powietrzu. Było cudownie.
Za kuchnią znajdował się mniejszy pokój, który
wyglądał na pokój gościnny lub gabinet, z oknem wychodzącym na piękny ogród z
dużym drzewem glicynii rosnącym na trawniku.
Jadalnia była pokaźnych rozmiarów i z łatwością
można było ją przekształcić w małą, wiejską salę balową, ale i tak była
mniejsza niż ta, do której Draco był przyzwyczajony. Salon był znacznie
mniejszy niż we Dworze, ale kominek był duży i dobrze utrzymany, meble
wyglądały na uwodzicielsko wygodne, a regały na książki wzdłuż ścian świadczyły
o obsesji babci Draco na punkcie książek. Z drugiej strony, były puste i Draco
podejrzewał, że dziadkowie zabrali książki, kiedy wprowadzili się do Dworu.
Przypomniał sobie pierwszą książkę, którą dostał
od babci; była to gruba książka historyczna, zdecydowanie zbyt zaawansowana dla
czterolatka, ale Adelaide Malfoy zawsze powtarzała, że nigdy nie jest za
wcześnie, by nauczyć się czytać prawdziwe książki. Draco nie pamiętał nawet,
czy w ogóle przeczytał tę książkę, ale pamiętał, że dostawał książkę od babci
na każde urodziny, aż do jej śmierci, gdy miał jedenaście lat.
Wzdychając na wspomnienie, przeszedł do
następnego pokoju. Jeśli regały z książkami w salonie świadczyły o miłości
Adelaide do książek, to były niczym w porównaniu z tym, co Draco mógł jedynie
przypuszczać, że było czytelnią jego babci. Regały zajmowały wszystkie cztery
ściany, otaczały okna, a nawet kominek. Pokój był pusty, lecz wyobrażał sobie,
że kiedyś stało tu biurko i fotel, a może nawet sofa. Większość podłogi musiał
pokrywać duży dywan, sądząc po zmianie koloru drewna, a w pokoju panowała
niewątpliwa aura, niczym z baśni. Uśmiechnął się, gdy szedł przez korytarz do
miejsca, które, jak przypuszczał, kiedyś należało do jego dziadka. W tym pokoju
również znajdowały się regały z książkami, ale nie tak wiele. Zamiast nich
znalazł skórzaną sofę i fotel obok wózka, na którym leżała otwarta butelka
Ognistej Whisky. Zdecydowanie pokój Abraxasa.
Idąc na górę, znalazł prawdopodobnie główną
sypialnię i dwa mniejsze pokoje. Łazienka na piętrze była przestronna i
wystarczająca, z dużą wanną w kształcie lwiego pazura i uroczą, zabytkową
toaletką. Obok schodów znajdowała się wysuwana drabina prowadząca na strych i
pomimo niewielkich rozmiarów, Draco musiał przyznać, że było tam naprawdę
uroczo. Przede wszystkim czuł się tu jak w domu.
Czuł się tu jak u niej.
Brak komentarzy