[T][Z] Mine: Epilog: Dziewiętnaście miesięcy później

niedziela, 20 listopada 2022

 

Hermiona siedziała na środku gigantycznego łóżka, spoglądając sennie na Draco, który trzymał swoje pierworodne dziecko. Jej serce rosło, bo raz za razem zakochiwała się w swoim mężu.

Magomedyczka, która asystowała przy porodzie, pakowała swoje rzeczy, szykując się do wyjścia. Delikatnie położyła dłoń na ramieniu Hermiony, by zwrócić jej uwagę i uśmiechnęła się uprzejmie, gdy Hermiona odwróciła się do niej.

— Wrócę za kilka dni, by sprawdzić, jak się macie. Urodziłaś bardzo zdrowego chłopca. Jeszcze raz gratuluję.

— Dziękuję — powiedziała Hermiona z uśmiechem.

Chłopiec. Nie mogła w to uwierzyć. Teraz miała parkę.

Kiedy magomedyczka wyszła, odwróciła się do Draco, który wciąż patrzył na swojego nowonarodzonego syna z miłością i podziwem. Poczuł, że go obserwuje i w końcu oderwał wzrok od dziecka, by na nią spojrzeć. Uśmiechnął się i podszedł do łóżka, by usiąść obok niej, upewniając się, że nie robi krzywdy dziecku.

— Świetnie się spisałaś, kochanie — powiedział Draco, całując delikatnie Hermionę.

— Ty też byłeś niesamowity. Nie zemdlałeś ani razu — drażniła się.

— Malfoyowie nie mdleją — powiedział ostro, po czym znów się rozpromienił.

Siedzieli, wpatrując się w dziecko przez kilka chwil.

— Wiesz, wciąż potrzebuje imienia — mruknęła Hermiona.

— Też o tym myślałem… może Scorpius? — zaproponował Draco.

— Nie jestem pewna… — powiedziała z wahaniem.

— A jakie chciałaś? — zapytał.

— Podoba mi się imię Hugo.

Draco zmarszczył nos.

— Zdecydowanie nie.

— A dlaczego chcesz Scorpiusa? — zapytała.

— Cóż, jak dobrze wiesz, cała nasza rodzina ma imiona po gwiazdozbiorach. I zawsze podobało mi się to imię — wyjaśnił, wzruszając ramionami, po czym zapytał: — Dlaczego chcesz Hugo?

— Przeczytałam je w jakiejś książce dawno temu jako dziecko i bardzo mi się podobało, jak brzmiało — powiedziała Hermiona.

— Wygląda na to, że jesteśmy w impasie — zadrwił Draco. — Może sam zdecyduje?

Hermiona zmarszczyła brwi i spojrzała na Draco.

— Jak noworodek może wybrać własne imię?

— Łatwo. Każde z nas wypowie imię, jakie chcemy, a jeśli zareaguje na któreś z nich, to będzie jego imię.

— A jeśli nie zareaguje na żadne?

— Będziemy je wymawiać, dopóki tego nie zrobi, pasuje?

Hermiona uśmiechnęła się i przewróciła oczami.

Draco trzymał wciąż mocno śpiące dziecko między nimi.

Hermiona odezwała się pierwsza:

— Hugo. Hej, skarbie. Podoba ci się imię Hugo, prawda?

Dziecko dalej spało.

— Moja kolej — powiedział Draco. — Scorpiusie, nie podoba ci się to głupie imię, które wybrała twoja mama, prawda? Zdecydowanie wolisz bardziej męsko brzmiące imię, prawda?

Usta dziecka wykrzywiły się w szybkim uśmieszku, po czym wróciły do pierwotnej pozycji.

— Uśmiechnął się! — powiedział radośnie Draco.

— Prawdopodobnie to tylko tik — mruknęła lekceważąco Hermiona.

— Mimo wszystko, umowa to umowa — odparł z uśmiechem.

— W porządku. Możemy go nazwać Scorpius. Ale następnym razem ja wybieram — powiedziała.

— Następnym razem? — mruknął z przekąsem Draco.

Spojrzała na niego.

— Nie nakręcaj się, Malfoy. Prawdopodobnie nie nastąpi to przez jakiś czas.

Draco zachichotał.

— Może wybierzesz mu drugie imię? — zaproponował. — Ale jeśli zasugerujesz Harry, to może być podstawą do rozwodu.

Hermiona skrzywiła się, rozśmieszając Draco.

— Nie zamierzałam powiedzieć Harry. Myślałam o Josephie. Po moim ojcu. Co myślisz? — zapytała.

— Hmm… Scorpius Joseph Malfoy. Podoba mi się — powiedział, patrząc na śpiące dziecko.

Pochyliła się i pocałowała go.

— Więc ustalone?

Draco skinął głową, ponownie całując żonę.

Rozległo się delikatne pukanie do drzwi i pani Weasley wsunęła głowę.

— Przepraszam, że przerywam, ale jest tu pewna mała dziewczynka, która bardzo niecierpliwie czeka na spotkanie ze swoim młodszym bratem — powiedziała z uśmiechem.

Hermiona odwzajemniła uśmiech.

— Może wejść.

Słysząc głos matki, Rose zajrzała zza framugi.

— Mamusia? — zapytała.

— Hej, skarbie — powiedziała Hermiona, gdy Draco podał jej dziecko.

Wstał z łóżka i podszedł do Rose, podnosząc ją.

— Jesteś gotowa na spotkanie ze swoim młodszym bratem? — zapytał.

— Tak, tatusiu! — zawołała podekscytowana.

Zaniósł ją do łóżka i usadził obok Hermiony, a potem usiadł przy niej, więc siedziała między nimi.

— Rose, chcę, żebyś poznała Scorpiusa — powiedziała Hermiona, trzymając dziecko blisko córki.

— Jest taki malutki! — powiedziała. Spojrzała na Hermionę, a potem na Draco. — Mogę go potrzymać? — zapytała słodko.

— Oczywiście, kochanie.

Draco usadził Rose tak, by miała na kolanach poduszkę, na której spoczywały ramiona. Wyjął dziecko z rąk Hermiony i umieścił je w ramionach Rose.

— Ma mały nos — skomentowała Rose, sprawiając, że Draco i Hermiona się uśmiechnęli. — Ma włosy jak tatuś.

— Tak, ma — powiedziała Hermiona, patrząc na Draco z miłością.

— Mogę go zabrać do swojego pokoju i pobawić się z nim? — spytała Rose.

— Przepraszam, kochanie, jest jeszcze za mały, żeby się z tobą bawić — powiedział Draco, całując ją w czubek głowy.

— Och — westchnęła smutno Rose.

— Daj mu jakieś sześć miesięcy, a wtedy będzie mógł usiąść i pobawić się z tobą, dobrze? — powiedziała Hermiona.

— To długo? — zapytała Rose z ciekawością.

— Niezbyt. A tymczasem możesz mi pomóc, przynosząc pieluchy, trzymając go i pokazując mu niektóre z twoich ulubionych książek, dobrze?

— Dobra… Och! Mogę mu teraz dać prezent? — spytała Rose.

— Jaki prezent, kochanie?

— Babcia Cyzia pomogła mi go wybrać — powiedziała. — Mogę pójść po niego?

Hermiona skinęła głową, gdy Draco zabrał dziecko od Rose. Ta szybko zeszła z łóżka i wybiegła z pokoju.

— Wiedziałeś o tym? — zapytała Hermiona Draco.

— Pierwszy raz o tym słyszę — odpowiedział.

Rose przybiegła z powrotem do pokoju i wskoczyła na łóżko. W jej rękach był wypchany królik. Wyglądał podobnie do jej pluszaka, ale był nowszy i jasnozielony.

— Teraz Scopius może mieć swojego Kic-kica! — zawołała radośnie, kładąc wypchanego zwierzaka na owiniętym dziecku.

— Och, Rosie, to wspaniały prezent. Jestem pewna, że mu się spodoba — powiedziała Hermiona, przyciągając córkę do uścisku.

— Teddy, James i Tori też chcą zobaczyć dzidzię. Mogą wejść? — spytała Rose.

Hermiona zachichotała.

— Śmiało  powiedz wszystkim, że mogą już wejść.

— Dobla! — zawołała Rose, wybiegając z pokoju.

— Tylko niech najpierw umyją ręce! — Draco zawołał za nią.

Hermiona była zadowolona, że Draco przekonał ją do przeprowadzki do większego domu po ślubie; w inny sposób nie byliby w stanie pomieścić całej rodziny i przyjaciół w swoim domu.

Ten był znacznie większy niż poprzedni, ale także znacznie mniejszy od posiadłości, w której Draco mieszkał prawie przez całe życie. Mieli pięć sypialni, z główną sypialnią wielkości jej starego salonu. Draco wyczarował kanapę w ich pokoju, gdzie siedzieli goście; każdy na zmianę trzymał nowonarodzonego Malfoya.

— Jest uroczy — powiedział Harry, przejmując dziecko. — Wiecie, jak na Malfoya — dodał żartobliwie, rozśmieszając Draco.

Ginny siedziała obok niego, mały James spał na jej kolanach, a w jej brzuchu rosło drugie dziecko.

— Ma włosy i oczy Draco… jesteś pewna, że jest twój, Hermiono? — droczyła się.

— Trochę kręcą mu się włosy, więc przynajmniej je dostał po mnie — powiedziała Hermiona z uśmiechem.

— Ma też twój nos — mruknął Draco, całując nos Hermiony i siadając obok niej na łóżku.

Rose i jej kuzyni, którzy zdali sobie sprawę, że nowe dziecko jest raczej nudne, ponieważ wszystko, co robi, to śpi, uciekli i byli w pokoju zabaw, podczas gdy dorośli rozmawiali.

— Wiesz, nadal jestem zły, że nie nazwałeś go po mnie — powiedział Blaise, gestem prosząc Harry’ego, by podał mu dziecko.

Draco przewrócił oczami i zachichotał.

— Może następnym razem.

— Co to w ogóle za imię? Scorpius? — wymamrotał Blaise.

— Piękne. Mogę potrzymać wnuka? — zapytała Narcyza. Uśmiechnęła się, gdy Blaise podał jej dziecko.

Hermiona była wdzięczna za posiadanie Narcyzy w ich życiu. Po tym, jak Lucjusz wylądował w Azkabanie, ona wreszcie mogła wyjść z ukrycia. Jak się okazało, mieszkała u swojej siostry Andromedy. Na początku było ciężko i niezręcznie, ale w końcu naprawiły swoją relację i teraz obie wychowują Teddy’ego w rezydencji. Narcyza chciała sprzedać dwór, ponieważ mieszkali tam tylko we troje. Draco przypomniał jej, że kiedy dorastał, także mieszkali tam tylko w trójkę, ale odprawiła go, mówiąc, że to był pomysł Lucjusza, by tam zamieszkać. Hermiona martwiła się, że Narcyza jej nie zaakceptuje, ale była bardzo zaskoczona, kiedy obdarzyła ją miłym uśmiechem, kiedy Draco przedstawiał ją jako swoją narzeczoną. Była równie zaskoczona i szczęśliwa, kiedy przyjęła Rose jako swoją wnuczkę, jeszcze zanim się pobrali.

Draco i Hermiona pobrali się sześć miesięcy po tym, jak prawidłowo się oświadczył, czyli zaledwie kilka dni po odzyskaniu Rose. Wręczył jej pierścionek, który był w jego rodzinie od ponad stu lat. Był srebrny, ze szmaragdem zamiast diamentu, który miał reprezentować Slytherin, ponieważ prawie wszyscy w jego rodzinie zostali przydzieleni do tego domu. Dodał czerwone rubiny po bokach, aby reprezentowały jej Gryffindor. Ze względu na kolory, jedynym słusznym terminem na ślub było Boże Narodzenie.

Według Draco ceremonia była prosta, ale dla Hermiony okazała się idealna. Zrobili ją na podwórku nowego domu, pod namiotem, który został zaczarowany zaklęciami ogrzewającymi, podczas gdy śnieg delikatnie spadał z nieba wokół nich. Rose szła do ołtarza przed matką, rozrzucając biało-czerwone płatki róż. Ginny i Pansy były jej druhnami, a Blaise i Harry drużbami. Pamiętała, jak czule spoglądała na swoją matkę, która trzymała za rękę Narcyzę, ocierając łzy, gdy jej ojciec patrzył na nią z dumą.

— Gdzie odpłynęłaś, kochanie? — zapytał cicho Draco, pochylając się nad nią tak, że tylko ona mogła słyszeć.

Położyła głowę na jego ramieniu i powiedziała:

— Po prostu myślę o dniu naszego ślubu. To był jeden z trzech najlepszych dni w moim życiu.

— Jakie były pozostałe dwa? — zapytał, sięgając po jej dłoń i splatając ich palce.

— Dzień, w którym urodziła się Rose i ten dzisiejszy — powiedziała.

— Chcesz powiedzieć, że moich oświadczyn nie ma na liście? — dokuczał.

— Bez obaw, są w pierwszej piątce — odrzekła.

Patrzyli, jak ich przyjaciele nadal chodzą wokół dziecka, robiąc śmieszne miny i mówiąc wysokimi głosami.

— Chcesz wiedzieć jaki jest jeden z moich ulubionych dni? — zapytał miękko.

— Jaki?

— Dzień, kiedy Rose podbiegła do mnie w zoo i powiedziała: „Mój”.

Hermiona uśmiechnęła się do niego.

— Musiała wiedzieć coś, czego my wtedy nie wiedzieliśmy.

Pochylił się, żeby ją delikatnie pocałować, po czym powiedział:

— A teraz obie jesteście moje, a ja wasz. Na zawsze.

_____________

Witajcie :) tak oto kończy się ta piękna historia. Wzruszające zakończenia zawsze tworzą specyficzny klimat, a nawiązanie do tytułu w ostatnim zdaniu to totalna wisienka na torcie. Fajnie, że Narcyza włączyła się do życia Draco i Hermiony. Rose przyda się babcia z zasadami, nie sądzicie? Dajcie znać jak wrażenia.

Tradycyjnie na końcu historii pora na podziękowania. Dziękuję wszystkim za wsparcie, komentarze, gwiazdki i miłe słowa. Dziękuję mojej kochanej becie za wspólne rozszyfrowywanie dziecięcych powiedzonek i ogólnie za to, że zawsze jest. Twoja pomoc jest nieoceniona! A czytelnikom dziękuję za to, że trwacie ze mną w tych tłumaczeniach na dobre i na złe.

Teraz tygodniowa przerwa na oczyszczenie głowy i rozprawienie się z codziennymi problemami. Ale nie martwcie się pod koniec listopada wrócę z tłumaczeniem "Hot for Teacher" i "Apartamentu 9 i 3/4". Chcę obie historie skończyć jeszcze w tym roku. Tylko w taki sposób to będzie realne. Także Wasze wsparcie bardzo się przyda. Możecie mnie nawet poganiać na Discordzie, śmiało, to nawet wskazane. :)

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia. Enjoy!

[T] Mine: Rozdział 19: Porwanie

niedziela, 20 listopada 2022

 

Hermiona zbladła. Zabrał ją, pomyślała otępiała. Draco poczerwieniał z gniewu. Zszedł z ogrodzenia i wpadł do domu, a Hermiona poszła za nim. Chwycił różdżkę ze stolika do kawy i właśnie miał otworzyć frontowe drzwi, kiedy Hermiona zapytała:

— Co robisz? Jeśli otworzysz drzwi i ktoś cię zobaczy, zaklęcie przestanie działać.

— A jak myślisz? Idę za nim! — warknął Draco.

— Draco, nawet nie wiemy, dokąd poszedł… ani dokąd ją zabrał… — Do jej oczu zaczęły napływać łzy.

Przeklął pod nosem i przyciągnął ją do siebie, by przytulić.

— Znajdziemy ją. Obiecuję. I sprawię, że zostanie ukarany, jeśli coś zrobi tej małej dziewczynce — szepnął, gdy próbowała powstrzymać łzy.

— Będziesz musiał ustawić się w kolejce — powiedziała ponuro.

— Musimy skontaktować się z Harrym — mruknął Draco. — W końcu w tym się specjalizuje.

Hermiona skinęła głową, podbiegła do torebki, która wisiała na haczyku przy drzwiach, i zaczęła wysypywać zawartość.

— Co robisz? — zapytał.

— Sekunda… wiem, że gdzieś tu jest… Mam! — zawołała, podnosząc srebrny sykl.

— Sykl? Co…

— Nie jest prawdziwy. Przypomina te, które zrobiłam na piątym roku dla Gwardii Dumbledore’a.

Draco spojrzał na nią pytająco, gdy chwyciła różdżkę i dotknęła nią czubka monety, a ta zaświeciła się na czerwono.

— Dobrze, powinien tu być lada chwila — powiedziała Hermiona, rozglądając się nerwowo.

— Kto? — zapytał zdezorientowany Draco.

— Harry. On, Ginny i ja mamy połączone monety, więc jeśli któreś z nas je aktywuje, oznacza to, że zaistniała sytuacja awaryjna.

— Skąd będzie wiedział, kto ją aktywował?

— Moja świeci na czerwono, a Giny na żółto — wyjaśniła.

Zanim Draco zdążył zadać więcej pytań, Harry aportował się tuż obok niego.

— Co się stało? — zapytał pospiesznie, patrząc między Draco a Hermioną.

Draco zauważył, że Harry trzymał w dłoni pasującą monetę.

— Chodzi o Rose. Lucjusz ją zabrał — powiedziała Hermiona, walcząc ze łzami, które ponownie próbowały się formować. Wzięła kilka uspokajających oddechów, żeby się opanować.

— Co?! Jak, do diabła, to się stało?! — spytał Harry, zaczynając chodzić po domu, jakby dla pewności, że dziewczynka się nie ukrywa.

— Ogródek. Jakoś się wydostała. Felix kopał dziurę, o której nie wiedzieliśmy… sądzimy, że oboje tamtędy uciekli, bo on też zaginął — wyjaśniła Hermiona, gdy Harry wybiegł na podwórko.

Kiedy wrócił, zapytał:

— Jesteście w stu procentach pewni, że Lucjusz ją zabrał?

Draco skinął głową.

— Zdecydowanie. Na własne oczy widziałem, jak zniknął razem z nią.

Harry wyjrzał przez frontowe okno i zbladł.

— Chyba widzę Felixa… — szepnął.

Draco i Hermiona podbiegli do okna i Hermiona sapnęła. Po drugiej stronie ulicy na bruku leżał pies. Krew ciekła po chodniku.

— Idę po niego — powiedział Draco, ponownie sięgając do klamki.

— NIE! — zawołali razem Harry i Hermiona.

Draco spojrzał na nich.

— Nie możemy go tam tak zostawić! — ryknął.

Harry wyciągnął srebrzysty płaszcz i podał go Draco.

— Masz, użyj tego. To moja peleryna-niewidka — powiedział.

Draco naciągnął ją na siebie, a kiedy potwierdzili, że go nie widać, aportował się z trzaskiem obok psa na zewnątrz. Rozejrzał się, by mieć pewność, że nikogo nie ma w pobliżu, podniósł Felixa i włożył go pod pelerynę, po czym z powrotem aportował się do domu Hermiony. Zrzucił pelerynę i powiedział:

— On żyje! Czuję, jak oddycha. — Położył psa na podłodze i obejrzał go. — Krwawi z głowy. Myślę, że ten drań go kopnął — mruknął, głaszcząc psa.

— Co ma w pysku? — zapytała Hermiona.

Draco otworzył pysk małego psa i wyciągnął kawałek materiału.

— Wygląda na jakąś tkaninę… może to fragment ubrania mojego ojca? — zastanawiał się Draco.

Hermiona wzięła materiał i obejrzała go.

— Może tak być… — powiedziała.

— Może ci to jakoś pomóc? — zapytał Harry Hermionę. — Czy to w jakiś sposób mogłoby nam pomóc ustalić miejsce, gdzie on się znajduje?

— Będę musiała sprawdzić moje księgi. Może istnieć zaklęcie lokalizujące, którego możemy użyć. Byłoby jednak najlepiej, gdybyśmy mieli skórę lub krew, żeby zadziałało. Istnieje możliwość, że na materiale są jakieś ślady, po prostu trudno to stwierdzić, bo jest ciemny — wyjaśniła, wchodząc do swojego pokoju.

Draco ponownie zaklął pod nosem i zaczął chodzić.

— Uspokój się, Draco, znajdziemy ją — powiedział Harry, starając się zachować spokój.

Draco zwrócił się w jego stronę.

— Naprawdę? Tak, jak przez kilka tygodni nie mogłeś znaleźć mojego ojca… wiadomość dnia! Wciąż go nie odnalazłeś, a teraz on ma Rose! — warknął.

— Nie mieliśmy żadnych tropów! — powiedział Harry pod nosem. — Zaczynamy się zastanawiać czy używał zaklęć pamięciowych lub jakichś podobnych.

Draco kontynuował spacer z rękami zaciśniętymi w pięści. Bez namysłu podszedł do najbliższej ściany i uderzył w nią, a potem przeklął, krwawiąc.

— Lepiej ci? — zapytał drwiąco Harry, podchodząc do ściany i naprawiając wgniecenie, które Draco spowodował.

— Co się dzieje? — zapytała Hermiona, wychodząc ze swojego pokoju i rozglądając się. — Myślałam, że usłyszałam… och, Draco… — powiedziała z westchnieniem, widząc jego krwawiące knykcie.

— Przepraszam — mruknął.

— Przyniosę apteczkę — powiedział Harry, zostawiając Hermionę i Draco samych.

Hermiona podeszła do niego i poczekała, aż na nią spojrzy, zanim powiedziała:

— Ja też się martwię i jestem wściekła. Znajdziemy ją. Mam tyle książek, że na pewno jest tu taka, w której znajdziemy sposób. — Starała się brzmieć uspokajająco. Ujęła dłońmi bok jego twarzy, a on pochylił się ku niej, zamykając oczy.

— Tak mi przykro, Hermiono.

— Ciii, już dobrze. — Pocałowała go w policzek. — Nie zrobiłeś nic złego. Wyjmę kilka moich ksiąg, które przechowuję w kufrze w moim pokoju, i coś znajdziemy.

— Jeśli do rana nie znajdziemy rozwiązania, idę go szukać — powiedział Draco.

— Draco, obiecałeś zostać…

— Nie, obiecałem zatrzymać się tutaj, by zapewnić wam obu bezpieczeństwo. Teraz ta mała dziewczynka jest z moim ojcem — powiedział, trzęsąc się ze złości.

Hermiona spojrzała na niego przez chwilę, po czym skinęła głową.

— Dobrze. Jeśli do rana nie znajdziemy sposobu, oboje pójdziemy, dobrze?

— Hermiono, nie...

— Albo idziemy razem, albo zostajemy — powiedziała stanowczo.

Przyciągnął ją do kolejnego uścisku i trzymał, póki Harry nie wrócił z apteczką.

— Przepraszam, że to trwało tak długo. Napisałem sowę do biura aurorów, aby wiedzieli, co się dzieje. Mają szukać Lucjusza, póki go nie odnajdą — wyjaśnił, wręczając Hermionie apteczkę.

— Dzięki, Harry — powiedziała cicho.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Gdy tego wieczoru przeglądali księgi, Lucjusz był we Wrzeszczącej Chacie, zastanawiając się, co powinien zrobić, gdy ma dziewczynkę. Siedziała na brudnym materacu na podłodze, ściskając starego, pluszowego królika i wpatrując się w niego. Płakała, wręcz krzyczała kolejną godzinę z rzędu. Po tym, jak warknął i zagroził, że ją uderzy, przestała; jej dolna warga drżała, ale nie wydawała żadnego dźwięku. Wcześniej tego dnia znalazł w Hogsmeade trochę jedzenia i rzucił jej chleb oraz kilka frytek. Zjadła łapczywie i skrzywiła się, gdy poprosiła o „piciu”, a on niechętnie napełnił kubek wodą.

Powinienem ją po prostu zabić, pomyślał ze złością, zostawić na ulicy przed ich domem, jak zrobiłem z psem. Znów spojrzał na dziewczynkę, patrzącą na niego przerażonymi oczami. Nie, zostawię ją żywą. Użyję jej jako narzędzia do negocjacji, mruczał do siebie, układając plan.

— Mama? — zapytała cicho.

— Nie ma tu twojej szlamowatej matki, bachorze. A teraz kładź się i śpij, jeśli nie chcesz, żebym cie zmusił — warknął.

Rose pociągnęła nosem i powiedziała „dobla”, kiedy położyła się na posłaniu. Obserwowała przerażającego mężczyznę z miejsca, w którym leżała. Była śpiąca, więc schowała twarz w ukochanym, pluszowym króliku.

Lucjusz chodził po pokoju. Musiał przekazać wiadomość swojemu synowi. Dać mu znać, że odda dziecko, kiedy Draco zostawi jej szlamowatą matkę. Może powinienem nawet zmusić go do zabicia jej, pomyślał ze złowrogim uśmiechem.

Spojrzał na dziecko, które miało zamknięte oczy i czkało przez sen, po czym dostrzegł królika i uśmiechnął się na myśl o swoim pomyśle. Podszedł i ostrożnie wyjął wypchane zwierzę z uścisku dziewczynki. Teraz dostanę to, czego potrzebuję…

Teleportował się z trzaskiem, zostawiając małą dziewczynkę śpiącą i samą we Wrzeszczącej Chacie.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

— To też nie zadziała! — powiedziała Hermiona, zatrzaskując kolejną książkę i kładąc ją na stosie obok niej.

Harry wyszedł ponad godzinę temu, aby udać się do biura i otrzymać aktualne informacje od zespołu. Draco siedział obok niej, przeglądając swoją księgę, chociaż jego oczy wyglądały na ciężkie i senne.

— Draco, może pójdziesz spać? Chcę sprawdzić jeszcze kilka…

— Nie — wymamrotał. — I tak nie zasnę, wiedząc, że nie ma jej w pokoju.

Położyła dłoń na jego kolanie.

— Ja też.

— A tak w ogóle, która jest godzina? — zapytał Draco, próbując ukryć ziewnięcie.

— Blisko północy — powiedziała Hermiona.

Draco z roztargnieniem pokiwał głową, myśląc o tym, że minęło prawie siedem godzin, odkąd Rose została porwana. Miał tylko nadzieję, że wszystko z nią w porządku, że śpi i niezbyt się boi.

— Zrobię herbatę — mruknął, wstając z kanapy. — Chcesz?

— Tak, poproszę — powiedziała Hermiona, nie odrywając oczu od otwartej strony.

Draco napełnił czajnik wodą i postawił go na kuchence, aby woda się zagotowała. Gapił się tępo przez okno, aż czajnik zagwizdał, a potem zaparzył herbatę. Trzymając w rękach parujące kubki, wszedł do salonu i zobaczył Hermionę, siedzącą w tym samym miejscu, w którym ją zostawił, płaczącą w swoje ręce.

Podszedł, postawił kubki na stoliku do kawy, po czym usiadł obok niej i przyciągnął do siebie. Pozwolił jej płakać w jego ramię, aż usnęła z wyczerpania.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Harry siedział w swoim gabinecie i przeglądał najnowszy raport członków jego zespołu aurorów. Wciąż nie ma po nim śladu ani po Rose. Cholera! Porwał raport i wrzucił go do kosza na śmieci. Spojrzał na zegar i przeklął pod nosem, gdy zrozumiał, że jest prawie pierwsza w nocy. Wcześniej wysłał sowę do Ginny i dał jej znać, że będzie pracować do późna, ale nie był w stanie zostać w pracy aż tak długo. Zebrał swoje rzeczy, włożył płaszcz i wrócił do domu. Minęło kilka minut w jego pustym biurze, kiedy przyleciała sowa i upuściła paczkę na biurko.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Hermiona obudziła się nagle i rozejrzała po swoim otoczeniu. Draco był obok niej, wciąż śpiąc i obejmując ją ramionami, gdy siedzieli na kanapie. Ostatnią rzeczą, jaką pamiętała, był płacz przy nim, kiedy ją trzymał. Uśmiechnęła się lekko, gdy również się obudził.

— Dzień dobry — powiedziała.

— Dzień dobry — mruknął sennie, po czym podskoczył. — Cholera, zasnęliśmy — dodał, przecierając oczy.

— Czy Harry wrócił w nocy? — zapytała Hermiona, podnosząc dwa kubki zimnej herbaty i idąc do kuchni, by zaparzyć nową.

— Nic mi o tym nie wiadomo. Musiałem zasnąć wkrótce po tobie — odpowiedział, wstając i ruszając za nią.

Hermiona skinęła głową.

— Więc pewnie jeszcze niczego nie znaleźli — wymamrotała, starając się, by jej głos się nie łamał. Draco podszedł do niej, owinął ramiona wokół jej talii i przytulił ją. Uśmiechnęła się i oparła o niego. — Chcesz coś zjeść? — zapytała.

— Może tosty. Nie jestem bardzo głodny — zaproponował, puszczając ją.

Zjedli tosty i jajka, które Hermiona uparcie przygotowała. Właśnie zmywali naczynia, kiedy Harry aportował się w salonie.

— Harry! — zawołała Hermiona, podbiegając do niego. — Czy znalazłeś…

— Jeszcze nie, chociaż zostawił coś dla mnie w moim gabinecie. — Sięgnął do kieszeni i podał Hermionie to, co było w paczce, która leżała na jego biurku.

— Kic-kic… — wymamrotała cicho, przytulając pluszaka do piersi, zanim spojrzała na Harry’ego. — Co to znaczy?

— Dołączył też notatkę. Wiedział, że przyciągnie naszą uwagę — powiedział Harry.

— Co napisał? — zapytał niecierpliwie Draco.

Harry wręczył mu notatkę, którą przechowywał w drugiej kieszeni.

 

Mam dziewczynkę.

Powiedz mojemu synowi, żeby spotkał się ze mną sam.

U Borgina i Burkesa w południe.

Żadnych aurorów albo ją zabiję.

 

Draco przeczytał wiadomość i podał ją Hermionie, która zbladła po przeczytaniu ostatniej linijki.

— Nie czekam do południa. Idę teraz — oświadczył Draco, chwytając swoją różdżkę.

— Malfoy, nie — zaczął Harry.

— Dlaczego, Potter? Jeśli on na mnie czeka, to dlaczego mam się wstrzymywać do południa? Pójdę teraz, odzyskam Rose i…

— Mam tam kilku ludzi, którzy pilnują tego miejsca. Dadzą nam znać, gdy przybędzie.

— Ale powiedział: żadnych aurorów! — krzyknęła Hermiona. — Jeśli ich zobaczy…

— Nie zobaczy. Poszedłem tam pod niewidką, żeby to sprawdzić. Sklep jest pusty. Zwęglony w środku, ale pusty. Nie wydaje mi się, żeby tam mieszkał, to tylko miejsce spotkania. Mam tajniaków w okolicznych sklepach i Uszy Dalekiego Zasięgu, abyśmy mogli wiedzieć, kiedy tam dotrze. Jak tylko przybędzie, nie będę cię zatrzymywał — powiedział Harry.

— Ja też idę — rzekła Hermiona.

— Napisał, że tylko ja — powiedział Draco. Naprawdę nie chciał, żeby mu towarzyszyła, na wypadek, gdyby coś poszło nie tak.

— Mam to gdzieś. Idę. On ma moje dziecko! — warknęła ze złością. Teraz, kiedy wiedziała, że jej córka wciąż żyje, nie była zdenerwowana ani smutna; była zła. Naprawdę, naprawdę zła.

Draco wiedział, że lepiej się nie kłócić i zgodził się, żeby poszła razem z nim.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

W samo południe Hermiona i Draco aportowali się do sklepu Borgina i Burkesa. Był pusty, oczyszczony z towarów, ponieważ wszystko zostało spalone. Ściany były nadal czarne, a w oknie wisiał napis: „Na sprzedaż”. Kiedy Hermiona się rozejrzała, po jej kręgosłupie przebiegł dreszcz. Draco sięgnął po jej dłoń i splótł ich palce. Czekali w ciszy na pojawienie się Lucjusza.

Za nimi rozległ się dźwięk aportacji i odwrócili się, celując różdżkami w przybysza.

— Myślałem, że wyraziłem się jasno. Miałeś być sam — wycedził Lucjusz, patrząc na Hermionę z niesmakiem.

— Gdzie jest moja córka? — zażądała.

— Nie mów do mnie, szlamo — splunął.

— Gdzie jest dziecko, ojcze — powiedział Draco ponuro.

Lucjusz odwrócił się, by skupić swoją uwagę na synu.

— Dlaczego cię to obchodzi, Draco? Ona nie jest twoja. To wytwór szlamy i zdrajcy krwi.

— Może nie jest moja, ale kocham ją tak, jakby była moją własną córką. Więc, gdzie ona jest!? — zażądał.

— Spójrzcie w górę — powiedział beztrosko Lucjusz.

Draco i Hermiona podnieśli głowy i Hermiona sapnęła.

— Rose! — krzyknęła.

Dziesięć stóp nad nimi w powietrzu lewitowała Rose. Nie wydawała się być świadoma.

— Co jej zrobiłeś?! — ryknął Draco.

— Nic, to tylko zwykły eliksir nasenny, żeby nie płakała i nie krzyczała przez cały czas. Nie rozumiem, dlaczego się unosisz — wyjaśnił Lucjusz, machając lekceważąco ręką.

— Sprowadź ją na dół, teraz — zażądał Draco, celując różdżką prosto w ojca.

Lucjusz uśmiechnął się złośliwie.

— Och, widzę, że znalazłeś prezent, który zostawiłem dla ciebie, kiedy ostatni raz odwiedziłem to miejsce. — Rozejrzał się wokół, zanim kontynuował: — Przepraszam, że zabrałem twoją różdżkę, synu, ale chciałem, żebyś zobaczył, jak to jest nie móc czarować, tak jak ja.

— W ogóle to na mnie nie wpłynęło. Potrafię funkcjonować bez magii, jeśli zajdzie taka potrzeba, i nie zmieniać się w szalonego wariata — zadrwił Draco.

Lucjusz spojrzał na niego i bez zastanowienia wskazał własną różdżką syna.

— Nie chcę cię znowu karać, Draco.

— Śmiało, nie krępuj się — rzucił odważnie Draco, zacieśniając uścisk wokół różdżki.

Lucjusz przyglądał mu się i zaczął chodzić przed nimi.

— Więc. Chcesz dziewczynkę. Mogę to załatwić. Chcę tylko, żebyś obiecał, że pozbędziesz się tej rzeczy obok ciebie — powiedział, wskazując na Hermionę. — A żeby mieć pewność, że nie cofniesz danego słowa, złożysz Wieczystą Przysięgę.

Hermiona wzięła szybki wdech, ale nie odważyła się nic powiedzieć na wypadek, gdyby Lucjusz zaatakował Rose. Draco spojrzał na swojego ojca.

— Nie. Nie mogę tego zrobić, ojcze.

— Dlaczego?

— Ponieważ ją kocham. Planuję ją poślubić. Mieć z nią dzieci. I nic mnie przed tym nie powstrzyma — powiedział do ojca. Potem odwrócił się do Hermiony i posłał jej uśmiech. — Przepraszam, że dowiadujesz się w ten sposób. Chciałem ci o tym powiedzieć na osobności i zapytać, czy za mnie wyjdziesz, kiedy to się skończy.

Hermiona zaniemówiła. Mogła tylko zmusić się do powiedzenia:

— Ja też cię kocham, Draco. Oczywiście, że za ciebie wyjdę.

Z satysfakcjonującym uśmiechem Draco odwrócił się do swojego ojca.

— Tak, jak mówiłem. Kocham ją. Ona kocha mnie. Nie masz nad tym kontroli. A teraz oddaj nam Rose i wszyscy będziemy mogli się po prostu rozejść.

Twarz Lucjusza poczerwieniała ze złości.

— Jak śmiesz? JAK ŚMIESZ?! — ryknął. — Nie poślubisz tej szla…

— NIE NAZYWAJ JEJ TAK! — krzyknął Draco, podchodząc do niego o krok.

— Nie mów mi, co mam robić! Jestem twoim ojcem! — odkrzyknął Lucjusz.

Ponownie wycelował różdżkę w Draco i rzucił Crucio, ale Draco z łatwością go uniknął.

— Tym razem jestem gotowy. Nie będzie tak łatwo rzucić na mnie zaklęcia niewybaczalnego — powiedział, wpatrując się w ojca.

Lucjusz spojrzał na Draco, a potem na Hermionę, po czym na dziecko nad nimi. Na jego twarzy pojawił się mały, porozumiewawczy uśmiech, który został zauważony przez Draco i Hermionę.

W chwili, gdy Lucjusz zdołał unieść różdżkę, skierować na dziecko i krzyknąć: „AVADA KE…”, został uderzony Expelliarmusem i oszołomiony jednocześnie przez Draco i Hermionę. Różdżka wyleciała mu z ręki, a on wpadł na ścianę.

Draco podszedł do niego i powiedział: — Petrificus Totalus — unieruchamiając go. Ukląkł obok ojca i dodał: — Mam nadzieję, że zgnijesz w Azkabanie, ty sukinsynu.

Hermiona, stojąca pod córką, cicho płacząc, powiedziała: „Finite”. Rose spadła z powietrza i wylądowała bezpiecznie w ramionach Hermiony dokładnie w chwili, gdy Harry i jego aurorzy przeszli przez drzwi. Rose powoli otworzyła oczy; siła spadania wybudziła ją z głębokiego snu. Spojrzała na Hermionę i powiedziała:

— Mama?

Hermiona przytuliła ją mocno i pocałowała.

— Tak, kochanie, mama jest tutaj. Kocham cię. Tak bardzo cię kocham. Przepraszam, skarbie. — Całowała, przytulała i kołysała córkę, podczas gdy Draco i Harry rozmawiali na boku.

— Dobrze się spisałeś, Draco — powiedział Harry, podając mu rękę. — Wiem, jak bardzo chciałeś go zabić. Cieszy mnie, że się powstrzymałeś. Teraz będzie siedział w Azkabanie do końca życia.

Draco uścisnął jego dłoń.

— Dzięki, Harry.

Spojrzał na Hermionę, która przytulała się do Rose. Zerknęła na niego, gdy podszedł. Pocałował ją w czoło, po czym zerknął na Rose.

— Hej, Bąbelku. Czy ja też mogę się przytulić?

Rose bez wahania rzuciła się w ramiona Draco. Uściskał dziewczynkę i powiedział:

— Kocham cię, Rosie.

Odsunęła się i spojrzała na niego z uśmiechem.

— Kofam ciem, Daco!

— Wiem, że jesteś młoda i możesz tego nie rozumieć, ale chciałem ci powiedzieć, że bardzo kocham ciebie i twoją mamę. Chciałbym ją poślubić. Myślisz, że to dobry pomysł?

Oczy Hermiony napełniły się łzami, gdy rozmawiał z jej dzieckiem.

Rose jeszcze raz uściskała Draco i powiedziała:

— Tiak!

Przesunął Rose na biodro, a potem objął Hermionę ramieniem i powiedział:

— Wracajmy do domu.

_____________

Witajcie :) w niedzielny wieczór pojawiam się z kolejnym rozdziałem tej historii. Jak zapewne się domyślaliście Draco wraz z Hermioną ruszyli na misję ratunkową. W gruncie rzeczy Lucjusz sam jest sobie winien, ale cieszę się, że wszystko skończyło się dobrze. A Wy co sądzicie? Dajcie znać!

Nie przedłużając, zapraszam na Epilog tej historii, który także dzisiaj został opublikowany. :)