[T] Still Life: Rozdział 4

piątek, 29 lipca 2022

 

Kiedy Hermiona dotarła do swojego gabinetu, ledwo się usadowiła, a już pojawił się Draco z dwiema herbatami w ręku.

— Jesteś wcześnie.

— Nie mogłem spać. Pomyślałem, że równie dobrze mogę przyjść. Herbaty?

Uśmiechnęła się, biorąc od niego filiżankę. Wciąż naprawdę dziwnym było się do tego przyzwyczaić — Draco Malfoya będącego dla niej miłym i taktownym.

— Dziękuję.

— Proszę bardzo.

Usiadł przed nią i powoli popijał herbatę. Właśnie wtedy Hermiona coś zauważyła — cóż, brak czegoś.

— Zdjąłeś obrączkę — zadumała się.

— Słucham?

Zarumieniła się lekko, zastanawiając, dlaczego w ogóle zauważyła tę małą zmianę. Wyglądało na to, że jej spostrzegawczy mózg wychwycił drobne szczegóły dotyczące jego bez jej wiedzy.

— Twoja obrączka… przestałeś ją nosić.

— Och, racja — powiedział; jego twarz stanowiła idealną maskę spokoju. — Cóż, minęły dwa lata. Zresztą, tak naprawdę nosiłem ją tylko z przyzwyczajenia. Wydawało mi się, że już czas. — Wzruszył ramionami, kwestionując fakt, że jego serce biło szybciej, a obrączka spoczywała w kieszeni.

Hermiona skinęła głową, niepewna, dlaczego jej podświadomość miałaby się tym przejmować.

— To dobrze. To znaczy, że idziesz do przodu.

Draco dostrzegł jej niepokój i postanowił uderzyć, gdy jej czujność była osłabiona.

— Zauważyłem, że ty nie nosisz swojej. To praktyczny wybór?

Poruszyła się na swoim miejscu i odchrząknęła.

— Tak, cóż. Ponieważ jesteś moim doradcą, powinnam ci powiedzieć jako pierwszemu, abyśmy mogli zdusić w zarodku złą prasę na ten temat. Ron i ja rozwiedliśmy się. Właściwie oficjalnie w dniu dzisiejszym.

Przyglądał się uważnie rysom jej twarzy. Tak, czuła się niekomfortowo, ale pod powierzchnią kryło się coś jeszcze, czego nie potrafił zinterpretować.

— Bardzo mi przykro.

W sumie to nie.

Spojrzała w dół na swoje biurko; palce śledziły słoje drewna.

— Nie wyglądasz na zaskoczonego. Przypuszczam, że ja też nie jestem… od dłuższego czasu się na to zapowiadało, jeśli mam być całkowicie szczera.

— Zawsze myślałem, że wybierzesz kogoś lepszego od Weasleya…

— Posłuchaj — warknęła, przerywając mu. — Wiele nas różniło i dobrze, że nie jesteśmy już razem. Ale nie chcę usłyszeć złego słowa przeciwko niemu. Zrozumiałeś?

Draco przełknął ślinę. Zastanawiał się, czy wiedziała, jak bardzo może być przerażająca.

— Oczywiście. Mój błąd.

Odchrząknęła, ostro przytakując, chcąc przejść do rzeczy.

— Więc. Jak według ciebie powinniśmy sobie z tym poradzić? Znasz kogoś z Proroka? Może powinnam udzielić wywiadu…

Machnął ręką.

— Nie sądzę, żeby to było konieczne. Najlepsza byłaby notka, taka, którą większość ludzi mogłaby przeoczyć. Pozwól mi się tym zająć.

— Dobrze. — Wypuściła powietrze, uwalniając napięcie, które zebrało się w niej po tym małym wybuchu. Wystarczająco trudne było to, że została zmuszona do przyznania na głos, że jest rozwiedziona — oficjalnie odniosła porażkę w małżeństwie. Nie potrzebowała żadnych osądów od Malfoya.

Draco skrzyżował nogi.

— Więc, co jeszcze mamy na dzisiaj zaplanowane?

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

— Co to jest? — Harry rzucił najnowsze wydanie Proroka Codziennego na biurko Hermiony.

Spojrzała w dół i przeczytała nagłówek:

Zamieszki na Ulicy Śmiertelnego Noktruna — aurorzy podejrzewają, że mają do czynienia z czarną magią?

— Nie, nie to. Mała notatka w rogu. — Harry usiadł i spojrzał na nią znacząco.

Cichy rozwód Minister i jej męża… — urwała, przełykając ślinę. — Harry, przepraszam…

— Przepraszasz? Przepraszasz. Przepraszasz, że zapomniałaś powiedzieć swojemu najlepszemu przyjacielowi, że się rozwodzicie? — Zdjął okulary i przetarł oczy. — Nie mogę zdecydować, na kogo jestem bardziej zły — na ciebie czy na Rona.

Hermiona pozwoliła sobie na chwilę zamknąć oczy, po cichu dziękując Malfoyowi za skrócenie tej historii do minimum. W duchu zastanawiała się, czy to z jego inicjatywy artykuł pojawił się na pierwszej stronie.

— Myślałam, że Ron ci powie, a potem byłam tak zajęta i wczoraj nie było ciebie w pracy…

— Ja tylko… kiedy zaczęliśmy mieć przed sobą tajemnice? — Wyglądał na zbolałego i jej serce trochę pękło.

Oddychała, ciężko sapiąc, ponieważ nie chciała płakać.

— Nie chciałam stawiać niczego między tobą a Ronem. Nie chciałam, żebyś musiał wybierać stronę.

— Hermiono… wiedziałem, że jest ciężko, ale nie, że aż tak. — Pogładził się po karku, myśląc o tym. — Znaczy, myślę, że to żadna niespodzianka, prawda? W szkole zawsze skakaliście sobie do gardeł i myśleliśmy, że to tylko napięcie, ale utrzymywało się nawet po tym, jak zaczęliście ze sobą chodzić. Jeśli mam być szczery, zastanawiałem się nad tym na waszym ślubie. Merlinie, Ron wtedy tak się upił. — Spojrzał na nią ze smutnym uśmiechem na twarzy. — Nigdy nie było wam pisane szczęśliwe zakończenie, prawda?

Wstała od biurka w tym samym momencie, gdy on się podniósł i wsunęła się w jego oczekujące ramiona. W końcu wypuściła łzy, które powstrzymywała przez cały dzień.

— Tak mi przykro, Hermiono — wyszeptał w jej włosy, głaszcząc ją po plecach. — Dla przypomnienia: jestem po twojej stronie tak samo jak po jego. Nigdy nie musisz pytać. Zawsze będę przy tobie.

— Dziękuję, Harry. — Pociągnęła nosem i sięgnęła po chusteczkę, by otrzeć wilgotne policzki. Oparła się o biurko, przyznając: — Powinnam była powiedzieć ci wcześniej.

Siadając z powrotem, posłał jej ponury uśmiech.

— Więc, co zamierzasz teraz zrobić?

— Wyprowadziłam się z domu. Niedaleko stąd znalazłam mieszkanie. Chętnie zaproszę ciebie i Ginny na kolację, gdy się zadomowię.

— Z przyjemnością.

— Ron będzie miał Rose w ciągu tygodnia podczas przerw, a ja na weekendy.

— Wygląda na to, że wszystko już zaplanowałaś.

— Nie chciałam wielkiego zamieszania. Wiesz, takie sytuacje wprowadzają więcej bałaganu niż powinny.

Pokiwał głową.

— Co powiedział Malfoy? Zakładam, że musiałaś mu powiedzieć, ponieważ teraz tak blisko ze sobą współpracujecie.

Westchnęła i przewróciła oczami.

— Próbował powiedzieć coś o tym, że według niego zawsze mogłam wybrać lepiej…

— Co za oślizgły dupek!

Podniosła dłoń.

— Nie martw się, pokazałam mu, gdzie jego miejsce.

— Założę się, że tak.

— Właściwie był bardzo wyrozumiały.

Harry uniósł brew i wyglądał tak, jakby powstrzymywał się od tego, co miał do powiedzenia.

— Dobrze. Nie chciałbym musieć dać mu w łeb.

— No weź, myślałam, że się przyjaźnicie.

Prychnął.

— Okazjonalne lunche to nie przyjaźń.

Uśmiechnęła się. Niektóre rzeczy nigdy się nie zmienią.

— Nie, chyba nie.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Hermiona rozejrzała się po swoim nowym mieszkaniu. Reszta mebli, które zamówiła, zostały dostarczone i ustawione. Jak dotąd, kuchnia była jej ulubionym pomieszczeniem. Chrom lśnił, a granitowe blaty wciąż były nieskazitelne. Wzięła piękną, drewnianą miskę i napełniła ją owocami. Miała też trochę miejsca na swój kociołek, który ulokowała razem z zestawem składników i fiolek. Miło byłoby uwarzyć okazjonalny eliksir w wolnym czasie. Jakim wolnym czasie? — zadumała się, uśmiechając do swojego źle ulokowanego idealizmu.

Miała mały stolik w kąciku śniadaniowym, kremową sofę w sąsiednim salonie, telewizor z płaskim ekranem (aby śledzić mugolskie wiadomości) i stolik kawowy z drewna mokka. W gabinecie stało biurko z drewna wiśniowego, a także pasujące podwójne łóżko dla Rose, na dni, gdy miała tu zostać. Hermiona starała się, by pokój był tak przytulny i zachęcający, jak to tylko możliwe, zachowując jednocześnie swoją użyteczność, ponieważ Rose miała tu być tylko w weekendy podczas wakacji i przerw w Hogwarcie.

Potem była jej sypialnia — po długim zastanawianiu zdecydowała się na paletę jasnoszarego, bakłażana i odrobiny błękitu. Było dekadencko, kobieco, ale spodobałoby się także mężczyźnie, gdyby zdecydowała się tu jakiegoś sprowadzić. Zaśmiała się do siebie na myśl o nagłówku: „Hermiona Granger ma kochanka!". Na środku pierwszej strony Proroka.

Weszła do swojej przestronnej łazienki i przygotowała sobie kąpiel. Kiedy gorąca woda złagodziła napięte mięśnie, pozwoliła swojej dłoni opaść między uda i pomyślała o tym, jak bardzo tęskniła za seksem — zwłaszcza za takim seksem, jaki miała z Ronem, gdy zaczęli się spotykać — szaleńczym, namiętnym i pochłaniającym. Zastanawiała się, czy kiedykolwiek jeszcze tego doświadczy, czy jej czas już minął. Jej palce poruszały się szybciej pod powierzchnią wody, powodując rytmiczne chlapanie w porcelanę, gdy wyobrażała sobie skradzione pocałunki i westchnienia rozkoszy kochanka, który nie miał twarzy, ale także wydawał się znajomy. Uroniła nieproszoną łzę, która spłynęła w dół i rozprysnęła się w wannie, gdy doszła.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

— Granger, co to, kurwa, jest Brexit? — Draco wpadł do jej biura na ich codzienne spotkanie, nawet nie zawracając sobie głowy pukaniem.

— Co? — Spojrzała znad herbaty i zwoju, który przeglądała, zirytowana jego nagłym wejściem.

Opadł bezceremonialnie na swoje miejsce i rzucił jej szydercze spojrzenie.

— Brexit. Co to jest? Musiałem dzisiaj słuchać tej krowiej suki narzekającej na to przez prawie godzinę. Już jestem wyczerpany.

Hermiona zachichotała w duchu. Był całkiem uroczy, gdy obrażał mugolską premier.

— Cóż, jest taka organizacja zwana Unią Europejską…  — Zaczęła dogłębnie wyjaśniać wielokrotne głosowania i referenda, terminy i umowy handlowe, obserwując, jak jego oczy powoli zaczynają się szklić.

— Co za cholerny bałagan — zadumał się, gdy skończyła.

— Owszem. Ale mamy pilne sprawy do załatwienia w czarodziejskim świecie, więc przejdźmy do nich, dobrze?

Pokiwał głową.

— Jest jeszcze jedna rzecz, o której powinnaś wiedzieć, Granger. — Zniżył głos. — Myślę, że próbowała mnie złapać za tyłek.

Granger zarumieniła się. Draco uśmiechnął się złośliwie, ciesząc w duchu, że wciąż był w stanie wywołać u niej takie emocje, nawet po spotykaniu się od ponad miesiąca. Nadal był w formie.

— Ona co?

Był prawie pewien, że to wydarzyło się przypadkiem, ale nie było nic złego w upiększeniu historii na jego korzyść.

— Pani premier. Musnęła mnie, gdy wychodziłem, i wydaje mi się, że zrobiła to celowo.

Hermiona odchrząknęła, a lekki rumieniec objął boki jej delikatnej szyi.

— Dobrze. Chcesz, żebym interweniowała?

— Nie, to nie będzie konieczne. Poradzę sobie z tym.

— Jeśli jesteś pewien…

— Jest dobrze, Granger.

Obserwował, jak jej zarumienione policzki stopniowo przybierają właściwy odcień, gdy rozmawiali o ważniejszych sprawach. Przekazała mu projekt dotyczący bezpieczeństwa mioteł, który wymagałby od niego spotkania z kierownikiem Departamentu Magicznych Gier i Sportu.

Właściwie to go interesowało i był zaskoczony, że dała mu coś, co sprawi mu przyjemność. Może po prostu ratował ją przed koniecznością nadzorowania tego, co uważała za nudne zadanie.

— To wszystko? — zapytał, kierując się do wyjścia.

— Tak, do zobaczenia jutro.

Posłała mu szybki uśmiech i udawała, że spogląda na dokumenty przed sobą, ale był całkiem pewien, że czuł jej spojrzenie na swoich szytych na miarę spodniach, gdy wychodził z jej gabinetu. Misja zakończona.

Draco uśmiechnął się, wchodząc do windy i kierując się na piętro siódme, aby rozpocząć swój drugi projekt.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Kolejne kilka tygodni minęło jak mgła. Hermiona czuła się bardziej wypoczęta niż była przez lata i dokładnie wiedziała dlaczego — Malfoy przykładał się do pracy i dawała mu jej coraz więcej. Zaczęła od prostych projektów: rzeczy, które odkładała, bo po prostu nie miała czasu. Ukończy je, zanim ona zdecyduje, co dalej. Nieustannie spotykał się z mugolską premier, a po każdym kontakcie dokonywał niezawodnie szczegółowego podsumowania. I ciągle przynosił jej herbatę, którą tak lubiła. Jeśli zamierzał uśpić jej czujność, to działało. Nie tylko zaczęła mu coraz bardziej ufać, ale także na nim polegać. Jak na tak samodzielną osobę, którą była, to brzmiało przerażająco.

Chociaż nienawidziła tego przyznawać, udzielał też rozsądnych rad. Obecnie słuchała jego prezentacji na temat budżetu Departamentu Magicznych Gier i Sportu. Najwyraźniej odkrył niepotrzebne wydatki podczas nadzorowania nowych przepisów bezpieczeństwa mioteł.

— Więc jeśli przeznaczymy fundusze z tego obszaru, powinno się zwolnić jedną dziesiątą budżetu na inne projekty, takie jak bezpłatne treningi Qiudditcha dla rodzin o niskich dochodach.

Hermiona spojrzała na statystyki, które jej przekazał.

— To bardzo imponujące, Draco.

Nie był pewien, kiedy to się zaczęło, ale coraz częściej używała jego imienia. Pozwolił, by to uczucie go wypełniło, zanim się uśmiechnął.

— Nie bądź taka zaskoczona. W szkole zawsze byłem tuż za tobą.

Przewróciła oczami.

— Tak, pamiętam.

Draco nie mógł się powstrzymać. Uwielbiał pogrywać sobie z dawną Granger. Za każdym razem, gdy prychnęła lub przewróciła oczami na jego uwagę, jego tętno nieco przyspieszało. I był prawie pewien, że ta radość była obopólna. Im bardziej sprawiał, że się rumieniła lub denerwowała, tym bardziej maleńki żar nadziei rozbłyskał w nim na nowo.

W tym momencie nie był nawet pewien, jaki był jego główny cel. Ledwo się rozwiodła, a on był przekonany, że ona nigdy nie przekroczy granic zawodowych dla przypadkowego romansu — chociaż, jeśli miał być szczery, to też tego nie szukał. Minęło sporo czasu, odkąd potrzebował swoich umiejętności oklumencyjnych — w końcu nie było potrzeby szufladkowania, kiedy nie przebywało się w pobliżu ludzi — ale pomyślał, że może nadszedł czas, aby ponownie zacząć ćwiczyć.

Jednak… coś jeszcze w nim skłoniło go do zrobienia tego decydującego kroku. Może nadszedł czas, aby zaryzykował i zaufał swojemu sercu. Poszedł do domu i zaczął umawiać się na kilka spotkań.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Rose nie zawsze przyjeżdżała do domu na przerwę wielkanocną, ale zarówno Hermiona, jak i Ron uznali, że to dobry moment, by przetestować zaproponowane rozwiązania, mając ją blisko. Spędziła tydzień z ojcem, a teraz przyszła kolej na Hermionę.

Oczywiście dała też wolne Draco, jeśli chciał spędzić czas ze Scorpiusem, o co ją poprosił. Oboje nie musieli być w biurze podczas przerwy i wiedziała, jak bardzo tęsknił za synem. Nie widziała go prawie od tygodnia i ku swojemu przerażeniu uświadomiła sobie, że za nim tęskni. Ich lekkie przekomarzanie się i intensywne dyskusje stały się w tym momencie jej drugą naturą — jakby zostali przyjaciółmi.

O mój Boże. Naprawdę uważam Draco Malfoya za swojego przyjaciela?

Hermiona potrząsnęła głową, jakby chciała pozbyć się natrętnej myśli, gdy Rose wyszła z garderoby. Hermiona obiecała, że zabierze ją na zakupy do mugolskiego Londynu. Rose rosła jak chwast i potrzebowała ubrań na co dzień, gdy była w domu.

— Co myślisz, mamo?

To była sukienka idealna na wiosnę — kwiatowy różowo-biały print na miętowo-zielonym tle. Sprawiał, że jej rude włosy wydawały się jeszcze jaśniejsze, a gdy się obróciła, Hermiona miała łzy w oczach. Jej dziecko dorastało.

— Jest piękna, kochanie. Zdecydowanie powinnyśmy ją wziąć.

Rose uśmiechnęła się i wróciła do garderoby, by znów się przebrać.

Godzinę później, mając znacznie lżejszy portfel, Hermiona zapytała córkę, czy powinny pójść na mrożony jogurt. W powietrzu wciąż czuło się lekki chłód, ale ta pogoda sprawiała, że miała ochotę na słodki smakołyk. Przeszły kilka przecznic z zakupami w ręku, kiedy minęły kino.

— Rose! — zawołał młody głos.

Odwróciły się i zobaczyły machającego szaleńczo Scorpiusa Malfoya, praktycznie biegnącego po chodniku, by je dogonić. Miał na sobie dżinsy, koszulkę Avengers i elegancką, skórzaną kurtkę. Bez wątpienia to był wybór jego ojca.

— Cześć, Scorpiusie — powiedziała uprzejmie Rose, gdy do nich podszedł.

Jakaś postać powoli podeszła do niego, kręcąc głową na wybryki syna. Hermiona podniosła wzrok i zamrugała — gdyby nie miała Scorpiusa tuż przed sobą, mogłaby zapytać, kim był ten mężczyzna.

Obciął włosy. Bardzo. Teraz były tak krótkie, jak na szóstym roku, nie sięgały nawet kołnierzyka. Były rozdzielone z boku, rzucając niewielkie fale na czoło. Wyglądał znacznie młodziej i w ogóle nie przypominał Lucjusza. Nie tylko włosy były inne, ale miał na sobie mugolskie dżinsy i czarny golf. Jego całodniowy zarost miał odcień ciemniejszy o jeden ton niż jego platynowe włosy.

Wyglądał wręcz jadalnie.

Hermiona próbowała przełknąć ślinę, czując suchość w ustach.

Draco dziwnie na nią spojrzał.

— Pani minister — przywitał się tym powolnym i seksownym tonem. Chwila — czy jego głos zawsze był tak seksowny?

W końcu odnalazła w sobie umiejętność mówienia.

— Draco… co ty tutaj robisz?

— Och, cóż, Scorpius po prostu musiał zobaczyć Kapitana Marvela, więc poszliśmy do kina.

— Lubisz Uniwersum Marvela, Rose? — zapytał ją Scorpius.

— Lubię Kapitana Amerykę.

Zaczęli rozmawiać o superbohaterach, a Hermiona przeniosła swoją uwagę na Draco.

— Obciąłeś włosy.

Uśmiechnął się.

— Zauważalne, prawda?

— Cóż, to spora różnica.

— Wydawało mi się, że nadszedł czas na zmianę.

— Wygląda dobrze.

Jego uśmieszek poszerzył się do pełnego uśmiechu.

— Dzięki, Granger.

Próbowała zignorować dreszcz, który przebiegł przez jej ciało, gdy wypowiedział jej nazwisko. To coś nowego.

— Rose i ja wybierałyśmy się na mrożony jogurt. Jeśli chcecie dołączyć…

— Och, możemy? — Scorpius zapalił się na tę sugestię.

Draco nie spuszczał oczu z Hermiony, mówiąc:

— Jasne, nie mam nic przeciwko.

Po czym wystawił ramię ku niej. 

Spojrzała na niego z niepokojem, czując dreszcz czegoś przebiegającego między nimi, gdy wsunęła rękę pod jego ramię i skierowali się ku sklepowi z jogurtami.

Hermiona rozmyślała, czy się rumieni. Miała nadzieję, że nie. Nigdy wcześniej nie widziała Draco wchodzącego w interakcje ze swoim synem. W ciągu ostatnich trzydziestu minut uśmiechał się więcej niż kiedykolwiek widziała. I się śmiał. Nie chichotał, ale szczerze śmiał. Ten dźwięk ją rozgrzewał.

Rose i Scorpius kontynuowali przyjacielską rozmowę, podczas gdy ona starała się nie patrzeć na usta Draco, kiedy jego język wysunął się, by złapać kawałek miętowej czekolady z dolnej wargi. Czuła ciepło na szyi. Merlinie, co się dzieje?

— Wszystko w porządku, Granger? Trochę się zarumieniłaś.

— Jest dobrze. Nie za ciepło tutaj? — Ta wymówka brzmiała kiepsko nawet w jej uszach, więc wrzuciła do ust kawałek malinowej białej czekolady, żeby zapobiec dalszemu zakłopotaniu.

Draco posłał jej bezczelny uśmiech.

— Czuję się doskonale.

Wewnętrznie świętował. Nowy wygląd odniósł zamierzony skutek — wiedział, że pociągał Granger. Powiedziała mu to wcześniej, ale wspomniała także, że za bardzo przypomina jej swojego ojca. Cóż, już nie; jeśli cokolwiek mogło oddalić go od Lucjusza, to ta fryzura i przyjęcie kultury mugoli. Nie żeby było ciężko — Scorpius uwielbiał mugolskie rzeczy.

To był czysty fart, że udało im się dzisiaj na nie wpaść. Tak czy inaczej, Draco dziękował każdemu bóstwu, że tędy przechodziły. Czerwień rozlewająca się na dekolcie Hermiony była warta obejrzenia setek filmów o superbohaterach. Nie żeby ten był aż tak zły — główny czarny charakter kogoś mu przypomniał, ale nie wiedział skąd.

— Och, to chyba tylko ja — wymamrotała.

Obserwował ją z powagą, gdy oblizała wargi do czysta. Czego by nie dał, by wiedzieć, jak smakuje.

— Hmm — odpowiedział.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Rose rozpakowywała swoje nowe ubrania i odkładała je, kiedy Hermiona weszła do pokoju. Uśmiechnęła się, zadowolona z tego, jak dobrze jej córka aklimatyzowała się w nowym mieszkaniu.

— Więc teraz polepszyły się relacje ze Scorpiusem, prawda?

— Tak, jesteśmy przyjaciółmi. Myślę, że już nie jest zakochany.

Hermiona nie była tego taka pewna, ale prawdopodobnie nauczył się od ojca, jak to dobrze ukrywać. Nie byłaby zaskoczona, gdyby uczył go oklumencji.

— To dobrze.

Rose odwróciła się, kładąc rękę na biodrze. Kiedy to robiła, była bardzo podobna do swojej matki. A potem uśmiechnęła się w sposób przypominający Rona.

— Skoro mowa o Malfoyach, co się działo między tobą a jego tatą?

Hermiona lekko zbladła.

— Cóż, wiesz, że Draco jest moim doradcą w Ministerstwie i zbliżyliśmy się…

— Tak to teraz nazywają?

— Rose Granger-Weasley, co masz na myśli?

— Widziałam, jak na niego patrzyłaś, mamo. Rozbierałaś go wzrokiem!

— Nic takiego nie robiłam! Po prostu się ostrzygł, odkąd go widziałam ostatnio, i to mnie zszokowało! To wszystko.

— Acha, jasne.

Rose zakręciła różdżką w dłoni i przećwiczyła ruchy dla kilku nowych zaklęć, których się nauczyła.

— Chodzi mi o to, że twój ojciec i ja właśnie się rozwiedliśmy.

— Tata był już na randce. Dlaczego ty nie możesz?

Hermiona musiała usiąść na łóżku na to objawienie. Rose dołączyła do niej.

— Był?

— Tak. Powiedział, że to nic wielkiego, ale chciał „wyjść do ludzi”. — Zrobiła cytat w powietrzu i mówiła głębszym głosem, wypowiadając ostatnie słowo.

— Powiedział ci, z kim poszedł? Nieważne. Nie chcę wiedzieć.

— Padma Patil. Właśnie wróciła do Wielkiej Brytanii po rozwodzie z Amerykaninem.

— Och. — Przypomniała sobie, że przez chwilę widziała ich razem na Balu Bożonarodzeniowym, zanim zrujnował jej wieczór z Wiktorem. Ciekawe, że po tylu latach odnowili znajomość.

— Ty i tata przez długi czas się kłóciliście i po prostu byliście nieszczęśliwi. Na pewno nie chcesz się umówić na randkę?

Jej dziecko było takie mądre.

— Chcę, ale jeszcze nie teraz, a już na pewno nie z Draco Malfoyem.

Rose wyglądała na zdezorientowaną.

— Dlaczego nie? Jest singlem i dogadujecie się.

— Między nami jest… duża historia. Poza tym, nawet gdybym była zainteresowana — a nie jestem — on nie myśli o mnie w ten sposób.

Rose tylko wzruszyła ramionami, decydując się na razie zostawić tę sprawę w spokoju.

— Och, przy okazji, wzięłam ci kilka cukrowych piórek. Wiem, że je lubisz.

Hermiona nie mogła uwierzyć, że to zapamiętała. Musiała o tym wspomnieć mimochodem dawno temu.

— Dziękuję, Rose. Jesteś taka troskliwa.

Pocałowała ją w czoło i zaniosła prezent do kuchni, zostawiając Rose, by w spokoju mogła przygotować się do snu.

Hermiona nie mogła uwierzyć w to, co powiedziała jej córka. To prawda, że pojawienie się Draco zbiło ją z tropu, ale nie była nim zainteresowana. Możliwe, że ją pociągał, ale to nic nie znaczy. Nagle wyobraziła sobie jego usta i błysk języka, gdy zlizał mrożony jogurt z dolnej wargi.

Kurwa. To może być problem.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Było późno. Scorpius już położył się do łóżka, a Narcyza niewątpliwie spała w swoich komnatach. Draco wciąż nie zmrużył oka. Miał tyle nerwowej energii, której nie można było powstrzymać, więc warzył Eliksir Spokoju, by się wyciszyć. Dodał syrop z ciemiernika i westchnął, gdy zapach unoszący się nad eliksirem zaczął koić jego niespokojny umysł.

Czy posunął się za daleko? Hermiona wydawała się reagować na zmiany, które wprowadził, ale miał nadzieję, że nie flirtował zbyt bezczelnie. Merlinie, jego praca może być zagrożona. A jeśli oskarży go o próbę uwiedzenia jej i natychmiast usunie z jego stanowiska?

Nie, powiedział sobie stanowczo. To było zabawne. Praktycznie nic nie zrobił. To tylko jego mózg, pozbawiony snów, płatał mu figle.

Skończył warzyć na wolnym ogniu i od razu nalał sobie dawkę, mając nadzieję, że to pomoże mu zasnąć. Wolał ten eliksir od tego na sen bez snów, ponieważ nie pozostawiał go rano oszołomionym. Poza tym nie mógł się doczekać, co przyniosą jego sny. Powlókł się z powrotem do swojego pokoju, decydując się na gorący prysznic przed spamiem.

Powoli ściągał ubrania, a jego umysł skupił się na wiśniowo-czerwonej kurtce, którą miała na sobie Hermiona, a także na obcisłych dżinsach i przezroczystej, białej bluzce, przez którą niemal mógł dostrzec fason jej stanika. Gdy para wypełniła prysznic, chwycił swojego twardego kutasa i zaczął pompować — wyobrażając sobie jej idealne, różowe usta i język, gdy zlizywała mrożony jogurt z łyżki. Wyobraził sobie te usta na swoich ustach, całujące jego szyję, owinięte wokół jego penisa.

— Granger — mruknął, dochodząc i malując kafelek swoją spermą.

_____________

Witajcie :) mamy piątkowy wieczór, więc pora na kolejny rozdział tej historii. Jak wrażenia? Podobał się? Ja osobiście uwielbiam Rose w tym opowiadaniu...

Kolejny rozdział pewnie pojawi się wprzyszłym tygodniu. Jadę na wakacje, ale do rodziny, więc będzie sporo czasu na tłumaczenie i nadrabianie. Także oczekujcie.

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego weekendu! Enjoy!

[T] Still Life: Rozdział 3

wtorek, 19 lipca 2022

 

Dziwnie było budzić się w pustym domu. Hermiona naprawdę mocno spała po zjedzeniu dwóch misek gulaszu, który zrobił Ron, a potem obficie płakała przez prawie godzinę. Opłakiwała utratę życia, którego myślała, że chce. Utratę tego, które właśnie straciła, i wszystkiego, co nigdy się nie wydarzy. Kiedy się położyła, była wyczerpana emocjonalnie i wykorzystała jego nieobecność, rozkładając się na łóżku jak wyrzucona rozgwiazda.

Rano nie spieszyła się, robiąc kawę, ubierając się i szukając czegoś, co mogłaby zrobić z włosami. Nie było tak, że normalnie spędzała wiele czasu, szykując się do pracy, ale chciała dzisiaj wyglądać reprezentacyjnie.

Nie chodziło o to, że stroiła się dla Draco Malfoya — z pewnością nie. Po prostu… jeśli miała mieć doradcę, uznała, że nie powinna wyglądać tak, jakby właśnie wyszła z łóżka i weszła do Ministerstwa, używając Sieci Fiuu.

Eliksir sprawił, że włosy stały się gładkie i lśniące, opadające dużymi lokami na plecy. Zebrała je trochę do tyłu i spięła czarnym klipsem, nic nadzwyczajnego. Potem, uznając, że zaszła już tak daleko i wciąż ma chwilę, zrobiła lekki makijaż — trochę tuszu do rzęs i matowa, różowa pomadka — od razu widać było różnicę. Jej obrączka spoczywała w małym naczyniu obok zlewu, gdzie leżała od tygodni. Nie założyła jej.

Wczoraj wieczorem poprosiła Rona o rozwód. Powinna czuć się przygnębiona: zmarnowane prawie dwadzieścia lat małżeństwa. Zamiast tego czuła się lżejsza; jakby ktoś zdjął ciężar z jej barków.

Gdyby nie jej zaabsorbowanie dzisiejszym spotkaniem, mogłaby pozwolić sobie na poczucie winy za to, że nie czuje się źle, ale po prostu nie miała na to czasu. Delikatny uśmiech pojawił się na jej twarzy, gdy weszła do ministerstwa.

Hermiona była pochłonięta filiżanką herbaty i informacją na temat niedawnej inwazji chochlików kornwalijskich na obszarze zamieszkanym głównie przez mugoli, kiedy rozległo się pukanie do jej drzwi. Może to byłby dobry przypadek na początek dla jej doradcy — wiązałoby się to z pewnymi zezwoleniami od mugolskiej premier.

— Proszę! — zawołała, nie podnosząc wzroku.

Draco wkroczył do gabinetu minister, czując się całkiem dobrze w tej nowej pracy.

— Pani Minister — przywitał się.

— Doradco — odparła, podnosząc głowę z lekkim uśmieszkiem. Jeśli on miał grać miłego, ona też mogła.

Jego serce zabiło mocniej, gdy spojrzał na jej twarz. Miała makijaż — tylko odrobinę, ale delikatnie podkreślał jej naturalne piękno. Wyglądało na to, że użyła także eliksiru wygładzającego włosy; część lśniących loków związała pośrodku głowy. Odchrząknął, siadając, czując się, jakby znów miał czternaście lat i zobaczył ją trzymającą rękę na ramieniu Kruma podczas Balu Bożonarodzeniowego. Biedny Draco Malfoy, zawsze pragnący tego, czego nie mógł mieć.

— Ty, hmm… wyglądasz naprawdę ładnie, Granger.

Wtedy szczerze się do niego uśmiechnęła. Nie był do tego przyzwyczajony.

— Dziękuję, Malfoy.

W rzeczywistości wyglądała tak serdecznie i elegancko, że martwił się, iż coś przeoczył.

— Jakaś specjalna okazja?

— Cóż, wiesz, pomyślałam, że prawdopodobnie powinnam trochę się przyłożyć, ponieważ mam dzisiaj pierwsze spotkanie z moim doradcą.

— Więc wystroiłaś się… dla mnie?

— Nie schlebiaj sobie. Równie dobrze mógłbyś być Neville’em Longbottomem, a ja zrobiłabym to samo.

Zaśmiał się.

— Rozumiem, Granger. Przejdziemy do rzeczy?

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Ich pierwsze spotkanie przebiegło zaskakująco dobrze. Draco był chętny na rozwiązanie problemu z chochlikami i przekazała mu go, dając do zrozumienia, że jego pierwsze spotkanie z mugolską premier odbędzie się w następnym tygodniu.

Był bardzo uprzejmy i ani razu jej nie obraził, co szczerze zaniepokoiło ją bardziej niż cokolwiek innego. Przygotowała się na spotkanie z aroganckim i rozdrażnionym Malfoyem, a jedyne, co robił, to przypominał jej, że szydzący chłopak, którym był w Hogwarcie, już dawno odszedł.

Od nowa musiała się dowiedzieć, kim był. To była dość intrygująca perspektywa.

Kiedy wróciła do domu, wciąż był pusty.

Rozglądała się po pomieszczeniach, jakby wyglądały inaczej, tylko dlatego, że zmieniła się sytuacja między Ronem a nią. Jeśli poświęci czas na użalanie się, może nigdy nic nie zrobić, więc wyjęła rzeczy i wyczyściła je zamiast tego. Po mugolsku, bez użycia magii. Potem, z bolącymi mięśniami i pachnąca lekko sosną, wyjęła laptopa i zaczęła szukać dostępnych mieszkań.

Dom powinien przypaść Ronowi. Łatwiej byłoby mu dojeżdżać do sklepu i to on zawsze korzystał z kuchni. Ona praktycznie wcale.

Wysłała kilka e-maili do pośredników w handlu nieruchomościami, zanim przygotowała sobie parującą kąpiel. Wino i Adele znów były dobrym towarzystwem, gdy bąbelki poniosły ją w inne miejsce.

Czasami Hermiona chodziła do biura w sobotę, ale dzisiaj zdecydowała, że ma w domu wiele do zrobienia. Wyjątkowo chętna pośredniczka od razu odesłała jej e-mail i umówiły się na spotkanie, by obejrzała jedno z mieszkań, które znalazła w internecie. Miało się to odbyć później tego dnia, a na razie postanowiła zacząć pakowanie.

Jak zredukować dwadzieścia lat do kilku małych pudełek? To było jak proszenie o rozstanie się z cząstkami siebie, gdy każde wspomnienie szybko wracało do umysłu. Spodnie ciążowe, które nosiła, gdy była w ciąży z Rose; okropny sweter Molly z napisem „Pani W”, który kobieta zrobiła na drutach niedługo po ślubie Hermiony z Ronem (chociaż poinformowała ich, że zachowuje swoje nazwisko); kawałek biletu ze sztuki na West End, gdzie zabrała Rose w pierwsze lato po rozpoczęciu nauki w Hogwarcie.

Ubrania i buty były łatwe, ale sentymentalne rzeczy? To było trudne.

Wkrótce nadszedł czas, by spotkać się z pośredniczką w handlu nieruchomościami. Hermiona posprzątała, ubrała się w szykowny dres i udała do Ministerstwa przez Sieć Fiuu. Mieszkanie znajdowało się na Covent Garden, więc z Whitehall mogła łatwo złapać taksówkę albo pojechać autobusem.

— Miło panią poznać, pani Granger.

Pośredniczka nazywała się Stevie i miała ciemne włosy upięte w elegancki, stylowy kok. Jej czarna sukienka i czerwona marynarka z pewnością dodawały pewności siebie.

— Panią również.

Hermiona była pod wrażeniem otwartości kobiety i szybko złapały wspólny język.

Mieszkanie było oszałamiające; polerowane, drewniane podłogi, chromowane i granitowe blaty w kuchni oraz piękne, duże okna, z których częściowo było widać Tamizę. Nieźle, jak na cenę wywoławczą. Ulokowane tuż przy Strand, przez co droga do pracy znacznie by się skróciła — mogła nawet chodzić pieszo, jeśli chciała. Zawsze w domu korzystała z Sieci Fiuu, ale fajnie byłoby rozprostować trochę nogi w mugolskim Londynie przed wejściem do Ministerstwa.

Wydawało się nierozsądnym, żeby zdecydować się na pierwsze pokazane mieszkanie, ale to było idealne rozmiarowo, oferowało małe biuro, które mogłoby służyć jako pokój gościnny, gdyby przyjechała Rose i chciała zostać. Znajdowało się obok West End, więc mogła nawet zabrać córkę na więcej sztuk podczas przerw w Hogwarcie.

Stevie była zajęta pokazywaniem jej kabiny prysznicowej i oddzielnej wanny, gdy Hermiona oświadczyła:

— Biorę.

— Naprawdę? — Stevie na chwilę straciła opanowanie i spokój.

— Naprawdę. Jest idealne. Idealne miejsce na nowy początek. — Z roztargnieniem potarła palec w miejscu, gdzie kiedyś znajdowała się obrączka, a Stevie skinęła głową ze zrozumieniem.

— Oczywiście, pani Granger. W takim razie rzućmy okiem na dokumenty, dobrze?

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

— Miło pana poznać, panie Malfoy.

— Panią również, pani premier.

Draco był dobry w podrywaniu — zawsze tak było. Łatwo mógł przypodobać się mugolskiej premier, a jej lekki uśmiech dawał do zrozumienia, że nie opiera się jego urokowi. Kobieta była bardzo stylowa i niezbyt merytoryczna. Nic dziwnego, że nienawidziła Hermiony. Przeczytał trochę o mugolskiej polityce, aby być przygotowanym, i szybko zdał sobie sprawę, że wiele z tego to tylko pozory.

Łatwo było uzyskać pozwolenia na wpuszczenie ich do społeczności mugoli w celu usunięcia chochlików. Miał nadzieję, że Granger będzie zadowolona z jego pracy. Fakt, że premier zaproponowała mu herbatę i pogawędkę, był tylko wisienką na torcie.

Kiedy wrócił do domu, był całkowicie wyczerpany. Minęło zbyt wiele czasu, odkąd przepracował cały dzień. Czuł się spełniony, w jego żyłach płynęło narastające poczucie dumy. Czuł, jakby naprawdę coś zmienił  — co z pewnością było nowym uczuciem dla Draco Malfoya. Stwierdził, że chyba to lubi.

— Co sprawiło, że tak się uśmiechasz? — zapytał głos, którego nie słyszał od dawna.

Odwrócił się i zdał sobie sprawę, że stoi przed portretem swojej zmarłej żony. Ledwie to zarejestrował, gdy idąc, wybrał tę trasę.

— Tori, kochanie. Zacząłem pracować.

Była olejem, pigmentem i pamięcią, tylko cieniem rzeczywistości, ale uśmiech na jej twarzy pozostał bardzo prawdziwy.

— Wiem, słyszałam. Współpracujesz z Minister. Jak wspaniale.

— Tak, cóż. Czuję, że choć raz w życiu jestem przydatny.

— Nie mów tak. Dla mnie zawsze taki byłeś. Byłeś powodem, dla którego zostałam w pobliżu tak długo — ty i Scorpius.

Skinął głową, bawiąc się obrączką. Czuł, jak łzy kłują go w kącikach oczu i przypomniał sobie, że właśnie dlatego nie chodził tym korytarzem tak często. Kiedy Astoria odeszła, codziennie odwiedzał jej portret, ale w miarę upływu czasu tylko bolało go przypominanie, że to tak naprawdę nie była ona — i tak naprawdę nigdy nie wróci.

Jej głos był cichy, kiedy zapytała:

— Draco, dlaczego wciąż nosisz obrączkę? Minęły ponad dwa lata. Nie oczekuję, że będziesz wiecznie samotny.

— Wiem, kochanie. Po prostu… to ostatnia cząstka ciebie, jaka mi pozostała.

— Nieprawda. Wiesz, że część mnie żyje w naszym synu i nikt nie może nam odebrać naszych wspaniałych wspomnień.

Jego głowa kołysała się w górę i w dół, gdy przeczesywał palcami włosy, ściągając gumkę, którą spinał je w kucyk. To naprawdę trwało zbyt długo.

— Masz rację, jak zawsze.

— Oczywiście, że tak. — Uśmiechnęła się. — Chcę, żebyś był szczęśliwy, Draco. Spróbujesz to zrobić dla mnie?

— Spróbuję.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

— Przyniosłem ci herbatę; jedna kostka cukru i odrobina mleka. — Draco postawił filiżankę na biurku Hermiony.

— Och, dziękuję. Nie musiałeś tego robić. Sally zazwyczaj przynosi mi moją…

— Chciałem, Granger. To nic wielkiego; i tak tutaj szedłem, a ona wyglądała na zajętą.

Dziwny uśmiech pojawił się na twarzy Hermiony. Minął ponad tydzień, odkąd Malfoy był jej doradcą i jeszcze się nie pozabijali, co uważała za postęp. Mimo to część niej zastanawiała się, czy po prostu był miły podczas pierwszej fazy tego nowego partnerstwa i ostatecznie wróci na swoje wrogie tory.

— Cóż, doceniam to.

Powoli sączyła herbatę, zastanawiając się nad faktem, że zajęło mu tydzień, aby zapamiętać, jaką lubi. Ron kilka razy próbował zrobić jej herbatę, zawsze była zbyt słodka.

— Więc, co dzisiaj w planie?

Draco rysował kółeczka na krześle w gabinecie Hermiony, czując gładkość zużytego drewna. Czuł się coraz bardziej komfortowo, będąc tutaj, ale wciąż było to dziwne. Nie załamała się znowu, tak jak tamtego dnia, więc założył, że ona i Weasley wszystko naprostowali. Żałosne.

— Otrzymałam pochlebny raport od mugolskiej premier o waszym spotkaniu. Więc dziękuję ci za to. Zdjąłeś ogromny ciężar z moich barków.

— Nie ma za co. Jest trochę trudna, ale da się ją oczarować.

Hermiona prychnęła.

— Łatwo ci powiedzieć.

— Co to ma znaczyć? 

— To znaczy, że jesteś Ślizgonem i naturalnie ci przychodzi oczarowanie kogoś. Poza tym jesteś przystojnym mężczyzną, więc jestem pewna, że to pomogło.

Draco otworzył szeroko oczy.

— Czekaj… uważasz, że jestem przystojny?

— To nie tak… nie o to mi chodzi. Wiesz, że jesteś atrakcyjny, ze względu na sposób w jaki się ubierasz i nosisz.

— Hermiona Granger uważa, że jestem atrakcyjny. Mam sprowadzić Ritę Skeeter? Udzielić prywatnego wywiadu? — Wyglądał na bardzo zadowolonego.

Masz prawie czterdzieści lat; nie pozwól, aby ta fretka cię denerwowała. Nie zadziałało, bo poczuła napływ ciepła na policzki.

— Och, zamknij się, Malfoy.

— Jak sobie życzysz, pani Minister.

— Jeśli musisz wiedzieć, to uważam, że teraz trochę za bardzo przypominasz swojego ojca, jak na mój gust, ale zawsze uważałam, że jesteś przystojny. Jeśli to wyjdzie poza ten pokój, wyślę aurorów, by cię zamordowali.

— Zrozumiałem.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Kiedy w końcu zwerbalizowała, że rozwód jest tym, czego chce, Ron nawet się nie kłócił. Dzięki temu wiedziała, że on też to przewidział. Oboje zbyt długo zaprzeczali. Ale w głębi duszy wiedzieli.

Hermiona wzięła głęboki oddech na progu Nory, po czym podniosła rękę, by zapukać. Bez wątpienia cały klan Weasleyów wiedział o ich rozstaniu. Nie trzeba przedłużać tego, co nieuniknione. Molly otworzyła drzwi po drugim pukaniu i przyciągnęła ją do uścisku.

— Hermiono, kochanie. Tak się cieszę, że się pojawiłaś.

Cóż, to nie było powitanie, jakiego oczekiwała. Była przygotowana na uniki przed pomidorami w chwili, gdy wejdzie.

— Ron ci powiedział? — zapytała z niedowierzaniem.

— Tak, tak. Wejdź do środka, zanim zamarzniesz na śmierć.

Ron siedział na wytartej kanapie, rozmawiając z Arturem i popijając z kufla. Wyglądał na zrelaksowanego, a nawet szczęśliwego.

— Miona! Co ty tutaj robisz?

— Myślę, że musimy porozmawiać.

Większość pokoi była pusta, gdy wszystkie dzieci dorosły i poszły na swoje. Odzyskiwali je w święta i w razie potrzeby, ale teraz wystarczyło wybrać jeden, by znaleźć odrobinę prywatności.

— Więc, co tam?

— Jak się miewasz? Dobrze wyglądasz.

— Ach, wiesz, mamie… wydaje się, że jedzenie wyleczy moje złamane serce. Więc dobrze się odżywiam. A tata informuje mnie o wszystkim, co się dzieje z resztą rodziny.

— Och, dobrze. — Skinęła głową, tylko po to, żeby coś zrobić. Dlaczego czuła się tak niezręcznie?

— Dlaczego przyszłaś, Hermiono?

— Zdecydowałam, że powinieneś zatrzymać dom.

Ron przez chwilę wyglądał na zszokowanego.

— Naprawdę?

Delikatnie dotknęła jego ramienia, po czym zastanowiła się i opuściła rękę.

— Tak. Kochasz ten dom i zawsze miałeś z niego większy użytek niż ja. Znalazłam mieszkanie w mugolskim Londynie, niedaleko Ministerstwa.

— Och.

— Jest pokój dla Rose i wszystko inne. Przy moim napiętym harmonogramie w Ministerstwie pomyślałam, że możesz ją mieć w tygodniu, a ja będą ją brała na weekendy.

Hermiona wiedziała, jak bardzo to może namieszać w mugolskim świecie i nie chciała, by tak było między nimi. Wolała ładne, płynne przejście.

— Cholera, Hermiono. Naprawdę już wszystko przemyślałaś, prawda? Nie sądzisz, że najpierw powinniśmy powiedzieć Rose?

— Tak, to właściwie miał być mój następny punkt — w ten weekend jest wyjście do Hogsmeade. Pomyślałam, że możemy się tam z nią spotkać i powiedzieć jej osobiście. Byłoby lepiej, gdybyśmy poszli razem.

Pokiwał głową. Miała nadzieję, że w planach na przyszłość widział to takim, jakim było: gałązką oliwną. Nigdy więcej kłótni, niezręczności — po prostu wszyscy przechodzą w kolejny etap życia.

— Tak, powinienem dać radę.

— Dobrze, dobrze. W ciągu tego tygodnia się wyprowadzę, jeśli chcesz wrócić do domu. — Ścisnęła jego ramię w pocieszającym geście.

— Jeśli ci to nie robi różnicy, myślę, że poczekam, aż całkowicie się wyprowadzisz.

— W porządku. Wyślę ci sowę.

Odwróciła się do wyjścia, ale kiedy jej ręka znalazła się na klamce, chwycił ją za nadgarstek i odciągnął do tyłu.

— Hermiono — wydyszał, chwytając jej usta w słodkim, niewinnym pocałunku.

Nie było ognia, namiętności, a już na pewno nie było języka. Nie była to dla niej ostatnia deska ratunku, żeby zmienić zdanie, ale raczej pożegnanie w jedyny sposób, jaki znał. Czuła łzy spływające po jej policzkach, gdy przerwał pocałunek, ocierając jej skórę i przeciągając kciukiem od policzka do podbródka.

— Nie było tak źle, prawda? — zapytał.

— Nie, Ron. Wiele z tego było całkiem dobre.

Zdjęła jego dłoń z twarzy i pocałowała ją, zanim puściła.

Czuła jego wzrok na swoich plecach, ale nie poszedł za nią. Dobrze. To było wystarczająco trudne. Przemknęła z powrotem przez front domu, zatrzymując się dopiero, gdy dotarła do kuchni. Molly rozstawiała talerze i zawołała:

— Na pewno nie chcesz zostać na kolacji, kochanie?

Hermiona ponownie szybko otarła policzki, zanim zwróciła się do swojej teściowej.

— Nie, dziękuję. Nie mogę zostać, po prostu musiałam porozmawiać z Ronem.

Molly podeszła do niej, podczas gdy talerze ustawiały się na stole. Chwyciła policzki Hermiony i spojrzała jej głęboko w oczy.

— Słuchaj, bez względu na wszystko, zawsze będziesz rodziną. Kocham cię jak córkę i zawsze będziesz mile widziana w tym domu.

Hermiona skinęła głową na znak zgody, czując, jak łzy napływają ponownie, gdy Molly pocałowała ją w czoło. Zerkając w tył, zauważyła, że Artur marszczy brwi nad swoim piwem, gdy wychodziła. Wydawało się, że znosi to gorzej niż jego żona. Gdy tylko przeszła przez drzwi, wciągnęła do płuc ogromny łyk rześkiego powietrza. Właściwie poszło lepiej niż się spodziewała. Po raz ostatni spojrzała na Norę, zanim aportowała się do domu.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Stojąc w swoim salonie, Hermiona spojrzała na wszystkie pudła, w które spakowała swoje życie. Nowy początek — tego potrzebowała, powiedziała sobie, więc starała się przynieść tylko to, co niezbędne. Ron mógł znaleźć zastosowanie dla wszystkich innych rzeczy. Poza tym, to nie tak, że nigdy by tu nie wróciła. Z tęsknym spojrzeniem na schody, na których Rose skręciła kostkę, na miejsce na podłodze w kuchni, które wciąż było spalone po jednym z eksperymentów Rona i na okno z nieco jaśniejszą szybą, ponieważ pękło, gdy wujek Harry próbował pokazać swojej siostrzenicy jak latać, chwyciła swój zaczarowany kufer i zaczęła wrzucać do niego wszystkie pudła.

Po zabraniu wszystkiego do nowego mieszkania miała spotkać się z Ronem i udać do Hogsmeade. Rose od razu przesłała odpowiedź, zauważając, że rodzice zazwyczaj nie pojawiali się na takich wycieczkach. Hermiona zastanawiała się, ile wie jej córka.

Spotkała się z nimi w Trzech Miotłach i Hermiona próbowała otrząsnąć się z deja vu spotkań podczas nauki w Hogwarcie. Zignorowała tę nostalgię i zmusiła się do skupienia na zadaniu. Cała trójka piła piwo kremowe, kiedy Ron w końcu odchrząknął.

— Twoja matka i ja mamy coś ważnego do powiedzenia i chcieliśmy zrobić to osobiście.

Rose podniosła wzrok z zamyśloną twarzą.

— W końcu to robicie, prawda?

— Co? — spytali niemal jednocześnie, zszokowani.

— Rozwodzicie się. Dlatego podczas szkolnej wycieczki zaprosiliście mnie na złowieszcze spotkanie rodzinne, prawda?

— Cholera, ma to po tobie, Hermiono.

Kobieta posłała mu lekki uśmiech.

— Właściwie tak. My… rozwodzimy się. Masz do nas jakieś pytania?

— Niekoniecznie. Od lat byliście nieszczęśliwi. Szczerze mówiąc, spodziewałam się tego dużo wcześniej.

Jej mądra dziewczynka.

— Cóż, chociaż mogłaś to przewidzieć, musisz wiedzieć, że oboje bardzo cię kochamy i to się nie zmieni.

Rose skinęła głową.

— Wiem, ja też was kocham. — Uśmiechnęła się delikatnie. — Z kim będę mieszkała podczas przerwy?

Wtedy odezwał się Ron, przeczesując dłonią swoje kudłate, rude loki.

— Dom należy do mnie, więc będziesz ze mną w ciągu tygodnia. Mama przyjmie cię na weekendy do swojego nowego mieszkania.

Na to Rose wydawała się trochę ożywić. Zarzuciła masę rudych loków na ramię — Hermionę zawsze zdumiewało, jak wyglądała mieszanka ich obojga — i zapytała:

— Och? Gdzie jest to nowe mieszkanie?

— Na Covent Garden. Od czasu do czasu możemy obejrzeć jakąś sztukę.

— Wytwornie. — Rose posłała jej spojrzenie sugerujące, że jest pod wrażeniem.

— Zanim pozwolimy ci wrócić do twoich przyjaciół, mam kolejne pytanie. — Hermiona bawiła się palcami, lekko zdenerwowana. — Jak się mają sprawy ze Scorpiusem?

Ron rzucił jej zmieszane spojrzenie, ale na szczęście zachował milczenie.

— Myślę, że lepiej. Nieźle go przeklęłam.

— Moja dziewczynka — powiedział Ron.

— Nie… — Hermiona posłała mu spojrzenie. — Nie można przeklinać ludzi. Słuchaj, nie powinien był robić tego, co zrobił, ale rozmawiałam z Draco i to się więcej nie powtórzy.

— Och, wiem, że nie… bo go przeklęłam.

Pomimo jej sprzeciwów, Hermiona zaczęła się śmiać z Ronem i Rose. Przez chwilę wydawało się, że powróciły dawne czasy, ale czuła coś nowego — jakby wszystko miało się ułożyć.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Było wcześnie i, technicznie rzecz biorąc, miał przyjść później, ale Draco nie mógł już spać. To czysty przypadek, że znalazł się na piątym piętrze. Wędrówka po Ministerstwie z filiżanką herbaty była świetnym sposobem na podsłuchiwanie rozmów, których ludzie nawet nie próbowali ukryć. Czasami były przydatne. Tak jak wtedy, gdy przeszedł obok Biura Magicznych Związków.

Coś kazało mu pozostać w ukryciu, gdy usłyszał przyciszone głosy, a potem patrzył, jak dwie postacie opuszczają pomieszczenie. Były tylko dwa powody, dla których ktoś odwiedzał to biuro — aby odebrać akt małżeństwa lub złożyć wniosek o rozwód. Postępowanie rozwodowe było prostsze w świecie czarodziejów: proste zaklęcie niszczyło dawną przysięgę i obie strony podpisywały zwój rozwiązujący związek. Oczywiście zdarzało się to tak rzadko, że nie musiało być skomplikowane, w przeciwieństwie do mugoli, którzy zawsze musieli utrudniać sprawy.

Więc to był dla niego ogromny szok, gdy zobaczył, że postacie, które przed chwilą były zaledwie sylwetkami, okazały się być Hermioną Granger i Ronem Weasleyem. Draco obserwował ze swojej małej wnęki, jak urzędnik Ministerstwa wręcza im zwój. Zauważył, że pochyla się niżej, gdy Hermiona powiedziała coś do rudzielca i niezręcznie poklepała go po ramieniu. Weasley zmarszczył brwi, skinął głową i odszedł w stronę wind.

Jednak Granger zwlekała. Patrzył, jak rozwija zwój, czyta słowa i zamyka oczy, wzdychając. Jej twarz przepełniały smutek i ulga. Następnie włożyła zwój do torby, otrzepała szatę z kurzu i zdecydowanym krokiem ruszyła ku windom.

Draco ledwo mógł w to uwierzyć. Kiedy nie wspominała ponownie o swoich problemach małżeńskich, założył, że to rozwiązali. Chyba jednak nie. Draco nie był pewien, co o tym sądzić, biorąc pod uwagę jego dość skomplikowane uczucia dotyczące samej pani Minister. Z pewnością nie pałał miłością do Weasleya, ale był to smutny stan rzeczy, niezależnie od tego, jak na to spojrzeć. Był pewien, że Granger w pewnym sensie musi czuć się tak, jakby zawiodła — Merlin wie, jak poważnie traktowała wszystko inne w życiu. Przysiągł sobie, że nie będzie dzisiaj gorszy niż zwykle.

Dopijając resztę herbaty, postanowił jeszcze raz wstąpić do kawiarni. Idąc do windy, ukradkiem ściągnął swoją obrączkę i schował do wewnętrznej kieszeni.

Po prostu nadszedł czas.

____________

Witajcie :) we wtorek serwuję Wam kolejny rozdział tej historii. Powolutku się wszystko rozkręca. Nawet Ron mnie zaskoczył swoją dojrzałością, co rzadko się zdarza. Nie będę powtarzać, że uwielbiam to opowiadanie, dobrze o tym wiecie. :) Dajcie znać jak wrażenia po tym rozdziale.

Kolejny rozdział pojawi się w czwartek lub w piątek, ale raczej bliżej piątku. Także oczekujcie, bo będzie się działo.

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego. Enjoy!