[T] Come To Claim: Rozdział 23

niedziela, 31 maja 2026


Było już po dziesiątej, kiedy w końcu wróciłam do domu po spotkaniu z Astorią i Pansy. Gdy weszłam do mieszkania, światła były zgaszone. Draco musiał mieć kiepski dzień i już poszedł spać. Nie wydawało się, by z radością uczestniczył w porannych spotkaniach, a ponieważ przez nie początek jego dnia pracy się opóźniał, musiał zostawać do późna. I szczerze mówiąc, brakowało mi jego obecności. Chciałam, żeby był przy mnie. Chciałam, żeby odprowadzał mnie do i z windy. Dzisiejszy dzień był inny bez niego u mojego boku.

Przygotowałam się do snu i ubrałam granatową piżamę. Góra była jedwabnym topem, a dół niczym więcej niż szortami. Miałam nadzieję, że znajdę wśród moich rzeczy kolejną kreskówkę, bo dzisiaj nie widziałam Draco, ale byłam rozczarowana, że tak się nie stało.

Sen przyszedł łatwo. Cały dzień był wyczerpujący i przytłaczający. Wierzyłam, że Theo łatwo spławił Bena, choć byłam zaskoczona, że tak się do siebie zbliżyli. Przypisywałam to temu, że Theo był współwłaścicielem i znał wszystkich klientów.

Poczułam muśnięcie chłodnego powietrza na stopach i schowałam je z powrotem pod kołdrę.

Moje ramiona były nieruchome.

Nogi też.

Mój krzyk rozdarł gardło i odbił się echem od ścian wokół. W pokoju panowała całkowita ciemność, a ja walczyłam, żeby odzyskać panowanie nad zmysłami. Nie wiedziałam, gdzie jestem.

Potwór.

Poczułam, jak łóżko ugina się pod jego ciężarem, gdy na nie wchodził.

Wiedziałam, że się nie podda.

Wiedziałam, że nie przyjmie tego dobrze.

— Nie cierpię, gdy ktoś mnie spławia — wyszeptał w mój policzek.

Wrzasnęłam ponownie, szarpiąc się i wierzgając w kajdanach, które mnie trzymały.

— Cii — powiedział, głaszcząc mnie dłonią po twarzy. — I tak nikt cię nie usłyszy.

Szloch narastał mi w gardle.

— Zostaw mnie w spokoju.

— No proszę, kotku — westchnął. — Nie to mówiłaś ostatnim razem.

— Proszę — błagałam. — Nie możemy tego zrobić.

— Mówiłem ci, że twoje usta nigdy nie dotkną nikogo innego.

Kurwa. Wiedział o innych. Zamknęłam oczy i wypuściłam drżący oddech. Musiałam pomyśleć. Musiałam się wyplątać z tej sytuacji.

— I zrobiły to, kotku?

Drżałam.

— Tak.

Mój głos był ochrypłym szeptem.

— Grzeczna dziewczynka — powiedział, całując mnie w policzek.

Powinnam była być przy tym, jak Theo z nim rozmawiał. Powinnam była tam być, by się wytłumaczyć. Nie wyobrażałam sobie, jak mogłabym to kontynuować z Benem, skoro nie przyjmował odmowy. Byłam zafascynowana tym Potworem. To prawda. Ale posuwał się za daleko. Nigdy nie mogłabym z nim zostać ze strachu. W Nox chodziło o zaufanie. A ja nie ufałam Benowi. Zwłaszcza teraz.

— Ukarzę cię za to, że pozwoliłaś komuś innemu dotknąć tych ust — rzekł. — Jeśli dobrze zniesiesz karę, pozwolę ci dojść.

Bogowie, nienawidziłam tego, że moje ciało zareagowało na niego w tak zdradziecki sposób. Prawie zanuciłam z niecierpliwości. Ale nie mogłam mu na to pozwolić. Nie mogłam pozwolić, żeby to trwało między nami.

Nagle podniósł mnie z łóżka i znalazłam się w jego ramionach. Walczyłam jak dziki kot. Moje nadgarstki i kostki wciąż były związane, ale to mnie nie powstrzymywało. Atakowałam go głową, łokciami, biodrami, czymkolwiek, żeby do zatrzymać. On się tylko śmiał, a jego ramiona zaciskały się na mnie. Nie miałam pojęcia, że Ben jest taki silny. Obdarzył mnie kilkoma pocałunkami w szyję i policzek. Warknęłam na niego, próbując się wyrwać z jego uścisku. A potem stałam. Moje ręce i nogi rozłożyły się jak gwiazda na boki. Niczego nie czułam za sobą ani przede mną.

— Pięć ręką, pięć batem — mruknął. — Powiedz mi swoje słowo bezpieczeństwa.

Zacisnęłam zęby.

Byłam naga i czułam, jak moje sutki drżą, a cipka pulsuje.

Nie. Pieprzyć go. Nie spodobałoby mi się to. Nie zamierzałam już dawać mu tej seksualnej władzy nade mną.

— Mów.

Jego żądanie mnie zaskoczyło. Nie zdawałam sobie sprawy, jak blisko stał.

— Czarny.

— Grzeczna dziewczynka.

Wziął mój sutek do ust i mocno go ssał. Przygryzłam język, żeby nie jęknąć z przyjemności. Nie dam mu tej satysfakcji. Nie mogłam.

Rozległ się cichy trzask, gdy się wyrwał i zniknął. Moje ciało zadrżało z oczekiwania. Najpierw ręka czy bat?

Dlaczego jeszcze nie wypowiedziałam słowa bezpieczeństwa?

Czy chciałam to poczuć?

Czy jakaś część mnie wierzyła, że zasługuję na karę?

Kurwa, mój umysł był w rozsypce. Byłam tak wstrząśnięta, tak zdezorientowana…

KLAP!

Wygięłam plecy w łuk i jęknęłam, gdy mój tyłek piekł od jego dłoni. Kajdany mnie trzymały, ale ledwo zdążyłam się otrząsnąć, gdy trzy kolejne nastąpiły jeden po drugim.

Kurwa.

Byłam taka mokra.

To nie miało sensu. Nigdy nie myślałam o Benie w ten sposób. Nigdy nawet nie rozważałam sytuacji, w której bylibyśmy razem. Nawet teraz, świadomość, że to on, sprawiała, że to wydawało się niepojęte.

Dyszałam, kiedy nadeszła ostatnia część kary z jego ręki. Próbowałam się uspokoić. Mogłam teraz powiedzieć czarny. Mogłam to zakończyć i wrócić do domu.

Pomyślałam o Draco.

Musiałam być asertywna. Musiałam żądać tego, czego chciałam. Nie mogłam pozwolić, żeby ktoś inny mną pomiatał. Musiałam stawić czoła Potworowi i powiedzieć mu, że to koniec. Uszanuje to. Był po prostu obrażony, że wysłałam Theo w moim imieniu.

Potwór masował mi tyłek swoimi dużymi, zrogowaciałymi dłońmi. Odsunęłam się od niego. Nie chciałam jego pocieszenia. Nie chciałam niczego.

Trzask bata sprawił, że znów zacisnęłam zęby. Bolało mniej niż jego dłoń, ale było głośniejsze, co dawało złudzenie większego bólu, niż w rzeczywistości. Więc zagryzłam zęby i przyjmowałam każdy z nich. Przy piątym ciężko dyszałam. Ale nie chciałam wydać z siebie żadnego dźwięku. Nie chciałam oddać mu władzy.

— Puść mnie — warknęłam, gdy skończył.

Palce powędrowały w dół mojego pępka i zanurzyły się między moimi nogami. Mocniej zagryzłam policzek. Nie mogłam zareagować. Musiałam się zmusić, żeby myśleć o czymś innym. O czymkolwiek innym niż o przyjemności, jaką dawały mi jego palce.

— Taka mokra.

Pocałował mnie w brzuch.

Bogowie, dlaczego musiał tak dobrze znać moje ciało? To było tak, jakby miał jego mapę i znał każdą dolinę i każdy szczyt, który przyniesie mi rozkosz.

Moje biodra pragnęły pchnąć się ku niemu. Jego ciało namawiało mnie do udziału, do zabawy. Ale mój umysł pozostał stanowczy. Nie zamierzałam brać udziału w grach Potwora. Nie byłam tu po pojednanie. Byłam tu, by raz na zawsze zakończyć to wszystko.

Jego język przeniknął mnie do głębi. Nie mogłam nic zrobić. Rozłożyłam nogi i dałam mu pełny dostęp do siebie. Ramiona trzęsły się równie mocno, co nogi. Jego język był smyczkiem, a on grał na mnie z wprawą niczym w pierwszym rzędzie orkiestry. Zatraciłam się w jego szaleństwie.

Byłam tak blisko.

Następnie wsunął palce, obracając moją łechtaczkę, aż byłam kilka sekund od orgazmu.

Ale nie mogłam dojść.

Nie w ten sposób.

Nie z nim.

— Ben, proszę, nie rób tego!

Wszystko ucichło.

Po raz pierwszy użyłam jego imienia i wiedziałam, że to zwróci jego uwagę. Wychodziłam z roli. To było prawdziwe. Nie Nox. Nie chodziło już o Nox. Nie chciałam go. Nie mogłam. Potwór czy nie, nie był tym, kogo pragnęłam.

— Co powiedziałaś?

Jego głos był przesiąknięty najbardziej przerażającym tonem, jaki kiedykolwiek słyszałam. Byłam cholernie wystraszona. Przerażał mnie. Tyle wiedziałam. Ale nie mogłam tu siedzieć i pozwolić mu kontynuować.

— Proszę, Ben. Czarny.

Nigdy wcześniej nie użyłam słowa bezpieczeństwa w rozmowie z Potworem. I stłumiłam szloch, który groził ujściem.

Nagle moje oczy przestały być zaczarowane i fragmenty mojej sypialni zaczęły pojawiać się w polu widzenia z delikatnego światła lampy przy łóżku. Moje więzy zniknęły, a ja stałam w swoim pokoju zupełnie naga. Nie w Nox.

— Kim, kurwa, jest Ben?

Moje spojrzenie skupiło się na postaci przede mną. Draco Malfoya dyszącego z czystej, przejmującej wściekłości.

Szczęka mi opadła, gdy umysł dogonił mój wzrok. Miał na sobie swoje charakterystyczne dresowe spodnie i nic więcej. Obserwowałam w świetle cały jego tors. Tatuaże pokrywały każdy centymetr jego skóry, z wyjątkiem szyi, twarzy i dłoni. Patrzyłam na zakrzywione wzory i słowa zanurzające się w pasku spodni. Widziałam, jak podążają za konturami jego bicepsów i klatki piersiowej. A moje oczy utkwiły się w przeklętych słowach wyrytych na jego skórze wzdłuż klatki piersiowej.

Szlama.

Nie mogłam oddychać.

Nie mogłam mówić.

Nagle wszystko nabrało sensu.

Powiązanie Theo z Potworem.

Jak dostał się do domu.

Był z Blaise’em tej pierwszej nocy.

Stara rana, która widziałam.

Przebłyski tatuaży, które, jak mi się zdawało, sobie wyobrażałam.

Sposób, w jaki Potwór zawsze wydawał mi się taki znajomy.

Powiedział wreszcie, kiedy się pocałowaliśmy.

Mówił z perspektywy Potwora.

Draco Malfoy był Potworem.

Zanim ugięły się pode mną kolana, jego ręka chwyciła mnie za gardło i przyparła do ściany.

— Bądź cholernie dokładna, Hermiono i powiedz mi, kim, kurwa, jest Ben.

Byłam w takim szoku, że zapomniałam, co się dzieje.

— Ty… ty nie jesteś Benem.

Zmrużył oczy.

— Jakim Benem?

— Myślałam, że Potworem jest Benjamin Langston. Widziałam dziś jego tatuaże w windzie. I puścił do mnie oko. Theo powiedział, że Potwór pracuje w Ministerstwie. Nie chciałam Bena. Nigdy go nie chciałam.

Zdawało się, że Draco zrozumiał, o co mi chodzi.

— A teraz? — zawrzał. — Każesz Nottowi znowu mnie spławić?

Łzy frustracji napłynęły do moich oczu.

— Okłamałeś mnie!

Draco zadławił się głuchym śmiechem, gdy mnie puścił i zaczął chodzić przede mną po podłodze.

— Właśnie tego chciałaś! — krzyknął. — Słyszałem twoją rozmowę z Nottem w kuchni tamtego ranka. Powiedziałaś, że nie chcesz wiedzieć. Powiedziałaś mu, żeby nic nie mówił, bo to już nie będzie twoja zabawna, sekretna, seksowna fantazja.

Wzdrygnęłam się, słysząc prawdę kryjącą się za jego słowami. Ale on kontynuował. Jego frustracja i wściekłość były tak zabójcze, jak nigdy dotąd.

— To był twój wybór, Hermiono. Ale dla mnie to zawsze było prawdziwe. Zawsze było tak cholernie prawdziwe! Jedyną osobą, na którą możesz być zła, jesteś ty sama. Powiedziałbym ci przy śniadaniu, jak cholernie jestem spragniony ciebie. Ale ty nie chciałaś tego usłyszeć.

Pokręciłam głową, a łzy spływały mi po policzkach.

To… to wszystko spieprzyło. Nie mogłam mieć Potwora, bo nie mogłam mieć Draco. Zniszczyłabym całą jego karierę.

— Draco. — Pokręciłam głową, dławiąc się łzami i frustracją, że nie zorientowałam się wcześniej. — Nie możemy być razem. Nikt z pracy nie może się dowiedzieć! To może wszystko zepsuć.

— Oni już, kurwa, wiedzą, Hermiono! — Draco uniósł ręce i przeczesał nimi włosy. — Dean jest moim zastępcą. Powiedziałem mu tego pieprzonego dnia, kiedy się do mnie wprowadziłaś, jakie są moje zamiary. Wiedział od samego początku. Podpisałem się w e-mailu do Pansy swoim prawdziwym imieniem i nazwiskiem. Powiedziałem o tobie matce.

Zakręciło mi się w głowie na te informacje, ale on kontynuował:

— Wiedziałem, że cię kocham lata temu. I patrzyłem, jak całe twoje życie wymyka ci się z rąk w tym okropnym małżeństwie. I umierałem z żalu oraz wściekłości, bo nic nie mogłem zrobić. Rozpaczliwie chciałem, żebyś znów się uśmiechnęła. Żebyś się ze mną drażniła. Żebyś się mną bawiła. Umierałaś na moich oczach, a twój pieprzony mąż trzymał nóż. Powoli się wykrwawiałaś, gdy ja musiałem siedzieć i to znosić.

Zduszone szlochy wylewały się ze mnie na jego wyznanie.

— Więc tak — warknął. — Walczę, kurwa. Walczę o swoje i twoje życie. Bo wiem, że jeden twój uśmiech wystarczy, bym mógł żyć tygodniami. Twój śmiech? Mógłby wskrzesić cholernego trupa, Hermiono. A ja byłem cieniem człowieka przez lata, czekając, aż też będziesz walczyć. Więc nie odejdę, dopóki tego nie zrobisz. Dopóki nie będziesz wolna i szczęśliwa. Teraz walczę nieczysto. Będę kłamał, kradł, oszukiwał i zabijał, jeśli to oznacza, że cię ochronię. A jeśli to oznacza, że własnymi rękami zabiję Weasleya, to możesz być pewna, że to zrobię i będę się śmiał z jego wykrwawiającego się ciała.

Zrobił krok naprzód i objął moje policzki dłonią. Trząsł się tak samo mocno jak ja.

— Powiedziałem ci, że w chwili, gdy twoje usta spotkają się z moimi, posiądę twoją duszę. Pocałowałaś mnie. A teraz mnie masz. Potwora i w ogóle.

Jego usta pochłonęły moje w brutalnym, desperackim pocałunku. Ponownie zostałam przyparta do ściany, a jego język musnął mój. Przygryzł moją dolną wargę i z jego gardła wydobył się dziki pomruk.

Draco był Potworem.

Chciałam się śmiać z tej histerii. Wszyscy wiedzieli.

Byłam z nim przez cały czas.

Dlatego zawsze czułam się przy nim tak bezpiecznie.

To zawsze był on.

I powiedział, że mnie kocha.

Draco Malfoy mnie kochał?

Podniósł mnie i przycisnął do ściany. Jęknęłam z wrażenia i narastającego ciśnienia między nogami.

— Pieprz mnie, Draco — wydyszałam między pocałunkami. — Pozwól mi cię poczuć.

Natychmiast uwolnił się ze spodni i jednym, potężnym pchnięciem wszedł we mnie. Oboje krzyknęliśmy w usta drugiego. Był taki wielki, taki sycący.

Jego pchnięcia były bezlitosne. Jedną ręką trzymał mnie za szyję, a drugą podtrzymywał. Owinęłam jego biodra nogami, wykorzystując całą siłę, jaką mogłam zyskać, by przyciągnąć go do siebie.

— Zawsze cię pragnęłam — wysapałam. — Zawsze ciebie.

— Więc walcz o nas — warknął. — Nie waż się ode mnie, kurwa, uciekać.

Załkałam.

Jego dłoń przesunęła się z mojej szyi na włosy i pociągnęła za nie, kontynuując swój natarczywy atak. Raz po raz wchodził we mnie. Moje ciało płonęło z podniecenia. Łzy spływały mi po twarzy. Całował mnie z nieokiełznaną zaborczością. To Draco walczył. To Draco się bał. A ja go do tego doprowadziłam.

Wbijał się tak mocno i głęboko, że szlochałam. To było cholernie przyjemne. Przytłaczające i sycące. Nie wiedziałam, co robić. Mój umysł i ciało były tak przytłoczone informacjami, że trzęsłam się w jego ramionach.

— Tylko ja mogę pieprzyć tę cipkę — warknął. — Jesteś moja. I nigdy nie pozwolę ci odejść!

Każde słowo podkreślił zdecydowanym pchnięciem i doszłam. Orgazm rozdarł moje ciało z taką intensywnością, że jedyne, co mogłam zrobić, to krzyknąć. Wbił się w moje biodra swoimi, pozwalając, by jego orgazm eksplodował z rykiem.

Czułam go w sobie, ciepłą spermę i presję naszych ciał, które opadały z euforii. Byłam niemal upojona, czując go w sobie.

Puścił palce z moich włosów i poprowadził moją głowę na swoje ramię. Z drżącym westchnieniem pozwoliłam mu objąć mnie ramionami i zanieść do łóżka.

Łzy wciąż spływały mi po policzkach.

To było najbardziej przerażające i potężne przeżycie w moim życiu. Ten orgazm całkowicie mnie unicestwił. A on wciąż był we mnie, gdy szliśmy. Każdy krok jeszcze bardziej stymulował moją wrażliwą cipkę.

Położył mnie na łóżku, a ja drżałam, gdy się ze mnie wysuwał. Utrata jego ciepła i nacisku była izolująca.

Sięgnął po moją różdżkę leżącą na stoliku nocnym i wyczyścił nas oboje. Potem wszedł na łóżko i pociągnął mnie na siebie.

— Kocham cię — wyszeptał w moje włosy.

Zdumiewało mnie, z jaką łatwością słowa płynęły z jego ust. Całował moje włosy, dłonie, policzki. Dotykał, całował i trzymał wszystko, co było w zasięgu jego ręki. Całe moje ciało otulało jego, gdy obejmował mnie zaborczo. Wyglądało to tak, jakby się bał, że lada chwila się obudzi, a ja zniknę.

Ale to był problem od samego początku. Moje myśli i serce zawsze krążyły wokół Draco. Nawet w Nox i gdy byłam z Potworem, moje myśli zawsze wracały do niego. Potrzebowałam go. Pragnęłam go. A teraz?

W końcu wiedziałam, że on też mnie pragnie.

_____________

Witajcie :) tak o to kończy się ta partia rozdziałów. Chyba wszyscy usatysfakcjonowani rozwojem wydarzeń, prawda? Jeszcze wiele przed nami — dobrego i złego — ale na kolejną partię nie będziecie musieli długo czekać. 

W najbliższym tygodniu mam cztery dni wolnego, także postaram się nadrobić tłumaczenie i opublikować je w przyszły weekend. Zatem czekajcie, bo warto! Prawdopodobnie jutro zostanie opublikowany kolejny rozdział „To, co jest między nami”.

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia. Enjoy!

[T] Come To Claim: Rozdział 22

niedziela, 31 maja 2026

  

— Wreszcie — mruknął i jego usta połączyły się z moimi.

Dłonie powędrowały do mojej twarzy i pochyliły mnie, pogłębiając pocałunek. Pochłonął moje usta w najbardziej namiętny i czuły sposób, jaki tylko był możliwy. Całkowicie się w nim rozpłynęłam. To był pocałunek, o którym marzyłam od dawna. Pocałunek, którego nigdy bym się nie spodziewała.

Moje ramiona oplotły jego szyję, gdy wbijałam się w jego twarde ciało. Wciąż obejmował moją twarz. Trzymał mnie tak, jakbym była krucha i mogła w każdej chwili się rozpaść na kawałki. Jego usta były bardzo miękkie, a smak cierpki i cytrusowy od wina.

Straciłam poczucie czasu. Kontynuowaliśmy całowanie i eksplorowanie swoich ust, gdy stałam oparta o lodówkę. Rozkoszowałam się jego uściskiem. Przesunął językiem po moim i przygryzł moją dolną wargę swoimi idealnie białymi zębami. Miałam ochotę jęknąć od przytłaczającego przypływu emocji. Niszczył mnie tym pocałunkiem. Nigdy nie pocałowałabym innego mężczyzny i nie przeżyłaby tak intensywnej, chemicznej reakcji. Nigdy nie byłabym w stanie odtworzyć czegoś takiego.

Kiedy w końcu się odsunął, oboje z trudem łapaliśmy oddech.

Oparł głowę o moją i poświęciliśmy kilka chwil na samo doświadczenie swojej obecności. Nie rozmawialiśmy. Pozostawaliśmy w kontakcie i z zapartym tchem próbowaliśmy opanować emocje.

— Nigdy nie byłaś dla mnie niewidzialna — powiedział w końcu. — Przepraszam, że nie interweniowałem wcześniej.

Jego słowa mnie zdruzgotały. Słyszenie, że nie jestem niewidzialna dla kogoś takiego jak Draco, odmieniło moje życie.

Przytulił mnie, a ja z ulgą wzięłam głęboki oddech. Nigdy nie potrzebowałam od niego przeprosin, ale to, że ofiarował je tak chętnie, znaczyło dla mnie bardzo wiele. Mężczyźni tacy jak Draco żyli bez skrupułów. Był stanowczy i zdecydowany we wszystkich swoich działaniach. To co mi ofiarowywał, nie było drobnostką.

Wtuliłam nos w jego szyję, rozkoszując się dobrocią ciepła i znajomym zapachem. Uniósł mój podbródek w swoją stronę i ponownie pocałował mnie w usta.

— Chodź, nakarmię cię.

Draco już wcześniej był delikatny. Zawsze znajdował się blisko mnie, dotykał, sterował mną lub prowadził. Ale ta interakcja była zupełnie inna. Pomagałam mu przygotowywać kolację i nie mógł przestać. Każdy, przelotny dotyk i delikatny gest potęgowały elektryzującą energię między nami. Kilka razy nachylił się, żeby coś chwycić i musnął pocałunkiem mój policzek, albo przesunął kciukiem po mojej dolnej wardze. Byłam urzeczona tym kontaktem.

Stał przy kuchence, smażąc steki, podczas gdy ja kroiłam warzywa, które wyjął. Przyłapałam się na tym, że obserwuję go przez cały czas. Patrzyłam, jak mięśnie jego pleców się napinają i falują, gdy obracał mięso, i z apetytem wpatrywałam się w niski stan jego spodni dresowych.

Nigdy się nie spodziewałam, że Draco Malfoy odwzajemni mój pocałunek. Nigdy bym nie przypuszczała, że będzie choć trochę zainteresowany jakimkolwiek kontaktem fizycznym ze mną. Ale ten pocałunek! Zacisnęłam usta, a moje serce ścisnęło się na samo wspomnienie. To była najbardziej romantyczna interakcja w moim życiu. Nigdy nie rozumiałam kobiet z powieści, które twierdziły, że porywa ich pocałunek. Ale teraz? Teraz tego doświadczyłam. I nie mogłam się doczekać kolejnego. Byłam spragniona więcej.

Moje rozproszenie kosztowało wiele. Ostry nóż w mojej dłoni z łatwością przesunął się z marchewki, którą kroiłam. Z brzękiem upadł na ziemię, a strumień czerwieni zapełnił deskę do krojenia.

Tyle krwi.

Zawroty głowy mnie oszołomiły.

Sapnęłam, nagle nie mogąc nabrać powietrza. W oddali słyszałam, jak Draco coś mówi.

Znów złapałam oddech.

Widziałam niewyraźnie. Chłodna woda spływała po mojej dłoni.

Ciepła dłoń Draco dotknęła mojej twarzy.

— Nic ci nie jest — wyszeptał. — Patrz, jesteś wyleczona. Nic ci nie jest.

Zachwiałam się, rozpaczliwie szukając stabilizacji.

Dłonie Draco wciąż spoczywały na mojej twarzy, zataczając kciukami małe kółka.

— Przepraszam — wyszeptałam, zamykając oczy.

Wzięłam kilka głębokich wdechów, zanim znów otworzyłam oczy.

— Patrz — powiedział, ujmując moją dłoń. — Ani jednej blizny.

Mrugnęłam, patrząc na dłoń, która kilka sekund temu pokrywała się krwią i stwierdziłam, że zniknęła. Nie było śladu po ranie.

— Więc nadal mam tylko dwie.

Spróbowałam się uśmiechnąć, ale Draco spojrzał na mnie z zaciekawieniem.

Uniosłam głowę i wskazałam na brodę.

Jego kciuk przesunął się po prążkowanej, białej linii ukrytej pod moim podbródkiem.

— Miałam cztery lata — powiedziałam. — Potknęłam się, wchodząc po schodach. Mugole nie znają magii, która naprawia skórę. Oni ją zszywają.

Draco skrzywił się.

— Nic nie czułam. — Wzruszyłam ramionami. — Znieczulili to miejsce.

Jeszcze raz przesunął palcem po wypukłej linii, po czym przesunął nim wzdłuż mojego prawego przedramienia. Ledwo oddychałam, gdy jego palce musnęły wyblakłe słowo wypalone na mojej skórze zatrutym sztyletem.

Twarz Draco była twarda jak kamień, gdy zmarszczył brwi na widok śladu.

— Nie wyobrażam sobie, jak bolesne to było dla ciebie — wyszeptałam.

Gwałtownie uniósł głowę, patrząc na mnie z niedowierzaniem. Otworzył usta, żeby zaprotestować, ale kontynuowałam:

— Dorastałam z dwojgiem kochających rodziców, Draco. Wiem, że to nie był pierwszy akt przemocy, którego byłeś świadkiem. Jestem pewna, że to nie była najgorsza rzecz, jakiej doświadczyłeś.

Wpatrywał się we mnie bez ruchu.

— Nigdy cię nie winiłam — wyszeptałam.

Wtedy jego usta wpiły się w moje. Uniósł mnie na blat i wszedł między moje nogi. Objęłam go ramionami i nogami, oddając się rozkosznemu pocałunkowi.

— Nigdy nie zasłużyłem na twoje przebaczenie — powiedział między pocałunkami.

Odsunęłam się i położyłam dłonie na jego policzkach, patrząc mu prosto w oczy.

— Nie mam nic do wybaczenia.

— Her…

— Nie kłóć się ze mną.

Uśmiechnął się.

— Czy to kolejne żądanie?

— Tak. — Odwzajemniłam gest. — I lepiej posłuchaj.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Przez kilka kolejnych dni wszystko zaczęło wpadać w nową rutynę. Draco Malfoy całował mnie bez przerwy. I to było najbardziej gorączkowe szczęście, jakiego doświadczyłam od lat. Całował mnie na dzień dobry i na dobranoc. Całował mnie podczas gotowania. Gdy oglądaliśmy telewizję. Kiedy czytaliśmy. Nie posunęło się to dalej, ale byłam otulona oszałamiającą aurą pożądania.

Zaczęłam też znajdować małe rysunki po domu, które dla mnie zostawiał. Moim ulubionym był nasz pierwszy pocałunek. Trzymałam go na małym stoliku przy łóżku.

Draco miał dziś rano spotkanie z Wizengamotem i zapewniałam go dwadzieścia razy, że jestem w stanie sama dojść do wind i gabinetu. Zanim dotarłam do kuchni, już go nie było, ale czekał na mnie lunch, kawa i kolejny, nowy komiks. Tym razem starał się nie zasnąć podczas spotkania, na które miał się udać. Ale unosząca się nad jego głową bańka przedstawiała moją twarz otuloną lokami.

Serce mi się ścisnęło.

Kiedy szłam przez kominek do Ministerstwa, moje myśli powędrowały do tego, jak bardzo moje życie zmieniło się w ciągu tygodnia.

Napisałam do Viktora i wyraźnie zaznaczyłam, że nie będę z nim w żaden sposób nawiązywać relacji. Nigdy. Byłam uprzejma, ale stanowcza. Theo przeczytał i zatwierdził list, zanim go wysłałam.

Chyba będę musiała porozmawiać z Theo o poważniejszych sprawach. Był weekend. I oczekiwano, że pojawię się w Nox i spotkam z Potworem.

Zerknęłam na małą bransoletkę z koralikami na moim nadgarstku. Draco nigdy o nią nie pytał i na szczęście Potwór się nie odzywał. Ale wcześniej pojawił się w mieszkaniu. I jeśli mnie tam nie będzie…

Miałam dziwne możliwości. Mogłam dalej chodzić do Nox. Draco i ja nie byliśmy oficjalnie parą. Byłam mężatką. On był szefem mojego męża. Nie mogłam ryzykować kariery Draco moim bezmyślnym zauroczeniem nim. Potwór był o wiele rozsądniejszą opcją. Praktyczną. Żadnego przywiązania. Żadnej twarzy. Żadnej identyfikacji. Tajemnica Nox mnie ochroni. Mogłabym dalej uprawiać otępiający seks z kimś, kto był trochę szalony, ale skryty. A dyskrecja była czymś, czego rozpaczliwie potrzebowałam. Zwłaszcza gdy Roland często szargał moje imię w Ministerstwie.

Byłam w impasie.

Pragnęłam Draco.

Pragnęłam tych pocałunków, które przyspieszały bicie serca i wstrząsały ziemią. Chciałam kreskówek, towarzystwa, gotowania i życia.

Ale nie mogłam tego mieć. Nie będąc mężatką. Nie z szefem mojego przyszłego, byłego męża.

Potrzebowałam Potwora.

Znów spojrzałam na bransoletkę. Jego groźba odbiła się echem w mojej głowie. Czy będzie wiedział, że pocałowałam Draco? I że Viktor pocałował mnie? Potwór powiedział, że kiedy go pocałuję, połączymy nasze dusze. Czy naprawdę tak myślał? Może miał na myśli tylko klub. Tam nigdy nie zbliżałam się do nikogo innego.

Prawie jęknęłam sama do siebie. Wszystko zepsułam, całując Draco.

Zatrzymałam się.

Nie, nadal wszystko psułam, całując Draco Malfoya.

— Dzień dobry, Hermiono.

Podniosłam wzrok i zobaczyłam Benjamina Langstona stojącego obok mnie w windzie. Był od nas o kilka lat starszy i chyba był Puchonem? Pracował w Ministerstwie jako łamacz klątw i rozmawialiśmy kilka razy. Jego kariera była absolutnie fascynująca. Przez większość zeszłorocznej, świątecznej imprezy rozmawiał ze mną o swoich ostatnich podróżach do Indonezji.

— Cześć, Ben. — Uśmiechnęłam się. — Wszystko dobrze?

Winda zatrzymała się i dwóch czarodziei, którzy stali z przodu wyszło, zostawiając nas samych.

— Chciałem, żebyś wiedziała, że nie wierzę w te wszystkie bzdury, które opowiada Weasley — powiedział.

Na jego życzliwość na mojej twarzy pojawił się szczery uśmiech. Cudownie było mieć kogoś po swojej stronie.

— Dziękuję — powiedziałam. — Naprawdę. Miło to słyszeć.

— Zawsze byłaś dla niego za mądra.

Uśmiechnął się i zaczął podwijać rękawy koszuli.

Zarumieniłam się na ten komplement, ale nic nie powiedziałam.

— Może jak już wszystko się ułoży, pójdziemy razem na kawę.

Ogarnęło mnie zaskoczenie. Zanim zdążyłam odpowiedzieć, mrugnął do mnie i wyszedł z windy. Patrzyłam, jak odchodzi, i zamarłam, gapiąc się na jego przedramiona. Tatuaże wystawały spod podwiniętych rękawów.

Zatoczyłam się do tyłu, pod ścianę windy.

Dwie ręce pełne tatuaży.

Zupełnie jak u Potwora.

Mój umysł zalała fala mętnego zamętu.

Nie wiedziałam jego tatuaży wystarczająco blisko. Czy mógł być Potworem? Czy mógł być dominującym i zaborczym mężczyzną kryjącym się pod maską?

Ben był łamaczem klątw. Wiedziałby, jak ominąć osłony w mieszkaniu Draco. Ale skąd wiedział, gdzie mieszkam? Podsłuchał Theo i Draco? Używał Legilimencji?

Zawahałam się. Czy pieprzyłam się z Benjaminem Langstonem? To nie wydawało się możliwe… zawsze był taki cichy i miły. A ta blizna Szlama?

Cholera.

On był mugolakiem.

To była kolejna, cholerna sprawa, która nas połączyła w święta. Jego mama była pielęgniarką.

Miał ciemnobrązowe włosy, jak moje. Przypuszczałam, że w klubie w świetle reflektorów wyglądały na niemal czarne.

Albo potrafił je zaczarować.

Szłam jak we mgle. Nie mogłam się pozbyć wrażenia, że Potwór zna każdy mój ruch.

Wiedząc, że Benjamin tu pracuje…

— Granger!

Moje oczy spotkały się z oczami Theo, który kilka razy warknął przede mną.

— Cześć! Co to, do cholery, było? — zapytał. — Chodzi o Weasleya? Gdzie jest Draco?

— Miał spotkanie — wyjąkałam.

Złapał mnie za ramiona i posadził na krześle.

— Więc co się, do cholery, stało?

Spojrzałam na Theo.

On wiedział.

Mój oddech był nierówny.

— Czy Potwór pracuje w Ministerstwie?

Brwi Theo zmarszczyły się z dezorientacją.

— Co?

— Ten zamaskowany mężczyzna… z Nox… czy on… — Przełknęłam ślinę. — Czy on tu pracuje?

Blada twarz Theo była wystarczającą odpowiedzią.

Wstałam z krzesła i zaczęłam chodzić po gabinecie.

Znał mnie. Wiedział, że tu pracuję. Wiedział, że mieszkam z Draco. Mógł widzieć, jak Viktor mnie ostatnio całował. Mógł widzieć kwiaty. Obserwował mój okropnie publiczny rozwód. Był świadkiem tego wszystkiego.

— Granger, próbowałem ci powiedzieć — zaczął, podążając za mną. — Mówiłem, że chcę ci powiedzieć.

— Przestań.

Uniosłam rękę.

Musiałam pomyśleć. On na pewno też widział moje interakcje z Draco. Widział jak mnie ciągle dotykał. Jestem pewna, ze zaborczość Potwora mogła ukazać się w najbardziej niespodziewanym momencie.

Ale całowałam Draco. Aktywnie całowałam Draco Malfoya w domu każdego wieczora, pieprząc Potwora i wciąż będąc mocno związaną z mężem.

Bogowie. Jestem najgorszą na świecie dziwką. Najbardziej chorą osobą. Jak bardzo muszę być pozbawiona kręgosłupa moralnego, by tak zwodzić dwóch facetów? A Viktor? Zakryłam twarz.

Kurwa.

Musiałam to naprawić.

Benjamin Langston był Potworem.

Ściskało mnie w żołądku.

On i Draco ciągle pracowali ze sobą.

Mina mi zrzedła.

Draco używał Legilimencji.

Jasna cholera.

Musiał wiedzieć.

— Jak się dowiedziałaś? — zapytał Theo.

Oparłam z sił, opierając się o biurko. Moje ręce drżały.

— Widziałam tatuaże.

Kręciło mi się w głowie. Jeśli to nie Benjamin, to mógł być ktoś inny. Ale Theo potwierdził, że Potwór pracuje w Ministerstwie. A te tatuaże na rękach? Zbieg okoliczności był zbyt duży. Ilu innych w pełni wytatuowanych mężczyzn pracuje dla Ministerstwa?

To miałoby sens. Benjamin podszedł do mnie, podwinął rękawy, żeby pokazać ramiona — wszystko miało sens. Puszczenie oczka. Propozycja wspólnej kawy.

Poczułam mdłości.

Byłam taką lekkomyślną idiotką.

— Co mam robić?

Pytanie zabrzmiało jak wyszeptana prośba.

Theo oparł się o biurko naprzeciwko mnie. Na jego twarzy malowało się współczucie.

— Więc chyba przestał już się ukrywać — rzekł. — Długo mu to zajęło.

— Co masz na myśli?

— Granger, interesuje się tobą od lat.

— Lat? — zdumiałam się.

Theo wzruszył ramionami.

— I wiedziałeś o tym przez cały czas?

Byłam prawie oszołomiona z mdłości.

— Miałaś męża! Co miałem zrobić?

— Nadal mam!

— Już niedługo. — Theo szturchnął mnie kolanem. — A potem zdecydujesz, czy warto to rozważać.

Jęknęłam.

— Granger, naprawdę mi przykro — powiedział, obejmując mnie. — Chciałem ci powiedzieć wcześniej. Chciałem ci powiedzieć, gdy tylko się dowiedziałem, kim on jest.

— Wiem — mruknęłam, wtulona w jego pierś, czując się jeszcze bardziej głupio niż kiedykolwiek.

— Moja oferta jest nadal aktualna. Jeśli nie chcesz z nim być, po prostu mi powiedz. Delikatnie go spławię.

Prychnęłam.

— Wątpię, żeby dobrze zniósł odrzucenie — powiedziałam.

— Wojna wszystko skomplikowała — rzekł. — Ale praca z tobą i obserwowanie tego, jak przebiega twoje okropne małżeństwo, to było piekło, Granger. Zwłaszcza dla niego.

— Naprawdę tak długo się mną interesuje?

Kręciło mi się w głowie. Nie miałam pojęcia. Jasne, mieliśmy kilka miłych interakcji. Zawsze był taki uprzejmy i miły. Ale nie miałam pojęcia, że jest mną zainteresowany. Przypuszczam, że po prostu by się wycofał i uszanował moje małżeństwo, nawet gdyby wszyscy wiedzieli, jaka to farsa.

— Lata, Granger.

To, że Potwór przemienił się w prawdziwą osobę, zmieniło wszystko. Myślałam, że to anonimowość sprawia, że to wszystko działa. Ale wiedząc to, co teraz… wiedząc, kim… to było po prostu dziwne. Nie mogłam tego robić. Nie teraz. Nie w ten sposób.

— Myślę, że musisz go delikatnie spławić — wyszeptałam, ledwo wierząc w słowa, które wyszły z moich ust. — To tylko… skomplikuje sprawę.

Spojrzałam na Theo. Jego twarz posmutniała i wyglądał tak, jakbym to jego odrzucała.

— Nox jest ekscytujące — powiedziałam. — Jest fajne i pomogło mi poczuć się seksowną i pożądaną. Ale nie dam rady tego znieść, Theo. To nie jest coś, co może trwać długo. Jesteśmy tak różnymi ludźmi w prawdziwym świecie. A ja nadal jestem mężatką.

— Jeśli chcesz to zakończyć, obiecałem, że pomogę — powiedział Theo, wstając. Wsunął ręce do kieszeni i głęboko odetchnął. — Chyba po prostu myślałem, że to zadziała. Że będziesz na tyle odważna, by spojrzeć poza to, kim on jest i zrozumieć, jak bardzo cię kocha.

Skrzywiłam się na jego słowa. Miłość? Nie. To nie była miłość! Nie mogła być! Nawet go nie znałam. Ten Potwór chciał mnie posiąść. Był obsesyjny i dominujący. Nie mogłam dać mężczyźnie takiemu jak Benjamin takiej władzy. To nie było w porządku.

Przypomniałam sobie, jaka odważna byłam wobec Draco. Pomyślałam o tym, jak w końcu się przełamałam i poprosiłam go, żeby mnie pocałował. To wydawało się naturalne. Słuszne. Ale pozwolenie Benjaminowi być mężczyzną stojącym za maską Potwora wydawało się po prostu… dziwne. Draco kazał mi być asertywną. Żądać tego, czego chcę. Więc to była moja szansa.

— Nie chcę go, Theo. Skończ to.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Miałam zaplanowane późne spotkanie z prawnikiem, a potem kolację z Pansy i Astorią. Byłam wdzięczna, że wsiadając do windy tego popołudnia, nie spotkałam Bena. Miałam nadzieję, że Theo o zatrzyma, zanim znów na niego wpadnę.

Spotkanie z prawnikiem przebiegło zgodnie z planem. Ron próbował wykorzystać fakt, że wiedziałam o zniknięciu funduszy i udowodnić, że to ja stoję za tym całym oszustwem podatkowym. Przewróciłam oczami, ale mój prawnik zapewnił mnie, że dotrze do sedna sprawy. Potrzebujemy kogoś, to za mnie poręczy. Ostatecznie mieliśmy tylko mój podpis na papierze, co wskazywało na to, że doskonale o tym wiedziałam.

Po spotkaniu opowiedziałam Pansy i Astorii całą tę obrzydliwą historię z Viktorem w roli głównej. Pansy twierdziła, że powinnam była dać mu chociaż jedną szansę, na wspomnienie dawnych lat. Ale Astoria uważała, że podjęłam dobrą decyzję.

— On nie jest wystarczająco bystry dla Hermiony — powiedziała Astoria.

— Cóż, on jej nie uczy — odparła Pansy. — On napychałby ją swoim wielkim, quidditchowym kutasem.

Wszystkie trzy się roześmiałyśmy.

— Poza tym — dodała. — Uwielbiam patrzeć, jak Draco jest zazdrosny. To działa cuda na duszę.

Natychmiast się zarumieniłam. Skąd ona…

— Błagam. — Astoria przewróciła oczami. — To cholernie oczywiste dla wszystkich.

— Proszę, nic nie mówcie — jęknęłam do kieliszka z winem. — Gdyby ktoś się dowiedział…

— Twój sekret jest u nas bezpieczny.

Astoria uśmiechnęła się i położyła dłoń na mojej.

— Nadal jestem mężatką. Nie możemy. To była głupota z mojej strony, że w ogóle to zrobiłam.

— Dni Weasleya są policzone, Granger — powiedziała Pansy, klepiąc mnie po drugiej dłoni. — A kiedy oficjalnie będziesz wolna, nie wiem, czy znajdzie się wystarczająca siła, by powstrzymać Draco Malfoya przed zdobyciem tego, co należy do niego.

______________

Witajcie :) początkowo miałam przetłumaczyć sześć rozdziałów i zostawić Was w niepewności spowodowanej błądzeniem Hermiony, ale nie będę taka. Zapraszam na ostateczną konfrontację z Potworem w następnym rozdziale! :)