[T] Czas cudów: Rozdział 4

niedziela, 29 grudnia 2024

 

— Wow — Kamari jęknęła z zachwytu na widok domu Malfoya, gdy wylądowali przed budynkiem po teleportacji. — Naprawdę tu mieszkasz?!

— Od dnia, w którym się urodziłem — odpowiedział Malfoy; próbował ukryć uśmiech, ale nie udało mu się to zbytnio.

— Ile jeszcze osób tu mieszka? — zastanawiała się dziewczynka.

— Moja matka mieszka tu od czasu do czasu, ale poza mną i skrzatami domowymi, nikt.

— Kim są skrzaty domowe?

— To jego niewolnicy — odpowiedziała Hermiona, rzucając mężczyźnie sugestywne spojrzenie, gdy pokręcił głową, uznając jej opinię na temat skrzatów domowych za śmieszną. — Powiedz mi, że się mylę — rzuciła mu wyzwanie.

— Masz niewolników? — zapytała Kamari z całkowitą dezaprobatą, krzyżując ramiona. — To przestępstwo!

Nie mam niewolników — odparł stanowczo Malfoy.

— Płacisz im?

— Nie… — odpowiedział powoli córce.

— W takim razie są niewolnikami!

Hermiona posłała Malfoyowi zadowolone spojrzenie, gdy jego usta się zacisnęły.

— To rodzaj magii, którego nie rozumiesz — wyjaśnił Kamari.

— To rodzaj magii, który powinien być zakazany — odpowiedziała dziewczynka z prychnięciem.

— Jesteś pewna, że to dziecko nie jest twoje? — Malfoy mruknął do Hermiony, rozśmieszając ją.

Malfoy oprowadził Hermionę i Kamari po pierwszym piętrze domu, zanim zaprowadził je do biura. To właśnie tam mieli robić kartki świąteczne. Pośrodku pomieszczenia stało lśniące, ciemnobrązowe, duże biurko. Regały na książki ustawiono po obu stronach pokoju i oświetlały je promienie słoneczne, wpadające przez duże okno.

Malfoy sięgnął po dwa dodatkowe krzesła i ustawił je przy biurku, tak aby wszyscy mogli usiąść. Hermiona opróżniła torbę, którą przyniosła, segregując materiały, których będą potrzebować.

— Najpierw zdecydujmy, do kogo trafią kartki — powiedziała im Hermiona. — Moja będzie dla Luny Nott, potrzebuje trochę otuchy.

Kamari długo i intensywnie rozmyślała, zanim zdecydowała się podarować kartkę mugolskiej przyjaciółce.

— Ona lubi bałwanki, a ja chcę narysować jednego, więc będzie idealnie!

— Czy chcemy zrobić obramowania na naszych kartkach? — zapytała Hermiona, pokazując, co miała na myśli poprzez wycięcie środka białej kartki i naklejenie go na złożony, czerwony kawałek papieru.

— Och, podoba mi się! — krzyknęła Kamari. — Zrobisz taki sam dla mnie? — Wyciągnęła ciemnoniebieską kartkę i podała ją Hermionie.

— Ja mogę to zrobić — zaproponował Malfoy, widząc, że Hermiona rysuje kształty na swojej białej obwódce.

— Okej! Dziękuję!

Malfoy ostrożnie zrobił to, co Hermiona i pomógł Kamari przykleić jej obwódkę.

— Ładna! — powiedziała Kamari radośnie.

— O tak! — pochwaliła ją Hermiona. — Teraz narysuj bałwanka.

Wszyscy zajęli się projektowaniem przodu swoich kartek. Hermiona próbowała narysować Rudolfa, postać, której świat czarodziejów nie uznawał, wiedząc, że Lunie spodoba się ta historia. Czarnym markerem zapisała słowa: Rudolfie z błyszczącym nosem, czy poprowadzisz dziś moje sanie?

— Hej, narysowałaś Rudolfa! — krzyknęła Kamari, gdy rzuciła okiem na pracę Hermiony.

— Tak, myślę, że Lunie spodoba się ta historia.

Następnie ona i Kamari opowiedziały Malfoyowi historię renifera. Roześmiał się na myśl o czerwononosym zwierzęciu.

— Wow! Jesteś artystą!?

Po tym pytaniu Kamari skierowanym do Malfoya, Hermiona spojrzała na kartkę Malfoya i otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia. Wyglądało na to, że mężczyzna miał niesamowity talent. Narysował staw w zimowej scenerii  z rodziną jeżdżącą na łyżwach po zamarzniętej tafli.

— Całkiem nieźle — pochwaliła go Hermiona.

Malfoy wzruszył ramionami.

— Rysuję okazjonalnie.

— Jesteś w tym naprawdę dobry! — podkreśliła Kamari.

Uśmiechnął się.

— Dziękuję, twój bałwanek jest uroczy.

— Co, to? — Machnęła ręką, odrzucając rysunek. — To nic przy twoim!

— Jeśli poćwiczysz rysowanie, rozwiniesz swój talent — poradziła jej Hermiona.

— Tak, ale nie mam powołania, by być artystką — powiedziała dziewczynka dosadnie, skupiając się na kolorowaniu marchewkowego nosa.

— To jakie jest twoje powołanie?

Kamari przewróciła oczami.

— Mam sześć lat, to cud, że potrafię sama zawiązać buty!

Hermiona i Malfoy się zaśmiali, co tylko rozbawiło dziecko.

— Może będę komikiem — zażartowała.

Po skończeniu pierwszej kartki, Kamari musiała zrobić jeszcze trzy. Hermiona zauważyła po dłuższym czasie, że dziewczynka ucichła i zdała sobie sprawę, że Kamari opierała głowę na biurku.

— Chyba zasnęła — powiedziała cicho Hermiona Malfoyowi.

Mężczyzna wyprostował się, żeby lepiej widzieć, i skinął głową na potwierdzenie.

— Nie mogła spać — poinformowała Hermiona z żalem. — Nie spała przez połowę nocy.

— Może ją przenieść do łóżka? — zaproponował Malfoy. — Obudzi się z bólem karku, jeśli zostanie w tej pozycji.

Hermiona lekko wzruszyła ramionami.

— Jeśli to nie kłopot.

Malfoy delikatnie wziął dziewczynkę w ramiona, uważając, aby jej nie obudzić. Spojrzał na śpiącą twarz córki i na jego ustach pojawił się delikatny uśmiech.

— Otworzysz drzwi? — zapytał.

Razem ułożyli Kamari na ogromnym łóżku w pokoju, który znajdował się niedaleko. Żadne z nich nie chciało zostawiać jej samej.

— Powinniśmy tu zostać? — zastanawiał się Malfoy.

Hermiona zacisnęła usta w zamyśleniu.

— Myślę, że musimy ustalić jakiś plan, najlepiej poza zasięgiem jej słuchu — szepnęła.

Kiwnął niechętnie głową.

— Chyba masz rację.

Wrócili do biura i posprzątali wszystkie rzeczy z blatu biurka. Gdy rozłożyli kartki świąteczne do wyschnięcia, Malfoy zapytał Hermionę, czy ma ochotę na coś do picia.

— Cóż — mruknęła — gorąca herbata brzmi nieźle.

Malfoy wezwał skrzata domowego o imieniu Trusty.

— Czy mógłbyś przynieść nam tacę z herbatą?

Skrzat skłonił się nisko.

— Oczywiście, panie.

— Został uwolniony — wyjaśnił Malfoy zanim Hermiona zdążyła wygłosić wykład o niewolniczej pracy.

— Ale nadal im nie płacisz — burknęła. — I nie pozwoliłeś odejść reszcie skrzatów, które… posiadasz.

— Wolałbym, żebyśmy nie rozmawiali na ten temat — powiedział Malfoy bez ogródek. — Miałem bardzo miły dzień i nie chciałbym, aby zepsuł go tak trywialny temat.

Hermiona skrzyżowała ramiona.

— Praca niewolnicza nie jest sprawą trywialną!

Malfoy uniósł brwi.

— Byłem przekonany, iż chciałaś rozmawiać o Kamari, prawda?

— No tak — mruknęła.

— Więc zróbmy to, proszę.

— Chciałabym wiedzieć, jakie masz plany wobec swojej córki — zaczęła Hermiona, w podświadomości decydując, że lepiej odpuścić wcześniejszy temat — przynajmniej na razie.

— To kochane dziecko — przyznał, siadając na jednym z krzeseł biurowych. Obracał się w półkolu, kręcąc z boku na bok, rozmyślając. — Oczywiście mam dla niej pokój i uposażenie. A moja matka oszaleje, kiedy dowie się, że ma wnuczkę – oczywiście w dobrym tego słowa znaczeniu.

— Czuję, że jest jakieś „ale” — powiedziała podejrzliwie Hermiona.

— Oczywiście, dziewczynka potrzebuje matki.

— To nie do końca prawda. Wiele dziewcząt wychowują samotni ojcowie.

Chciałbym, żeby moja córka miała damski wzór do naśladowania.

— Mówiłeś, że twoja matka odwiedza cię od czasu do czasu — zauważyła Hermiona.

Malfoy potarł brodę.

— Matka spędziła większość swojego życia zaspokajając potrzeby innych przez wiele lat. Teraz spędza czas na uszczęśliwianiu samej siebie. Wolałbym jej nie niepokoić. Z pewnością jestem w stanie poradzić sobie z tym wszystkim bez jej pomocy.

Hermiona uniosła brew, nieco zaskoczona jego autonomią. Nigdy nie sądziła, że mógłby sobie poradzić sam.

Wtedy pojawił się Trusty z herbatą, do której podano kilka elegancko wyglądających kanapek.

— Dziękuję — powiedziała Hermiona, nalewając gorącą wodę do ciemnozielonej filiżanki.

Przyglądała się, jak skrzat przygotowuje herbatę Malfoyowi i podaje mu ją.

— Bardzo dziękujemy, Trusty. Możesz odejść.

Skrzat skłonił się, zanim zniknął z trzaskiem.

— Więc co zamierzasz zrobić, żeby Kamari miała matkę? — zastanawiała się Hermiona, ignorując to, co właśnie miało miejsce (nie potrafił nawet zaparzyć sobie herbaty?!) — Zaczniesz szukać żony?

Zmarszczyła nos na ten pomysł. Nie to, żeby to była jej sprawa, ale nie wierzyła w małżeństwa z jakiegokolwiek innego powodu niż miłość. Oczywiście, to było coś niewykonalnego dla Malfoya. Z tego, co zrozumiała, każdy z Malfoyów, z wyjątkiem Draco, żył w zaaranżowanym małżeństwie.

— Właściwie nie. Nie planuję się żenić. Dlatego też martwi mnie ten damski wzorzec dla Kamari.

— Ale jak zamierzasz go zdobyć, jeśli nie poprzez ślub?

— Tradycja czarodziejów stanowi, iż dziecko powinno mieć ojca chrzestnego i matkę chrzestną.

Hermiona skinęła głową, rozumiejąc jego plan.

— To jakieś wyjście. Czy już zdecydowałeś kogo?

— Tak. Ciebie.

Hermiona zakrztusiła się herbatą. Że też ten przeklęty mężczyzna musiał to powiedzieć, gdy popijała napar.

— Że co?

— Tak, ciebie. Chcę, żebyś została matką chrzestną Kamari.

Hermiona mrugnęła. Była oszołomiona. Czuła, jakby ją ogłupił. Po chwili zdała sobie sprawę, że czekał, aż odpowie na jego propozycję.

Odchrząknęła.

— Eee…

Co miała powiedzieć? Przez lata nią pomiatał i aż do dzisiejszego poranka nie miała pojęcia, że może być kimś więcej niż niedojrzałym głupcem. Ale w ciągu zaledwie kilku godzin udowodnił, że ma inne oblicze. Był cierpliwy i troskliwy, i znaczenie bardziej niezależny, niż kiedykolwiek publicznie to okazywał w swoim życiu.

Hermiona nie mogła go winić za to, że chciał, aby Kamari miała matkę, zwłaszcza, że podczas swojego życia miała tylko ją, ale dlaczego ze wszystkich ludzi, których znał, wybrał właśnie ? Nawet się nie przyjaźnili!

— W porządku — powiedziała powoli, wciągając powietrze. — Jeśli mogę zapytać – dlaczego wybrałeś mnie?

— Z kilku powodów — powiedział tonem sugerującym, że odpowiedź na jej pytanie była oczywista. — Jesteś bardzo inteligentna, a ja chciałbym, aby moja córka była niezwykle kompetentna. Bronisz tego, w co wierzysz. Jesteś silną, pozytywną kobietą, z czego mam nadzieję, Kamari mogłaby odrobinę zaczerpnąć. A moim najistotniejszym argumentem jest to, że widzę więź między wami. Nie jestem pewien, czy słuszne byłoby rozdzielenie was. Obawiam się, że biorąc pod uwagę to, co przeszła, taki obrót spraw mógłby doprowadzić do traumy. Dobrze by było dla Kamari, gdyby wiedziała, że możesz być dla niej kimś w rodzaju matki zastępczej.

Hermiona zacisnęła usta. Jego słowa sprawiły, że łzy napłynęły jej do oczu i otarła kąciki.

— Wszystko w porządku? — zapytał Malfoy, słysząc, jak pociąga nosem.

Pochylił się do przodu, wezwał chusteczkę z motywem świątecznym i podał jej ją.

Roześmiała się, zawstydzona swoim zachowaniem.

— Tak — zapewniła go, wycierając nos. — Jestem po prostu w szoku, Malfoy. Twoja troskliwość całkowicie mnie zadziwia.

— Czy to znaczy, że przyjmujesz moją propozycję?

Hermiona przyłożyła chusteczkę do łzawiących oczu, myśląc. To nie tak, że bycie matką chrzestną to dla niej nowość – była matką chrzestną dzieci Harry’ego, ale one miały matkę, która się nimi opiekowała, więc Hermiona była dla nich bardziej jak ciocia. Jednak z Kamari Hermiona musiałaby być niesamowicie aktywna w tej roli. Nie miała z tym problemu, w sumie nawet podobał jej się ten pomysł. Hermiona od jakiegoś czasu myślała o posiadaniu własnych dzieci, ale podobnie jak Malfoy, uważała, że dzieci powinny mieć matkę i ojca, ale nigdy nie spotkała idealnego mężczyzny, którego mogłaby poślubić.

Gdyby Hermiona naprawdę została matką chrzestną Kamari, oznaczałoby to, że ona i Malfoy wychowywaliby dziewczynkę razem. Czy mogliby stanowić zespół? Być może. Jednak było za wcześnie, żeby to stwierdzić. Dziś dogadywali się całkiem nieźle, ale Kamari byłaby zobowiązaniem na całe życie.

— Nie uważasz, że jest za wcześnie, by podejmować taką decyzję?

Malfoy przechylił głowę.

— Zaledwie noc zajęło mi zrozumienie, że moja córka potrzebuje domu.

Hermiona głęboko wciągnęła powietrze. Miał rację.

— Po prostu nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę z tego, co znaczyłoby, że byłabym jej matką chrzestną. Ty i ja wychowywalibyśmy ją wspólnie czy raczej odnoszę takie wrażenie z twojej wypowiedzi.

— Jesteśmy dorośli. Na pewno możemy znaleźć złoty środek.

— Cóż, uważam, że zanim podejmiemy ostateczne decyzje, powinniśmy sprawdzić, czy jesteśmy w stanie dogadywać się dłużej niż jeden dzień. Co ty na to? Nie chciałabym, żeby Kamari się przywiązała, a potem nasze drogi się rozejdą.

— Rozumiem — przyznał Malfoy, kiwając głową. — Możemy dać sobie trochę czasu. Coś w rodzaju okresu próbnego? Coś koło kilku miesięcy?

— Nie aż tak długo.

— Więc ile czasu potrzebujesz?

Hermiona złożyła dłonie i zastanowiła się przez chwilę.

— Może do Nowego Roku?

— To tylko dziesięć dni — mruknął Malfoy, unosząc brwi. — Spodziewałem się, że będziesz potrzebowała trochę więcej czasu.

— Kamari nie ma go za dużo. Jeśli to nie zadziała, co zrobisz? Będziesz ją wychowywał jako samotny ojciec? — zapytała.

Zamilkł na chwilę i wzruszył ramionami.

— Nie mam wątpliwości, że to się uda.

Teraz nadeszła jej kolej na uniesienie brwi.

— Naprawdę myślisz, że moglibyśmy się dogadywać do końca życia?

Malfoy pochylił się do przodu z uśmiechem.

— Udało nam się to przez pół dnia, co to dla nas pół wieku?

Hermiona prychnęła.

Niewiarygodnie długo!

— Wiesz, o co mi chodzi. Różnimy się, ale chyba każdy tak ma, prawda? A tak w ogóle, słyszałem, że wierzysz w cuda bożonarodzeniowe.

Hermiona przewróciła oczami.

— Teo ma za długi język!

— Ja też w nie wierzę i obstawiam, że stworzylibyśmy doskonały zespół.

— Naprawdę?

Hermiona nie mogła uwierzyć w to, co właśnie usłyszała! Ledwo się znali!

Oczy Malfoya pociemniały i odchylił się na krześle.

— Tak — powiedział powoli, pogrążony w myślach. — Wiesz, wszystko się dzieje z jakiegoś powodu.

Hermiona przyglądała mu się przez chwilę, zastanawiając się, co się dzieje w jego głowie. Wydawał się trochę… cóż, nie była pewna, jaki dokładnie. Może… smutny? Przygnębiony? Myślała, żeby go o to zapytać, ale nie chciała wyjść na wścibską. Z pewnością powiedziałby jej, gdy chciał, by wiedziała.

— Więc zdecydujesz w Nowy Rok?

Hermiona skinęła głową.

— Tak, ale nadal nie odpowiedziałeś na moje pytanie; jeśli odrzucę ofertę, czy nadal zamierzasz opiekować się Kamari?

Hermiona patrzyła, jak jego szczęka zaciska się. Usta złączyły się i wziął łyk herbaty (prawdopodobnie, by odwlec odpowiedź), zanim powiedział:

— Nie odmówisz.

— Skąd ta pewność?

Ponownie się napił, zanim na jego twarzy pojawił się niewielki uśmiech.

— Bo już kochasz to urocze, małe dziecko.

Nie mogła się z tym kłócić, ale to nie oznaczało, że narazi siebie i Kamari na kłopoty, jeśli ich układ nie wypali.

— Mam idealny pomysł na sprawdzenie naszego partnerstwa — oznajmił.

— Co to za pomysł?

— Ty i Kamari możecie tu zostać podczas świąt.

__________________

Witajcie :) we wciąż świątecznym nastroju zapraszam na nowy rozdział tłumaczenia. Wiem, że to nie jest historia wysokich lotów, ale mimo wszystko aż się robi ciepło na sercu, gdy czyta się coś tak ciepłego i słodkiego za razem. Co sądzicie o połączeniu sił przez Hermionę i Draco? Dadzą radę?

Ostatnie dwa rozdziały pojawią się w najbliższym tygodniu. Mam nadzieję, że wytrwam w moim noworocznym postanowieniu i uda mi się zakończyć dwa rozpoczęte tłumaczenia oraz rozpocząć nowe. Jedno z nich jest w zupełnie innym klimacie niż wszystkie historie, które do tej pory tłumaczyłam. Mroczne, pełne tajemnic i erotyki, ale mam nadzieję, że Wam się spodoba. Ta historia będzie tylko publikowana na ao3 zgodnie z prośbą autorki oryginału. W sumie już nie mogę się doczekać Waszych reakcji. :) Ale to jeszcze przed nami.

Tyle ode mnie. Miłego tygodnia i udanego Sylwestra! Komentujcie i oceniajcie. Enjoy!

[T] Czas cudów: Rozdział 3

niedziela, 22 grudnia 2024

 

— Ech, aż tak źle? — zapytał Teo, gdy Hermiona wróciła do mieszkania.

Czarodziej zaoferował, że zajmie się Kamari podczas nieobecności Hermiony i obecnie próbował nauczyć dziewczynkę gry w szachy.

Wkurza mnie! — jęknęła Hermiona, opadając na sofę.

— Z pewnością to lubi. Zakładam, że powiedział nie?

— Króluję! — wtrąciła Kamari z szerokim uśmiechem.

— Nie, kochanie, w tej grze nie jesteśmy królami, pamiętasz? — Teo przypomniał jej delikatnie.

— Ta gra jest za trudna! — powiedziała Kamari, po czym wstała z podłogi, gdzie grali, wzięła książkę z półki i zaczęła czytać na głos.

Teo odłożył szachownicę i dołączył do Hermiony na sofie.

— Co zrobił tym razem?

— Powiedział, że chce się nad tym zastanowić! Możesz w to uwierzyć?

Teo wzruszył ramionami.

— To poważna decyzja, a on nigdy nie był ojcem. Rozumiem jego tok myślenia. Przynajmniej nie powiedział „nie”, prawda? To o wiele więcej niż zakładałaś.

Hermiona przygryzła wewnętrzną stronę wargi. Nic nie mówiła Teo, ale zastanawiała się, czy jej kłótnia z Malfoyem nie przyczyni się do odrzucenia Kamari. Z jednej strony czuła, że powinien zaopiekować się Kamari i postąpić słusznie, ale z drugiej strony naprawdę nie sądziła, że mógłby być dobrym ojcem. Nie mógł ofiarować Kamari miłości, której potrzebowała.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Następnego ranka Hermiona zrobiła Kamari małą porcję naleśników. Podobno to było jej ulubione śniadanie i powiedziała Hermionie, że kiedyś cały czas jadała je w szkole.

Gdy kobieta rozmyślała o podstawowej edukacji Kamari, zanim została zabrana ze świata mugoli, zadzwonił dzwonek do drzwi. Hermiona wyłączyła palnik, nie chcąc przypalić własnego naleśnika, i pobiegła do drzwi. Prawie podskoczyła, gdy zobaczyła, kto tam stoi, nie spodziewając się go.

— Malfoy! — jęknęła, nieco bez tchu.

— Niezła piżamka, Granger — pochwalił ją sarkastycznie, uśmiechając się na widok jej dwuczęściowej piżamy z nadrukiem bałwanów.

Zarzuciła kurtkę na siebie i kazała Kamari zostać przy stole, podczas gdy ona wyszła przed dom.

— Co tu robisz? — zapytała; jej zęby szczękały z powodu zimnego powietrza.

— Nie spałem całą noc — wyjaśnił, a Hermiona zauważyła, że wygląda na kompletnie zmęczonego.

Opuścił wzrok w ziemię, wsuwając ręce w szaty, by się ogrzać. Zauważyła, że czuł się dość nieswojo.

— Myślałeś o tym — podsumowała.

Uniósł ramiona nonszalancko.

— Po śmierci mojego ojca nigdy nie zamierzałem przedłużać rodu — powiedział cicho.

— Naprawdę? — To było zaskakujące dla Hermiony, chociaż wyjaśniało, dlaczego nigdy się nie ożenił. — Dlaczego nie?

Podniósł wzrok z ziemi i wypuścił wstrzymywane powietrze.

— Sama sobie na to wczoraj odpowiedziałaś; nie zasługuję na to. Kto chciałby mnie za ojca i męża?

Hermiona zacisnęła usta. Poczuła ucisk w żołądku, spowodowany poczuciem winy. Nie zdawała sobie sprawy, że tak nisko siebie oceniał.

— Wczoraj przesadziłam. Pozwoliłam, by emocje wzięły górę. I za to…

Szybko się powstrzymała. Co u licha, było z nią nie tak?! Czy zamierzała przeprosić Draco Malfoya?!

Tak, postanowiła. Tak, miała taki zamiar. Ale musiała szybko to z siebie wyrzucić, zanim zmieni zdanie.

— Przepraszam.

Zaśmiał się cicho.

— Chyba powinienem przeprosić za te potworne słowa.

— Racja — Hermiona zgodziła się niepewnie, drapiąc się po swędzącej szyi.

— Więc przepraszam za to, co powiedziałem wczoraj wieczorem — powiedział, przechylając lekko głowę. — I za to, że znęcałem się nad tobą przez te wszystkie lata w Hogwarcie.

Hermiona o mało nie zemdlała. Przeprosiny Malfoya nie były wymuszone. Brzmiał naprawdę… szczerze.

— Chyba mogę przyjąć twoje przeprosiny — wymamrotała, szukając w głowie odpowiednich słów.

Nadal była w szoku, że Malfoy potrafił zachowywać się jak człowiek. Może to było jego inne wcielenie i w końcu pozwolił jej je poznać.

Lub też była zbyt ślepa, żeby to zauważyć. Mógł mieć rację wczoraj. Mogła utknąć w przeszłości.

— Więc dlaczego stoisz przed moim domem? Podjąłeś decyzję?

— Myślę, że tak — odpowiedział, ale nie brzmiał zbyt przekonująco.

— Chciałbyś poznać Kamari? — zaproponowała.

— Skąd wiesz, że nie przyszedłem, by powiedzieć, że nie chcę być ojcem?

Hermiona posłała mu pytające spojrzenie.

— Szczerze wątpię, że odwiedziłbyś mnie, by mi to powiedzieć.

Malfoy potarł brodę, rozglądając się po cichej dzielnicy, w której mieszkała Hermiona. Wydawał się być rozdarty między pozostaniem tutaj a ucieczką.

— Wejdź — powiedziała Hermiona, namawiając go i chwytając jego fantazyjne, zimowe szaty, otwierając przy tym drzwi do mieszkania jednym szybkim ruchem. — Ona nie gryzie.

Malfoy nie stawiał oporu, pozwalając, by wciągnięto go do gościnnego, ciepłego domu.

— Nie ruszałam się, Hermiono — powiedziała z dumą Kamari.

Jej talerz był pusty, a Hermiona uśmiechnęła się, odwieszając płaszcz. Ta dziewczynka mogłaby zjeść konia z kopytami!

— Kamari, to jest… — Hermiona przerwała, wymieniając spojrzenie z Malfoyem, niepewna, czy naprawdę chce to zrobić.

Mężczyzna odchrząknął i zdjął wierzchnią szatę, narzucając ją na przedramię.

— Znałem twoją matkę — powiedział do dziecka.

— Byłeś jednym z jej przyjaciół? — zastanawiała się dziewczynka.

— Przypuszczam, że tak — odpowiedział obojętnie. — Chodziliśmy razem do szkoły.

— Chcesz zjeść naleśniki? Znaczy… — spojrzała na Hermionę, prosząc o pozwolenie — czy nie masz nic przeciwko, żeby zjadł?

— Jasne, że nie, skarbie. — Wzięła szaty od Malfoya. — Usiądź, zjesz śniadanie z Kamari.

Malfoy zawahał się, a Kamari musiała go zawołać, zanim w końcu się ruszył i praktycznie bezszelestnie usiadł naprzeciwko córki przy stole.

Hermiona podgrzała naleśniki prostym zaklęciem i położyła trzy z nich na talerzu Malfoya, lecz mężczyzna ledwo to dostrzegł. Patrzył się na dziewczynkę.

— Jesteś bardzo podobna do swojej matki — powiedział w końcu, sięgając po widelec.

— Tak! Mamusia ciągle mi to mówi!

— Czy kiedykolwiek rozmawiała z tobą o twoim ojcu?

Hermiona obserwowała ich ze swojego miejsca przy kuchence, podgrzewając patelnię, aby móc usmażyć drugą stronę swojego naleśnika, co przerwała jej niespodziewana wizyta.

— Powiedziała mi, że nie mam taty.

Malfoy wziął kęs, dokładnie go przeżuwając, zanim zapytał:

— Czy kiedykolwiek chciałaś mieć ojca?

Kamari przewróciła oczami.

— A czy zazwyczaj nie chcemy tego, czego nie możemy mieć?

Malfoy uniósł brwi i odchylił się na krześle. Potem się uśmiechnął.

— Chyba masz rację.

— Mamusia nie chciała wychodzić za mąż, ale chciała mieć mnie, więc powiedziała, że poprosiła o mnie Świętego Mikołaja i dziewięć miesięcy później się urodziłam!

Malfoy się roześmiał.

— Więc tak to było, co?

— Tak!

— Słyszałem, że twoja matka interesowała się komputerami mugoli.

— Sama zaprojektowała stronę internetową!

— Imponujące!

Hermiona ukryła uśmiech, wiedząc, że Malfoy nie ma pojęcia, czym jest strona internetowa. Musiała przyznać, że traktował Kamari całkiem nieźle.

— Ona była samowystarczalna!

— Zatrudniona, kochanie — poprawiła ją Hermiona, chichocząc. — Była samozatrudniona.

— Tak, zatrudniona. Ja też chcę być samozatrudniona. Będę pracować na własny rachunek.

— Możesz być kimkolwiek zechcesz. Nie pozwól, by ktokolwiek ci wmawiał, że jest inaczej — powiedział Malfoy.

— Nie pozwolę — odparła Kamari stanowczo. — Smakowały ci naleśniki?

Malfoy dość szybko opróżnił swój talerz.

— Oczywiście. Granger jest wspaniałą kucharką.

Hermiona, która była zajęta polewaniem swojego naleśnika syropem, zerknęła na Malfoya, który niesamowicie ją komplementował. Jednak całkowicie nie zwracał na nią uwagi, skupił się na Kamari.

— Tak, jej babcia nauczyła ją gotować — poinformowała go Kamari. — Teraz jest z mamusią. Obie umarły.

Malfoy spojrzał na Hermionę z lekkim grymasem na twarzy, a kobieta uśmiechnęła się do słodkiej dziewczynki, zanim sięgnęła, by posprzątać ze stołu.

— Hermiona nauczy mnie robić kartki świąteczne – chciałbyś też się nauczyć?

— Och, skarbie, tu nie ma wystarczająco dużo miejsca! — powiedziała Hermiona z żalem, dając Malfoyowi drogę wolną.

Nie wiedziała, czy miał plany na ten dzień, ale była świadoma, że musi dowiedzieć się więcej o Kamari.

— Moglibyśmy to zrobić u mnie w domu — zaproponował Malfoy.

— U ciebie? — zapytała Kamari. — Jest większy niż ten?

— Och, ogromny — podkreślił. — Chyba z tysiąc razy większy.

Oczy dziewczynki rozszerzyły się.

— Twój dom jest taki duży? — pisnęła z niedowierzaniem. — Musisz być bogaty!

— Jestem najbogatszym czarodziejem w regionie.

Kamari przechyliła głowę.

— Jesteś tak bogaty jak Bill Gates!

Hermiona próbowała powstrzymać śmiech, ale nadaremnie, bo zabrzmiał jak parsknięcie. Malfoy odwrócił głowę, żeby na nią spojrzeć i uniósł brew.

Kim jest Bill Gates? — zapytał ją bezpośrednio.

— Był właścicielem firmy, która zaprogramowała popularny system operacyjny… — Hermiona nie mogła kontynuować, wyraz twarzy Malfoya sprawił, że wybuchła śmiechem, a potem Kamari do niej dołączyła, dlatego, że uznała śmiech Hermiony za zabawny.

Malfoy siedział tam, kręcąc głową.

— Nie rozumiem co w tym śmiesznego!

— Myślę, że ona sobie z ciebie żartuje! — próbowała szepnąć Kamari, ale jej się to nie udało, bo wciąż chichotała. — To mugolskie rzeczy — wyjaśniła dziewczynka, gestykulując, by odwrócić uwagę od tematu. — Nie zrozumiałbyś!

Śmiech Hermiony pogłębił się, a ona z trudem oddychała, gdy w jej oczach pojawiły się łzy. Kiedy złapała oddech, zauważyła, że usta Malfoya rozciągnęły się w uśmiechu, gdy obserwował jej atak głupawki.

— Przepraszam! — powiedziała, opanowując się. — Ale wyraz twojej twarzy był zabawny – nie naśmiewałam się z ciebie!

— Hermiono! — zrugała ją Kamari, grożąc palcem wskazującym. Odwróciła się do Malfoya. — Śmiała się z ciebie, ale nie robiła tego specjalnie. Po prostu wyglądałeś głupio!

Malfoy pochylił się ku Kamari, jakby chciał podzielić się z nią sekretem.

— Nie tak głupio, jak ona, gdy dyszała z braku powietrza — powiedział, śmiejąc się głośno, gdy dziewczynka zachichotała.

Hermiona otarła łzy, które pozostały jej ze śmiechu.

— Kamari — zwróciła się do dziewczynki nieco poważniejszym tonem. — Czy chciałabyś pójść z Malfoyem do jego domu i robić kartki świąteczne?

— Oczywiście! — powiedziała podekscytowana Kamari. — Wszyscy możemy tam iść! Narysuję bałwanka!

— Myślałam, że Malfoy zabierze tylko ciebie. Ja mam pewną sprawę do załatwienia.

— Czyli nie pójdziesz z nami? — Dziewczynka nagle posmutniała. — Ale powiedziałaś, że mnie nauczysz!

— Tak, Granger, potrzebujemy cię, żebyś nas nauczyła. Nie umiem robić kartek okolicznościowych. Nigdy wcześniej tego nie robiłem!

Hermiona skrzyżowała ramiona na piersi.

— Naprawdę chcesz, żebym tam była?

— Tak! — odpowiedziała Kamari, ale to nie ją chciała usłyszeć Hermiona, tylko Malfoya.

Myślała, że będzie chciał poznać swoją córkę bez jej obecności, a to była idealna wymówka, by to zrobić.

Malfoy wzruszył ramionami.

— Jak na moje oko, jesteś jedyną osobą, która wie, jak ręcznie wykonać kartki. Wyobraź sobie, jakie bohomazy stworzylibyśmy bez twojej pomocy.

Hermiona wydała z siebie mruknięcie wątpliwości i tupnęła nogą. Wydawało się wysoce nieprawdopodobne, że Malfoy chciałby, żeby się z nim włóczyła, ale jedno spojrzenie na śliczną buzię Kamari wystarczyło, żeby się poddała.

— No dobrze — zgodziła się niechętnie i stanowczo wskazała palcem na Malfoya. — Ale nie chcę słyszeć od ciebie ani słowa, jeśli ten dzień będzie porażką!

— Nie zmuszaj mnie teraz do złożenia Wieczystej Przysięgi — odparł żartobliwie, sprawiając, że przewróciła oczami.

____________________

Witajcie :) wcześniej niż planowałam, pojawiam się z nowym rozdziałem. Prawdopodobnie pochłoną mnie świąteczne przygotowania i nie będę miała czasu na publikację rozdziału, dlatego robię to dzisiaj. Zaczyna się robić słodko i uroczo, ale chyba nie macie tego za złe. Świąteczne historie mają swój uroczy klimat, prawda? Dajcie znać, jak wrażenia po przeczytaniu.

Kolejne rozdziały prawdopodobnie pojawią się w przerwie świąteczno-noworocznej, przynajmniej taki mam plan. Zostaję dłużej u rodziny, więc będzie to dobra okazja do nadrobienia zaległości tłumaczeniowych. Ale o tym już wkrótce.

Korzystając z okazji, chciałam wszystkim życzyć wesołych świąt w rodzinnej, ciepłej atmosferze i kompletnego resetu tak potrzebnego w dzisiejszych czasach. Wszystkiego dobrego! :)