Piękna i bestia: Rozdział 7

sobota, 29 czerwca 2019


Hermiona odkryła, że kiedy wilki zniknęły, mogła ponownie aportować się przy drzwiach do dworu. Udała się więc do domu, aby zabrać trochę medykamentów oraz nocną torbę, i wróciła do Malfoya, gdy zachodziło słońce.
Kiedy zjawiła się w jego pokoju, siedział z ramieniem owiniętym paskami materiału z ręcznika, który Hermiona musiała podrzeć. Wpatrywał się w sufit, zatopiony w myślach, jednak zdawał sobie sprawę, że Hermiona wróciła, ponieważ jej zapach nagle zaatakował jego zmysły.
To było… niepokojące.
— Mówiłem ci, że nie musisz dzisiaj wracać — powiedział nieco zrzędliwie.
— A ja powiedziałam ci — odpowiedziała, kładąc torbę na biurku i grzebiąc w niej — że nie zamierzam cię słuchać.
Uśmiechnęła się bezczelnie przed wyciągnięciem fiolki wypełnionej brązowym płynem.
Podeszła do Draco, odkręcając fiolkę; kroplomierz przymocowany do jej górnej części był już napełniony. Odłożyła go na bok i złapała Draco za rękę, aby przyciągnąć do siebie jego ramię, zanim zaczęła odwijać bandaż.
Patrzył, jak pracowała, zdumiony tym, że nawet nie spostrzegła, jak bardzo był odmienny i wielki.
— Cóż, wygląda na to, że większość krwawienia ustała — powiedziała, oglądając ranę — i nie ma infekcji.
Sięgnęła po kroplomierz i przechyliła go, pozwalając kilku kroplom wylądować na ranie.
Draco skrzywił się lekko, obserwując zielonkawy dym unoszący się z otwartych ran, które w ciągu kilku sekund zaczęły się zasklepiać.
— No i proszę — powiedziała Hermiona z uśmiechem. — Teraz będzie lepiej. Jednak na wszelki wypadek powinniśmy owinąć ramię na noc. Nie jestem pewna, czy klątwa nie wpłynie na skuteczność eliksiru.
Draco przyjrzał się swojemu ramieniu, a potem Hermionie owijającej je bandażami, które przyniosła z domu. Kiedy skończyła, usiadła na brzegu łóżka i spojrzała mu w oczy.
— Skoro o klątwie mowa… Wydaje mi się, że jest coś, o czym mi nie mówisz — rzekła.
Odwrócił wzrok i burknął:
— Mogłem… pominąć pewne informacje, ale to z powodów osobistych. Chcę móc przełamać klątwę bez konieczności dostosowywania się do… zasad.
Kiwnęła głową, nieco wyrozumiała.
— A róża? Co ma wspólnego z klątwą?
Draco westchnął.
— Wiem tylko, że kiedy spadnie ostatni płatek, będę przemieniony na zawsze i żadne zaklęcia tego nie powstrzymają.
— Czy już spadły jakieś płatki? — zapytała.
Draco skinął głową.
— Jak dotąd dwa.
Hermiona podparła się łokciem o kolano, myśląc.
— Myślę, że musimy szukać szybciej.
Draco przytaknął, chcąc coś powiedzieć, gdy z żołądka Hermiony wydobył się pomruk.
Policzki kobiety lekko się zarumieniły, kiedy położyła dłoń na brzuchu, jakby chciała ukryć hałas.
— Chyba jestem trochę głodna…
Draco usiadł na łóżku i położył jedną ze swych gigantycznych łap koło Hermiony. Skinęła głową, pozwalając mu ostrożnie wstać. Spojrzał na nią, kiedy jego stopy znalazły się na ziemi.
— Zjesz ze mną kolację. — Podszedł do drzwi, utykając lekko, ponieważ jego mięśnie były jeszcze obolałe od walki. Odwrócił się do niej, gdy zbliżył się do korytarza. — I to nie jest prośba — oświadczył lekko żartobliwym tonem, a Hermiona mogła przysiąc, że nawet mrugnął.
Wstała i skrzyżowała ramiona na piersi, uśmiechając się lekko.
— A jeśli nie chcę?
Wzruszył ramionami.
— To głoduj. Ale ja zjem wyśmienity posiłek.
Przewróciła oczami, gdy wyszedł, po czym poszła za nim, aby upewnić się, że nie spadnie ze schodów w drodze do kuchni.

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

Tej kolacji Hermiona nigdy nie zapomni.
Najwyraźniej skrzaty domowe lubiły od czasu do czasu robić przedstawienie. Wszystko od talerzy po sztućce śpiewało i tańczyło. Draco po prostu siedział i patrzył, jak Hermiona ogląda pokaz. W pewnym momencie spytała, czy wszystko, co się rusza, było dziełem skrzatów domowych, a on szczerze się roześmiał, pierwszy raz, odkąd Hermiona go widywała, i to sprawiło, że ona także się uśmiechnęła.
— Nie — wyjaśnił, potrząsając głową. — Mam tylko pięć skrzatów domowych. Wszystko inne jest po prostu zaczarowane, aby działać na własną rękę.
— To jest częścią klątwy? — zapytała, gdy tańczący obok talerz zaoferował jej paszteciki i pudding w płomieniach.
Draco skinął głową.
— Tak. Zapewniam cię, że nic z naszej zastawy sztućców nigdy wcześniej nie śpiewało i nie tańczyło.
Hermiona nie mogła się powstrzymać od chichotu, który wydobył się z jej ust.
Kiedy kolacja się skończyła, Hermiona ziewnęła w tył dłoni.
— Cóż, myślę, że pójdę spać. Potrzebujesz pomocy na górze?
Draco machnął ręką.
— Dam sobie radę, nie musisz zostawać.
— Jesteś pewien? — zapytała.
Skinął głową.
— Oczywiście. Dzisiaj nasze poszukiwania spełzły na niczym, więc może wrócisz jutro koło południa?
Hermiona skinęła głową.
— W porządku. Pójdę po swoje rzeczy i do zobaczenia jutro.
Draco patrzył, jak wychodziła z jadalni, pozwalając sobie na westchnienie, które ukrywał. Kiedy usłyszał otwarcie i zamknięcie drzwi frontowych, w końcu wstał z krzesła, jęcząc z bólu.
— To było bardzo miłe z jej strony, że cię uzdrowiła, prawda, Draco? — zapytała jego matka.
Przez całą kolację była niepokojąco cicha i Draco wiedział, że czekała, aż Granger wyjdzie, żeby powiedzieć, co myślała.
— Tak, cóż, gdyby nie była wystarczająco głupia…
— Och, przestań Draco. Wiem, że w jakiś sposób jesteś zadurzony w tej dziewczynie, nawet jeśli nigdy się do tego nie przyznasz.
Draco prychnął.
— Nie, ja nie…
— Mówiłeś o niej cały czas, niezależnie od tego, czy zdawałeś sobie z tego sprawę, czy nie. Być może narzekałeś na nią, ale wiem, że jakaś cząstka ciebie była pod jej urokiem. — Milczenie Draco było dla niej wystarczającym potwierdzeniem. — Dlaczego po prostu nie powiesz jej o klątwie?
— Ponieważ — zaczął zmęczonym tonem — to musi być jej wybór, bez poczucia, że musi ze mną być, aby pomóc ją przerwać. Poza tym, to było kilka lat temu i wątpię, że mogłaby cokolwiek do mnie poczuć.
— Nie musiała ci pomagać, Draco — rzekła jego matka.
— Uzdrawianie to nie to samo, co zakochanie się we mnie, matko. Jest cholerną Gryfonką. W ich naturze leży pomoc — powiedział.
Pani Malfoy westchnęła, a wózek się poruszył.
— Dobrze, mój synu. Pora na nocny odpoczynek.
Draco przeszedł obok wózka, kładąc gigantyczną łapę na zakrytym ramieniu.
— Chciałbym coś dla niej zrobić… podziękować za pomoc… ale co? — zapytał matkę.
— Cóż, to co zwykle… kwiaty, czekoladki… obietnice, których nie zamierzasz dotrzymać…
Ostatnie jej słowa skomentował warknięciem, ale nie było w nim złości.
— Nie, to musi być coś, co wzbudzi jej zainteresowanie… — Uśmiechnął się. — I myślę, że dokładnie wiem, co lubi.

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

Tego samego wieczoru Cormac siedział w Dziurawym Kotle, popijając Ognistą Whisky z ponurym spojrzeniem.
— Cześć, Cor! — powiedział Dennis Creevey, siadając obok przyjaciela. Zauważył jego nastrój i od razu spoważniał. — Hej, co się stało?
Cormac tylko chrząknął i upił kolejny łyk.
— Niech zgadnę… kłopoty z kobietami? — podpowiedział Dennis, trącając Cormaca łokciem i mrugając, po czym poprosił barmana o drinka.
Cormac uśmiechnął się.
— Można tak powiedzieć. — Westchnął, pocierając palcami zmęczone oczy. — To Hermiona. Ciągle mnie odrzuca. Proszę tylko o jedną randkę.
Pozwolił, by jego głowa opadła bezwładnie na blat, z łupnięciem.
Dennis położył dłoń na jego ramieniu i potrząsnął.
— Daj spokój, Cor, musisz się ogarnąć… Bardzo mnie to niepokoi, ponieważ cię lubię i nie mogę znieść tego, że jesteś taki przybity.
Cormac westchnął i usiadł.
— Nic mi nie jest. Wszystko w porządku. Dam jej czas na ochłonięcie i może spróbuję ponownie za jakiś tydzień. Przecież musiałaby być naprawdę głupia, ciągle mi odmawiając, prawda?
Dennis skinął głową, gdy pojawił się przed nim kieliszek z Ognistą. Wypił jednym haustem i skinął na barmana, aby go napełnił.
— Wiesz, Cor, każdy facet tutaj chciałby być tobą.
Cormac prychnął do swojego drinka, kończąc go i potrząsając głową.
— Wątpię.
— Nie, serio! Nawet podziwiają się na zgrupowaniach! Jesteś najmilszym facetem, jakiego znam, i wszyscy cię lubią. I jeśli mam być szczery, nietrudno zauważyć dlaczego. — Dennis zaśmiał się z własnych słów, po czym kontynuował: — Byłeś popularny w Hogwarcie, niesamowicie grałeś w quidditcha, przez rok nawet profesjonalnie, nie wspominając nawet o tym, że pieją z zachwytu, będąc z tobą.
— Tak, to prawda — powiedział Cormac kontemplacyjnie. — Ale jedyną kobietą, jakiej pragnę, jest Hermiona Granger. — Jego twarz spoważniała, gdy mruknął pod nosem, aby nikt nie usłyszał. — I będę ją miał, jestem tego pewny.
_________________

Witajcie :) jest sobota, więc publikuję nowy rozdział tłumaczenia. To początek dobrej zmiany, przemiany, czy jak tam sobie chcecie nazwać zachowanie Draco. Wiem, że wyczekujecie słodkości i uroczych uśmiechów, cóż... już niedługo. Tak, zdaję sobie sprawę z tego, że obiecuję to od jakiś dwóch tygodni, ale już naprawdę nie mogę się doczekać tych części... Ech, wybaczcie, mam dzisiaj jakiś taki melancholijny nastrój.
Co myślicie o rozdziale? Podzielcie się opiniami w komentarzach.
Bardzo dziękuję za pomoc Acrimonii i Katji, które tak ekspresowo go sprawdziły. Jesteście super!
Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego weekendu i tygodnia. Enjoy!

Piękna i bestia: Rozdział 6

sobota, 22 czerwca 2019

Jedyną informacją, jaką Hermiona zdołała wyciągnąć z Malfoya, było to, że nie mógł opuścić dworu, chyba że zrobiłby to za pomocą magii (której nie posiadał), a gdy zapytała o jego przyjaciół, po prostu chrząknął i nic nie powiedział. W pewnym momencie podczas pobytu usłyszała wycie wilków w oddali, co skomentował, że pojawiły się po rzuceniu klątwy, ale nigdy ich nie widział. Hermiona zmartwiła się tym, biorąc pod uwagę, że aportowała się tuż przed bramą i szła do drzwi bez wiedzy o tak blisko czającym się niebezpieczeństwie. Poinformowała go, że od tej pory będzie się aportować przy drzwiach frontowych.
Z uwagi na niewielką ilość informacji, które Hermiona uzyskała podczas pierwszego spotkania, nie była w stanie prowadzić dochodzenia odnośnie klątwy w następnym tygodniu. Późno w nocy wysłała mu sowę z wiadomością, że zacznie swoje poszukiwania dopiero w sobotę. Poprosiła, żeby przejrzał książki w bibliotece, które w jego ocenie mogłyby jakoś pomóc, ponieważ wciąż nie pozwalał jej tam wejść.
Co za dupek, pomyślała, patrząc, jak Filip wylatuje przez jej okno.
Nigdy nie otrzymała odpowiedzi od Draco, zakładając, że znów był w złym humorze, więc musiała wrócić na dwór. Cóż, dla niej to także nie było najprzyjemniejsze doświadczenie! Gdy pomagała w sprzątaniu dworu, prawie weszła do głównego salonu, by tam odkurzyć, ale Malfoy szybko złapał ją za ramię i odciągnął. Zdążyła zauważyć wymieniony żyrandol, nim zamknął drzwi i zaprowadził ją do innego pokoju. Z początku była zirytowana takim traktowaniem, ale zdawała sobie sprawę z tego, że w rzeczywistości nie chciał, aby weszła do pomieszczenia, w którym była torturowana. To było niemal… słodkie. Niemal.
W sobotę wczesnym rankiem Hermiona zebrała swoje rzeczy, które włożyła do torby przed aportacją przy drzwiach frontowych, wdzięczna, że nie musiała maszerować od bramy. Na wszelki wypadek zapukała we wrota, po czym otworzyła je zaklęciem i weszła.
— Dzień dobry? — zawołała.
Spodziewała się, że Malfoy będzie na nią czekał, ale nigdzie go nie widziała. Tak samo wózka pani Malfoy.
Położyła płaszcz na jednej z kanap w przedpokoju i przeszła dalej. Kiedy wchodziła po schodach, zatrzymała się na półpiętrze, które dzieliło dwór na dwie części i zawołała:
— Malfoy?! Jesteś tam?
Nie otrzymawszy odpowiedzi, zawahała się przed wejściem na schody prowadzące do skrzydła zachodniego. Szła cicho i ostrożnie korytarzem, który wydawał się znacznie ciemniejszy niż ten, w którym wcześniej była. Na końcu znajdowały się dwie pary drzwi z symbolem węża. Lekko przewróciła oczami i zapukała. Nie słysząc odpowiedzi, otworzyła je i wślizgnęła się do środka.
Nie była pewna, czego się spodziewała, ale na pewno nie tego. Pokój, do którego weszła, był całkowicie zdewastowany. Ciemnozielona tapeta miała zadrapania niemal wszędzie, biurko i krzesła połamane i przewrócone na podłogę, a obrazy porwane. Na jednej ze ścian wisiał duży portret Draco Malfoya, ale ktoś rozerwał go na pół.
Słaby blask przykuł jej uwagę i zerknęła w kierunku źródła. Naprzeciwko podwójnej szyby znajdowała się róża pod szklaną pokrywą, lekko świecąca i unosząca się nad małym stolikiem, na którym ją umieszczono.
Powoli i ostrożnie do niej podeszła. Wiedziała, że ta róża musiała być zaangażowana w klątwę… ale jak? Malfoy jej o tym nie wspomniał…
Bez zastanowienia podniosła szklaną pokrywę i już miała dotknąć róży, gdy kątem oka zauważyła jakiś ruch.
Draco wszedł do pokoju sąsiednimi drzwiami. Spojrzał najpierw na nią, a chwilę później na różę, jego twarz emanowała gniewem, gdy podbiegł do stołu i postawił pokrywę na miejsce, zanim rzucił Hermionie ostre spojrzenie.
— Co tu robisz? Nie ostrzegałem cię, że masz tu nie wchodzić?! — ryknął ze złością.
— Przepraszam… po prostu…
— Nawet nie wiesz, co mogłaś narobić! — wrzasnął.
Wyprostował się, górując nad nią. Po raz pierwszy, odkąd Hermiona widziała go jako bestię, naprawdę się go wystraszyła.
— WYNOCHA! — ryknął. Rzucił krzesłem ponad jej głową, powodując, że zrobiła unik. — WYYYNOOOCCCHHHHAAAA!
Obawiając się o swoje życie, Hermiona odwróciła się i wybiegła z pokoju.
Draco słyszał jej kroki na korytarzu, gdy osunął się po ścianie. Chciał pozwolić jej odejść, mając nadzieję, że już nigdy jej nie zobaczy, gdy usłyszał ciche wycie w oddali.
— Cholera… — mruknął, zanim wstał i ruszył za nią.
Zbliżała się do drzwi, kiedy ją dogonił.
— Granger, poczekaj, pozwól mi…
Ignorując go, machnęła różdżką i otworzyła drzwi, wychodząc na zimno. Próbowała się aportować, ale z jakiegoś nieznanego powodu nie była w stanie. Zbiegła po schodach i była prawie u bram, gdy usłyszała głośne BUM, a następnie wycie z bólu. Obracając głowę, zobaczyła, że Malfoy próbuje przedostać się przez barierę przy drzwiach, ale zaklęcia skutecznie zatrzymywały go w środku. Z całą siłą wbiegł w osłonę, ale tylko po to, aby go odrzuciło. Z powrotem skierowała się do bramy, mając nadzieję, że gdy przez nią przejdzie, będzie mogła się aportować, ale gdy była blisko, zauważyła trzy olbrzymie, białe wilki, które zatrzymały się tuż przed nią.
Przepełniona strachem machnęła różdżką.
Wilki podeszły bliżej, próbując ją otoczyć.
— Stupify! — zawołała, ale zaklęcie odbijało się od wilków, nie wyrządzając żadnej krzywdy.
Hermiona westchnęła i spojrzała na dwór. Draco wszystko widział i nadal próbował się wydostać.
Potem popatrzyła na wilki i powoli ruszyła w stronę drzwi.
— Spokojnie… spokojnie — powiedziała cicho.
Warknęły w odpowiedzi, pokazując kły.
Hermiona potknęła się o dużą gałąź, która spadła z jednego z martwych drzew stojących wzdłuż drogi do dworu. Kiedy wstawała, nie odrywając wzroku od drapieżników, podniosła gałąź i trzymała ją przed sobą.
Wciąż słyszała, jak Draco desperacko próbował przerwać barierę i odwróciła lekko głowę, słysząc hałas.
Kiedy to zrobiła, jeden z wilków skoczył.
W samą porę zamachnęła gałęzią, aby zepchnąć go z drogi, po czym drugi wilk zrobił to samo i czekał go podobny los.
Pot pojawił się na jej czole, a oddech stał się cięższy, gdy obserwowała wilki, czekając na kolejny atak.
Wilk stojący z boku podskoczył i Hermiona uniosła gałąź, aby się bronić, ale wtedy Draco pojawił się obok niej i ryknął głośno, cofając się o krok. Stanął przed nią, zasłaniając przed stworzeniami. Zauważyła, że jego podrapane ramię i ręka krwawiły.
— Uciekaj! — wrzasnął do niej, gdy wilki zaczęły się do niego zbliżać.
Hermiona szybko pobiegła z powrotem w stronę dworu i weszła do środka, odwracając się szybko, by zobaczyć walkę Draco z wilkami.
Z fascynacją i przerażeniem obserwowała, jak machał potężnymi ramionami i odrzucał wilki. Jeden uderzył w drzewo i usłyszała pisk, zanim dwa pozostałe w końcu uciekły.
Draco odwrócił się, by na nią spojrzeć i upewnić się, że była bezpieczna, po czym przewrócił oczami i upadł na ziemię.
— Malfoy! — krzyknęła, podbiegając do niego.
Uklękła, widząc, że jego twarz była tak samo zakrwawiona jak ręka.
— Och, Draco… — wyszeptała.
Wyjęła różdżkę i przelewitowała go do dworu.
— Co się stało? — zapytała pani Malfoy, która w końcu wyszła z kuchni, by zobaczyć, jak Hermiona lewitowała jej syna przez frontowe drzwi.
— Wilki — wyjaśniła Hermiona, koncentrując się na tym, by nie potrząsać bestią, gdy prowadziła go do pokoju, w którym wcześniej była.
Pani Malfoy patrzyła z niepokojem, mając nadzieję, że syn będzie bezpieczny w rękach panny Granger.
Draco chrząknął, gdy Hermiona go położyła i powoli otworzył oczy. Patrzył, jak Hermiona wyczarowała miskę i użyła Aquamenti, by napełnić ją ciepłą wodą.
— Nie mam przy sobie dyptanu, ale mogę trochę wziąć z domu. Najpierw chcę oczyścić rany — powiedziała, wchodząc do łazienki po więcej składników.
Draco chrząknął i zamknął oczy, jego ciało zmęczyło się od walki z wilkami i przedzierania przez osłony.
Hermiona wróciła z miękką ściereczką i zanurzyła ją w misce. Ścisnęła lekko, a potem położyła na najgłębszej ranie.
Oczy Malfoya otworzyły się i odsunął ramię, warcząc.
— No weź, Malfoy, nie ruszaj się — nakazała, pochylając się i kładąc ściereczkę na jego ramieniu.
Ryknął z bólu.
— TO BOLI!
— Cóż, gdybyś się nie ruszał, nie bolałoby aż tak bardzo — stwierdziła.
— Cóż, gdybyś nie uciekła, nic by się nie wydarzyło — odgryzł się.
— Gdybyś mnie nie przestraszył, nie uciekłabym — warknęła.
Tym razem chwilę pomyślał przed odpowiedzią.
— Nie powinnaś być w skrzydle zachodnim.
Spojrzała na niego.
— A ty powinieneś nauczyć się kontrolować swój temperament.
Draco skrzywił się i odwrócił, nie chcąc przyznać, że być może miała rację.
— Teraz się nie ruszaj — powiedziała spokojnie. — Może trochę zakuć.
Położyła materiał na jego ranę, starając się stłumić jęk.
— A tak w ogóle — wymamrotała. — Dziękuję… za uratowanie mnie.
Otworzył oczy i spojrzał na nią, zauważając lekki rumieniec na jej policzkach.
— Nie ma za co — powiedział cicho.
___________

Witajcie :) mamy weekend, więc pora na nowy rozdział opowiadania. To jedna z części, której nie mogłam się doczekać. Zapewne nadal uważacie Draco za gbura, ale zbliżamy się do wyczekiwanego momentu... Jakiego? Ach, tego dowiecie się wkrótce. Dzielcie się pomysłami w komentarzach!
Rozdział nie pojawiłby się tak szybko, gdyby nie Acrimonia, która sprawdziła go w mgnieniu oka. Dziękuję!
Kolejny planuję dodać w przyszłym tygodniu, więc oczekujcie!

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego weekendu i tygodnia. Enjoy!

Piękna i bestia: Rozdział 5

niedziela, 16 czerwca 2019

W każdą środę po południu Hermiona spotykała się z Harrym i Ronem w stołówce Ministerstwa. Nigdy nie jadała przyrządzanego tam jedzenia, woląc przynieść własny lunch z domu, ale był to jeden z niewielu momentów, w którym trójka przyjaciół, mimo napiętych grafików, mogła spędzić ze sobą czas i porozmawiać, próbując nadrobić towarzyskie zaległości. Starała się nie myśleć o pracy i skupić na swoich przyjaciołach, ale w tym tygodniu w jej umyśle wirowały tysiące pytań, które chciała zadać Malfoyowi. Nie zdawała sobie sprawy, że obaj mężczyźni przy stole obserwowali ją, dopóki Harry nie pomachał ręką przed jej twarzą, zmuszając do otrząśnięcia się z myśli.
— Co? Och, przepraszam, Harry. Co mówiłeś? — zapytała.
Harry parsknął śmiechem, a Ron uśmiechnął się i pokręcił głową, biorąc kolejny kęs kanapki.
— Powiedziałem — powtórzył Harry — że McLaggen siedzi po drugiej stronie i nie może oderwać od ciebie oczu.
Hermiona chrząknęła i przewróciła oczami, nie zaszczycając spojrzeniem Cormaca.
— O tak, jestem tego pewna. Wpadłam na niego w weekend i powiedziałam, żeby przestał mnie nękać, ale nie wydaje mi się, żeby ta informacja dotarła do jego małego móżdżku.
— Chcesz, żebyśmy go stłukli na miazgę? Zapewniam, że to nie kłopot — zaproponował Ron z uśmiechem.
— Dam sobie z nim radę, ale dziękuję — odpowiedziała Hermiona, patrząc na niego, zanim oboje uśmiechnęli się do siebie.
Kontynuowali lunch.
Po kilku minutach przyjacielskiej ciszy Harry znów się odezwał.
— Właśnie sobie przypomniałem, że nie opowiedziałaś nam, jak poszło twoje spotkanie z Malfoyem.
Hermiona natychmiast zatrzymała się w połowie kęsa i spojrzała na Harry’ego, po czym wzruszyła ramionami i wróciła do jedzenia.
— Nic ciekawego do zgłoszenia. Sprawdziłam go i sobie poszłam.
— Czy w ogóle zmienił się w ciągu ostatniego roku?
Hermiona ledwo powstrzymała chichot.
— Och, nawet nie wiesz jak bardzo… — wymamrotała do siebie.
— Co? — zapytał Ron.
Potrząsnęła głową.
— Nieważne. I odpowiadając na twoje pytanie… zmienił się w niektórych dziedzinach, ale nadal jest palantem — wyjaśniła.
— Nie nazwał cię obraźliwie, prawda? — spytał Harry.
Znowu pokręciła głową.
— Nie, nic z tych rzeczy. Po prostu był w złym humorze i miał gburowaty nastrój.
Harry kiwnął uspokojony.
— Okej. Cóż, przynajmniej nie będziesz musiała go widzieć do następnego roku.
— Taa… do następnego roku… — mruknęła, czując się źle, że ukrywała informację o planowanych wizytach w dworze Malfoyów przed swoimi najlepszymi przyjaciółmi.
— Więc, Miona, przyjdziesz do Nory w ten weekend? — zapytał Ron. — Bill i Fleur wyprawiają w sobotę urodziny Victorii.
— Och. Mam już plany, ale… — Na widok zmieszanego spojrzenia Harry’ego i Rona, uśmiechnęła się i dodała: — Ale obiecuję wpaść i się przywitać.
— O jakich planach mó…
— Och, już ta godzina! Muszę wracać do biura. Papierkowa robota sama się nie zrobi — rzuciła pośpiesznie, zbierając swoje rzeczy i wstając. — Do zobaczenia później.
Zanim zdążyli cokolwiek powiedzieć, Hermiona szybko wybiegła ze stołówki. Ron i Harry spojrzeli po sobie, nie ukrywając zmieszania.
— Myślisz, że ona coś ukrywa? — zapytał Ron.
Harry zmarszczył brwi, obserwując, jak Cormac wstał i podążył za Hermioną, a potem pokręcił głową.
— Nie. Hermiona prawdopodobnie martwi się tym, jak bardzo jest zawalona pracą. Wiesz, jaka ona jest — wyjaśnił Harry, wstając i wrzucając śmieci do kosza, a Ron podążył za nim.

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

Hermiona ledwo dotarła do biura, gdy jakaś ręka złapała ją za łokieć, zatrzymując.
Odwróciła się i zobaczyła, że Cormac uśmiecha się do niej szeroko.
— Dobry, Hermiono.
— Cormac — powiedziała gładko, strząsając jego rękę ze swojego ramienia. Skrzyżowała ręce na piersi. — Mogę ci w czymś pomóc?
— Tak, widzisz… Jest taka piękna czarownica, która mi się podoba, ale ciągle mnie unika i odrzuca zaproszenia na randkę. Co powinienem zrobić?
— Och, nie wiem… prawdopodobnie uszanować jej wolę? — zaproponowała.
— No weź, Hermiono. Kolacja? Ty i ja… w ten weekend? — zapytał, uśmiechając się. Mogła przysiąc, że jego zęby rzeczywiście błyszczały.
— Cormac, powiedziałam ci kiedyś, żebyś przestał mnie zapraszać. Nie jestem, ani nigdy nie będę, zainteresowana randkowaniem z tobą.
— To, co było między nami w Hogwarcie — kontynuował, nawet nie rejestrując tego, co powiedziała — było magiczne. Nie możesz z tego zrezygnować.
— Och, Merlinie — wymamrotała Hermiona, łapiąc się za nasadę nosa. Wzięła głęboki oddech i spojrzała na Cormaca, który wciąż czekał z uśmiechem na twarzy. — Słuchaj, nie chciałam ci tego wcześniej mówić, ale… To, co było między nami na szóstym roku… cóż, ja wykorzystałam cię… żeby sprawić, by Ron… był zazdrosny.
Jego uśmiech nieznacznie przygasł.
— Och, znowu to samo. Myślałem, że to było…
— Magiczne. Tak, już to mówiłeś. — Westchnęła. — Słuchaj, naprawdę muszę zająć się pracą. Proszę, Cormac… skup się na kimś innym.
Odwróciła się, weszła do swojego biura. Poczuła ulgę, gdy nie poszedł za nią.
Gdy tylko usiadła, pojawiły się nad nią trzy cienie. Podniosła wzrok i zobaczyła twarze Padmy, Parvati i Lavender, które zaczęły szeptać z niedowierzaniem jedna przez drugą:
— Co jest z tobą nie tak?
— Oszalałaś!
— On jest cudowny!
Hermiona westchnęła i uniosła pióro, skupiając uwagę na swojej pracy.
— Jeżeli wszystkie trzy tak bardzo go lubicie, to dlaczego nie próbujecie przyciągnąć jego uwagi?
Może wtedy dałby mi spokój, pomyślała.
Trzy dziewczyny, które Hermiona nazywała „Plotkarskimi trojaczkami” (Lavender zawsze przebywała z bliźniaczkami Patil i równie dobrze mogłaby być ich siostrą, ponieważ zaczęła nawet ubierać się jak one!) zignorowały jej słowa, ale wyszły z jej biura, szepcząc oraz paplając, po czym skierowały się do swoich pokoi. Nie miała pojęcia, jak to się stało, że dostały pracę w Ministerstwie. Pokręciła głową. Nareszcie mogła pracować w spokoju. To nic, że w umyśle wciąż planowała spotkanie z Malfoyem, które miało się odbyć za kilka dni.

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

W sobotnie popołudnie Hermiona znalazła się przed bramą dworu Malfoyów, jednak tym razem ta była już dla niej otwarta. Długimi krokami doszła do schodów i zapukała. Zniecierpliwiona czekaniem, sięgnęła po różdżkę. Jakież było jej zdziwienie, gdy w drzwiach nieoczekiwanie stanął Draco.
— Spóźniłaś się — warknął.
Spojrzała na zegarek.
— Są dwie minuty po dwunastej…
— Co oznacza spóźnienie — podsumował.
Przewróciła oczami, ale powstrzymała się od riposty. Zamiast tego pogrzebała w torbie, wyciągając notatnik i długopis.
— Gdzie chcesz to zrobić?
W odpowiedzi Draco wymamrotał coś pod nosem, po czym ruszył w głąb przedpokoju. Hermiona, stanowczo zmęczona jego humorkami, westchnęła i podążyła za nim. Zaprowadził ją do małego salonu, gdzie już czekał wózek i pani Malfoy.
— Dzień dobry, panno Granger — powiedział czajnik.
Hermiona skinęła głową.
— Dzień dobry.
Draco usiadł na jednej z dwóch kanap, wznosząc w powietrze kłęby kurzu.
Hermiona zakaszlała cicho i wyciągnęła różdżkę z kieszeni.
— Mogę? — zapytała, tocząc spojrzeniem po pokoju.
Draco wzruszył ramionami i zerknął na matkę, która kiwnęła lekko głową (przynajmniej Hermiona myślała, że to zrobiła, ponieważ trudno było odczytać język ciała czajnika).
Machnięciem różdżki wyczyściła dwie kanapy, a potem rozejrzała się i usunęła kurz z innych części pokoju. Na koniec zajęła się oknami i poczuła zadowolenie, widząc światło wypełniające pokój.
Draco mruknął, gdy skończyła, ale nic więcej nie dodał. Hermiona usiadła naprzeciwko niego, gdy filiżanka herbaty podskoczyła lekko przed nią. Ostrożnie ją uniosła i upiła łyk, z zadowoleniem zauważając, że dodano już cukier.
— Dziękuję. Teraz przejdźmy do sprawy. Mam kilka pytań, które według mnie mogą pomóc w rozpoczęciu dochodzenia.
— Oczywiście, że masz — wymamrotał Draco.
Hermiona rzuciła mu ostre spojrzenie, po czym otworzyła notatnik.
— Okej, pierwsze pytanie: kiedy rzucono klątwę?
— Tydzień po zakończeniu procesu.
— A co dokładnie powiedziała czarownica, kiedy rzucała zaklęcie? Najlepiej słowo po słowie, jeśli to możliwe.
— Już mówiłem — warknął zirytowany. — Powiedziała, że jestem potworem przez to, że nie wpuściłem jej do środka, a potem zamieniła mnie w bestię, którą jestem teraz. To wszystko.
— Nie pamiętasz żadnego ze słów klątwy… nic a nic? — zapytała sceptycznie.
— Wybacz, ale byłem trochę zaabsorbowany byciem przemienionym, a to bolało bardziej niż Cruciatus — wyjaśnił.
Hermiona westchnęła, zapisując jego odpowiedź.
— A co z twoją magią? Zauważyłam, że… — urwała, widząc grymas na jego twarzy.
— Zniknęła — wciął się. — Kiedy się obudziłem, pierwszą rzeczą, jaką próbowałem zrobić, było cofnięcie zaklęcia moją różdżką, ale nic się nie stało. Nie mogłem nawet rzucić najprostszego czaru — mruknął, nie patrząc na nią.
— A skrzaty domowe…?
— Przemieniły się i straciły swoją magię — stwierdził stanowczo.
— Cóż, to wyjaśnia kilka rzeczy… — powiedziała cicho, notując.
— Co na przykład? — warknął.
Spojrzała na niego. Spostrzegła, że patrzy na nią swoimi stalowo-szarymi oczami.
— Cóż, prawdę mówiąc, wyjaśnia to, dlaczego dwór jest w takim stanie, jak teraz. To praktycznie ruina, a ilość brudu można porównać do tej z Grimmuald Place, kiedy pierwszy raz tam zamieszkaliśmy.
Niski warkot wydobył się z piersi Draco, ale Hermiona zignorowała to.
— Gdybyś chciał, mogłabym przychodzić i sprzątać…
— Nie — zaprotestował Draco.
— Słuchaj, Malfoy, próbuję tylko pomóc.
— Jeśli chcesz pomóc, Granger, dowiedz się, jak przerwać tę cholerną klątwę! — ryknął.
— Draco! — zbeształa go pani Malfoy. — Nie ma potrzeby być niegrzecznym. Panna Granger oferuje tylko pomoc, wiedząc, że straciliśmy możliwość korzystania z magii.
Draco skrzyżował swoje pokryte futrem ramiona i skrzywił się.
— Dobrze, ale trzymaj się z daleka od…
— Skrzydła zachodniego, tak, wiem — powiedziała Hermiona. Uśmiechnęła się lekko, zanim wstała. — Może pójdziesz ze mną, porozmawiamy o twojej klątwie i spróbujemy coś wymyślić?
Draco uniósł brew, zanim się nachmurzył.
— Przypuszczam… — wyburczał.
— Czy zostaniesz na obiad? — zapytała pani Malfoy.
— Przepraszam, ale muszę odmówić. Wybieram się do Nory na przyjęcie urodzinowe, więc nie mogę zostać zbyt długo. Najwyżej kilka godzin.
Twarz Draco skamieniała.
— Cóż, więc zacznijmy, żebyś nie przegapiła tych cudownych chwil z Łasicami, których tak bardzo kochasz — powiedział, wychodząc z pokoju.
Hermiona westchnęła i spojrzała na panią Malfoy.
— Czy zawsze taki był, czy to moja obecność powoduje taki gburowaty nastrój?
Nie czekała na odpowiedź, ruszyła za Draco do pierwszego pokoju.
Pani Malfoy uśmiechnęła się złośliwie.
— Nie, kochanie… To ty — powiedziała cicho do siebie, gdy wózek wyjechał z salonu i podążył za nimi.
_____________

Witajcie :) wreszcie udało mi się opublikować ten rozdział. Wiem, że zazwyczaj dodaję je z początkiem weekendu, ale ostatnie dni były istnym koszmarem, dlatego cieszę się, że udało mi się wszystko ogarnąć. Pewnie zastanawiacie się, o czym mówię. Cóż, mój komputer odmówił posłuszeństwa i musiałam go oddać do naprawy. Dwa dni, podczas których był naprawiany, ciągnęły się w nieskończoność, ale od wczoraj jest ze mną — cały i zdrowy, wręcz mogę powiedzieć, że jak nowo narodzony. Na szczęście skopiowano wszystkie pliki, więc moje wszystkie tłumaczenia/opowiadania są na swoim miejscu. 
Przechodząc do rozdziału, co sądzicie o rozmowie Złotej Trójcy? Myślicie, że Harry lub Ron pojawią się w dalszej części historii? Oprócz tego rozwija się wątek Cormaca i nie wiem czy Was też, ale on mnie strasznie irytuje... Oczywiście, będąc fanką dramione, najbardziej lubię scenę z Draco, jednak chyba nikogo to nie dziwi?
Kolejny rozdział zapewne pojawi się w długi weekend, więc czekajcie!
Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia. Enjoy!

Piękna i bestia: Rozdział 4

sobota, 8 czerwca 2019

— Jakie warunki? — powtórzyła Hermiona, gdy weszła do pokoju z rękami skrzyżowanymi na piersi.
— Na pewno domyślasz się, że dwór został przeklęty — powiedziała pani Malfoy.
— Tak, domyśliłam się tego — odpowiedziała Hermiona, podchodząc do sofy i otrzepując ją z kurzu, zanim usiadła. — Co dokładnie się stało?
Draco wszedł do pomieszczenia i zaczął spacerować w pobliżu kominka.
— Zjawiła się tu pewna czarownica i nie była zbyt zachwycona, kiedy jej nie wpuściłem.
Hermiona uniosła brew.
— Czuję, że ta historia ma głębsze dno. Wiesz, kto rzucił zaklęcie?
— Gdybyśmy to wiedzieli, Granger, nie potrzebowalibyśmy ciebie, prawda? — odgryzł się.
— Mnie? Do czego mnie potrzebujecie? — zapytała, zwracając całą uwagę na czajnik.
— Zważywszy na to, że ani Draco, ani ja nie możemy opuścić dworu, nie wywołując pewnego rodzaju…. paniki, potrzebujemy kogoś, kto zrobi to za nas. Być może znajdzie czarownicę, która nałożyła tę klątwę lub przekona ją, aby ją cofnęła.
Hermiona zamyśliła się przez chwilę, marszcząc brwi.
— Mogłabym to zrobić, gdybym wiedziała, jak wygląda..
— Stara, pomarszczona, śmierdzi jak smocze łajno. Widziałem ją sprzedającą róże na ulicy Pokątnej kilka dni przed tym, gdy to zrobiła. — Draco splunął, wskazując na siebie. — Ale to miało miejsce rok temu, więc nie wiadomo, czy nadal gdzieś tam jest.
Hermiona zmarszczyła brwi.
— Szukaliście może przeciw-klątwy? — spytała chwilę później.
— Przeglądaliśmy naszą bibliotekę, ale jak dotąd niczego nie znaleźliśmy — wyjaśniła pani Malfoy.
Hermiona kiwnęła głową.
— Czy macie coś przeciwko, żebym poszukała? Mogę być w stanie po…
— Nie, nie możesz — przerwał jej Draco.
Hermiona pozwoliła sobie na zirytowane westchnienie.
— No dobrze. Cóż, spróbuję się czegoś dowiedzieć i być może przy odrobinie szczęścia natknę się na czarownicę o tych dość pochlebnych cechach — powiedziała, zerkając na Draco, który warknął pod nosem.
— Doceniamy twoją pomoc, panno Granger — mruknęła pani Malfoy.
Hermiona wstała.
— Naprawdę powinnam już iść, zanim ktoś zacznie mnie szukać.
Nie czekała na pozwolenie i skierowała się w stronę drzwi wejściowych. Usłyszała Draco idącego za nią szybkim krokiem.
— Granger! — warknął, łapiąc ją za łokieć.
Odwróciła się i spojrzała na niego, próbując uwolnić ramię.
— Nie. Mów. Nikomu — wycedził, zanim wreszcie ją puścił.
— Powiedziałam, że tego nie zrobię — oświadczyła, zanim odwróciła się na pięcie. Otworzyła dwór różdżką i wyszła, nawet nie zaszczycając go spojrzeniem.
Draco zatrzasnął drzwi i wrócił do salonu, gdzie wciąż znajdowała się jego matka.
— Nadal nie rozumiem, dlaczego musieliśmy ją w to zaangażować — mruknął.
— Sam twierdziłeś, że nazwano ją „najmądrzejszą czarownicą” twojego pokolenia. Myślę, że jeśli ktokolwiek mógłby nam pomóc, to właśnie ona. Chociaż wydaje mi się, że powinieneś jej powiedzieć o warunkach zerwania klątwy…
— Matko, naprawdę myślisz, że będę w stanie przerwać klątwę, gdy ktoś, zwłaszcza Granger, zakocha się we mnie? Chodzi mi o to… spójrz na mnie! — ryknął.
Pani Malfoy aż podskoczyła.
— Musisz tylko pomóc jej zapomnieć o przeszłości, to wszystko.
— Byłem dla niej potworem na długo przed tym, jak zostałem przekształcony w jednego z nich. Nie ma mowy, żeby Granger kiedykolwiek się we mnie zakochała. Poza tym było powiedziane, że ja również muszę się zakochać i nie ma mowy, żebym pokochał tę wszystko wiedzącą wiedźmę o napuszonych włosach.
Pani Malfoy wypuściła głośno powietrze.
— W porządku, kochanie. Chociaż jeśli chcesz, aby zaczęła naprawdę cię szanować, powinieneś spróbować zachowywać się jak dżentelmen. Przestań się garbić. Wyprostuj się. Nie warcz na nią. Tylko… porozmawiaj.
Draco parsknął śmiechem.
— Dlaczego myślisz, że wróci? Prawdopodobnie zaoferowała pomoc, ponieważ chciała stąd wyjść i nigdy więcej się tu nie pojawi.
— Gdyby chciała odejść, nie pomagając nam, zrobiłaby to przed podaniem śniadania i prawdopodobnie przeklęłaby cię na odchodne. Ale została i wysłuchała. Ciekawość zwycięży. Wróci — powiedziała pewnie pani Malfoy. Wózek zaczął się poruszać, kierując się do drzwi — Sprawdzę, co się dzieje w kuchni. Do zobaczenia wieczorem, kochanie.
Draco burczał pod nosem, wracając do swojego pokoju; wiedział, że matka się myliła; bez względu na to, jak ją traktował, wiedział, że Hermiona Granger widzi w nim tylko potwora.

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

Hermiona nie miała zamiaru pomagać Malfoyowi. Zamierzała wrócić do swojego mieszkania, przebrać się w świeże ubrania i zapomnieć o ostatnich dwudziestu czterech godzinach, zanurzając się w książce.
Taki miała plan.
Szkoda tylko, że umysł nie pozwolił jej przestać myśleć o Malfoyu i fatalnym położeniu, w którym się znalazł.
Usiadła na kanapie z książką w ręku, ale nie mogła się skupić, próbując sobie przypomnieć, czy w ciągu ostatniego roku widziała na ulicy Pokątnej kogoś sprzedającego róże. Potrząsając głową, spróbowała ponownie skupić się na swojej książce.
Ale kiedy po raz czwarty przeczytała to samo zdanie, zamknęła wolumin z trzaskiem, warcząc na siebie i odkładając go z powrotem na półkę.
Zdecydowała, że wycieczka na ulicę Pokątną nie była takim złym pomysłem i możliwe, że to nowa książka bardziej ją zainteresuje. Włożyła długi, zimowy płaszcz i siecią Fiuu przeniosła się do Dziurawego Kotła, a stamtąd na ulicę Pokątną.
Pierwszą rzeczą, którą poczuła, był świeżo pieczony chleb. Uśmiechnęła się, patrząc na nową piekarnię otworzoną tutaj niemal rok temu. Zawsze sprzedawano ten sam rodzaj pieczywa i skłamałaby, gdyby powiedziała, że nie było pyszne. Może kupi trochę w drodze do domu…
— Dzień dobry, panno Granger! — zawołał piekarz.
Hermiona pomachała i uśmiechnęła się.
— Witaj, jak się masz?
— W porządku. Gdzie się wybierasz?
— Och, do księgarni, muszę kupić nową książkę i…
— To cudownie! — Spojrzał za siebie. — Marie! Bagietki! Pospiesz się!
— Idę, ojcze! — odpowiedział głos w sklepie.
Hermiona uśmiechnęła się.
— Przyjdę tu w drodze powrotnej i coś wybiorę.
Piekarz pomachał jej przyjaźnie, po czym kontynuowała spacer po brukowej ścieżce.
Przypadkowo miała na oku starsze wiedźmy sprzedające róże, ale zanim doszła do księgarni, nie znalazła żadnej pasującej do opisu Malfoya.
Kiedy weszła do Gałek i Mioteł, na jej twarzy pojawił się uśmiech. Nowa księgarnia nie była tak zatłoczona jak Esy i Floresy. Podobało jej się to, że w małym sklepiku można było poczuć się jak w domu z czasów dzieciństwa.
Starszy sprzedawca, pan Watson, posłał jej uśmiech.
— Witaj, panno Granger! W czym mogę ci dzisiaj pomóc?
Uśmiechnęła się do mężczyzny.
— Dzień dobry, panie Watson. Chciałam się rozejrzeć. Macie coś nowego?
Starszy pan zachichotał.
— Nic od wczoraj — powiedział, puszczając oko.
Hermiona zarumieniła się, prawie zapominając, że była tutaj poprzedniego dnia na chwilę przed przerwą na lunch.
Przejrzała książki i natknęła się na tę, którą od jakiegoś czasu obserwowała. Zdjęła ją z półki i zaczęła kartkować.
— Może ją weźmiesz? Na koszt firmy.
Hermiona spojrzała na niego oszołomiona.
— Och, nie mogłabym, mam galeony…
— Przestań — przerwał jej, machając dłonią. — Nalegam.
— Bardzo dziękuję — powiedziała, uśmiechając się.
Rozmawiali jeszcze przez chwilę, nim usłyszeli dzwonek, dający znak, iż pojawił się nowy klient. Hermiona pomachała na pożegnanie i gdy tylko wyszła, od razu wsadziła nos w nowo zakupioną książkę. Natychmiast zderzyła się z wysokim, muskularnym ciałem.
— Hermiona? — zapytał głos.
Podniosła wzrok, ostatkiem sił powstrzymując się od jęku.
— Cześć, Cormac… Jak się masz?
Uśmiechnął się szeroko.
— Dobrze. Wczoraj wstąpiłem do twojego biura, ale nie było cię tam… unikasz mnie? — drażnił się.
Przewróciła oczami i zaczęła iść, wiedząc, że podąży za nią.
— Nie, Cormac. Pracowałam.
— Tak, domyśliłem się, więc udałem się także do twojego mieszkania i…
— Cormac! — zawołała, odwracając się. — Proszę… po prostu… przestań. Okej? Chodziliśmy ze sobą przez jakiś czas na szóstym roku, ale to wszystko. To koniec. Proszę, nie próbuj więcej.
Cormac podniósł ręce w geście poddania.
— W porządku, Hermiono, rozumiem. Chociaż jeśli zmienisz zdanie, moje biuro znajduje się kilka kroków od twojego — powiedział z kolejnym mrugnięciem.
— Nigdy w życiu — wymamrotała, gdy się odwróciła i odeszła.

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

Późno w nocy, gdy Hermiona zjadła kolejną bułkę z piekarni, odwróciła ostatnią stronę nowej książki i uśmiechnęła się na szczęśliwe zakończenie.
To była bajka — z nieszczęśliwą damą, dzielnym księciem i mroczną klątwą sprowadzoną na ziemię. Hermiona nie mogła się powstrzymać przed myśleniem o Draco i klątwie rzuconej na niego i cały dom. Wiedziała, że musi mu pomóc, ale jak?
Następnego dnia wykorzystała przerwę na lunch, aby przeszukać starą bibliotekę Ministerstwa. Miejsce to było zazwyczaj opuszczone z powodu starych i przestarzałych ksiąg, ale być może to właśnie ich potrzebowała. Bezskutecznie wertowała książkę po książce. Po tygodniu poszukiwań Hermiona w końcu się poddała — nie było tutaj żadnych odpowiedzi. Następnym logicznym krokiem był powrót do dworu Malfoyów i rozmowa z Malfoyem, aby uzyskać więcej szczegółów. Może nawet mogłaby go przekonać, aby pozwolił jej korzystać z biblioteki… Na pewno miał książki dotyczące klątw i tym podobnych.
Kiedy wróciła do swojego biurka, napisała krótki list do blond bestii, pytając, czy nie miałby nic przeciwko, gdyby przyszła w weekend, aby omówić jego „kłopotliwe położenie”.
Nie otrzymała odpowiedzi aż do późnego wieczora, kiedy jej sowa, Filip, wpadła do kuchni i upuściła pergamin. Rozwinęła zwitek i zmrużyła oczy, widząc zarysowania, które prawdopodobnie można było uznać za pismo Malfoya. Po około dziesięciu minutach udało jej się je rozszyfrować:

Granger,
Sobota, południe.
D.M.
PS. Żadnych sów!
 __________

Witajcie :) jest sobota, więc czas na nowy rozdział tłumaczenia. To taka przejściówka, bo w sumie niewiele się działo, ale mam nadzieję, że mimo to Wam się podobało. Dajcie znać w komentarzach! Są naprawdę motywujące i nie ukrywam, że poprawiają nastrój.
Ja dzisiaj miałam mega cudowny dzień, który spędziłam z fantastycznymi osobami. Pierwszy raz poszłam na paradę równości i było super! Mega pozytywna atmosfera i nadal w głowie huczą hity z lat 90-tych. 
Następny rozdział pojawi się za tydzień, więc miłego leniuchowania w niedzielę i udanego tygodnia! Enjoy!
PS. Oczywiście komentujcie i oceniajcie! Jak to zwykle piszę na koniec. :)