[T] To, co jest między nami: Więcej niż dwa?

niedziela, 30 listopada 2025

Wrzesień 2004

 

BOHATERKA WOJENNA I ŚMIERCIOŻERCA:

NIESZCZĘŚLIWIE ZAKOCHANI CZY ŚMIERTELNI WROGOWIE?

Autorstwa: Rity Skeeter

 

Bal Dobroczynny w Bentworth odbył się wieczorem 25 września w eleganckiej posiadłości Abbott Hall, a tłum rozświetliła jeszcze piękniejsza para: Hermiona Granger, bohaterka wojenna i najlepsza przyjaciółka naszego skarbu narodowego Harry’ego Pottera, oraz Draco Malfoy, dziedzic ogromnej fortuny Malfoyów i jeszcze większego majątku Lestrange’ów, a zarazem skazany Śmierciożerca. Iskrzyło, gdy ta dwójka wirowała po sali balowej.

Mająca skromne korzenie Hermiona Granger jest obecnie jedną z najbardziej wpływowych czarownic mugolskiego pochodzenia w Wielkiej Brytanii. Z łatką Najbystrzejszej Czarownicy Swojego Pokolenia, studiowała Taktyki Śledzenia na Uniwersytecie Magii w Cambridge i mogła podjąć się każdego zawodu na świecie, ale postanowiła lojalnie pozostać u boku Harry’ego Pottera. Zajmując się administracyjnymi sprawami w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów, panna Hermiona Granger pod wieloma względami zniknęła z pola widzenia.

Tego samego nie można powiedzieć o charyzmatycznym dziedzicu Malfoyów, którego romantyczne eskapady od kilku lat od zwolnienia z Azkabanu nawiedzają Proroka Codziennego. Czy w końcu widzi przed sobą metę i czy zainteresował się naszą ulubioną wśród mugolsko urodzonych? Pozbawiony rodzinnej chwały, Draco Malfoy zmuszony jest płaszczyć się przed czarodziejami i czarownicami w całej Europie, by znów zyskać ich uznanie. Niegdyś protegowany samego Czarnego Pana, odniósł druzgocący upadek, ale powrót okazał się wręcz spektakularny. Z ponad trzydziestoma aresztowaniami czarnoksiężników na koncie, można śmiało powiedzieć, że młody Malfoy stał się jednym z najlepszych Aurorów w kraju.

Anonimowe źródła potwierdzają, że Hermiona Granger i Draco Malfoy od zawsze byli śmiertelnymi wrogami ze względu na status krwi. Młody Malfoy był również najmłodszym Śmierciożercą w wewnętrznym kręgu Czarnego Pana, któremu powierzono zadanie zamordowania samego Albusa Dumbledore’a. Jego zarzuty obejmują wielokrotne użycie zaklęć Cruciatus i Imperius, a na dodatek niegdyś żywił niesławną nienawiść do mugolaków.

Pomimo skłonności do zdrady, w jego olśniewającym uśmiechu wciąż może kryć się odrobina mroku. Czy to możliwe, że błysk w oczach Hermiony Granger został wywołany nieetycznymi środkami, czy też jest prawdopodobne, że ma słabość do ulubionego czarodzieja czystej krwi? Czy ich spotkanie było jedynie zbiegiem okoliczności, czy też podstępnym planem zdobycia szacunku czarodziejskiej Brytanii, a może było to zapisane w gwiazdach? Prorok Codzienny będzie Was informował na bieżąco o tym, co może przerodzić się w historię miłosną dekady.

 

Narcyza cierpliwie czekała, aż Draco przeczyta artykuł, a on zacisnął pięść tak mocno, że gazeta się rozdarła. Podniósł wzrok na matkę i wykręcił szczękę.

Spojrzała na niego chłodnymi, niebieskimi oczami, zaciskając usta w cienką linię.

— To mogłoby być nic — powiedziała, a jej głos był zbyt miękki, by mógł brzmieć kojąco. — Skeeter to karaluch i nikt nie wierzy w ani jedno jej słowo. Ale te zdjęcia nie kłamią, Draco. Patrzysz na nią, jakbyś umierał z głodu.

— Tylko tańczyliśmy, matko! — wykrzyknął.

Mrugnęła do niego i zanuciła.

— Tak. Tańczyliście. Dokładnie. Czy to samo robiliście dziś rano? Nago. W twoim salonie. I nie mów mi, że to nic nie znaczy — nie urodziłam się wczoraj.

Pogłębił pustkę umysłu, by uspokoić emocje.

— No i co z tego?

— Co z tego? Draco! — warknęła. — To Hermiona Granger, najważniejsza czarownica mugolskiego pochodzenia w Wielkiej Brytanii! Jeszcze wczoraj wieczorem mówiłeś, że powinniśmy zasłużyć na jej szacunek, a teraz bawisz się, bezczeszcząc ją? Wstydź się!

Draco prychnął i zmarszczył brwi.

Zbezcześciłem ją? Na Merlina, mamy dwudziesty pierwszy wiek! Matko, oboje jesteśmy dorośli. Nie byłaby tam, gdyby nie chciała.

Narcyza bełkotała, szukając odpowiednich słów.

— Ale nie rozumiem! — krzyknęła. — Od jak dawna to trwa? Czy to jeszcze świeże? Tygodnie? Miesiące? A może lata?

Draco westchnął głęboko i ścisnął nasadę nosa.

— Czy miałeś sekretny romans z Hermioną Granger, podczas gdy ja próbowałam oczarować każdą szanowaną czarownicę półkrwi w kraju?

— Matko…

— Czy pozwoliłeś wszystkim uwierzyć, że ona nienawidzi nas za to, jak ją traktowałeś, gdy byłeś młodszy, podczas gdy przez cały ten czas byliście kochankami?

— Matko! — warknął i spiorunował ją wzrokiem. Narcyza zamilkła, szeroko otwierając oczy. Draco westchnął głęboko i rozprostował nogi, pocierając uda. — To jest… nowe. — Zacisnął szczękę. — To było… — Ich trzecie spotkanie na seks, ale nie chciał o tym mówić matce. — To był pierwszy raz, kiedy byliśmy blisko.

Narcyza westchnęła, ale wciąż była spięta.

— Jak to się stało? Dwoje wrogów nie spotyka się po prostu na parkiecie i nie postanawia spędzić razem nocy pełnej namiętności.

Draco skrzywił się.

— Nie. Nie, my jesteśmy… cóż, przyjaźnimy się już od jakiegoś czasu. Pracujemy razem nad sprawami. — Nie mógł uwierzyć, że rozmawia o tym z matką. — Wczoraj na balu chyba zaiskrzyło.

Narcyza zacisnęła usta i przybrała bardzo wyniosły wyraz twarzy.

— Cóż, nie mogę powiedzieć, żebym była strasznie zaskoczona. Zawsze o niej mówiłeś. Zawsze Granger to, Granger tamto.

— Wątpię — mruknął, ale serce zabiło mu dwa razy mocniej.

— Wiesz — powiedziała, unosząc brodę — możesz myśleć, że zawsze byłeś ekspertem w ukrywaniu emocji, ale się mylisz. Lata temu podejrzewałam, że twoje uczucia do panny Granger mogą kryć w sobie coś więcej niż pogardę. Ale, choć bardzo cię kocham, nigdy nie spodziewałam się, że panna Granger odwzajemni te uczucia po tym, jak ją traktowałeś.

Draco zacisnął pięści i spróbował uspokoić oddech.

— No cóż, mam szczęście.

— Zdecydowanie. — Sztywno podniosła filiżankę. — Spotkasz się z nią jeszcze raz?

— Pracujemy razem.

— Nie bądź głupi, Draco. Wiesz, co mam na myśli.

Przesunął językiem po zębach i westchnął.

— Nie wiem. Może. Tak.

Jej oczy błysnęły.

— Więc to nie był jednorazowy wybryk?

Draco spuścił wzrok. Opadł na krzesło i westchnął głęboko.

— Nie wiem — mruknął. — Jeśli będzie chciała się ze mną spotkać, to zrobimy to. Ale nie wiem, może ten cholerny artykuł ją odstraszy.

Narcyza wyprostowała się, a w jej oczach płonął ogień.

— Skup się na pannie Granger, a Skeeter zostaw mnie.

Draco wpatrywał się w matkę, a potem zmrużył oczy.

— Co?

Strzepała niewidoczne zagniecenia na spódnicy i powiedziała:

— Nie zmarnujemy tej szansy, Draco. Możemy nie mieć kolejnej.

Pustka zatrzeszczała, a on się wyprostował.

— Matko — warknął — nie będziesz jej włączać w swoje małżeńskie plany. Rozumiesz?

— Przeczytałeś artykuł! — syknęła Narcyza. — Przedstawiono cię jako nikczemnika! Nazwisko Malfoyów nigdy więcej nie będzie kojarzone z czymś dobrym, jeśli nie zostaniemy przyjęci w odpowiednie kręgi, a panna Granger będzie naszą przepustką.

— Przepustką? — powtórzył Draco. — Nie będę traktował kobiet w moim życiu jako przepustek do czegokolwiek!

— Twój ojciec ma być poddany kontroli do końca tego roku! — krzyknęła Narcyza, a jej ręce drżały. — Jeśli nie przekonamy Wizengamotu, że rodzina Malfoyów jest zdolna do prawdziwych zmian, będziemy musieli czekać kolejne cztery lata!

Łzy napłynęły jej do oczu, ale wzięła głęboki oddech, zbierając się w sobie.

Draco przełknął ripostę i opadł na oparcie fotela. Przyjrzał się matce, jej rumianym policzkom i zaciśniętej szczęce, i westchnął głęboko.

— Wiele się wydarzyło od ostatniego razu, matko. To będzie jego pierwsza kontrola, odkąd mnie zwolniono. Teraz jestem Aurorem i ojciec jest z tego dumny.

— Zostałeś do tego zmuszony — mruknęła Narcyza. — Wizengamot przejrzy cię na wylot, Draco. Gdybyś nigdy nie trafił do Azkabanu, nie pracowałbyś teraz jako Auror.

— Co za różnica? — prychnął. — Jestem jednym z najlepszych, niezależnie od tego, czy w dzieciństwie marzyłem o byciu Aurorem, czy też nie.

— To umiejętność — syknęła Narcyza — a nie zmiana.

— A jak moja przyszła żona miałaby wskazać mi tę konieczną zmianę? — westchnął ciężko i potarł skronie.

— Bo kobieta taka jak Hermiona Granger, mugolaczka, bohaterka wojenna i Najbystrzejsza Czarownica Swojego Pokolenia, nigdy nie wybrałaby mężczyzny, którego nie uznałaby za godnego — a już na pewno nie byłego Śmierciożercy — powiedziała. — Ale może mógłbyś być jej godny, gdybyś się trochę postarał.

Draco prychnął, a jego szczęka drgnęła.

— A wmanipulowanie jej w kontrakt małżeński dla własnej korzyści nie czyni mnie godnym, prawda?

— Cóż, nie zaszkodzi spróbować! — Filiżanka zadrżała, gdy Narcyza warknęła, a jej oczy zapłonęły. Słyszał ten ton jedynie w jej rozmowach z ojcem. — Zamiast dzikiej rozpusty poprzez zaciągnięcie jej do łóżka jak jakąś prostytutkę, mógłbyś się postarać, być dżentelmenem i zachowywać się jak twoi przodkowie, którzy…

Dość! — wrzasnął i uderzył dłonią w stół. Pustka rozpadła się na kawałki, rozpływając się w gniewie i niepokoju. Narcyza zamrugała, zszokowana, a on próbował stłumić wściekłość, szybko odbudować pokoje w głowie i skupić się na spokojnej ciemności. Przełknął ślinę i powiedział: — Wystarczy. Nie będziesz angażować Granger w żadne małżeńskie plany, matko, bo ja nie… — Westchnął głęboko i spuścił głowę. — Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuję, to ją spłoszyć.

Przez chwilę oboje milczeli. Narcyza wzięła kilka oddechów, jakby chciała przemówić, ale powstrzymała się. W końcu zapytała:

— Od jak dawna ci się podoba, kochanie?

Draco zamknął oczy i zacisnął szczękę. Nie chciał, żeby to wyszło na jaw.

— Zdecydowanie za długo.

— Od Hogwartu?

Przytaknął, kiwając głową, a Narcyza znów zamilkła. Westchnął głęboko i odchylił głowę na oparcie.

— Będę trzymał to, co nas łączy, między zębami i pazurami, ale nie chcę jej zastraszać tradycjami czystokrwistych i zasadami społecznymi. — Spojrzał na matkę. Wbiła wzrok w kolana, a on pokręcił głową. — Jest mugolaczką i nisko urodzoną. — Przełknął ślinę. — Gdy my wciąż brniemy naprzód, próbując wskrzesić Złoty Wiek czarodziejskiej arystokracji, ona wkroczyła w dwudziesty pierwszy wiek ze sztuczną inteligencją i kodami binarnymi.

Narcyza zmarszczyła nos i spojrzała na niego.

— O czym ty mówisz, Draco?

Powiedział z prychnięciem.

— Nieważne. Ona po prostu nie jest częścią naszego świata i wątpię, żeby w ogóle chciała być.

Narcyza złożyła dłonie na kolanach i westchnęła.

— Dobrze, nie zaproszę jej na kolację, ale Draco, wiesz, że prędzej czy później będziesz musiał się ożenić. Jeśli panna Granger jest tą jedyną, nie wiem, jak mógłbyś kontynuować związek bez zastanowienia się nad tym, jak wprowadzić ją do tego świata.

Zacisnął szczękę.

— Jeśli Granger jest tą jedyną dla mnie, to tak — mruknął i skinął głową. — Ale co, jeśli ja nie jestem tym jedynym dla niej?

Narcyza westchnęła głęboko.

— Och, kochanie.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Hermiona jęknęła w poduszkę, podczas gdy Ginny czytała na głos artykuł, śmiejąc się i krzycząc na przemian.

— Za kogo Skeeter cię uważa? Za skromną? — Rudowłosa uniosła ręce. — Nigdy w życiu nie byłaś skromna! Podpalałaś nauczycieli, podrabiałaś naszej podpisy w Gwardii Dumbledore’a i trzymałaś Skeeter w słoiku! Ta baba ma urojenia! I Taktyki Śledzenia?

Jednak to nie było w głowie Hermiony najbardziej upokarzające. Nie, to był ten bezczelny wyraz pragnienia i pożądania w jej oczach na wszystkich zdjęciach. Patrzyła na niego jak zakochany szczeniak, jakby łasiła się u jego stóp, a jej oczy błyszczały tak, jak opisała je Skeeter. To, w połączeniu z tym, że Poppy znalazła ją nagą w salonie Malfoya — co pomyślałaby jego matka?

— No cóż — kontynuowała Ginny — wyglądasz na zainteresowaną na tych zdjęciach, ale kto by nie był? To bardzo atrakcyjny mężczyzna, myślę, że wszyscy by się z tym zgodzili — a ty wyglądasz bajecznie w tej sukience, więc dlaczego miałby na ciebie tak nie patrzeć?

— Jego skrzatka mnie zobaczyła! — krzyknęła Hermiona i rzuciła przyjaciółce spojrzenie. — Straumatyzowałam to biedne stworzenie, a teraz matka Malfoya wie, że jestem tylko… tylko… ladacznicą, która podąża za…

— Hermiono — powiedziała surowo Ginny i spojrzała na nią. — Przestań. — Westchnęła głęboko, rzuciła gazetę na kredens i oparła ręce na biodrach. — Jesteś dorosła i robisz fajne rzeczy z inną dorosłą osobą. Jeśli Narcyza Malfoy jest zbyt sztywna, żeby to zauważyć, to jej wina i bardzo jej współczuję.

Hermiona ponownie położyła poduszkę na twarzy. Wszystko było takie idealne. Pomimo jej jęków, wątpliwości i lekkiej paniki, wszystko było po prostu cholernie idealne. Zbyt idealne. Powinna była wiedzieć, że długo to nie potrwa.

— Czy powiedział, że to koniec? — zapytała Ginny i usiadła na sofie u stóp Hermiony. — Jest maminsynkiem? Boi się zbuntować?

Hermiona prychnęła i upuściła poduszkę na podłogę. Krzywołap szybko się na nią położył.

— Nie powiedział, że to koniec, ale wyglądał na dość poirytowanego. Miałam na sobie ręcznik, zanim kazał mi go zdjąć!

Ginny zachichotała okrutnie.

— Wiesz, im więcej słyszę o twoich eskapadach z Malfoyem, tym bardziej mi się to podoba.

— O, Boże! — Hermiona jęknęła i zakryła twarz dłońmi. — Co Harry powiedział o tym artykule?

— Był zaskoczony — powiedziała Ginny i wzruszyła ramionami — ale tak naprawdę nie zastanawiał się nad tym zbytnio. Powiedział tylko „Przynajmniej się nie zabijają”.

To wywołało śmiech Hermiony.

— Więc nawet nie uważa, że to dziwne?

Ginny wzruszyła ramionami.

— Mówiłam mu, że obawiasz się tam iść, bo nikogo tam nie znasz, ale pracujesz z Malfoyem. Myślę, że Harry byłby na niego zły, gdyby nie stanął po twojej stronie.

Hermiona westchnęła głęboko i usiadła.

— Po prostu… cóż, po prostu to takie prywatne. Co, jeśli Narcyza Malfoy postanowi oczernić mnie w gazetach, nazywając łowczynią złota, fortun i tak dalej? Jestem mugolaczką, na litość boską!

— Czy Bal Dobroczynny w Bentworth nie był imprezą charytatywną dla mugolaków? — zapytała Ginny, unosząc brew. — Czy byłaby tam, gdyby nienawidziła mugolaków?

— Skąd mam wiedzieć? — prychnęła. — Może po prostu dba o swój wizerunek?

— Możliwe — nadąsała się Ginny i oparła łokieć o kanapę. — Ale naprawdę nie masz się czego wstydzić. Na litość boską, masz chęć na jego gigantyczną fortunę? Mamy dwa tysiące czwarty rok, a nie tysiąc osiemset czwarty! Jeśli chodzi ci o coś gigantycznego, to z pewnością o jego kutasa!

Hermiona skrzywiła się, ale nie mogła powstrzymać śmiechu. Dobrze było się z tego śmiać. Ginny miała rację — byli dorośli, mogli sami podejmować decyzje, a Hermiona nie powinna pozwolić, by zawstydziła ją kobieta, której nawet nie znała.

— Więc — zaczęła Ginny, gdy ich śmiech ucichł. — Spędziłaś noc z Draco Malfoyem. Jak było?

Hermiona się zarumieniła, podciągając kolana pod brodę. Jej usta wykrzywiły się w uśmiechu, którego nie mogła powstrzymać.

— Było… magicznie.

Brwi Ginny poszybowały w górę.

— Magicznie? W jakim sensie?

Rumieniec sięgnął jej uszu.

— No wiesz… po prostu magicznie.

— Ćwiczyliście rzucanie zaklęć? — spytała beznamiętnie. — Naprawdę, Hermiono, zdradź mi wszystkie sprośne szczegóły!

— Nie! — krzyknęła. — To prywatna sprawa.

— Opowiedziałaś mi, jak wyglądał ostatni raz panno moja definicja perwersyjnego seksu to lekkie zniewolenie.

Hermiona bełkotała, walcząc z chęcią opowiedzenia Ginny, jak Malfoy przywiązał ją do ławki i wymusił na niej dwa oszałamiające orgazmy, zanim zaniósł do łóżka, żeby ofiarować jej kolejne dwa, ale powstrzymała się. Miała w sobie więcej godności.

— Ginevro, kocham cię, ale to prywatna sprawa. Powiem ci tylko, że Draco Malfoy jest niesamowity w łóżku i z pewnością wie, jak zadowolić kobietę.

— Jakaś część mnie pragnęła, żeby plotki o nim w szkole były tylko ściemą — mruknęła.

— Były plotki? — wydyszała Hermiona.

— Nigdy o nich nie słyszałaś?

— Nie!

Ginny uśmiechnęła się krzywo.

— To dlatego, że nigdy nie dołączałaś do nas na babskie pogaduszki. Byłaś zbyt zajęta ratowaniem świata i tak dalej. — Poprawiła się na krześle. — Na piątym roku słyszałam plotkę, że po godzinach robił dobrze dziewczynie w sali eliksirów, a inna głosiła, że robił minetkę dziewczynie na Wieży Astronomicznej.

Hermiona przełknęła ślinę, a jej policzki zapłonęły.

— Ni… nigdy o tym nie słyszałam.

— Zawsze myślałam, że sam je wymyślił, by podbudować swoją reputację. Wszyscy chłopcy, a zwłaszcza Ślizgoni, czerpią z tego rodzaju renomy. — Odrzuciła włosy za ramię. — Oczywiście, to wciąż mogły być kłamstwa. Próbowałam ze Ślizgonem z mojego roku — i wielki zawód. Malfoy mógł się nauczyć swoich umiejętności po Hogwarcie. Nie wiem.

Hermiona przygryzła wargę. Wiedziała, że w szkole był, cóż, aktywny seksualnie, ale nie zamierzała o tym mówić Ginny.

— Nie widziałam w szkole żadnych oznak, że taki jest, ale teraz z pewnością tak.

Ginny jęknęła.

— Proszę, Hermiono! Muszę teraz żyć twoim życiem! Powiedz mi tylko, czy sprawił, że doszłaś?

Hermiona odrzuciła głowę do tyłu i się roześmiała. Och, gdyby tylko wiedziała.

— Czy to oznacza „tak”? — wydyszała Ginny, a Hermiona zaszczyciła ją skinieniem głowy i uśmieszkiem. Weasley zmrużyła oczy. — Więcej niż raz? — Hermiona ponownie skinęła tajemniczo głową, na co oczy jej przyjaciółki się rozszerzyły. — Nie mów mi, że… więcej niż dwa?

Hermiona zachichotała i ukryła twarz w dłoniach.

— Hermiono Granger! — Ginny jęknęła i objęła kolana, opierając się o nie. — Mówisz mi, że cholerny Draco Malfoy doprowadził cię do orgazmu trzy razy?

Zagryzając wargę, rumieniąc się aż do linii włosów, Hermiona uniosła cztery palce.

Ginny opadła szczęka, brwi wślizgnęły się w jej włosy, a oczy nieomal wyszły z orbit. Potem się skrzywiła i opadła z powrotem, zakładając ramiona na piersi.

— Dobra. Teraz go nienawidzę. Naprawdę. Ciebie też nienawidzę. Kocham cię i cieszę się twoim szczęściem, ale na Merlina, nienawidzę cię. — Nadąsała się przez całe trzy sekundy, zanim krzyknęła: — Cztery razy?

Hermiona roześmiała się głośno i jęknęła, kręcąc głową.

Wiem! To było… cóż, wyczerpujące, ale… — Westchnęła, a na jej zarumienionej twarzy pojawił się głupkowaty uśmiech. — Nie przepadam za schlebianiem Malfoyowi, ale chwała mu za to — jest po prostu mistrzem.

— Używa języka?

Ginny uśmiechnęła się szeroko i poruszyła brwiami.

Hermiona zmarszczyła brwi, a z jej ust wydobyło się „O, Boże”, a potem szaleńczy śmiech.

Rudowłosa zachichotała, pokręciła głową i powiedziała:

— Założę się, że tak. Harry’emu idzie to całkiem nieźle. Przynajmniej nikt nie może mu zarzucić, że się nie stara, biedactwo… oj weź, Hermiono, nie patrz tak na mnie!

Ale Hermionie nie udało się ukryć grymasu, który wykrzywił jej twarz.

— Przepraszam, ale naprawdę nie chcę słuchać o łóżkowych umiejętnościach Harry’ego. Jest dla mnie jak brat!

Ginny parsknęła śmiechem i pokręciła głową.

— W porządku. Dobra, wracając do naszego ulubionego blondyna — kiedy się z nim kolejny raz spotkasz?

Mina Hermiony zrzedła, a wargi się zarumieniły.

— Ja… naprawdę nie jestem pewna. Powiedział, że chce to powtórzyć i… — Ugryzła się w język, zastanawiając się, czy powiedzieć Ginny o ich umowie. Wyłączność, szczerość i zaufanie. Żadnych randek. Nie żeby to było wyraźnie zaznaczone w umowie, ale Hermiona całkiem dobrze czytała między wierszami. A potem była jeszcze lista, którą chciał, żeby stworzyła, ta z jej granicami. Granicami seksualnymi. Przełknęła ślinę. — Nie randkujemy — powiedziała i spojrzała na Ginny. — Naprawdę. To bardziej… luźna znajomość, jak sądzę.

I na wyłączność.

Ginny zacisnęła usta.

— W porządku. To dobrze, ale Hermiono, obie wiemy, że to skończony drań, więc lepiej nie zakochuj się w nim, skoro wiesz, że to bez wzajemności.

Hermiona przełknęła ślinę i spuściła wzrok, kiwając głową.

— Nie, wiem. — Zaśmiała się beznamiętnie. — Nie jestem pewna, czy chciałby się ze mną umawiać. Jestem szlamą, pamiętasz?

— Nie nazywaj się tak — mruknęła.

Hermiona machnęła lekceważąco ręką.

— Wiesz, o co mi chodzi.

— Sytuacja się zmienia — powiedziała Ginny. — Status krwi staje się mniej ważny, a osoby, które nadal go przestrzegają, są otwarcie krytykowane za swój fanatyzm. W zeszłym tygodniu czytałam artykuł w Czarownicy o nadchodzących, nowych przepisach antydyskryminacyjnych!

Hermiona uniosła brew.

— W Czarownicy?

— Wiesz, mają tam kilka ciekawych artykułów. — Westchnęła Ginny. — Słuchaj, chodzi mi o to, że cała ta sprawa z czystością krwi to już przeszłość i jeśli Malfoyowie chcą iść naprzód i poprawić swój wizerunek, będą musieli zmienić sporo swoich przekonań.

— Na zewnątrz, tak — mruknęła Hermiona. — Założę się, że jego matka chciałaby, aby poślubił śliczną czarownicę czystej krwi, która da jej śliczne, czystokrwiste wnuki.

— I co z tego? — Ginny wzruszyła ramionami. — Sama powiedziałaś — to niezobowiązujące. Więc nie powinno mieć znaczenia, kogo w przyszłości poślubi, prawda?

— Nie — mruknęła Hermiona. — Nieważne. Nie obchodzi mnie to.

Ginny uniosła brew i powoli pokręciła głową.

— Dobrze. Słuchaj, Miona, będę tu, żeby tobą potrząsnąć, gdy zacznę podejrzewać, że to, co się dzieje między wami, to więcej niż przelotna znajomość, jasne?

— Ginny, nie musisz się martwić, nie zakocham się w nim.

— Jesteś tego pewna?

Hermiona zagryzła wargi, marszcząc brwi.

— Tak. Tak, jestem pewna.

— Dobrze — powiedziała i uniosła dłonie. — Bo jeśli się w nim zakochasz, to w porządku, ale nie narażaj się na złamane serce.

Hermiona spojrzała na nią gniewnie.

— Nie jestem głupia.

Brwi Ginny poszybowały w górę.

— No cóż, bzykasz się z Malfoyem i pozwalasz mu zmienić twój świat, więc nie jestem co do tego pewna.

— Tak, no cóż, nie zakocham się w nim — zjeżyła się Hermiona i skrzyżowała ręce na piersi.

— Dobrze — powtórzyła i uniosła dłonie jeszcze wyżej. — Zanotowane.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

— Zakochałem się w niej, Theo — mruknął Draco do szklanki.

— Co? Chyba żartujesz. Jak mogłeś mi to zrobić? To jakaś kpina. Twoje czystokrwiste pochodzenie jest zrujnowane. — Głos Theo, z którego Draco nic sobie nie robił, sprawił, że jego słowa błyszczały obojętnością. Westchnął i skrzyżował nogi. — Jesteś taki od lat, stary. A te zdjęcia mówią więcej niż tysiąc słów. Ale wkrótce się opamiętasz, zanim obudzisz się jutro i będziesz to wszystko przeżywał od nowa. Będę odliczał minuty, aż powiesz coś obraźliwego i poniżającego na jej temat.

— Nie — mruknął Draco i spiorunował go wzrokiem. — Nie rozumiesz. — Odstawił szklankę na stół i przesunął dłońmi po twarzy. — Byłem… — Przygryzł wewnętrzną stronę policzka, zastanawiając się, jak to ująć. — Ostatnio spędzam trochę czasu z Granger. Sam na sam.

Theo spiął się na krześle, wpatrując się w niego swoimi błękitnymi, jastrzębimi oczami.

— Spędzacie czas na kolacjach, drinkach i rozmowach, czy jak…

Uniósł brwi.

Draco wykręcił szczękę i skinął głową.

Theo gapił się, opadając na krzesło.

— Czekaj… więc ty… — Upił porządny łyk Ognistej Whisky. — Więc, pieprzyłeś Granger?

Draco westchnął i spuścił głowę.

Theo cicho gwizdnął.

— Cóż, kurwa. Powiem ci szczerze — nie spodziewałem się tego. To znaczy, wiedziałem, że tego chcesz, ale ona? Nigdy.

Draco prychnął, ale nic nie powiedział, bo Theo miał rację. Hermiona Granger nie była osobą, która chciałaby wieść życie z Draco. Bardziej pasowałoby do niej gardzenie nim albo po prostu ignorowanie go. Zdecydowanie ktoś musiał mu podać Płynne Szczęście tamtej nocy w Taczce. A potem… cóż, jakieś bóstwo musiało go polubić.

— Więc — zaczął Theo i odchrząknął. — W końcu dorwałeś się do jej majtek. Było tak, jak sobie wymarzyłeś?

— Lepiej — mruknął. — Jest cholernie idealna. — Westchnął i odchylił się w siedzeniu. — A przy okazji, myliłeś się. Jej wersja, którą mam w głowie, nie jest nawet w połowie tak genialna jak prawdziwa Granger, z jej wadami i zaletami. Jest wszystkim, czego kiedykolwiek pragnąłem i wszystkim, czego kiedykolwiek będę pragnął. Kurwa, jak ja mam teraz iść naprzód?

— No cóż — jego przyjaciel wzruszył ramionami i upił łyk alkoholu — w czym problem? Jeśli jej pragniesz, a ona ciebie — to śmiało, przypieczętuj umowę.

— Ona nie chce być ze mną widziana — prychnął Draco. — Od kiedy w ogóle Granger zechciała być nawet moją znajomą? Cholernie mało prawdopodobne, żeby chciała, by ludzie wiedzieli, że sprzedała się „drugiej stronie”. I dlaczego miałaby? Nie czytałeś, co napisała Skeeter? Wypisała moją przeszłość i przestępstwa jak cholerne ogłoszenie kontraktowe.

Theo ponownie wzruszył ramionami.

— Odniosłem wrażenie, że przedstawiła cię jako seksownego i nieuchwytnego — założę się o sto galeonów, że Skeeter w mgnieniu oka zrzuciłaby majtki, gdybyś choć obdarzył ją sugestywnym uśmieszkiem.

Draco skrzywił się.

— Błagam, bo się porzygam.

— Co? — krzyknął Theo. — To urodziwa staruszka!

— I jedna z najgorszych osób na świecie.

Theo zachichotał.

— Dobra, dobra. — Poruszył się na krześle, przesuwając się w stronę krawędzi. Jego twarz spoważniała, gdy spojrzał na Draco. — Jesteś pewny, że ona nie chce być z tobą widziana? Przecież pracujesz jako Auror. W pewnym sensie jesteś pseudoprzyjacielem Pottera, sam Minister wyciągnął cię z Azkabanu… nie zaniżaj swojej wartości, kolego.

Draco zmarszczył brwi, gdy prychnął.

— Nie robię tego. Jestem realistą. Nie będę się łudził, że mi wybaczyła, a nawet jeśli tak, to nie znaczy, że zapomniała. — Jęknął i potarł twarz dłońmi. — Nigdy nie byłem dla niej miły, Theo. Żaden z nas nie był.

— Nie celuj we mnie! — bąknął Theo. — Ledwo z nią gadałem.

— Dobra, reszta z nas nie była dla niej miła, a zwłaszcza ja — kontynuował. — Nigdy nie sądziłem, że dojdę do takiego punktu… nie sądziłem, że to ma znaczenie! No cóż, oberwę za to rykoszetem.

— Rozmawiałeś z nią o tym? — zapytał. — Czy coś o tym mówiła? Kto wie, może jest o wiele bardziej wyrozumiała, niż ci się wydaje. A co ważniejsze, czy jesteś gotowy na prawdziwy związek z nią i wszystko, co się z tym wiąże?

Draco splótł palce i zmarszczył brwi. Mógłby? Myślał o uczuciu, jakie mu towarzyszyło, gdy budził się obok niej, o żarze jej ciała roztapiającym się w jego wnętrzu. Myślał o zapachu jej włosów, smaku skóry i brzmieniu głosu; o jej śmiechu, błysku w oczach i cierpliwości w głosie, gdy wyjaśniała mu, jak działają mugolskie gadżety. Myślał o mgle pożądania z poprzedniej nocy, o tym, jak jego ciało mrowiło z euforii, gdy jej dotykał i sprawiał jej przyjemność, i o zimnym lęku, który go przepełniał, gdy widział jej wahanie tego ranka.

Bała się, może żałowała; myślała, że nadużyła gościnności, że Draco jej tam nie chce, a w jej oczach nie było cienia zrozumienia. Ale jak mogła to zrozumieć? Nie było logiki w jej rozumieniu jego uczuć do niej ani w tym, jak waliło mu serce.

Wyłączność, uczciwość i zaufanie. To powinno dotyczyć również jego. Wyłączność byłaby dziecinnie prosta; nie chciał być z nikim innym, więc byłby jej tak długo, jak długo by go pragnęła. Uczciwość i zaufanie — cóż, to zupełnie coś innego.

Oczywiście, w sensie seksualnym mógł praktykować obie te rzeczy, ale osobiście? Czy odważyłby się być na tyle szczery, by powiedzieć jej, jak długo i jak bardzo jej pragnął, i jaki mrok w nim tkwił, i o myślach na jej temat, których nie chciał i nie mógł się pozbyć? Nie, to by ją przeraziło, odstraszyło i słusznie.

Poza tym, czy mógł zaufać, że nie złamie mu serca? Czy mógł ufać, że go przytuli, gdy się przed nią otworzy, pokaże jej swoje serce, jakkolwiek czarne by ono nie było? Nie, i to go przerażało. W tej kwestii był tchórzem. Wiedział o tym i nawet nie próbował temu zaprzeczać.

Na dodatek był problem z jego cholernym dziedzictwem. Bycie dziedzicem Malfoyów i tak dalej… było cholernie wyczerpujące i choć mógł szydzić z matki, mówiąc jej, że nie chce się żenić z łowczyniami złota, wiedział, że pewnego dnia będzie musiał się ustatkować. Myślenie, że będzie to z Granger, było jedynie pobożnym życzeniem, uszczerbkiem na jego zdrowiu psychicznym, bo to nigdy by się nie zdarzyło. Choć jego matka może nie była tak przeciwna temu pomysłowi jak wcześniej, jego ojciec nigdy by na to nie pozwolił — nie żeby Lucjusz miał w tej sprawie cokolwiek do powiedzenia, ale jednak. Zawsze będzie w Draco jakaś część, która nie będzie chciała zawieść, a staranie się o Hermionę Granger, jako o przyszłą żonę, z pewnością będzie dla ojca ogromnym rozczarowaniem. Nazwisko Malfoyów zostanie splamione, zbrukane, jeśli dziedzic Malfoyów poślubi szlamę. Nie żeby Draco się tym przejmował — ale jego ojciec tak.

Z drugiej strony, bezczelnym z jego strony było nawet wybieganie tak daleko myślami w przyszłość, co jego strona pomyśli o tym dopasowaniu — jej nigdy by na to nie pozwoliła. Jej tak zwani przyjaciele przekonaliby ją, że to błąd, gdyby tylko to rozważała. Był o tym przekonany.

Ale mógł dążyć do tego, by być tym, kim ona chciała, nawet jeśli oznaczało to jedynie spędzanie czasu w sypialni. Mógł to zrobić, a ona obiecała mu wyłączność, co było cholerną ulgą, bo gotów był udusić każdego, kto tknąłby palcem jego wiedźmę. Mógł pozwolić jej się z nim zrelaksować, jeśli zajdzie taka potrzeba, odpuścić sobie kontrolę na kilka godzin i po prostu czuć. Jeśli to był jedyny związek, na jaki kiedykolwiek by sobie pozwoliła, to by go przyjął. Wolał to niż nic.

Wzruszył ramionami i skrzyżował nogi.

— Oczywiście będzie musiała pozbyć się swoich tępych przyjaciół. Kiedy patrzę na ludzi, którymi się otacza, zastanawiam się czasem, czy naprawdę jest taka mądra, jak wszyscy mówią.

— No i proszę, pierwsza obelga — zachichotał Theo. — Serio, stary. Jesteś gotowy na taką zmianę? Bo wiesz, że to nie tylko Granger, ale także Potter i klan Weasleyów.

Spoglądając na swoje paznokcie i zaciskając szczękę, Draco mruknął:

— Biorę, co mogę.

Theo zmarszczył brwi i pokręcił głową.

— Draco Malfoy, wychłostany przez mugolaczkę. — Potem zachichotał i uniósł dłoń. — Czekaj, poprawka — mugolaczkę.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Wychodząc z kominka i wchodząc do salonu, Draco głęboko odetchnął. Było coś ponurego w patrzeniu na zimne mieszkanie, które poprzedniej nocy było tak ciepłe, tętniące namiętnością i jękami Granger. Teraz było puste, nieruchome i pozbawione życia.

Wsunął ręce do kieszeni i przeszedł przez pokój do kuchni. Włączając czajnik elektryczny, zauważył telefon komórkowy wciąż podłączony do kabla, który wpięła Granger. Zmarszczył brwi, podniósł go i odłączył kabel.

Zaświecił się mały kwadracik, na którym wyświetlały się cyfry pokazujące godzinę: 21:17. 1 nieprzeczytana wiadomość. Unosząc brew, otworzył urządzenie. Granger była szybka i zręczna, poruszając się po klawiaturze, ale Draco nie był tak szybki — przyciski były małe, a on naciskał kilka naraz — ale w końcu udało mu się znaleźć miejsce, gdzie mógł odczytać tę cholerną wiadomość, a jego brzuch lekko się ścisnął.

 

Cześć, Malfoy. Naciśnij „Opcje” i „Dodaj nowy kontakt”, aby zapisać mój numer. — HG

 

Draco sumiennie wykonał instrukcje i po kilku szokach, i „Usuń wiadomość”, w końcu dotarł do momentu, w którym urządzenie poprosiło go o wpisanie nazwy kontaktu. Wpisanie HERMIONA GRANGER zajęło mu całą wieczność, a kiedy kliknął „Zapisz”, poczuł się dumny z siebie.

Wracając do jej wiadomości, nacisnął „Odpowiedz” i stanął przed trudnym zadaniem napisania do niej pełnej wiadomości — ale nie dał się zniechęcić i po kilku minutach kombinowania i myślenia w końcu dokończył swoją wiadomość.

 

JESTEM BARDZO ZOBOWIĄZANY. JAK MIJA WIECZÓR? — DM

 

Zawahał się, nie wiedząc, czy wysłać wiadomość. Czy byłoby dziwne, gdyby zapytał ją, jak mija jej wieczór? Czy nie zabrzmiałoby to zbyt entuzjastycznie? Nie wiedział też, dlaczego jego wiadomości wciąż są pisane wielkimi literami, ale przypuszczał, że ma to coś wspólnego z jego urządzeniem.

Zacisnął szczękę, usunął ostatnie zdanie i nacisnął „Wyślij”. Kiedy wyświetlacz potwierdził, że wiadomość rzeczywiście została wysłana, rozejrzał się, sprawdzając, czy uda mu się dostrzec kod, który przelatuje przez powietrze. Poczuł się oszołomiony, przypominając sobie, co Granger mówiła o falach radiowych. Wiedział, że nie widzi żadnych fal.

Niemal natychmiast telefon w jego dłoni zawibrował i o mało go nie upuścił, ale na wyświetlaczu pojawił się komunikat o kolejnej nieprzeczytanej wiadomości. Niemożliwe, żeby to było tak szybko, prawda? A może po prostu traciła cierpliwość?

 

Ile ci zajęło napisanie tego?

 

Usta Draco wykrzywiły się w uśmiechu. Prawie widział jej zadowoloną minę, jakby stała tuż przed nim. Stękając, ponownie nacisnął „Odpowiedz”.

 

ZBYT DŁUGO. ZA MAŁE PRZYCISKI.

 

Czekał z zapartym tchem, wpatrując się w telefon komórkowy. Serce waliło mu w uszach. Wkrótce. Wkrótce. Serce podskoczyło mu w piersi, gdy znów poczuł wibracje, i otworzył wiadomość.

 

Przynieś telefon jutro do mojego gabinetu, pokażę ci, jak nie pisać wielkimi literami.

 

Brwi miał prawie na linii włosów. Więc Granger go zapraszała, prawda? Bezczelna dziewczyna.

 

A MOŻE TERAZ?

 

Może to było zbyt nachalne z jego strony, ale po jej wyraźnym zaproszeniu nie mógł się oprzeć. Chwilę później telefon znów zawibrował.

 

Dobre rzeczy przychodzą do tych, którzy czekają, Malfoy.

 

Draco uśmiechnął się, zanim usłyszał charakterystyczne pukanie w okno. Odwracając się w stronę, skąd dochodził dźwięk, zobaczył brązową sowę siedzącą na parapecie, trzymającą w dziobie kopertę zapieczętowaną pieczęcią Ministerstwa. Odłożył komórkę i westchnął głęboko.

____________________

Witajcie :) w niedzielne popołudnie zapraszam na nowy rozdział tłumaczenia. Trochę przejściowy, ale wybrzmiało pierwsze wyznanie, zatem ja jestem wniebowzięta jak zwykle. Nic na to nie poradzę, że uwielbiam klimat tego opowiadania. Mam nadzieję, że Wy też.

Na kolejny rozdział zapraszam za dwa tygodnie. Jeśli chodzi o to, co obecnie się u mnie dzieje to nadrabianie tłumaczenia idzie pełną parą i z pewnością uda mi się przetłumaczyć pierwszą część historii w tym roku kalendarzowym. Jeśli chodzi o inne opowiadania, to zaczynam planować nowości na rok 2026. Prawdopodobnie w tym roku nic nowego już nie wpadnie, ewentualnie jakaś świąteczna miniaturka, ale na to jeszcze przyjdzie czas.

Tyle ode mnie. Miłej lektury i miłego tygodnia! Enjoy! :)

[T] Facet z sąsiedztwa: Rozdział 5

sobota, 22 listopada 2025

Hermiona wprowadziła się do Dworu Malfoyów w upalny, letni dzień.

Niemal niezauważalny wietrzyk owiewał teren, niosąc ze sobą słodkie zapachy spieczonej słońcem glicynii i bluszczu. Wszędzie rozbrzmiewały odgłosy wsi. Gruchanie ptaków, cykanie owadów — drobne znaki tętniącego życiem świata przyrody, których tak bardzo brakowało w wielkim, szarym mieście jak Londyn.

Posiadłość Malfoyów była o wiele większa niż jakiekolwiek inne miejsce, w którym Hermiona kiedykolwiek mieszkała. Trudno było nie czuć się tu nieco skrępowaną — jakby nie pasowała do otoczenia.

Hermiona nie wiedziała, co rodzice Draco o niej myślą; spotykali się zaledwie od dwóch miesięcy, a poznała ich kiedyś na uprzejmej, ale formalnej kolacji. Z pewnością nie pochwalali faktu, że ich syn tak szybko przeprowadził się tu z Hermioną? Ta zastanawiała się, czy woleliby, żeby był z kobietą, która ma doświadczenie w zarządzaniu taką posiadłością.

W zeszłym tygodniu podzieliła się z Draco swoimi przemyśleniami, ale on był tak zaciekle uspokajający — a jednocześnie wyraźnie zaspokojony, że mogłaby zmienić zdanie w sprawie przeprowadzki — że Hermiona nie miała serca ponownie o tym wspominać.

Draco zawsze wydawał się tak zaniepokojony, że Hermiona pewnego dnia może się opamiętać i z nim zerwać. To było uroczo głupie. Czy nie wiedział, że z niego jest niezły kąsek?

Hermiona przechadzała się teraz z Draco po ogrodzie, trzymając w ramionach dwie sadzonki pomidorów z balkonu na Flora Place.

Terakotowe doniczki z pomidorami, stojące w cieniu na małym balkonie Hermiony, zawsze były zimne i nieco wilgotne w dotyku w Londynie. Teraz jednak zdawały się pochłaniać całe słońce i światło. Jakby glina odetchnęła z ulgą, w końcu opuszczając metropolię.

Draco szedł obok niej, dyskretnie podtrzymując dłonią dno jednej z doniczek. Hermiona powiedziała mu, że może bez problemu nieść je sama, ale było jasne, że nie przepadał za widokiem Hermiony niosącej cokolwiek. Uśmiechnęła się do siebie; czasami był taki staromodny.

— Pięknie tu, prawda? — zapytał Draco, obserwując jej reakcję na widok ogrodu. — Najpiękniej po tej stronie Atlantyku. A przynajmniej tak nam mówiono.

Hermiona się roześmiała.

— Co jest po drugiej stronie Atlantyku? — spytała.

— Nic, bo nie warto stąd wyjeżdżać — powiedział stanowczo, a ona zaśmiała się jeszcze głośniej.

— Słodko — zażartowała. — I tak niewiele mi potrzeba. Chcę tylko kąta dla moich pomidorków.

— Och, dziękuję wam bardzo, pomidorki — powiedział poważnie, patrząc na zwiędłe liście. — Za to, że zachęciłyście Hermionę do przeprowadzki tutaj. Mam nadzieję, że będzie wam się tu lepiej egzystowało niż w Londynie. Wierzcie mi, mamy służących, którzy znają się na ogrodnictwie, więc nie będziecie już ofiarami jej nadgorliwego przycinania i rzadkiego podlewania…

— Przestań! — zaśmiała się Hermiona, wyrywając mu doniczki z dłoni. — Jak śmiesz insynuować, że to moja sprawka? Spróbuj sam.

— Cóż za niewiarygodnie idealne przejście — mruknął, obracając ją lekko w talii. — Ku mojemu zaskoczeniu.

Hermiona daremnie rozglądała się po liściach i drewnianych słupkach swoich sadzonej.

— Co to jest?

— Proszę — rzekł z uśmiechem. — Daj mi je.

Draco wziął od niej doniczki. Postawił je na kamiennej ławce, obok czegoś, co wyglądało na ogromny, pusty kwadrat świeżej, ciemnej ziemi.

Był podzielony na małe rzędy, a wzdłuż każdego z nich wsadzono drewniane tabliczki z uroczymi grawerunkami w kształcie kwiatów lub warzyw.

To był…

— Grządki! — krzyknęła Hermiona.

Zachwyt był tak nagły i głośny, że mała gromadka ptaków zerwała się do lotu z zaniepokojonym trzepotem.

— Tu wszędzie będą rosły pomidory — powiedział Draco z zapałem, pokazując jej. — Te, które już masz, pójdą w ten kąt, a ja mam więcej nasion, którymi możemy wypełnić resztę. Nigdy wcześniej niczego nie sadziłem, ale ciągle mówiłaś o ogrodzie na podwórku twoich rodziców i chciałem tylko, żebyś miała tu wszystko, czego zapragniesz…

Było tak pięknie. Grządki otaczał równy rząd różowych płytek kwarcowych, a wszystko, czego potrzebowali, było już rozłożone. Srebrna taca z dwiema nowymi łopatkami i dwoma nowymi grabkami. Dwa komplety rękawiczek, a nawet malowniczy koc w kratę, z papierowymi torebeczkami pełnymi nasion. Obok stały dwie schłodzone szklanki lemoniady.

Hermiona była bliska łez.

— Zrobimy to razem? — zapytała, odwracając się do niego i machając rękami. — Myślałam, że nienawidzisz ogrodnictwa!

— Nigdy tego nie powiedziałem! — zaprotestował. — Mówiłem tylko, że nigdy nie spędzałem dużo czasu w ogrodzie. Chcę się z tobą uczyć nowych rzeczy.

Hermiona przypomniała sobie, jak kiedyś poprosiła Rona, żeby coś z nią zrobił — poszedł z nią na lekcje tańca towarzyskiego. Powiedział jej, że nigdy nie będzie w tym dobry i żeby po prostu dała sobie radę bez niego.

— Dziękuję — powiedziała Hermiona do Draco, płacząc. — Dziękuję… tak się cieszę, że będę z tobą sadzić. To takie słodkie, że o wszystkim pomyślałeś…

Hermiona, zbyt przepełniona wdzięcznością, by móc sformatować bardziej logiczną odpowiedź, chwyciła Draco za kołnierz i stanęła na palcach, by go pocałować.

Tego dnia posadzili nasiona pomidorów i rzodkiewki, mimo że dowiedzieli się, że to nie jest odpowiednia pora roku na sadzenie. Po prostu przyjemnie było przebywać na słońcu, przyjemnie było patrzeć, jak Draco czyta książkę o ogrodnictwie z poważną miną. Hermiona drażniła się z nim, dopóki się nie poddał i nie rzucił się na nią na kocu.

Dwa tygodnie później, mniej więcej wtedy, gdy nasiona wyrosły w jędrne pędy, Draco oświadczył się Hermionie.

Spędzili sobotnie popołudnie, popijając aperol i czytając sonety na wielkim kamiennym tarasie przed ich sypialnią. Zapadł wieczór i teraz Draco z Hermioną leżeli na stygnących kamiennych płytach, trzymając się za ręce i patrząc na olśniewającą Drogę Mleczną na niebie.

Nie było tu żadnego zanieczyszczenia powietrza. Hermiona widziała gwiazdy. Widziała resztę swojego życia.

— Hermiono — zaczął cicho Draco.

— Hmm?

Odwróciła się do niego, opierając policzek o kamień tarasu.

Draco ją obserwował.

W ciemności ledwo dostrzegała jego rysy. Jasne, blond włosy, ostry kontur szczęki.

Jego oczy były ledwo widoczne w ciemności. Ale blask gwiazd nad głową sprawiał, że błyszczały.

— Hermiono — powtórzył, nieco napiętym głosem. — Wyjdziesz za mnie?

Hermiona nie odpowiedziała od razu.

— Co? — wyszeptała. — Ale… to za szybko.

Byli ze sobą tylko trzy miesiące.

Ale balon radości rozpierał ją w piersi. Poczuła łzy płynące po policzkach. Czy on mówił poważnie?

Draco podpełzł do niej i ją pocałował.

— Wyjdziesz za mnie? — zapytał, trzymając ją za policzek. — Proszę…

— Tak — odpowiedziała, szlochając. — Tak, Draco! O mój Boże… tak…

Później tej nocy, gdy Draco wbijał się w Hermionę raz po raz, syknął jej do ucha, że jest jego i że będzie się nią opiekował na zawsze.

Nowy, diamentowy pierścionek lśnił na dłoni Hermiony, położonej na jedwabnej pościeli.

— Kocham cię — jęknęła, a on warknął w odpowiedzi na te słowa.

— Kocham cię — powiedział. Jego kciuk przesunął się z jej nadgarstka w dół do pierścionka i nacisnął platynową obrączkę, jakby upewniając się, że nadal tam jest. — Kocham cię, kocham cię.

Następnego ranka Draco przyniósł jej śniadanie do łóżka, a Hermiona była pewna, że jej życie jest idealne. Że niczego innego nie mogłaby chcieć.

Ale się myliła.

W rześki, październikowy poranek Hermiona stała boso na ciemnych, marmurowych płytkach głównej łazienki i wpatrywała się w migoczącą, zaczarowaną kreskę na pozytywnym teście ciążowym.

Ona i Draco mieli zostać rodzicami.

Płakała ze szczęścia w łazience, starając się, by jej nie usłyszał. Chciała mu zrobić niespodziankę.

Jej mąż tak bardzo się starał, by ją uszczęśliwić. Czasami czuła, że w poprzednim życiu musiała być święta, skoro zasłużyła na kogoś takiego jak Draco. Hermiona często się martwiła, że nie będzie w stanie być dla niego dobrą partnerką — ale w końcu mogła mu dać coś idealnego.

Draco będzie zachwycony.

Właśnie budował niski, drewniany płotek wokół najnowszego dodatku do ich ogrodu: grządki ze stokrotkami.

Hermiona stwierdziła, że wykorzysta ten czas, by wybrać pokój, który przerobi na pokój dziecięcy. Wyobrażała sobie różowe pomieszczenie i łóżeczko na środku jako prezent dla Draco, gdy się o tym dowie.

— Twój tatuś będzie taki podekscytowany — wyszeptała radośnie do dziecka. Już zaczynała mówić do swojego brzucha, choć wiedziała, że brzuszek pojawi się dopiero za miesiąc. — Będzie chciał, by twój pokój znajdował się blisko naszej sypialni. Żebyśmy mogli cię witać rano i mówić dobranoc wieczorem.

Ich sypialnia znajdowała się na piętrze. Korytarze były ciche i spokojne w to długie, jesienne popołudnie. Hermiona trzymała rękę na brzuchu, cicho stąpając po szerokich, lśniących podłogach.

Chciała, żeby w pokoju dziecięcym znajdowały się duże okna, wychodzące na południe, by dziecko mogło widzieć ogródek stokrotek.

Na tym piętrze, poza główną sypialnią, tylko jeden pokój spełniał to kryterium.

Był na końcu korytarza, za rogiem. Draco kiedyś wspominał, że w tym pokoju znajdowały się stare meble z czasów szkolnych i że z powodu kurzu, a może nawet pleśni, Hermiona powinna unikać wchodzenia do środka. Obiecał jej, że jak tylko wszystko posprząta, będą mogli przerobić pokój na cokolwiek zechce.

Perspektywa pleśni była z pewnością przerażająca — zwłaszcza że Hermiona wiedziała, iż kobiety w ciąży muszą bardzo uważać na wszelakie toksyny w powietrzu. Postanowiła jednak być odważna. Obietnica idealnej niespodzianki dla Draco była zbyt trudna do zignorowania.

Rzuciła na twarz zaklęcie filtrujące powietrze i obiecała sobie, że wyjdzie stamtąd po minucie lub dwóch.

Kiedy ruszyła klamką, okazało się, że drzwi są zamknięte.

Niezrażona spróbowała rzucić Alohomorę. Ale zaklęcie zamykające, którym był zabezpieczony pokój, było silniejsze. Było jasne, że Draco nie chciał ryzykować, by Hermiona wdychała skażone powietrze.

W końcu udało jej się otworzyć drzwi po serii potężniejszych zaklęć włamywaczy, których nauczyła się od Freda i George’a w Hogwarcie. Z jęczącym skrzypnięciem ciężkie drzwi ustąpiły.

Hermiona się uśmiechnęła. Weszła do środka.

Było strasznie ciemno.

Całkowicie zasłonięte okna nie przepuszczały światła słonecznego. Gdy zmrużyła oczy, mogła dostrzec ciemne sylwetki kilku zasłoniętych mebli, najwyraźniej schowanych w magazynie.

Ale — nawet w ciemności — było jasne, że ten pokój, rozmiarem i kształtem bardzo pasował na pokój dziecięcych.

Hermiona rozsunęła zasłony, chcąc lepiej się przyjrzeć. Zatrzymała się na chwilę przy oknie. Dostrzegła Draco plewiącego grządkę stokrotek i uśmiechnęła się.

Sam jego widok przyprawiał ją o dreszcze. Był taki przystojny.

Jasne, blond włosy Draco były nieco przyciemnione na skroniach od potu. Otarł czoło grzbietem dłoni. Miał silne ramiona; przedramiona błyszczały w słońcu.

— Tata jest taki przystojny — powiedziała do dziecka, głaszcząc je dłonią po brzuchu. — Jak rycerz w lśniącej zbroi.

Hermiona pozwoliła sobie jeszcze przez chwilę pomarzyć o wysokiej, silnej sylwetce męża. Wyglądał, jakby miał zamiar zdjąć koszulę…

W końcu jednak zmusiła się, by odwrócić się od okna. W tym tempie nic nie zdziała.

Pokój był idealny na sypialnię dla dziecka. Nie za duży i nie za mały — a okna były piękne, duże, wpuszczając mnóstwo wiejskiego słońca. Musieli tylko zadbać o to, by łóżeczko stało w miejscu, gdzie dziecko nie może się przypadkowo poparzyć.

Właściwie — łóżeczko wyglądałoby bardzo ładnie tam, gdzie teraz stało to stare biurko!

Częściowo zakryto je ciężkim, białym prześcieradłem, które Hermiona szarpnęła do podłogi, próbując zobaczyć, jaki kolor ma drewno. Najłatwiej byłoby wyobrazić sobie tam łóżeczko. Materiał opadł z szelestem i wzbił się w górę, kierując ku niej wielką kulę kurzu. Zakryła nos i usta jedną ręką; drugą pomachała, odganiając drobne pyłki. Odpłynęły, musujące w popołudniowym świetle wpadającym przez okno za nią. Gdy powietrze się oczyściło, sprawdziła, czy jej zaklęcie nadal jest na swoim miejscu, po czym opuściła rękę.

Biurko było w ciepłym, miodowym odcieniu. Jakie piękne! Łóżeczko w tym samym odcieniu wyglądałoby idealnie!

Przesunęła dłonią po czerwonawym drewnie, strzepując resztki kurzu. Nagle jej uwagę przykuło tekturowe pudełko, dosunięte do ściany. Było przykryte prześcieradłem.

Pudełko szczelnie zamknięto, a otwór owinięto kilkoma warstwami magicznej taśmy. Hermiona nigdy we Dworze nie widziała tekturowych pudełek. A tym bardziej takiego, które wyglądało na tak starannie zamknięte.

W głębi duszy martwiła się, że natknie się na dowody romansu. Może na lubieżne listy miłosne? Albo szczegóły tajnych posiadłości drugiej rodziny Draco?

Draco wciąż pracował na zewnątrz. Hermiona przygryzła wargę. Zanim zdążyła się zastanowić, użyła różdżki i rozcięła taśmę.

O mało nie parsknęła śmiechem na widok w środku. Jak głupio było się martwić! W pudełku znajdowało się pełno zdjęć.

Z ulgą (karcąc się za własną paranoję) sięgnęła do środka i wyciągnęła kilka z góry. Jakież to było słodkie. To nie były zwykłe zdjęcia — tylko jej zdjęcia. Wyglądało na to, że Draco szykuje się do zrobienia jakiegoś kolażu? Może na świąteczny prezent? Zdjęcia ewidentnie były stare. Zauważyła jedno z lat w Hogwarcie, o które Draco zapewne poprosił Harry’ego lub Ginny. Na nim Hermiona właśnie wygrała konkurs z numerologii i promieniała szczęściem.

Uśmiechnęła się, a potem obejrzała kolejne zdjęcie. To zrobił jej były szef z Ministerstwa, gdy jej departament zdobył nowy grant.

Przekartkowała dalej.

I zamarła. Przysunęła zdjęcie bliżej twarzy.

Nigdy wcześniej nie widziała tego zdjęcia. Znajdowała się w swoim mieszkaniu we Flora Place, półnaga. W samym staniku i spodenkach, zwrócona twarzą w lewo, sfotografowana przez okno. Jej sutki wystawały przez stanik — wyglądała, jakby właśnie wzięła prysznic.

Hermiona patrzyła, nic nie rozumiejąc.

To zdjęcie musiało zostać zrobione z zewnątrz, z dołu. Przez jakiegoś zboczeńca?

Odłożyła zdjęcia. Poczuła mdłości.

Wysypała resztę zawartości na biurko.

Było ich tak wiele. Nawet te niewinne nabrały teraz krzykliwego, przerażającego znaczenia. Przynajmniej kilka z nich pochodziło z Flora Place. Nie była świadoma, że ktoś ją obserwuje. Czasem w pełni ubrana, czasem w staniku, a raz tylko w ręczniku. Zawsze odwracając wzrok od aparatu, zawsze nieświadoma, że ktoś ją obserwuje.

Dlaczego Draco je miał?

To było głupie pytanie. Hermiona starała się nie rozumieć odpowiedzi. Ale była ona niemożliwie, przerażająco oczywista.

Niektóre zdjęcia zostały zrobione w zeszłym roku. Zanim Draco wprowadził się do mieszkania numer Osiem.

Oddech Hermiony stał się nierówny i urywany. Wpadła w panikę. Ale nawet wtedy cichy, niemożliwy do zignorowania głosik w jej głowie odezwał się, przebijając się przez zamęt. Głos, który powiedział, że to ma sens. Że nigdy do końca nie było zrozumiałe, że Draco tak idealnie wkroczył w jej życie. Jak zawsze był zbyt dobry, zbyt prawdziwy.

Hermiona zakryła usta dłonią, starając się nie zwymiotować.

W końcu spojrzała w górę, przez okno, na ogród. Obcy mężczyzna, którego myślała, że znała, zajmował się stokrotkami.

Draco wyglądał jak dzielny i oddany mąż. Nawet teraz nie mogła uwierzyć, jaki był przystojny. Patrzyła, jak starannie przycina kwiaty i wkłada je do kryształowego wazonu.

Każdego popołudnia przynosił jej świeżo zerwane kwiaty. Byli razem prawie siedem miesięcy i ani razu o tym nie zapomniał.

Nie musisz tak się przejmować tymi kwiatami — zachichotała kiedyś Hermiona, drocząc się z nim. Był drobiazgowy w kwestii każdego złamanego płatka, każdego poranionego liścia. — Wyglądasz niemal… przerażająco, kiedy je sprawdzasz.

Ku jej zaskoczeniu, błysk wstydu przemknął przez poważne, szare oczy Draco. Wyraz ten był niemal zbyt szybki, by go dostrzec.

Chcę tylko, żeby wszystko było idealne — wyjaśnił, odchrząkując. — Bardzo tego pragnę. Tylko tyle.

Przypomniała sobie tę wymianę zdań, patrząc, jak Draco wychodzi z ogrodu, z dwudziestoma idealnymi stokrotkami ułożonymi w wazonie dla swojej żony. Chwilę później stał przy drzwiach na dole. Hermiona usłyszała charakterystyczny dźwięk, gdy zdejmował buty w progu.

— Kochanie — zawołał Draco. — Przyniosłem ci kwiaty. Nigdy nie uwierzysz, co widziałem — myślę, że ten mały, brązowy króliczek, którego zawsze widujemy, znalazł sobie króliczą partnerkę.

Jego głos był ciepły, pełen miłości. Hermiona słyszała czułość wibrującą w każdym słowie.

Wpatrywała się w jedno ze swoich zdjęć, zrobione z ulicy przed Flora Place. To musiało być wykonane w grudniu; na kuchennym blacie widać było jej małą choinkę.

Kąt zdjęcia sugerował, że Draco stał w zaciemnionym miejscu na ulicy. Częściowi zasłoniętym drzwiami.

Hermiona próbowała go sobie wyobrazić w tej pozie. Stojącego na zimnie, całkiem samego. Obserwującego ją przez szybę.

Może marzącego o dniu, w którym przyniesie jej stokrotki z ogrodu.

Schowała zdjęcia z powrotem do pudełka.

Draco ją kochał. Bardziej niż ktokolwiek inny — a teraz Hermiona była niemal pewna, że kochał ją bardziej, niż byłby w stanie kochać normalny mężczyzna.

Zamknęła tekturowe wieko i naprawiła magiczną taśmę. Rzuciła białe prześcieradło z powrotem na biurko, po czym wyszła z pokoju tak cicho, jak tylko potrafiła.

— Kochanie? — ponownie usłyszała z dołu głos Draco, ale tym razem zaniepokojony.

— Jestem! — powiedziała. — Już idę.

Jej mąż był dziwny. Może nawet trochę przerażający. Ale Hermionę zaskoczyło poczucie dumy z bezdennej głębi miłości Draco. Mrocznej i nieznanej. Ale była skierowana ku niej.

Cóż — nie tylko niej. Już nie.

— Tata nas kocha — mruknęła, kładąc dłoń na brzuchu. — Tak bardzo. Zobacz, jak ciężko pracował, żeby móc nas kochać.

Może ona też była dziwna.

— Draco — powiedziała, schodząc po stopniach. — Mam dla ciebie niespodziankę.

Starała się nie okazywać podekscytowanego uśmiechu, gdy Draco natychmiast przerwał swoje zajęcie, by do niej podejść.

— Niespodziankę? — zapytał, a jego szare oczy rozbłysły.

Jego wzrok powędrował najpierw na jej twarz, na jej radosny uśmiech. Potem na dłoń spoczywającą na brzuchu.

Natychmiast spojrzał z powrotem na jej twarz. Miał szeroko otwarte oczy, a ostra, mocna linia szczęki zacisnęła się z niedowierzającą nadzieją. Hermiona zachichotała.

Gdy wbiegał po dwa stopnie naraz do niej, postanowiła, że później powie mu, że znalazła pudełko ze zdjęciami. Może dziś wieczorem, może jutro…

Jak tylko wybiorą imię dla dziecka!

____________

Witajcie :) tak kończy się ta historia. Mam nadzieję, że mimo swojego pokręconego charakteru w jakimś stopniu Wam się spodobała. Tłumaczyło ją się fajnie i cieszę się, że kolejne opowiadanie za mną. Dziękuję, że nadal tu jesteście i zawsze mnie wspieracie, bo w gruncie rzeczy tłumaczę i publikuję dla Was.

Teraz czeka nas przerwa od publikacji. Chcę w pełni poświęcić czas nadrabianiu tłumaczenia „To, co jest między nami”. Po Nowym Roku wrócę z czymś nowym, ale o tym za jakiś czas.

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego weekendu. Enjoy!