[T] Zakazani — Rozdział 3

czwartek, 28 grudnia 2017

Oczy Draco zwęziły się. Już trzeci raz w tym tygodniu Hermiona mrugnęła do niego i odeszła z irytującym uśmiechem na twarzy. A to dopiero wtorek. Zaczął rozmyślać o tym, w jaki sposób mógłby jej się odpłacić. Na chwilę obecną, pozwalał jej się bawić w kotka i myszkę, ale pomimo faktu, że także czerpał z tego radość, za każdym razem, gdy ją widział, był coraz bardziej sfrustrowany. Mały Malfoy w spodniach nie myślał tak samo jak on i kiedy tylko Hermiona uśmiechała się w tajemniczy sposób, stawał, aby jej zasalutować. Musiał coś z tym zrobić. Był Malfoyem i nie mógł pozwolić na to, żeby ta dziewczyna miała nad nim taką władzę. Nigdy by nie przyznał, że w ogóle ją posiadała — to puszka Pandory, której nawet nie zamierzał otwierać.
Nagle przyszedł mu do głowy pomysł. Nie zamierzał skonfrontować się z nią w taki sposób, jak zrobiła to ona. Tak zachowywali się Gryfoni. Mógłby ją torturować. Mógłby sprawić, że będzie go pragnęła, żeby przyszła do niego i powiedziała, czego tak naprawdę od niego chce. Uśmiechnął się ślizgońskim uśmiechem, przed którym wszyscy powinni uciekać i który był znakiem firmowym jego domu.
Czekał cierpliwie na kolejną lekcję eliksirów, które mieli wspólnie. Zwykle te zajęcia były pełne napięcia nie do zniesienia. Jego plan zakładał, że spowoduje, iż będzie czuła napięcie innego rodzaju.
Wcześnie przybył do sali, aby przygotować to, co potrzebował. Zwykle siedział w drugiej ławce od końca razem z Blaise’em, a Hermiona samotnie w trzecim rzędzie, dokładnie dwa rzędy dalej od niego. Przypomniał sobie, że kiedyś naśmiewał się z faktu, dlaczego nikt nie chce z nią siedzieć, zanim potrząsnął głową, przypominając sobie przy okazji, że nie jest już takim palantem i musi jej to udowodnić. Koncentrując się na swoim planie, stwierdził, że siedząc za nią, mógłby wiele zdziałać. Siedzenie obok niej byłoby jeszcze lepszą opcją i miał nadzieję, że mu się to uda. Zastanawiał się, co mógłby zrobić, aby się z nią droczyć. Dokładnie chwilę później niemal bezgłośnie wszedł do klasy profesor Snape, zanim nagle się zatrzymał, zaskoczony faktem, że jego chrześniak obraca w palcach pióro z niezmiernie oburzającym wyrazem twarzy. Patrzył na niego jakiś czas, zanim zrozumiał, co się stało.
Podszedł do Draco i odezwał się cichym głosem:
— Jak mogę ci pomóc z tym szczególnym dylematem, panie Malfoy?
Draco podskoczył z zaskoczenia, nie zauważając przyjścia Severusa.
— Uch, Severusie, nie widziałem cię. Gdz-Jak się miewasz? Wszystko w porządku?
Severus uśmiechnął się. Jego chrześniak ma przechlapane.
— Draco, przez ten czas, kiedy się znamy, nigdy nie zapytałeś, jak się miewam. To dość podejrzane, nawet pomijając jąkanie. Więc powiedz mi, kto tak wytrącił się z równowagi czy mam się tego dowiedzieć na własną rękę?
Draco, co dziwne, przypominał teraz rybę wyjętą z wody. Łapał powietrze, wytrzeszczając przy tym oczy. Snape zarechotał krótko, patrząc na swego chrześniaka i potrząsając głową.
— Severusie, musisz wiedzieć, że jestem Malfoyem.
— Uwierz mi, Draco, bardzo dobrze zdaję sobie z tego sprawę — przerwał mu Severus. — Miałem ogromną przyjemność poznania twojego ojca na długo przed tym zanim znałem ciebie, a wy dwaj jesteście podobni do siebie na tylu płaszczyznach, że nawet nie masz o tym pojęcia.
Draco trochę poczerwieniał, co jeszcze bardziej rozbawiło jego ojca chrzestnego, zanim się odezwał.
— Jestem Malfoyem, a oni nigdy się nie denerwują. Cokolwiek sobie myślisz, mylisz się. Nie masz racji. — Zadarł nos do góry i wciągnął głośno powietrze. Severus nie mógł się powstrzymać na ten widok i wybuchnął śmiechem, pomimo tego, że większość ludzi uważało, iż nie jest do tego zdolny.
Draco zarumienił się i czekał, aż przestanie się śmiać. Powiedzenie czegokolwiek mogłoby spowodować, że będzie jeszcze gorzej, wiedział to z doświadczenia. Kiedy Snape się uspokoił, Draco przemówił:
— Dobra, teraz się uspokój. — Po raz drugi pociągnął nosem. — Powinieneś wiedzieć, że planuję dzisiaj siedzieć w drugiej ławce. Chciałbym usiąść obok Zabiniego, ale dzisiaj jest bardzo rozkojarzony i jestem pewien, że nie będziesz zadowolony z wymiocin w kociołku.
— A dlaczego druga ławka*, Draco? — zapytał ostrożnie Snape.
Trzymał na wodzy swoje myśli, bo nie chciał, aby poruszały się w kierunku, do którego był przekonany, że zmierzają.
— Ponieważ obaj wiemy, że potrzebuję partnera do eliksirów, a tylko Granger nie ma pary. — odpowiedział Draco gładko, próbując się ponownie nie zająknąć. Skończył zdanie, niedbale wzruszając ramionami i mając wewnętrzną nadzieję, że jego ojciec chrzestny nie zwróci uwagi na te farmazony.
Na twarzy Severusa pojawiło się przerażenie, gdy zrozumiał, co się dzieje. Jego chrześniak i … Hermiona Granger? Nie mógł nawet myśleć o ich obojgu razem. Zbyt się różnili. Właśnie. Jak? Ale nie mógł pozwolić, aby jego twarz wyjawiła zbyt wiele, dlatego powiedział:
— Dobrze, możesz, ale tylko na tę lekcję, zrozumiano?
Widział, jak Draco próbuje ukryć triumfalne spojrzenie w oczach, kiedy skinął głową, jak szczęśliwe dziecko. Severus wiedział lepiej i po prostu miał nadzieję, że chłopak nie popełni największego błędu w swoim życiu.
Draco czuł się jak jeden ze złych mugolaków z komiksów, które czytał w dzieciństwie: triumfujący i mający ogromną chęć zatrzeć ręce z podniecenia, jednak powstrzymał się. To nie był czas i miejsce na takie wybryki. Może kiedy będzie sam.
Usiadł, lekko się uśmiechając i cierpliwie czekając na przyjście Hermiony. Gdy tylko skończył myśl, jego zmysły wyczuły zapach wanilii.
— Aha — pomyślał. Idealny moment. Słyszał jej kroki, gdy podeszła bliżej swej ławki i wreszcie się zatrzymała.
— Malfoy — powiedziała zaskoczona.
— Granger — odpowiedział tym samym tonem. — Jak miło cię widzieć.
Jej wargi zadrżały:
— Jesteśmy na tym samym roku, głupku.
— Heh, wydaje się, że tak. Zaskakujące, nieprawdaż? — odpowiedział zdecydowanym, bezczelnym tonem.
Nozdrza Hermiony drgnęły, zanim zdała sobie sprawę z tego, co on próbuje zrobić. Jej zachowanie wyraźnie się zmieniło. Oczy zamgliły, a usta rozciągnęły w kpiącym uśmiechu, ręka uniosła się, aby rozpiąć jeden guzik, nie za dużo, ale wystarczająco, aby Malfoy się spocił. A przynajmniej taką miała nadzieję. Była trochę rozczarowana faktem, że nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia. Jednak postanowiła darowanemu koniowi nie zaglądać w zęby i powiedziała mu, żeby się odsunął. W momencie gdy usiadła, usłyszała dwa okrzyki:
— Hermiono! Co ty robisz?!
Skrzywiła się. Zapomniała, że Harry i Ron też tu będą. Pocieszała się faktem, że zawsze siedziała sama, więc nie mogli się poczuć tak, jakby ich porzuciła. Za bardzo.
Powoli odwróciła się i pomachała do nich, słysząc za sobą chichot, gdy to zrobiła. Odwróciła się, by spojrzeć na winowajcę.
— To twoja wina, Malfoy, próbuję to naprawić. Więc przestań rechotać.
Malfoy wyglądał na obrażonego jej słowami.
— Malfoyowie nie rechoczą, Granger. Wyrzuć z głowy to straszne pojęcie.
Kiedy miała odpowiedzieć, jakaś dłoń wylądowała na jej ramieniu i szarpnęła w tył. Po jej wyrazie twarzy widać, że ją zabolało.
Oczy Draco zwęziły się i niemal natychmiast zapragnął ją ochronić. Zanim zdążył zrozumieć, co się stało, głos przesycony gniewem warknął:
— Nie waż się nawet z nią rozmawiać, ty obślizgły gadzie. Nie wiem, dlaczego tu siedzisz, ale radziłbym wrócić na swoje miejsce.
Łasica. Oczywiście. Kto inny mógłby to być poza rudym głupcem? Draco nałożył maskę Ślizgona, zanim spojrzał w lewo, gdzie znajdował się Weasley ciskający błyskawice i zadumany Potter. Pomimo tego, że był zmieszany, Draco postanowił zająć się tym później i najpierw poradzić sobie z Weasleyem.
— Jeśli Granger nie ma nic przeciwko mojemu siedzeniu tutaj, Weasley, bo nie ma, i nie potrafisz się z tym pogodzić, czego nie rozumiem, to myślę, że to nie jest twój interes — powiedział spokojnym głosem i wrócił do dawnej pozycji, aby przejrzeć notatki z eliksirów.
Tymczasem Hermiona była nieco zdumiona tym, jak Draco radził sobie z sytuacją. Czego nie można było powiedzieć o Ronie, którego uszy i szyja były tak czerwone, jak jego niesławne włosy. Postanowiła położyć kres sytuacji i oznajmiła zdecydowanym głosem:
— Ronaldzie, wróć na swoje miejsce. Ze mną wszystko w porządku. Malfoy nie przeszkadza mi i nie musisz się martwić. Poza tym na dzisiejszych zajęciach będziemy pracować w parach, więc w sumie dobrze się składa.
Twarz Rona kipiała z oburzenia.
— Dobrze się składa? Dobrze się składa?! Postradałaś zmysły, Hermiono? Draco Malfoy siedzi obok ciebie. Jeśli potrzebujesz pary, ja albo Harry możemy z tobą usiąść. Przecież wiesz, że nie mamy nic przeciwko.
Hermiona lekko popchnęła go, mówiąc zirytowanym tonem:
— Poważnie Ron, myślisz, że Malfoy jest aż tak głupi? — Spojrzenie, które jej rzucił, zasugerowało, co myśli o tym pytaniu. — Nic nie zrobi w pomieszczeniu pełnym uczniów i przy profesorze Snape’ie, który przyjdzie  za chwilę, więc lepiej zajmij swoje miejsce, chyba że chcesz, aby Gryffindor przegrał walkę o Puchar Domów zanim ta się na dobre zaczęła. — Rzuciła mu ostrzegawcze spojrzenie.
Ron otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale w tym momencie otworzyły się drzwi i Snape wszedł do pomieszczenia, szeleszcząc peleryną.
— Ach, pan Weasley i pan Potter. Wydaje mi się, że ponad sześć lat nauki w tej szkole nauczyło was wiele o poruszaniu się po okolicy. Czy to zbyt trudne dla naszych bohaterów, aby usiąść na wyznaczonych miejscach? Potrzebujecie pomocy? — Jego szyderczy ton uwidocznił się jeszcze bardziej w tej chwili. Harry, zdając sobie sprawę, że Hermiona ma rację, pociągnął za sobą Rona, który zrezygnował i usiadł, rzucając ostre spojrzenia w kierunku Malfoya i Snape’a.
— Teraz, gdy w klasie zapanował porządek, chciałbym abyście zapoznali się z instrukcją i zaczęli warzyć eliksir. Nie powinno to zająć więcej niż czterdzieści trzy minuty, ale znając was, cymbały, pewnie w tym czasie nie potrafilibyście nawet zawiązać butów. Proszę tylko o to, żebyście nie wysadzili siebie i innych. — Jego oczy skierowały się na Harry’ego i Rona. — Chociaż w niektórych przypadkach, to nie byłoby najgorsze, co może się zdarzyć. — Twarz Harry’ego zaczerwieniła się, kiedy Ron zdawał się nie rozumieć insynuacji profesora, w zamian całkowicie skupiając się na piorunowaniu go wzrokiem.
Machnął różdżką i słowa pojawiły się na tablicy, po czym odwrócił się, wiedząc, że nikt nie ośmieli się zrobić nic niepożądanego. Nikt poza Draco oczywiście, którego myśli biegły w kierunku zupełnie przeciwnym niż poprawnym i pożądanym.
— Wiesz, Granger, nie miałaś racji — zauważył niedbale, podczas gromadzenia składników.
Hermiona spojrzała na niego ze zdziwieniem.
— W czym?
— Kiedy powiedziałaś, że nic nie zrobię w pomieszczeniu pełnym uczniów i profesora Snape’a. — Rzucił przeszywające spojrzenie, które sprawiło, że jej policzki zapłonęły, zanim wróciła do przeliczania gumochłonów.
Jej myśli wirowały, czy on miał na myśli…? Dwa razy się z nim droczyła w zaciszu korytarza, ale nie mogła oczekiwać, przymknie oko na to, jak go za każdym razem zostawiła niespełnionego. To znowu rozumiała bardzo dobrze, ale nie mogła pojąć skąd takie ciepło w jej brzuchu, na myśl o tym, co on może jej zrobić. Czy nie powinna być zaniepokojona, zatroskana lub się bać? Nie powinna czuć tego… cokolwiek to było. Zdecydowała, że najlepszym sposobem działania będzie zignorowanie go, gdyby próbował się z nią drażnić, jak to zazwyczaj robił.
Draco zauważył, co go rozbawiło, jak biła się z myślami, próbując opracować jakiś plan działania, a potem delikatnie skinęła głową, zanim wróciła do krojenia składników. Zdecydował, że nadszedł czas na rozpoczęcie tego, czego planował od samego początku lekcji.
Kiedy jedna ręka liczyła suszone chrząszcze, druga zeszła do miejsca między nimi, powoli przesunęła się, aby lekko dotknąć jej kolana. Poczuł, że podskoczyła, czując niespodziewany dotyk, zanim klepnęła go w dłoń, szybko sycząc „Draco!”, ale to go nie zniechęciło. Oczywiście spodziewał się oporu. Po chwili, jego ręka znowu leżała na jej kolanie, ścisnęła trochę mocniej, a jego palec wskazujący zaczął rysować wzory.
Hermiona zaczęła znowu, ale tym razem delikatnie wyjęła jego rękę, rzucając mu ostrzegawcze spojrzenie, zanim wróciła do pracy. Draco nie dawał za wygraną i ponownie położył dłoń na jej udzie, ściskając lekko. Nóż Hermiony wyślizgnął się z ręki, w wyniku nacisku na udo i eksplozji w brzuchu. Chwyciła nadgarstek Draco, ale dziwnie się zawahała. Gdyby miała być zupełnie szczera ze sobą, nie chciała tego. Chciała zrobić coś buntowniczego i zupełnie nie w jej stylu, więc nie odsunęła jego dłoni i wróciła do krojenia. Robiąc to, przegapiła zaskoczony, ale zwycięski wyraz twarzy Draco na jej nieme przyzwolenie. Teraz z całą pewnością wiedział, że też tego chciała. Po prostu nie wiedziała jak mocno, ale był pewny, że to w swoim czasie się zmieni. Palce mocno masowały jej udo, kierując się ku górze. Czuł, że Hermiona się napięła. Dotykał grubej tkaniny spódnicy, a już po chwili jego palce znalazły się pod nią, a stamtąd wspinały się dalej , co spowodowało, że Hermiona usztywniła się jeszcze bardziej pod jego dotykiem. W końcu dotarł do wewnętrznej części uda, które mocno ścisnął. Gdy już miał dotknąć jej wilgotnej kobiecości, a ona z podekscytowaniem czekała na ten ruch, Draco upuścił swój nóż.
Zmarszczyła ze zdezorientowania brwi, ponieważ nigdy nie widziała, aby był tak nieostrożny na eliksirach. Upuszczenie noża było tutaj traktowane jak grzech. Odpowiedź pojawiła się bardzo szybko, gdy znowu poczuła coś na swoim kolanie. Tym razem były to jego usta. Oczy Hermiony rozszerzyły się, gdy poczuła niespodziewaną pieszczotę warg Draco na jej kolanie, a potem wyżej… i wyżej. Nie mogła uwierzyć, że robił to na zajęciach, na eliksirach. Jeszcze bardziej niewiarygodne było to, jaką jej to sprawiało przyjemność. Nagle padł na nią pojawił się cień.
— Panno Granger, czy mogę zapytać, dlaczego siedzisz tu jak nic nierobiący błazen i gdzie zniknął twój partner?
Hermiona otrząsnęła się z transu i odpowiedziała drżącym głosem:
— Uch, przepraszam panie profesorze, z-zamyśliłam się na chwilę, przez co opuściłam jedną linię tekstu i właśnie sprawdzam. Draco, uch, upuścił coś i szuka tego pod stołem. — Cieszyła się, że potrafiła mówić składnie, gdy usta Draco dotarły do miejsca, w którym chwilę temu były jego palce.
Profesor Snape spojrzał na nią, a potem na stół, z powrotem na nią i o sekundę dłużej na stół, zanim jego twarz nabrała zielonkawego odcienia, gdy zrozumiał, co się może wydarzyć. Szybko odwrócił się i wycofał do swego biura, zaskakując wszystkich faktem, że nie ukarał Hermiony.
Tymczasem Draco bawił się jak nigdy w życiu. Bez względu na to, czy była świadoma czy nie, lewa dłoń Hermiony chwyciła jego włosy i chociaż żałował, że nie mógł usłyszeć jej jęku, nawet najmniejszy jej ruch, wystarczył, aby go zaspokoić. Jego język szybko dotarł do krawędzi koronkowej bielizny. Nie mógł jednak pozostać pod stołem zbyt długo, bo ktoś mógłby zacząć coś podejrzewać. Więc po prostu delikatnie ją pocałował pośrodku, dmuchając lekko powietrze przez usta, słysząc długi oddech nad sobą i wstał, aby zająć swoje miejsce, kładąc przy okazji nóż na stole. Spojrzał na Hermionę i zastał bardzo, bardzo przyjemny widok. Jej policzki miały jasnoczerwony kolor, usta zaróżowiły się, a oczy lśniły pożądaniem i napięciem. Włosy były w nieładzie, a wyraz twarzy sugerował, że otrzymała przyjemność, ale nie taką, jaką by sobie życzyła. Cóż, z zadowoleniem dokończyłby, ale w bardziej prywatnym miejscu i z mniejszą ilością potencjalnych podglądaczy.
Szybko rozejrzał się, aby sprawdzić, czy ktoś ich obserwuje, ale zorientował się, że nie. Pochylił się do przodu, dotykając kciukiem jej policzek, delikatnie przecierając jej usta. Widział jej wysuwający się język i doprowadzało go to do szaleństwa. Wiedział, że nic więcej nie może się tutaj wydarzyć, więc szybko wycofał dłoń, delikatnie się do niej uśmiechnął i wrócił do pracy, jakby nic się nie stało.
Hermiona, gorąca i zdenerwowana, nadal nie mogła przestać myśleć o tym, co się stało. Czy Malfoy właśnie pocałował ją… tam? Czuła się tak, jakby w pomieszczeniu było zbyt gorąco, dlatego odpięła kolejny guzik koszuli, jednak obawiała się, że będzie to odebrane za nieprzyzwoite, dlatego znów go zapięła. Czy to fundowała mu podczas tych dwóch spotkań? Niewiarygodnie, irytujące niespełnienie? Nic dziwnego, że chciał się na niej odegrać.
Potrząsnęła głową, aby oczyścić umysł. Byli w klasie, pomimo tego, co właśnie się stało. Jednak nadal była rozkojarzona i za wcześnie wrzuciła jeden składnik. Eliksir wybuchł. Kiedy dym zniknął, Hermiona stała z szeroko otwartymi ustami i oczami, starając się zrozumieć, co właśnie się stało, a Draco wyglądał jak kot, który właśnie zjadł kanarka. Wszyscy wokół wpatrywali się w nich z niedowierzaniem; jak to możliwe, że dwoje najlepszych uczniów zdołało wysadzić eliksir w taki sposób, że sam Seamus Finnigan byłyby z nich dumny?
Właśnie wtedy zadzwonił dzwonek, a jeszcze zielony Snape opuścił lochy bez żadnego słowa, dostrzegając zszokowane spojrzenia uczniów oczekujących jakiejś kary dla Hermiony.
Dziewczyna nadal była w szoku, kiedy poczuła dłoń przesuwającą się po dolnej części jej pleców, wysyłającej przyjemne dreszcze. Spojrzał w górę, aby zobaczyć mrugającego do niej Draco, zanim ruszył do wyjścia. Jak to możliwe, że może wyglądać jak dzieło Boga, nawet gdy jest pokryty popiołem i śmierdzi gorzej niż skunks?
Cóż, to jedna z tajemnic wszechświata, na którą odpowiedzi nigdy nie pozna.

* Błąd autorki; Hermiona siedzi w trzeciej ławce.

Czytaj dalej →
______

Witajcie :) Długo zastanawiałam się, co mogę opublikować po świętach i wtedy przypomniałam sobie, że mam gotowy ten rozdział. Co o nim sądzicie? Lubicie taką wersję Hermiony, czy wręcz przeciwnie? Jestem ciekawa Waszych opinii.
Wiem, że obiecywałam częste publikacje, ale niestety życie niczego mi nie ułatwia i mam bardzo mało wolnego czasu. Zamierzam trochę nadgonić, więc może moje postanowienia mają sens? Oby tak było.
Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Enjoy!

[T] [M] Jej ślub, jego pogrzeb

sobota, 23 grudnia 2017
Tytuł oryginału i link: Her Wedding, His Funeral
Autor oryginału:  naarna
Autor tłumaczenia: Arcanum Felis
Zgoda na tłumaczenie: jest
Bety: Rzan.Katja
Fandom: Harry Potter
Bohaterowie: Hermiona Granger, Draco Malfoy, Luna Lovegood
Status: Miniaturka (liczba słów: 2 596)
Gatunek: drama/hurt/comfort
Klasyfikacja: T
Opis: Hermiona wychodzi za mąż, ale nie za właściwego mężczyznę. Przynajmniej tak uważa Draco.

Na jej ślubie

To był jej ślub. Jej ślub! Jej! I nie on był panem młodym, tylko ten tępy, rudowłosy kutas, który go przebił i teraz uśmiechał się jak idiota, jakby wygrał pierwszą nagrodę w konkursie. Nie zdawał sobie nawet sprawy z tego, jakim był szczęściarzem, będąc z Hermioną. Upicie się sprawiło, że w tej chwili wydawało się znośne widzieć, jak miłość jego pieprzonego i żałosnego życia poślubiła tego idiotę, tańczyła radośnie na parkiecie i jest ubrana w kremową suknię, w której wyglądała tak pięknie. Tak cholernie wspaniale.
W swoim pijackim stanie Draco nie zauważył, że ktoś dołączył do osamotnionego stołu, znajdującego się w tylnej części pomieszczenia, gdzie pogrążył się w rozpaczy w akompaniamencie butelki stojącej na stole. Zdecydował się wybrać to miejsce, ponieważ nie chciał zrujnować jej dnia; pomimo tego jak nieszczęśliwy się teraz czuł, nadal chciał, aby była radosna i tak właśnie wyglądała.
— Wszystko w porządku, Draco? — To Luna dyskretnie dołączyła do jego stolika. — Nie siedziałeś z nami na ślubie.
Potrząsnął głową i wziął kolejny łyk wina z kieliszka.
— Chcesz o tym porozmawiać? Wiesz, że nikomu nie powiem.
Ponownie pokręcił głową. Nie, nie chciał rozmawiać o tym, że przypuszczalnie najlepszy dzień w jej życiu zamienił się w jego najgorszy i najbardziej nieszczęśliwy.
— Dobrze — szepnęła swoim spokojnym głosem.
Draco lubił ją za jej bezpretensjonalność i spostrzegawczość. Skrycie cieszył się, że to właśnie ona dołączyła do jego stolika. Wiedziała, że rozmowa nie jest konieczna, podczas gdy inni mogliby go nagabywać i dopytywać, dlaczego wygląda na tak nieszczęśliwego. Westchnął i spróbował przez chwilę spojrzeć na Lunę; była jedną z druhen, miała na sobie piękną, dopasowaną, niebieską sukienkę, którą wystylizowała w swój własny, wyjątkowy sposób. Nawet w swoim dość niechlujnym stanie Draco mógł zrozumieć, dlaczego Neville jest nią oczarowany, gdy przebywa w jej towarzystwie. Zauważył jej delikatny uśmiech, i dzięki Merlinowi, nie było w nim współczucia; nie byłby w stanie znieść litości. Nie, nie chciał jej. Litość jest dla słabych.
Luna nie odeszła od stolika. W towarzystwie uważano ją za osobę, która opiekuje się wszystkimi jednocześnie, zawsze mając oko na tych, którzy potrzebują ramienia do wypłakania i kogoś, kto wysłucha; najwyraźniej dzisiaj pomyślała, że on jest tym, który potrzebuje wsparcia. Kiedy jednak skończył coś, co wyglądało jak trzecia butelka i miał otworzyć czwartą stojącą na stole, wykorzystała moment i przejęła pałeczkę — wzięła butelkę w dłoń, a drugą chwyciła jego rękę.
— Chodź ze mną. Już wystarczająco wycierpiałeś. — I wyprowadziła chwiejącego się Draco, bez większych protestów z jego strony, na korytarz. — Jaki masz numer pokoju?
— 199. — Draco był pewien, że domyśliła się, dlaczego wybrał ten numer, symbolizujący urodziny Hermiony, ale nie była osobą, która komentuje takie sprawy. Czując się trochę zdziwiony i zdezorientowany, pozwolił jej poprowadzić, mając nadzieję, że kiedy dotrą, otrzyma kolejną butelkę wina.
Gdy stanęli przy pokoju, Luna złapała go za rękę, aby magicznie ją przeskanować, ponieważ drzwi otwierały się na odcisk palca konkretnej osoby. Wewnątrz pozwoliła mu usiąść na łóżku, kładąc butelkę na pobliski stolik.
— Podnieś nogi, zdejmę ci buty.
— N-nie, po prostu zostaw mnie samego.
Luna podniosła wzrok z miejsca, gdzie klęczała, aby zdjąć mu buty.
— Nie. Nie zostawię ciebie samego właśnie teraz. Wyglądasz, jakbyś przeżywał jeden z najgorszych dni w swoim życiu, a ja byłabym złą przyjaciółką, zostawiając ciebie samego.
Wtedy uniósł nogi, aby mogła zdjąć buty. Gdy skończyła, usiadła obok niego i zanim zaczęła szukać czegoś w małej torebce, którą miała ze sobą, przelotnie na niego zerknęła.
— Weź to, pomoże na ból głowy, gdy się obudzisz.
Podała mu fiolkę wypełnioną brunatną cieczą.
Draco niechętnie wziął ją w dłoń, ale jedynie zaczął się nią bawić.
— Weź, nie musisz dodawać morderczego kaca do swojej listy cierpienia.
— Może później — mruknął.
Skinęła głową i usiadła w wygodnej pozycji, próbując skrzyżować nogi, jak to zazwyczaj robiła, nie ujawniając zbyt wiele spod swej krótkiej sukienki. Patrzyła, jak przez chwilę bawił się fiolką, jakby chciała dać mu trochę czasu, aby się uspokoił; nigdy nie dopytywała i nie drążyła tematu, a jedynie czekała, oferując rozmowę.
Draco pomyślał, że brunatna ciecz przypomina jej kolor oczu — miały taki sam brązowy ciepły odcień, który pogłębiał się, gdy na niego patrzyła, i to zawsze roztapiało jego serce. Już nigdy tak na niego nie spojrzy. Nie, to spojrzenie było zarezerwowane dla tego szczęściarza, którego teraz nazywała swoim mężem.
— To ona, prawda? — zapytała cicho Luna.
Kiwnął głową po dłuższej chwili, czując, że jego serce znowu się rozpadło; nie wiedział, że tak się da, dopóki tego nie poczuł.
— Powinieneś wypić ten eliksir, pomoże na jutrzejszy ból głowy.
Potrząsnął głową.
— Nie, zasługuję na niego, bo jestem tchórzem.
— Okej, mimo wszystko jednak ci go zostawię.
— Dzięki. — Westchnął, ciesząc się, że do niczego go nie zmusza. Niespodziewanie, jej obecność trochę go uspokoiła, o ile można być spokojnym, widząc swoją miłość życia poślubiającą kogoś innego, a potem wypić trzy butelki wina, a może i coś innego. — Wyglądała dzisiaj na szczęśliwą.
Luna przytaknęła.
— Myślę, że jest.
Z westchnieniem odchylił się, aby położyć się na plecy.
— To powinienem być ja, nie on. Gdybym nie był takim cholernym tchórzem!
— Nie jesteś tchórzem. — Luna położyła się obok niego
— Jestem i to ogromnym, Luno. Mogłem sprawić, że będzie naprawdę szczęśliwa, ale już za późno, aby powiedzieć jej, co czuję. Ron może być dobrym człowiekiem, ale nie nadąży za nią.
— Nikomu o tym nie mówiłeś?
Zaprzeczył ruchem głowy, wzdychając cicho. Wyraźnie pamiętał moment, gdy zdał sobie sprawę, że się w niej zakochał. To było dawno temu wieczorem, gdy wyszli na drinka po pracy, a ona opowiadała mu z pasją o najnowszym projekcie Ministerstwa, którym miała kierować — coś o reformach czarodziejskiej edukacji, zaczynając od mugoloznawstwa, które potrzebuje unowocześnienia, a następnie zmienić pozostałe sprawy: od relacji mugoli z ministerstwem do bardziej administracyjnych aspektów radzenia sobie z mugolskim światem. To była pasja, z jaką mówiła o swoim najnowszym projekcie, połączona z zarumienionymi policzkami, błyszczącymi oczami i sukienką do pracy, która tak subtelnie podkreślała jej figurę. Wiedział, że w tamtym momencie przepadł na zawsze, jego serce należało do niej. Odtąd robił wiele małych rzeczy, które sprawiały, że była szczęśliwa, tylko po to, aby znowu zobaczyć jej uśmiech. Na przykład wiedział, jaką kawę pija z rana, znał jej ulubione kwiaty, słuchał, gdy potrzebowała z kimś porozmawiać, albo pozwolił jej wyciągnąć się na zakupy, ponieważ polegała na jego opinii i guście. Najczęściej to on kupował je te sukienki, w których mu się podobała. Wiedział, że zarabiała przyzwoicie, ale i tak nie zawsze mogła sobie pozwolić na więcej. I te przyjemne chwile, gdy pomógł jej przynieść torby z zakupami do mieszkania, a ona patrzyła na niego tak, jakby rozważała pocałowanie go. Wiedział, że miał wiele szans, aby jej powiedzieć. Mógł mieć. Pieprzony warunek.
— Jesteś naprawdę dobrym przyjacielem, wiesz o tym? — wyszeptała trochę później Luna, zapewne zdając sobie sprawę z tego, że na moment zagubił się w swoich wspomnieniach.
— To niewystarczające dla niej.
— Zauważyłam. — Odwróciła głowę i spojrzała na niego. — Nie zauważyli tego…
— Wszyscy byli skupieni na ich idealnym dopasowaniu. — Potarł twarz, czując, że przepełniają go emocje. — Gryfoni są niewrażliwi aż do szpiku kości, cała cholerna paczka.
Luna nie odpowiedziała na to, ponieważ nie zwykła komentować słów, które wypowiedziano, będąc w gniewie i rozczarowaniu.
— Wiesz, zauważyłam coś, gdy wziąłeś zwolnienie po tym, jak Harry ci powiedział…
— O tym, że są razem — skończył, a jego głos zamienił się w niski ryk. — Tak, ale nie powinienem był czekać. Jestem pieprzonym tchórzem i idiotą. Popatrz, gdzie skończyłem!
— Nie jesteś tchórzem ani idiotą. Miłość jest trudna.
— I cholernie bolesna. — Westchnął. — Wiesz, czuję się, jakbym był na pogrzebie.
Skinęła głową i znów przez chwilę go obserwowała, dostrzegając smutek, który przestał ukrywać.
— Wiesz, że zapłaciłem za wszystko? Oczywiście pomijając szaty Rona…
— Tak — odpowiedziała cicho Luna, przytakując. — Powiedziała mi, że dałeś jej klucz do skrytki u Gringotta, mówiąc, że zasługuje na ślub swoich marzeń.
— Mało brakowało, żeby go nie wzięła, ale nalegałem, oświadczając, że to mój prezent ślubny. Po tym nie mogła odmówić… — Westchnął ciężko. — Chciałem, żeby była szczęśliwa, a dzisiaj na taką wyglądała. Chciałbym być mężczyzną, którego poślubiła…
— Wiem.
— Bogowie, byłem idiotą pozwalając jej się wyślizgnąć! Powinienem był jej powiedzieć! Ona wciąż myśli, że jestem naprawdę dobrym przyjacielem. Nie zauważyła, że niemal zabiła mnie w dniu, gdy pojawiła się w moim biurze, aby pokazać mi pierścionek zaręczynowy.
Draco poczuł nagłą chęć uderzenia w coś, najlepiej w twarz Weasleya; tak długo ukrywał swoje uczucia, że po prostu musiał się ich pozbyć, a Luna była dobrym słuchaczem.
— To musiało być okropne.
— Było. Uśmiechała się, promieniała szczęściem i opowiadała, w jaki sposób to zrobił. W Norze, do kurwy nędzy. To niezbyt kreatywne, ale czego można oczekiwać od Weasleya. Jego bracia mają więcej kreatywności w swoich małych palcach niż on. Merlinie, ja zabrałbym ją na wieś. W Walii jest takie piękne miejsce i z pewnością byłoby idealnie. Opowiedziała mi wszystko, ponieważ jestem takim dobrym przyjacielem. W tamtej chwili chciałem umrzeć, ponieważ złamała mi serce, ale zamiast tego uśmiechałem się i cieszyłem razem z nią.
Potarł skronie, czując nadchodzący ból głowy, a przez nadmiar alkoholu w swoim ciele, był lekko zdezorientowany.
— Po tym zniknąłeś na miesiąc.
Skinął głową.
— Nie pamiętam zbyt wiele, poza przebywaniem w południowej Francji. Domyślam się, że prawdopodobnie nikt się tym nie przejął.
— Pytała mnie, czy coś wiem o twoim zniknięciu — odparła cicho.
— Bah. — Uderzył pięścią w łóżko. — Rzucenie na mnie Avady zraniłoby mnie mniej niż powiedzenie mi, że za niego wychodzi.
— Śmierć nigdy nie jest rozwiązaniem.
— Moje serce wydaje się o tym nie wiedzieć.
Nagle ktoś cicho zapukał w drzwi. Luna gestem poprosiła, aby był cicho i że sobie z tym poradzi, co spowodowało, że odetchnął z ulgą. W tej chwili nie był w stanie rozmawiać z kimkolwiek, kto nie był Luną.
— Kto tam? — spytała Luna przez drzwi, brzmiąc zaskakująco stanowczo.
— Luna? Czy wszystko z nim w porządku? Widziałam, jak wyciągałaś go z sali balowej.
Ze wszystkich ludzi to musiała akurat być Hermiona...
Draco jęknął. Nie chciał jej widzieć.
— Myślę, że lepiej będzie, jeśli zostawisz go samego, Hermiono. Nie czuje się zbyt dobrze.
— Cały dzień wyglądał na nieszczęśliwego, chcę się tylko upewnić, że dobrze się czuje. Proszę, wpuść mnie.
— Po prostu za dużo wypił, a jestem z nim, by mieć pewność, że się nie pochoruje. Naprawdę powinnaś zostawić go samego, dobrze?
— Proszę?
Luna zobaczyła, że Draco zwija się na łóżku, zakrywając uszy.
— Nie, przepraszam.
— Co tam?
Do głosu Hermiony dołączył męski głos, co sprawiło, że Draco zamrugał kilkakrotnie.
— Sprawdzam, jak się miewa Draco, to wszystko.
— Prawdopodobnie jest nieźle wstawiony. Widziałem trzy puste butelki na jego stole.
— Martwię się, bo był bardzo nieszczęśliwy, odkąd…
Luna uciszyła dyskusję, rzucając zaklęcie wyciszające na drzwi, po czym wróciła na łóżko, gdzie leżał zwinięty w kłębek Draco.
— Jeśli chcesz, możemy przenieść się do mojego pokoju, tam dadzą nam spokój. — Usiadła, krzyżując nogi.
Potrząsnął głową.
— Zostańmy tutaj, po prostu upewnij się, że tu nie wejdą.
— Tak zrobię.
— Dziękuję. — Zrelaksował się trochę, rozplątując nogi. — Dzięki za wysłuchanie.
Przytaknęła, bawiąc się swoją sukienką.
— Wiesz, zawsze możesz do mnie przyjść, jeśli chcesz porozmawiać, dobrze? Twój sekret jest przy mnie bezpieczny.
Skinął głową i westchnął. Merlinie, był wyczerpany i zaczynała go boleć głowa.
— Wiesz, że zazwyczaj nie daję rad innym — kontynuowała ostrożnie Luna, patrząc na niego swoimi zamglonymi, jednak przeszywającymi oczami — ale myślę, że powinieneś rozważyć mugolską tradycję dotyczącą Bożego Narodzenia, podczas którego najwyraźniej mówią prawdę innym. W sumie to mogłoby ci pomóc.
— Tak myślisz?
Skinęła głową.
— Teraz lepiej wypij ten eliksir i trochę się prześpij, a ja upewnię się, że nie będą cię niepokoić.

Boże Narodzenie

Boże Narodzenie wypadło dwa tygodnie po ślubie. Nawet tego dnia spadł śnieg, co dodawało świętom romantyzmu. Draco przez te kilka dni trochę ochłonął i długo zastanawiał się nad wskazówkami Luny, dotyczącymi powiedzenia Hermionie prawdy. Luna nawet przyszła, aby sprawdzić jak się miewa i uszczęśliwił ją fakt, że jest trzeźwy i mniej nieszczęśliwy. Tego wieczoru pomogła mu nawet wymyślić sposób, w jaki powinien jej o wszystkim powiedzieć.
Dlatego teraz stał przed nowym domem Hermiony, trzymając tabliczki w dłoniach i czując lekkie zdenerwowanie. Nie miał pojęcia, jak ona zareaguje — po prostu chciał, aby dowiedziała się prawdy. Luna była tak miła, że sprawdziła, czy w tym dniu Hermiona będzie w domu, a co ważniejsze, czy ma gości. Spoconą dłonią zadzwonił nacisnął dzwonek  — zaskoczyło go jego melodyjne brzmienie — i chwilę później usłyszał otwieranie drzwi.
— Niech to będzie ona — mruknął, kompletnie zdenerwowany. Odetchnął, gdy zobaczył, że to właśnie Hermiona otworzyła drzwi; uśmiech rozpromienił jej twarz, kiedy go rozpoznała.
— Draco! Co ty tu robisz? — zapytała, wyglądając na zaskoczoną i trochę zmartwioną.
— Proszę, po prostu przeczytaj, dobrze?
Oddychając głęboko, dotknął tabliczki różdżką i pojawiła się pierwsza część wyznania.

Hermiono, jesteś jedną z moich najlepszych przyjaciół.

— Kto to, Miona?
Draco wzdrygnął się, gdy usłyszał głos Rona, ale nie przejmował się tym, czy to zauważyła, czy nie.
Jednakże Hermiona dostrzegła jego reakcję, ale była ciekawa jego intencji.
— To tylko sąsiad, pyta, czy moglibyśmy się zająć jego kwiatami po Gwiazdce — odpowiedziała, nawet  się nie rumieniąc. Potem dała znak Draco, aby kontynuował.
Przytaknął i znowu dotknął tabliczki.

Dlatego muszę ci to powiedzieć, nie mając nadziei i planu…

Patrzył, jak dokładnie czyta słowa, a na jej twarzy pojawiło się zmieszanie. Potem ponownie machnął różdżką, trochę bardziej zdenerwowany.

… a dzisiaj jest Boże Narodzenie, dzień, w którym należy mówić prawdę.

Hermiona znowu powoli przeczytała tekst, a po chwili spojrzała na niego, mając na ustach lekki, ciepły uśmiech.

Chciałbym powiedzieć ci to wcześniej, ale dla mnie…

Draco obserwował ją uważnie, zdenerwowany do granic możliwości, ponieważ następna wiadomość może wszystko ujawnić. Wstrzymał oddech i ponownie dotknął tabliczki.

… jesteś tą jedyną.

Jej oczy otworzyły się szeroko, gdy przeczytała te słowa, ale nie krzyknęła na niego. Draco odetchnął z ulgą i znów machnął różdżką.

Kocham cię.

— O mój Boże — wyszeptała Hermiona i popatrzyła na niego ciepłym spojrzeniem, nie ukrywając zaskoczenia.

Pokochałem cię tego wieczora, gdy opowiadałaś mi o mugolskim projekcie.

Draco patrzył, jak wyciera łzy z oczu, prawdopodobnie przypominając sobie dzień, podczas którego z wielką pasją opowiadała mu o swoim nowy projekcie. Ignorując łzy napływające do jego oczu, ponownie dotknął tabliczki.

Będę cię kochał, gdy się zestarzejemy i osiwiejemy.

Uśmiechnęła się, czytając to; właśnie taki uśmiech chciał zobaczyć, jedynie przeznaczony dla niego. Znów dotknął znak.

Zawsze.

I ostatni raz dotykając tabliczki, pozwolił na zmianę słów.

Bo jesteś idealna.

Po dłuższej chwili, opuścił tabliczkę, a różdżkę schował do kieszeni, zanim otarł łzy. Przynajmniej mógł twierdzić, że to przez mróz.
— Draco… — Odeszła kilka kroków od drzwi, pocierając ramiona rękami, aby utrzymać ciepło, ale wciąż lekko się uśmiechając. — Nie wiedziałam. Nie domyśliłam się tego. Przepraszam.
— Nie ma powodu. Chcę, żebyś była szczęśliwa. To wszystko — wyszeptał, a jego głos nie pozwolił na więcej.
Skinęła głową.
— Czy to dlatego wyglądałeś na tak nieszczęśliwego na weselu?
— Tak.
— Bardzo przepraszam. — I pchnięta nagłym impulsem, przytuliła go. — Byłabym bardzo smutna, tracąc ciebie jako przyjaciela.
Niepewnie otoczył ją ramionami.
— Nie stracisz — odrzekł, wciąż szeptem, ponieważ niemal dławił się buzującymi w nim emocjami. — Ale wyjadę na jakiś czas z kraju, muszę się zdystansować…
— Rozumiem. — Puściła go. — Przepraszam, nie powinnam cię przytulać.
— To lepsze niż gdybyś krzyczała na mnie, że chcę zniszczyć twoje szczęście z… nim.
Uśmiechnęła się słabo, słysząc, że próbuje zachować swój takt, mimo zranionych uczuć.
— Gdzie się wybierasz? Jak mogę się z tobą skontaktować? — Znowu potarła ramiona — było zimno, a ona miała na sobie jedynie sweter.
Potrząsnął głową.
— Tylko Luna będzie wiedzieć. Jeśli chciałabyś mnie o czymś powiadomić, powiedz jej, a ona mi przekaże.
Kiwnęła głową.
— Rozumiem. — Z zażenowanym uśmiechem otarła łzę z policzka. — To pożegnanie?
— Tak, to pożegnanie, ale nie na zawsze.
— Będę za tobą tęsknić — przyznała, a jej głos ograniczył się do przytłumionego szeptu.
Uśmiechnął się łagodnie.
— Obiecaj mi tylko, że w międzyczasie będziesz szczęśliwa.
Przytaknęła.
— Dziękuję za wszystko. Mam nadzieję, że znajdziesz to, czego szukasz, tam, gdzie się wybierasz…
— Do widzenia.
Delikatnie pocałował ją w czoło, a potem uśmiechnął się po raz ostatni, zanim się teleportował.
— Do widzenia — wyszeptała Hermiona do pustej ulicy, zanim weszła do środka.


Witajcie :) Nie mogę uwierzyć, że już prawie Boże Narodzenie. Tak niedawno rozpoczął się świąteczny szał, klimatyczna muzyka i bieganinia. Teraz jest chwila na odpoczynek i przedświąteczny relaks. Najlepiej wykorzystać ten czas na coś pożytecznego. Może ta miniaturka to dobra opcja? Cóż, mam nadzieję, że tak. Ten tekst trzymałam na dysku od kilku miesięcy, ale dopiero teraz przyszła na niego pora.
Jestem ciekawa, jak odebraliście naszych głównych bohaterów. Ja mam wrażenie, że autorka momentami trochę popłynęła, ale mimo wszystko to świąteczny tekst, więc trochę fantazji nikomu nie zaszkodzi. Poza tym Luna jest oszałamiająca i ją uwielbiam, ok? Czekam na Wasze wrażenia!
Korzystając z okazji, chciałam złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia świąteczne. Zdrowych, pogodnych, radosnych i rodzinnych świąt w otoczeniu aromatycznych zapachów, pierników, pierogów, sałatek i wszystkiego co zapragniecie. Postarajcie się znaleźć czas dla swoich bliskich, na chwilę rozmowy ot tak o niczym. Życzę Wam także pomyślności w Nowym Roku i oby 2018 przyniósł wiele dobrego! Wesołych!

Rozdział 16: Prośby Dumbledore’a

wtorek, 5 grudnia 2017
Draco zupełnie nieruchomo siedzi na krześle obok mnie w gabinecie dyrektora. Wiem, że ten obojętny wyraz twarzy to maska, ale teraz nie ma to żadnego znaczenia. Uderzam palcami o kolano, aby wyzwolić więcej energii w pomieszczeniu.
— Dyrektorze. — Draco pozdrawia Dumbledore’a lekkim skinięciem głowy, gdy ten siada. Mężczyzna uśmiecha się delikatnie, jednak zmarszczki wokół oku wydają się napięte. Trzy wojny to o wiele za dużo dla jednej osoby, a on przeżył dwie, jeśli doliczyć walkę z Grindelwaldem w dwóch czasoprzestrzeniach.
— Panie Malfoy — zaczyna Dumbledore — rozumiem, że przyjął pan propozycję Zakonu dotyczącą ochrony ciebie i twojej matki. — Draco przytakuje. — Czy mam rację, że nie chciałbyś dołączyć do Zakonu i walczyć?
— Walczyłem w jednej wojnie, aby utrzymać ją przy życiu i robiłem wiele rzeczy, których nie powinienem. Jak zrozumiałem, wasza strona nie wymaga walki w zamian za ochronę, prawda? — odpowiada Draco spokojnie, chociaż jego słowa są trochę urywane.
— Nic nie jest od ciebie wymagane, panie Malfoy, oprócz zerwania więzów z Voldemortem — mówi Dumbledore.
— To nie problem. I tak, nie chciałbym walczyć.
— Zrozumiałe po tym wszystkim. Ty i twoja matka będziecie mieszkać w bezpiecznym i dobrze chronionym miejscu, ale na czas wojny muszę prosić, aby żadne z was nie opuszczało schronienia. To daje wam pewne możliwości, będziesz mógł się przygotować do owutemów, biorąc pod uwagę, że prawdopodobnie nie będziesz mógł wrócić na siódmy rok. Proszę stwórz listę rzeczy, które ty i twoja matka będziecie potrzebować, a ja zgromadzę je przed twoim wyjazdem.
Draco nie może wyjść z szoku i stać go tylko na lekkie skinięcie głową. Dyrektor robi to samo, wciąż się uśmiechając.
— Są jeszcze dwie sprawy, o które chciałbym zapytać, panie Malfoy — kontynuuje Dumbledore. Oczy Draco zwężają się i obserwują mężczyznę. — W bezpiecznym domu, który wam oferujemy, będą także mieszkać pan Potter, pan Weasley i panna Granger. Niewiele osób może tam wejść albo o nim wiedzieć. Dlatego proszę, abyś pomagał mi w przygotowywaniu eliksirów i leczeniu, oczywiście wewnątrz domu.
— A druga rzecz — mówi Draco.
— Nie chcę, żeby pan Potter wiedział o moim odejściu. Kiedy to się stanie, będziesz jedyną osobą która może mu o tym powiedzieć, ponieważ pannę Granger obowiązuje wieczysta przysięga. Wie wystarczająco dużo, bo język jego przyjaciółki trochę się rozluźnił i mogłaby przesadzić.
— Dlaczego nie można powiedzieć mu wcześniej? — pyta, a ja przełykam gulę w gardle i odwracam wzrok.
— Nie chcę spędzić reszty czasu na złość na to, czego nie można uniknąć. Nie chcę też, aby pan Potter poszukiwał innego sposobu, zamiast szkolić się na nadchodzącą wojnę — odpowiada Dumbledore, po czym dodaje, lekko się uśmiechając. — I nie zależy mi na pożegnaniach.
— Tak, proszę pana — mówi z szacunkiem Draco. — Mogę to zrobić.
Dyrektor uśmiecha się z dumą.
— Dziękuję. Dobranoc, panie Malfoy. Porozmawiamy ponownie, zanim nadejdzie czas — oświadcza mężczyzna.
Draco przytakuje i wychodzi z gabinetu. Jasne, niebieskie oczy zwracają się na mnie.
— Panno Granger, jeszcze nigdy nie byłem taki szczęśliwy, udowadniając sobie, że się myliłem, ponieważ naprawdę zmieniłaś myślenie pana Malfoya.
Potrząsam głową.
— To nie ja — odpowiadam. — Właśnie tego chciał. Po prostu nie miał pojęcia, że mógł to wybrać za pierwszym razem.
Dumbledore przytakuje mądrze.
— Och, pan Potter — wita się dyrektor. Harry opada na krzesło, które uprzednio zajmował Draco. — Przypuszczam, że panna Granger powiedziała ci trochę więcej o planie, który stworzyliśmy.
— Tak, proszę pana.
— Jestem w trakcie sfinalizowania kontraktu z goblinami, aby zwrócić puchar Hufflepuffu. To oczywiście ten, który Tom z łatwością mógłby dostać, ale zapewniły mnie, że został zabrany ze skrytki Bellatrix i będzie bezpiecznie schowany, dopóki nie skończymy papierkowej roboty.
— Jak przekonał pan gobliny, aby dały panu przedmiot należący do kogoś innego? — pytam trochę zawstydzonym głosem. Dumbledore chichocze.
— Wydaje mi się, że dzięki kontraktowi ze skarbca Gringotta, dotyczącego przechowywania przedmiotów skradzionych z historycznych miejsc. To zmusza gobliny do użycia czarnej magii będącej horkruksem. W ten sposób za niewielką nagrodę za oddanie przedmiotu prawowitemu właścicielowi, gobliny były zachwycone, że się go pozbywamy. Jak to dobrze, że Filius prowadził goblińską politykę. — Dumbledore kończy z westchnieniem, a ja uśmiecham się w zamian. To znacznie łatwiejsze niż ucieczka na smoku.
— Co następnie? — pyta Harry.
— Diadem został już odnaleziony i obecnie spoczywa z magicznym pudełku, na które rzuciłem tymczasowy urok. Ostatni, który musicie znaleźć to medalion, ukryty u Stworka?
Jego niebieskie oczy spoglądają na mnie.
— Tak.
— Cóż, on jest moim skrzatem. Mogę po prostu nakazać mu, oddanie nam go — mówi Harry.
— Nie — mówię ostro. — Nakazano mu chronić go przez całe życie, dopóki nie zostanie zniszczony, a sprzeczne rozkazy spowodują, że nie będzie ich słuchał, a raczej karał się za to, że zdradza osobę, która się o niego troszczyła. Nie możesz mu go odebrać siłą i nie polecam ci próbowania tego.
— Więc, w jaki sposób go zdobędziemy? — pyta Harry.
— Musisz zdobyć jego szacunek, aby myślał o tobie jako o swoim Mistrzu, a nie tylko właścicielu. Dopóki ci nie zaufa, będzie wolał umrzeć niż zrezygnować z medalu, który przyrzekł chronić.
Harry wzdycha.
— Może ja znam sposób na przekonanie skrzata — mówi Dumbledore. — Wkrótce wraz z gośćmi wprowadzicie się do domu, więc może poproś go o wysprzątanie domu i przygotowanie dla gości.
— Jeśli będziesz dla niego miły — wtrącam — pojawi się tutaj. Robił to wcześniej.
Harry przytakuje, wzdychając głęboko.
— Stworku — woła Harry. Głośny trzask ogłasza przybycie skrzata.
— Panie — kpi Stworek i kłania się lekko. Szczęka Harry’ego zaciska się na chwilę, zanim się uspokaja i uśmiecha.
— Stworku, Malfoyowie przez jakiś czas będą u nas mieszkać — mówi Harry. Skrzat patrzy na niego zszokowany. — Pani Malfoy była siostrzenicą pani Black, prawda? — Stworek przytakuje. — Chciałbym, abyś przygotował dom, żeby było nam tam miło i przytulnie.
— Oczywiście — odpowiada natychmiast Stworek bez szydzenia. Harry uśmiecha się, a potem przez chwilę wygląda na rozdartego.
— Stworku, nie chcę aby Malfoyowie zostali skrzywdzeni — mówi. — Więc nakazuję ci, abyś nie mówił nikomu o tym, że u nas mieszkają bez wyraźnej zgody którejkolwiek z osób przebywających teraz w tym gabinecie. — Stworek krzywi się na chwilę, ale potem opada i przytakuje. — Bardzo ci dziękuję. — Skrzat pochyla się jeszcze niżej i znika z trzaskiem.
— Nie powiedziałeś nic o medalionie — komentuję cicho, a warga Harry’ego unosi się w kąciku.
— Tego skrzata nie da się pokonać jednego wieczora.
Uśmiecham się.
— To prawda.
— Skoro już to rozwiązaliśmy — zaczyna znowu Dumbledore — musimy przedyskutować jedną kwestię. Zaplanowałem… specjalny trening przez ten rok. Profesor Flitwick był na tyle uprzejmy, że chętnie zgodził się, aby uczyć was i pana Weasleya cztery wieczory w tygodniu: poniedziałek, wtorek, czwartek i sobotę. Te lekcje skoncentrują się na pojedynku, szczególnie z wykwalifikowanym przeciwnikiem i wieloma. Wojna się zbliża, ale uważam, że nie będziecie potrzebowali zbyt wiele czasu na doskonalenie swoich umiejętności i zdobycie doświadczenia. — Przytakujemy uroczyście. — Nadal będę się spotykał z panem Potterem w środowe i niedzielne wieczory. A teraz czas do łóżek. Musimy odpoczywać ile się da.
Dumbledore uśmiecha się, gdy wstajemy i życzymy mu dobrej nocy. Jego oczy nadal wyglądają na smutne, jakby zostawiał nas w rzeźni. W takiej chwili ciężko jest mieć jakąkolwiek nadzieję na to, co przyniesie dzień, ale nie mogę się powstrzymać przed odczuciem, że tym razem jesteśmy lepiej przygotowani.

~*~*~*~*~*~

Profesor Flitwick idzie rytmicznym krokiem, gdy razem z Harrym i Ronem wchodzimy do Pokoju Życzeń. Znajdujemy się tutaj, ponieważ to najlepsze miejsce na ukryty trening zamiast pustej klasy lub gabinetu. Profesor rozgląda się dookoła, zanim odwraca się do nas z uśmiechem.
— Magia może być całkiem dziwna — mówi cicho, a ja odpowiadam uśmiechem. Na pewno może być. Po przeanalizowaniu stanu pomieszczenia, odwraca się do nas jeszcze raz. — Zaczniemy od oceny poziomu na jakim obecnie się znajdujecie, a potem przejdziemy dalej. Będę walczył z panem Potterem, panem Weasleyem i z panną Granger, a potem przeprowadzimy rundę z całą waszą trójką, aby zobaczyć, jak współpracujecie.
Ron uśmiecha się na trzeci pomysł, ale wiem, że jest ostrożny. Dumbledore nigdy nie wybrałby naszej trójki na trening bez powodu.
— Panie Potter? — Harry i profesor Flitwick stają naprzeciwko siebie, podczas gdy ja i Ron stajemy w kącie, aby obserwować. — Na trzy, raz, dwa, trzy.
Harry rzuca zaklęcie, które uderza w ścianę, od której Flitwick się odsunął. Mężczyzna wysyła wąskie promienie, stale ruszając się w polu. Czary nie są zbyt potężne czy niebezpieczne, ale utrzymują Harry’ego w defensywie i zmuszają do rzucania zaklęcia tarczy. Zaklęcia przytłaczają chłopaka. Jego ruchy stają się niechlujne, a kilka z zaklęć przebija się przez jego tarczę. Dostrzegam moment zawahania i Harry ląduje na podłodze, trafiony oszałamiaczem rzuconym przez profesora.
Harry odzyskuje przytomność i dołącza do mnie, a Ron zajmuje jego miejsce, spoglądając ze znacznie mniejszą pewnością siebie. Flitwick rzuca zaklęcie tarczy, w odpowiedzi na pierwszy czar Rona. Weasley chce szybko skończyć pojedynek, a jego potężny urok lekko potrząsa profesorem, ale wytrzymuje. Ron ma przewagę, a mężczyzna jest w defensywie. Już widzę błąd. Łatwo jest dostrzec lukę i skrycie życzę Ronowi, żeby nie był na to gotowy. Ron kipi zarozumiałością, gdy Flitwick przechodzi do ataku. Szok przebiega przez twarz Rona, gdy mężczyzna rzuca oszałamiacza, unikając zaklęcia rudzielca.
Teraz rozumiem, dlaczego Dumbledore wybrał go na te lekcje. Pozwolił, aby chłopcy zostali skompromitowani i przegrali. Nie jestem pewna, czy mnie pójdzie lepiej.
Robię krok do przodu i czekam. Postanowiłam, że pierwsza rzucę zaklęcie w tym pojedynku. Uśmiecha się do mnie, ale wygląda jak goblin, a nie jak przyjaciel. Nagle prosto na mnie leci niebieskie światło. Przekręcam się na bok i rzucam zaklęcie tarczy. Stoję mocno na nogach, gdy w moim kierunku strzela strumień wody. Trzymam swoją tarczę, odrzucając od siebie ciecz, która chwilę później zamienia się w lód. Przez chwilę patrzę na lód otaczający moją tarczę, ale nagle słyszę świst kolejnego zaklęcia, które przerywa moją magiczną ochronę, a jego siła odrzuca mnie do tyłu wraz z lodem.
Kręci mi się w głowie i wiem, że muszę się tego pozbyć. Przebiegam w myślach przez listę zaklęć, ale większość z nich nie daje mi jakichkolwiek szans na sukces. Analizuję zaklęcia na „L”, gdy wokół mnie nastaje ciemność.
Budzę się, widząc uśmiechniętego profesora, wyciągającego do mnie rękę. Pozwalam mu się podnieść.
— Zobaczymy, czy lepiej sobie poradzicie, walcząc wspólnie — mówi, po czym ustawia się na swoim miejscu. Zakładałam, że tak będzie, ale chyba zapomniałam o jednej rzeczy, która szybko staje się oczywista. Błędy, które zrobiliśmy, nie zostały przez nas przeanalizowane i opracowane. Zamiast tego musimy działać bardzo szybko.
— Harry, ruszaj — krzyczę, gdy Flitwick rzuca zaklęcie. Jednak, zamiast przerażonego Harry’ego, wszystko robi się czarne.
— Bardzo interesujące — mówi profesor, gdy odzyskujemy przytomność. — Panowie Potter i Weasley są silni, ale wydaje się, że brakuje im pewnej taktycznej świadomości. Panie Potter, rzuca pan zaklęciami, nie myśląc o tym, gdzie polecą, a przejmując się tylko tym, żeby przetrwać. — Krzywię się, gdy to mówi. Harry’emu nie zależy tylko na przetrwaniu. Nawet podczas wolny, widział tylko tyle, ile przeżył Voldemort.
— Panie Weasley — zwraca się do Rona — wydaje mi się, że twój problem polega na tym, że jesteś zbyt pochopny i łatwo wpadasz w pułapki, ponieważ wierzysz, że panujesz nad sytuacją. I panna Granger — uśmiecha się do mnie. — Wydajesz się nieco niezdecydowana w walce, chociaż twój wielki intelekt oferuje wiele, co bardzo utrudnia pojedynkowanie, ponieważ spędzasz zbyt wiele czasu, starając się wybrać najlepsze możliwe zaklęcia, zamiast jednego, które pomoże ci wygrać.
— Mogę być bardziej zdecydowana — bronię się. Wygrałam wiele pojedynków podczas wojny.
— Och, wiem o tym — odpowiada szybko. — Mimo to chciałbym powiedzieć, że im bardziej wykwalifikowany przeciwnik, tym bardziej kombinujesz. Masz szeroki wachlarz zaklęć, ale powoduje to, że bardziej starasz się zrozumieć, jak idealnie je wykończyć. Nie pozwól, aby przeciwnik rzucał twoje zaklęcia lub narzucał ci ruchy. Powinnaś być elastyczna, tak, przystosować bitwę pod siebie, ale ujawniać swoje mocne strony, a nie tylko słabości.
— Teraz, pora na pracę domową — dodaje wesoło. — Panie Potter, chciałbym, abyś przestudiował swoje otoczenie na następną lekcję. Zastanów się, gdzie znajduje się twój punkt obronny, gdyby nagle cię zaatakowano, a gdzie słabości, które cię zgniatają. Panie Weasley, powinieneś pomyśleć, jak nie lekceważyć przeciwnika, wyobraź sobie, że jesteś królem, z którym każdy pionek potrafi wygrać. Dowiedz się, jakie to ma zastosowanie dla magicznego świata i w jaki sposób może ci to wyjść na dobre.
— Panno Granger, chciałbym abyś sporządziła listę nie więcej niż dwudziestu pięciu zaklęć, które będą obejmować szeroki zakres ataków. Poszukaj zaklęć, które znasz i są stosowane do walki. Być może to będzie jedno zaklęcie, ale dopiero walka zweryfikuje, czy jest pożyteczne. Zobaczymy się w sobotę, aby kontynuować trening. Dobrze się przygotujcie.
Przytakujemy, po czym wychodzimy na korytarz. Chociaż to genialny pomysł, aby przygotować nas na nadchodzącą wojnę, nadal nie jestem pewna czy damy sobie radę. Harry spotyka się z Flitwickiem i Dumbledore’em z wyjątkiem jednego wieczora. Podczas gdy oceny w tym momencie nie są zbyt ważne, nasza trójka będzie dość podejrzana. Poza tym jak mamy sobie poradzić z nawałem pracy domowej, szkoleniem i planowaniem wojny. Nic nie wydaje się proste.


_____________

Witajcie :) Minął tydzień od publikacji poprzedniego rozdziału, dlatego dzisiaj wracam z kolejną częścią, w której miała miejsce pierwsza konfrontacja Draco-Dumbledore. Jak Wam się podoba ta scena? Mnie najbardziej zainteresował ten trening Złotego Trio. Mogliśmy przekonać się, jak radzą sobie w sytuacjach kryzysowych. To dopiero początek ich zmagań! Piszcie, co sądzicie o rozdziale. Dziękuję za każdy komentarz.
Tyle ode mnie. Kolejna część pojawi się za tydzień. Enjoy!