[T] To, co najlepsze: Rozdział 6

poniedziałek, 14 grudnia 2020

 

Podczas gdy sprzątanie było wystarczającą wymówką, by być blisko niej, Draco już rozmyślał, co zrobić dalej. W końcu skończą i nie będzie miał powodu. Dostrzegł sposób, w jaki zadrżała, gdy obejmował ją ramionami i jak przygryzła dolną wargę, kiedy podwinął rękawy i zauważył jej lekko rozszerzone oczy, gdy podniósł koszulę.

Rozpoznał to, ponieważ widział to wszystko wcześniej. Jego siódmy rok skrócono bardzo szybko, w ciągu dwóch miesięcy od rozpoczęcia semestru. Polowanie na horkruksy nie poszło zgodnie z planem — choć nadal miał wątpliwości, czy w ogóle kiedykolwiek istniał solidny plan — a głupota Pottera spowodowała, że trójka została złapana — to był pierwszy raz, gdy ktoś ich schwytał.

Snape przyszedł do niego w środku nocy, wyciągając z łóżka z ponurym wyrazem twarzy, który wykrzywił i tak ziemiste rysy. Draco słyszał tylko część tego, co powiedział.

„… rób to, co musimy, albo wszystko, co zrobiliśmy, pójdzie na nic.”

Prawdę mówiąc, ledwo pamiętał ten dzień. Grimmauld Place było okropnym miejscem do ukrycia, ale złapał ich w gęstym lesie przed Malfoy Manor i powodując wystarczająco duże zamieszki, pomógł im uciec.

Najpierw aportował Granger i nawet teraz nie był pewien, co to o nim mówiło. Musiał zmusić ją do tego, więc związał ją, dopóki nie wylądowali w Muszelce i popatrzyła na niego z niedowierzaniem. „Tutaj będziesz bezpieczna. Zostań”. Potem ściągnął tam Pottera i Weasleya.

Jego pozycja wśród Śmierciożerców wzmocniła się w szeregach, przemieniając z lekkiej fali w taką, która sięgała szczytu hierarchii. Oferta Dumbledore’a dotycząca pomocy podczas szóstego roku, nie została zignorowana, jak sądził. To nie oznaczało, że musiał uciekać, ale tak się stało i stanął twarzą w twarz z Granger w długim korytarzu Muszelki.

— Szatańska Pożoga jest niebezpieczna. Jak ją kontrolowałeś? — mruknęła, a on nie chciał myśleć o pożarze, który pochłonął las.

Ciężko wskazać moment, gdy się w niej zauroczył. Może to było na trzecim roku, gdy złamała mu nos, albo na czwartym, gdy miała na sobie tę błękitną suknię na Balu Bożonarodzeniowym? Czy to mogło być wtedy, gdy zauważył ją ładnie ubraną podczas imprezy Slughorna?

Jego kłykcie uderzyły o stół, gdy mocno odstawił szklankę i poczuł ognistą whisky piekącą w gardle.

Granger nie była tą samą kobietą, którą znał wcześniej. Nie posiadała żadnej wiedzy o magii, Hogwarcie, ani o świecie, który pomogła ocalić.

Chociaż niektóre rzeczy nie uległy zmianie.

Przekomarzała się z nim tak, jak kiedyś.

Nuciła to samo.

Chichotała tak samo.

Czuła to samo, gdy tuliła się do niego.

Uniósł szklankę, oparł się na krześle i westchnął cicho. Potter nie skontaktował się z nim, odkąd opuścił ich mieszkanie, ale Draco wiedział, że wkrótce zadzwoni. Myśl przyszła mu do głowy przypadkowo i był zaskoczony, że nie pomyślał o tym wcześniej. Zaciskając zęby, opróżnił szklankę i sięgnął po różdżkę.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Tydzień Hermiony minął na tym samym, co się zaczął: sprzątaniu. To nie był najgorszy sposób na spędzenie czasu. Zawsze na blacie leżało jedzenie na wynos, gdy przychodziła razem ze Scorpiusem — który nalegał, aby być w to zaangażowanym — i zawsze czekał na chłopca słodki napój, który uwielbiał.

Za pierwszym razem uchwyciła wzrok Draco, unosząc brew.

— Sprawisz, że będzie chciał tutaj zostać na zawsze. Zwykle nie pozwalam mu ich pić.

Zbladł.

— Cholera, chyba nie powinienem…

Tłumiąc śmiech, gdy Scorpius oddalił się od nich, potrząsnęła głową.

— W porządku. Nie dostaje ich zbyt często, więc jeśli chcesz mu go dać, to nic się nie dzieje.

Zamykając wcześniej sklep w niedzielę, Hermiona poprawiła torbę na ramieniu i zamknęła za sobą drzwi. Rześki wiatr zawiał na ulicy, mierzwiąc jej włosy i przypominając, że niedługo będzie październik.

Co z kolei przypomniało jej, że znała Draco w sumie od ośmiu dni.

Udając się na krótki spacer do domu i opiekunki, Hermiona rozmyślała o tym, co ciągle zaprzątało jej myśli.

Był miły, troskliwy i Draco wydawał się osobą, którą dobrze byłoby mieć jako przyjaciela. Niepokój dał o sobie znać, ponieważ nigdy nie powinno być tak łatwo, ale było.

Jadał z nimi obiady, bez problemu ściągając na siebie uwagę Scorpiusa i obaj rozmawiali ze sobą częściej niż ona i Draco. Spędzili już tyle czasu razem i Hermiona przypuszczała, że to oznaczałoby, iż czułaby się bardziej komfortowo.

Czując się głupio przez to, że ciągle się zamartwia, Hermiona odepchnęła złe myśli, gdy Scorpius wybiegł z domu Clary na spotkanie z nią. Chwyciła go mocno i pocałowała w policzki.

— Mamusiu! — warknął. Kwaśna mina zniknęła, gdy zacisnęła usta, a Scorpius przycisnął swoje dłonie do jej policzków mocniej niż to konieczne i pocałował w czubek nosa. — Idziemy teraz do Draco?

Skinęła głową, stawiając go na nogi, ale dopiero po tym jak go zabujała, zmuszając do śmiechu.

— Tak, kochanie. Daj mi chwilę.

Siwe włosy Clary były spięte w schludny kok, niezbyt mocno ściśnięty, by rozciągać jej rysy. Owijając ją ramieniem, przyciągnęła bliżej do siebie, gdy jej wzrok padł na Scorpiusa.

— Draco, hmm?

Hermiona zaśmiała się.

— Tak, pomogłam mu się osiedlić.

— Ja też pomagam. — Scorpius szturchnął ją. — Wy dwoje tylko rozmawiacie. Ja czyściłem okna.

Oczywiście, że zwrócił na to uwagę.

— To wspaniale, kochanie. — Clara uśmiechnęła się. — Cichy z niego sąsiad. Widziałam go dzisiaj rano. Wiesz, czym się zajmuje?

Gdy jej syn niecierpliwił się coraz bardziej, Hermiona oparła się chęci uśmiechu.

— Współpracuje z lokalnymi organami ścigania. Nie zapytałam, co dokładnie robi, ale był policjantem w Anglii.

Ujęła dłonie Hermiony w swoje, uśmiechając się od ucha do ucha, co okazało się bardziej psotne niż cokolwiek innego.

— Cieszę się, że tak dobrze się dogadujecie. Widzę, że Scorpius jest gotowy do drogi…

Hermiona odwzajemniła uścisk i poklepała kobietę po plecach, podczas gdy chłopiec bezwiednie kopnął beton.

— Przyjdziemy rano, ale będę w domu we wtorek i niedzielę.

— Scorpius jest mile widziany w każdy dzień tygodnia. Wiesz o tym. Jeżeli potrzebujesz czasu dla siebie lub… no wiesz, daj mi znać.

Zatrzymując się, usta Hermiony rozchyliły się.

— Co to znaczy „no wiesz”?

Śmiech odbił się echem na ulicy, gdy Clara pochyliła się do przodu.

— Miałam na myśli randki, moja droga — wyszeptała, a jej oddech łaskotał ucho Hermiony. — Przestań myśleć tylko o jednym.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Scorpius skierował się prosto do kuchni, gdy weszli do środka.

— Draco? — W jego głosie dostrzegła nutkę zmartwienia, czego, czego nie powinno posiadać dziecko.

Hermiona przeszła przez salon, zauważając nowe meble, ale poczuła silny ucisk w brzuchu i nawet nie mogła powiedzieć, jaki miały kolor. Zauważyła, że Draco pochylał się nad kuchenną wyspą, z dłońmi owiniętymi na krawędzi blatu, a jego palce były zupełnie białe.

— Wszystko w porządku?

Odchrząknął i lekko potrząsnął głową.

— Scorpius, miałbyś coś przeciwko, gdybym na osobności zamienił słowo z twoją mamą?

Mający szeroko otwarte oczy i zatroskany wyraz twarzy Scorpius, nawet nie drgnął w miejscu, gdzie stał. Jego małe dłonie mocno ścisnęły jasnozieloną butelkę.

— Wszystko w porządku?

Kącik ust Draco uniósł się, ale zniknął jego charakterystyczny wesoły charakter.

Poczuła silniejszy skurcz żołądka.

— Wszystko dobrze. — Draco skinął głową, kucając, aby znaleźć się na wysokości oczu Scorpiusa. Oparł łokcie na kolanach. — To tylko nudna rozmowa dorosłych.

Scorpius opuścił ręce, a plastikowa butelka spoczęła u jego boku.

— Mogę pobawić się na zewnątrz?

— Oczywiście… — zaczęła Hermiona.

Nie — przerwał jej Draco, jego głos był bardziej stanowczy niż kiedykolwiek słyszała, nie żeby miała wiele okazji do porównania. Siła tonu wibrowała w jej piersi. — Może po prostu pobawisz się w salonie? Kupiłem telewizor.

Scorpius zniknął z uśmiechem, zanim cokolwiek zostało powiedziane, a Hermiona położyła ręce na piersi, mrużąc oczy.

— Czy jest coś, o czym chciałbyś mi powiedzieć?

Jego biodro dotknęło wyspę, gdy wstał, wyprostował się i spojrzał w stronę miejsca, gdzie siedział jego syn. Wszystko, co można było zobaczyć z boku krzesła, to błysk blondu.

— Nie chcę podważać twojego zdania — powiedział cicho Draco. — To, co zamierzam ci powiedzieć, powinno wszystko wyjaśnić.

Uniosła brwi i podeszła do wyspy, kładąc dłonie na chłodnej powierzchni. 

— Obawiam się, że nie rozumiem.

Przełknął ślinę, czując zaciśnięte gardło.

— Doszło do morderstwa, a ciało znaleziono dzisiaj w pobliskim mieście — wyszeptał Draco, przesuwając dłońmi po blacie, gdy pochylił się w jej stronę. — Dowiedziałem się o tym, zanim przyszliście.

Ręka Hermiony momentalnie zakryła jej usta.

— Och, to okropne. — Odwróciła głowę, by jeszcze raz spojrzeć na Scorpiusa, aby upewnić się, że wciąż tam jest i wtedy wszystko zrozumiała. — Dlatego tak szybko powiedziałeś, że nie powinien bawić się na zewnątrz?

— Tak.

— Rozumiem. — Poczuła dreszcz wzdłuż kręgosłupa, gdy na niego patrzyła. — Czy to był ktoś, kogo mogłabym znać?

Można nazwać to małym błogosławieństwem, ale potrząsnął głową.

— Wątpię, choć pierwotnie stąd pochodziła. Mieszkała jednak w innej okolicy i…

Scorpius wszedł do kuchni, by wziąć przekąskę z blatu i wrócił do salonu.

— Naprawdę czuje się tutaj jak w domu — prychnęła Hermiona.

Charakterystyczny trzask dało się słyszeć z salonu.

Uśmiech Draco był ledwo widoczny, ale nie był to ten, do którego była przyzwyczajona.

— Być może to nie moja sprawa, ale nie mogę się powstrzymać. Wracasz z pracy, tak jak zwykle, prawda?

— Owszem. — Hermiona przekręcała dekoracyjną misę, a gdy odpowiedziała, jego szare oczy wyostrzyły się. — Zwykle nie w ciemności, może raz czy dwa razy w tygodniu, jeśli jedna z dziewczyn nie może. Nie martwisz się o…?

Cisza powiedziała jej wszystko.

Hermiona wypuściła powietrze.

— Bez względu na to, czy martwisz się o nas czy nie, doceniam to. Poza Clarą nie ma nikogo, kto martwił się o mnie od lat. Będę ostrożna. Mam gaz pieprzowy w domu, który włożę do torebki — kontynuowała Hermiona.

Długimi krokami, dwukrotnie dłuższymi od jej, Draco obszedł wyspę, zatrzymując się, gdy górował nad nią.

— Hermiono — mruknął, a ona ucichła. — Ryzykuję brzmienie jak dupek, ale prawdę mówiąc, nie podoba mi się pomysł, że sama wracasz do domu.

Odetchnęła głęboko.

— Nie wątpię w to, że możesz się ochronić.

— Po prostu czułbyś się lepiej, gdybyś tam był, aby mnie pilnować? — Ciekawość zabarwiła ton jej głosu. — Nie potrzebuję wysokiego, silnego mężczyzny, który będzie mnie chronił, Draco. Sama doskonale sobie poradziłam na świecie, którego nie rozpoznaję. Strasznie współczuję każdemu, kto będzie chciał mnie dopaść.

Zaśmiał się.

— Zdaję sobie sprawę, że brzmię jak seksista.

Skinęła głową.

— Jak samoświadomy seksista, mój ulubiony gatunek. — Hermiona nie była zła, że się martwi, ale żałowała, że nie wierzy, iż sama może się obronić. — Opowiedz mi o tym. Co się stało? Hipotetycznie, gdybym to była ja…

Dlaco zbladł.

— Proszę, nie mów tak.

— To hipotetyczna sytuacja. — Hermiona przewróciła oczami. — Gdybym to była ja, czy byłabym w stanie się ochronić?

Powoli pokręcił głową.

— Nie, nie byłabyś w stanie. Myślę, że możesz zrobić wiele rzeczy, Granger, ale to nie jest jedna z nich.

Splotła palce.

— Nie będziesz mnie odprowadzał do domu za dnia — powiedziała tonem nie znoszącym sprzeciwu. Podejrzewała, że jeśli da mu szansę cokolwiek powiedzieć, nie zawaha się. — Możesz mnie odprowadzać do domu po wieczornych zmianach, jeśli chcesz. Nie czuj się zobowiązany.

Uśmiechnął się.

— Zrobię to. Dziękuję, nawet jeśli to tylko dla mojego świętego spokoju. Po tym wszystkim, czym się ze mną podzieliłaś, nie mogłem przestać myśleć o czymś tak tragicznym, jak to co ci się stało.

Draco mógłby tak powiedzieć o kimkolwiek, pomyślała Hermiona, ale słowa zatopiły się w jej skórze, brzmiąc dziwnie. Po prostu nie mogła zrozumieć, dlaczego.

Odwróciła się, a kontuar wbił się w dno jej pleców, tuż nad pośladkami.

— Zakończyliśmy sprzątanie lżejszych obiektów. Teraz nawet nie rozpoznaję tego miejsca. — Jego ramię dotykało ją, gdy stał obok, ale Hermiona nie zastanawiała się nad tym, chociaż była tego bardzo świadoma. — Nadal zamierzam malować szafki.

— Czy mogę zaprosić ciebie i Scorpiusa na kolację?

Hermiona poczuła suchość w ustach. Odpowiedź, którą miała na końcu języka pełna zachwytu i brzmiała tak. Ale nie mogła tego zrobić. Scorpius był już tak przywiązany do mężczyzny, którego znał dłużej niż dzień — Boże, to brzmiało okropnie. I nie chciała, żeby teraz przeszedł przez to samo, co kiedyś.

— Nie dla pójścia do restauracji, ale tak na kolację — powiedziała Hermiona, obserwując, jak jego twarz nieco maleje. — Wolę gotować, jeśli nie masz nic przeciwko.

— Jesteś znakomitą kucharką — odpowiedział Draco, pochylając się w jej kierunku. — Nie ma co do tego wątpliwości, ale pracowałaś każdego dnia w tym tygodniu…

— Pracuję w księgarni. — Hermiona zaśmiała się krótko. — To nie jest ciężka praca.

Jego brwi wystrzeliły w górę.

— Chciałbym tylko, żebyś mogła odpocząć. Czy będziesz się kłócić ze wszystkim, co powiem tak długo, jak się znamy?

Koniec wypowiedzi zabrzmiał tak, jakby istniał ostateczny koniec tego, jak długo się znają i to sprawiło, że poczuł skurcz żołądka. Nie było czegoś takiego. Byli parą nieznajomych, których z pewnością łączyło coś więcej, ale nie było potrzeby…

Uśmiechając się z zadowoleniem, Hermiona uniosła brodę.

— Będę się kłóciła, dopóki się ze mną nie zgodzisz. W końcu już zgodziłam się, abyś odprowadził mnie do domu. Co wolisz: odprowadzić mnie do domu czy zabrać na kolację?

Zrobił kolejny krok, pochylając się, a jego oczy skierowały się w stronę salonu. Z bliska zauważyła, że jego oczy były znacznie jaśniejsze, o wiele ładniejsze, niż początkowo przypuszczała.

— Chciałbym oba, Hermiono i ufam, że to zrobię. Na razie jednak pozwolę ci wygrać.

— Doskonale — pisnęła Hermiona i chociaż nie dał żadnego znaku, że to słyszał, wiedziała, że tak. Gdy zostawił ją w kuchni i poszedł się przebrać, stała idealnie nieruchomo, chcąc, by nadal biło jej serce.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Scorpius mówił z pełnymi ustami, ale to nie było czymś nowym. Podobnie jak poprzednio, Draco słuchał z zainteresowaniem, tylko wtrącając się, gdy Scorpius potrzebował minuty, by złapać oddech.

Hermiona cicho zjadła swoje jedzenie, obserwując ich uważnie. Choć to, jak para przed nią się bawiła, było niesamowicie urocze, jej umysł dryfował gdzieś indziej. Ponieważ poprzedniego wieczoru musieli zmienić termin kolacji z powodu odwołania przez Draco — i sądząc po mrocznym spojrzeniu, które jej rzucił odchodząc, miało to coś wspólnego z makabrycznym morderstwem — coś sprawiło, że miała z tego mniej przyjemności.

Draco nie miał z tym nic wspólnego.

Pracowała z uroczą dziewczyną, nadal uczącą się, która pomagała popołudniami i weekendami. Anna wkroczyła do sklepu z uśmiechem i bawiła się ze Scorpiusem w dziale dziecięcym. Ale później Hermiona podsłuchała rozmowę, która nie powinna przejść przez szczeliny półek.

Ich nowy sąsiad był wszystkim, o czym Scorpius rozmawiał od wielu dni i to nie był wyjątek. Paplał o Draco, dopóki Anna nie zapytała:

— Czy Draco jest twoim ojcem?

Scorpius przestał mówić, jego rzęsy zatrzepotały i potrząsnął głową.

— Nie wydaje mi się. Tak myślisz?

— Powiedziałeś, że ma twoje włosy…

Hermiona szybko to przerwała, a słowa, które powiedziała były ostrzejsze niż zamierzała, gdy przerwała Annie. Bez żadnych wątpliwości wyjaśniła, że na takie tematy nie rozmawia się z dzieckiem, a jeśli będzie trzeba o tym porozmawiać, to ona zrobi to osobiście.

Podczas gdy Anna wielokrotnie przepraszała, Hermiona podniosła rękę.

— Draco nie jest ojcem mojego syna. Zdarza się, że można mieć ten sam kolor włosów, co nie jest związane z ojcostwem. Gdyby jeszcze kiedyś ci o tym wspomniał, byłabym wdzięczna, gdybyś go do tego nie zachęcała.

— Hermiono?

Ręka Draco trąciła ją w kolano i podskoczyła.

Uderzając kolanem o spód stołu, patrzyła, jak spodek podąża za ruchem, po czym upada na podłogę, rozbijając się.

— Przepraszam! — powiedziała odrobinę za głośno.

— Wszystko w porządku?

Wydawało się, że zawsze ją o to pytał i odpowiedź zawsze brzmiała „nie”.

Skinęła głową.

— W porządku. — Hermiona wstała z krzesła, rzucając serwetkę na stół. — To był długi dzień w sklepie. Rozmawiajcie sobie, ja po prostu… — urwała, wychodząc z pokoju i kierując się do kuchni po miotłę. Owinęła mocno palce wokół szufelki i gwałtownie się odwróciła.

Ręce Draco chwyciły ją za szczyty ramion, by ją podtrzymać, gdy wpadła prosto w niego.

— Hej.

Była idealnie sztywna, ale jego ręce wciąż jej nie objęły. Przesunęła język po linii warg i myślała, że podąży za ruchem, ale to mogła być tylko jej wyobraźnia.

— Musiałam tylko przynieść… — Uniosła miotłę. — To nie byłby pierwszy raz, kiedy rozcięłam stopę, ponieważ…

Jego kciuk potarł uspokajająco jej nagą skórę, zanim ją puścił.

— Jeśli dzisiejszy wieczór był tym złym, to przepraszam, że przeszkadzam. Jesteś pewna, że wszystko w porządku? Pytam tylko dlatego, bo zwykle jesteś taka radosna.

— Radosna? — Rozejrzawszy się za nim, by upewnić się, że Scorpius wciąż siedzi w jednym miejscu i nie próbuje opróżniać szklanek, do czego był zdolny, Hermiona westchnęła. — To naprawdę był niezbyt dobry dzień w sklepie. Nie musisz się tym martwić.

Pokiwał głową.

— Obiad był pyszny. Dziękuję za zaproszenie.

Czuła, jakby stała u progu czegoś, co naprawdę ją przerażało. Hermiona przygniotła unoszące się nerwy w dole brzucha.

— Nie ma za co, kiedy tylko chcesz. Scorpius jest całkowicie w tobie zakochany, a ja… — urwała, czując ulatniającą się odwagę. — Ja też cię lubię. Prawdopodobnie zauważyłeś, że nie mam wielu gości.

Jego twarz była częściowo zakryta przez słabe światło kuchni i nie mogła w ciemności odczytać jej wyrazu.

— Nie wiedzą, co tracą — mruknął Draco, a jego słowa płynęły między nimi. — Nie powinnaś mi mówić, że zawsze jestem mile widziany. Mogę z tego skorzystać. Czy to samolubne?

Hermiona potrząsnęła głową z sercem uwięzionym w gardle.

— Możesz być samolubny.

Posłał jej uśmiech i delikatnie wyrwał miotłę z jej dłoni.

— W takim razie na pewno to zrobię.

Kilka dni, prawie dwa tygodnie, wyszeptała logika Hermiony, ale nie zamierzała się tym przejmować.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Mugolska policja nie była bliżej odkrycia, kto zostawił zamordowaną dziewczynę w rowie całkiem nagą. Draco przeszedł przez pomieszczenie z dowodami, unosząc krawędź pudełka czubkiem palca. Życie jak mugol było męczące. Nie było sensu porządkować każdego pliku ręcznie, ale francuskie Ministerstwo mogło by narobić mu problemów.

Na jego przedramieniu wciąż znajdował się Mroczny Znak, a pojawienie się w  Morsmordre przemawiało głośniej niż wszystkie inne, aby go usunąć. W budynku roiło się od mugoli, a urzędniczka, która dysponowała dowodami, była złośliwa. Ocenił, że nie minęłoby więcej dziesięć minut, zanim otworzy drzwi, wsunie głowę i zapyta, czy może mu jakoś pomóc. Mimo że odpowiedź wciąż była zdecydowanie negatywna, nie zostawiała go samego.

— Dwadzieścia trzy — mruknął, przewracając plik na pierwszą stronę.

Blond włosy, niebieskie oczy, ale na zdjęciach trudno było stwierdzić, że jest blondynką. Została pobita do krwi i jej ciało było pokryte ciemnymi siniakami, które rozciągały się po szyi do miejsca, w którym jej obojczyk pękł pod skórą.

Wyprostował się, a jego wirowała po pokoju, gdy coś poczuł. Chodziło o zaklęcia ochronne, które rzucił wokół domu Hermiony i dreszcz przebiegł po jego kręgosłupie. Zacisnął zęby, wsunął dłoń do kieszeni i zacisnął palce na różdżce.

Wiedział, że to może być nic, ale faktem było, że zaklęcia nie zaalarmowałyby go o niczym. Były tylko dla jej bezpieczeństwa, ale gdyby…

Spojrzał na zdjęcie na stole ze stali nierdzewnej i przełknął ślinę.

Cokolwiek to było, to nie było nic.

Aportował się z głośnym trzaskiem, który wibrował w pokoju, powodując, że lampa spadła na podłogę i rozsypała dokumenty. Draco zniknął, zanim urzędniczka otworzyła drzwi i zapytała, czy jeszcze czegoś nie potrzebuje.

_________________________

Witajcie :) początek tygodnia witam nowym rozdziałem tłumaczenia. Planowałam dodać go w weekend, ale oczywiście życie pokrzyżowało moje plany. Ale jest i mam nadzieję, że zachęca do dalszego czytania. Zwłaszcza scenki Draco z Hermioną wyglądają już bardzo fajnie, prawda? Z góry przepraszam za taki koniec rozdziału. Postaram się kolejną część dodać w święta, także cierpliwie czekajcie.

Rozdział nie jest betowany, więc jeśli zauważycie jakieś rażące błędy, dajcie mi znać.

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia. Enjoy!

[T] To, co najlepsze: Rozdział 5

niedziela, 22 listopada 2020

 

Hermiona obudziła się kilka godzin przed tym niż pierwotnie zamierzała. Oparła się o zagłówek, spojrzała na budzik, a jaskrawoczerwone cyfry dały jasno do zrozumienia, że jest zbyt wcześnie, by wstawać. Światło księżyca przebijało się przez zasłony, a na parapecie mogła dostrzec zarys Krzywołapa łącznie z jego puszystym ogonem.

Powinna spać jak najdłużej, na wypadek gdyby wnętrze domu Draco było tak zaniedbane jak podwórko.

Westchnęła. Z pewnością nie zaśnie, jeśli będzie o nim rozmyślać. Nie podobny do niej był fakt, że tak ją zainteresował nieznajomy, ale nie mogła się powstrzymać. Draco był fascynujący, uprzejmy, a podczas lunchu udowodnił, że nie jest także złym towarzyszem.

Słowa Clary zdawały się ją prześladować i jęknęła pod nosem.

Jako dorosła kobieta nie powinna skupiać się jedynie na jego wyglądzie, niezależnie od tego, jak miłe może to być dla oka. Hermiona zachichotała, tłumiąc dźwięk dłonią, ponieważ Scorpius właśnie znajdował się na korytarzu. Naprawdę ciężko było to ukryć.

Błędem, nawet nieodpowiedzialnością byłoby zakochanie się w kimś, kogo nie znała. Jeszcze większym błędem byłoby pozwolenie swojemu synowi na całkowitą fascynację wspomnianym nieznajomym — Draco, nazywa się Draco, nalegała podświadomość — ponieważ załamałby się, gdyby Draco okazał się niedobrym człowiekiem.

Mimo że Hermiona znała się na ludziach, przypomniała sobie, co mogłoby się stać, gdyby była zbyt ufna. Na przykład nadal nie rozumiała, jak wylądowała w mieście pięć lat temu. Złamane kości, mówiła jej dokumentacja medyczna, trzykrotnie podkreślając złamane. Z poszeptywania ludzi słyszała, że zostawiono ją na pewną śmierć.

Czy powodem tego była zbytna ufność? Hermiona rozpoczęła poranek, ściągając z łóżka wszystkie koce i rzucając je na środek sypialni. Mijając kredens, zatrzymała się i uśmiechnęła do zdjęcia na którym Scorpius machał ze szczytu wzgórza w pobliżu ich domu. Tego samego wzgórza, na którym zwykle go znajdowała, gdy rozpoczynał kolejną swoją przygodę.

Mieszkanie w tak małym miasteczku miało swoje zalety i fakt, że Scorpius, mógł odkrywać pola w pobliżu ich domu, był jedną z jej ulubionych. Jakby nie mógł być, skoro jej najbliższa osoba obdarowywała ją kwiatami kilka razy w tygodniu?

Teraz, gdy o tym pomyślała, choć wewnętrznie podkreślała, że to tylko zbieg okoliczności, uświadomiła sobie, że na tym polu Scorpius natknął się na Draco i jego towarzysza. Nie mogła sobie przypomnieć imienia ciemnowłosego mężczyzny, ale pamiętała jasnozielone oczy, które zdawały się wyostrzyć, gdy przemówiła.

To tylko twoja paranoja, uspokoiła się Hermiona. To paskudny nawyk — być ostrożną wobec wszystkiego i wszystkich, których spotkała — ale nie mogła tego powstrzymać, skoro szukała czegoś w każdym, kogo zauważyła.

To było absurdalne, może skrajnie szalone, ale Hermiona nie była w stanie tego powstrzymać po opuszczeniu domu opieki. Przeprowadziła się do własnego domu, w którym wszystko miało swoje miejsce — wszystko oprócz niej.

Gdzieś na świecie, głównie w Anglii, ktoś wiedział, kim ona jest.

Znał jej imię, wiek, ulubiony kolor. Tęsknił za nią? Czy myślał o niej w ważne daty, tak jak ona? Czy wyobrażał sobie, jak się zmienia z upływem lat? Wystarczyła chociaż jedna osoba, która mogłaby odświeżyć jej mętne wspomnienia.

Nikt nigdy jej nie powstrzymał i nie zastanawiał się, czy znała ich wcześniej.

Dopóki Scorpius nie dotarł do domu z dwoma mężczyznami, a włosy jednego z nich pasowały do tych mniejszego. Wiedziała o tym, ponieważ dokładnie się im przyjrzała, gdy oddalał się od jej domu z rękami wsuniętymi w spodnie. Gdy wchodziła pod strumień ciepłej wody, Draco ruszył ulicą.

Za każdym razem, gdy go widziała, wywoływał dziwne wspomnienie, ale jednak był tu teraz w rzeczywistości.

Rozmyślała o tym, gdy woda spływała po jej skórze, zanurzając się między piersiami, gdy szorowała ramiona. Jasne, to niezaprzeczalna prawda, że czegoś szukała. I może być prawdą, jakkolwiek nierozsądną, że część jej, której nie rozpoznawała, budziła się do życia przy każdym kolejnym spotkaniu.

Musiało tak być dlatego, że był miły i atrakcyjny, a może dlatego, że jego włosy przypominały te jej syna — niemal biały blond, którego wcześniej nie widziała. To może być powszechne, ale nie powstrzymywało jej przed pochwyceniem najbardziej nieracjonalnego wyjaśnienia.

Opierając czoło o wyłożoną kafelkami ścianę, Hermiona powoli wypuściła powietrze.

Nie.

Jej myśli płynęły, gdy skronie zaczęły pulsować, zwiastując ból głowy. Jeśli się pośpieszy, zdąży wziąć aspirynę, zanim jej stan się pogorszy i dzień nie skończy się zanim się rozpoczął.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Zanim Hermiona wstała z łóżka, wzięła prysznic i założyła ubrania, które bez obawy mogły się zniszczyć, Scorpius starał się ze wszystkich sił, by obojgu przygotować płatki śniadaniowe.

— Mamo, pośpiesz się.

Unosząc brew, podała mu łyżkę.

— Draco nadal tam będzie, nawet jeśli poświęcisz trochę czasu na przeżuwanie śniadania.

Posłał jej miażdżące spojrzenie, którego się od niej nauczył i potrząsnął głową.

— Zajęło ci to wieczność.

— Wybacz, że chcę być czysta — mruknęła Hermiona do miski. — Pamiętasz, o czym rozmawialiśmy, Scorpius?

Przytakując, złowił łyżką fioletowy płatek.

— Muszę zachowywać się kulturalnie.

— I?

Jego dolna warga wysuwała się, gdy się dąsał.

— Nie powinienem pisać mojego imienia na rzeczach, które nie należą do mnie.

Hermiona przeczesała palcami jego włosy, uśmiechając się.

— Dziękuję. Tym razem będzie inaczej, odkąd Draco nas zaprasza. Jednak wciąż jesteśmy gośćmi, dobrze?

Scorpius westchnął z irytacją, która powinna być zarezerwowana wyłącznie dla nastolatków, a nie pięciolatków u progu sześciu lat. Za cztery miesiące sześć, dziękuję, zawsze szybko odpowiadał, gdy go pytano o wiek.

— Tak, mamo.

Uniosła brew.

Odwrócił się od mleka i uprzejmie czekał na przewrócenie oczami, gdy tylko Hermiona spojrzała w innym kierunku.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Draco spotkał ich na werandzie, jego stopa stała komicznie nad miejscem, w którym upadła. Gdy patrzył na spojrzenie, które mu rzuciła, na jego ustach pojawił się uśmieszek.

— Jest stabilnie — zawołał, uderzając ponownie czubkiem buta. — Obiecuję, że ponownie nie upadniesz.

Parsknęła cicho, udając, że odgarnia włosy z twarzy, próbując stłumić dźwięk.

— To dobrze. To nie było nic fajnego. Jakieś wewnętrzne zagrożenia, o których powinnam wiedzieć?

Przygryzł dolną wargę, sprawiając, że zmieniła kolor na różowy, gdy ją gryzł.

— W kuchni był całkiem okropny pająk.

Scorpius wspiął się po dwóch schodach na raz, wyciągając nogi tak daleko, jak tylko się dało, a Hermiona tylko kręciła głową.

— Zabiłeś go?

— Wyniosłem go na zewnątrz.

— Go? — powtórzył Scorpius, odchylając głowę do tyłu. — Skąd wiesz, że to chłopiec?

Balustrada była solidna za jej plecami, kiedy oparła się na niej, obserwując, jak uśmieszek Draco zanika.

— Wiesz, nie pomyślałem, żeby go zapytać. Chciałbyś to zrobić osobiście?

Oczy Scorpiusa otworzyły się z zaskoczenia i żarliwie pokręcił głową.

Co? Nie, to chore!

— Scorpius! — Hermiona zaśmiała się. — To bardzo miłe ze strony Draco, że wypuścił pająka, zamiast go zabijać.

— Więc zaczniesz je wypuszczać na zewnątrz? — rzucił wyzwanie, kładąc ręce na biodrach. W tej pozycji wyglądał tak jak ona, ale Hermiona nie była jeszcze na to gotowa. — Nie zamierzasz ich zabijać?

Głośny śmiech wypełnił powietrze.

— Boją się bardziej ciebie niż ty ich — oświadczył Draco.

Potrząsając głową, Scorpius powiedział.

— Nie wiem. Pająki nigdy nie krzyczały jak mamusia.

— Nie… — Hermiona poruszyła się. — Nie krzyczę tak głośno.

— Ale panna Clara zawsze słyszy! Zabiłaś jednego miotłą.

Jej rysy zamieniły się w zakłopotany wyraz twarzy i Hermiona nie mogła znaleźć słów, by zaprzeczyć oskarżeniom.

Na twarzy Draco pojawiło się rozbawienie, gdy zacisnął wargi, starając się nie śmiać.

— Zabiłaś go?

— Ona…

— Ewentualnie — przyznała niechętnie Hermiona. — Trochę mi to zajęło, ponieważ wszystko co zrobiłam, sprawiło, że rzuciłam pająka na drugi koniec pokoju.

Czubek jego języka przesunął się po linii warg, ten ruch był bardzo rozpraszający.

— To… — westchnął, chociaż dało się dosłyszeć rozbawienie w jego głosie. — Widzę, że to może być problemem.

Skinęła głową.

— Dokładnie. Więc jeśli zauważymy pająki, zajmiesz się nimi? To zadośćuczynienie za to, że pomagamy ci sprzątać.

— Tak będzie najlepiej. — Draco zaśmiał się, przyciskając dłoń płasko do drzwi by je otworzyć. — Prawdopodobnie rozumiesz powody, dlaczego nie dam ci miotły.

Przewróciła oczami.

— Jestem pomysłowa.

Hermiona nie zauważyła mrocznego wyrazu twarzy, który pojawił się na jego twarzy.

Gdy tylko weszła do środka, jej stopy tuż po  przekroczeniu progu chciały się cofnąć o kilka kroków. Sprzątanie nie zmieniłoby stanu technicznego tego domu.

Skrzywił się.

— Muszę przyznać, że w większości czynności jestem bezużyteczny, ale mogę podnosić ciężkie rzeczy…

Hermiona kiwnęła głową, śmiejąc się pod nosem.

— Nie musimy czyścić, poradzisz sobie.

Scorpius wciągnął powietrze zbyt blisko szafki i zadławił się cząsteczkami kurzu, które unosiły się przed nim.

— To miejsce to nora.

— Scorpius, zapomniałeś, o czym rozmawialiśmy?

Jasny róż pojawił się na policzkach chłopca.

— Przepraszam, że nazwałem twój dom norą, Draco.

Przeprosiny nie były autentyczne, ale żadne z nich nie powstrzymało się od śmiechu.

— Nie podważaj zdania matki, ale się nie mylisz. To nora.

— Jeśli wszyscy się zgadzamy — zaczęła Hermiona, spoglądając na okropne, poplamione okna w kuchni, które widziała kątem oka.

Brwi Draco wystrzeliły w górę.

— Wszyscy się zgadzamy?

Zamrugała dwa razy.

— Och nie, nie zamierzam nazwać twojego domu norą.

— Tylko tak pomyślisz? — Kącik jego ust drgnął.

Poczuła lekkość w klatce piersiowej. Nie żeby było jej ciężko, ale nie była ślepa na to, jak Draco na nią wpływał.

— Nigdy tego nie powiedziałam. — Uśmiechnęła się. — Jak chcesz to zrobić? Może zajmiesz się jednym pokojem, a ja drugim? — Przeszła przez pomieszczenie, a deski podłogowe zaskrzypiały głośno, gdy zajrzała do kuchni. — Nieważne. Może po prostu powinniśmy współpracować.

Gruba warstwa kurzu pokrywała wszystko i było oczywiste, że Draco nie postawił stopy w kuchni, żeby gotować. Z kosza wyglądały torby z lokalnej restauracji, więc głośno zastanowiła się:

— Co wieczór jesz jedzenie na wynos?

Rozpiął rękawy, podwinął je i odsłonił oznaczone przedramię, co spowodowało, że jej oczy zatrzymały się na nim nieco dłużej niż to było stosowne. Nie zauważył.

Draco skinął głową, przesuwając palcami po włosach, gdy obserwował Scorpiusa. Chcąc zacząć, wziął szmatkę i przetarł blaty. Wzdrygnął się, gdy kurz wzbił się w powietrze i naciągnął kołnierzyk koszuli na nos.

— Cóż, raz mnie nakarmiłaś. W ogóle nie poszedłem na zakupy. Byłem zajęty pracą i przeprowadzką.

— Nie wspominając o wylocie do Anglii, chwilę po tym jak tu dotarłeś — dodała Hermiona, mając nadzieję, że nie przekroczyła żadnych granic, ponownie poruszając temat jego rodziny. — Jeśli czegoś potrzebujesz, daj mi znać. Naprawdę, jeśli jesteś tak zajęty pracą i nie możesz się dobrze odżywiać…

Zdecydowała się pomóc sprzątać Scorpiusowi, starając się zetrzeć długie smugi brudu i kurzu, które zostawiał po sobie.

— Nie mogę tam sięgnąć — mruknął chłopiec.

Śmiejąc się, powiedziała, że o tym wiedziała. Chociaż był wysoki jak na swój wiek, liczniki wciąż były za wysoko dla niego.

— Możesz zająć się górnymi szafkami i tym, co znajduje się w nich? Mogę łatwo sięgnąć tylko do niższych półek.

Odwrócony Draco skinął głową.

Podczas gdy Draco i Scorpius gadali o niczym, zastanawiała się, dlaczego tak chętnie pomaga mu na każdym kroku. Miała pomysł i miało to coś wspólnego z tym, jak wyglądały jego przedramiona i żyły wyróżniające się na bladej skórze.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Po półgodzinnym sprzątaniu Hermiona nie mogła przestać kichać w niekontrolowany sposób. Nawet nie mogła sprzątać z tego powodu.

— Mamusiu? — Scorpius zachichotał. — Zepsułaś się!

Śmianie się podczas kichania było dziwnym doświadczeniem, a kiedy już się to zdarzyło, starała się, aby się nie powtórzyło.

— Po prostu — kichnięcie — kurz. — Hermionie udało się przycisnąć do nosa chusteczkę , którą podał jej Draco. — Jest go za dużo.

Nie śmiał się, chociaż wydawał się być na skraju.

— Pozwól mi zająć się kurzem. W salonie nie jest tak źle, jeśli chcesz usiąść.

Skorzystała z jego propozycji, ale nie zawracała sobie głowy siadaniem. Szczerze mówiąc, miała nadzieję, że planuje kupić więcej mebli niż samotny skórzany fotel, ustawiony pod kątem przed kominkiem. Założyła ręce na piersi, zatrzymując się przed osłoną kominka, sięgnęła po stojące na niej zdjęcie.

W rzeczywistości było tam kilka fotografii, każda bardziej intrygująca niż poprzednia. Nie powinna być taka wścibska, zwłaszcza po tym, jak nie raz przypominała Scorpiusowi, że są gośćmi, ale kiedy krawędź ramki spotkała się z jej palcami, Hermiona zamierzała złamać własne zasady.

Troje ludzi. Draco stał z prawej strony mężczyzny, w którym rozpoznała tego, który towarzyszył Draco na wzgórzu. Jego włosy sterczały na wszystkie strony, potargane, jakby spędził sporo czasu na przeczesywaniu ich palcami i zdała sobie sprawę, że zawsze musi tak wyglądać. Z lewej strony stał trzeci mężczyzna. Jej kciuk przesunął się po jego twarzy, przyciskając do chłodnego szkła. Miał rude włosy i piegi, które pasowały do siebie, w ujmujący sposób przerywając grzbiet nosa. Wyglądało na to, że cała trójka siedziała w pubie, a palce Draco owinięte były na szklance — wypełnionej czymś, co według niej było whisky — gdy zbliżał ją do ust.

Wyglądał nieszczęśliwie. Zastanawiała się, dlaczego zrobiono zdjęcie, gdy jego usta były ściągnięte, a ramiona napięte. Przesuwając palcem po jego fotografii, głowa Hermiony przechyliła się na bok. Tło było słabo oświetlone, a przed nim na blacie leżało coś cienkiego. W rzeczywistości wyglądało jak patyk, ale to było…

— Znalazłaś coś interesującego?

Nie słyszała, że wszedł do pokoju, a tym bardziej kiedy stanął tuż za nią. Draco uśmiechnął się szeroko, gdy z jej ust wydobył się głośny pisk.

Gdy podskoczyła, ramka wypadła jej z rąk, wystrzelając do góry i lądując w jego dłoni.

— Bez obaw — wymamrotał i pomyślała, że musiał zauważyć panikę na jej twarzy.

Choć tak bardzo nie chciała tego zepsuć, była bardzo zawstydzona, że przyłapano ją na szpiegowaniu.

— Przepraszam, moja ciekawość zwyciężyła.

Potrząsnął głową.

— Nie mam nic przeciwko. Wyglądałaś na głęboko zamyśloną. O czym myślałaś?

Mogła być szczera?

— Wyglądasz smutno — powiedziała cicho Hermiona. — Zastanawiałam się, dlaczego, bo jesteś z przyjaciółmi i...

Gdy jego ramiona zesztywniały, do jej piersi wkradł się żal.

— Masz rację. Byłem zdenerwowany tej nocy.

To nie była jej sprawa, ale wydawało się, że straciła pozory panowania nad sobą.

— Dlaczego? Nie musisz odpowiadać, jeśli nie chcesz.

— Nie mam nic przeciwko. — Draco położył zdjęcie na półce kominka przed nimi. — Gdy miałem osiemnaście lat, miałem dziewczynę, ale ona zaginęła. Przestępstwo zostało potwierdzone, ale jej nigdy nie odnaleziono. — Oddychał nierównomiernie, sięgając do tyłu i pocierając kark. — To był dzień jej śmierci.

Powietrze ulotniło się z jej płuc.

— Och, Draco — mruknęła. — Tak mi przykro. — Jej palce poruszły się same — przysięgłaby, że nie z jej własnego wyboru — łącząc z jego palcami, które zwisały u jego boku. — To okropne. Tak mi przykro.

Ścisnął jej palce i fala ciepła rozlała się po niej.

— Dziękuję. Chciałem spędzić tę noc, płacząc z żalu nad sobą, ale nie pozwolili mi. Próbowali co rok bym zapomniał i w tym roku się udało.

— Musiałeś ją naprawdę kochać.

— Kochałem… kocham. Jeszcze nie do końca to zaakceptowałem, ale pracuję nad tym.

Rozglądając się, Hermiona dostrzegła Scorpiusa siedzącego na podłodze, bębniącego palcami o nogi.

— Dlatego tutaj się przeprowadziłeś?

— Tak — przyznał. — W domu jest za dużo wspomnień o niej. Nie żebym chciał ją zapomnieć. Martwiłem się, że minęło już tyle czasu, że nie powinienem jej szukać, tęsknić za nią ani…

Bez wahania Hermiona objęła go w pasie i mocno przytuliła. Prawdopodobnie oderwałaby się w swoim zawstydzeniu, ale jego policzki były ciepłe.

Pomogło, pomyślała, bo on też się nie zawahał. Silne ramiona oplotły się wokół niej, jego palce drgały w jej włosach, a druga ręka umiejscowiła się pośrodku jej pleców.

— Jeśli ktoś ci powie, że to wystarczająco długo, jest w błędzie. Tylko ty możesz być sędzią w tej sprawie. W każdym razie to nie ich interes. — Hermiona zebrała myśli i odsunęła się. Z przyjemnością zobaczyła szczery uśmiech na jego ustach. — Przykro mi, że zaginęła i chciałabym, żebyś ją znalazł. — Hermiona nie była pewna, czy należy to powiedzieć, ponieważ ujawniło to jej wątpliwości czy mógłby, bo pięć lat to szmat czasu.

— Zauważam ją w różnych rzeczach i zdaję sobie sprawę, że to więcej informacji niż prosiłaś, ale widzę ją także w ludziach. Polubiłaby cię.

Jej oczy rozszerzyły się.

— Och?

Zaśmiał się cicho.

— Tak, zrobiłaby to.

Hermiona położyła dłoń na jego przedramieniu i uśmiechnęła się.

— Będziesz musiał mi kiedyś o niej opowiedzieć. Ale teraz Scorpius oszaleje, jeśli będzie czekał na nas chociaż minutę dłużej.

— Nie chciałbym tego.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Po usunięciu kurzu Scorpius nie był pewien, jak może pomóc. Wytarł kuchenne blaty jeszcze trzy razy, zanim westchnął. Hermiona siedziała na kolanach, balansując na blacie podczas czyszczenia szafki.

— Mamusiu? — Pociągnął rąbek jej dżinsów. — Mogę coś zrobić, żeby pomóc?

Zsunęła się z blatu i otwierała szuflady, poszukując szmatki pasującej do tej, którą już miał.

— Usiądź, kochanie. — Hermiona uklękła i owinęła szmatki wokół jego tenisówek, wyrywając gumkę z włosów, aby związać jedną z nich. Potem ściągnęła kolejną z nadgarstka i zrobiła to samo. — Proszę bardzo. — Poklepała go po stopie. — Teraz możesz wyczyścić podłogę.

Po kilku chwilach Scorpius zdał sobie sprawę, że może także jeździć po pokoju, więc porzucił myśl o zamiataniu.

Draco spojrzał na nią z podziwem, a ona zaśmiała się.

— Co? Łatwo go czymś zająć, a jednocześnie będziesz miał w większości czystą podłogę.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Pod koniec dnia jeszcze nie skończyli.

Jednak ten dzień nie był nieprzyjemny. Scorpius spędził większość czasu, kursując między Hermioną, Draco i wyspą na środku pomieszczenia, gdy ślizgał się po podłodze. Hermiona nuciła, gdy szorowała brud i zauważyła, że Draco spogląda na nią kątem oka.

Wtedy nuciła głośniej.

— Więc — zaczęła Hermiona, obserwując, jak Scorpius zeskakuje z werandy.

— Mamusiu, możemy już iść? — Na czubku nosa nadal miał brud, teraz czyścił swoje policzki. — Draco, możemy już iść?

Spojrzeli na siebie i Hermiona roześmiała się.

— Popatrz, tam jest Krzywołap. Może pobawisz się z nim, kiedy ja rozmawiam z Draco?

Scorpius poszedł do kota, który właśnie wślizgnął się na podwórze, przeciskając przez szczelinę w płocie.

Hermiona owinęła się ciaśniej kurtką.

— Nie chcę się wpraszać do twojego domu, ale jeśli potrzebujesz dodatkowej pomocy, chętnie to zrobię.

Westchnął.

— Proszę. Jak widać, jestem całkowicie bezradny.

— Jesteś. Kiedy powiedziałeś, że nie potrafisz sprzątać, byłam sceptyczna, ale najwyraźniej nikogo nie oszukałeś, nawet siebie.

Szare oczy rozjaśniły się i prychnął.

— Uprzejmie byłoby uspokoić mnie, że nie jestem aż tak beznadziejny, jak mi się wydaje.

— Och? — Hermiona udała, że się nad tym zastanawia, pochylając się tak, aby oprzeć plecy o poręcz. — Ale kłamstwo jest niegrzeczne.

Wzrok Draco wyostrzył się.

— Jesteś okrutną kobietą, Granger.

Ból głowy powrócił, przeszywając jej czaszkę. Hermiona uśmiechnęła się, koncentrując się na tym, jak jej nazwisko brzmiało w jego ustach.

— Nie wiem, czy byłbyś zainteresowany, ale mam gotowy obiad w domu, jeśli chciałbyś do nas dołączyć. Odgrzanie zajmie chwilę. — Minęła sekunda, która nie wystarczyła mu na udzielenie odpowiedzi, dlatego Hermiona dodała: — Wiem, że sklep spożywczy jest już zamknięty. Restauracja także.

— Bardzo chętnie. Jeśli nie masz nic przeciwko.

— Oczywiście, że nie. Zawsze jesteś mile widziany. — Hermiona obserwowała, jak Krzywołap wbiega po schodach, machając ogonem, gdy przechodził między nogami Draco. — Nienawidzi obcych — dumała.

Klękając, by podrapać kota po czubku głowy, a potem po brzuchu, gdy przewrócił się na plecy, Draco wzruszył ramionami.

— To jego ulubione miejsce — powiedział Scorpius, zbliżając się do nich. — Masz szczęście, Draco. Ostatni mężczyzna, którego poznał, został pogryziony.

O tak, Hermiona dobrze to pamiętała.

— Zwierzęta znają się na ludziach — mruknęła, być może trochę mroczniej niż zamierzała. — Wygląda na to, że zdałeś test.

___________________________

Witajcie :) wreszcie publikuję obiecany rozdział tej historii. Wiem, że miał zostać opublikowany dawno temu, jednak chciałam, aby ktoś na niego zerknął, tak dla pewności. Bardzo dziękuję Patronusce za pomoc! Mam nadzieję, że finalna wersja Wam się podoba. Co w ogóle myślicie o rozdziale? Być może można go uznać za przejściowy, jednak ma w sobie coś fajnego.

Kolejne rozdziały prawdopodobnie nie będą betowane, więc z góry przepraszam za błędy. Postaram się w niedługim czasie opublikować 6 rozdział, jednak nie podaję żadnych dat, ponieważ sama nie wiem, jak będzie z wolnym czasem u mnie.

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Enjoy!