[T] Still Life: Rozdział 13

wtorek, 30 sierpnia 2022

 

Draco przez kilka chwil wpatrywał się w skrzata domowego.

— Scorpius, mógłbyś pójść do swojego pokoju i tam skończyć kolację? Albo gdziekolwiek indziej?

Jego syn skrzywił się.

— Ale dlaczego?

— Ponieważ Tilly ma poufne informacje, które są przeznaczone tylko dla mnie i twojej babci. — Upewnił się, że rzuca surowe spojrzenie — takie, którego często nie potrzebował w przypadku dziecka tak grzecznego jak Scorpius — tylko po to, by osiągnąć cel.

Prychnął.

Dobra. Dlaczego zawsze się mnie pozbywasz, gdy robi się ciekawie?

Scorpius wstał z miejsca i wręczył swój na wpół pusty talerz Mimsy, która nagle znalazła się u jego boku. Zaczarowała talerz, wysyłając go w miejsce, gdzie poszedł, żeby mógł dokończyć kolację.

— Pewnego dnia będziesz na tyle dorosły, że nie będziesz chciał brać udziału w takich rozmowach — wycedził Draco.

Kiedy wyszedł, Narcyza zwróciła się do małej skrzatki domowej, która wciąż podskakiwała z podniecenia.

— Co znalazłaś, Tilly?

— Pani powiedziała Tilly, żeby poszła za paniami, które opuszczają sypialnię pana Zabiniego. Większość pań jest bardzo nudna. Ale pan Zabini ma ostatnio nową damę.

Draco spojrzał na matkę, która uniosła brew. Musiał przyznać, że to był genialny pomysł.

— Kogo? — zapytał.

— Pannę Daphne Greengrass.

Draco zamurowało. Nie widział Daphne od śmierci Astorii i nawet wtedy ledwo. Spóźniła się na ceremonię i uciekła bez słowa. Starsza siostra Greengrass była zagadką po wojnie. Podobno zalecała się do czarodziejów w całej Europie, ale nigdy się z żadnym z nich nie osiedliła. Ciekawe więc było to, że teraz wylądowała w łóżku Blaise’a Zabiniego.

Słuchał, jak Tilly dzieliła się swoją detektywistyczną pracą. Najwyraźniej Dahpne wydawała cotygodniowe obiady dla kilku swoich najbliższych przyjaciół i wspomniała mimochodem, że ma nadzieję niedługo zostać żoną kogoś bardzo ważnego w Ministerstwie — i że on w końcu zostanie Naczelnym Magiem Wizengamotu.

— Fascynujące — zadumała się Narcyza, odchylając się na krześle.

— Myślisz, że szykuje jakiś plan obalenia Percy’ego Weasleya? — zapytał Draco.

— To miałoby sens, prawda? Teraz musisz tylko przeprowadzić własne dochodzenie, Draco. Przejrzyj akta i dowiedz się dokładnie, ile osób nominował Blaise, odkąd zajął swoje stanowisko.

— Znakomicie. — Zatrzymał się na chwilę, zamyślony. — Wiesz, że on też załatwił mi moje stanowisko.

— Tak, ale do własnych celów. Powinien był wiedzieć, że lepiej nie zadzierać z Malfoyami.

— W rzeczy samej — powiedział Draco z lekkim uśmieszkiem na ustach.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Przełom z Tilly sprawił, że Draco poczuł się lepiej niż przez ostatnie tygodnie — do czasu aż znów zobaczył Hermionę. Dała sobie spokój z noszeniem szarych, żałobnych szat, czy cokolwiek to było, i wróciła do normalnych ubrań. Dziś miała na sobie czarno-biały top w kropki i ołówkową spódnicę w kolorze łososiowym. Chociaż zauważył, że nieco schudła, nadal wyglądała zachwycająco, a jego usta wyschły na jej widok. Merlinie, daj mi siłę.

Hermiona podniosła wzrok, gdy szła przez Atrium. Oczywiście ona i Draco przybyli o tej samej porze. Wyglądał tak samo przystojnie jak zawsze w ciemnych, granatowych szatach z limonkową podszewką dla odrobiny koloru — i odrobiny Slytherinu. To sprawiło, że jej klatka piersiowa zacisnęła się, gdy widziała, jak dobrze wygląda, i nie mogła nic z tym zrobić. Chciała wciągnąć do go wnęki i głupio pocałować, przeprosić za to, że się wystraszyła i wznowić to, co przerwali. Z drugiej strony nie była pewna, czy nadal tego chciał. Decyzja o rozstaniu była obopólna, ale to on zrobił pierwszy krok — to on zachowywał się tak, jakby mu to nie przeszkadzało. Westchnęła. To wszystko było takie skomplikowane, prawda?

Niech szlag trafi ją i jej ambicję. Uwielbiała bycie Minister Magii; był to najlepszy sposób, by pomóc czarodziejskiemu światu i uczynić jak najwięcej dobra. Ale po co pomagać wszystkim na około, skoro sama była nieszczęśliwa?

— Dzień dobry, pani Minister. — Jego głos brzmiał dzisiaj rano bardziej ochryple niż zwykle i Hermiona musiała aktywnie walczyć z ciepłem zalewającym jej ciało.

— Dzień dobry, doradco. Odbierzesz herbatę przed naszym porannym spotkaniem?

Była spokojna, chłodna i opanowana. Draco chciał zaciągnąć ją do toalety i wydymać do upadłego, aż zapomni, dlaczego to przerwali.

— Tak; chcesz, żebym ci przyniósł?

Uniósł brew — czy już to przerabiali? Miał nadzieję, że kiedy jego plany dotyczące Blaise’a się powiodą, będzie mógł wrócić do niej na kolanach, a ona zlituje się nad nim — albo na coś znacznie bardziej godnego i odpowiadającego Malfoyom.

— Proszę. Byłoby miło.

Hermiona uśmiechnęła się i poczuła się trochę bardziej jak za dawnych czasów, zanim zaczęli się pieprzyć jak króliki na każdej powierzchni w jej gabinecie… i w mieszkaniu. Przynajmniej nadal był obecny w jej życiu — to było najważniejsze.

Kiedy Hermiona wróciła do domu w piątek wieczorem, Rose czekała na nią w kuchni.

— Tata miał plany na wieczór, więc pozwolił mi wcześniej tu przyjść przez Sieć Fiuu.

— Cóż, jaka cudowna niespodzianka.

— Wyglądasz dzisiaj trochę lepiej, mamo. — Rose uściskała ją na powitanie.

— Co masz na myśli, mówiąc „lepiej”? — Hermiona położyła dłoń na biodrze, starając się brzmieć nonszalancko. Próbowała być subtelna w swoim smutku, ale, z drugiej strony, jej córka była całkiem spostrzegawcza.

Rose wzruszyła ramionami.

— Ostatnio byłaś trochę przygnębiona. Założyłam, że zerwałaś ze swoim sekretnym chłopakiem.

Hermiona walczyła z gorącem na policzkach i zaniepokojonym spojrzeniem córki.

— Cóż, to skomplikowane… ale nie mijasz się z prawdą. — Odchrząknęła i zaczęła krzątać się po kuchni, dając do zrozumienia, że to nie jest temat, na który chciałaby rozmawiać. — Może zamówimy coś na wynos? Ty wybierasz?

Rose ożywiła się tym.

— Brzmi wspaniale. Może chińszczyzna?

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Trochę musiał ją czarować, ale Draco w końcu namówił starszą, zrzędliwą czarownicę o imieniu Edna, żeby wpuściła go do archiwum. Kilka lat temu Ministerstwo masowo wdrożyło samopiszące pióra, aby rejestrowały w zasadzie wszystko, co działo się w budynku. Zatrudnienia, zwolnienia, rozprawy sądowe w Wizengamocie — jeśli miało to miejsce w Ministerstwie, rejestrowano to i umieszczano w archiwum.

Funkcja wyszukiwania była jednak dość uciążliwa. Trzeba było rzucić zaklęcie i wypowiedzieć słowa kluczowe, które wskazałyby wszystkie zwoje zawierające to słowo. To zajęło mu wieczność. W końcu natknął się na to, czego szukał: akta obecnych członków Wizengamotu. Na ustach Draco pojawił się chytry uśmiech, kiedy rozpoznał kilka nazwisk.

Był o wiele bliższy pogrzebania Blaise’a i swojej wolności.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Hermiona znów pracowała do późna. Teraz nie to, że potrzebowała, ale raczej nie była gotowa wrócić do swojego pustego mieszkania. Ułożyła alfabetycznie wszystkie książki w swoim gabinecie, po tym, jak kilka miesięcy temu posegregowała je według tematu. Przygotowywała właśnie zamówienie na nowe krzesło biurowe, kiedy poczuła czyjąś obecność w drzwiach. Jej tętno przyspieszyło, ale kiedy podniosła wzrok, zawstydziła się, że jest lekko rozczarowana.

— Och, to ty.

Harry wyglądał na skonsternowanego jej niezbyt ciepłym powitaniem.

— Ciebie też miło widzieć, Hermiono.

— Przepraszam, Harry. Myślałam, że to ktoś inny.

A przynajmniej miała nadzieję, że tak będzie. Jej policzki zarumieniły się, gdy przerzucała papiery na biurku.

Minęło kilka tygodni, odkąd ona i Draco zerwali. Odzyskali poniekąd profesjonalną relację zawodową — i nadal był doskonałym doradcą — ale tęskniła za nim.

Harry uniósł brew.

— W ciągu ostatnich tygodni znowu zapracowujesz się na śmierć. Wiem, że twoje obciążenie pracą nie jest tak duże, jak kiedyś… — urwał, a jego policzki zalał róż. Wiedziała, że próbował przywołać temat Draco.

Hermiona rzuciła mu swoje najlepsze spojrzenie z serii „proszę, nie pytaj”.

— Słuchaj, Ginny zabrała dzisiaj dzieci do Nory na kolację. Może gdzieś pójdziemy? Minęło trochę czasu, prawda?

Kolacja z Harrym brzmiała świetnie. Powrót do jej samotnego mieszkania opóźniłby się jeszcze o kilka godzin i mogliby nadrobić zaległości.

— Brzmi wspaniale.

Znaleźli się w mugolskiej restauracji, do której poszli tylko raz w życiu na dość niezręczną podwójną randkę z Ginny i Ronem. Atmosfera tam była cudowna, zapachy rozpływały się w ustach i wkrótce Hermiona zanurzyła drugi kawałek naan w kurczaku tikka masala.

— Cieszę się, że wrócił ci apetyt. — Harry patrzył, jak wkłada jedzenie do ust.

— Co masz na myśli?

Wzruszył ramionami.

— Schudłaś, Hermiono. Martwiłem się o ciebie. Znowu pracujesz do późna, prawie z nikim nie rozmawiasz…

— Cóż, byłam zajęta. — Przerwała posiłek, by wziąć łyk piwa.

— Malfoy nie wykonuje swoich obowiązków? — Hermiona skrzywiła się, kiedy wypowiedział to nazwisko, i wtedy go oświeciło. — Jasny gwint. Przepraszam, Hermiono. Obawiam się, że to moja wina.

Jej oczy rozszerzyły się.

— Harry, o czym ty…

— Nie zdawałem sobie sprawy, że ty też jesteś w nim zakochana.

Hermiona sapnęła.

— O czym ty… ja nawet…

— Wiem, że ty i Malfoy ze sobą sypialiście.

Poczuła, jak jej twarz się rozgrzewa i rozejrzała się dookoła, aby upewnić się, że nikt ich nie obserwuje, chociaż było to wysoce nieprawdopodobne w mugolskiej restauracji.

— Nawet jeśli to prawda, skąd wiesz… o tej drugiej rzeczy?

— To ja przekonałem go do zerwania. Myślałem, że ryzykujesz swoją pracę dla odskoczni.

Hermiona gapiła się na niego. Wyglądał poważnie i aż zaczęło ją boleć w piersi.

— On nie był… to było coś więcej niż to. — Pociągnęła nosem, gdy łzy zebrały się w kącikach jej oczu.

Harry zastanawiał się nad tym przez chwilę, drapiąc się palcami po brodzie.

— Cóż, powiedziałaś mu to?

— Mieliśmy umowę. To miało być czysto fizyczne — mój pomysł. Potem musiałam to spieprzyć i zacząć coś czuć.

— Hermiono, jesteś ślepa, czy jak? Ten szpiczasty półgłówek szaleje za tobą. Ostatnio chodzi po okolicy, wyglądając jak Inferius. Wiem, że jest tak samo nieszczęśliwy jak ty.

Potrząsnęła głową, ocierając łzę, która uciekła.

— To i tak nie ma znaczenia. Jak powiedziałeś, głupio było ryzykować swoją pracę dla dobrego bzykanka.

Harry sięgnął przez stół, by wziąć ją za rękę.

— Nie sądzę, że to było tylko tyle, ty też nie. Po prostu chcę, żebyś była szczęśliwa. I przez jakiś czas w tym roku byłaś najszczęśliwszą, jaką widziałem cię od bardzo dawna. Chociaż boli mnie samo mówienie o tym, myślę, że ty i Malfoy do siebie pasujecie.

Uśmiechnęła się, słysząc wyznanie swojego najlepszego przyjaciela — w zasadzie pieczęć aprobaty. Przełknęła.

— Ale prawo..

— Zostało stworzone z myślą o lukach. Jak myślisz, z kim rozmawiasz? — Harry uśmiechnął się.

Hermiona zaśmiała się i wróciła do jedzenia. Dopiero później zdała sobie sprawę, że Harry powiedział „ty też jesteś w nim zakochana”. Musiała przyznać Złotemu Chłopcu nagrodę za spostrzegawczość: absolutnie była zakochana w Draco. Zaprzeczanie mijało się z celem. Ale czy on czuł to samo? Czy Harry miał jakieś informacje, w które nie była wtajemniczona? Draco mógł mu się zwierzyć?

Te pytania nie pozwalały jej zasnąć przez długi czas, zanim sen ją pochłonął.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

— Muszę cię pochwalić za dobrze wykonaną robotę, Draco. Wprowadzenie Millie do Wizengamotu zaplanowano na przyszły wtorek i jest zachwycona, że może służyć innym czarownicom i czarodziejom.

Draco poczuł żółć w gardle.

— Daruj sobie, Blaise.

Wrócili do tego samego baru, pijąc i śmiejąc się, jak za starych czasów w pokoju wspólnym Slytherinu. Zabini wydawał się być raczej zadowolonym z siebie, ale Draco pozwolił mu się puszyć, ile tylko chciał. Wkrótce załatwi go na dobre i Blaise nawet nie będzie się tego spodziewał.

— Och, no weź. Kiedyś byłeś taki fajny! — Blaise prychnął i wziął kolejny łyk swojego drinka. Był już mocno wstawiony Ognistą Whisky — to zdecydowanie nie był pierwszy drink.

— Nadal się bawię. Kiedy moje środki do życia nie są zagrożone.

Blaise przewrócił oczami.

— Błagam. Nie jest tak, że potrzebujesz tej pracy. Masz wystarczająco dużo pieniędzy.

— Nie, ale lubię ją. Wiesz lub nie, ale lubię politykę i wymyślanie najlepszych pomysłów na załatwianie spraw. Poza tym Granger przegrałaby beze mnie. — Myśl o niej natychmiast go zdenerwowała. Draco przeczesał palcami włosy, całkowicie je rujnując.

Blaise zmiękł na chwilę, gdy się mu przyglądał.

— Naprawdę ją kochasz, prawda?

Usta Draco zacisnęły się w linię. Nie chciał nawet odrobiny współczucia od Zabiniego.

— A co, jeśli tak?

— Stary, Weasley cię zabije.

Draco prychnął.

— Rozwiedli się. Poza tym chciałbym zobaczyć, jak próbuje.

To wywołało kolejny chichot Blaise’a.

— Ja też, kolego. Ja też.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

— A więc to prawda? Przez cały ten czas bzykałaś się z Draco Malfoyem? — Oczy Ginny zabłysnęły ciekawością.

Hermiona zaprosiła ją na kolację i drinki, ponieważ Harry musiał pracować do późnych godzin wieczornych. Ron obecnie zajmował się wszystkimi dziećmi. Westchnęła.

— Wygląda na to, że Harry nie ma przed tobą żadnych tajemnic.

— Proponuję mu loda i wszystko mi mówi. Miejmy nadzieję, że nie zostanie przesłuchany przez Vilę. — Ginny zaśmiała się z siebie. — Ale wróćmy do rzeczy — Malfoy? Wiedziałam, że jest twoim doradcą, ale… — Jej oczy rozszerzyły się, gdy wszystko zrozumiała. — Na obwisłe jaja Merlina, czy to bóg seksu, którego mi opisywałaś kilka miesięcy temu?

Hermiona zarumieniła się i upiła łyk wina, podczas gdy Ginny uśmiechała się do niej.

— Tak, hmm… to on. Ale Harry musiał ci powiedzieć, że zerwaliśmy.

Jej twarz posmutniała.

— Tak, i nie myśl, że tak szybko mu wybaczę. Wyglądałaś zdrowo, szczęśliwie i na całkowicie wyruchaną. Teraz znowu jesteś chuda i smutna, a ja nie mogę tego znieść. — Ginny szybko złapała ją w gwałtownym, miażdżącym oddech uścisku, a Hermiona wypluła rude włosy ze swoich ust.

Kiedy udało jej się wyplątać, Hermiona posłała jej słaby uśmiech.

— Tęsknię za nim, ale czy warto ryzykować moją pracę?

— Prawdziwe pytanie brzmi: czy go kochasz?

Łzy wypełniły oczy Hermiony.

— Myślę, że tak.

— W takim razie jest tego warte. — Ginny nalała sobie kolejny kieliszek wina, najwyraźniej uznając, że zmiana tematu wyjdzie im na dobre. — Jesteś gotowa na powrót Rose do Hogwartu?

— Z pewnością ona jest gotowa. Już spakowała kufer. Ale jestem podekscytowana jej ostatnim weekendem tutaj.

— To dobrze. Założę się, że lubi twoje mieszkanie.

— O tak. Doceniła też dodatkową przestrzeń w szafie. Ta dziewczyna jest wieszakiem na ubrania.

Ginny przechyliła butelkę nad kieliszkiem Hermiony.

— Zakończmy to. — Na jej ustach pojawił się bezczelny uśmiech. — Więc, jakim sprzętem dysponuje Malfoy?

— Ginny! — Hermona udawała oburzenie, ale potem zaczęła chichotać jak szalona ze swoją przyjaciółką.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Kiedy wrócił do domu z pubu, Draco zastał matkę w jej rzadko używanym gabinecie, piszącą list.

— Do kogo wysyłasz sowę?

— To nie twoja sprawa, kochanie. Zebrałeś więcej informacji o Blaisie Zabinim?

Draco podejrzewał, że to, co robiła, jak najbardziej było jego sprawą, ale zdecydował, że najlepiej będzie jej to zostawić.

— Tak, myślę, że mam wszystko, czego potrzebuję.

Akta były bezpiecznie schowane w jego własnym gabinecie, w urządzeniu, które wymagało otwarcia krwią Malfoyów.

— Doskonale. Masz plan, jak to ujawnić?

— Mam.

Narcyza uśmiechnęła się złośliwie i napiła wody z kryształowego kielicha stojącego na jej biurku.

— Kiedy wszystko się ułoży, możesz przeprosić panią Minister i odpowiednio się związać. Myślę, że nadal gdzieś mam pierścionek twojej babci…

— Nie wychodźmy przed szereg, matko. Jeszcze się nie płaszczyłem i nie wyznałem jej miłości.

— No to rób to jak najszybciej! Nie będę żyła wiecznie, Draco. Chciałabym zobaczyć ciebie szczęśliwego i ponownie ożenionego, zanim umrę.

Draco przewrócił oczami.

— Będę miał to na uwadze.

Zostawił matkę z jej korespondencją i poszedł sprawdzić, co ze Scorpiusem. Jutro Hogwart Express zabierze go z powrotem do szkoły. Miło było mieć go w domu, ale cieszył się, że jego syn wraca do rutyny. Merlin wiedział, że ostatnio Draco nie był dobrym towarzystwem. Mam nadzieję, że niedługo się to zmieni.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Hermiona i Rose świetnie bawiły się ubiegłego wieczora w Londynie. Poszły na pizzę, obejrzały film i zrobiły małe zakupy na ostatnią chwilę, ponieważ Rose chciała mieć kilka nowych ubrań na weekendy w Hogsmeade.

Zbyt szybko Hermiona obudziła się w bezlitosnym świetle słonecznym, wpełzającym przez jej zasłony, i zdała sobie sprawę, że podróż na peron 9 i ¾ oznaczała zobaczenie Draco. Ona… nie mogła tego zrobić. Wystarczająco trudno było widywać go w pracy, kiedy mieli sprawy do omówienia. Myśl o konieczności porozmawiania z nim w obecności tylu byłych kolegów z klasy, którzy wysyłali swoje dzieci z powrotem do szkoły, sprawiła, że jej żołądek się skręcił. Właśnie zdała sobie sprawę, że go kocha; na taką konfrontację było za wcześnie.

Poszła do kuchni, żeby zrobić sobie herbatę, najpierw pisząc krótką wiadomość do Rona, by zmienić miejsce spotkania. Wszyscy planowali pojechać na King’s Cross, ale nie mogła tego zrobić. Miejmy nadzieję, że Rose zrozumie.

Ron zgodził się, ale kiedy spotkała się z nim, by przekazać Rose, patrzył na nią z dziwnym wyrazem twarzy. To było tak, jakby widział ją po raz pierwszy od lat.

— Nie wyglądasz zbyt dobrze, Miona.

Hermiona zacisnęła usta w cienką linię.

— O rany, dzięki, Ronaldzie.

— Wiesz, że nie miałem nic złego na myśli. Wszystko w porządku?

— Jak najbardziej. To tylko gorszy dzień. Zamierzam trochę pospacerować po Brytyjskiej Bibliotece. Wiesz, że przebywanie z książkami zawsze pomaga.

Ron wzruszył ramionami.

— Właściwie nigdy tego nie rozumiałem, ale jeśli pomaga.

— Pa, mamo. — Rose przytuliła ją mocno.

— Do widzenia, Rosie — odszepnęła Hermiona. Jej mała dziewczynka tak szybko dorastała.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Po tym, co wydawało się niekończącym się latem, w końcu nadszedł czas, aby dzieci wróciły do Hogwartu. Draco widział w oddali parę unoszącą się z lokomotywy; nostalgia wpełzła w jego żyły. Scorpius zawsze nalegał, by wcześniej dotrzeć na peron, ponieważ lubił patrzeć, jak wjeżdża pociąg.

Tak jak to miał w zwyczaju robić w ubiegłych latach, Draco trzymał się z tyłu, od niechcenia opierając się o ścianę i obserwując, jak Scorpius i Albus rozmawiają. Ginny była jedynym dorosłym Potterem, który się pojawił, ponieważ Harry miał pilne sprawy do załatwienia w Ministerstwie. Wypatrywał drugiego Weasleya, mając raczej nadzieję, że zamiast niego zobaczy Granger.

Minęły dwa miesiące, odkąd zerwali — odkąd był tchórzem i bez walki przystał na żądania Blaise’a. Bez niej był nieszczęśliwy. Choć przyznanie się do tego bolało, Harry miał rację — był w niej rozpaczliwie zakochany. Tak było, odkąd pierwszy raz się bzykali. Może nawet wcześniej.

— Ej, Malfoy! — usłyszał zgrzytliwy głos. — Pieprzysz moją żonę?

Draco odwrócił się w samą porę, by zobaczyć Rona Weasleya, zbliżającego się do niego z twarzą prawie tak czerwoną jak jego włosy. Ledwo zdążył przetworzyć słowa mężczyzny, zanim jego pięść wymierzyła w twarz Draco. To był ostry cios, ale nie tak mocny, jak mógłby być. Jak, do diabła, się dowiedział? Draco wytarł krew z kącika ust i uśmiechnął się, a adrenalina zaczęła krążyć w jego żyłach.

— Masz na myśli byłą żonę, Weasley?

Twarz Rona była prawie fioletowa z wściekłości.

— Ty jebany frajerze, zabije cię! — Znowu go zaatakował.

Tym razem Draco był gotowy i zablokował jego cios, skręcając w bok, zanim wylądował na nosie Weasleya. Głośne chrupnięcie było strasznie satysfakcjonujące i tylko sprawiło, że poczuł się trochę winny, gdy gapie sapnęli i osłonili swoje dzieci.

Ron zacisnął nos i spojrzał w górę, niedowierzając, że Draco Malfoy spowodował jego krwotok. Zanim jednak mu się odpłacił, jakiś głos krzyknął:

— Tato!

Rose Granger-Weasley podbiegła, wciskając obie ręce w pięść ojca, by powstrzymać go przed rzuceniem się na starszego Malfoya. Scorpius był tuż za nią, biegnąc sprintem, żeby sprawdzić, co z Draco.

— Przestań w tej chwili! — rozkazała, brzmiąc jak jej matka.

Oczy Rona obserwowały Draco, gdy próbował wyrwać się z uścisku córki.

— Rose, doceniam troskę, ale to sprawa między mną a Malfoyem.

— Nie, tato. Mnie też to dotyczy, bo mama jest w nim zakochana!

Ron zamarł i spojrzał na córkę szeroko otwartymi i błagalnymi oczami.

Draco był oszołomiony. Spojrzał na Scorpiusa, prawie na poziomie jego oczu. Jego syn wzruszył ramionami i powiedział:

— Co, myślisz, że o was nie rozmawiamy?

— Ona nie może… to nie jest… — Ron nadal mamrotał bzdury, gdy jego córka rzuciła szybkie Episkey i wręczyła mu chusteczkę, aby wytarł krew.

— Mama była bardzo szczęśliwa przez mniej więcej pierwszy tydzień, kiedy wróciłam do domu na wakacje. Byłam bardzo podekscytowana latem. Potem coś się stało i od tego czasu jest nieszczęśliwa. Scorpius i ja domyśliliśmy się tego, kiedy przyłapał ich na całowaniu.

Draco otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale żadne słowa nie padły.

— To prawda, panie Weasley — powiedział Scorpius, stając przed swoim niemym ojcem. — Cokolwiek myśli pan o moim tacie, teraz jest inny. I mogę powiedzieć, że bardzo kocha panią Minister. Jest przygnębiony, odkąd zerwali.

Kiedy to mówił, stał się trochę wyższy, a serce Draco wezbrało z dumy.

— Lepiej wsiadajcie do pociągu — wtrącił łagodny głos.

To była Ginny, która pojawiła się tu w trakcie zamieszania. Albus wisiał na pociągu, machając dziko do Scorpiusa.

— Chodź, Scorp. — Rose złapała go za ramię i pobiegli do pociągu.

Draco patrzył, jak odchodzą, myśląc o tym, jak miło było widzieć, że się dogadują, kiedy jego syn odwrócił się i mrugnął przez ramię. Draco parsknął śmiechem i skinął głową.

— Skończyliście już? — powiedziała Ginny swoim najsurowszym matczynym głosem.

— Ja tak, jeśli on też. — Draco nie dbał o to, czy był rozdrażniony. Nie ufał Weasleyowi nawet na tyle, na ile daleko potrafił nim rzucić — co sądząc po jego piwnym brzuchu, nie byłoby zbyt daleko.

— Tak, Gin. Przepraszam. Po prostu nie miałem wystarczająco dużo czasu, aby to przetrawić.

Wbiła w brata mordercze spojrzenie.

— Więc pomyślałeś, że najlepiej będzie zacząć walczyć z Draco na peronie na oczach wszystkich dzieci?

Przynajmniej miał na tyle przyzwoitości, żeby wyglądać na zawstydzonego.

— Cóż, to brzmi bardzo źle, gdy tak o tym mówisz.

— Ron, jesteś moim bratem i kocham cię, ale czasem potrafisz być cholernym dupkiem. — Ginny położyła ręce na biodrach. — A teraz znikaj stąd, do cholery. Muszę pomówić z Draco.

Gdy Ron znalazł się poza zasięgiem słuchu, Draco próbował się do niej uśmiechnąć, ale skończyło się to skrzywieniem z bólu.

— Chciałaś ze mną porozmawiać, pani Potter?

— Słuchaj, nie wiem dokładnie, co powiedział ci mój mąż, ale potrafi być nadopiekuńczy wobec Hermiony. Jest jak siostra, której nigdy nie miał. Ale między tobą i Hermioną najwyraźniej jest coś wyjątkowego. Jest wrakiem odkąd zerwaliście. Zakładam, że nie chciała cię dzisiaj widzieć, dlatego poszła do Brytyjskiej Biblioteki.

Draco przygryzł usta; możliwość rozwiązania sprawy z Granger wyrosła jak grzyby po deszczu. Potem przypomniał sobie, że nadal nie załatwił sprawy z Blaise’em. Albo z ich pracą. Przełknął.

— Dlaczego mi o tym mówisz?

— Oczywiście po to, żebyś mógł tam pójść i jej powiedzieć, co czujesz. Szczerze, Malfoy. Czy wszyscy mężczyźni są tacy głupi? — Uśmiechnęła się do niego, jej oczy powędrowały w dół jego ciała i mrugnęła, zanim przeszła na mugolską stronę dworca King’s Cross.

_____________

Witajcie :) we wtorkowy wieczór pora na kolejną dawkę tłumaczenia. Nie wiem jak Wy, ale ja coraz bardziej lubię Narcyzę w tej historii. Zawsze była traktowana po macoszemu, ale tutaj ukazana została z najlepszej, ślizgońskiej strony. Chociaż ten rozdział zdecydowanie wygrała Ginny. Jakie są Wasze odczucia? Dajcie znać.

Kolejny rozdział prawdopodobnie pojawi się w piątek lub sobotę. W tygodniu mam wiele na głowie i brakuje czasu na tłumaczenie, no ale może coś się uda wygospodarować.

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia. Enjoy!

[T] Still Life: Rozdział 12

niedziela, 28 sierpnia 2022

 

Głowa Draco pulsowała i był cały obolały. Czuł się tak, jakby miał kaca. W pewnym sensie tak było  — tylko że bolało go serce i cierpiało z powodu wydarzeń poprzedniego wieczora. Ale będzie trzymał się planu. Dopóki Tilly nie dowie się czegoś przydatnego o Blaisie, nie miał wielkiego wyboru. Incydent ze Scorpiusem dowiódł, że byli zbyt nieostrożni, pozwalając swoim emocjom wyprzedzić logikę.

Nie był zaskoczony, że go poniosło, ale Hermiona? Zawsze była taka praktyczna. Może nie docenił wpływu, jaki wywierał na tę upartą czarownicę. Merlinie, już za nią tęsknił. Przeczołgał się przez weekend, nie pozwalając sobie na zbyt wiele odczuwania czegokolwiek. Zmusił się do uśmiechu, by napić się herbaty z matką i Scorpiusem, ale poza tym z całkowitą apatią wykonywał swoje zadania w posiadłości.

Kiedy nadszedł poniedziałek, kusiło go, by znów wysłać sowę, że jest chory. Myśl o wznowieniu codziennych spotkań z Granger była bolesna. Przynajmniej z góry wiedział, że później nie będzie miał możliwości całowania jej do nieprzytomności, gdy już nie będzie w stanie znieść napięcia. W tym momencie było tak, jak wtedy, gdy zaczynał, a wizje jej wijącej się pod nim stały się tylko fantazją. Dopiero teraz posiadał miesiące prawdziwych wspomnień, które go prześladowały. Nie był pewien, czy mógłby po prostu udawać, że ich nie było i malować uśmiech, gdy umierał w środku.

Ignorując wir negatywności w swoim mózgu, zmusił się, by dotrzeć do biura na czas. Przygotowywał się na ich codzienne spotkanie, jego klatka piersiowa wybijała lekkomyślny rytm. Przynajmniej tego ranka miała na sobie szare oliwkowe szaty. Może nawet zrobiła to celowo, żeby nie prowokować jego żądzy. Próbował pocieszyć się tą myślą, gdy w ciszy czytała kilka zwojów, zanim na niego spojrzała. Ale to było oczywiste, że wyglądała cudownie w każdym kolorze, w każdym ubiorze. Jego spojrzenie zatrzymało się na niej trochę za długo, wpatrując się w jej napuchniętą dolną wargę, którą przygryzła zębami.

— Zamierzasz usiąść, Draco? — Hermiona uniosła brew.

— Oczywiście, że tak.

Kurwa, była taka seksowna, gdy się irytowała. Musiał szybko postawić ściany. Jego oczy wędrowały po jej biurku. Nie przyniósł dzisiaj rano herbaty, ale obok jej pióra stała parująca filiżanka. Wyglądała na to, że Sally przejęła jego pałeczkę.

Ich spotkanie przebiegało spokojnie i niezręcznie, żadne z nich nie wymieniło nawet najmniejszych uprzejmości. Hermiona unikała kontaktu wzrokowego jak groszopryszczki.

— Wszystko tu wygląda dobrze. Poproszę Sally, by zaniosła to dzisiaj do Departamentu Międzynarodowej Współpracy Magicznej.

Jej rzeczowy ton i brak uśmiechu na twarzy przeszył go od środka, ale nie mógł tego pokazać. Na zewnątrz był obrazem spokoju, chłodu i opanowania. Ta brawura Malfoyów naprawdę była cenną wartością w takich momentach.

— Doskonale. I jutro mam spotkanie z premier mugoli.

Głowa Hermiony uniosła się z prawdziwym zainteresowaniem.

— A jak tam się sprawy mają?

— Stresująco. Wszyscy mugole są wstrząśnięci jej zastąpieniem i zmianą. Ale przynajmniej nie mamy się czym martwić. — Posłał jej uśmieszek, ale nie włożył w to serca.

— Dobre i tyle. Dziękuję, doradco.

— Nie ma za co, Minister.

Wyszedł z jej gabinetu, z westchnieniem zamykając drzwi. Wcześniej zostawał po ich porannym spotkaniu, wykonując pracę u niej, zamiast we własnym gabinecie. Teraz czuł, że to bezcelowe. Nie był jeszcze gotowy, by być sam na sam ze swoimi myślami, więc zamiast tego zrobił coś, co jego młodsze ja uznałoby za szczególnie wstydliwe — szukał towarzystwa Harry’ego Pottera.

Potknął się lekko, wysiadając z windy na drugim piętrze, ledwo unikając szybujących notatek międzywydziałowych. Mógł przysięgnąć, że kolorowe samoloty celowo go atakują.

— Wszystko dobrze, Malfoy? — Harry stał na korytarzu, próbując stłumić śmiech.

Draco po raz ostatni skrzywił się, gdy przeleciały diabelskie notatki. Przygładził włosy, zwracając się do Harry’ego:

— Niezbyt, Potter. Możemy porozmawiać?

— Jasne. — Harry zaprowadził go do swojego gabinetu i gestem nakazał Draco usiąść. Kpiąco splótł palce pod brodą i przybrał pobożny ton. — Więc, na czym polega twój problem?

Draco tylko na niego patrzył; jego gniew wypłynął na powierzchnię. Może to był zły pomysł.

— Och — jęknął cicho Potter, gdy zrozumiał. Opuścił ręce. — Więc zrobiłeś to.

Lekko skinął głową.

— Zrobiłem.

— Jak to przyjęła?

— My… chyba myślała tak samo. Tak mi się wydaje. — Milczał przez chwilę, zanim ukrył twarz w dłoniach i jęknął. — Scorpius przyłapał nas na całowaniu.

Ponowne przeżywanie upokarzającej chwili przed Harrym Potterem było prawie tak samo złe, jak początkowe doświadczenie.

Harry stłumił chichot.

— Parszywe szczęście, kolego. Przepraszam. Wiesz, James kiedyś przyłapał mnie i Ginny.

Draco zmarszczył brwi.

— Na całowaniu?

— Nie… na tym drugim. Uciekł tak szybko, że potknął się i upadł na tyłek. Ginny niemal pobiegła za nim sprawdzić, jak się ma.

Wbrew sobie, Draco zaczął chichotać. Nigdy nie chciał wyobrażać sobie Pottera uprawiającego seks, ale posiadanie kogoś, z kim mógłby dzielić swoje zakłopotanie, było dziwnie oczyszczające. Wkrótce Harry do niego dołączył i obaj mężczyźni wybuchli śmiechem.

Potrzebował tego.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Hermiona westchnęła, czytając kilka nowych propozycji. Jedna dotyczyła wydania nowego pamiątkowego sierpa ze zdjęciem Dumbledore’a. To był fajny pomysł, ale prawdopodobnie zbyt drogi, by go zrealizować. Będzie musiała omówić to z Draco. Tęskniła za nim — za tym, jak śmiali się z niedorzecznych anegdot w Proroku Codziennym; za tym, jak jego włosy opadały na oko i jak je odgarniała; za tym, jak pochylał się nad jej biurkiem i bzykał ją do utraty tchu. Przygryzła wargę na to wspomnienie i zmusiła się do myślenia o czymś innym.

To była tortura. Miała wrażenie, że przyjął to wszystko ze spokojem, podczas gdy ona była tą, która cierpiała — chociaż sposób, w jaki patrzył na nią dziś rano, sprawił, że pomyślała, iż to jakaś część jego gry. Zawsze był dobry w nieokazywaniu prawdziwych uczuć. Niezależnie od tego wiedziała, że jeśli ludzie się dowiedzą, oboje mogą stracić pracę. Może powinna poświęcić trochę czasu zapoznaniem się z regulacjami dotyczącymi związków w Ministerstwie. Jednak była całkowicie przekonana, że w księgach jest niewiele na ten temat. To wszystko wydawało się dość głupie. W końcu była teraz samotną czarownicą — nie wspominając już o tym, że także przywódcą czarodziejskiej Anglii. Dlaczego nie mogła umawiać się z kim chce?

W tej chwili myślenie o tym było bezsensowne, a biorąc pod uwagę to, jak bardzo się rozkojarzyła, musiała stąd wyjść. Napisała krótką wiadomość do Sally, że nie wróci do końca dnia. Potem wysłała Ronowi sowę. Był środek tygodnia, ale naprawdę chciała zobaczyć Rose.

Kiedy przybyła do swojego starego domu, Rose otworzyła jej drzwi.

— Mama! — Jej córka szybko ją uściskała.

— Cześć, skarbie! — Hermiona rozejrzała się. — Twój ojciec jest w pracy?

— Tak, na zewnątrz jest zbyt gorąco, żeby cokolwiek robić, więc czytałam.

Hermiona ożywiła się tym. Książki zawsze były świetną rozrywką.

— Co czytasz?

Rose pokazała jej okładkę. Była to mugolska opowieść dla młodych dorosłych o dziewczynie osieroconej na pustyni, która odkrywa, że ma moce.

— To seria… jak dotąd całkiem niezła.

— Właśnie tak brzmi. Jak tu się wszystko układa?

Kuchnia wyglądała na czystą, podobnie jak wszystko inne. Wydawało się, że bez niej dom się nie rozpada, co było zarówno pocieszające, jak i trochę denerwujące.

— Świetnie! Tata gotuje prawie co wieczór. Zrobił pyszne curry i ciasta. — Rose podeszła do lodówki i poszperała w środku. — Jesteś głodna? Myślę, że zostało trochę z wczoraj.

— Właściwie, brzmi świetnie.

Usiadła przy swoim starym, kuchennym stole, podczas gdy Rose odgrzała jedzenie w kuchence mikrofalowej — nie mogła jeszcze używać magii w domu, ale Hermiona i tak zawsze uważała, że magiczne odgrzewanie pozostawia zabawny posmak.

Po jedzeniu postanowiły zagrać w mugolską grę karcianą, ponieważ Hermiona odmówiła zagrania w Eksplodującego Durnia. Nauczyła Rose, jak grać w Uno, na długo przed tym, jak ta otrzymała list akceptacyjny do Hogwartu, i zawsze świetnie się bawili, grając całą rodziną. Hermiona co jakiś czas rzucała zaklęcia na karty, aby się odwróciły lub upadły z powrotem na stos, na co Rose krzyczała: „Oszukujesz!”.

Tak oto Ron wrócił do domu kilka godzin później, odnajdując je w kuchni wśród śmiechu, kiedy po wnętrzu fruwały karty. Przez jego twarz przebiegł krótki błysk zatroskania. Ale potem uśmiechnął się szeroko i usiadł, by dołączyć do gry.

— Miona, chcesz zostać na kolację?

— Tak, z przyjemnością.

Tak więc pozwoliła swojemu byłemu mężowi ugotować dla nich wołowinę Wellingtona i to sprawiło jej najwięcej radości w ostatnich dniach. Prawie zapomniała o palącym bólu w klatce piersiowej, mówiącym jej, że coś jest niekompletne.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Był upalny, lipcowy dzień i Draco cieszył się z weekendowego wytchnienia. W tym momencie codzienne spotkania z Hermioną były czystą agonią. Słuchanie jej genialnych pomysłów i wpatrywanie się w jej piękną twarz, jednocześnie udając, że nie ma nic przeciwko temu, iż nie jest z nią w każdy możliwy sposób, było uczuciem niepodobnym do żadnego innego, jakie miał wcześniej. To naprawdę udowodniło mu jedno, chociaż wciąż wahał się, czy wypowiedzieć to słowo na głos. Płacz nie był mu obcy — przez lata często to robił. Zeszłej nocy śnił o niej: trzymał ją mocno, kiedy pnącza wyrosły z ziemi i porwały ją. Kiedy obudził się ze łzami spływającymi po jego twarzy i ból przeszył jego klatkę piersiową, to do niego dotarło. Nigdy wcześniej tak nie płakał z powodu kobiety. On ją kochał.

Podrapał się po zaroście, błąkając się bez celu po dworze i docierając do pokoju Scorpiusa. Jego syn dla odmiany był w domu i Draco zaśmiał się, kiedy zerknął przez otwarte drzwi i zobaczył go rozciągniętego na podłodze w morzu komiksów wokół niego.

— Co czytasz, Scorp?

Scorpius podniósł komiks z zamaskowanym superbohaterem w kolorze czerwono-niebieskim. Draco rozpoznał, że to Spider-coś tam.

Niesamowity Spider-Man, numer dwudziesty piąty. Próbuje uratować Mary Jane przed Electro.

Draco nie miał pojęcia, o czym on mówi, ale uwielbiał, jaki pełny pasji był jego syn.

— Brzmi intensywnie.

— Bo jest. — Wstał i podszedł do swojego biurka. — Myślałem. Chcę zrobić w mojej serii superbohatera mugoskiego pochodzenia. Może dziewczynę.

Draco próbował zignorować małe ukłucie w piersi.

— Myślę, że to byłoby cudowne.

Scorpius pokazał mu kilka wstępnych rysunków; wiele z nich było uderzająco podobnych do Rose, ale w gorsecie. Musiał się z tego śmiać wewnętrznie. Jednak rysunki były naprawdę dobre i powiedział mu to. Ku jego zaskoczeniu, główny bohater Scorpiusa nie wyglądał jak on sam, ale raczej jak Albus, z ciemnymi włosami i zielonymi oczami. Każdy kocha Harry’ego Pottera.

— Wszystko dobrze, tato? — zapytał po chwili Scorpius.

— Tak. Nic mi nie będzie.

Ostatecznie.

Po wyjściu z pokoju syna, kontynuował zwiedzanie dworu. Pokoi było tak wiele, że czasami zapominał ile. Minął bibliotekę i zdał sobie sprawę, że nigdy nie pokazał jej Hermionie. Uwielbiałaby ją. Westchnął, mając nadzieję, że pewnego dnia będzie miał okazję to zrobić.

W końcu przeszedł obok salonu, w którym zobaczył matkę rozmawiającą z Tilly. Mówiły tak cicho, że nie mógł ich usłyszeć — ale wiedział, że ostatnio dał Tilly tylko jedno zadanie.

— Wszystko w porządku, matko?

Podniosła wzrok, a na jej ustach pojawił się figlarny uśmiech.

— Tak, kochanie. Właśnie dawałam Tilly dodatkowe instrukcje dotyczące dość interesującego zadania, nad którym pracuje.

— Co ty kombinujesz? — Wszedł do środka i usiadł naprzeciwko niej.

— Wiem o szantażu, Draco.

Jego oczy rozszerzyły się odrobinę, zanim odzyskał spokój.

— Skąd?

— Zapomniałeś, że nigdy nie należy kwestionować moich metod?

Narcyza miała wszędzie oczy i uszy. Nie był pewien, dlaczego wcześniej o tym nie pomyślał.

— Słucham…

— Założę się, że nie pomyślałeś, iż kochanki Blaise’a są śledzone.

Draco pochylił się do przodu na swoim krześle. Nie pomyślał o tym… i o tym, że Blaise zdradza swoją chorowitą żonę.

— To jest…

— Wiem, iście ślizgońskie. — Usiadła wygodnie, zadowolona z siebie.

— Chciałem powiedzieć genialne, ale to też pasuje.

— Zdziwiłbyś się, jak bardzo mężczyźni są wygadani podczas pogaduszek do poduszki. — Przez chwilę przyglądała się uważnie synowi. — Chociaż ty pewnie nie.

— Matko!

— Draco!

A potem usłyszał dźwięk, którego nie słyszał od dawna — śmiech Narcyzy.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Hermiona poruszyła się i odwróciła, nie mogąc zasnąć. Wcześniej nie zdawała sobie z tego sprawy, ale przyzwyczaiła się do tego, że Draco zostawał. Jego obecność była pocieszająca i tęskniła za jego ciężkim oddechem, kiedy leżał na boku. Zmieniła pościel od czasu, gdy u niej był, i jego zapach już dawno zniknął z jej łóżka. Za tym też tęskniła.

Przynajmniej w weekendy wiedziała, że Rose jest po drugiej stronie mieszkania, cicho chrapiąc. W ciągu tygodnia była tylko Hermiona. Sama ze swoimi myślami. Samotność zaczynała jej ciążyć. Widząc kilka pierwszych promieni słońca prześwitujących przez zasłony, postanowiła wstać i zaparzyć kawę. Zapowiadał się długi dzień.

Patrzenie na swojego byłego kochanka przez biurko było gorsze niż próba spania bez niego. Wyglądał na tak niewzruszonego tym wszystkim, że zaczęła się zastanawiać, czy była jedyną osobą, która poczuła coś więcej. Chociaż maska obojętności była tą, którą Draco często wykorzystywał przez lata — zwykle to oznaczało, że ukrywał pod nią coś więcej.

Czasami zapominała, że był utalentowanym oklumenem.

Jego szare oczy zamigotały czymś, czego nie mogła rozpoznać.

— Te dokumenty z Departamentu Kontroli Nad Magicznymi Stworzeniami wymagają tylko twojego podpisu.

Hermiona przyjęła od niego zwój, ich ręce przypadkowo się otarły. Nawet ten niewinny kontakt wystarczył, by wywołać w niej dreszczyk emocji. Jej policzki zaróżowiły się na chwilę.

— Dziękuję. — Pospiesznie nabazgrała swoje nazwisko i spojrzała na niego. Obserwował ją, ale szybko spuścił wzrok. — Jak się miewasz? — zapytała.

— Dobrze — skłamał. — Myślę, że najlepiej będzie, jeśli nie będziemy rozmawiali o sprawach osobistych, pani Minister.

Skinęła głową, próbując powstrzymać łzy, które nagle zagroziły napłynięciem.

Zaczął się podnosić.

— Jeśli to wszystko…

— Tak, dziękuję.

Wyszedł bez słowa.

Gdyby tylko Hermiona mogła zobaczyć, w jaki sposób wcisnął się w pierwszą dostępną wnękę, opierając ręce o ścianę, aż poczuł, że ból ustępuje… Wtedy wiedziałaby, że nie tylko ona cierpi.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Kolejny tydzień minął w podobny sposób: Draco przybrał chłodną postawę, by poradzić sobie ze swoim cierpieniem, a Hermiona rzuciła się w wir pracy, by zająć umysł i tym samym uwolnić się od bólu rozłąki. Ich spotkania były krótkie i profesjonalne. Draco widział jednak, że Hermiona traciła na wadze. Zastanawiał się, czy zauważyła cienie pod jego oczami.

Harry rzucał mu porozumiewawcze spojrzenia za każdym razem, gdy przechodził obok niego na korytarzu. Wrócili do cotygodniowych lunchów i mieli sporo do omówienia, bo był szczyt lata, a Scorpius spędzał wiele czasu z Albusem. Nigdy głośno nie przyznałby się do tego Potterowi, ale był szczęśliwy, że ich synowie się przyjaźnili — to sprawiało, że czuł się mniej okropnie z powodu tego, jakim kompletnym dupkiem był w szkole, wiedząc, że wychował kogoś takiego.

Dzisiaj poszli na lunch do pobliskiego mugolskiego pubu. Harry zasugerował to miejsce, żeby nikt nie pytał o „ekstremalne kwoczenie” Draco.

— Nie jestem kwoką, Potter.

— Oczywiście, że jesteś, i to jest wręcz obrzydliwe. Może poczujesz się lepiej po piwie lub dwóch.

Zwykle nie miał w zwyczaju pić w porze lunchu, ale Złoty Chłopiec miał rację. Po zjedzeniu połowy ryby z frytkami i wypiciu prawie dwóch kufli Guinnessa powiedział:

— Może miałeś rację.

Harry uśmiechnął się.

— Przepraszam, co to było, Malfoy? Mógłbyś powtórzyć?

— Nie przesadzaj z tym twoim cholernym szczęściem — mruknął śmiertelnie poważnie Draco.

Uświadomił sobie, że się uśmiecha, mimo że próbował się skrzywić, i nagle pojawiła się ta irytująca myśl. Merlinie, Harry Potter był moim przyjacielem.

Miał lepszy nastrój, gdy wrócił do gabinetu, ale szybko minął, gdy zdał sobie sprawę, kto czeka w środku.

— Zabini.

— Draco.

Wszedł do środka i zamknął drzwi.

— Czemu zawdzięczam tę przyjemność? — Upewnił się, że podkreślił ostatnie słowo, żeby Blaise wiedział, że tak nie było.

— Wiem, że, technicznie rzecz biorąc, nie masz prawa głosu na posiedzeniach Wizengamotu, ale pomogłoby, gdybyś poświadczył za moją kandydatką — lub przynajmniej ręczył za nią u pani Minister, która dokona ostatecznego zatwierdzenia.

— Kto to taki? — Draco usiadł i wyciągnął się trochę, jakby to go nudziło.

— Millie Bulstrode.

Szczęka Draco opadła.

— Chcesz, żebym polecił Millicentę Bulstrode do Wizengamotu?

To prawda, że ich dawna koleżanka z klasy nie była Śmierciożercą, ale po Hogwarcie została wciągnięta w podejrzany handel mrocznymi artefaktami i zawsze była okrutna wobec Hermiony.

— Teraz jest porządną osobą, Draco. Jej mąż prowadzi sklep z miotłami na zamówienie, ale po latach bezskutecznych prób posiadania dzieci, trochę jej się nudzi. Potrzebuje zajęcia.

— Więc myślisz, że prawodawstwo to dobry kierunek. — Draco potrząsnął głową. — Powiedz jej, żeby zaczęła robić na drutach.

— Myślę, że docenisz powagę swojej sytuacji. Machnięcie różdżką i te zdjęcia trafią prosto do Proroka Codziennego.

Draco skrzywił się.

— Dobra. Będzie miała moją aprobatę, gdy kwit wyląduje na biurku Minister.

Blaise uśmiechnął się i wstał z krzesła.

— Doskonale. Do zobaczenia, Draco.

Draco patrzył, jak odchodzi, ukrywając pogardę dla swojego byłego przyjaciela. Był teraz obrazem uległości, ale wszystko, czego potrzebował, to jedna soczysta plotka od Tilly, a byłby jak testral z kością. Nie mógł się doczekać.

Chociaż był dobry w ukrywaniu swoich prawdziwych uczuć, Draco nie czuł potrzeby utrzymywania fasady w domu. Scorpius przestał pytać, czy wszystko z nim w porządku po mniej więcej pięćdziesiątym razie, a zamiast tego próbował odwrócić jego uwagę własnymi historiami. Narcyza nalegała na herbatę częściej niż zwykle. Kiedy przekroczył próg, rzucił swoją zewnętrzną szatę gdzieś w pobliżu frontowej szafy. Nawet nie zawracał sobie głowy patrzeniem i sprawdzaniem, czy skrzat domowy się nią zajął.

Wszedł głębiej do domu i był zaskoczony, widząc matkę czekającą na niego u stóp wielkich schodów.

— Głowa do góry, Draco. Dzisiaj wieczorem jemy rodzinną kolację.

Naprawdę podobał mu się fakt, że Narcyza była dawną sobą. Krzątała się teraz po całym dworze, a nie tylko po swoim skrzydle. Robiła nawet kilka remontów i planowała zorganizowanie jednej lub dwóch imprez charytatywnych.

Draco zajrzał do Scorpiusa, który już mył się przed kolacją, po czym sam postanowił się odświeżyć. Zamrugał dwa razy, widząc swoje odbicie w lustrze. Ostatnio ledwo przejmował się swoim wyglądem, wychodząc na cały dzień. Teraz, kiedy doszło do zerwania z Granger, wydawało się, że nie ma to większego sensu. Był bardziej blady niż zwykle, miał podkrążone oczy, a rysy twarzy wydawały się jeszcze ostrzejsze niż wcześniej. Stracił też trochę na wadze, jego szaty szyte na miarę były nieco luźniejsze. Najbardziej zauważalny był jego zarost — golił się raz na kilka dni zamiast codziennie, a ciemniejszy blond odcień na jego podbródku był tego dowodem.

Otrząsając się, spryskał twarz wodą. Nie musiał dawać z siebie wszystkiego na tę kolację.

Był za trzecim zakrętem, kiedy pojawiła się Tilly z trzaskiem, z szerokim uśmiechem na małej twarzy. Jej nadmiernie duże uszy drżały z podniecenia.

— Panie, Pani, Tilly donosi, że ma wieści o panu Zabinim!

___________

Witajcie :) w niedzielne popołudnie pojawiam się z nowym rozdziałem. Jest trochę smutno i tak jakoś niezręcznie momentami, ale mimo wszystko uwielbiam tego Draco. Ta jego bezradność jest smutna ale jednocześnie bardzo urocza. A Narcyza w tym opowiadaniu to sztos! Dajcie znać, jak Wasze wrażenia.

Na kolejny rozdział zapraszam we wtorek. Właśnie siadam do jego tłumaczenia, także powinien być na czas.

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłej niedzieli! Enjoy!