Piękna i bestia: Rozdział 11

sobota, 27 lipca 2019

Hermiona zamruczała cicho, mocząc się w wannie. Była idealnej wielkości, chociaż o wiele mniejsza od tej we dworze. Wróciła myślami do tańca z Draco i uśmiechnęła się na samo wspomnienie. W głębi duszy wiedziała, że się zmienił i nie był już tym okrutnym chłopakiem z przeszłości. Podobnie jak on miała nadzieję na przełom w sprawie klątwy, zanim na zawsze zostanie przemieniony.
Pukanie do frontowych drzwi wybiło ją z rozmyślań. Zmarszczyła czoło i wyszła z wanny, natychmiast włożyła szlafrok, wiążąc go wokół talii, po czym przeszła korytarzem do salonu, gdzie znajdowały się frontowe drzwi. Spojrzała przez wizjer i prawie jęknęła.
Cormac. I na dodatek z bukietem kwiatów.
Kiedy ten facet da sobie spokój?!
Zirytowana, otworzyła drzwi i spojrzała na mężczyznę.
Nieświadomy tego, że nie był zbyt mile widziany, uśmiechnął się na powitanie.
— Dobry wieczór, Hermiono. Przyszedłem nie w porę? — zapytał.
— Właściwie tak. Brałam kąpiel. — Oparła biodro o framugę drzwi. — Co tu robisz, Cormac?
— Przyszedłem sprawdzić, czy jesteś w domu i czy nie chciałabyś gdzieś wyskoczyć lub coś w tym stylu.
— Gdzieś wyskoczyć? — spytała sceptycznie.
— Tak, cóż, domyśliłem się, że nie będziesz chciała nigdzie wyskoczyć, więc pomyślałem, że wpadnę po przyjacielsku i porozmawiamy. W sumie jest kilka rzeczy związanych z pracą, które chciałbym z tobą omówić.
Zawahała się przez chwilę.
— Cóż, w porządku… — powiedziała, prostując się.
— Świetnie! — oznajmił radośnie, wchodząc do jej mieszkania. — Och, to dla ciebie — powiedział, wpychając jej w ręce tuzin czerwonych róż.
Przewracając oczami za jego plecami, powiedziała:
— Pójdę włożyć je do wody i się przebrać. Usiądź na kanapie.
Czekała, aż zajmie miejsce, po czym zniknęła w swoim pokoju, zamykając go na klucz.
Gdy tylko to zrobiła, Cormac wstał i zaczął grzebać w rzeczach znajdujących się na stoliku do kawy. Nie znajdując niczego, podszedł do półki na książki, by tam poszukać. Wciąż bez powodzenia zacisnął usta, buszując w salonie. Wtedy to zobaczył — notatnik wsunięty pod jedną z książek na stole w jadalni. Cicho i ostrożnie podszedł do stosu. Zerkając na drzwi sypialni Hermiony, aby się upewnić, że nie wychodzi, szybko wyciągnął notatnik. Otworzył i przeszukał, próbując zebrać jak najwięcej informacji. Coś o klątwie… transformacjach… zaczarowanej róży… osłonach we dworze. Na ostatniej stronie znajdował się rysunek ogromnego potwora.
Dziwne, pomyślał. Dlaczego Hermiona miałaby taki rysunek w swoim notesie, jeśli sprawa dotyczy Malfoya… chyba że…
Zerknął na rysunek i zdał sobie sprawę z podobieństwa między bestią a spadkobiercą rodziny Malfoyów…
— Co ty, do cholery, wyprawiasz?! — wrzasnęła Hermiona, błyskawicznie przechodząc przez pokój i wyrywając mu notatnik z ręki. — Nie masz prawa grzebać w moich rzeczach!
— Czy to był Malfoy? — zapytał, ignorując ją. — Dlaczego on tak wygląda?
— To nie jest twoja sprawa! Teraz wyjaśnij mi, dlaczego szperasz w moich rzeczach — zażądała.
Cormac wzruszył ramionami.
— Byłem ciekawy tego „projektu”, nad którym pracujesz z Malfoyem. — Hermiona chciała coś powiedzieć, ale uniósł dłoń, aby ją powstrzymać. — Nie zaprzeczaj. Słyszałem, jak mówiłaś Potterowi, że spędzasz u niego weekendy nad jakimś projektem.
— Co… Jak… Śledziłeś mnie? — zapytała oszołomiona.
— Musiałem — odpowiedział, ponownie wzruszając ramionami. — Unikałaś mnie.
Hermiona rozmasowała nasadę nosa i jęknęła z frustracji.
— Unikałam cię, ponieważ nie dociera do ciebie słowo „nie”. Nie umówię się z tobą, Cormac. Nie wiem, dlaczego masz taką obsesję na moim punkcie, ale jest wiele innych czarownic, które chciałyby…
— Nie chcę innych czarownic, Hermiono. Chcę ciebie. — Wyciągnął rękę, aby pogłaskać ją po policzku, ale odepchnęła jego dłoń.
Potrząsnęła głową.
— Ale ja cię nie chcę — odparła.
Gniew błysnął w jego oczach.
— Co? Wolałabyś kogoś takiego? — Wskazał na notatnik, który Hermiona schowała pod pachą. — Wolałabyś być z bestią jak Malfoy niż z szanowanym czarodziejem takim jak ja?
— On nie jest potworem, Cormac. Ty nim jesteś. Teraz wynoś się z mojego mieszkania — powiedziała, wskazując mu drzwi.
Podniósł ręce w teatralnym geście poddania, gdy kierował się do drzwi.
— W porządku, dobra. Zrób po swojemu. Ale nie możesz jego sekretu trzymać w tajemnicy przed czarodziejskim światem.
— Czy to groźba? — zapytała, wpatrując się w niego.
— Ode mnie? Nigdy bym ci nie groził, Hermiono. Powiedz tylko, że chcesz być ze mną i…
— Nigdy! — oświadczyła, uderzając go w twarz, a potem wypychając przez próg.
— Niech ci będzie — odpowiedział cicho zza drzwi.
Wypuściła drżący oddech, dopiero gdy kroki mężczyzny się oddaliły.
Zdecydowanie mieli problem.

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

Hermiona aportowała się do dworu zaraz po odejściu Cormaca. Musiała ostrzec Draco, na wypadek gdyby Cormac coś planował. Weszła do środka i zawołała go, gdy tylko zamknęła drzwi.
— Hermiona? — zapytał, wychodząc zza rogu. — Mówiłaś, że wrócisz w następnym tygodniu… Wszystko w porządku?
— Szczerze mówiąc, nie jestem pewna — powiedziała, kierując się do salonu, by usiąść na kanapie.
Draco podążył za nią i zajął miejsce obok.
— Może podzielisz się tym z klasą, panno Granger? — zapytał bezczelnie, próbując rozluźnić napięcie, które wyczuwał.
Zachichotała cicho, wzdychając, po czym oparła się na miękkiej kanapie. Jęknęła.
— Znasz Cormaca McLaggena? — Po jego skinieniu kontynuowała: — Węszył dzisiaj w moim mieszkaniu i znalazł notatnik dotyczący twojej klątwy. Nie wiem, ile zobaczył, ale na pewno widział rysunek przedstawiający ciebie.
Draco zaklął pod nosem i potrząsnął głową.
— Dlaczego wpuściłaś tego ciula do swojego mieszkania? Myślałem, że nie chcesz się z nim spotykać? — zapytał.
— Uwierz mi, to był pierwszy i ostatni raz — oświadczyła ze złością i wstała. — Przyszedł, mówiąc coś o wyskoczeniu gdzieś razem jako przyjaciele. Chciał też porozmawiać o pracy. Właśnie wyszłam z wanny i byłam tylko w szlafroku, kiedy zapukał do drzwi. Zostawiłam go na chwilę i poszłam do pokoju, aby się przebrać. Kiedy wróciłam do salonu, przeglądał mój notatnik, który, nawiasem mówiąc, znajdował się pod stosem książek, więc na pewno przeglądał moje rzeczy.
— Co powiedział, kiedy to zobaczył?
Opowiedziała mu wszystko, słowo w słowo. Draco milczał przez chwilę, analizując to, co się wydarzyło.
— Draco… powiedz coś — błagała Hermiona, opadając obok niego. — Nigdy nie chciałam, żeby ktokolwiek się dowiedział, musisz to wiedzieć.
Spojrzał jej w oczy i skinął głową.
— Wiem. Ale wydaje mi się, że na razie najlepiej będzie, jeśli przestaniesz tu przychodzić.
Po czym wstał, odwrócił się od niej i odszedł.
— O czym ty mówisz? — zapytała, lekko zaskoczona.
— Mówię, że już nie musisz mi pomagać. Możesz odejść i nie martwić się o powrót. Poradzę sobie sam. Nie chcę, żeby ktoś cię skrzywdził przeze mnie.
— Draco, nie martwię się o siebie, tylko o ciebie! Nie pozwolę mu tu przyjść i zrobić, cokolwiek zamierza — odpowiedziała zaciekle.
— Potrafię o siebie zadbać — powiedział, spoglądając na nią. Jego twarz była pełna gniewu. — Nie potrzebuję napuszonej Gryfonki do pomocy. Więc idź. Nie potrzebuję ani ciebie, ani twojej pomocy.
Hermiona wstała.
— Dobrze. Sama trafię do wyjścia.
Zebrała swoje rzeczy i podeszła do drzwi, deportując się, gdy tylko przekroczyła próg. Draco mógł przysiąc, że zobaczył łzę na jej policzku, zanim dziewczyna zniknęła.
Warcząc z frustracji, uderzył w ścianę, robiąc dziurę. Jego zaalarmowana matka szybko pojawiła się w pomieszczeniu.
— Draco! Co to było? — zapytała. — Czy panna Granger właśnie wyszła?
— Tak, ale już nie wróci. Powiedziałem jej, żeby sobie poszła i nigdy nie wracała — oświadczył.
— Dlaczego, na Merlina, to zrobiłeś? — spytała jego matka.
— Ponieważ… nie chcę żeby ją skrzywdzono przeze mnie — powiedział, okręcając się na pięcie.
Pani Malfoy westchnęła.
— Po tak długim czasie… wreszcie nauczyłeś się kochać.
Świetlik, który podskoczył na wózku, zapytał:
— Czy to przerwie klątwę, pani Malfoy?
— Nie wiem, czy to wystarczy — mruknęła ze smutkiem. — Ona także musiałaby go pokochać.
Nie chcąc słyszeć dalszej rozmowy, Draco wyszedł z pokoju i wspiął się po schodach prowadzących do jego komnaty.
Zamykając się na chwilę przed resztą świata, patrzył, jak kolejny płatek róży powoli opadł na stół.
__________________

Witajcie :) jest sobota, więc publikuję kolejny rozdział. Teraz zacznie się właściwa akcja i mam nadzieję, że będziecie zadowoleni. Cormac jest mega irytujący, ale chyba nikogo to już nie dziwi. Piszcie jak wrażenia!
Powoli kończy się ta historia. Nie sądziłam, że mimo wielkiego podobieństwa do filmu, tak bardzo Wam się spodoba! Dziękuję za wszystkie komentarze i mam nadzieję, że wytrwacie do końca.
Niedługo skończy się także lipiec, a tym samym mój urlop. Pora wracać do szarej rzeczywistości, jednak mimo to mam zamiar pisać. Tak, wracam do Last Minute Love i jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, w sierpniu pojawi się rozdział. Więc trzymajcie kciuki.
Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Enjoy!

Piękna i bestia: Rozdział 10

sobota, 20 lipca 2019

Hermiona była wyczerpana. Następne kilka tygodni, które miały miejsce po jej rozmowie z Harrym, nie były łatwe. Wydawało jej się, że ma dwa razy więcej pracy, co szczerze mówiąc, nie przeszkadzało jej zbytnio. Cormac ciągle przychodził i pytał o jej weekendowe plany i był coraz bardziej zirytowany, gdy odmawiała randek. Harry wypytywał o klątwę Malfoya, a na domiar złego nie zbliżyła się nawet o cal do rozwiązania zagadki, mając wrażenie, że ciągle jest w tym samym miejscu co na początku.
W piątek wieczorem, gdy leżała na kanapie, nie mogła powstrzymać się od śmiechu, gdy wspominała ostatni weekend. Poprzedniej nocy padał śnieg, więc Hermiona przekonała Draco, żeby poszedł z nią na spacer po ogrodzie, tak jak robiła za każdym razem, gdy go odwiedzała. Podejrzewała, że nie wychodził z dworu w ciągu tygodnia. Nie miała pojęcia, co ją do tego zmusiło, ale kiedy Draco się odwrócił, wzięła garść śniegu i rzuciła puszystą kulką w tył jego głowy. Jego mina była bezcenna. Odwrócił się powoli, jego usta otworzyły się ze zdziwienia, a ona próbowała stłumić chichot dłonią ukrytą w rękawiczce. Jego spojrzenie zamieniło się w figlarne, zanim pochylił się i nabrał tyle śniegu, ile zdołały zebrać jego gigantyczne ramiona. Oczywiście Hermiona, będąc najmądrzejszą czarownicą swego pokolenia, dobrze wiedziała, co zamierza zrobić, więc gdy tylko Draco podniósł nad głowę gigantyczną śnieżkę, by nią rzucić, potraktowała go kolejną, mniejszą, rzucając prosto w jego twarz i powodując, że śnieżka-gigant spadła mu na głowę.
To, co się działo potem, trwało około pół godziny. Walczyli na śnieżki aż do momentu, gdy usta Hermiony zrobiły się sine od zimna. Gdy wracali do posiadłości, aby się ogrzać przed kominkiem i napić gorącego kakao, Draco rzucił jej na głowę kupę śniegu. Po czym jak gdyby nigdy nic, nie oglądając się na partnerkę dziecinnej zabawy, wszedł do środka, pogwizdując.
Przypuszczała, że zasłużyła na to, co ją spotkało, wiedząc, iż to właśnie ona zaczęła walkę na śnieżki, ale zrzucenie na nią śniegu podczas zawieszenia broni było po prostu ciosem poniżej pasa i wymagało zapłaty.
Przerwała planowanie zemsty, kiedy usłyszała stukanie przy kuchennym oknie. Wstała i przeciągnęła się, zanim podeszła, by wpuścić puchacza.
— Witaj, Herkulesie. Czy Malfoy cię przysłał? — zapytała, głaszcząc delikatnie sowę po głowie, gdy ta cicho pohukiwała.
Herkules podniósł nóżkę i pokazał Hermionie zawiązany na niej list. Odwiązała zwitek, po czym podała stworzonku karmę dla sów, którą trzymała w szklanym słoju na kuchennym blacie. Gdy sowa nawet się nie poruszyła, doszła do wniosku, że ma nakazane pozostać w pobliżu, dopóki nie dostanie odpowiedzi.
Usiadła przy kuchennym stole, rozwijając list i czytając schludne pismo. Malfoy musiał spędzić trochę czasu, pisząc to, pomyślała.

Granger,
Moja matka chciałaby Cię serdecznie zaprosić na jutro. Nie na badania, ale z osobistych powodów — chce wyprawić bal, chociaż jedynie my na nim będziemy. Wiem, że to brzmi absurdalnie, ale ona szaleje z nudów. W końcu namówiła zaczarowane przedmioty, aby posprzątały salę balową według jej upodobań, a teraz upiera się, że powinna być oddana do użytku.
Proszę, powiedz, że do mnie dołączysz jutro wieczorem i miejmy nadzieję, że nie będzie zbyt niezręcznie. Obiecuję, że Ci to wynagrodzę.
Wyślij odpowiedź przez Herkulesa.
Do jutra,
Draco
PS. Matka mówi, że jeśli powiesz „tak”, po prostu przyjdź jak zwykle o 16:00 — ma dla Ciebie sukienkę, która będzie „idealna” — to jej słowa. Najwyraźniej muszę wziąć kąpiel, więc…. pomódl się za mnie?

Hermiona skubnęła wargę i zaśmiała się nerwowo. Bal? Tylko z nią i Malfoyem? Serio? To po prostu absurdalne… prawda?
Cóż, nie miała żadnych innych planów i miło byłoby założyć coś innego. Poza tym Malfoy ostatnio nie był taki zły.
Podeszła do biurka i wyciągnęła pergamin oraz pióro, aby napisać odpowiedź.

Malfoy,
Będę zaszczycona, mogąc spełnić życzenie Twojej matki i uczestniczyć w balu.
Przyjdę do dworu o czwartej.
Do zobaczenia,
Hermiona
PS. W zamian domagam się kolejnej kolacji we dworze, ale tym razem Twoja matka będzie musiała występować.

Wysłała list przez Herkulesa, zanim zmieniła zdanie. Miała tylko nadzieję, że tego nie pożałuje.

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

Po raz kolejny Hermiona nie mogła spać. Tym razem dlatego, że śniła o Balu Bożonarodzeniowym z czwartego roku, ale zamiast Wiktora Kruma jej partnerem był Draco Malfoy — ten ludzki Draco Malfoy — jednak o wiele starszy niż jej czternastoletni rówieśnicy, prawdopodobnie w obecnym wieku. Sam sen był raczej miły, ponieważ wypełniały go taniec oraz ogrom śmiechu i spotkania z przyjaciółmi.
Jednak to, co ją niepokoiło, to emocje, które odczuwała wobec blond chłopaka we śnie. Byli przyjaciółmi, o czym wiedzieli, ale czuła coś więcej. Zainteresowanie. Uczucia. W jednej części snu pocałował ją w dłoń, powodując mrowienie w okolicach karku. Zastanawiała się, jakby to było go pocałować…
Obudziła się, gdy Draco w jej śnie zaczął się pochylać z zamiarem skosztowania jej ust.
Usiadła, podsuwając kolana pod brodę i obejmując je ramionami. Próbowała rozszyfrować, co ten sen oznaczał.
Twój sen sugeruje, że chcesz pocałować Draco Malfoya, pomyślała, zażenowana przewracając oczami. Jednak w jego obecnym stanie nie było sposobu, by to mogło się udać. Ale pomijając kwestię klątwy, czy naprawdę zaczęła coś do niego czuć? Spędzali razem prawie całe weekendy od około dwóch miesięcy, więc powstanie jakichkolwiek uczuć nie powinno być aż tak zaskakujące. Prawdopodobnie on nie budzi się w środku nocy, myśląc o takich rzeczach.
Zmusiła się do snu, chociaż była niespokojna, a sny wciąż wypełniały namiętne pocałunki i delikatny dotyk.

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

Tymczasem we dworze Draco również rzucał się i przekręcał, zastanawiając się, czy nie postąpił głupio, pisząc Hermionie o absurdalnym planie jego matki. Prawdopodobnie śmiała się do rozpuku i przyjdzie tylko dlatego, że jest jej mnie żal ze względu na mój obecny stan, pomyślał. Miał jednak nadzieję, że nie. Kłamałby, gdy powiedział, że nie pociąga go ta bujnowłosa dziewczyna. Jasne, zaszła mu za skórę, ale to były tylko przekomarzania, które lubił najbardziej. Nie wyglądała źle; jej lśniące loki spływały kaskadami na plecy… albo w tym cholernym, niechlujnym koku na czubku głowy, który plotła, gdy zaczytywała się w książkach przez dłuższy czas. Jej oczy były koloru czekolady, jego ulubionego deseru, a przez większość dnia pachniała wanilią i lawendą. Jej uśmiech był zaraźliwy i… Nie! Stop! Nie ma mowy, żeby cokolwiek do niego czuła, więc nie ma sensu drążyć tematu.
Prawda?

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

Pomimo niepokojących myśli z tamtej nocy Hermiona wciąż znajdowała się w wolnym pokoju, który uważała za „swój” w dworze Malfoyów. Była tam Polly wraz z panią Malfoy na wózku z herbatą (Hermiona nie była pewna, w jaki sposób udało jej się wejść po schodach, ale nie zapytała). Kazano jej się przyszykować, używając najlepszej soli do kąpieli, nawilżającego mydła do ciała i odżywki do włosów, które czarodziejski świat miał do zaoferowania. Musiała przyznać, że użycie tych produktów sprawiło, iż poczuła się rozpieszczona i ośmieliła się powiedzieć — seksowna.
Siedziała na krześle owinięta w pluszowy szlafrok, przesiąknięty zapachem lawendy, podczas gdy zaczarowane przedmioty do układania włosów szczotkowały, suszyły i formowały jej loki. Finalna fryzura składała się z koka nad karkiem i resztą luźnych loków spływających po plecach.
Pani Malfoy kazała jej zamknąć oczy, kiedy zakładano jej suknię. Czuła, jak miękki jedwab opada na czubki stóp. Kiedy Hermiona ponownie otworzyła oczy, stało przed nią piękne lustro. Mając trudność ze złapaniem oddechu, nie mogła uwierzyć, że osoba w odbiciu to ona.
Na sobie miała suknię w kolorze złota, w której materiał wszyto połyskujące ozdoby.
— Och, pani Malfoy… Nie mogę…
— Możesz, nalegam. Kupiłam tę suknię lata temu i nigdy nie znalazłam powodu, aby ją nosić. Muszę powiedzieć, że wygląda na tobie oszałamiająco, moja droga. Pasuje lepiej na ciebie niż na mnie.
— Wątpię w to, pani Malfoy, ale dziękuję — powiedziała Hermiona, uśmiechając się uprzejmie do czajnika.
Założono także kilka błyszczących bransoletek, prosty naszyjnik z łezką i pasujące złote szpilki, zanim Hermiona została uznana za gotową.
— Millie — powiedziała pani Malfoy. — Proszę, przekaż mojemu synowi, że panna Granger jest gotowa.
— Tak, pani — odpowiedział kielich, zanim zniknął za drzwiami.

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

W komnatach Draco narzekał na grzebień i szczotkę, które obecnie próbowały poskromić jego futro. Na szczęście podczas kąpieli użył mydła pielęgnacyjnego, a bez niego ten proces mógł przebiegać znacznie, znacznie gorzej.
— Ała! — warknął na szczotkę do włosów. Potrząsnął łbem, gdy ta nadal go torturowała. — Nie jestem pewien, czy to warte zachodu, Świetliku.
— Czy paniczowi zależy na tej dziewczynie? — zapytał świecznik.
— Przypuszczam, że trochę — odparła bestia, krzywiąc się, gdy szczotka do włosów pociągnęła trochę zbyt mocno skołtunioną sierść. Mógł przysiąc, że zrobiła to celowo. — Dobra, tak. Ponad wszystko. W porządku?
— W takim razie jest tego warte, paniczu — powiedział mądrze Świetlik.
Po godzinach tortur futro Draco było w końcu lśniące, gładkie w dotyku i pozbawione kołtunów. Merlinie, chciał, aby ta klątwa wreszcie ustąpiła. Oddałby wszystko, by znów mieć swoje naturalne i jedwabiste włosy.
Ubrał się w ciemnoniebieskie formalne szaty i przejrzał się w lustrze, gdy Millie pojawiła się w pokoju.
— Panna Granger czeka, paniczu — poinformowała go.
— W porządku. Dziękuję, Millie. Będę za minutę — powiedział.
Wziął kilka głębokich oddechów. Nie wiedział, dlaczego tak się denerwuje tym balem. W końcu tam miała być tylko Granger.
Wyszedł z pokoju z wysoko uniesioną głową. Kiedy dotarł do schodów prowadzących na półpiętro, niemal zapomniał o oddechu.
Hermiona stała na schodach prowadzących do wschodniego skrzydła, nerwowo poprawiając sukienkę. Kiedy w końcu podniosła wzrok, zarumieniła się i uśmiechnęła. 
Równocześnie zeszli po schodach, aż spotkali się na środku.
— Pięknie wyglądasz — powiedział szczerze.
Zaczerwieniła się jeszcze bardziej.
— Dziękuję. Ładnie się wystroiłeś.
— Idziemy? — zapytał, oferując ramię.
Przytakując, ułożyła rękę na jego przedramieniu. Para zeszła po pozostałych schodach, kierując się do sali balowej.
Drzwi otworzyły się, gdy tylko do nich podeszli, a Hermiona westchnęła na widok przed sobą.
Pomieszczenie było prawdopodobnie wielkości Wielkiej Sali, jeśli nie większe. Na suficie i ścianach znajdowały się ruchome malowidła ścienne, głównie nocne niebo, a wśród nich wizualizacje różnych konstelacji. Wszędzie płonęły świece, a w tle rozbrzmiewała cicha melodia.
Draco zwrócił się do niej i ukłonił, zapraszając gestem do tańca.
Hermiona dygnęła i wzięła oferowaną dłoń. Pozwoliła mu prowadzić się na środek parkietu.
Rozpoczął powolnym, prostym walcem, za który Hermiona była wdzięczna, ponieważ to był jedyny taniec, który naprawdę znała.
Nie rozmawiali ze sobą podczas tańca, ponieważ czuli się ze sobą bardzo swobodnie, nawet gdy milczeli. Ich ruchy były zsynchronizowane i pewne, gdy płynęli po parkiecie. Obrócił ją, odchylił z łatwością i znowu podniósł, powodując, że uśmiechnęła się i zaśmiała. Tańczyli przez godziny, nie odrywając od siebie oczu. Kiedy muzyka w końcu ucichła, Draco poprowadził ją na balkon, by zaczerpnąć świeżego powietrza.
— Dawno tak dobrze się nie bawiłam — powiedziała Hermiona, odwracając się do niego. — Dziękuję ci.
Skinął głową, uśmiechając się w zamian.
Obserwowali nocne niebo, dopóki nie chrząknął.
— Mogę cię o coś zapytać? — Zgodziła się, więc kontynuował: — Czy podoba ci się tutaj? Chodzi mi o to, kiedy mnie odwiedzasz? A może przychodzisz, bo czujesz się zobowiązana?
Hermiona patrzyła na swoje dłonie, gdy odpowiedziała:
— Na początku czułam się trochę zobowiązana. Obiecałam, że pomogę ci się dowiedzieć, jak przerwać klątwę, a ja nie lubię zawodzić. — Spojrzała na niego, kładąc małą rękę na jego wielkiej. — Ale w ciągu ostatnich kilku tygodni odkryłam, że nie mogę się doczekać, aby tu przyjść, nawet jeśli tylko rozmawiamy lub spacerujemy po ogrodzie. Dwór nie jest tak straszny jak wcześniej i z jakiegoś powodu czuję się… bezpiecznie.
Draco nie odważył się poruszyć ręką, bojąc się, że ona ją puści. Podobało mu się to uczucie i żałował tylko, że jest pokryty futrem i tak duży, że nie może trzymać jej w swoich ramionach.
— Gdybyś mogła móc życzyć sobie czegokolwiek… co by to było? — zapytał.
— Jeśli miałabym być szczera… chciałabym znów zobaczyć moich rodziców. Chociaż na chwilę. Tak bardzo za nimi tęsknię — odpowiedziała z lekko załzawionymi oczami.
— Czy oni…?
— Och, nie. Żyją. Ale są… cóż... Przed rozpoczęciem wojny wymazałam im wspomnienia i wysłałam do Australii. Potem próbowałam to odwrócić, ale nie mogłam. Bałam się, że próbując, trwale uszkodzę ich umysły, więc na razie żyją szczęśliwym życiem i tak naprawdę tylko tego dla nich chciałam. Nawet jeśli żyją tak beze mnie.
— Znam sposób, żebyś mogła sprawdzić, co u nich — powiedział, wstając i ponownie oferując ramię.
Pozwoliła mu poprowadzić się do jego komnat, gdzie wyciągnął lustro z szuflady stołu, na którym stała róża. Zauważyła, że pozostało niewiele płatków i zagryzła usta.
— To lustro — wyjaśnił, wręczając je jej — pozwoli ci wszystko zobaczyć. Po prostu musisz zapytać.
Hermiona spojrzała na niego, a potem uniosła lustro na wysokość swojej twarzy.
— Chciałabym zobaczyć rodziców, proszę.
Lustro zaświeciło jasno, zanim na szkle pojawiły się dwie osoby. Rodzice Hermiony znajdowali się na plaży, wypoczywając na leżakach i czytając książki. Wyglądali na szczęśliwych.
Hermiona uśmiechnęła się i wytarła łzę z policzka, która spłynęła z jej oczu. Kiedy obraz wyblakł, oddała lustro.
— Dziękuję — powiedziała cicho.
Draco potrząsnął głową.
— Zachowaj je. Będziesz mogła w każdym momencie zobaczyć, co u nich.
Jej serce się rozradowało.
— Dziękuję ci… bardzo ci dziękuję, Draco.
— Nie ma za co, Hermiono.
____________

Witajcie :) mamy weekend, więc pora na kolejny rozdział opowiadania. Mam ogromną nadzieję, że jesteście usatysfakcjonowani, ponieważ ta część jest pełna dramione i uroczych momentów z naszą dwójką w rolach głównych. Piszcie jak wrażenia.
Powoli zbliżamy się do końca opowieści. Nie mogę uwierzyć, że tak szybko minęło te dziesięć tygodni i przed nami tylko trzy pozostałe części. Oczywiście następna pojawi się w przyszły weekend.
Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego weekendu i tygodnia. Enjoy!

Piękna i bestia: Rozdział 9

niedziela, 14 lipca 2019

— Daj spokój, Malfoy. Nie zachowuj się jak dziecko — powiedziała Hermiona, stojąc po drugiej stronie drzwi.
— Nie jestem dzieckiem — odburknął Malfoy, krzyżując swoje ogromne, owłosione ramiona na piersi.
— Dobrze, więc nie bądź szczeniakiem — odgryzła się sarkastycznie.
Draco rzucił jej gniewne spojrzenie, ale wywołało to tylko u niej cichy chichot. Stali zaledwie kilka stóp od siebie, choć Draco nadal był w środku, podczas gdy Hermiona na zewnątrz.
— No dalej, spróbuj — zachęciła. — Skoro ja byłam w stanie dotknąć klamki i nie musiałam używać magii, aby ją otworzyć, jestem pewna, że bez trudu przejdziesz przez drzwi i nie spadnie ci ani jeden włos z głowy.
Draco stęknął marudnie.
— Dobra, ale jeśli się mylisz, będziesz mi coś winna.
— Okej, upiekę ci kolejne ciasto — zaproponowała.
Ta propozycja skusiła Draco. Westchnął głęboko, przesuwając stopę tak, że tylko jeden palec u nogi znalazł się blisko progu. Zamknął oczy i przesunął się bliżej, a potem jedną stopę postawił po drugiej stronie. Otworzył oczy, nie mogąc ukryć szoku.
— Widzisz — zachęciła Hermiona z triumfalnym uśmiechem. — Nie miałeś, czym się martwić.
Draco przeszedł w końcu przez próg.
— Nie musisz tak się puszyć, panno Mądralińska. Nie powinnaś mnie winić za ostrożność.
— Prawdopodobnie nie — odpowiedziała, wzruszając ramionami, po czym odwróciła się i wkroczyła na ogrodową ścieżkę. Spojrzała ze smutkiem na umierające rośliny. — Mogę spróbować je ożywić… gdybyś chciał.
Draco podrapał się po głowie, w miejscu skąd wyrastał jeden z rogów.
— Jak chcesz. Nigdy tak naprawdę nie przejmowałem się ogrodem. Ale matka… Jestem pewien, że będzie zachwycona, jeśli doprowadzisz go do ładu.
Hermiona przykucnęła przy pobliskiej grządce, chcąc skontrolować jej stan.
— Kiedy zrobi się cieplej, mogę je przesadzić i odratować. Moja mama była doskonałym ogrodnikiem. Tata mówił, że „miała rękę do roślin”.
Draco ściągnął brwi lekko skonfundowany.
— Powiedziałaś, że twoja matka miała rękę z kwiatów?
Hermiona zachichotała, gdy wstała i wytarła ręce w spodnie.
— To powiedzenie. Jeśli ktoś naprawdę dobrze troszczy się o rośliny, to mówi się, że ta osoba „ma rękę do roślin”.
— Cóż, to dziwne — mruknął Draco.
— Och, a mówienie „na gacie Merlina” jest lepsze?
Draco prychnął i potrząsnął głową.
— Nie, raczej nie.
Chodzili po ogrodach przez jakiś czas, gawędząc beztrosko. Hermiona rozglądała się dookoła, nabierając pewności, że właściwie cały teren wymagał renowacji. Kiedy wrócili do środka, pani Malfoy przygotowała herbatę i talerz ciastek domowej roboty Hermiony.
— A co z szarlotką? — zapytał Draco.
— Będzie deserem do dzisiejszej kolacji. Przyłączysz się do nas, prawda panno Granger? — spytała porcelanowa pani domu.
Hermiona skinęła lekko głową i się uśmiechnęła.
— Tak, oczywiście.
Kolacja tego wieczoru była o wiele spokojniejsza niż poprzednia. Byli tylko we dwoje, z panią Malfoy kursującą między kuchnią a jadalnią. Kiedy przyniesiono deser, Hermiona odkroiła sobie kawałek ciasta i odłożyła resztę z patery dla Draco. Uniósł brew, co skwitowała uśmiechem.
Nawet nie zawracał sobie głowy sztućcami czy talerzykiem. Podniósł kawałek z patery i wcisnął go do ust, powodując, że jego policzki wydęły się komicznie, co rozśmieszyło Hermionę.
Potem pozwolił jej wybrać kilka książek ze swojej biblioteki, by mogła je zabrać do domu na tydzień. Wepchnęła trzy z nich do torebki na łańcuszku, wdzięczna, że nigdy nie odwróciła zaklęcia zmniejszającego.
— Jeśli nic się nie wydarzy, wrócę w najbliższą sobotę koło południa. Wyślę sowę, jeśli miałoby mi się nie udać…
— Pamiętaj, że…
— Tak, wiem, sowy tylko w nocy. Och i nie zapomnij przeczytać książek, które ci zostawiłam. Porównamy notatki, gdy wrócę.
— Dajesz mi zadania domowe? — jęknął cicho.
— A masz coś lepszego do roboty? — spytała, unosząc brew.
Wzruszył obojętnie ramionami.
— Zawsze możesz wyrywać chwasty — zasugerowała.
— Myślę, że wolę pracę domową, dzięki — odpowiedział, przewracając oczami.
— Tak myślałam — powiedziała, poprawiając torbę na ramieniu. — A tak na serio, postaraj się wychodzić na zewnątrz, dobrze ci zrobi trochę świeżego powietrza — zaproponowała, otwierając drzwi (bez użycia magii) i aportowała się ze cichym pyknięciem.

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

— Tu jesteś — powiedział Harry, wchodząc zza rogu do boksu Hermiony. — Byłem kilka razy pod twoim domem w ten weekend, ale nie było cię tam. Gdzie byłaś?
— Przepraszam, Harry — odpowiedziała Hermiona, podnosząc wzrok znad dokumentów na biurku. — Byłam zajęta.
Harry zmrużył oczy.
Czym tak właściwie zajęta?
— To taki poboczny projekt, nad którym pracuję — wyjaśniła, próbując wrócić do pracy.
— Czy to ma związek z Malfoyem? — zapytał.
Hermiona znów uniosła głowę, a jej twarz wykrzywiła się z zakłopotania.
— Skąd ci to przyszło do głowy?
— Ponieważ odkąd byłaś u Malfoya, jesteś… Cóż, nie potrafię tego nazwać. Ale wiem, że czegoś mi nie mówisz, a poza tym nigdy nie byłaś zajęta w weekendy.
— Naprawdę, Harry. To nic takiego — powiedziała.
— Więc dlaczego nie powiesz mi, czego dotyczy twój projekt? — zapytał, unosząc brew.
Hermiona westchnęła.
— Ponieważ jest… prywatny.
— Dla kogo?
Z ust szatynki wydobył się cichy jęk.
— Harry, naprawdę nie mogę o tym teraz mówić. Mam mnóstwo pracy. Może spotkamy się na lunch albo co…
— W takim razie lunch. Dzisiaj — przerwał jej Harry. — Przyjdę po ciebie w południe. Ron cały dzień pracuje w terenie, więc będziemy tylko we dwoje.
Zanim Hermiona spróbowała się sprzeciwić, Harry wyszedł z jej boksu. Zamknęła oczy i uszczypnęła grzbiet nosa, po czym wzięła głęboki oddech i wróciła do papierów leżących tuż przed nią.

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

— Okej, gadaj — powiedział Harry, gdy usiedli w mugolskim sklepie z kanapkami znajdującym się poza ministerstwem.
— Dobrze, jeśli musisz wiedzieć, to tak — pracuję nad projektem z Malfoyem — wyjawiła, zanim wzięła kęs kanapki.
— Wiedziałem — powiedział, potrząsając głową, zanim ugryzł swoją kanapkę. — Dlaczego wcześniej mi tego nie powiedziałaś?
— Ponieważ wiedziałam, jak się zachowasz... co w gruncie rzeczy już miało miejsce. Jesteś nadopiekuńczy.
— Obwiniasz mnie? — zapytał z niedowierzaniem. — Praca z Malfoyem? Musisz być przy nim ostrożna, bo…
— Wiesz, jak na kogoś, kto zeznawał w jego sprawie, zachowujesz się tak, jakby wciąż był podejrzanym śmierciożercą — oświadczyła zirytowana.
— Tylko dlatego, że sądziłem, iż nie zasłużył na Azkaban, nie znaczy, że mu ufam. Zwłaszcza gdy dotyczy to ciebie — wyjaśnił, wskazując ją palcem.
Hermiona westchnęła.
— Już taki nie jest. Przysięgam. Wciąż jest wyniosły, ale odnosi się do mnie przyzwoicie. Zmienił się… na wiele sposobów.
Harry wpatrywał się w nią przez chwilę, po czym westchnął z rezygnacją.
— W porządku, jeśli myślisz, że się zmienił i nie traktuje cię strasznie ani nie wyzywa, to wydaje mi się, że mogę spróbować nie być tak nadopiekuńczym.
Uśmiechnęła się.
— Dzięki, Harry.
— Więc o co właściwie chodzi z tym twoim projektem dla Malfoya? — zapytał z ciekawością.
Hermiona wzięła kęs, myśląc o sposobie wyjaśnienia sytuacji. Ostatecznie zdecydowała się kierować prawdą, w większości.
— Mniej więcej rok temu Malfoy został przeklęty. Zaczekaj, pozwól mi skończyć — powiedziała, wyczuwając, że Harry rwie się, aby zadać milion pytań. — Klątwa w zasadzie uwięziła go w posiadłości, dlatego nikt go nie widział ani nic nie słyszał. Jedynym powodem, dlaczego o tym wiem, był fakt, że poszłam go sprawdzić.
— Więc jaka to była klątwa? Uwięziła Malfoya w dworze? To nie wydaje się takie straszne… ała! — Potarł nogę, w którą go kopnęła, ale zobaczył uśmiech błąkający się w kącikach jej ust.
— Nie, to była tylko część przekleństwa. Jest coś więcej, ale szczegóły muszę zachować dla siebie. Przychodziłam do niego w weekendy, aby pomóc to rozgryźć i przerwać. Inaczej klątwa pozostanie z nim na stałe.
— Prawdopodobnie będę tego żałować, ale czy mogę jakoś pomóc? — zaoferował się Harry.
Hermiona już miała potrząsnąć głową, kiedy zatrzymała się i uśmiechnęła.
— Właściwie... może uda ci się zobaczyć, jakie książki masz dostępne na Grimmauld Place? Głównie chodzi o klątwy z transformacjami…
— Transformacje? Czego…
— Harry, proszę, nie zadawaj pytań. Obiecałam Malfoyowi, że nikomu nic nie powiem, a to już naciskanie.
Harry skinął głową.
— W porządku. Poszukać książek o klątwach z transformacjami, zrozumiałem.
Hermiona uśmiechnęła się do niego z wdzięcznością.
— Dzięki, Harry. I nie mów nic o tym Ronowi… — poprosiła, wstając z krzesła, aby wyrzucić resztki do kosza. Harry poszedł w jej ślady.
— Zaufaj mi, wiem. Poza tym, on także był zajęty w ostatnie weekendy — oświadczył, drapiąc się w tył głowy.
— Och? Co robił?
— Cóż, spotyka się z kimś.
— To wspaniale! — powiedziała, uśmiechając się szczerze. Mimo że nie wyszło jej z Ronem, postanowili pozostać przyjaciółmi, chociaż wciąż obawiała się, że coś do niej czuje. — Kto jest szczęśliwą wybranką?
— Susan Bones — wyjawił Harry, otwierając drzwi Hermionie, by mogli wyjść ze sklepu. — Ale nie mów mu, że wiesz. Myślę, że chce ci to powiedzieć osobiście. Jednak pomyślałem, że dam ci przewagę.
Reszty rozmowy nie dało się słyszeć, ponieważ para wyszła na zewnątrz.
Cormac wkrótce opuścił sklep, rzucając na siebie zaklęcie kameleona. Podążył za parą, aby wysłuchać dalszej części rozmowy między Hermioną a Harrym.
— Więc Malfoya ktoś przeklął, co? A Granger pomaga mu to przerwać… Nic dziwnego, że wciąż nie chce się ze mną umówić… Założę się, że ta śmierciożercza szumowina rzuciła na nią Imperiusa! Nie wiem, dlaczego Potter tego nie widzi, ale ja nie jestem ślepy. Muszę odzyskać Hermionę… tylko muszę pomyśleć, jak to zrobić.
_____________

Witajcie :) mamy końcówkę weekendu, więc można powiedzieć, że się wyrobiłam. A tak na serio to wczoraj miałam urwanie głowy, bo przyjechałam do domu na urlop i po prostu nie było sensu publikować na wariata. Dzisiaj jeszcze bety dodały ostatnie poprawki, no i jest! Mam nadzieję, że Wam się podoba i w sumie właśnie teraz rozpoczyna się prawdziwa akcja. Jak wszystko przebiegnie, dowiecie się niebawem.
Tak jak pisałam, właśnie rozpoczynam mój prawie trzytygodniowy urlop. Bardzo mnie to cieszy i być może uda mi się zrealizować pewien plan. Domyślacie się jaki? Czekam na Wasze typy!
Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia. Enjoy!

Piękna i bestia: Rozdział 8

sobota, 6 lipca 2019

Chociaż Hermiona cieszyła się, że leży we własnym łóżku, nie mogła zasnąć. Jasne, udało jej się przysnąć na kilka godzin, ale śniła głównie o wilkach, pościgu i krwi. Poddając się zupełnie, Hermiona zrzuciła z siebie kołdrę i wstała z łóżka o piątej rano.
Ponieważ miała jeszcze siedem godzin do wizyty w rezydencji Malfoyów, postanowiła coś ugotować.
Najpierw przygotowała śniadanie składające się z jajecznicy z bekonem, kiełbasą i ziemniakami okraszonymi cebulką oraz tostów i świeżo wyciśniętego soku pomarańczowego. Ale nawet gdy już zjadła i posprzątała, miała jeszcze jakieś sześć godzin wolnego.
Warcząc, zdecydowała się upiec kilka ciastek. Przypomniała sobie, że w Hogwarcie Draco często dostawał paczki od rodziców i był strasznym łasuchem. Może przyniesienie zrobionych przez nią czekoladowych łakoci poprawi jego nastrój.
Upiekła pięć tuzinów, odkładając na bok dwa dla Draco, jeden dla Harry’ego, jeden dla Rona i ostatni dla siebie.
Pozostało jeszcze trochę czasu, więc zdecydowała się także na szarlotkę.
Myślała, gdy ciasto się piekło. Głównie o klątwie i o tym, co mogłoby ją przerwać. Malfoy wspomniał, że czarownica, która ją rzuciła, powiedziała, że zachował się jak bestia, więc przemieniła go w jedną z nich. Może wystarczy bycie miłym? Nie, to byłoby zbyt proste i nawet ktoś taki jak Draco Malfoy mógłby udawać dobroć, gdyby chciał. Chociaż musiałoby to być autentyczne. Będzie musiała przyjrzeć się klątwom, które skupiają się na zmianie osobowości.
Zaciekawiło ją także to, w jaki sposób Draco zdołał przebić się przez barierę przy drzwiach. Czy nadal będzie mógł to robić? A może została rzucona ponownie? Sprawdzi to dzisiaj, gdy go odwiedzi.
Kiedy jej różdżka zabrzęczała, informując, że ciasto było już gotowe, wyciągnęła je z piekarnika, by ostygło, po czym zaczęła się przygotowywać do wyjścia.

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

Draco chodził po holu, czekając, aż pojawi się Hermiona. Wiedział, co może jej „dać”, dlatego nie mógł się doczekać, aby ją zobaczyć.
Usłyszał głośne pyknięcie, będące znakiem aportacji i czekał aż otworzą się drzwi.
— Mam coś dla ciebie — powiedzieli jednocześnie.
Hermiona zachichotała niezręcznie.
— Mogę pierwsza? Nie chcę, żeby zaschły, nawet jeśli rzuciłam na nie zaklęcie świeżości.
Draco z ciekawością przechylił głowę, po czym przytaknął. Hermiona wyciągnęła dwa pojemniki ze swojej torebki na łańcuszku, a potem je powiększyła. Podniosła pokrywkę i zapach czekolady wypełnił jego zmysły.
— Miałam rano trochę czasu, więc postanowiłam coś upiec. Dwa tuziny czekoladowych ciasteczek i szarlotkę — powiedziała. — W podziękowaniu… za wczorajszą kolację.
Podała pojemniki Draco, który wziął je w swoje gigantyczne łapy.
— Dziękuję — odpowiedział, unikając jej wzroku.
Wózek natychmiast zatrzymał się obok niego, a pani Malfoy powiedziała:
— Daj mi je, zajmiemy się tym później, a teraz może pokażesz pannie Granger jej niespodziankę?
— Och, tak. Jej niespodzianka — zaczął, ostrożnie kładąc pojemniki obok delikatnego czajnika. Kiedy wózek odjechał do kuchni, Draco skinął głową. — To… Zapraszam za mną.
Hermiona podążyła za nim, dopóki nie zmęczyło ją gapienie się na jego plecy, więc zrobiła kilka szybkich kroków, by go dogonić.
— Nie wydaje mi się, żebym wcześniej była po tej stronie dworu — powiedziała, rozglądając się po obrazach, posągach i innych rzeczach ukrytych w skrzyniach.
— To skrzydło… Cóż, należało do mojego ojca — stwierdził Draco. — Nie schodzimy tu często, chyba że czegoś potrzebujemy.
Hermiona skinęła głową, zatrzymując się przed bardzo wysokim oknem, by spojrzeć na ogród Malfoyów. Zarósł chwastami i winoroślami, ale kilka szybkich zaklęć mogłoby to naprawić.
— Granger — zawołał Draco, stając przed parą podwójnych drzwi.
Podeszła do niego z ciekawością wyrytą na twarzy. Chciała sięgnąć za klamkę, ale Draco powstrzymał ją, kładąc łapę na jej ramieniu. Uniosła brew.
— Eee… zamknij oczy. W końcu to niespodzianka — powiedział.
Hermiona prychnęła, ale gdy zamknęła powieki, na jej ustach pojawił się uśmiech.
Draco pomachał ręką przed jej twarzą, aby się upewnić, że naprawdę są zamknięte. Gdy był pewien, otworzył drzwi, które jęknęły i zaskrzypiały.
— Jeszcze nie otwieraj — nakazał, widząc, że miała zamiar spojrzeć i zapytać. Chwycił ją za ręce, by wciągnąć do środka, po czym cofnął się, stając za nią i prowadząc na środek pomieszczenia. — Jedna sekunda.
Hermiona zachichotała, kładąc ręce na biodrach.
— Lepiej, żeby było warto.
Nawet mając zamknięte oczy, mogła stwierdzić, że pokój, w którym się znajdowali, był ciemny… to znaczy dopóki Draco nie odsłonił zasłon i nie poczuła słońca na swej skórze.
— Już? — zapytała.
— No dobrze… teraz — powiedział Draco, patrząc na nią, by zobaczyć jej reakcję.
Hermiona otworzyła oczy i jęknęła. Przy ścianach wysokich na trzy piętra stały regały pełne książek. Półki rozciągały się na ponad siedem stóp i wszystkie były wypełnione po brzegi.
— To… to twoja biblioteka? — prawie pisnęła.
Draco skinął głową.
— Tak.
— Przeczytałeś stąd wszystko? — spytała zaciekawiona, podchodząc do najbliższej półki z książkami, przeglądając tytuły.
Wzruszył ramionami i odpowiedział:
— Nie wszystko, ale większość. Nie miałem zbyt wiele zabawek, więc spędzałem sporo czasu na czytaniu.
Szedł za nią, gdy rozglądała się po półkach.
— Zakładam, że są podzielone na różne działy? — zapytała.
W odpowiedzi Draco wskazał ścianę po prawej stronie.
— Tu znajduje się czarodziejska literatura, a tam — wskazał kolejną — mugolska.
Oczy Hermiony rozszerzyły się.
— Masz mugolskie książki?
Draco wzruszył ramionami.
— Książka to książka. Mugolskich nie bierzemy zbyt dosłownie, po prostu cieszymy się z tego, jakie są. Mamy też tomy w różnych językach, takich jak łacina, niemiecki, hiszpański, grecki.
— A co z książkami o magii? Czarach, klątwach i tym podobnych? — spytała.
Draco zabrał ją na tył pomieszczenia. Od razu poczuła zmianę energii.
— Tutaj przechowujemy nasze magiczne księgi… moje ze szkoły lub zawierające czarną magię. A te w szklanej gablocie — powiedział, wskazując na zamkniętą półkę — są niebezpieczne. Aby się do nich dostać, trzeba trochę powalczyć — poinformował.
Hermiona klęknęła przed regałem, próbując przeczytać tytuły, ale większość była w języku, którego nie znała. Położyła dłoń na szkle, czując siłę magii. Zerknęła na Draco, zanim wstała.
— Dlaczego mi to pokazujesz? Czy to oznacza, że mogę wreszcie zacząć poszukiwania w twojej bibliotece? — zapytała, starając się nie wyglądać na podekscytowaną tą perspektywą.
Draco skinął głową.
— Tak. Właściwie daję ci pełny dostęp do wszystkiego, co się tutaj znajduje. Jeśli chciałabyś przejrzeć książki z zamkniętego regału, powiedz tylko słowo, a powiem ci, jak się tam dostać. Ale jest haczyk.
Uniosła brew.
— Och? Jaki?
— Będziesz jeść ze mną kolacje, za każdym razem, gdy będziesz przychodzić do biblioteki — powiedział. Gdy otworzyła szeroko oczy, dodał: — To pomysł matki.
Była tym zaskoczona.
— Och… dobrze, zgadzam się.
Draco przytaknął, gdy Hermiona wróciła do przeglądania regałów.
W bibliotece znajdowały się miękkie krzesła i Draco siedział na jednym, obserwując, jak Hermiona wyciągała książki z półek i układała na pobliskim stole, dopóki się nie znudził i nie wyciągnął losowej książki, by zacząć czytać. Kiedy stos Hermiony urósł na niemal trzy stopy, spojrzała na niego z zakłopotaniem.
— Wydaje mi się, że na razie tyle wystarczy.
Draco zamknął książkę, którą czytał i parsknął śmiechem.
— Czy potrzebujesz pomocy w poszukiwaniach?
— Tak, ale najpierw chciałam sprawdzić pewną teorię — powiedziała.
Teraz to on uniósł brew.
— Och. Jaką teorię?
Hermiona usiadła obok niego na sąsiednim krześle.
— Wczoraj udało ci się przebić przez osłony i opuścić dwór, by mnie uratować. Czy od tamtej pory próbowałeś wyjść poza dwór, aby sprawdzić, czy znowu wróciły na swoje miejsce?
Draco potrząsnął swoją owłosioną głową.
— Nie. Przyzwyczaiłem się do tego, że po prostu nie wychodzę z dworu i nawet nie przyszło mi do głowy, że mógłby wyjść. Chociaż — zaśmiał się z goryczą — nie chodzi o to, że nie chciałbym pójść gdziekolwiek, nawet gdybym mógł. Ale gdyby ktoś mnie zobaczył w takim stanie, doszłoby do masowej histerii.
— Zawsze możesz spróbować wyjść do ogrodu — zasugerowała Hermiona. — Aby pooddychać świeżym powietrzem i spojrzeć na coś innego niż te cztery ściany.
— W dworze jest więcej niż cztery ściany, Granger — powiedział nonszalancko.
Hermiona przewróciła oczami.
— Wiesz, co mam na myśli. — Wstała i zaczęła iść w kierunku drzwi. Spojrzała za siebie i zobaczyła, że Draco wciąż siedział na krześle, patrząc na nią z dezorientacją. — No, chodź — nakazała.
— Gdzie idziemy? — zapytał, wstając i podchodząc do niej.
— Sprawdzić, czy możesz opuścić dwór — oświadczyła zirytowana. — Szczerze mówiąc, Draco, właśnie o tym mówiłam.
Wyjaśniała swoją teorię, gdy Draco zwolnił tempo i szedł za nią, uśmiechając się do siebie lekko, podobało mu się to, w jaki sposób brzmiało jego imię w jej ustach.
__________

Witajcie :) mamy weekend, więc pojawia się kolejny rozdział tej historii. Nie wiem, czy zadowala Was taka relacja Draco i Hermiony, ale mnie w jakiś sposób ujmuje i jest po prostu cudowna. Ta swoboda wypowiedzi, sarkastyczne uwagi... to lubię! Piszcie w komentarzach, co o tym myślicie.
U mnie straszna bieganina, ale na szczęście został tylko tydzień do urlopu, więc nie mogę się doczekać przyszłej soboty, kiedy wyruszam do domu na prawie trzy tygodnie. Oby tylko pogoda dopisała... W mojej głowie tli się pomysł powrotu LML, ale czy ktoś czeka? Po takim czasie pewnie wszyscy zapomnieli... A może jednak nie?
Wybaczcie te moje przemyślenia, po prostu biję się z myślami.
Następny rozdział zapewne za tydzień. Więc czekajcie.
Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia. Enjoy!