[T] Hot for Teacher: To było wszystko

niedziela, 31 sierpnia 2025

 

Hermiona uśmiechnęła się z zadowoleniem, łapiąc oddech. Głaskali się nawzajem po skórze i zamienili to w komfortową ciszę, przeplataną słodkimi westchnieniami i uśmiechami.

Draco się uśmiechnął, patrząc na rozczochraną Hermionę na tle głębokiego szmaragdu swojej pościeli.

— Dobrze ci w zielonym.

Przewróciła oczami.

— To ma być jakaś ślizgońska aluzja?

Po co miałbym używać aluzji, po tym, co właśnie zrobiliśmy?

— Bo jesteś palantem.

— Bądź miła, albo cofnę moje wyznanie miłości.

Zmrużyła oczy.

— Nie, nie zrobisz tego.

Zaśmiał się.

— Nie zrobię. — Pochylił się, żeby ją pocałować. — Więc rozumiem, że dostałaś mu list? — zapytał, dotykając jej ust z każdym wypowiedzianym słowem.

Zachichotała.

— Dostałam. Bardzo subtelne, panie Malfoy.

Zanucił, całując ją w szyję.

— Zamierzałem wysłać kolejny bukiet kwiatów, ale to już było nagminne. Kobieta taka jak ty zasługuje na bukiet orgazmów.

Hermiona zaśmiała się głośno, słysząc jego słowa.

— To o dziwo jedna z najsłodszych rzeczy, jakie mi powiedziałeś.

— Więc chyba lepiej będzie, jeśli je dostarczę — powiedział z seksownym uśmieszkiem. — Chociaż będę cię potrzebował, żebyś podtrzymała energię. Jadłaś już? — Pokręciła głową. — Skoczę do kuchni i coś nam przyniosę. Zawołałbym skrzaty, żeby same nam przyniosły, ale wiem, jak bardzo nie podoba ci się, gdy moja służba widzi cię nagą — zadrwił.

Zaśmiała się.

— Tak, pamiętam tamten incydent.

Uśmiechnął się.

— Zaraz wracam. — Pocałował ją lekko i wstał, żeby włożyć szlafrok i bokserki. — Tylko… — wykonał w jej stronę gest dłoni, zataczając koło — zostań tu. Nie ruszaj się.

Uniosła brew.

— Pospiesz się, bo zacznę bez ciebie.

Zaśmiał się, otwierając drzwi i głośno do niej zawołał z korytarza za swoim pokojem.

— Gdy wrócę, będę musiał cię ukarać za samo zasugerowanie tego!

Z uśmiechem na twarzy i sprężystym krokiem zszedł po schodach, przeszedł przez salon i wszedł do jadalni, gdzie o mało nie dostał zawału na widok syna siedzącego przy stole i wpatrującego się w przestrzeń, jakby zobaczył ducha.

Scorp?

— Tato — odpowiedział.

— Eee… — Cholera! Miał być u Potterów! Draco miał nadzieję, że to oznacza, że Scorpius mu wybaczył, ale mimowolnie rozmyślał nad fatalnym wyczuciem czasu. Miał nadzieję, że nie będzie złym rodzicem, jeśli trochę pożałuje, że jego syn pojawił się akurat w chwili, gdy w jego łóżku czekała naga i bardzo napalona wiedźma. — Daj mi tylko… dwie minuty. Nie spodziewałem się…

— Tato, jesteś dobry w magii, prawda?

Draco uniósł brew.

— Co?

— Zaklęcia. Potrafisz je rzucać?

— Tak? Nawet bardzo dobrze.

— To dlaczego nie mogłeś rzucić Zaklęcia Wyciszającego na swój pokój? Naprawdę, skrzaty domowe nie muszą słyszeć, jak się zabawiacie.

Draco na chwilę wstrzymał oddech. To był żart. To musiał być cholerny żart. Bo inaczej oznaczałoby to, że jego syn słyszał…

— Żartujesz sobie ze mnie? — zapytał, wiedząc, że nie.

— Nie.

— Proszę, powiedz, że to żart.

— Nie żartuję.

Draco westchnął.

— Ile słyszałeś?

Scorpius wzruszył ramionami.

— Wystarczająco, żeby wiedzieć, że profesor Granger to krzykaczka.

Draco zamknął oczy.

— Na rózgę Salazara — jęknął.

— A i mówiłeś coś o „ukaraniu jej”?

Oczy Draco gwałtownie się otworzyły.

— Słyszałeś to?

Scorpius skinął głową.

Nagle drzwi do jadalni się otworzyły.

— Draco, mam pomysł na… o, Jezu!

Hermiona właśnie weszła do pomieszczenia, ubrana jedynie w jedną z koszul Draco. Oczy Scorpiusa się rozszerzyły, gdy ujrzał jej sylwetkę na opinającym uda stroju.

— Profesor Granger. Miło panią widzieć — powiedział chłopiec, odwracając wzrok.

Scorpius! — Ściągnęła kołnierzyk koszuli bliżej klatki piersiowej, żeby lepiej się ukryć. — Ja tylko… eee… — Spojrzała na Draco. — Pójdę… pokrzyczeć w poduszkę.

Szybko zostawiła dwóch Malfoyów samych i zniknęła im z oczu.

Draco odetchnął kilka razy i założył ręce za głowę.

— Cóż, Hermiona i ja się pogodziliśmy.

Scorpius uśmiechnął się krzywo.

— Naprawdę?

Draco zaśmiał się.

— Tak, a z zupełnie innej beczki, co powiesz na rozmowę z uzdrowicielem umysłów przez powrotem do Hogwartu?

Scorpius uniósł palec do ust, zastanawiając się.

— Chyba zadowolę się staromodnym Obliviate.

Draco pokręcił głową.

— Bardzo, bardzo mi przykro, że to wszystko usłyszałeś.

Scorpius wzruszył ramionami.

— To było pouczające.

Draco podrapał się po karku.

— Czy to dobry moment, żeby ci powiedzieć, że profesor Granger jest moją dziewczyną i że traktuję ją poważnie?

Scorpius zachichotał.

— Dzięki, że mi powiedziałeś.

— Powinienem był to zrobić dużo wcześniej.

Scorpius uśmiechnął się szeroko.

— Ciekawie jest cię widzieć w takim stanie.

Draco uniósł brew.

— Jakim?

— Nie wiem… szczęśliwego? Znaczy wiem, że nie jesteś nieszczęśliwym człowiekiem. Ale po prostu wyglądasz na takiego… rozbrykanego.

Draco się uśmiechnął.

— Chyba tak. — Lekko spoważniał. — Czy to jest dla ciebie dziwne? Zrozumiałbym, gdyby tak było.

Scorpius wzruszył ramionami.

— Myślałem, że będzie, ale chyba już się do tego przyzwyczaiłem. Właściwie jedyne, co jest dziwne, to fakt, że teraz wiem, jak brzmi, kiedy…

— Dobra, ty mały zboczeńcu, rozumiem. Od teraz będę się upewniał, że będę robił przerwy i rzucał odpowiednie zaklęcia, by zapewnić prywatność, zanim… no wiesz.

Scorpius uśmiechnął się ironicznie.

— Tak. Zdecydowanie tak.

Draco przewrócił oczami.

— Chyba nie mam ci za złe, że trochę sobie z tego żartujesz.

— Po prostu mówię, tato. To bardzo duża posiadłość. Zdajesz sobie sprawę, że krzyczeliście tak głośno, że Quincy i ja słyszeliśmy was stąd?

Draco zacisnął usta.

— Dam ci pięćdziesiąt galeonów, żebyś przestał drążyć.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Następnego lata…

 

Taaatoo! Musimy iść! — Scorpius walił w drzwi do pokoju ojca. — Powiedziałem Rose, że spotkam się z nią dokładnie o wpół do jedenastej.

Draco wyszedł z pokoju z szerokim uśmiechem na twarzy.

— Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, jakie macie szczęście, że się odnaleźliście, bo nikt inny na świecie nie przywiązuje aż tak dużej wagi do punktualności. — Draco przyjrzał się wyglądowi syna. Znacznie urósł w ciągu ostatnich kilku miesięcy, a jego szczęka zaczęła się zaostrzać, zupełnie jak u Draco. — Wiem, że nie możesz się doczekać powrotu do swojej dziewczyny, ale skoro stajesz się prawdziwym Malfoyem… muszę ci coś powiedzieć. Z wielką władzą wiąże się wielka odpowiedzialność.

Scorpius przewrócił oczami, zanim ocenił nieskazitelny wygląd ojca. Miał na sobie ten mugolski garnitur, w którym Hermiona lubiła go oglądać, a jego fryzura idealnie do niego pasowała.

— Dobrze wyglądasz. Masz randkę z profesor Granger dziś wieczorem?

Draco uniósł brew.

— Więc wracamy do profesor Granger, tak? Myślałem, że w końcu przyzwyczaiłeś się do nazywania jej „Hermioną”.

Tylko wtedy, gdy nie naucza. Wracam dziś do Hogwartu. To znaczy, że oficjalnie znów będę nazywał ją profesor Granger.

Draco uśmiechnął się ironicznie.

— Cóż, dopiero w poniedziałek, gdy zaczną się zajęcia. Dostała pozwolenie od McGonagall na opuszczenie Uczty Powitalnej i Spotkania Orientacyjnego. Zabieram ją na weekend.

Scorpius uniósł brwi.

— Chcecie się trochę pobrykać, gdy w końcu będziecie sami? Zawsze mogę wcześniej wyjść. Tylko daj mi znak.

Draco przewrócił oczami.

— Czujesz się zbyt swobodnie, rozmawiając o moim życiu seksualnym.

Scorpius uśmiechnął się ironicznie.

Kochasz ją. Chcesz mieć z nią dzieci — zażartował.

Draco prychnął.

— Może wtedy miałbym takie, które nie byłoby bezczelne.

Scorpius zignorował go i kontynuował żartobliwym tonem.

— Chcesz powiedzieć: „Och, Hermiono. Proszę, nie wracaj do Hogwartu! Będę za tobą strasznie tęsknił!”.

Scorpius posłał ojcu buziaka.

Draco zmrużył oczy.

— Wiesz co?

Po czym potargał włosy syna.

— Ała! Taaato! Przestań! Wiesz, że wieki mi zajęło, żeby tak wyglądały!

Draco uśmiechnął się ironicznie.

— Było idealnie.

Scorpius spiorunował go wzrokiem.

— Oficjalnie nie jesteś już fajnym tatą.

Draco wzruszył ramionami.

— Tak trzymaj, synu, a znowu wyślę cię do Edwarda i Jean.

Oczy Scorpiusa się rozszerzyły.

— Nie zrobiłbyś tego!

— Rodzice Hermiony cię uwielbiają. Nie chciałbym pozbawiać ich okazji do nawiązania więzi.

Scorpius zmrużył oczy.

— Jean nazywa mnie „Scorpy”. Scorpy, tato.

Draco przewrócił oczami.

— Wiem.

— To niedorzeczne.

Draco prychnął.

— Uwierz mi, wiem. I mówi to ktoś, kto od dawna jest nazywany „Drakusiem”. Mogła wymyślić coś gorszego, więc po prostu się temu poddaj.

Scorpius skrzywił się.

— Czyli będę musiał się z tym męczyć do końca życia?

— Mam nadzieję.

Draco dotknął palcem małego, aksamitnego pudełeczka w kieszeni spodni, w którym znajdował się pięciokaratowy, wyszlifowany pierścionek z diamentem.

— Masz zamiar zrobić to w ten weekend?

Draco przygryzł wargę i skinął głową.

Scorpius uśmiechnął się do ojca.

— Nie musisz się denerwować. Powie „Tak”.

Draco przytaknął.

— Wiesz, że nie musisz do niej mówić „,mamo”.

Scorpius przewrócił oczami.

— Jakby w ogóle istniała szansa, żebym to zrobił.

Draco zachichotał.

— Cieszę się, że to dogadane. — Westchnął. — Chciałbym, żebyś był moim drużbą.

Scorpius uśmiechnął się.

— Spodziewałem się tego.

Dwaj Malfoyowie wpadli sobie w ramiona. Gdy tylko się od siebie oderwali, Scorpius poklepał ojca po ramieniu.

— Skoro już minęła ta ckliwa część dnia, możemy udać się na stację?

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Gdy tylko przeszli przez kominek, Scorpius ruszył przed siebie.

Hej! — krzyknął Draco, gdy Scorpius przypadkiem na niego wpadł, dostrzegając Rose. — Naprawdę miło. Wcale nie czuję się urażony — wrzasnął za nim.

Draco szybko się otrząsnął i powstrzymał uśmieszek, widząc bolesną minę Weasleya, gdy zauważył, jak jego jedyna córka wita Scorpiusa pocałunkiem. Draco bardzo chętnie by się z nim podroczył, ale Hermiona poprosiła go, żeby za bardzo nie drażnił Weasleya. I bez względu na to, co mówi Blaise, to zupełnie normalne, że chłopaki chcą robić miłe rzeczy dla swoich dziewczyn. Nie żeby był totalnie sfrustrowany. Poczuł klepnięcie w ramię i odwrócił się, by zobaczyć śliczną, uśmiechniętą wiedźmę o kręconych włosach.

Westchnął w duchu. Jestem tak sfrustrowany.

— Przyszłaś — powiedział, obejmując ją w talii.

— Tak, cóż, chociaż zobaczę ich wszystkich w poniedziałek rano na zajęciach, nie mogłam przegapić okazji, żeby widzieć, jak Ron i Harry przeżywają odesłanie córek do szkoły.

Oboje spojrzeli w stronę peronu i rzeczywiście był tam Bliznowaty i Łasic, obaj trzymający swoje córki w żelaznych uściskach, z podobnymi minami wyrażającymi zaprzeczenie i uparta odmowę ich puszczenia.

Draco zaśmiał się.

— Jeśli kiedykolwiek będziemy mieć córkę, nie będę tak się zachowywał.

Oczy Hermiony się rozszerzyły.

— Będziemy?

— Co?

— Powiedziałeś… „Jeśli kiedykolwiek będziemy mieć córkę”.

Kurwa, kurwa, kurwa, kurwa!

— Eee… — Poczuł, jak jego twarz oblewa się rumieńcem, gdy drapał się po karku. — Cóż.. to chyba całkiem oczywiste, że nie jestem przeciwny dzieciom.

Uśmiechnęła się z politowaniem.

— Czyżby?

Wyprostował się i przybrał wyniosłą minę.

— Oj cicho.

Zachichotała.

— Może na razie odłożymy tę rozmowę?

— Nie mam nic przeciwko — powiedział z uśmieszkiem.

— Hej, tato! — Draco podniósł wzrok i zobaczył Scorpiusa machającego do niego. — Pan Potter chce nam zrobić zdjęcie.

— To moja nowa pasja — oznajmił Harry. — Ginny kupiła mi ten aparat na urodziny. Jest naprawdę piękny, prawda? Patrzcie. Idealna ostrość obiektywu, precyzyjny autofokus, brak efektu przyciemnienia…

— Hej, tato — przerwał mu Albus.

— Tak?

Albus poklepał ojca po ramieniu.

— Uwierz osobie, która ma mnóstwo dziwnych hobby i zainteresowań. Absolutnie nikogo to nie obchodzi.

— Dobrze, przepraszam. Chyba znowu to robiłem.

Malfoy rzucił Albusowi wdzięczne spojrzenie i objął swojego syna ramieniem. Podczas gdy Harry bawił się różnymi przyciskami aparatu (wyraźnie nie miał pojęcia, do czego służą), Draco zdał sobie sprawę, że coś jest nie tak. Na chwilę wyszedł z kadru, żeby złapać Hermionę.

— Nie, nie mogę. Na zdjęciu powinieneś być ty i Scorpius — zaprotestowała.

Draco przewrócił oczami.

— Po prostu obejmij mnie ramieniem i uśmiechnij się do zdjęcia, babo — zażartował.

Hermiona zarumieniła się, stając po prawej stronie Draco. Po kilku chwilach, podczas których Harry majstrował przy ustawieniach aparatu (Ginny w końcu zlitowała się nad nim i pomogła mu, bo był, jak to ujęła „wstydem dla swojej rodziny”), spojrzał na trójkę.

— No dobra. Gotowi?

Jesteśmy gotowi, Potter. Czekamy tylko, aż nauczysz się obsługiwać tę cholerną maszynę — warknął Draco.

— Tylko się upewniam, że jesteście gotowi.

— Och, zrób zdjęcie mojej rodziny, zanim wepchnę ci ten aparat do gardła.

Żołądek Hermiony ścisnął się na jego słowa. Rodzina. Powiedział Moja rodzina. Uśmiechnęła się promiennie do kamery.

Wszyscy to usłyszeli. W tym samym momencie na twarzach ich przyjaciół pojawiły się uśmieszki.

Oczy Scorpiusa na chwilę się zaokrągliły, zanim uśmiechnął się z zadowoleniem. Rodzina. Podobało mu się to.

Draco nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, co powiedział. Stojąc między dwiema najważniejszymi osobami w jego życiu, z bardzo drogim pierścionkiem w kieszeni, który planował podarować dziś wieczorem kobiecie stojącej po prawej jego stronie, był tak pochłonięty słusznością tego wszystkiego.

To moja rodzina, pomyślał, nie zdając sobie sprawy, że wypowiedział te słowa. Uśmiechnął się, trzymając w ramionach wszystko, co kochał najbardziej na świecie.

To było wszystko.

 

KONIEC

________________

Witajcie :) w taki oto sposób kończy się to opowiadanie. Fajnie i przyjemnie się je tłumaczyło, mimo moich osobistych zawirowań. Cieszę się, że udało mi się wyrobić przed wrześniem.

Dziękuję wszystkim za obecność, oceny, komentarze. Jak zwykle jesteście nieocenieni. :)

We wrześniu planuję nadrobić tłumaczenie „To, co jest między nami”, a przynajmniej skończyć pierwszą z trzech części. Planuję także coś ekstra, jednak o tym na razie nie będę nic mówić, by nie zepsuć niespodzianki. 

„Hot for Teacher” ma jeszcze drugą część, ale nie wiem, kiedy będę miała czas, by ją przetłumaczyć. Chciałabym w 2026 roku, jednak może być z tym różnie. Zobaczymy jak się potoczą moje plany.

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia. Enjoy!

[T] Hot for Teacher: Powrót syna marnotrawnego

niedziela, 31 sierpnia 2025

 

— Jebać dyskrecję. I tak jesteśmy w tym kiepscy.

Determinacja w jego oczach była wręcz zwierzęca i posłała Hermionie falę ciepła prosto w dolne partie ciała, przypominając jej o cenie, jaką jej życie seksualne zapłaciło za tę sprzeczkę z Draco. Jej oddech przyspieszył.

— Czy to znaczy, że…

— Och, wykrzyczę to na cały głos.

Ułożyła usta w kształt litery „O”, zanim złapał ją za kark i złączył ich usta. Stłumił pisk zaskoczenia i uśmiechnął się ironicznie, plądrując jej chętne usta.

— Tęskniłem za tobą… — pocałunek — tak bardzo — wyszeptał.

Jęknęła w odpowiedzi, a jej zręczne palce zaczęły rozpinać guziki jego koszuli.

Warknął gardłowo, rozpoznając ją, a jego dłonie niemal zawibrowały, gdy przesuwał nimi po jej ciele.

— Hmm, nie tutaj. — Niechętnie się cofnął. — Trzymaj się mnie.

Zmrużyła pytająco oczy, a serce waliło jej zbyt mocno, by mogła w tej chwili wydusić z siebie jakieś słowa. Poczuła znajomy skurcz w pępku, gdy jej palce wbiły się w ramiona Draco. Rozejrzała się po pomieszczeniu.

— Aportowałeś nas do swojej sypialni?

— Nie mogłem się doczekać — powiedział, przyciągając ją do siebie z rumieńcem i ponownie pożerając jej usta.

Hermiona była oszołomiona, gdy ona i Draco rozbierali się nawzajem. Kiedy podniósł ją i rzucił na łóżko, przez chwilę zastanawiała się, czy rzeczywiście zrywali z siebie ubrania, bo nie pamiętała dokładnie ostatniej półtorej minuty. Diabelska wersja Hermiony przejęła kontrolę i teraz liczyło się tylko to, że zaraz wyrucha blondyna, który właśnie na nią napierał.

Nie tracąc czasu, zaatakował jej usta, chwytając je i przesuwając dłonie po całym ciele. Nie mógł nawet myśleć. Jego ciało działało instynktownie, mając jeden cel: wyruchać tę wiedźmę do nieprzytomności.

Jak zwykle nie mógł przestać się z nią bawić. Nie będzie żadnej gry wstępnej. Jej mowa ciała powiedziała mu wszystko, co musiał wiedzieć. Była na niego gotowa.

— Proszę — wyjęczała.

To jedno słowo brzmiało w jego uszach jak modlitwa. Jebać życie, tak bardzo kocham tę wiedźmę.

Ustawił się przy wejściu i pchnął. Ich jednoczesne jęknięcie mogłoby rozwalić dom.

— Merlinie, tak bardzo cię kocham, Hermiono…

— Kurwa, tak, Draco, proszę, Boże, pieprz mnie!

Dałby jej wszystko, o co poprosiła — niebo, księżyc, nawet jej własną planetę — ale jedyne, o co prosiła, to żeby ją pieprzył. Więc to zrobił.

Był szalony, oszalał z miłości i pożądania do tej kobiety. Nigdy w życiu nie czuł się tak spragniony. Pragnienie, by zanurzyć się w niej tak głęboko, ze nigdy nie przestanie go czuć, doprowadzało go do szaleństwa.

— O Boże, Draco, tak! — krzyknęła.

Warknął, poruszając biodrami jeszcze mocniej i szybciej.

— Właśnie tak, Hermiono. — Spojrzał jej w oczy. — Jesteś moja. Najbystrzejsza. Czarownica. Swojego Pokolenia. I będziesz doszczętnie wyruchana przez Draco Malfoya.

Jęknęła jak dobrze opłacana dziwka. Bogowie, kto by pomyślał, że lubi, gdy tak się do niej zwraca?

Otarł się miednicą o jej łechtaczkę, wysyłając fale przyjemności przez całe jej ciało. Nawet jej łokcie zdawały się radować z prymitywnego pulsowania, które odczuwała.

— Chcę, żebyś doszła — warknął. — Chcę, żebyś krzyczała moje imię.

Jego słowa dotarły do jej części, o której istnieniu nie wiedziała, a jej ciało zdawało się poddawać. Wystarczyło kilka chwil tego rytmicznego tarcia i pchania, żeby doszła.

— Kurwa, kurwa, Draco! — krzyczała, gdy fala za falą orgazmu przetaczała się przez jej ciało. Czuła, jakby miała się rozpaść.

Zacisnęła się na nim tak mocno, że poczuł to ze wszystkich stron. Jęknął głośno, dochodząc w niej. Zobaczył gwiazdy i kolory, o których istnieniu nie miał pojęcia. Chciał więcej, więc pochłonął jej usta w namiętnym pocałunku, biorąc z niej wszystko, czego potrzebował.

Leżeli tak przez kilka chwil, całując się, dysząc i łapiąc oddech po najlepszym seksie w życiu. Draco w końcu się odsunął i spojrzał jej w oczy. Oblizał usta.

— Ja… Hermiono, to było…

— Wiem.

Uśmiechnął się szeroko i pogłaskał ją po twarzy. Nic więcej nie powiedzieli. Nie było potrzeby.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Whimsy wraz z trzema innymi skrzatami domowymi stały w bibliotece z przerażonymi minami. Chcieli dać swojemu panu prywatność i mogliby zignorować ciche dudnienie łóżka w oddali, a nawet echo jego i panny Granger połączonych pomruków i jęków, gdyby nie dźwięk, który rozległ się zaraz potem.

— O Boże, Draco, tak!

Whimsy westchnęła głęboko.

— Panna Hermiona jest głośna. Whimsy idzie po zatyczki do uszu.

Jeden z młodszych skrzatów domowych prychnął.

— Pan Draco nie jest dużo cichszy.

Pozostałe skrzaty domowe zachichotały, zanim się skrzywiły, uświadamiając sobie, że właśnie skrytykowały, choć lekko, swojego pana.

Whimsy zwróciła się do nich:

— Nie, Pan Draco nie lubi, kiedy sami się karzemy. Nie zrobimy sobie krzywdy. Pan Draco jest głośny, a my po prostu musimy zatkać uszy, żeby dać mu prywatność, której potrzebuje on i panna Hermiona.

Rozdała zatyczki do uszu.

— Myślicie, że panna Hermiona zostanie naszą panią? — zapytał jeden ze skrzatów, wkładając zatyczki do uszu.

Whimsy zachichotała.

— Panna Hermiona jest miła. A pan Draco tęsknił za nią przez cały tydzień, kiedy z nim nie rozmawiała. — Uśmiechnęła się ironicznie, dziwnie imitując swojego pana. — Whimsy myśli, że w przyszłości będziemy musieli częściej używać zatyczek do uszu.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Scorpius i Albus weszli przez kominek na Grimmauld Place 12. James ostentacyjnie zignorował chłopców i wbiegł po schodach do swojego pokoju, nawet nie spoglądając na matkę.

— Cóż, ciebie też miło widzieć. — Ginny przewróciła oczami. Uśmiechnęła się promiennie, przytulając Albusa. — Urosłeś.

— Tak — powiedział.

— I pachniesz jak dziewczyna. — Pocałowała go w bok głowy, dostrzegając jego uśmieszek. — Więc kim jest ta Mała Miss?

— Monica Flint.

Ginny zmrużyła oczy w skupieniu.

— Chyba już gdzieś ją widziałam. Ciemne włosy? Blada? Zdecydowanie za dużo eyelinera?

Albus wzruszył ramionami.

— Podoba mi się jej eyeliner.

Ginny uśmiechnęła się szeroko.

— Oczywiście, że tak, mój synu. — Zwróciła się do Scorpiusa i uśmiechnęła się ciepło. — Witaj w naszym domu, Scorpiusie.

— Dziękuję za gościnę, pani Potter.

— Przyjemność po naszej stronie. Jesteście głodni?

Od momentu, gdy wszedł do salonu przez kominek, Scorpius czuł cudowny aromat pieczeni Ginny Weasley. Jego żołądek zaburczał na znak, że to zrozumiał.

— Tak — powiedzieli jednocześnie chłopcy.

Ginny zachichotała, widząc przewidywalną dwoistość umysłu chłopców. Jedzenie i seks. Seks i jedzenie. Większość młodych mózgów była zajęta tymi dwoma tematami.

— Kolacja zaraz będzie gotowa. Biegnijcie na górę się odświeżyć.

W drodze do pokoju Albusa, Scorpius spotkał Jamesa na korytarzu.

— Fajna peruka, Malfoy — zadrwił, patrząc na blond włosy. — Z czego jest zrobiona?

— Z włosów z klaty twojej matki!

James prychnął i zszedł po schodach. Scorpius odwrócił się do Albusa i powiedział:

— Bez urazy dla twojej mamy, Albusie. Wiesz, że jest w świetnej formie.

Albus skrzywił się, jakby coś go bolało.

— Co masz do rudych kobiet?

Scorpius zachichotał.

— Dobrze piecze. I ma niezłe cyc..

— Nie kończ tego zdania — ostrzegł Albus.

— Ale serio ma — odezwał się głęboki męski głos.

Dwaj chłopcy odwrócili się i zobaczyli tatę Albusa stojącego w drzwiach do pokoju.

Scorpius mocno się zarumienił.

— Panie Potter! Nie chciałem…

Harry zbył to machnięciem ręki.

— Bez obaw, Scorpiusie. Moja żona ma niezłe cycki. Nie mówisz niczego, czego bym już nie wiedział.

Albus zakrztusił się i zaczął rozpakowywać walizkę. Scorpius zachichotał.

— Dzięki, panie Potter.

— Łazienka jest tuż za rogiem, jeśli chcesz się odświeżyć przez kolacją — zaproponował Harry.

— Chętnie, Dziękuję, panie Potter.

Gdy Scorpius zniknął za rogiem, Albus parsknął śmiechem, zanim zdał sobie sprawę, że jego przyjaciel będzie teraz monopolizował łazienkę swoją frywolną, niepotrzebnie długą rutyną odświeżania, która polegała głównie na dbaniu o włosy.

— Mam coś dla ciebie — powiedział ojciec do Albusa.

Albus uniósł brew.

— Do świąt jeszcze kilka dni.

Harry uśmiechnął się szeroko.

— Wiem. Ale jeśli masz tu spędzić całe ferie, będziesz potrzebował tego konkretnego prezentu już teraz.

— Niech zgadnę. Zestaw do pielęgnacji miotły. — Harry przewrócił oczami. — Nie, nie, czekaj. Wiem — kontynuował Albus. — Mój własny sweter Gryffindoru, który będę mógł założyć do snu, żeby móc wypędzić ze mnie Ślizgona.

— Jesteś przezabawny — odparł Harry, wręczając Albusowi paczkę. — Otwórz.

Albus wziął prezent i zaczął go rozpakowywać. Jego brwi zniknęły na linię włosów, gdy odkrył skarb w środku.

— Tato — powiedział, poruszony troskliwością prezentu. — To… — wykrztusił, zbyt wzruszony, by kontynuować.

— Rozumiem, że wszyscy czasami trochę przesadzamy. Chciałem tylko, żebyś wiedział, że szanuję twoją potrzebę prywatności.

Albus skinął głową, trzymając w ramionach słuchawki z redukcją szumów, jakby były najcenniejszą rzeczą na świecie.

— Czy to znaczy, że nie muszę rozmawiać, jeśli nie chcę?

Harry skinął głową.

— Jeśli zobaczymy, że masz je na sobie, będziemy wiedzieć, że to sygnał, żeby z tobą nie rozmawiać.

Albus się rozpłakał.

— To ta część filmu, w której syn marnotrawny mocno przytula swojego ojca.

Harry uśmiechnął się szeroko.

— Nie musisz, jeśli nie chcesz.

Albus westchnął.

— Jesteś najlepszym tatą na świecie.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Wychodząc z pokoju Albusa, Harry wpadł na Scorpiusa.

— Wszystko w porządku, Scorpiusie?

Ten uśmiechnął się.

— Jeszcze raz dziękuję, że pozwolił mi pan tu przyjechać, panie Potter.

Harry skinął głową.

— Nie ma sprawy. Ginny i ja zawsze się cieszymy, że tu jesteś. — Scorpius szedł do pokoju Albusa, gdy Harry wyrzucił z siebie: — Może to nie moja sprawa… — Scorpius odwrócił się. — Ale czy między tobą a twoim tatą jest wszystko w porządku?

Scorpius się tego nie spodziewał.

— Eee… — Westchnął. — Niezupełnie.

— Wciąż jesteś na niego zły, że ci nie powiedział o Hermionie.

Scorpius przygryzł wargę.

— Czy… Czy wiedział pan o tym, panie Potter?

Harry skinął głową.

— To moja najlepsza przyjaciółka. Wiem o niej od jakiegoś czasu.

Scorpius westchnął.

— Nie jestem zły, że są razem.

— Wiem.

— Po prostu… — Pokręcił głową. — Chciałbym, żeby był ze mną szczery.

— Jesteście z tatą bardzo blisko, prawda?

Scorpius skinął głową.

— Myślałem, że tak.

— Jesteś. Powinieneś usłyszeć, co o tobie mówi. Jest z ciebie cholernie dumny, przepraszam za język.

Scorpius uniósł brew.

— Przepraszam, jeśli to przegięcie, ale wydawało mi się, że nie dogaduje się pan z moim tatą.

Harry zaśmiał się.

— Nie dogadywałem się. Od lat. Ale ostatnio nawiązaliśmy swego rodzaju porozumienie. W końcu spotyka się z moją najlepszą przyjaciółką.

— No w sumie tak.

Scorpius otworzył usta, żeby coś jeszcze powiedzieć, ale się rozmyślił. Zaczął od nowa, zanim po raz kolejny zrezygnował.

— Coś ci chodzi po głowie?

— Eee… rozmawiał pan z nim? O wszystkim?

Harry westchnął.

— Ku mojemu rozczarowaniu, tak. Twój tata może i na zewnątrz wygląda na wielkiego, złego Ślizgona, ale muszę powiedzieć, że brzmiał jak cholerny Puchon, kiedy ani ty, ani Hermiona z nim nie rozmawialiście. Przepraszam za słownictwo.

Scorpius uniósł brew.

— Więc oni naprawdę… traktują ten związek poważnie?

— Nie mnie to oceniać, ale twój tata bardzo chciał ze mną o tym rozmawiać. Był mocno załamany, że dowiedziałeś się o wszystkim w taki sposób.

Scorpius skinął głową.

— Pogodzili się już?

— Szczerze mówiąc, nie wiem.

Scorpius pomyślał o swoim ojcu, który miał spędzić samotnie święta, i poczuł poczucie winy. To nie był on. Nie unikał rozmów o ważnych sprawach — nie z ojcem. Nigdy nie był mistrzem zajmowaniu stron.

— Panie Potter… Przepraszam, że to robię, ale zastanawiam się, czy mógłbym skorzystać z waszej Sieci Fiuu.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Scorpius wszedł do salonu Dworu i natychmiast powitał go Quincy pełen entuzjazmu, który w uszach miał coś, co przypominało waciki.

— Ach, panicz powrócił. Pan Draco powiedział, że nie będzie panicza w domu przez najbliższe tygodnie. Ucieszy się na wieść o panicza przybyciu… eee… kiedy będzie już… świadomy.

Scorpius spojrzał na Quincy’ego z zaciekawieniem.

— Co masz na myśli?

W oddali rozległ się cichy dźwięk trzaskania i coś jeszcze… co to było? Brzmiało jak… o kurwa.

— O Boże, Draco, tak!

Kolor natychmiast odpłynął z twarzy Scorpiusa. Jego oczy się rozszerzyły. Próbował, lecz bezskutecznie, pozbyć się swojej egzystencji w tej chwili, gdy usłyszał dźwięk, który niewątpliwie pochodził od jego ojca w odpowiedzi na jęki.

Quincy skrzywił się ze współczuciem.

— Może panicz zechciałby pójść z Quincym do kuchni… tam jest cicho?

Scorpius skinął głową, w duchu przeklinając fakt, że nie nauczy się zaklęć usuwających wspomnienia przed siódmym rokiem nauki.

____________________

Ten rozdział bardzo mnie rozbawił, nie wiem czy Was także. Ale przynajmniej mam nadzieję, że się dobrze bawiliście. :) Przed nami ostatni rozdział, zatem zapraszam.