[T] [Z] To, co najlepsze: Rozdział 21

niedziela, 26 czerwca 2022

 

Hermiona zsunęła dżinsy z nóg.

— Draco?

— Hmm? — Naciągnął podkoszulkę przez głowę.

— Jest przerażony — mruknęła, odsuwając kołdrę. Czekając, aż wsunie się obok niej do łóżka, przycisnęła policzek do chłodnej powierzchni poduszki. — Musimy coś zrobić.

— Niedługo wszystko się skończy. Potter…

— Nie. — Hermiona usiadła. — Musimy coś zrobić. Jest naszym synem i za kilka godzin znów obudzi się z koszmaru, krzycząc tak, że aż zaboli go gardło. Skrzywdzili mojego syna.

Draco próbował przyciągnąć ją do siebie, ale nie ustąpiła.

— Wiem. To też mój syn i obiecuję ci, że kiedy znajdę…

— Jeśli dzisiaj wieczorem nie użyjesz na mnie legilimencji, pójdę z tym do Rona. Mogłeś przekonać Harry’ego, że to zbyt niebezpieczne, ale wiem, że Ron zobaczy to z mojego punktu widzenia. — Pościel owijała się wokół jej talii. — Nie powinniśmy zrobić wszystkiego, co się da, by ich znaleźć? Odpowiedzi są tuż przed nami, Draco. Wiem, że się boisz, ale uważam, że to ryzyko, które warto podjąć.

Kłócili się o to.

Wiele razy.

— W przyszłym tygodniu ma urodziny — wyszeptała Hermiona łamiącym się głosem. — Nie chcę, żeby się bał we własne urodziny.

Skrzywił się.

— Nie chcę cię stracić. Właśnie cię odzyskałem, Hermiono. Jeśli to nie zadziała, to…

— Więc zaczniemy wszystko od nowa. Albo możesz zdecydować, że nie chcesz…

— Nie kończ — ostrzegł. — Robiłbym to milion razy do końca mojego pieprzonego życia, gdybym musiał. Ale nie chodzi tylko o to. Możesz postradać zmysły. Musimy skonsultować się z uzdrowicielem.

— Nie mogę na to czekać. — Spojrzała mu w oczy. — Ufam ci, Draco.

Draco sięgnął po różdżkę za sobą, marszcząc brwi.

— Cóż, przynajmniej jedno z nas. — Usiadł i założył kosmyk włosów za jej ucho. — Kocham cię najbardziej na świecie, wiesz o tym? Za każdym razem, gdy na ciebie patrzę, boję się, że to może być ostatni raz. Już raz przeżyłem utratę ciebie. Trudno było to nazwać życiem… To nie może znów się wydarzyć.

— Nigdzie się nie wybieram, ale gdyby stało się najgorsze — chociaż wierzę, że tak się nie stanie — pokonamy to. Jak zawsze.

Jego usta przycisnęły się do jej. Różdżka Draco musnęła jej skroń, gdy wyszeptane słowo rozprzestrzeniło się po jej skórze.

Legilimens.

Paznokcie Hermiony wbiły się w jego udo, gdy delikatnie przeszukiwał jej wspomnienia. Był sprawny, chociaż trochę powolny — usłyszał tę myśl i syknął — dopóki nie dotarł do tego wspomnienia. Powiedziała mu, co zrobili jej i Scorpiusowi, ale zobaczenie tego…

Gniew Draco zafalował. Oderwał się od nie, jakby wspomnienie spłonęło, jego klatka piersiowa opadała przez urwany oddech. Rysy twarzy wykrzywiły się z wściekłości i Hermiona była pewna, że nigdy nie widziała go bardziej rozgniewanego niż wtedy.

— Jebany skurwiel — warknął.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Draco przechadzał się po salonie z zaciśniętymi dłońmi i szczęką. Żałowała, że nie usiadł obok niej, żeby mogła chociaż odrobinę go pocieszyć, ale biorąc pod uwagę fakt, że nie spał całą noc, Hermiona nie wierzyła, że można coś na to poradzić.

Cały i zdrowy Scorpius pozostał na górze z Clarą i Krzywołapem. Był zirytowany, że pod żadnym pozorem nie mógł do nich dołączyć. Hermiona co kilka chwil sprawdzała schody, żeby się upewnić, iż się nie zakradł. Wkrótce Clara położyła go do łóżka i poszła.

Stara kobieta, która tak długo się nią opiekowała, wciąż pozostawała dla Hermiony tajemnicą, ale rano poprosi Clarę, by wszystko wyjaśniła. Nadal pozostawało pytanie o to, jak Krzywołap przybył do Francji, po tym, jak Hermionie pozwolono żyć samotnie. Z tego co pamiętała, wysłała swojego chowańca do Australii z rodzicami.

Myśl o rodzicach gwałtownie ścisnęła się w jej żołądku. Teraz, kiedy odzyskała utracone wspomnienia, mogła sobie tylko wyobrażać, jak bardzo byliby źli, gdyby kiedykolwiek próbowała odwrócić zaklęcie. Tak było najlepiej, uparcie utrzymywała to rozumowanie i może nawet lepiej, że nie pamiętali o posiadaniu córki, biorąc pod uwagę fakt, że zniknęła na tak długo.

Jednak zdecydowanie wiedziała, że nigdy w pełni nie rozumiała tego, co zrobiła swoim rodzicom, dopóki dzisiaj w nocy jej umysł nie otworzył się na wspomnienia.

— O czym myślisz?

— Zastanawiałam się, jak Krzywołap się tu dostał, skoro był w Australii i to sprawiło, że pomyślałam o moich rodzicach.

Jego spojrzenie złagodniało i sofa zapadła się pod jego ciężarem.

— Och. — Draco przesunął kciukiem po jej kostkach. — Rozumiem.

— Scorpius prawdopodobnie nigdy nie pozna swoich drugich dziadków. — Ton jej głosu był niski, w najlepszym razie drżący i zamrugała, by powstrzymać łzy, które napłynęły do jej oczu. — A  z twoim ojcem…

Po raz pierwszy poruszyła ten temat, odkąd Draco rzucił wazonem przez sypialnię.

— Nigdy nie będzie miał szansy być blisko niego. — Obietnica wypełniła powietrze i zatopiła się w jej kościach. — Jeśli o mnie chodzi, nie zasługuje na życie w tym samym świecie, co mój syn. — Ostatnie słowa wyszeptał tak złośliwie, że Hermiona aż się wzdrygnęła. — Nie mówię, że…

Skinęła głową.

— Wiem, że nie zrobiłbyś nic, co mogłoby narazić nas na ryzyko, ale Draco… nie możesz stawić czoła ojcu.

To był kolejny spór, który gwałtownie zaognił się w ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin.

Zacisnął szczękę.

Przełykając, Hermiona zakryła jego dłoń własną.

— Zabijesz go, jeśli będziecie razem w tym samym pomieszczeniu, Draco. Myślę, że jesteś zdolny do wielu, wielu rzeczy, ale wylądowanie za to w Azkabanie to nie najlepszy pomysł.

Zanim Draco zdążył cokolwiek powiedzieć, z kominka wydobyły się płomienie zielonego dymu i Harry wszedł do pokoju. Strzepując pył z włosów, uderzał obcasami butów o krawędź kominka.

— Nie mam zbyt wiele czasu. Robards kazał mi pracować nad…

— Możesz przestać. — Hermiona i Draco wymienili spojrzenia. Wstała, wycierając wilgotne dłonie w dżinsy. — Draco użył na mnie legilimencji zeszłej nocy i…

— Zrobiłeś to? — Szczęka Harry’ego opadła. — To było cholernie niebezpieczne.

— Gdyby tego nie zrobił, poszłabym do Rona. Wiem, że obaj chcecie mnie chronić, ale moim zadaniem jest chronienie naszego syna. — Hermiona wsunęła palce w dłoń Draco. — Co się stało, to się nie odstanie i teraz liczy się tylko to, że rozpoznał ludzi, którzy zostali wysłani, by zaatakować Scorpiusa i mnie.

Ledwo stała na nogach, gdy Draco zaczął wyjaśniać. Lucjuszowi nie były obce bardziej obskurne części Czarodziejskiego Świata, a konkretnie Ulica Śmiertelnego Nokturnu. Gdy przez lata utrzymywał pozory bycia lobbystą w Ministerstwie, jako dziecko Draco widział okropnie wyglądających czarodziejów wchodzących do ich rezydencji.

I chociaż Hermiona dokładnie nie wiedziała, co zrobili ci czarodzieje — Draco jej o tym nie powiedział, a ona nie pytała — wpadła na pomysł.

— Zawsze faworyzował dwóch — wyjaśnił Draco. — Najwyraźniej nadal odwalają dla niego brudną robotę.

Harry wyglądał na chorego. Jego twarz pobielała o kilka odcieni i co chwilę na nią zerkał, jakby nie mógł uwierzyć, że naprawdę tam była.

— Jesteś pewien?

— Matka mówiła, że zawsze wiedzieli o Granger i mnie. Nie sądziłem, że jest do tego zdolny.

— To nie twoja wina. — Hermiona złożyła pocałunek na jego ramieniu. — Nie mogłeś wiedzieć, że to on.

Przełknął, jego gardło podskoczyło.

— Powinienem był wiedzieć. Jesteś tu od lat. Przez ten cały czas utrzymywał z nimi kontakt. — Draco odsunął się od niej i wzruszył ramionami. — Czekałem, aż tu przyjdziesz, zanim złapię świstoklik do Anglii.

Zduszony dźwięk wydobył się z jej gardła.

— Jesteś jedyną osobą, której ufam, że zapewni mi bezpieczeństwo. Pójdę prosto do Robardsa po nakaz aresztowania.

Pokręciła głową. To nie może się wydarzyć.

Harry jej zawtórował.

— Jesteś zbyt blisko. Nawet nie widzisz, jak to okropny pomysł.

— Oczywiście, że jestem cholernie blisko! — Draco wsunął różdżkę do kabury ukrytej w rękawie. — Zabrał mi wszystko. Mój syn nie mógł przez lata spotkać się ze swoim ojcem. Nie widziałem jego pierwszych kroków. Nie słyszałem…

Wszyscy ucichli, gdy na schodach rozległ się tupot małych stóp. Zarówno Hermiona jak i Draco odwrócili się i ujrzeli Scorpiusa opartego o balustradę.

— Panna Clara poszła do domu, ale zapomniała przeczytać mi bajkę na dobranoc. Tatusiu? — Przetarł oczy.

Draco przyszpilił Harry’ego ostrym spojrzeniem.

— Zaraz wracam.

Patrzyła, jak wchodzi po schodach i podnosi Scorpiusa, który pomachał do niej przez ramię Draco. Jedyne, o czym mogła myśleć, to fakt, że chciała, aby każda noc wyglądała właśnie tak. Poczekała, aż drzwi na górze się zamkną i odwróciła się, by spojrzeć na Harry’ego.

— Nie pozwól, aby chociaż postawił nogę w tej posiadłości — szepnęła łamiącym się głosem. — Jeśli to zrobi, nie wróci.

— Doskonale nad sobą panuje. — Twarz Harry’ego tego nie potwierdzała. — Naprawdę tak jest, ale myślę, że jeśli kiedykolwiek zobaczy Lucjusza, prawdopodobnie zrobi coś, czego Departament Przestrzegania Praw Czarodziejów nie może zatuszować.

Hermiona odgarnęła włosy z twarzy.

— Błagam. Dopiero co go odzyskałam. Scorpius wreszcie ma ojca.

Harry przytulił ją mocno jedną ręką.

— Wiesz, że się tym zajmę.

Miała nadzieję, że Draco zrozumie jej punkt widzenia, gdy to wszystko się skończy.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Hermiona zachowała kamienną twarz, kiedy Harry powiedział im, że musi wracać do Robardsa, by dokończyć papierkową robotę i przybędzie tu następnego dnia. Draco oczywiście oczekiwał, że do niego dołączy.

Obawiała się jego reakcji, gdy nadszedł czas i to się nie wydarzyło, ale w końcu będzie musiał spojrzeć na to z jego perspektywy.

W pokoju po drugiej stronie korytarza Scorpius wciąż mocno spał, kiedy wsunęła głowę przez szczelinę drzwi, by sprawdzić, co z nim. Czekała, aż zobaczy, jak jego klatka piersiowa się porusza z każdym oddechem i patrzyła, jak przewraca się na bok, muskając poduszkę. Pozostawiając śpiącego Draco — rzadko budziła się przed nim, zwłaszcza teraz — Hermiona zeszła po schodach, otulając się mocniej sweterkiem.

Jej uwagę przyciągnął kojący zapach świeżo zaparzonej kawy i zobaczyła Clarę siedzącą na sofie ze skrzyżowanymi kostkami i popijającą z filiżanki.

— Draco powiedział mi, że zawsze będę tu mile widziana i pomyślałam, że pewnie masz sporo pytań.

Hermiona usiadła na skraju, opierając się plecami o podłokietnik.

— Nie wiem, o co zapytać…

Usta Clary wykrzywiły się w uśmiechu.

— Cóż, w porządku. Zacznę od początku.

Początek.

Coś przerażającego pochłaniało Hermionę, ilekroć myślała o tamtym dniu.

— Jak pamiętasz, odkryłam cię na skraju miasta i to był okropny widok. Gdyby ktoś inny cię znalazł, nie jestem pewna, czy przetrwałabyś noc. Widzisz, jestem tutaj jedyną czarownicą. Żadnych innych czarodziejów. — Palce Clary zacisnęły się nieco mocniej na filiżance. — Mugolska medycyna nie byłaby w stanie cię uleczyć. Potrzebowałaś kilku eliksirów uzupełniających krew.

— Myślałam, że znaleziono mnie rano… Rano przewieziono mnie do szpitala…

Clara skinęła głową.

— Nie wzywałam pomocy, póki sama cię nie ustabilizowałam. Wtedy nie wiedziałam, że jesteś czarownicą. Twoja różdżka zaginęła.

Musiała wylecieć jej z ręki, kiedy Bellatrix wysłała ją do innego kraju. Jej różdżka mogła wylądować gdziekolwiek.

Chwyciła swoją zastępczą różdżkę.

— Rozpoznałam czarną magię, a kiedy byłam pewna, że przeżyjesz, zabrałam cię do mugoli. Wtedy potrzebowałaś tylko rehabilitacji.

Musiała na nowo nauczyć się chodzić, przypomniała sobie Hermiona z gorzkim posmakiem na ustach. Uraz po upadku był tak poważny, że doprowadził do rozległego uszkodzenia mózgu. Wtedy myślała, że to w wyniku pobicia.

— Nigdy nie zamierzałam na stałe zagościć w twoim życiu — chociaż bardzo się cieszę, że to zrobiłam. Kiedy w szpitalu powiedzieli mi, że jesteś w ciąży, trochę to mną wstrząsnęło, bo wtedy zakładałam, że nie masz o tym pojęcia…

Hermiona przełknęła ślinę i cicho przemówiła.

— Wiedziałam. Trwała wojna i ukryłam to przed Draco… przed wszystkimi. Kobieta, która rzuciła na mnie urok… Ona… prawie zabiła mnie w Malfoy Manor.

Clara wyciągnęła rękę i chwyciła dłoń Hermiony.

Hermiona odchrząknęła.

— W każdym razie, proszę, kontynuuj.

— Kiedy dowiedziałam się, że masz zamiar utrzymać ciążę do porodu i wychować tego małego chłopca, postanowiłam wrócić do Anglii. Nie byłam w domu od jakiś dwudziestu lat, może dłużej. Tam odszukałam tych dwóch chłopców, chociaż nigdy nie rozmawiałam z nimi bezpośrednio. Kiedy zobaczyłam Draco z Harrym, wiedziałam.

Jej wyraz twarzy pociemniał i wierciła się na swoim miejscu.

— Claro…

— Dość długo opóźniałam szczęście twojej rodziny, Hermiono. Nie jestem pewna, czy to jest coś, co możesz mi wybaczyć. Nawet jeśli jestem świadoma, że to zrobisz, jestem pewna, że nie powinnaś okazywać mi tej życzliwości. Gdyby zjawił się tutaj wcześniej, mógłby tu być na narodziny Scorpiusa.

Hermiona sięgnęła po dłoń Clary i chwyciła ją.

— To nie miałoby znaczenia. Pewnie nie mogłabym mu zaufać i myślę, że uciekłabym od Draco, gdybym go zobaczyła. Byłam wtedy przerażona.

— W tamtym momencie wierzyłam, że Draco mógł to zrobić. Łańcuchy uprzedzeń czysto krwistych nie są łatwe do zerwania i muszę przyznać, że zwątpiłam niego. Merlinie, gdy tu przybył, nie byłam pewna, co myśleć.

— Zawsze go wspierałaś i popychałaś mnie do niego. — Hermiona roześmiała się.

— Wystarczyło tylko raz zobaczyć go ze Scorpiusem i tobą, by zrozumieć, ze ten mężczyzna cię szukał. — Clara zawahała się. — Czy powiedział ci, jak cię znalazł?

Hermiona patrzyła, jak Clara wierci się na swoim miejscu.

— Powiedział, że niedaleko stąd pokazał komuś moje zdjęcie.

— To byłam ja. — Clara uśmiechnęła się. — Widziałam go długo przed tym, zanim mnie dostrzegł i mam zapas eliksirów.

— Eliksir wielosokowy? — Hermiona odetchnęła. — Musiałaś szybko pobiec do domu, by do niego wrócić.

Clara machnęła ręką.

— Nie spieszył się, pytając ludzi, czy cię widzieli. Wyglądało na to, że nie przyjmował „nie” za odpowiedź.

Brzmiało jak on.

— Pokazał mi fotografię, którą wyciągnął z portfela. Była zniszczona i wyblakła, ale nie można było się pomylić. Twoje imię nabazgrano na dole i nie mogłam nie zauważyć, jak bardzo był ci oddany. Powiedziałam mu, że tu jesteś i wtedy zdecydowałam, że spędziłam zbyt dużo czasu, nie wspierając cię.

Hermiona usłyszała bicie własnego serca.

— Chociaż zdaję sobie sprawę, że to brzmi uprzejmie z mojej strony, tak nie jest. Próbowałam kontrolować twoje życie, Hermiono, co wydawało mi się lepsze i to w ogóle nie jest miłe.

Hermiona nie mogła temu zaprzeczyć. Wiedziała, że na pewnym poziomie to było okropne, ale uświadomienie sobie tego wszystkiego było jak balsam dla duszy.

— Nie jest, ale wybaczam ci.

— Cofając się nieco, natknęłam się na tego twojego rudowłosego przyjaciela w szczególnie trudnym czasie żałoby, kiedy odwiedzałam Anglię. Najwyraźniej eliksir wielosokowy nie jest dla mnie problemem. Znalazłam go w pubie pijanego i wciąż w żałobie. Zapytałam, czy masz jakąś rodzinę. Wygadał się, gdy zaczęłam dopytywać bardziej. Pojechałam do Australii. Dowiedziałam się, że wysłałaś tam swoich rodziców po silnym zaklęciu Obliviation. Nigdy z nimi nie rozmawiałam.

— Byli szczęśliwi?

Clara skrzywiła się lekko.

— Tak, byli.

To wystarczyło Hermionie.

— Zabrałaś ze sobą Krzywołapa.

— O tak. — Uśmiechnęła się. — Nie dałam ci go bezpośrednio. Zamiast tego puściłam go tuż obok twojego domu, zanim zabrałaś Scorpiusa po pracy.

— Nim tam dotarłam, Scorpius już zdecydował się go adoptować. — Nagle nabrało sensu to, że tego dnia Krzywołap biegł do niej i rzucił jej się w ramiona. — Claro, Draco i ja najprawdopodobniej wrócimy do Anglii na stałe. Mam nadzieję, że nie proszę o zbyt wiele, ale czy nadal możemy…

— Nie musisz przyjeżdżać do Francji, by się ze mną zobaczyć, kochanie. — Clara uśmiechnęła się. — Zdecydowałam już, że jeśli się przeprowadzicie, ja też to zrobię. Mam wrażenie, że jestem doskonałą babcią — nawet jeśli tylko nianią — i nie jestem pewna, czy wytrzymałabym tu, nie widząc was często. — Poklepała dłoń Hermiony. — Powinnaś iść, kochanie. Draco na ciebie czeka.

Hermiona zerknęła przez ramię i zobaczyła Draco opartego o drzwi. Skinął na Clarę, gdy ta wyszła i włożył ręce do kieszeni.

— Jak się czujesz?

Miała nadzieję, że zbliża się dzień, w którym przestanie to słyszeć.

— Odpowiedziała na wszystkie moje pytania.

Odpychając się od ściany, Draco zajął miejsce obok niej.

— Dobrze słyszałem, że chcesz wrócić do Anglii?

Żałowała, że to usłyszał. Nie powiedziała mu swoich myśli, ale wiedziała, że właśnie tego chciał.

Odchrząknęła.

— Nie wyobrażam sobie, żebym nie wróciła. Tam są wszyscy, których znam. Harry, Ron i wiem, że mówiłeś, że możesz pracować gdziekolwiek, ale chcę, żebyś kontynuował swoją karierę.

Objął ją ramieniem, a ona oparła o niego swoją skroń.

— To nadal mój dom.

— No to pojedziemy. — Głos Draco był czuły, gdy pocierał jej kark, a ona wtopiła się w niego. — Pojedziemy, gdzie chcesz, Granger.

— Gdy tylko to się skończy.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Ze wszystkich rzeczy, które niedawno zaprezentowano Scorpiusowi — na przykład pomysł, że ON może latać na cholernej miotle — najbardziej ciekawiła go Sieć Fiuu. Kilka razy widział, jak ktoś przychodził dzięki niej.

Między obiadem a pójściem spać Hermiona znalazła go pełzającego wokół kominka. Szturchnął kratę, po czym odchylił się, jakby coś miało wylecieć ze środka. Jego brwi opadły, kiedy nic się nie wydarzyło.

— Jak mogę z tego korzystać?

Draco wybełkotał:

Nie możesz.

— Dlatego, że jestem dzieckiem, prawda?

Nie widzieli jej, więc Hermiona zakryła usta, by stłumić śmiech.

— Gdzie być poszedł, gdybyś mógł? — Draco oparł biodro o kanapę i skrzyżował ręce na piersi, a jego mundur aurora skrzywił się pod wpływem ruchów.

Nosił go przez cały dzień i Hermiona była pewna, że to z powodu komentarza na temat jej cieszenia się widokiem jego w nim.

Scorpius wpatrywał się w proszek Fiuu, który był poza jego zasięgiem.

— Hogwart.

Twarz Draco złagodniała i ukląkł.

— Niedługo tam pojedziemy, obiecuję.

— Ale nie mogę tam pójść, póki nie skończę jedenastu lat.

Draco zaśmiał się.

— Pojedziemy obejrzeć mecz Quidditcha Gryffindor-Slytherin. Ten z pewnością będziecie ciekawy.

— Myślisz, że polubię Quidditcha?

Merlinie, miała nadzieję, że nie.

— Może. Zawsze uwielbiałem latać na miotle, ale mama ich nienawidzi.

— Czemu?

— Powinieneś ją kiedyś zapytać. Teraz, kiedy dosiadała smoka, to nie ma większego sensu. — Draco rzucił tę uwagę z udawaną nonszalancją. Jednak ich syn wyłapał sens i pisnął.

Smoka?

— Smoka.

— One istnieją?

Draco skinął głową.

— Jeśli bez problemów pójdziesz przygotować się do spania, opowiem ci o nich wszystko, zanim zaśniesz.

Scorpius wybiegł z pokoju, ślizgając się po drewnianej podłodze i wbiegając po schodach.

Patrząc zza rogu, Hermiona już miała mu powiedzieć, że ta historia nie jest odpowiednia dla dzieci, ale Fiuu zatrzeszczało. Twarz Narcyzy przepełniona paniką i pozbawiona kolorów nawet w zielonych płomieniach, pojawiła się w płomieniach.

W pokoju rozległ się przeraźliwy krzyk i Hermiona spodziewała się, że Scorpius zbiegnie po schodach.

— Czy to prawda?

Oczy Draco zwęziły się, gdy otworzył usta, ale nie wydobyło się z nich żadne słowo.

— Harry Potter właśnie wpadł do rezydencji z armią aurorów… — Naryza zaszlochała. — Aresztował twojego ojca. To prawda? To on spowodował, że ona… Hermiona… — Hermiona widziała, że kobieta nie mogła oddychać.

Nie mogąc się powstrzymać, Hermiona pospieszyła do Draco, ściskając jego dłoń w swojej.

— To prawda — oświadczył Draco i nie odwzajemnił ruchu Hermiony. — Wysłał swoich sługusów, by zaatakowali Hermionę i porwali Scorpiusa po tym, jak Astoria ujawniła prawdę.

Narcyza zatopiła palce we włosach.

— Nie wiedziałam, Draco. Musisz mi uwierzyć… panno… Hermiono, bardzo mi…

— Nie obwiniam ciebie. — Hermiona była w szoku, widząc załamanie kobiety. — Udowodniłaś, że nigdy nie skrzywdzisz swojego syna i wiem, że nigdy nie skrzywdzisz swojego wnuka.

Narcyza potrząsnęła żarliwie głową i Hermiona dostrzegła aurorów krążących w tle. Kiedy usłyszała Pani Malfoy, Narcyza otarła twarz i bez słowa zniknęła w płomieniach, zamykając za sobą sieć.

Draco odsunął się od niej, jego nozdrza rozszerzyły się.

— Wiedziałaś, że Potter zamierzał dzisiaj aresztować mojego ojca?

Hermiona pomyślała, że zwiędłaby pod jego ostrym spojrzeniem, gdyby była jakąkolwiek inną kobietą.

— Błagałam go, by to zrobił. Możesz być na mnie zły, jak długo chcesz, ale nie żałuję tego i nie cofnę tego.

Chciała sięgnąć po niego, ale nie wiedziała, jak ten gest zostanie odebrany.

— To było samolubne — wyszeptała Hermiona i słysząc jego zgodę, poczuła ukłucie w sercu. — Wiem, kim jesteś, Draco i ufam ci bezgranicznie, ale wiem też, co bym zrobiła, gdybym stanęła twarzą w twarz z tym mężczyzną.

Buty Draco uderzyły ciężko w podłogę, gdy zmniejszył dystans między nimi i przycisnął ją do swojej piersi. Jedno ramię spoczęło na jej talii, a drugą ręką przeczesywał jej włosy.

— To nic w porównaniu z tym, co ja bym zrobił.

Kiwając głową, Hermiona mruknęła:

— Wiem.

Stali tam przez kilka chwil, kołysząc się lekko.

— Trudno uwierzyć, że to koniec.

— A jednak. — Hermiona przycisnęła usta do jego szczęki. — Musimy szybko pojechać do Anglii. Na pewno odbędzie się proces. Musimy się spakować. Dzięki magii zrobimy to w mgnieniu oka.

To było łatwe, tak szybko można było wślizgnąć się w to, co nastąpi.

Pewnie dlatego, że od lat czekała na powrót do domu.

— Najpierw musimy położyć Scorpiusa spać. — Jego usta musnęły czubek jej włosów. — Potem pewnie przez godzinę będziemy trochę rozkojarzeni.

Uśmiechnęła się.

— Godzinę?

Szczupłe palce zacisnęły się na miękkiej skórze jej biodra.

Przynajmniej.

Hermiona rozpromieniła się, uderzając go w klatkę piersiową.

— Skróć opowieść o Gringotcie i rzuć zaklęcie wyciszające. Zaczekam na ciebie w sypialni.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Tak jak mówiła Hermiona, pakowanie za pomocą magii, było proste, ale upadła się, że ręcznie spakuje kuchenne rzeczy. Scorpius zebrał swoje zabawki, wyjaśniając Krzywołapowi, że jadą do nowego domu. Upewnił się, że powiedział mu, że tam też będą dla niego myszy do jedzenia.

Hermiona miała szczerą nadzieję, że tak nie będzie.

Po podjęciu decyzji, by poczekać z zakupem domu, mając nadzieję, że ten idealny wkrótce pojawi się na rynku — mimo że Draco upierał się, że może znaleźć idealny dom na aukcji — znaleźli w Londynie mieszkanie znacznie większe niż to, które dzielił z Harrym i ładnie je urządzili.

Scorpius spędzał większość czasu, bawiąc się w dużym salonie, wyciągając zabawki, które powoli zaczynał porządkować. Wyglądał przez okno na Ulicę Pokątną, a najbardziej lubił wieczory, kiedy George urządzał pokaz fajerwerków w swoim sklepie. Praktycznie niemożliwym było odciągnięcie chłopca od miejsca przy oknie, gdzie jego oddech zamglił szybę, kiedy niebo zajaśniało milionem kolorów.

W ich domu na początku roku nie było zasad poza jedną, której Hermiona ściśle przestrzegała: Prorok Codzienny nie był tu mile widziany.

W końcu Scorpius i tak dowie się każdego szczegółu z ich życia, ale martwiła się, że stanie się to za szybko. Mimo to Draco ukrywał swój Mroczny Znak silnym zaklęciem. Ona także ukryła swoje wojenne blizny. Obecnie informacje o nich — głównie o niej i Scorpiusie — dominowały w każdym numerze aż do lutego.

Wszystko wyszło na jaw dość szybko, kiedy wylądowali w Ministerstwie po złapaniu międzynarodowego świskoklika. Reporterzy rzucili się na nich z każdej strony i Hermiona trzymała Scorpiusa na rękach — nawet jeśli mruknął, że jest na to zdecydowanie za duży — a Draco narzucił swoje szaty na głowę ich syna, gdy błysnęły aparaty.

Żadne z nich nie opisało szczegółowo charakteru ich związku, ani dokładnie kiedy się zaczął i jak sprawili, że odzyskali się na nowo. Nagle wszyscy wiedzieli, że podczas wojny — kiedy Draco Malfoy odwrócił się od Voldemorta — zakochali się w sobie i nigdy nie rozstali.

Istniały teorie na temat tego, jak musiało wyglądać ich życie, a kiedy Hermiona skonfrontowała się z tym pytaniem, warknęła, że tak, trudno było nie wiedzieć, czy kiedykolwiek go jeszcze zobaczy. Publicznie zawsze trzymał ją trochę dłużej, ale Hermiona postanowiła się tym nie przejmować. Scorpius znajdował się blisko nich, zdezorientowany całą uwagą, jaką zwracali jego rodzice.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

W ich domu nie rozmawiano o Lucjuszu Malfoyu. Scorpius nie miał pojęcia, kim był ten mężczyzna, a ponieważ Narcyza odwiedzała go tak często, jak tylko mogła — co było kolejną kością niezgody dla Hermiony — było jasne, że nie ma zamiaru wspominać o swoim mężu.

W rzeczywistości, do Proroka Codziennego dotarła informacja, że w ciągu dwóch dni od aresztowania Lucjusza, Narcyza wniosła o rozwód.

Proces, jeśli w ogóle można go tak nazwać, nie trwał długo.

Hermiona przesłała wspomnienia przechwycone przez uzdrowicieli umysłu i nie można było ich podważyć. Siedziała na sali, jej kolano podskakiwało, a żołądek przewracał się, aż Draco położył dłoń na jej udzie i ciepło przeniknęło przez jej spodnie.

Wszystko, co chciała wiedzieć, to dlaczego i Lucjusz nie był w stanie ukryć prawdy, gdy członkowie Wizengamotu zezwolili na użycie Veritaserum.

Bellatrix odkryła ciążę podczas drugiej serii tortur, którymi raczyła Hermionę w Malfoy Manor, a po ich ucieczce poinformowała o tym Lucjusza.

Hermiona nie była pewna, czy kiedykolwiek zrozumie, co skłoniło go do przeklęcia jej zamiast zabijania. Może to sprawka tej szalonej wiedźmy, by przekląć ją tak, aby cierpiała sama tak daleko od domu. Być może istniała szansa, że Lucjusz nie chciał zabić Scorpiusa.

W końcu wysłał ludzi specjalnie po to, by go porwali.

Ani ona, ani Draco nie myśleli, że dożywocie wystarczy, ale jak się okazało, Ministerstwo już dawno pozbyło się dementorów.

— Nigdy więcej go nie zobaczymy — mruknęła, gdy tłum wstał.

Draco poprowadził ją do wyjścia, ich palce splotły się razem.

— Kocham cię. — Przyciągnął ją do siebie, objął twarz i pocałował, jakby wyobrażał sobie, że to ostatni raz. — Patrzę na ciebie i nie mogę uwierzyć, że wciąż tu jesteś.

— Obserwuje nas. — Nie musiała patrzeć, by wiedzieć, że wyprowadzany Lucjusz wpatrywał się w syna.

— Dobrze. Musi wiedzieć, jak bardzo cię kocham. — Draco uniósł jej podbródek i przycisnął swoje usta do jej ust.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

W innym życiu Hermiona Granger pracowałaby w Ministerstwie. Wyobraziła sobie, że pracowałaby w Departamencie Magicznych Stworzeń i wspinałaby się w górę na kierownika Departamentu Przestrzegania Praw Czarodziejów, ponieważ zawsze planowała być na szczycie. W tamtym życiu prawdopodobnie startowałaby na stanowisko Ministra Magii.

Nawiasem mówiąc, wygrałaby.

W tym życiu Hermiona nie marnowała ani chwili na rozmyślanie o tym, czego ludzie od niej oczekiwali.

Nieoczekiwanie wiosną Esy i Floresy zakończyły działalność. Korzystając z okazji, po zakupie pomieszczenia otworzyła własną księgarnię. W pewnym sensie wydawało się, że tak miało być. Po udanym starcie wpadła do mieszkania z Draco, rękami wędrując po jego klatce piersiowej i udawała, że nie dostrzegła wcześniej małego pudełeczka w kieszeni jego spodni.

Nie miała snów, które mieszały w jej podświadomości, ale i tak minęły miesiące, zanim strach przed zapomnieniem całkowicie zniknął. Kiedy budziła się w środku nocy, zwykle znajdowała Draco przytulonego do niej. On też zaczął spać ze swoim pragnieniem.

Podczas wycieczki do Hogwartu, Scorpius z podziwem obserwował mecz Quidditcha, zanim oświadczył, że pewnego dnia zostanie szukającym, a Draco z zadowoleniem poinformował, że on też zajmował to miejsce w drużynie.

Hermiona nie miała wątpliwości, że chłopiec, dorastający zbyt szybko jak na jej gust, zostanie umieszczony w Slytherinie, gdy nadejdzie czas. Harry próbował go przekonać, że Gryffindor jest lepszy, ale brakowało mu argumentów, gdy Pansy i Draco upierali się przy swoich.

Hermiona uznała za stosowne nie angażować się w to i powiedziała Scorpiusowi przed snem, że może pójść do dowolnego domu, który mu się podoba.

Nadszedł drugi maja i Hermiona usiadła na sofie, czekając, aż zegar wybije północ. Ten nocy w ogóle nie spała, a Draco zastała ją wciąż tam siedzącą, kiedy wcześnie radno wrócił do domu z misji. Spojrzał na nią i osunął się na jej kolana. Przeczesała palcami jego włosy, gdy szepnął:

— Resztę życia spędzę, dając ci wszystko, czego zapragniesz.

Już to zrobił, ale nie odezwała się słowem, gdy siedzieli razem, a jego oddech równomiernie opadał na jej udo, dopóki nie zasnął.

Nie dało się spać, biorąc pod uwagę dzień i wspomnienia, które przynosił. Hermiona planowała zostać w domu, ale Draco powiedział jej podczas śniadania, że chciał jej coś pokazać.

— Obiecuję, że to nie potrwa długo. Potem możemy wrócić do domu i spędzić dzień robiąc, co tylko zechcesz.

Draco trzymał Scorpiusa, gdy się aportował, a Hermiona wkrótce do nich dołączyła.

Hogsmeade wyglądało tak samo, ale coś się zmieniło.

Nawet gdy Draco ścigał Scorpiusa, który chichotał, przez skrawek chodnika poza wioską, Hermiona dostrzegła znaki tego, że drugi maja miał wpływ na to miejsce. Widać to było po wyszczerbionej cegle na budynku i pustych przestrzeniach, których nigdy nie odbudowano.

Draco przywarł do jej boków i łaskotał ją, aż wyrwała się z jego uścisku.

— To niezbyt miłe.

Uśmiechnął się.

— Tak jak łaskotanie mnie rano, ale…

— Nie narzekałeś — wypaliła, gdy pociągnął ją ku sobie. — Jeśli pamiętasz, było ci bardzo dobrze.

Niedawno zaczął ją łaskotać podczas zabaw w łóżku, ale w tym momencie przywarł do niej.

— Co chciałeś mi pokazać? — Westchnęła, gdy gapie ich zauważyli.

Draco poprosił Scorpiusa, by usiadł na ławce i pocałował jej skroń.

— Uhonorowali tych, którzy zginęli podczas ostatecznej bitwy. Potter i Weasley dali mi szansę pożegnania się w jedyny sposób, na jaki mnie było stać w tamtym momencie. Wszedł na granitową płytę i poprowadził ją na środek. — Odnajdujesz tu swoje imię?

Pochyliła się do przodu, przyglądając się płycie, na której witało ją kilka znajomych imion.


Fred Weasley.

Remus Lupin.

Nimfadora Tonks.


Chciała przestać czytać słowa, które im towarzyszyły, ale przerwała, gdy znalazła swoje imię. Zabrakło jej tchu.


Hermiona Granger

1979-1997

Członek Zakonu Feniksa, Gwardii Dumbledore’a, Order Merlina Pierwszej Klasy — nadany pośmiertnie.

„Zawsze wydobywaliście ze mnie to, co najlepsze”


— O mój Boże. — Hermiona zakryła usta, jej ręce drżały, gdy spoglądała na niego. — To… Ty…

Draco posłał jej wodnisty uśmiech.

— Nie skorygowali jeszcze faktu, że żyjesz. To biurokratyczne gówno i… To bez znaczenia. Plotę bez sensu. — Przeczesał włosy palcami. — Jestem w tobie zakochany. Zakochałem się w tobie, gdy skończyłem siedemnaście lat. — Pogładził ją po policzku i kącik jego ust uniósł się, gdy pochyliła się ku niemu.

— Ja też cię kocham. — To był jeden oddech, a potem nie miało znaczenia czy ktokolwiek — lub wszyscy — ich obserwowali. — Czekałeś na mnie.

— Oczywiście, że czekałem. Merlinie, Granger, czy w ogóle to czytałaś? — Zaśmiał się bez przekonania. — Nigdy nie było nikogo innego. Powiedziałem Potterowi, że wtedy to wiedziałem i każdego dnia, aż znów cię zobaczyłem. — Draco spojrzał w dół, gdy Scorpius pociągał za rąbek jego koszuli.

— Już jej powiedziałeś?

Hermiona przechyliła głowę i otarła oczy.

— O co chodzi?

— Scorpius chciał, żebym ci powiedział, że chciałby mieć młodszego brata. Jest raczej pewien, że chce mieć brata, a nie siostrę — oświadczył Draco i było jasne, że nie chciał by tak to zabrzmiało, dlatego bezgłośnie przeprosił.

Zachichotała.

— Może pewnego dnia, dobrze?

Scorpius uśmiechnął się triumfalnie.

— Czy mogę mieć młodszego brata na Boże Narodzenie?

— Eee. — Draco potarł kark. — Może się trochę spóźnić. — Patrzyli, jak Scorpius wraca do ławki, a jego usta wygięły się w uśmieszku. — Wiesz, to wymaga dużo praktyki.

Hermiona prychnęła.

— Zakładam, że jesteś gotowy na wyzwanie.

Uśmieszek Draco był grzeszny.

— Zawsze lubiłem dobre wyzwania.

Przejechała palcami po słowach, których nigdy nie chciała zapomnieć. Wyciągając delikatny łańcuszek spod koszuli, otworzyła medalion.

— Wiesz, jeśli tak się dobrze zastanowić, to powiesz, że jestem tym, co najlepsze w tobie, ale tak naprawdę to Scorpius. — Kąciki jej ust uniosły się, kiedy Draco złapał ją za rękę i uniósł, muskając ustami knykcie. — On jest tym, co najlepsze w tobie.

Uśmiechnął się.

— Nie można się z tym nie zgodzić, Granger. Może jest tym, co najlepsze w nas obojgu.

Z tym zdecydowanie mogła się zgodzić.

_______________

Witajcie :) w niedzielny wieczór pora na ostatni rozdział tej historii. Żegnamy się z tym pokręconym światem, mając wszystkie odpowiedzi podane jak na tacy. Zadowoleni? Zaskoczeni? Dajcie znać.

Czuję wielką ulgę i dumę, że wreszcie udało mi się skończyć to tłumaczenie. Nie obyło się bez wątpienia we własne umiejętności, zwłaszcza gdy bety zostawiły mnie na lodzie. Ale jednak się udało i wytrwaliście ze mną do końca. Bardzo dziękuję za każdy komentarz, reakcję, dobre słowo. To naprawdę wiele dla mnie znaczy.

Teraz czas na tygodniową przerwę, aby zgromadzić materiał do publikacji i od lipca wracam pełną parą, mając nadzieję, że kolejne historie również Wam się spodobają.

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia. Enjoy!

[T] To, co najlepsze: Rozdział 20

piątek, 24 czerwca 2022

 

Palce Draco przesunęły się po jej karku — ciepłe i mocne — i pocałował ją w czoło. Przytulił także ich syna, szepcząc:

— Już dobrze, już dobrze.

Gdy mruknął Finite, chmura zmieszania Hermiony rozwiała się, ale nie mogła podnieść się z podłogi. Scorpius ponownie ją przytulił i szepnął Mamusiu, aż pomyślała, że znowu coś jest z nią nie tak. Deska podłogowa obok nich zaskrzypiała i chłopiec wyszeptał imię Clary.

— Chyba dotarłeś tutaj wcześniej niż ja, mimo że byłeś w innym kraju. — Clara stała w tłumie ludzi, którzy wchodzili do domu Hermiony, oferując im uśmiech. — Chcielibyście, żebym na chwilę zabrała Scorpiusa?

Nie, nieszczególnie. Hermiona chciała trzymać go w ramionach, ale zerknęła na różdżkę w ręce Clary.

— Tylko na krótką chwilę. Zostaniecie w środku?

— Pójdziemy na chwilę na górę. Scorpius?

Zawahał się.

— Zaraz wracam.

Hermiona pocałowała go w skroń.

— Oczywiście, że tak. Bądź grzeczny, przyjdę, gdy będę mogła.

Clara wsunęła różdżkę w rękaw sukienki i podała rękę Scorpiusowi, zanim zniknęli na schodach.

Draco tymczasem pomógł Hermionie wstać i przycisnął ją do piesi.

— Nigdy w życiu nie byłem bardziej przerażony.

— Nie chcę, żeby to zabrzmiało tak, jakbym była niezadowolona, że cię widzę, ponieważ jestem bardzo za to wdzięczna, ale nie powinieneś się aportować spoza kraju. Wygląda na to, że świstoklik opóźniłby cię tylko o kilka minut.

Hermiona nie rozejrzała się wokół siebie. Żołądek podszedł jej do gardła.

Gdyby to zrobiła, prawdopodobnie zobaczyłaby twarze ze zdjęć, które widziała w albumach.

— Myślisz, że mógłbym tracić czas? Mało prawdopodobne.

W uszach słyszała głośne bicie swojego serca i mocniej ścisnęła go za koszulę.

— Proszę, zabierz mnie do kuchni. Nie mogę być wśród tych wszystkich ludzi. Nie mogę oddychać.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Hermionę bolała głowa. Nie było to nic nowego. Spędziła kilka minut, upierając się, że to tylko skutek tępego urazu, a nie dlatego, że znów rzucono zaklęcie. To zdecydowanie miała za sobą. Jednak po zniknięciu klątwy pojawiło się mnóstwo nowych problemów. Ktoś chciał się jej pozbyć równie mocno jak w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym ósmym roku.

— Nie jesteś tutaj bezpieczna. — Draco chwycił butelkę whisky, którą mu podała. — Nie powinniśmy pić.

Wyrwała mu ją i wzięła szybki łyk.

— Proszę, pozwól mi okiełznać nerwy. Wypijemy eliksir, zanim pójdziemy do Scorpiusa. — Aurorzy opuścili jej dom, ale nadal w salonie był pieprzony bałagan; wszystko przewrócono, gdy napastnicy wpadli jak burza. — Wiem, że nie jestem tutaj bezpieczna. To stało się jasne, gdy jeden z nich chwycił Scorpiusa.

Przeprowadziła go przez ten scenariusz wiele razy i za każdym Draco wyciągał z niej informacje, o których Hermiona wcześniej nie pomyślała.

— Jesteś bardzo dobry w rozmowach z ofiarami — mruknęła.

— Nie nazywaj siebie tak.

Hermiona przewróciła oczami.

— To prawda. Nie rozumiem, dlaczego odeszli bez zabrania jednego z nas. Mogli wiedzieć, że zostałeś poinformowany?

Wzruszył ramionami i pociągnął długi łyk.

— To możliwe. Być może ich pracodawca ma powiązania z Ministerstwem. Nie tylko zostałem powiadomiony, ale Robards dowiedział się o tym w mgnieniu oka. Był przygotowany.

Kiedy Hermiona próbowała wskoczyć na blat, Draco objął ją ramieniem w talii i podniósł. Oparł się na kołysce jej ud, podczas gdy ona przesunęła palcem po jego ustach.

— Nienawidzę tego, że przez nich poczułam się zagrożona we własnym domu. Tutaj przywiozłam Scorpiusa tuż po jego narodzinach. Tu postawił swoje pierwsze kroki. Tu wypowiedział pierwsze słowa, a teraz ktoś odebrał mi poczucie bezpieczeństwa.

Draco opróżnił butelkę do końca i wyrzucił ją do kosza.

— Zamieszkaj ze mną. — Chwycił ją za uda, gdy wypowiadał te słowa. — Wiem, że nie chcesz teraz wracać do Anglii, ale zamieszkaj ze mną. Nie jesteś tu bezpieczna i zdaję sobie sprawę, że to może wydawać się zbyt szybko…

Owinęła nogi wokół jego talii i przyciągnęła bliżej.

— Och, Draco. Kocham cię, odkąd skończyłam osiemnaście lat. Urodziłam twojego syna. — Pocałowała go lekko. — Jeśli już, to robimy to za późno.

— Powiedz to jeszcze raz.

— Kocham cię — wykrztusiła. — Nigdy całkowicie nie zapomniałam. Musiałeś mi tylko przypomnieć.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

— Absolutnie, kurwa, nie. — Właśnie położyli Scorpiusa. Uśpienie go zajęło trochę dłużej niż zwykle i Hermiona martwiła się, że ton głosu Draco może go obudzić. — Nie zamierzam tego zrobić.

Uniosła ręce. Odwróciła się od niego i zeszła po schodach.

Podążył za nią.

— Słyszysz siebie? To zbyt duże ryzyko.

Przygryzając dolną wargę, policzyła do dziesięciu, by wymyślić coś, co mogłaby powiedzieć, nie żałując później.

— A czy warto ryzykować, że wrócą? Nie możemy popełnić błędu, kiedy po nas wrócą! — krzyknęła Hermiona.

Draco uniósł różdżkę i rzucił zaklęcie wyciszające, gdy podniosła głos.

— Będę tu.

— To nie wystarczy. Znowu cię wezwą. Ten mężczyzna ciągnął mojego syna za włosy. Scorpius patrzył, jak uderzam o zakrwawioną podłogę. Miał magiczny wybuch na taką skalę, o której nigdy nie słyszałam.

Gardło mu podskoczyło, gdy przełknął.

— Nie chcę ryzykować, że cię stracę, wykonując legilimencję. To może spowodować napad…

— Ryzyko jest warte zachodu. — Hermiona skrzywiła się.

Draco przeciągnął dłonią po twarzy.

— Zapomniałem, jak wyglądają kłótnie z tobą. Jesteś tak cholernie uparta, że nawet nie zamierzasz mnie słuchać.

Na skraju pokoju rozległo się delikatne chrząknięcie czyjegoś gardła.

— Przepraszam, nie wiedziałam, że się kłócicie, kiedy weszłam przez kominek. — Rysy twarzy Narcyzy wyostrzyły się. — Hermiono, odzyskałam to, o co prosiłaś. — Przeszła przez pokój i wyciągnęła rękę.

Brwi Draco zmarszczyły się w zmieszaniu.

— Matko?

Hermiona otworzyła pudełko i wyjęła swoją różdżkę z aksamitnej podszewki. Natychmiast poczuła przypływ mocy.

— Dziękuję, Narcyzo. Doceniam to.

Kobieta skinęła głową.

— Mogę tylko przeprosić, że wcześniej nie byłam w stanie ci jej przekazać. Słyszałam, co się stało.

— Dali o tym znać wszystkim? — Hermiona uniosła różdżkę i opuściła ją po tnącym łuku.

Oczy Draco rozszerzyły się. To było jak mgła, ledwo widoczne, ale znał ją tak dobrze, jak ona siebie.

— Obawiam się, że tak. — Narcyza pocałowała Draco w policzek. — Wyjdę i pozwolę wam odnowić waszą… więź. — Draco zakasłał, więc uderzyła go w plecy. — Ostrożnie, kochanie. Nie chcesz się zakrztusić.

— Zaczekaj! Matko, czy mogłabyś pośredniczyć w tej dyskusji?

— Hmm, nie. — Narcyza zaśmiała się cicho. — Cokolwiek by to było, zgadzam się z Hermioną.

Hermiona uśmiechnęła się.

— Nawet twoja matka się ze mną zgadza.

— Ona nie wie, o co chodzi.

Narcyza wyszła z pokoju, a oni kłócili się dalej.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Po kłótni Hermiona nie próbowała natychmiast zmienić jego zdania. Ostatecznie to i tak nastąpi, ale najpierw musi go przekonać, a to stanowiło wyzwanie samo w sobie.

Słodko-gorzkie było jej odejście z pracy. Rezygnacja przez telefon była szybka i zupełnie niepodobna do niej, ale nie była w stanie zrobić tego osobiście.

Scorpius lubił schodzić rano na dół i zastawać Draco siedzącego na sofie z filiżanką herbaty w dłoni. Spędzali razem ten czas sam na sam, a Hermiona zawsze zakradała się za róg, by zobaczyć ich na tle wschodzącego słońca. Scorpius zadawał pytania o magię, o nią, a Draco jakoś zawsze znajdywał prawidłowe odpowiedzi.

— Mamusia mówi, że umie czarować lepiej od ciebie.

— Ma rację. — Draco roześmiał się, a koło jego oczu pojawiły się zmarszczki, gdy odchylił głowę. — Mamusia może mi skopać tyłek każdego dnia.

— Więc lepiej wynieś śmieci.

Draco sapnął.

— Tak, masz rację.

Upajała się tymi chwilami, aż znowu zachorowała. Odebrali im lata szczęścia. Draco został okradziony z serii pierwszych momentów i nienawidziła tego, że nie można cofnąć czasu.

Później znalazł ją siedzącą na środku łóżka.

— Granger?

Medalion spoczywał w jej dłoni.

— Wyjęłam nasze zdjęcia z albumów. Scorpius ich nie widział, bo pochodzą z wojny. Tych zdjęć jest tylko kilka, ale nie jestem jeszcze gotowa, by zadawał pytania.

Draco dołączył do niej, obejmując ją ramieniem.

— To dobre zdjęcie, ale nie tak dobre jak to, które mam.

— Co masz na myśli?

Draco sięgnął do kieszeni spodni i wyciągnął portfel.

— Ilekroć Potter i ja przybywaliśmy z misją do nowego miasta, nieustannie pokazywałem to zdjęcie każdemu, kto chciał ze mną rozmawiać. Pokazałem je właścicielowi gospody niedaleko skąd, kiedy przybyłem tu po raz pierwszy. Wskazał mi tę drogę, bo myślał, że cię widział. Potter zaznaczył, że słyszałem to wszystko wcześniej, ale miałem tendencję do podążania za każdym tropem.

Jego palce musnęły jej dłoń, gdy odebrała mu zdjęcie.

— O mój Boże — wydyszała Hermiona, zakrywając usta. — Kompletnie o tym zapomniałam. — Przejechała kciukiem po słowach Bezpieczny dom Zakonu 1998, Granger. — Miałeś to przez cały czas?

— Oczywiście, że tak.

— Nigdy ze mnie nie zrezygnowałeś. — Wiedziała o tym, ale po raz pierwszy to, co przeszedł, aby ją odnaleźć, naprawdę ją poruszyło. — Straciliśmy tyle czasu.

Draco oparł brodę na czubku jej głowy.

— Gdy to wszystko się skończy, nadrobimy wszystko, dobrze? Potter i Weasley też nad tym pracują.

— Chcesz tam być, prawda? Pomagać im?

— Oczywiście, że tak, ale wiem, że jeśli dostanę w ręce tego, kto to zrobił… mogę już nie wrócić. To nie jest ryzyko, które ponownie mógłbym podjąć. — Potarł jej plecy. — Gdybym wiedział, kto cię trzymał z daleka ode mnie, wątpię, czy potrafiłbym się kontrolować.

Hermiona ponownie spojrzała na zdjęcie, przesuwając kciukiem po twarzy.

Wydawało się, że to ona, ale równocześnie ktoś, kogo do końca nie znała.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Kiedy Ron i Harry wrócili do Francji, Hermiona wiedziała kilka dni wcześniej, że przyjadą. Nie chodziło o to, że była zdenerwowana… była… była… kurwa.

Była zdenerwowana.

Z sypialni usłyszała ich przybycie i śmiech, który temu towarzyszył. Uświadamiając samej sobie, że to nie jest tak przerażające, jak sobie wyobrażała, powoli zeszła po schodach. Owinęła ramiona wokół siebie, wbijając palce w sweter.

Scorpius rozmawiał z ożywieniem z Ronem i zobaczyła oszołomienie na twarzy mężczyzny.

— Cholera, wyglądasz jak mały Malfoy!

Hermiona przerwała mu, zanim rozmowa mogła posunąć się dalej. Na początku nic nie powiedziała, chociaż miała ochotę, ale trzy pary oczu skupiły się na niej.

— Cześć.

— Mamusiu. — Scorpius pociągnął za rąbek jej bluzki. — Byli w albumach. Znasz ich?

Nostalgia ścisnęła jej żołądek.

— Znam ich. To moi najlepsi przyjaciele. Pamiętasz ich imiona?

Scorpius wskazał na każdego z nich i nazwał. Zabębnił palcami po brodzie, co najbardziej przypominało gesty Draco.

— Ron nienawidzi Krzywołapa.

— Nie, nie — rzucił szybko Ron. — Myślałem, że zjadł mojego szczura, więc go nie lubiłem.

— Kto chciałby mieć szczura? — spytał Scorpius, jego nos wykrzywił się z niesmakiem. — Krzywołap je zjada.

Ron parsknął.

— Widzicie? Nie myliłem się!

— Zdecydowanie się myliłeś. — Ramiona Hermiony rozluźniły się. — Skąd mieliśmy wiedzieć, ze to Pettigrew?

Jej syn schował się za jej nogę, nagle nieśmiały, a Hermiona przygładziła jego włosy.

— Żadnemu z was — skinęła głową na Draco, który wszedł do pokoju — nie byliśmy w stanie go przedstawić po…

Palce chłopca zacisnęły się  na jej nodze, więc postanowiła w ogóle nie nazywać tego atakiem.

— To jest Scorpius. Nie jest nieśmiały, nie dajcie się zwieść, ale w tej chwili nie jest największym fanem nieznajomych.

Harry przykucnął; jego ciężkie buty zaskrzypiały o podłogę.

— Jak się trzymasz?

Jej syn zerknął na nią.

— Możesz z nim porozmawiać, kochanie. Nie musisz pytać mnie o pozwolenie.

Wyślizgnął się zza niej.

— Czy oni wrócą? I nie kłam.

— Mogą spróbować — przyznał Harry. — Ale nie pozwolimy im już nigdy więcej ciebie dotknąć. Twój tata tu będzie i twoja mama. Nigdy nie pozwoliliby, żeby coś ci się stało.

Scorpius skrzyżował ramiona.

— Nie chcę, żeby skrzywdzili mamusię. Próbowałem pomóc, ale nie wiem, jak to zrobić ponownie.

Z drugiego końca pokoju Draco warknął przekleństwo pod nosem i oparł knykcie o ścianę.

— Już nie wyjadę.

— Obiecujesz? — skontrował Scorpius, po czym zwrócił się do Harry’ego. — Dlaczego nas skrzywdzili?

Harry zachwiał się.

— Myślę, że to muszą wyjaśnić ci mama i tata. Ale dla przypomnienia, byłeś bardzo odważny w sposobie, w jaki ochroniłeś mamę. Założę się, że ten facet nie będzie mógł się wyprostować przez tydzień.

Normalnie wywołałoby to śmiech, ale chłopiec nawet się nie uśmiechnął.

— Dobrze.

— Scorpiusie, może wyjdziemy na dwór? — Draco wyprowadził go z pokoju. — Damy wam trochę czasu, dobrze?

Skinęła głową.

A potem zostali sami.

Kołysząc się na piętach, Hermiona nie była pewna, co powiedzieć. Nie mogła znaleźć słów i wydawało się, że oni także.

— Ja…

Ron brzmiał najbardziej spójnie.

— Mogę cię przytulić? — Gdy tylko skinęła głową, chwycił ją ciasno i podniósł do góry. — Merlinie, myślałem, że już nigdy cię nie zobaczę.

Hermiona sięgnęła po Harry’ego, obejmując ramionami ich szyje.

— Tak się cieszę, że was widzę. — Postawili ją i usiedli na fotelach naprzeciwko jej. — Przepraszam, że nie jestem teraz sobą. Naprawdę się cieszę, że tu jesteście.

Rozmawiali dość długo i dowiedziała się, na jakim etapie życia byli. Ron rok temu ożenił się z Susan Bones i byli szczęśliwi, spodziewając się pierwszego dziecka.

Harry zrobił coś zupełnie przeciwnego, chociaż Ron trochę się krzywił, na wspomnienie relacji Harry’ego z Ginny.

— Właściwie… — Harry odchrząknął z trudem. — Poznałem kogoś. Ginny także próbuje umawiać się na randki i myślę, że jesteśmy gotowi, by pójść własnymi drogami.

Ron odchylił się.

— Kto podjął tę decyzję?

— Ginny. Zawsze było między nami jakieś uczucie, ale nie takie, jak kiedyś. Potrzebowałem tylko kogoś, kto zawsze by mnie wspierał, a ona zawsze to robiła. — Kolano Harry’ego drżało nieznacznie. — Wiele się zmieniło, gdy zniknęłaś, Hermiono. Ludzie także.

Hermiona przechyliła głowę.

— Grasz na zwłokę. Po prostu to powiedz i miejmy to z głowy.

— Spotykam się z Pansy.

Ron zamarł z komicznie otwartymi oczami.

Parkinson? Mamrotałeś coś o tym, jak ludzie się zmienili

— O co tyle wrzasków? — Z rogu pokoju dobiegł ich głos Draco. Scorpius stał obok niego, naśladując jego postawę z rękami skrzyżowanymi na piersi.

— Harry spotyka się z Pansy — poinformowała go Hermiona.

Otworzył usta.

— Cóż, to jest…

— Dziwne, prawda? — zapytał Ron.

— Ciekawe. — Draco przełknął ślinę.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Kiedy Scorpius ubrał się w piżamę, Hermiona skinęła na Draco.

— Musimy mu teraz powiedzieć prawdę. Ron prawie się wygadał i najlepiej by było, gdyby usłyszał to od nas.

Draco podążył za nią po schodach i do sypialni chłopca. Opierał się plecami o wezgłowie i spojrzał na nich.

— Chcielibyśmy ci o czymś powiedzieć — oświadczył Draco.

Hermiona usiadła na łóżku obok Scorpiusa, a Draco zajął druga stronę.

— Wiesz, że Draco jest twoim ojcem, prawda?

— Tak, oczywiście. To mój prezent gwiazdkowy.

Jej oczy zaszły mgłą.

— Mówiłam ci, że wszystko sobie przypomniałam, ale nie rozmawiałam z tobą o tym, kto jest twoim ojcem. Od lat zadajesz mi to samo pytanie.

Scorpius skubał postrzępiony sznurek.

— On mnie nie obchodzi. Zostawił nas.

— Draco jest twoim ojcem pod każdym względem — wypaliła Hermiona. Gdy Draco przyszpilił ją spojrzeniem, zdała sobie sprawę, że prawdopodobnie nie był to najlepszy sposób, by to powiedzieć, ale przeciąganie tego nie miało żadnego sensu. — Draco nigdy o tobie nie wiedział. Z powodu pewnych… wydarzeń nie miałam okazji powiedzieć mu, że jestem w ciąży.

Scorpius złapał Draco za rękę.

— Więc dlaczego tak długo nas nie odnalazłeś?

— Czarownica zaatakowała twoją mamę i ukryła ją tutaj. Każdy, kto tam był — kto znał Hermionę — myślał, że została zabita, ale ja szukałem dalej. W dniu, w którym cię zobaczyłem, wiedziałem, że jesteś moim synem.

— Czy ta czarownica wróci?

Hermiona pokręciła głową.

— Odeszła, ale nie wiemy, kto jej pomógł. Prawdopodobnie ten, kto to był, wysłał tych mężczyzn do naszego domu.

Draco wziął Scorpa na kolana i przysunął się bliżej Hermiony.

— Poznałem twoją mamę w Hogwarcie; tej samej szkole, o której ci opowiadałem.

Jeśli Scorpius dostrzegł, że zmienił temat — co z pewnością zrobił — nie powiedział tego.

— Opowiecie mi o Hogwarcie?

Hermiona oparła głowę na ramionach Draco, kiedy wszystko mu opowiedzieli.

_____________

Witajcie :) w późny piątkowy wieczór pojawiam się z nowym rozdziałem. Wiem, że pewnie macie sporo pytań bez odpowiedzi, ale wszystko zostanie wyjaśnione w ostatnim rozdziale, który jest chyba jednym z najdłuższych, więc czytanie go to sama przyjemność. A co sądzicie o tym? Są tu jacyś fani Hansy? Przyznam szczerze, że to jeden z moich ulubionych pairingów, pomijając Dramione. Dajcie znać, co sądzicie o rozdziale.

Ostatnia część pojawi się w niedzielę. A potem kolejne historie, które mam nadzieję, że zapadną Wam w pamięci tak, jak ta.

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego weekendu. Enjoy!