[T] Apartament 9 i 3/4: Rozdział 10

piątek, 11 marca 2022

 (Szybkie ostrzeżenie, w następnych dwóch lub trzech rozdziałach będzie wzmianka o samookaleczeniu. Możesz to pominąć, nie jest to zbyt drastyczne, ale jeśli nie czujesz się komfortowo, całkowicie to rozumiem. Dziękuję za całe wsparcie!)

 

Pięć dni później

 

Draco obudził się i natychmiast zorientował, że spóźni się do pracy. Wyskoczył z łóżka, pospiesznie zakładając fartuch. Pobiegł do kuchni i wyrwał kawałek tosta z rąk Blaise’a.

— Dzięki, do widzenia, miłego dnia i co tam sobie jeszcze chcesz! — zawołał i zbiegł na dół. Podszedł do kominka na głównym podeście i przeszedł do Świętego Munga. Kobieta przy kontuarze spojrzała na niego surowo.

— Tak, wiem, że się spóźniłem, ale już jestem, przepraszam — wybełkotał i wziął leżącą przed nią podkładkę. Ruszył korytarzem i rozpoczął niezwykle pracowity dzień pracy.

Draco właśnie skończył bandażować głowę pacjenta, który spadł ze schodów, gdy weszła praktykantka.

— Malfoy, w pokoju 34 czeka na ciebie pacjentka, panna Granger — powiedziała.

— Hermiona? Co jej dolega? — zapytał.

— Myślimy, że ma infekcję starej blizny. Znowu została pocięta — odpowiedziała i wyszła.

Po upewnieniu się, że z jego pacjentem jest wszystko w porządku, poszli korytarzem do pokoju 34.

— Co takiego się stało, panno Granger? — Uśmiechnął się.

Podniosła głowę i szybko spojrzała w dół. Siedziała na krześle z podwiniętym rękawem jednej ręki, spoczywającej na stole. Jej ramię wyglądało tak, jakby miało więcej skaleczeń i było lekko opuchnięte. Kiedy go zobaczyła, zaczęła obciągać rękaw, ale usiadł obok niej i wziął ją za rękę.

— Więc, co się stało? — zapytał ponownie.

— Ja… poślizgnęłam się. Tak, poślizgnęłam się. Dwa dni temu. A potem to się zaczęło — wybełkotała.

Draco wiedział, że kłamie.

— Znowu ją pocięłaś, prawda?

— Być może — wymamrotała.

Draco potrząsnął głową i spojrzał na nią, ale ona wciąż wpatrywała się w swoje kolana.

— Dlaczego to zrobiłaś? — zapytał, biorąc pęsetę i zaczynając badać rany.

Hermiona po prostu wzruszyła ramionami i przez resztę wizyty nic nie mówiła.

— Masz niedużą infekcję, to nic wielkiego. Nakładaj tę maść na noc — powiedział i podał jej butelkę.

— Dziękuję — mruknęła i szybko wstała, ale Draco złapał ją za rękę, by ją powstrzymać.

— Poczekaj, nie tak szybko. Dlaczego znowu się pocięłaś? — zapytał.

— Ja… nie wiem. Słuchaj, muszę iść. Możemy potem o tym porozmawiać? — wyszeptała i wybiegła z pokoju.

Draco westchnął i zajął się innymi pacjentami.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Po pracy, zamiast wracać do domu, Draco poszedł do mieszkania Luny i Hermiony. Zobaczył Lunę w kuchni, ale Hermiony nigdzie nie było.

— Hej, Odklejona. Gdzie jest Hermiona? — zapytał.

— W swojej sypialni. Od kiedy mówisz do niej po imieniu? — Uśmiechnęła się.

— Od… Chyba od poprzedniego tygodnia — mruknął.

— Racja. A rozmawiałeś z nią o tym? — spytała Luna, starając się nie śmiać.

— Oczywiście, że nie. To było głupie i przypadkowe. Ona nic do mnie nie czuje — powiedział.

— A ty?

Draco otworzył usta, by coś powiedzieć, ale nie wydobyły się z nich żadne słowa. Przez chwilę myślał o tym, że ją pocałował. Zawsze wiedział, że jest naprawdę mądra, a ostatnio dostrzegł, jaka była ładna; jej oczy stanowiły idealną kombinację miodu i karmelu, a kręcone włosy były miękkie i lśniące. Zdał sobie sprawę, że zbyt długo stał z otwartymi ustami i szybko odchrząknął, znajdując coś interesującego w deskach podłogowych.

— Cóż… Nie! To znaczy, no weź, ona jest… To Hermiona, tylko… Tylko Hermiona — mruknął. Ale nie była tylko Hermioną, ale najbardziej niesamowitą osobą, jaką kiedykolwiek spotkał.

— Skoro tak mówisz — mruknęła Luna pod nosem.

— Mogę wejść? — Draco szybko zmienił temat.

— Śmiało — odpowiedziała Luna.

Draco zapukał do drzwi pokoju Hermiony, zanim je otworzył, i znalazł ją siedzącą na łóżku i czytającą książkę. Usiadł na krańcu łóżka, a ona odłożyła książkę.

— Co tam? — zapytała, starając się brzmieć zwyczajnie i sromotnie poległa.

— Po kokardkę. — Uśmiechnął się.

— Nieważne. Przyszedłeś tutaj tylko po to, by mnie zdenerwować, czy jest jakiś powód? — Westchnęła. Wyciągnął rękę i chwycił ją za ramię, sprawiając, że upadła do przodu. — Za co to było?!

— Dlaczego to zrobiłaś? — warknął, podwijając jej rękaw i pokazując bliznę. Próbowała się wyrwać, ale zacieśnił uścisk. — Powiedz mi.

— Ja… nie wiem… To był wypadek — wymamrotała.

— Nie okłamuj mnie — syknął.

— Dlaczego tak się złościsz z tego powodu?! To nie ma znaczenia! — zawołała, chwytając go za nadgarstek i odpychając. Przypadkowo zostawił ślad na jej ramieniu.

— Oczywiście, że to ma znaczenie, Miona — odpowiedział. — Dlaczego znowu to zrobiłaś?

Wpatrywała się w swoje kolana i bawiła bransoletką na nadgarstku.

— To był wypadek — wyszeptała.

— Co właśnie powiedziałem? Nie okłamuj mnie i powiedz mi, dlaczego się pocięłaś! — warknął, wstając.

— Nie zrobiłam tego! Posłuchaj, jeżeli przyszedłeś tutaj tylko po to, żeby na mnie warczeć, możesz wyjść! — krzyknęła, otwierając drzwi i wskazując na nie.

— Hermiono, próbuję ci pomóc! — krzyknął.

— NIE CHCĘ TWOJEJ POMOCY! — wrzasnęła Hermiona, złapała go za kołnierz koszuli i wypchnęła do salonu, zanim zatrzasnęła drzwi.

Draco westchnął i odwrócił się, by zobaczyć Lunę, Rona, Ginny i Harry’ego dziwnie się na niego gapiących.

— Taa, ja po prostu… — Wskazał na drzwi i ruszył w ich kierunku.

— Czekaj, czekaj. Dlaczego cię wyrzuciła? — zapytał Harry. — Znowu?

— Po prostu… nic, nie martw się — mruknął Draco.

— Posłuchaj, ostatnim razem Hermiona była tak wściekła, gdy zostawiłem ją i Harry’ego. Uderzyła mnie wiele razy, więc bądź mądry i nam to wyjaśnij — powiedział Ron.

— Hermiona przyszła dzisiaj do Świętego Munga. Znowu pocięła bliznę i ma infekcję. Próbowałem ją zapytać, dlaczego to zrobiła — wytłumaczył.

— Czekaj, ona się tnie?! — załkała Ginny.

— Nie, nie tnie się — warknął głos i odwrócili się, by zobaczyć Hermionę opartą o framugę. — Nie pocięła się celowo, to był wypadek.

— Nie jestem głupi, Hermiono, ja…

— Proszę, wyjdź z mojego mieszkania — przerwała.

— Co? — zaszydził.

— Słyszałeś mnie. Ja i Luna jesteśmy właścicielkami tego mieszkania i mam pełne prawo poprosić cię o opuszczenie go. Jeśli nie wyjdziesz, zmuszę cię — powiedziała.

— Hermiono, nie mówisz poważnie.

— Wyjdź — syknęła.

— Hermiono, proszę, ja tylko próbuję…

Wyciągnęła różdżkę i rzuciła klątwę w jego kierunku.

— Nie boję się sprawić, że opuścisz moje mieszkanie, Fretko — powiedziała niebezpiecznym tonem. Nie zauważyła, że Ron zachodzi ją od tyłu, dopóki nie odebrał jej różdżki. — Oddaj mi moją różdżkę, Ronald.

— Hermiono, musisz się uspokoić — mruknął. — Jesteś czymś wyraźnie zestresowana, więc wyluzuj. Draco tylko próbował ci pomóc i… Co ty robisz?

Hermiona wyszła na balkon, ignorując Rona. Usiadła ze skrzyżowanymi nogami, opierając się o zimną ścianę. Poczuła łzy spływające po twarzy.

Cóż, inni nie wiedzieli, że się pocięła, i to nie raz. Nie wiedzieli także, że co noc szła do łazienki i rozcinała bliznę. Wiedziała, że to jest złe i głupie, ale nie mogła się powstrzymać przed robieniem tego. To słowo zawsze będzie częścią jej i nienawidziła go całą sobą.

Po chwili drzwi się rozsunęły i Draco ukląkł obok niej. Spojrzała na niego, po czym ukryła twarz w dłoniach. Objął ją ramionami i oparł brodę na czubku jej głowy, gdy cicho płakała. Pogładził ją po włosach i ułożył na swoich kolanach.

— Już dobrze, przepraszam. Jeśli powiedziałaś, że tego nie zrobiłaś, to ci wierzę. Nie powinienem był na ciebie naskakiwać — powiedział cicho.

Bała się komukolwiek powiedzieć. Bo chociaż kochała swoich przyjaciół, nie mogła tego zrobić.

— Dziękuję, Draco. Kocham cię — mruknęła bez zastanowienia. Draco poczuł, że żołądek podchodzi mu do gardła, gdy wypowiedziała te słowa. Oczywiście miała na myśli przyjaciela, ale poczuł ścisk w brzuchu i zakręciło mu się w głowie. To był pierwszy raz, gdy ktoś mu to powiedział. — Powinieneś odpowiedzieć tym samym. — Opierała głowę o jego klatkę piersiową, mając zamknięte oczy.

— Ja ciebie też kocham, Miona — zawahał się.

Spojrzała na niego z wyrazem twarzy, którego nie mógł rozpoznać.

— Czy kiedykolwiek to powiedziałeś? — zapytała.

— Co? Oczywiście, że powiedziałem, to znaczy… tak — paplał.

— Nie powiedziałeś, prawda?

— Nigdy — wymamrotał, odwracając wzrok i patrząc na bok. Wyciągnęła rękę i odwróciła jego twarz ku sobie. — Co?

— Słyszałeś kiedyś piosenkę „Załamany”? 

— Nie — odpowiedział.

Złapałam go za twarz i wtedy powiedziałam — Podobasz mi się, bo jesteś zepsuty, załamany, tak jak ja, może to czyni mnie głupcem. Podoba mi się to, jak jesteś samotny, samotny, tak jak ja, mogę być samotna z tobą.

— Co przez to rozumiesz? — zapytał.

— Wiem, że nie jest w porządku. Nie jestem głupia i wiem, że cierpisz w środku, ale nie musisz tego przede mną ukrywać — powiedziała i zsunęła się z jego kolan.

Po czym wytarła twarz, wyciągnęła rękę, podciągnęła go i zabrała do mieszkania.

___________

Witajcie :) w piątkowy wieczór pora na kolejną część opowiadania. Ten rozdział to zupełnie inny rodzaj emocji, ale podoba mi się. A Wy co sądzicie?

Kolejny rozdział będzie w czwartek, a w niedzielę „To, co najlepsze”.

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia! Enjoy!

[T] Cambridge Blue: Rozdział 4

wtorek, 8 marca 2022

 

Hermiona spędza całe lato, próbując wyrzucić noc z głowy.

Kiedy odważa się o tym pomyśleć, zostaje z paraliżującym zakłopotaniem, które przywiera do jej języka jak wata. Praktycznie rzuciła się na niego, tylko po to, by wyjść, gdy próbował zachować się właściwie.

Jednym słowem, to jest upokarzające.

Dlatego jest bardzo wdzięczna swoim rodzicom, którzy zarezerwowali wakacje za granicą tuż po jej powrocie do domu. To dobra wymówka, by mieć wyłączony telefon, zajęty umysł i minimalne zakłopotanie. Jednak zanim dojeżdża, dostaje spanikowaną wiadomość od Draco: „Czy możemy porozmawiać?” zbiegającą się w czasie z cichym: „Rozumiem. Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko w porządku”.

Tych parę słów rozbrzmiewa w jej głowie jeszcze przez kilka dni, kiedy próbuje wymyślić, co zrobić.

Raczej desperacko pragnie, żeby jakimś sposobem zrobili to jeszcze raz. Czuje do niego beznadziejny pociąg, nie wspominając o tym, jaka chemia jest między nimi, czego nigdy wcześniej nie doświadczyła. Nie może powstrzymać myśli, że chodzenie z nim byłoby cudowne pod każdym względem.

Ale czy po Balu Majowym on kiedykolwiek spojrzy na nią z czymś innym niż litość lub uraza? Kolejnym gwoździem do trumny jest to, że w przyszłym roku będą razem mieszkać. Pomysł bycia dwoje drzwi dalej od niego jest trudny do przemyślenia i nie sądzi, by mogła znieść pomysł o kolejnej próbie romansu, tylko po to, by ta znów skończyła się fiaskiem.

I tak, bez względu na to, jak bardzo pragnie z nim porozmawiać, ile czasu spędza na zastanawianiu się, czy istnieje jakaś kombinacja słów, którą może ułożyć, by przekonać go, by dał jej drugą szansę, zatrzymuje się na każdym kroku.

W odpowiedzi wysyła: „Przepraszam, właśnie wróciłam z wakacji. Dziękuję za zrozumienie.” i nie jest pewna, czy czuje ulgę, czy rozczarowanie, bo nigdy nie otrzymuje odpowiedzi.

Od tego momentu są jak wygodne, odległe satelity w układzie słonecznym na czacie grupowym, a Hermiona jest zmuszona poświęcić ogromną ilość energii, aby wyglądać na niewzruszoną, gdy jego imię pojawia się na ekranie jej telefonu.

Lato jest zdecydowanie za długie.

Ale ostatecznie, w końcu, następuje dzień przeprowadzki. Hermiona znajduje się w połowie schodów do ich nowego mieszkania, kiedy dostrzega go na podeście i w panice natychmiast upuszcza torbę na parter.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Zauważa, że przez lato wyprzystojniał. Jego włosy są nieco dłuższe, a kilka piegów, których nigdy wcześniej nie zauważyła, zostało muśniętych słońcem na grzbiecie nosa. Ramiona nabrały kształtu, co sugeruje, że trenował jeszcze ciężej niż wcześniej.

Jest w połowie rozpakowywania bielizny, kiedy rozlega się pukanie do drzwi. Zakładając, że to Ginny, krzyczy radosne: „Wejdź” i gwałtownie zatrzaskuje walizkę, gdy w drzwiach pojawia się Draco.

— Hej, jak leci? — pyta chłopak w sposób, jakby planował tę chwilę od miesięcy.

— Nieźle — piszczy, zdejmując stanik z kołdry i wrzucając do szuflady, jakby wyrzucała go w czeluści piekła.

Jego policzki są różowe.

— Jak minęło lato?

— Cudownie, dzięki — odpowiada. — Ja… zdałeś!

— Tak — mówi. — Ty też! Gratulacje.

Hermiona posyła mu uśmiech i wydaje się, że trochę go to rozluźnia.

— Wiedziałam, że tak będzie — mówi ciepło. — Nigdy nie wątpiłam.

Ich oczy się spotykają w niepewnym, cichym rozejmie. Przedłużeniu gałązki oliwnej.

— Więc… — pyta Hermiona — jak myślisz, od jakich tekstów zaczną w tym roku?

Ostatnie odłamki lodu topnieją, gdy Draco uśmiecha się niepewnie, a Hermiona może odetchnąć z ulgą.

Wszystko będzie dobrze między nimi. Może nie w sposób, w jaki by chciała, ale… będzie dobrze.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Drugi rok to ogromny krok naprzód pod względem obciążenia pracą. Hermiona wkrótce przekonuje się, że musi odpuścić poranki przy kawie z Draco, aby szybko zapoznawać się z rozdziałami tekstów, odrzucając zaproszenia do PWJ na rzecz wspólnego przygotowywania esejów o dziewiątej.

Jej ograniczone życie towarzyskie jest zarówno błogosławieństwem jak i przekleństwem, ponieważ mimo tego, że pozwala jej to zapomnieć o tym, jak rzuciła się na Draco niczym pijana idiotka (poprawka: była pijaną idiotką), oznacza to także, że zaczynają się od siebie oddalać.

Przez większość dni mijają się na korytarzu z półuśmiechami i skinieniem głowy. Wciąż chodzą razem na wykłady, ale ona czuje, że dystans między nimi się powiększa, jak szarpnięcie za serce, któremu nie potrafi zapobiec. To tak, jakby Bal Majowy wbił między nich klin powierzchowności i teraz ich interakcje sprawiają wrażenie wiecznego poruszania się po linii uskoku, którą są zdeterminowani zignorować.

Przychodzi jej to do głowy, gdy pewnego wieczoru Hermiona wchodzi do kuchni, by znaleźć Harry’ego i Draco, ubranych w garnitury i togi.

— Ładnie wyglądacie — mówi, sięgając do szafki po kubek. — Co to za okazja?

— Tańce i kolacja w klubie wioślarskim — odpowiada Harry.

Och. Wydarzenie, na które Draco zaprosił ją w poprzednim roku. Teraz z pewnością by się zgodziła.

— Idziecie solo? — pyta leniwie i dopiero wtedy uświadamia sobie, że odpowiedź nie jest taka, jakiej się spodziewała, kiedy Draco odwraca się, udając, że czegoś szuka.

— Cóż — mówi Harry. — Mamy… mamy partnerki. To tak naprawdę przyjaciółki z klubu, ale… tak.

Hermiona mruga.

— Och. — Wzdycha. Oddychaj. — To brzmi cudownie.

Harry uśmiecha się do niej, ale Draco nie patrzy jej w oczy. I w jednej chwili, w przypływie wspomnień, z powrotem znajduje się w jego pokoju; z sukienką na udach i z jego rękami na jej skórze…

— Mam nadzieję, że będziecie się świetnie bawić — mówi szybko, zanim jej głos zacznie drżeć, i odwraca się do wyjścia z bijącym sercem.

Nie powinno jej to obchodzić — nie ma prawa się przejmować — ale nie może się powstrzymać przed patrzeniem przez okno, jak zmierzają ku hangarowi na łodzie. Harry’emu towarzyszy wysoka, wysportowana przyjaciółka z jedwabistymi, czarnymi lokami, a Draco dziewczyna, która ma tak piękne włosy, jakby pochodziły prosto z modelowych zdjęć na Instagramie. Przeklina media społecznościowe i własny brak samokontroli przez zaledwie trzydzieści sekund, jakich potrzeba, by dowiedzieć się, że dziewczyna ma na imię Astoria.

Hermiona przełyka ślinę i zaciąga rolety, czując kwas w gardle.

Kurwa.

Ma nadzieję, że Harry mówił prawdę, że tak naprawdę są tylko przyjaciółmi, ale nadal ból rozrywa jej pierś. To ona powinna być dzisiaj u boku Draco. Powinna była przezwyciężyć swoje zakłopotanie; powinna była wcześniej zażądać rozmowy z nim; powinna była błagać, by dał jej drugą szansę.

Jest niezrozumiale zazdrosna i nie może winić nikogo oprócz siebie.

Przez cały wieczór nie zapisuje ani jednego słowa więcej w swoim eseju.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Po kilku straszliwych dniach zazdrości świadomość, że powinna coś z tym zrobić, w końcu motywuje ją do zapukania w drzwi sypialni Draco. Kiedy otwiera, wydaje się być zszokowany, widząc ją, i przez chwilę po prostu wpatruje się w nią w milczeniu.

— Cześć — mówi Hermiona, starając się nie załamywać rąk. — Zastanawiałam się, czy może… chciałbyś napić się kawy? Minęło trochę czasu.

Krótkie drgania jego twarzy ujawniają, jak bardzo jest zaskoczony, zanim odwraca się, by chwycić portfel i kurtkę.

— Pewnie — zgadza się. — Ale gdzie?

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Dwadzieścia minut później siedzą w ich ulubionej kawiarni, po przeciwnych stronach zbyt małego stolika, z rękami otaczającymi identyczne filiżanki kawy.

Hermiona wie, co musi powiedzieć, ale zdenerwowanie zaciska jej usta za każdym razem, gdy próbuje. Zamiast tego paplają bez sensu na temat studiów, o ostatnim napisanym przez siebie eseju i o ogólnych wydarzeniach między ich wspólnymi przyjaciółmi. I absolutnie nie mówią o tym, jak bardzo chciałaby siedzieć bliżej niego.

Jej pewność siebie i determinacja odpływają z każdym upitym łykiem kawy, dopóki nie postanawia zapomnieć o wszystkim i porzucić poprzednie złudzenia, że nie wyraziła się jasno, aż Draco pochyla się do przodu i rzuca spojrzenie, jakby chciał czytać jej w myślach.

Boże, ma nadzieję, że to tylko jej wyobraźnia.

— Hej, chciałaś o czymś porozmawiać, prawda? — pyta delikatnie.

Hermiona przełyka.

Pomimo bicia serca w klatce piersiowej, mrowienia w pulsie, które błaga ją o ucieczkę, wie, że musi z siebie to wyrzucić. Musi wyłożyć wszystkie karty na stół.

Albo nigdy sobie tego nie wybaczy.

Więc bierze łyk, potem oddech i składa ręce na kolanach.

— Chciałam przeprosić za to, co wydarzyło się na Balu Majowym.

Draco odstawia kawę tak gwałtownie, że płyn rozlewa mu się po palcach.

— Och. Och, dobrze.

— Wiem, że już jest za późno — mówi Hermiona, nie mogąc spojrzeć mu w oczy. — Powinnam była powiedzieć ci to wieki temu, ale… przepraszam za to, jak się zachowałam. Byłam zawstydzona i na ciebie naskoczyłam, ale na to nie zasłużyłeś. Po prostu chciałeś się mną opiekować. Więc bardzo, bardzo przepraszam.

Draco obserwuje ją bez słów z szeroko otwartymi oczami.

— I wiem, że to przeze mnie wszystko stało się jeszcze bardziej niezręczne, bo próbowałam udawać, że nic się nie stało. I, cóż, teraz wszystko wróciło, by mnie dobić, ale prawda jest taka, że ja… nadal cię lubię. Bardzo.

Cisza wciska się w jej płuca.

— I myślę, że to, co naprawdę próbuję powiedzieć, to… Chciałabym, żebyśmy spróbowali jeszcze raz.

No i proszę. Powiedziała to. Odchyla się na krześle; jej palce zaciskają się wokół filiżanki, a puls przyspiesza.

I nie wie dokładnie, czego się spodziewała, ale jakoś nie chodziło o to, że twarz Draco powinna posmutnieć w ten sposób, brwi zmarszczyć się, a usta zacisnąć.

— Przepraszam — mówi natychmiast Hermiona. — Jest dobrze. Możesz zapomnieć, że kiedykolwiek to powiedziałam…

— Nie sądzę, że bym mógł — odpowiada jednym tchem, jakby w ogóle nie planował tego powiedzieć. Ale jego głos się załamuje, kiedy kontynuuje: — Ale powinnaś wiedzieć, że… jestem teraz z Astorią.

Wpatruje się w niego, a jej niebo rozpada się kawałek po kawałku.

— Myślałam… myślałam, że tylko się przyjaźnicie?

— Przyjaźniliśmy — mówi cicho.

Och.

— Boże — mamrocze upokorzona. — Cholera, bardzo przepraszam.

— Jest dobrze…

— Nie, powinnam była to sprawdzić.

Patrzą na siebie.

— Jestem idiotką — szepce cicho Hermiona.

Długa cisza.

— Hej — odpowiada Draco w końcu. — To nie musi niczego zmieniać. Wciąż jesteś… Nadal się przyjaźnimy, prawda?

Hermiona przełyka.

— Pewnie.

Jej skóra drży do stóp do głów, jakby rozpalona do białości przez ukłucie wstydu. A twarz Draco, pełna litości, nie pomaga, czyniąc oczywistym to, jak żałosna jest…

— Hermiono — mówi. — Jest dobrze. Naprawdę.

Uśmiecha się i kiwa głową, ale bezsilne uczucie, że jest za późno, towarzyszy jej przez całą drogę do domu.

Siedział i patrzył, jak wychodzi, z rozdzierająco łagodnym wzrokiem.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Astoria Greengrass jest, jednym słowem mówiąc, idealna. Piękna, mądra, zabawna, a jednocześnie szalenie słodka. Jest pieprzoną rozkoszą. I to naprawdę sprawia, że Hermiona jest cholernie nieszczęśliwa.

Na połowinkach Astoria siedzi obok Draco w swojej jedwabnej, bursztynowej sukience; loki spływają na jej ramiona, wyglądając tak uroczo, że kolacja Hermiony jest jak kamień w żołądku. Kiedy podają deser, Astoria trzyma rękę Draco pod stołem, a Hermiona jest gotowa wepchnąć jej cały crème brûlée w gardło i opuścić statek.

— Obrzydliwe, prawda? — mówi ktoś, a Hermiona odwraca się i zauważa, że student siedzący naprzeciwko niej uśmiecha się. Ma pierzaste, rude włosy, wyróżniające się z tłumu oraz budowę ciała, która świadczy o byciu członkiem wioślarskiego towarzystwa, a jego uśmiechnięta twarz jest usiana piegami. — Nie fair wobec nas, singli.

Hermiona krzywi się.

— Skąd wiesz?

— Cóż — mówi — posłałaś swojemu puddingowi sugestywne spojrzenie.

Hermiona niechętnie szturcha gałązkę mięty, której nie zamierza jeść.

— Przepraszam — mamrocze — Po prostu jestem zrzędą.

— Ach, w porządku. — Wzrusza ramionami. — Boże Narodzenie to zawsze najgorszy czas na bycie singlem.

— To prawda — zgadza się. — Przyjaciele mojej rodziny zawsze pytają, kiedy przyprowadzę chłopaka do domu.

Student krzywi się ze współczuciem.

— Jest gorzej, gdy masz pięciu starszych braci. Wszyscy mają partnerki i każda z nich przyjedzie w te święta Bożego Narodzenia.

Jej szczęka opada.

— Nie wierzę.

— To prawda — upiera się. — Ta szykowna super para ma się nijak w porównaniu z tym.

Hermiona prycha, zanim może się powstrzymać, poniewczasie zakrywając usta serwetką. Ale on tylko się uśmiecha, jakby był w jakiś sposób oczarowany.

Odchrząkuje.

— Nawiasem mówiąc, jestem Hermiona — mówi, dziwnie pocieszona jego szczerym wyrazem twarzy i sposobem, w jaki jego uszy powoli purpurowieją, gdy przygląda mu się z góry na dół. — Przepraszam, jak powiedziałeś, że masz na imię?

Rumieniec dociera do jego policzków.

— Ron — mówi, po raz pierwszy brzmiąc na niemal zdenerwowanego. — Ron Weasley.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Jej związek z Ronem jest tak słodki, jak powierzchowny. Spędzają święta Bożego Narodzenia, poznając się nawzajem poprzez nieistotne wiadomości dotyczące wszystkiego, co przychodzi im do głowy, odciągając umysł Hermiony od Draco z każdą wiadomością.

Okazuje się, że to przyjaciel Harry’ego z prawa, chodzący do Uczelni Świętej Katarzyny. Ron jest odświeżająco wyluzowany. To typ faceta, który nie traktuje siebie zbyt poważnie, co przemawia do Hermony, która po niedawnym fiasku z Draco zdecydowała, że chce czegoś absolutnie niepoważnego.

Kiedy ona i Ron spotykają się ponownie w styczniu, następuje niezręczny okres przystosowywania się, gdy podczas spotkań twarzą w twarz nadrabiają zaległości, o których pisali. Jest miły, łatwo się z nim dogaduje i, co najważniejsze, Hermiona mu ufa.

W końcu to, co zaczyna się od zaproszenia na drinka, zamienia się w szaleńcze całowanie, a ostatecznie w niezdarne, ale gorliwe kilka godzin w jej pościeli. To nie jest jakieś magiczne, niesamowite doświadczenie, ale jest relaksujące i zabawne, a Ron jest na tyle wyrozumiały, że nie ma nic przeciwko, kiedy ona przejmuje kontrolę, by osiągnąć własną przyjemność.

Po wszystkim zakłada bluzę z kapturem i spodenki od piżamy, odciąga splątane włosy na bok i prowadzi Rona do kuchni, gdzie nalewają sobie kolejną porcję drinków.

I nagle w drzwiach staje Draco.

Jego wzrok przeskakuje między wyraźnie widoczną malinką na szyi Hermiony, Ronem bez koszulki, jej nabrzmiałymi od pocałunków ustami i jego rozczochranymi włosami. I wreszcie na dłoń Rona, unoszącą się niepewnie blisko talii Hermiony. Draco spokojnie podchodzi do lodówki i sięga po piwo, otwierając je zbyt długo, podczas gdy w kuchni panuje niezręczna cisza.

— Nie wiedziałem, że masz chłopaka — mówi ostrożnie.

Hermiona rzuca Ronowi spojrzenie pełne paniki.

— On… my nie chodzimy ze sobą — mówi i natychmiast tego żałuje.

— Och — mamrocze Draco, rumieniąc się. Jego oczy przemykają na Rona. — Przepraszam, nie usłyszałem twojego…?

— Ron Weasley — przedstawia się Ron, wyciągając rękę na przywitanie. — Catz. Jestem znajomym Harry’ego i Hermiony. — Obaj mężczyźni patrzą sobie w oczy; wydaje się, że to właśnie w nich toczy się ich rozmowa. — Znam cię, prawda? Byłeś na Majowych Wybojach w zeszłym roku.

— I wygraliśmy — mówi Draco dziwnie formalnym głosem. — Jeżeli dobrze pamiętam.

Oczy Rona zwężają się.

— Tak.

Hermiona dotyka jego nadgarstka.

— Idziemy?

Wracają do jej pokoju, ale dopiero wtedy, gdy Ron zerka na Draco, mając niemal opiekuńczy wyraz twarzy.

To rozpala ciepło w przepełnionym zazdrością sercu Hermiony i po kolejnej godzinie, spędzonej z nim w łóżku, wyobraża sobie, że jej współlokatorzy nie mają złudzeń do ich obecnego związku.

 

Święta Katarzyna (Catz) – kolejna uczelnia, z którą Queens’ łączy przyjazna rywalizacja.

Wyboje – forma wyścigów wioślarskich praktykowana w Cambridge ze względu na wąski i kręty układ rzeki Cam. Zamiast ścigać się obok siebie, łodzie startują w linii i muszą „wybić” łódź z przodu, aby ją wyprzedzić.

__________

Witajcie :) na Dzień Kobiet prezent ode mnie w postaci nowego rozdziału. Wiem, że pewnie nie cieszy Was jego przebieg, ale muszę przyznać, że po raz pierwszy w życiu polubiłam Rona w dramione. Tak, wiem, że ona ma być z Draco no ale taka odskocznia też jej się przyda. A co Wy o tym sądzicie? Dajcie znać.

Kolejny rozdział zostanie opublikowany we wtorek. Rozdział 15 „To, co najlepsze” prawdopodobnie opublikuję w sobotę, moja rodzinka jednak odwiedzi mnie dopiero w przyszłym tygodniu. Także oczekujcie, bo będzie się sporo działo. Ach, i oczywiście w czwartek planuję publikację „Apartamentu 9 i 3/4”.

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia! Enjoy!

[T] To, co najlepsze: Rozdział 14

niedziela, 6 marca 2022

 

Po kilku ostatnich tygodniach Hermionie nie było obce budzenie się z rozszywającym bólem głowy. Dziś jednak było o wiele gorzej. Zakryła usta ręką i wygramoliła się z łóżka, rzucając kołdrę na głowę Draco, który aż się poderwał.

— Czy ty…

— Nie! — warknęła Hermiona, szarpiąc drzwiami, zanim zamknęła je za sobą.

Pozostawiona sama w łazience, ledwo zdążyła do toalety. Wymioty nigdy nie były fajne. Jej gardło płonęło i oparła ręce z boków muszli, mając zamglony wzrok.

Drzwi zaskrzypiały, gdy wszedł Draco. Nic nie powiedział, tylko uklęknął obok niej; jego kolana szybko dotknęły linoleum, zanim odsunął jej włosy od twarzy.

Kiedy pocierał kręgi wzdłuż kręgosłupa, Hermiona chciała powiedzieć, żeby wyszedł. Draco był ostatnią osobą, która mogła ją taką widzieć, ale mimo wszystko tu był. Nawet gdyby zdołała powiedzieć mu, żeby wyszedł, nie zrobiłby tego.

Hermiona sięgnęła do spłuczki i zamknęła deskę drążącymi palcami. Z jego pomocą wstała i spojrzała w lustro. Jej twarz była chorobliwie blada, zauważalna dla każdego, kto taką ją widział — co oznaczało, że jej syn nie mógł zobaczyć jej w tym stanie.

— Możesz sprawdzić, co u Scorpiusa, zanim się ogarnę?

Jego podbródek dotknął jej ramienia, a z odbicia wpatrywały się w nią ładne szare oczy.

— Oczywiście. Zrobić śniadanie?

Skrzywiła się.

— Nie sądzę, żeby jedzenie czegokolwiek było dla mnie dobre.

— Och — mruknął Draco. — Zrobię coś dla Scorpiusa, żebyś mogła odpocząć?

Brzmiało to niebiańsko, ale za godzinę miała być w pracy.

To był początek bardzo złego tygodnia.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

W poniedziałek sprzedała stos książek starszemu mężczyźnie, którego nienawidziła — od ich pierwszego spotkania, kiedy wypytywał ją, dlaczego nie znalazła odpowiedniego męskiego wzorca dla swojego syna — ale zapomniała to nabić na kasę. Godzinę później Hermiona zdała sobie sprawę, dlaczego kasa jest pusta.

W środę Hermiona zapomniała, że Draco miał zaplanowaną pracę do późna, co doprowadziło ją do złości, ponieważ wierzyła, że nie zdąży na kolację, nie zawracając sobie głowy telefonem. Przyznanie się do wpadki było upokarzające, nawet jeśli ją wspierał. Jednak leki nie pomagały i wiedziała o tym.

W piątek Hermiona prawie spaliła kolację na wiór. Nie można było rozpoznać, że na patelni jest kurczak, a Draco próbował żartem rozjaśnić niebo nad nią. „Przynajmniej nie podpaliłaś nic innego”.

Może Hermiona nie miała racji, nie uważając tego za zabawne, ale zlekceważyła jego zapewnienia i zamówiła jedzenie na wynos. Poszła po nie sama, upierając się ostrym tonem, że potrzebuje kilku minut w samotności, jeśli nie miałby nic przeciwko zajęciu się Scorpiusem.

Kolacja pod koniec przebiegała w ciszy, ale pomimo okropnego nastroju Hermiona musiała przyznać, że nic tak nie poprawiało jej dnia, jak oglądanie Draco i jej syna. Draco odchylił się do tyłu, opierając się na sofie, a Krzywołap wskoczył, machając ogonem i zwinął się na jego kolanach.

— Mamusiu? — Scorpius zsunął się  poduszki, zostawiając puste miejsce obok Draco i podszedł do niej. — Mam pytanie — wyszeptał, otwierając szeroko oczy.

Chociaż domyślała się, o co chodzi, Hermiona pochyliła się do przodu z porozumiewawczym uśmiechem i nadstawiła ucho.

— O co chodzi?

— Czy Draco może przeczytać mi kolejną bajkę na dobranoc? — Jego dolna warga drgnęła lekko. — Nadal lubię twoje historie, ale…

Zachichotała.

— Nie musisz się tłumaczyć. Opowiem ci historię innego wieczoru, dobrze? Przygotuj się do spania, a ja go wyślę do ciebie — powiedziała Hermiona, kiedy Scorpius zarzucił jej ręce na szyję i mocno ścisnął.

— Kocham cię, mamusiu. — Cmoknął ją w policzek i pobiegł na górę.

Hermiona przeniosła ciężar ciała, podwijając pod siebie nogi.

— Wygląda na to, że wygrywasz.

Powolny uśmiech, który wygiął jego usta, mógł zatrzymać bicie jej serca. Draco obszedł stolik do kawy i usiadł obok niej, kładąc policzek na dłoni.

— Dziękuję, że pozwalasz mi spędzać z nim czas — mruknął, biorąc ją za rękę i składając delikatny pocałunek na środku jej dłoni. — Zobaczymy się później?

— Pozwolę ci się zakraść do mnie na noc, pod warunkiem, że zrobisz wszystko, by nie nakrył cię rano. Jeszcze nie. On i ja jeszcze o tym nie rozmawialiśmy.

— Wyjdę przez okno, jeśli będę musiał.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Coś się paliło, a wokół niej buchnęły płomienie. Oczy Hermiony otworzyły się, a następnie rozszerzyły z przerażenia.

— Granger, musisz się mocno trzymać — warknął Draco, sięgając, by mocniej ją przytrzymać, gdy drugą ręką sterował miotłą.

— Harry i Ron… — krzyknęła Hermiona, jej oczy szukały ich w płomieniach, ale nigdzie ich nie było.

Jego pierś zadrżała.

— Są nad nami. — Draco spojrzał w górę.

Jej wzrok poszybował w górę i obaj lecieli przy suficie, unikając ognia, który wzbierał się pod nimi. W dłoni Harry’ego ledwo dostrzegła widoczny zarys diademu i obserwowała, jak przesuwa go w dół, by pozwolić diabelskim płomieniom połknąć cały horkruks.

— Jest zniszczony! — Hermiona ukryła twarz w ramieniu Draco, a jej spocone palce zaczęły się zsuwać.

Harry pikował w dół — coraz niżej, aż nie mogła go dostrzec — i Draco przeklął.

Ledwo to słyszała.

— Co on do cholery wyprawia…

Wynurzając się z płomieni, Harry poszybował do wyjścia i Hermione opadła szczęka.

— Ma Goyle’a.

Draco nie marnował ani sekundy, kiedy wylecieli z pomieszczenia, wpadając na korytarz na siódmym piętrze. We włosach miał sadzę, a Hermiona opadła na sekundę na kolana, zanim złożyła ostry pocałunek na jego usta.

Nawet pośrodku tego, co, jak przypuszczała, było najdłuższym dniem w jej życiu, zdołał się uśmiechnąć.

— Mówiłem ci, że pewnego dnia zabiorę cię ze sobą na miotłę.

Roześmiała się, ale nagle przestała, gdy dobiegł ich głos w chwili, kiedy Harry i Ron z Goyle’em za nimi wylądowali.

— Wydajcie mi Harry’ego Pottera, a zostaniecie nagrodzeni. Macie czas do północy.

Usta Rona zacisnęły się w grymasie, gdy ich spojrzenia przesunęły się na Harry’ego.

Palce musnęły jej palce, pomagając wstać. Kiedy Harry i Ron się kłócili, ledwo łapiąc oddech, Hermiona wpatrywała się w mężczyznę obok siebie.

— Kocham cię, wiesz o tym, prawda? — wyszeptała Hermiona. — Bez względu na to, co się stanie.

Ścisnął jej rękę.

— Nie poddawaj się jeszcze. Czy to nie ty zawsze  mówisz, że mamy wiele powodów do życia? — Draco wypowiedział te słowa, ale wiedziała, że tylko dla jej korzyści.

Odetchnęła gwałtownie.

— Nie masz pojęcia.

Ręka Hermiony powędrowała do jej brzucha.

 

Hermiona usiadła prosto, zlana zimnym potem. Spojrzała na druga stronę łóżka, orientując się, że Draco zabrał całą kołdrę i przez chwilę wszystko jej się rozjaśniło.

Rozpoznała ogarniającą ją magię i wiedziała, że niedługo znów straci przytomność. Grzebiąc ręką, Hermiona niezdarnie sięgnęła do szuflady i chwyciła długopis ze skrawkiem papieru.

 

Pamiętaj Harry’ego i Rona.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Weekend minął powoli.

Hermiona zwinęła się w kłębek w kącie okiennym z otwartą książką na kolanach i kocem owiniętym wokół ramion, obserwując, jak jej oddech zaparowuje szybę. Czytała w kółko tę samą stronę, ale żadne ze słów nie zapadło jej w pamięć. Papier, którego używała jako zakładki, przyciągnął jej uwagę i przechyliła głowę w bok, opierając skroń o zamarznięte szkło…

 

Pamiętaj Harry’ego i Rona.

 

To bez wątpienia było jej pismo odręczne. Obudziła się przy tej nabazgranej notatce dwa dni temu, ale nadal tego nie rozumiała. Te słowa mocno jej ciążyły w połączeniu z faktem, że może powinna była powiedzieć o tym Draco, co przyszło jej do głowy dzisiejszego poranka, zanim wyszedł ze Scorpiusem.

Obaj zniknęli dwie godziny temu. Scorpis zapytał ją — a Draco wyglądał na spanikowanego, jakby martwił się, że może uwierzyć, jakoby namówił na to jej syna — czy mógłby iść z Draco na zakupy. Scorpius powiedział, że chce znaleźć idealny prezent dla niej na Boże Narodzenie.

Przesunęła palcem po krzywiźnie swojego pisma i westchnęła, gdy żadna odpowiedź nie przyszła jej do głowy.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

— Dlaczego mogę czarować?

Draco zakrztusił się herbatą.

Rozejrzał się, żeby upewnić się, że nikt nie słyszał jego syna i westchnął.

— Scorp, nie możesz publicznie mówić o magii — wyszeptał.

— Dlaczego nie?

Draco skrzywił się.

— Jest wiele zasad w tym temacie. Mugole nie powinni wiedzieć. Gdybyś o tym powiedział, mógłbyś mieć kłopoty.

Chłopiec zmarszczył brwi.

Wyczuwając, że kolejne pytanie zabierze dech w piersi, Draco rzucił pod stołem zaklęcie wyciszające. To było raczej trudne i gdyby ktoś patrzył, wydawałoby się, że… poruszał się dziwnie na krześle.

— Co to jest mugol?

Draco zacisnął palce wokół kubka.

— Mugol to ktoś, kto nie potrafi posługiwać się magią.

— Więc mamusia jest mugolką?

Nie, mamusia nie jest cholerną mugolką. Draco odchrząknął.

— Tak przypuszczam. — Merlinie, głos mu się łamał. — Pewnego dnia będziesz mógł jej powiedzieć, Scorpiusie, jeśli się tego boisz.

Wpatrywał się w stół, marszcząc brwi.

— Dlaczego ja mogę czarować, a mamusia nie?

— Uch…

Nie dając Draco szansy na sformułowanie spójniej odpowiedzi, Scorpius zapytał:

— Myślisz, że mój tata był taki jak ja?

— Możliwe — odpowiedział Draco stanowczo. — Zrobiłeś coś jeszcze od ostatniego razu?

Scorpius potrząsnął głową.

— Jak mam się nauczyć magii? Nauczysz mnie?

Kurwa, nie cacka się.

To prawdopodobnie najgorszy sposób, jak to wszystko mogło się potoczyć. Oczywiście, Draco chciał powiedzieć Scopiusowi o wszystkim, ale wszystko, co mówił, wiązało się z ryzykiem, że chłopiec przypadkowo się wygada. Mogłoby to spowodować kolejny atak Granger i do czego by to ich zaprowadziło?

— Jest szkoła — wychrypiał Draco. — Nie dostałeś jeszcze listu akceptacyjnego.

— Nawet nie aplikowałem!

Draco pomyślał o dwóch rzeczach: że był za młody, by wiedzieć, że chce, do cholery, aplikować do szkoły i że absolutnie nigdy nie będzie wątpliwości, że Scorpius jest synem Hermiony Granger. Nie mógł powstrzymać głośnego parsknięcia, które wydobyło się z jego ust.

Scorpius nie wydawał się ani trochę rozbawiony.

— Dlaczego się śmiejesz?

— Nie musisz aplikować. Dyrektor ma spis wszystkich dzieci uzdolnionych magicznie. Nie martw się, otrzymasz list.

— Kiedy?

Kurwa, zadawał jedno pytanie po drugim.

— Kiedy skończysz jedenaście lat.

— Gdzie to jest?

Draco ścisnął grzbiet nosa.

— Szkocja, jeśli musisz wiedzieć.

— Nie mogę zostawić mamy. — Scorpius skrzyżował ręce na piersi. — Co jeśli zachoruje albo… albo zapomni o czymś? Muszę tutaj być, żeby jej pomóc.

Przypomniał sobie, jak Granger tłumaczyła, jak ten mały chłopiec jest zaciekle opiekuńczy i próbował pomagać na wszystkie możliwe sposoby.

— Z twoją mamą będzie wszystko dobrze.

Najwyraźniej to nie była wystarczająco dobra odpowiedź.

— Więc kto się nią zaopiekuje? — Scorpius pochylił się do przodu, jego oczy zwęziły się lekko w sposób iście malfoyowski. — Ty to zrobisz?

— Zawsze. — Głos Draco był spokojny. — Obiecuję.

Scorpius odpuścił i przez resztę dnia nie zadawał kolejnych pytań.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Dzień powoli przechodził w noc, kiedy to Draco pracował do późna, a Scorpius znudził się, czekając, aż jego niedawno odnaleziony ulubiony człowiek przejdzie przez drzwi. Hermiona uśmiechnęła się złośliwie, popijając herbatę i jednocześnie mieszając w garnku drugą ręką.

— Przyjdzie, Scorpiusie.

Skierował głowę ku niej.

— Wiem o tym.

— Zadzwonił wcześniej i powiedział, żebym się go spodziewała później niż zwykle — zapewniła go. — Jestem pewna, że zdąży.

— Nigdy nie przegapia kolacji. — Scorpius postukał palcami w oparcie krzesła. Nieważne ile razy mówiła mu, żeby nie siadał tyłem na krześle i tak to robił. Ogólnie rzecz biorąc, karcenie go wydawało się bezsensowne. — Oprócz jednego tygodnia.

Pamiętała.

Scorpius ześlizgnął się z krzesła i podszedł do niej, trzymając mocno kubek w małych rączkach.

— Mamusiu?

— Hmm?

— Myślisz, że Draco może zostać moim tatą?

Hermiona upuściła kubek i rozbił się o zlew. Nie roztrzaskał się całkowicie, chociaż spodziewała się, że tak się stanie, gdy wpatrywała się w niego w oczekiwaniu. Tylko uchwyt się wyszczerbił.

— Co masz na myśli? — Przełknęła. — Rozmawialiśmy o tym… — Jeśli ta dziewczyna z przeszłości znowu mu coś sugerowała, Hermiona zaklęła cicho.

Scorpius zamrugał i wypuścił powietrze.

— Czy mogę nazywać Draco tatą? — zapytał cicho. — Nie chcę już nazywać go Draco. Chcę, żeby był moim tatą.

Uklękła, odgarniając włosy z jego twarzy. To była bez wątpienia jedna z najsłodszych rzeczy, jakie kiedykolwiek usłyszała. Jednak desperacja w jego głosie złamała jej serce.

— Zapytaj mnie w przyszłym tygodniu, kochanie.

Oczywiście nigdy nie planowała tak szybkiej rozmowy. Hermiona zamierzała poczekać znacznie dłużej niż trzy miesiące zanim zaakceptowała uczucia do Draco i podejmie decyzję. Scorpius to zmienił, ponieważ, gdyby Draco nie był zainteresowany długotrwałym związkiem z samotną matką — a naprawdę podejrzewała, że gdyby tak było, już dawno by zniknął — pierwszą rzeczą, którą musiała zrobić, była ochrona jej syna.

Zawsze.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Około dziewiętnastej trzydzieści rozległo się pukanie do drzwi.

Scorpius dopadł do drzwi przed nią, otwierając je mimo protestów, które dość głośno wyrażała. Draco uśmiechnął się złośliwie, ale nacięcie wzdłuż jego policzka ograniczało towarzyszący temu urok. Przykucnął, skrzypiąc butami i potargał włosy Scorpiusa.

— Wiesz, że nie powinieneś otwierać drzwi, jeśli nie wiesz, kto przyszedł.

Sapiąc, Scorpius założył ręce na piersi.

— Kto inny to mógł być? Jesteś jedynym, który nas odwiedza.

Hermiona prychnęła.

— Cóż — powiedział Draco. — Tym razem tak było, ale zawsze powinieneś zapytać, kto tam jest, zanim otworzysz drzwi. I powinieneś pozwolić mamie to zrobić.

Scorpius wpatrywał się w swoje stopy.

— Byłem po prostu podekscytowany tym, że cię zobaczę… — wymamrotał. — Spóźniłeś się.

Oparta o ścianę Hermiona patrzyła, jak oczy Draco łagodnieją, gdy wyciągnął ramiona.

— Chodź tu. — Otoczył Scorpiusa ramionami i chwycił tył jego głowy. — Wiem, że się spóźniłem, ale przez cały czas myślałem o tobie. Nie ma innego miejsca, gdzie chciałbym teraz być.

— Obiecujesz? — nieśmiałe pytanie zostało przytłumione ramieniem Draco.

Draco potarł plecy chłopca, całując czubek jego włosów.

— Obiecuję. Przyjście tutaj to najlepsza część mojego dnia.

— Mamusia kazała mi zjeść wcześniej, bo powiedziała, że robi się późno.

— Tak. — Draco zaśmiał się. — Przepraszam za to. To twoja pora snu, prawda?

Scorpius skinął głową, cofając się.

— Przeczytasz mi bajkę na dobranoc?

Spojrzał na Hermionę, prosząc o pozwolenie, a ona skinęła głową.

— Prowadź. — Draco wyprostował się.

Hermiona zamknęła drzwi i przekręciła zamek. Mogła myśleć jedynie o tym, że nigdy nie chciała, żeby to się zmieniło.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Hermiona podwinęła nogi pod siebie, siedząc na sofie i czekając, aż Draco zejdzie. Z każdą mijającą sekundą jej żołądek skręcał się coraz bardziej. Draco przychodził na kolację prawie co wieczór, odkąd się poznali, ale nie przegapił żadnej, odkąd razem sypiali. Zaczęła się zastanawiać, czy to był błąd i czy to wszystko prędzej czy później się skończy.

Myśl o wyjawieniu Scorpiusowi, dlaczego Draco nie będzie już ich odwiedzał, przecięłaby oboje na pół. To się nie stanie, zapewniała samą siebie. Draco już zachowuje się jak jego ojciec i powiedział, że poważnie traktuje ten związek.

Mimo to, jeśliby się rozpadło, wydawało się, że to był jej trend w ostatnich latach, Hermiona nie wykonała wystarczająco dobrej pracy, chroniąc syna, biorąc pod uwagę, jak blisko pozwoliła im się zbliżyć.

Ciężkie kroki Draco odbiły się echem na drewnianych schodach i podniosła wzrok. Umył się, jego ręce były wolne od brudu, a rozcięcie na policzku wciąż wyglądało okropnie, jednak nie było na nim żadnego brudu.

— Naprawdę przepraszam, że się spóźniłem. Martwiłem się, że może być za późno, by wpaść, ale nie chciałem, żebyś pomyślała, że się nie pojawię. — Usiadł na sofie obok niej.

Jej niegdyś wygodna sofa sprawiała wrażenie łóżka wypełnionego gwoździami.

— Gdzie nas widzisz za rok? — Wydźwięk tego mógł być lepszy. Kiedy jego szczęka opadła, Hermiona wyjaśniła: — Jesteś pierwszą osobą, której mogłam zaufać, Draco. Ostatnie kilka miesięcy było najszczęśliwszymi, jakie kiedykolwiek przeżyłam z mężczyzną, ale…

Z braku lepszego wyjaśnienia cały kolor zniknął z jego twarzy.

— Czekaj… czy ty… — Draco zwrócił się do niej, obejmując jej ręce swoimi.

Posłała mu wodnisty uśmiech.

— Nie mówię tego, ponieważ chcę zakończyć to, co jest między nami. — Hermiona zaśmiała się cicho. — Wręcz przeciwnie, ponieważ mam nadzieję, że po tej rozmowie zechcesz zostać. Nigdy nie mogłabym cię prosić o obietnicę, że nigdy się nie rozstaniemy — wszystko może się wydarzyć w każdej chwili — ale muszę wiedzieć, czy przyszłość ze mną, z nami, to jest to, czego pragniesz. A jeśli tak nie jest, to nigdy nie będę ci miała tego za złe, ale muszę chronić mojego syna.

— Nie sądzę, że istnieje jakakolwiek wersja życia, w której bym ciebie nie chciał. — Draco pogładził kostki na jej palcach. — Pewnie sądzisz, że to niewystarczająco długo, bo jesteś praktyczną osobą, ale pragnę ciebie i Scorpiusa przez resztę mojego cholernego życia, jeśli mi pozwolisz. Nigdy nie chcę się z tobą rozstawać, Hermiono. Rozumiesz?

Przysunął się do niej bliżej, a może ona to zrobiła, Hermiona nie była pewna, kiedy uniosła głowę i ich usta prawie się stykały.

— Nie będziesz tylko przyjacielem Scorpiusa, Draco. Będziesz jego ojcem. Czy jesteś gotowy na ten krok? Bycie rodzicem dziecka, które tak naprawdę nie jest twoje…

Jego oczy zamigotały pełnią życia.

— To mój syn — mruknął Draco, opierając swoje czoło na jej czole. — Jeśli mi na to pozwolisz, uczynisz mnie najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.

Jej ręce drżały.

— Zawsze chciał mieć ojca — wyszeptała. — Obiecaj mi, że… — Głos jej się załamał. — Obiecaj mi, że pragniesz tej rodziny tak bardzo, jak ja.

Draco przycisnął swoje usta do jej, a dłonie objęły jej twarz.

— Obiecuję — wychrypiał. — Dam wam obojgu wszystko. — Jego usta przesunęły się na jej szyję.

— Chcemy tylko ciebie — jęknęła Hermiona, gdy poczuła jego palce wbijające się w jej biodra.

— Jestem tutaj. Zawsze będę.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Brwi Pottera zmarszczyły się, a jego głowa unosiła się w zielonych płomieniach, gdy Draco przechadzał się po swoim salonie.

— Nie powinieneś być bardziej szczęśliwy z tego powodu? — trajkotał Potter, całkowicie nie dostrzegając, jakim popieprzonym kłopotem to może się okazać. — Hermiona traktuje cię poważnie i chce, żebyś był częścią ich życia. Chce, żebyś był ojcem Scorpiusa! Wiem, że zawsze byłeś jego ojcem, ale myślałem, że będziesz szczęśliwszy.

Draco przerwał, zmrużył oczy i wiedział, że zostało to dostrzeżone, nawet przez migoczący żar.

— Potter — syknął niebezpiecznie niskim głosem. — Czy przypadkiem albo specjalnie zapomniałeś, że jestem cholernie zaręczony?

Potter zamrugał. Potem otworzył i zamknął usta, tworząc słowa, ale nie udało mu się ich wypowiedzieć. Oprócz…

— Och.

— Tak, och, ty mały… — Draco przeciągnął ręką po twarzy, zniewaga rozpłynęła się na jego języku. I tak nie było w tym prawdziwej złośliwości. — Jestem szczęśliwy — mruknął — niewiarygodnie. Odkryłeś coś jeszcze związanego z jej zniknięciem?

Potrząsnął głową.

— Nic. Ale Lucjusz nadal nie przestał cię szukać.

Cóż, to było kurewsko fantastyczne.

— Jak myślisz, jak blisko jest odgadnięcia mojej lokalizacji?

Draco patrzył, jak jego partner wzdycha gwałtownie.

— Myślę, że uda mu się to do końca miesiąca, sądząc po tym, jak bardzo jest zdeterminowany. Greengrassowie też wydają się być zaangażowani w poszukiwania. Ojciec Astorii jest zły, że zniknąłeś. Byłeś w Proroku Codziennym. Napisali o tobie miłe rzeczy, jeśli cię to interesuje.

— Nie interesuje — przerwał Draco. — Koniec miesiąca?

Twarz Harry’ego była posępna.

— To po prostu najgorszy scenariusz i wiem, że chcesz być na to przygotowany. Więc skończyłem wypłaty ze skarbca Malfoyów do twojego osobistego. Jeśli będziesz musiał uciekać, to…

Wpatrując się w sufit, Draco odetchnął głęboko.

— Jesteś dobrym przyjacielem, Potter.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Hermiona nie rozmawiała jeszcze ze Scorpiusem. Kiedy o tym myślała, nie było powodu, by to przekładać, oprócz jej osobistych obaw.

Jednak zmiana była zauważalna. Draco zawsze traktował jej syna z największym szacunkiem, ale teraz… Hermiona nie potrafiła tego wyjaśnić. Było inaczej. Najwyraźniej nastąpiła zmiana z człowieka, który znał Scorpiusa do zachowywania się jak ojciec. Draco dokonał zmiany tak łatwo, tak płynnie.

Święta jawiły się na horyzoncie, a Hermiona zrobiła większość zakupów. Przynajmniej tak sądziła, dopóki Draco nie zapukał do jej drzwi, gdy Scorpius był u Clary i zapytał ją, czy mógłby także kupić prezenty.

Chciała powiedzieć mu, że nie ma potrzeby tak bardzo rozpieszczać Scorpiusa, ale widząc uśmiech, który rozjaśnił jego twarz, Hermiona postanowiła zachować tę opinię dla siebie.

— Myślisz, że to mu się spodoba? — zapytał Draco, wyciągając zabawkę z górnej półki. W ostrym świetle sklepu pierścień na jego palcu błysnął, a Hermiona zatrzymała się na wyrytym „M”. — Hermiono?

Skinęła głową.

— Będzie uwielbiał wszystko, co mu dasz, ale teraz ma obsesję na punkcie smoków. Od kilku miesięcy. — Hermiona uśmiechnęła się. — Nie wiem, skąd mu się to wzięło.

Uśmiech, który wykrzywił usta Draco, był oślepiający. Otoczył ramieniem jej talię, by przyciągnąć do siebie. Pocałował ją w czoło i wrzucił zabawkę do wózka.

— Hmm, zastanawiam się. — Zaśmiał się Draco, ale wyprostował się, gdy jego wzrok przykuło coś ponad jej ramieniem. — Myślisz, że spodoba mu się rower?

Zakładając kosmyk włosów za uszy, poinformowała go, że rower jest na szczycie świątecznej listy chłopca.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Płatki spadały za oknem, dekorując drzewo. Hermiona odsunęła zasłony, wpuszczając światło do środka i patrząc, jak Scorpius wpatruje się z dziecięcym zdumieniem w śnieg pokrywający ziemię. To była jedna z najlepszych rzeczy w tej porze roku.

Hermiona założyła girlandę i pomogła Scorpiusowi powiesić światełka w miejscach, do których mógł dosięgnąć. Otworzył pudełko z ozdobami i podniósł każdą bombkę, przesuwając palcami po powierzchni. Draco posadził go na swoich ramionach i chłopiec powiesił ozdoby tak, jak chciał — żadna z nich nie znalazła się z tyłu choinki — zanim umieścił czubek na samym szczycie.

Scorpius spojrzał w dół, włosy opadły mu na twarz.

— Możemy rozegrać bitwę na śnieżki?

Komicznie, obaj spojrzeli na nią w tym samym czasie.

— Możemy? — powtórzył Draco.

Wywracając oczami, Hermiona powiedziała:

— Tylko jeśli się odpowiednio ubierzecie.

Dołączyła do nich na zewnątrz, naciągnęła rękawiczki i obserwowała, jak ścigają się po trawniku, aż w jej plecy trafiła śnieżka. Hermiona odwróciła się i zobaczyła Draco stojącego z kolejną śnieżką w dłoni, z drwiącym uśmieszkiem na twarzy.

— Pożałujesz tego! — Hermiona goniła go i śmiała się, podczas gdy Scorpius był zachwycony, że może połączyć siły i zjednoczyć się z Draco.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Blisko północy Draco wsunął się między jej uda, a jego dłoń przesunęła się po łuku jej kręgosłupa. Jej nogi spoczęły na niego, a on uniósł ją, paznokcie przesuwały się w dół jej ciała, co spowodowało, że miała gęsią skórkę.

— Cicho — mruknął, trącając nosem jej szyję.

Sapnęła, owijając nogi wokół jego talii i wbijając paznokcie w ramiona.

— Byłabym cicho, gdybyś przestał mi dokuczać.

Światło księżyca padło na łóżko i oświetliło krzywiznę jego ust.

— Nie dokuczam.

Hermiona nie była skłonna się zgodzić, ale kiedy zsunęła się na niego, nie miała już ochoty się kłócić.

— Uwielbiam to — wyszeptała, kołysząc się nad nim i unosząc głowę. — Chcę powiedzieć… — jęknęła, kiedy wyszedł jej na spotkanie. — Uwielbiam świadomość, że pod koniec dnia…

Draco narzucił powolne tempo, które pozbawiło ją oddechu i nie mogła wydobyć z siebie słów.

— Uwielbiam wracać do ciebie do domu — mruknął, jego oczy były na wpół przymknięte, ale błyszczące. — Świadomość, że bez względu na to, jak straszny może być dzień, wracam do domu, do ciebie.

— Dom — powtórzyła Hermiona, ale nie miała zamiaru powiedzieć tego na głos. — Podoba mi się. — Uśmiechnęła się i kilka sekund później odrzuciła głowę do tyłu, gdy osiągnęła orgazm.

_______________

Witajcie :) w niedzielne popołudnie pojawiam się z nowym rozdziałem tłumaczenia. Może nie jest tak emocjonalny jak poprzedni, ale mimo wszystko ma swój specyficzny klimat. A jak Wasze wrażenia? Dajcie znać w komentarzach.

Kolejny rozdział pojawi się w następną niedzielę. W sobotę nie będę miała czasu na tłumaczenie, bo odwiedza mnie rodzina, ale w niedzielę po południu powinno się udać opublikować. Także czekajcie.

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia. Enjoy!