[T] [M] Jej rozwód, jego na zawsze

wtorek, 24 grudnia 2019

Tytuł oryginału i link: Her Divorce, His Forever
Autor oryginału: naarna
Autor tłumaczenia: Arcanum Felis
Zgoda na tłumaczenie: jest
Beta: Acrimonia
Fandom: Harry Potter
Para: Draco Malfoy/Hermiona Granger
Status: Miniaturka (liczba słów: 4009)
Gatunek: hurt/comfort/romance
Klasyfikacja: T
Opis: Świeżo rozwiedziona Hermiona opuszcza kraj i wyjeżdża do południowej Francji, wspominając sobie błędy, które popełniła. Opowiadanie jest kontynuacją „Jej ślub, jego pogrzeb”.

Wolna. Była wolna. Czy tak właśnie odczuwa się wolność? Hermiona po raz kolejny przeczytała dokumenty spoczywające w jej dłoniach, które otrzymała zaledwie dwa dni temu przez sowę. Teraz były już dość wymięte i nawet rozdarte w kilku miejscach w wyniku kilkukrotnego czytania; musiała się upewnić, że to nie sen. Gdy je dostała, poczuła jedynie ulgę i natychmiastowy ucisk w sercu. Tak, odetchnęła z ulgą, że skończył się ten koszmarny publiczny rozwód, większość Weasleyów nadal uważała ją za członka swojej rodziny. W głębi serca odczuwała rosnącą potrzebę porzucenia wszystkiego — swojej pracy, rodziny, przyjaciół, po prostu wszystkiego — aby zrobić sobie przerwę. W dowolnym miejscu na ziemi, byle nie w Anglii. Gdziekolwiek, choć w rzeczywistości myślała o czymś konkretnym. Ciągle zaprzątało jej to myśli, czuła, że właśnie tam powinna się znaleźć, dlatego postanowiła wybrać się na wycieczkę. Do niego. Na Merlina, praktycznie błagała Lunę, aby jej powiedziała, gdzie teraz przebywał, prawie na kolanach!
Westchnęła. Luna go chroniła; dopiero wtedy, gdy Hermiona pokazała jej papiery rozwodowe i przyznała się do błędu, ta postanowiła jej powiedzieć. Widać było, że robiła to niechętnie, ponieważ prosiła, by była ostrożna. Właśnie dlatego siedziała teraz w Szybkobieżnym Pociągu z Paryża do Tulonu znajdującego się na francuskim wybrzeżu Morza Śródziemnego. Zarezerwowała wycieczkę zaraz po otwarciu biura podróży.
Hermiona wyjrzała przez okno i obserwowała krajobraz. Wyjechali z Paryża około godzinę temu, ale nadal padał deszcz, choć nie tak silnie jak wcześniej. Francja była pięknym krajem, jeśli miało się możliwość jazdy pociągiem, choć sam transport publiczny tutaj nie należał do najlepszych. Mimo to Hermiona uwielbiała podróżować w ten sposób — zawsze go wybierała — ponieważ miała czas na zadumę i pozwalała sobie na dryfowanie wśród myśli. A w tym momencie desperacko potrzebowała czasu, aby wszystko ułożyć w swojej głowie. Czarodzieje nigdy tak naprawdę nie rozważali tego aspektu, kiedy przemieszczali się z jednego miejsca do drugiego; zawsze znikało się natychmiast w jednym, a chwilę później pojawiało się gdzieś indziej, prawie nie przejmując się odległościami między tymi nimi. Nie było czasu na przygotowanie swojego umysłu, na analizowanie myśli. Kilka kropel deszczu uderzyło w okno, szare niebo zakryte ciężkimi chmurami nieco pasowało do jej nastroju. Hermiona westchnęła i wyjęła z torebki butelkę wody, a także jedną z kanapek, które kupiła na stacji w Paryżu, gdy czekała na pociąg. Jej francuski nie był na wysokim poziomie, ale była w stanie coś kupić. Uśmiechnęła się lekko na wspomnienie sprzedawcy śmiejącego się z jej próby mówienia po francusku; starała się mówić powoli, a potem wskazywała wyświetlacz na wadze. To była dość upokarzająca chwila — najmądrzejsza czarownica swojego roku, która powinna wiedzieć wszystko, nie umiała mówić po francusku. Szybko jednak zrezygnowała z kanapki i jedynie napiła się wody.
— Ach, mademoiselle, toujours là... — Kontroler przeszedł obok jej bagażu, robiąc obchód po pociągu po raz pierwszy, odkąd wyjechali z Paryża.
Hermiona tylko grzecznie się do niego uśmiechnęła, z roztargnieniem bawiąc się butelką wody i obserwując, jak mężczyzna kontynuował swój spacer przez wagony. Uśmiechał się do każdego pasażera, którego mijał, czasami pytał, czy wszystko w porządku, zwłaszcza gdy natknął się na rodzinę. Wydawał się przyjazny, zaledwie kilka lat starszy od niej samej; zaokrąglony z ciemnymi blond włosami i kilkoma zmarszczkami wokół oczu, które ukazywały się za każdym razem, gdy na jego twarzy pojawiał się uśmiech. Mogła mieć tylko nadzieję, że pewnego dnia wokół jej oczu pojawią się takie zmarszczki, chociaż w obecnej chwili nie miała wielu okazji do radości.
— Mademoiselle. — Kontroler zrobił rundkę i usiadł w przedziale naprzeciwko niej, ponieważ był jednym z pierwszych w wagonie. Jego uśmiech był przyjazny, gdy patrzył na nią, jakby uważnie ją obserwował. — Vous avez l'air triste, mademoiselle, vous êtes bien?
Hermiona uśmiechnęła się do niego; nie miała ochoty na rozmowę, ale z tego, co zrozumiała, pytał, czy wszystko z nią w porządku.
— Na...naprawdę przepraszam, ale bardzo słabo znam francuski…
— Ach, une Anglaise — odpowiedział ciepłym głosem.
To zdecydowanie zrozumiała, dlatego szybko przytaknęła.
— Przepraszam.
— Nie ma sprawy — odpowiedział z zaskakująco lekkim francuskim akcentem. — Chciałem tylko powiedzieć, że wyglądasz… jak to się mówi po angielsku? Triste?
— Smutno? — zaproponowała Hermiona, odkładając butelkę wody i dokumenty rozwodowe; nie musiał ich widzieć.
— Ouais, właśnie tak. Smutno. Wszystko w porządku?
— Tak, jest dobrze. Dziękuję, to bardzo miłe, że pan pyta — odpowiedziała. — Chciałabym zostać teraz sama, muszę trochę pomyśleć.
Przytaknął ze zrozumieniem, nawet jego uśmiech zmienił się na bardziej sympatyczny.
— Zostawiłaś kogoś.
— Tak.
Znowu westchnęła i wróciła do patrzenia przez okno. Miał rację, zostawiła kogoś, kogoś, kto udowodnił, że był niewłaściwym wyborem. Zabrało jej to dwa lata małżeńskiego szczęścia, cztery lata starań, aby się udało i kolejny, niekończący się rok, podczas którego uzyskała rozwód. Patrząc wstecz, znów bolało, gdy uświadomiła sobie, że wszystkie próby, które podejmowała, aby jej małżeństwo z Ronem miało sens, były bezużyteczne. Podstawowy problem stanowiły różnice w ich życiowych ambicjach. Ona koncentrowała się na karierze i wiedziała, że może zajść daleko, podczas gdy Ron to typ domatora, który zadowalał się obecną pozycją aurora, po tym jak pomagał swojemu bratu w sklepie. Był dobry w swojej pracy, zwłaszcza gdy współpracował z Harrym, nie koncentrował się, tak jak ona, na tym, aby zrobić coś ze swoim życiem po tej przeklętej wojnie. Nadal cieszyła go wciąż trwająca sława za bycie członkiem Złotego Trio — czegoś, co ona z biegiem czasu znienawidziła — a także ze swojej pracy i jej jako swojej żony. Ale to stanowiło największy problem. Cieszył się, bo w tym momencie miał wszystko, czego chciał od życia. I w tej radości zapomniał o niej. Hermionę zaskoczył ryk, który wydobył się z jej ust na samą myśl o tym. Zaczął jej nie doceniać, wymagał jej poparcia dla jego pracy jako aurora, pomimo jej dobrze prosperującej kariery kazał wypełniać prace domowe. Pieprzony, leniwy drań! Nawet rozmowa z Molly pomogła na krótką metę, ale przynajmniej ona zawsze była po jej stronie, nawet podczas rozwodu. Była jej bardzo wdzięczna za wsparcie podczas tego roku. Hermiona wzięła łyk wody, gdy zaczęło ją drapać w gardle.
Molly miała wystarczającą ilość miłości dla wszystkich i niespodziewanie to właśnie jej Hermiona zwierzyła się z obaw o ciąży, gdy spóźniał jej się okres. Wszyscy mieli już absolutnie urocze dzieci, uwielbiała być ich ukochaną ciocią, ale sama nie czuła się gotowa na posiadanie swoich. Wiedziała, że wtedy musiałaby zrezygnować z kariery. Nie chciała doprowadzać do sytuacji, kiedy to tylko Ron jako jedyny przynosiłby pieniądze do domu. Dlatego właśnie udała się do uzdrowicielki, aby upewnić się i wziąć eliksir Spokojnego Sumienia, żeby uniknąć przerażającej wizji ciąży. Molly była jedyną osobą, która o tym wiedziała i nigdy nie wydawało się, że miała z tym jakikolwiek problem — powiedziała, że rozumie, iż Hermiona jest przeznaczona dla większych rzeczy. To Ron oszalał, gdy dowiedział się o eliksirze. Zamieniło się to w największą kłótnię z prawie połową rodziny, ponieważ Ron od dawna oczekiwał, że będzie miał dzieci, gdy się ożeni. Nie rozumiał, o co jej chodziło, nawet gdy Ginny próbowała przemówić mu do rozumu. Wtedy wszystko zaczęło się sypać. To był decydujący dzień, ponieważ tego dnia wyprowadził się z ich sypialni.
Hermiona szybko wytarła pojedynczą łzę z policzka, myśląc o tych wszystkich momentach, które sprawiały, że czuła się jednocześnie zła i smutna, prawdopodobnie nie pomyślałaby o tym bez emocji. Wiedziała, że nie może. A potem nadszedł ten okropny dzień, gdy Harry powiedział jej, co się wydarzyło, gdy wszedł do pracy prawie rok temu. Tego dnia Ron ośmielił się pocałować swoją sekretarkę z większą pasją niż powinien, będąc żonatym — domyślała się, że Harry próbował zachować dla siebie najbardziej bolesne szczegóły, ale mimo to powiedział jej, kipiąc ze złości, że niektóre części ich garderoby leżały na podłodze. Tego samego dnia wyrzuciła go z domu, na oczach wielu sąsiadów, pozwalając sobie na ukazanie całej frustracji, którą tłumiła w sobie przez wszystkie lata. Poinformowała także Molly o tym, co odważył się zrobić jej syn, wiedząc doskonale, że kobieta nie akceptowała tak niemoralnego zachowania ze strony któregoś z jej dzieci. Hermiona uśmiechnęła się na myśl o rozmowie Molly z jej synem o czymś więcej niż zdrada swojej żony. Następnego dnia złożyła pozew o rozwód, biorąc dzień wolny, aby mieć wystarczająco czasu na papierkowe sprawy. Teraz poczuła ulgę, że miała ten bałagan za sobą.
— Martin. — Krótkofalówka umieszczona na pasie kontrolera zaczęła szeleścić, odciągając Hermionę od rozmyślań. — Il y a une problème avec la machine...
— Qu'est-ce qu'il y a? — zapytał kontroler profesjonalnym głosem, a potem wsłuchał się uważnie, gdy maszynista mówił mu, co się dzieje. — Merde — wymamrotał i wstał, aby użyć telefonu za jej przedziałem.
Hermiona słuchała i była bardzo zaskoczona, że mężczyzna przekazywał pasażerom wiadomość po angielsku w miłym dla ucha akcencie, co sprawiło, że na jej twarzy pojawił się uśmiech. Najwyraźniej maszynista musiał podjechać do następnej wioski, żeby sprawdzić silnik, ale nie wyglądało to na poważną usterkę. Wyciągnęła nogi i przetarła twarz. Dlaczego do diabła stało się to dzisiaj? Czy dokonała złego wyboru? Westchnęła i wsunęła głowę między ręce, ponownie patrząc przez okno. Być może nie powinna się ukrywać ze swoimi uczuciami i do niej należało wykonanie pierwszego kroku, a nie do Draco. Draco.
— Voilà, mademoiselle. Un café. Wyglądasz, jakbyś jej potrzebowała. — Kontroler ponownie pojawił się obok niej razem z kawą, którą przyniósł ze stacji. Usiadł na swoim poprzednim miejscu, posyłając jej ciepły uśmiech.
— Merci. — Hermiona delektowała się zapachem; pachniała jakby ktoś ją dopiero przyrządził. Wzięła ostrożny pierwszy łyk, bojąc się oparzenia. Nie tylko pachniała przyzwoicie, ale nawet dobrze smakowała.
— Jestem Ben, widzę, że znasz trochę francuski, mademoiselle — zauważył rozbawionym tonem, unosząc kubek w cichym toaście.
Uśmiechnęła się lekko.
— Właśnie o to chodzi, trochę się boję. — Trzymając kubek w dłoniach, wzięła kolejny łyk, czując kawę w przełyku. — Jak to możliwe, że tak dobrze mówisz po angielsku? Spotkałam kilku Francuzów i wszyscy mieli dość charakterystyczny akcent. — Była tym nieco zainteresowana, bo przynajmniej przez chwilę nie musiała bić się ze swoimi myślami.
— Ben — zaczął, uśmiechając się do niej z zakłopotaniem w momencie, gdy pociąg kontynuował swoją podróż na południe. — Miałem kiedyś partnera, który pochodził z Anglii i właśnie od niego się uczyłem. — Wzruszył ramionami, upijając kawę. — Zostawiłaś kogoś?
Skinęła głową, ukrywając zraniony wzrok za kubkiem.
— Rozwiodłam się. To było bolesne i potrzebuję przerwy.
— Ouais, rozumiem. To boli.
— Trochę tak — szepnęła.
— Będzie dobrze — odpowiedział, starając się trochę ją pocieszyć.
— Mam nadzieję.
Wzdychając po raz kolejny, Hermiona wróciła do swej poprzedniej pozycji, patrząc przez okno. W sumie kawa trochę podniosła ją na duchu, ale przypomniała sobie, dlaczego tak naprawdę siedziała w pociągu w drodze do Tulonu. Nie chodziło o to, żeby gdzieś wyjechać ani też aby uciec przed czymś lub przed kimś. Myśl, która zrodziła się w jej głowie spowodowała, że na ustach pojawił się lekki uśmiech. Draco. Bogowie, jak za nim tęskniła przez te wszystkie lata! Jak się teraz miewał? Co robił? Czy będzie chciał z nią porozmawiać, czy powinna go szukać w Tulonie? Czy nadal czuł się skrzywdzony? Nie dała mu znać, że przyjedzie, bojąc się, że może nie chcieć jej zobaczyć. Mimo to wciąż odczuwała nieodpartą chęć, by go ujrzeć. W tej chwili był jedyną dobrą rzeczą, która spotkała ją w tym bałaganie, jakim było jej życie. Tęskniła za nim, właściwie za wszystkim, co było z nim związane. Tak bardzo doceniła ich ciężko wywalczoną przyjaźń, że jego wyjazd złamał jej serce. Od tego czasu brakowało jej nie tylko rozmów z nim, ale także inteligentnego przekomarzania się, a nawet jego ciągłych uwag na temat jej włosów.
Z uśmiechem na ustach przypomniała sobie, jak zostali umieszczeni w jednym gabinecie, gdy zaczynali pracę w ministerstwie. Na początku naprawdę nie mogli ze sobą wytrzymać, rzucali docinkami w siebie nawzajem podczas burzliwych kłótni, obydwoje chcieli mieć to ostatnie słowo. Hermiona zachichotała na samą myśl, żadne z nich nie hamowało się w tamtym czasie. Kiedy wszystkie obelgi zostały wypowiedziane, wszystkie klątwy rzucone, a cała frustracja i gniew związane z wojennymi doświadczeniami wyparowały, wreszcie byli w stanie zapomnieć o przeszłości i zakolegować się. Dopiero później przyszła przyjaźń, głównie przez ich pracę. Zajęło to raptem kilka dni.
Jej przyjaciele potrzebowali więcej czasu, ale ostatecznie został w pełni zaakceptowany przez wszystkich. Myśląc o tamtych chwilach, uświadomiła sobie, że Draco zawsze o nią dbał, w rozmowach starał się być zabawny i szczery oraz zdecydowanie bardziej dyskretny w konfrontacjach z jej przyjaciółmi. Potem przyszedł czas, kiedy awansowała na szefa Biura Relacji z Mugolami, aby kierować dużym projektem. Była tak dumna, że otrzymała stanowisko, w którym będzie mogła zrobić coś dobrego; zwróciła się wtedy z prośbą o przeniesienie Draco, wiedząc, że nudziłby się bez niej, nie mając rozrywki od czasu do czasu.
Tego wieczoru wybrali się na drinka, aby uczcić jej nową posadą, opowiedziała mu o swoich planach, pomysłach. To był wspaniały wieczór i — z perspektywy czasu — była w stanie zauważyć, że oboje flirtowali ze sobą tymi niewinnymi spojrzeniami i niewielkimi gestami, które ich zbliżały do siebie. Zadbał nawet o to, żeby nieco wstawiona bezpiecznie dotarła do domu, co doprowadziło do tego, że prawie całowali się na schodach prowadzących do jej mieszkania. Po aportacji straciła równowagę, a on powstrzymał ją przed upadkiem, przyciągając do siebie na odległość kilku cali. Hermiona wzdrygnęła się, gdy przypomniała sobie jego oczy w tamtym momencie; zrobiły się ciemniejsze, gdy niemal prześwietlał ją wzrokiem. Teraz, kilka lat później, wiedziała, że powinna była pocałować go tamtego wieczora. Gdyby tylko go pocałowała! Ale jej podniecenie zaistniałą sytuacją trochę ją zdezorientowało, a w głowie plątało się milion pytań bez odpowiedzi.
Wypiła do końca kawę i wyrzuciła pusty kubek do małego kosza pod stołem, zauważając kontrolera, który siedział w przeciwległym przedziale, zajmując się jakimś urządzeniem. Przynajmniej pogoda nieco się poprawiła, choć niebo było zachmurzone, ale gdzieniegdzie dawało się dostrzec nawet niebieskie prześwity. Odgarnęła kosmyk włosów z twarzy i dalej patrzyła przez okno na pagórkowaty krajobraz. Francja to cudowny kraj, w którym można było podróżować pociągami. Pomyślała, że pewnego dnia powinna wybrać się na wycieczkę tymi regionalnymi, aby obejrzeć wioski, które mijali. A może wreszcie powinna nauczyć się prowadzić samochód i zdecydować się na podróż przez Francję? Uśmiechnęła się na samą myśl.
Krótkofalówka znów trzasnęła i usłyszeli głos maszynisty.
— Encore une fois? — zapytał kontroler, brzmiąc nieco zirytowany.
Wymienił kilka słów z maszynistą, których Hermiona nie zrozumiała, ale z tonu jego głosu domyśliła, że nie był zadowolony z powodu tej dyskusji. Kilka sekund później wstał, ponuro przeklinając, by wydać kolejne oświadczenie.
Hermiona uśmiechnęła się raz jeszcze, gdy usłyszała znajomy angielski akcent. Była pewna, że była jedyną osobą w pociągu, która nie pochodziła z Francji, ale mimo to uznała to za miła odmianę. Musieli zrobić kolejny nieplanowany postój. Najwyraźniej maszynista chciał sprawdzić silnik — lub coś, co było uszkodzone — jeszcze raz i dlatego zatrzymywali się na najbliższej stacji.
Na szczęście postój nie trwał zbyt długo, a kontroler wkrótce wrócił na swoje miejsce z kolejnymi kubkami świeżo zaparzonej kawy, wyglądając, jakby stresował go fakt, że pociąg znowu ruszał oraz to, że musiał być w kontakcie z główną stacją kontroli.
— Co się stało? Mówiłeś coś o problemach technicznych? — zapytała, studząc swoją kawę; pachniała tak samo dobrze jak poprzednia.
Kontroler przytaknął i westchnął głęboko.
— Maszynista powiedział mi, że jakieś światło migotało i musiał sprawdzić silnik. C'est la merde, ponieważ teraz mamy spore opóźnienie. Ale czego można oczekiwać? To publiczny francuski transport… — Uniósł kubek z kawą w cichym toaście. — Wyglądasz trochę lepiej. Widzę niewielki uśmiech na twojej twarzy.
Pokiwała głową.
— Kawa pomogła, ale nie musisz mi jej przynosić — odpowiedziała, biorąc kolejny łyk.
— Ach, bon, gdy widzę kogoś tak smutnego jak ty, zawsze staram się go trochę rozweselić. To stary nawyk i dzięki temu podróż w pociągu mija szybciej. Ale nie martw się, je suis marié. — Z szerokim uśmiechem, uniósł dłoń, ukazując obrączkę ślubną. — Jestem bardzo szczęśliwy.
— Mimo wszystko, dziękuję.
— De rien. — Upił łyk kawy. — Alors, mogę cię o coś spytać?
Hermiona przyglądała mu się przez chwilę, wciąż nie będąc z nastroju do rozmowy, a zwłaszcza o tym, co, jak sądziła, chciał wiedzieć. Mimo wszystko skinęła głową.
Błysnął ciepłym uśmiechem.
— Masz nadzieję znaleźć kogoś w Tulonie, prawda?
Przytaknęła powoli.
— Kogoś, kogo nie widziałam przez lata — przyznała cicho i odwróciła głowę.
Nie, zdecydowanie nie chciała rozmawiać o Draco. Kątem oka dostrzegła, że mężczyzna zrozumiał jej zachowanie i nie zadawał dalszych pytań. Westchnęła smutno, zaskoczona, że zabolała nawet sama próba rozmowy o Draco.
Ostatni raz widziała go w Boże Narodzenie krótko po swym ślubie i nigdy nie zapomniała spojrzenia w jego oczach — smutnego, rozpaczliwego, ale wciąż pełnego miłości. Czy to naprawdę zaczęło się tego wieczoru, gdy świętowali jej awans i jej własne biuro, jak to wspomniał na tabliczkach? Dlaczego nie powiedział czegoś wcześniej? Dlaczego nawet nie próbował jej zapytać po tym wieczorze? Zawsze wydawał się taki pewny siebie i tego, czego pragnął. Ale nie w tej sprawie. Czy uważał ją za niegodną pójścia z nim na randkę? A może czekał na jakiś wyraźny znak od niej, którego nigdy nie dała? Był dla niej bardzo ważny, robił dla niej tak wiele, choćby przynosząc codziennie rano ulubioną kawę i przez kilka minut z rana przekomarzając się z nią, nim zabrali się za pracę. Potrafił wysłuchać jej chaotycznych opowieści, gdy potrzebowała kogoś, kto mógł po prostu być, a od czasu do czasu drwić z sytuacji. Zawsze uwielbiała jego sarkazm w takich momentach, bo zazwyczaj pomagało jej to odzyskać balans. Między nim naprawdę się układało i miała ogromną nadzieję, że zaprosi ją na randkę, aby powstało jeszcze więcej chemii między nimi. Może powinna zrobić pierwszy krok, podążać za głosem serca — tak, być może powinna była tak postąpić. A wtedy…
Wtedy wszystko się skomplikowało. Ron zaprosił ją na randkę, mówiąc w swój własny sposób, że podobała mu się od czasów wojny, zgodziła się, bo także coś do niego czuła — również od czasów Hogwartu. Z perspektywy czasu wszystko wydarzyło się za szybko i nagle zaczęła spotykać się z Ronem, jednocześnie zapominając o Draco. Skrzywiła się na to wspomnienie. Traktowała go jak przyjaciela! Czy była dla niego niesprawiedliwa? Westchnęła. Odkąd złożyła pozew o rozwód i rozpoczął się ten upokarzający proces, dużo myślała o straconej szansie z Draco, a także obietnicy bezwarunkowej miłości w jego oczach. Im więcej o tym rozmyślała, tym bardziej zdawała sobie sprawę z faktu, że była głupia, pozwalając mu odejść, teraz była bardziej niż chętna oddać mu swoje serce, jeśli nadal tego chciał.
Kolejne ogłoszenie odciągnęło Hermionę od rozmyślań; kontroler oznajmił, że przybyli do Awinionu — dało to sygnał, że została tylko jedna stacja do Tulonu. Wyjrzała na zewnątrz, chmury prawie zniknęły, pozostało tylko kilka upartych przybierających czerwony odcień, ponieważ słońce powoli zachodziło — prawdopodobnie będzie ciemno, gdy dotrą do Tulonu, ale nie powinna się spóźnić na meldowanie w hotelu, którego adres zapisała w pośpiechu. Nie wiedziała wiele o Awinionie, ale pamiętała, że słynął z mostu, o którym wspomina francuska piosenka dla dzieci. Może za kilka dni mogłaby się tu wybrać na wycieczkę i obejrzeć ten most jak prawdziwy mugolski turysta? Uśmiechnęła się szeroko na sam pomysł. Tak, czemu nie? Mając to na myśli, zamknęła oczy i pozwoliła sobie dryfować wśród snów.

***

— Mademoiselle, réveillez-vous!
— C...co? — Hermiona poderwała się ze swej pozycji, otwierając oczy i wpatrując się w rozbawioną twarz kontrolera, który ją obudził. Po chwili uświadomiła sobie, że zasnęła w przedziale uśpiona odgłosem turkotu wagonu.
Uśmiechnęła się do niego nieśmiało, zanim się podniosła.
— Za kilka minut dojedziemy do Tulonu, mademoiselle — poinformował ją mężczyzna, cofając się o krok, a na jego twarzy pojawiły się charakterystyczne radosne zmarszczki wokół oczu.
— M...merci. Przepraszam, zasnęłam.
— Nie przejmuj się. Przynajmniej uśmiechałaś się we śnie.
Uśmiechała? Nigdy tak naprawdę nie pamiętała swoich snów, tylko czasami rano czuła się trochę dziwnie, ale tym razem czuła się lepiej, pełna nadziei. Na zewnątrz niebo było ciemne, ozdobione błyszczącymi gwiazdami. Kąciki jej ust unosiły się nieznacznie, kiedy zaczęła pakować swoje rzeczy — niedojedzoną kanapkę, pustą butelkę z wodą i dokumenty. Wylądowały na dnie torby podróżnej — nie musiała dłużej na nie patrzeć i wracać do przeszłości, którą miała już daleko za sobą. Przyjechała tu w innym celu: aby szukać nowych możliwości i sprawdzić, czy to miasto przyniesie jej szczęście. Odnalazła w kieszeni kurtki adres hotelu, po czym wstała, nakładając torbę na ramię.
— Alors, mademoiselle, Toulon, gare terminus. — Szeroko się uśmiechając, pozwolił jej przejść i towarzyszył jej aż do drzwi, gdzie czekali inni pasażerowie, nawet rodzina z dwójką małych dzieci.
Wyszła na zewnątrz z pomocą kontrolera.
— Merci. Zwłaszcza za kawę — powiedziała, gdy wreszcie stanęła na peronie. — Nawet jeśli sprawiałam mylne wrażenie, to wiele dla mnie znaczyło…
— Do usług — odparł mężczyzna skinięciem głowy. — Po prostu daj mu znać o… o twoich uczuciach, dobrze? — dodał, jeszcze bardziej radośnie, gdy przytaknęła, po czym wrócił do pracy, rozglądając się po peronie, aby upewnić się, że wszyscy pasażerowie bezpiecznie wysiądą z pociągu.
Po głębokim wdechu i szybkim rozejrzeniu się Hermiona podążyła za innymi do wyjścia. Ulżyło jej, że w końcu dotarła; czuła zapach soli unoszący się w powietrzu i natychmiast przed oczami pojawił się obraz spaceru boso po plaży i wpatrywania się w morze. W końcu Tulon był jednym z większych miast wybrzeża Francji — przynajmniej takie informacje znalazła przed wyjazdem z Londynu do Paryża. Może kilka dni spędzonych na plaży dałoby jej wystarczająco dużo czasu, aby wymyślić, jak porozmawiać z Draco, co mu powiedzieć, by przeprosić za swe zaślepienie kilka lat temu. Sama rozmowa z nim byłaby miłym początkiem, aby odbudować ich przyjaźń. Mając tę myśl na uwadze i pełen nadziei uśmiech na ustach, przeszła przez korytarz, idąc za wszystkimi, zmierzała w stronę wyjścia na ulicę, uważając żeby inni nie wpadli na jej torbę podróżną. Zrobiła tylko kilka kroków na zewnątrz, gdy uderzył ją odgłos ruchliwej ulicy, wtedy poczuła dłoń na swym ramieniu. To był delikatny dotyk, ale sprawił, że podskoczyła i poczuła łopotanie w klatce piersiowej; wstrzymując oddech, powoli odwróciła się, gotowa, aby na wszelki wypadek się obronić. Ale wtedy…
Jej serce zatrzymało się na sekundę, gdy głośno westchnęła, widząc, kto stał przed nią. Draco.
Pozwolił swojej ręce opaść na jej ramię, delikatnie dotykając obnażonej skóry. Po tych wszystkich latach kształt jego twarzy się zmienił, nawet zmiękł, cera przybrała brązowy odcień, przez co wciąż platynowe włosy wyróżniały się jeszcze bardziej niż gdy nosił je w krótszy, bardziej swobodny sposób. Jego oczy miały wyraz nieodgadniętego zdziwienia, wręcz czuła niewypowiedziane pytanie. Nie odezwał się nawet słowem, tylko spojrzał na nią, po cichu żądając odpowiedzi.
Hermiona położyła torbę podróżną na ziemię, między stopami; wiedziała, o co mu chodziło, po prostu nie mogła znaleźć słów. Zamiast tego delikatnie złapała go za rękę i splotła palce z jego; nie mogła się powstrzymać przed nieśmiałym uśmiechem.
Ten prosty gest był wszystkim, czego potrzebował i natychmiast chwycił ją mocno za rękę, pozwalając, by jego emocje eksplodowały po raz pierwszy. Oddając pełen nadziei uśmiech, zrobił krok do przodu, skracając odległość między nimi.
Hermiona poczuła ulgę przebiegającą przez jej ciało w odpowiedzi na jego reakcję; tak się bała, że nie będzie chciał jej widzieć, że za bardzo go zraniła przez te wszystkie lata. A jednak był tutaj, jakby nic się nie zmieniło — czekał na nią. Wolną ręką wytarła oczy, przez które wypływały wszystkie jej emocje tłumione od czasu rozwodu, pierwszą była ulga.. Chciała coś powiedzieć, przyznać, jaka była głupia i że jest jej przykro z powodu wszystkiego i… I… Nie, nie mogła wyrazić słowami tego, co teraz czuła, było tego zbyt wiele. Mogła tylko się uśmiechać do niego i ścierać łzy płynące po jej policzkach.
Puścił jej dłoń, aby delikatnie ująć jej twarz, przechylając lekko głowę w górę i z wielkim zadowoleniem wytarł z policzków jej uparcie lecące łzy.
Hermiona wstrzymała oddech pod wpływem jego dotyku, był to pieszczotliwy gest, a ona wręcz tonęła w jego hipnotyzującym spojrzeniu, które było przepełnione uczuciami. Sprawiło, że po jej ciele przebiegł dreszcz, mogła to zrobić lata temu, ale lepiej późno niż wcale. W odpowiedzi na jego delikatne dłonie oplatające jej twarz, uniosła swoje ręce do jego i delikatnie dotknęła policzków, uśmiechając się lekko, gdy zamknął oczy w odpowiedzi na jej dotyk.
Kilka chwil później znów otworzył oczy i pozwolił swojemu kciukowi dotknąć jej warg, zanim pochylił się do jej poziomu i złożył pierwszy delikatny pocałunek na jej ustach.
— W końcu — wyszeptał, a jego głos się załamał.
Kolejny pocałunek był głębszy, łapczywy, aż krzyczał, jak bardzo domagał się jej ust, właściwie to wszystkiego, co tylko mogła mu dać.
Hermionę zmiażdżyły emocje, które wlał w ten pocałunek — miłość, którą wciąż do niej czuł po tylu latach, ból, przez który przeszedł, odrodzoną nadzieję, a przede wszystkim ulgę, że nie czekał na próżno. Zapominając o wszystkich wokół nich, przyciągnęła go do siebie i zaczęła całować z pasją. Dotyk jego ust, jego język w jej ustach był taki elektryzujący, gdy się w niej zagłębiał, a ona w końcu pozwoliła mu na przejęcie swojego serca. Tak, w końcu to było dobre słowo.
___________

Witajcie :) w ten wigilijny wieczór publikuję miniaturkę, którą przygotowałam specjalnie na tę okazję. Równo dwa lata temu pojawiła się tutaj pierwsza część i zapewne większość z Was dobrze ją pamięta. Ta miniaturka ma w sobie o wiele więcej zadumy i przemyśleń, więc idealnie komponuje się ze świątecznym nastrojem. Mam nadzieję, że się Wam spodoba.
Korzystając z okazji życzę Wam wesołych, rodzinnych i serdecznych świąt Bożego Narodzenia, spędzonych z najbliższymi. Odpoczywajcie podczas przerwy świątecznej i ładujcie akumulatory na Nowy Rok. Wszystkiego najlepszego!

Piękna i bestia: Rozdział 13

niedziela, 11 sierpnia 2019

Kiedy Hermiona wyznała swoją miłość, a Draco leżał bez życia, pani Malfoy wjechała do pokoju na wózku z herbatą. Zobaczyła całą scenę i spojrzała na różę, zauważając, że spadł ostatni płatek.
Spóźnili się.
Smutna, wyjechała powoli z pomieszczenia.
Jedynym dźwiękiem, który można było usłyszeć, był szloch Hermiony.
Niespodziewanie Draco zaczął świecić. Hermiona uniosła głowę i wstała, cicho przy tym wzdychając.
Ciało Draco uniosło się z podłogi, a emanujące z niego światło wydawało się nabierać intensywności, stawało się jaśniejsze z każdą chwilą, dopóki zbyt ostry blask nie zmusił jej do zamknięcia oczu.
Kiedy znów je otworzyła, Draco — prawdziwy Draco — leżał na podłodze, gdzie niegdyś spoczywała bestia. Jego ciałem wstrząsały dreszcze.
Wstała niepewna, czy powinna do niego podejść, ale wtedy przekręcił się na brzuch i powoli podniósł. Spojrzał na swoje ręce, potem w dół na ciało i szybko odwrócił się, a jego oczy zatrzymały się na postaci Hermiony.
— To… To ja. To naprawdę ja — wydusił z niedowierzaniem.
Z oczu Hermiony popłynęły łzy, gdy się uśmiechnęła i skinęła głową.
— Tak, przerwałeś klątwę.
Draco podszedł prosto do niej i ją pocałował.
— Nie, to ty ją przerwałaś. To wszystko ty — powiedział, całując ją gorączkowo.
— Ja? — zapytała bez tchu. — Ale jak…
— To była klątwa miłosna. Mogła zostać przerwana wyłącznie, gdybym znalazł miłość i sprawił, że ten ktoś pokocha mnie z wzajemnością. — Uniósł głowę i ponownie spojrzał jej w oczy. — Nigdy ci tego nie powiedziałem, ponieważ chciałem, żebyś pokochała mnie na swoich warunkach, nie z powodu jakiejś głupiej klątwy.
Ramiona Hermiony owinęły się wokół niego, gdy mocno go przytuliła. Odwzajemnił gest, trwali tak, kołysząc się, wdychając swój zapach i rozkoszując się wzajemnym ciepłem.
Przerwał im Harry, wbiegając do pokoju. Jego oczy toczyły jak oszalałe.
— Hermiono! — zawołał. — Tutaj jesteś! — Zatrzymał się, pojmując, że kobieta tuli się do Malfoya. — Malfoy? To naprawdę ty?
Draco skinął głową, gdy Hermiona uśmiechnęła się. Puściła go, by uściskać Harry’ego.
— Przepraszam, że cię wystraszyłam, Harry. Cormac zaatakował Draco, a potem… o nie! Cormac! Wypadł zza balustradę…
— Wszystko z nim w porządku — uspokoił ją szybko Harry. — Zobaczyłem, jak spada i zatrzymałem go zaklęciem, zanim dotknął ziemi. Zostanie przetransportowany  do Azkabanu, jak tylko tu posprzątamy.
Hermiona westchnęła z ulgą, po czym spojrzała na drzwi, przez które ktoś wszedł.
— Matko — powiedział Draco, podchodząc do wysokiej blondynki, która patrzyła na wszystko z niedowierzaniem.
Hermiona uśmiechnęła się, obserwując Draco i jego matkę, zadowolona, że wszystko wróciło do normalności.
Kiedy Narcyza w końcu puściła syna, spojrzała na Hermionę i uśmiechnęła się. Podeszła do niej i bez słowa przytuliła, powodując szok u wszystkich zebranych w pokoju.
— Dziękuję — wyszeptała.
Hermiona zamknęła oczy i odwzajemniła gest.
Kiedy wreszcie odsunęły się od siebie, Draco podszedł do Hermiony, wsuwając swoją rękę w jej dłoń i splatając palce.
Harry popatrzył na trójkę osób w pomieszczeniu, zanim podrapał się po głowie.
— Cóż, muszę już iść. McLaggen jest na dole w pełni zakneblowany i prawdopodobnie powinienem zabrać go do ministerstwa.
Gdy wyszedł, Narcyza spojrzała na syna i Hermionę.
— Cóż, myślę, że pierwszą rzeczą, jaką powinnam zrobić skoro wróciłam do własnej postaci, to przyjemna, długa kąpiel. Do zobaczenia później?
Na ich skinienie pocałowała policzek syna i ścisnęła dłoń Hermiony, po czym wyszła.
Gdy byli sami, Draco pociągnął Hermionę za rękę i posadził na jednej z sof w swoim pokoju.
— Więc jaka jest pierwsza rzecz, którą chcesz zrobić, kiedy już wróciłeś do normalności? — zapytała Hermiona.
Draco uśmiechnął się i pochylił, by ją pocałować, ale zachichotała i lekko go odepchnęła.
— Mówię poważnie.
— Cóż, prawdopodobnie prysznic bez użycia całego pojemnika mydła pielęgnującego, a potem może… chciałbym gdzieś wyjść? Pospacerować ulicą Pokątną, odwiedzić księgarnię, sklep ze sprzętem do quidditcha… kupić nową różdżkę. — Spojrzał na Hermionę, przesuwając kosmyk włosów za jej ucho i pocierając kciukiem policzek. — Chciałabyś może mi towarzyszyć?
Uśmiechnęła się do niego, odwracając lekko głowę, by ucałować jego dłoń.
— Z przyjemnością.
Pocałowali się ponownie, delikatnie i powoli, jakby nie chcieli tracić ani chwili.
Hermiona musnęła opuszkiem jego podbródek, gdy się od siebie odsunęli, marszcząc brwi.
— Co? — zapytał.
— Cóż, zastanawiałam się — spojrzała w jego stalowoszare oczy i zapytała bardzo poważnie: — Co byś powiedział na temat zarostu? Przywykłam do tego, jak wyglądałeś przez ostatnie kilka miesięcy i…
Jej wypowiedź przerwał atak jego warg na jej usta. Mogła przysiąc, że usłyszała warknięcie.

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

Następnej zimy para spacerowała ulicą Pokątną, trzymając się za ręce. Kiwali na przywitanie i uśmiechali się do mijających ich czarownic oraz czarodziejów. Draco pokręcił głową.
— Nie wiem, czy kiedykolwiek przyzwyczaję się do ludzi traktujących mnie w ten sposób…
— Czyli jak? Serdecznie? — zapytała Hermiona.
Draco skinął głową, więc Hermiona się zatrzymała. Położyła dłonie odziane w rękawiczki na jego twarzy i spojrzała mu prosto w oczy.
— Traktują cię w taki sposób, ponieważ na to zasłużyłeś, Draco Malfoyu. To ty wybudowałeś domy dla tych, którzy straci swoje podczas wojny. To ty założyłeś firmę Eliksiry Malfoyów i dostarczałeś je do wszystkich czarodziejskich szpitali na całym świecie całkowicie za darmo. Jesteś tym, który przekazał pieniądze na rzecz Świętego Munga, aby stworzyć oddział zdrowia psychicznego. To ty
— Okej, okej, łapię — przerwał jej mowę motywacyjną, śmiejąc się cicho i rumieniąc. Pochylił się i pocałował czule swoją partnerkę. — Wiesz, że nie zrobiłbym tego wszystkiego bez ciebie, prawda?
— To znaczy, że jesteśmy świetnym zespołem — zawtórowała mu, puszczając oczko.
Draco przez chwilę wpatrywał się w jej oczy, po czym zgodził się kiwnięciem. Sięgnął do kieszeni i wyjął małe, aksamitne pudełeczko i uniósł je na wysokość jej oczu.
— Co… co to jest? — wyszeptała.
— Czekałem na idealny moment, żeby ci go dać. Myślałem o Bożym Narodzeniu, ale to było zbyt banalne. Może Nowy Rok, po tym jak cię pocałowałem... ale znowu — banał. Pomyślałem o Walentynkach, ale jest po prostu tak cholernie daleko do nich i nie mogę się doczekać, by zapytać, czy zechciałabyś zostać moją żoną? — powiedział bez tchu.
Podszedł bliżej, opierając czoło na jej czole. Wzrok obojga był skupiony na pudełeczku, które Draco właśnie otworzył. Hermiona wstrzymała oddech, widząc pierścień w środku. Był złoty, z rubinowym kamieniem pośrodku i szmaragdami wokół niego. Przypominał… różę.
W końcu podniosła twarz, patrząc na Draco. Uśmiech rozświetlił jej oblicze, gdy stanęła na palcach i pocałowała go delikatnie.
— Tak — wyszeptała.
Stali tak blisko siebie, że chociaż znajdowali się na środku chodnika w otoczeniu tłumu innych ludzi, nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, co się między nimi działo.
Draco wyjął pierścień z pudełka, a Hermiona zdjęła rękawiczkę. Pasował idealnie, gdy Draco wsunął go na serdeczny palec.
Hermiona objęła mężczyznę za szyję i przytuliła. Gdy się odsunęła, jej twarz lśniła od łez, a na jej ustach błąkał się uśmiech.
Zwrócili się w kierunku, gdzie wcześniej zmierzali, ponownie chwytając się za ręce. Nie przeszli wielu kroków, gdy przed nimi wyrosła stara kobieta, pchająca drewniany wózek.
— Widzę, że gratulacje są na miejscu — powiedziała, podając Draco różę i puszczając mu oczko. — Jest piękna, panie Malfoy.
Zanim zdążył udzielić odpowiedzi, staruszka ruszyła w dalszą drogę.
Draco i Hermiona spojrzeli na siebie z niedowierzaniem.
— Czy to…? — Pytanie zawisło w powietrzu.
— Tak myślę — odpowiedział.
Oboje spojrzeli w kierunku, w którym kobieta poszła, ale okazało się, że przepadła.
Znów popatrzyli po sobie i się uśmiechnęli. Draco podał Hermionie różę, a ona zaciągnęła się jej słodkim zapachem.
Szli dalej, nie tracąc uśmiechu z twarzy. Draco usłyszał chichot Hermiony, a następnie jej słowa:
— Powinnam napisać książkę o tej całej historii. Mam dla niej idealny tytuł. — Spojrzała na niego. W jej oczach skrzyły iskierki rozbawienia. — Piękna… i bestia.

KONIEC
 __________

Witajcie :) tak oto kończy się ta bajkowa historia. Być może nadmiar cukru Was przerasta, ale ja uwielbiam takie zakończenia. Prawdopodobnie niektórzy będą w siódmym niebie. :)
Bardzo się cieszę, że zdecydowałam się na powrót właśnie z takim tłumaczeniem — uroczym, pozbawionym dramatów i mającym swój urok. Być może to spowoduje, że teraz naprawdę się rozpędzę i ruszę ze swoją historią.
Dziękuję wszystkim za komentarze i za to, że towarzyszyliście mi przez te trzynaście tygodni. Wiem, że nie zawsze rozwój wydarzeń Wam odpowiadał, ale mimo wszystko byliście.
Słowa podziękowania kieruję także do moich bet, które odwaliły kawał dobrej roboty. Dzięki, że się zgodziłyście i poświęcałyście swój wolny czas. Bez Was nie dałabym rady!
Teraz czas skupić się na Last Minute Love, więc trzymajcie kciuki, aby rozdział pojawił się jeszcze w tym miesiącu.
Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia! Enjoy!

Piękna i bestia: Rozdział 12

niedziela, 4 sierpnia 2019

Gdy tylko stopy Hermiony dotknęły podłogi w mieszkaniu, skierowała się po proszek Fiuu stojący na kominku, a następnie pospiesznie sypnęła nim do paleniska. Uklękła, krzyknęła: „Grimmauld Place!”, i włożyła głowę w zielony płomień.
— Harry! Harry, jesteś tam?! — zawołała.
Usłyszała kroki. Spostrzegła Harry’ego zatrzymującego się i opadającego na kolana.
— Hermiono? Wszystko w porządku?
— Nie. Przyjdziesz do mnie? Proszę. Musimy powstrzymać Cormaca — zwróciła się do niego z prośbą.
Harry skinął głową.
— Okej. Cofnij się, będę za sekundę.
Wyjęła głowę i rozpoczęła nerwowy spacer po pomieszczeniu. W ciągu kilku sekund pojawił się Harry.
— Hermiono, co się dzieje? Co Cormac zrobił?
— Wie. Wie o Draco. O klątwie… o tym, jak wygląda… wszystko! — wykrzyczała zdruzgotana.
— Jak się dowiedział? — zapytał Harry.
— Przyszedł do mnie dzisiaj i zaczął grzebać w moich rzeczach. Znalazł mój notatnik. Zagroził, że jeśli nie będę z nim, opowie wszystkim o Malfoyu. Musimy go powstrzymać, Harry... ale on może być gdziekolwiek — powiedziała, gorączkowo ciągnąc za skręcone pukle.
Harry potrząsnął głową.
— Nie. Wiem, gdzie jest. Widziałem go pół godziny temu w Dziurawym Kotle, prawdopodobnie wciąż tam jest. Chodź.
Kolejno rzucili garść proszku Fiuu i wylądowali jedno po drugim w Dziurawym Kotle. Przed nimi rozgrywało się to, czego Hermiona najbardziej się obawiała. Na środku pubu siedział Cormac otoczony garstką pijanych czarodziejów wsłuchujących się w każde słowo, które wymawiały jego kłamliwe usta.
— Mówię wam, jest ogromny, ma około dziesięć stóp wzrostu, duży, brzydki pysk i ostre, zakrzywione kły — głosił Cormac, próbując ożywić tłum. Kątem oka zauważył Hermionę i odwrócił się do niej. — Prawda, Granger? W sumie jest twoim małym zwierzęcym projektem.
— Cormac — mruknęła, podchodząc do niego i chwytając za ramię, by odciągnąć go na bok. — Błagam cię. Nie rób tego. Zmienił się! Nie jest taki sam jak kiedyś. Jest miły i delikatny… to mój przyjaciel.
Cormac wyrwał rękę z jej uścisku, oświadczając głośno.
— Gdybym cię nie znał, powiedziałbym, że coś czujesz do Malfoya.
— To nie jest twoja sprawa, czy coś czuję czy nie!
— Zwariowałaś i powinnaś się udać do Świętego Munga! — wrzasnął, zdobywając aprobatę otaczających go pijaków. Zwrócił się do nich, stając wcześniej na stole. — Z tego co mi wiadomo, porwie nasze dzieci… przyjdzie po nie w nocy!
— Nie! — zaprzeczyła głośno Hermiona.
Harry podszedł bliżej.
— Daj spokój, McLaggen, myślę, że już wystarczy.
Jednak Cormac zignorował ich i kontynuował:
— Nie jesteśmy bezpieczni, dopóki jego głowa nie zawiśnie na ścianie. Więc zabijmy bestię!
Rozległy się gromkie brawa i ludzie zaczęli rozprawiać o szturmie na dwór Malfoyów.
— Cormac, nie pozwolę ci tego zrobić — postawił się McLaggenowi Harry.
Potter wyciągnął różdżkę, ale Cormac był szybszy. Rozbroił Harry’ego i Hermionę, a potem zabrał ich różdżki i wskazał na nich palcem.
— Jeśli nie jesteście z nami, jesteście wrogami. Wy dwaj — nakazał przypadkowym czarodziejom — zamknijcie ich w jednym z bocznych pomieszczeń. Nie możemy pozwolić, aby uciekli, by ostrzec tego potwora.
— Wypuść nas! Rozwiąż nas, Cormac! — wrzasnęła Hermiona.
Jej krzyki zdały się na nic. Ona i Harry zmagali się z więzami, słysząc, że wszyscy z głównego pomieszczenia zaczynali znikać z charakterystycznym pyknięciem.
— Co zrobimy, Harry? Draco nie może używać magii! Będzie bezbronny! — lamentowała.
— Wymyślimy coś… jestem tego pewien — zapewnił Harry, walcząc ze sznurem.
Zawiasy w drzwiach jęknęły, a potem drzwi się otworzyły. Harry i Hermiona patrzyli oniemiali, gdy do środka weszła Luna.
— Witaj, Harry. Cześć, Hermiono. Potrzebujecie pomocy? — zapytała uprzejmie.
— Luna! — ucieszyła się Hermiona z wdzięcznością. — Tak. Proszę. Czy możesz to ściągnąć?
Blondwłosa czarownica skinęła głową, machnęła różdżką w stronę przyjaciół i uwolniła ich.
— Dzięki, Luno — mruknął Harry, a potem spojrzał na nią z zaciekawieniem. — Dlaczego wcześniej cię tam nie widzieliśmy?
— Och! Prawie nikt mnie nie zauważa — oświadczyła beztrosko. — Gdy Cormac mówił o Malfoyu, użyłam zaklęcia kameleona, aby być niewidzialną.
— Cóż, uratowałaś nam życie — powiedziała Hermiona, przytulając dziewczynę, a potem odwróciła się do Harry’ego. — Udam się do dworu. Pójdziesz ze mną?
Harry skinął głową.
— Tak, będę tuż za tobą.
— Och, czy to spotkanie z jeńcem u Malfoyów? Mogę dołączyć? — zapytała Luna.
— Draco ma kłopoty, Luno. Pomożemy mu — wyjaśniła Hermiona, po czym odsunęła się od przyjaciół i obróciła, znikając z cichym pyknięciem.

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

W międzyczasie Cormac i jego towarzysze aportowali się na obrzeżach dworu Malfoyów.
— Chodźcie — powiedział Cormac, prowadząc wszystkich do frontowych drzwi, z różdżką wyciągniętą przed sobą.
Draco, który stał na balkonie, patrzył, jak tłum czarodziejów zaczął celować w drzwi wejściowe, próbując je otworzyć.
Nie obchodziło go to. Odrzucił jedyną osobę, na której mu zależało (pomijając matkę).
— Paniczu? Dwór jest atakowany — powiedział Świetlik.
Draco westchnął.
— To nie ma znaczenia. Niech wejdą.
Oparł się o poręcz balkonu, czekając na swój los.
Cormac i jego zgraja zdołali wyważyć drzwi i weszli po cichu.
— Bierzcie wszystko, co znajdziecie, ale pamiętajcie, że Malfoy jest mój — polecił Cormac niskim tonem.
Pozostali czarodzieje mu skinęli i ruszyli w głąb dworu, a Cormac prosto na schody. Kiedy dotarł na półpiętro, mógłby zgadywać, który kierunek wybrać, ale drogę wskazały mu ślady pazurów na ścianach.
Idąc powoli korytarzem z różdżką na wysokości oczu, natknął się na podwójne drzwi prowadzące do komnat Draco. Były uchylone, więc nie miał większych problemów ze wślizgnięciem się do środka.
Znalazł Draco siedzącego na balkonie. Czekał na niego.
— Więc to prawda — szydził Cormac, podchodząc powoli. — Słynny Draco Malfoy został przemieniony w bestię. Zawsze wiedziałem, że dostaniesz to, na co zasługujesz.
— Czego chcesz, Cormac? — zapytał Draco ze znużeniem.
— Chcę wiedzieć, jakie zaklęcie rzuciłeś na Hermionę — powiedział.
— Nie rzucałem na nią zaklęć. Nie mogę używać magii — poinformawał Draco.
— Kłamiesz! Nie ma mowy, żeby Hermiona wybrała ciebie, chyba że w grę wchodziła magia!
— Myśl, co chcesz — powiedział Draco, wzruszając ramionami. — To mnie nie obchodzi.
Cormac rzucił na Draco zaklęcie piekące, co sprawiło, że ten się skrzywił.
— Co jest? Jesteś zbyt miły i delikatny, by walczyć? — zapytał ironicznie, rzucając kolejne przekleństwo w kierunku Draco.
Malfoy spojrzał w bok i zauważył kolejną osobę aportującą się w pobliżu dworu. Przyjrzał się bliżej i rozpoznał Hermionę.
— Hermiona? — wypowiedział jej imię.
— Draco! — zawołała. Zobaczyła, że Cormac zbliżał się do niego i krzyknęła: — Cormac! Stój!
Wbiegła pospiesznie przez frontowe drzwi.
Wiedząc, że Hermiona przybyła, Draco zyskał siłę, której potrzebował. Gdy tylko Cormac przymierzał się do rzucenia kolejnej klątwy, Malfoy wstał i jednym uderzeniem łapy odrzucił jego różdżkę daleko za siebie.
Rozbrojony Cormac zrobił jedyną rzecz, którą mógł… uderzył Draco prosto w twarz. Jego ręka zderzyła się z jednym z kłów. Krzyk Cormaca odbił się od ścian, gdy ten zrozumiał, że jego kończyna jest złamana.
Draco zajął się czarodziejem, który pojawił się przy drzwiach, a Cormac próbował odskoczyć, jednak nie był wystarczająco szybki. Draco złapał go za szatę i przeciągnął w stronę balkonu, trzymając na wyciągnięcie ręki. Nie zamierzał puścić, chciał tylko wystraszyć tego drania.
Cormac błagał, zwisając nad krawędzią:
— Proszę, nie! Zrobię wszystko! Wszystko!
Z uśmiechem pełnym satysfakcji Draco odsunął go od krawędzi balkonu, wciąż trzymając wysoko.
— Wynoś się — warknął. — I zostaw Hermionę w spokoju.
Upuścił Cormaca, który moment później znalazł się na ziemi.
Draco odwrócił się od niego, gdy Hermiona przeszła przez podwójne drzwi.
— Draco! — jęknęła, czując ulgę, że wszystko z nim w porządku.
Uśmiechnął się do niej.
— Hermiono — powiedział miękko.
Gdy szli ku sobie, usłyszeli krzyk Cormaca:
Sectumsempra!
Czerwona plama krwi przeniknęła przez ubranie Draco.
— Nie! — wrzasnęła Hermiona. Uniosła swoją różdżkę i krzyknęła: — Drętwota!
Cormac został powalony siłą jej zaklęcia, lecąc w kierunku poręczy i spadając trzy piętra w dół na teren wokół rezydencji.
Hermiona ciężko dysząc, upuściła różdżkę, a potem upadła na kolana i zaczęła płakać.
Draco leżał na podłodze, wykrwawiając się i łapiąc łapczywie powietrze.
— Ty… wróciłaś.
— Oczywiście, że wróciłam, ty bestio! Nie mogłam im pozwolić… Och, to wszystko moja wina! — załkała, wycierając łzy.
Draco zakaszlał, a z jego ust wypłynęła krew.
— Przynajmniej mogłem cię zobaczyć… po raz ostatni.
— Nie mów tak! — jęknęła błagalnie. — Jestem tu, uleczę cię. Wszystko będzie dobrze.
Jakby w tym celu złapała różdżkę i wycelowała w jego świeże rany.
Draco potrząsnął głową i uniósł łapę, by położyć ją na jej dłoni, co wydawało się zabierać większość jego sił.
— Jest za późno… Hermiono… Ko…
Oczy Draco potoczyły się do tyłu głowy i wziął ostatni oddech.
Hermiona pozwoliła sobie na kolejny szloch, ukrywając twarz w jego piersi.
— Proszę — błagała. — Proszę, nie odchodź. Kocham cię.
______________

Witajcie :) na ostatnią chwilę przed końcem weekendu udało mi się opublikować rozdział. Wiem, pewnie chcecie mnie ukatrupić za przerywanie w takim momencie, ale no, nie mam żadnej mocy w tym zakresie (sama miałam ochotę udusić autorkę oryginału, także wiem, co czujecie). Nieuchronnie zbliża się koniec, ale będzie cudowny, więc na pewno się nie zawiedziecie.
Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia. Enjoy!