[T] To, co najlepsze: Rozdział 9

niedziela, 13 czerwca 2021

 

Zatrzaskując za sobą drzwi, Draco zdjął marynarkę i położył ją na oparciu fotela. Przekręcił szyję z boku na bok, piszcząc jak dziewczyna na wspomnienie pocałunku.

Cóż, pomyślał zadowolony z siebie, było ich kilka i nastąpiły jeden po drugim. To było coś. Granger wciąż nie mogła trzymać rąk przy sobie, przez co mu ulżyło. Presja, którą czuł, odkąd Hermiona radośnie podskoczyła na myśl o randce, zniknęła.

Przynajmniej przez kilka godzin wszystko było tak, jak zawsze miało być. Hermiona śmiała się z czegoś, co powiedział, co tak naprawdę nie było zbyt zabawne i piła łapczywie wino, trzepocząc rzęsami.

Świadomość, że tak właśnie by żyli, gdy skończyła się wojna, była wstrząsająca i przy okazji powróciła myśl, że to się nie stało oraz że ktoś był temu winien.

— Przez resztę wieczoru będziesz się uśmiechać jak ćpun?  — Głos Pottera dobiegający z kominka był niski i rozbawiony.

Spodziewając się, że jego partner będzie wylegiwał się w kuchni — Potter chadza tam, gdzie dają jeść — Draco spojrzał do góry.

W komiku unosił się Harry w przekrzywionych okularach i rozczochranymi włosami.

— Z czego tak się cieszysz?

Draco uniósł brew, niezainteresowany natychmiastowym zdradzaniem szczegółów.

— Znów zgubiłeś swoją szczotkę? Wyglądasz jak mop.

Harry przewrócił oczami.

— Tak, Malfoy, zgubiłem szczotkę pośród twoich pieprzonych produktów do włosów. Szczerze mówiąc, po co ci tyle.

Draco tak naprawdę nie miał ich zbyt wiele, ale Potter był zrzędą i cały czas o tym mówił — zwłaszcza osobom, które to bawiło.

— Spierdalaj.

— Powinienem narysować mapę. Jeśli przejdziesz obok pochylonej wieży z męskiej mazi do włosów, to dasz radę…

— To się nazywa żel do włosów, analfabeto.

— Nazywasz mnie analfabetą? Draco, nienawidzę tego mówić, ale…

Draco skrzywił się.

— Sięgnę przez ten kominek i…

Krzyżując nogi na podłodze, Harry pochylił się do przodu.

— Skoro wypełniliśmy nasz dzienny limit przekomarzań, może powiesz mi, z czego tak się cieszysz.

Draco uklęknął i usiadł przed kominkiem, spoglądając za siebie, aby upewnić się, że nie jest widoczny przez okno.

— Poszedłem z Granger na kolację.

— Serio? — Harry rozpromienił się. — Nie poszedłeś z nią na lunch zaraz po przyjeździe? I jadłeś z nimi obiad kilka razy, prawda?

— Na pieprzoną brodę Merlina, masz mnie na oku? — warknął Draco. Ostatni raz rozmawiali osobiście po katastrofalnym spotkaniu z rodzicami. — Robards cię do tego namówił?

Harry potrząsnął głową.

— No weź, musiałeś wiedzieć, że będę się tobą opiekował. Jestem wścibski, jasne, ale tu bardziej chodzi o inwigilację; częściowo dla twojego dobra, ale głównie dla Hermiony i Scorpiusa.

To miało sens, ale świadomość, że Potter z taką łatwością dowiedział się o wszystkim, co się dzieje, nie pasowała mu. Całował Hermionę, aż przytuliła się do niego i wydawała słodkie, ciche dźwięki, które wyobrażał sobie od lat. Nikt inny nie musiał o tym wiedzieć.

— Robards chce nałożyć zaklęcia ochronne na jej dom.

Draco machnął ręką.

— Zrobione i już się przydały. Podpaliła piec, prawie dostałem zawału. To nie był pierwszy raz. Wyobrażasz sobie?

Ciemne brwi zmarszczyły się na twarzy Pottera i wyglądał na zaniepokojonego.

— To… — przeszedł do innego tematu. — Jak było na kolacji?

Pomimo próby wyćwiczenia rysów twarzy, nie chcąc ujawniać nawet odrobiny bezbronności, usta Draco wygięły się w szerokim uśmiechu.

— Warto było czekać.

— Ty głupkowaty sukinsynu — prychnął Harry. — Jak tam Scorpius?

Idealnie.

— Jest uparty jak jego matka. — Draco uśmiechnął się, po czym obaj się zaśmiali. — Tak kurewsko uprzejma. Jest najlepszą mamą.

Tęsknię za każdą sekundą.

Zastanawiał się, jakim byłby ojcem, gdyby miał taką szansę.

— Poprosiła mnie, żebym go popilnował przez jeden dzień, gdy jego opiekunka była chora.

— Jak było?

Draco opadł głowę na ręce.

— Poszliśmy do parku, a potem na lunch. Starsza kobieta powiedziała, że mój syn jest słodki. Jest cholernie uroczy, więc się nie myliła, ale potem zachowywał się dziwnie.

— Hmm.

— Wiem, że nie połączyłeś się ze mną, żeby pytać o Granger. Przynajmniej to nie jedyny powód. — mruknął Draco, przywołując butelkę Ogdena i szklankę.

Przeczesując palcami włosy, usta Harry’ego ściągnęły się w grymasie.

— Nie chcę cię martwić.

Draco poczuł ciężkość w żołądku.

— Gadaj.

— Po pierwsze, monitoruję ruchy Śmierciożerców na zwolnieniu warunkowym i obecnych zwolenników. Na razie nie ma nic do zaraportowania, ale sądzą, że Dołohow może się przemieszczać przez Francję.

Oczy Draco zwęziły się. Nie musiał mu przypominać, do czego zdolny jest ten człowiek. Widział paskudną fioletową bliznę, która powinna przeciąć Granger na pół, przejechał palcami po wyżłobieniu, dotykał ją ustami, zapewniając, że to nic nie znaczy.

— Która część Francji?

Jego paznokcie wbiły się w skórzany podłokietnik, gdy zacisnął pięść.

Harry potrząsnął głową.

— Robards wysyła zespół w pobliże południowej granicy. Wątpię, że wejdzie ci w drogę, ale powinieneś wzmocnić zaklęcia ochronne jej domu.

Klikając językiem, Draco zanotował w pamięci, by sprawdzić zaklęcia i odświeżyć te wokół posiadłości.

— Uznaj to za zrobione.

— Dobrze. Przejdźmy dalej, co jest jeszcze gorsze od wcześniejszego, w zależności od tego, jak na to spojrzysz. Twój ojciec stanowi zagrożenie.

— Twoje włosy są koszmarne.

Brwi Harry’ego uniosły się.

— Co?

— Przepraszam. Myślałem, że mówimy o rzeczach, o których wiemy, że są prawdziwe. — Przechylił szklankę i poczuł whisky wypalającą ścieżkę w jego przełyku.

— Odpieprz się. To, że jesteś we Francji, nie oznacza, że ci nie przyłożę. — Harry przygładził swoje włosy. — Czarownicom się podobają.

— Och — prychnął Draco. — Podobają im się tak bardzo, jak ta blizna czy twój wymyślny Zakon Merlina?

— Jesteś dupkiem.

Draco wzruszył ramionami.

— Jestem selektywny w swojej dobroci.

— Powinienem być twoim najlepszym kumplem!

— Bez takich. Nie potrzebujemy etykietek.

Ukrywając swój gówniany uśmiech, Draco patrzył z rozbawieniem.

Oczy Pottera rozszerzyły się.

— Nie wiem, jak Hermionie udało się przebrnąć przez twoją fałszywą i szorstką powierzchowność.

To była historia. Wszystko było historią, nawet teraźniejszość, ale tym razem pisał ją tak, jak chciał.

— Każdego wieczoru, gdy nie mogliśmy spać, opryskiwała ją herbatą o drugiej nad ranem.

Harry skinął głową.

— Nie to miałem na myśli, ale trudno jest zrzędzić, gdy masz ten głupi wyraz twarzy.

— Nie mam.

Zaśmiał się.

— Masz. To musiała być wielka randka, Malfoy.

— Przejdę przez ten ogień i uduszę cię, jeśli powiesz chociaż jedno słowo o mojej randce. — Draco spojrzał gniewnie, ale nie było w tym zbytniej złośliwości. — Co zrobił mój ojciec?

Zdezorientowany Harry zamrugał, przeczesując palcami włosy.

— Co?

— Mój ojciec — powtórzył Draco. — Powiedziałeś, że stanowi zagrożenie — którym jest — ale wątpię, żeby to była prosta rozmowa. Więc co zrobił?

— A to. — Kąciki jego ust ściągnęły się w dół. — Nie spodoba ci się to.

Draco machnął ręką.

— Co za niespodzianka.

— Ron usłyszał to od wiedźmy, z którą się spotyka. Pracuje w Departamencie Magicznych Umów, więc powiedziała mu, a on mnie. Lucjusz poprosił o kopię umowy zaręczynowej miedzy Malfoyami i Greengrassami. Myślałem, że twoje zaręczyny z młodszą zostały odwołane.

Draco nie mógł oddychać. To nie było złe, ale stanowiło kompletną pieprzoną katastrofę.

Wypijając resztę alkoholu, Draco pochylił się do przodu, opierając łokcie na kolanach i ukrył twarz w dłoniach.

— Myślałem, że tak. Jej ojciec nie chciał mieć ze mną nic wspólnego po tym, jak uciekłem. Greengrassowie nigdy otwarcie nie wspierali Voldemorta — wciąż wzdrygał się na to imię, ale tylko nieznacznie — ale też nie wypowiadali się przeciwko niemu. Jesteś pewny, ze nadal tam jest?

Potter skinął głową, wbijając zęby w dolną wargę.

— Tak, ale to nie jest najgorsze.

— Kurwa oczywiście, że nie.

— Jeszcze kilka dni temu Astoria była zaręczona z Teodorem Nottem.

Draco nie wiedział, że ta dwójka była zaręczona, ani go to nie obchodziło. Chociaż kiedyś byli przyjaciółmi, Teo uciekł z Anglii przy pierwszej nadarzającej się okazji. Nie napiętnowany diabelskim znakiem, uciekł do Stanów kilka tygodni po zakończeniu wojny.

— Teo nie zerwałby zaręczyn. Nie jest taki tradycjonalistą jak jego ojciec, ale…

— Cuchnie Lucjuszem. W dniu, w którym jej ojciec zerwał zaręczyny, w skarbcu Greengrassów w Banku Gringotta została zdeponowana duża suma.

Draco westchnął.

— Skąd to wiesz?

Harry wydawał się być lekkomyślny, jego oczy wywijały we wszystkich kierunkach.

— Mogłem skołować akta i powołać się na obowiązkowe audyty wszystkich dupków — przepraszam, zwolenników — którzy zostali zawieszeni w obowiązkach.

— Cassius Greengrass nigdy nie był zawieszony. Potter, ty nie…

Harry uniósł ręce.

— Chcesz ode mnie odpowiedzi, czy żebym postępował zgodnie z protokołem? Nie mogę zrobić obu tych rzeczy.

— Co zrobiłeś?

— Ja… — Policzki Harry’ego były czerwone. — Nie chciałem ci mówić, ale dobra. Robards nie zamierza mnie za to karać, odkąd się zgodził, ale być może sfałszowałem jego podpis.

Srogi i wymagający Główny Auror Robards był najbardziej przerażającym człowiekiem, z jakim Draco kiedykolwiek miał do czynienia poza Czarnym Panem.

— Cholera, nie musiałeś tego robić.

— Jak myślisz, z kim rozmawiasz? Ty też jesteś moim najlepszym kumplem. Ty i Ron. Wiem, że też byś to dla mnie zrobił, nawet jeśli zaprzeczysz. — Harry wzruszył ramionami. — Lucjusz przekupił Cassiusa, by ten zerwał zaręczyny i zamierza to wykorzystać, aby złapać cię w pułapkę. Jeśli chciał ukryć to, co robi, powinien być bardziej ostrożny. To było łatwe.

Przełykając gulę w gardle, Draco zgarnął butelkę Ognistej Whisky z końca stolika.

— Ojciec nie musi być ostrożny. To magiczna umowa przypieczętowana magią krwi. Albo wypełnię umowę, albo zostanę wyrzucony z domu.

— Ale jesteś głową rodziny…

Draco potrząsnął głową.

— To bez znaczenia. To starożytne prawa pochodzące z czasów Świętego Dwudziestego Ósmego. Astoria skorzysta z okazji, by mieć na własność fortunę Malfoyów. Nie wspominając już o przywiązaniu się do statusu, który zdobyłem, odkąd zostałem aurorem. — Draco osunął się, zaciskając zęby. — Zajmę się tym. Miej oko na mojego ojca i daj mi znać, jeśli coś się zmieni.

Harry uśmiechnął się słabo.

— Wyślę ci szczegóły dotyczące Dołohowa, jeśli się zbliży.

Draco patrzył, jak płomienie się rozpraszają. Będąc samemu w ciszy, westchnął cicho i usiadł na krześle. Trwał tak przez długi czas.

Wydawało się, że nie będzie łatwo.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

U jego boku, Hermiona posłusznie umyła naczynia, zanim przekazała mu je do wysuszenia. Kosmyki włosów wysunęły się z jej luźnego koka, a ujmujący grymas wykrzywił jej usta, gdy szorowała.

— Nie sądzę, że to zejdzie.

— Przekonamy się. — Kąciki jej ust uniosły się ku górze. — To niebezpieczeństwo wynikające z pozwalania Scorpiusowi na jedzenie w jego pokoju. Nigdy nie odnosi talerzy.

Draco prychnął. Nie miał takich wspomnień. Matka zawsze upierała się, żeby jedli razem w jadalni, gdzie zawsze posiłki podawały skrzaty. Ani razu nie miał okazji zabrać jedzenia do swojej sypialni — poza okazjonalnym smakołykiem.

Podobało mu się, że Scorpius tego doświadczał, ale również to, że Hermiona tak naprawdę nie była zirytowana tym nawykiem. Po prostu traktowała to, jak coś, co zrobiłby mały chłopiec. Szkoda, że Lucjusz tak nie myślał.

Gdyby Lucjusz wiedział o Granger i Scorpiusie, z pewnością chłopiec nie mógłby tego doświadczać.

— Draco? — Hermiona przerwała. — Gapisz się na mnie. Mam coś na twarzy?

Wyrwany z wewnętrznej debaty z samym sobą na tak nieistotny temat, Draco spojrzał na nią. W sąsiednim pokoju Scorpius wrzasnął, eksponując swoją radość ze zwycięstwa w grę planszową i Draco był pewien, że połowa Francji słyszy westchnienie Clary.

Granger zachichotała, wyciągając talerz.

— O czym myślałeś?

Nie było tak, że mógł jej powiedzieć prawdę, chociaż miał ją na końcu języka.

— Och… — Język Draco przesunął się po wargach, a oczy jej oczy pociemniały, gdy podążyła za jego ruchem. Uderzony pragnieniem, które nigdy w pełni nie zniknęło, wyrwał miskę z jej ręki i włożył ją do zlewu. — Chodź tu.

Granger spojrzała za siebie, gdy jego palce przesunęły się po jej plecach i pociągnął ją za róg.

— Co my robimy?

— Ukrywamy się — mruknął.

— Uśmiechasz się. Dlaczego czuję, że to źle wróży?

Merlinie, była taka podobna do swojej wersji, w której zakochał się wieki temu, że aż czuł ból w klatce piersiowej.

— Zapewniam cię, że to nic złego. Powiedz Clarze i Scorpiusowi, że musimy coś zrobić.

Trzymając ją między ścianą spiżarni a swoim ciałem, patrzył, jak jej klatka piersiowa unosi się i opada z urwanym oddechem.

Hermiona przełknęła ślinę, zaciskając palce na rąbki jego kurtki.

— Claro! Wyjmę coś ze spiżarni.

Draco zamknął drzwi, wciskając kolano między uda Hermiony.

— Poważnie? Powiedziałam, gdzie jesteśmy i chociaż jest cudowny, Scorpius to wścibski, mały gnojek.

Cicho zachichotała.

— Och, wiem. Poczekaj.

Światło z kuchni przedzierało się przez deski drzwi, oświetlając jej twarz i łuk warg.

— Tak, kochanie! — zawołała Clara.

Hermiona przechyliła głowę na bok.

— Clara doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że nie szukam — jej oczy przeskanowały półki — cóż, czegokolwiek, co mogłoby być w spiżarni. Więc o czym myślałeś?

Wydychając chrapliwy oddech, Draco objął jej twarz.

— Szczerze mówiąc, o tym, co zawsze. Jestem tobą całkowicie oczarowany. — Draco nie chciał tego powiedzieć. Byli tylko na jednej randce. Chociaż prawdopodobnie zgodziłaby się, że było ich o wiele więcej, biorąc pod uwagę, że prawie co wieczór jadał z nimi kolacje. Ale to brzmiało jak… jak…

Palce przesunęły się po jego klatce piersiowej i chwyciła jego koszulę, by przyciągnąć go bliżej.

— Miło słyszeć, że to uczucie jest odwzajemnione — powiedziała cichym szeptem. — Jeśli teraz mnie nie pocałujesz, będziemy musieli poważnie porozmawiać na ten temat…

Jej plecy spotkały się ze ścianą z hukiem, który nie był cichy, biorąc pod uwagę, że Scorpius zapytał o hałas.

— Cholera.

— Zignoruj to. Clara nie pozwoli mu tu przyjść, ale powinniśmy być ciszej.

Hermiona chętnie oddała pocałunek, wplatając palce w jego włosy.

Nie uszło jej uwadze, że opadła na jego kolano, strategicznie umieszczone między jej udami. Zarumieniła się, a Draco rozkoszował się każdym dźwiękiem, który z siebie wydawała.

— Właściwie myślałem o czymś innym. Powinienem — jego palce muskały jej boki, drażniąc piersi — sprawić, że będziesz krzyczeć głośniej. Ale jeszcze nie teraz.

Oczy Hermiony rozszerzyły się i pociemniały, a usta spuchły.

— Stanowisz zagrożenie, Draco Malfoyu.

Uśmiechnął się, zanim w pełni wykorzystał te kilka chwil, które im zostały.

Później, gdy wymknął się frontowymi drzwiami, zadbał o to, by wzmocnić zaklęcia ochronne wokół jej domu.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Straciła głowę dla rozbrajająco przystojnego blondyna. Nie żeby miała coś przeciwko. Każda racjonalna myśl opuszczała ją, gdy tylko zjawiał się w pobliżu — nie żeby to było podejrzane — ale stwierdziła, że była szczęśliwa.

Zawsze przepełniało ją szczęście, gdy żyła spokojnie razem ze Scorpiusem. Oczywiście czasem odzywał się głosik z tyłu głowy, który przypominał jej, że czegoś jej brakuje. Większość wieczorów jedli razem kolację i za każdym razem Draco słuchał opowieści Scorpiusa. Czasami w nocy wymykali się, by spędzić ze sobą kilka namiętnych chwil przy najbliższych ścianach. Hermiona odkryła, że odkąd zbliżała się do Draco, coraz rzadziej rozmyślała nad swoją amnezją.

Właśnie na to cierpiała: na amnezję.

Sposób, w jaki inni na nią patrzyli, wciąż przyprawiał ją o mdłości. Litość, którą zawsze jej okazywali oraz słabo zawoalowane wścibstwo, które towarzyszyło jej wszędzie, gdziekolwiek się udała. Och, to tak kobieta, która straciła pamięć.

Ma syna. Myślicie, że jego ojciec miał coś wspólnego z jej stanem — a potem witali ją tak, jak gdyby nigdy nic.

Plotki niekoniecznie roznosiły się w tym samym tempie, co jej życie, ale dramatycznie się zmieniły. Były dwa niepodważalne fakty — chociaż wiedziała, że nie są ze sobą bezpośrednio skorelowane — które rozbudzały kobiety do czerwoności.

Scorpius miał niemal białe, blond włosy, o odcieniu, który mógł być jego własnym znakiem rozpoznawczym.

Hermiona nie miała blond włosów. Była brunetką z rozczochranymi lokami, niszczącymi każdą gumkę, którą próbowała je związać.

Starała się o tym nie myśleć, żeby się tym nie denerwować, ale Clara poruszyła temat, powodując, że Hermiona poczuła ucisk w dole brzucha.

— Marissa to stara wiedźma! — Druty Clary zderzyły się. — Ale wszystko jej wyjaśniłam. Nie martw się, nie będzie więcej mówić o Draco i Scorpiusie.

Jej syn właśnie wracał z tyłu domu, przynosząc kilka zabawek, chociaż bawił się tylko jedną.

— Sugerowała, że Draco jest jego ojcem?

Clara skinęła głową.

— Niedorzeczne. Mają włosy tego samego koloru.

Cóż, ich oczy też są przenikliwie szare.

Nadal wściekle robiąc na drutach, Clara uniosła szalik.

— Podoba ci się?

Hermiona roześmiała się.

— Jak zawsze wygląda świetnie. Nie czuj się zobowiązana do…

Druty zostały nagle skierowane w jej stronę.

— Oczywiście, że będę was bronić. Wszystkich. Ty i Scorpius jesteście rodziną, a jeśli incydent w spiżarni się liczy, Draco też nią będzie.

Hermiona poczuła, że jej policzki płoną.

— To nie było… szukałam…

Clara uniosła ciemną brew.

— Kiedyś też byłam młoda. Spędziłam dużo czasu w schowkach w szkole — niektóre z nich wymagały uniesienia spódnicy.

Scorpius wszedł do pokoju. Był bez butów, chcąc poślizgać się po podłodze.

— Możemy zrobić ciasteczka?

— Jasne, kochanie. Możesz wyjąć miskę?

Gdy Scorpius wyszedł z pokoju, Clara uśmiechnęła się.

— Draco to miły człowiek. Cieszę się, że jesteś szczęśliwa.

— Tak — wydyszała Hermiona. — Ja też. Jesteś pewna, że Scorpius może zostać u ciebie na noc? To tylko inwentaryzacja. Odbiorę go, gdy skończymy.

— Och nie. Obiecałam mu maraton telewizji, gdy u mnie zostanie i będzie zły, jeśli nie dotrzymam obietnicy. Może powinnaś spędzić trochę czasu z Draco.

Hermiona przewróciła oczami.

— Wścibska.

— Pomocna — powiedziała Clara, uśmiechając się.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Hermiona odłożyła ostatnią z książek na półkę, wycierając dłonie o sweter i ponownie rozglądając się po sklepie. Po odesłaniu Victoire do domu, zajęła się sprzątaniem resztek bałaganu. Kiedy skończyła odkurzać, chwyciła klucze z lady i zamknęła drzwi, wychodząc.

Energiczny wiatr uderzył ją w policzki, a gdy mocniej naciągnęła kurtkę, zauważyła Draco opartego o pobliską latarnię.

— Nie czekałeś zbyt długo, prawda? Dochodzi północ.

— Serio? — Odsunął się od słupka. — Musiałem stracić poczucie czasu mniej więcej w tym samym momencie, gdy straciłem czucie w palcach.

Hermiona zrobiła trzy szybkie kroki w jego stronę, obejmując jego dłonie swoimi.

— Żartujesz.

Parsknął.

— Nic mi nie jest. Po prostu nie podobał mi się pomysł, żebyś sama wracała tak późno do domu.

Miała ochotę się z nim drażnić, ale nerwowy wyraz jego twarzy był tak ujmujący, że nie mogła tego zrobić.

— To brzmi jak idealny sposób na zakończenie wieczoru. — Wsunęła rękę pod jego ramię i szli razem. — Jak minął ci dzień?

— Strasznie nudno. Oprowadzałem stażystkę po archiwum.

— Och? Była tak samo irytująca jak wcześniej?

— Nie po tym jak jej powiedziałem, że nie jestem zainteresowany.

Hermiona zakrztusiła się.

— Zakładam, że czuła się zawiedziona?

Potarł kark.

— Powiedziałem jej, że już się z kimś spotykam i chyba zrozumiała aluzję. A jak twój dzień?

— Byłam w sklepie przez ostatnie siedem godzin, robiąc inwentaryzację, bo mieliśmy sporo problemów. Poszło bardzo dobrze. Scorpius został na noc u Clary, ale ona prawdopodobnie już śpi, podczas gdy on siedzi przed telewizorem.

Dotarli do jej domu wcześniej niż chciała. Draco otworzył bramę, odprowadził ją do drzwi i zwlekał chwilę, gdy wyciągała klucze z torebki.

— Zaprosiłabym cię do środka, ale padam z nóg — powiedziała cicho Hermiona. — Następnym razem?

Uśmiechnął się, a ona poczuła ciepło w brzuchu na wspomnienie, jak przygryzał jej szyję, gdy byli zamknięci w spiżarni.

— Na nic nie liczyłem. Chciałem tylko odprowadzić cię do domu.

Cóż, kilka minut nie zaszkodzi.

 _________________________

Witajcie :) Tak jak obiecałam, pojawiam się z kolejnym rozdziałem. Wiele się dzieje między naszą ulubioną parką, ale mogę zdradzić, że dalej będzie jeszcze bardziej intensywnie. Jak wrażenia po rozdziale? Napiszcie w komentarzach.

U mnie powoli wszystko się stabilizuje, więc chyba wracam na odpowiednie tory i przede wszystkim regularne publikacje. Kolejny rozdział pojawi się za dwa tygodnie tj. 27 czerwca, z uwagi na dość intensywne najbliższe dwa tygodnie. Ale obiecuję, że warto czekać.

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego, słonecznego tygodnia. Enjoy!

[T] To, co najlepsze: Rozdział 8

sobota, 5 czerwca 2021

 

Dwa dni później wciąż drżąc z podekscytowania, Hermina nie mogła ukryć uśmiechu na twarzy, gdy kładła Scorpiusa do łóżka. Ubrany był w swoją świeżo upraną, ulubioną piżamę, włosy sterczały mu we wszystkie strony, gdy położył głowę na poduszkę. Od kolacji z Draco dzielił Hermionę tylko jeden dzień, tylko dwie noce.

Przez cały tydzień oczekiwała z niepokojem, przepełniona podekscytowaniem, ale szybko się to zmieniło, gdy Scorpius uniósł podbródek.

Miał obgryzione i popękane paznokcie, ale mimo wszystko nadal w nich dłubał.

— Mamusiu?

Hermiona usiadła obok niego, kładąc dłoń na jego nogach pod kocem.

— Coś nie tak?

Odgarnęła włosy z jego twarzy, po czym znów spojrzała na dłonie chłopca.

Scorpius nie miał nerwowych tików, ale zawsze obgryzał paznokcie, gdy coś go niepokoiło. Powinna zauważyć to wcześniej.

— Myślisz, że Draco jest moim tatą?

Zdławiony dźwięk wyrwał się z jej ust i Hermiona z trudem odzyskała głos.

— Gdzie to słyszałeś? Jeśli to ta dziewczyna w sklepie, przysięgam…

— Starsza pani powiedziała Draco, że jego syn jest słodki i… że mamy takie same włosy. — Owinął się kocem, a na jego twarzy pojawiła się nadzieja. — Myślisz, że…?

Hermiona potrząsnęła głową.

— Nie, Draco nie jest twoim ojcem.

Jego twarz posmutniała, a paznokieć zaczepił się o zabłąkaną nitkę z koca.

— Może jest szansa — mruknął. — Nie pamiętasz, a co jeśli dlatego się tutaj przeprowadził?

— Masz niezłą wyobraźnię — wyszeptała Hermiona, przygładzając mu włosy. — Ale to nieprawda. Przykro mi, Scorpiusie.

Łagodnie skinął głową.

— Dlaczego tu nie ma mojego taty?

To pytanie padało kilka razy w roku. Czasami tuż po tym, jak widzieli ojca i syna w parku niedaleko ich domu. Czasami padało, bo mówił, że marzył o mężczyźnie, który mógłby być jego ojcem. Hermiona podejrzewała, że to tylko kwestia czasu, zanim Scorpius ponownie zada to pytanie, biorąc pod uwagę to, jak bardzo przywiązał się do Draco w tak krótkim czasie.

Jednak za każdym razem Hermiona nie mogła znaleźć właściwej odpowiedzi. Niepokoił ją widok jego zranionej twarzy i załzawionych oczu. Chciała tylko zrobić to lepiej.

Małe palce zacisnęły się na jej dłoni.

— A co jeśli nas nie chciał?

— Scorpiusie, to niemożliwe — odparła Hermiona. — Jesteś najlepszym, co spotkało ten świat.

Podnosząc jego głowę, zauważyła szklące się oczy.

— Mogę z tobą dzisiaj spać?

Już dawno mieli za sobą etap, gdy Scorpius przychodził do jej łóżka w środku nocy — bez względu na to czy miał koszmar, czy po prostu dlatego, że bardzo bał się ciemności — jednak Hermiona musiała przyznać, że czasem tęskniła za tymi nocami. Już nigdy nie będzie taki mały.

Hermiona przesunęła kciukiem po wierzchu jego dłoni.

— Tylko dzisiejsza noc, dobrze? Może wskoczysz do mojego łóżka, a ja zaraz przyjdę?

Scorpius skinął głową i zrzucił z siebie koc. Złapał wypchanego, zielonego smoka z łóżka i wybiegł z pokoju tak szybko, jak pozwalały mu jego krótkie nogi, jakby bał się, że kobieta zmieni zdanie.

Zatrzymała się na chwilę, wpatrując się w ściany pokoju, nadsłuchując, jak Scorpius szeleści kołdrą w jej pokoju tuż za korytarzem.

Czy pójście na kolację z Draco pobudziłoby optymistyczne myślenie Scorpiusa? Zmartwienie wydawało się uzasadnione, a żołądek Hermiony skręcił się. Musi się upewnić, w co się pakuje, zanim powie o wszystkim swojemu synowi. Przytaknęła, wzdychając cicho, gdy to sobie wyobrażała. Zastanawianie się, czy będzie o czym mu powiedzieć, tylko zwiększyło jej nadzieje.

Wyłącznik światła był chłodny pod jej palcami, gdy wyłączyła światło, po raz ostatni zerkając na pokój, zanim delikatnie zamknęła drzwi.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

W piątek rano dotarło do Hermiony, że nie zapytała Clary, czy mogłaby się zająć Scorpiusem przez kilka godzin w sobotę. Przygryzła wnętrze policzka, czekając, aż kobieta otworzy jej drzwi, a gdy to zrobiła, Hermiona nie zdążyła nic powiedzieć.

— Hermiono, myślałam, że będziesz dzisiaj w domu. Nie to, żebym miała coś przeciwko — dodała. — Piekę ciasteczka, jeśli chcesz wejść.

Hermiona potrząsnęła głową.

— Właściwie chciałam prosić cię o przysługę i całkowicie wyleciało mi to z głowy. Nie masz żadnych planów na jutrzejszy wieczór, prawda? — Stare drewno zaskrzypiało lekko pod jej ciężarem, gdy się przesunęła i wiatrowy gong zawirował nad jej głową. — Wiem, że to na ostatnią chwilę. Przepraszam, ja…

Clara uśmiechnęła się, robiąc szybki ruch ręką i uderzając się w ramię drewnianą łyżką.

— Nonsens, wiesz, że możesz mnie prosić o wszystko.

Hermiona złączyła dłonie i przełknęła ślinę.

— Zastanawiałam się, czy mogłabyś jutro zająć się Scorpiusem przez kilka godzin.

Clara pomachała łyżką.

— Oczywiście. Inwentaryzacja?

— Um — zaczęła Hermiona. — Niezupełnie. Mam randkę…

Oczy Clary momentalnie znalazły się w polu widzenia Hermiony i ta reakcja była bardzo komiczna.

— Z Draco — skończyła Hermiona, uśmiechając się szeroko. — Zaprosił mnie na kolację po tym, jak w tygodniu opiekował się Scorpiusem. Ale jeśli jesteś zbyt zajęta, możemy…

Łyżka wystrzeliła w górę, skutecznie ją uciszając.

— Ta randka w żadnym wypadku nie zostanie przesunięta. O której podrzucisz Scorpiusa?

— O szóstej, jeśli ci pasuje. Chciałabym się przygotować bez konieczności wyjaśniania, dokąd idę — odpowiedziała Hermiona. — On nie wie, że Draco i ja jemy kolację i wolałabym, żeby tak zostało.

Clara skinęła głową.

— Masz rację. A o której go odbierzesz? Chyba że… — Uśmiechnęła się przebiegle. — To nocna wizyta? Mogę mieć wolny pokój za dziesięć minut.

Gorąco wystąpiło na policzki Hermiony, gdy zachichotała.

— To nie będzie konieczne.

— Tym razem.

Claro.

Chichocząc pod nosem, Clara wzruszyła ramionami.

— Cieszę się z twojego powodu. Zasługujesz na dobrą zabawę, Hermiono. Cudowny romans, jeśli chcesz.

Wycofała się na ganek, opierając się na poręczy.

— To tylko pierwsza randka. Nie uprzedzajmy faktów.

Chociaż, zauważył złośliwie jej umysł, dokładnie o tym pomyślałaś. Pamiętasz, jak jego piżama zwisała nisko, odsłaniając zarys…

— Dziękuję ci. — Hermiona przeczesała włosy palcami. — Dobrze robię, nie mówiąc Scorpiusowi? Kilka dni temu zapytał, czy Draco jest jego ojcem. Martwię się, że to tylko pogłębi jego rozmyślania i rozbudzi nadzieję.

Clara zanuciła, stukając się palcem w brodę.

— Mimo że ważne jest twoje cieszenie się życiem, masz rację, chroniąc Scorpiusa. Podejrzewam, że już to wiesz. Jeśli twoja relacja z Draco rozwinie się do tego stopnia, że stanie się czymś poważnym, wtedy możesz przeprowadzić tę rozmowę.

Hermiona skinęła głową, krocząc po trawie.

— Miło usłyszeć to od kogoś innego.

— A propo Draco… — Clara uniosła brodę. — Idzie tu. Nie powinnaś kazać mu czekać. Do zobaczenia wkrótce.

Lekko machając dłonią, weszła do domu, a frontowe drzwi zamknęły się z cichym kliknięciem.

Uśmiech pojawił się na twarzy Hermiony, gdy pospieszyła w kierunku Draco, spotykając go za bramą.

— Co robisz w domu? Nie powinieneś być w pracy?

Lekko się zarumienił, gdy otarł grzbiet nosa i policzki, biorąc głęboki oddech.

— Właściwie odesłali mnie do domu. Nigdy w życiu nie odsunięto mnie od pracy.

Odchylając głowę do tyłu, Hermiona przesunęła się w bok, żeby promienie słoneczne otaczały jego sylwetkę.

— Och? Co zrobiłeś?

— Kto powiedział, że coś zrobiłem?

Hermiona zachichotała.

— Skąd mam wiedzieć, że nie?

— Chcę, żebyś wiedziała, że jestem wzorowym pracownikiem — prychnął, zaciskając ręce na biodrach w sposób, który sprawiał, że wyglądał niemal matczynie. Brwi Draco zmarszczyły się, gdy parsknęła śmiechem na tę myśl.

Nie miała zamiaru podejść do niego, ale zrobiła to, jej mowa ciała odzwierciedlała jego. Kąciki jej ust drgnęły i przełknęła ślinę, by zamaskować kolejny śmiech.

— Jeśli to prawda, to dlaczego odesłali cię do domu?

Draco ścisnął grzbiet nosa.

— Nie mam ochoty ci mówić, skoro tak głęboko mnie zraniłaś.

Hermiona zauważyła, że Clara obserwuje ich zza zasłony w swojej kuchni.

— Jak mogę ci to wynagrodzić?

Palce przesunęły się po jej ramieniu, muskając nadgarstek, powodując, że oddech ugrzązł jej w gardle.

— Hmm — zadumał się Draco, a potem przybliżył się do niej, jego koszula muskała jej palce. — Może pójdziesz ze mną na kolację?

Oszołomiona radością, która ją przepełniła, Hermiona zamarła, nie wiedząc, co mogłaby odpowiedzieć.

— Już się na to zgodziłam. Zapomniałeś?

Jego twarz była pozbawiona koloru.

— Czekaj…

Hermiona postukała stopą, zakładając ręce na piersi.

— Jeśli zapomniałeś…

Nie zapomniałem. Po prostu wkładasz słowa w moje usta, wiedźmo. — Jego palce tańczyły wzdłuż jej biodra. — Nie dałoby się o tym zapomnieć, ponieważ rzadko myślałem o czymkolwiek innym.

To było to. Całkowicie ją przerósł.

Kopiąc kamień na ulicę, Hermiona przyłapała Draco na wpatrywaniu się w jej usta, gdy podniosła wzrok.

— Skąd pochodzisz?

Zamrugał, zatrzymując się na dłuższą chwilę.

— Anglia? Technicznie rzecz biorąc, mój dom rodzinny znajduje się w Wiltshire, ale wynajmuję mieszkanie w Londynie z Potterem. — Draco szedł z nią, wkładając ręce do kieszeni. — To więcej szczegółów niż potrzebowałaś?

Potrząsnęła głową.

— Cieszę się, że mogę dowiedzieć się wszystkiego, co chcesz mi powiedzieć. Chodziło mi o to, że jesteś zbyt zalotny i uprzejmy, żeby pochodzić z tego samego środowiska, co mężczyźni, których poznałam.

Hermiona przeoczyła moment, gdy jego oczy pociemniały, wpatrując się w szeleszczącą gałąź nad ich głowami.

— Serio tak jest?

— Dlaczego mówisz do swojego partnera po nazwisku? — zapytała Hermiona, zmieniając temat. Nigdy nie miała zamiaru wspominać swoich wcześniejszych prób umawiania się na randki — po prostu to się jej wymsknęło, zanim cokolwiek mogła na to poradzić.

Dłoń Draco znalazła jej dłoń i splótł ich palce.

Zauważając jego wahanie, Hermiona ścisnęła dłoń mężczyzny, nie chcąc jeszcze się rozstać. Wędrowali ścieżką w kierunku jej domu, a przez okno dostrzegła zarys blond włosów.

— To nawyk z naszych szkolnych lat. Wciąż mówi do mnie Malfoy.

Ciekawe.

— Więc byliście przyjaciółmi w szkole?

Roześmiał się.

— Absolutnie nie. Wolałbym powiedzieć, że dręczyliśmy się nawzajem, ale to była bardziej moja wina niż jego.

— To honorowe, że się do tego przyznajesz. — Jej kciuk przesuwał się po każdej kości jego kciuka i była zadowolona, widząc, że reagował na dotyk tak samo jak ona. — Jaki byłeś w szkole?

Po tak niewinnym pytaniu na jego twarzy pojawił się grymas.

— Byłem terrorystą — przyznał Draco. — Jedna dziewczyna strzaskała mi nos, gdy mieliśmy po czternaście lat.

— O mój Boże.

— Zasłużyłem na to.

— Dlaczego u licha cię uderzyła? — Hermiona spojrzała podejrzliwie. — I złamała ci nos! Na pewno na to nie zasłużyłeś.

Liście chrzęściły pod nimi, gdy zatrzymali się pod dużym drzewem.

— Zasłużyłem. Uderzyła mnie, bo byłem kompletnym dupkiem dla niej i jej przyjaciół, a jednym z nich był Potter. — Gdy wypowiedział ostatnie zdanie, uśmiech pełen zadowolenia wygiął jego usta.

Hermiona poczuła ucisk w dole brzucha.

— To była ona, prawda? Twoja dziewczyna, która…

Jego radość momentalnie została zastąpiona pozornie nieodwracalnym smutkiem.

— Tak, to była ona. Wtedy nie byliśmy nawet przyjaciółmi.

Martwiła się, że Scorpius rozbudzi swoje nadzieje, ale obawa, że z nią może być tak samo, nigdy nie przyszła jej do głowy. Najwyraźniej nadal bardzo cierpiał z powodu straty, że Hermiona martwiła się, że…

To nie były zawody, zapewniła samą siebie.

— Chcesz mi o niej opowiedzieć? Powiedziałeś, że to zrobisz.

Gałąź rzuciła cień na jego twarz.

— Nazwała mnie paskudnym, obrzydliwym karaluchem, a potem mnie, kurwa, udekorowała — wyszeptał, unosząc rękę, by zbliżyć usta do jej knykci. — Jestem świadomy, że słuchanie o niej może nie być zabawne. Więc proszę powiedz mi, jeśli kiedykolwiek poczujesz się nieswojo.

Ogarnął ją wstyd. W końcu głupio byłoby czuć, że rywalizuje z duchem.

— Wcale nie. Niedługo będziemy jeść lunch, jeśli chciałbyś do nas dołączyć. Z przyjemnością posłucham historii o czymkolwiek innym. Nie mogę obiecać, że Scorpius podzieli się kanapkami lub, że będzie słuchał, ale…

Wciąż patrzył jej w oczy, gdy ponownie pocałował jej dłoń.

— Z przyjemnością.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

To była tylko kolacja.

Pierwsza randka — nic z czym nie powinna wiązać dużych nadziei, żeby nie doprowadzić się do szaleństwa. Mimo tych wszystkich myśli Hermiona kupiła nową sukienkę w butiku niedaleko księgarni podczas przerwy na lunch. Idealnie leżała, sprawiając, że jej krągłości były widoczne tam, gdzie powinny i musiała przyznać, że koronkowy stanik, który polecił jej ekspedient, dodał jej pewności siebie.

Nikt inny go nie zobaczy, ale gdyby wszystko szło dobrze…

Hermiona stłumiła tę myśl w zarodku, a jej żołądek zacisnął się. Skłamałaby, gdyby chociaż raz o tym nie pomyślała. Draco był bardzo atrakcyjny. Jej spojrzenie czasem zatrzymywało się na nim dłużej niż powinno, jednak nie było wątpliwości, że pozostało niezauważone, ale widziała, że także na nią patrzył. Więc w sumie nie było to aż tak upokarzające.

Draco zapukał do jej drzwi i z rozmachem wyjął kwiaty zza pleców.

Zamykając drzwi, zerknęła do środka, by rzucić okiem na Clarę i upewnić się, że Scorpius nie jest na zewnątrz. Czas na tę rozmowę w końcu nadejdzie, ale nie dzisiaj. Dziś wieczorem zamierzała pozwolić temu mężczyźnie zabrać się na kolację, a Hermiona będzie się z tego cieszyć.

Splatając ich palce, przyciągnął ją do siebie. Biodro Draco lekko uderzyło w jej, a na jego ustach pojawił się uśmiech, gdy zerknął na nią.

— Zagubiona w myślach?

Hermiona uniosła brodę i ścisnęła jego dłoń.

— Jak zawsze.

Słaby wiatr śmignął obok nich, gdy Draco prowadził ich na kolację.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Bez wątpienia to była najlepsza randka, na jakiej kiedykolwiek była. Podczas gdy inni nie przejmowali się zbytnio faktem, że była samotną matką, Draco bardzo cieszyły rozmowy o Scorpiusie. Bardzo interesował się przygodami chłopca i naprawdę było to widać.

Kiedy nauczył się chodzić? Jakie było jego pierwsze słowo? Myślisz, że jest bardzo podobny do ciebie?

O tych rzeczach zawsze chciała porozmawiać, ale zazwyczaj się powstrzymywała. Wspomniała o tym, gdy jedli kolację, z roztargnieniem goniąc widelcem jedzenie po talerzu i nie patrząc mu w oczy. Ale Draco tylko się uśmiechnął i zapewnił ją, że przed nim nie musi niczego ukrywać.

Czuła ulgę, gdy po kolacji poszli na spacer. To był jej pomysł, podsycany faktem, że nie chciała, aby ta noc się skończyła, mimo że każdy krok przybliżał ich do domu.

— Jak tam w pracy?

Przełknął ślinę, muskając kciukiem jej dłoń. Zauważyła, że często to robił, ale nie narzekała.

— Pracowicie — odpowiedział. — Nie mogę ci wiele powiedzieć, ale mają wiarygodnego sprawcę morderstwa.

Hermiona skinęła głową i kosmyk włosów zsunął się z miejsca, gdzie był przypięty.

— To wspaniała wiadomość. A poza tym coś ciekawego?

Otworzył usta, a potem je zamknął.

— Nie.

Unosząc brew, lekko szturchnęła go łokciem w bok.

— Wyduś to z siebie.

— Ja nie…

— Jestem matką. Wiem, kiedy ktoś kłamie. — Hermiona zaśmiała się cicho i obserwowała, jak Draco kieruje wzrok ku niebu. — Nie musisz mi nic mówić, ale po prostu wiedz, że ja wiem.

Draco zachichotał.

— To nic ważnego, ale było źródłem mojej irytacji. Mamy nową stażystkę. Ona głównie zajmuje się dokumentacją, ale z jakiegoś powodu, bez względu dokąd idę — irytacja pojawiła się na jego twarzy — zawsze jest tuż za mną.

Hermiona przysięgła, że to nie zazdrość rozkwitła w jej żołądku i była ponad to.

— Ile ona ma lat?

— Nie wiem. Nie może mieć więcej niż dwadzieścia lat — mruknął, wzruszając ramionami.

— Hmm — zamyśliła się Hermiona. — Cóż, zapewne przywykłeś do takiej uwagi, ale czy powiedziałeś jej, żeby zostawiła cię w spokoju?

Zatrzymał się na środku ulicy, stopując ich oboje. Uśmiechając się, spytał pokornie:

Powinienem być przyzwyczajony do takiej uwagi? Możesz rozwinąć?

Niezbyt. Poczuła suchość w ustach, pomimo próby przełknięcia i spoglądały na nią ciemniejące oczy.

— Szukasz komplementu?

Kącik jego ust drgnął.

— Jeśli jesteś na tyle uprzejma, by mi go podarować.

— Nic dziwnego, że zabiega o twoją uwagę — powiedziała powoli Hermiona, jej serce waliło gwałtownie w piersi. — Jesteś wysportowany. — Nie żałowała, że to powiedziała, ale wiązała się z tym pewna słabość i nerwowość. — Jesteś atrakcyjny i wiem, że o tym wiesz. Po prostu chcesz to ode mnie usłyszeć.

— Przyłapałaś mnie — mruknął Draco, kładąc ręce na jej biodrach, gdy przyciągnął ją trochę bliżej. — Dokładnie tak jest. Czy to czyni mnie próżnym?

— Hmm, nie.

Pochylił głowę niżej, a oczy Hermiony zatrzepotały, gdy się wyciągnęła. Nawet w szpilkach nie była wystarczająco wysoka, by całkowicie zamknąć lukę. Bliskość Draco wywołała dreszcz wzdłuż jej kręgosłupa, a miękkie usta musnęły jej wargi.

Komórka Hermiony zadzwoniła zbyt głośno na środku ulicy. Grzebiąc w torebce, gdy skórzany pasek tak bardzo przeszkadzał, przeprosiła:

— Bardzo przepraszam. To Scorpius. Muszę…

— Nie musisz przepraszać, Hermiono.

Wargi Draco musnęły czubek jej włosów, gdy przyłożyła telefon do ucha.

— Halo?

— Mamusiu, kiedy po mnie przyjdziesz? — spytał Scorpius, dało się wyczuć senność w jego głosie. — Nudzę się.

Hermiona potarła skroń, a frustracja uformowała się w jej brzuchu. Ona i Draco byli tak blisko…

— Niedługo będę. Czy Clara wie, że do mnie dzwonisz?

Zaledwie kilka sekund później w tle rozległ się głoś Clary.

— Scorpius, zadzwoniłeś do matki po tym, jak wyraźnie ci tego zabroniłam?

— Um — jęknął Scorpius.

Szelest, a potem cisza.

— Hermiono? — spytała Clara. — Przepraszam. Powiedziałam mu, żeby do ciebie nie dzwonił, ale i tak to zrobił, jak tylko poszłam do toalety.

Przygryzając dolną wargę, próbując ignorować palce Draco podążające wzdłuż jej kręgosłupa, Hermiona potrząsnęła głową.

— W porządku. Niedługo będę.

Clara westchnęła.

— Coś wam przerwał? — Insynuacja nie pozostała niezauważona, sądząc po parsknięciu, które usłyszała Hermiona oraz Draco. — Zrobił to, prawda? Co za mały gnojek. Cóż, wkrótce się zobaczymy. Miłego wieczoru.

Draco stłumił śmiech.

— Wkrótce się zobaczymy. — Uśmiechając się od ucha do ucha, Hermiona wrzuciła komórkę do wewnętrznej kieszeni torebki. — Nie chciałam szybko kończyć naszego wieczoru.

Założył zabłąkany kosmyk włosów za jej ucho, jego dłoń ociągała się przy tym, zanim chwyciła jej policzek.

— Będą jeszcze inne wieczory — wyszeptał Draco. — A przynajmniej mam taką nadzieję.

To było wszystko, czego brakowało jej podczas innych randek, uświadomiła sobie Hermiona z zadziwiającą przejrzystością.

— Z przyjemnością. — I decydując, że Draco zrozumie jej rozumowanie, postanowiła powiedzieć mu coś innego. — Nie powiedziałam Scorpiusowi, że idę z tobą na kolację. Jest młody i wrażliwy, a ostatnia rzecz, jakiej pragnę, to zdezorientowanie go.

— Oczywiście — odpowiedział cicho. — Jesteś fantastyczną mamą. Nie o tym rozmawiamy, prawda? Jeśli prosisz mnie, żebym nadal zachowywał się normalnie przy Scorpiusie, to nie ma problemu.

Hermiona nie była zaskoczona faktem, że wiedział, o co chce go zapytać, zanim miała ku temu okazję.

— Dziękuję. Martwiłam się, że uwierzysz, że nie traktuję tego poważnie, ale oczywiście bardzo się różnisz od wszystkich, których spotkałam.

— Ktoś mógłby pomyśleć, że jestem trochę zniewieściały.

Głośny śmiech wyrwał się z jej piersi i całkowicie się w nim zatraciła. Według niej brzmiał okropnie, ale Draco nie dał znaku, że miał takie samo wrażenie.

— Masz rację.

Zatrzymali się na końcu ulicy. Jego ręce były wsunięte w kieszenie, podczas gdy ona splatała dłonie, walcząc z chęcią wiercenia się.

— Normalnie odprowadziłbym cię do twoich drzwi, ale wygląda na to, że to byłoby bezcelowe, bo musisz odebrać syna.

— Planowałeś stereotypowo pocałować mnie na werandzie?

Powietrze wydobywające się z jego płuc brzmiało podejrzanie jak na początek śmiechu.

— To zależy od tego, czy nienawidzisz stereotypów.

Hermiona stuknęła się palcem wskazującym w brodę, nucąc, gdy udawała, że się zastanawia.

— W książkach? Bez wątpienia. Ale teraz? Myślę, że z radością bym się na to zgodziła.

Draco zrobił mały krok do przodu, uśmiechając się, gdy spotkała się z nim pośrodku i pochylił się. Cichy dźwięk wydobył się z niej, gdy jego usta przycisnęły się do jej ust, a jego ręce chwyciły jej biodra. Sięgając, by wpleść palce w jego włosy, rozkoszowała się urywanym oddechem, który z siebie wydawał, gdy jej paznokcie drapały jego skórę głowy.

Była prawie pewna, że wyszeptała jego imię, a Draco mógł zrobić to samo. Kręciło jej się w głowie, ale nie zwracała zbytnio uwagi na nic poza jedną z jego dłoni ześlizgujących się po jej plecach i drugą ściskającą biodro.

Kiedy się odsunęła, Draco ponownie opadł na jej usta.

— Przepraszam — sapnął, obejmując jej twarz, zanim się odsunął.

Jego policzki były zarumienione, oczy zamglone, a Hermiona pomyślała, że podoba jej się taki rozczochrany.

Zwłaszcza gdy wiedziała, że ona to spowodowała.

— Nigdy nie musisz przepraszać, że chcesz mnie pocałować.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Zanim rozstała się z Draco, pocałował ją jeszcze cztery razy. A może to ona je inicjowała. Nie była do końca pewna, wciąż kręciło jej się w głowie po najwspanialszej nocy, którą przeżyła od dłuższego czasu.

Delikatnie się uśmiechając, Hermiona zaniosła Scorpiusa do domu, bo wyraźnie zmęczony potykał się o swoje stopy podczas krótkiego spaceru. Ze smugą czekolady w kąciku ust Scorpius spał w najlepsze, gdy posadziła do na biodrze. Nie było to wygodne nawet w najmniejszym stopniu. Jak na swój wiek szybko rósł i był najwyższy z dzieci.

Scorpius bez wątpienia ją przewyższy zanim osiągnie dorosłość — i to była myśl, którą Hermiona natychmiast odepchnęła.

Gdy weszła na górę i do jego pokoju, położyła go do łóżka i przykryła kocem. Włączając lampkę nocną, zostawiła uchylone drzwi.

Hermiona zdjęła sukienkę, walcząc z zamkiem błyskawicznym na plecach. Naciągnęła przez głowę za dużą koszulę i weszła do łóżka tylko w niej i majtkach. Zasnęła niemal od razu.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Korytarz był przewiewny, przenikliwy chłód przenikał jej skórę, gdy pchnęła drzwi od sypialni i ruszyła w stronę kuchni. Powinna była zjeść obiad, ale po ostatnich dwudziestu czterech godzinach nie było wiadomo czy zdoła zjeść cokolwiek.

Gdy skręciła za rogiem, z rękami wciśniętymi w kieszenie wełnianej piżamy, która pożyczyła od Fleur — była na nią za długa — wpadła na twardą klatkę piersiową.

— Cholera.

Oczywiście wszędzie rozpoznałaby ten głos, ale nie tutaj. Nie w Muszelce. Nie w Zakonie…

Hermiona uniosła głowę, wracały do niej wspomnienia o wyłaniającej się posiadłości, pełnej portretów i jeszcze bardziej udekorowanego sufitu.

Krzyczała i krzyczała.

Krzyczała, póki czegoś nie usłyszała, aż ktoś ją wyciągnął. Aportacja była jak przeciskanie przez rurkę. Zwymiotowała na tego, kto ją trzymał.

Stojąc przez nim, Hermiona przypomniała sobie, że to nie był Harry ani Ron.

Przełykając ciężko, spojrzała na niego. Miał cienie pod oczami i wyglądał na bardziej chudego, niż kiedykolwiek widziała. Naprawdę chciała powiedzieć coś innego, uprzejmego, ale nie zrobiła tego.

— Szatańska Pożoga jest niebezpieczna. Jak ją kontrolowałeś? — wymamrotała.

Wzdrygnął się, odwracając wzrok.

— Miałem szczęście. Nie było innych opcji, aby oddzielić nas od Śmierciożerców.

— Uratowałeś mnie.

— Nie dziękuj mi — syknął Malfoy.

Hermiona potrząsnęła głową.

— Jeśli nie mogę podziękować, może pozwolisz mi zrobić coś dla siebie? — zasugerowała, obserwując, jak unosi brew. — Nie wyglądasz, jakbyś coś jadł.

— Mówisz poważnie? — zadrwił.

— Cóż, ja też muszę coś zjeść. — Wzruszyła ramionami. — Więc, jeśli jesteś głodny, będę w kuchni.

Szturchnęła go ramieniem, gdy przechodziła obok.

Malfoy podążył za nią, a podłoga pod nim zaskrzypiała.

_____________________

Witajcie! Pojawiam się tutaj trochę niespodziewanie, ale nie chciałam czekać ze świeżo przetłumaczonym rozdziałem, więc oto jest — świeżutki, pełen emocji i akcji, czyli taki, jaki lubicie (mam nadzieję :D). Końcówka może wydawać się dość dziwna, więc możecie zacząć typować, co tam się wydarzyło i czego to dotyczy, a nóż traficie.

Wiem, że długo mnie tu nie było, ale praca i inne obowiązki kompletnie mnie obciążyły i nie miałam na nic czasu. Jednak teraz będzie trochę luźniej, dlatego postanowiłam, że rozdziały będą się pojawiały co tydzień lub co dwa, w zależności od ilości rzeczy do ogarnięcia. Także mam nadzieję, że w niedługim czasie skończę to tłumaczenie. Następny rozdział planuję dodać 12 czerwca, więc oczekujcie. Edit: kolejny rozdział pojawi się 13 czerwca, z uwagi na inne ważne sprawy.

To tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Enjoy!