[T] Zakazani — Rozdział 4

sobota, 28 lipca 2018

Draco Malfoy zaczął knuć. Chociaż, jeśli byś go zapytał, z pewnością wyparłby się, że był zaangażowany w jakieś niecne plany. Chciał jedynie pobyć sam na sam z Hermioną Granger. W ciągu kilku miesięcy tańczyli wokół siebie na paluszkach, ale pragnął czegoś więcej. Przez ostatnie dwa miesiące posyłali sobie pełne pożądania spojrzenia, a skradzione wspólnie spędzone chwile były dla nich bardzo ważne, chociaż żadne nie chciało tego przyznać. Draco, mając nadzieję na coś poważniejszego, wiedział, że musi zrobić pierwszy krok, ponieważ jeżeli istniałoby jedno słowo opisujące Hermionę Granger, to z pewnością byłoby to upartość. Poza tym musiał udowodnić, że naprawdę mu na niej zależy i z nią nie pogrywa.
Jego wargi wykrzywiły się, gdy w głowie zaświtał mu pewien pomysł. To byłby idealny miks słodkości i seksapilu. Nie chciał być zbyt banalny, ale wiedział też, że nie może jej wystraszyć. Pochylił głowę nad pergaminem, notując, będąc pozytywnej myśli, że jego plan wypali w sobotni wieczór.

***

W sobotni poranek w Wielkiej Sali Hermiona siedziała pomiędzy Ronem a Harrym na samym końcu stołu Gryffindoru. Ron niecierpliwie wkładał wszystko na swój talerz, a Harry leżał na stole zmęczony porannym treningiem quidditcha, który sam o tej godzinie zarządził. Hermiona jęknęła litościwie, zanim położyła dłoń na jego niesfornych włosach, wiedząc, jak bardzo taki dotyk był dla niego kojący. Kilka chwil później Harry niemal mruczał, czując delikatne ruchy palców na swojej głowie.
— Dzięki, Miona — odezwał się stłumiony głos, ale go zrozumiała.
Zmierzwiła w odpowiedzi jego włosy, zanim zaczęła obierać banana. Już miała ugryźć owoc, kiedy zauważyła Malfoya na drugim końcu sali. Wyglądał grzesznie smakowicie, jak zwykle, a jego wzrok spoczął na bananie, który znajdował się kilka centymetrów od jej ust. Hermiona przekręciła głowę w bok, zanim się uśmiechnęła. Ostatnio często to robiła, doskonale wiedząc, jak to działa na niego.
Przysunęła owoc do ust i, utrzymując kontakt wzrokowy, wzięła kęs, bardzo powoli odgryzając go od całości. Nawet z miejsca, na którym siedziała, widziała jego różowy język, którym oblizał usta i podskakujące jabłko Adama, gdy przełykał ślinę. Mrugnęła do niego i odwróciła się, skutecznie przerywając swoją małą grę, decydując się zostawić go w takim momencie. Właśnie miała sięgnąć po naleśnika, kiedy ją zaskoczył głos.
— Więc dlatego ostatnio tak się zmieniłaś.
Harry patrzył na nią zamyślony. Nawet nie zdawała sobie sprawy, kiedy jej palce wyślizgnęły się z jego włosów i że obserwował jej małą… interakcję.
— C-co masz na myśli, mówiąc, że się zmieniłam? — Jej dłonie natychmiast uniosły się, aby poprawić włosy, nie zauważając triumfalnego wzroku na twarzy swojego najlepszego przyjaciela.
— Och, nie pogrywaj ze mną. Może przez większość czasu nic nie ogarniam, ale nawet ja zauważyłem, że moja najlepsza przyjaciółka zmieniła się w jakiegoś rodzaju seksowną boginię. — Uniósł brew, zauważając rumieniec na jej policzkach, szyi i klatce piersiowej, która była częściowo widoczna przez trzy rozpięte guziki.
— Boginię? To gruba przesada, Harry. — Próbowała trzymać się tezy „jestem całkowicie niewinna”, wiedząc, że w obecnej sytuacji nie do końca miało to sens, ale musiała grać na czas.
Harry potrząsnął swoimi rozwichrzonymi włosami.
— Och, weź, Hermiono, nie obrażaj mnie w ten sposób. Jednego wieczoru patrolujesz samotnie korytarz, a następnego dnia, tak, zauważyłem, kiedy to się zaczęło, twoje ubrania się zmieniły, zaczęłaś się malować i praktycznie emanujesz pewnością siebie. To nic złego, Boże broń, właściwie cieszę się, widząc cię w takim stanie, ale przyznam, że zastanawiałem się, kto to spowodował i teraz już wiem. — Rzucił w jej kierunku lekki uśmiech, zaskakując ją tym.
Hermiona zastanawiała się nad możliwościami, jakie miała. Z jednej strony wydawało się, że ona i Draco nie byli tak cwani, skradając się, jak myślała i nawet jeśli Harry się czegoś domyślał, to nie mogła tego ignorować. Z drugiej strony była zaniepokojona faktem, w jaki sposób mógłby zareagować, gdyby poznał, że jej uczucia sięgają głębiej niż żartobliwy flirt, w którym teraz trwali. Niechęć, którą żywili do siebie Harry i Malfoy, była wszystkim doskonale znana i dziewczyna wiedziała, że nie powinna nawet myśleć o tym, jak na ten związek patrzył jej przyjaciel.
Zdecydowała się wyznać prawdę. Pewnego dnia i tak by to wyszło. Lepiej, żeby usłyszał to od niej niż od szkolnych plotkar, które były gorsze niż redaktorzy Proroka Codziennego.
Odchrząknęła i powiedziała:
— Masz rację, tamtej nocy coś się wydarzyło.
— Coś, co dotyczy pewnej blond fretki, Hermiono? — Spojrzenie, które jej rzucił, usunęło wszelkie wątpliwości i miała nadzieję, że wyjdzie z tego obronną ręką, nie zdradzając tożsamości Draco.
Zdołała jedynie przytaknąć, a Harry musiał zauważyć panikę, która pojawiła się na jej twarzy, dlatego pospiesznie dodał:
— Spokojnie, Miona, nie zamierzam go wyzwać na pojedynek ani zabić podczas snu, tylko dlatego, że coś dziwnego dzieje się między wami. Szczerze mówiąc, nie lubię go, ale bądźmy szczerzy — kto lubi? Jednak wiem, że masz własny rozum i wiesz, jak powinnaś postępować.
Wyraźnie odetchnęła z ulgą, zanim pochyliła się do przodu — siedziała na ławce, a jej brzuch napierał na stół — i mocno go przytuliła, próbując przekazać, jak bardzo jest wdzięczna za bezwarunkową akceptację tego czegoś, co łączyło ją z Malfoyem. Harry chętnie odwzajemnił uścisk, po czym się odsunął.
— Jedno pytanie: czy jesteś ostrożna? Nie muszę opowiadać ci o kociołku i różdżce? — Zdecydowanie uśmiechnął się do niej, a rozbawienie błysnęło w jej oczach.
— HARRY! — krzyknęła, z powodzeniem zwracając uwagę połowy uczniów Gryffindoru, którzy wpatrywali się w nich, zastanawiając się, o czym rozmawiało Złote Trio. Cóż, w obecnej chwili Duo, ponieważ trzeci członek tej małej grupy napychał usta czymś, co wyglądało jak… ciastka z kremem? Hermiona potrząsnęła głową.
Harry roześmiał się, pocierając jej czoło i unikając ręki, która przeleciała, aby uderzyć go w pierś. Nadal, śmiejąc się, powiedział:
— Czemu tak się martwiłaś? Chodzi mi o to, taa, wiem, że nie jestem jego największym fanem, ale nie jestem też ochroniarzem, o którego powinnaś się martwić. — Zerknął na rudzielca po prawej stronie. Musiała przyznać, że miał rację.
— Cóż, tak, ale nie wiem. Nie jestem pewna tego, co się dzieje. Nie chciałam nic mówić, dopóki sama tego nie rozwikłam. Nie zdawałam sobie sprawy, że jesteś tak nietypowo spostrzegawczy. — Spojrzała na niego podejrzliwie, ponownie go rozśmieszając.
— Cuda się zdarzają, Miona. I naprawdę myślałaś, że niczego nie zauważę, nawet widząc to, jak wzajemnie rozbieracie się wzrokiem? Cholera, jestem zaskoczony, że nic spontanicznego z tego jeszcze nie wyszło.
Hermiona znowu się zarumieniła, decydując się nie odpowiadać i wróciła do zapomnianego śniadania. Gdy miała wziąć naleśnik, ponownie jej przerwano. Fuknęła z irytacją. Czy nie będzie jej dane dzisiaj zjeść?
Tym razem była to standardowa brązowa sowa z listem uwiązanym na lewej nodze. Rzuciła zdezorientowane spojrzenie Harry’emu, którego twarz odzwierciedlała jej samą minę, po czym odwiązała list, dając sowie kawałek bekonu, wąchającej go, zanim zjadła i odleciała.
Rozbawiona rozwinęła pergamin. Jej oczy zauważyły schludne i elegancko napisane słowa. Brwi podskoczyły, gdy zaczęła czytać wiadomość.

Droga Granger,
Czy mogłabyś zaszczycić mnie swoją czarującą osobowością dziś o dwudziestej nad Wielkim Jeziorem?
Zbyt banalne? Też tak myślałem, ale co mogę powiedzieć? Dziewczyna tak piękna jak Ty powinna być traktowana w odpowiedni sposób. (Prawie poczuła uśmiech, który pojawił się na jego twarzy podczas pisania tego fragmentu.)
Nie musisz się martwić o kolację, przygotuję coś. Nie bój się, nie otruję Cię.
Przynieś kostium kąpielowy. Myślę, że docenisz to, co chcę Ci pokazać. Poza tym, co przygotowałem, możesz interpretować moje słowa, jak tylko zechcesz.
Czekam na Ciebie o ósmej.
Twój skromny wielbiciel (obiecuję, że dzisiaj wynagrodzę Ci ten ckliwy liścik).

Ręka pojawiła się znikąd i złapała pergamin, a ona przez szok zarejestrowała tylko parsknięcie Harry’ego. Chwilę później oburzyła się i jednocześnie poczuła, jak zamiera, gdy uświadomiła sobie, że Harry najprawdopodobniej przeczytał zawartość listu.
Szybko odbiła pałeczkę.
— Tylko dlatego, że nie robisz hałasu z tego powodu, nie oznacza, że możesz czytać coś tak prywatnego jak list, Harry Potterze!
Harry, w końcu, rzucił spojrzenie pełne poczucia winy, gdy oddawał jej pergamin.
— Przepraszam, Miona. Nie wiedziałem, że fretka zamierza złożyć ci taką propozycję! — Parsknęła, słysząc jego słowa. — Wiesz, że mam rację. Przygotowuje coś do jedzenia, chce ci coś pokazać? Daj spokój, to klasyka z „Dwunastu sposobów na czarownicę”. — Zobaczył jej uniesioną brew i przełknął ślinę, dodając: — N-nie żebym wiedział, co jest w tej książce, ponieważ nigdy jej nie przeczytałem. Dobrze mnie znasz i wiesz, że nie czytałbym takich bzdur.
Hermiona uniosła tylko jeszcze wyżej brwi, nawet przez sekundę nie wierząc w jego słowa. Odwróciła się do stołu Slytherinu i poczuła się nieco rozczarowana, że Malfoy już wyszedł.
Cóż, zobaczy się z nim wieczorem, już nawet wiedziała, który ze swoich kostiumów kąpielowych założy. Zdecydowanie nie planowała mu tego ułatwiać. Gdy o tym myślała, na jej ustach pojawił się diabelski uśmieszek.
— Wiesz, Miona, dam ci radę od najlepszego przyjaciela dla najlepszej przyjaciółki. Proszę, nie uśmiechaj się tak szatańsko, jeśli chcesz zdobyć czyjeś serce, niezależnie blond fretki lub kogoś innego.
— HARRY JAMESIE POTTERZE!

***

Draco odsunął się od bukowego drzewa, o które się wcześniej opierał, otrzepując dłonie, gdy zauważył idącą w stronę Czarnego Jeziora Hermionę. Ubrała się w prosty fioletowy top i krótką czarną spódnicę pokazującą jej zgrabne nogi.
Kiedy zatrzymała się przed nim, ukłonił się głęboko i wystawił dłoń.
— Moja pani.
— Jesteś takim głupkiem, Malfoy — parsknęła, ale mimo to złapała go za rękę.
— Zignoruję to, co powiedziałaś — odrzekł dojrzale.
Po krótkiej chwili puścił jej dłoń i zaczął zdejmować ubranie, zanim Hermiona się wtrąciła.
— Co według ciebie będziemy robić?
— Myślałem, że coś zjemy. Chyba że chcesz zrobić coś innego… — sapnął, uśmiechając się.
— Malfoy! Chodziło mi o to, dlaczego się rozbierasz? Zgłodniałam, ale nie chciałabym widzieć czekolady spływającej w dziwne miejsca, gdy będę jadła. — Uniosła wysoko brwi.
W tym momencie Malfoy nawet się nie zająknął:
— Ależ oczywiście. Naprawdę myślałaś, że będziemy jeść nago? To byłoby… niesamowicie niezręczne. Dlatego poprosiłem, żebyś przyniosła kostium kąpielowy. Masz go, prawda? — Zerknął na nią podejrzliwie, nie widząc niczego w dłoniach dziewczyny.
Hermiona uśmiechnęła się do niego, a w oczach błysnęła złośliwość i postanawiając z nim pogrywać, szybko zdjęła fioletową bluzkę. Potem sięgnęła w dół i pociągnęła spódnicę, rzucając nią niedbale w stronę drzewa. Rozplotła kok, który nosiła cały dzień, potrząsając głową, aby uwolnić loki. Podniosła głowę i zobaczyła Malfoya patrzącego na nią błyszczącymi szarymi oczami i szeroko otwartymi ustami.
Naprzeciwko niego Hermiona przekształciła się z trochę dziwnej uczennicy w przepiękną wiedźmę. Na jej klatce piersiowej znajdował się materiał bez ramiączek… który ledwo zasłaniał jej piersi. Biel kontrastowała ze wspaniale opaloną skórą. Dół stroju również był biały. Przypominał proste majtki, które często nosiła Pansy, gdy wślizgiwała się do jego sypialni. Oczywiście, strój Hermiony był seksowniejszy niż ten pomarszczony, który nosiła Pansy.
— C-co ty masz na s-sobie? Nie przejmujesz się tym, że ktoś może cię zobaczyć? — przeklął siebie za jąkanie, mając nadzieję, że dziewczyna nic nie powie.
— Dlaczego? Czujesz się zgorszony, Draco? — Podeszła do niego, zatrzymując się niemal przy klatce piersiowej. — Nigdy wcześniej nie widziałeś dziewczyny w bikini? — Przesunęła palcem po skórze, odsłoniętej przez rozpiętą koszulę. Zadrżał pod jej dotykiem.
— To będzie twoja przyjemność tego wieczoru, czyż nie?
Jej palce zacisnęły się na pasie spodni, a druga ręka sięgnęła, by rozpiąć guzik. Draco nie mógł zrobić nic oprócz stania nieruchomo, gdy jej palce szybko rozpinały jego spodnie. Dosłownie moment później poczuł fragment szorstkiej tkaniny, ślizgającej się po nogach, a potem powiew chłodnego powietrza. Zorientował się, że dziewczyny nie było przed nim, ale jej usta znajdowały się… tam. Draco poczuł, że z jego płuc uchodziło całe powietrze, a jemu zaczynało brakować tchu, gdy poczuł powietrze wydmuchiwane z jej małych ust, w jej policzkach utworzyły się dołeczki i wyobraził sobie ją w takiej pozycji w innym miejscu bez dzielących ich ubrań i bez kolacji czekającej na nich i bez najmniejszej szansy, że ktokolwiek im przeszkodzi. Czuł, jak twardnieje, jednak myśl o złowieszczym uśmiechu na twarzy Hermiony powodowała, że odzyskał trochę kontroli i zmusił się, do pozbycia erekcji. Biorąc głęboki oddech, chwycił uśmiechniętą czarownicę, klęczącą u jego stóp, patrząc na to, czego dokonała, i pomógł jej wstać.
Potknęła się lekko, gdy została pociągnięta, ale nadal się uśmiechała. Spojrzała na zarumienioną twarz Malfoya, próbując powstrzymać śmiech. Wyglądał uroczo! Właśnie na taką reakcję miała nadzieję, gdy zobaczy ją w bikini. Oczywiście miała także kostiumy jednoczęściowe, ale gdy przypomniało jej się zgorszone spojrzenie Molly Weasley, które ta rzuciła jej, kiedy Hermiona nosiła bikini, szybko zorientowała się, że takie stroje nie były powszechne w czarodziejskim świecie. To kolejne dziwactwo, któremu próbowała się przeciwstawić, pomimo tego, że mogła doprowadzić do zawału matkę swojej najlepszego przyjaciela. Nawet Ginny była zszokowana, gdy zauważyła Hermionę w stroju, który przysłała jej matka. Zaintrygowana, ale zszokowana.
Wyrwała się z myśli, gdy zobaczyła, że Draco odzyskał kontrolę i zdjął już spodnie, starannie je składając i kładąc koło drzewa. Odwrócił się do niej, ponownie wystawiając dłoń. Bez wahania ją chwyciła, ponieważ z jakiegoś dziwnego powodu ufała mu. Miała także różdżkę na wysokości swojego uda, co zapewniało inny poziom wygody*.
Draco trzymał mocno jej miękką dłoń, prowadząc ją na brzeg jeziora. Kiedy tylko poczuł wodę, odwrócił się i powiedział:
— Trochę dalej znajduje się pewne miejsce. Odkryłem je, gdy chciałem… uciec. Musimy jednak kawałek przepłynąć. Wchodzisz w to?
Hermiona przekrzywiła głowę, wyglądając jak mały szczeniak, ale potem powoli skinęła głową.
Szczery uśmiech rozświetlił jego twarz, widząc jej zgodę i spojrzał na jezioro, cały czas trzymając jej dłoń.
Hermiona zadrżała lekko, gdy dotknęła stopami zimnej wody. Miała odpowiednią temperaturę, ale lekka bryza unosząca się w powietrzu sprawiała, że wydawała się o wiele chłodniejsza. Kiedyś, w czasach dzieciństwa, pływała w stawach i jeziorach, więc temperatura wody nie powinna mieć dla niej znaczenia. Nie wiedziała, że można pływać w Czarnym Jeziorze, bo gdyby miała tę informację, z pewnością zrobiłaby to już dawno temu. Patrząc na bladego blondyna obok niej, lekki uśmiech na jego ustach i figlarny błysk w oku, przeszło jej przez myśl, że to chyba jednak niedozwolone. Dziwne, ale to jej nie przeszkadzało. Jeśli już, to trochę podniecało. Znowu potrząsnęła głową, co ostatnio robiła dość często i zauważyła, że była prawie po szyję w wodzie**.
Poczuła, jak pociągnął ją za rękę i spojrzała w prawo. Malfoy kiwnął głową, biorąc głęboki oddech i puszczając jej dłoń, płynął przodem. Zamiast natychmiast ruszyć za nim, stała tam przez chwilę, obserwując go. Jego silne, umięśnione ramiona przecięły wodę w potężnych uderzeniach, a blada skóra lśniła w świetle księżyca. Zamknął oczy i nie otworzył ich, nawet gdy znalazł się nad wodą. Zupełnie jakby znał to miejsce, co — jak sądziła — skoro je odkrył, było bardzo możliwe. Gdy płynął, wyglądał… spokojnie. Nie miała lepszego słowa, które by go opisywało w tamtym momencie. Nagle zatrzymał się i popatrzył na nią, potrząsając głową, aby odsunąć włosy przyklejone do twarzy. Uniósł pytająco brwi, jakby chciał spytać, dlaczego dziewczyna nadal tam stała, a ona przeklinała go za to, że gapił się na nią jak zakochany głupiec i natychmiast podpłynęła do miejsca, w którym się znajdował.
Zdawało się, że płynęli przez długi czas, chociaż w rzeczywistości było to tylko pięć minut. Ich ruchy zsynchronizowały się i w chwili, gdy dotknęła stopami twardego gruntu, poczucie nieważkości zniknęło. Obok niej Draco przeczesał dłonią włosy, próbując je poskromić, jednak i tak wywinęły się w różnych kierunkach.
Roześmiała się i podeszła bliżej.
— Wiesz, z takimi włosami wyglądasz jak Harry.
Jej dłonie szybko zajęły się buntowniczymi pasmami i wykorzystała umiejętności zdobyte przez lata.
— Nie obrażaj mnie, Granger — mruknął Draco.
Hermiona pokręciła głową. Ci dwaj nigdy się nie dogadają, niezależnie od tego, co by zrobiła.
Odsunęła się i odwróciła, spoglądając na otoczenie. Jej usta mimowolnie się otworzyły i wydobył się z nich zduszony jęk. Znajdowali się na pięknym terenie otoczonym drzewami. Na pośrodku polany leżał mały koc z koszem piknikowym obok. Na gałęziach wisiały palące się lampki Wyglądało to wspaniale i nie mogła się powstrzymać przed pochwaleniem Draco Malfoya, że zrobił to wszystko dla niej, zwykłej Hermiony Granger.
Odwróciła się do Mal-Draco, poprawiła samą siebie, stojącego z wahaniem wypisanym na twarzy, co wyglądało dość przykro. Dostrzegła, że zamartwia się faktem, iż nic nie powiedziała.
Draco trzymał się za nią, gdy podeszła zobaczyć, co przygotował. Był niespokojny. Zazwyczaj nie denerwował się przy dziewczynach, ale zdał sobie sprawę z tego, że Hermiona Granger była tą, której należało się więcej niż tanie wino i szorstkie łóżko. Byli wrogami od chwili, gdy po raz pierwszy ją ujrzał, dlatego też nie wyobrażał sobie, że kiedykolwiek mógłby coś takiego dla niej zrobić. Los jednak lubił sobie z nimi pogrywać i tak o to stali tutaj oboje, a on czuł suchość w ustach i pocące się dłonie, gdy oczekiwał na jakiekolwiek słowa z ust dziewczyny.
Nagle pojawiła się przed nim burza brązowych loków, opalona skóra, białe paski. W jednej chwili jego spocone dłonie błądziły po jej ciele. Stwierdził, że uwielbiał trzymać ją w swoich ramionach. Poczuł coś niewiarygodnie słodkiego na swoich wargach, a oczy automatycznie się zamknęły, gdy poczuł fajerwerki wybuchające w jego ciele. Ogień powoli rozprzestrzeniał się wewnątrz niego, zaczynając od pępka i stwierdził, że nie może tego stracić, że to uczucie nie może się skończyć.
Hermiona poczuła, jak dłonie Draco zsuwają się w dół jej pleców, aby złapać za tyłek. Jęknęła, identyfikując promieniujące od nich ciepło. Palce wplotła w blond włosy, bezboleśnie za nie pociągając. Nagle odsunął się od niej i westchnęła, biorąc głęboki oddech. Wkrótce dotknęła ustami szyi blondyna, gryząc i ssąc znajdującą się tam skórę. Jęknął, a uczucie głęboko w jej brzuchu wzmogło się, gdy usłyszała ten dźwięk. Nie była rozczarowana. Po minucie lub dwóch odsunęła się, aby podziwiać swe dokonania. Jasne, złośliwe, czerwone znaki pokrywały jego poprzednio nieskalaną skórę, dlatego ostatni raz pocałowała go powyżej obojczyka, zanim uwolniła się z jego objęcia. Gdy tylko znalazła się w bezpiecznej odległości od upojnego ciała, poczuła zalewający ją rumieniec. Co się z nią działo? Doszło do niej, jak bardzo Draco się postarał i ile włożył w to wysiłku, co powodowało, że coś ją opętało.
Draco zakręciło się w głowie. Poczuł gorące usta na swojej szyi, a potem bardzo szybko zniknął ciężar w jego ramionach. Powoli otworzył oczy, aby zobaczyć, że Hermiona stoi przed nim, zaciskając palce na pasku materiału na biodrze. Przez dłuższą chwilę zerkał na nią z uśmiechem na twarzy. Zrobił dwa kroki w przód i objął ramionami zaskoczoną czarownicę, obejmując ją i pochylając się nad nią. Poczuł, że powoli otacza go ramionami, a jej zmieszanie wydaje się widoczne w cichej nocy. Podniósł ją, ignorując zaskoczony krzyk i obracając wokół. Po kilku sekundach dziewczyna zaczęła się śmiać, a wkrótce on także zrobił to samo.
Nie wiedziała, skąd pochodziła ta nagła radość, ale nie zamierzała narzekać. Taka stronę Draco to miła odmiana. Nie wydawał się taki zły, kiedy nie szydził i rzucał rasistowskimi określeniami. W rzeczywistości był kimś, z kim mogłaby dorastać. Idealnie balansował swoim zimnem jej ogień. I nawet jeżeli ta myśl była zaskakująca, zdecydował się, że dany czas wykorzysta jak najlepiej, ponieważ, cóż… Była jedna rzecz, którą na pewno nauczył ją magiczny świat — życie było zbyt krótkie, by przejmować się przeszłością i nieszczęściem.
Poczuła, że powoli opuścił ją na ziemię. Dyszała z powodu ciągłego śmiechu, ale widząc, jak Draco zgina się z tego samego powodu, była szczęśliwa.
Była szczęśliwa.
Wstrząsnęłoby to nią i z pewnością przeraziło, gdyby nie zaakceptowała wcześniej faktu, że kiedyś do tego dojdzie.
Właśnie świadomość, że Draco Malfoy ją uszczęśliwiał, spowodowała, że chwyciła jego dłoń i pociągnęła do czekającego kosza piknikowego.
— Czy będziemy tutaj stać i się śmiać jak osły, Malfoy? Bo nie wiem jak ty, ale ja jestem trochę głodna.
Kiwnął głową, gdy dotarli do koca, a on niespodziewanie zachichotał. Usiadł, krzyżując nogi i pochylając się do przodu, aby zdjął przykrywający jedzenie ręcznik. W środku było wiele smakołyków: klasyczne, w co najmniej czterech rodzajach, kanapki przecięte na trójkąty, sałatka makaronowa, kawałki kurczaka, mrożone czekoladowe truskawki, mini ciasta czy tarta cytrynowa. Były tam także inne potrawy, które ledwo pamiętała i których nigdy nie mogła nauczyć się z nazw.
Zaskoczona uniosła wzrok.
— Ty to przygotowałeś?
Jego prawa ręka powędrowała za plecy, a policzki zaczerwieniły się.
— Tylko deser. Lubię piec i mam nadzieję, że są dobre, ale jestem beznadziejny w gotowaniu czegokolwiek innego. Matka zajmowała się pieczeniem, a ja jej w tym pomagałem, zanim poszedłem do Hogwartu. Koszmarem było przekonać skrzaty, żeby pozwoliły nam wejść do kuchni, ale i tak było warto, zwłaszcza gdy jednego razu oboje byliśmy pokryci mąką. Ojciec wszedł, pokręcił głową z irytacją i wyszedł. Po raz pierwszy opadła mu szczęka. Nie sądzę, że kiedykolwiek widziałem, aby tak stracił równowagę jak tamtego dnia. — Roześmiał się, kiedy sobie o tym przypomniał, a Hermiona zastanawiała się, czy to światło księżyca sprawiło, że jego twarz wyglądała bardziej anielsko. Zamrugała pod wpływem zajmującej mózg myśli i przeklęła się za to, że odpłynęła.
Od razu wzięła jedną z cytrynowych tart i z jej ust wydobył się jęk, gdy zaczęła jeść.
— To niebiańskie, Draco. Masz nadzieję, że są dobre? To istny orgazm! — Teraz ona się zarumieniła, słysząc swoje słowa, które zostały zarejestrowane, więc odwróciła głowę.
Draco roześmiał się na jej uwagę i wziął kanapkę z grillowanym kurczakiem. Odchylił się i patrzył na Hermionę, konsumującą swój kawałek tarty, który rozpadał się w dłoniach i żałował, że nie mogą na zawsze zostać w tej chwili — bawiąc się, nie wspominając o jego idiotycznej przeszłości i działaniach, żadnym z jej idiotycznych przyjaciół, tylko patrząc na siebie nawzajem. Właśnie tego pragnął. Cóż, tego i odrobiny nieprzyzwoitości, ale był pewien, że to otrzyma z czasem.
Gdy ich przyjemna kolacja dobiegła końca, mieli okazję lepiej się poznać. W przeciwieństwie do tego, w co wcześniej wierzyła, w rzeczywistości nie był wyniosłym, starym Ślizgonem. Miał bardzo suche poczucie humoru, które mogłoby cię przytłoczyć, jeśli nie byłbyś do tego przyzwyczajony. Wolał samotność, dlatego dormitoria Ślizgonów były dla niego odpowiednie, bo każdy uczeń otrzymywał własny pokój. Cóż, to sprawiło, że Hermiona poczuła się zazdrosna, ponieważ sama pragnęła ciszy i spokoju, a dziewczyny z pokoju zaczynały ją przytłaczać. Tak dobrze się bawili, że zapomnieli o tym, iż są skąpo ubrani, co na początku wydawało się bardzo niezręczne. Wkrótce skończyli jeść i kosz zniknął. Rzucali sobie spojrzenia i po krótkiej chwili ciszy, Hermiona się odezwała.
— Och, pieprzyć to — jęknęła i niemal wpadła na zaskoczonego blondyna. Upadł na plecy, a jej nogi owinęły jego talię. — Oboje wiemy, dlaczego tu się spotkaliśmy, więc nie udawajmy nieporadnych nastolatków, dobrze?
Wpiła się w jego usta, kładąc jedną rękę na jego szyi, a drugą na nagiej klatce piersiowej. Zadrżał, co spowodowało, że wibracje przeszły całe jej ciało, kiedy ją obrócił i to teraz ona leżała na ziemi. Podparł się jedną ręką, wplatając palce w jej kręconą grzywę. Druga krążyła po odsłoniętym biodrze, pozostawiając gorący szlak.
Po krótkiej sesji całowania postanowił przejść dalej — jego palce zaczęły bawić się wiązaniami biustonosza. Przez chwilę zawahał się, nie wiedząc, czy powinien to zrobić, co w gruncie rzeczy wydawało się nieco śmieszne. Wiedział przecież, że zrobienie minetki Hermionie w klasie eliksirów było znacznie gorsze, ale zdjęcie biustonosza było bardziej intymne i nie wiedział, czy ona by się na to zgodziła. Gdy walczył ze sobą, zastanawiając się nad kolejnym krokiem i omal przy tym nie wpadając w panikę, poczuł małą dłoń na swojej i chwilę później jego ręka dotykała gorącej skóry, a nie materiału. Spojrzał w górę i zobaczył Hermionę, która wpatrywała się w niego ze zdenerwowaniem i podnieceniem jednocześnie. Kiedy zagryzła wargę — Merlinie, dopomóż! — nie mógł się powstrzymać przed złapaniem ciemnego sutka w usta. Ssał go lekko, wywołując przyjemne jęki z ust czarownicy, obecnie znajdującej się w jego ramionach, podczas gdy on przytrzymywał jej wyginające się w łuk plecy.
Zajął się drugą piersią, która idealnie mieściła się w jego dłoni, jak gdyby była do tego stworzona. Palce naprzemiennie drażniły i zaciskały twardniejący sutek, a usta nadal ssały i gryzły przeciwną stronę.
Hermionę wypełniała rozkosz. Zamknęła oczy, twierdząc, że cisza i brak spojrzeń wzmogą przyjemność ogarniającą jej ciało. W środku uniesienia przemknęła jej myśl, że nic nie daje z siebie, tylko bierze, więc otrząsnęła się. Dłonie, które bezużytecznie miała rozłożone, szybko przesunęły się po klatce piersiowej Draco, pozwalając jej poczuć imponujące umięśnienie, ale bardziej zaintrygowało ją to, że sama mogła go dotknąć. Jej palce stykały się ze szlakiem delikatnych włosów i odruchowo w oczekiwaniu polizała usta. Lewą dłonią nie zaprzestawała ruchów na jego torsie, a prawą szarpnęła za kąpielówki, przez które była widoczna jego erekcja. Masowała imponujące mięśnie, które wyczuwała pod palcami, zanim szybko ściągnęła spodenki, chcąc doświadczyć rozkoszy bez dzielących ich ubrań.
Oczy Draco otworzyły się szeroko i przełknął ślinę, gdy poczuł drobne palce ślizgające się po jego klatce piersiowej i… niżej. Nie odważył się mieć nadziei, że będzie w stanie powstrzymać jęk, gdy te same palce owinęły się wokół jego męskości i powoli zaczęły ruszać. Uniósł głowę z zagłębienia między piersiami, spojrzał na Hermionę, a potem pocałował mocno w usta, dalej na niej leżąc. Po chwili jednak Draco delikatnie rozwinął jej palce i rozsunął nogi.
Spojrzał na nią, czując, że lekko się spięła, kiedy lekko się zsunął.
— Nie zrobię tego, jeśli mi nie chcesz.
Widziała szczerość na jego twarzy, ale pożądanie nią zawładnęło i tak cholernie tego chciała, że skinęła głową i ułożyła się, czekając na eksplozję fajerwerków, którą zapewne spowodują jego usta i nie zawiodła się. Minutę później, poczuła mokry i gorący język na wargach sromowych, a potem zawirowanie w żołądku i zacisnęła swe pięści, gdy przyjemność zmieniła się w ognistą falę. Czuła, że pracuje pomiędzy jej udami. W jego włosy wplotła palce, przybliżając do siebie. Zastanawiała się, czy ktoś ktokolwiek pomyślał, że jedno spotkanie i nagła brawura na pustym korytarzu doprowadzi do tego.
Gdy język drażnił jej łechtaczkę, krzyknęła, a białe plamy błysnęły w oczach, gdy ogarnął ją orgazm i chciała, aby trwał, i trwał, i trwał....
Jednak wszystko, co dobre, kiedyś się kończy i gdy trochę się otrząsnęła, podniosła wzrok, by zobaczyć jego spuchnięte i nabrzmiałe usta i lekko wilgotną brodę, ale szeroko się uśmiechał, więc usiadła, popchnęła go, by wspiąć się na niego.
— Twoja kolej, ogierze.
Ścisnęła go, aby podkreślić swój punkt widzenia.
I gdy ich namiętne krzyki mieszały się w nocy, jedyną rzeczą, która przeszła przez ich myśli, było, że to zbliżenie nie będzie tylko przelotną przygodą, jednak bardzo się cieszyli, że ich mała gra miała takie przyjemne zakończenie.

* Hermiona miała na sobie bikini, więc mało prawdopodobne, że znalazła miejsce na różdżkę. Autorkę poniosła trochę fantazja.
** To dość nierealne, żeby nie zauważyć tak oczywistego faktu. Kolejny błąd autorki.
________


Witajcie :) w sobotnie popołudnie publikuję ostatni rozdział tej krótkiej choć intensywnej historii. Mam wielką nadzieję, że taki obraz naszej dwójki w jakiś sposób Was nie gorszy. Ta część to taka wisienka na torcie i pomimo fantazji autorki udało nam się poprawić ją do tej wersji. Bardzo dziękuję betom za świetną robotę i wsparcie. Wam czytelnikom za komentarze i miłe słowa. Byłoby mi niezmiernie miło, gdybyście skomentowali także ten rozdział, bo ostatnio jest ich coraz mniej pomimo wakacji.
Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego weekendu. Enjoy!

Rozdział 18: Wszystkie zakończenia są początkami

piątek, 20 lipca 2018

Rozdział betowały: Princess Expecto, Katja

Wczesnym rankiem powietrze było bardzo zimne, więc owinąłem kocem swoje trzęsące się ciało. Przetoczyłem się na plecy i spokojnie spałem. W zamku było cicho, mogłeś usłyszeć upadającą szpilkę. Cóż, czego można się spodziewać o trzeciej nad ranem? Konkursu w Limbo? Tańca Conga? Wszyscy są w łóżkach i śpią. Drgnąłem, gdy zrozumiałem, że moje nogi są wystawione na chłodne powietrze, więc schowałem je pod koc i powoli otworzyłem oczy.
Po kilku minutach zapamiętałem każdą szramę i pęknięcie na suficie. Nie mogłem zasnąć. Od tamtego dnia na boisku słowa Neville’a nie opuściły mojego umysłu.
— Hmm, wschód słońca. Nigdy o tym nie pomyślałem. Hermiona nigdy nie powiedziała mi czegoś tak osobistego.
Ponownie westchnąłem i zacząłem podziwiać upiorną mgiełkę wydobywających się z moich ust.
Potem usłyszałem coś. Ciche skrzypnięcie.
I kroki. Ciche kroki, których prawie nie słyszałem, ale ponieważ było bardzo cicho, dotarły do mych uszu. I znowu. Uderzenia na drewnianej podłodze. Potem inny dźwięk. Kliknięcie zamka. Szybko sięgnąłem po różdżkę i usiadłem. Zmroziło mnie, kiedy drzwi powoli się otworzyły. Machnąłem różdżką i krzyknąłem:
— Drętwota!

— Ogłuszyłeś nas, Malfoy! Cholera, ogłuszyłeś swoich niewinnych przyjaciół!
— Kto o zdrowych zmysłach wchodzi do mojego pokoju o trzeciej nad ranem, ubrany w długi, czarny płaszcz i szepcze moje imię przerażającym głosem?
Moi cholerni przyjaciele, oczywiście. Więc teraz siedzę w dormitorium Prefektów Naczelnych razem z tumanami, których nazywam swoimi przyjaciółmi. Słyszałem, że ona cały dzień siedziała w dormitorium dziewczyn. Ech.
Wpatrywałem się w nich zirytowanym wzrokiem.
— Co do cholery, chłopaki? — zapytałem, a oni jęknęli.
— Cóż, przepraszamy. Nie wiedzieliśmy, że nas ogłuszysz zamiast być wdzięcznym za tak miły gest z naszej strony.
Uderzyłem się w czoło.
— Miły gest? Weszliście do mojego pokoju przebrani za śmierć. W jaki sposób to miało być miłe?
Popatrzyli na mnie i powiedzieli:
— Martwiliśmy się i przyszliśmy tutaj, żeby ci pomóc. Zrobiliśmy to, bo jesteśmy bardzo dobrymi przyjaciółmi i tak bardzo cię kochamy.
Przewróciłem oczami.
— A co planowaliście robić?
Uśmiechnęli się i przybliżyli do mnie.
— Chcieliśmy dać ci coś, co mogą tylko prawdziwi przyjaciele.
Jęknąłem. Cokolwiek mogliby mi dać, zapewne jest głupie, straszliwe lub bliznowate. Albo wszystkie z powyższych. Twoi przyjaciele zapewne dają ci fajne prezenty, takie jak misie, ale moi? Och nie. Pamiętaj, że przyjaźnię się z Blaise’em Zabinim, Harrym Potterem i Ronem Weasleyem. Oni nie są fajni. Robią tylko głupie rzeczy. Och, szkoda mi siebie. Co teraz wymyślili?

Przemowa motywująca.
— Przyszliście tu i wystraszyliście, żeby mnie zmotywować?
Najwyraźniej tak. Ech. Mówiłem ci, że to będzie coś głupiego albo bliznowatego.
Opadłem na sofę, patrząc z niedowierzaniem na ich twarze.
— Panowie… dlaczego? — zapytałem rozpaczliwie, próbując ich przekonać, że to zły pomysł. Cóż, oni wszyscy mieli mózgi z grochu, jedynie zachichotali i zaciągnęli mnie do mojego pokoju, gdzie miałem czekać, aż ktokolwiek z nich przyjdzie.
Zanim zdążyli wyjść z pokoju, Blaise powiedział mi:
— Nie martw się, Draco. Będzie zabawnie! To świetny plan! Harry pomyślał o wszystkim…
Och, to pomysł Harry’ego. Tak przypuszczałem.
— Powiedz mi, Potter, jak właściwie się urodziłeś? Czy twoi rodzice przypadkowo bądź celowo uderzyli tobą w mur?

Gdzieś

Lilllllllly! On coś podejrzewa! Och, moja Rowling, nie może wiedzieć, że wpadł na ścianę, kiedy był niemowlęciem! — krzyknął James, ściskając żonę, która przewróciła oczami, uśmiechając się do swojego syna, który próbował dusić poduszką młodego Malfoya.
— Harry nigdy nie wpadł na ścianę, James. Nawet nie pozwoliłeś mu latać. Naprawdę dobrze zajmowaliśmy się naszym dzieckiem.
James uspokoił się i uśmiechnął do żony. Lily zamyśliła się.
— Wiesz co? Myślę, że to Syriusz wpadł na ścianę, kiedy był młody.
James zaśmiał się.
— To by wiele wyjaśniło. Może dzięki temu zrozumielibyśmy wszystkie niewyjaśnione rzeczy, które zrobił w swoim życiu.
Syriusz skrzywił się.
— Uduszę was.

— Mmmmmp! Fmmmp! Hhhmmmp!
— Harry, on umiera.
— Ymmmmp! Hmmmp!
— Harry… on robi się niebieski.
— Hhhhmmmmmp!
— Harry, jeśli on umrze, Hermiona cię zabije.
— Hmmmp… Aaaaaaah! Powietrze! Słodkie powietrze! Moje płuca umierają! Zawołajcie czarodziejską karetkę, pomocy! Pomocy! Pomocy! Więc, Potter, słyszałem, że boisz się Hermiony.
— A kto nie?
— Ja.
To sprawiło, że wybuchli śmiechem. Przekląłem ich i rzuciłem w nich budzikiem. Zaśmiali się głośniej i powoli wyszli z pokoju, mówiąc:
— Nadszedł czas, aby wlać w twoje myśli trochę szczęścia i pozytywnego myślenia. Zacznijmy przemowę!

Zamknęli głośno drzwi, a ja zszedłem z łóżka, starając się uciec.
Plany ucieczki Draco Malfoya:
Jeśli wyskoczę przez okno, zginę.
Jeśli schowam się pod łóżkiem, potwór może mnie dopaść i umrę.
Jeśli schowam się w szafie, uduszę się i umrę.
Jeśli schowam się pod kołdrą, to byłoby głupie, więc przypuszczam, że umrę.
Jeśli się zabiję, umrę.
Jeśli zejdę i powiem im, żeby dali mi spokój, zaciągną mnie tutaj i przykują do zagłówka łóżka.
Po prostu przeżyję tę torturę.

3:15

Westchnąłem. To będzie długi poranek. Usiadłem na kanapie w pobliżu okna i cieszyłem się wspaniałą scenerią zamglonych terenów. Księżyc nadal był widoczny i wokół panowała ciemność. Byłem zbyt pochłonięty obserwacją, by spostrzec, że ktoś wszedł do środka.
Odchrząknął, a ja wróciłem do rzeczywistości. Świetnie, zaczyna się tortura. Weasley idzie na pierwszy ogień. Świetnie, po prostu świetnie.
Patrzyłem na niego ze skrzywdzoną miną, a on przewrócił oczami. Usiadł na moim łóżku, po mojej drugiej stronie, i wlepił we mnie swoje niebieskie oczy. Pozostałem spokojny i gapiłem się z daleka. Nagle westchnął, uśmiechając się lekko.
— Malfoy. — Jego głos sprawił, że podskoczyłem i spadłem z parapetu. Co do cholery…
Zrobił minę „Jeśli-mi-przerwiesz-rozerwę-cię-na-strzępy”, po czym odchrząknął.
— Ułatwię to nam obu. Wiesz mi, też nie podoba mi się pomysł Harry’ego. Wiem, że ma swoje zalety, bo cię torturujemy. — Spojrzałem na niego, co skomentował wzruszeniem ramionami. — My mamy cię motywować? Ciebie? To absurdalne i irytujące, choćby dlatego, że muszę ci doradzać. Cóż, niewiele o tobie wiem, Malfoy, ale myślę, że Harry miał w tym ukryty motyw. Powodzenia.
Jęknąłem i osunąłem się na mój dywan, mając nadzieję, że gdy będę wdychać wiele zarazków, umrę bardzo szybko, na przykład w momencie, gdy Weasley zacznie swoją przemowę.
— Po prostu nie skrzywdź Hermiony, dobra? Chociaż raz zrób coś dobrze. — Zerknąłem na niego, przytakując. Uśmiechnął się. — Jest naprawdę wyjątkowa. Wszyscy to wiemy.
— O tak. — Odetchnąłem, uśmiechając się lekko.
— Zawsze ją kochałem, oczywiście jak najlepszą przyjaciółkę. I jak wiesz, była moją, emm, dziewczyną przez kilka miesięcy.
Moja twarz poczerniała, gdy przypomniałem sobie wszystkie momenty, kiedy chciałem rozszarpać go na strzępy, gdy usłyszałem o ich związku. To był najbardziej niepokojący i dezorientujący miesiąc, jaki kiedykolwiek przeżyłem od czasów wojny. Po długim i szalonym miesiącu stwierdziłem, że jestem zadurzony w Hermionie Granger. Stąd ta cała rzecz z zaproszeniem jej, bla, bla, bla, sam wiesz, co stało się potem.
Zerknąłem na Rona i zauważyłem, że marszczy brwi. Wyglądał tak, jakby czegoś żałował czy coś.
— Weasley, co…
— Kiedy ja i Hermiona byliśmy, no wiesz, parą, w ciągu tych kilku miesięcy nazywałem ją swoją dziewczyną, ale nigdy nie powiedziałem, że ją… ją…
— Że ją kochasz — skończyłem za niego i popatrzył na mnie z żalem.
— Bądź facetem, którym ja nigdy nie byłem. Bądź facetem, na którego ona zasługuje. Jeśli ją skrzywdzisz, będę na ciebie polował i zabiję cię. Harry z pewnością mi pomoże — powiedział, uśmiechając się, kiedy moja twarz wróciła do naturalnej barwy.
Wstał i poklepał mnie po plecach.
— Cóż, to koniec mojej przemowy. Powodzenia i pamiętaj, że jeśli złamiesz jej serce, my połamiemy wszystkie dwieście sześć kości w twoim ciele. I wyczarujemy ci piersi na plecach.
Piersi na plecach na stałe.
Panowie.
Piersi na plecach na stałe.
Cholera jasna.
A tak w ogóle, Weasley, informacja na zaś: to nie była przemowa motywacyjna. To były groźby śmierci. Zagrożenie śmiercią z powodu trwale przymocowanych piersi na plecach. Okej, kto by chciał je mieć? Kto w ogóle myśli o tym, żeby je mieć na plecach? Jak bardzo trzeba być chorym, żeby o tym myśleć? Odpowiedz mi, zaczynam panikować…
— Dracusiu!
Och, Merlinie, aż tak mnie kochasz?
Nadchodzi drugi oprawca. Blaise wariat Zabini. Cóż, pieprzyć to wszystko.
Usiadł naprzeciw mnie z ogromnym uśmiechem na twarzy, który sprawił, że odchyliłem się do tyłu, bo bałem się, że jego głowa wybuchnie lada moment.
To znaczy, to byłoby niesamowite, wiesz, jego eksplodująca głowa, ale nie na mojej pościeli. Nie, proszę pana, nie na mojej czystej i świeżo wyprasowanej pościeli. Mógł to zrobić na łóżku Pottera, pewnie nie miałby nic przeciwko.. Taa.
— Blaise.
— Ta?
— Czy nie boli cię twarz od tego szerokiego uśmiechu?
— Właściwie nic nie czuję. Uśmiecham się, odkąd się obudziłem. Jestem tak podekscytowany twoją sytuacją, stary.
Wow, to było. Emm, autorko możesz mi pomóc? Czuję coś dziwnego i osobistego na raz.
To wdzięczność, Draco. Cieszysz się, że Blaise jest twoim najlepszym przyjacielem.
Dziękuję, Blaise.
Właściwie powinieneś też podziękować mnie, bo ja opisałam Blaise’a w taki sposób.
Och, nie. Blaise zawsze taki był. Nie bądź aż tak głupia, autorko.
(zduszone okrzyki publiczności)
Och? Myślisz, że jestem głupia? Jeszcze zobaczymy.

Kilka minut później, kiedy podkręciłam tę część z Blaise’em.

Przewijanie do tyłu

— Draco Lucjuszu Malfoyu, kochanie!
Okej, co się dzieje?
Co…
Świeczki?
Dlaczego mój pokój jest pokryty płatkami róż… hej! Co to za muzyka? To ten gatunek muzyki, po którym ludzie, no wiesz… Aaaaarrrrrgggghhhh!
Nadchodzi drugi oprawca. Blaise wariat Zabini. Cóż, pieprzyć to wszystko… co on założył?!
To znak, że czas na dramatyczną utratę przytomności.  

Kilka minut później

Dlaczego mi to zrobiłaś?
Powiedziałeś, że jestem głupia.
Wystraszyłaś mnie na śmierć! Domyślasz się, co właśnie zrobiłaś?
Cóż, tak. Dzięki mnie Blaise założył…
Sprawiłaś, że Blaise na moich oczach założył damską bieliznę. Zdajesz sobie sprawę z tego, jak bardzo mnie wystraszyłaś w tym momencie?
Taa i zasłużyłeś na to. Ale teraz muszę iść, zanim moi czytelnicy pomyślą, że opóźniamy całą akcję, bo nie chcemy, żeby historia skończyła się zbyt szybko. Pff.
Okej, trzymaj się.
Dzięki, Draco.
Nie, poważnie. Uważaj na siebie.

Kilka minut później

Dlaczego czerpiesz radość z torturowania mnie? Znowu to przewinęłaś?
Tak.
Pięć razy?
Tak.
Och, wielki Merlinie, zabierz mnie tam, gdzie aktualnie się znajdujesz, jak najdalej od niej.
Okej, wracam do historii. Przepraszam za to.

Nadchodzi drugi oprawca. Blaise wariat Zabini. Cóż, pieprzyć to wszystko.
Usiadł naprzeciw mnie z ogromnym uśmiechem na twarzy, który sprawił, że odchyliłem się do tyłu, bo bałem się, że jego głowa wybuchnie lada moment.
To znaczy, to byłoby niesamowite, wiesz, jego eksplodująca głowa, ale nie na mojej pościeli. Nie, proszę pana, nie na mojej czystej i świeżo wyprasowanej pościeli. Mógł to zrobić na łóżku Pottera, pewnie nie miałby nic przeciwko.. Taa.
— Blaise.
— Ta?
— Czy nie boli cię twarz od tego szerokiego uśmiechu?
— Właściwie nic nie czuję. Uśmiecham się, odkąd się obudziłem. Jestem tak podekscytowany twoją sytuacją, stary.
Uśmiechnąłem się do niego z wdzięcznością i poklepałem go po ramieniu. Milczał przez chwilę, nadal się uśmiechając i patrząc mi prosto w twarz. Wreszcie odezwał się, a to, co powiedział, zwróciło moją uwagę.
— Tak bardzo się zmieniłeś.
Nie wiedziałem, co powiedzieć, dlatego milczałem. Roześmiał się.
— Bardzo się cieszę, że zakochałeś się w Hermionie.
Po raz pierwszy, odkąd tu wszedł, uśmiechnąłem się do niego szczerze. Poruszył brwiami i powiedział:
— Och, nie martw się tym. Przecież Hermiona cię kocha, a ty jesteś niesamowity, tak jak ja, więc to niedorzeczne. Będzie dobrze. Zaufaj mi!
W tej chwili zdałem sobie sprawę, że ufam Blaise’owi. Wpadliśmy sobie w ramiona i być może pojawiła się najmniejsza, malutka, najdrobniejsza, mikroskopijna kropelka męskich łez, którą mogliśmy uronić.
Podziękowałem Merlinowi, że podarował mi najlepszego przyjaciela, który pozwoliłby mi zawstydzić się przed wieloma osobami, który ciągle się ze mną droczy, rujnuje moje plany, przejmuje się mną, wyzywa na przytulane igrzyska, żartuje na temat mojego zakochania, śmieje się, gdy próbuję spojrzeć na swój nos, jest spokojny, gdy moje włosy stają w ogniu, o piątej nad ranem bierze prysznic w mojej łazience, używając mojej odżywki i nigdy mnie nie opuszcza. A przede wszystkim za to, że mój cholerny najlepszy przyjaciel jest najprzystojniejszym kolesiem, jakiego znam.
Wyszedł z pokoju, patrząc wesoło prosto na moją twarz, co spowodowało, że poczułem się niedorzecznie szczęśliwszy niż kilka minut później. Przy okazji, była 3:30 rano. Dwie godziny do wschodu słońca. Do powiedzenia Hermionie, co do niej czuję.
Drzwi powoli się otworzyły i ujrzałem głowę pełną sterczących włosów. Potter.
Okej, to będzie katastrofa. Wszedł do środka, ale nie podszedł do mnie. Potter, nie mam piersi na plecach. Możesz do mnie podejść.
Uniosłem brew, gdy pozostał w miejscu, trzymając ręce w kieszeniach i uśmiechając się radośnie.
— Potter — zawołałem po kilku minutach ciszy.
Jego jasne, zielone oczy wpatrywały się w moją twarz i najbardziej szczerym tonem, jaki kiedykolwiek słyszałem, odkąd zaczarowałem go, tak aby zalecał się do McGonagall, powiedział:
— Naprawdę się cieszę, że się przyjaźnimy, Malfoy. Nie żałuję naszej przyjaźni.
Okej, najpierw Blaise, a teraz Potter. Autorko, nie mów, że to też wdzięczność.
Nie, właściwie to zabroniona żądza.
Co?
Och, rozchmurz się. Tak, to, co czujesz, to wdzięczność. Cóż, po raz pierwszy w historii jesteś za coś wdzięczny Potterowi.
Więc też powinienem go uściskać w męski sposób i trochę popłakać?
Możesz, jeśli chcesz.
I zrobiliśmy to, ale początkowo było bardzo dziwnie. To znaczy, znowu przytulałem Pottera. To nie dzieje się często. Było dziwnie, ale potem poczułem rozprzestrzeniające się ciepło i szczęście. Cóż, przynajmniej nie usłyszałem gróźb śmierci…
— Och, zapomniałem ci przypomnieć! Jeśli chcesz mieć swoje nerki i płuca, nigdy, przenigdy nie skrzywdź Hermiony. Jeśli to zrobisz, skończysz gorzej niż Voldemort. Zrozumiałeś?
Przełknąłem. Cholera jasna.
— Pan… tak… panie.
Jego oczy błysnęły złośliwie. Ten koleś się tym cieszy. Co za mały…
Spojrzał w bok, a potem wyjął coś z kieszeni. Chwycił mnie za rękę, położył coś na dłoni i zamknął. Co, u licha…
— Możesz tego potrzebować albo i nie. Ale odkąd stałeś się tchórzem, prawdopodobnie będziesz potrzebował pomocy. Cóż, powodzenia, stary. Skorzystaj z tego.
I zostawił mnie samego zirytowanego, zmieszanego i rozbawionego jednocześnie, z maleńką fiolką sławnego Felix Felicis.
Autorko, odczuwam teraz coś dziwnego, takie miłe uczucia względem Pottera.
Proszę, nie mów, że to seksualne frustracje.
O nie! To znowu wdzięczność! Nie lubię być wdzięczny. No, może czasem, ale to i tak dziwne.
Weź się w garść i skoncentruj się na ważniejszej sprawie.
Okej, racja. Przepraszam. Więc mam jeszcze godzinę. Co powinienem robić, hę?

— Draco, nie będziemy tego znowu robić!
— Proszę, odejdźcie. Ktoś próbuje utopić się w toalecie, więc nie powinno się go rozpraszać, to niegrzeczne.
Ach tak, znowu jestem w łazience. Co innego mógłbym robić z wolną godziną?
— Może nie być głupim? — wtrącili.
Tak, lubię podtapiać się w wodzie z toalety.
— Draco…
— Tak, Blaise?
— Chcę się, no wiesz... wysiusiać??
Cholera.

Później

— Nie, nie, nie! Nie w mojej łazience! Nie będziesz się tutaj załatwiał! Nie otworzę drzwi!
— Dracooooooo, proszę, błagam! Wyjdź! Nie mogę się poruszyć! Czy możesz wyjść z tej pieprzonej łazienki czy mam zniszczyć twoją kolekcję pluszowych misiów?
— Nie mam kolekcji pluszowych misiów… Potter, Weasley przestańcie się śmiać… Hej, przestańcie!

Później

— Nienawidzę was. Naprawdę, naprawdę was nienawidzę — westchnąłem, patrząc na wszystkich, gdy położyłem się na kanapie w salonie dormitorium.
Tak, zdołali mnie wydostać i trzymali tu wbrew mej woli. Siedzieliśmy w milczeniu, słuchając tykania zegara. Zerknąłem na niego i zobaczyłem, że jest piąta. Pół godziny do mojej śmierci. Powinienem teraz się napić, pomyślałem, spoglądając na Felix Felicis.
Łyk.
O tak.

— Witajcie, moi wspaniali przyjaaaaaaaciele! Co za piękny dzień, nieprawdaż? Jestem taki radosny i szczęśliwy…
— Cóż, wypiłeś płynne szczęście…
— Takie pomarańczowe. Nie zepsuj tego pięknego, pięknego poranka. Hihihihihi.
— Myślę, że to zabawne.
— Ach, mój najlepszy druh, Blaise. Kocham cię, Blaise…
— Potter, dawaj antidotum. Szybko.
— Och, nic z tego, Zabini. Hihihihihi. Och, Harry Potter! Tak się cieszę, że wciąż żyjesz.
— …
— …
— Blaise?
— Tak, Ron?
— Czy Draco dobrowolnie przytulił Harry’ego?
— Tak.
— Wow.
— Potter, wszystko w porządku?
— … Okej, to już nie jest zabawne, ale nie mam antidotum.

Tymczasem w dormitorium dziewczyn…

— Hermiono, obudź się! — zawołała Ginny, dźgając dziewczynę z bujnymi włosami na czwartym łóżku.
Hermiona jęknęła i zastanowiła się:
— Dlaczego, do cholery, jestem w dormitorium dziewczyn?
Ginny przewróciła oczami i usiadła obok swojej zdezorientowanej przyjaciółki.
— Wczoraj byłaś bardzo śpiąca, kiedy płakałaś i przeklinałaś, emm, fretkę.
Hermiona jęknęła i chciała znowu zasnąć, ale Ginny ją powstrzymała.
— O nie, nie będziesz spać, panienko. Wyjdziesz ze mną na zewnątrz i razem pospacerujemy.
Hermiona znowu jęknęła, zastanawiając się nad zdrowym rozsądkiem swojej przyjaciółki.
— Jestem zdrowa, dziękuję za troskę. Chodź, idziemy na spacer.
— Jest piąta rano!
— I taki ładny dzień!
— Ładny dzień? Słońce jeszcze nie wzeszło!
Ginny uśmiechnęła się.
— Więc poczekamy na nie. Dobre rzeczy, naprawdę dobre rzeczy, zazwyczaj mają miejsce o wschodzie słońca. — Hermiona zmrużyła oczy, a uśmiech Ginny się poszerzył. — Poza tym kochasz wschody słońca, prawda?
Hermiona zerknęła podejrzliwie, ale potem się poddała.
— Tak, kocham. Chodź, przejdziemy się.

Tymczasem gdzieś w zamku...

Ach, Filchy! Pięknie wyglądasz i pachniesz! Kim jest ta szczęściara?
— Profesorze Flitwick! Urósł pan o pół cala, widzę to!
— Witaaaam, profesorze Dumbledore! Ładna ramka do zdjęcia!
— Czy to uśmiech, profesorze Snape?
— Och, Millicento, obcięłaś włosy?
Draco odszedł, podskakując, zostawiając przerażoną Millicentę Bulstrode w kącie, kiedy chłopcy go znaleźli i wyciągnęli na zewnątrz.
Raban, jaki zrobił, obudził cały zamek. Nie mogąc zasnąć, wszyscy wstali i udali się na wczesne śniadanie albo skończyli eseje, a inni wyszli na spacer.
Piętnaście minut przed wschodem słońca Ginny wciąż spacerowała z podejrzliwą Hermioną, która czuła, że coś się dzieje i że to coś jest związane ze wschodem słońca. Nie mogła już tego znieść.
— Ginny, powiedz mi prawdę. Dlaczego tu jesteśmy?
Jej przyjaciółka przygryzła wargę i odpowiedziała:
— Nie mam żadnych ukrytych powodów. Chciałam po prostu pochodzić po trawie…
Taa, pierwszy raz od siedmiu lat! Nienawidzisz poranków, Weasley. Więc gadaj.
Zrobiły kółko wokół jeziora i teraz skierowały się na małe wzgórze niedaleko sławnej Wierzby Bijącej.
Hermiona prychnęła i chciała uciec, ale Ginny złapała ją za rękę i powiedziała:
— Pomagam ci zacząć nową historię swojego życia. Po prostu mi zaufaj.
— Nie rozumiem…

— Harry! Dlaczego przestaliśmy biec? Zostało piętnaście minut! — krzyknął Ron gorączkowo, mijając małą grupę uczniów pierwszego roku, którzy postanowili wyjść na dwór.
Harry opadł na ziemię obok nieprzytomnego Draco Malfoya.
— Zdaje się, że przypadkiem gdzieś go upuściłem, więc upadł, no i cóż, jest nieprzytomny. Przepraszam?
Blaise przewrócił oczami.
— O której godzinie Wiewióra przyprowadzi Hermionę na wzgórze?
— Pięć minut przed wschodem słońca.
— Okej… musimy skołować wiadro pełne zimnej wody z lodem.

— Wkrótce zrozumiesz. — Ginny uśmiechnęła się, a Hermiona fuknęła z irytacją. – Więc na co czekasz? No dalej, Granger, zacznijmy nową historię razem z pięknym wschodem słońca.
Kiedy wspinały się na wzgórze, przez cały zamek przebiegł dźwięk przerażonego krzyku. Ginny parsknęła, a Hermiona zmarszczyła brwi, mrucząc:
— Co to było?
Ginny zaśmiała się.
— Właściwie... powinnaś się zastanowić, kto to był.
— Aaaaaaaaaaaaaacccccccchhhhhhh uuuuffffff uuuuuugggggghhhh ababababa yagagagag ucccccccccchhhhhhhhhhh!
— Wow, co to za język?
— Harry, po prostu go wytrzyj. Tworzy nowy język i powoli umiera.

Hermiona i Ginny kontynuowały swój spacer, do momentu, gdy rudowłosa zaprowadziła swoją przyjaciółkę na małe wzgórze. Gdy tam dotarły, Ginny zaczęła czegoś szukać, a raczej kogoś.
Hermiona po prostu czekała i podziwiała widok. Na jej twarzy pojawił się mały uśmiech, gdy zobaczyła Hogsmeade i wielkie góry za Zakazanym Lasem. Patrzyła radosnym wzrokiem, gdy ujrzała piękne słońce za górami.
Nagle coś zaszeleściło w krzakach, dlatego podskoczyła zaskoczona i rozejrzała się, ale zrozumiała, że przyjaciółka ją zostawiła. Westchnęła, szukając źródła hałasu i znowu się zdziwiła.
Stał tam Draco Malfoy, w piżamie, z wargami niebieskimi od zimna i nerwową miną. Jej serce podskoczyło, gdy zobaczyła najbardziej dystyngowaną osobę wyglądającą jak mała przerażona wiewiórka. Chłopak podniósł wzrok, a jego szare oczy spojrzały na brązowe, po czym zapadła cisza.
Stali bez ruchu, jakby wrośnięci w ziemię, aż wreszcie Draco wziął głęboki oddech i przechodząc kilka kroków, podczas których drgał niepokojąco, stanął przed kobietą, która powodowała więcej jego bólów serca i migren niż wszyscy inni w Hogwarcie.
Ciało Hermiony trzęsło się strasznie, chcąc uciec i zostać tutaj w tym samym czasie, serce i rozum toczyły właśnie epicki pojedynek. Jednak pozostała, wargi jej drżały i łzy pojawiły się w oczach. Po prostu wpatrywała się w człowieka, którego bała się stracić bardziej niż dziewięćdziesięciu dziewięciu procent na egzaminie z zaklęć.
W momencie gdy powoli słońce unosiło się coraz wyżej i wyżej, zachrypnięty głos mężczyzny rozpoczął nowy rozdział w życiu Hermiony Granger.
— Kocham cię, Hermiono.
To był najprostszy początek prawdziwej historii. Miał najprostsze ustawienia. Najprostszy moment. Ale te postacie nie były nieskomplikowanymi ludźmi, podobnie jak ich życie i ludzie, których kochali. Byli ważni, a ich historia była czymś czego się nie spodziewali. Nienawidzili się przez lata, a teraz zakochali się w sobie po uszy.
Proste, ale znaczące.
Kiedy Draco podszedł bliżej i wziął płaczącą dziewczynę w ramiona, przyrzekł, że poślubi ją i będą żyć razem do końca życia. Hermiona uspokoiła się, czując dłonie chłopaka na swoich plecach. Spojrzała w górę, uśmiechając się do niego. Słońce wschodziło w górę, świat otulił ciepły blask, a dwoje kochanków połączyło usta w długim pocałunku, wreszcie wiedząc i wierząc, że los dał im szansę wygrać walkę z przeznaczeniem i dał im to, na co tak długo czekaliśmy.
Pocałunek był długi i słodki, a wszystko, co chcieli powiedzieć, przekazali właśnie w nim. Wtedy usłyszeli hałas.
Oklaski.
Rozdzieliwszy się, spojrzeli na dół wzgórza. Draco jęknął, a Hermiona roześmiała się głośno.
— Chcę to usłyszeć, Draco! Po prostu to powiedz!
To był Blaise. Draco przewrócił oczami i wziął głęboki oddech.
— To nie miłość! Miłość to jednorożce, tęcza i duże pluszowe misie.
Wszyscy się śmiali. Blaise odezwał się znowu:
— Więc co to jest?
Draco uśmiechnął się rozbawiony do Blaise’a, który przebrał się w śmieszny strój misia, Harry i Ron za jednorożce, a Ginny ozdobiła ich tęczą.
— Nie jesteś wystarczająco pluszowy, Zabini. Ale myślę, że to miłość. To zdecydowanie miłość.
A potem wszyscy płakali. Tak, nawet chłopcy. I tak, Draco także był wśród nich.

— A kiedy zeszli ze wzgórza, przyjęli gratulacje od swoich przyjaciół. Ciocia Ginny płakała, gdy trzymał ją wuj Harry, a wujek Blaise i wujek Ron trzymali się wzajemnie, płacząc jak niemowlęta!
Starszy Draco Malfoy siedział w salonie, a dziecko z blond włosami na jego kolanach.
— I wujek Blaise zobaczył jednorożca, więc pociągnął za sobą wujka Rona, który wciąż był w kostiumie i…
— Draco! — zawołała kobieta, więc przestał mówić przez chwilę, kładąc dziecko z boku.
— Tak, Astorio? Tutaj jesteśmy.
Piękna kobieta weszła do pokoju, a dziecko zeskoczyło z kanapy.
— Mamuuuusia!
Astoria złapała dziecko i je wycałowała. Draco uśmiechnął się do nich. Wstał, ruszając za nimi do drzwi.
— Pora iść…
— Poczekaj, poczekaj, poczekaj… — Szalony głos wypełnił dom, a druga kobieta podbiegła do nich. Miała twarz przypudrowaną mąką i trzymała w dłoniach pudełko z ciasteczkami. — Astorio, to dla ciebie. Mały Sander je kocha.
Wskazała na dziecko, które uśmiechnęło się szeroko. Astoria rozpromieniła się i uściskała ją. Potem odwróciła się do Draco.
— Masz wspaniałą żonę, Malfoy.
Zaśmiał się i otoczył zarumienioną kobietę ramieniem.
— No cóż, to w końcu Hermiona Granger. Bycie wspaniałą żoną to dodatek do pakietu inteligencji.
Hermiona uderzyła męża w ramię, zostawiając białą plamę na niebieskiej koszuli.
— Och! — Astoria roześmiała się, widząc ich droczenie i podziękowała za dbanie o jej syna, kiedy była w podróży służbowej.
Zapewnili ją, że wszystko było w porządku, po czym znowu im podziękowała i wyszła.
Para wróciła do salonu i usiadła na kanapie obok kominka. Ramię Draco otoczyło Hermionę, a ona oparła na nim swoją głowę. Siedzieli w milczeniu, a Draco delikatnie wziął ją za rękę i splótł ze swoją.
Hermiona odezwała się radosnym głosem:
— Sander zrobił dla mnie kartkę z podziękowaniami. Jest taki słodki.
Draco skrzywił się.
— To tylko dziecko.
Hermiona uśmiechnęła się z rozbawieniem.
— Czy to, co słyszę w twoim głosie, to zazdrość? Draco Malfoy jest zazdrosny o małego chłopca?
Draco usiadł prosto i patrzył na nią.
— Nie jestem!
Hermiona zachichotała.
— O tak! Nie mogę w to uwierzyć! Rumienisz się!
— Hej, przestań. Nie jestem, Granger!
Rzucił ostre spojrzenie i zaczął ją łaskotać. Roześmiała się głośno i wyrywała. Przestał po kilku minutach, gdy zaczęła grozić, że go zabije, i popatrzył na swoją roześmianą żonę.
— Nie jestem zazdrosny o pięcioletniego chłopca. Jestem bardziej romantyczny niż on. Pocałowałem cię o wschodzie słońca, płacząc głośno!
Uśmiechnęła się, przypominając sobie tamte wydarzenia.
— Słyszałam, że znowu opowiadałeś tę historię. Opowiadasz mu ją za każdym razem, gdy nas odwiedza, chociaż zapewne nie rozumie jej do końca.
Draco uśmiechnął się.
— Podoba mu się początek. To znaczy, samiec jednorożca próbujący nawiązać kontakt z Ronem. To przejdzie do historii Hogwartu!
Hermiona przewróciła oczami.
— Nie przypominaj mi tego. Ostatnim razem, kiedy o tym opowiadałeś, ziemniak utknął ci w nosie. I nie, nie jesteś bardziej romantyczny od Sandera. Uważam nawet, że w ogóle nie jesteś romantykiem.
Draco jęknął dramatycznie i stawił czoło Hermionie.
— Pięknie wyglądasz. — Kobieta uśmiechnęła się do niego. — I co do cholery masz na twarzy?
Przewróciła oczami. Mężowie.
— Masło orzechowe. I nie, nadal nie jesteś romantyczny.
— A moje oświadczyny na zakończenie siódmego roku?
— To było mało romantyczne. Przez trzy godziny musieliśmy usuwać odchody fretek!
Cóż, podczas ich ostatniego dnia w Hogwarcie przyjaciele zaciągnęli Hermionę do biblioteki. Stanęła jak wryta, gdy zobaczyła panią Prince związaną sznurem i zakneblowaną taśmą, wiszącą w powietrzu, i fretki. Nie, nie klony Draco Malfoya. Prawdziwe, żywe fretki, które pod wpływem czarów czytały książki. A przy stole, gdzie po raz pierwszy się z nią umówił, siedział Draco w stroju fretki, prawdopodobnie pochodzącym z tego samego sklepu, co kostiumy Blaise’a, Harry’ego i Rona. Tam właśnie chłopak jej się oświadczył, mówiąc:
— Fretki potrafią czytać, Granger. Jeśli nie masz nic przeciwko, zanim je stąd usuniemy, chciałbym, żebyś wiedziała, że jestem szaleńczo i głęboko w tobie zakochany i chciałbym spędzić resztę mojego fretkowego życia z osobą, która jako pierwsza zakwestionowała moje umiejętności czytania.
Ktoś klasnął, pani Prince się uwolniła i Hermiona krzyknęła: „Tak”, a potem para pocałowała się namiętnie i cóż, rozległo się więcej oklasków.
Oboje zaśmiali się do swoich wspomnień i westchnęli szczęśliwie, przytulając się na kanapie. I powoli z ich ust wypłynęły słowa:
— Kocham cię.
W taki oto sposób kończy się opowieść, która zaczęła się w dniu, kiedy się pocałowali.
Następnego dnia pan Malfoy znalazł żonę płaczącą na kanapie w salonie. Zaczęli rozmawiać.
I tak zaczęła się następna historia życia Hermiony.
A wszystko zaczęło się od słów:
— Będziemy rodzicami.

KONIEC
______________

Witajcie :) Rozdział miał być opublikowany za tydzień, ale nie miałam czasu przygotować czegoś innego, a on był gotowy, więc nie wahałam się ani chwili. Historia dobiegła końca. Można odetchnąć z ulgą. Cieszę się, że w tak krótkim czasie udało się przygotować dwa ostatnie rozdziały. Moje bety są niesamowite, bardzo im za to dziękuję, a zwłaszcza Katji. Przy okazji pozwolę sobie podziękować wszystkim betom „Fretki”. Wiem, że to opowiadanie momentami przepełniał kicz i nie raz łapałyście się za głowy. Ja sama miałam wiele problemów z tłumaczeniem, bo autorkę momentami ponosiło w tę złą stronę. Jednak mam nadzieję, że końcowy efekt zadowala czytelników.
Wam, czytelnikom, dziękuję za wiele komentarzy i miłych słów. Cieszę się, że z przyjemnością czytaliście poszczególne części. Mam nadzieję, że będziecie wracać do tego fanfiction. 
Tyle ode mnie. Za tydzień spodziewajcie się ostatniej części Zakazanych. Miłego weekendu! Enjoy!