[T] Mine: Rozdział 14: Bezpieczeństwo

niedziela, 30 października 2022

 

— Malfoy? — zapytała zszokowana Hermiona. — Co… co się dzieje?

— Nic ci nie jest? — zapytał zatroskany Draco, zbliżając się kilka o kilka kroków do niej.

Zmarszczyła brwi.

— Wszystko w porządku. Dlaczego obaj mnie o to pytacie? — zapytała, patrząc na Harry’ego, a potem z powrotem na Draco.

— Mój ojciec — powiedział ze złością Draco. — Zaatakował mnie. Najpierw Imperiusem, a potem kilka rund Crucio. Na koniec zabrał mi różdżkę — dodał z goryczą.

— Co? — spytała przerażona Hermiona. — Wszystko w porządku? — Podeszła bliżej niego i zauważyła zaschniętą krew na brodzie i posiniaczone knykcie prawej ręki. Ostrożnie sięgnęła ku niemu i wzięła jego zranioną dłoń w swoją, pocierając kciukiem posiniaczony obszar, gdy się temu przyglądała. — Co ci się stało w rękę? Uderzyłeś w coś?

— Taa, w twarz mojego ojca — mruknął po prostu Draco.

— Och — jęknęła zdziwiona. Potem zmarszczyła brwi, zmieszana. — Ale ja nie rozumiem. Myślałam, że ma areszt domowy?

— Miał — wtrącił Harry. Hermiona, na chwilę zapominając, że też był w pomieszczeniu, ze zdumieniem opuściła dłoń Draco. — Jego wyrok skończył się ponad tydzień temu i odzyskał swoją różdżkę.

— Ale dlaczego ciągle pytacie, czy wszystko u mnie dobrze? On mnie nie ściga… — Znowu spojrzała między dwóch mężczyzn i poczuła ucisk w brzuchu, gdy zauważyła ich miny. — Ściga mnie?

Harry skinął głową.

— I najwyraźniej także Rose.

— Co?!

Strach zawładnął Hermioną. Odwróciła się i pobiegła korytarzem do pokoju córki. Wzięła głęboki, trzeszczący oddech, kiedy zobaczyła Rose; bezpieczną i zdrową, i nadal mocno śpiącą.

Gdy wróciła do salonu, spojrzała na Harry’ego, a potem na Draco, ponownie zerkając na jego rękę.

— Może usiądziesz? — zaproponowała, wskazując kanapę. — Przyniosę ci coś na to.

Po czym weszła do kuchni, a Harry podążył za nią.

— Hermiono…

Zignorowała go, sięgając po apteczkę, którą trzymała na lodówce.

— Hermiono — powtórzył, tym razem stojąc przed nią, więżąc ją między lodówką a sobą, i czekając, aż na niego spojrzy, zanim powiedział: — Pytałem o to już wcześniej, ale muszę zapytać jeszcze raz… Co się dzieje między tobą i Malfoyem?

— Nic — odparła, próbując go obejść, ale on po prostu znowu stanął jej na drodze.

— To nie wygląda na nic — powiedział poważnie.

— To skomplikowane, jasne? — przyznała w końcu.

— Więc coś się dzieje między wami? — zapytał zaskoczony.

— Nie wiem, dobra? — warknęła. — Nie wiem, co w tej chwili się dzieje, do diabła. Zostaliśmy przyjaciółmi i zaczęłam dbać o niego, tak. A jeśli chodzi o wszystko inne, to… cóż, to naprawdę nie twoja sprawa!

— To moja sprawa, bo teraz jego ojciec cię ściga, a ja próbuję się dowiedzieć, dlaczego! — powiedział, idąc za nią z powrotem do salonu. — Jeśli mam go schwytać, potrzebuję wszystkich informacji, jakie mogę zdobyć.

— Chcesz informacji, Potter? — zapytał Draco, gdy Hermiona usiadła obok niego i zaczęła wyciągać jakiś krem z apteczki. — Jest tak, jak ci mówiłem w Ministerstwie. Mój ojciec oszalał. Myślę, że kilka lat bez magii i pozostawanie w domu, to zbyt wiele dla staruszka. Wkurzył się na mnie za kilka rzeczy, które zrobiłem, i wziął to za osobistą obrazę. — Skrzywił się, kiedy Hermiona natarła kremem jego posiniaczone knykcie. — Jeśli chodzi o mnie i Granger, spotkaliśmy się kilka razy i musiał nas widzieć… albo ktoś inny nas zobaczył i mu o tym powiedział. Kompletnie oszalał i mam przeczucie, że nie przestanie, dopóki… — urwał, nie chcąc mówić, co miał na myśli, gdy spojrzał na Hermionę.

Harry jednak się tego domyślił i skinął głową.

— Dobrze. To wszystko, co chciałem wiedzieć.

Przez chwilę między nimi zapadła niezręczna cisza, gdy Hermiona bandażowała dłoń Draco. Kiedy wkładała potem cały sprzęt do apteczki, w okno zaczęła stukać sowa. Harry podszedł i wpuścił ją, zabierając list z jej nogi.

— To do mnie — powiedział, otwierając list.

— Od kogo? — zapytała Hermiona.

— Mojego zespołu aurorów — wyjaśnił, wciąż czytając.

— Jakieś wieści o mojej matce? — spytał Draco, wstając i podchodząc do Harry’ego.

— Twojej matce? — zapytała Hermiona z ciekawością.

— Potter pomyślał, że dobrze byłoby do niej dotrzeć, zanim zrobiłby to mój ojciec… jeśli już tego nie zrobił.

— Z twoją matką wszystko jest w porządku — powiedział Harry. Hermiona zauważyła, ze Draco nieco się odprężył, ale wciąż był podenerwowany, gdy Harry kontynuował: — Najwyraźniej nie wiedziała, co robi Lucjusz. Wyszedł z domu po odzyskaniu różdżki i od tamtej pory nie wrócił. Zgodziła się ukrywać, dopóki go nie znajdą.

Draco skinął głową.

— Dobrze. Gdzie ją zabrali?

— Obawiam się, że nie mogę ci tego powiedzieć. Jeszcze nie — odpowiedział przepraszająco Harry.

— Jasne. A co z moim mieszkaniem? Zostało sprawdzone?

— Jeszcze nie, ale mój zespół i ja prawdopodobnie się tam udamy, jak tylko wrócę do Ministerstwa, co — spojrzał na zegarek — powinno wydarzyć się teraz. Wy dwoje zostańcie tutaj, dobrze? — Spojrzał na Hermionę, a potem na Draco. Hermiona skinęła głową na znak zgody, ale Draco nie powiedział ani nie zrobił nic, by potwierdzić, że posłucha. — Malfoy. Mówię serio. Musisz tu zostać. Jesteś teraz pod naszą opieką i nie będziemy mogli cię ochronić, jeśli wyjdziesz poza ten dom.

— Więc mam tutaj siedzieć i czekać, aż złapiecie mojego ojca? — dopytywał ze złością.

— W tej chwili naszym głównym priorytetem jest zapewnienie bezpieczeństwa tobie i twojej matce. W tym momencie oboje jesteście bezpieczni i tak musi pozostać. Wyślę sowę, jak wrócę z twojego mieszkania, dobrze?

Draco skinął głową, po czym powiedział:

— Hej, Potter?

— Tak?

— Jak już będziesz w moim mieszkaniu, tam powinien być szczeniak. Nazywa się Felix. Możesz go tu przyprowadzić? — Zwrócił się do Hermiony. — O ile nie masz nic przeciwko?

— Nie, w porządku. Krzywołap zazwyczaj chowa się po domu w ciągu dnia, a wychodzi w nocy, więc nie powinno być z tym problemu — powiedziała.

— Zobaczę, co da się zrobić — oświadczył Harry. — Wyślę sowę, gdy tylko będę mógł, dobrze?

Uściskał Hermionę, a potem krótko skinął głową do Draco, po czym zniknął.

Hermiona i Draco spojrzeli na siebie, będąc po raz pierwszy sami, odkąd wszedł do jej domu.

— Więc, jak się czujesz tak naprawdę? — zapytała niepewnie.

— Jest dobrze — mruknął.

Przygryzła wargę, niepewna, co zrobić lub powiedzieć.

— Czy… czy mogę ci coś przynieść? — zapytała.

— Wątpię, że masz Ognistą Whisky — powiedział, zamykając oczy i pocierając skronie.

Potrząsnęła głową.

— Nie, nie mam, przepraszam. Może herbatę?

— Jasne — zgodził się, idąc za nią do kuchni.

Po raz pierwszy, odkąd postawił stopę w jej domu, wreszcie miał okazję się rozejrzeć. Był mały, znacznie mniejszy niż jego mieszkanie, ale sposób, w jaki został umeblowany, sprawiał, że czuł się przytulnie, a nie ciasno. Zauważył podwyższenie przy stole wraz z bardzo pogniecionym i zniszczonym egzemplarzem Tygodnika Czarownica. Podszedł i podniósł go, chichocząc pod nosem. Trzymając magazyn, powiedział do Hermiony:

— Wciąż go nosi, co?

Odwróciła się od kuchenki, uśmiechnęła lekko i skinęła głową.

— Tak, nie wiem, ile razy musiałam go naprawiać.

— Może teraz, gdy tu będę przez kilka dni, pozwoli ci to wyrzucić — powiedział, siadając przy stole, krzywiąc się lekko, gdy poczuł swoje ekstremalnie napięte i obolałe mięśnie od kilkukrotnie rzucanej klątwy Cruciatus.

Hermiona zauważyła to.

— Mam też coś, co pomoże na ten ból, ale sprawi, że poczujesz się senny, bo to środek rozluźniający mięśnie. Dam ci go i możesz wziąć przed pójściem spać.

Podeszła do stołu z dwoma parującymi kubkami gorącej herbaty w dłoniach i podała jedną Draco, siadając naprzeciwko niego.

— Dzięki — mruknął, upijając łyk.

Mijały chwile, kiedy siedzieli, pijąc. Hermiona spojrzała na niego i zauważyła, że pogrążył się w myślach, patrząc w dal.

Sięgnęła i położyła dłoń na jego ręce.

— Draco? — powiedziała niepewnie.

Wydawało się, że dźwięk jego imienia sprowadził go z powrotem, gdy skupił na niej wzrok. Cieszyła się, że nie wydawał się zły, gdy zwróciła się do niego po imieniu.

— Przepraszam za to, co się stało — powiedziała cicho.

Położył opatrzoną dłoń na jej dłoni.

— Nie przepraszaj. To nie twoja wina.

— Wiem. Ale nadal mi przykro, że to się stało. Nikt nie powinien być tak traktowany przez rodziców — powiedziała ze smutkiem.

Sięgnął zabandażowaną ręką i ujął jej twarz, głaszcząc policzek. Pochyliła się nad nim, walcząc ze łzami.

— Hermiono, wszystko w porządku. Jestem twardy. Trzeba się bardzo postarać, by mnie powalić — mruknął, uśmiechając się do niej.

Odwzajemniła uśmiech i skinęła głową.

— Wiem.

Cofnął rękę i wrócił do picia herbaty, a ona zrobiła to samo, jednak nadal trzymała go jedną ręką.

Kiedy skończyli, zaniosła oba kubki do zlewu i zostawiła je tam, po czym ponownie zwróciła się do Draco, którego przyłapała na krzywieniu się, gdy wstał od stołu.

— Ja… mam tylko jedno łóżko. Może je weźmiesz, a ja…

— Nie. Nie wyrzucę cię z własnego łóżka. Mogę spać na kanapie — powiedział.

— Ale jesteś zraniony i musisz odpocząć, a tam będzie ci wygodniej…

— Hermiono. Doceniam ofertę, ale nie. Będę spał w twoim łóżku tylko wtedy, gdy będziesz tam ze mną — oświadczył.

Zarumieniła się na myśl o dzieleniu łóżka z Draco.

— Przyniosę… przyniosę ci pościel na kanapę — wymamrotała, czując się sfrustrowana, gdy szła do szafy z pościelą.

Odrobinę rozczarowany, Draco poszedł do salonu, czekając, aż wróci.

Przyszła, niosąc nie tylko pościel, ale także koc i poduszkę.

— Właśnie sobie przypomniałam, że kanapa przemienia się w łóżko. Muszę tylko rzucić zaklęcie. 

Podała Draco stos pościeli, po czym odwróciła się do kanapy i trzykrotnie postukała w nią różdżką. Ta natychmiast zamieniła się w rozkładaną sofę. Potem Hermiona odwróciła się do Draco i spojrzała na niego z nadzieją.

— Lepsze niż nic, prawda?

Uśmiechnął się.

— Będzie dobrze. Dziękuję — powiedział, odkładając pościel.

Machnięciem różdżki Hermiona pościeliła łóżko, by było przygotowane do snu.

Spojrzała nerwowo na Draco, przygryzając dolną wargę.

— No cóż, idę do łóżka…

Draco zerknął na zegarek.

— Jest dwudziesta trzydzieści…

Hermiona wzruszyła ramionami.

— Rose budzi się wcześnie, więc ja też muszę. Nie można spać, gdy w pobliżu jest maluch.

— Och — bąknął Draco.

— Możesz pooglądać telewizję, jeśli chcesz. Ach, prawie zapomniałam. — Sięgnęła do kieszeni spodni od piżamy i podała mu fiolkę. — Na ból mięśni i na sen — wyjaśniła.

— Dzięki — powiedział, kładąc eliksir na małym stoliku obok sofy.

Po czym podszedł do niej, a ona spojrzała na niego z niepokojem.

— Znowu mnie pocałujesz, prawda? — zapytała nerwowo.

— Tylko, jeśli ty też tego chcesz — mruknął.

Przyłożył rękę do jej twarzy i odgarnął kilka rozczochranych loków za jej ucho.

Zamknęła oczy na ten kontakt, biorąc głęboki oddech.

— Jestem taka zdezorientowana — szepnęła.

Pochylił się i po prostu oparł swoje czoło na jej czole.

— Ja też. Ale obiecuję, że nie będę cię zmuszać do robienia czegokolwiek, co ci nie odpowiada.

Odczekała kilka chwil, zanim w końcu sięgnęła niepewnie dłonią do jego policzka. Pocierając kciukiem jego dolną wargę, przysunęła się i złożyła na niej delikatny, czuły pocałunek. Ciepło w żołądku Draco wzrosło. To był pierwszy raz, kiedy zainicjowała pocałunek, i wszystko w nim chciało przejąć kontrolę, ale pozwolił jej na prowadzenie. Pocałunek był delikatny, słodki i tylko trochę niezdecydowany. Przerwała i spojrzała na niego nerwowo.

— Powinnam iść. Dobranoc…

— Jeszcze nie — mruknął, całując ją ponownie. — Proszę, jeszcze nie.

Znowu ją pocałował, lekko muskając usta, zanim zaczął składać pocałunki wzdłuż jej szczęki, za uchem, w zagłębieniu szyi i wreszcie odnalazł drogę z powrotem do jej ust. Jej ramiona otoczyły jego szyję i przyciągnęła go bliżej, by pogłębić pocałunek. Bez namysłu Draco cofnął się o krok i jego noga uderzyła o rozkładaną sofę, sprawiając, że oboje na nią upadli. Draco jęknął z bólu, gdy Hermiona wylądowała na nim.

— Och, Draco, bardzo przepraszam, wszystko dobrze? — zapytała, odsuwając się na bok i starając się nie śmiać.

— Masz na myśli ten rozdzierający ból? Tak, czuję się świetnie — powiedział, krzywiąc się, gdy usiadł.

— Naprawdę powinieneś wziąć eliksir na ból — mruknęła, odwracając się i biorąc fiolkę ze stolika.

Podała mu ją i czekała, aż wypije zawartość, zanim usiadła z powrotem obok niego.

— Lepiej? — zapytała.

— Trochę — powiedział oszołomiony.

Przesunął się tak, że już nie siedział, tylko leżał na boku, patrząc na nią zaspanymi oczami.

Uśmiechnęła się do niego i zaczekała, aż zamknie oczy, zanim wyszeptała:

— Dobranoc. Do zobaczenia rano.

Pochyliła się, odgarniając zabłąkane kosmyki włosów z jego twarzy i pocałowała go w czoło. Wstała, i zanim zdążyła się odwrócić, delikatnie chwycił ją za nadgarstek. Z wciąż zamkniętymi oczami powiedział:

— Zostań. Proszę. Tylko na chwilę. Nie chcę jeszcze być sam.

Wiedząc, że po tak strasznym dniu potrzebuje pocieszenia, zgodziła się. Wsunęła się do łóżka i położyła na plecach, gdy objął ją ramieniem w talii. Kiedy powoli zasypiał, przytulił się do niej jeszcze mocniej. Minęła godzina, zanim Hermiona w końcu wyszła z jego łóżka i udała się do swojego pokoju, zastanawiając, co zrobi z mężczyzną w swoim salonie, w którym powoli zaczynała się zakochiwać.

__________

Witajcie :) wreszcie Hermiona się zaczyna ogarniać, prawda? W sumie cieszy taki obrót spraw, bo pasują do siebie i ich przyciąganie było aż nie do zniesienia. Dobrze, że Draco może znaleźć w niej oparcie po tak trudnym dniu. Jedynie nieco irytuje mnie Harry z tą swoją przesadną troską... ale może on też przejrzy na oczy.

Kolejny rozdział zostanie opublikowany we wtorek. Zostało sześć do końca i mam ambitny plan w tym tygodniu skończyć tłumaczenie i publikować co drugi dzień. Może się uda. Trzymajcie kciuki.

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia. Enjoy!

[T] Mine: Rozdział 13: Odzyskiwanie kontroli

niedziela, 30 października 2022

 

Blaise wiedział, że coś jest nie tak, gdy tylko następnego dnia wszedł do mieszkania Draco. Zasłony wciąż były zaciągnięte, a w całym pomieszczeniu panował mrok. Usłyszał skowyt dochodzący z małego, psiego kojca, który znajdował się tuż obok wejścia. Zajrzał do środka i zobaczył szczeniaka desperacko próbującego się wydostać.

— Dobra, mały, poczekaj chwilę.

Otworzył klatkę i pies podbiegł do przesuwnych drzwi, które prowadziły na balkon, gdzie Draco wyczarował trawę. Blaise otworzył drzwi i wypuścił psa, żeby mógł się załatwić, bo miał wrażenie, że to był pierwszy raz tego dnia.

Zostawiając psa na zewnątrz, Blaise wrócił do mieszkania, szukając przyjaciela. Pierwszym miejscem, które sprawdził, był jego gabinet, ale okazał się pusty. Spojrzał na zamknięte drzwi do sypialni i potrząsnął głową. Albo był z kobietą… albo miał kaca. Zapukał, nasłuchując jakichkolwiek głosów. Gdy nic nie usłyszał, ostrożnie otworzył wejście. Podobnie, jak reszta mieszkania, pokój był czarny jak smoła. Rzucił Lumos różdżką i wszedł do środka. Zobaczył bryłę rozmiarów Draco na łóżku, a na stoliku nocnym pustą butelkę po Ognistej Whisky.

— Cholera, Draco — przeklął pod nosem.

Podszedł do ogromnego łóżka i szturchnął przyjaciela czubkiem różdżki.

Draco jęknął i odwrócił się.

— Pora wstawać, kolego — powiedział Blaise, podchodząc do zasłon i odsuwając je, wpuszczając światło do pokoju. Wiedział, że to okrutne, ale musiał jakoś wyciągnąć Draco z łóżka.

Draco syknął, kładąc poduszkę na twarzy.

— Zasłoń. Te. Cholerne. Zasłony! — rozkazał przez zaciśnięte zęby.

— Tylko wtedy, gdy wstaniesz i porozmawiasz ze mną. Zgoda? — wynegocjował Blaise.

— Tak, dobra, jak sobie chcesz. Po prostu je zasłoń — powiedział prawie błagalnie.

Blaise zasunął zasłony, ale podszedł do stolika nocnego i zaświecił stojącą na nim lampę. Draco znów syknął na nagłe światło, ale tym razem jedynie zasłonił oczy ramieniem.

— Co się stało? — zapytał Blaise.

— Nic — odparł Draco bezbarwnym tonem.

— Ta pusta butelka na twoim stoliku nocnym świadczy o czymś innym — rzucił Blaise, zaczynając się irytować.

Draco westchnął, wiedząc, że jego przyjaciel nie przestanie zadawać pytań, dopóki nie udzieli mu odpowiedzi. Przyjaźń z Blaise’em Zabinim była zarówno błogosławieństwem jak i przekleństwem.

— Widziałem się wczoraj z Granger i jej córeczką w parku — powiedział.

— Dobra… i coś się wydarzyło między wami? Kolejna kłótnia? — spytał Blaise, siadając na skraju łóżka; ruch materaca sprawił, że Draco jęknął.

— Nie rób tak. Głowa mnie boli i mogę zwymiotować.

— Przepraszam — mruknął Blaise, powstrzymując uśmiech. — W każdym razie, wracając do Granger. Co się stało?

Draco wziął głęboki oddech i powoli wypuścił powietrze, próbując złagodzić mdłości, zanim zaczął mówić:

— Na początku wszystko było dobrze. Rose i szczeniak bawili się. Rozmawialiśmy. Zaryzykowałem i… powiedzmy, że mnie odrzuciła. Ale najbardziej wkurzyła mnie świadomość, że ona też coś poczuła. Po prostu jest zbyt uparta, by to przyznać.

— Znowu ją pocałowałeś? — zapytał z ciekawością Blaise.

Draco skinął, po czym skrzywił się, gdy poczuł ból głowy po tak prostej czynności.

Współczując przyjacielowi, Blaise wyczarował szklankę wody i podał mu ją.

— Wypij to. Masz coś, co może ci pomóc na ten ból?

— W moim gabinecie, w szkatule — powiedział Draco, zdejmując rękę z oczu, ale nadal mając je lekko przymknięte.

Usiadł powoli, ale jego żołądek podskoczył. Wiedząc, co się stanie, Blaise zrobił przejście, gdy Draco wyskoczył z łóżka i pobiegł do łazienki.

Nie chcąc słyszeć, jak jego przyjaciel pozbywa się treści swojego żołądka, Blaise opuścił pokój i poszedł poszukać eliksirów.

Dziesięć minut później, wyglądając bardziej blado niż kiedykolwiek, Draco wyszedł ze swojej sypialni, owinięty kocem, i usiadł obok Blaise’a na kanapie. Jęknięcie było wszystkim, na co mógł się zebrać w tym momencie.

— Masz — powiedział Blaise, wręczając mu dwie fiolki. — Jedna na nudności, druga na ból.

Draco wypił zawartość i zamknął oczy, czekając, aż mikstury zaczną działać. Pięć minut później w końcu otworzył oczy i spojrzał na Blaise’a z ukosa.

— Lepiej się czujesz, słoneczko? — spytał Blaise z łatwością.

— Tak, dzięki — odpowiedział, starając się nie brzmieć na zakłopotanego.

Blaise westchnął.

— Dlaczego do mnie wczoraj nie przyszedłeś? Wiesz, że zrobiłbym wszystko, żebyś tak bardzo się nie upił.

Draco wzruszył ramionami.

— Chciałem być sam.

Blaise westchnął.

— W porządku. Więc pozwól mi to dobrze zrozumieć… Zrobiłeś ruch i znowu ją pocałowałeś, prawda?

Draco skinął głową, nie patrząc na przyjaciela.

— Czy tym razem przynajmniej oddała pocałunek?

Draco ponownie przytaknął, a Blaise się uśmiechnął.

— Cóż, to poprawa od ostatniego razu! Założę się, że podczas następnego ona…

— Nie będzie następnego razu. Bardzo jasno dała do zrozumienia, że nie chce się ze mną w wiązać — powiedział z goryczą Draco.

— Och — jęknął Blaise. — Powiedziała dlaczego?

— Użyła każdej dostępnej wymówki. Osobiście myślę, że się boi, ale, po prostu, nie wiem czego — mruknął Draco.

— Cóż, to nie jest zbyt gryfońskie — skomentował Blaise.

Draco uśmiechnął się szeroko, potrząsając głową.

— Więc… co zamierzasz teraz zrobić? — zapytał Blaise.

— Nic. Przynajmniej na razie. Nie chce mnie, więc zostawię ją w spokoju.

— Bardzo wątpię, żeby chodziło o to, że ciebie nie chce… znaczy, no, spójrz na siebie — powiedział Blaise, próbując zmusić przyjaciela do uśmiechu.

Draco tylko patrzył przed siebie, nic nie mówiąc.

Blaise westchnął.

— Dobra. Spójrzmy na to z innej perspektywy. Jest samotną matką…

— Tak, też o tym wspomniała. Nie jestem głupi, wiem, że jest mamą…

— Nikt nie nazywa cię głupim, kolego. Wysłuchaj mnie, zanim będę musiał cię przekląć, dobrze?

Draco rzucił mu gniewne spojrzenie, które zostało odwzajemnione. W końcu skinął głową, pozwalając Blaise’owi skończyć.

— Tak, jak mówiłem, jest samotną matką, ponieważ zmarł pierwszy facet, którego kochała. To samo w sobie sprawia, że będzie się wahać. I prawdopodobnie jest to dla niej zagmatwane jak diabli, ponieważ oni ze sobą nie zerwali; nadal go kochała, kiedy to się stało, i prawdopodobnie nadal kocha. Teraz dręczy ją poczucie winy, że czuje coś do kogoś innego, zwłaszcza, gdy ten ktoś jest osobą, której „tatuś jej dziecka” nienawidził.

Draco spojrzał na Blaise’a i zmarszczył brwi, myśląc sobie: Jak mogłem nie zdawać sobie z tego sprawy? To ma sens…

Blaise mówił dalej:

— Co się stanie, jeśli zaczniecie się spotykać tak na poważnie… ale wtedy coś nie wyjdzie i zerwiecie? Granger by to zrozumiała, ale jej łobuziak nie. Więc, prawdopodobnie, próbuje uchronić swoją córkę przed zranieniem.

Draco zaklął w duchu.

— Nienawidzę, gdy mówisz z sensem.

Blaise uśmiechnął się.

— Wiem.

Draco wstał, oswobodził się z kokonu i upuścił go na Blaise’a, odchodząc.

— Gdzie idziesz? — zapytał Blaise.

— Prysznic. Potem jedzenie. Później wyprowadzę psa na spacer. Muszę pomyśleć i oczyścić głowę — wyjaśnił Draco.

— Potrzebujesz towarzystwa? — zaproponował Blaise.

— Nie, dziękuję. Lubię brać prysznic w samotności — powiedział Draco ironicznie.

— Mądrala. Nie to miałem na myśli! — zawołał za nim Blaise.

Ale Draco nie słyszał, ponieważ brał już prysznic, próbując wymyślić swój plan działania.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Później, tego samego dnia, po długim prysznicu, gorącym posiłku i spacerze po dzielnicy, Draco drugi dzień z rzędu udał się na Ulicę Pokątną. Miał pewność, że nie spotka tam Hermiony i był z tego zadowolony. Nie wiedziałby, co jej powiedzieć, gdyby ją zobaczył, a ponadto, poszedł tam po prezent. Chciał załagodzić sytuację, a Blaise powiedział, że kwiaty załatwią sprawę. Po sprawdzeniu różnych stoisk z bukietami na placu handlowym, Draco w końcu znalazł takie, jakie posiadało wybór kwiatów, które, jak sądził, spodobałyby się Hermionie. Zdecydował się na mieszankę białych róż, różowych lilii i fioletowych stokrotek. Zastanawiał się, co umieścić na kartce i ostatecznie postawił na prostotę:

 

Hermiono,

przepraszam za to, co powiedziałem, zanim opuściłem park.

Jeśli chcesz, możemy o tym porozmawiać.

Nie będziemy nic pospieszać.

 

Draco

 

PS: Nie zapomnij podzielić się kwiatami z Rose; są dla Was obu.

 

Zadowolony ze swojego liściku i zakupu, wziął kwiaty i ruszył brukowaną uliczką. Wtedy poczuł dziwne wrażenie, jakby coś go porywało. Rozejrzał się, ale nie zauważył niczego, co mogłoby to spowodować. Myśląc, że to musiał być powiew bryzy dochodzącej z jednej z bocznych uliczek, szedł dalej.

A przynajmniej próbował. Nie mógł podnieść nóg. Potem, bez żadnego ostrzeżenia, jego nogi same zaczęły iść, kierując się na Ulicę Śmiertelnego Nokturnu. Próbował krzyczeć, ale nie mógł. Próbował sięgnąć po różdżkę, ale też nie mógł tego zrobić. To było tak, jakby ktoś rzucił na niego… Imperiusa, pomyślał, usiłując kontrolować strach, który zaczął w nim narastać. Ale kto by mógł…

Właśnie wtedy zobaczył go, gdy wszedł w mroczną i wilgotną uliczkę.

— Proszę, proszę, czy to nie mój syn? — powiedział Lucjusz. Przechylił głowę i spojrzał na Draco. — Co? Nie przywitasz się ze swoim ukochanym, starym ojcem? Och, czekaj, zgadza się, nie możesz. Nie, chyba, że cię zmuszę. — Uśmiechnął się złośliwie, podnosząc różdżkę i przyglądając się jej. — Rany, wiesz, jak dobrze jest mieć ją z powrotem? Wiesz, jak to jest? Być obdartym ze swojej magii? — Czekał, jakby spodziewał się odpowiedzi Draco, zanim odwrócił głowę w stronę syna i spojrzał na niego gniewnie. — Nie! Nie wiesz, prawda? Ty i twoja matka nie dostaliście żadnej kary, podczas gdy ja, głowa rodziny, byłem uwięziony we własnym domu; zabrano mi różdżkę.

Robił kółka wokół Draco, mówiąc głównie do siebie, podczas gdy sam Draco wściekle próbował cofnąć zaklęcie, które ich wiązało — bezskutecznie.

Oszalał, pomyślał Draco. Muszę się stąd wydostać… gdy tylko cofnie Imperiusa.

— A dokąd idzie mój syn, kiedy ja tkwię w domu? Wałęsa się po całym świecie, tylko po to, żeby rzucić mi tym w twarz. — Chodził wokół Draco i ponownie stanął z nim twarzą w twarz, prawie plując. — A kiedy wraca, co robi? Daje do publicznej wiadomości, że nie będzie już podążał za swoim wychowaniem i będzie uważał czarodziei półkrwi i mugolaków za równych sobie! RÓWNYCH SOBIE, DRACO? Po tym wszystkim, czego twoja matka i ja ciebie nauczyliśmy.

Kontynuował okrążanie i Draco zaczął się bać o swoje życie. On mnie zabije…

— Jakby tego było mało, dowiaduję się, że mój syn, mój jedyny syn, ostatni z rodu Malfoyów, spędza czas z tą szlamowatą suką! I to nie byle jaką szlamą, nie. Szlamą. — Zatrzymał się, w końcu, zauważając bukiet kwiatów, ściśnięty w dłoni Draco. Machnięciem różdżki Draco został zmuszony do upuszczenia go na chodnik. Lucjusz podniósł kwiaty i przeczytał kartkę. Z warknięciem ponownie rzucił je na bruk i podpalił. Wziął głęboki, uspokajający oddech, przechodząc przez płomienie, i stanął twarzą do syna, głaszcząc go po policzku, jakby był małym dzieckiem. — Ale bez obaw, Draco, mój synu. Raz na zawsze rozwiążę ten problem.

NIE! Hermiona!

— Kiedy pozbędę się jej i jej małego bachora, nic nie będzie cię rozpraszało. Wtedy poślubisz kogoś o odpowiednim statusie rodowym. Ale najpierw...

Wycelował różdżkę bezpośrednio w Draco i powiedział:

Crucio!

Draco wiercił się i wił z bólu, starając się nie krzyczeć, nie chcąc dać ojcu satysfakcji. Ten tylko ponownie rzucił zaklęcie, z większą siłą, i Draco został zmuszony do szlochania.

— Przepraszam, synu, ale źle się zachowywałeś. A dzieci, które źle się zachowują, muszą zostać ukarane.

Ponownie rzucił Crucio i łzy zaczęły spływać po twarzy Draco.

— Nie sprawia mi to przyjemności, synu. To tylko dla twojego dobra.

Rzucił zaklęcie po raz ostatni, pozwalając Draco upaść na chodnik.

Kontrola. Znowu miał kontrolę nad swoim ciałem. Zerknął na swojego ojca, który wciąż krążył i mówił do siebie. Draco wstał na drżących nogach i wypluł krew z ust, która napłynęła od gryzienia wewnętrznej strony policzka, żeby głośno nie krzyczał. Otarł usta wierzchem dłoni, wpatrując się w ojca, równocześnie powoli sięgając do kieszeni, w której znajdowała się jego różdżka.

Lucjusz, widząc kątem oka ten ruch, rzucił:

Expelliarmus!

Różdżka Draco wyleciała mu z ręki i trafiła do jego ojca, zanim miał szansę cokolwiek zrobić.

— Jak się odwrócił los — zadrwił Lucjusz. — Teraz to ty nie masz różdżki, podczas gdy ja posiadam całą moc!

Zaczął się śmiać… początkowo to był chichot, ale przerodził się w szalony śmiech. Draco rozejrzał się… czuł się uwięziony i bez różdżki nie miał pojęcia, jak uciec. Spojrzał w dół na swoje zaciśnięte pięści i zrobił pierwszą rzecz, o której pomyślał; podszedł prosto do ojca i uderzył go mocno, odrzucając w szoku i bólu.

Po czym odwrócił się i pobiegł tak szybko, jak tylko mógł, słysząc kroki ojca tuż za sobą. Skręcił za róg i potem w inną alejkę, ukrywając się za beczkami, gdy mijał go ojciec.

Draco próbował wymyślić, co robić; musiał dostać się do Hermiony, ale nawet nie wiedział, gdzie mieszka. Wtedy pomyślał o jedynej osobie, która mogła mu pomóc… Potter.

Wiedział, że nie może się teleportować, nie mając różdżki, ale nie mógł także ryzykować przebiegnięcia całej drogi do Ministerstwa. Właśnie wtedy zobaczył naprzeciwko siebie sklep Borgina i Burkesa. Gdyby tylko mógł się tam dostać niezauważony, mógłby skorzystać z ich kominka, który był podłączony do Sieci Fiuu.

Spojrzał w kierunku, w którym szedł jego ojciec, ale kiedy go nie zobaczył, zaryzykował i wbiegł do sklepu.

— Och, witaj, młody Malfoyu. W czym mogę…

— Nie teraz, Borgin — przerwał ostro Draco. — Czy wasz kominek nadal jest podłączony do Sieci Fiuu?

— Sieci Fiuu? Dlaczego… tak, jest, ale o co…

Draco sięgnął do kieszeni i wyciągnął garść czarodziejskich monet, kładąc je na blacie.

— Nigdy mnie nie widziałeś, rozumiesz? — powiedział, wpatrując się w mężczyznę za ladą.

— Tak, proszę pana — odparł, zgarniając monety w swoje chciwe ręce.

Chowając się za wszystkim, za czym mógł, żeby nie był widoczny z ulicy, Draco skierował się na tyły sklepu, gdzie znajdował się kominek. Wziął szczyptę proszku Fiuu i wrzucił do paleniska, po czym wszedł i powiedział:

— Ministerstwo Magii!

Właśnie wtedy usłyszał dzwonek nad drzwiami sklepu i do środka wszedł jego ojciec.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

— Och, Rosie, nie chlap wodą, kochanie. Zamoczysz podłogę — powiedziała Hermiona, myjąc bardzo ruchliwego malucha.

Rose zachichotała.

— Pseplasiam, mamo — powiedziała, znów chlapiąc.

— Chyba jeszcze nie wiesz, co oznacza to słowo — mruknęła Hermiona ze śmiechem, sięgając do wanny i wyciągając korek.

Owinęła Rose w ręcznik i rozpoczęła wieczorny rytuał wciskania mokrego i ruchliwego dziecka w pieluchę oraz piżamę. Potem Hermiona usiadła na fotelu w sypiali i przeczytała kilka historyjek, dopóki Rose nie zaczęła ziewać. Za pomocą różdżki przyciemniła światła i cicho nuciła, aż jej córeczka zasnęła w jej ramionach. Pocałowała ją w czoło przed umieszczeniem jej w łóżeczku i przykryła kołdrą.

Kiedy Hermiona siedziała w swoim salonie i piła gorącą herbatę, czytając książkę przed pójściem spać, została zaskoczona, gdy jej kominek ożył zielonymi płomieniami.

Harry wyszedł, rozglądając się.

— Harry? — powiedziała, wstając ze swojego miejsca na kanapie i podchodząc do niego. — Co się dzieje? Wszystko w porządku?

— Ze mną wszystko dobrze. A z tobą? — zapytał, chodząc po jej domu i sprawdzając okna.

Spojrzała na niego z zaciekawieniem, idąc za nim.

— Tak, wszystko dobrze. Harry, mów do mnie. O co chodzi?

— Musisz zapisać adres — powiedział, wchodząc do jej kuchni i wyrywając kawałek papieru z bloczka, który wisiał na jej lodówce.

— Harry, co się dzieje? — zapytała, biorąc od niego kawałek papieru i pióro z blatu.

— Coś się dzieje i ktoś potrzebuje naszej pomocy, żeby się ukryć. Pamiętam, że rozmawialiśmy o tym wcześniej, jak moglibyśmy wykorzystać twoje mieszkanie, skoro jest na nie rzucone Zaklęcie Fideliusa. Miałem nadzieję, że ta osoba może tutaj zostać dzień lub dwa? — zapytał.

— Och… jasne, Harry — powiedziała, zapisując swój adres na kartce papieru:

 

Aleja Świetlików 221

 

Wręczyła kartkę Harry’emu, który powiedział:

— Dzięki. Aportuję się z powrotem do mojego gabinetu i wrócę za chwilę, dobrze?

Skinęła głową, po czym on zniknął z pyknięciem.

Czekała cierpliwie, aż Harry wróci, przypominając sobie, jak kilka lat temu zasugerował, by ona i Ron rzucili Zaklęcie Fideliusa na swój dom. Jego argumentem było to, że chociaż wojna się skończyła i Voldemort zniknął, nie było gwarancji, że jakiś inny obłąkany czarodziej czegoś nie spróbuje. Ponieważ byli najlepszymi przyjaciółmi Harry’ego, wiedział, że najbezpieczniej byłoby, gdyby nikt nie mógł znaleźć ich domu. Nie chciał, żeby przez niego zostali zaatakowani lub użyci jako pionki. Zgodzili się, a dodatkowo zawarli umowę, że jeśli ktoś będzie potrzebował noclegu, przyjmą go. To jednak był pierwszy raz, kiedy Harry musiał skorzystać z jej domu, i była trochę zdenerwowana tą perspektywą, wiedząc, że mieszkała tu teraz także Rose. Ale ufała Harry’emu i wiedziała, że nie przyprowadzi do jej domu nikogo, kto mógłby je skrzywdzić.

Usłyszała trzask w swoim salonie i podeszła do Harry’ego, który czekał przy kominku.

— Harry? Kto przyszedł? Nie powiedziałeś. Znam tę osobę? — zapytała.

Zanim jednak zdążył odpowiedzieć, płomienie ponownie ożyły i tym razem do jej salonu wszedł Draco Malfoy.

___________

Witajcie :) w niedzielę pojawiam się z nowym rozdziałem. Lucjusz pokazuje swoje szalone oblicze. Przyznam szczerze, że trochę mnie przeraża. A Wy co sądzicie o tej scenie? Dajcie znać. Nie przedłużając, zapraszam na 14 rozdział, który także dzisiaj został opublikowany. :)