Rozdział 33: Ciężary do zniesienia

niedziela, 30 września 2018

— Więc kiedy do nas dołączyłeś, blond alfonsie? — pyta Fred przy śniadaniu.
— I nazwała nas pasażerami na gapę — dodaje George.
Draco przewraca oczami.
— I nie myśl, że nie zauważyliśmy tego, kto spędził noc w twoim pokoju — mówi Fred.
— Ostatnią noc? Raczej wszystkie. — Ron mruga do mnie.
Wzdycham.
— Czy możemy o tym nie dyskutować przy jego matce? — prosi pani Malfoy z lekkim uśmiechem.
Draco rumieni się lekko, a ja zakrywam twarz rękami, potrząsając głową.
— Mam już dość opowiadania o tym — mówię w swoje dłonie. — Harry, ty im to wyjaśnij.
Harry połyka jedzenie, zanim zwraca się do oczekujących bliźniaków.
— Hermiona opiera się blond alfonsowi, czasem się z nim migdali, ale to tylko po to, żeby nam pomógł w pewnych sprawach, a poza tym mieszka tu ze swoją mamą i resztą nas — zapewnia chłopak z kamienną twarzą.
Luna i Tracy wybuchają śmiechem, nawet pani Malfoy lekko się uśmiecha. Bliźniacy wzruszają ramionami, wracając do jedzenia. Śmiech jest tym, czego obecnie potrzebujemy, aby poczuć, że świat nas nie zniszczy, a nawet jeśli przeżyjemy, nie wszystko zostało utracone.

~*~*~*~*~*~

Draco podaje mi książkę i siada na kanapie w bibliotece. Nie zdążam nawet przeczytać strony, gdy pojawia się Harry.
— Zamierzam porozmawiać z Luną na temat wizyty u Deana i jego rodziny — mówi. — Chcesz iść?
Przytakuję ze smutkiem, a Draco wzdycha obok mnie.
— Nie sądzę, że to konieczne — oświadcza, wpatrując się w ścianę.
— Dlaczego? — pytam.
Blondyn wzdycha i mierzwi włosy dłonią.
— Oni… nie dali rady — mówi cicho.
— Co? — pyta Harry. — Jak? Kiedy?
— Ostatniej nocy — prycha Draco, opuszczając bezwładnie ramiona. — Miał miejsce atak.
Oczy Harry’ego lekko zwężają się na blondyna.
— Skąd o tym wiesz?
Ręka Draco znowu przeczesuje blond pukle.
— Luna — mówi po prostu.
— Ale ona nic nie powiedziała — odpowiada Potter, a Draco zerka na niego.
— Po tym jak się teleportowaliście, zaczęła płakać, opowiadając o tym, jak skazała ich na śmierć — wyjaśnia Draco, uważnie obserwując Harry’ego, który opiera się o ścianę i patrzy na podłogę, jakby oglądał wspomnienia. — W końcu kazałem jej opowiedzieć o innym ataku, tym na rodzinę Thomasa. Powiedziała, że nie można nic zrobić, aby ich uratować, ale nadal… — Draco kręci głową.
— Muszę z nią porozmawiać — mówi Harry, odwracając się do drzwi.
Draco momentalnie pojawia się obok niego i łapie za ramię.
— Nie zamierzasz być kretynem i powiedzieć jej, że powinna ci wyjawić prawdę, albo rzucać mięsem w jej stronę, prawda? — pyta Draco, zaciekle.
Harry przewraca oczami i rzuca blondynowi ostre spojrzenie. Ten kiwa głową i pozwala mu odejść. Potem Draco wraca na kanapę.
— Czy z Luną będzie wszystko w porządku? — pytam, a Draco kręci głową, patrząc w puste drzwi.
— Nie wiem — odpowiada. — Wczoraj była bardzo zdenerwowana. Płakała niemal bez przerwy, dopóki nie powiedziała, że wracacie, a potem posprzątała i wróciła do swojego pokoju. Nie wydaje mi się, że to był pierwszy raz.
Pozwalam małej łzie spłynąć po moim policzku na wspomnienie naszej najmłodszej współlokatorki i najsilniejszej osoby z nas wszystkich.
— Magia zawsze coś zabiera — szepczę. — Ceną za jej dar jest poznanie losu wszystkich osób, których nie może uratować i nikt nie może znieść tego ciężaru.
— To jest o wiele gorsze — mówi Draco. — W swoich wizjach widzi naszą śmierć albo coraz gorsze scenariusze, które powtarzają się na okrągło. I może tylko patrzeć. Nie może być tam z nami, aby pomóc lub ostrzec, ale jedynie patrzeć i mieć nadzieję, że wszystko skończy się po naszej myśli.
Zatapiam się w ramionach Draco. To za dużo dla każdego.

~*~*~*~*~*~

Draco i ja pierwsi zasiadamy do kolacji. Widzę, jak Luna wchodzi do kuchni otoczona ramieniem Harry’ego. Chłopak całuje czubek jej głowy, zanim opadają na swoje krzesła. Dziewczyna uśmiecha się do mnie i odwdzięczam się tym samym, ale nadal widzę cienie wokół jej oczu.

~*~*~*~*~*~

— Napiłabym się herbaty — mówię, gdy już jesteśmy w łóżku.
— Żartujesz sobie ze mnie — jęczy.
— Naprawdę nie chcę, żebyś wstawał — mówię — ale co mogę zrobić? Mój uzdrowiciel powiedział, że nie powinnam się nadwyrężać. — Draco wzdycha. — Mam na myśli to, że może powinnam dostać kule?
Chłopak przewraca oczami, mamrocząc coś pod nosem i nagle para kul pojawia się obok mnie. Całuję go lekko.
— Dziękuję — mówię i idę do kuchni.
Kiedy przechodzę przez drzwi, widzę panią Malfoy stojącą przy kontuarze z filiżanką w dłoni.
— Och — wzdycham.
— Panno Granger, proszę siadaj — zaprasza. — Czy mogę coś dla ciebie zrobić?
Nawet w koszuli nocnej i szlafroku wygląda królewsko.
— Chciałam tylko napić się herbaty, ale nie musi pani…
— Nonsens — mówi, machając dłonią i zaczynając robić herbatę.
Kilka chwil później stawia przede mną filiżankę i zajmuje miejsce przy kuchennym stole. Popijamy w ciszy.
— Miałaś duży wpływ na mojego syna, panno Granger — mówi.
Do czego to zmierza, myślę rozpaczliwie.
— Czuję, że on także w pewnym stopniu wpłynął na mnie — odpowiadam, a ona przytakuje.
— Jestem pewna, że wojna zmieniła was oboje. — Wzruszam ramionami. — W tym roku stał się zupełnie innym chłopcem, albo kimś, kto został mężczyzną. Zmienia się z dnia na dzień.
— Wojna była ciężka dla wszystkich — pocieszam.
— Czy wiesz, co wtedy stało się z moją rodziną? Przez co przeszedł? — pyta pani Malfoy.
— Trochę, ale niewiele. Było tylko kilka sytuacji, gdy się ze sobą mierzyliśmy. Większości z tego co wiem, dowiedziałam się od niego — odpowiadam.
— Opowiesz mi o tym?
— Dlaczego? — pytam. — Nie chodzi mi o brak szacunku, ale dlaczego to ma tak wielkie znaczenie? Czy jest sens teraz się tym przejmować?
— Mój mąż nie żyje. Wcześniej Draco uwielbiał swojego ojca, ale teraz go odrzucił. Lucjusz nie był mężczyzną, za którego wyszłam wiele, wiele lat temu. Jestem wyjątkowo dumna z tego, jakim mężczyzną stał się Draco, ale nie rozumiem tego. Jego poglądy, metody, a nawet lojalność są zupełnie inne od tych, które znam. Widzę, że wciąż jest moim synem, ale zastanawiam się, z czym musiał się zmierzyć, przez te wszystkie lata, których nie pamiętam — wyjaśnia pani Malfoy.
— Po tym jak pan Malfoy został uwięziony, Ten-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać zlecił Draco zabicie dyrektora Dumbledore’a — zaczynam, a pani Malfoy blednie na te słowa. — Jeśli Draco by zawiódł, zabiłby go. Oznajmił także, że nie uwolni pana Malfoya z Azkabanu, dopóki chłopak nie wykona jego rozkazu. Obie kary spowodowane były utratą proroctwa przez pana Malfoya.
— Draco robił, co mógł, ale nie był mordercą. Koniec końców pojawił się Snape, który jak poprosiłaś, ochronił twojego syna. Dumbledore również poprosił Snape’a o przysługę. Od tamtej pory wszystko zaczęło się sypać. Draco musiał brać udział w napaściach, torturach i morderstwach, a jeśli by tego nie zrobił to Sama-Wiesz-Kto by cię zabił. Trzymał Draco w garści.
— Nie wiem zbyt wiele o tym, co działo się w tamtych czasach, poza tym, że było źle. Pan Malfoy nieustannie próbował odzyskać zaufanie Sama-Wiesz-Kogo. Bezskutecznie. Twoja rodzina była więźniami waszej rezydencji, tak jak więźniowie w lochach. Myśleliście tylko o tym, żeby przeżyć wojnę.
— Kiedy granice zostały zamknięte, zapanował chaos. Pan Malfoy stał się oschły dla swojej rodziny, ponieważ wspinanie się po szczeblach hierarchii śmierciożerców stało się jego główną ambicją i między innymi dlatego umarł. Draco nie był lepszy, ale oburzał go fakt, że jego ojciec nie troszczy się o ciebie i oboje jesteście na łasce szaleńca.
— Od tamtej pory było jeszcze gorzej. Draco niewiele mówił o tamtych czasach, dając niejasne odpowiedzi. Ale z tego co wywnioskowałam, byłaś bardzo nieszczęśliwa i traktowana jak skrzat we własnym domu. To było najgorsze dla Draco. Nienawidził zabijania i tortur. Gardził bestiami, których musiał nazywać swoimi towarzyszami, ale patrzenie na to, jak tobą pomiatano, było jeszcze gorsze.
— Kiedy wróciliśmy do przeszłości jego jedynym celem było uchronienie cię od tego i zrobienie wszystkiego, abyś nie musiała usługiwać temu sadystycznemu draniowi. Nie mógł uwierzyć w to, że jego najskrytsze pragnienie się spełniło.
Popijam herbatę, kończąc opowieść. Dłoń pani Malfoy opada na moją, przenosząc moją uwagę na kobietę.
— Panno Granger, mam złamane serce na myśl o tym, co ty i Draco musieliście przeżyć w tamtych strasznych czasach. Nigdy nie zdołam ci podziękować za to, że dzięki tobie mój syn i ja mamy szansę żyć na nowo.
Uśmiecham się do niej, a ona odpowiada tym samym. Potem wstaje, kiwa głową i wraca do swojego pokoju.
Wypijam resztę herbaty, powracając myślami do mojej teraźniejszości. Modlę się, żebyśmy mieli szansę uniknąć większości z tego, co się wydarzyło i przede wszystkim odwrócić końcowy rezultat.


_____________

Witajcie :) w niedzielne popołudnie publikuję kolejny rozdział tłumaczenia. Nie wiem jak Wy, ale ja bardzo lubię tę rozmowę Narcyzy z Hermioną. Wiele się dzięki niej dowiedzieliśmy i to będzie początek dobrych relacji obu pań. Piszcie, co myślicie o rozdziale.
U mnie wreszcie wszystko zaczyna się układać. Trzy tygodnie w nowej pracy minęły w zawrotnym tempie i generalnie przyzwyczaiłam się do zmianowego trybu pracy, więc teraz może być tylko lepiej. W najbliższym tygodniu czeka mnie pierwsza zmiana, dlatego postaram się trochę przyspieszyć tłumaczenie. Więc oczekujcie na nowe rozdziały! :)
Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia. Enjoy!

Rozdział 32: Bitwa o Norę

niedziela, 23 września 2018

— Jesteś gotowy? — pytam, siadając obok Rona.
Luna powiedziała, że wszystko rozegra się za kilka godzin, ale mimo to znajdujemy się w salonie i czekamy.
— Nie — odpowiada, nie podnosząc wzroku znad różdżki w dłoniach. — Nie sądzę bym kiedykolwiek był gotowy. A ty?
Spogląda na mnie.
— Czy jestem gotowa? Nie wiem, ale po tych trzech latach my wszyscy tak tego… chcemy — odpowiadam. — Wszystko będzie dobrze.
Ron wzrusza ramionami i znów patrzy na różdżkę.
— Mam nadzieję.

~*~*~*~*~*~

— Już czas — mówi Luna cztery i pół godziny później.
Siedzi w kącie, mając przez cały czas zamknięte oczy. Natychmiast ruszamy z miejsc i stajemy w centrum pokoju wokół świstoklika.
— Tracy, trzymaj się mocno — ostrzega Luna w momencie, gdy czujemy ucisk w okolicach pępka.
Lądujemy na ziemi na polu przed Norą. Ron wstaje na nogi i czaruje błyskawicę, taką jaką ma Harry na swoim czole, kierując się w stronę domu. Harry pomaga wstać mnie i Tracy.
— Chodźmy — mówi i każde z nas idzie w inną stronę domu. Spędziliśmy godziny na obmyślaniu strategii i analizowaniu wspomnień Luny. Wiemy, że będzie dziesięciu silnych wojowników i ośmiu przeciętnych. Mamy także informacje, pod jaką maską są ukryci.
Rzucam osłony, czekając na ich uruchomienie. Kilka zaklęć Blacków ma sprawić, że będziemy mieli chociaż odrobinę przewagi. Mają odbijać rykoszetem mroczne klątwy, aby ochronić mieszkańców tego domu.
Tracy krząta się po prawej stronie pola, czekając na śmierciożerców, aby od razu zaatakować. Harry ukrył się w zbożu przed domem. Ron stoi przy drzwiach. Gdy już udzielił odpowiedzi na wszystkie pytania, matka niemal ściska go w uścisku.
— Nie mamy dużo czasu — mówi Ron. — Zmierza tu grupa śmierciożerców.
— Więc musimy iść — panikuje Molly.
— Nie — odpowiada Ron stanowczo. Jego głos jest silny, a oczy nieugięte, chociaż wiem, że pęka mu serce. — Już za późno, zaraz tu będą. Przepraszam, że nie pojawiłem się wcześniej, aby pomóc wam uciec, ale oni przybędą tu za minutę i chcą cię zabrać, mamo.
— Co? — krzyczy Molly.
Dobiega do nas głośny dźwięk aportacji. Widzę, jak osiemnastu śmierciożerców rusza w naszym kierunku. Jeden macha różdżką i dach staje w płomieniach.
— Mamo — mówi Ron, naciskając. — Muszę iść walczyć. Tracy, Harry i Hermiona są tutaj, aby pomóc. — Chłopak rozgląda się po rodzinie. — Ukryjcie ją, przejdziemy przez to.

~*~*~*~*~*~

Tymczasem Tracy wślizguje się w grupę śmierciożerców, ukryta pod peleryną-niewidką Harry’ego. Kilka zaklęć sprawiło, że porusza się niemal bezszelestnie. Staje za Antoninem Dołohovem, który znajduje się z tyłu grupy. Czarna strzała, wyczarowana przez Pottera, spoczywa w dłoni dziewczyny. Pod wpływem wyszeptanego zaklęcia końcówka staje się czerwona. Tracy wbija strzałę w plecy mężczyzny, łamiąc przy tym kości. Przesuwa ją do przodu przez serce i płuca.
— Za moją matkę — szepcze, po czym odskakuje.
Dołohov kaszle krwią i pada na kolana. To sygnał dla mnie. Aktywuję osłony, gdy Antonin przestaje oddychać.

~*~*~*~*~*~

Molly chwyta ramię Rona, gdy ten sięga do klamki frontowych drzwi. Dostrzega śmigające w powietrzu zaklęcia, co oznacza, że nadszedł czas, aby dołączyć do walki.
— Musimy iść, możemy użyć sieci Fiuu — naciska kobieta.
Ron przytula ją.
— Oddziały nam na to nie pozwolą, mamo — mówi smutno. — Ale jesteśmy Weasleyami, będziemy walczyć i wszystko się uda. Kocham cię.
Z tymi słowami wychodzi na zewnątrz w wir walki.
Molly, Artur, Bill, Fred, George i Ginny patrzą za nim. Na zewnątrz krzyki mieszają się z wybuchami.
— Ginny, wracaj do środka i nie waż się wychodzić — mówi Molly,
— Nie, mamo — odpowiada dziewczyna. — Nigdzie się nie wybieram i wiesz, że i tak się tu zakradnę. Jesteśmy silniejsi jako rodzina.
Molly przyznaje jej rację i wychodzi przez frontowe drzwi.
Zaklęcia latają wokół posiadłości. Trzech śmierciożerców poległo. Harry wyrzuca kolejnego w pole i jest mało prawdopodobne, że się podniesie.
— Grayback — krzyczy Harry, a zaklęcie zwiększające głośność sprawia, że wszyscy go słyszą. Wilkołak patrzy na chłopaka. — Wyzywam się na pojedynek alf.
Grayback macha głową na boki i zaczyna iść w jego stronę. Jeden ze śmierciożerców wskazuje różdżką Harry’ego, ale wilkołak podchodzi do niego, owijając ramię wokół jego gardła.
— On jest mój — warczy Grayback. Śmierciożerca upada, jego oczy są puste, a tchawica zmiażdżona.
Wilkołak nawet nie zaszczyca go spojrzeniem, koncentrując całą swoją uwagę na Harrym. Czarny Pan chce go mieć żywego, ale Grayback nie jest pewny, czy będzie w stanie spełnić tę obietnicę.
W międzyczasie atakuje mnie pięciu śmierciożerców i ledwo mogę odbijać ich zaklęcia lub spowolnić działanie. Na szczęście dołącza do mnie Bill i kolejni dwaj przeciwnicy zostają pokonani. Ron stoi u boku Tracy, walcząc z dwoma poplecznikami Voldemorta. Pozostała piątka rusza na rodzinę Weasleyów. Z siedmiu do tej pory zabitych, tylko Dołohov był silnym wojownikiem. Być może jesteśmy blisko celu, ale jeszcze długa droga do zwycięstwa.

~*~*~*~*~*~

Grayback i Harry krążą po okręgu. Pan Lovegood powiedział, że najważniejszy jest proces udowodnienia, że jesteś godnym przeciwnikiem. Szczęka Graybacka drga lekko nim mężczyzna wyskakuje do przodu. Harry odskakuje, unikając klątwy. Trenował do tego. Obraca różdżkę w dłoni, wyczarowując dziesięć ogonów, które owijają wilkołaka.
Skóra skwierczy, gdy mężczyzna zaczyna warczeć. Sięga po Harry’ego, ale chwyta powietrze, zanim jego ramię pokrywa się głębokimi ranami. Jeszcze dwie noce do nowiu, więc jego wilcza natura nie jest w stanie przejąć nad nim władzy.
Harry nadal pozwala Graybackowi atakować, jednocześnie podejmując działania odwetowe. Chociaż pomaga innym, nie mógłby pozwolić, żeby ręka wilkołaka zdołała go dosięgnąć.
Grayback ponownie rzuca się na Harry’ego, chociaż zmienia kierunek w połowie szarży. Chłopak cofa się, gdy pazury dotykają jego torsu. Upada do tyłu, słychać tylko skrzypnięcie żeber. W odwecie oślepia Graybacka i rzuca zaklęcia cięcia, gdy wstaje i wycofuje się na swoje miejsce.
Grayback nie może się podnieść, krew cieknie z jego ciała. Zaklęcie leczące nie jest w stanie powstrzymać krwotoku. Jego czarne oczy patrzą na Harry’ego, który unosi swą różdżkę.
Sectumsempra — mówi.
Grayback wije się, gdy zaklęcie w niego uderza. Przecina prawą stronę szyi od linii szczęki aż do klatki piersiowej. Gdy głowa odpada od ciała, żywot Graybacka dobiega końca.

~*~*~*~*~*~

Molly pokonuje śmierciożercę, kiedy bliźniacy, Artur i Ginny zajmują się pozostałą czwórką, aby nie zburzyli ich domu. Tracy i Ron uzupełniają się, walcząc razem. Bill jest po mojej stronie. Umieszczam przeszkody na drodze śmierciożerców, a on zadaje im cios. Kolejny został pokonany dzięki tej metodzie. Jeden z silniejszych walczy z Ronem i Tracy, więc pozostało tylko siedmiu.
— NIE — rozlega się głos Molly.
Przeciwnicy moi i Billa patrzą w tamtym kierunku, a my nie wahamy się ani chwili i rzucamy potężne zaklęcia, pokonując obu jednocześnie. Bill biegnie do matki, która tuli Ginny w swoich ramionach. Dziewczyna z trudem łapie oddech. Zaklęcie diagnostyczne ujawnia, że krwawi wewnętrznie. Wszystkie naczynia krwionośne w jej tułowiu zostały rozerwane. Nie zdąży do Świętego Mungo. Nic nie możemy zrobić.
Weasleyowie są znani ze swej potęgi i temperamentu. Widząc, jak upada jeden z nich, nawet śmierciożercy nie wykorzystują swojej szansy.
Molly płacze nad swoją córką, gdy wszyscy je otaczamy.
— Kocham was — mówi Ginny. — Przepraszam… powiedzcie Deanowi…. — Bierze ostatni dech, zamykając oczy.
Rodzina opada na kolana wokół matki i córki. Szloch Molly miesza się ze spadającymi wokół łzami.
Harry zakopał ciała w okolicy posiadłości Weasleyów w masowym grobie, stawiając nad nim tablicę z osiemnastoma kreskami. Kiedy wraca, podchodzę do niego.
— Niedługo będziemy musieli iść — szepcę.
Kiwa głową i idzie do Billa. Po kilku minutach cichej rozmowy, Bill przytakuje. Artur, Molly i ciało Ginny teleportują się do Muszelki, gdzie czekają Charlie i Fleur. Bill, bliźniacy i Ron zajęli się magicznym pakowaniem rzeczy. Po chwili Harry, Tracy i ja do nich dołączamy.

~*~*~*~*~*~

Pół godziny później zawartość domu mieści się w dużej torbie z rozsuwanym zamkiem. Bliźniacy podchodzą i stawiają przed Harrym inną. Spogląda na nich zdezorientowany.
— Idziemy z wami — mówi Fred.
— Nie próbuj nawet się z nami kłócić — dodaje George.
Harry bezradnie kiwa głową. Bill rozgląda się po domu, zanim podnosi torbę.
— Uważajcie na siebie — mówi, a potem teleportuje się do żony.
Tracy przytula Rona, a Harry i ja chwytamy bliźniaków. Najwyższy stopień przed Gimmauld Place 12 jest bardzo zatłoczony, gdy Draco otwiera drzwi. Jego oczy rozszerzają się.
— Babcia Jean i zabraliśmy kilku pasażerów na gapę — mówię, przechodząc obok blondyna.
— Nikt nie wie, który jest starszy — oznajmia Ron, wchodząc do środka.
— Flitwick — mówi Tracy, podążając za swoim chłopakiem.
— Dudley i zbieraj szczękę z podłogi, Malfoy — dodaje Harry.
Bliźniacy gapią się na Draco, ale wciągam ich do kuchni.
— Draco, leczenie — przypominam.
Chłopak mruga i rzuca na każdego zaklęcia diagnostyczne, po czym idzie do szafki. Wyciąga mikstury i lewituje je na stół. Zaklęciem pozbywa się koszuli Rona, po czym nakłada na lewą rękę i tors maść na oparzenia.
— Tracy znów się na ciebie wściekła? — żartuje Draco, kontynuując pracę i badając głębokość ran.
Usta Rona unoszą się lekko.
— Nie tym razem — odpowiada.
Draco macha różdżką i na ranie pojawia się opatrunek.
— Będę musiał zmienić go rano, ale powinno się wygoić w kilka dni — oznajmia Draco, przechodząc do Harry’ego.
Chłopak jest pokryty brudem, potem, kilkoma ranami i zadrapaniami. Draco ściąga mu koszulę i oczyszcza ciało za pomocą zaklęcia Chłoszczyć.
— Czy któraś z nich pochodzi od wilkołaka? — pyta Draco, gdy zatrzymuje się przy ranach na ramieniu, klatce i twarzy.
— Tylko siniak — odpowiada Harry.
Duży siniak sięga do żeber. Chłopak kręci się pod wpływem zaklęcia diagnostycznego.
— Jest kilka małych złamań w żebrach. Ciesz się, że nie usunąłem kości jak Lockhart — żartuje Draco.
— To nie było zabawne — dodaje Harry, ale chwilę później sam się śmieje.
— Myślę, że źle wymierzył, bo te złamania nie są poważne — mówi Draco, rzucając więcej zaklęć diagnostycznych.
— Coś było nie tak z jego ramieniem, ale się cofnąłem, gdy uderzył.
— Dobrze. — Draco podwija nogawkę spodni Harry’ego. — Skręciłeś także kostkę.
— Cóż, jeśli to wszystkie skutki walki z wilkołakiem, to mogę uważać się za szczęściarza — mówi Harry.
Draco owija nogę chłopaka bandażem, po czym podaje eliksir.
— Wypij to i jesteś najszczęśliwszym draniem jakiego kiedykolwiek spotkałem.
Harry uśmiecha się i bierze eliksir.
— Panno Granger, zapraszam za mną — oznajmia blondyn, zwracając się do mnie.
Przechodzę za zasłonkę i siadam na krześle. Przygląda mi się badawczo, a potem pomaga wejść na wysokie łóżko, zanim wychodzi.
— Tracy, potrzebuje tylko odpoczynku i tego fioletowego eliksiru — mówi Draco, pojawiając się kilka minut później. — Bliźniakom nic nie jest, reszta uspokoi się i zaśnie nawet bez pomocy mikstur.
— Nieźle się urządziłaś — mamrocze.
— Uwierz mi, to nie ja jestem powodem tego wszystkiego — drażnię się.
Draco patrzy mi w oczy, jego twarz nie wyraża żadnych emocji.
— Będę musiał to zobaczyć — mówi cicho.
Przytakuję. Pozbywa się moich ubrań, więc zostaję tylko w bieliźnie. Rumienię się, ale jego oczy natychmiast kierują się na głębokie rozcięcie z boku nogi, kończące się tuż przed biodrem. Delikatnie dotyka ranę, czyszcząc ją i uszczelniając, zanim przenosi wzrok na mój brzuch. Skórę pokrywają zadrapania ze skał i innych odpadów wyrzuconych na drogę.
— Czy odczuwasz jakikolwiek ból? — pyta, gdy kończy leczenie ran.
— Wcześniej nie, ale pod wpływem adrenaliny zaczęło trochę boleć — odpowiadam.
Draco kiwa głową i wyciąga zielony płyn. Odmierza łyżeczkę i podaje mi ją. Jego oczy przesuwają się po moim ciele, po czym potrząsa głową i odwraca się.
— Powinnaś przez przynajmniej jeden dzień nie obciążać tej nogi — mówi do ściany. — Stworku? — Skrzat aportuje się obok nas. — Proszę, zabierz Hermionę do łóżka, nie wolno jej obciążać prawej nogi. Przynieś jej czystą piżamę. Przyjdę za chwilę.
Skrzat przytakuje i teleportuje się razem ze mną do sypialni.

~*~*~*~*~*~

Zgodnie ze swoimi słowami, Draco pojawia się w pomieszczeniu, gdy ubrana w czystą piżamę leżę pod kołdrą.
— Dziękuję, że się nami zająłeś — mówię.
Wzrusza ramionami.
— Powiesz mi, dlaczego tutaj są bliźniacy? — pyta.
— Ginny umarła, chcą się bardziej zaangażować — wyjaśniam.
Kiwa głową i odgarnia włosy z mojej twarzy.
— Śpij, kochanie — mówi, wślizgując się do łóżka i zdmuchując świece.


__________

Witajcie :) w niedzielne popołudnie publikuję kolejny rozdział tłumaczenia. Tak jak zapowiadałam, rozegrała się bitwa w Norze. Wiem, że pewnie spodziewaliście się większej ilości akcji, ale mimo tego, że te rozdziały są tak krótkie, działo się wiele. Piszcie, co sądzicie!
Powoli zbliżamy się do końca opowiadania. Jak widzę tę malejącą ilość stron to czuję się tak... dziwnie. Bo z jednej strony radość, że kończę tak długie tłumaczenie, a z drugiej smutek, ponieważ uwielbiam sposób w jaki autorka ukazała relację Draco i Hermiony. Szkoda mi tylko, że tak mało osób czyta tę historię... cóż może czekają na całość? Myślę, że niedługo się go doczekają, bo zostało tylko osiem rozdziałów! Trzymajcie kciuki żebym znalazła na to czas i przede wszystkim chęci.
Tyle ode mnie. Miłego tygodnia! Enjoy!

Rozdział 31: Załamanie i bezsilność

sobota, 15 września 2018

— Jak poszło? — pyta Draco, podając mi filiżankę herbaty.
Jest trzecia nad ranem, Harry, Ron i Tracy poszli spać, gdy tylko weszliśmy do domu.
— Sześciu z siedmiu zabitych — odpowiadam, popijając.
— Yaxley?
— Nie żyje. — Draco kiwa głową. — Wszystko potoczyło się gładko, ale nie wiem jak długo, szczęście będzie nam sprzyjało. Byli zdziwieni, że tam się pojawiliśmy, jednak…
— Prawdopodobnie wkrótce Czarny Pan zorientuje się, że otrzymujecie informacje o atakach, może nawet dzisiejszej nocy. Będzie szukał kreta — mówi Draco, a ja wzruszam ramionami.
— Dopóki nie znajdzie Snape’a.
W ciszy kończymy herbatę, a potem udajemy się do pokoju, aby chociaż przez kilka godzin się przespać.

~*~*~*~*~*~

Luna wpada do biblioteki, gdzie siedzę razem z Draco.
— Zebranie — mówi po prostu, zanim opuszcza pomieszczenie.
Uśmiecham się, widząc Draco kręcącego głową w stronę pustych drzwi. Przewraca oczami i oboje wstajemy.
Stajemy przy wejściu do pokoju zebrań w tym samym momencie co Ron i Tracy. Niezręczność tej sytuacji niemal zatrzymuje mnie w pół kroku. Zajmujemy swoje miejsca, a sekundę później dostrzegam pana Lovegood siedzącego na parapecie.
— Vol- Sami-Wiecie-Kto jest wkurzony — mówi Harry, przyciągając naszą uwagę.
— Hary?
— Wszystko w porządku, mam to pod kontrolą — uspokaja. — Sami-Wiecie-Kto całkowicie oszalał. Myśli, że wśród nich jest kret. Zabił Śmierciożercę, który uciekł, ponieważ sądził, że to przyczyna jego ucieczki. Nawet nie ma „satysfakcji” z torturowania swoich, aby wydobyć informacje. Depczemy mu po plecach.
— To dobrze, prawda? — pyta Tracy.
— Tak i nie — odpowiada Ron, patrząc na Harry’ego. — Bardziej prawdopodobne jest, że popełni błędy, ale dołoży wszelkich starań, aby zrozumieć, dlaczego giną jego ludzie.
Harry przytakuje smutno.
— Zaplanował kilka ataków, aby nas przyciągnąć. Sterta ciał… — głos Harry’ego zanika.
— Nic na to nie poradzimy — oświadcza Draco, a oczy Pottera wbijają się w niego, konflikt wisi w powietrzu.
— Nie możemy pozwolić im umrzeć — mówi Harry z pasją. — Zostawić, aby umarli za nas.
— Jeśli tam pójdziesz, nie będziesz jedynym, który umrze — naciska Draco. — Umrzemy razem z tobą, łącznie z tymi, których próbujesz ocalić swoją głupotą.
Kładę rękę na ramieniu blondyna.
— Draco — mówię cicho.
— Nie pozwolę ci umrzeć przez głupią misję — szepcze, po czym wstaje i przechodzi do kąta, aby się uspokoić.
— Nienawidzę tego mówić, ale Malfoy ma rację, stary — mówi Ron.
Na twarzy Harry’ego maluje się zdrada, gdy patrzy na przyjaciela.
— Nie możecie mi zakazać tam iść — odpowiada, a jego słowa brzmią pusto.
— Umrzesz, jeśli to zrobisz — oświadcza Luna stanowczo, nie okazując wycofania, gdy jego oczy przenoszą się na nią. — I jeśli chcesz, mogę ci utrudnić udanie się tam. Twoja śmierć spowoduje, że kraj rozpadnie się w ciągu kilku tygodni. Nie możesz tam iść. Wiem, jak bardzo jest to dla ciebie trudne, ale właśnie takie powinno być. Widziałam te ataki, zanim je zaplanowałeś. To właśnie był powód, dlaczego o nich nie mówiłam.
— A co z Zakonem? — pyta Tracy. — Mam na myśli to, że nie możemy walczyć, ale może ktoś inny?
Luna uśmiecha się do niej.
— Tak, możecie poinformować Zakon — przyznaje Luna. — Ale musieliby wziąć jedenaście osób, albo całkowicie odpuścić. Jeśli nie mogłoby iść ich tak wielu, to lepiej niech będą gotowi na kolejne walki. Gdybyśmy stracili za dużo osób… ostateczny triumf byłby o wiele trudniejszy.
Harry kiwa głową, a grupa wzdycha. Draco momentalnie pojawia się obok mnie. Chłopcy wymieniają spojrzenia, przytakują i zapominają o konflikcie. Ręka Draco łapie moją dłoń.
— Teraz, gdy wszystko zostało wyjaśnione — zaczyna Luna — musimy zaplanować kolejny atak.
— Kiedy? — strzela Ron.
— Najprawdopodobniej za dwanaście dni, ale waham się między dziesięć a siedemnaście.
— Między dwudziestym piątym sierpnia a pierwszym września? — pytam, na co blondynka przytakuje.
— W tym ataku będzie brało udział piętnastu do dwudziestu dwóch śmierciożerców — wyjaśnia Luna.
— W co celują? — pyta Ron.
Smutek pojawia się na twarzy dziewczyny, ale nie odwraca wzroku od rudzielca.
— W rodzinę — mówi. — Nie możemy ich ostrzec, ponieważ na dobre stracimy Dołohova. Jeśli nie pozbędziemy się go teraz, będzie uczestniczył w ostatniej bitwie i nas zabije. Jeżeli pojawi się w finalnej walce, nasze szanse na sukces spadną do 19%. Pojawicie się tam i będziecie walczyć z zagrożeniem, tak jak dotychczas. Nie możemy sobie pozwolić na odstępstwa.
— Co to za rodzina? — szepcze Ron.
— Weasleyowie — oświadcza Luna, wciąż nie odwracając wzroku.
Ron osuwa się na krześle.
— Ja… ja… muszę ich ostrzec… ja. — Przepełnione przerażeniem, niebieskie oczy Rona spoglądają w górę i na nas. — Muszę — szepcze.
Luna jest jedyną osobą, która nawiązuje z nim kontakt wzrokowy. Wyraźnie widzimy ból wibrujący w kryształowo niebieskich oczach. Boli samo patrzenie na niego.

~*~*~*~*~*~

Widziałam takie oczy. Zabraliśmy ze sobą George’a, aportując się do Forest of Dean. Wciąż trzymał rozłożone ręce, jakby chciał chwycić swojego bliźniaka. Postanowiłam wyleczyć małe skaleczenia po tym, jak zmusiłam go do siedzenia na krześle. Harry zniknął w swoim pokoju, rzucając zaklęcie wyciszające. Nie pojawi się do następnego dnia.
Ron opierał się o ścianę namiotu, krzyżując ręce na piersi. Mówił coś do George’a, ale ten nie kontaktował, więc Ron westchnął i odszedł.
Popatrzyłam na George’a, gdy skończyłam leczenie. W jego niebieskich oczach dostrzegłam ból. Nie widział mnie, tylko swojego zmarłego brata. Fred nie był pierwszym z Weasleyów, który odszedł. Ginny zmarła sześć miesięcy temu, a Artur pięć. Jednak ta strata najbardziej go dotknęła.
Siłą otworzyłam mu usta i podałam trochę eliksiru słodkiego snu. Przy najbliższej okazji mieliśmyy zaopatrzyć się w składniki do eliksirów, ponieważ nasze zapasy się kurczyły.
Pomogłam George’owi położyć się do łóżka. Jego oczy nadal były przepełnione bólem. Wpatrywałam się w niego przez dłuższą chwilę, a potem wyszłam na patrol.
Rano George zniknął. Przeszukałam namiot, rzucając zaklęcia diagnostyczne, by znaleźć oznaki magii w okolicy. Wpatrywałam się w pusty las, kiedy obok mnie stanął Ron. Położył rękę na mych plecach.
— Odszedł — wyszeptałam.
— Wiem — odpowiedział, a ja odwróciłam się w jego stronę, szukając odpowiedzi. — Nie mógł pogodzić się z tym, co stało się z Fredem. Stracił swoją nadzieję, więc wziął ze sobą tyle, ile zdołał unieść i poszedł przed siebie.
— Ale…
Ron przyciągnął mnie do swojej piersi.
— Nic na to nie poradzimy —  powiedział po prostu.
Trzymał mnie przez chwilę, po czym wszedł do namiotu.

~*~*~*~*~*~

— Chodzi o to, że albo teraz zagrożą twojej rodzinie, albo przegramy wojnę i później ich stracisz — mówi Luna stanowczym głosem, wciąż nie tracąc kontaktu wzrokowego.
— Nie możesz mnie o to prosić — odpowiada Ron drżąco. Gdzieś tam głęboko w nim jest siła, jednak ból, który go ogarnia, przejmuje stery.
— To niesprawiedliwe — dodaje Luna — ale tak właśnie wszystko musi się potoczyć.
— Czy oni umrą? — szepcze.
— Jest kilka rzeczy, które możemy zrobić, aby zmniejszyć straty.
— Jakie? — Oczy Rona patrzą na nią, błagając o sposób uratowania jego rodziny.
— Pozwólcie mi wyjaśnić — Luna zwraca się do nas wszystkich — nikt z Weasleyów nie może zostać poinformowany o ataku. Żadne z nich nie może opuścić terenu przed bitwą. Powinni zachować swą rutynę. Jeżeli o czymkolwiek się dowiedzą, na zawsze stracimy Dołohova. To nasza jedyna szansa. Jedyna.
Stanowczość głosu blondynki, sprawia, że przechodzi nas dreszcz. Siedzimy zagubieni we własnych myślach, zanim znowu się odzywa.
— Ron, potrzebujesz sposobu, aby udowodnić swojej rodzinie, że ty to ty i wyjaśnić im sytuację w niecałe pięć minut. Teleportujecie się tam trzy minuty przed atakiem. Ani minuty wcześniej, żeby pani Weasley zorientowała się, że ktoś z jej dzieci zniknął. To oznacza, że musimy oczekiwać dnia, o którym mowa, czekając aż powiem, że to już.
— W tej bitwie wezmą udział dwaj z naszej listy: Antonin Dołohov i Fenrir Grayback. Będzie im towarzyszyć duża grupa śmierciożerców. Weaaleyowie będą mieli wsparcie, co bardzo im pomoże. Szanse zgonów są stosunkowo niskie.
— Dołohov jest mój — warczy Tracy.
Harry kiwa głową, a Ron wciąż wygląda na zagubionego we własnych myślach.
— To pozostaje Grayback — dodaję.
— I właśnie dlatego tutaj jestem — mówi pan Lovegood, stając na nogach i podchodząc do przodu. — Pan Grayback jest wilkołakiem. Mamy szczęście, ponieważ pełnia będzie za trzy dni. Prawdopodobny atak będzie miał miejsce w środku cyklu. Trzydziestego pierwszego dnia miesiąca księżyc będzie w nowiu, więc jego wilcza natura nie będzie się objawiała.
— Wilcza natura? — pytam.
— Jak rozumiem, mieliście profesora, który był wilkołakiem? — dodaje pan Lovegood.
— Tak i przyjaciela — informuje Harry, a mężczyzna kiwa głową.
— Być może zauważyliście, że wraz z pełnią był bardziej poruszony, zaborczy. Wynika to z tego, że wilk ujawnia się dzięki bliskości księżyca, podobnie jak plaża przyciągająca fale.
Pan Lovegood milknie, patrząc w dal, za ściany wokół nas. Po chwili kręci głową i rozgląda się po nas, którzy wciąż nie rozumiemy jego słów.
— Aby lepiej zrozumieć wpływ wilka, musicie zrozumieć wilczą naturę. Co wiecie o wilkach? — pyta grupę.
— Wilki pochodzą od psowatych — cytuję. — Żyją i polują w stadach od sześciu do dziesięciu osobników. Nie jedzą powściągliwie. Jeden osobnik może zjeść dwieście funtów mięsa.
— Wicze stado jest ustalane według stałej hierarchii, z dominującym samcem na czele i jego partnerką tuż za nim. Zwykle ten samiec i ta samica są jedynymi w stadzie odpowiedzialnymi za wychowanie potomstwa — reszta stada pomaga dbać o szczenięta.
— Komunikują się przez wycie i z reguły są terytorialne. Wilki i ludzie mają swoją długą historię — kończę.
— Bardzo dobrze. —Pan Lovegood się uśmiecha.
— Dziesięć punktów dla Gryffindoru, panno Granger — Draco szepcze mi do ucha, sprawiając, że się rumienię.
— Historia pełna nieustannych walk jest prawdziwym powodem tego, że wilki trudno się przystosowują i nie są skłonne do pokłonienia się drugiemu, ale także komukolwiek kto chociaż przez chwilę posiada ciało. Pominiemy to, ponieważ pan Grayback nie ucierpiał z powodu człowieka, tylko ugryzł go wilk, a raczej demon wilka — mówi pan Lovegood, zaczynając krążyć, nim kontynuuje: — Wiemy, że wilki są istotami społecznymi, terytorialnymi i łowcami. Gdyby pan Grayback całkowicie oddał się zmysłom wilka, szukałby stada i partnera, preferując surowe mięso, polowałby na jedzenie, a nie dla zabawy. Ale nie robi tego. Zbiera swoje stado, jednak przepełnia go żądza krwi. Szuka stada, które spowoduje większe zagrożenie, nie dla socjalnej integracji. Nie jest wilkołakiem, którego przepełniają wilcze instynkty, tylko mordercą o sile i zmysłach wilka.
Pan Lovegood przerywa i szczypie się w nos.
— Czy on zawsze taki był? — pyta Tracy cicho.
Grayback budzi obawy wśród magicznej społeczności z powodu żądzy krwi i zabijania dla sportu. Znawca stworzeń patrzy na nią.
— Być może — mówi. — Niektórzy podejrzewają, że tak było, zanim się przemieniał, ale podczas moich podróży natknąłem się na historię, która prawdopodobnie dotyczy niego. Był chłopiec, który wiosną odwiedził Rosję wraz ze swoją rodziną. Pewnej nocy do ich chaty włamał się wilkołak. Zabił całą rodzinę i ciężko ranił chłopca, który leżał godzinami, prosząc o pomoc. Kiedy został odnaleziony, uzdrowiono go i odesłano do Wielkiej Brytanii, skąd pochodziła jego rodzina. Wuj zajął się nim, ale miesiąc później chłopiec przemienił się.
— Odtąd każdego miesiąca zamykano go. Jego ciało pękało podczas każdej próby ucieczki. Pomimo tego żył. W siedemnaste urodziny uciekł. Jego rodzina prawdopodobnie go kochała i zamykała dla jego własnego dobra, ale to jest niejasne. Wiadome jest, że znalazł partnerkę. Była najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek widział. Zaczarował ją, ale nigdy jej nie opowiedział swojej historii.
— Po tym jak zyskał partnerkę, zaczął tracić poczucie własnej wartości. Wilki nie są stworzeniami, które mogą żyć samotnie i bez stada, dlatego nieustannie obawiał się, że ktoś skrzywdzi jego partnerkę. Nadal nie powiedział jej, że jest wilkołakiem. Jego brat przyszedł z wizytą, powodując chaos. Pełnia miała być następnego dnia.
— W chwili, gdy wszedł do domu swej partnerki, zapach jego brata wypełnił zmysły wilkołaka i sprowadził go do momentu, gdy stracił rodzinę. Mężczyzna nazwał go wilkołakiem, gdy partnerka próbowała wstawić się za nim.
— Powiedziała, że to dobry człowiek, jednak tamten roześmiał się jej w twarzy, mówiąc, że człowieczeństwo jego brata to farsa i udowodni jej, jaki potwór drzemie gdzieś w środku niego. Wilkołak zaatakował brata, nie dając mu szans do obrony i pozostawiając w krwistej kałuży, tak jak rodzinę, którą kiedyś zabił. Wilkołak nie był usatysfakcjonowany tym widokiem, więc taki sam los spotkał jego partnerkę.
— Niektórzy twierdzą, że załamał się, gdy jego rodzina została zabita. Inni mówią, że żył z klątwą i rodziną, która zamykała go, wiążąc łańcuch na szyi. Są też teorie, że jego partnerka była spokrewniona z potworem, którego nienawidził. Zastanawiające jest także to, czy to wszystko zaczęło się od niego. Słyszałem także o miasteczku w Finlandii, gdzie grasował morderczy wilkołak żądny krwi.
Pan Lovegood kończy i siada na krześle z wysokim oparciem.
— Nie jestem pewien, dlaczego pan Grayback jest taki, panno Davis — mówi pan Lovegood. — Ale wiem, jak możecie go pokonać.
To przyciąga uwagę walczących osób. Ron zdaje się ogarnąć sytuację. Determinacja wypełnia jego oczy.
Rozglądam się po grupie. Tracy i Harry pochylają się do przodu, Luna siada na krześle, uśmiechając się lekko na podekscytowanie jej ojca, ale nadal wygląda smutno. Draco słucha uważnie, siedząc u mojego boku. Koła zębate kręcą się w jego umyśle, gdy dostaje sugestie.
Zaplanujemy, przećwiczymy, ale na końcu i tak musimy mieć nadzieję, że to wystarczy.

________

Witajcie :) w sobotnie popołudnie publikuję kolejny rozdział opowiadania. Zapewne po przeczytaniu jego treści z niecierpliwością oczekujecie na następny, jednak musicie uzbroić się w cierpliwość, ponieważ w najbliższym tygodniu pracuję na drugie zmiany, więc co za tym idzie będę miała bardzo utrudniony i momentami wręcz niemożliwy dostęp do komputera, więc z góry przepraszam, jeśli się nie wyrobię na przyszły tydzień.
Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Enjoy!

Rozdział 30: Wyznania zakrapiane ognistą whisky

sobota, 8 września 2018

Następnego dnia po bitwie nastrój mieszkańców Grimmauld Place nieco przygasł. Śpię do późna, tak jak większość, chcąc nieco odpocząć. Jednak spocone i kręcące się obok mnie ciało momentalnie mnie wybudza. Mrugam, chcąc się obudzić, zdziwiona mruczeniem i jęczeniem.
Odwracam się w stronę jego źródła. Blondyn obok mnie wykrzywia twarz w dziwnym grymasie. Nigdy go takiego nie widziałam. Przypomina mi się wspomnienie, w którym był torturowany jako dziecko.
— Nie — jęczy nagle, pot spływa mu po czole.
Kładę ręce na jego ramiona i delikatnie potrząsam. Odpowiada kwileniem.
— Draco — mówię cicho, wzmacniając uścisk. — Draco, obudź się.
Jego oczy otwierają się szeroko, są przepełnione strachem i dzikością. Rozgląda się po pokoju, szukając niebezpieczeństwa, zanim znowu na mnie zerka. Otacza mnie ramionami i przyciąga do piersi. Jego płuca szybko unoszą się i opadają. Nic nie mówię, po prostu go trzymam.
Po chwili jego oddech wyrównuje się, a ramiona rozluźniają. Odsuwam się, patrząc w szare oczy.
— Koszmar? — pytam.
Kiwa głową i siada.
— Muszę się ogarnąć — mówi, chwytając czyste ubrania i udając się pod prysznic.
Przytakuję, chociaż już dawno nie ma go w pokoju. Widziałam tylko dwa jego koszmary, odkąd przybyliśmy na Grimmauld Place. Czuje się niekomfortowo, rozmawiając o nich, pomimo tego, że był ze mną, gdy miałam podobne problemy. Wydaje mi się, że chodzi o coś więcej.
Każdy z nas ma swoje demony, które nie zawsze pozostają w zamknięciu. Jego słowa sprzed kilku miesięcy, gdy spędzaliśmy noce w Pokoju Życzeń, odbijają się echem w mojej głowie. Będę tutaj, jeśli będzie mnie potrzebował, ale to jego demony i poradzi sobie z nimi na swój własny sposób.
Z tą myślą zsuwam się z łóżka i przygotowuję na dzień.

~*~*~*~*~*~

Pary znajdują się w różnych pokojach i wręcz unikamy siedzenia z kimkolwiek innym niż nasz partner. Być może mogłabym złagodzić poczucie winy Rona i lęki Harry’ego, ale nie mieszam się. Jestem na tyle sprytna, aby wiedzieć, że Tracy może zrobić o wiele więcej dla Rona niż ja. Właśnie dlatego do siebie pasują, tak jak Luna do Harry’ego i Draco do mnie.
Owinięta ramionami blondyna nieustannie czytam książki w bibliotece Blacków. Znalazłam kilka zaklęć, które będą pomocne, ale to nie ich szukam tylko tych maskujących magiczne stworzenia. Chociaż akcja jest prosta, to pomaga bardziej niż dowcipy Rona czy rozsądek Harry’ego.

~*~*~*~*~*~

Siedzimy razem przy stole podczas kolacji. Spokojny brzdęk srebrnych sztućców może być powszechny w czystokrwistej rodzinie, ale tutaj jest to oznaka, że niektórzy z mieszkańców wciąż dochodzą do siebie po ostatniej nocy. Pani Malfoy, która zazwyczaj nie odzywała się podczas posiłków, rozgląda się po nas i wzdycha.
— Tracy, kochanie — zaczyna pani Malfoy po opróżnieniu kieliszka — co planujesz po tym wszystkim?
Macha swą delikatną dłonią, wskazując naszą obecną sytuację.
— Nie jestem pewna — odpowiada dziewczyna, zwracając uwagę na kobietę. — Pomyślałam o byciu magomedykiem, ale teraz… nie wiem.
Lekko kręci głową.
— Magomedyk, czy to nie jest zawód, który planujesz, Draco?
Odwraca się do swojego syna, który patrzy na Tracy, lekko ściskając moje kolano.
— Tak, to prawda, matko.
— Jak cudownie — odpowiada. — Panie Lovegood, czy zamierza pan kontynuować… publikację? — dodaje z lekkim wahaniem.
Mężczyzna macha głową w obu kierunkach.
— Zapewne tak — mówi. — Chociaż nie w tym samym stylu. Zamierzam powrócić do korzeni i być może skoncentrować się na polityce niezwiązanej ze stworzeniami.
— Polityka? — Oczy pani Malfoy rozjaśniają się, teraz ta rozmowa nabiera sensu i z pewnością może w niej uczestniczyć.
— Cóż, Prorok Codzienny jest kupowany i nawet za niego płacą, chociaż jest przepełniony bzdurami — kontynuuje mężczyzna, a pani Malfoy lekko wzrusza ramionami i unosi brew. — Ale ważne jest, aby ludzie znali fakty. Jak mogli być naprawdę przygotowani, skoro nie wiedzieli, co tak naprawdę się działo?
— Myślę, że przecenia pan społeczeństwo. Większość nawet nie przejmuje się tym, co robi rząd.
— Uważam, że nie docenia pani ludzi. Rząd musi zostać pociągnięty do odpowiedzialności, za nieudzielanie potrzebnych informacji. Dlatego właśnie Prorok Codzienny zajmuje się propagandą i plotkami, a nie wiadomościami.
Pani Malfoy uśmiecha się, wzruszając ramionami. Kolacja dobiega końca, gdy oboje przerywają tę debatę. Obraz obojga zmienia się — pan Lovegood z dziwaka na inteligentnego i miłego, a pani Malfoy ze stoickiej czystokrwistej na miłą i błyskotliwą kobietę. Kto by pomyślał, że w takiej chwili między nimi może powstać coś na kształt przyjaźni?

~*~*~*~*~*~

Moja dłoń rozciąga się po łóżku, czując zimne prześcieradło. Pokój, wciąż ciemny jak smoła, jest pusty. Podskakuję, a serce bije w zawrotnym tempie. Wtedy odzywa się rozsądek, prawdopodobnie poszedł do łazienki, więc nie ma się czym martwić. Mimo to łapię szlafrok i wyskakuję z łóżka.
Drzwi do łazienki są otwarte, w pomieszczeniu panuje ciemność. Tak samo na korytarzu. Wolnym krokiem idę do schodów i schodzę. Słyszę rozmowę dobiegającą z kuchni. Nie mówią cicho i nie brzmią na zadowolonych.
— Powiedz mi, Malfoy, jak to było? — mówi Harry. W jego tonie nie ma złośliwości, tylko desperacka potrzeba wiedzy.
— Nie wiem, jak to wygląda po waszej stronie. Musisz zapytać Hermionę — odpowiada szczerze Draco.
— Ona mi nie powie — oznajmia Harry. — Ale przyjmę wszystko.
Zatrzymuję się koło drzwi. Mogę sobie wyobrazić wzruszenie ramion Draco, gdy przemawia.
— To było piekło. Czarny Pan mówił: zabij tych ludzi, torturuj tamtych i musiałeś to robić. Robiłeś to albo umierałeś… lub gorzej. Ludzie tracili nadzieję, więc kiedy Śmierciożercy pukali do ich drzwi, po prostu się poddawali. Błagali — jego oczy lśnią wspomnieniami — błagali o śmierć. — Draco lekko kręci głową. — Oczywiście dla Czarnego Pana to było zbyt łatwe. Jeżeli chcieli śmierci, dawał im przeznaczenie gorsze od niej, wykorzystując ból i cierpienie, by wyciągnąć z nich wszystkie informacje.
— Stary, dlaczego nie odszedłeś? — zagaduje Ron, a Draco prycha.
— Nie mogłem — wyjaśnia. — Zabiliby moją mamę, gdybym zrobił choćby krok poza granicę. Dwa, nigdy bym tam nie dotarł. I trzy, nawet jeśli… zamknęli wszystkie granice przed tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym dziewiątym i nie można było opuszczać Anglii.
— Co masz na myśli? — naciska Harry.
— Magicznie zamknięto wszystkie. Żaden mugol, czarodziej, czarodziejka, skrzat i wszystko inne nie mogło przekroczyć granic. Cholera, nawet woda nie mogła się przez nią przebić.
— Cholera jasna — szepce Ron.
— Co powiedzieli mugolom z innych krajów? — pyta Harry.
— Nie wiem — mówi Draco, opadając na swoje krzesło. — Nie mogliśmy kontaktować się z nikim z zewnątrz, nawet mugolskim środkami komunikacji. Bali się, że Czarny Pan zainteresuje się też tym, więc uwięzili nas razem. Nie mieliśmy jak uciec. To był właściwie początek końca.
— Ale ci wszyscy ludzie… mugole… — drąży temat Harry, a Draco kręci głową.
— Czekali na śmierć lub gorzej, taa.
Zsuwam się po ścianie, aby usiąść na podłodze przy drzwiach kuchni, słuchając jego opowieści.
— To okropne — mówi Harry.
— Polejesz? — pyta Ron, chłopcy przytakują i wlewają płyn do szklanek. Po kilku minutach ciszy, Ron kontynuuje rozmowę: — Rozumiem, że to było złe i w ogóle, ale dlaczego nie chcesz walczyć? Chodzi mi o to, że Hermiona pamięta i walczy. Czy to nie powoduje u ciebie większej determinacji do zmiany tego, co miało miejsce?
Uśmiecham się sama do siebie. Nie ma złośliwości w jego słowach, tylko szczere zmieszanie i zbyt wiele alkoholu.
— Jak myślisz, co robiłem podczas wojny? — Draco prosi o jego szklankę, wlewa końcówkę, po czym odkręca kolejną butelkę.
— To, co musiałeś — mówi cicho Harry.
Draco wzrusza ramionami.
— Może. Może powinienem umrzeć.
— Śmierć nie wydaje się zbyt prosta, przez to co powiedziałeś — dodaje Ron.
Kolejne wzruszenie ramionami.
— Nie, Śmierciożercy … cóż, pewnie nie zabiliby mnie tak szybko. Jednak… to oznaczałoby więcej tortur, bycie pod różdżką bądź zmuszanie do władania nią.
Między chłopakami zapada cisza, podczas której każdy analizuje jego słowa.
— Nie będę już trzymał różdżki, aby kogoś skrzywdzić — deklaruje Draco. — Czary które znam, te przychodzące do mnie w takich chwilach… nigdy więcej.
W ciszy wstaję i wracam do pokoju. Oficjalnie jest to pokój Draco, ale ostatnio spędzam tu wszystkie noce. Wycieram łzy z twarzy i kładę się na łóżku. Przez chwilę pozwalam, by pochłonęły mnie wspomnienia z wojny. Potem szufladkuję je w moim umyśle, oczyszczam go i zasypiam.

~*~*~*~*~*~

— Dzień doberek — mówię radośnie, wchodząc do kuchni na śniadanie.
— Cholera jasna, Miona — jęczy Ron, trzymając się za głowę.
Harry i Draco również jęczą przez mój celowo głośniejszy ton.
— Ile wypiliście? — pytam, patrząc na kilka pustych butelek po ognistej whisky stojących na blacie.
— Za mało — mówi Draco, w tym samym czasie gdy Harry mamrocze:
— Wystarczająco.
A Ron dodaje:
— Zbyt wiele.
Luna, Tracy i ja wybuchamy śmiechem. Pani Malfoy uśmiecha się do chłopców, a pan Lovegood stawia na stole trzy szklanki tętniącego życiem zielonego płynu.
— Pijcie — rozkazuje.
— Eliksir na kaca? — pyta Ron, chwytając szklankę.
Draco ostrożnie sięga po swoją, przekazując ostatnią Harry’emu.
— Nikt z nas nie potrzebuje aż tyle eliksiru — oznajmia Draco.
— Nie mamy wszystkich składników, a przygotowanie go zajmuje dobę — wyjaśnia pan Lovegood. — W sumie genialne, skoro ktoś mający kaca nie powinien warzyć eliksirów. Ale to wam pomoże.
Chłopcy patrzą po sobie.
— Do dna, panowie — mówi Harry opróżniając szklankę. Ron i Draco idą w jego ślady. Ich twarze wykrzywiają się z obrzydzeniem, gdy z trzaskiem odstawiają puste szklanki.
— To jest gorsze niż eliksir wielosokowy — skarży się Ron, a pan Lovegood wzrusza ramionami.
— Więc już znasz swój limit — odpowiada po prostu.
Przestają jęczeć, zaczynając jeść śniadanie, a ich bóle głowy słabną i żołądki stabilizują się.

~*~*~*~*~*~

Kilka godzin później, gdy jestem w bibliotece z Draco, odwracam się w jego stronę.
— Obudziłam się, gdy cię nie było — mówię.
— Przepraszam, nie mogłem spać — odpowiada.
— Słyszałam trochę z tego, co zeszłej nocy powiedziałeś w kuchni, kiedy poszłam cię szukać — przyznaję się.
Szok na jego twarzy szybko zastępuje westchnienie, a potem uśmiech.
— To nie ma znaczenia. Potter i Weasley prawdopodobnie wszystko ci powiedzą… jeśli pamiętają — mówi. — Wczorajszej nocy nie powiedziałem nic, czego nie mógłbym ci powiedzieć.
— Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się, że wyznania pod wpływem alkoholu są takie prawdziwe. — Wzrusza ramionami. — Tak naprawdę nie rozmawialiśmy o wojnie — mówię powoli.
— No nie — odpowiada.
— Powinniśmy?
— Co moglibyśmy powiedzieć? — wzdycha. — Oboje to pamiętamy.
Przytakuję.
— Wiem, ale… ale jeśli kiedykolwiek zechcesz lub będziesz potrzebował… — oferuję.
— Wiem, kochanie — mówi, przytulając mnie. — Ty także możesz ze mną rozmawiać.
Kiwam głową, zanim kładę głowę na jego ramieniu.
Wydaje się, że nocna popijawa i uczciwość chłopców poprawiły nastrój w domu. Możliwe, że to tylko przypomniało nam, iż może być znacznie, znacznie gorzej. Ewentualnie chłopcy stosunkowo dobrze to znoszą. Ale bez względu na przyczynę, mam nadzieję, że dzięki temu będziemy na bieżąco ze wszystkim.


________

Witajcie :) w sobotni wieczór publikuję kolejny rozdział. Mam nadzieję, że nie jesteście nim zawiedzeni, chociaż w sumie sporo się w nim wydarzyło. Pojednanie chłopców wydaje się kluczowym elementem układanki. Do czego się to przyczyni? Przekonacie się w kolejnych rozdziałach.
Aktualnie przebywam w domu, ale niestety już jutro wyjeżdżam. W moim życiu teraz zaszły wielkie zmiany, ponieważ znalazłam nową pracę i zaczynam od poniedziałku. Już nie mogę się doczekać! Kolejny etap życia w Warszawie czas zacząć... Zobaczymy, jak będzie. Postaram się regularnie dodawać rozdziały, a za wszelkie obsuwy z góry przepraszam. Muszę się przyzwyczaić do nowego systemu, zwłaszcza pracy zmianowej. Ech, mam nadzieję, że dam radę.
Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Enjoy!