[T] Lilie słonowodne: Rozdział 6

środa, 29 marca 2023

Draco

 

Draco nie mógł być szczęśliwszy, że nie wrócił do Hogwartu na ostatni rok. W szkole panował bałagan. Snape’a zdawało się to nie obchodzić, a Carrowowie szaleńczo torturowali uczniów, zmuszając tych starszych do rzucania mrocznych klątw na pierwszoroczniaków.

Nie otrzymał konkretnych instrukcji, po prostu miał „zobaczyć, kto byłby otwarty na dołączenie do grupy”. Wszyscy w końcu to zrobią, ale Czarny Pan chciał wiedzieć wcześniej, kto się nadaje i jest chętny do przyłączenia się do jego zwolenników. W rezultacie Draco błąkał się bez celu po szkole przed swoim ostatnim przystankiem w Pokoju Wspólnym Slytherinu. To, co tam zastał, wstrząsnęło nim. Teo, Blaise, Pansy i Daphne prowadzili coś, co wyglądało jak cholerny oddział ratunkowy dla grupy rannych pierwszoroczniaków.

— Co się dzieje? — zapytał Draco.

Pansy pierwsza podniosła wzrok i rzuciła mu się w ramiona.

— Dzięki Salazarowi, nic ci nie jest! Słyszeliśmy plotki i nikt nie mógł się z tobą skontaktować, myśleliśmy…

— Nic mi nie jest, Pans — powiedział cicho. — Niektóre plotki są prawdopodobnie prawdziwe, nie wiem, co słyszeliście, ale on uważnie mnie obserwował. Nie chciałem ryzykować wplątania w to któregokolwiek z was.

Nie wiedział też, jak wytłumaczyć przyjaciołom, co się z nim stało. Miał przekonanie, że odwróciliby się od niego, gdyby im powiedział, że został przemieniony w wilkołaka, ale teraz nie był tego taki pewien. Sytuacja z Hermioną to zupełnie inna historia — taka, którą zachowa dla siebie.

— Co się dzieje? — zapytał ponownie, kierując swoje pytanie do Daphne, która do nich dołączyła.

— Powiedziano im, że mają rzucać Cruciatusa na swoich kolegów z rocznika, a kiedy tego nie zrobili, Carrowowie ich ukarali. Byli zbyt przestraszeni, by udać się do Skrzydła Szpitalnego, ponieważ ciągle są atakowani przez uczniów z innych domów, gdy tam przebywają. — Blondynka wzruszyła ramionami. — Więc im pomagamy. Co ty tu robisz, Draco?

— Załatwię to. To nie może dłużej trwać. Porozmawiam z nim.

— O tak, jestem pewien, że cię posłucha. Może przespacerujecie się po mugolskim Londynie, omawiając wady i zalety torturowania uczniów?— warknął Teo, bandażując rękę bladego chłopca.

— Oczywiście, że nie to miałem na myśli, Teo. Poprosił mnie, abym się tu udał i zobaczył, kto chciałby do niego dołączyć. Powiem mu, że obecny… reżim rozczarował dużą liczbę uczniów. Może uznać za stosowne zapanować na Carrowami.

Blaise i Teo pokiwali głowami, najwyraźniej nie widząc innego sposobu poradzenia sobie z tą sytuacją.

— Słuchajcie, nie mogę długo zostać, muszę wrócić wcześniej… chciałem tylko wiedzieć, czy ktoś z was czegoś nie potrzebuje.

— Nic nie możesz zrobić, Draco. Jest dobrze. — Pansy położyła uspokajająco dłoń na jego ramieniu i uśmiechnęła się, ale jej uśmiech nie objął oczu. — Nie powinieneś wracać przed wschodem księżyca?

— Wy wiecie. Skąd wiecie?

Twarz Draco poczerwieniała z zakłopotania i walczył, by utrzymać głowę w górze. Wilk warknął złowieszczo; nie podobało mu się zakłopotanie Draco.

— Alecto nie potrafi trzymać gęby na kłódkę. Wiemy też o Granger. — W głosie Blaise’a nie było złośliwości, ale Wilk nie był zadowolony, gdy inny mężczyzna mówił o Hermionie. — Ej, spokojnie, nic z tych rzeczy, kolego. Chociaż masz ładne oczy. — Blaise podniósł ręce w geście poddania się i Wilk się uspokoił.

— Przepraszam, trudno go kontrolować, gdy nie jestem z nią.

— W porządku, zdecydowanie mogłeś trafić gorzej. Zawsze była mądra i kiedy ostatnio ją widziałem, wyglądała dobrze. — Teo uśmiechnął się, gdy Draco spojrzał na swoje stopy. — Po prostu nie próbuj zjeść żadnego z nas i wszystko będzie dobrze, kiedy tylko wydostaniemy się z tego szamba.

Został i pomagał leczyć młodszych uczniów, rozmawiając z niektórymi z piątego i szóstego roku, aby podtrzymać swój postęp w rekrutacji chętnych, zanim wrócił do Wielkiej Sali, by spotkać się ze Snape’em. To była strata czasu. Żaden z uczniów nie chciał dołączyć do Lorda Voldemorta. Chcieli tylko wydostać się ze szkoły.

Zjadł obiad z dyrektorem, delektując się smakami potraw Hogwartu i nostalgią, jaką przynosiły. Kiedy jadł, uważnie obserwował stół Slytherinu i dumne pozy swoich przyjaciół. Wiedzieli przynajmniej, jak dobrze grać. Czarny Pan nie usłyszy w najbliższym czasie o jakichkolwiek wahaniach lojalności od kogokolwiek stąd.

 

<><><><><><><><><><><><> 

 

Hermiona

 

Hermiona była w salonie, czytając tę samą stronę od godziny. Jej rozmowa z Czarnym Panem sprawiła, że poczuła się dziwnie. Nie mogła skoncentrować się na niczym innym poza dręczącym ją uczuciem z tyłu głowy, które mówiło jej, że przegapiła coś ważnego. Była tak pogrążona we własnych myślach, że nie usłyszała otwierających się drzwi do salonu.

Czyjaś ręka chwyciła Hermionę za włosy i została wyciągnięta z fotela. Rozejrzała się rozpaczliwie dookoła, szukając czegoś, czym mogłaby się obronić. Ręka należała do Greybacka. Towarzyszyło mu sześć innych wilków. Stado.

— Gdzie jest twój Partner, szlamo?

Nie zamierzała pozwolić im zobaczyć, że się boi, więc panowała nad głosem, nawet gdy odpowiedziała:

— Jest zajęty, będąc użytecznym dla naszego Pana. W przeciwieństwie do ciebie.

Potem splunęła Alfie w twarz. Gdy tylko to zrobiła, wylądowała na podłodze; ból w szczęce uświadomił jej, że została uderzona. To posunięcie było bezsensowne, ale miała to gdzieś. Nie mógł jej skrzywdzić. Nie bardzo.

Hermiona nie była pewna, skąd wzięła się ta pewność, ale wiedziała, że Greyback nie miał siły, by poważnie ją skrzywdzić, już nie. Dręczące uczucie spowodowało kolejne szarpnięcie z tyłu jej głowy, gdy gramoliła się na nogi. Była otoczona i nie bardzo wiedziała, jak wyjść z tej sytuacji.

— Wiesz, szlamo, pełnia księżyca sprawia, że chłopcy są trochę niespokojni. Pomyślałem, że pozwolę im ciebie wykorzystać do pozbycia się tej całej stłumionej energii.

Greyback łypnął na nią; stał o wiele za blisko, a jego oddech był nieświeży. Hermiona mogłaby spanikować, gdyby to uczucie nie szarpnęło nią ponownie.

— Spróbuj…

Gdy tylko Greyback złapał ją w talii, poczuła iskrę mocy w brzuchu. Rosła, gdy przesunął dłonią po jej plecach w kierunku zamka sukienki. Przycisnął język do jej ramienia, tuż pod znakiem godowym, i wtedy… z ostrym skrętem w jej brzuchu, Greyback i wilki zostały odrzucone do tyłu. Żyrandol zadrżał i kilka szklanych łez spadło na podłogę. Ramy obrazów zsunęły się z haczyków i wyczuła, że ściany lekko się zatrzęsły. Zadrżała, po czym poprawiła sukienkę.

— Mój mąż wkrótce wróci do domu, psie. Byłoby lepiej, gdyby cię tutaj nie było, kiedy przybędzie — wyszeptała Hermiona do Alfy, zanim przeszła nad nim i resztą stada, wychodząc.

— Co zrobiłaś, Hermiono?

Severus Snape stał na zewnątrz pokoju, dysząc lekko, jakby po biegu, a jego podobny do nietoperza płaszcz owijał się wokół niego.

— Nie wiem. Gdzie jest Draco?

 

<><><><><><><><><><><><> 

 

Draco

 

Kiedy godzinę później Draco podążał za Snape’em przez Sieć Fiuu, wiedział, że jest niemal za późno; miał tylko dwadzieścia minut, zanim będzie musiał wyjść na tereny. Chciał najpierw zobaczyć się z Hermioną, ale uznał, że to zbyt duże ryzyko. Wciągnął powietrze; znajdowała się w salonie, stamtąd dobiegał jej zapach. Pozwolił, by woń lilii i morza zawładnął nim, uspokajając go, ale wyczuł coś jeszcze. Nie była sama.

Spojrzał na zegarek i skierował się ku jej zapachowi. Skręcił za róg, kiedy przez posiadłość przetoczyła się fala magii; na jego ramionach pojawiła się gęsia skórka i prawie upadł pod jej wpływem. Draco stał nieruchomo przez minutę, by odzyskać równowagę, zanim pobiegł za ostatni róg i korytarzem do salonu.

 

<><><><><><><><><><><><> 

 

Hermiona

 

— Gdzie jest Draco? — Gdy te słowa opuściły jej usta, zobaczyła go. Biegł w jej stronę, jego oczy były całkowicie złote.

— Co się stało? Wszystko w porządku? — Nie był nawet zdyszany, kiedy do niej dotarł.

— Panno Granger…

— Pani Malfoy — przerwali mu jednocześnie Draco i Hermiona.

— …w porządku, Draco, niewątpliwie wyczułeś jej magię. — Głos Snape’a był pewny, ale Hermiona czuła mocny ucisk, gdy dotknął jej ramienia. Coś było nie tak.

— Zrobiłaś to? — Draco wyglądał na zdumionego. — Dlaczego? Jak? Nie masz nawet różdżki.

— Nie wiem. Greyback i stado otoczyli mnie i… — urwała.

Oczy Draco pociemniały, gdy podszedł do niej bliżej.

— Co powiedziałaś?

Przeszył ją dreszcz na widok wściekłego Partnera.

— Sądzę, że stado próbowało ją zaczepić i pod groźbą tak zareagowała magia twojej żony. Nie wierzę, że to było zamierzone — wyjaśnił Snape.

— Gdzie oni teraz są? — Oczy Draco wpatrywały się w jej twarz; wydawał się ją badać. Snape skinął głową w stronę zamkniętych drzwi salonu. — Wszyscy nadal tam są?

Draco zerknął na zegarek i kiedy znów się odezwał, był przerażony.

— Musisz stąd uciekać, do wschodu księżyca zostało sześć minut. Nie mam czasu, by wyjść za osłony, nie mówiąc już o skierowaniu ich do lasu. — Potem ujął twarz Hermiony w dłonie i pocałował ją lekko. — Nie martw się, zapłaci za to.

Hermiona patrzyła, jak Draco w milczeniu otwiera drzwi do salonu. Chciała zobaczyć jego reakcję na wygląd pomieszczenia i na to, co zrobiła sforze. Będzie z ciebie bardzo dumny, Hermiono. Po co w ogóle mieć władzę, jeśli nie uczysz tych, którzy są pod tobą, jak się zachowywać?

— Musimy już iść — warknął Snape.

Wzruszyła ramionami.

Z pokoju dobiegało teraz dzikie wycie i warczenie. Po trzasku rozległo się kwilenie i dźwięk, który mógł być ludzkim krzykiem.

— Nie. Chcę zobaczyć.

O tak, chciała zobaczyć, jak jej Partner wdziera się do stada. Chciała usłyszeć ich krzyki, kiedy kazał im płacić za to, że patrzyli na nią. Chciała ujrzeć upadek Greybacka. Hermiona poczuła, jak coś przyciąga jej uwagę, głęboko w zakamarkach jej umysłu. Cichy głos mówił jej, że się myliła, że się boi i powinna uciekać. Zignorowała to. Drugi głos, wyraźnie nie jej, był silniejszy. Popychał ją, zachęcając i namawiając, by zbliżyła się do drzwi. Zdawało jej się, że usłyszała Snape’a mówiącego coś w tle, ale to było nieistotne. Chciała zobaczyć.

Widok, który ukazał się Hermionie, kiedy otworzyła drzwi, był niczym innym jak rzeźnią. Zniszczenia, jakie wyrządziła w pomieszczeniu, zostały podwojone dzięki działaniom Draco. Duży, biały wilk stał pośrodku pokoju, krew chlapała mu na paszczę i ciało. Czerwień odznaczała się na jego białym futrze.

Kilka wilków, wszystkie mniejsze od Draco, stały przed nim z pochylonymi głowami, poplamione krwią. Jeden wilk leżał martwy albo nieprzytomny u jego stóp. Największy wilk po Draco został przygwożdżony do podłogi pod jego masywną łapą, skomląc, gdy Draco pochylił się do przodu i ugryzł go w gardło. Z niskim, gardłowym warknięciem oderwał łeb od jego ramion. Gorąca, gęsta krew trysnęła z szyi martwego wilka, rozpryskując się po twarzy Hermiony.

 

<><><><><><><><><><><><> 

 

Draco

 

Nigdy nie myślał o sobie jako o osobie stosującej przemoc. Nie lubił zabijać albo nie lubił tego przed Hermioną. Jej pozwolenie i zachęta sprawiły, że odniósł sukces w atakach, był nawet dumny ze swojej pracy. Mimo to nie nazwałby siebie agresywnym, ale wściekłość, która ogarnęła zarówno jego, jak i jego Wilka, gdy stanął w obliczu zagrożenia jego Partnerki, była inna.

Draco poczuł pierwsze iskry bólu, gdy wszedł do salonu. Miał się przemienić, tu i teraz. Nic nie mógł na to poradzić. Nawet podczas mgły łamania kości uderzyły go zniszczenia, jakie spowodowała. Pokój był zrujnowany. Ona to zrobiła. Jego czarownica. Jego Partnerka. Wilk ryknął z dumy.

Szok transformacji powoli obudził stado. Pierwszy wilk rzucił się na dużego, białego wilka i został pokonany ostrym machnięciem pazurów. Zacisnął zęby na gardle płowego wilka, delektując się smakiem krwi. Inny próbował go zaatakować i mniejsze zwierzę zostało rzucone na ścianę. Raz za razem zrzucał z siebie wilki, gryząc je i drapiąc.

Następnie sam Greyback wyszedł do przodu. Wilk zawył i skoczył na Alfę. Dwa wilki przetoczyły się po sobie, kłapiąc zaciekle, aż w końcu Wilk przygwoździł Greybacka łapami. Zmusił Alfę do opadnięcia, do uklęknięcia z uległością.

Potem poczuł jej zapach; obezwładnił go zapach lilii. Patrzyła. Wilk warknął z uznaniem. Tak. Chciałaby to zobaczyć. Zasłużyła, by zobaczyć. Zatopił zęby w gardle Greybacka i rozerwał.

Głowa Greybacka opadła na podłogę, a Wilk odwrócił się do swojej Partnerki. Nie drgnęła. Kolejny wilk ruszył ku niemu, a Wilk warknął. Zarówno mężczyzna, jak i Wilk byli zsynchronizowani. Rozpoznał ją i nawet jeśli inni tego nie zrobili, wiedzieli, że nie wolno jej dotykać. Mieli teraz nowego Alfę.

 

<><><><><><><><><><><><> 

 

Hermiona

 

Wilk podszedł bliżej. Serce Hermiony zabiło szybciej. Musiał ją rozpoznać, inaczej byłaby martwa — przekonywała samą siebie. Wyciągnęła rękę, a Wilk potarł o nią głową jak pies. Uśmiechnęła się i wydawało jej się, że dostrzegła ślad szarości wśród złota.

— Dziękuję — wyszeptała.

 

<><><><><><><><><><><><> 

 

Draco

 

Draco nigdy nie czuł się potężniejszy ani bardziej żywy. Czysta, niefiltrowana moc i adrenalina wezbrały się w jego żyłach, gdy biegł po terenach, a jego stado deptało mu po piętach. Smak krwi Greybacka pozostał na jego paszczy i rozkoszował się tym. Wiatr targał jego futrem, a ziemia była twarda pod masywnymi łapami.

Alfa, Alfa, Alfa.

To słowo odbijało się echem w jego umyśle i Wilk zawył.

Stado z łatwością poddało się jego woli, kiedy udowodnił swoją wartość i każdy przyniósł mu zdobycz; u jego stóp leżał jeleń obok kilku królików i jednego pawia. Potężny Wilk pochylał się i wąchał każdą ofiarę, zanim zatopił zęby w tylnych łapach jelenia.

______________

Witajcie :) wreszcie pojawiam się z nowym rozdziałem. Miał zostać opublikowany wcześniej, ale przez moją pracę wszystko się skomplikowało. No ale jest i mam nadzieję, że mimo wszystko Wam się podoba. Mogę tylko zdradzić, że później będzie jeszcze bardziej mrocznie. Dajcie znać, jak wrażenia.

Mam nadzieję, że kolejną część uda mi się opublikować jeszcze w tym tygodniu. Także czekajcie.

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Enjoy!


[T] Lilie słonowodne: Rozdział 5

poniedziałek, 20 marca 2023

 Draco

 

Gruz zaśmiecał ciemną ulicę, a eksplozje wstrząsały oknami mugolskiej rezydencji. W powietrzu unosił się chłód, który nie miał nic wspólnego z wiosenną bryzą. Śmierć czaiła się w każdym kącie i szczelinie, Draco czuł jej zapach. Ostrożnie podszedł do domu, niepewny, co zastanie w środku.

Nic nie poszło zgodnie z planem. Rabastan zbyt wcześnie odpalił ładunek wybuchowy i ulica została wysadzona w powietrze, pozostawiając Draco oddzielonego od Severusa i Alecto, których miał osłaniać. Teraz był sam, bezbronny. Ze wszystkich stron słychać było krzyki, jęki bólu, błagania o pomoc i litość podążające za nim, gdy szedł. Próbował przypomnieć sobie pożegnalne słowa Hermiony. Po prostu wróć do mnie. Oby to zrobił.

Drzwi zajęczały w proteście, gdy je pchnął, walcząc ze stosem gruzu za nimi. Było zbyt głośno; każdy przebywający w środku miałby świadomość, że tu jest. Ścisnął mocno różdżkę i podkradł się do najbliższych drzwi w długim korytarzu. Pierwsze dwa pokoje były puste, chociaż w większości zniszczone. Kiedy zbliżył się do trzeciego, wydawało mu się, że słyszy szelest w środku.

Bombarda! — krzyknął głos, gdy dotarł do drzwi.

Draco rzucił się w bok i spojrzał w samą porę, by zobaczyć błysk rudych włosów kogoś wbiegającego po schodach. Klątwa tnąca, którą rzucił w kierunku dziewczyny, dosięgła jej kostki i ta upadła. Na dźwięk jej krzyku głos z góry zawołał:

— Ginny?

Mógł ją tam zostawić, a ona wykrwawiłaby się wystarczająco szybko, zraniona w ścięgno Achillesa. Tak, prawie zginęła, pomyślał, przechodząc nad jej ciałem.

Na szczycie schodów spotkał dwóch chłopaków, których niejasno kojarzył ze szkoły, ale rzucali w niego zaklęciami z taką siłą, że nie zadał sobie trudu, by przypomnieć sobie ich imiona. Jeden próbował rzucić wybuchową klątwę prosto w jego klatkę piersiową. Draco postawił swoją tarczę tak szybko, z taką siłą i mocą, że zaklęcie odbiło się od drugiego chłopaka, który natychmiast został rozerwany, ochlapując go krwią. Odwrócił się do pozostawionego czarodzieja, który wpatrywał się w swojego przyjaciela. Dean. Tak miał na imię martwy chłopak.

Imperio.

Przerażony wyraz twarzy czarodzieja stał się pusty, a jego oczy zaszły mgłą. Draco zablokował przerażające krzyki, które przedostawały się przez otwarte okno. Mocno się skoncentrował i patrzył, jak Seamus Finnigan rzuca się przez balustradę. Wylądował z obrzydliwym chrupnięciem.

— Draco, tu jesteś. Cudowna robota. — Po schodach wbiegła Alecto Carrow. — Musimy iść, chłopcze. Po drodze zburzymy dom.

Kiedy wyszli, Alecto posłała strumień szatańskiej pożogi na budynek i roześmiała się, gdy ulica stanęła w płomieniach dymu i gorąca.

Pojawił się Severus i położył rękę na ramieniu Draco.

— Znak, rzuć go teraz.

Morsmordre.

Nie było wahania w umyśle Draco, kiedy rzucał zaklęcie. Coś w tym domu go zmieniło. Jakie to miało znaczenie, że zabił trzy osoby, trzech znajomych ze szkoły. Wracał do Hermiony. Potrzebowała go i będzie teraz bezpieczna.

Być może to właśnie ona go zmieniła.

 

<><><><><><><><><><><><> 

 

Hermiona

 

W przeciwieństwie do nocy podczas poprzedniego nalotu, Hermiona spała spokojnie. Nie siedziała i nie czekała z teściową ani nie chodziła niespokojnie po Dworze. Po prostu wzięła kąpiel, założyła zieloną, jedwabną koszulę nocną i ułożyła się pod kołdrą w swoim łóżku z baldachimem.

Przyszło jej do głowy, że prawdopodobnie powinna się czymś martwić. Powinna spróbować opuścić Dwór, ale po co?

Dlaczego miałaby odejść? Tu było jej dobrze. Bezpiecznie od wojny, z rodziną. Prawdziwą, magiczną rodziną. Zasłużyła na to po latach wychowywania przez mugoli. Była tam, gdzie jej miejsce.

Draco wrócił wczesnym rankiem. Drzwi jej sypialni otworzyły się na oścież, a ona sapnęła na jego widok. Był pokryty krwią i popiołem, jego oczy były jaśniejsze niż kiedykolwiek je widziała, i był całkowicie skupiony na niej.

Wstając z łóżka, Hermiona zapytała:

— Więc? Zrobiłeś to?

Pokiwał głową.

— Trzy.

Hermiona nie odpowiedziała. Zamiast tego rzuciła mu się w ramiona i pocałowała, ciągnąc za szaty. Draco pocałował ją mocniej, energicznie manewrując nią w stronę łóżka. Jej koszula nocna owijała się wokół kostek, a jego ręce błądziły po jej ciele, jakby musiał dotknąć każdego miejsca. Kiedy jego szaty zostały odrzucone, Hermiona opadła na kolana. Oczy Draco rozszerzyły się z szoku, a ona uśmiechnęła się do niego.

Wydał z siebie cichy jęk, gdy wzięła go do ust. Hermiona zakręciła językiem wokół czubka jego kutasa i uśmiechnęła się lekko, gdy mimowolnie pchnął do przodu. Ręka Draco zaplątała się w jej włosach i zaczął wsuwać się w jej usta. Zakrztusiła się, gdy jego długość uderzyła w tył jej gardła, ale przesunął kciukiem po jej policzku.

— Ciii, tak dobrze sobie radzisz, księżniczko. Możesz to wziąć.

Jęknęła na jego słowa, a on oparł się o słupek łóżka. Szarpiąc ją za włosy, wysunął się z jej ust i postawił na nogi.

Jego usta wędrowały po jej szyi, zostawiając na skórze gorące, mokre pocałunki.

— Obróć się.

Zrobiła to, a on pochylił ją nad łóżkiem, padając za nią na kolana. Hermiona jęknęła, gdy poczuła, jak jego palce ją rozdzielają. Językiem dotknął jej łechtaczki, zanim się odsunął, wydmuchując chłodny strumień powietrza na jej mokrą skórę. Wiła się i jęczała na to uczucie, a on wsunął w nią dwa palce.

Kciuk Draco zataczał kółka na jej łechtaczce, podczas gdy jego język przesuwał się po jej tylnym wejściu, drażniąc ją, aż drżała w jego dłoniach i napierała na niego.

— Właśnie tak, niech się stanie. Dojdź dla mnie, kochanie.

Orgazm przeszył ją i zostawił dysząca na łóżku. Draco jednak nie odpuścił; ledwie się otrząsnęła, kiedy zastąpił swój język kciukiem. Wtargnięcie ją zszokowało i próbowała się wyrwać.

— Ach, maleńka. Moja kolej.

Wilk. Gdzieś Draco stracił kontrolę. Nie obchodziło jej to. Trzymając mocno kciuk w jej tyłku, Wilk wepchnął swojego grubego kutasa w jej cipkę. Hermiona nie mogła powstrzymać jęku, który wyrwał się z niej, gdy ciepło zalało jej ciało. Pchnięcia były powolne i mocne, czuła, jak każdy cal jego ciała sunie po jej wnętrzu. Dodatkowo ucisk w jej tyłku potęgował przyjemność. Ręka owinęła się wokół jej gardła i została pociągnięta w górę tak, że jej plecy zrównały się z jego umięśnioną klatką piersiową. Ścisnął lekko jej gardło, a ta nowa pozycja sprawiła, że zaczęła błagać o spełnienie.

— Jeszcze nie, wytrzymaj, słodka dziewczyno — warknął. — Zdajesz sobie sprawę, jak dobrze się czujesz? Jakbyś była, kurwa, stworzona dla mnie. Jesteś, prawda?

— Tak, tak. Proszę.

Jej odpowiedź była niewyraźna i pozbawiona tchu. Hermiona była blisko, ale głęboko zakorzeniona potrzeba zadowolenia go powstrzymywała ją. Nacisk na boki jej gardła wzmógł się i oczy Hermiony wywróciły się do tyłu. Głowa opadła na jego ramię, gdy wyszeptał: teraz. To było wszystko, czego potrzebowała i Hermiona doszła z jego imieniem na ustach. Wilk popchnął ją z powrotem na łóżko i wszedł w nią chaotycznie, dysząc ciężko, aż niski jęk zasygnalizował jego uwolnienie.

Leżeli razem w ciszy, Wilk zaborczo gładził włosy Hermiony. Kiedy podniosła na niego wzrok, zobaczyła, że jego oczy powoli wracają do szarości. Uśmiechnął się.

— To pierwszy raz, kiedy byliśmy zsynchronizowani, ja i on.

— Dobrze, bo potrzebuję was obu. A teraz idź pod prysznic, jesteś cały we krwi. — Hermiona roześmiała się, lekko go szturchając.

— Cholera, nawet nie zdawałem sobie sprawy…

— W porządku. — Zastanowiła się przez chwilę i zapytała: — Do kogo należy?

Najwyraźniej nie była jego, w ogóle nie był ranny.

— Ginny Weasley i Deana Thomasa. Seamusa też. Nie jego krew, ale… — Wzruszył ramionami, jego wyjaśnienie było wystarczająco jasne.

Hermiona skinęła głową, ledwo rejestrując imiona i nazwiska jej przyjaciół. Tak naprawdę nie byli twoimi przyjaciółmi. Pocałowała go ponownie, po czym zeszła z łóżka i skierowała się do łazienki.

— Idziesz, panie Malfoy?

— Oczywiście, że tak, pani Malfoy.

 

<><><><><><><><><><><><> 

 

Draco

 

Obudził się wcześnie, Hermiona wciąż spała obok niego. Promienie słoneczne przebijające się przez zasłony oświetlały ją od tyłu, malując anielski obraz. Uśmiechnął się; była wszystkim, tylko nie tym. Dwie noce temu błagała go, by zabrał ją na korytarz prowadzący do kwater Czarnego Pana. Został do tego zmuszony i oboje zapomnieli rzucić zaklęcie wyciszające.

Biorąc prysznic, Draco myślał o minionym tygodniu. Nalot, w którym zabił Ginny Weasley, był dla nich punktem zwrotnym. Wydawała się akceptować mroczne zadania, które musiał wykonywać, czasami miał wrażenie, że ją to bawiło. W tym tygodniu wysłano go na dwa kolejne naloty, podczas których zabił sześciu mugoli i czterech członków Zakonu. Za każdym razem rzucała się na niego, gdy wracał. Jej zachęta i wsparcie w tych czynach uspokajało zarówno jego, jak i Wilka. Przez większość dni byli zsynchronizowani, łatwo dzieląc się swoimi przemyśleniami.

Tego ranka Wilk był na krawędzi, jęczał i warczał w głębi umysłu Draco. Dzisiejszej nocy była pełnia księżyca. Będzie musiał pozwolić Wilkowi przejąć kontrolę. Draco ubrał się szybko i napisał Hermionie wiadomość, że musi zobaczyć się ze Snape’em dzisiaj rano w Hogwarcie i wróci nie wcześniej niż przed wschodem księżyca. Czarny Pan chciał, aby Draco pomógł mu rekrutować spośród uczniów.

 

<><><><><><><><><><><><> 

 

Hermiona

 

Hermiona się nudziła. Dwór był ogromny, nieciekawy i pełen bezużytecznych rzeczy. Błonie wokół były równie nudne i ciągnęły się w nieskończoność, chociaż lubiła ćwiczyć magię bezróżdżkową, lewitować liście i tym podobne. Dzisiaj pawie zdołały zepsuć jej zabawę już po półgodzinie.

Tęskniła za Draco. Jego ostatnie sukcesy podczas nalotów oznaczały, że Czarny Pan powierzał mu coraz ważniejsze zadania. Chociaż była z niego dumna, nie znosiła samotności.

Hermiona rozważała pójście na poszukiwania Narcyzy, kiedy Nagini prześlizgnęła się po trawie w jej kierunku. Hermiona była zaskoczona, widząc, że strach, który zawsze towarzyszył przybyciu gigantycznego węża, został zastąpiony kojącą atmosferą.

Była tak zajęta kontemplacją tej zmiany, że nie zauważyła zbliżającego się Czarnego Pana, dopóki się nie odezwał.

— Szlamo.

— Tak, mój Panie?

Jej odpowiedź przyszła naturalnie i wyglądał na prawie zadowolonego.

— Dlaczego jesteś sama, dziewczyno?

— Nie wolno mi być samej? Nadal jestem na terenach. Poza tym teraz, gdy tu jesteś, już nie jestem sama, prawda, mój Panie?

— Wyhamuj z tym nastawieniem, szlamo. — Machnął ręką, odrzucając ten afront. — Chciałbym cię zapytać, co pamiętasz z tamtego wieczoru. Po porażce młodego Draco w chacie.

Hermionę ogarnęło dziwne uczucie. Wiedziała, że coś się stało. Luna była tam, a potem zniknęła. Hermiona obudziła się tydzień później w swoim łóżku. A jednak ból otoczył jej potargane wspomnienia. Czy to był ból? Nie wiedziała. Czarny Pan zabrał jej coś ważnego? Nie wiedziała.

— Pamiętam, że zostałam ukarana za niepowodzenie Draco. Bolało, ale zasłużyliśmy na to. Teraz już cię nie zawiedzie. — Jej głos brzmiał źle, z dystansem i był pozbawiony jakichkolwiek uczuć.

Pomyślała, że powinna brzmieć na zdenerwowaną.

— Dobrze — mruknął Czarny Pan i odszedł.

Nagini podążyła za nim, po drodze sycząc cicho na Hermionę.

___________

Witajcie :) ten rozdział jest trochę krótszy, ale mimo wszystko sporo się dzieje. Czy dark Hermiona Wam się podoba? Ja mam dość mieszane uczucia, bo jednocześnie mnie denerwuje ale i ciekawi. Muszę przyznać, że tłumaczenie tej historii to nielada wyzwanie, ale podoba mi się. Jakie są Wasze odczucia?

Kolejny rozdział planuję opublikować w czwartek. Także czekajcie, bo warto.

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia. Enjoy!

[T] Lilie słonowodne: Rozdział 4

poniedziałek, 20 marca 2023

Draco

 

Noc wokół nich była ciemna i ciężka, gdy Draco i jego ojciec zbliżali się do małego domku. Yaxley i Snape mieli zaatakować od frontu, a oni od tyłu. Morska bryza dziko łopotała ich płaszczami, jakby chciała ich odeprzeć i ochronić mieszkańców chaty. Draco wziął kilka uspokajających oddechów, obserwując, jak w środku gasną ostatnie światła.

— Jesteś gotowy, Draco? — zapytał jego ojciec. Miał pewny i spokojny głos pomimo wszystkiego, co wiązało się z tą misją i z uwagi na zdolność jego syna, aby nie spieprzył sprawy.

Draco skinął głową, nie ufając sobie, że się nie zająknie.

Cicho stąpając, skradali się ku tylnym drzwiom. Otworzenie ich zajęło im kilka minut; zostało rzucone na nie wiele zaklęć i mechanizmów obronnych. Oczywiście Draco wiedział, że to nie będzie proste. Bill Weasley był słynny jako dobry łamacz klątw. Albo był z tego znany, ale w przeszłości.

Gdy weszli do środka, Draco zapalił swoją różdżkę i wraz z ojcem przeszedł przez parter, upewniając się, że salon, kuchnia i łazienka są czyste. Potem dali znak Snape’owi i Yaxleyowi. Snape poklepał Draco uspokajająco po ramieniu, kiedy go mijał. Severus szedł przodem po schodach, a za nim Lucjusz. Draco trzymał się blisko ojca, nagle czując się jak dziecko i zdając sobie sprawę, jak bardzo nie był przygotowany do tego zadania. Nie potrafił zabić Dumbledore’a, nie byłby w stanie zabić żadnej osoby w tym domku. Nawet tego nie chciał.

Jakby wyczuwając jego panikę, Lucjusz odwrócił się do syna i szepnął: „Pamiętaj, dla kogo to robisz”. Rzucając ostatnie spojrzenie, wszedł po schodach do najdalszych drzwi. Taki był plan. Każdy z nich zajmował się jednym pokojem na pierwszym piętrze domu. Oczywiście mieli przewagę, ponieważ mieszkańcy spali.

Draco słyszał bicie swojego serca w piersi, gdy zbliżał się do drzwi. Snape skinął głową i wejścia zostały otwarte jednocześnie. Draco próbował uspokoić oddech, wchodząc do ciemnej sypialni. Dwie postacie spały w osobnych łóżkach. Uniósł różdżkę.

Huk odbił się echem po domku, a w innych pokojach słychać było krzyki. Obudziło to śpiące osoby. Oczywiście, pomyślał. Potter i Weasley wyskoczyli z łóżek z różdżkami w górze i wycelowali w niego. Podjął decyzję.

— Malfoy — splunął Weasley.

Oglądając się za siebie, Draco powiedział:

— Idźcie. Uciekajcie, teraz.

Zaczął opuszczać różdżkę. Dwaj czarodzieje przed nim wymienili spojrzenia.

Krzyki na zewnątrz pokoju stawały się coraz głośniejsze, kończył im się czas. Jeśli teraz nie znikną, nie będzie miał wyboru. Hermiona nigdy by mu nie wybaczyła, gdyby przyprowadził Pottera do dworu i zabił Weasleya. Była tak jego pewna wcześniej. Hermiona wierzyła, że nie jest zabójcą. On także chciał w to wierzyć.

— Potter, idź! Wypierdalaj.

Potter zdawał się myśleć o tym przez sekundę, zanim skinął głową.

— Gdzie jest Hermiona?

— Jest bezpieczna. Obiecuję, że jest bezpieczna. Jest o wiele bezpieczniejsza niż wy teraz. Nadal jest we dworze.

Po kolejnej wymianie spojrzeń Potter i Weasley przepchnęli się obok niego w kierunku drzwi.

— Czekajcie! Musicie mnie ogłuszyć lub zrobić coś, co sprawi, że uwierzą w…

Ostatnią rzeczą, jaką zobaczył, była pięść Weasleya.

— Draco, wstawaj. — Snape kopnął go w nogę. Usiadł powoli, dym i kurz sączyły się przez otwarte drzwi i słyszał, jak ojciec i Yaxley kłócą się na dole. — Pozwoliłeś im odejść. — To nie było pytanie. Snape dokładnie wiedział, co zrobił.

— Hermiona… — zaczął Draco.

— Nie musisz mi się tłumaczyć. Rozumiem całkowicie. Jednak Czarny Pan tego nie zrobi.

Draco przejechał dłońmi po twarzy i westchnął.

— Reszta nie żyje?

Snape potrząsnął głową.

Na dole Draco znalazł trzy ciała. Jedną, którą rozpoznał, była Fleur Delacour; pamiętał jej pewny siebie uśmiech, kiedy jej nazwisko wylosowano na Turniej Trójmagiczny. Obok niej leżał Ollivander; starzec wyglądał na jeszcze mniejszego po śmierci niż za życia. Stracił atmosferę tajemniczości, która otaczała go w jego sklepie i błysk w oku, gdy wręczał jedenastoletniemu Draco różdżkę. Po drugiej stronie Fleur leżał czarodziej, który, jak przypuszczał Draco, był jej mężem, Billem, łamaczem klątw. Blizny na jego raczej przystojnej twarzy wyraźnie odcinały się od bladej skóry. Jego niebieskie oczy wciąż były otwarte. Draco chciał je zamknąć, ale Yaxley obserwował go zbyt uważnie.

— Cześć, Draco — usłyszał śpiewny głos w rogu pomieszczenia.

Nie zauważył Luny Lovegood. Była związana i siedziała na podłodze, w rogu. Skinął głową ku niej, rzucając przelotny uśmiech.

— Zamknij się, dziewczyno — warknął Yaxley, zbliżając się do niej z uniesioną różdżką.

— Wystarczy. Skończyliśmy tutaj — powiedział stanowczo Lucjusz, nie patrząc na Lunę. — Draco, zabierz dziewczynę do dworu.

Jednym machnięciem różdżki zasłony stanęły w płomieniach.

Draco chwycił Lunę za ramię i aportował ich do bram Dworu. Potknęła się lekko, gdy się pojawili, a Draco wyciągnął rękę, by ją podtrzymać.

— Dziękuję — powiedziała uprzejmie.

Wpatrywał się w blondynkę. Właśnie ją porwał. Jej przyjaciele zostali zabici. A ona po prostu mu podziękowała, jakby był znajomym, a nie wrogiem.

Luna wyglądała lepiej niż ostatnim razem, kiedy ją widział w lochach Malfoyów. Jej włosy były splecione w warkocz opadający na ramię. Ubrania były czyste; miała na sobie piżamę ozdobioną kwiatami. Pasował jej ten wzór.

— Powinniśmy wejść? — zapytała Luna, wskazując głową Dwór.

— Eee… tak, przepraszam — wymamrotał, biorąc ją pod ramię i ruszając do domu.

— Nie sądzę, żeby to była twoja wina, Draco. Jesteś w bardzo nieprzyjemnej sytuacji, ale wydaje mi się, że jesteś mniej samotny, niż myślisz. — Wyglądało na to, że analizuje go przez chwilę, zanim skinęła głową. — Tak, nargli jest mniej niż wcześniej.

 

<><><><><><><><><><><><> 

 

Hermiona

 

Malfoya nie było już od kilku godzin. Wyszedł z jej pokoju przed lunchem i nie wrócił. Zbliżała się północ, a niebo na zewnątrz było atramentowo czarne. Wmawiała sobie, że jej to nie obchodzi; zatroskanie Narcyzy po prostu się na niej odbijało.

Obie kobiety siedziały w małym saloniku przy głównym wejściu, wpatrując się w noc. Minęło trochę czasu, odkąd rozmawiały, a Hermionie wieki temu skończyły się uprzejme tematy konwersacji. Jej wzrok przykuł jakiś ruch w oddali. Odwróciła się w stronę Narcyzy, by zapytać, czy to widziała, ale druga wiedźma była już na nogach. Stanęły przy oknie, Hermiona przycisnęła twarz do szyby, żeby lepiej widzieć. Proszę, proszę, nie pozwól mu skrzywdzić. Nie pozwól mu być zabójcą.

Ścieżką szły dwie postacie w niemal niespiesznym tempie. Za nimi pojawiły się jeszcze trzy. Druga grupa najwyraźniej składała się z Lucjusza, Snape’a i Yaxleya. Co oznaczało, że z przodu szedł Malfoy i… kurwa. To była Luna. Żyła, co było dobre. Ale znów została uwięziona. To było zdecydowanie mniej dobre.

Kiedy postacie zbliżyły się do domu, Narcyza zajęła swoje miejsce.

— Usiądź, Hermiono.

Hermiona nie usiadła. Nie mogła. Zamiast tego chodziła po pokoju, obserwując postacie zbliżające się do drzwi. Ruszyła ku wejściu do salonu, planując spotkać się z nimi na korytarzu, ale Narcyza złapała ją za nadgarstek; jej ostre paznokcie wbiły się w Hermionę, gdy powiedziała:

— Usiądź. Teraz. — Hermiona usiadła. — Przestań bawić się rękami. Usiądź prosto. Nie wolno ci się tym przejmować.

Dziesięć minut później pokój ogarnęła fala strachu. To było tak namacalne, że Hermiona czuła, jakby mogła tego posmakować.

— Nie reaguj. To tylko przybycie Czarnego Pana. — Głos Narcyzy był miarowy, gdy podawała Hermionie książkę. — Czytaj. Nie myśl o niczym poza słowami na kartce.

Hermiona próbowała czytać, ale jej myśli wciąż wędrowały do Malfoya i Luny. Chciała wiedzieć, co się stało. Powinna bardziej uważać na to, czego sobie życzy.

Bellatrix weszła do salonu i kiwnęła palcem na Hermionę.

— Ty, chodź.

Kiedy Narcyza wstała, by im towarzyszyć, Bellatrix powiedziała siostrze, że może tu zostać lub iść spać, ponieważ nie była potrzebna. Narcyza usiadła z powrotem, chociaż patrzyła siostrze w oczy bez śladu strachu.

 

<><><><><><><><><><><><> 

 

— Ach, oto ona, ukochana Draco. Witaj, szlamo. Jak się dzisiaj miewasz? — Lord Voldemort brzmiał na prawie szczęśliwego na jej widok, a jego głos sprawił, że przeszły ją ciarki po plecach.

Gdy odpowiadała, próbowała złapać wzrok Malfoya:

— Czuję się dobrze, dziękuję… mój Panie.

Kątem oka zauważyła, że Lucjusz kiwa głową z aprobatą.

— A teraz, szlamo, mamy mały problem, który chcielibyśmy, żebyś rozstrzygnęła. — Voldemort podszedł do niej i poczuła, jak Bellatrix też się zbliża. — Obecny tutaj Draco otrzymał misję. Miał sprowadzić Pottera, odzyskać moich zaginionych zakładników i zabić wszystkich w domu. Jak widzisz, przyprowadził tylko dziewczynę Lovegood. Zawiódł.

Hermiona wiedziała, że skończy się to boleśnie, najprawdopodobniej dla niej samej. Była jego karą, ale nie mogła przestać być z niego dumna. Zawodząc Voldemorta, udowodnił jej swoją wartość.

— Więc, jak powinien zostać ukarany?

Uwaga osób obecnych w pomieszczeniu skupiła się na niej.

— Nie wiem, mój Panie, z pewnością to ty jesteś tym, który powinien decydować? — Zerknęła na obu Malfoyów, którzy pobladli ze strachu. Potem dodała: — Nie jestem godna podejmować takiej decyzji.

Lucjusz ponownie skinął głową z aprobatą.

— Bardzo dobrze, dziewczyno.

Zaklęcie piekące trafiło ją w tył nóg i upadła na kolana. Ostre cięcie w plecy zmusiło ją do krzyku i przyciśnięcia rąk do podłogi. Na chwilę spojrzała na Malfoya. Dyszał z wściekłości, zaciskając pięści tak mocno, że z pewnością robił sobie krzywdę. Lucjusz położył dłoń na ramieniu syna i napotkał jej spojrzenie. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji, ale w oczach zauważyła przeprosiny.

Ktoś chwycił ją za włosy i podniósł z powrotem na kolana. Bolało, ale to nie była najgorsza rzecz, jakiej doświadczyła. Voldemort podszedł do niej i ujął jej podbródek palcami.

— Zastanawiam się… — mruknął głównie do siebie.

Nagini owinęła się wokół ramion swojego pana i musnęła językiem policzek Hermiony, wydając z siebie długi syk.

— Zostawcie nas.

Warczący Draco został wyciągnięty z pomieszczenia. Nie spojrzała na niego. Kiedy Malfoyowie zniknęli, zdała sobie sprawę, że Luna wciąż tam jest. Uśmiechnęła się ciepło do Hermiony i zrobiła krok do przodu, aby pomóc jej się podnieść. Potem stanęły ramię w ramię naprzeciw Lorda Voldemorta. Nie rozmawiały, ale obecność przyjaciółki dodawała Hermionie sił.

— Przez lata straciłem kilka cennych przedmiotów. Teraz muszę znaleźć sposób, by je zastąpić. Myślę, że znasz los tych przedmiotów, szlamo, i wiesz, czym one były.

Czuła, jak sonduje jej umysł. Znała co najwyżej podstawy oklumencji. Próbowała uczyć się sama w namiocie, kiedy Harry i Ron spali. Voldemort rozbił jej proste tarcze i mogłaby przysiąc, że jej czaszka stanęła w płomieniach. Ktoś krzyknął.

Obrazy przemknęły przez jej umysł; Harry pokazujący jej pamiętnik w Skrzydle Szpitalnym Hogwartu, kiedy dochodziła do siebie po starciu z bazyliszkiem. Zwęglona dłoń Dumbledore’a, brak pierścienia na martwym ciele starca. Ron triumfalnie rzuca zepsuty medalion Slytherina na swoje łóżko. Harry rzuca się i wije przez sen, mamrocząc coś w języku wężów.

Coś gorącego i ciepłego rozbryzgnęło się na jej twarzy i klatce piersiowej. Westchnęła, czując smak krwi. Jej oczy otworzyły się. Znowu była na kolanach. Luna leżała przed nią z pogodnym wyrazem twarzy. Smutek ogarnął Hermionę. Nie mogła się ruszyć, myśleć, ani nawet usłyszeć, co mówił Voldemort. Wraz z jasnym błyskiem światła świat pociemniał.

 

<><><><><><><><><><><><> 

 

Draco

 

Wilk nie chciał się uspokoić i on także nie mógł. Chodzili tam i z powrotem przed podwójnymi drzwiami salonu. Jego rodzice stali po drugiej stronie korytarza, trzymając się za ręce, dając mu przestrzeń. Musiał być przytrzymywany przez ich oboje, kiedy krzyknęła. Teraz było cicho. Jasny błysk światła przedarł się przez szpary w drzwiach. Po tym nastąpiło kilka kolejnych i chociaż jego rodzice tego nie słyszeli, rozległy się ciche śpiewy. Co on jej, kurwa, robi! Wilk rzucił się do drzwi. Uderzył w tarczę tak mocno, że odrzuciło go na przeciwległą ścianę.

— Draco, musisz być spokojny — powiedział jego ojciec.

— On śpiewa. Coś jej robi, czuję to. Jakby część mnie była usuwana i zastępowana raz po raz.

Spojrzał na rodziców, mając nadzieję, że posiadają odpowiedź. Oczywiście nie mieli jej, a jego matka chwyciła jego rękę i ścisnęła.

Musieli stać w salonie przez godzinę. Z pokoju wydostawały się różne światła i dźwięki, żaden z nich nie pocieszał Draco. Przynajmniej nie była martwa. Wiedzielibyśmy, gdyby nie żyła, powtarzał w kółko Wilk. Po raz pierwszy zwierzę w jego głowie nie było natrętne i irytujące. Właściwie, zachowywał się jak istota, która rozumiała.

Kiedy drzwi w końcu się otworzyły, Czarny Pan wyszedł i pomaszerował prosto do Draco. Przyłożył różdżkę do jego gardła i syknął:

— Rozczaruj mnie ponownie, chłopcze, a zabiję twoją matkę i oddam ją wilkom.

Potem zniknął.

Salon był zdewastowany. Okna porozbijane, a odłamki szkła leżały na podłodze. Czarna magia promieniowała ze ścian i zdawała się kapać z sufitu. Czuł, jak przykleja się do jego skóry, gdy biegł ku Hermionie. Leżała nieruchomo na środku pokoju, krew pokrywała jej twarz. U jej stóp leżała Lovegood. Gardło Luny zostało podcięte i najwyraźniej nie żyła.

— Hermiona? Kurwa. Proszę, nie bądź martwa.

— Nie jest, synu. Oddycha. Milly. — Mała skrzatka pojawiła się na rozkaz jego matki. — Zabierz Hermionę do łóżka. Będzie potrzebowała eliksirów przeciwbólowych, być może środka zwiotczającego mięśnie i eliksiru na uspokojenie. Upewnij się, że masz też eliksir Słodkiego Snu. Nie wiemy, co się z nią stało.

 

<><><><><><><><><><><><> 

 

Hermiona

 

Unosiła się, kołysząc na wietrze, jak liście na drzewie. Tylko, że nie było wiatru. Nic nie czuła ani nie widziała, jednak była całkiem pewna, że żyje. Pomyśl, Hermiono, co się stało? Gdzie jesteś? Kiedy próbowała myśleć, w jej umyśle szepnął głos, który nie należał do niej. Wiesz, co się stało. Zostałaś ukarana, ale teraz jesteś silniejsza. Czarny Pan uczynił cię silną. Jesteś mu winna życie i lojalność.

Nie, pomyślała, nie czuję się silna. Nic mu nie zawdzięczam. Obcy głos nie ustępował. Dał ci nowe życie. Teraz masz męża, nazwisko Malfoy, bogactwo i pozycję. Będziecie szanowani w tym nowym porządku świata. Twoi przyjaciele zostawili cię, ponieważ uważali, że jesteś bezwartościowa. Teraz jesteś w domu.

Zostawili ją, ale nie dlatego, że uważali ją za bezwartościową. Widzieli szansę na ucieczkę i skorzystali z niej. Musieli się upewnić, że Harry jest bezpieczny. Był ważniejszy dla sprawy niż ona. Nie opuścili jej… prawda?

 

<><><><><><><><><><><><> 

 

Draco

 

Odzyskanie przytomności zajęło Hermionie cztery dni. Po czterech kolejnych, kiedy nie była w stanie opuścić łóżka, często zapadała w sen i wybudzała się tylko po to, by zrywać się z krzykiem i ściskać za klatkę piersiową, jakby próbowała wyrwać sobie serce. Draco znów trwał przy niej. Wysłał przeprosiny za opuszczenie spotkania Wewnętrznego Kręgu z jego rodzicami. Najwyraźniej Czarny Pan nie był zaskoczony. On też nie wydawał się tym przejmować.

Dziewiątego dnia Draco wrócił z łazienki i zobaczył Hermionę siedzącą na łóżku. Rozglądała się po pokoju, jakby właśnie obudziła się po dobrze przespanej nocy.

— Hermiona? Co ci się stało? Znaczy… czy wszystko w porządku?

Jej nagły powrót do zdrowia zaniepokoił go. Draco wciąż wyczuwał spływająca z niej czarną magię.

— Nic mi nie jest, Malfoy. Obiecuję.

— Co tam się stało? Widzieliśmy przebłyski magii i słyszałem, jak intonował…

— Nie wiem. Straciłam przytomność po… — Hermiona złapała się za pierś i zaszlochała. — Luna, on zabił… Merlinie, on zabił Lunę!

— Wiem, wiem, przykro mi — wymamrotał Draco, przyciskając Hermionę do piersi, pozwalając jej przytulić się do niego i szlochać, aż zabrakło jej tchu.

 

<><><><><><><><><><><><> 

 

Hermiona

 

Po nalocie na Muszelkę i późniejszych wydarzeniach Malfoy przestał unikać Hermiony. Był stałą postacią w jej klauzulowym życiu we Dworze. Podczas śniadania podawał jej herbatę, nie pozwalając robić tego skrzatom. Gdy był obecny na lunchu i kolacji, odsuwał jej krzesło i wstawał, kiedy wchodziła lub wychodziła z pokoju. Hermiona przypisała swoje szybkie dojście do zdrowia jego ciągłej uwadze. Książki na temat więzi wilkołaków wyjaśniały korzyści płynące z bycia blisko siebie w parach, zarówno emocjonalne i intymne.

Każdego dnia Malfoy pytał ją, jak się czuje, czy odczuwa jakiś ból po tym, co zrobił jej Czarny Pan. Każdego dnia mówiła mu prawdę; nic jej nie było, czuła się dobrze. Bo Hermiona czuła się dobrze. Lepiej niż kiedykolwiek. Cokolwiek wydarzyło się w tym salonie, dodało jej nowych sił i nie bardzo wiedziała, co o tym myśleć. Najwyraźniej była to jakaś forma czarnej magii. Malfoy powiedział jej, że wyczuwał ją na niej nawet kilka dni później, ale jaki to był rodzaj czarnej magii?

Hermiona wróciła do swojej codziennej rutyny, czytając w salonie z Narcyzą, zajmując się ogrodem i generalnie nie robiąc nic więcej. Kiedy zapytała, czy może zobaczyć bibliotekę, Lucjusz zbladł i potrząsnął głową.

— Wiele ksiąg jest przeklętych. Ktoś z twoim statusem krwi nie byłby w stanie wejść tam bez odczuwania przeklętej energii, która sprawi, że poczujesz się źle. Jeśli potrzebujesz jakichś książek, poproś kogoś z nas, żeby ci je przyniósł.

Więc wręczyła mu listę. Następnego ranka książki leżały na jej nocnym stoliku.

— Co czytasz? — zapytał Malfoy, wchodząc pewnego ranka do salonu.

Poprzedniego wieczora nie był na kolacji ani na śniadaniu i zdała sobie sprawę, że za nim tęskniła.

— Próbuję się dowiedzieć czegoś więcej na temat tej całej hmm… mgły uległości, która mnie ogarnęła, kiedy my… no wiesz. — Policzki Malfoya lekko pobladły, a ona poczuła ciepło. Rozmawiali o tamtej nocy, ale krótko, i większość rozmowy stanowiły przeprosiny Malfoya. Właściwie zrobiło mu się niedobrze, gdy powiedziała mu o mgle, która ogarnęła jej umysł podczas ich stosunku. Chciał coś powiedzieć, ale Hermiona mu przerwała. — Nie waż się znowu przepraszać, Malfoy. — Jej głos był surowy i Draco skinął głową, siadając obok niej.

— Znalazłaś coś?

— W zasadzie, to tak, posłuchaj. — Zaczęła czytać na głos: — Wilkołak musi odnaleźć swoją Partnerkę przed następną pełnią księżyca. Jeśli więź nie zostanie scementowana, Wilkołak prawdopodobnie stanie się hiperagresywny i nie będzie w stanie całkowicie powrócić do swojej ludzkiej postaci.

Malfoy przerwał jej:

— Myślisz, że to właśnie przydarzyło się Greybackowi? Jego ręce są w stanie pośrednim. Więcej pazurów niż paznokci. Zawsze myślałem, że to wybór, ale może…

— Może tak, a może nie. Tu jest więcej. Ten proces jest jeszcze ważniejszy, jeśli dany Wilkołak jest lub może stać się Alfą. W takich przypadkach Czarodziej lub Czarownica będący w parze wejdzie w stan podobny do transu, co pozwoli Wilkołakowi na kojarzenie i przypieczętowanie ich więzi z niewielkim lub zerowym oporem. Podczas tego procesu Partnerka może również uzyskać pewne korzyści z likantropii, takie jak zaawansowane leczenie. Dzieje się tak tylko wtedy, gdy Partnerka jest ranna w momencie, gdy Wilkołak ją oznacza. Oznaczając Partnerkę, Wilkołak tworzy więź, która jest prawie nierozerwalna w jakikolwiek inny sposób niż śmierć. Ta więź powstrzymuje Partnerkę i Wilkołaka przed zdradą drugiego, podobnie jak w przypadku czarodziejskich więzi Wierności.

Malfoy milczał przez minutę, a kiedy się odezwał, jego oczy rozbłysły złotem.

— Alfa?

— Tak. Dlatego uważam, że forma Greybacka jest zamierzona. Gdyby miał Partnerkę, nie powstrzymaliby go — powiedziała poważnie.

— Nie, mam na myśli siebie. Powiedziałaś, że trans występuje tylko wtedy, gdy wilk jest w stanie stać się Alfą? Ale ja nim nie jestem. Jestem na dnie stada, w tej chwili ledwo się tam liczę.

Hermiona nie chciała dać Wilkowi żadnego powodu do walki z Greybackiem. Była zbyt przerażona, że może przegrać i, kto wie, jak to się skończy. Ale nie mogła dochować tajemnicy ani przed Malfoyem, ani przed Wilkiem, nie coś takiego.

— Tak, właściwie możesz być. Częściowo odrzuciłeś więź stada, kiedy uciekłeś podczas pełni księżyca. Stałeś przeciwko niemu dwa razy, aby mnie bronić, zanim zapieczętowaliśmy więź. Magia prawdopodobnie uznała to za pewnego rodzaju wyzwanie.

Hermiona odwróciła wzrok, gdy jego oczy zabłysły jeszcze jaśniej. Najwyraźniej Wilk był podekscytowany możliwością pokonania Greybacka, a może była to kolejna szansa na zdobycie nowej mocy.

Oczy Malfoya znów zmieniły kolor na szary i potrząsnął głową, jakby otrząsał się z wilczych myśli.

— Więc to moja wina. Ja ci to zrobiłem. Kurwa, nie mogę… przepraszam, Hermiono.

Wstał, by wyjść i nagle Hermiona zdała sobie sprawę, że ma dość.

— Przestań — prawie krzyknęła. — Po prostu przestań, Malfoy. Nie zrobiłeś tego celowo i, będąc szczerą, mam dość twojego ciągłego użalania się nad sobą. To ja jestem tu więźniem. To ja byłam tą, która kazała wykonać na sobie jakiś przerażający, mroczny rytuał, ale nie kręcę się w kółko, unikając wszystkich. Każdego ranka jem śniadanie z twoją rodziną. Spędzam dzień, robiąc wszystkie, szczerze mówiąc, ogłupiające rzeczy, które robi twoja matka, i staram się nie myśleć o moich przyjaciołach. Moich, prawdopodobnie, zmarłych przyjaciołach.

Wzięła oddech. Malfoy patrzył na nią tak, jakby znów go uderzyła.

— Robię te wszystkie rzeczy, ponieważ jakakolwiek więź jest między nami, chcę, żeby zapewniała ci bezpieczeństwo. Nie wszystko działa w jedną stronę, Malfoy. W zamian ignorujesz mnie przez tydzień, płaczesz przy moim łóżku, a potem próbujesz uciec, kiedy znajduję cholerne wyjaśnienie, właśnie wtedy, gdy osiągnęliśmy swego rodzaju równowagę.

Hermiona zignorowała ten cichy głos, przypominający jej, że nie ma prawa mówić do niego w ten sposób, że jest jego Partnerką i powinna go zadowolić.

Ręka Malfoya zadrżała i zrobił krok w jej stronę.

— Myślisz, że nie rozumiem, że to dla ciebie trudne? Myślisz, że lubię unikać cię we własnym domu, podczas gdy jedyne, czego pragnę, to… kurwa, Hermiono! Nie rozumiesz tego i w porządku, ale nie obwiniaj mnie o dystans, który panuje tutaj, bo nawet nie potrafisz mówić do mnie po imieniu.

— Potrafię. Używałam twojego imienia. — Zatrzymała się i pomyślała o tym. Hermiona dwukrotnie nazwała go Draco. Za każdym razem odczuwał ból lub strach i prawdopodobnie tego nie pamiętał. Nazywał ją Hermioną wiele razy przez te tygodnie, a ona nie myślała o tym nawet przez chwilę. — Draco, przepraszam. — Wzruszył ramionami i odwrócił się, by wyjść. Wtedy myśl przyszła jej do głowy: — Czekaj! Co to była za rzecz, której pragniesz?

— Nie sądzę, że naprawdę chcesz wiedzieć.

Jego wzrok przesunął się po jej ciele i niewielki błysk złota ostrzegł ją, że to niebezpieczne terytorium. Nie obchodziło jej to. Coś sprawiło, że przy nim była bardziej pewna siebie i nie zamierzała poświęcać czasu na kwestionowanie tego.

— Powiedz mi, proszę — szepnęła.

Draco pokonał przestrzeń między nimi w dwóch krokach. Kiedy mówił, jego głos był niski i ochrypły, niezupełnie Wilka, ale być może innego Draco niż ten, do którego była przyzwyczajona.

— Jedyną rzeczą, której pragnę, Hermiono, jest zatopienie się w tobie. Wielokrotnie, abyś nie mogła myśleć o niczym innym, jak tylko o mnie i o tym, jak dobrze się przy mnie czujesz. Chcę, żebyś zapomniała, jak masz na imię. Chcę, żebyś dyszała i desperacko mnie pragnęła. — Jego dłonie chwyciły ją w talii i pochylił się, tak że jego oddech ogrzewał jej szyję, gdy mówił. Odsunął się gwałtownie i od razu zatęskniła za jego ciepłem. — Ale nawet nie wiem, czy mówię to ja, czy Wilk, i zdecydowanie to nie jest to, czego ty chcesz, więc to nie ma znaczenia. Dlatego zachowuję dystans.

Zanim Draco zdołał się ruszyć, Hermiona sięgnęła do przodu i złapała go za koszulę. Nie wiedziała, co ją naszło, ale jedyne, czego pragnęła, to go poczuć. Kiedy ich usta się połączyły, Draco jęknął, a ona pogłębiła pocałunek. To nie było delikatne; ich usta spotkały się z namiętnością, o której Hermiona nie miała pojęcia. Gdy się odsunął, zabrakło jej tchu. Jęknęła i ponownie spróbowała przyciągnąć go bliżej, ale potrząsnął głową.

— Nie teraz. Nie możemy, muszę iść.

— Ale właśnie powiedziałeś… — zaczęła protestować.

— Nie to, żebym chciał iść, uwierz mi, że nie chcę. Jest kolejny nalot. Nie znam szczegółów, bo tym razem zachowano je w tajemnicy przede mną. Za bardzo spieprzyłem sprawę z Muszelką. Myślę, że tym razem będę musiał to zrobić. Nie pozwolę nikomu uciec, a on nie chce więźniów. — Draco odsunął się od niej o krok. — Nie chcę robić tego z tobą, a potem zabijać twoich przyjaciół.

Głos w głowie Hermiony, który nie należał do niej, powiedział jej, że nie potrzebuje przyjaciół, tylko jego. Była jego Partnerką. Co jeszcze, kogo jeszcze mogłaby potrzebować? Był jej obrońcą. Tym razem posłuchała go i powiedziała:

— Draco, zrób to, co musisz. Nie potrzebuję ich, tylko ciebie. Po prostu wróć do mnie.

____________

Witajcie :) tak, jak obiecałam, pojawiam się z nowym rozdziałem. Wiele się działo i jestem ciekawa, czy domyślacie się, czym stała się Hermiona? Kera bardzo szybko to rozszyfrowała i w sumie to tłumaczy wszystko, co będzie się jeszcze działo. To jak, już wiecie? Dajcie znać.

Od razu zapraszam na Rozdział 5. Miłej lektury!

[T] Lilie słonowodne: Rozdział 3

poniedziałek, 13 marca 2023

 Hermiona

 

Hermiona obudziła się wcześnie. Słońce ogrzewało pokój, a Malfoy cicho chrapał obok niej. Tępy ból na ramieniu przypomniał jej o poprzedniej nocy. Usiadła powoli i przeciągnęła się. Nie wiedziała, czy powinna zostać, póki się nie obudzi. Ostrożnie odrzuciła kołdrę i wyślizgnęła się z łóżka. Po założeniu szaty udała się do łazienki. Odświeżyła się i wytarła ostrożnie — aż nazbyt świadoma bólu i lekkiego kłucia między nogami.

Potem Hermiona stanęła przed lustrem.

Jej włosy były w nieładzie, a znak w kształcie półksiężyca na jej ramieniu był otoczony ciemnym siniakiem. Ten widok ją podniecił i było to uczucie, z którym nie do końca czuła się komfortowo. Ostatnia noc była zarówno przerażająca, jak i wspaniała. Mgła, która ją ogarnęła zeszłej nocy, usunęła wszelkie ślady strachu i oporu, a Hermiona była zdesperowana, by zbadać związaną z tym magię. Przesunęła palcem po znaku i jej magia zaszumiała.

Oderwała wzrok od znaku, by przyjrzeć się reszcie ciała, dysząc ciężko, gdy ściągnęła szatę. Od tygodni nie widziała swojego pełnego odbicia. Stała się zbyt chuda, a jej ciało było usiane siniakami, chociaż zauważyła, że jej najnowsze obrażenia — w tym obraźliwe słowo na ramieniu — wyglądały, jakby powstały kilka tygodni temu. Kręcąc głową w zakłopotaniu, włożyła z powrotem szaty i wróciła do sypialni. Malfoy przechadzał się obok łóżka, wyglądając na lekko spanikowanego.

— Kurwa. Nic ci nie jest. Nie rób tego więcej. Myślałem… myśleliśmy, że poszłaś. — Podbiegł do niej i przyciągnął do siebie.

Ostrożnie odwzajemniła uścisk i powiedziała:

— Serio, Malfoy, dokąd miałabym pójść? Nie mogę tak naprawdę odejść.

Na jej słowa zawstydził się. Jakby zapomniał, że trwa wojna i ona jest tu uwięziona. Wbił wzrok w podłogę i mamrotał coś do siebie.

— Przepraszam. Merlinie, tak cholernie przepraszam za ostatnią noc. Miałem dla ciebie eliksir na uspokojenie i nawet ci go nie dałem. Przejął kontrolę, a ja nie mogłem…

— To nie twoja wina, Malfoy.

Podniósł wzrok, zszokowany rozgrzeszeniem przez nią jego zbrodni, jego roli w jej nowej sytuacji.

— Dziękuję, że to powiedziałaś — odparł niemal szeptem.

Przesunął delikatnie palcem po śladzie, który zostawił poprzedniego wieczora. W przeciwieństwie do chwili, kiedy ona go dotknęła, nie usłyszeli szumu magii. Zamiast tego, przeszył ją dreszcz przyjemności, prosto do kręgosłupa. Westchnęła i chwyciła go za ramię, żeby nie upaść na kolana.

— Czy to boli? — zapytał czule.

— Nie.

Jeszcze raz przesunął palcami po jej ramieniu, a jej kolana znów się ugięły.

— Nie, kurwa, to nie boli — praktycznie wyjęczała.

Podniósł jej podbródek palcem wskazującym, tak, aż ich oczy się spotkały, i zobaczyła, że jego znów są złote. Delikatnie pogładził palcem znak jeszcze kilka razy, aż zaczęła dyszeć w jego ramionach.

— Moja — wyszeptał, a ona wiedziała, że Wilk był zadowolony z jej reakcji.

Ostre walenie w drzwi przerwało im i Malfoy warknął, obejmując ramieniem jej talię i przyciągając jej plecy do swojego brzucha. Kiedy to zrobił, Greyback wmaszerował do pokoju, zatrzymując się kilka stóp od nich.

— Zrobione? — zażądał stary wilk. W odpowiedzi Malfoy odsłonił jej ramię przed Śmierciożercą. Ten uśmiechnął się i powiedział: — Dobrze. Czarny Pan chce się z tobą zobaczyć.

Po czym wyszedł, zatrzaskując za sobą drzwi.

Przerwanie Greybacka było ostrym przypomnieniem o realności ich sytuacji.

— Powinienem iść — wymamrotał Malfoy. Wydawało się, że odzyskał panowanie nad sobą; jego oczy znów były szare. — Powinnaś wrócić do swojego pokoju. Zamknij drzwi i nie wpuszczaj nikogo, kto nie jest mną albo moimi rodzicami. Rozumiesz, Granger?

Chwycił ją za ramiona, gdy mówił, a przejęcie na jego twarzy niemal sprawiło, że się zarumieniła. Skinęła głową, a on pocałował ją w policzek, po czym podszedł do szafy i włożył czarny garnitur oraz szaty. Hermiona przesunęła palcem po policzku w miejscu, gdzie ją pocałował. Wydawało się, jakby nawet nie zauważył, że to zrobił.

Patrzyła, jak się ubiera, czując lekki zawód. On ją tutaj chronił. Nie wiedziała, czy mogłaby być bezpieczna bez niego. Odprowadził ją do jej pokoju i, zanim wyszedł, krótko uścisnął jej dłoń.

 

<><><><><><><><><><><><> 

 

Draco

 

Co on sobie, kurwa, myślał? Obmacując ten cholerny ślad na jej ramieniu jak zwierzę. Całując ją w policzek, na gacie Merlina! Draco miał naprawdę dość tego, że nie był w stanie się kontrolować.

Pomimo swojej irytacji, nie mógł zignorować faktu, że każdy krok z dala od niej sprawiał, że czuł, jakby ktoś odłupywał jego duszę. Pamiętał panikę związaną z budzeniem się bez niej i wiedział, że miał naprawdę przejebane. Dwa dni temu nawet nie lubił Granger, ale teraz…

Czarny Pan miał go w garści. A Draco zrobiłby wszystko, by ją chronić. Niestety, oznaczało to również ochronę jej przed nim samym i jego nowym alter-ego.

— Ach, Draco, mój chłopcze, podejdź i uklęknij. Mamy wiele spraw do omówienia. — Głos Czarnego Pana był jak lód na jego kręgosłupie, a on prawie zadrżał.

Jego ciotka klęczała u stóp Lorda Voldemorta w swojej zwykłej pozycji. Przypominała mu raczej kota, czyszczącego się u stóp swojego pana.

Draco ukląkł i opuścił głowę w ukłonie. Kiedy zezwolono, wstał i cofnął się w pół kroku. Nigdy wcześniej nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo Czarny Pan śmierdział śmiercią i zgnilizną.

— Mam dla ciebie propozycję. Poinformowano mnie o kryjówce Zakonu, domku nad morzem. Uważa się, że właśnie tam uciekł Chłopak i jego przyjaciele. Odzyskasz naszych zaginionych więźniów i jeśli Potter tam będzie, przyprowadzisz go do mnie. Każdy inny w domu jest… niedokończoną sprawą, której możesz się pozbyć.

Czarny Pan utkwił swój zimny wzrok w Draco, czekając na oznakę słabości. Odmawiając jej pokazania, Draco po prostu skinął głową.

— Tak, mój Panie.

Blada dłoń machnęła lekceważąco i Draco odwrócił się, by odejść. Był już prawie przy drzwiach, kiedy ten zimny i piskliwy głos powiedział:

— Och, Draco… pogratuluj swojej żonie lub Partnerce, jak wolisz ją nazywać.

Draco zamarł. Wiedział, że to było proste przypomnienie, że jeśli mu się nie uda, to nie on zostanie ukarany.

 

<><><><><><><><><><><><> 

 

Hermiona

 

Chodziła po pokoju przez około trzy minuty, zanim Milly pojawiła się w zasięgu wzroku.

— Panienka ma się ubrać i przyjść na śniadanie — poinformowała mała skrzatka, gdy głęboko się ukłoniła.

— Śniadanie?

— Tak, panienko, tak nazywa się jedzenie, które jesz rano — odpowiedziała niecierpliwie skrzatka.

Jej ton prawie przypomniał Hermionie Narcyzę i uśmiechnęła się do siebie. Najwyraźniej pani Malfoy dawała skrzatce lekcje, gdy były same.

— Wiem, czym jest śniadanie, Milly. Po prostu nie sądziłam, że je dostanę.

Skrzatka wyglądała na zirytowaną.

— Dlaczego nie? Milly przyniosła ci śniadanie nawet do piwnicy. Poza tym, panienka jest teraz żoną pana Draco. Panienka je śniadanie z rodziną.

Milly przebiegła obok Hermiony do szafy i wyjęła komplet zielonych szat.

Hermiona była oszołomiona. Jak przeszła od uwięzienia do posiadania własnego pokoju i bycia zapraszaną na śniadanie z rodziną? Z pewnością to była pułapka.

— Milly, nie sądzę…

— Ach, tak, panienko, nie myślisz. Nie musisz. Milly myśli za ciebie. Te szaty będą bardzo ładnie się komponować z włosami panienki.

Dwadzieścia pięć minut później wyprowadzała ją z pokoju najbardziej apodyktyczna skrzatka, jaką kiedykolwiek spotkała. Hermiona protestowała i próbowała wytłumaczyć, że Draco prosił ją, aby tu została, ale Milly po prostu powiedziała:

— Pani mówi Milly, że mężczyźni nie wiedzą, co jest dobre i że powinni tylko myśleć, że rządzą.

Hermiona została zaprowadzona do małej jadalni połączonej z przytulnym salonem. Stół nakryto dla czterech osób, chociaż mógł pomieścić ich sześć. Lucjusz Malfoy siedział u szczytu, a Narcyza po jego prawej stronie.

— Ach, panno… — Lucjusz wyraźnie nie wiedział, jak należy się do niej zwracać.

— Proszę, usiądź, moja droga — wtrąciła się Narcyza, wskazując, że powinna zająć miejsce naprzeciwko niej. — Przede wszystkim, powinniśmy ustalić, jak chcesz, abyśmy się do ciebie zwracali. Rozumiem, jeśli jest za wcześnie, by zwracać się do ciebie per pani Malfoy.

Hermionie nie przyszło do głowy, że to może być problem. Jeśli miała być ze sobą szczera, nie zdawała sobie sprawy, że Malfoyowie w ogóle będą chcieli się do niej odzywać, nie mówiąc już o traktowaniu jej jak część rodziny.

Narcyza kontynuowała, pozornie nieświadoma wewnętrznego niepokoju Hermiony.

— Oczywiście, to może być mylące, skoro obie jesteśmy paniami Malfoy. Może mogłabyś po prostu mówić do mnie Narcyza, a ja będę zwracać się do ciebie Hermiono?

Spojrzała na Hermionę, szukając odpowiedzi, gdy nalewała wszystkim herbatę. Hermiona skinęła głową.

— Doskonale. Lucjusz może nas nazywać, jak sobie życzy.

Rzuciła surowe spojrzenie mężowi, które zasugerowało, że cokolwiek by sobie życzył nie może zawierać niczego poza jej imieniem. Po prostu skinął głową w odpowiedzi i wziął łyk herbaty.

— Dziękuję za zaproszenie na śniadanie. Nie byłam pewna… Mal… Draco kazał mi zostać w moim pokoju — powiedziała Hermiona, niepewna, czy naprawdę powinna tu być.

— Nonsens. Jest po prostu nadopiekuńczy. Zawsze jemy śniadanie jak rodzina. Lunch zależy od tego, kto co robi. Jestem pewna, że dość często będziemy tylko my, kiedy Lucjusz i Draco będą… zajęci. — Wyraz niesmaku przemknął przez arystokratyczne rysy twarzy Narcyzy. — Kolacja wygląda praktycznie tak samo, ale raz w tygodniu Czarny Pan dołącza do nas, podobnie jak większość osób z jego najbliższego kręgu. Te posiłki są spożywane w głównej jadalni.

W tym momencie Malfoy wpadł do pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi. Czarodziej praktycznie rzucił się na krzesło obok niej i zaczął jeść. Nie spojrzał na nią ani razu. Lucjusz uniósł brew, ale dalej cicho jadł.

— Wszystko w porządku, Draco? — zapytała Narcyza z nonszalancją.

Ten tylko skinął głową w odpowiedzi.

Hermiona sięgnęła po nóż i widelec i zaczęła jeść śniadanie, starając się stać tak małą, jak to możliwe. Cichy głos w jej głowie powiedział, że jego wściekłość to jej wina. Nie zadowoliła go zeszłej nocy. Najwyraźniej zawiodła w swoich obowiązkach jako jego Partnerka.

 

<><><><><><><><><><><><> 

 

Draco

 

Wszystko w porządku? Nie, kurwa, nic nie było w porządku. Nie tylko musiał zapewnić Granger bezpieczeństwo, ale teraz miał także zabić jej przyjaciół. Cudownie.

Zerknął na Granger, która uparcie na niego nie patrzyła, kiedy jadła jajka. Nawet aromaty wypełniające jadalnię nie były w stanie zagłuszyć wszechobecnego zapachu lilii i morskiej wody.

— Wydawało mi się, że kazałem ci zostać w twoim pokoju — warknął. Przestań, dobrze jest mieć ją tutaj. Trzymaj ją blisko siebie. — Ty też możesz się zamknąć — pomyślał, kiedy Wilk próbował się przedrzeć.

Hermiona wyglądała na raczej zszokowaną, gdy zwrócił się do niej.

— Twoja mama zaprosiła mnie na śniadanie.

Wyglądała na zdenerwowaną. Bała się go i nie winił jej za to.

— Tak. I będzie jadła z nami wszystkie posiłki w dającej się przewidzieć przyszłości — przerwała Narcyza.

Draco dostrzegł miły uśmiech, który posłała Granger. Spojrzał na matkę i chwycił sztućce w dłoniach tak mocno, że całkowicie wygiął nóż.

Narcyza zawołała skrzata, który przyniósł mu nowy komplet sztućców i nie poruszyła więcej tego tematu.

— Draco, czego chciał od ciebie Czarny Pan? — zapytał Lucjusz, odkładając nóż i widelec.

Draco zerknął na Granger, zanim odpowiedział.

— Jest kryjówka Zakonu, którą chce, żebym sprawdził. — Granger zamarła na swoim miejscu, ale nie odwróciła się w jego stronę. — On myśli, że Potter tam się ukrywa.

— Nie będzie go tam. Harry nie jest głupi. Nigdy nie ukryłby się w kryjówce. Jedyne miejsce, które było naprawdę bezpieczne, zostało odkryte. Nie znajdziesz go. — Głos Hermiony był pewny i przepełniony jadem, który zarówno go podniecał, jak i przerażał.

— Nie jest zbyt mądry, gdy go nie ochraniasz, Granger. Myślę, że przeceniasz waszego Wybrańca.

Draco nie był pewien, dlaczego ją prowokował. Wiedział, że będzie zdenerwowana jego misją, ale i tak mówił o tym przy niej. Teraz zidentyfikował problem. Granger była zbyt spokojna, przypuszczał, że chce zobaczyć, jak ona pęka. Potrzebował dowodu, że Hermiona Granger wciąż miała w sobie trochę ognia do walki.

— Nie wiesz, o czym mówisz, Malfoy. Więc zamknij się.

Ostrożnie położyła sztućce na stole. Draco niemal widział, jak jej samokontrola się chwieje. Przypominało mu to trzeci rok, chwilę przed tym, jak uderzyła go w nos.

— Serio? Naprawdę wierzysz, że Potter i Łasic nie ukrywają się w jakimś małym domku nad morzem, wymyślając powody, by cię nie ratować? Chcesz wiedzieć, dlaczego cię zostawili, Hermiono? Powiem ci. Dlatego, że byli zbyt głupi, by zdać sobie sprawę, jak bardzo cię potrzebują.

Zrobił to. Jej wściekłość była wyczuwalna. Stół praktycznie zatrząsł się pod jej palcami i Draco był wdzięczny, że ona nie ma różdżki.

Wilk zawył, a Draco prychnął, gdy jej pięść zetknęła się z jego szczęką.

 

<><><><><><><><><><><><> 

 

Hermiona

 

Wiedziała, że uderzenie Draco Malfoya w jego własnym domu, nad stołem jadalnym i przy jego rodzicach, było kiepskim posunięciem. Nawet jeszcze gorszym, skoro ten dom był obecnie kwaterą główną Toma Riddle’a, psychopatycznego mordercy i pełnego złudzeń władcy czarodziejskiego świata.

Hermiona wiedziała również, że zrobi to jeszcze raz, i znowu, i znowu. Ponieważ ten jeden cios sprawił, że poczuła się żywsza niż kiedykolwiek.

Draco przyłożył dłoń do szczęki i uśmiechnął się.

— Witaj z powrotem, Granger.

Potem wymaszerował z pokoju, kiwając rodzicom głową. Zadowolona z siebie fretka.

Narcyza uśmiechnęła się do swojego talerza, a Lucjusz ledwo powstrzymywał śmiech. Hermiona była zmieszana. Z pewnością powinna za to zostać wrzucona do lochów, prawda?

— Usiądź, kochanie, dokończ śniadanie, a potem przejdziemy się do ogrodów. Mam kilka roślin w szklarniach, którymi muszę się zająć i przydałaby mi się pomoc.

Hermiona zdecydowała, że chyba polubiła swoją teściową.

Chwilę później Hermiona i Narcyza były zajęte przesadzaniem dużej, jadowitej Tentaculi, kiedy Milly pojawiła się w polu widzenia.

— Pani jest proszona do salonu, pani Bellatrix tam jest — wydyszała mała skrzatka.

— Milly, zabierz Hermionę do jej pokoju i zostańcie tam. Zobaczę, czego chce moja siostra — powiedziała Narcyza niezbyt uprzejmie.

Hermiona stała zmrożona, obserwując Narcyzę idącą ścieżką w kierunku domu. W jakiś sposób zapomniała, że te dwie czarownice są siostrami. Uprzejmość, którą odnalazła w Narcyzie, była jaskrawym przeciwieństwem niepohamowanej przemocy otaczającej Bellatrix.

— Panienka pójdzie teraz z Milly — powiedziała skrzatka, chwytając Hermionę za rękę.

 

<><><><><><><><><><><><> 

 

Draco

 

Draco żałował swojego pokazu przy śniadaniu. Nie dlatego, że Hermiona go uderzyła. Nie, to było ekscytujące. Nawet Wilk był mile zaskoczony gwałtownością ich wiedźmy, chociaż reakcja Wilka pozostawiła Draco z kilkoma niesmacznymi obrazami w głowie. Większość z nich polegała na pokazaniu Hermionie, gdzie jest jej miejsce i to w skromnej ilości ubrań.

Draco żałował prowokowania jej dlatego, że nieświadomie się zdradziła. Na wybrzeżu znajdowała się kryjówka i było bardzo prawdopodobne, że Potter tam będzie. Gdyby powstrzymała swój temperament, Draco mógłby powiedzieć Czarnemu Panu, że ta misja jest stratą czasu. Teraz nie miał wyboru. Jedno spojrzenie w jego umysł i Lord Voldemort dowiedziałby się prawdy.

Znienawidzi go, nawet mocniej niż dotychczas. Draco nie mógł dokładnie określić, dlaczego tak bardzo go to niepokoiło. Wilk jęczał niemal nieustannie na myśl, że nie jest mu oddana i kilka razy próbował się przedrzeć, by do niej dotrzeć. Draco nie mógł na to pozwolić. Nie był pewien, jaki rodzaj magii ogarnął jego pokój, że Granger była taka uległa, ale coś się wydarzyło i więcej się nie powtórzy.

Musiał trzymać się z daleka. Obaj musieli. Dwór był na tyle duży, że często mógł nie przebywać z nią w tym samym skrzydle, nie mówiąc już o tym samym pokoju. Tak długo, jak był w stanie zignorować nieustanny ból w środku, błagający go o powrót do niej.

Wytrzymał pięć dni…

 

<><><><><><><><><><><><> 

 

Hermiona

 

Hermiona prawie nie widywała Malfoya od czasu ich kłótni w rodzinnej jadalni. Dni spędzała głównie w towarzystwie Narcyzy, która okazała się sympatyczną kobietą. Ich rozmowy ograniczały się głównie do zielarstwa, projektowania wnętrz, Hogwartu i sporadycznych dyskusji na temat run. Jeśli skupiłaby się naprawdę mocno, Hermiona mogłaby zapomnieć, że jest więźniem. Tylko ciągłe drganie jej prawej dłoni przypominało jej, że nie ma różdżki. Ten skurcz był również połączony z tępym bólem w dole brzucha, który zdawał się pogarszać z każdym dniem.

W miarę upływu dni zwróciła uwagę na działalność Śmierciożerców. Zawsze ktoś pilnował sieci Fiuu, dwie osoby strzegły bram i często widywała zamaskowane postacie spacerujące po terenach parami. Nie byłoby łatwo stąd uciec. Potwierdzała to obecność przerośniętego węża Voldemorta, który zdawał się wślizgiwać do każdego pokoju, w którym znajdowała się Hermiona. Za każdym razem, gdy myślała o ucieczce.

To był siódmy dzień jej niewoli. Hermiona siedziała w swoim pokoju i czytała Zawiłości wewnętrznego Wilka autorstwa Juliette Harkin, kiedy Malfoy wszedł, zamykając za sobą drzwi. Podskoczyła na siedzeniu przy oknie i wstała, wpatrując się w niego. Wyglądał na chorego. Był bledszy niż zwykle i może trochę wychudzony. Oddychał głęboko, wdychając powietrze, a Hermiona poznała po błysku złota w jego oczach, że spijał jej zapach.

— Musisz przyjść na kolację. Czarny Pan tego zażądał.

Nie spodziewała się, że zostanie zaproszona na cotygodniowe kolacje z Voldemortem i jego zwolennikami, ale skinęła poważnie głową i włożyła buty, po czym wygładziła zmarszczki na swojej ciemno czerwonej szacie i dała znak, że jest gotowa.

Malfoy w ciszy prowadził ją korytarz za korytarzem.

— Unikasz mnie — powiedziała cicho.

Brzmiała żałośnie, jak dziecko tęskniące za kimś do zabawy. Ale, w pewnym sensie, tęskniła za nim. Malfoy był znajomy i prawie bezpieczny; jego obecność coś w niej uspokajała.

— Uderzyłaś mnie — oświadczył łamiącym się głosem.

— Chciałeś, żebym to zrobiła.

Szli w milczeniu, aż dotarli do wysokich, czarnych drzwi. Otworzył je i razem przeszli wzdłuż stołu.

Lord Voldemort siedział w centralnym miejscu, Bellatrix po jego prawej stronie, a Snape po lewej. Hermiona próbowała złapać wzrok Snape’a, ale patrzył w innym kierunku. Pieprzony tchórz. Należał do Zakonu. Dlaczego jej nie pomagał? Być może Harry przez cały czas miał rację co do jego osoby.

Kiedy doszli do końca stołu, Hermiona rozpoznała Dołohova i Yaxleya. Cieszyła się, że zaklęcie pamięci, które na nich rzuciła po tym, jak zaatakowali ją, Harry’ego i Rona, zdawało się nadal działać. Nie dawali znaku, że ją rozpoznali.

Zajęli swoje miejsca przy stole, jak najdalej od Voldemorta. Najwyraźniej Malfoyowie nie byli obecnie doceniani. Lucjusz siedział na końcu stołu, naprzeciwko swojego Pana. Narcyza, Draco i Hermiona siedzieli w takiej samej konfiguracji, jak w rodzinnej jadalni. Draco, jak zauważyła Hermiona, był jedynym wilkołakiem przy stole. Nawet Greyback nie zasłużył na zaproszenie.

— Och, mój słodki siostrzeniec i jego żonka — zanuciła Bellatrix. — Mój Panie, wiem, że to rodzina… — wymówiła to słowo tak, jakby przykleiło jej się do zębów. — Ale z pewnością psy i szlam nie powinny siedzieć przy stole jadalnym.

Voldemort przyglądał się przez chwilę ciemnowłosej kobiecie, zanim się odezwał.

— Draco, mam nadzieję, że jesteś zadowolony ze swojej żony. Dowiedziałem się, że sparowane pary są często nierozłączne w pierwszym miesiącu po kryciu, ale ty wydajesz się być… zdystansowany. Usłyszałem, że jej nie odwiedzasz.

Malfoy siedział bardzo nieruchomo i wydawał się koncentrować na oddychaniu.

— Dałem jej czas na przystosowanie się do nowych okoliczności. Nie ma sensu narzucać się żonie, gdy jest wściekła, mój Panie. — Malfoy uśmiechnął się i uniósł kielich z winem.

— A pani Malfoy jest zadowolona ze swojego męża? Mam nadzieję, że już się dobrze zaaklimatyzowałaś.

Hermiona była gotowa na to, że jego uwaga przeniesie się na nią. Najwyraźniej grał z nimi w grę. Nie pozwoli mu wygrać.

— Jestem bardzo zadowolona, dziękuję, Tom. — Uśmiechnęła się do wężopodobnego mężczyzny i uniosła kielich, tak jak zrobił to Malfoy.

CRUCIO!

 

<><><><><><><><><><><><> 

 

Draco

 

Była pieprzoną idiotką. Przez cały jego pobyt w Hogwarcie, gdy mówiono mu i pokazywano, że jest inaczej, najwyraźniej ktoś zaczarował jego umysł. Hermiona Granger była najwyraźniej kompletnym imbecylem.

Chwilę po tym, jak klątwa Lorda Voldemorta uderzyła w Hermionę, zapanował chaos. Draco zerwał się na równe nogi i próbował rzucić się na Czarnego Pana. Lucjusz i Yaxley złapali go i przywiązali do krzesła łańcuchami. Jego ciotka krzyczała z radości, a matka zwróciła różdżkę we własną siostrę. Bellatrix uciekła z jadalni moment później, trzymając się za bok, gdzie z jej brzucha wyrastał piękny kwiat róży i mocno ją owijał. Narcyza zawsze była kreatywna w swoich karach.

Draco był zmuszony patrzeć, jak Lord Voldemort rzuca klątwę po klątwie na bezwładne ciało Granger. Chociaż faworyzował Cruciatusa, dodał także kilka zaklęć żądlących i tnących. Każde przekleństwo, które uderzało w jej ciało, wstrząsało Draco do głębi. Ogarnęła go wściekłość i walczył jak opętany, by do niej dotrzeć.

Kiedy Lord Voldemort skończył, zostawił ją leżącą na podłodze i kontynuował kolację, jakby nic się nie stało. Draco czuł się tak, jakby się kruszył i spędził całe spotkanie, walcząc ze swoim Wilkiem, który wył i skomlał z bólu i wściekłości.

Gdzieś w oparach pierwotnej wściekłości i strachu, Draco otrzymał rozkaz przeprowadzenia nalotu na kryjówkę. Miał udać się do miejsca zwanego Muszelką razem z Yaxleyem, Snape’em i swoim ojcem. Stało się jasne, że Draco rządzi i jeśli coś pójdzie nie tak, to będzie jego wina. Nie mógł się zmusić do przejmowania się tym.

 

<><><><><><><><><><><><> 

 

Teraz Draco siedział obok łóżka Hermiony. Jej oddech był płytki, a kończyny drżały od wpływu Cruciatusa. Nie opuszczał jej przez prawie dwanaście godzin. Jeszcze się nie obudziła, ale Milly zapewniała, że to zrobi. W końcu.

— Draco, może powinieneś się trochę przespać. Jutro twój wielki dzień. — Jego matka wielokrotnie próbowała zachęcić go do spania, ale odmawiał. Zignorował ją i podniósł książkę, którą czytał Granger na głos. Narcyza spróbowała ponownie. — Co jej czytasz?

Alicję w Krainie Czarów. Czytała to. — Wskazał na zakładkę leżącą na nocnym stoliku.

— Może ja mogłabym kontynuować, kiedy ty się trochę prześpisz?

Wilk miał dość.

— Nie! Trzymaj się od niej z daleka. Ona jest moja.

Narcyza zatoczyła się do tyłu, przez chwilę w jej oczach błysnął strach. Kiwnęła głową i zebrała się w sobie.

— W porządku. Tylko upewnij się, że będziesz gotowy na jutro.

Drzwi zatrzasnęły się za nią i Wilk odwrócił się z powrotem do swojej Partnerki. Pochylił się do przodu i odetchnął głęboko.

— Malfoy, przestań mnie wąchać — wychrypiała Hermiona.

Podskoczył i odwrócił jej twarz w swoją stronę.

— Granger?

— Hmm… najwyraźniej już tak się nie nazywam.

Uśmiechnął się. Była sarkastyczna. Dobrze to wróżyło.

 

<><><><><><><><><><><><> 

 

Hermiona

 

Głos Draco przedarł się przez jej pełen bólu sen kilka godzin temu. Przynajmniej myślała, że upłynęło kilka godzin. Kilka razy próbowała otworzyć oczy, poruszyć palcami lub coś do niego powiedzieć, ale to było zbyt trudne. Wszystko ją bolało. Ból osiadł głęboko w jej kościach i nie miała siły, by cokolwiek z tym zrobić. Więc leżała tam, słuchając, jak Malfoy jej czyta, jednocześnie stanowczo odmawiając opuszczenia jej boku.

Kiedy w końcu z trudem przemówiła, jej gardło było suche i obolałe.

— Powinieneś być milszy dla swojej matki.

Wilk, którym był Malfoy, warknął gardłowo. Był mniej groźny i bardziej przypominał szczeniaka, którego skarcono za gryzienie mebli. Hermiona nie mogła powstrzymać uśmiechu na ten widok.

— Powinnaś napić się wody — wymamrotał. Kiwając głową, Hermiona przesunęła się i spróbowała usiąść, dysząc lekko z bólu. — Nie podnoś się. Nie powinnaś się jeszcze ruszać.

— Nie traktuj mnie tak, jakbym była ze szkła, Malfoy. Bez problemu mogę usiąść. — Przyłożył szklankę wody do jej ust i piła powoli. — Dziękuję. O wiele lepiej.

— Dobrze. Jeśli czujesz się na tyle dobrze, że możesz usiąść, napić się i być sarkastyczna, to możesz się także wytłumaczyć.

Hermiona wiedziała, co miał na myśli, ale było coś lekko zabawnego w obserwowaniu, jak Malfoy i Wilk walczą ze sobą, kiedy był zirytowany.

— Co masz na myśli?

— Chodzi mi o to, dlaczego, na Salazara, nazywasz go Tomem? — warknął Wilk.

— Ponieważ to jego imię, Malfoy.

— Kurwa! — Wstał tak gwałtownie, że krzesło się przewróciło. Przeklinając i mamrocząc pod nosem, zaczął chodzić po pokoju. — Nie masz instynktu samozachowawczego? To Czarny Pan! Nie możesz ot tak nazywać go Tomem i słodko się uśmiechać. Mógł cię zabić. Nie rozumiesz, co by to ze mną zrobiło? Ty głupia, głupia wiedźmo!

— Cóż, wersje wydarzeń są różne. Wędrówki z wilkołakami mówią, że zdziczejesz i prawdopodobnie przemienisz się i nie będziesz mógł tego odwrócić. Ale napisał to Gilderoy Lockhart, więc wątpię, żeby to było wiarygodne. W Człowieku i Wilku twierdzą, że umarłbyś z powodu złamanego serca. — Wiedziała, że usłyszał kpinę w jej głosie i zmusiła się, by powstrzymać uśmiech. Malfoy trzymał się słupka jej łóżka tak mocno, że zbielały mu kostki. — Inne książki sugerują, że po prostu byłbyś bardzo, bardzo smutny.

Oczy Malfoya błyszczały teraz bardziej roztopionym złotem niż wcześniej, a słupek łóżka roztrzaskał się pod jego uściskiem.

— Mógł cię zabić — powiedział przez zaciśnięte zęby.

— Tak. Ale tego nie zrobił.

Pewność, że nie została zabita, w jakiś sposób nieco uspokoiła Wilka. Obszedł łóżko i położył się obok niej, wpatrując się w sufit. Ostrożnie sięgnęła i położyła swoją dłoń na jego. Oddychał bardziej miarowo i zobaczyła, jak szarość zaczyna sączyć się przez złoto. Hermiona zignorowała kojące uczucie, które rozlało się po jej ciele, łagodząc ból, gdy trzymała go za rękę.

— Nie obchodzi cię to, prawda? — Brzmiał smutno. Wydawało jej się, że nigdy wcześniej nie słyszała jego smutku.

— Już nie żyję, Malfoy. Jestem tu uwięziona bez różdżki, bez możliwości wyjścia i bez nadziei na ratunek. To tylko kwestia czasu.

— Nie pozwoliłbym mu. Wiedziałem od pierwszego razu, kiedy cię zobaczyłem podczas pełni księżyca, że umrę, zanim na to pozwolę.

Hermiona pogłaskała kciukiem grzbiet jego dłoni.

— Tak myślałam, że to ty. Jesteś piękny, wiesz. Ten twój Wilk.

Malfoy parsknął śmiechem, a jego oczy całkowicie pokryły się szarością.

— Dzięki za to, potrzebował połechtania jego ego. — Po krótkiej pauzie dodał: — Ty też.

Hermiona nie była świadoma, że zasnęła, ale kiedy się obudziła, Malfoy wciąż był obok niej. Ich ręce były splecione, a on leżał twarzą do niej. Odgarnęła kosmyk włosów z jego twarzy i poruszył się.

— Kurwa, Granger, twoje włosy z rana to kompletne gniazdo.

Uderzyła go lekko w ramię i spróbowała się odsunąć. Malfoy wyciągnął rękę i przyciągnął ją do siebie. Zanim zdążyła zaprotestować, uciszył ją i powiedział:

— Proszę, tylko kilka minut… za kilka godzin mnie znienawidzisz.

— Może już cię nienawidzę? — dociekała.

Ton jego głosu był ponury, niemal mroczny. To sprawiało, że poczuła się nieswojo.

— Nie nienawidzisz mnie, Granger. Myślisz, że tak, ale nie.

Westchnęła i pozwoliła mu się obejmować przez chwilę. Ból z poprzedniego dnia zniknął. Przypisywała to eliksirom, które jej podano. Zignorowała bardzo prawdopodobny fakt, że to bliskość Malfoya uzdrowiła jej ciało.

— Dlaczego miałabym cię nienawidzić? — zapytała cicho.

— Dostałem zadanie od Czarnego Pana. Nalot na kryjówkę, o której wspomniałem. To dzisiaj. Ja… będę musiał zabić.

Hermiona nie wiedziała, co na to odpowiedzieć. Będzie musiał to zrobić. Wiedziała o tym, ale kogo musiałby zabić? Rona czy Harry’ego? A może Ginny i Lunę?

— Nie sądzę, żebym mógł to zrobić, Hermiono. Ale jeśli tego nie zrobię, on cię zabije, albo gorzej.

W swoim strachu brzmiał tak szczerze, że nie mogła się powstrzymać i pocieszała go. Absurdem było pocieszanie kogoś, kto najprawdopodobniej zabije twoich przyjaciół i rodzinę w ciągu kilku godzin.

— Nie znienawidzę cię.

Hermiona nie była pewna, ile w tym prawdy, ale nie miała pojęcia, co jeszcze powiedzieć. Wiedziała, że Draco nie był zabójcą. W jakiś sposób wiedziała to każdą cząstką swojego istnienia.

________________

Witajcie :) W poniedziałkowy wieczór zapraszam na nowy rozdział tłumaczenia. Dużo się tutaj działo, ale ogólnie chyba całkiem nieźle wszystko wyszło. Momentami sama z tego się śmiałam, też tak macie? Dajcie znać jak wrażenia.

Kolejny rozdział planuję opublikować w czwartek. Więc oczekujcie, bo będzie się działo.

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia. Enjoy!