[T] To, co najlepsze: Rozdział 13 (+18)

sobota, 26 lutego 2022

 

Okno nad zlewem pokrywała warstwa szronu, a podwójne kuchenne drzwi mieszkania Hermiony, które prowadziły na zewnątrz, również były lodowate. Grudzień zaskoczył ich nagle i Draco nie mógł uwierzyć, że Hermiona i Scorpius są w jego życiu od kilku miesięcy. Posiadanie ich w pobliżu oznaczało, że te wszystkie straszne lata, które doprowadziły do teraz, przestały mieć znaczenie. Gdyby musiał zrobić to jeszcze raz, bez wątpienia postąpiłby tak samo.

Hermiona zamruczała, a jej kąciki ust uniosły się lekko. Zatrzymała się nad piecem, z włosami związanymi w kok, a krótkie kosmyk okalały jej twarz. Całkowicie skupiona na tym, by nie przypalić gorącej czekolady — jak poprzedniego wieczoru, kiedy postanowił pocałować ją przy blacie, gdy Scorpius poszedł do swojego pokoju — nie zauważyła, że się gapił. Albo i tak.

Draco nie był zaskoczony. Nigdy do końca nie powstrzymał nawyku gapienia się i nie potrafił uciszyć nieustannego głosu w głowie powtarzającego, że ona żyje, ona żyje.

— Co dzisiaj robiłeś, Scorpius?

Jego syn — kurwa, nawet myślenie o tych słowach zawsze go poruszało — siedział przy stole z szerokim uśmiechem przyklejonym do twarzy, gdy otwierał książkę. Typowe.

— Pomogłem pannie Clarze zapakować prezenty. Wiedziałaś, że są dzieci, które nie dostają prezentów?

Hermiona rzuciła mu przeciągłe spojrzenie.

— Wiedziałam. Nie każde dziecko ma tyle szczęścia, co ty, Scorpius. Kiedy się urodziłeś, mieszkańcy wioski kupili ci prezenty na pierwsze święta.

Scorpius odwrócił się na krześle z szeroko otwartymi oczami.

— Serio?!

Skinęła głową.

— Było ich tak wiele, że pokrywały całą podłogę w świąteczny poranek. Ludzie trzymają się razem podczas świąt, kochanie. Nie chodzi tylko o otrzymywanie prezentów, ale także o ich dawanie.

Twarz Scopiusa była pozbawiona emocji, gdy przetwarzał tę informację, patrząc od Draco do swojej mamy i z powrotem na Draco.

— Moglibyśmy dać im prezenty?

Na twarzy Hermiony pojawił się uśmiech.

— Oczywiście. Zawsze tak robię, ale w tym roku pozwolę ci pomóc.

Bębniąc palcami o oparcie krzesła, Scorpius zapytał:

— Myślisz, że spodobałyby się im moje stare zabawki? Nie mogę się bawić wszystkimi.

Draco zauważył, że jej oczy zaczęły łzawić, gdy cichy dźwięk ugrzązł w jej gardle. Merlinie, odziedziczył po matce wszystko, co dobre.

— To bardzo miłe.

Palce Draco splątały się z palcami Hermiony przy jego boku i poza zasięgiem wzroku.

— Tak — zgodziła się Hermiona. — Posortujemy je w ten weekend, ale nie musisz oddawać tego, czego nie chcesz — wyjaśniła, ponownie odwracając się do pieca.

Scorpius przeskanował pierwszą stronę książki, strony skrzywiły się, gdy przewrócił na następną, ale było coś… ciekawego w tym ruchu.

Prostując się, Draco patrzył, jak chłopiec sięga po swój kubek na stole, ale jego palce go nie dotykały. To niemożliwe… Nie wiedział, czy Scorpius kiedykolwiek miał napady przypadkowej magii. Przypuszczał, że to możliwe, a gdyby tak było, Granger by nie pamiętała. Klątwa z pewnością tworzyła lukę w jej pamięci, gdy była świadkiem jakiejkolwiek magii.

Granger powiedziała coś za nim, ale tego nie usłyszał. W jej głosie brzmiała drażniąca nuta, jak prawie zawsze, ale on jedynie mógł patrzyć przed siebie z podziwem.

Kubek wystrzelił w górę — na szczęście wciąż był pusty — i obrócił się na bok w powietrzu. Mała rączka sięgnęła, by go ściągnąć. Scorpius poruszył palcami, a kubek podążył za ruchem. Nie mogąc uwierzyć w to, co widzi, Draco patrzył, jak na twarzy syna pojawia się ironiczny uśmieszek.

Zdał sobie sprawę, że powinien był uniemożliwić Hermionie zobaczenie tego, ale było już za późno…

— No dobrze, jest gorąca, więc… Scorpius? — Głos Granger był wyższy i Draco natychmiast rozpoznał panikę. — Co ty robisz? — wrzasnęła, jej oczy otworzyły się szeroko, gdy wpatrywała się w syna.

W jej głosie nie było nic poza strachem i zmartwieniem, jakkolwiek Draco chciał to nazwać.

Kubek upadł na podłogę, a oczy Scorpiusa wypełniły się łzami.

— Nie wiem!

Wyciągając rękę ku Scorpiusowi, Draco wyszeptał „Zaraz wracam”. Szkło z potłuczonego kubka było porozrzucane po podłodze. Draco przeszedł nad nim ostrożnie, wyprowadzając Hermionę z pomieszczenia.

— Hermiono…

Drżała, ale nie był pewien, czy to efekt uboczny działania klątwy, czy tylko utrzymujący się szok po tym, czego właśnie była świadkiem.

— Draco.. Scorpius, on… — Hermiona chwyciła się za głowę, wbijając palce we włosy.

Kiedy wspominał później ten moment, Draco zorientował się, że wykrzyknął jej imię, zamiast wypowiadać je cicho w panice.

Hermiono! Co się dzieje?

— Mam wrażenie, że pęka mi głowa — jęknęła.

Poczuł ciężar jak ołów w żołądku. Mógłby znowu ją stracić, gdyby klątwa była tak nieprzewidywalna, jak myślał. Może wymazać wszystkie jej wspomnienia, nie tylko te, które wywołała. I nigdy nie przesadzała w kwestii bólu.

Potter wiedziałby, co robić.

Draco powinien wiedzieć, co do cholery miał zrobić.

— Wiem. Pozwolisz mi porozmawiać ze Scorpiusem? Może powinnaś się położyć.

Zdziwienie przemknęło przez jej twarz, gdy wzięła oddech.

— Nie potrafię trzeźwo myśleć. — Na jej ustach pojawił się grymas. — Położę się. Jeżeli będziesz czegoś potrzebował…

Objął ją ramieniem, podnosząc ją, gdy straciła równowagę. Wniósł ją po schodach i przyłożył kciuk do wewnętrznej strony jej nadgarstka. Miała przyspieszony puls.

— Przyjdę zobaczyć, jak się masz, gdy tylko z nim porozmawiam.

Hermiona ledwo mogła skinąć głową, gdy położył ją na łóżku.

— Moja głowa.

Całując ją lekko w czoło, Draco mruknął:

— Śpij, Granger.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Znalazł Scorpiusa siedzącego na ganku z czerwonym nosem. Owinął się, krzyżując ręce na piersi.

— Gdzie mamusia? — Scorpius pociągnął nosem i otarł go rękawem.

Draco usiadł obok niego, splatając palce i opierając łokcie na kolanach.

— Śpi, nie czuje się dobrze.

— To moja wina.

— Nieprawda. — Draco potrząsnął głową. — Nie byłeś w stanie tego kontrolować. To był wypadek.

Scorpius oparł się o Draco, spoglądając w dół.

— Czuję, że to moja wina.

— Czy to się już kiedyś zdarzyło?

Nagle zainteresowany spadającym śniegiem Scorpius potrzebował kilku chwil, by przełknąć.

— Raz u panny Clary. W słoiku na półce były ciasteczka. Chciałem tylko jedno, a nagle… Był w mojej ręce. Nie otworzyłem słoika.

Na brodę Merlina! Przywołał coś?

— Panna Clara widziała, jak to robisz?

Scorpius wsunął ręce pod ramiona Draco, wtulając się w jego pierś i płacząc.

— Nie.

Najpierw przywołał coś, teraz lewitował kubek. Draco westchnął. To nie znaczyło nic dobrego. Gdyby Hermiona znowu to zobaczyła, nie było sposobu, by się dowiedzieć, jak zareaguje.

— Jakie to uczucie?

Chłopiec poderwał głowę.

— Dziwne… Ale jednocześnie nie. Jakbym wiedział, co robię.

Draco uśmiechnął się. Chociaż to, co zamierzał zrobić, mogło nie być najlepszą opcją, ale było jedyną, która uspokoiłaby Scorpiusa.

— Patrz na to — mruknął, sięgając do rękawa i wyciągając różdżkę z kabury, przymocowanej do jego przedramienia. — Expecto Patronum.

Z końca różdżki wyłoniło się delikatne światło, otaczając ich, gdy znajome małe zwierzątko ukazało się na ich oczach.

— Co to jest? — pisnął Scorpius, cofając się.

Draco parsknął śmiechem i przysunął go bliżej.

— To wydra. Nie zrobi ci krzywdy.

Scorpius wyciągnął rękę, muskając palcami nos Patronusa Draco, gdy jego szczęka opadła.

— To nie jest prawdziwa wydra?

— Nie.

— Co to jest?

— To magia, stworzona przez moje najszczęśliwsze wspomnienia, więc nigdy  nie jestem sam. — Draco uśmiechnął się. — I pewnego dnia nauczę cię wszystkiego, ale na razie to musi pozostać między nami.

— Nie mogę powiedzieć mamie?

Merlinie, poczuł ukłucie w sercu na zawód w głosie dziecka.

— Powiesz, ale jeszcze nie teraz. Nie jest gotowa, by to zobaczyć, dobrze?

Scorpius skinął głową z westchnieniem.

— Zrobisz to jeszcze raz?

To z pewnością był jego syn.

— Jeszcze raz.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Hermiona potarła głowę, gdy ruszyła w kierunku miarowego pukania po drugiej stronie drzwi.

— Idę! — Pospiesznie otworzyła drzwi. — Draco?

— Dzień dobry.

— Co ty tu robisz? — Ziewnęła, ale odsunęła się, robiąc mu miejsce. — Jest bardzo wcześnie.

Zmarszczył brwi, gdy zamknęła frontowe drzwi z cichym kliknięciem.

— Wczoraj podczas kolacji zaprosiłaś mnie na śniadanie — powiedział powoli Draco, a jej pierś ścisnęła się. — Jeśli to zły moment…

Oddech, który wstrzymywała, szybko z niej wypłynął.

— Och, musiałam zapomnieć — wyszeptała Hermiona, pocierając kark. — Cóż, to żenujące. Od dłuższego czasu nic nie zapomniałam.

Draco potrząsnął głową.

— Nie ma problemu.

— Usiądź, jeśli chcesz, a ja przygotuję śniadanie. Jeszcze nie zaczęłam, ale… — Przerwał jej, przyciskając usta do jej ust, a ona chwyciła jego koszulę w dłonie. Jęknęła przeciągle, gdy jej plecy spotkały się ze ścianą. — Scorpius nadal śpi, ale…

— Potrzebuję cię na chwilę. — Oparł czoło o jej. — Dasz mi to?

Oszołomiona Hermiona skinęła głową, pozwalając mu poprowadzić się za róg i całować tak, że nie mogła oddychać.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Pierwszą rzeczą, jaką zrobiła tego poranka — po tym, jak Draco ją wypuścił, gdy jej syn zszedł po schodach — była rozmowa z lekarzem. Jak zwykle radosna recepcjonistka, umówiła ją na jak najwcześniejszy termin.

Albo tak tylko się zdawało, bo Hermiona powiedziała cicho do słuchawki:

— A jest jakiś wcześniej? Wydaje mi się, że znów doświadczam luk w pamięci.

Wypowiadanie tych słów na głos, było jak pękająca tama, podczas gdy Draco powoli pocierał jej plecy, a jego knykcie wywierały jak najmniejszy nacisk.

Doktor Caron polecił jej przyjść po południu i nalegał, aby pominęli formalny ton wizyty. I chociaż przepisał jej silniejsze leki na migreny, zasugerował, by zrobić kilka dodatkowych badań w postaci prześwietlenia mózgu.

To było niekomfortowe. Maszyna wywoływała u niej mdłości, gdy zaciskała powieki.

Jego twarz nic nie zdradziła, kiedy życzył jej dobrego dnia, wciskając receptę w jej czekające ręce z obietnicą, że zadzwoni do niej, gdy tylko będzie coś wiedział.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Nieprawidłowa.

Słuchawka wysunęła się z jej dłoni, gdy rozmowa się skończyła, ale głos doktora Carona odbijał się echem w jej głowie. Zsuwając się po blacie ze zdrętwiałą klatką piersiową, Hermiona ledwo zauważyła zbliżające się kroki, dopóki nie rozpoznała butów Draco.

— Hermiono? — Ukląkł. — Co się dzieje?

Wysunęła się ku niemu, zarzucając mu ręce na szyję, gdy szloch wyrwał się z jej piersi.

— To był mój lekarz. Mówiłam ci, że zrobili mi prześwietlenie w zeszłym tygodniu? Z powodu mojej migreny? — Hermiona wtuliła się w niego, a on owinął ją ramionami.

— Nie. — Jego usta ledwo poruszały się na czubku jej głowy. — Co powiedział, Hermiono?

Dostrzegła, że nie zapytał, czy wszystko jest w porządku, tak jak wcześniej. Pewnie dlatego, bo już wiedział, że nie tak nie jest.

— Znaleźli — Hermiona czknęła — nieprawidłową aktywność w moim mózgu. Powiedzieli… Powiedzieli, że nie wiedzą, co to znaczy.

Draco gwałtownie wciągnął powietrze.

— To może być nic.

Wsparcie. Tego właśnie potrzebowała, ale stwierdziła, że w tym momencie nie to chciała usłyszeć.

— Może… — Jej głos był stłumiony przez jego pierś. — Ale szczerze w to wątpię. Będzie więcej badań i ja… Boże, a co jeśli nie będzie mnie tu, by wychować syna? — Wypowiedzenie na głos jej najgorszej obawy wywołało kolejną falę łez.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Bolała ją głowa. Ostatnio wydawało się, że ból towarzyszył jej ciągle, niezależnie od tego, czy układała książki w sklepie, sprzątała dom czy spędzała miłe chwile z Draco. Zbyt często jej usta wykrzywiały się w grymasie i powracał znajomy, oślepiający ból. Wraz z nim strach, że może jej zabraknąć i nie wychowa syna, wślizgujący się do jej umysłu i ogarniający myśli.

To sprawiło, że bardzo się rozchorowała i Draco to dostrzegł. Szare oczy często rozszerzały się ze zmartwienia, ale obejmował ją w pasie, namawiając, by oparła się o niego. Wewnętrzny zamęt w dole brzucha gromadził się w zdradzieckich falach, które ją wyczerpywały.

Nie mogła się doczekać robienia kolacji każdego wieczoru, zanim trzy dni temu zadzwonił telefon w środku spokojnego popołudnia, ale teraz Hermiona nie miała motywacji do zrobienia czegokolwiek. Dla kogoś, kto uwielbiał rutynę, ta sytuacja nie była idealna i pojawiał się problem Scorpiusa, który potrzebował uwagi.

Draco nie mógł pozwolić, żeby Hermiona rozpadła się na kawałki na oczach dziecka.

Skulona na sofie z pluszowym kocem owiniętym wokół jej ramion — który Draco jej przyniósł — obserwowała, jak grał w gry planszowe z jej synem. Draco unikał pokera, odkąd po raz pierwszy w życiu został oszukany przez sześciolatka, ale mogła powiedzieć, że nie radził sobie z Monopoly.

Najwyraźniej Scorpius też to dostrzegł.

— Nie jesteś aż tak głupi.

Draco zakrztusił się herbatą.

— Proszę o wybaczenie.

— Proś, o co chcesz — wypalił Scorpius, porządkując swoje posiadłości. — Już trzy razy wylądowałem na Boardwalk!

Draco zerknął na Hermionę i mogła powiedzieć, że wiedział, iż znowu zrobiono go na szaro.

— Dobra, rozgryzłeś mnie.

Poczuła ukłucie w piersi, gdy Scorpius spojrzał na Draco. Boże, wyglądali tak bardzo podobnie. Oczywiście nigdy nie można było temu zaprzeczyć, ale doskonale zdawała sobie sprawę z tego, jakie spojrzenia są im rzucane od czasu do czasu, gdy pojawiają się razem publicznie, ale…

Hermiona nigdy nie była w stanie się do tego przyzwyczaić.

Nierówny dźwięk wyrwał się z jej klatki piersiowej.

— Wybaczcie — mruknęła, wstając tylko po to, by zachwiać się na nogach. — Zaraz wracam.

Wyszła pospiesznie, kładąc koc na ramionach Draco, ale czuła jego wzrok na swoich plecach, gdy wspinała się po schodach.

Trzymając bok głowy, pomyślała, że to mógł być setny raz, gdy ma dość swoich przypadkowych bólów. Chwyciła niebieską buteleczkę z nocnego stolika, odkręciła nakrętkę, przytrzymując ją i połknęła dwie kapsułki bez popijania.

Nie zamknęła jej przed włożeniem do szuflady.

Można by uwierzyć w jej kłamstwo, gdyby nie odwróciła się i nie odkryła, że nie jest sama.

— Co ty tutaj robisz? — zapytała Hermiona ostrym tonem. — Nie możesz tak po prostu zostawiać Scorpiusa. Przez cały dzień nie mógł się doczekać chwili, kiedy cię zobaczy i… — Przerwała, a jej policzki zalały się purpurą.

To nie była wina Draco, że się złościła.

Oparł się o framugę drzwi z rękami skrzyżowanymi na piersi.

— Jest w toalecie.

— Przepraszam — mruknęła Hermiona. — Mam po prostu gówniany tydzień i nie powinnam się na tobie wyładowywać. Nie pozwolę, by to się powtórzyło.

Draco odsunął się od framugi i zamknął lukę między nimi.

— Hej — wyszeptał, wsuwając kciuk pod jej oko, by otrzeć zbłąkane łzy. — Jeśli chcesz wyładować na mnie frustrację, to nie ma problemu. Poza tym Scorpius już skończył grać.

— Co? Dlaczego? — Hermiona mogła odetchnąć przez zmianę tematu, ale zatrzymała to dla siebie. — Znowu nie chciałeś pożyczyć mu pieniędzy?

Parsknął.

— Krzywołap przetoczył się po planszy, a potem ze stołu.

Hermiona zamrugała.

— Powinienem dodać, że ściągnął za sobą planszę.

Jej śmiech był zbyt głośny jak na zamkniętą przestrzeń, a ich usta dzieliły zaledwie cale, jednak uśmiech na jej twarzy był obłędny.

— To brzmi jak prawda.

Rozległo się ciche pukanie do drzwi i Hermiona wyjrzała zza szerokich ramion Draco i zobaczyła Scorpiusa.

— Mamusiu? — Ubrał się już w piżamę. — Czy Draco może dzisiaj przeczytać mi bajkę na dobranoc?

— Będziesz musiał jego o to zapytać, kochanie. — Hermiona uśmiechnęła się, lekko dźgając Draco w żebra. — Co ty na to?

Nie mogła rozszyfrować wszystkich emocji, które przemknęły przez twarz Draco, gdy podniósł Scorpiusa i przerzucił go przez ramię.

— Chcesz bajkę na dobranoc? Dostaniesz bajkę na dobranoc. — Draco uśmiechnął się i poczuła czyste szczęście.

To mogło sprawić, że zapomni o wszystkim innym.

Hermiona odczekała kilka chwil, zanim opuściła swoją sypialnię i zatrzymała się tuż przed drzwiami Scorpiusa. Przez małą szczelinę dostrzegła Draco chwiejącego się niebezpiecznie na krześle obok łóżka chłopca.

— Co zamierzasz mi opowiedzieć? — Podekscytowanie Scorpiusa dało się słyszeć w tonie jego głosu.

Z uchem przyciśniętym do ściany, Hermiona uważnie słuchała, jak Draco opowiadał historię pełną czarownic, czarodziejów i magii. Wyraźnie bawiło to jej syna, ale Hermiona również wciągnęła się w opowieść.

W rzeczywistości nie była do końca pewna, dlaczego Scorpius tak bardzo to uwielbiał, biorąc pod uwagę, że połowa tego brzmiała jak historia miłosna czarodziejów w trakcie wojny ze złym magiem.

Draco otworzył drzwi i wyszedł na korytarz.

— Podsłuchiwałaś przez cały czas? — Przełknął, a jego gardło podskoczyło pod wpływem ruchu. — Uśmiechasz się jak wariatka. Podobało ci się?

Hermiona sięgnęła ku niemu, przesuwając palcami po jego palcach.

— Świetnie sobie z nim radzisz. Czy kiedykolwiek ci to mówiłam?

— Nie bezpośrednio, ale bardzo mocno to zasugerowałaś.

— On cię uwielbia — wyszeptała Hermiona, przyciskając usta do jego knykci. — I jestem ci za to bardzo wdzięczna.

Twarz Draco złagodniała.

— Czuję się niezwykłym szczęściarzem, mogąc być częścią jego życia, bez względu na to jak duża lub mała może być ta część.

Prowadząc go korytarze, Hermiona obejrzała się przez ramię, unosząc palec i opierając go na ustach.

— Cicho? — Spojrzała ku swojej sypialni. — Nie chcę, żebyś szedł.

Mroczny wygląd, który przejął jego rysy, był zdecydowanie nikczemny.

— Nie musisz mówić nic więcej — wychrypiał Draco i podniósł ją, otwierając drzwi stopą. — Mam zamknąć?

Skinęła głową.

— Na wszelki wypadek.

Zaniósł ją na duże łóżko i usiadł na krawędzi — tak samo jak za pierwszym razem.

— Patrz na mnie, kochanie. — Draco zdjął jej koszulę przez głowę i przesunął palcami po jej bokach, knykcie musnęły jej biodra. — Za dużo myślałaś.

Przysuwając się ku niemu, Hermiona poczuła twardniejącą erekcję przez swoje dżinsy.

— A ty za dużo mówisz.

Nos Draco drgnął, a śmiech zahuczał w jego klatce piersiowej.

— Prawie nic nie powiedziałem.

— Mniej gadania. — Hermiona uśmiechnęła się, popychając go na łóżko i siadając okrakiem na jego biodrach. — Więcej działania. — Ugryzła małżowinę jego ucha.

Jedną ręką rozpiął jej stanik — co nie powinno wywrzeć na niej takiego wrażenia, biorąc pod uwagę, że robił to wcześniej — i poderwał się, by ją pocałować. Bez delikatności. Wsunął jej dolną wargę między zęby, błysnął oczami, gdy ten ruch wywołał jej jęk.

Wbiła paznokcie w jego ramiona, gdy na niego upadła.

Nie była pewna, jak to się stało, że rozebrali się w mniej niż dziesięć sekund. Dłonie zacisnęły się wokół jej bioder, palce wbijały się w skórę w sposób, który sprawiał, ze czuła się żywa. Draco przycisnął ją płasko do materaca, po czym uklęknął między jej udami.

Kiedy chwyciła prześcieradło, uniosła się, by zobaczyć jak zębami ściąga jej majtki, nawiązując kontakt wzrokowy.

— Nie wiem jakim cudem, jestem takim szczęściarzem — powiedział do siebie, opuszczając usta.

Hermiona wiła się pod nim, ściskając pięściami prześcieradło, gdy wbiła zęby w wargę, by powstrzymać głośny jęk. Zredukowała go do słabych pojękiwań i patrzyła jak Draco przerzuca jej nogę przez swoje ramię, po czym wczepiła palce w jego włosy.

— Jasna cholera… — sapnęła, unosząc biodra bez zastanowienia, gdy ciągnęła go za włosy. — Draco, ja… och! — zamruczała, ale nie wystarczająco cicho.

— Musimy być cicho, kochanie. — Uśmiechnął się, liżąc ją i obserwując.

Nagle przytrzymał ją, przyciskając palce do jej miednicy, gdy jego język przesuwał się wolniej niż by chciała.

O czym wspomniała i usłyszała stłumiony chichot pomiędzy jej udami, zanim jego tempo przyspieszyło.

— Draco, ja…

Poruszał się szybciej i zakrył usta, krzycząc. Jego mroczne spojrzenie zrównało się z jej, gdy jej klatka piersiowa unosiła się i opadała przy płytkich oddechach.

— Musimy być cicho. Zapomniałaś? — droczył się Draco, odpoczywając między jej udami.

Jej dłoń odnalazła jego dłoń.

— Sprawiasz, że zapominam o wielu rzeczach.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Granger jak zawsze kopała we śnie, ale tym razem było inaczej. Draco obudził się, gdy rzucała się obok niego na łóżku. Złapał ją, obejmując ramieniem jej talię, kiedy jej usta rozchyliły się w cichym krzyku. Przestrzeń między jej brwiami zmarszczyła się, a usta powtarzały jego imię.

Rozważając opcje, Draco sięgnął po różdżkę, którą ukrył pod materacem. Nie mógł znieść nieposiadania jej przy sobie, bo cały czas martwił się, że wszystko może się wydarzyć. Ledwo rzucił zaklęcie wyciszające, gdy rozdzielający krzyk wydarł się z ust kobiety, a serce waliło jego w piersi.

Brzmiało to kurewsko znajomo i miał ochotę zwymiotować. Tylko raz słyszał taki krzyk, który poniósł się echem po salonie Malfoy Manor, gdy jego ciotka ją cięła.

Potem wypowiedziała jego imię.

Oczy Hermiony otworzyły się szeroko, tak ciemne, że nie mógł dostrzec koloru, który przypominał Ognistą Whisky. Pościel wokół niej leżała w nieładzie, jej włosy napuszyły się i uderzyły w niego jak tona cegieł.

To Granger na niego patrzyła. Rozdarty wojną członek Zakonu Feniksa, jego dziewczyna, a nie młoda, samotna matka, którą znalazł w sennej i pustej wiosce we Francji.

Łzy zapiekły jego oczy, a każdy oddech, który brał, prawie nie istniał.

— Draco… Draco — wykrztusiła. Rzuciła się na niego, a jej ciężar niemal zrzucił oboje z łóżka. Chowając twarz w jego szyi, wyszeptała: — Przepraszam, że nie powiedziałam ci o Scorpiusie… że jestem w ciąży. Tak bardzo się bałam i…

Rozpaczliwie przycisnął usta do jej ust, wsuwając palce w jej włosy, a łzy spływały mu po policzkach.

— Kocham cię. Zawsze cię kochałem — wyszeptał. — Hermiono…

Chwyciła się za głowę, brązowe oczy napełniły się łzami, gdy wpatrywała się w niego.

— Jestem…

Nie musiała tego mówić.

— Hermiono… — Potrząsnął głową, podtrzymując ją, gdy mruknęła, że to boli. — Hermiono, proszę, nie odchodź. Błagam cię. Hermiono, proszę.

Patrzył, jak próbowała zostać, ale nie mogła z tym walczyć, bo klątwa uderzyła ponownie, a jej oczy powoli wywróciły się do tyłu. Draco trzymał ją przez kilka chwil, ból rozsadzał jego klatkę piersiową, gdy ją kołysał. Nie zniknęła, ale nie był pewien, czy szansa na ponowne posiadanie jej była warta ryzyka jej całkowitej utraty.

Granger nie poruszyła się przez resztę nocy z wyjątkiem miarowego unoszenia się i opadania jej klatki piersiowej. I pomimo tragicznej sytuacji, w jakiej się znaleźli, pojawiła się iskierka nadziei, która ożyła.

Ona nie odeszła.

Nikt nigdy tak naprawdę nie odchodzi.

_____________________

Witajcie :) w sobotnie popołudnie pora na kolejną dawkę tej historii. Ten rozdział skończyłam tłumaczyć dosłownie przed chwilą i aż nie mogłam się doczekać, by się nim z Wami podzielić. Nadal buzują we mnie emocje i może będę nieobiektywna, ale to chyba najlepszy rozdział... Pod względem zawirowań, oczywiście. A jakie są Wasze wrażenia? Dajcie znać w komentarzach.

W kolejnym rozdziale wydarzy się jeszcze więcej, ale na niego musicie poczekać do przyszłego weekendu. Zdradzę tylko, że Hermiona zacznie sobie przypominać osoby, ale czy zgadniecie kogo dokładnie? Jestem ciekawa Waszych typów.

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Lecę oglądać skoki, a Wam życzę miłego weekendu. Enjoy!

[T] Apartament 9 i 3/4: Rozdział 8

czwartek, 24 lutego 2022

 

Hermiona podniosła wzrok i zobaczyła Draco stojącego w drzwiach. Zaczęła się trząść i przeklinać siebie za to, co zrobiła, gdy otrząsnęła się z letargu.

— Draco, tak bardzo przepraszam — jęknęła i próbowała wstać.

Draco opadł na kolana i przytulił ją najmocniej, jak się dało.

— Nie, nie waż się przepraszać, to ja przepraszam. Wykonywałaś swoją pracę, a ja przesadnie zareagowałem. Przepraszam, że cię do tego doprowadziłem; nigdy nie powinienem był wypowiadać tego słowa i przysięgam, że nigdy go nie użyję. Jesteś najbardziej niesamowitą osobą, jaką kiedykolwiek spotkałem i nie zasługujesz na to. Tak bardzo przepraszam — bełkotał i przepraszał kilkakrotnie, trzymając ją.

Chociaż bardzo się starał, nie był w stanie powstrzymać łez spływających po jego twarzy, gdy patrzył na ramię Hermiony. Nie mógł uwierzyć, że ją do tego zmusił. Nigdy sobie tego nie wybaczy. Czuł się okropnie.

— W porządku — wymamrotała i ukryła twarz w jego klatce piersiowej.

Pozostali cofnęli się do drzwi, aby zrobić im więcej miejsca. Hermiona spojrzała na Draco; jej oczy wciąż były pełne łez, ale na twarzy pojawił się uśmiech. I bez wahania, nie biorąc pod uwagę, że większość ich przyjaciół stała za nimi, ani że siedzieli na zakrwawionej podłodze w łazience, ujął jej twarz w dłonie i pocałował ją. Poczuł motyle w brzuchu, gdy odwzajemniła pocałunek, klękając, by dorównać mu wzrostem. Usłyszeli wycie Teo, ale Luna uciszyła go i zamknęła drzwi, zostawiając ich samych. Po chwili rozdzielili się, ciężko dysząc. Draco wciąż trzymał jej twarz w dłoniach, a oczy Hermiony nadal były zamknięte, zszokowane tym, co zaszło. Natychmiast tego pożałował, martwiąc się, że ją wystraszył lub zdenerwował, ale nie wiedział, co powiedzieć.

— Hermiono, ja… — zaczął.

— To się stało… ja… powinnam być u Harry’ego i Gin… muszę sobie wszystko poukładać — bełkotała.

— Tak, oczywiście — wymamrotał.

Oboje wstali, a Draco ostrożnie ujął ją za ramię. Wzdrygnęła się i spróbowała cofnąć.

— Już dobrze, nie zrobię ci krzywdy — powiedział miękko.

Wyciągnął różdżkę i mruknął zaklęcie pod nosem, zamykając nacięcia i zadrapania. Uśmiechnęła się do niego z wdzięcznością i wyszedł z łazienki. W salonie nie było nikogo, z czego był zadowolony, bo nie miał ochoty być bombardowanym pytaniami. Spojrzał w lustro i zobaczył posiniaczony nos. Westchnął i przeszedł do swojego mieszkania, gdzie teraz wszyscy siedzieli. Zobaczyli go i wstali gwałtownie, zadając mu tysiące pytań.

— ZAMKNIJCIE SIĘ! — krzyknął i wszedł do swojego pokoju, zamykając za sobą drzwi.

W łazience Hermiona chodziła w panice tam i z powrotem, zastanawiając się, co się właśnie stało?! Dopiero ubiegłej nocy zdała sobie sprawę, że żywi uczucia do Draco, dwie godziny temu go przesłuchiwała, dwadzieścia minut temu ją przezwał, a dwie minuty temu się pocałowali. W pośpiechu machnęła różdżką, żeby posprzątać łazienkę, owinęła ramię bandażem i aportowała się do Ginny. Gdy zakręciło jej się w głowie, przypomniała sobie, że George testował swoje psikusy na ich mieszkaniach, co oznaczało, że wylądowała na parapecie okna.

— Hermiono! — wykrzyknęła Ginny. Szybko pomogła jej zejść i przytuliła. — Wszystko w porządku? Wyglądasz na trochę oszołomioną.

— W porządku. — Westchnęła. — Gdzie jest Harry?

— Przypala herbatę. — Ginny uśmiechnęła się.

— Hej, słyszałem to! — warknął Harry, gdy wszedł. — Nie przypaliłem jej, jest po prostu… chrupiąca.

— Chrupiąca? Czyżby? — zapytała Ginny sarkastycznie.

— Owszem. Jak się teraz czujesz, Miona? Rozmawiałaś z Draco? — spytał Harry, zwracając uwagę na Hermionę, która poczuła, jakby miała zamiar wypluć swoje wnętrzności.

— Co się stało z Draco? — rzuciła Ginny.

— Przesłuchiwałam go. Poszło źle. Krzyczał na mnie. Wróciłam do domu. Nazwał mnie słowem na „sz”. Skaleczyłam się. Całowaliśmy się — wypaliła, nawet się nie zastanawiając. Na szczęście dla niej nie zrozumieli ani słowa.

— Że co? — bąknął Harry.

Hermiona podniosła wzrok, wychodząc ze swojego transu.

— Hm? Nic. Nie martwicie się, już jest wszystko w porządku — wymamrotała.

— To dobrze. A teraz chodźcie, herbaty stygną — powiedziała Ginny i cała trójka poszła do jadalni, gdzie na rozmowie spędzili resztę wieczoru.

Hermiona angażowała się w rozmowę tak bardzo, jak tylko mogła, ale jej umysł nie mógł się powstrzymać przed powracaniem do pocałunku od czasu do czasu.

O dwudziestej pierwszej Hermiona wróciła do mieszkania, czując się trochę bardziej rozbudzona i produktywna niż wcześniej. Luna siedziała na kanapie, czekając na jej powrót.

— Hej, Lu — wyszeptała Hermiona.

— Hej, Miona! Jak minął wieczór? Dobrze, cóż, to dobrze. Jak mnie minął wieczór? Także bardzo dobrze, a teraz GADAJ! — wykrzyknęła.

— Muszę? — jęknęła Hermiona, opadając na sofę.

— Tak! Potrzebuję szczegółów! — załkała Luna.

— W porządku, aportowałam się do Gin, ale wylądowałam na parapecie. Harry zrobił lazanię, ale ją spalił, a potem…

— Nie! Chodzi mi o Draco! — przerwała jej Luna.

— Lu, nawet nie chcę o tym myśleć, nie mówiąc o rozmowie — sapnęła Hermiona.

— Dlaczego nie? Aż tak źle całuje? — Uśmiechnęła się.

— Nie, świetnie całuje! Jest niesamowity, jego usta były… w porządku, co jest ze mną nie tak? Co, do cholery, jest ze mną nie tak, Luna?! — zawołała Hermiona.

— Jesteś zakochana, skarbie. Więc usiądź, wypij wino i porozmawiaj ze mną — odpowiedziała Luna i machnęła różdżką, sprawiając, że na blacie pojawiła się butelka wina i dwa kieliszki.

— Dobra, wiesz wszystko o przesłuchaniu i o tym, jak mnie nazwał. To… naprawdę nie wiem. Myślę, że mogłabym powiedzieć, że go lubię, ale… Mieszkamy obok Draco przez dwa lata i ilość kobiet, które sprowadził do mieszkania i porzucał na następny dzień… nie wiem, czy ja tak nie skończę. Oddałam pocałunek… nic dziwnego, że dziewczyny mdleją na jego widok, bo niesamowicie całuje i… Och, nie umiem tego wyjaśnić… Lepiej będzie, jeśli pozostaniemy przyjaciółmi — rozważała.

— Naprawdę? Tak myślisz? — spytała Luna.

Wiem o tym — odpowiedziała Hermiona.

Rozmawiały jeszcze przez chwilę, zanim poszły spać.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Rozległ się głośny trzask, który obudził Hermionę. Wstała bez wahania i weszła do salonu. Znalazła Ginny stojącą tam, z torbą przewieszoną przez ramię i łzami spływającymi po twarzy. Hermiona rzuciła się do przodu i przytuliła ją, gdy Luna wyszła ze swojego pokoju.

— Gin, co się stało? — zapytała Hermiona, prowadząc ją do kanapy.

— Zrobię kawę — powiedziała Luna, próbując ukryć ziewanie dłonią. Podeszła do blatu i nastawiła wodę w czajniku, podczas gdy Hermiona pocieszała Ginny.

— Ja i Harry pokłóciliśmy się — wymamrotała Ginny, łzy wciąż spływały jej po twarzy.

Hermiona ani Luna nigdy nie widziały jej tak zdenerwowanej. Ginny nigdy nie płakała, z wyjątkiem pogrzebu Freda, a nawet wtedy udało jej się nie załamać i pozostać silną dla swojej rodziny. Ta przed nimi, to była strona Ginny, której żadna z nich nigdy nie widziała i bardzo je to zmartwiło. Gdy Hermiona miała zapytać, co się stało, drzwi otworzyły się gwałtownie, ukazując stojących Draco, Blaise’a i Teo. Blaise trzymał łopatkę, Draco patelnię, a Teo losowy talerz.

— Hej, kuchenni ninja. Co wy wyprawiacie? — zapytała Luna.

— Słyszeliśmy huk! Co się stało? — krzyknął Blaise.

— Ginny aportowała się tutaj. — Hermiona westchnęła, ściskając brzeg nosa.

— Hej… — wymamrotała Ginny, próbując otrzeć łzy.

— Och — jęknął Teo.

Blaise klepnął się ręką w czoło, zapominając o szpatułce, którą walnął się w głowę.

— Auć — wymamrotał.

— Och, ty durniu — mruknęła Luna. — Dobranoc! — Zatrzasnęła im drzwi przed nosem, rozśmieszając dziewczyny. Ponownie otworzyła drzwi i zawołała przez korytarz: — Dobranoc, Dora, kocham cię!

— Ja ciebie też kocham, Odklejona! — odkrzyknął Draco kpiącym tonem.

— ZAMKNIJ SIĘ, FRETKO! — krzyknęła Hermiona.

Na suficie rozległ się huk, a kiedy spojrzały w górę, zobaczyły niebieskie oko i kępkę rudych włosów.

— Czy możecie się zamknąć?! — syknął Ron. — Gin! Wszystko w porządku?

— Tak, tak — mruknęła, wciąż wycierając twarz.

— Powiedz mi… czy muszę przekląć Harry’ego?  — zapytał Ron.

— Nie. — Westchnęła i oparła się o sofę.

— No dobrze, dobranoc.

Dziurę w suficie ponownie zakrył dywanik. Prędzej czy później, muszą ją załatać.

— Więc dlaczego u nas jesteś? — zapytała Hermiona.

— Ponieważ Harry jedzie na tę misję… nie chcę, żeby to robił — wymamrotała Ginny.

— To wszystko? — wypaliła Luna, zanim zdążyła się powstrzymać.

Ginny spojrzała na nią gniewnie i wzruszyła ramionami, podczas gdy Hermiona zerknęła na blondynkę wzrokiem „jesteś głupia czy niesentymentalna”.

— Dlaczego byłaś taka zła? — Hermiona zwróciła się ku Ginny.

— Bo to niebezpieczne i nie chcę, żeby mu się coś stało! — załkała Ginny.

— Wcześniej sobie poradził — odpowiedziała Hermiona.

— Ostatnim razem wrócił do domu ze złamanym nosem i skręconą kostką! — warknęła Ginny, a łzy znowu spływały jej po twarzy.

Luna podała im filiżanki kawy i usiadła obok Ginny, obejmując ją ramieniem.

— To nigdy nie stanowiło problemu. Coś jeszcze się dzieje? — zapytała cicho.

Ginny otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale zamknęła je ponownie i popłynęło więcej łez.

— Nie, nic — wyszeptała.

Po dłuższej rozmowie Hermiona i Luna wróciły do swoich łóżek, a Ginny spała na kanapie.

____________

Witajcie :) mamy czwartek więc pora na kolejny rozdział tłumaczenia. Wiem, że ogólne nastoje dzisiaj nie są zbyt dobre z uwagi na światowe okrucieństwa, ale mimo wszystko chciałam chociaż trochę poprawić Wam humory. To jak udało się?

Myślę, że przeprosiny Draco Wam się spodobały. Ciekawe co będzie, jak pokłócą się bardziej :) W ogóle jestem ciekawa, czy domyślacie się, o co chodzi z Ginny? Napiszcie w komentarzach, zobaczymy, czy macie rację. Bo generalnie wszystko wydaje się tak oczywiste, prawda?

Na kolejny rozdział musicie poczekać do przyszłego czwartku. Niestety mimo szczerych chęci, nie dam rady publikować częściej niż trzy razy w tygodniu, a pozostałe dwa opowiadania również chcę regularnie publikować. System działa, więc nic nie zmieniam. I dzięki, że jesteście tutaj ze mną! :)

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego końca tygodnia. Enjoy!

[T] Cambridge Blue: Rozdział 2

wtorek, 22 lutego 2022

 

Po początkowym chaosie tygodni adaptacyjnych, życie studenckie przechodzi w łatwą normalność, a mieszkańcy czerwonej i zielonej strefy powoli przystosowują się do nowych harmonogramów. Hermionie udaje się nawet otrząsnąć z zakłopotania na tyle, by uznać Draco za przyjaciela, zwłaszcza gdy zaczynają razem chodzić na poranne wykłady.

Draco i Harry zapisali się do wioślarskiej drużyny Queens’ College, co oczywiście oznacza, że muszą się ścigać na każdym kroku. Jeśli Harry wstaje o piątej trzydzieści, aby przed treningiem zjeść obfite w białko śniadanie, to następnego ranka Draco wbiegnie do mieszkania o podobnej porze, ale po joggingu.

Ginny, która dołączyła do kobiecej drużyny i nie czuje wielkiej potrzeby wykazania się, uważa, że jest ponad takimi błahymi czynnościami.

Jednak udawana rywalizacja chłopców wciąż jest źródłem wspaniałej rozrywki i stopniowo rozprzestrzenia się na poszczególne strony korytarza. To niewiele więcej niż podbieranie sobie sztućców lub pisanie nieprzyzwoitych słów na lodówce za pomocą magnesów z alfabetem Neville’a i przez to zajmują czas pozostałym.

— Jak myślisz, co to może znaczyć? — pyta Neville pewnego ranka, przechylając głowę na bok, jakby to miało mu pomóc zrozumieć ostatnią wiadomość na lodówce.

 

JeSte5 GeneRalnyM WykroczeNiem

 

Hermiona chichocze.

— Myślę, że to może być Szekspir. Cytat pochodzi z „Wszystko dobre, co dobrze się kończy” — omawiamy ten tekst w tym tygodniu.

— Jesteś…

— Jesteś generalnym wykroczeniem — kończy Draco, wbijając do kuchni z zadowolonym uśmiechem na twarzy — i każdy mężczyzna powinien cię pobić.

— To niemiłe — mówi Luna. — Wolałam wczorajszą erotyczną pogawędkę.

— Mówiąc o tematach na pogawędki — zwraca się Hermiona do Harry’ego, który pracowicie przestawia magnesy na lodówkę, by przeliterować „JeSte5 PaLanTeM” — dowiedziałeś się już czegoś o tym Cormacu?

— Cóż… — zaczyna Harry.

— Cormac z drużyny wioślarskiej? Z drugiego roku? — wtrąca się Draco, a Harry uśmiecha się.

— Tak — chce zabrać Hermionę na randkę. Badam, czy na nią zasługuje.

Draco unosi brew ze zniesmaczeniem.

— Absolutnie nie.

— A to niby dlaczego? — dopytuje Hermiona.

— Bo masz więcej niż dwie komórki mózgowe — mówi Draco takim tonem, jakby to było oczywiste, a Harry zaczyna się śmiać.

— Och, przestańcie — mówi upokorzona Hermiona. — Odwołuję śledztwo, wy dwaj jesteście podli. On też tutaj studiuje, więc najwyraźniej ma mózg…

— Tak — rzuca radośnie Harry — szkoda, że myśli swoim k…

Wszyscy wybuchają śmiechem, zanim kończy zdanie.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

— Ech! — jęczy Hermiona, ukrywając twarz w dłoniach. — Poddaję się.

Draco przykłada usta do słomki i strzela w nią papierkiem.

— Nic z tych rzeczy. Masz do przeanalizowania cały akt.

Bez wiedzy swoich zwaśnionych współlokatorów, Hermiona i Draco stworzyli swego rodzaju sojusz, zaczynając od porannej kawy w The Buttery, a kończąc na wspólnych wieczornych powrotach do mieszkania.

— Ale to jest po prostu okropne! — narzeka Hermiona. — Nigdy więcej nie użyję zwrotu „wszystko dobre, co się dobrze kończy!”. Nie mogę uwierzyć, że nigdy nie zadałam sobie trudu, by to sprawdzić! Postacie są okropne, zakończenie śmieszne, nie wspominając o ataku w środku!

Draco odpowiada na jej wybuch, biorąc długi łyk mrożonej kawy.

— Ale właśnie o to chodzi. Możesz to napisać w swoim eseju.

— Co nie znaczy, że musi mi się to podobać — burczy Hermiona, mieszając zażarcie swoją latte. — Mam zamiar oblać ten dział. Chodź, powinniśmy się zbierać.

— Czekaj, czekaj — mówi Draco, chwytając jej notatnik i przysuwając go do siebie. — Masz tu kilka dobrych zdań o cynizmie… Hej, Helena nie jest przedstawiana jako słaba postać!

— Szekspir celowo sprawił, że nie da się jej polubić, każąc jej ścigać tego okropnego mężczyznę przez całą sztukę!

— Lubiłem ją. — Uśmiecha się Draco, a Hermiona przewraca oczami, wstając.

— Bo jest gotowa przeskoczyć przez obręcze, aby być z facetem, którego pragnie?

— Nie — mówi z uśmieszkiem — ponieważ jest silna, mądra i nie boi się podążać za tym, czego chce.

— Nawet jeśli się to wiąże z nakłanianiem kogoś do spania z nią?

— Hej, nie! — protestuje Draco, wychodząc za Hermioną z kawiarni, podczas gdy ona się śmieje. — Nie!

Przechodzą przez brukowaną ulicę, unikając zarówno rowerów, jak i pieszych w porannym pośpiechu, a Wydział Filologii Angielskiej wyłania się na horyzoncie, podsycając znajomą iskrę podniecenia w piersi Hermiony.

— Um — mówi Draco, kiedy już mają wyjść z sali wykładowej. — Hermiono?

Odwraca się, zakładając pasek torby wyżej na ramię.

— Tak?

— Zbliża się uroczysta kolacja w klubie wioślarskim i zastanawiałem się, czy może chciałabyś pójść? — Z każdym słowem jego policzki coraz bardziej różowieją, co sprawia, że żołądek Hermiony fika koziołki. — Ze mną?

— Och — mówi elokwentnie, czując się dość śmiesznie, jakby została przyłapana na tym, że nie zwróciła uwagi na coś niezwykle istotnego. — Och, przepraszam…

Jego pełen nadziei wyraz twarzy zmienia się w powściągliwy.

— Bez obaw, nic nie szkodzi…

— Po prostu Cormac już mnie zaprosił i ja…

— Bez obaw…

— Naprawdę przepraszam.

— To byłoby zwykłe…

— Z chęcią! Ale ja…

— Tak.

Patrzą na siebie przez chwilę; kołnierz koszuli Draco zsuwa się z miejsca, które pasek jego plecaka trzyma jak imadło.

— Przepraszam — mówi Hermiona, jej serce ściska się w piersi. — Ale mam nadzieję, że ciebie tam zobaczę?

Uśmiech, niczym muśnięcie motyla, pojawia się na jego ustach, zanim Hermiona odwraca się do wyjścia, próbując zignorować sposób, w jaki jej serce wali i łomocze w piersi.

Nie zna Cormaca tak dobrze, jak Draco, ale, na pierwszy rzut oka, starszy student wydaje się przyjazny i atrakcyjny, nie wspominając już o komplementach, którymi ją uraczył, gdy poprosił, by mu towarzyszyła na pierwszym formalnym wydarzeniu w tym roku akademickim. Musi mieć tylko nadzieję, że powiedzenie „tak” nie było błędem.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Słynne ostatnie słowa.

Od chwili, gdy Cormac ją odbiera, już śmierdząc jak niskobudżetowy browar, jest jasne, że powinna była zaufać instynktom Harry’ego i Draco.

Chłopak natychmiast rozpoczyna monolog o swoich wioślarskich osiągnięciach i czymś dziwnym, o nazwie „BZNK”, co trwa aż do przystawek i przez większość dania głównego. Według Cormaca jest nie tylko najsilniejszym, najszybszym i najbardziej oddanym członkiem klubu wioślarskiego, ale ma też ogromną liczbę sławnych krewnych, posiada małą fortunę na obligacjach premium i jest typowany na Przewodniczącego Unii College w przyszłym roku. Oprócz wszystkich przechwałek znajduje chwile, by co najmniej osiem razy rzucać seksualne propozycje, spędzając więcej czasu, patrząc na biust Hermiony niż na jej twarz, a nawet raz próbuje poklepać ją po tyłku w chwili arogancji, co wydaje się ogromną przesadą, nawet jak na niego.

Można powiedzieć, że przed podaniem deseru, Hermiona ma już dość.

Wkładając do ust ostatni kawałek sernika i tłumacząc swojemu partnerowi (który tak naprawdę nie zauważa jej nieobecności), że musi skorzystać z toalety, dostrzega znajomą burzę czarnych włosów przy odległym stole i zmierza ku niemu, jak ku oazie na pustyni.

— Harry — mówi — dzięki Bogu.

Gdy ją widzi, jego brwi unoszą się z zaskoczenia, ale po chwili wybucha śmiechem.

— W końcu udało ci się uciec, prawda?

Gdyby spojrzenie mogło zabić, Harry już dawno znajdowałby się na dnie rzeki Cam.

— Dlaczego mnie nie ostrzegłeś? — syczy.

— Próbowaliśmy! — broni się Harry. — Myślałaś, że jesteśmy podli.

Jak na zawołanie, tuż za nim pojawia się twarz Draco; jego uśmiech jest zbyt radosny jak na gust Hermiony.

— Ani słowa — upomina. — Dopóki się nie upiję.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Kilka drinków i trzy godziny unikania Cormaca później, Hermiona jest zarówno szczęśliwsza jak i dużo bardziej podchmielona.

Po tańcu ze współlokatorami, zrzuceniu szpilek i dostrzeżeniu Cormaca w ciemnym kącie z ręką pod spódnicą jakiejś biednej dziewczyny, Hermiona jakimś cudem ląduje na podłodze sąsiedniego pomieszczenia razem z Draco, patrząc na teren college’u, i w alarmującym tempie zbliża się do dna swojego najnowszego drinka.

— Zawsze źle wybierałam chłopaków w szkole — mówi mu, opierając głowę o ścianę za sobą i krzywiąc się, gdy jedna ze spinek we włosach wbija się mocno w skórę głowy. — Najwyraźniej nic się nie zmieniło. Cormac sprawia, że mojego chłopaka z czasów, gdy miałam dwanaście lat, można uznać za dżentelmena.

— Więc dlaczego powiedziałaś tak? — pyta Draco.

Jego butelka piwa jest pusta od jakiegoś czasu, ale nie wykazuje jeszcze oznak chęci powrotu do baru.

Hermiona wzdycha teatralnie i odwraca się do okna, wyciągając spinkę z włosów.

— Chyba lubię dawać ludziom szansę.

— To uczciwe. — Spogląda na nią kątem oka. — Ale Cormac McLaggen?

Hermiona popycha go delikatnie; coś jasnego i musującego iskrzy w jej piersi przy kontakcie.

— Dobra, to był błąd. Zadowolony?

Uśmiech wystarczy, aby sposób, w jaki na nią patrzy, stał się przytłaczający. Bezpośredni kontakt wzrokowy wzbiera krew w jej żyłach. Jakby czekał na każde jej słowo. Jego oczy podążają za jej dłońmi, gdy powoli rozplątuje włosy.

— Wydaje mi się, że od teraz będziesz musiała próbować podejmować lepsze decyzje — droczy się Draco.

— Mhm — mówi, w końcu wyjmując ostatnią spinkę i podciągając kolana do piersi.

— A może powinnam to potraktować jako znak, żeby na chwilę zapomnieć o randkowaniu.

Spowodowana przez to cisza jest trudniejsza niż się spodziewała.

— Och? — mamrocze Draco, po raz pierwszy spuszczając wzrok i rozglądając się po terenie. Daleko pod nimi para biega ścieżką, chichocząc.

Hermiona kręci głową i ponownie sięga do drinka, podejmując kilka prób, by włożyć słomkę do ust.

— Nie wiem — mówi głośno. — Moja mama zawsze mówiła, żeby najpierw skupić się na nauce, a potem na chłopakach. I wiesz, bez względu na to, jak są mili… — Wskazuje niejasnym gestem na Draco, który wygląda, jakby nie wiedział, czy to ma mu schlebiać, czy go obrażać. — Może miała rację.

— Może — odpowiada. Obserwują przechodniów jeszcze przez chwilę, każdy cień tańczy wokół nieregularnych plam światła, zanim znów Draco się odzywa. — Myślę, że będę się zbierał.

— Och — mamrocze Hermiona, niezdarnie wstając. — Już?

— Jestem zmęczony — mówi, a ona kiwa głową, czując, jakby grunt poruszał się niepostrzeżenie bez jej wiedzy.

— Zaczekaj — rzuca, zanim Draco odwraca się do wyjścia. — Kawa jutro? Ja stawiam?

Jego oczy to historia, której wciąż nie potrafi przeczytać, ale przynajmniej rozumie niemal niezauważalne skinienie głową.

— W porządku — mówi Draco. — Zobaczymy się jutro.

To w pewnym stopniu łagodzi niepokój w jej sercu.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Tak się składa, że to nie kawa prostuje wszystko między nimi, ale raczej zupełnie nieoczekiwana poranna akcja z dwoma innymi współlokatorami.

Hermiona właśnie udaje się do kuchni, ziewając, kiedy zauważa Neville’a, nalewającego wrzątek do plastikowego kubka z takim skupieniem na twarzy, że aż wystaje mu język.

— Nev? — pyta zbita z tropu. — Co ty robisz?

Chłopak podskakuje niemal na półtora metra, a kubek upada na podłogę, odbijając się od desek i rozlewając wszędzie wrzątek.

— Nic! — krzyczy Neville.

— Nie wiedziałam, że pijesz herbatę?

— Myślałem, że może napiję się chociaż raz…

Kolejne drzwi otwierają się z hukiem i Blaise wsuwa głowę do kuchni, przyciągnięty całym hałasem.

— Użyj kubka — mówi, przyglądając się rzezi na podłodze. — Są w kompletach z uchwytami, które pomagają uniknąć upuszczenia…

— Nie upuściłem — mówi szybko Neville, a jego policzki płoną.

Wyjmuje z szafki kubek i wkłada do niego torebkę herbaty, jakby go to osobiście skrzywdziło.

Zanim Neville dodał dokładnie półtorej łyżeczki cukru (przez cały czas trzęsły mu się ręce), zamieszał mleko (rozpryskując połowę na blacie) i posprzątał bałagan na podłodze, był obserwowany przez współlokatorów, z wyjątkiem jednej — Pansy.

Draco przybył jako ostatni, pocierając głowę.

— Co się dzieje?

— Obserwujemy, jak Neville robi herbatę — mówi Luna. — Nie jest w tym zbyt dobry.

Draco wygląda na oszołomionego.

— Dlaczego ty… och.

Och? — pyta Hermiona.

Ale Draco tylko raczy Neville’a uśmieszkiem.

— Ta herbata nie jest dla ciebie, prawda? — mówi powoli.

Blaise sapie.

Neville! Byłeś wczoraj z dziewczyną?! Kiedy poszliśmy na kolację?

— Nie! — jęczy Neville.

— Z chłopakiem? — pyta Teo, uśmiechając się złośliwie.

Ale to Ginny opada szczęka, gdy wszystko do niej dociera.

— Czekajcie. Kto z osób, które znamy, nie może przetrwać poranka bez filiżanki angielskiej herbaty?

Oczy Hermiony padają na pudełko herbaty Twinings, które Neville próbuje ukradkiem wrzucić do szafki.

— Przepraszam — skrzeczy, przepychając się obok publiczności z kubkiem tak mocno ściśniętym w dłoniach, że może pęknąć.

Najwyraźniej chłopak zatrzymuje się na środku korytarza, przez chwilę się zastanawiając.

A potem siódemka oszołomionych współlokatorów patrzy, jak otwiera drzwi do pokoju Pansy, wchodzi do środka i z hukiem zamyka je za sobą.

— Kurwa — mówi Blaise. — Czy to oznacza, że teraz wszyscy musimy się przyjaźnić?

I, pośród panującego śmiechu, oczy Hermiony spotykają wzrok Draco; znajduje w nim tylko ciepło.

 

BZNK — Bardzo Znany Na Kampusie — ktoś dobrze znany wśród wszystkich studentów.

The Buttery — kawiarnia w Queens’; organizowane są tam codzienne i uroczyste kolacje.

_____________

Witajcie :) późnym wieczorem publikuję kolejny rozdział tej historii. Nie wiem jak Wy, ale ja bardzo lubię takiego Draco. To naprawdę fajna kreacja postaci, a Hermiona powinna wreszcie przejrzeć na oczy, prawda? Jestem bardzo mile zaskoczona faktem, że tak szybko i przyjemnie mi się tłumaczy to opowiadanie. Wiele fajnej akcji jeszcze przed nami, więc czekajcie cierpliwie.

Kolejny rozdział pojawi się we wtorek, a w tym tygodniu jeszcze czeka na Was Apartament i To, co najlepsze. Powinny pojawić się w zaplanowane dni, zobaczymy, jak będzie.

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia. Enjoy!