Piękna i bestia: Rozdział 2

piątek, 24 maja 2019

Rok później

Hermiona Granger wyprostowała się, gdy stanęła przed bramą dworu Malfoyów. Dziwiło ją, dlaczego wybrali akurat , by sprawdziła Draco Malfoya, nawet nie pytając ją o zdanie, choć, szczerze mówiąc, nie miała zamiaru się sprzeciwiać ani tym bardziej rezygnować z zadania.
Jak na razie, pomyślała.
Biorąc głęboki oddech, wyprostowała ramiona i podeszła do bramy, naciskając na guzik, który pozwalał wejść. Słońce chyliło się ku zachodowi, a ona już z radością snuła plany o tym, że po wypełnieniu misji będzie mogła wrócić do domu i zrelaksować się, biorąc kąpiel i pijąc wino.
Kiedy podążała w stronę wejścia, zauważyła, że niegdyś lśniący dziedziniec zarósł chwastami i wyschniętą trawą. Nieczynną fontannę pokryła zielona pleśń, która z czasem się rozrosła. Sam dwór wydawał się ciemniejszy niż zwykle, a pnącza zwisały ze ścian i okien.
Kręcąc głową, spojrzała przed siebie i dotarła do schodów prowadzących do masywnych drzwi wejściowych.
Kolejny uspokajający oddech, szybkie odliczanie do pięciu. Zapukała.
Odczekała minutę, marszcząc brwi, gdy nikt nie odpowiedział. Zapukała ponownie, tym razem głośniej.
Kiedy powitało ją milczenie, sięgnęła do klamki i poraził ją prąd.
Sycząc, potrząsnęła ręką i spojrzała na drzwi.
— W porządku, zgaduję, że będę musiała wejść do środka w inny sposób.
Zdziwiła się, gdy proste zaklęcie Alohomora zadziałało za pierwszym razem. Drzwi otworzyły się, po tym jak usłyszała kliknięcie. Zerknęła przez próg.
— Dzień dobry? — powiedziała niepewnie, otwierając szeroko drzwi.
Korytarz był ciemny i zakurzony. Hermiona powoli wyciągnęła różdżkę z kieszeni i wyszeptała:
Lumos.
Zmarszczyła brwi, rozglądając się dookoła. Powiedziano jej, że Malfoy nadal mieszkał w dworze, choć wyglądało na to, że to miejsce dawno opuszczono.
Niespodziewany brzdęk sprawił, że podskoczyła lekko.
— Dzień dobry! — zawołała ponownie, tym razem trochę głośniej. — Hermiona Granger z… z Ministerstwa. Jestem tutaj, aby sprawdzić Malfoya. To znaczy Draco Malfoya.
Słysząc kolejny odgłos, spojrzała w górę, a hałas dochodzący z prawej wystraszył ją tak bardzo, że sapnęła i odwróciła się, niemal upadając.
— Co się dzieje? — zapytała głośno, bardziej siebie. Mrużąc oczy, podeszła powoli do miejsca, skąd usłyszała hałas. — Ktoś tu jest?
— Czego chcesz? — dobiegł do niej szorstki głos zza rogu.
Hermiona sapnęła, słysząc go.
— Malfoy? — spytała, odwracając się w tamtą stronę. Zauważyła jedynie schody prowadzące w dwa kierunki, a za nimi kolejne jeszcze wyższe. — Czy możesz tu zejść, abym mogła z tobą chwilę porozmawiać?
— Nie — Znów rozległ się szorstki głos, dochodzący z lewej strony u rozwidlenia schodów.
Hermiona podeszła powoli do pierwszego stopnia.
— Malfoy, to obowiązkowe, nakazano mi cię sprawdzić…
— Cóż, jestem tutaj. Wszystko w  porządku. — Zrobił krótką pauzę. — Teraz wyjdź.
Gdyby Hermiona nie znała go dobrze, mogłaby przysiąc, że słyszała, jak warknął ostatnie słowo.
— Obawiam się, że to nie takie proste — oświadczyła, wchodząc na schody.
— Nie! — krzyknął bardziej agresywnie. Tym razem rzeczywiście usłyszała warczenie w jego głosie.
Nikt jej nie będzie mówił, co ma robić, a zwłaszcza Malfoy, dlatego stanęła bliżej.
— Daj spokój, Malfoy, nie utrudniaj tego jeszcze bardziej. Muszę tylko cię zobaczyć, zadać kilka pytań i sobie pójdę.
— Wolałbym ci się nie pokazywać, jeśli nie masz nic przeciwko — wyburczał zirytowanym głosem, który Hermiona znała.
Uniosła brew.
— Jeśli tak stawiasz sprawę, mogę kogoś wezwać i zabrać cię do Azkabanu.
Czekała, gdy zastanawiał się nad odpowiedzią. Usłyszała ciche przekleństwa. Stanęła na wyższym stopniu.
— Kurwa. Dobra. Zaczekaj na mnie w salonie. Zaraz zejdę — powiedział.
Już miała coś dodać, ale usłyszała, że wycofał się ze schodów. Z trzaskiem zamknął drzwi. Wzdychając z irytacją, odwróciła się i odnalazła drogę do ciemnego i zakurzonego salonu.
Nie chcąc siadać na małej sofie pokrytej pyłem i pajęczynami, chodziła po pokoju, oglądając różne, brudne bibeloty na kominku.
Kątem oka zauważyła ruch. Odwróciła się szybko, by ujrzeć dużą postać wchodzącą do pomieszczenia i siadającą w fotelu, który znajdował się w najciemniejszym rogu pomieszczenia.
— Widzę, że nadal się dąsasz — mruknęła do siebie, przewracając oczami. Wyczarowała różdżką podkładkę do pisania i zaczęła czytać z dołączonego do niej pergaminu. — Jako że zgodziłeś się na warunki ugody, wysłano mnie, abym cię sprawdziła. Więc powiedz mi, Malfoy, co wydarzyło się u ciebie przez ostatni rok?
Ustawiła pióro nad papierem, czekając na zapisanie jego odpowiedzi i patrząc wszędzie, byle nie na niego.
Draco zaśmiał się.
— Och, wiesz, Granger. To i tamto…
— Przeziębiłeś się czy coś? — zapytała Hermiona, podnosząc wzrok. — Twój głos brzmi… inaczej.
Draco odchrząknął, starając się brzmieć jak najbardziej normalnie.
— Granger, nie zdawałem sobie sprawy, że tak dużo uwagi poświęcasz mojemu głosowi. Może dlatego to ty tutaj jesteś, a nie inny sługus Ministerstwa?
Prychnęła z irytacją.
— To nie… Nie było… och, nieważne. — Zanotowała coś, zanim odchrząknęła. — Zauważyliśmy, że wysłałeś żądaną kwotę Ministerstwu, za co jesteśmy wdzięczni.
Draco prychnął, ale nic nie powiedział, czekając, aż zacznie kontynuować.
Bez zastanowienia Hermiona podeszła do sofy i usiadła. Natychmiast tego pożałowała, ponieważ otoczył ją kłąb pyłu, drażniąc drogi oddechowe. Wstała, kaszląc w dłonie. Powachlowała podkładką, aby rozproszyć powietrze.
— Dlaczego, u licha, tu jest tak brudno? — zapytała w końcu.
— Że co, proszę? — mruknął Draco.
— Słyszałeś mnie. Tu… — powiedziała, zataczając półokrąg ręką — jest ciemno i… brudno… to nie są standardy czystokrwistych.
— A co ty możesz wiedzieć o standardach czystokrwistych, Granger? — zapytał, wstając z miejsca.
Usta Hermiony otworzyły się szeroko, gdy Draco stanął nad nią. Zawsze był od niej wyższy, ale teraz…
— Co… co ci się stało? — spytała, chcąc cofnąć się o krok, ale nawet nie ruszyła się z miejsca.
— Nic — mruknął, odsuwając się i idąc w zacieniony kąt.
Hermiona zrobiła krok w przód, mrużąc oczy.
— Podejdź do światła.
Kiedy Draco po prostu stał, nie ruszając się i nic nie mówiąc, Hermiona rzuciła w jego stronę Lumos. Jęknęła, wypuszczając z ręki różdżkę i podkładkę. Zakryła usta dłońmi. Całe jego ciało i twarz były pokryte jasnym futrem w odcieniu blondu, który pamiętała z czasów Hogwartu. Kły wystawały z jego ust, a na czubku głowy znajdowały się zawinięte rogi. Chodził boso, ponieważ jego stopy były teraz trzy razy większe niż normalnie i przypominały bardziej łapy niż stopy. Srebrzyste oczy zdawały się większe, niż zapamiętała i obecnie patrzyły na szatynkę.
— Malfoy… Co… co ci się stało? — ponowiła pytanie, gdy odzyskała głos.
— Co? — sapnął. — Nie podoba ci się mój nowy wygląd?
— Mówię poważnie — oświadczyła, robiąc odważny krok do przodu. — Co…
— To nie twoja sprawa, Granger — powiedział Draco, warcząc na nią, po czym odszedł.
— Wiesz, że muszę to zgłosić…
— Nie zrobisz tego! — ryknął, odwracając się tak szybko, że Hermiona podskoczyła. Odzyskała rezon i spojrzała na niego, krzyżując ramiona na piersi.
— Cóż, najwyraźniej jesteś pod wpływem poważnej czarnej magii, jeśli…
— Myślisz, że to zrobiłem? Sobie? Chyba cię popierdoliło, wiesz o tym?
— Ale… co się stało? — spytała, stojąc przed nim.
— Mówiłem już. To nie twoja sprawa — oświadczył, odwracając wzrok, zanim przechylił głowę i pochylił się, żeby coś podnieść. Różdżka Hermiony wyglądała jak maleńki kij w gigantycznej łapie, którą kiedyś była jego ręka.
Hermiona spojrzała na różdżkę, a potem na jego twarz, zanim zwilżyła wargi i zapytała cicho:
— Czy mogę odzyskać moją różdżkę? — Wyciągnęła rękę. — Proszę?
Draco przetoczył między palcami różdżkę z drzewa winorośli.
— Właściwie myślę, że zatrzymam ją sobie na dłużej. — Odwrócił się i zaczął iść. — Nie możesz wyjść i paplać całej czarodziejskiej społeczności o moim… stanie.
Hermiona nie miała innego wyboru, jak tylko podążyć za nim, zauważając ogon wystający z jego ogromnych szat.
Odchrząknęła, próbując go dogonić.
— Nie możesz mnie tu zatrzymać, Malfoy…
— Serio? — zapytał, rzucając jej wyzwanie. — No to patrz.
Hermiona westchnęła niecierpliwie.
— W Ministerstwie wiedzą, że przyszłam dzisiaj do ciebie. Jeśli zniknę, to będzie pierwsze miejsce, w którym będą mnie szukać.
Draco zatrzymał się u schyłku schodów prowadzących do dwóch skrzydeł dworu, ściskając różdżkę w dłoni.
— Obiecuję, że nikomu nie powiem — powiedziała Hermiona, podchodząc do niego. Próbowała spojrzeć na jego twarz, co spowodowało, że odwrócił wzrok.
— Przepraszam, Granger, ale twoje słowo gówno dla mnie znaczy — oświadczył, robiąc trzy kroki naraz, aż do półpiętra, gdzie schody się rozwidlały. Stanął po lewej stronie i kontynuował: — Wybierz sobie pokój w skrzydle wschodnim, ale nie waż się zbliżyć do skrzydła zachodniego. Jest moje i nikt tu nie ma wstępu.
Hermiona musiała pobiec po schodach, aby go dogonić.
— Co masz na myśli, mówiąc: „wybierz sobie pokój”? Nie zostanę tutaj, Malfoy. Mogę wyjść z dworu z różdżką czy bez, kiedy tylko zechcę.
Odwrócił się do niej i mogła przysiąc, że się uśmiechnął.
— Śmiało, spróbuj. Nie możesz się aportować lub deportować, ponieważ osłony na to nie pozwalają. Drzwi są zaczarowane, więc zamykają się automatycznie… i bez magii — powiedział, machając jej różdżką przed oczami. — nie możesz ich otworzyć. Sieć Fiuu także jest odcięta.
Hermiona prychnęła, ponownie krzyżując ramiona na piersi. Odprowadziła spojrzeniem Draco zmierzającego w stronę swojej części dworu.
— Słodkich snów, Granger.
___________

Witajcie :) mamy weekend, więc pora na kolejny rozdział tłumaczenia. Ten opisywał pierwsze spotkanie Draco i Hermiony. Przebiegło tak, jak to przewidywaliście, czy coś Was zaskoczyło? Dajcie znać w komentarzach.
Wiem, że to dopiero początek (tak samo jak tydzień temu) i zapewne oczekiwaliście wartkiej akcji, ale... to dopiero za tydzień :) Mam nadzieję, że macie cierpliwość i poczekacie.
Przy okazji bardzo dziękuję za ogrom komentarzy i miłych słów pod pierwszym rozdziałem. Cieszę się, że ta historia także Wam się spodobała.
Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego weekendu. Enjoy!

Piękna i bestia: Rozdział 1

piątek, 17 maja 2019


Wolność.
To było jedyne słowo, które zarejestrował umysł Draco. Był. Wolny.
Ręka uderzyła go w plecy, otrząsając z szoku. Jeden z jego przyjaciół — siedzący za nim Blaise Zabini — mówił coś o przyjęciu i Draco jedynie skinął głową, zanim uśmiech rozjaśnił jego twarz.
Nie miał pojęcia, jak Potterowi i Granger się to udało, ale w jakiś sposób ich zeznania zmieniły jego przyszłość. Był przekonany, że resztę swoich dni spędzi w Azkabanie za wszystkie przestępstwa, których się dopuścił podczas Wojny Czarodziejów. Najwyraźniej prawie wszyscy biorący udział w jego procesie myśleli podobnie, bo szemrali na tyle głośno, że nikt nie zdawał sobie sprawy, iż sędzia z zawziętością uderzał młotkiem, chcąc przywrócić porządek.
— Cisza! CISZA! — krzyknął sędzia. — Och, na Merlina… — Uniósł różdżkę, wskazując swoje gardło. — Sonorus. CISZA!
Wszyscy natychmiast zamilkli, zwracając uwagę na sędziego ministerstwa.
— Jako że zwróciłem państwa uwagę, pragnę przypomnieć panu Malfoyowi, że chociaż został zwolniony z Azkabanu, poniesie konsekwencje swoich działań.
Draco momentalnie spoważniał i skinął głową.
— Tak, oczywiście.
— Po pierwsze — kontynuował sędzia — zarówno pan, jak i pańska rodzina, zapłacicie sto tysięcy galeonów na rzecz zniszczeń wyrządzonych przez wojnę.
Draco przytaknął i spojrzał na matkę, która siedziała po lewej stronie. Uśmiechnęła się do niego pokrzepiająco i wyraziła aprobatę, zanim odwrócił się do sędziego.
— Ma pan także obowiązek uniknąć jakichkolwiek kłopotów przez następne pięć lat. Jeśli usłyszę o jakichś wybrykach, wyląduje pan w celi. Rozumiesz, młody człowieku?
Draco przełknął ślinę i przytaknął.
— Dobrze. Co najmniej raz w roku będzie przychodził do pana pracownik ministerstwa. Jeżeli uznamy za stosowne, częstotliwość wizyt ulegnie zmianie.
Draco ponownie skinął głową.
— Tak, proszę pana. Rozumiem.
Sędzia odpowiedział tym samym.
— Jest pan wolny, panie Malfoy. Miejmy nadzieję, że nigdy więcej tu pana nie zobaczymy.
Po czym uderzył młotkiem po raz ostatni, kończąc rozprawę.

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

Resztę dnia Draco pamiętał jak przez mgłę. Blaise zorganizował imprezę, tak jak obiecał. Trwała ona prawie dwadzieścia cztery godziny. Było mnóstwo alkoholu, jedzenia, tańców i jeszcze więcej alkoholu. Ostatecznie Narcyza miała dość i wszystkich wyrzuciła. Po raz pierwszy od zakończenia procesu Draco był w stanie zasnąć wystarczająco zrelaksowany, aby nie nękał go koszmar o zimnej i ciemnej celi.
Następnego dnia Narcyza poczekała do dziewiątej, aby wejść do sypialni syna i rozsunąć zasłony, wypełniając pokój światłem.
Draco syknął i zarzucił sobie poduszkę na twarz.
— Matko, czy mogłabyś zasunąć zasłony?
— Draco, spałeś wystarczająco długo. Wyjeżdżam w ciągu godziny i zanim to zrobię, chciałam z tobą zamienić słowo.
— Wyjeżdżasz? — zapytał, odsuwając poduszkę od twarzy. Zerknął na światło słoneczne świecące za matką. — Gdzie się wybierasz?
— Zdecydowałam, że przeprowadzę się do Francji. Mamy tam mały zamek, w którym będzie mi się żyło o wiele lepiej.
Draco usiadł, przeczesując włosy.
— Przeprowadzasz się tam?
— Tak, Draco. Rezydencja jest… — Zamknęła oczy, zaciskając wargi. — Po prostu nie mogę już tu mieszkać.
Draco zmarszczył lekko brwi, ale skinął głową. Nie obwiniał jej. Przez ostatnie lata w murach dworu wydarzyło się wiele strasznych rzeczy. Podejrzewał, że ta decyzja była spowodowana faktem, że jego ojciec zginął w Azkabanie.
Położył się na poduszce, zamykając oczy i wzdychając.
— Cóż, zrób to, co musisz. Chcę się przespać kilka godzin. Wyślij mi sowę, jak się zadomowisz.
Narcyza uniosła brew.
— Na pewno to zrobię. — Przeszła w stronę drzwi, ale zatrzymała się i spojrzała na syna. — Nie zapomnij iść dzisiaj do Gringotta i wyjąć pieniądze na…
— Wiem, matko. Zrobię to później. Na razie planuję poleżeć w łóżku, dopóki nie zechce mi się wstać. — Zamknął oczy, przytulając się do poduszki. — Niech Milie pomoże ci przetransportować do dworu wszystko, czego potrzebujesz, ale upewnij się, że wróci przed kolacją.
Narcyza zacisnęła usta, westchnęła pod nosem, a potem przytaknęła, chociaż nie mógł tego zobaczyć.
— Oczywiście. Śpij dobrze, synu.
Draco wymamrotał coś niezrozumiałego, gdy cicho zamykała za sobą drzwi.

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

Draco wstał z łóżka w południe. Uśmiechnął się do siebie, ziewając i rozciągając mięśnie. Czuł się jak nowonarodzony. Nowy, wolny, mężczyzna. Mógł wreszcie na własną rękę opuścić dwór, robić i chodzić, gdzie chciał. W głowie rozbrzmiewał głos matki, przypominając mu o pójściu do Gringotta. Sprawdzając czas, upewnił się, że miał jeszcze wiele godzin do zamknięcia banku. Wstał, zdjął z siebie piżamę, zostawiając ją na podłodze skrzatom domowym i poszedł do łazienki, aby wziąć przyjemny, gorący i długi prysznic.

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

Draco mamrotał ze zdenerwowania, idąc zimną drogą ulicy Pokątnej. Areszt domowy podczas procesu spowodował, że zapomniał o zmieniających się porach roku i obecnie gorące lato zamieniło się w lodowatą zimę. Był zajęty cały dzień; najpierw długim prysznicem, a potem ekstrawaganckim posiłkiem, gdy wrócił mu apetyt. Spotkał się z Blaise’em, aby zaplanować kolejną imprezę na wieczór i stracił poczucie czasu. Miał tylko trzydzieści minut, by dotrzeć do Gringotta przed zamknięciem.
Mrużąc oczy przed zimnym wiatrem, nie zauważył starszej wiedźmy sprzedającej róże na poboczu ulicy. Wpadł prosto na nią, prawie ją przewracając i rozrzucając kwiaty na ziemię.
— Uważaj! — warknął na nią, nie zatrzymując się, aby sprawdzić, czy wszystko w porządku.
Spracowaną dłonią chwyciła stół, aby wstać, gdy patrzyła, jak odchodzi. Potrząsnęła głową i mruknęła do siebie, poprawiając przewrócone kwiaty. Machnęła nad nimi różdżką, sprawiając, że się zaświeciły.

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

— Draco, kochanie, naprawdę nie lubię tych przyjęć, które wyprawiasz — powiedziała Narcyza głosem przepełnionym dezaprobatą.
Nie było jej od tygodnia i poza krótkim listem, który wysłała po przeprowadzce, nie mieli ze sobą kontaktu. Kiedy postanowiła go odwiedzić, znalazła go nieprzytomnego, śpiącego na jednym z leżaków w salonie, z potarganymi włosami i w ubraniach z poprzedniego dnia. Sam pokój lśnił czystością, ale to dzięki skrzatom domowym, które wzięły się do pracy, po wyjściu wszystkich gości.
Gdy obudziła syna i zrobiła herbatę, usiadła wygodnie w jednym z foteli, sącząc napar, podczas gdy Draco wpatrywał się w nią, narzekając.
— Mamo, jestem dorosłym mężczyzną.
— Dorosłym? Błagam, Draco. Masz tylko osiemnaście lat — powiedziała niemal szeptem.
— Cóż, nie niepokoiło cię to, gdy w wieku siedemnastu lat wytatuowano mi to — oświadczył, podciągając rękaw i podstawiając rękę, żeby matka mogła zobaczyć na skórze Mroczny Znak.
Odstawiła herbatę i odchrząknęła.
— Bardzo dobrze wiesz, że nie chciałam, żebyś został naznaczony. Twój ojciec chciał. Poza tym razem z Czarnym Panem…
Nie nazywaj go tak — warknął Draco. — Nie był Panem.
— Dobrze. Voldemort u nas mieszkał, więc nie wydawało mi się, że mamy jakiś wybór, nieprawdaż?
Machnął ręką ze zrezygnowaniem, ignorując jej komentarz i upił łyk herbaty.
— Dlaczego tu jesteś, mamo? Myślałem, że nie możesz znieść tego miejsca.
— Powiedziałam, że nie mogę tu mieszkać, ale przecież będę cię odwiedzać. Poza tym, gdybyś raz na jakiś czas napisał coś do swojej ukochanej matki, nie musiałabym wpadać tu bez zapowiedzi i sprawdzać, co u ciebie.
— Cóż, żyję. — Zamknął oczy i potarł skronie.
Jęknęła pod nosem, wyciągając fiolkę z kieszeni.
— Proszę, weź to. Powinno pomóc na kaca, który najwidoczniej cię męczy.
Draco wziął fiolkę, otworzył i wypił zawartość jednym haustem.
— Dzięki — powiedział, zamykając oczy i opierając się o kanapę.
— Och, więc mój syn potrafi się zachować. Dobrze wiedzieć — odparła sucho.
Draco uśmiechnął się złośliwie, mając wciąż zamknięte oczy.
— Tak, matko. Trudno zapomnieć idee, które były mi wpajane od małego. — Otworzył oczy i spojrzał na nią, czując się lepiej, gdy eliksir zaczął działać. — Zostaniesz na obiad?
Uniosła brew.
Przewrócił oczami, uśmiechając się.
— Przepraszam, mamo, czy zechcesz zjeść ze mną obiad?
Narcyza skinęła głową.
— Będę zaszczycona.

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

Gdy zjedli obiad i mieli przejść do salonu, aby się pożegnać, rozległo się pukanie do drzwi dworu. Chwilę później w pomieszczeniu pojawił się skrzat domowy z cichym trzaskiem.
— Przepraszam, że przeszkadzam paniczu Draco i pani Narcyzo, ale przed wejściem stoi kobieta…
— Kobieta, mówisz? — zapytał Draco, unosząc brwi i spoglądając na matkę. — Pójdę zobaczyć kto to, więc możesz już iść.
Skinęła głową i pocałowała syna w policzek, po czym weszła do powiększonego kominka, a Draco ruszył do wejścia. Otworzył drzwi na oścież i zobaczył niską, starszą kobietę, pokrytą zmarszczkami i przemoczoną od stóp do głów od deszczu, który najwyraźniej zaczął padać.
— W czym mogę… pomóc? — zapytał, marszcząc nos przez jej zapach i widok.
— O tak — zapiszczała kobieta, patrząc w górę na jego twarz. — Zastanawiałam się, czy mogłabym wejść, aby się osuszyć i być może dostać herbatę, by się ogrzać? W zamian mam tę zaczarowaną różę, którą mogę ci ofiarować.
Wyciągnęła czerwoną, lekko świecącą różę i podała mu ją.
Zmarszczki wokół jej oczu i ust powiększyły się, gdy uśmiechnęła się szeroko, ale Draco zmarszczył brwi, potrząsając głową.
— Nie wydaje mi się. Zamoczysz całą podłogę, nie wspominając o tym, że ten odrażający zapach prawdopodobnie pozostanie na długo po twoim odejściu. Poza tym co ja zrobię ze świecącą różą? — szydził.
Kobieta spojrzała na niego błagalnie.
— Proszę, młody człowieku. Obiecuję, że nie sprawię kłopotów. A róża jest…
Draco przerwał jej, unosząc dłoń, a potem przyjrzał się jej dokładnie.
— Jesteś tą starą kobietą z ulicy Pokątnej. Tą, która na mnie wpadła i niemal przewróciła.
Pokręciła głową, ale Draco nie dał za wygraną.
— Tak, to byłaś ty. Wszędzie poznałbym twoją twarz i smród — splunął.
— Nie daj się zwieść pozorom, młodzieńcze — oświadczyła stara wiedźma. — Piękno znajduje się w środku.
Draco zachichotał.
— Tak? Cóż, mam to gdzieś. Idź obdarzyć swoim pięknem kogoś innego.
Już miał zamknąć drzwi, ale w tym momencie kobietę otoczyło jasne światło, o takim blasku, że Draco musiał przymknąć oczy. Gdy je otworzył, stanęła przed nim piękna kobieta o długich, lśniących blond włosach. Wokół niej lśniła jasna poświata.
— Co... Kim… kim jesteś? — zapytał. — Co się stało z tą starą wiedźmą?
Dama zaszlochała i pokręciła głową.
— Jestem tą starą kobietą, Draco Malfoyu. A ty jesteś okrutnym, bezdusznym, młodym człowiekiem.
— Słuchaj, przepraszam — powiedział Draco, otwierając drzwi na całą szerokość. — Może wejdziesz? Szczerze cię przeproszę, nasz skrzat zrobi ci najlepszą herbatę i będziemy mogli zapomnieć o tym, co się stało.
Przesłał jej swój popisowy, uroczy, malfoyowski uśmiech.
— Tym razem twój urok nie zadziała. Musisz się nauczyć, że to, jak wyglądasz na zewnątrz, nie jest odbiciem tego, kim jesteś w środku. Niniejszym rzucam na ciebie klątwę…
— Klątwę? Ale…
Tym razem to ona mu przerwała, mówiąc głośniej.
— Klątwę, która zamieni się w bestię za to, jak się zachowałeś. Przerwie ją tylko prawdziwa miłość. Jeśli nauczysz się kochać drugą osobę i ona także cię pokocha, klątwa zostanie przerwana. W przeciwnym razie na zawsze pozostaniesz bestią.
— Czekaj… — poprosił Draco, prawie błagając, żałując, że zostawił różdżkę w salonie, co uczyniło go bezbronnym.
Ale było już za późno. Czarownica rzuciła zaklęcie. Draco upadł na podłogę, jęcząc z bólu, gdy jego ciało się zmieniało. Ostatnią rzeczą jaką zobaczył, była jego ręka — powiększona i pokryta jasnym, blond futrem.
__________

Witajcie :) po wielu trudnych momentach wracam z nowym tłumaczeniem. Wiem, że zazwyczaj pierwszy rozdział wiele nie wnosi, ale mam tylko nadzieję, że Was zaciekawił i macie chęć na więcej. Udało się? Podzielcie się wrażeniami w komentarzach.
To opowiadanie znalazłam przez przypadek i od razu się zakochałam. Autorka ma świetny styl, a ja tak wciągnęłam się w tłumaczenie, że nie mogę przestać! Mam już wszystko zaplanowane jeśli chodzi o publikację nowych rozdziałów — będą się pojawiały co weekend. Nie chcę za bardzo obciążać dziewczyn, więc po prostu czekajcie do kolejnych weekendów. Bardzo dziękuję moim betom za pomoc. Nie wiem, co bym bez Was zrobiła, jesteście najlepsze!
Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego weekendu i tygodnia. Enjoy!