[T] Czas cudów: Rozdział 4

niedziela, 29 grudnia 2024

 

— Wow — Kamari jęknęła z zachwytu na widok domu Malfoya, gdy wylądowali przed budynkiem po teleportacji. — Naprawdę tu mieszkasz?!

— Od dnia, w którym się urodziłem — odpowiedział Malfoy; próbował ukryć uśmiech, ale nie udało mu się to zbytnio.

— Ile jeszcze osób tu mieszka? — zastanawiała się dziewczynka.

— Moja matka mieszka tu od czasu do czasu, ale poza mną i skrzatami domowymi, nikt.

— Kim są skrzaty domowe?

— To jego niewolnicy — odpowiedziała Hermiona, rzucając mężczyźnie sugestywne spojrzenie, gdy pokręcił głową, uznając jej opinię na temat skrzatów domowych za śmieszną. — Powiedz mi, że się mylę — rzuciła mu wyzwanie.

— Masz niewolników? — zapytała Kamari z całkowitą dezaprobatą, krzyżując ramiona. — To przestępstwo!

Nie mam niewolników — odparł stanowczo Malfoy.

— Płacisz im?

— Nie… — odpowiedział powoli córce.

— W takim razie są niewolnikami!

Hermiona posłała Malfoyowi zadowolone spojrzenie, gdy jego usta się zacisnęły.

— To rodzaj magii, którego nie rozumiesz — wyjaśnił Kamari.

— To rodzaj magii, który powinien być zakazany — odpowiedziała dziewczynka z prychnięciem.

— Jesteś pewna, że to dziecko nie jest twoje? — Malfoy mruknął do Hermiony, rozśmieszając ją.

Malfoy oprowadził Hermionę i Kamari po pierwszym piętrze domu, zanim zaprowadził je do biura. To właśnie tam mieli robić kartki świąteczne. Pośrodku pomieszczenia stało lśniące, ciemnobrązowe, duże biurko. Regały na książki ustawiono po obu stronach pokoju i oświetlały je promienie słoneczne, wpadające przez duże okno.

Malfoy sięgnął po dwa dodatkowe krzesła i ustawił je przy biurku, tak aby wszyscy mogli usiąść. Hermiona opróżniła torbę, którą przyniosła, segregując materiały, których będą potrzebować.

— Najpierw zdecydujmy, do kogo trafią kartki — powiedziała im Hermiona. — Moja będzie dla Luny Nott, potrzebuje trochę otuchy.

Kamari długo i intensywnie rozmyślała, zanim zdecydowała się podarować kartkę mugolskiej przyjaciółce.

— Ona lubi bałwanki, a ja chcę narysować jednego, więc będzie idealnie!

— Czy chcemy zrobić obramowania na naszych kartkach? — zapytała Hermiona, pokazując, co miała na myśli poprzez wycięcie środka białej kartki i naklejenie go na złożony, czerwony kawałek papieru.

— Och, podoba mi się! — krzyknęła Kamari. — Zrobisz taki sam dla mnie? — Wyciągnęła ciemnoniebieską kartkę i podała ją Hermionie.

— Ja mogę to zrobić — zaproponował Malfoy, widząc, że Hermiona rysuje kształty na swojej białej obwódce.

— Okej! Dziękuję!

Malfoy ostrożnie zrobił to, co Hermiona i pomógł Kamari przykleić jej obwódkę.

— Ładna! — powiedziała Kamari radośnie.

— O tak! — pochwaliła ją Hermiona. — Teraz narysuj bałwanka.

Wszyscy zajęli się projektowaniem przodu swoich kartek. Hermiona próbowała narysować Rudolfa, postać, której świat czarodziejów nie uznawał, wiedząc, że Lunie spodoba się ta historia. Czarnym markerem zapisała słowa: Rudolfie z błyszczącym nosem, czy poprowadzisz dziś moje sanie?

— Hej, narysowałaś Rudolfa! — krzyknęła Kamari, gdy rzuciła okiem na pracę Hermiony.

— Tak, myślę, że Lunie spodoba się ta historia.

Następnie ona i Kamari opowiedziały Malfoyowi historię renifera. Roześmiał się na myśl o czerwononosym zwierzęciu.

— Wow! Jesteś artystą!?

Po tym pytaniu Kamari skierowanym do Malfoya, Hermiona spojrzała na kartkę Malfoya i otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia. Wyglądało na to, że mężczyzna miał niesamowity talent. Narysował staw w zimowej scenerii  z rodziną jeżdżącą na łyżwach po zamarzniętej tafli.

— Całkiem nieźle — pochwaliła go Hermiona.

Malfoy wzruszył ramionami.

— Rysuję okazjonalnie.

— Jesteś w tym naprawdę dobry! — podkreśliła Kamari.

Uśmiechnął się.

— Dziękuję, twój bałwanek jest uroczy.

— Co, to? — Machnęła ręką, odrzucając rysunek. — To nic przy twoim!

— Jeśli poćwiczysz rysowanie, rozwiniesz swój talent — poradziła jej Hermiona.

— Tak, ale nie mam powołania, by być artystką — powiedziała dziewczynka dosadnie, skupiając się na kolorowaniu marchewkowego nosa.

— To jakie jest twoje powołanie?

Kamari przewróciła oczami.

— Mam sześć lat, to cud, że potrafię sama zawiązać buty!

Hermiona i Malfoy się zaśmiali, co tylko rozbawiło dziecko.

— Może będę komikiem — zażartowała.

Po skończeniu pierwszej kartki, Kamari musiała zrobić jeszcze trzy. Hermiona zauważyła po dłuższym czasie, że dziewczynka ucichła i zdała sobie sprawę, że Kamari opierała głowę na biurku.

— Chyba zasnęła — powiedziała cicho Hermiona Malfoyowi.

Mężczyzna wyprostował się, żeby lepiej widzieć, i skinął głową na potwierdzenie.

— Nie mogła spać — poinformowała Hermiona z żalem. — Nie spała przez połowę nocy.

— Może ją przenieść do łóżka? — zaproponował Malfoy. — Obudzi się z bólem karku, jeśli zostanie w tej pozycji.

Hermiona lekko wzruszyła ramionami.

— Jeśli to nie kłopot.

Malfoy delikatnie wziął dziewczynkę w ramiona, uważając, aby jej nie obudzić. Spojrzał na śpiącą twarz córki i na jego ustach pojawił się delikatny uśmiech.

— Otworzysz drzwi? — zapytał.

Razem ułożyli Kamari na ogromnym łóżku w pokoju, który znajdował się niedaleko. Żadne z nich nie chciało zostawiać jej samej.

— Powinniśmy tu zostać? — zastanawiał się Malfoy.

Hermiona zacisnęła usta w zamyśleniu.

— Myślę, że musimy ustalić jakiś plan, najlepiej poza zasięgiem jej słuchu — szepnęła.

Kiwnął niechętnie głową.

— Chyba masz rację.

Wrócili do biura i posprzątali wszystkie rzeczy z blatu biurka. Gdy rozłożyli kartki świąteczne do wyschnięcia, Malfoy zapytał Hermionę, czy ma ochotę na coś do picia.

— Cóż — mruknęła — gorąca herbata brzmi nieźle.

Malfoy wezwał skrzata domowego o imieniu Trusty.

— Czy mógłbyś przynieść nam tacę z herbatą?

Skrzat skłonił się nisko.

— Oczywiście, panie.

— Został uwolniony — wyjaśnił Malfoy zanim Hermiona zdążyła wygłosić wykład o niewolniczej pracy.

— Ale nadal im nie płacisz — burknęła. — I nie pozwoliłeś odejść reszcie skrzatów, które… posiadasz.

— Wolałbym, żebyśmy nie rozmawiali na ten temat — powiedział Malfoy bez ogródek. — Miałem bardzo miły dzień i nie chciałbym, aby zepsuł go tak trywialny temat.

Hermiona skrzyżowała ramiona.

— Praca niewolnicza nie jest sprawą trywialną!

Malfoy uniósł brwi.

— Byłem przekonany, iż chciałaś rozmawiać o Kamari, prawda?

— No tak — mruknęła.

— Więc zróbmy to, proszę.

— Chciałabym wiedzieć, jakie masz plany wobec swojej córki — zaczęła Hermiona, w podświadomości decydując, że lepiej odpuścić wcześniejszy temat — przynajmniej na razie.

— To kochane dziecko — przyznał, siadając na jednym z krzeseł biurowych. Obracał się w półkolu, kręcąc z boku na bok, rozmyślając. — Oczywiście mam dla niej pokój i uposażenie. A moja matka oszaleje, kiedy dowie się, że ma wnuczkę – oczywiście w dobrym tego słowa znaczeniu.

— Czuję, że jest jakieś „ale” — powiedziała podejrzliwie Hermiona.

— Oczywiście, dziewczynka potrzebuje matki.

— To nie do końca prawda. Wiele dziewcząt wychowują samotni ojcowie.

Chciałbym, żeby moja córka miała damski wzór do naśladowania.

— Mówiłeś, że twoja matka odwiedza cię od czasu do czasu — zauważyła Hermiona.

Malfoy potarł brodę.

— Matka spędziła większość swojego życia zaspokajając potrzeby innych przez wiele lat. Teraz spędza czas na uszczęśliwianiu samej siebie. Wolałbym jej nie niepokoić. Z pewnością jestem w stanie poradzić sobie z tym wszystkim bez jej pomocy.

Hermiona uniosła brew, nieco zaskoczona jego autonomią. Nigdy nie sądziła, że mógłby sobie poradzić sam.

Wtedy pojawił się Trusty z herbatą, do której podano kilka elegancko wyglądających kanapek.

— Dziękuję — powiedziała Hermiona, nalewając gorącą wodę do ciemnozielonej filiżanki.

Przyglądała się, jak skrzat przygotowuje herbatę Malfoyowi i podaje mu ją.

— Bardzo dziękujemy, Trusty. Możesz odejść.

Skrzat skłonił się, zanim zniknął z trzaskiem.

— Więc co zamierzasz zrobić, żeby Kamari miała matkę? — zastanawiała się Hermiona, ignorując to, co właśnie miało miejsce (nie potrafił nawet zaparzyć sobie herbaty?!) — Zaczniesz szukać żony?

Zmarszczyła nos na ten pomysł. Nie to, żeby to była jej sprawa, ale nie wierzyła w małżeństwa z jakiegokolwiek innego powodu niż miłość. Oczywiście, to było coś niewykonalnego dla Malfoya. Z tego, co zrozumiała, każdy z Malfoyów, z wyjątkiem Draco, żył w zaaranżowanym małżeństwie.

— Właściwie nie. Nie planuję się żenić. Dlatego też martwi mnie ten damski wzorzec dla Kamari.

— Ale jak zamierzasz go zdobyć, jeśli nie poprzez ślub?

— Tradycja czarodziejów stanowi, iż dziecko powinno mieć ojca chrzestnego i matkę chrzestną.

Hermiona skinęła głową, rozumiejąc jego plan.

— To jakieś wyjście. Czy już zdecydowałeś kogo?

— Tak. Ciebie.

Hermiona zakrztusiła się herbatą. Że też ten przeklęty mężczyzna musiał to powiedzieć, gdy popijała napar.

— Że co?

— Tak, ciebie. Chcę, żebyś została matką chrzestną Kamari.

Hermiona mrugnęła. Była oszołomiona. Czuła, jakby ją ogłupił. Po chwili zdała sobie sprawę, że czekał, aż odpowie na jego propozycję.

Odchrząknęła.

— Eee…

Co miała powiedzieć? Przez lata nią pomiatał i aż do dzisiejszego poranka nie miała pojęcia, że może być kimś więcej niż niedojrzałym głupcem. Ale w ciągu zaledwie kilku godzin udowodnił, że ma inne oblicze. Był cierpliwy i troskliwy, i znaczenie bardziej niezależny, niż kiedykolwiek publicznie to okazywał w swoim życiu.

Hermiona nie mogła go winić za to, że chciał, aby Kamari miała matkę, zwłaszcza, że podczas swojego życia miała tylko ją, ale dlaczego ze wszystkich ludzi, których znał, wybrał właśnie ? Nawet się nie przyjaźnili!

— W porządku — powiedziała powoli, wciągając powietrze. — Jeśli mogę zapytać – dlaczego wybrałeś mnie?

— Z kilku powodów — powiedział tonem sugerującym, że odpowiedź na jej pytanie była oczywista. — Jesteś bardzo inteligentna, a ja chciałbym, aby moja córka była niezwykle kompetentna. Bronisz tego, w co wierzysz. Jesteś silną, pozytywną kobietą, z czego mam nadzieję, Kamari mogłaby odrobinę zaczerpnąć. A moim najistotniejszym argumentem jest to, że widzę więź między wami. Nie jestem pewien, czy słuszne byłoby rozdzielenie was. Obawiam się, że biorąc pod uwagę to, co przeszła, taki obrót spraw mógłby doprowadzić do traumy. Dobrze by było dla Kamari, gdyby wiedziała, że możesz być dla niej kimś w rodzaju matki zastępczej.

Hermiona zacisnęła usta. Jego słowa sprawiły, że łzy napłynęły jej do oczu i otarła kąciki.

— Wszystko w porządku? — zapytał Malfoy, słysząc, jak pociąga nosem.

Pochylił się do przodu, wezwał chusteczkę z motywem świątecznym i podał jej ją.

Roześmiała się, zawstydzona swoim zachowaniem.

— Tak — zapewniła go, wycierając nos. — Jestem po prostu w szoku, Malfoy. Twoja troskliwość całkowicie mnie zadziwia.

— Czy to znaczy, że przyjmujesz moją propozycję?

Hermiona przyłożyła chusteczkę do łzawiących oczu, myśląc. To nie tak, że bycie matką chrzestną to dla niej nowość – była matką chrzestną dzieci Harry’ego, ale one miały matkę, która się nimi opiekowała, więc Hermiona była dla nich bardziej jak ciocia. Jednak z Kamari Hermiona musiałaby być niesamowicie aktywna w tej roli. Nie miała z tym problemu, w sumie nawet podobał jej się ten pomysł. Hermiona od jakiegoś czasu myślała o posiadaniu własnych dzieci, ale podobnie jak Malfoy, uważała, że dzieci powinny mieć matkę i ojca, ale nigdy nie spotkała idealnego mężczyzny, którego mogłaby poślubić.

Gdyby Hermiona naprawdę została matką chrzestną Kamari, oznaczałoby to, że ona i Malfoy wychowywaliby dziewczynkę razem. Czy mogliby stanowić zespół? Być może. Jednak było za wcześnie, żeby to stwierdzić. Dziś dogadywali się całkiem nieźle, ale Kamari byłaby zobowiązaniem na całe życie.

— Nie uważasz, że jest za wcześnie, by podejmować taką decyzję?

Malfoy przechylił głowę.

— Zaledwie noc zajęło mi zrozumienie, że moja córka potrzebuje domu.

Hermiona głęboko wciągnęła powietrze. Miał rację.

— Po prostu nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę z tego, co znaczyłoby, że byłabym jej matką chrzestną. Ty i ja wychowywalibyśmy ją wspólnie czy raczej odnoszę takie wrażenie z twojej wypowiedzi.

— Jesteśmy dorośli. Na pewno możemy znaleźć złoty środek.

— Cóż, uważam, że zanim podejmiemy ostateczne decyzje, powinniśmy sprawdzić, czy jesteśmy w stanie dogadywać się dłużej niż jeden dzień. Co ty na to? Nie chciałabym, żeby Kamari się przywiązała, a potem nasze drogi się rozejdą.

— Rozumiem — przyznał Malfoy, kiwając głową. — Możemy dać sobie trochę czasu. Coś w rodzaju okresu próbnego? Coś koło kilku miesięcy?

— Nie aż tak długo.

— Więc ile czasu potrzebujesz?

Hermiona złożyła dłonie i zastanowiła się przez chwilę.

— Może do Nowego Roku?

— To tylko dziesięć dni — mruknął Malfoy, unosząc brwi. — Spodziewałem się, że będziesz potrzebowała trochę więcej czasu.

— Kamari nie ma go za dużo. Jeśli to nie zadziała, co zrobisz? Będziesz ją wychowywał jako samotny ojciec? — zapytała.

Zamilkł na chwilę i wzruszył ramionami.

— Nie mam wątpliwości, że to się uda.

Teraz nadeszła jej kolej na uniesienie brwi.

— Naprawdę myślisz, że moglibyśmy się dogadywać do końca życia?

Malfoy pochylił się do przodu z uśmiechem.

— Udało nam się to przez pół dnia, co to dla nas pół wieku?

Hermiona prychnęła.

Niewiarygodnie długo!

— Wiesz, o co mi chodzi. Różnimy się, ale chyba każdy tak ma, prawda? A tak w ogóle, słyszałem, że wierzysz w cuda bożonarodzeniowe.

Hermiona przewróciła oczami.

— Teo ma za długi język!

— Ja też w nie wierzę i obstawiam, że stworzylibyśmy doskonały zespół.

— Naprawdę?

Hermiona nie mogła uwierzyć w to, co właśnie usłyszała! Ledwo się znali!

Oczy Malfoya pociemniały i odchylił się na krześle.

— Tak — powiedział powoli, pogrążony w myślach. — Wiesz, wszystko się dzieje z jakiegoś powodu.

Hermiona przyglądała mu się przez chwilę, zastanawiając się, co się dzieje w jego głowie. Wydawał się trochę… cóż, nie była pewna, jaki dokładnie. Może… smutny? Przygnębiony? Myślała, żeby go o to zapytać, ale nie chciała wyjść na wścibską. Z pewnością powiedziałby jej, gdy chciał, by wiedziała.

— Więc zdecydujesz w Nowy Rok?

Hermiona skinęła głową.

— Tak, ale nadal nie odpowiedziałeś na moje pytanie; jeśli odrzucę ofertę, czy nadal zamierzasz opiekować się Kamari?

Hermiona patrzyła, jak jego szczęka zaciska się. Usta złączyły się i wziął łyk herbaty (prawdopodobnie, by odwlec odpowiedź), zanim powiedział:

— Nie odmówisz.

— Skąd ta pewność?

Ponownie się napił, zanim na jego twarzy pojawił się niewielki uśmiech.

— Bo już kochasz to urocze, małe dziecko.

Nie mogła się z tym kłócić, ale to nie oznaczało, że narazi siebie i Kamari na kłopoty, jeśli ich układ nie wypali.

— Mam idealny pomysł na sprawdzenie naszego partnerstwa — oznajmił.

— Co to za pomysł?

— Ty i Kamari możecie tu zostać podczas świąt.

__________________

Witajcie :) we wciąż świątecznym nastroju zapraszam na nowy rozdział tłumaczenia. Wiem, że to nie jest historia wysokich lotów, ale mimo wszystko aż się robi ciepło na sercu, gdy czyta się coś tak ciepłego i słodkiego za razem. Co sądzicie o połączeniu sił przez Hermionę i Draco? Dadzą radę?

Ostatnie dwa rozdziały pojawią się w najbliższym tygodniu. Mam nadzieję, że wytrwam w moim noworocznym postanowieniu i uda mi się zakończyć dwa rozpoczęte tłumaczenia oraz rozpocząć nowe. Jedno z nich jest w zupełnie innym klimacie niż wszystkie historie, które do tej pory tłumaczyłam. Mroczne, pełne tajemnic i erotyki, ale mam nadzieję, że Wam się spodoba. Ta historia będzie tylko publikowana na ao3 zgodnie z prośbą autorki oryginału. W sumie już nie mogę się doczekać Waszych reakcji. :) Ale to jeszcze przed nami.

Tyle ode mnie. Miłego tygodnia i udanego Sylwestra! Komentujcie i oceniajcie. Enjoy!

[T] Czas cudów: Rozdział 3

niedziela, 22 grudnia 2024

 

— Ech, aż tak źle? — zapytał Teo, gdy Hermiona wróciła do mieszkania.

Czarodziej zaoferował, że zajmie się Kamari podczas nieobecności Hermiony i obecnie próbował nauczyć dziewczynkę gry w szachy.

Wkurza mnie! — jęknęła Hermiona, opadając na sofę.

— Z pewnością to lubi. Zakładam, że powiedział nie?

— Króluję! — wtrąciła Kamari z szerokim uśmiechem.

— Nie, kochanie, w tej grze nie jesteśmy królami, pamiętasz? — Teo przypomniał jej delikatnie.

— Ta gra jest za trudna! — powiedziała Kamari, po czym wstała z podłogi, gdzie grali, wzięła książkę z półki i zaczęła czytać na głos.

Teo odłożył szachownicę i dołączył do Hermiony na sofie.

— Co zrobił tym razem?

— Powiedział, że chce się nad tym zastanowić! Możesz w to uwierzyć?

Teo wzruszył ramionami.

— To poważna decyzja, a on nigdy nie był ojcem. Rozumiem jego tok myślenia. Przynajmniej nie powiedział „nie”, prawda? To o wiele więcej niż zakładałaś.

Hermiona przygryzła wewnętrzną stronę wargi. Nic nie mówiła Teo, ale zastanawiała się, czy jej kłótnia z Malfoyem nie przyczyni się do odrzucenia Kamari. Z jednej strony czuła, że powinien zaopiekować się Kamari i postąpić słusznie, ale z drugiej strony naprawdę nie sądziła, że mógłby być dobrym ojcem. Nie mógł ofiarować Kamari miłości, której potrzebowała.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Następnego ranka Hermiona zrobiła Kamari małą porcję naleśników. Podobno to było jej ulubione śniadanie i powiedziała Hermionie, że kiedyś cały czas jadała je w szkole.

Gdy kobieta rozmyślała o podstawowej edukacji Kamari, zanim została zabrana ze świata mugoli, zadzwonił dzwonek do drzwi. Hermiona wyłączyła palnik, nie chcąc przypalić własnego naleśnika, i pobiegła do drzwi. Prawie podskoczyła, gdy zobaczyła, kto tam stoi, nie spodziewając się go.

— Malfoy! — jęknęła, nieco bez tchu.

— Niezła piżamka, Granger — pochwalił ją sarkastycznie, uśmiechając się na widok jej dwuczęściowej piżamy z nadrukiem bałwanów.

Zarzuciła kurtkę na siebie i kazała Kamari zostać przy stole, podczas gdy ona wyszła przed dom.

— Co tu robisz? — zapytała; jej zęby szczękały z powodu zimnego powietrza.

— Nie spałem całą noc — wyjaśnił, a Hermiona zauważyła, że wygląda na kompletnie zmęczonego.

Opuścił wzrok w ziemię, wsuwając ręce w szaty, by się ogrzać. Zauważyła, że czuł się dość nieswojo.

— Myślałeś o tym — podsumowała.

Uniósł ramiona nonszalancko.

— Po śmierci mojego ojca nigdy nie zamierzałem przedłużać rodu — powiedział cicho.

— Naprawdę? — To było zaskakujące dla Hermiony, chociaż wyjaśniało, dlaczego nigdy się nie ożenił. — Dlaczego nie?

Podniósł wzrok z ziemi i wypuścił wstrzymywane powietrze.

— Sama sobie na to wczoraj odpowiedziałaś; nie zasługuję na to. Kto chciałby mnie za ojca i męża?

Hermiona zacisnęła usta. Poczuła ucisk w żołądku, spowodowany poczuciem winy. Nie zdawała sobie sprawy, że tak nisko siebie oceniał.

— Wczoraj przesadziłam. Pozwoliłam, by emocje wzięły górę. I za to…

Szybko się powstrzymała. Co u licha, było z nią nie tak?! Czy zamierzała przeprosić Draco Malfoya?!

Tak, postanowiła. Tak, miała taki zamiar. Ale musiała szybko to z siebie wyrzucić, zanim zmieni zdanie.

— Przepraszam.

Zaśmiał się cicho.

— Chyba powinienem przeprosić za te potworne słowa.

— Racja — Hermiona zgodziła się niepewnie, drapiąc się po swędzącej szyi.

— Więc przepraszam za to, co powiedziałem wczoraj wieczorem — powiedział, przechylając lekko głowę. — I za to, że znęcałem się nad tobą przez te wszystkie lata w Hogwarcie.

Hermiona o mało nie zemdlała. Przeprosiny Malfoya nie były wymuszone. Brzmiał naprawdę… szczerze.

— Chyba mogę przyjąć twoje przeprosiny — wymamrotała, szukając w głowie odpowiednich słów.

Nadal była w szoku, że Malfoy potrafił zachowywać się jak człowiek. Może to było jego inne wcielenie i w końcu pozwolił jej je poznać.

Lub też była zbyt ślepa, żeby to zauważyć. Mógł mieć rację wczoraj. Mogła utknąć w przeszłości.

— Więc dlaczego stoisz przed moim domem? Podjąłeś decyzję?

— Myślę, że tak — odpowiedział, ale nie brzmiał zbyt przekonująco.

— Chciałbyś poznać Kamari? — zaproponowała.

— Skąd wiesz, że nie przyszedłem, by powiedzieć, że nie chcę być ojcem?

Hermiona posłała mu pytające spojrzenie.

— Szczerze wątpię, że odwiedziłbyś mnie, by mi to powiedzieć.

Malfoy potarł brodę, rozglądając się po cichej dzielnicy, w której mieszkała Hermiona. Wydawał się być rozdarty między pozostaniem tutaj a ucieczką.

— Wejdź — powiedziała Hermiona, namawiając go i chwytając jego fantazyjne, zimowe szaty, otwierając przy tym drzwi do mieszkania jednym szybkim ruchem. — Ona nie gryzie.

Malfoy nie stawiał oporu, pozwalając, by wciągnięto go do gościnnego, ciepłego domu.

— Nie ruszałam się, Hermiono — powiedziała z dumą Kamari.

Jej talerz był pusty, a Hermiona uśmiechnęła się, odwieszając płaszcz. Ta dziewczynka mogłaby zjeść konia z kopytami!

— Kamari, to jest… — Hermiona przerwała, wymieniając spojrzenie z Malfoyem, niepewna, czy naprawdę chce to zrobić.

Mężczyzna odchrząknął i zdjął wierzchnią szatę, narzucając ją na przedramię.

— Znałem twoją matkę — powiedział do dziecka.

— Byłeś jednym z jej przyjaciół? — zastanawiała się dziewczynka.

— Przypuszczam, że tak — odpowiedział obojętnie. — Chodziliśmy razem do szkoły.

— Chcesz zjeść naleśniki? Znaczy… — spojrzała na Hermionę, prosząc o pozwolenie — czy nie masz nic przeciwko, żeby zjadł?

— Jasne, że nie, skarbie. — Wzięła szaty od Malfoya. — Usiądź, zjesz śniadanie z Kamari.

Malfoy zawahał się, a Kamari musiała go zawołać, zanim w końcu się ruszył i praktycznie bezszelestnie usiadł naprzeciwko córki przy stole.

Hermiona podgrzała naleśniki prostym zaklęciem i położyła trzy z nich na talerzu Malfoya, lecz mężczyzna ledwo to dostrzegł. Patrzył się na dziewczynkę.

— Jesteś bardzo podobna do swojej matki — powiedział w końcu, sięgając po widelec.

— Tak! Mamusia ciągle mi to mówi!

— Czy kiedykolwiek rozmawiała z tobą o twoim ojcu?

Hermiona obserwowała ich ze swojego miejsca przy kuchence, podgrzewając patelnię, aby móc usmażyć drugą stronę swojego naleśnika, co przerwała jej niespodziewana wizyta.

— Powiedziała mi, że nie mam taty.

Malfoy wziął kęs, dokładnie go przeżuwając, zanim zapytał:

— Czy kiedykolwiek chciałaś mieć ojca?

Kamari przewróciła oczami.

— A czy zazwyczaj nie chcemy tego, czego nie możemy mieć?

Malfoy uniósł brwi i odchylił się na krześle. Potem się uśmiechnął.

— Chyba masz rację.

— Mamusia nie chciała wychodzić za mąż, ale chciała mieć mnie, więc powiedziała, że poprosiła o mnie Świętego Mikołaja i dziewięć miesięcy później się urodziłam!

Malfoy się roześmiał.

— Więc tak to było, co?

— Tak!

— Słyszałem, że twoja matka interesowała się komputerami mugoli.

— Sama zaprojektowała stronę internetową!

— Imponujące!

Hermiona ukryła uśmiech, wiedząc, że Malfoy nie ma pojęcia, czym jest strona internetowa. Musiała przyznać, że traktował Kamari całkiem nieźle.

— Ona była samowystarczalna!

— Zatrudniona, kochanie — poprawiła ją Hermiona, chichocząc. — Była samozatrudniona.

— Tak, zatrudniona. Ja też chcę być samozatrudniona. Będę pracować na własny rachunek.

— Możesz być kimkolwiek zechcesz. Nie pozwól, by ktokolwiek ci wmawiał, że jest inaczej — powiedział Malfoy.

— Nie pozwolę — odparła Kamari stanowczo. — Smakowały ci naleśniki?

Malfoy dość szybko opróżnił swój talerz.

— Oczywiście. Granger jest wspaniałą kucharką.

Hermiona, która była zajęta polewaniem swojego naleśnika syropem, zerknęła na Malfoya, który niesamowicie ją komplementował. Jednak całkowicie nie zwracał na nią uwagi, skupił się na Kamari.

— Tak, jej babcia nauczyła ją gotować — poinformowała go Kamari. — Teraz jest z mamusią. Obie umarły.

Malfoy spojrzał na Hermionę z lekkim grymasem na twarzy, a kobieta uśmiechnęła się do słodkiej dziewczynki, zanim sięgnęła, by posprzątać ze stołu.

— Hermiona nauczy mnie robić kartki świąteczne – chciałbyś też się nauczyć?

— Och, skarbie, tu nie ma wystarczająco dużo miejsca! — powiedziała Hermiona z żalem, dając Malfoyowi drogę wolną.

Nie wiedziała, czy miał plany na ten dzień, ale była świadoma, że musi dowiedzieć się więcej o Kamari.

— Moglibyśmy to zrobić u mnie w domu — zaproponował Malfoy.

— U ciebie? — zapytała Kamari. — Jest większy niż ten?

— Och, ogromny — podkreślił. — Chyba z tysiąc razy większy.

Oczy dziewczynki rozszerzyły się.

— Twój dom jest taki duży? — pisnęła z niedowierzaniem. — Musisz być bogaty!

— Jestem najbogatszym czarodziejem w regionie.

Kamari przechyliła głowę.

— Jesteś tak bogaty jak Bill Gates!

Hermiona próbowała powstrzymać śmiech, ale nadaremnie, bo zabrzmiał jak parsknięcie. Malfoy odwrócił głowę, żeby na nią spojrzeć i uniósł brew.

Kim jest Bill Gates? — zapytał ją bezpośrednio.

— Był właścicielem firmy, która zaprogramowała popularny system operacyjny… — Hermiona nie mogła kontynuować, wyraz twarzy Malfoya sprawił, że wybuchła śmiechem, a potem Kamari do niej dołączyła, dlatego, że uznała śmiech Hermiony za zabawny.

Malfoy siedział tam, kręcąc głową.

— Nie rozumiem co w tym śmiesznego!

— Myślę, że ona sobie z ciebie żartuje! — próbowała szepnąć Kamari, ale jej się to nie udało, bo wciąż chichotała. — To mugolskie rzeczy — wyjaśniła dziewczynka, gestykulując, by odwrócić uwagę od tematu. — Nie zrozumiałbyś!

Śmiech Hermiony pogłębił się, a ona z trudem oddychała, gdy w jej oczach pojawiły się łzy. Kiedy złapała oddech, zauważyła, że usta Malfoya rozciągnęły się w uśmiechu, gdy obserwował jej atak głupawki.

— Przepraszam! — powiedziała, opanowując się. — Ale wyraz twojej twarzy był zabawny – nie naśmiewałam się z ciebie!

— Hermiono! — zrugała ją Kamari, grożąc palcem wskazującym. Odwróciła się do Malfoya. — Śmiała się z ciebie, ale nie robiła tego specjalnie. Po prostu wyglądałeś głupio!

Malfoy pochylił się ku Kamari, jakby chciał podzielić się z nią sekretem.

— Nie tak głupio, jak ona, gdy dyszała z braku powietrza — powiedział, śmiejąc się głośno, gdy dziewczynka zachichotała.

Hermiona otarła łzy, które pozostały jej ze śmiechu.

— Kamari — zwróciła się do dziewczynki nieco poważniejszym tonem. — Czy chciałabyś pójść z Malfoyem do jego domu i robić kartki świąteczne?

— Oczywiście! — powiedziała podekscytowana Kamari. — Wszyscy możemy tam iść! Narysuję bałwanka!

— Myślałam, że Malfoy zabierze tylko ciebie. Ja mam pewną sprawę do załatwienia.

— Czyli nie pójdziesz z nami? — Dziewczynka nagle posmutniała. — Ale powiedziałaś, że mnie nauczysz!

— Tak, Granger, potrzebujemy cię, żebyś nas nauczyła. Nie umiem robić kartek okolicznościowych. Nigdy wcześniej tego nie robiłem!

Hermiona skrzyżowała ramiona na piersi.

— Naprawdę chcesz, żebym tam była?

— Tak! — odpowiedziała Kamari, ale to nie ją chciała usłyszeć Hermiona, tylko Malfoya.

Myślała, że będzie chciał poznać swoją córkę bez jej obecności, a to była idealna wymówka, by to zrobić.

Malfoy wzruszył ramionami.

— Jak na moje oko, jesteś jedyną osobą, która wie, jak ręcznie wykonać kartki. Wyobraź sobie, jakie bohomazy stworzylibyśmy bez twojej pomocy.

Hermiona wydała z siebie mruknięcie wątpliwości i tupnęła nogą. Wydawało się wysoce nieprawdopodobne, że Malfoy chciałby, żeby się z nim włóczyła, ale jedno spojrzenie na śliczną buzię Kamari wystarczyło, żeby się poddała.

— No dobrze — zgodziła się niechętnie i stanowczo wskazała palcem na Malfoya. — Ale nie chcę słyszeć od ciebie ani słowa, jeśli ten dzień będzie porażką!

— Nie zmuszaj mnie teraz do złożenia Wieczystej Przysięgi — odparł żartobliwie, sprawiając, że przewróciła oczami.

____________________

Witajcie :) wcześniej niż planowałam, pojawiam się z nowym rozdziałem. Prawdopodobnie pochłoną mnie świąteczne przygotowania i nie będę miała czasu na publikację rozdziału, dlatego robię to dzisiaj. Zaczyna się robić słodko i uroczo, ale chyba nie macie tego za złe. Świąteczne historie mają swój uroczy klimat, prawda? Dajcie znać, jak wrażenia po przeczytaniu.

Kolejne rozdziały prawdopodobnie pojawią się w przerwie świąteczno-noworocznej, przynajmniej taki mam plan. Zostaję dłużej u rodziny, więc będzie to dobra okazja do nadrobienia zaległości tłumaczeniowych. Ale o tym już wkrótce.

Korzystając z okazji, chciałam wszystkim życzyć wesołych świąt w rodzinnej, ciepłej atmosferze i kompletnego resetu tak potrzebnego w dzisiejszych czasach. Wszystkiego dobrego! :)

[T] Czas cudów: Rozdział 2

piątek, 20 grudnia 2024

 

— Och, Hermiono! — krzyknęła Kamari, podskakując obok kobiety.

Wskazywała wysoko nad sobą, sprawiając, że Hermiona spojrzała w górę, by zobaczyć, co przykuło uwagę dziewczynki.

Hermiona wzięła oddech na widok czubka choinki w kształcie anioła, który znajdował się dwie półki nad jej głową. Anioł był ubrany w złotą szatę, trzymał czerwoną świecę, która miała prawdziwy płomień. Magiczny ogień zmieniał kolor z czerwonego na zielony.

— Jest piękny! — powiedziała Hermiona niemal bez tchu.

— Kupimy go? — zapytała podekscytowana Kamari.

— Zdecydowanie go kupimy, o tak! — oznajmiła Hermiona, wyciągając różdżkę, by umieścić figurkę w zasięgu ręki.

Zanim jednak zdążyła rzucić zaklęcie, ktoś podszedł do nich i zabrał tego anioła, którego chciały. I nieszczęśliwie dla Hermiony i Kamari był to ostatni anioł z tej serii.

— Ej, my chciałyśmy go kupić — powiedziała uprzejmie Hermiona, ale gdy tylko mężczyzna się odwrócił, by stanąć z nią twarzą w twarz, wiedziała, że to przegrana sprawa.

— Biorąc pod uwagę, że robisz to tak późno w tym roku, można by pomyśleć, że ktoś z twoim poziomem intelektualnym wiedziałby, że świąteczne zakupy należy robić wcześniej, by uniknąć świątecznego pędu.

Hermiona zacisnęła usta, powstrzymując się od rzucenia brzydkiej obelgi w stronę Draco Malfoya w obecności Kamari. Nie zmienił się ani trochę od czasu, gdy był nastolatkiem, a Hermiona miała nieszczęście spotykać go na swojej drodze. Zazwyczaj po prostu ignorowała tego kretyna, ale nie dzisiaj.

— Na pewno stać cię na bardziej ekstrawaganckie dzieło — odparowała.

Nieszczęsny mężczyzna uśmiechnął się złośliwie i wsunął pięknego anioła pod ramię.

— Liczy się gest, prawda, Granger?

Następnie odwrócił się na pięcie, zostawiając Hermionę tam, by rozpamiętywała fakt, że po raz kolejny dostał dokładnie to, czego chciał.

Hermiona prychnęła, zirytowana. Ten anioł wyglądałby absolutnie idealnie na choince, którą ona i Kamari ubierały.

— Wszystko w porządku, Hermiono — zapewniła czarownicę Kamari, delikatnie szarpiąc za jej płaszcz. — Zamiast tego możemy kupić gwiazdę.

Hermiona uśmiechnęła się do słodkiej, zamyślonej sześciolatki.

— Okej — Hermiona zmusiła się do zgody, ukrywając osobistą nienawiść jaką czuła do samolubnego, samozwańczego Draco Malfoya.

Wybrały świecącą, błyszczącą, czerwoną gwiazdę i po kilku kolejnych zakupach były gotowe wrócić do mieszkania Hermiony i zabrać się za dekorowanie.

— Nigdy wcześniej tego nie robiłam — stwierdziła Kamari, wyciskając odrobinę lukru na piernikowe ciasteczko w kształcie dziewczynki. Delikatnie położyła na nim żelka, żeby się przykleił.

— Naprawdę?

Hermiona była w szoku. Brzmiało to tak, jakby Jayden miała dość świątecznej atmosfery, kiedy żyła.

— Mamusia nie potrafiła piec ciasteczek, nie przypalając ich — wyjaśniła Kamari ze śmiechem.

Po czym natychmiast zmarszczyła brwi i ucichła, układając cukierki na ciasteczku.

Hermiona odchrząknęła, próbując wymyślić coś, co rozweseliłoby dziewczynkę.

— Moja mama też nie piekła zbyt dobrze. Właściwie, rzadko pozwalała mi na słodycze, gdy byłam mała.

— Dlaczego?

— Mama i tata byli dentystami. Słodycze są szkodliwe dla zębów, więc ich nie akceptowali.

— Och. — Kamari zmarszczyła nos. — To nie fajnie!

— Byli dobrymi rodzicami i nadal są, ale większość słodyczy dostawałam od babci.

— To ona nauczyła cię gotować?

— Tak. W święta piekłyśmy przeróżne ciasteczka, co doprowadzało moich rodziców do szału!

— Musisz bardzo za nią tęsknić.

— Tak — powiedziała cicho Hermiona.

Wzięła czyste ciastko z tacy i posmarowała je lukrem, decydując, że przyjmie kształt starszej pani i będzie przedstawiało jej babcię.

— Tego umaluję jak mamusię — oświadczyła Kamari, gdy Hermiona powiedziała jej o swoim pomyśle.

Hermiona zachichotała, rozbawiona, że dziewczynka chciała skopiować jej pomysł.

— Naprawdę?

— Tak, ale nie mamy czarnego lukru, zawsze ubierała czarną koszulę, więc po prostu użyję brązowego.

— Brzmi jak plan — pochwaliła ją Hermiona.

Gdy ciasteczka były gotowe, Hermiona ułożyła je na tacy, by wyschły. Gdy lukier stężeje, zamierzały przeciągnąć przez nie sznurek i powiesić na choince jako ozdoby.

Oczywiście odłożyły kilka do zjedzenia.

Kiedy choinka była już prawie udekorowana, Kamari pomogła Hermionie rozwiesić girlandę wokół pokoju i framugi drzwi. Zrobiły ją z papieru, narysowały na niej małe okolicznościowe postacie i napisały świąteczne pozdrowienia.

Hermiona była w trakcie wieszania rzędu skarpet na ścianie (w jej mieszkaniu nie było prawdziwego kominka), gdy usłyszała pukanie do drzwi. Idąc otworzyć, podrapała Krzywołapa za uszami, gdy mijała sofę, na której wylegiwał się kot.

— Mamy wyniki — oznajmił Teo, podając jej złożoną kartkę pergaminu.

Hermiona wymknęła się na zewnątrz, zamykając za sobą drzwi, nie chcąc, by Kamari podsłuchiwała.

— Więc? — zapytała z zapałem, rozkładając pergamin.

Ma ojca w naszej społeczności — powiedział z głęboką ulgą.

— Wiemy kim on jest? — Hermiona przeskanowała stronę wzrokiem, czytając pergamin, jej ramiona opadły, gdy jej oczy spoczęły na imieniu i nazwisku ojca Kamari.

 

Draco Malfoy: żywy; Miejsce zamieszkania: Whitshire, Anglia

 

— To żart? — zapytała Hermiona, całkowicie oszołomiona.

— Nie… — zapewnił ją Teo, sprawiając wrażenie obojętnego na te wieści.

— Och, Merlinie! — jęknęła Hermiona. Parsknęła śmiechem, uważając sytuację, że „idealny czarodziej czystej krwi Draco Malfoy” spłodził dziecko z nieprawego łoża za zabawną. — Zdajesz sobie sprawę, jaka to nowina?! Reporterzy oszaleją!

— Dlatego musimy trzymać to w tajemnicy — powiedział stanowczo Teo.

Twarz Hermiony była śmiertelnie poważna.

— Och, masz rację…

Chociaż bardzo chciałaby, żeby czarujące, idealne życie Malfoya zostało całkowicie sponiewierane, jednak nie byłoby to dobre dla Kamari.

— Chwila — mruknęła powoli Hermiona, przerażona nagłą myślą. — On nie będzie chciał Kamari.

— Nie wiesz tego.

Hermiona przewróciła oczami.

— To maminsynek, Teo, zerowa odpowiedzialność! Jest tego doskonałym przykładem. Najprawdopodobniej odrzucił tę biedną dziewczynkę lata temu!

— Na razie nie zakładałbym najgorszego — odrzekł Teo racjonalnie. — Nawet jeśli tak jest, to powinien wiedzieć, że Kamari straciła matkę i wtedy zobaczymy czy stanie na wysokości zadania i zachowa się jak mężczyzna.

— A jeśli nie?

Wtedy zdecydujemy, co zrobić.

Hermiona prychnęła, krzyżując ramiona.

— Malfoy pomyśli, że sama myśl o córce zrujnuje mu życie!

Teo pokręcił głową. Kąciki jego ust lekko rozciągnęły się w uśmiechu.

— A co z tym świątecznym cudem, o którym mi opowiadałaś? Może to właśnie to, czego potrzebuje.

— Wątpię — mruknęła Hermiona.

Nie miała innego wyjścia, jak dać mężczyźnie szansę. W końcu był ojcem Kamari. Miał prawo wiedzieć o sytuacji dziewczynki.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Staromodny, piskliwy dźwięk dzwonka do bramy Dworu Malfoyów rozbrzmiał w cichy, zimowy wieczór. Mrok spowijał niebo, ale lampki choinkowe, którymi ozdobiono ogromny budynek, stanowiły piękne, luksusowe źródło światła. Gdyby to był ktokolwiek inny, Hermiona byłaby podekscytowana atmosferą, ale rozmowa z Malfoyem nigdy nie była przyjemnym wydarzeniem i tym razem spodziewała się tego samego.

— Dobry wieczór, panno Granger — powitała ją skrzatka domowa. Hermiona nigdy wcześniej nie spotkała tego stworzenia, ale pojawiała się w sporadycznych artykułach Proroka Codziennego, więc założyła, że skrzatka znała ją z gazet. — Co cię tu sprowadza, panienko?

— Czy Draco jest dostępny? Mam dla niego ważne wieści.

— Chirpy sprawdzi, czy zechce z tobą porozmawiać.

— Powiedz mu, że ma to związek z Jayden Crescent — może ją sobie przypomni.

— Dobrze. Chirpy wróci i powie, co i jak.

— Dziękuję — powiedziała uprzejmie Hermiona.

— To żaden problem. Proszę poczekać tutaj, jeśli panienka chce.

Skrzatka zniknęła z trzaskiem.

Hermiona podziwiała wspaniały świetlny pokaz i mruknęła do siebie, że prawdopodobnie wszystko zostało przygotowane ciężką pracą tuzina skrzatów domowych.

— Mówi, że możesz wejść, ale Chirpy woli nie powtarzać wszystkiego, co powiedział — oznajmiła skrzatka, gdy wróciła.

— W porządku, Chirpy. Wierz mi, to uczucie jest odwzajemnione.

Chirpy nie odpowiedziała na to i poprowadziła Hermionę ścieżką do Dworu i stamtąd do holu. Hermiona widziała tylko zdjęcia wnętrza posiadłości i żadne z nich nie równało się z rzeczywistością. Widok udekorowanego holu zapierał dech w piersiach. Świeżo woskowana drewniana podłoga była przykryta ciemnozielonym i czerwonym dywanem. Lśniącą, srebrną girlandę z płatków śniegu rozwieszono wzdłuż ścian i wejścia oraz po obu stronach holu, a w centralnej części stała niezwykle wysoka, sięgająca do sufitu choinka z białymi, wolno migającymi światełkami i czerwonymi kokardami.

— Pięknie tu — wyszeptała Hermiona niemal bez tchu. Ostatni raz takie piękno widziała na ostatnim roku w Hogwarcie.

— Zawsze tu tak jest o tej porze roku — powiedziała radośnie Chirpy i kontynuowała eskortowanie czarownicy tam, gdzie miała się spotkać z Malfoyem.

W końcu, pokonując niezliczoną ilość schodów, wchodząc na drugie piętro, Chirpy zatrzymała się przy otwartych drzwiach prowadzących do dużego pokoju z ośmioma identycznymi krzesłami ustawionymi w półkolu wokół bardzo długiego stolika kawowego.

— Panie, panna Granger przyszła — Chirpy ogłosiła przybycie Hermiony.

Skrzatka skłoniła się i wyciągnęła rękę, sprawiając, że Hermiona domyśliła się, iż to znak, aby wejść do pomieszczenia.

— Dziękuję — wyszeptała do stworzenia, które uśmiechnęło się z wdzięcznością za jej uprzejmość.

Malfoy siedział na jednym z ogromnych, czarnych, skórzanych krzeseł. Popijał z kieliszka, obserwując każdy jej ruch, gdy wchodziła.

— Usiądź — zaproponował, wskazując na jedno z wielu krzeseł.

— To nie powinno zająć dużo czasu — uprzedziła go, siadając sztywno.

— Zwyczajem jest oferowanie gościom drinków.

— Nie jestem gościem — stwierdziła stanowczo.

Przechylił głowę i wzruszył wyniośle ramionami.

— Co cię tu sprowadza, Granger?

— Mam nadzieję, że pamiętasz Jayden Crescent?

— Mogłem z nią rozmawiać kilka razy w życiu, tak — powiedział, kiwając głową.

— Z pewnością zrobiłeś o wiele więcej.

Malfoy uniósł brew.

— Co właściwie masz na myśli?

Hermiona odchrząknęła i wyjęła pergamin, który dał jej Teo.

— Jayden zmarła wczoraj, Malfoy. Zostawiła coś — raczej kogoś.

Wyciągnęła rękę, by Malfoy wziął pergamin. Patrzył jej prosto w oczy przez kilka sekund, zanim jego ciekawość zwyciężyła, pochylił się w jej stronę i zabrał kartkę.

Nic nie powiedział po przeczytaniu wyniku testu, a jego oczy straciły ostrość.

— Niemożliwe — mruknął, gdy w końcu oprzytomniał.

— Czy uprawiałeś seks z Jayden Crescent? — zapytała Hermiona bez ogródek.

— Co cię to w ogóle obchodzi?

Hermiona pochyliła się do przodu na krześle.

— Wynik jest prawidłowy, Malfoy. Mała dziewczynka właśnie straciła matkę, a teraz musisz zdecydować, czy chcesz postąpić słusznie czy też nie. Jeśli nie, to moim zadaniem — moją sprawą, jak to ująłeś — jest znalezienie dla niej rodziny, która się nią zaopiekuje.

Malfoy zacisnął szczękę. Spojrzał w drugą stronę w roztargnieniu wypijając resztę tego, co miał w szklance.

— Ile mam czasu? — Nawet na nią nie patrzył, gdy zadał to pytanie.

Hermiona zamrugała oczami, zdezorientowana.

— Czasu? Co masz na myśli?

— Aby zdecydować, czy chcę być ojcem, czy nie.

— Chcesz się zastanowić, czy zatrzymasz dziecko, które sprowadziłeś na ten świat?

Była absolutnie zdezorientowana jego zuchwałością!

— Granger, nie żebym był ci winien jakiekolwiek wyjaśnienia, ale pozwól, że to sprostuję; nie sprowadziłem tej dziewczynki na świat, to była wyłącznie zasługa Jayden.

— Nie zrobiła tego sama — argumentowała Hermiona. — Nie mogła począć dziecka bez odrobiny pomocy!

— To zabawne — zauważył Malfoy z sarkazmem. — Nie przypominam sobie, żebyś tam była — a może się ukryłaś i nas podglądałaś? Lubisz to robić, Granger? Lubisz patrzeć na ludzi w intymnych sytuacjach? Podnieca cię to?

Hermiona poczuła, że jej policzki zaczynają się rumienić.

— Nie, oczywiście, że nie! — zdenerwowała się. — Po prostu chodziło mi o to…

— Daj spokój, nie obchodzi mnie, co chciałaś powiedzieć — przerwał jej Malfoy, unosząc rękę, by zmienić temat. — Przeformułuję pytanie, ponieważ było dla ciebie zbyt trudne do zrozumienia za pierwszym razem: ile mam czasu na podjęcie decyzji, czy chcę przyjąć rolę ojca tego dziecka?

Hermiona pokręciła głową, nie mogąc udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Ani ona, ani Teo nie spodziewali się, że Malfoy będzie potrzebował trochę czasu, żeby się nad tym zastanowić. Hermiona była pewna, że powie stanowcze nie, podczas gdy Teo liczył na coś zupełnie innego.

— Cóż, ona obecnie mieszka u mnie. Spędzi ze mną święta.

— To ta mała, z którą byłaś w sklepie? Wczoraj?

Hermiona skinęła głową.

— To ona…

Hermiona przełknęła ślinę, nagle czując się źle z powodu sytuacji Kamari. Posiadanie Draco Malfoya za ojca byłoby straszne, ale porzucenie jej tylko dlatego, że zrujnowałaby jego reputację? To była niesamowicie okropna myśl!

Granger?

Hermiona zacisnęła usta.

Co? — warknęła ponuro na myśl o tym, że Malfoy nawet nie da szansy swojej córce.

Malfoy zmrużył oczy, zauważając jej ton.

— Zapytałem cię, jak ma na imię.

— Och… — Cóż, to ją zszokowało. Nie sądziła, że w ogóle go to obchodzi. — Ma na imię Kamari i ma sześć lat.

— Rozumiem — rzekł powoli. Potem wstał. — Cóż, dziękuję, za ostrzeżenie mnie o tym dylemacie, jestem przekonany, że nie tak chciałaś spędzić ten wieczór.

— Kamari nie jest dylematem, Malfoy — Hermiona poprawiła go surowo. — To słodka, delikatna i opiekuńcza dziewczynka, i szczerze mówiąc, nie wiem dokładnie, co odziedziczyła po tobie, bo ty nie posiadasz żadnej z tych cech!

Malfoy zmarszczył brwi, najwyraźniej obrażony tym, co powiedziała, ale Hermiona miała to gdzieś. Dobrze było w końcu mu to wygarnąć.

— Możesz myśleć, że wiesz o mnie wszystko, Granger, ale niczym nie różnisz się od innych; wszyscy są tak cholernie szybcy w ocenianiu mnie, a żadne z was nie ma zielonego pojęcia jaki jestem.

— I myślisz, że nie przyczyniasz się do tych opinii na swój temat? Obnosisz się ze swoimi pieniędzmi przy każdej możliwej okazji i po prostu nie potrafisz unikać rzucania obelg, gdy tylko nadarzy się okazja! Może ludzie nie wysnuwaliby takich założeń, gdybyś nie był takim dupkiem!

Malfoy przewrócił oczami w stronę sufitu i zaśmiał się.

— Brzmi, jakbyś wciąż tkwiła w przeszłości.

— Przeszłości? — pisnęła. — Próbujesz mi powiedzieć, że zmieniłeś się ze wstrętnego drania, którym byłeś w szkole?! Bo na pewno widziałam, żebyś się zachowywał inaczej! Nadal jesteś takim samym kretynem czystej krwi, którym byłeś w szkole!

Malfoy zmrużył oczy i skrzyżował ramiona na piersi.

— A może po prostu nie chcesz tego widzieć? Jest duże prawdopodobieństwo, że wyrosłaś na zarozumiałą sukę.

Hermiona podniosła się z krzesła, gotowa na zakończenie tego spotkania.

— Wyjdę sama, dziękuję — jeśli nie chcesz Kamari, Malfoy, to w porządku. Jest mnóstwo par, które chcą adoptować dziecko. Cholera, wzięłabym ją do siebie, ale zasługuje na o wiele więcej, niż mogłabym jej dać, a szczerze mówiąc, zasługuje na wiele więcej, niż ty mógłbyś jej kiedykolwiek zaoferować, więc rezygnacja z odpowiedzialności jest prawdopodobnie najlepszym rozwiązaniem!

I po tych słowach wyszła z pokoju, wracając do holu.

_________________

Witajcie :) dzień później niż zakładałam pojawiam się z nowym rozdziałem. Wybaczcie, ale świąteczne przygotowania mnie totalnie wciągnęły. Drugi rozdział jest nieco krótszy, ale również treściwy. Mieliśmy pierwsze stacie, jak wypadło, podobało się chociaż trochę? Dajcie znać.

Kolejny rozdział być może pojawi się w poniedziałek lub w Wigilię, wszystko zależy od bety i tego, kiedy go przetłumaczę. Jeśli pojawi się małą obsuwa, to proszę nie miejcie żalu, przynajmniej nie w święta :)

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Enjoy!