[T] Rzeczy, których nie nauczysz się z książek: Rozdział 9

niedziela, 26 października 2025

W ciągu następnych kilku dni stało się jasne, że coś się zmieniło. Hermiona nie wiedziała, o co chodziło, ale między nią i Draco coś było. Jego wzrok znajdował ją w każdym pomieszczeniu. Zawsze wyczuwała jego obecność. A ich „lekcje” odbywały się teraz również poza Esami i Floresami. Draco wciągał ją do wnęk, nieużywanych klas i w głąb regałów bibliotecznych. Przycisnął ją do półek w dziale o magicznym transporcie i wskoczyła mu w ramiona, oplatając nogami jego talię. Ugryzł ją w ucho.

— Taka rozpustna, Loczku. Nie mamy na to czasu.

Chciała go uderzyć. To on droczył się z nią ponad miarę. Usiadł obok niej na starożytnych runach, bawiąc się gumką jej podkolanówek.

— Przestań, nie mogę się skupić — wyszeptała, szczypiąc go w ramię.

Przerwał, ale gdy Hermiona sięgnęła po pióro, żeby zrobić notatki, przesunął dłoń wyżej, prosto na mały fragment skóry między miejscem, gdzie kończyły się jej podkolanówki, a zaczynała spódnica. Długie palce kreśliły na jej skórze koła i zawijasy. Jęknęła, ściągając na siebie zaniepokojone spojrzenia siedzących obok uczniów. Policzki Hermiony płonęły rumieńcem, ale nie prosiła go, żeby znów przestał, to było zbyt przyjemne uczucie. Jego palce zanurzyły się między jej udami, drażniąc ją. Zamarła, nie mogąc już skupić się na robieniu notatek. Jego długie palce wbijały się w materiał jej majtek i musiała przygryźć wargę niemal do krwi, żeby powstrzymać się od jęczenia na lekcji. Używał najlżejszego nacisku, ledwie zauważalnych pieszczot. Zacisnęła biodra, szukając silniejszego nacisku. Ale wtedy cofnął rękę i uniósł ją, by odpowiedzieć na pytanie profesora Babblinga, nie tracąc ani chwili. Zanim lekcja się skończyła, Hermiona nie miała żadnego wyjścia, jak zaciągnąć go do biblioteki podczas ich krótkiej przerwy i rzucić mu się na szyję.

Ugryzła go w ramię, mocząc językiem miękką jak masło tkaninę jego białej koszuli.

— To wszystko twoja wina.

Zaśmiał się.

— Kurwa, jasne, że tak. Kto sprawił, że jesteś taka mokra?

— Ty, Draco — wycedziła, a jej śliska cipka przycisnęła się do jego twardego członka.

Jeszcze go nie widziała, nie dotykała, ale ciągle o nim myślała. Ocierał się o nią, szorstki materiał spodni boleśnie wrzynał się w jej skórę. Nie obchodziło jej to. Wsunął palce pod pasek jej majtek, odnalazł łechtaczkę i okrążał ją raz po raz. Jego biodra ani na chwilę się nie zatrzymały, a gruby kutas wciskał się w nią i doprowadzał do szaleństwa. Orgazm ją przytłoczy: zbyt silny i zbyt przyjemny. Zaczęła krzyczeć i głośno jęczeć, zanim Draco zakrył jej usta dłonią. Jej cipka pulsowała, gdy podniecenie trysnęło z niej, pokrywając palce Draco.

— Właśnie tak, on należy do mnie, Hermiono. Taka grzeczna dziewczynka.

Kaszlnęła, dźwięk był stłumiony przez jego dłoń, ale nie uciszony. Kontynuowała pchnięcia w jego stronę, przedłużając orgazm i ocierając się o jego gorącego kutasa. Nagle zamarł, a z jego ust wydobył się głęboki jęk.

— Cholera.

Hermiona poczuła ciepłą, mokrą plamę na jego spodniach i zrozumiała, co się stało.

— Kurwa. Przepraszam, Hermiono.

Jego twarz była zaróżowiona i unikał jej wzroku.

— Sprawiłam, że doszedłeś? — zapytała.

Skinął głową.

— Dochodzisz i ocierasz się o mnie; to było cholernie seksowne. Nie mogłem się powstrzymać.

— Bogom niech będą dzięki, Malfoy. Zaczynałam się zastanawiać, czy jesteś uszkodzony, czy coś — powiedziała Hermiona, śmiejąc się.

— Próbowałaś mnie doprowadzić do orgazmu?

Postawił ją na ziemi, jej stopy lekko musnęły drewnianą podłogę, zanim ją puścił.

— No cóż, tak. To sprawiedliwe, że w końcu miałeś swoją kolej. Szczerze mówiąc, jestem z siebie całkiem dumna.

Wpatrywała się w ciemną plamę na jego czarnych spodniach.

Draco przewrócił oczami i wyciągnął różdżkę z rękawa koszuli.

— Loczku, mrugając, mogłabyś sprawić, że dojdę.

Usunął bałagan w spodniach i ślady na jej ciele.

— Cóż, jeszcze nie miała okazji, a chciałam, żebyś ty też czuł się dobrze.

Wspięła się na palce i pocałowała go w nabrzmiałe usta.

Pokręcił głową.

— Odpłacę ci się za to dziś wieczorem w sklepie.

— Dziś nie pracujemy. Mamy wolne, pamiętasz?

Znalazła torbę, którą rzuciła na podłogę, i zarzuciła pasek na ramię.

Zdjął torbę z jej ramienia i przerzucił na swoje, po czym uśmiechnął się do niej.

— Jeszcze lepiej. Gdzie się spotkamy? Nad jeziorem? Przemycić cię do mojego dormitorium? Albo ja do twojego?

— Przepraszam. Nie mogę. Mam spotkanie… z Seamusem dziś wieczorem.

Draco zamarł.

— Masz na myśli randkę? Spacer wokół jeziora?

Hermiona przygryzła dolną wargę.

— Tak.

Zadzwonił dzwonek i wiedziała, że mają tylko kilka chwil, żeby dotrzeć na kolejne zajęcia. Zaczęła iść, ale jego dłoń chwyciła ją i przyciągnęła do siebie. Twarz miał pustą, pozbawioną emocji.

— Nadal tam idziesz?

— No wiesz, nigdy nie odwołałam i byłoby niegrzecznie nie przyjść, a nie wiedziałam, czy cię to obchodzi, więc pomyślałam, że tak, pójdę. To nie tak, że pozwolę mu cokolwiek zrobić z uwagi na to, co… no wiesz… jest między nami.

— Najwyraźniej nie ma żadnych nas — warknął.

Puścił jej nadgarstek, oddał torbę i odszedł.

Hermionie zrobiło się niedobrze. Nie miała czasu na nic; poszedł sobie, a za chwilę miały się zacząć zajęcia. Pobiegła do klasy, ale nie zrobiła ani jednej notatki podczas zajęć z historii magii. W myślach odtwarzała sobie ich kłótnię i zastanawiała się, co zrobić. Kiedy lekcje się skończyły, wyszła i zastała Seamusa czekającego na nią, więc decyzja została podjęta za nią.

Uśmiechnął się uroczo.

— Cześć, Hermiono. Pomyślałem, że mógłbym cię odprowadzić do Sali Pojedynków.

— To bardzo miłe.

Odwzajemniła uśmiech, ale wiedziała, że nie dotarł do jej oczu. To nie było w porządku.

Zaprowadził ją do dużego pomieszczenia w lochach, przeznaczonego do pojedynków. Rozmawiali o minionych dniach, prowadząc luźną pogawędkę. Odpowiadała monosylabami, tylko gdy było to stosowne. Ale wtedy zadał pytanie, które wzbudziło jej zainteresowanie.

— A jak idzie w pracy? Strasznie się pracuje z Malfoyem?

Hermiona pokręciła stanowczo głową, a jej loki podskakiwały wokół ramion.

— Nie. Bardzo mnie szanuje. Jest dobrym współpracownikiem.

Seamus skinął głową, zachęcając ją do kontynuowania.

— Ministerstwo strasznie go oszukało. Musi sam przejrzeć wszystkie książki w księgarni Esy i Floresy, i nie brzmi to źle, ale okres próbny nie skończy się, dopóki ich wszystkich nie przejrzy, a w takim tempie, w jakim teraz idzie, nie sądzę, żeby wyszedł na wolność jeszcze przez kilka lat. Odbierają mu szansę na nowy początek po ukończeniu szkoły.

Seamus zmarszczył brwi.

— Czyż nie o to chodzi w karze? Został skazany za swoje uczynki i teraz musi za to zapłacić.

— Nie. To nie jest sprawiedliwy system. Nie zrozum mnie źle, niebezpiecznych ludzi należy izolować od społeczeństwa, ale kara nie powinna być celem humanitarnego wymiaru sprawiedliwości; to resocjalizacja. A praca społeczna, jaką wykonuje, to świetny początek, jednak skazanie go na nieokreślony okres na pracę, którą tak naprawdę powinien wykonywać opłacany pracownik Ministerstwa, jest niesprawiedliwe.

— Jasne. Rozumiem — odpowiedział Seamus, zatrzymując dłoń nad klamką do drzwi Sali Pojedynków. — Wchodzimy?

— Och. Pewnie.

Przeszedł przez drzwi, a Hermiona pokręciła głową, zawstydzona, że się tak rozgadała.

Pomieszczenie było urządzone jak studio tańca, z lustrami na ścianach. Maty i zaklęcia amortyzujące pokrywały podłogę. Kilka manekinów do ćwiczenia celności i bardziej niebezpiecznych zaklęć ustawiono wzdłuż tylnej ściany. Hermiona była pod wrażeniem. Wyglądało to na świetną przestrzeń do nauki.

Kilku członków klubu zaczęło się schodzić. Hermiona patrzyła, jak dobierają się w pary i zaczynają rozciągać przed treningiem. Uczniowie byli w różnym wieku, od trzeciego do siódmego roku.

Profesor Flitwick siedział w kącie i sprawdzał obecność. Był tu tylko „by nadzorować”, jak to wyjaśnił Seamus.

Seamus podszedł na przód sali, wyglądając na pewnego siebie i opanowanego. To było atrakcyjne.

— Dziś pracujemy nad zaklęciami blokującymi i osłaniającymi. Hermiona była na tyle uprzejma, że dołączyła do nas i podzieli się swoją wiedzą.

Kilku uczniów się uśmiechnęło i pomachało do niej.

Seamus odchrząknął.

— Zaczniemy od ćwiczenia rzucania tarczy, a potem przejdziemy do szybkich zaklęć blokujących, rzucając jednocześnie klątwy. Hermiono, czy mogłabyś zaprezentować, jak się rzuca Protego?

Hermiona podeszła, wymachując różdżką. Wspomnieniami wróciła do czasów Gwardii Dumbledore’a, kiedy nauczała swoich znajomych tego zaklęcia.

— Najtrudniejszą częścią rzucania Protego jest skupienie i intencja. Ruch różdżką i inkantacja są proste, ale jeśli się nie skupicie, stworzycie bezużyteczną tarczę. Aby być skutecznym, musicie pomyśleć o trzech głównych rzeczach. Dokładnym obszarze, który chcecie objąć polem siłowym, siłą tego pola i, co najważniejsze, jakich zaklęć od przeciwnika się spodziewacie.

Tłum obrzucił ją kilkoma zdezorientowanymi spojrzeniami. Zatrzymała się i zastanowiła, jak to lepiej wytłumaczyć.

— Podejdź bliżej, Seamusie — poleciła.

Posłuchał, przyciskając klatkę piersiową do jej pleców. Kilku uczniów zachichotało, ale Hermiona ich zignorowała. Natychmiast zdała sobie sprawę z tego, jak się dotykają. Był niższy od Draco, jego głowa znajdowała się zaledwie kilka centymetrów nad jej głową. Czuła się źle. Wzięła oddech, próbując się skupić. Miała zaklęcie do zademonstrowania.

Uniosła różdżkę i wykonała prosty ruch.

Protego — krzyknęła, intonując ostatnią sylabę zgodnie z zasadami zaklęcia. — Kiedy rzucałam tę tarczę, potrzebowałam osłonić tylko niewielki obszar, mając Seamusa tak blisko siebie. — Uderzyła w powietrze przed sobą, oświetlające granice Protego. — Dzięki tej małej tarczy mogę ją pogrubić i wzmocnić. Nie chcesz, żeby twoja tarcza była większa niż to konieczne. Chodzi o równowagę — o ochronę jak największej ilości osób, zachowując jednocześnie silną granicę magiczną. Ostatnią rzeczą, o której wspomniałam, była świadomość zaklęć, z którymi możecie się zmierzyć. Podczas rzucania zaklęć tarcza może przyjąć określone żywioły. Na przykład, walcząc z Incendio, wiecie, że wiele zaklęć ognia jest zbyt ryzykownych, więc zamiast eksplozji przygotuj się na podmuch zimna lub mocy.

Uczniowie skinęli głowami ze zrozumieniem na twarzach.

Hermiona rozpuściła tarczę i odetchnęła z ulgą, gdy Seamus się cofnął. Reszta treningu minęła szybko. Ona i Seamus rozdzielili się, prowadząc i poprawiając uczniów po przeciwnych stronach sali. Lubiła pracę — i lubiła pomagać. Ale gdy stąd wyjdzie, będzie musiała jasno określić swoje uczucia, a raczej ich brak, do Seamusa. Samo przyjście tu było błędem. Jej myśli wciąż krążyły wokół Draco. Prawdopodobnie był w swoim pokoju, niedaleko stąd. Czy mogłaby go odwiedzić? Czy to byłoby dziwne?

— Dziękuję za pomoc, panno Hermiono.

Puchonka z trzeciego roku uśmiechnęła się do niej, gdy wokół dziewczyny zamigotała silna tarcza.

— Wystarczy Hermiona. Twoja tarcza wygląda wspaniale.

Niedługo potem grupa stanęła do walki — wokół niej rozpoczęło się kilka pojedynków naraz. Hermiona lubiła je obserwować — zabawę i intensywność. Zastanawiała się, jak wyglądałoby jej życie, gdyby się nauczyła tych zaklęć w podobnych warunkach. Zamiast tego przygotowywała się do wojny. Wiedziała, że kilku starszych uczniów w sali prawdopodobnie musiało walczyć u jej boku. Opłakiwała stratę wspólnego dzieciństwa.

— Świetna robota!

Seamus dał znak uczniom, żeby schowali różdżki, i sala szybko opustoszała, a uczniowie pospieszyli do swoich kolejnych zajęć. Podszedł do niej, a Hermiona poczuła, jak serce podchodzi jej do gardła. Dlaczego randkowanie musi być takie skomplikowane?

— Wszystko w porządku?

Jego oczy się zwęziły.

Powoli wypuściła powietrze, zastanawiając się, co powiedzieć.

— Chyba nie powinniśmy iść na spacer.

Jego twarz posmutniała.

— Och. Dobra. Rozumiem.

Podniósł swoją szkolną torbę.

— Nie… nie masz żadnych pytań?

Hermiona była zszokowana jego bezproblemową akceptacją odrzucenia.

Wzruszył ramionami.

— Rozumiem. Jeszcze nie zapomniałaś o Ronie. To wymaga czasu. Może zaproszę cię na randkę za kilka miesięcy?

Posłał jej krzywy uśmiech.

— Ja i Ron? Nie. Znaczy… on jest z… nie.

Słowa popłynęły z jej ust.

Przechylił głowę.

— Och. Czyli jest ktoś inny?

Hermiona zmrużyła oczy.

— A musi być? Nie mogę po prostu powiedzieć „nie”?

Seamus skierował się do drzwi, oglądając się za siebie, gdy je otworzył.

— Chyba tak. Ale wydawałaś się zadowolona, że do mnie dołączysz, kiedy cię zaprosiłem, a teraz kilka dni później, wygłaszasz tyrady na temat systemu sądowniczego i nie chcesz spędzać ze mną czasu.

Po czym wyszedł, pozwalając drzwiom zamknąć się za sobą.

Hermiona chciała się wściec za jego zachowanie. Było niegrzeczne i aroganckie. Ale z drugiej strony miał rację. Nigdy tak naprawdę nie dała tej randce szansy, co nie było wobec niego sprawiedliwe.

Odczekała chwilę, dając mu czas na wejście po schodach, zanim podeszła do drzwi. Usłyszała hałas za sobą. Odwróciła się i zobaczyła profesora Flitwicka zbierającego papiery, które sprawdzał. Zupełnie zapomniała o jego obecności.

— No cóż, to było niezręczne! — Przeszedł przez pokój, jego drobne kroki sprawiły, że zajęło mu to sporo czasu. — Seamus zachowuje się jak dupek. — Flitwick zmarszczył nos. — Nie mów mu, że to powiedziałem.

Hermiona poczuła, jak śmiech narasta jej w piersi, łagodząc ból, który towarzyszył jej od kilku godzin.

— To zostanie między nami, profesorze — obiecała mu.

Zaśmiał się i puścił jej oko.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Tego wieczoru podczas kolacji Hermiona szukała Draco. Przeskanowała wzrokiem cały stół Ślizgonów, a kiedy go nie dostrzegła, przeszukała również pozostałe stoły. Ginny usiadła obok Hermiony i również zaczęła się rozglądać.

— Czego szukamy? — wyszeptała konspiracyjnie.

Hermiona westchnęła.

— Niczego.

Ginny uniosła brew.

— Czy nie powinnaś dziś pominąć kolacji, żeby wybrać się na piknik z Seamusem nad jeziorem?

— Odwołałam spotkanie z nim.

— Naprawdę? Wydawało mi się, że widziałam, jak idziesz z nim na zajęcia z Klubu Pojedynków.

Hermiona zagryzła wargę.

— Owszem poszłam, ale to nie była randka.

— Ooo, dlaczego? Co zrobił źle? Brzydko pachniał? Opowiedział jakiś kiepski dowcip? Powiedział coś irytującego?

Hermiona pokręciła głową.

— Nic złego nie zrobił. Był świetny. Po prostu… nic nie czułam.

— Naprawdę? Czyż nie mówisz tak o każdym? Znaczy, Hermiono, w tym momencie zaczynam się zastanawiać, czy ty w ogóle lubisz mężczyzn?

— Lubię. Chociaż wolałabym nie. Ale lubię.

Wzrok Hermiony powędrował z powrotem na zwykłe miejsce Draco.

— Ty tak na serio?

Ginny patrzyła na Hermionę, to na miejsce, na którym zatrzymał się jej wzrok i tak kilka razy.

— Cicho. Ani słowa — wyszeptała Hermiona.

Większość uczniów była zajęta jedzeniem i rozmowami, ale nie chciała ryzykować.

— Później o tym pogadamy — ostrzegła ją Ginny.

Nie, dziękuję, pomyślała.

— Cóż, po kolacji muszę się pouczyć w bibliotece, więc przełóż to na później.

Ginny przewróciła oczami.

— W końcu cię znajdę.

Hermiona była pewna, że to prawda. Skończyła posiłek i rozpoczęła długą wędrówkę po schodach do biblioteki. Powoli wchodziła po stopniach. Naprawdę miała wiele do zrobienia. Ale jej motywacja zniknęła. To był długi dzień. Musiała porozmawiać z Malfoyem, ale co powinna mu powiedzieć?

Zatrzymała się i podciągnęła, by usiąść na parapecie jednego z okien w korytarzu. Zaczynał padać deszcz, a słońce zachodziło. Nad kampusem rozciągającym się przed nią zapadł mrok. Miała wrażenie, że Hogwart pogrążył się w smutku razem z nią. Coś poruszyło się w powietrzu niedaleko okna. Hermiona nie mogła dostrzec, co to było i zniknęło w mgnieniu oka. Martwiła się, że jakieś zwierzę jest w niebezpieczeństwie — może czyjaś sowa?

Nacisnęła starą zasuwę, otwierając okno na oścież i wyciągnęła się przez szeroki otwór, połowa jej ciała była poza zamkiem.

Złapała kolejny ruch po lewej stronie. Obróciwszy głowę, zobaczyła Malfoya lecącego na miotle. Trzymał się mocno, będąc obróconym do góry nogami. Omal nie stracił chwytu. Wyprostował się, a Hermiona odzyskała zdolność oddychania. Ale wtedy zaczął spadać, ustawiając trzonek miotły pod kątem, tak by uderzyć w ziemię.

— MALFOY! — krzyknęła.

Jego głowa drgnęła, gdy odwrócił się, by ją zlokalizować, po czym natychmiast się skupił i zatrzymał tuż przed trawą.

Po czym podleciał prosto do niej, zawisając tuż przy otwartym oknie.

— Granger, mogłaś mnie zabić. Nie rozpraszaj człowieka, gdy ćwiczy zwody!

— Dlaczego ćwiczysz o tej porze? Jest ciemno, mokro i niebezpiecznie. Myślałam, że się zabijesz!

Prychnął.

— To udawane zaniepokojenie jest zupełnie niepotrzebne. Więc proszę, oszczędź mi tego.

Odwrócił się, by odlecieć, ale Hermiona nie mogła na to pozwolić. Wyciągnęła rękę, chwyciła za tył jego miotły i pociągnęła.

— Mamy do pogadania. Teraz.

____________

Witajcie :) z góry przepraszam za przerywanie w tym momencie, ale obiecuję, że na dniach opublikuję resztę rozdziałów. Jeszcze sporo się wydarzy, w tym dramy... jak to w Dramione, nigdy nie może być słodko i uroczo przez cały czas. Dajcie znać jak wrażenia.

Tak jak napisałam wyżej, kolejne rozdziały pojawią się w najbliższym tygodniu, prawdopodobnie w okolicach weekendu, a w niedzielę „Facet z sąsiedztwa”. Także trzymajcie kciuki, żeby tym razem moje plany wypaliły, abym z czystym sumieniem mogła sobie zrobić małą przerwę od publikacji w listopadzie.

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia! Enjoy!

[T] Rzeczy, których nie nauczysz się z książek: Rozdział 8

niedziela, 26 października 2025

— Dobrze się bawiłaś?

Draco opierał się o furtkę, ponownie czekając na Hermionę. Miał na sobie długie, czarne spodnie i miękki, szary sweter. Chciała podbiec, dotknąć materiału i przycisnąć go do piersi. Jej wzrok wylądował na jego gardle nad kołnierzykiem. Jabłko Adama drgnęło, gdy przełknął ślinę, a mięśnie szyi się napięły.

— Słucham? — zapytała zdezorientowana.

— Na imprezie. Dobrze się bawiłaś?

Przytrzymał furtkę i przeszła.

— Och, eee, jasne. — Skinęła głową. — Fajnie było zobaczyć Pokój Wspólny Slytherinu.

Zaśmiał się.

— Brzmisz bardzo przekonująco, Granger. Opowiedz mi więcej o tym, jak wspaniale spędziłaś wczorajszy wieczór.

Trąciła go ramieniem i starała się nie skupiać na tym, jak mało to szturchnięcie go poruszyło; był tak postawny.

— No dobra, cóż, trochę było do bani.

— No i masz. Czyżby całowanie Seamusa nie było tak przyjemne jak ze mną?

Poruszył brwiami.

— Dla twojej wiadomości, nie całowałam się z Seamusem. I to nie on stanowił problem.

Stali przy drzwiach księgarni Esy i Floresy. Żadne z nich nie miało ochoty tam wejść.

— Aha, czyli to Bliznowany i Mon-Ron?

Jego słowa brzmiały lekko, ale dłonie zacisnął wzdłuż ciała.

Hermiona otworzyła drzwi, skutecznie kończąc rozmowę.

— Dzień dobry, panie Stokes. Miłej niedzieli.

Stokes się uśmiechnął.

— Witajcie, witajcie! Miłej niedzieli.

— Chce pan żebym znów stanęła na kasie? — zapytała Hermiona z nadzieją.

— Nie, nie. Wygląda na to, że ruch się trochę zmniejszył. Najlepiej będzie jak pójdziesz na zaplecze z Malfoyem. Pomożesz mu i tak dalej.

— Tak, panno Granger, chodź. Pomóż mi.

Draco wyglądał na cholernie zadowolonego z siebie.

Poszła za nim na zaplecze i rzuciła kilka dzwoneczków, żeby oświetlić mroczne pomieszczenie.

W chwili, gdy drzwi się zamknęły, Draco podniósł ją i posadził na pustym stole. Krzyknęła.

— Co ty wyprawiasz?

— Następna lekcja — wysapał.

Pocałował ją w brodę, kącik ust i przerwał, dając jej szansę, żeby go powstrzymała, gdyby chciała. Nie zrobiła tego, więc pocałował ją porządnie. Objął dłońmi jej talię, palce wbijając w skórę. Jego usta dominowały nad jej ustami, dyktując tempo i siłę nacisku, w pełni kontrolując. Zszedł niżej, całując ją po szyi, liżąc obojczyk. To było niesamowite — jak jej ciało reagowało na jego. Oddała mu się, pozwalając mu robić, co mu się żywnie podoba.

Dłonie na jej talii powędrowały wyżej, a palce musnęły spód piersi. Pamiętała uczucie jego dłoni z tamtego poranka, gdy się razem obudzili.

— Tak — zachęciła.

Zrozumiał aluzję, unosząc ciepłe dłonie do jej piersi.

Jęknęła. To było elektryzujące. Dłonie na jej sutkach przesyłały rozkosz prosto do jej wnętrza. Pragnęła więcej, wszystkiego, co by jej dał. Wszelkie myśli o tym, że nie chce robić z Draco nic poważnego, zniknęły z jej umysłu. Chciała, żeby zrobił cokolwiek chce, wszystko.

Nie, to nie tak. To była lekcja. Odkrywali.

— Co… — jęknęła, gdy uszczypnął ją w sutki. — Co to za lekcja?

Ledwo udało jej się wykrztusić słowa. Cienki głos był przepełniony pragnieniem.

Westchnął w jej szyję, powodując gęsią skórkę.

— Jak oddać kontrolę. Bądź grzeczną dziewczynką, Hermiono.

To była marne wytłumaczenie. Ale wystarczyło. Skinęła głową.

— Dobrze, Draco.

— Kurwa — zaklął. — Lubię jak wypowiadasz moje imię.

Znów objął swoimi ustami jej usta, ale dłonie kontynuowały swoją pracę. Obejmował, ściskał i obciążał jej piersi dłońmi. Wszystko było niesamowite. Pragnęła nacisku między udami — potrzebowała go. Ale nie mogła tego powiedzieć. Po prostu nie mogła.

Jeśli znów miał erekcję, nie mogła tego zauważyć. Stał między jej udami, ale trzymał tułów z dala od niej. Żadnego kontaktu. Chciała ścisnąć uda albo sięgnąć dłonią do łechtaczki. Prawie doszła, ale potrzebowała czegoś więcej.

— Ze mną bawiłabyś się lepiej — wyszeptał.

Hermiona nie była pewna, czy powinna to słyszeć. Ale skinęła głową. To była prawda.

Draco pocałował ją wolniej. Jakby się uspokajał, planując się nie spieszyć. Jego miętowy oddech mieszał się z jej.

— Zamierzasz się z nim jeszcze spotkać?

Hermiona nie zrozumiała pytania. Nie było nikogo, niczego poza nim i nią. Jedną, dużą dłonią objął jej szyję, odchylając głowę do tyłu, a kiedy lizał jej szyję, prawie odpuściła odpowiedź na pytanie. Ale jej mózg nigdy nie potrafił tak naprawdę niczego porzucić. Dręczyło ją to.

Odepchnęła się od niego, przesuwając się w stronę środka stołu, na którym siedziała.

— Przepraszam, z kim?

Draco się zarumienił, jego blade policzki ociepliły się. Lubiła ten widok. Potarł kark.

— Z Seamsem. Myślałem, że… zamierzacie gdzieś razem wyjść? Mówiłaś, że nie był powodem twojego nieudanego wieczoru, ale powiedziałaś też…

Skinęła głową, teraz go rozumiejąc.

— Och, eee, tak. Zaprosił mnie na jedno ze spotkań Klubu Pojedynków i na spacer wokół jeziora. Myślę, że to fajny pomysł.

Wiedziała, że go to nie obchodzi. Po prostu się zastanawiał. Skoro… robili różne rzeczy. To logiczne, że chciał wiedzieć, z kim jeszcze ona to robi. Ale nadal czuła się winna. Była głupia.

— Brzmi miło.

Jego głos był nieczytelny. Rozpoznała ten neutralny, pozbawiony emocji ton, którego czasami używał.

— Tak. Jest słodki. — Przyglądała się jego twarzy, próbując zrozumieć, co się dzieje. — Spotykasz się z kimś? Z Pansy? Czy… — urwała.

Nie widziała, żeby rozmawiał z innymi Ślizgonami; nawet nie wspominał o nich w rozmowie.

— Nie, Granger. To tylko eksperymentalne całowanie się.

W jego głosie słychać było nutę goryczy.

— Chcesz… nadal to robić?

Wskazała na nich gestem.

— Nie. Koniec lekcji. Dobra robota. Pięknie się poddałaś. Prawie to kupiłem.

Wrócił do swojego stolika i zaczął pracować. Hermiona była sfrustrowana. Potrzebowała chwili wytchnienia. Nie od niego, no może tak, ale nie zamierzała dać po sobie tego poznać. Czuła, że coś schrzaniła w tej rozmowie, ale nie była pewna co. Zawsze czuła, że w jego obecności jest w defensywie. Przejrzenie tych cholernych książek zajmie im jeszcze jakieś dziesięć lat, a teraz martwiła się, że jakimś cudem została jedyną przyjaciółką Draco Malfoya. Musiała przetrawić zbyt wiele. Chyba czas zacząć pisać pamiętnik, trzeba poważnie się nad tym zastanowić.

Wyciągnęła notes i spisała notatki z lekcji: jak się czuła, rozmowę, którą odbyli i obawy, że do zdenerwuje. Następnie sporządziła listę wszystkich osób, które widziała rozmawiających z Malfoyem i zapisała, jaki to typ interakcji: pozytywny, negatywny lub neutralny. Negatywna strona obejmowała Stokesa, McGonagall, Harry’ego i Rona, a także kilku innych uczniów z siódmego i ósmego roku. W neutralnej była Hermiona, Pansy i Theodor Nott.

Lista pozytywnych interakcji nie była pusta. Na zajęciach profesorowie, jeśli nie byli dla niego mili, przynajmniej go doceniali. Nigdy nie zgłaszał się do odpowiedzi, ale gdy go wywoływano, zawsze był w stanie wykonać zadanie, o które go poproszono. Był biegły w eliksirach, zaklęciach i numerologii. Mimo to lista nie była długa, a kilku profesorów nie stanowiło typowej grupy przyjaciół dla osiemnastolatka. Hermiona przez chwilę zastanawiała się, czy nie powinna wykreślić się z neutralnej listy i przenieść na pozytywną. Kiedy go pocałowała, z pewnością poczuła pozytywne emocje. I miała ochotę z nim porozmawiać, zobaczyć, jaki jest naprawdę, to sprawiało, że bardzo mu współczuła. Ale jego czyny z przeszłości wciąż krążyły jej po głowie. Krzywda, którą wyrządził, słowa, które powiedział i rzeczy, które zrobił. Westchnęła i po prostu postawiła znak zapytania obok swojego imienia.

— Jakieś wnioski, profesor Granger?

Obserwował ją, ale był zbyt daleko, by przeczytać którekolwiek z jej notatek.

— Po prostu szukam kolejnych pytań. Raczej nie pasuje mi zawód nauczyciela, raczej Niewymownego.

Zaśmiał się.

— Więc szukasz pokoju na miłosne zabawy?

— Cóż, mam już dość igrania z czasem i śmiercią.

— Czasem?

Uniósł brew.

— To długa historia. A ty? Gdzie widzisz siebie po ukończeniu szkoły?

Zamknęła notes i odłożyła go na bok.

— Patrzysz na nią. Utknąłem tu, dopóki ta robota nie zostanie wykonana. Poza tym, kto by mnie w ogóle zatrudnił?

— Gdybyś dostał pracę, założę się, że byłbyś dobrym Niewymownym?

— Ach, Granger, będziesz za mną tęsknić? — zażartował, ale zastanawiała się, czy mogłaby.

— Masz analityczny umysł. Dostajesz dobre oceny i potrafisz wykonywać nudne zadania — powiedziała, wskazując na stos książek przed nim. — Powinieneś aplikować.

— Jasne. Już pędzę.

Przewróciła oczami. Zawsze był taki sarkastyczny.

— Składa się przysięgę dochowania tajemnicy, żeby dostać tę pracę. Wygląda na to, że to w sam raz dla ciebie.

Zaśmiał się.

— Granger, czy ty właśnie zażartowałaś z mojego życia jako Śmierciożercy? Dlaczego uważam to za seksowne?

Wzruszyła ramionami i zaczęła katalogować leżącą przed nią książkę. Ale w głębi duszy znów poczuła ucisk w żołądku. Naprawdę lubiła, kiedy nazywał ją seksowną. Zaryzykowała spojrzenie w górę i ich oczy się spotkały. Przez chwilę myślała, że podejdzie i znów ją pocałuje. Chciała, żeby to zrobił. Pozwoliłaby mu. Ale spuścił wzrok i wrócił do pracy.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Następnego dnia Seamus zatrzymał ją, gdy wychodziła z Pokoju Wspólnego Gryffindoru.

— Hej, Hermiono — zawołał, a jego irlandzki akcent sprawił, że jej imię zabrzmiało tak pięknie.

Odwróciła się i uśmiechnęła.

— Cześć, Seamus. Co tam?

— Mam dla ciebie plan zajęć Klubu Pojedynków.

Podał jej pergamin z datami i godzinami spisane dużym i schludnym pismem.

Przejrzała arkusz.

— Mam wolne w ten czwartek. Może wtedy przyjdę?

— W tym tygodniu? —zapytał, szeroko otwierając oczy.

Hermiona skinęła głową.

— Tak, tylko czy to nie za wcześnie?

Uśmiechnął się uroczo, a Hermionie przeszło przez myśl, że poczuła lekkie dreszcze.

— Nie, ten tydzień brzmi świetnie. Po prostu mnie zaskoczyłaś. Wiem, jaka jesteś zajęta. Dzięki, że znalazłaś dla mnie czas.

— I dla uczniów z Klubu Pojedynków — przypomniała mu.

— Jasne. Głównie dla uczniów. Pójdziesz ze mną na śniadanie? — zapytał, uroczo wyciągając do niej rękę.

Przyjęła ją. Gdy weszli do Wielkiej Sali, Hermiona poczuła na sobie wzrok kilku par oczu. Ginny uśmiechnęła się zachęcająco, Ron zmarszczył brwi, a Draco skupił wzrok dokładnie na miejscu, w którym jej ciało stykało się z ciałem Seamusa. Hermiona była przyzwyczajona do bycia w centrum uwagi na lekcjach — a nawet podczas wyjaśniania skomplikowanego zagadnienia w bibliotece — ale nigdy w towarzystwie. To ją denerwowało. Nie wiedziała, co zrobić: delektować się tą uwagą, odwrócić się czy zignorować? W głowie miała natłok myśli.

Seamus zdawał się rozumieć jej niepokój, puszczając jej rękę i uśmiechając się przepraszająco.

— Mam nadzieję, że miło spędzisz dzień — wyszeptał, zanim zajął swoje stałe miejsce obok Deana.

Ron objął Lavender ramieniem.

— Więc to nadal trwa, co?

Hermiona westchnęła.

— Naprawdę nie wiem, dlaczego cię to obchodzi.

Spojrzała na jego dłoń, która bawiła się jednym z blond loków Lavender.

Ginny skinęła głową.

— Kiedy odkładasz zabawki, żeby pobawić się czymś nowym, nie zdziw się, gdy ktoś inny je weźmie.

Chociaż Hermiona nie lubiła być porównywana do zabawki, doceniała wsparcie.

— Idziemy do sklepu z zabawkami? — zapytała Lavender, rozglądając się z szeroko otwartymi oczami. — Nie wzięłam portfela.

— To nie zakupy, Lav — zapewnił ją Ron. — Po prostu moja młodsza siostra jest irytująca.

Podkreślił swoje słowa pocałunkiem. Lavender uśmiechnęła się radośnie, a Hermiona po raz kolejny zastanawiała się, jak to możliwe, że ten mężczyzna mógł być zainteresowany nimi obiema.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Dzień minął szybko i Hermiona zdała sobie sprawę, że znów nie może się doczekać chwili sam na sam z Malfoyem. Jak wiele może zdziałać kilka tygodni. Kiedy już weszli do pokoju na zapleczu, Hermiona odwróciła się do niego, poruszając się nerwowo na palcach.

— Więc czego dotyczy dzisiejsza lekcja? — zapytała bez ogródek.

— Słuchaj, Hermiono, zanim cokolwiek zrobimy, będę po prostu cholernie szczery, dobrze? To — wskazał gestem między nimi — nie jest jakaś umowa, w której to robię, bo jestem ci coś winien. Całuję cię, bo lubię to robić. I rozumiem, że to nic dla ciebie nie znaczy. Idziesz na spotkanie z Seamusem i tak dalej, ale po prostu musiałem to powiedzieć. Jasne?

Hermiona skinęła głową, wciąż przetwarzając jego słowa, ale zanim zdążyła się nad czymkolwiek zastanowić, on już ją całował i wszystko wydawało się tak cholernie idealne. Jego dłonie były wszędzie — na jej włosach, piersiach, pośladkach — każde miejsce wydawało się lepsze od poprzedniego.

— Tak — jęknęła, gdy ściskał jej pośladek swoimi dużymi, ciepłymi dłońmi.

— Tak, Loczku? Lubisz, kiedy jestem brutalny?

Uśmiechnął się diabolicznie, a Hermiona poczuła, jak jej majtki robią się wilgotne.

Przygryzła wargę i starała się nie mówić, gdy macał jej miękkie ciało. Wtuliła w niego biodra. Łaknęła tarcia. Czuła się pusta i potrzebowała, żeby ją wypełnił. Spojrzała na niego z zaskoczeniem.

— Nie jesteś… twardy?

Zaśmiał się cicho, a dźwięk przeszył jej klatkę piersiową, gdzie ich ciała się spotkały.

— Zdecyduj się, księżniczko. Chcesz, żebym był, czy nie?

Hermiona przygryzła dolną wargę. Mówiąc, nie mogła nawiązać kontaktu wzrokowego i wpatrywała się w swoje dłonie.

— Właściwie ostatnio mnie to nie zdenerwowało.

Położył dłoń pod jej brodą, zmuszając ją do spojrzenia mu w oczy.

— Naprawdę?

Lekko skinęła głową.

Pstryknął palcami i zaklęcie maskujące, które wcześniej rzucił, zniknęło. Jego erekcja natarczywie wbijała się w materiał czarnych, szkolnych spodni. Nawet gdy był ukryty, Hermiona widziała, że jest duży — i cholernie twardy dla niej.

Znów poruszyła biodrami i tym razem jęknęła głośno, czując jego ciepłego i grubego kutasa, wtulającego się w nią.

Syknął na ten dotyk, a ona spojrzała w górę z zaniepokojeniem.

— Zrobiłam ci krzywdę?

— Nie, Loczku. Po prostu nie wiesz, jak na mnie działasz. Chcę o wiele więcej niż tylko całowania.

— Dobrze.

Odsunął się od niej, a ona natychmiast zatęskniła za jego ciepłem. Zarumieniła się. Zrobiła coś złego?

— To duża zmiana w stosunku do tego, o czym rozmawialiśmy na początku. Jesteś pewna?

Cała wesołość zniknęła z jego oczu. Wyglądał na śmiertelnie poważnego. To sprawiło, że miała ochotę skłamać. Cofnąć swoje słowa i udawać, że nic o tym nie powiedziała. Ale to wcale nie posunęłoby jej do przodu w nauce. Poza tym, czy kiedykolwiek wycofała się z wyzwania?

— Jestem pewna. Chcę więcej.

Jego oczy pociemniały, a usta odnalazły jej wargi. Ssał jej język, a nieustanne pulsowanie w jej wnętrzu powróciło. Wsunął swoje silne udo między jej nogi, przez co ugięła kolana. Podniósł ją, z łatwością przyjmując jej ciężar.

— Tak?

Skinęła głową.

— Ocieraj się o moją nogę — polecił, a jego głos był głęboki i ociekał pewnością siebie.

Hermiona pomyślała, że w tej chwili prawdopodobnie mógłby ją doprowadzić do orgazmu. Ale on zdawał się mieć wobec niej bardziej fizyczne plany. Odnalazł dłońmi jej biodra i poprowadził ją, pomagając znaleźć rytm. Jej spódnica podjechała w górę, odsłaniając więcej czarnych legginsów, które opinały krągłość jej pośladków i ud.

— Bardzo ładnie — pochwalił, przesuwając dłonie niżej, chwytając ją za pośladki i kierując nią. — Rozchyl nogi trochę szerzej — rozkazał.

Posłuchała bez namysłu.

Jęknęła, gdy jego udo mocno dotknęło jej potrzebującej łechtaczki.

— Grzeczna dziewczynka. Lepiej, prawda? — Włosy opadły mu na oczy, ale nie zatrzymywał się ani na chwilę. Wydawał się całkowicie skupiony na jej przyjemności. — Wykorzystaj mnie. Dojdź na moim udzie. Możesz dojść, Loczku?

Skinęła głową. Wiedziała, że może. Była tak blisko. Jej majtki i legginsy były przemoczone, a powietrze wypełniał zapach jej podniecenia. Napinał udo pod nią, czuła siłę w jego ciele, jego powściągliwość. Dreszcz przeszedł po jej kręgosłupie. Z każdym pchnięciem jego twardy członek wciskał się między ich ciała. Hermiona wyobrażała sobie, jak ujeżdża jego kutasa, pozwala sobie na poddanie się i wypełnienie przez niego. Przyspieszyła, szaleńczo poruszając łechtaczką.

— Kurwa tak, właśnie o to chodzi — zachęcił. — No dalej, daj się ponieść.

Była na krawędzi, czuła napięcie w łechtaczce. Zamknęła oczy, skupiając się.

— Otwórz oczy. Bądź tu ze mną. Ten orgazm jest mój.

Jej oczy gwałtownie się otworzyły, napotykając jego burzową szarość, i wtedy doszła. Zalała ją fala rozkoszy, uda napięły się i zadrżały. Ścisnął ją mocniej, uziemiając, gdy fala za falą wznosiła się i załamywała. Nigdy w życiu nie doszła tak mocno. Dysząc opadła w jego ramiona, a jej cipka wciąż drżała od drobnych wstrząsów wtórnych.

Odgarnął loki z jej czoła i przytulił ją, by się uspokoiła.

— Wow — wyszeptała, opierając głowę o jego pierś.

Czuła błogą pustkę w umyśle.

Zaśmiał się.

— Lepiej z partnerem, co?

— Lepiej z tobą — poprawiła go.

Pochylił się i pocałował ją w usta.

— Lepiej z tobą.

_______________

Witajcie :) zaczynamy nadrabianie tłumaczeń i dziś zapraszam na dwa nowe rozdziały tej historii. Może nie jest wybitnych lotów, ale przynajmniej jest uroczo, a takie opowiadania lubię najbardziej.

Od razu zapraszam na kolejny rozdział. :)

[T] To, co jest między nami: Chciałaś tu przyjść

niedziela, 26 października 2025

Wrzesień 2004

 

Hermiona zataczała się w jakieś torturującej mgle, przeciskając się przez tłum na sali balowej. Jej wnętrze wciąż zaciskało się na wspomnienie jego palców, a całe ciało pulsowało z pożądania. Choć to, że ją tak zostawił, wydawało się okrutne, obietnica dalszego ciągu rozpalała ją jeszcze bardziej.

Odnalazła panią Crawley i postąpiła zgodnie z poleceniem Malfoya. Podziękowała jej za miły wieczór i powiedziała, że musi wracać do domu, twierdząc, że następnego dnia powinna wstać bardzo wcześnie. Pani Crawley była zrozpaczona — nie chciała jej wypuścić przed główną atrakcją wieczoru — ale Hermiona nalegała.

Kilka osób chciało się pożegnać, zanim wyszła, więc dotarcie do kominka zajęło jej prawie trzydzieści minut. Wypowiedziała adres Malfoya i wkrótce potem pojawiła się w jego salonie. Srebrna szczotka pofrunęła w jej stronę i oczyściła ją z sadzy, a Hermiona przygryzła wargę, zanim przeszła do salonu. Mieszkanie było puste i ciemne, a serce Granger biło szybko. Podbrzusze skręcało się jej z pragnienia, sutki stwardniały, a oddech spłycił. Nie wiedziała, kiedy Malfoy wróci, ale gdy to nastąpi…

Hermiona jęknęła na myśl o jego dłoniach na swoim ciele. To było szalone, wiedziała o tym, ale nie mogła dłużej zaprzeczać. Pragnęła Draco Malfoya. Nie wiedziała jak bardzo, ale wiedziała, że chce, by ją pieprzył do nieprzytomności.

Jej kolana drżały, gdy szła do jego sypialni. Ogromne łóżko było równie starannie pościelone jak ostatnim razem, i z trudem przełknęła ślinę, zanim zdjęła buty. Bolały ją stopy i miło było się ich pozbyć. To samo zrobiła z rękawiczkami i powiesiła je na krześle obok komody, na którym położyła naszyjnik i kolczyki. Zawahała się, zanim zdjęła sukienkę, a chłodne powietrze musnęło jej nagą skórę.

Przełknęła ślinę i załamała ręce. Myśl o klęczeniu na łóżku i czekaniu na niego była upokarzająca, poniżająca, ale też ekscytująca. Wciąż była lepka i mokra od palców Malfoya, kiedy wdrapała się na łóżko, i nie pragnęła niczego innego, jak zaspokoić się choćby i w samotności. Powiedział jej, że nie chce, żeby to robiła, ale przecież nie zauważy.

Powoli pozwoliła palcom poczuć swoją wilgoć, swoje ciepło i westchnęła głęboko. Merlinie, musiała dojść. Ale nie chciała tego robić sama, nie teraz, gdy Malfoy miał się wkrótce pojawić.

Uklękła na środku łóżka i czekała.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Marzec 1997

 

Mocno ściskała różdżkę, przemierzając puste korytarze. Wiedziała, że nie musi się bać, ale przez cały dzień miała dziwne przeczucie i po prostu czuła się lepiej, będąc gotową na atak ze strony bandy Ślizgonów albo czegoś podobnego, w każdej chwili.

Była zmęczona i znów pokłóciła się z Ronem. Nigdy nie sądziła, że tak będzie po jego rozstaniu z Lavender, ale napięcie między nimi wydawało się jeszcze większe. Ron był apodyktyczny i chciał za nią wszędzie chodzić; chciał z nią rozmawiać, gdy próbowała się uczyć i chciał, żeby chodziła z nim na każdy trening Quidditcha, mimo że wiedział, iż Hermiona nie przepada za tym sportem.

Skonfrontowała się z nim, mówiąc, że potrzebuje przestrzeni, a on musi znaleźć sobie jakieś inne zajęcie, na co wybuchnął złością, obwiniając ją o rozstanie z Lavender. I potem sytuacja się pogorszyła; popełniała błędy na lekcjach, została upokorzona przez Ślizgona z czwartego roku i przypadkiem wpadła na rozwścieczonego Malfoya.

Szli właśnie do biblioteki, gdy skręciła za róg i nagle odbiła się o jego sylwetkę. Sposób, w jaki na nią patrzył, sugerował, że jest gotowy ją skrzywdzić — i z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu naprawdę wierzyła, że to zrobi, gdy tylko nadarzy się okazja — ale on tylko warknął do niej złośliwe słowa, po czym odszedł, zastawiając Hermionę z bijącym sercem.

Nie wiedziała dlaczego, ale wszystko, co się wydarzyło tego dnia, tylko utwierdziło ją w przekonaniu, że coś jest nie tak. Trzymała więc różdżkę w dłoni, robiąc obchód. Ron miał jej towarzyszyć, ale odmówił, a Hermionie to nie przeszkadzało. Wolała zresztą robić to sama.

Na siódmym piętrze zawsze ukrywali się uczniowie. Hermiona spotkała trzy całujące się pary, odjęła im punkty, a potem odesłała do dormitoriów. Może nie była przez to lubiana, ale nie przejmowała się tym. Miała swoje obowiązki i robiła to, co do niej należało.

Zbliżając się do drzwi pustej klasy, zauważyła, że są lekko uchylone. Ruszyła, żeby je zamknąć, gdy usłyszała głosy dochodzące z wnętrza.

Draco, proszę; wiesz, że możesz mi powiedzieć, co się dzieje.

Głos bez wątpienia należał do Pansy Parkinson.

Mówiłem, że nie — mruknął ponuro Malfoy. — Nie mogę o tym rozmawiać i nie chcę. Więc, zrobimy to teraz, czy nie?

Pansy westchnęła głęboko, a Hermiona bezszelestnie wślizgnęła się do sali, chowając się w zaciemnionym kącie. Zobaczyła ich oboje — ciemnowłosą Pansy patrzącą na Malfoya. Opierał się o biurko, a dziewczyna stała plecami do Hermiony.

— Chciałam ci po prostu dać wybór — powiedziała Pansy. — Cokolwiek to jest, nie musisz cierpieć sam.

— To pomaga — rzekł nieco łagodniej Draco. — Nie chcę o tym rozmawiać, ale to pomaga mi zapomnieć.

— Jesteś pewien?

— Oczywiście. A teraz, proszę, uklęknij.

— Nie chcesz, żebym, cóż, zmieniła fryzurę? Oczy? Mogłabym, gdyby ci to pomogło.

— Nie, w porządku.

Pansy parsknęła śmiechem i uklękła przed nim. Hermiona przywarła do ściany, a serce waliło jej tak głośno, że bała się, iż ją usłyszą. Po co w ogóle weszła do środka? Co ją zmusiło do takiego wtargnięcia? Patrzyła, jak Pansy odpina mu pasek, a jego dłoń przenosi się na jej włosy, mocno je ściskając. Musiało boleć.

Hermiona bezgłośnie sapnęła i zakryła usta dłonią, gdy zdała sobie sprawę, co się dzieje. Malfoy uniósł wzrok, patrząc prosto na nią. Nie mógł jej dostrzec w ciemności, ale spojrzał w jej stronę, prosto na nią, a jego uścisk na włosach Pansy zacieśnił się.

Zawroty głowy sprawiły, że Hermiona wytoczyła się z klasy i pobiegła korytarzem. Zatrzymała się dopiero na schodach, gdzie zadyszała się i trzęsła. Nie widziała samego aktu, ale widziała już wystarczająco dużo i nigdy więcej nie spojrzy na Malfoya i Pansy tak, jak dotychczas. Po części dlatego, że czuła obrzydzenie, a po części dlatego, że zastanawiała się, jak to jest czuć pożądanie.

Myślała o Ronie, o tym, jak to będzie robić to z nim, ale nie potrafiła sobie niczego takiego wyobrazić. Właściwie, nawet się skuliła na myśl o klęczeniu przed nim. Nie chciała tego robić, nie z nim. Ale sposób, w jaki Malfoy zacisnął dłoń na włosach Pansy, sprawił, że poczuła dziwny ucisk w brzuchu. To było niewłaściwe i Hermiona domyśliła się, że to przez zmęczenie. Tak, pomyślała z ulgą, to musiało być to.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Wrzesień 2004

 

Drżała na łóżku z cierpnącymi nogami. Nie wiedziała, jak długo czekała, ale musiała minąć co najmniej godzina. Zaczęła nawet myśleć, że ją wystawił. Może zmienił zdanie, a może znalazł kogoś bardziej interesującego od niej? Może nawet zapomniał o jej obecności i został na całą imprezę? Może poszedł do któregoś ze swoich przyjaciół na drinka i będzie zaskoczony, i rozczarowany, gdy ją znajdzie w swoim łóżku? Może nie sądził, że posłucha jego poleceń, i w ogóle, nie spodziewał się jej obecności?

Jakikolwiek był powód, wciąż się nie pojawił, a Hermiona zaczynała się niecierpliwić. Wolałaby wrócić do domu i użyć jednego ze swoich wibratorów, niż czekać na próżno cały wieczór.

Sfrustrowana położyła się na łóżku. Kołdra grzała jej plecy, a ona powstrzymywała się przed naciągnięciem jej na siebie. Gdyby to zrobiła, mogłaby nawet zasnąć, a to byłoby przerażające, jeśli wróciłby i zastał ją w takim stanie. Objęła piersi rękami. Sutki stwardniały i bolały. Spoglądając w duże okna, skupiła się na odgłosach ruchu ulicznego; miasto tętniło życiem, a ona leżała naga w łóżku, które nie należało do niej, czekając na mężczyznę, który mógł się nawet nie pojawić.

Ale czego się spodziewała? Gdyby się nie pojawił, byłby typowym Malfoyem, a naiwnością z jej strony było sądzić inaczej. Może po prostu lubił pościg i kiedy już złapał zdobycz, wrzucał ją z powrotem do wody.

Łzy napłynęły jej do oczu. Nie powinna była robić sobie nadziei. Nie powinna była mu wierzyć. Wzdychając głęboko, usiadła i zsunęła się z łóżka. Jej kończyny były ciężkie z rozczarowania, gdy zakładała sukienkę i chwyciła buty w dłonie. Nie zawracała sobie głowy rękawiczkami i biżuterią, wracając do salonu.

Właśnie minęła sofę, gdy kominek ożył i wyszedł z niego Malfoy. Hermiona westchnęła i objęła buty, gapiąc się na niego, a on odwzajemnił spojrzenie, gdy szczotka otrzepywała go z kurzu.

— Cóż — powiedział, prostując się. — Nie jesteś tam, gdzie się spodziewałem. — Spojrzał na nią. — I nie w takim stanie, jak się spodziewałem.

Jej serce zabiło mocniej, gdy ogarnął ją wstyd i oczekiwanie, ale gniew wciąż ją przenikał.

— Czekam już ponad godzinę, Malfoy!

Uniósł brew i przeszedł dalej.

— Słyszałem, że nie jesteś zbyt cierpliwa.

— Siedziałam w sypialni, zamarzając, czekając na ciebie!

Uśmiechnął się ironicznie.

— Jesteś czarownicą, prawda? Nie mogłaś rzucić zaklęcia rozgrzewającego?

Opadła jej szczęka. Nawet o tym nie pomyślała. Rumieniec uderzył jej twarz, gdy odwróciła wzrok.

— Ja… nie wzięłam różdżki, więc nie.

— Cóż, leżałaś na łóżku. Dla twojej informacji z bardzo miękką i ciepłą kołdrą. Masz kuchnię — mogłaś sobie zrobić herbatę. W moim gabinecie są książki.

Teraz poczuła zażenowanie, patrząc na niego.

Malfoy mruknął coś pod nosem i podszedł bliżej, a jego twarz stężała.

— Muszę przyznać, że jestem tobą rozczarowany, Granger. To była prośba, którą, jak sądzę, większość ludzi by zrozumiała. Gdybym zastał cię owiniętą kołdrą w moim łóżku, z filiżanką herbaty w dłoni, czytającą książkę, wybaczyłbym ci. Ale oto jesteś, szykując się do wyjścia. Co za niecierpliwość.

Otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale nic nie wydobyła z siebie. Czy on mówił poważnie? Czekała na niego, na Merlina! Kiedy w końcu znalazła słowa, wybełkotała:

— Gdybyś był tu wcześniej, moglibyśmy teraz uprawiać niesamowity seks, a ty mógłbyś dokończyć to, co zacząłeś!

Jego oczy pociemniały, twarz stwardniała, a Hermiona instynktownie cofnęła się o krok. Przechylił głowę.

— Chciałaś tu przyjść, prawda?

Przełknęła ślinę, mocniej przycisnęła buty i powiedziała:

— Czyż nie tego właśnie chcieliśmy?

Skóra wokół jego oczu się napięła, a on wykręcił szczękę. Wyciągnął z kieszeni różdżkę i jednym ruchem stolik nocy zmienił się w wyścielaną, skórzaną ławkę sięgającą mu do pasa.

— Zdejmij ubranie i połóż się na plecach.

Hermiona ledwo oddychała, gapiąc się na mebel.

— Co zamierzasz zrobić?

— Chcesz, żebym dokończył to, co zacząłem — powiedział, zdejmując płaszcz. Rozpinając marynarkę, dodał: — Jeśli ci to nie pasuje, możesz odejść, ale nie wracaj dziś wieczorem — i nawet nie myśl o tym, żeby skończyć samej. Ta przyjemność należy do mnie.

— A-ale chcę wiedzieć, co planujesz — wyszeptała.

— Granger — zaśmiał się, rozpinając spinki do mankietów — pamiętaj, co mówiłem o kontroli. Nie mogę jej przejąć, dopóki jej nie oddasz, całkowicie i dobrowolnie. Nie zrobię ci krzywdy, sprawię, że dojdziesz. Możemy negocjować, jeśli chcesz, jeśli naprawdę ci na tym zależy.

Wpatrywała się w ławkę, czując, jak zasycha jej w ustach. Chciał, żeby położyła się na niej naga. Czemu nie w łóżku? Czemu tam? Ale kiedy podwijał rękawy czarnej koszuli, Hermiona postanowiła mu zaufać. Ostrożnie postawiła buty na podłodze i zsunęła sukienkę. Skóra ją mrowiła, piersi uniosły się, a w brzuchu zawirowało. Tak, to było podniecające, ale strach był niemal przytłaczający.

Malfoy wpatrywał się w nią, głodne oczy błądziły po niej, a to spojrzenie dodało jej pewności siebie. Wzięła głęboki oddech, zanim usiadła na przemienionym stoliku nocnym i położyła się na plecach.

— I co teraz? — zapytała potulnie.

Okrążył ją, stukot jego butów zabrzmiał złowieszczo w cichym mieszkaniu. Jego palce musnęły całą długość jej nogi i sapnęła, gdy jej skóra się napięła.

— Lubiłaś być krępowana, prawda? — zapytał, a Hermiona skinęła głową. Nucąc, jego lekkie jak piórko muśnięcia dotarły do jej kości biodrowej. — Ostatnio związaliśmy ci tylko nadgarstki. A może tym razem zwiążemy nadgarstki i kostki?

Wypuściła z trudem powietrze, ale w głowie usłyszała głos Ginny, niemal kpiący z jej nijakości. Przełknęła ślinę i ponownie skinęła głową.

— W porządku.

Źrenice Malfoya pochłonęły srebro jego oczu. Uśmiechnął się szelmowsko, wyraźnie zadowolony. Jego dłoń powoli musnęła jej brzuch, a potem przesunęła się po piersiach, delikatnie masując sutki. Żar rozlał się po jej ciele od jego dotyku, a Hermiona cicho jęknęła i przygryzła wargę. Przesunął dłońmi po jej ramionach i uniósł je nad jej głowę. Mamrocząc to samo zaklęcie co poprzednio, związał je razem na ławce, po czym pochylił się nad nią i delikatnie pocałował.

— Naprawdę myślałaś, że porzuciłem cię po tym wszystkim, co zrobiliśmy? — mruknął, jego oddech owiał jej usta gorącym oddechem.

— Co miałam myśleć? — wyszeptała, a jej pierś się ścisnęła.

— Dobre rzeczy przychodzą do tych, którzy czekają — wymamrotał, powtarzając swoje wcześniejsze słowa. Pocałował ją ponownie, po czym przesunął dłońmi po jej ciele, brzuchu i nogach. Przywiązał jej kostki do narożników ławki, zostawiając ją z rozsuniętymi nogami. Stęknął, a jego szczęka zadrżała. — Myślałaś, że zapomniałbym, że czekałaś na mnie w łóżku, naga i chętna? — Jego głos był inny… mroczniejszy, bardziej ochrypły. — Próbowałem wyjść wcześniej, ale miałem zobowiązania. Nie było chwili, żebym nie myślał o tym, co czeka mnie w domu. Miej trochę wiary, kochanie. Ufaj, że mam wszystko pod kontrolą.

Szarpnęła więzy. To był odruch, którego nie mogła powstrzymać, a kiedy zdała sobie sprawę, że faktycznie jest skrępowana, jej klatka piersiowa zacisnęła się jeszcze bardziej.

— Malfoy, czekaj! Ja… nie podoba mi się to.

Delikatnie pogłaskał jej udo.

— Nie martw się, Granger. Po prostu się rozluźnij. Odpuść sobie. Nie skrzywdzę cię. Pamiętaj, żeby poprosić o przerwę, jeśli będziesz tego potrzebować. Gdyby to było dla ciebie zbyt ciężkie, albo gdyby ci się nie podobało, zawsze możesz użyć hasła bezpieczeństwa i przestaniemy.

Przełknęła ślinę i spróbowała się rozluźnić. Skrępowanie wszystkich kończyn było innym doświadczeniem niż unieruchomienie tylko rąk, ale tak jak ostatnim razem, narastająca panika powoli przerodziła się w coś ciepłego i miękkiego. Pozostawiona całkowicie na jego łasce, poczuła, jak świat zewnętrzny powoli znika w tle.

Malfoy nadal ją głaskał, jego ruchy były powolne i miarowe; jego oddech był spokojny, a jego niezłomna postawa sprawiała, że powoli się rozluźniała, topniała i odetchnęła z ulgą.

— W porządku? — zapytał cicho.

Skinęła głową.

— Tak.

Gdy westchnął cicho jego dotyk nabrał badawczego charakteru.

— Jesteś taka piękna, Granger — mruknął. — Widzieć cię taką…

Wydał z siebie napięty dźwięk, a puls Hermiony przyspieszył. Czy naprawdę uważał ją za piękną?

Mógł ją tak nazwać raz czy dwa, ale rzadko używano tego słowa, by ją opisać. Mądra, błyskotliwa, ambitna, zacięta, miła — to były pozytywne przymiotniki, których większość ludzi używała, charakteryzując ją, ale bardzo rzadko piękna. Ładna, czasami, ale raczej w stylu: Och, ładnie wyglądasz w tej sukience albo Pięknie ci w tym kolorze. Słyszeć, jak ktoś taki jak Malfoy nazywa ją piękną — cóż, to była jedna z tych rzeczy, które trafiały prosto do jej pudełka rzeczy nieoczywistych. Coś, czym później się ekscytowała.

— Więc — zaczął, a jego głos stał się mroczny, a oczy jeszcze ciemniejsze — mówiłaś, że chcesz dojść? Ile razy udało ci się to tamtej nocy?

Hermiona przygryzła wargę, a jej policzki gwałtownie się zarumieniły.

— Trzy razy. Z tobą.

Uśmiechnął się ironicznie.

— Tak. Podobało ci się, prawda? Mnie na pewno. — Wziął głęboki oddech i przeniósł swój rodzinny sygnet z prawej dłoni na lewą. Następnie pogłaskał ją delikatnie, jego dłoń spoczęła na jej wzgórku łonowym, a ona gwałtownie odetchnęła. — Ale może spróbujemy dziś wieczorem czterech?

— Aż tyle? — wychrypiała.

Zanucił.

— Chcesz dojść. Też trochę się niecierpliwię, więc szybko sprawię, że dojdziesz pierwszy raz. — Powoli przesunął palcami po jej wargach, rozchylając je jak płatki kwiatu, aby odsłonić łechtaczkę. Dotknął ją tam, zręcznymi palcami i drgnęła. — I jesteś pyskata. Nie wiem, czy pamiętasz, co ci o tym mówiłem, ale nie zezwalam na to. Możesz to potraktować jako rodzaj kary, bo kochanie, to cię wykończy. Powinnaś być wdzięczna, że mam dziś wieczorem dobry humor. A teraz, kiedy o tym myślę, powinnaś mi dziękować po każdym orgazmie, jaki ci dam. Zrozumiałaś?

Gardło jej się ścisnęło, gdy z trudem przełknęła ślinę.

— Tak, panie.

Z jego gardła wydobył się dźwięk zadowolenia i delikatnie pogłaskał jej łechtaczkę.

— Grzeczna dziewczynka.

Hermiona pisnęła, czując jego zimny, stanowczy dotyk. Wkrótce zrobił się cieplejszy i zanim się zorientowała, poczuła, jak wibruje. Szeroko otworzyła oczy i rozchyliła usta, a jej ciało zadrżało pod wpływem nagłego bodźca. Spoglądając w dół, zobaczyła, jak po prostu trzyma dłoń przy jej łechtaczce, a jego pierścień wibruje. Wibruje.

Kładąc jedną dłoń na jej mostku, zdecydowanie przysunął ją do siebie, przytrzymując w miejscu. Doznania te szarpały wszystkie jej nerwy, przywołując dawne pożądanie; brzuch się ścisnął, ciepło napływało w dół, a oddech stał się krótki i urywany. Poczuła, jak wilgoć sączy się z niej, narastając od wibracji pierścienia, i jęknęła.

Nadeszło zewsząd — z palców i ramion, piersi, brzucha, nóg i palców u stóp — i zebrało się w jednym punkcie, ciągnąc ją ku szczytowi. Jej ciało zaciskało się wokół czegoś, czego nie było, pragnąc się czegoś uchwycić, a Malfoy nie dawał jej chwili wytchnienia, patrząc na nią z góry niewzruszonym wyrazem twarzy. Jedyne, co go zdradzało, to bezdenna ciemność w jego oczach. Wszystko się zacisnęło, rozkosz paliła, ciągnęła i rozdzierała; przycisnął pierścień do spodu jej łechtaczki, lekko nim poruszając, rysując na nim małe kółka.

Hermiona nie mogła oddychać. Jej usta były szeroko otwarte i jęczała, szarpiąc magiczne więzy. Wszystko mrowiło, powietrze trzeszczało, a ona rozpaczliwie próbowała poruszać biodrami, by poczuć tarcie o nieubłagany kawałek metalu.

Malfoy pochylił się i przyłożył usta do jej ucha.

— No dalej, szlamo — powiedział chłodno. — To twój pierwszy orgazm z wielu dziś wieczorem. Im dłużej go wstrzymasz, tym bardziej bolesne będą pozostałe.

Cytrusy i drzewo cedrowe wypełniały każdy jej wdech, ciepło jego ciała ją otulało. Przycisnął palec mocniej, a wibracje stały się bardziej żarliwe — mocniejsze, silniejsze.

Jej ciało bolało z pragnienia, pulsując w rytm przyspieszonego bicia serca, zaciskającego się. Nie mogła oddychać, usta miała otwarte, jakby chciała złapać powietrze, które ją omijało. Była blisko i przez chwilę nie mogła zrobić nic, tylko się poddać.

Więzy, jego zapach, wibracje, jego ciepło i jego silna dłoń na jej mostku — wszystko to działało, by napełnić ją niewypowiedzianą rozkoszą. Jej umysł rozpadł się na kawałki, pozostawiając w tym pokoju tylko ich dwoje, a ona desperacko próbowała stawić czoła nadchodzącemu orgazmowi.

Wyprężyła biodra i zawyła, rozkosz wciągnęła ją pod wodę i runęła z długim, łamiącym się jękiem. Ekstaza przetoczyła się przez nią, wyginając ją niczym cięciwę łuku z ławki, jednocześnie szarpiąc więzy. Wciąż czuła dreszcze w ciele po tym, jak cofnął dłoń; wstrząsy wtórne sprawiły, że drżała, oddech miała nierówny i urywany. Jej uda mrowiły, brzuch się napiął, a cipka pulsowała.

— Pięknie — powiedział Draco i delikatnie pogłaskał jej ociekające wargi. — To nie było takie trudne, prawda?

Pochylił się, by pocałować jej falującą klatkę piersiową, muskając językiem sterczące sutki.

Hermiona poczuła zawroty głowy. Cała drżała. Serce waliło jej głośno  uszach, a w ustach zaschło od ciężkiego oddechu.

Malfoy objął ustami jeden z jej sutków i ssał delikatnie, leniwie głaszcząc go językiem i okrążając. Wszystko wydawało się miękkie, ciepłe i wilgotne, ale przypomniała sobie o swoim kłopotliwym położeniu, próbując przesunąć dłoń, by dotknąć jego włosów. Więzy trzymały ją mocno. To, że nie mogła zacisnąć nóg i zmusić ud do połączenia się, sprawiało, że jej pierś drżała w bezmyślnym uporze, a ona wiła się na ławce, skóra na jej plecach przyklejała się do tapicerki.

— A teraz co powinnaś powiedzieć? — mruknął.

— Dz-dziękuję, panie — wyszeptała.

— Bardzo dobrze. Przejdźmy do następnego, dobrze? — zaproponował i wyprostował się.

Spojrzał na nią, jego oczy pociemniały z pożądania, a twarz pozostała obojętna, gdy przełożył pierścień z palca wskazującego na kciuk. Metal ustąpił i rozciągnął się, dopasowując do nowego palca. Na jego ustach pojawił się chytry uśmieszek.

Hermiona nie mogła mówić, nie mogła zapytać, co zamierza zrobić, ale mimowolnie podskoczyła, gdy jego palce poszukały drogi powrotnej do jej warg. Pocierał jej nabrzmiałe krocze, powoli i leniwie, przesuwając palce po śliskiej skórze, zanim wsunął je do środka. Hermiona sapnęła i uniosła biodra; miał długie palce i przyjemnie ją rozciągały, ale gdy zaczął się w nią powoli wsuwać powolnym rytmem, roztargniona poruszała biodrami, błagając o więcej.

Jednak Malfoy nie odpuszczał. Utrzymywał tempo, odciągając jej ciało od szczytu. Opuściła szczękę, a jej oddech znów stał się cięższy. Zamknęła oczy, wierciła się i jęczała. Był ciepły i nieustępliwy, napierał długimi i zdecydowanymi pchnięciami.

— O, Boże — jęknęła, przygryzając wargę, szarpiąc więzy. — Proszę, szybciej.

Malfoy wydał z siebie ciche westchnienie i nieznacznie przyspieszył, drażniąc ją. Jej cipka zacisnęła się wokół jego palców, obejmując je, gdy starała się, jak mogła, by jej biodra spotkały się z nim.

To, co roztrzaskało się po ostatnim orgazmie, powoli się składało, napięcie narastało. Mrowiło, paliło, ciepło gromadziło się w jej brzuchu — ale mięśnie ją bolały po ostatnim i czuła się osłabiona i bezradna.

Jego kciuk przesunął się po wrażliwej łechtaczce, zmuszając ją do krzyku, gdy drgnęła. Ostry, lecz przyjemny ból przeszył ją niczym podpałka, naprawiając sznur, o którym wiedziała, że wkrótce znów pęknie.

— Gdybyś tylko mogła teraz zobaczyć swoją twarz — powiedział ochryple. — Tak pochłonięta rozkoszą… To doprawdy arcydzieło widzieć tak bezbronną, małą szlamę.

Zadrżała, a jej jęk był urywany i żałosny. Tak bardzo pragnęła być z nim, tak chętnie podporządkowywała się jego rozkazom, że nie zastanawiała się nad tym, co on chce z tego uzyskać. Zawsze starał się ją upokorzyć, ale czy przypadkiem nie przeniósł tego na wyższy poziom? Nazywał ją szlamą i chociaż powiedział, że to tylko między nimi, tylko dla przyjemności, skąd miała wiedzieć, że naprawdę tak nie myśli? Co pomyślałby szesnastoletni Malfoy o tym, że Hermiona Granger jest przywiązana do ławki, całkowicie zdana na jego łaskę i doprowadza ją do orgazmu, nazywając ją szlamą?

Coś ścisnęło się w jej piersi, ciężkie i potężne, i próbowała zbudować wokół tego mur, zbroję, by nie wyobrażać sobie chytrego, ślizgońskiego uśmieszku na jego przystojnej twarzy, gdy wchodził w nią; byli teraz innymi ludźmi. Dorosłymi.

Zacisnął palce, sięgając miejsca, które przyprawiało ją o zawrót głowy, a Hermiona zawyła. Dziwna nić pociągnęła się aż do jej napiętych sutków, sprawiając, że jej ciało zadrżało.

— Dobrze, kochanie — powiedział. — Nie walcz z tym.

Poruszyła udami, próbując je ze sobą połączyć. Malfoy przyspieszył, nieubłaganie ocierając się o to konkretnie, spuchnięte miejsce, ten oślepiający punkt w jej wnętrzu, a ona z trudem łapała oddech. Wszystko w niej płonęło. Jego kciuk znów przesunął się po jej łechtaczce, zatrzymał się tam, a pierścień znów zaczął wibrować. Krzyczała i miotała się.

— O, kurwa! — zawyła, gdy wszystko wciągnęło ją do głębi.

Wciągnęła szyję, próbując to wszystko pojąć — przecież to wszystko było tylko złudzeniem — i zobaczyła, jak mięśnie się napinają pod jego przedramieniem, gdy ją stymulował, a Mroczny Znak odcisnął się czarnym atramentem na jego bladej skórze. Ten widok sprawił, że wszystko zaczęło się kręcić szybciej, mocniej, a ona odrzuciła głowę do tyłu z długim, głębokim jękiem.

Malfoy mruczał z ciemnej rozkoszy, nie zwalniając tempa. Kładąc jedną dłoń na jej podbrzuszu i lekko naciskając, drugą drażnił jej łechtaczkę, a jej jęki rozbrzmiewały zmysłowo echem po ścianach. Była tak blisko — tak blisko — gdy doznania narastały i wzbierały się, przepełnione potrzebą i pragnieniem, presją łaknącą wytrysku, supeł zaciskał się coraz bardziej…

Krzyknęła, gdy doszła, rozkosz zalewała każdą komórkę jej ciała. Ciepło napływało i buchało zewsząd, jego pompujące palce wyciskały z niej ostatnie krople. Nawet nie zdawała sobie sprawy, jak mocno się miotała, dopóki nie poczuła bólu w nadgarstkach i kostkach.

Dzwoniło jej w uszach, ciało bolało od wysiłku, a klatka piersiowa od ciężkiego oddechu. Nawet gdy przestała się wyrywać, jej ciało nie znieruchomiało. Trzęsło się, drgało, falowało.

Tak mokro. Wszystko było takie mokre. Czy ona… nie... czy ona się załatwiła? Nie, to niemożliwe! Czuła, jakby to zrobiła, ale… nie! Nie, to był orgazm. To było uniesienie! Nie mogła… nie… Wyciągnęła szyję, żeby spojrzeć z zażenowaniem, a Malfoy jęknął, wychodząc z niej, wciąż masując jej obolałe ciało.

— Przepraszam — wyszeptała, czując bolesny ucisk w piersi. — Nie chciałem… przepraszam!

— Za co? — mruknął, wciąż powoli masując ją dłonią. — Za spektakularny orgazm? — Na jego twarzy pojawił się przebiegły uśmiech, gdy uderzył ją w mokrą cipkę — raz, drugi — sprawiając, że krzyknęła. — Nigdy wcześniej nie miałaś wytrysku? Wyglądasz przy tym tak cholernie seksownie. Teraz… — Znów ją uderzył i jęknęła. — Co powinnaś powiedzieć?

— Dziękuję, panie!

Nacisk jego leniwych pieszczot dowodził jego satysfakcji.

Klatka piersiowa Hermiony unosiła się gwałtownie, a wstyd w niej narastał. Nie wiedziała, że w ogóle może tak dojść. Supeł nagle się rozerwał, pancerz wokół niego rozpadł się, a coś w jej piersi się rozluźniło. Przeszło jej przez gardło, wypełniając je łzami, a szloch wybuchł, zanim zdążyła go powstrzymać.

Oto ona, przywiązana do skórzanej ławki, naga i drżąca, a nad nią stał Draco Malfoy, właśnie gdy przeżywała najintensywniejszy orgazm w swoim życiu. Jego nastoletnie ja prawdopodobnie byłoby z siebie dumne, że ma Złotą Dziewczynę na swojej łasce, że wymusił na niej taką rozkosz — że udowodnił, iż potrafi, mimo że się nienawidzili.

A jej nastoletnia wersja wstydziłaby się, że w ogóle pozwoliła sobie na taki stan.

— Proszę — szlochała i mocno zamknęła oczy. — Proszę, już wystarczy.

Jedna z jego dłoni, mokra i ciepła, spoczęła na jej brzuchu, bezpieczna i uziemiająca, a ona poczuła jego oddech na twarzy.

— Świetnie sobie poradziłaś, kochanie. Nie ma się czego wstydzić. To było cholernie oszałamiające.

Pocałował ją w kącik ust, jego wargi były miękkie i delikatne. Wymamrotał przeciwzaklęcie, które uwolniło ją od więzów, a Hermiona poczuła, jak napięcie w nadgarstkach i kostkach ustępuje. Zakryła twarz dłońmi. Malfoy delikatnie je odsunął, całując jej łzy.

Zacisnęła uda, walcząc ze zmęczeniem w ciele i skuliła się w kłębek.

— Wszystko w porządku, kochanie — wyszeptał do niej. — Jesteś bezpieczna. Świetnie sobie poradziłaś. Jesteś bardzo grzeczną dziewczynką.

Nie wiedziała, dlaczego płacze, dlaczego targają nią tak silne emocje, ale gdy Malfoy delikatnie wziął ją w ramiona, poczuła się bezpiecznie otulona, gdy zaniósł ją do łóżka. Miękka kołdra owijała ją niczym chmury, a on przyciągnął ją do siebie.

— Wszystko w porządku, nic ci nie jest — wyszeptał i pocałował ją we włosy. — Tylko oddychaj, Hermiono.

Wstrzymała oddech, ciepło i chłód przeszyły jej żyły niczym nitki. Odepchnęła go drżącymi ramionami. Spojrzała mu w oczy, jej wciąż były wypełnione łzami.

— T-ty… — zaskomlała. — Nazwałeś mnie Hermioną.

Jego oczy muskały jej twarz powoli i intymnie, niemal niezauważalnym ruchem odgarnął jej włos ze skroni.

— Mogę mówić do ciebie Granger, jeśli ci tak wygodniej.

— Nie! — wyszeptała szybciej, niż zdołała pomyśleć, ale to była prawda. Nie wiedziała tego, zanim to powiedziała, ale chciała, żeby mówił do niej po imieniu. Czuła, że to właściwe. — Nie. — Przełknęła ślinę, stłumiła kolejny szloch i zamknęła oczy. — Po prostu nigdy wcześniej nie mówiłeś do mnie po imieniu. Nie w ten sposób. Nie intymnie.

— Nie na głos — wyszeptał w jej włosy.

Jej szloch ucichł, gdy rozpłynęła się w jego gorącu. Rysował palcami powolne kręgi na jej plecach, a ona wciągnęła jego zapach. Jej ciało wciąż wibrowało od intensywnych orgazmów, a umysł wciąż próbował zrozumieć, co się właśnie wydarzyło.

— Świetnie ci idzie, Hermiono — powiedział. — Ale zostały nam jeszcze dwa.

Przełknęła ślinę i pokręciła głową.

— Nie… nie sądzę, żebym dała radę.

— Och, kochanie, to ty nie mogłaś się doczekać — rzekł i delikatnie uniósł jej podbródek, by spojrzała mu w oczy. Jego szare spojrzenie było ostrzejsze, niż się spodziewała, a za nimi kryło się coś głodnego, wilczego. Uniósł brew. — Musisz dostać nauczkę, ale myślę, że następnym naprawdę ci się spodoba.

Mrugnęła, rozchylając usta. Chciała zaprotestować, ale nie mogła. Nie, kiedy tak na nią patrzył. Z chciwym uśmieszkiem pocałował jej obojczyki, piersi, brzuch i zsunął się między jej nogi. Przełknęła ślinę i krzyknęła, wijąc się nieswojo, odsuwając się.

— M-może najpierw wezmę prysznic i…

— Granger. — Spojrzał na nią surowo. Koniec z Hermioną. Koniec z delikatnością. — Już tego wszystkiego skosztowałem. — Objął dłońmi jej uda i przyciągnął do siebie, wydobywając z niej przerywany, zaskoczony krzyk. Pocałował delikatną skórę jej uda, wciąż wpatrując się w nią. — A ty smakujesz jak wiosenna rosa i zachody słońca nad morzem.

Sapnęła, gdy pozwolił językowi sunąć po jej wnętrzu i krzyknęła, drgnęła, gdy przesunął się po jej łechtaczce. Taka wrażliwa — była taka wrażliwa. Ale Malfoy się nie spieszył, delikatnie głaszcząc jej nabrzmiałą cipkę językiem.

Hermiona zamknęła oczy i odchyliła się do tyłu, rozkoszując się dotykiem jego języka i ust, ciepłych i miękkich. Składał na jej łechtaczce pocałunki, pieszcząc ją językiem za każdym razem; całował jej wargi, lizał wejście i ugniatał uda dłońmi.

Wydała z siebie serię chrapliwych jęków, zdumiona, jak podniecenie powróciło do niej na dobre. To, pomyślała, cicho zawodząc, to niebo.

Malfoy wydawał z siebie ciche jęki, każdy z nich dudnił w jej wnętrzu, gromadząc rozkosz. Sięgnęła palcami do jego jedwabistych włosów, a jej biodra kołysały się przy nim. Sznur się zacisnął, ciepło pulsowało przy każdym liźnięciu jego języka, a kiedy objął jej łechtaczkę ssącym uściskiem, przyspieszyła ku szczytowi, a jej ciało się napięło.

— Och, tak — wyszeptała. — Tak, tak, tak… tak!

Warknął przy jej ciele, zacieśniając uścisk na jej udach.

— Oto chodzi, kochanie — mruknął między pocałunkami i liźnięciami. — Tak jest. — Wsunął kciuki w jej wnętrze, rozchylając je szeroko, a Hermiona zawyła. Malfoy jęknął. — Dojdź dla mnie, kochanie. Wiem, że potrafisz.

Całe jej ciało się napięło, naciągnęło i sznur w końcu pękł. Szarpała się w jego stronę, dochodząc, płacząc z bólu i odchylając głowę do tyłu. Zaciskała pięści na jego włosach, ocierała się o niego i rozkosznie cieszyła orgazmem.

Gdy napięcie w końcu ustąpiło, opadła z powrotem na materac, a jej kończyny były jak z ołowiu. Wszystko było ciepłe i miękkie, jakby zanurzono ją w miodzie. Malfoy dyszał, a jego usta składały mokre pocałunki na wewnętrznej stronie jej ud.

— Kurwa, smakujesz tak dobrze — syknął i delikatnie ją ugryzł.

Hermiona nie mogła mówić. Drżenie sprawiało, że jej oddech się zacinał i ledwo otwierała oczy, ale czuła, jak całuje jej skórę aż do piersi, aż w końcu położył się na niej. Głaskał ją po włosach i całował w szczękę, a ona westchnęła cicho, gdy jego zapach wypełnił jej nozdrza.

— Bądź grzeczna i zrób, co ci kazałem — wyszeptał.

— Dziękuję, panie.

Delikatne usta musnęły kontur jej szczęki i wargi.

— Jesteś zdolna zrobić więcej, niż myślisz — powiedział. — Trzy niesamowite orgazmy, a przed nami jeszcze jeden.

— Malfoy — wyszeptała i skrzywiła się. — Naprawdę nie sądzę, żebym miała na to siłę.

— Bez obaw — mruknął. — Mogę to robić całą noc, jeśli będzie trzeba. — Pocałował ją w czubek głowy. — Ale dam ci chwilę odpocząć, a potem moja kolej.

Hermiona z trudem łapała oddech, ale nie mogła odrzucić kuszącej obietnicy jego kolejki. W wirze emocji nawet o nim nie myślała, ale nie mogła pojąć, jak miałaby mieć siłę, żeby zrobić cokolwiek innego, niż od razu zasnąć.

Malfoy wyprostował się, klękając między jej nogami.

— Naprawdę masz piękną cipkę, Granger, i bardzo mi się podoba taka ociekająca i spuchnięta. — Stękał, pieszcząc jej uda. — Trudno mi uwierzyć, ale to moja sprawka, że to ja doprowadziłem cię do takiego orgazmu.

Hermiona otworzyła ciężkie powieki i spojrzała na niego. Siedział tam, wciąż ubrany, z podwiniętymi rękawami na kształtnych przedramionach. Miał włosy w nieładzie, opadały mu na oczy, usta lekko spuchnięte, a broda błyszczała, ale poza tym wciąż wyglądał na opanowanego.

Ten widok sprawił, że żołądek ścisnął jej się z gorąca. To właśnie zawsze uważała w nim za pociągające — jego umiejętność ciągłego wyglądania na kogoś lepszego i poukładanego. Cienkie obwódki jego bezdennych źrenic były srebrne jak księżyc, włosy niemal białe w słabym świetle, a on obserwował ją wzrokiem, który czuła głęboko w duszy — patrzył na nią, jakby był jej właścicielem, i w tej chwili rozkoszowała się tą fantazją.

Powoli spojrzał na nią, zaciskając szczękę.

— Wyobraź sobie, że robilibyśmy to w szkole — powiedział, a na jego ustach pojawił się uśmieszek. — Związałbym ci ręce za plecami krawatem i naciągnąłbym twoją śliczną spódniczkę od mundurka na twój okrągły tyłek. — Poruszył się, przysuwając się bliżej, rozsuwając jej nogi. — Pewnie chciałbym cię pieprzyć codziennie; na biurku McGonagall, w schowku na miotły, lizać na Wieży Astronomicznej.

Wsunął wargę między zęby i jęknął, jego biodra delikatnie ocierały się o krągłość jej pośladków.

Hermiona poczuła wybrzuszenie jego erekcji i jęknęła z bezmyślnej potrzeby. Powinna być wyczerpana, niechętna, ale rzeczywistość była zupełnie inna.

— Kazałbym ci uklęknąć w pustej klasie na siódmym piętrze — mruknął, a na jego twarzy pojawił się szerszy uśmieszek — a potem złapałbym cię za włosy i pieprzył twoje śliczne usta.

Krew w Hermionie zalała się lodem i gorącem jednocześnie, gdy na niego patrzyła. Policzki jej płonęły, klatka piersiowa się zacisnęła, a on spojrzał na nią znanym wzrokiem. Przełknęła ślinę.

— Ja… ja nie… — wrzasnęła, gdy ją złapał i obrócił na brzuch, a kiedy pociągnął ją na kolana, straciła mowę.

Jego dłonie były na jej pośladkach, ugniatając je i ciągnąc. Rozsunął jej kolana jeszcze bardziej. Jęknęła cicho, słysząc, jak rozpina zamek, i krzyknęła, opierając się o materac, czując, jak jego ciepły i nabrzmiały kutas ślizga się po jej wilgoci.

— Rżnąłbym cię do nieprzytomności, Granger — warknął, przesuwając czubkiem po jej wargach. — Jak przystało na dobrą szlamę, którą jesteś.

I z tymi słowami wsunął się do środka.

Hermiona krzyknęła głośno, wyginając plecy pod naciskiem. Zapomniała, jaki był duży, jak ciasno było w jego łóżku, a on nie dawał jej chwili wytchnienia, powoli, ale nieubłaganie zapadał się w nią na całą długość.

— O, Boże! — wrzasnęła, zaciskając pięści na prześcieradle.

Malfoy stęknął i chwycił ją za nasadę włosów, przyciskając głowę i ramiona do materaca.

— Przyjmujesz mnie tak dobrze — mruknął, a z jego głosu zniknęła cała delikatność. Wbił się mocno, aż zaparło jej dech w piersiach. — Tak cholernie ciasna — warknął.

Kolejne pchnięcie wycisnęło jej łzy z oczu, a kolejne zmusiło ją do zdławionego jęku. Jej cipka była obolała i nadwrażliwa od jego wcześniejszych pieszczot, a jego obwód i długość poruszały się w niej głębokimi ruchami, dotykając jej najgłębszego punktu przy każdym pchnięciu, poddając ją osobliwej, przyjemniej torturze, której się nie spodziewała.

Wszystko ją bolało, ale była tak mokra, że bez trudu wsuwał się i wysuwał. Mimo to jej ściany mocno go zaciskały, stawiając opór, gdy wchodził i przytrzymywały, gdy się wycofywał. To sprawiło, że z trudem wydobył z siebie strzępy warczeń i słów, jedną ręką zaciskając się na jej włosach, a drugą na pośladkach.

Hermiona zawyła, a każda myśl z jej głowy wyparowała z każdym pchnięciem.

Och! — krzyknęła. — Kurwa, tak!

— Dobra dziewczynka — warknął przez zaciśnięte zęby. — Tak cholernie dobrze mnie przyjmujesz. — Jego dłoń opadła na jej pośladek, uderzając ją mocno, a dźwięk odbił się szorstko od ścian, a ona zawyła. — Właśnie tak, szlamo — rzekł. — Ugnij się przez lepszymi, ugnij się przed pieprzonym Śmierciożercą i krzycz dla mnie.

Hermiona z trudem łapała powietrze, gwiazdy kłuły ją w oczy. Czuła, jak wszystko ją pali, a jej ciało ugina się pod jego nieustępliwością. Śmierciożerca. Szlama. Kochanie. Grzeczna dziewczynka. Jego uścisk na jej włosach był mocny, na granicy bólu, a uderzenie jego bioder o nią sprawiło, że jej plecy wygięły się pod kątem, który wcale nie był komfortowy. Jakby to wyczuwając, w samym środku swojej gwałtownej rutyny, pozwolił jej opaść na brzuch, a ten nowy kąt sprawił, że dotarł do bardzo wrażliwych miejsc w jej wnętrzu.

Przepełniała ją fala rozkoszy, a sznur znów się napinał i szarpał. Spadła, leciała. Nie potrafiła sformułować żadnej sensownej myśli; miała zatkane uszy, wzrok pociemniał i czuła się, jakby unosiła się w nicości, podczas gdy siła jego pchnięć i pięść we włosach trzymały ją przy nim, i tylko przy nim.

Śmierciożerca pieprzący szlamę.

To była rozkosz; czysta i przerażająca rozkosz.

Orgazm był głęboki, wymagający i wstrząsnął nią do głębi. Jęknęła w materac, z oczami zamglonymi łzami, i poczuła, jak drży wokół niego, a jej ściany ściskają się rozpaczliwie.

Malfoy stękał, syczał i wykonał jeszcze kilka pchnięć, aż on również doszedł z głębokim, długim jękiem, po czym osunął się na nią, oddychając ciężko w jej kark.

Leżeli tak przez chwilę, łapiąc oddechy. Hermiona poczuła otępienie i powoli wróciła do realnego świata, gdzie prześcieradło było mokre pod jej twarzą od łez. Nie chciała nawet wiedzieć, jak bardzo było mokre od ich zbliżenia.

Malfoy pocałował ją w ramię i delikatnie się z niej wycofał. Skrzywiła się, czując każdy centymetr jego ciała, a jego sperma wypłynęła z niej, gdy tylko się rozdzielili. Położył się obok niej i przyciągnął ją do siebie, przez co jej plecy przylegały do jego piersi. Objął ją ramionami, otulając w kokon.

— Wszystko w porządku? — zapytał cicho.

Hermiona nie mogła mówić; jej umysł nie potrafił jeszcze wydobyć z siebie słów, a gardło było zbyt suche, by wydobyć z siebie jakikolwiek dźwięk, ale skinęła słabo głową.

Ponownie pocałował ją w ramię.

— Świetnie ci poszło. Cztery na cztery. Grzeczna dziewczynka.

Oddychała ciężko, szczęka jej opadła. Nawet kości wydawały się poobijane i nie była pewna, czy w ogóle może się ruszyć. Czy naprawdę nic jej nie jest, czy tylko odruchowo skinęła głową? Ale nic jej nie było. Była obolała, wyczerpana i zdezorientowana, ale czuła się bezpiecznie, leżąc tam w jego ramionach.

W ramionach Draco Malfoya.

Pogłaskał grzbiet jej dłoni, opierając brodę na jej ramieniu.

— Jak się z tym czułaś?

Cmoknęła potulnie, próbując się nawodnić.

— Dobrze — wychrypiała, a jej głos brzmiał żałośnie słabo.

— Powinnaś coś powiedzieć, prawda?

Przełknęła ślinę, zbyt zmęczona, by się zawstydzić.

— Dziękuję, panie.

Mruknął i pocałował ją w ramię.

— Zrobię ci herbatę. Zostań tutaj.

Zaczął się ruszać, ale Hermiona złapała go za rękę.

— Nie — wyszeptała. — Proszę, nie odchodź.

— Nie odejdę — powiedział i wtulił się w nią. — Obiecuję.

— Muszę tylko… — jęknęła niemal bezgłośnie. — Muszę… zebrać się w sobie.

— Oczywiście. — Jego usta musnęły delikatną skórę pod płatkiem jej ucha. — Jesteś taka odważna, Hermiono. Taka piękna.

Mogłaby bez końca słuchać, jak wypowiada jej imię. Mogłaby zasnąć, słysząc jego pochwały, nawet jeśli rano to wszystko miałoby być nieprawdziwe.

Leżeli splątani, aż Hermiona zaczęła się trząść. W pełni odzyskała przytomność i teraz doskonale czuła lepkość między nogami i ból mięśni. Przełknęła ślinę i poruszyła się w jego ramionach. W odpowiedzi zaczął ją pieścić, czując chłód na jej skórze.

— Przygotuję ci gorącą kąpiel — mruknął w jej włosy.

Westchnęła z ulgą.

— Dołączysz do mnie?

— Jeśli chcesz.

Zaśmiał się cicho i nie mogła powstrzymać uśmiechu. Kim był ten troskliwy i delikatny mężczyzna? Z pewnością nie był to znany jej Malfoy. Ale dotrzymał obietnicy i zostawił ją, by napełnić wannę. Hermiona z trudem się poruszyła, jej ciało głośno protestowało. Och, nie chciała wiedzieć, jak będzie się czuła rano.

Wszystko ją bolało i była pewna, że będzie poobijana, od środka i na zewnątrz. Jęknęła, wstając, ale musiała usiąść, żeby nie upaść.

Kiedy Malfoy wrócił do sypialni, miał już rozpiętą koszulę, a włosy ułożone w normalny sposób. Uniósł brew i uśmiechnął się do niej szeroko.

— Czujesz się trochę nieswojo?

— To twoja wina. — Zachichotała i skrzywiła się.

— Tak, przyznaję.

Skinął głową i pochylił się, żeby ją podnieść.

Z jednej strony była wręcz oburzona tym, z jaką łatwością ją uniósł, jakby wcale nie spędził nocy na wyczerpującym wysiłku; z drugiej strony, to było ekscytujące i po prostu niesamowicie seksowne. Zaniósł ją do łazienki, gdzie postawił filiżankę herbaty na małym stoliku obok wanny, którą napełnił gorącą wodą z olejkami eterycznymi. Jaśmin. Westchnęła i spojrzała na niego.

— To twój zapach — powiedział i delikatnie pomógł jej wejść do wanny. Woda miała idealną temperaturę, niemal natychmiast kojąc jej obolałe mięśnie.

— Nie… nie sądziłam, że coś takiego poczujesz.

Uśmiechnął się uroczo.

— Zawsze wiedziałem, czym pachniesz, Granger.

— Już nie Hermiona?

Zaśmiał się, zdejmując koszulę, odsłaniając piękną klatkę piersiową. Tatuaż smoka wydawał się niemal żywy, gdy się poruszał.

— Zawrzyjmy umowę — powiedział i rozpiął spodnie. — Będę nazywał cię Hermioną, jeśli ty będziesz mówić do mnie Draco.

Przygryzła wargę i spojrzała mu w oczy. Draco. To było piękne imię.

— W porządku. — Skinęła głową. — Draco.

Zatrzymał się, z rękami zaczepionymi o pas spodni. Wpatrywał się w nią, a jego szare oczy błyszczały. Wyglądał na niemal zszokowanego i minęła chwila, zanim zmarszczył brwi, zacisnął szczękę i wrócił do rozbierania się.

Hermiona przełknęła ślinę, nagle niepewna. Czy to nie był właściwy moment? Czy zdał sobie sprawę, że nieprzyjemnie było mu słyszeć ją wypowiadającą jego imię?

Ledwo zdążyła podziwiać jego nagie ciało, gdy wskoczył za nią i zanurzył się w wodzie. Przyciągnął ją do siebie, a ona oparła głowę o jego pierś. Ciepła woda i przyjemny, kojący zapach jaśminy sprawiły, że poczuła błogi relaks, leżąc przytulona do niego, i zdołała nawet zastanowić się nad tym, jak osobliwe to wszystko było, nie czując, jak paraliżujące wątpliwości ją ogarniają. Wszystko to wydawało się takie… naturalne, choć wcale takie nie było.

— Chcesz porozmawiać o tym, co dziś robiliśmy? — zapytał cicho po wielu minutach ciszy, muskając jej ramię delikatnymi jak piórko dłońmi. — Czy było coś, co ci się nie spodobało i co podobało ci się bardziej od innych rzeczy?

Wsłuchiwała się w jego miarowy oddech, czując unoszenie i opadanie klatki piersiowej, a jej myśli powędrowały z powrotem do tego, co wydarzyło się od powrotu z balu charytatywnego. Przygryzła wargę i poczuła, jak płoną jej policzki. Jej pierwszym odruchem było powiedzieć mu, że wszystko jej się podobało, bo gdyby tak nie było, prawdopodobnie pomyślałby, że jest uciążliwa i się czepia — a Draco Malfoy miał lepsze rzeczy do roboty niż radzenie sobie z trudnymi kobietami. Pamiętała jednak, jak Uzdrowicielka Ericson mówiła jej, że musi być bardziej otwarta i wyrażać swoje uczucia dotyczące jej, a nie tylko sytuacji.

Przełknęła ślinę.

— Ja… trochę się bałam na ławce, kiedy nie wiedziałam, co zamierzasz zrobić.

Malfoy mruknął.

— Tak, to potrafi być przerażające. Czy to było za dużo?

— Nie — powiedziała. — Podobało mi się. Było intensywnie, ale podobało mi się. Więzy pomagały mi się zrelaksować.

To była prawda, żadnych kłamstw, żeby zachować spokój.

— Dobrze — mruknął, a słowo zawibrowało mu w piersi.

— Nie podobało mi się czekanie na ciebie — oświadczyła, czując się nieco odważniej.

Zaśmiał się.

— Tak, zauważyłem. Nie jesteś zbyt cierpliwa, co, Granger?

— Cóż, gdybyś mnie tak nie podniecił na balu, może poszłoby mi lepiej.

— Owszem, ale gdzie w tym zabawa?

Uniosła głowę, żeby na niego spojrzeć z grymasem, i zobaczyła, że uśmiecha się do niej ironicznie. Typowy Malfoy. Westchnęła i odchyliła się.

— Nie lubię czekać.

— W takim razie kara — powiedział poważnie, jakby coś zauważył, ale niemal słyszała uśmiech na jego twarzy. — Coś jeszcze ci się nie podobało?

Pogłaskał ją po włosach, po ramionach i pozwolił dłoniom wędrować wzdłuż jej rąk. Chwycił ją za prawy nadgarstek i delikatnie obrócił; brzydka blizna znów była widoczna. Czar musiał prysnąć, gdy straciła kontakt z rzeczywistością. Przesunął kciukiem po bladej, lekko błyszczącej skórze, a Hermiona zadrżała.

— To… ostatnie. Nie było dla ciebie za ostre? Zbyt brutalne?

Zastanowiła się przez chwilę, próbując sobie to wszystko przypomnieć w odpowiedniej kolejności. Leżała na brzuchu, z twarzą wtuloną w materac; jego dłoń tkwiła w jej włosach, ściskając ją mocno. Wchodził w nią mocno i bezlitośnie, nazywając ją szlamą, a siebie Śmierciożercą. Popadła w nicość i unosiła się na fali podniecenia i strachu, rozkoszy oraz porażki. Pomyślała o jego Mrocznym Znaku, tak głęboko czarnym na bladej skórze, a jej blizna ją zakuła.

Przygryzła wargę, zaciskając uda i pokręciła głową.

— Nie. Nie było za ostro. Ja…

Przełknęła ślinę i spojrzała na jego palce, tak delikatnie pieszczące jej bliznę.

Znów nazwał ją szlamą i zrobiło jej się… ciepło. To nie było normalne, ale patrząc, jak ją głaszcze, czując miękkość jego dotyku, zastanawiała się, czy mówił serio. Przecież nie byłby z nią, gdyby to zrobił? Przecież to tylko słowo, mające wprowadzić nastrój, rodzaj odgrywania ról, i rozumiała to. Chodziło o grę. Magiczny krąg. Scenę. Nawet to doceniała. Gdyby to była prawda.

— Twoje poglądy na temat mugolaków — powiedziała ostrożnie. — Jakie są teraz?

Westchnął za nią, a jego pieszczoty zmieniły się w masaż.

— Nie takie jak kiedyś.

— To znaczy?

— Zdałem sobie sprawę, jakim zarozumiałym idiotą byłem w dzieciństwie — mruknął. Nieświadomie wodził palcami po każdej literze. — Nie jesteście gorsi, nie jesteście złodziejami, nie jesteście błędami i przepraszam, że kiedykolwiek sprawiłem, że tak się poczułaś.

Hermiona przygryzła wargę. Słyszenie, jak Draco Malfoy mówi, że mylił się w kwestii mugolaków, poruszyło ją, ale i zaciekawiło.

— Dlaczego więc nazywasz mnie szlamą?

— Bo to ty — odpowiedział i pocałował jej skroń. — I ja. I to scena, w której nie musi to nic znaczyć — albo może oznaczać wszystko. Cokolwiek zechcemy.

Odwróciła się, żeby na niego spojrzeć.

— Co masz na myśli?

Malfoy powoli przesunął palce w górę po jej ramieniu i w dół, poniżej obojczyka, zanurzając się pod powierzchnią i okrążając jej sutek.

— Jak się czujesz, kiedy cię tak nazywam? Jak kiedyś, czy może inaczej?

Hermiona zamknęła oczy i rozluźniła szczękę, opierając się od niego. Wstrzymała oddech, gdy lekko ją drażnił i przełknęła.

— Inaczej.

— Jak?

Palce ją uszczypnęły, aż krzyknęła, a Malfoy wkrótce zaczął powoli i rozkosznie pieścić obie jej piersi. Hermiona cicho jęknęła.

— Ja… właściwie to mi się podobało.

Mruknął i przesunął dłoń z jej piersi do gardła, zaciskając palce na jej szyi, jednocześnie odwracając jej głowę do siebie.

— Więc powtórzymy to. — Pochylił się i przyłożył usta do jej ust, całując ją. Kiedy przerwał, delikatnie polizał i ssał jej wargi, zanim się od niej odsunął. — Podobała ci się sama ostrość czy kontekst?

— I to i to — przyznała, z płonącą twarzą i pożądaniem.

Pomyślała o słowach Uzdrowicielki Ericson, o możliwości, że pociągało ją kontrolowane niebezpieczeństwo. Może, pomyślała, udawanie, że Malfoy naprawdę jest Śmierciożercą, zaspokoi tę potrzebę.

Malfoy westchnął głęboko i objął ją, przyciągając do siebie.

— Zazwyczaj nie lubię ulegać mrocznym fantazjom innych na mój temat — mruknął — ale muszę przyznać, że… — Przełknął ślinę. — Z tobą jest inaczej. — Owinął kosmyk jej włosów wokół palca. — To mnie nie obraża.

Hermiona przygryzła wargę.

— Dlaczego?

Zaśmiał się ciepło i pocieszająco.

— Może jestem ci coś winien za naszą historię. Nie wiem. — Westchnął i delikatnie przesunął dłonie na jej biodra, chwytając ją, żeby ją odwrócić. Usiadła na nim okrakiem. Wanna była wystarczająco duża dla nich obojga. Obserwował ją ze zmarszczonymi brwiami. — Jeśli tego ode mnie potrzebujesz, Hermiono, nie bój się zapytać.

Przełknęła ślinę, a jej policzki zapulsowały gorącem.

— Nie wiedziałam, że tak zareaguję. Nie myślałam… — Zacisnęła szczękę i spuściła wzrok, skupiając się na srebrnej bliźnie na jego piersi. — Nie sądziłam, że będę tego chciała.

Odgarnął kosmyk włosów za jej ucho, a ona zamknęła oczy. Dotyk był delikatny, troskliwy, a serce ją bolało. Dlaczego on? Dlaczego to musiał być on?

— Może mechanizm obronny — mruknął, jakby odpowiadając na jej myśli. — Wszyscy mamy mroczne myśli, nad którymi nie potrafimy zaplanować. Może w twoim błyskotliwym umyśle jest jakiś zakątek, który zastanawia się, co by było, gdyby wszystko potoczyło się inaczej.

Zerknęła na niego, a jej puls przyspieszył. To była niebezpieczna rozmowa z kimś takim jak on — ale z kim innym? Wydawał się rozumieć wystarczająco dobrze.

— A ty? Masz jakiś mroczny zakątek w umyśle?

Napiął się, zanim uśmiechnął się blado, a jego szare oczy musnęły jej rysy.

— Mój jest prawdopodobnie trochę większy i mroczniejszy niż twój, bo tamta przyszłość należała do mnie. Żyłem nią przez jakiś czas.

Hermiona gwałtownie wciągnęła powietrze, a jej żołądek się ścisnął. Wtedy to zobaczyła — ból w jego oczach. On również nosił blizny po wojnie, blizny niewidoczne gołym okiem. Przełknęła ślinę i narysowała delikatne kółka na jego piersi.

— Musiało ci być wtedy ciężko.

Zanucił, delikatnie muskając palcami jej loki.

— Nie chciałbym się nad tym rozwodzić.

— Rozumiem — powiedziała i skinęła głową. — Twój dom, Hogwart… byli wszędzie.

— Przeżyłem — odparł. — Zrobiłem to, co musiałem.

Powoli pochyliła się do przodu, opierając dłonie na jego ciepłej piersi.

— Wojna się skończyła, Draco — wyszeptała mu do ust. — Zostały tylko duchy.

Westchnął głęboko i objął ją za tył głowy, przyciągając do pocałunku. Był on delikatny i niemal pozwolił jej zapomnieć o wątpliwościach, które czuła wcześniej tego samego wieczoru. Jej brzuch zatrzepotał, wargi zadrżały i westchnęła cicho, gdy się odsunęli.

— Zostaniesz na noc? — zapytał, opierając się o jej czoło. — Nie powinnaś być sama przez kilka godzin po tym, co zrobiliśmy. — Pogłaskał ją po włosach i przytulił. — To było intensywne i nie chciałbym tego tak zostawić jak ostatnio. To nie było dobre rozwiązanie dla żadnego z nas.

Hermiona z trudem przełknęła ślinę; myśl o zostaniu na noc była przerażająca, ale nie mogła udawać, że nie chce. Uśmiechając się nerwowo, powiedziała:

— Obiecuję, że nie będę sprawdzać twojej różdżki.

— Możesz to zrobić, jeśli czujesz taką potrzebę. — Zaśmiał się i pocałował ją w czoło. — Nie mam nic do ukrycia. Nie przed tobą.

Z westchnieniem oparła głowę o jego pierś, czując się całkowicie usatysfakcjonowana zasypianiem tu i teraz, w wannie z Draco Malfoyem — dręczycielem z dzieciństwa, który stał się kochankiem.

________________

Witajcie :) w niedzielne popołudnie zapraszam na nowy rozdział tłumaczenia. Dziś będzie pikantnie, ale chyba lubicie takie rozdziały, prawda? Nasza dwójka powoli się do siebie zbliża, jednak jeszcze wiele się wydarzy.

Kolejny rozdział zostanie opublikowany w weekend 8-9 listopada. Jeśli chodzi o kolejne to miałam spory zastój, ale gdy skończe moje obecne tłumaczenia, zacznę tłumaczyć pełną parą, żeby chociaż pierwszą część ogarnąć w tym roku kalendarzowym. Trzymajcie kciuki, bo w pracy mam niezły sajgon i brak chęci do wszystkiego, gdy wracam do domu. Chyba jesienna chandra mnie dopadła, ale może jakiś serial w jesiennym klimacie poprawi mój nastrój.

Tyle ode mnie. Miłego tygodnia. Enjoy!