[T] Dziesięć na dziesięć: Dzień piąty

niedziela, 21 stycznia 2024

 

Kiedy Hermiona obudziła się rano piątego dnia, stanowczo stwierdziła, że jej reakcja z poprzedniego wieczora była przypadkowa — po prostu siła sugestii połączona z możliwymi halucynacjami wywołanymi głodem. To, czy Malfoy był atrakcyjny, czy nie (nie miała własnego zdania na ten temat) miało niewielkie znaczenie w porównaniu z tym, co musiała zrobić. I z pewnością nie miało to żadnego związku z propozycją, którą planowała mu złożyć tego dnia.

Kiedy przechodziła obok salonu, zauważyła Malfoya stojącego ze skrzyżowanymi rękami przed wyłączonym telewizorem.

Gdy weszła do pomieszczenia, podniósł wzrok i ruchem głowy wskazał czarny ekran.

— Jeśli to ma być sztuka, to jej nie rozumiem.

Hermiona westchnęła, przyglądając się kilkunastu otwartym pudełkom z kasetami VHS i płytami DVD rozłożonym na dywanie. Na szczęście nie wyglądało na to, żeby oddzielił każdą z nich od okładek; po prostu otworzył opakowania, aby zajrzeć do środka.

— To nie jest sztuka — powiedziała po prostu. Nie było mowy, żeby wyjaśniała Malfoyowi jak działa telewizja bez filiżanki kawy. — Przynajmniej nie w tym momencie.

Jego brwi uniosły się na to tajemnicze stwierdzenie, ale nie poprosił o wyjaśnienia.

Hermiona odwróciła się do niego plecami, ufając, że posprząta filmy w ten sam sposób jak inne rzeczy, które wcześniej oglądał w całym domu. Włączyła czajnik i zaczęła wsypywać zmieloną kawę do zaparzacza. 

— Hermiono?

Jej ramiona napięły się.

— Co, Malfoy?

— O co chodzi z tymi napisami?

Podniosła wzrok i zobaczyła, że spogląda ponad jej głową na drewnianą tabliczkę nad drzwiami prowadzącymi do małego pomieszczenia, w którym znajdowała się pralka i suszarka. Wypalono na niej słowa Pobłogosław ten bajzel artystycznie wyblakłymi, drukowanymi literami.

Zanim zdążyła odpowiedzieć, jego wzrok przesunął się na napis na ścianie obok niej. Brzmiał Ale najpierw… kawa, z literą „a” w kształcie małej filiżanki.

Zauważyła też, że spogląda na ten znajdujący się nad stołem kuchennym, który głosił Razem jest najlepiej.

— Moja ciocia mieszka w Arkansas — powiedziała, jakby było to wystarczającym wyjaśnieniem. — Ona je wysyła. Uważa, że są zabawne.

— A są?

Hermiona znów na niego spojrzała.

— Są jakie?

— Śmieszne.

— Nie wiem — wymamrotała z irytacją, wyłączając czajnik. — Są banalne, ale to nie znaczy, że niektóre z nich nie dają dobrych rad.

— W moim pokoju jest napis o treści Bądź powodem czyjegoś uśmiechu

— Tak, cóż, nie będę oczekiwać tego momentu w napięciu — mruknęła.

Zachichotał, a ona odwróciła się do niego, czekając na zaparzenie się kawy. 

— Poszczęściło ci się? — zapytała, tłumiąc ziewnięcie. — Z księgami dotyczącymi więzi małżeńskich?

Uśmiech natychmiast zniknął z jego twarzy.

— Niestety nie.

Hermiona pokręciła głową. Znów nie spała przez pół nocy, ale też niczego nie znalazła. Poza węzłem niepokoju, który zdawał się stale ściskać jej wnętrzności. Nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo polegała na idei szybkiego i bezosobowego skonsumowania małżeństwa, dopóki ta perspektywa nie została jej odebrana. Tak naprawdę nie zastanawiała się nad szczegółami, ale założyła, że nie byłoby tak strasznie, gdyby pozwoliła, żeby tak po prostu się to wydarzyło. Przy zgaszonych światłach. Nadal ubrana. Prawdopodobnie od tyłu.

Dobra, może trochę o tym myślała. Nieważne jednak co się wydarzy, zakładała, że jeśli do tego dojdzie, to będzie jej wybór. Pieprzenie lub Azkaban. Ale nie mogła dojść podczas seksu. Zwłaszcza nie z Malfoyem.

Groźba dwudziestu lat więzienia nigdy nie była bardziej namacalna i po raz pierwszy naprawdę się przestraszyła.

— Myślę… — zaczęła i musiała odchrząknąć. — Myślę, że może powinniśmy popracować nad planem awaryjnym.

Malfoy patrzył na nią pustym wzrokiem.

— Planem awaryjnym?

Skinęła głową.

— Na wypadek, gdybyśmy nie znaleźli luki prawnej.

— Jakiego rodzaju plan masz na myśli?

— Plan pomyślnego skonsumowania małżeństwa.

Skrzywił się.

— Z pewnością to zbyt daleko idące, nawet jak na ciebie, Granger. To całkiem proste.

Wyprostowała ramiona.

— W skali od jednego do dziesięciu, jak komfortowo czujesz się ze mną fizycznie?

— Zero.

Usta Hermiony zacisnęły się z irytacji, ponieważ naprawdę powinna była to przewidzieć. Jakie to urocze, że że wciąż zaskakiwał ją fakt, jak wielkim był dupkiem.

— Dokładnie — powiedziała stanowczo.

Wyglądał na zaskoczonego.

— Nie wiem, jakie masz doświadczenie w sprawianiu przyjemności kobietom…

Prychnął z oburzeniem.

— … ale mogę powiedzieć, że większości z nich, a na pewno mnie, nie przychodzi to ot tak. — Pstryknęła palcami dla podkreślenia wypowiedzianych słów. — I na pewno nie z kimś, kogo oceniam na zero jeśli chodzi o poczucie komfortu.

— Powinienem się domyślić, że utrudnisz to tak bardzo, jak tylko możliwe — zauważył.

— Nie utrudniam — odparowała. — Jestem realistką.

— Nie możesz po prostu wyluzować? Chociaż raz w swoim cholernym życiu?

— Nie, nie mogę! — krzyknęła. — Wyląduję przez to w Azkabanie!

— Nie pójdziesz do Azkabanu, Granger.

— Mogę! — powiedziała, teraz wpadając w histerię. Nie zareagował tak, jak tego oczekiwała. Jeśli nie chciał jej pomóc, to oboje mieli przejebane. Naciskała na niego dalej, podnosząc swój głos. — A jeśli zostanę skazana na karę więzienia, wolałabym, żeby stało się to dlatego, że sprzeciwiliśmy się temu z własnego wyboru, a nie dlatego, że nie potrafimy się porządnie pieprzyć!

— Och, mogę cię porządnie wyruchać! — krzyknął, dopasowując się do jej tonu. Odepchnął się od blatu, pochylając się w jej stronę. — I spodoba ci się!

— Nie musi mi się to podobać, Malfoy! Muszę dojść!

— I zrobisz to! — wrzasnął. — Sprawię, że dojdziesz, choćby to miała być ostatnia rzecz, jaką zrobię!

— Świetnie! — Przeszła obok niego zmierzając do drzwi.

— Doskonale! — krzyknął za nią.

— Nie mogę się doczekać! — wrzasnęła z głębi korytarza.

— Ja też! — dobiegły zza rogu jego słowa.

Hermiona zatrzymała się u podnóża schodów, czerwona na twarzy i zdyszana, odtwarzając w myślach to, co właśnie powiedziała.

— Nie miałam na myśli tego ostatniego! — krzyknęła.

— Ja też nie! — wrzasnął, wyglądając na równie szalonego, jak ona się czuła.

— I zapomniałam kawy!

— Dobra! — Przebiegł obok niej korytarzem i wyszedł tylnymi drzwiami.

Hermiona odkręciła kran i wsadziła twarz pod strumień lodowatej wody.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Zdeterminowana, by unikać Malfoya jeszcze bardziej niż dotychczas, Hermiona zdecydowała się wybrać na spontaniczne, popołudniowe zakupy. Wyciągnęła mały notatnik, który trzymała w torebce, i szybko zapisała pozycje wypisane na tablicy kredowej w kuchni.

 

- cebule

- herbata

- ciastka

- poczucie humoru

- groszek

 

Głowa Hermiony gwałtownie podskoczyła. Rzeczywiście, Malfoy szydził sobie z jej listy i naigrywał się z niej swoimi cholernymi bazgrołami.

— Co za dupek — warknęła pod nosem, przesuwając gąbką po zakurzonej powierzchni.

Ostrożnie ominęła znajdujące się w kącie tablicy serduszko, narysowane przez matkę na krótko przed wyjazdem rodziców do Australii. To było głupie, ale Hermiona troskliwie chroniła te drobne pamiątki, które przypominały jej o ich wcześniejszym życiu. Nie dopuszczała do siebie możliwości, by pogrążyć się w samotności i poczuciu winy, ale pozwoliła sobie na to. Na odrobinę nieszkodliwego sentymentalizmu od czasu do czasu.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Sklep był zatłoczony a to frustrowało Hermionę. Przez swoją irytację na Malfoya nie zdążyła zrobić odpowiedniego przeglądu zapasów żywnościowych przed wyjściem. Jej lista była krótka i nie obejmowała składników na nawet jeden, pełny posiłek. Żywiła się głównie serem, krakersami i innymi przekąskami, które mogła zabrać do pokoju, zanim Malfoy mógł zająć się swoją ulubioną rozrywką inną niż przeszukiwanie domu: denerwowaniem jej. Nie zjadła porządnego posiłku od czasu ceremonii zaślubin i gdy się tak nad tym zastanowić, nie widziała, by Malfoy w ogóle cokolwiek jadł. Może był jakimś emocjonalnym wampirem, potrafiącym przetrwać dzięki wysysaniu z niej szczęścia.

Pamiętając, że przez kilka lat widywała go jedzącego w Wielkiej Sali, odrzuciła tę teorię i dodała do koszyka kilka torebek chipsów.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Tajemnica nawyków żywieniowych Malfoya została rozwiązana później tego wieczora, kiedy Hermiona wróciła ze sklepów i zastała go siedzącego przy kuchennym stole, zajadającego się czymś, co wyglądało jak fachowo przyrządzona wołowina.

Hermiona z hukiem rzuciła torby na ladę.

— Mówiłam ci, że nie chcę tu skrzatów.

Malfoy przestraszył się teatralnie, zerkając szybko przez oba ramiona.

— O nie! Widzisz tu jakiegoś?

Przewróciła oczami.

— Oczekujesz, że uwierzę, że ugotowałeś to z tego, co mieliśmy w domu?

Włożył do ust wyjątkowo smakowicie wyglądający kawałek i powoli przeżuwał. Hermiona odchrząknęła, żeby zagłuszyć odgłos burczenia w brzuchu.

— To nie moja sprawa, jakie małe kłamstwa musisz sobie wmawiać, by przetrwać dzień, Hermiono. — Uśmiechnął się do niej, po czym popił kęs mięsa łykiem aromatycznego, czerwonego wina, którego również nie rozpoznała. — Jednak jeśli zechcesz odłożyć na jeden wieczór swoją niestosowną moralność — kontynuował, wskazując miejsce naprzeciwko siebie — możesz do mnie dołączyć.

— Brzmi cudownie — powiedziała pogodnie, uśmiechając się, gdy jego twarz opadła. W końcu skrzaty zadały sobie trud przygotowania jedzenia i nic nie zirytowałoby go bardziej niż fakt, że przyjęła jego żartobliwą ofertę.

Nawet nie próbował powstrzymać grymasu, gdy nakryła do stołu, i zaserwowała sobie hojną porcję wołowiny. Naprawdę wyglądała niesamowicie.

— Mmm — wydała z siebie jęk przyjemności, gdy pierwszy kęs rozpłynął się na jej języku. — To jest doskonałe.

Uścisk Malfoya zacieśnił się wokół kieliszka z winem, ale podniósł go ku niej.

— Powinnaś spróbować z winem.

— Myślę, że tak — mruknęła zadowolona z siebie, nalewając sobie hojną porcję. Kiedy znów się odezwał, jej usta były pełne dekadenckiego płynu.

— To dzieło skrzatów.

Hermiona zakrztusiła się, wyrywając serwetkę z kolan i przyciskając ją do ociekających warg, próbując kaszleć przez nos. Malfoy uśmiechnął się.

— Dobre, prawda? — zapytał niewinnie.

— Bardzo — sapnęła, krzywiąc się lekko i odkładając kieliszek. — Ale zbyt bogate, jak na mój gust.

— Szkoda — zaklął. — Ale smakuje ci Wellington?

— Mhm — mruknęła, wiedząc, że była to najlepsza rzecz, jaką kiedykolwiek jadła.

— Wspaniale. Nilly!

Hermiona znów się zakrztusiła, gdy obok stołu pojawiła się mała skrzatka. Oczy Nilly rozszerzyły się na widok Hermiony, ale szybko odwróciła wzrok i ukłoniła się.

— Nilly — zaczął Malfoy niezwykle słodkim głosem — twoja pani chciałaby przekazać komplementy dotyczące kolacji, czy chciałabyś je usłyszeć?

Skrzatka natychmiast się wyprostowała i zakryła usta obiema dłońmi z długimi palcami, jakby przytłaczało ją samo myślenie o tym.

Hermiona z całych sił kopnęła Malfoya w goleń. Krzyknął, rozlewając na talerz sporą ilość wina skrzatów, co było całkiem satysfakcjonujące. Jednak serce Hermiony zacisnęło się boleśnie, gdy spojrzała na małego skrzata.

— Jest pyszne, Nilly — powiedziała łagodnie. — Dziękuję bardzo za przygotowanie tego posiłku.

Łzy zebrały się w kącikach oczu Nilly.

— Och, panienko, proszę bardzo. Nilly przyniesie wszystko, czego pani chce: tartę z melasą? Budyń toffi? A może eklerki z kremem?

— Nie! — powiedziała szybko Hermiona. — Nie przynoś żadnych deserów, Nilly. Nie trzeba.

— Może po trochu każdego z nich — mruknęła Nilly z roztargnieniem zanim się deportowała.

Hermiona patrzyła na Malfoya przez kilka sekund, podczas których skrzatka zdążyła powrócić do kuchni.

— Proszę bardzo, panienko! — pisnęła, stawiając na stole duży talerz z przeróżnymi smakołykami. — Proszę, zawołaj Nilly, jeśli będziesz czegoś potrzebować.

— Dziękuję — powiedziała Hermiona z westchnieniem. — Zawołam.

Stworzenie znowu się nisko ukłoniło, po czym ponownie zniknęło.

Malfoy wychylił się do przodu i sięgnął po eklerka z talerza, patrząc jej w oczy z rozkoszą, gdy go ugryzł.

— Mam nadzieję, że smakuje tak dobrze, jak groźba dwudziestu lat więzienia — Hermiona wrzała — ponieważ przysięgam na Merlina, że jeśli ponownie użyjesz jej, żeby mnie prowokować, pójdę tam z uśmiechem na twarzy, wiedząc, że też tam wylądujesz.

— O nie — odpowiedział Malfoy, oblizując wargi. — Mocne słowa, jak na kogoś, kto nigdy tam nie był.

— To nie może być gorsze niż spędzenie reszty życia z tobą.

— Zapewniam cię, że może.

Hermiona potrząsnęła głową, a buzujący w niej gniew szybko zamienił się w przyprawiający o mdłości strach.

— Naprawdę jest tam tak źle?

Malfoy podniósł wzrok znad talerza, słysząc jej ton. Chciała powiedzieć coś kąśliwego, jakieś porównanie życia z nim do przebywania w obecności dementorów wysysających dusze jak z horroru, ale wydała z siebie tylko żałosne skomlenie, którym ujawniła swoje prawdziwe odczucia.

Gdy na niego patrzyła, jego oczy stwardniały, a błysk złośliwości zniknął i zmienił się w ponurą nudę.

— Nie pójdziesz do Azkabanu, Granger.

Nie zabrzmiało to bardziej pocieszająco niż wtedy, gdy powiedział to rano, i była wściekła, gdy poczuła, jak jej oczy wypełniły się łzami. Oboje tam wylądują, jeśli odmówi jej pomocy. Chociaż nie była zaskoczona, że nienawidził ją na tyle, by sprowadzić na nią taki los, to raczej bolało go to, że nienawidził jej na tyle, by potępić także siebie.

Potencjalnie ta sama myśl właśnie przyszła mu do głowy, ponieważ odchrząknął i wytarł usta serwetką.

— Co miałaś na myśli, mówiąc o planie awaryjnym?

Splótł ręce na kolanach i pochylił się lekko do przodu, jakby chciał wzmocnić swoją postawą zmianę tematu.

Hermiona skrzywiła się.

— Żartujesz.

— Nie — oznajmił poważnie. — Chociaż nie podoba mi się, że moje umiejętności łóżkowe są kwestionowane…

— Nie chodzi o twoje umiejętności!

— Rozumiem — dokończył, unosząc rękę, by stłumić jej wybuch. — Doceniam twoje wątpliwości.

— Jakie to wspaniałomyślne z twojej strony — warknęła.

Jego twarz była pozbawiona emocji.

— Więc od czego zaczynamy?

Hermiona nie mogła uwierzyć w jego tupet. Czy on naprawdę myślał, że teraz będzie z nim współpracować tylko dlatego, że nagle zdecydował się wziąć się w garść?

Odpowiedź była oczywiście twierdząca, sądząc po jego wyczekującym wyrazie twarzy. I z bolesnym ukłuciem uświadomiła sobie, że miał rację. Ponieważ pozostało im tylko dziewięć dni.

Hermiona westchnęła ciężko.

— Cóż, najwyraźniej zaczynamy od zera.

Jego usta drgnęły na tyle, by dać jej znać, że nie żałuje swojego wcześniejszego żartu, ale udało mu się powstrzymać swój zwykły ironiczny uśmieszek.

— W porządku — powiedział, przechylając lekko głowę. — O co w tym chodzi?

Przez kilka długich chwil przyglądała się przestrzeni między nimi, po czym wyciągnęła rękę i położyła dłoń na stole w geście zaproszenia.

Malfoy spojrzał na na jej dłoń na stole, potem z powrotem na jej twarz i znów w dół.

Czekała.

Oboje znali stawkę i chociaż nienawidziła być od niego zależną, cokolwiek miało się wydarzyć później, było wyłącznie jego wyborem. Pewnie powinna poczuć się bardziej poniżona, bo wydawało się, że potrzebował całej minuty, aby zdecydować się, czy chce jej dotknąć, ale pamiętne wymiotowanie u jego stóp zadało dość trwały cios w godność.

W końcu wyciągnął rękę i położył obok swoją dłoń. Jego oczy ponownie odnalazły jej wzrok, gdy zacisnął palce na jej dłoni. Patrzyli na siebie przez stół, trzymając się za ręce i to była…

najbardziej niezręczna sytuacja, jakiej kiedykolwiek doświadczyła.

Była boleśnie świadoma każdego ze swoich palców, a twarz zdawała się drgać z wysiłku, jakim było nieruchome trzymanie ręki. Pomimo starań, jej kciuk przesunął się po krawędzi jego dłoni, a on rozluźnił uścisk w odpowiedzi na ten ruch. Nie była pewna, czy próbował puścić, czy po prostu instynktownie zareagował na jej ruch, ale kiedy tak rozmyślała, obrócił dłoń w jej stronę i rozłożył palce, wsuwając je między jej własne. Ścisnął lekko, gdy jej palce podkurczyły się i spoczęły na wierzchu jego dłoni. Hermiona była zawstydzona, czując rumieniec wpełzający na jej szyję. Wytrzymała jego spojrzenie, gdy tak siedzieli ze splecionymi palcami, a jej policzki płonęły, jakby nigdy wcześniej nie dotykała chłopaka. Opuszek kciuka Malfoya zakreślał delikatną ścieżkę wzdłuż boku jej własnego palca, a Hermiona przełknęła ślinę wyraźnie spięta.

Nie wiedziała, jak długo tak siedzieli, ale dla Malfoya musiał to być jakiś kamień milowy, ponieważ skinął lekko głową i wysunął rękę z jej dłoni. Nic nie mówił, ale widziała, że jego wzrok skupił się na czymś ponad jej ramieniem.

Wstał od stołu i choć jego ciało zasłaniało jej widok, gdy zerknęła za siebie, rozpoznała dźwięk kredy przesuwającej się po tablicy.

Gdy się odsunął, Hermiona wzięła drżący oddech, analizując narysowaną przez niego cyfrę.

 

1.

___________________

Witajcie :) w niedzielne popołudnie zapraszam na kolejny rozdział tłumaczenia. Historia powoli się rozkręca i mam nadzieję, że jesteście ciekawi, co wydarzy się dalej. A jak wrażenia po tym rozdziale? Dajcie znać.

Kolejny rozdział mam zamiar opublikować jeszcze w styczniu.

Tyle ode mnie! Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia! Enjoy!

[T] Dziesięć na dziesięć: Dzień czwarty

wtorek, 2 stycznia 2024

Rozdział betowała mademoiselle. Bardzo dziękuję za pomoc!

 

Czwartego dnia Hermiona niechętnie opuściła swój pokój, ale tym razem Malfoya nigdzie nie było widać. Korzystając z chwili wytchnienia, szybko chwyciła garść proszku Fiuu i uklęknęła przed kominkiem. Płomienie trzaskały wokół jej głowy, gdy wywołała Norę i nie minęło więcej niż kilka sekund, zanim Molly pojawiła się tuż przed nią.

— Hermiona! — zawołała zaskoczona. — Wszystko w porządku, kochanie?

Zaniepokojony wyraz twarzy kobiety dał Hermionie do zrozumienia, że przynajmniej jedno z rodzeństwa Weasleyów wspomniało dzień wcześniej o jej dziwnym zachowaniu.

— W porządku — odpowiedziała napiętym głosem. — Chciałam tylko zapytać Rona, czy mógłby dziś przyjść. Przypuszczam, że nikogo nie będzie w domu na Grimmauld.

— Tak, oczywiście — powiedziała Molly, kiwając głową. — Oni będą w pracy. Dobrze, powiem Ronowi, kiedy wróci do domu i poproszę o przekazanie wiadomości.

— Dziękuję, Molly.

Starsza kobieta posłała jej ciepły uśmiech, ale Hermiona widziała troskę wypisaną w każdej zmarszczce na jej twarzy.

— Jesteś pewna, że wszystko w porządku, kochanie?

Hermiona lekko skinęła głową, ale Molly kontynuowała:

— To całkiem zrozumiałe, że jesteś zdenerwowana. Jeśli jest coś, co moglibyśmy zrobić, to…

— Nie — przerwała Hermiona. — Znaczy, dziękuję — dodała, by zatuszować to niegrzeczne zachowanie. — Ale nie, muszę po prostu z nimi porozmawiać i tyle… To nic wielkiego…

Wahanie w jej głosie nasilało się z każdą sekundą, gdy Molly obdarzała ją tym niezwykle współczującym, matczynym spojrzeniem, więc Hermiona potrząsnęła głową, aby wyrazić to, czego nie mogły przekazać słowa. Potem usłyszała dźwięk otwieranych drzwi do pokoju Malfoya na piętrze.

— Muszę iść — rzuciła szybko. — Dziękuję, Molly.

— Oczywiście, kochanie…

Hermiona wstała, zanim kobieta wypowiedziała ostatnie słowo, pobiegła w stronę schodów i ukryła się obok nich jak dziecko, gdy Malfoy schodził. Mogła mieć tylko nadzieję, że kiedy dotrze na dół, skieruje się na lewo do kuchni. Gdyby poszedł do salonu i ją zobaczył…

Jednak tym razem uniknęła pewnej śmierci spowodowanej umartwianiem się. Gdy tylko usłyszała dźwięk otwieranej szafki kuchennej, pobiegła po schodach i postanowiła poczekać w swoim pokoju, aż teren będzie czysty.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Tego wieczoru odgłosy rozmów z dołu oderwały Hermionę od czytania. Podskoczyła, zapominając, że jej przyjaciele skorzystają z Fiuu. Żałowała, że nie powiedziała Molly, aby aportowali się bezpośrednio do jej pokoju. Chociaż szczerze mówiąc, ta prośba niewiele pomogłaby w przekonaniu kobiety, że wszystko jest w porządku, co tak gorliwie sugerowała Hermiona.

Szybko otworzyła drzwi i wystawiła głowę na korytarz.

— Chodźcie tutaj, proszę! — zawołała.

Po chwili usłyszała tupot trzech par stóp na schodach i wycofała się, zostawiając uchylone drzwi. Ron pchnął je, a Harry i Ginny weszli za nim. Gdy tylko przekroczyli próg, Hermiona rzuciła się do przodu, by zamknąć i ponownie zablokować drzwi, dodając na dokładkę zaklęcie wyciszające.

— No cóż, zapytałbym, jak się masz — zaczął Ron, unosząc brwi na widok jej paranoi — ale mama już nam powiedziała, że wszystko u ciebie w porządku.

— Wygląda na takie samo w porządku jak podczas SUMów — zauważył Harry, przyglądając się podłodze pokrytej książkami i pergaminami.

— Zabawne — rzuciła Hermiona ze śmiertelną powagą. — Chciałabym zobaczyć, jak któryś z was mieszka z Malfoyem przez cztery dni i nadal żywy czuje się dobrze.

To otrzeźwiło ich obu.

— Przynajmniej dobrze wygląda — wtrąciła Ginny.

Hermiona spojrzała na dziewczynę, która od niechcenia przeglądała bibeloty na półce z książkami.

— Że co? — niemal jęknęła.

Ginny wzruszyła ramionami.

— Mówię tylko, że mogłaś trafić na Goyle’a. Albo tego małego kretyna Avery’ego z mojego roku. Wygląda jak świerszcz.

Hermiona zamrugała.

— Myślisz, że Malfoy dobrze wygląda?

Ginny uniosła brwi.

— A ty nie?

— Ej, Ginny… — jęknął Ron z grymasem.

Hermiona mamrotała bezgłośnie, rozglądając się po pokoju, jakby mogła znaleźć właściwą odpowiedź przypiętą do jednej z beżowych ścian. Jedyne, co spostrzegła, to Harry’ego siedzącego na skraju łóżka, wpatrującego się zdecydowanie w dywan z zaróżowionymi policzkami.

— Nie — wybuchła Hermiona, wzdychając z oburzenia. — To Malfoy.

— Cóż, nie pytam, czy on cię pociąga — stwierdziła Ginny. — Z pewnością miałaby na to wpływ jego osobowość, ale obiektywnie… — urwała, jakby Malfoy był tak przystojny, że nie trzeba było tego powtarzać dwa razy.

Hermiona poczuła, że chyba będzie miała gorączkę.

— Nie widziałam go z bliska od czasu procesu — ciągnęła Ginny, teraz w roztargnieniu przeglądając książkę, jakby rozmawiały o pogodzie. — Z pewnością dojrzał. Zmężniał. Wiesz, co mam na myśli.

Spojrzała na Hermionę, która z jakiegoś powodu powiedziała:

— Jest wysoki.

Ginny posłała jej współczujący uśmiech.

— Nikt nie będzie cię oceniał, jeśli uważasz, że jest przystojny.

To było odważne, biorąc pod uwagę, że Hermiona była w tej chwili niesamowicie zajęta taksowaniem Ginny. A Ron wyglądał, jakby miał zatrucie pokarmowe.

— Prawda, Harry?

Harry podniósł głowę na dźwięk swojego imienia i zarumienił się jeszcze bardziej.

— Ech, racja. — Zdjął okulary i użył koszulki do wyczyszczenia szkieł. — Nie miałbym ci tego za złe — mruknął.

Ginny uśmiechnęła się.

— Cóż, dziękuję — powiedziała Hermiona, czując się całkowicie skonsternowana. — Ale to nie jest konieczne, bo tak nie uważam, a nawet gdybym, a tak nie jest, to nie… chciałam porozmawiać o czymś innym.

Ginny zamknęła książkę, którą trzymała w dłoniach, wciąż wyglądając na zadowoloną z siebie, i skupiła całą uwagę na Hermionie. Zarówno Harry, jak i Ron wyglądali na uspokojonych.

Hermiona wzięła głęboki oddech i zaczęła chodzić wzdłuż łóżka, próbując odzyskać tok myśli.

— Malfoy uważa, że Ministerstwo kłamie, mówiąc, że małżonkowie są dobierani na zasadzie magicznej zgodności. Uważa, że to kwestia polityczna.

Jej trójka przyjaciół spojrzała na nią.

— Bazując na czym? — zapytał Harry po dłuższej przerwie.

— Cóż, może na niczym — przyznała Hermiona. — Jednak listy, które otrzymaliśmy z naszym dopasowaniem, mówiły o szeroko zakrojonych testach przeprowadzonych w celu ustalenia kompatybilności, ale nie przeszliśmy żadnych badań. Uważa, że to przykrywka dla spisku mającego na celu wyhodowanie czystokrwistych, w szczególności Świętej Dwudziestki Ósemki, poprzez dopasowanie ich z mugolakami.

Harry i Ginny wymienili spojrzenia.

— To… teoria — powiedział powoli Ron, ściągając brwi. — Z pewnością utrudniłoby to rekrutację na następną wojnę, gdyby wszyscy śmierciożercy mieli zięciów i synowe pochodzenia mugolskiego.

— I wnuki półkrwi — dodał Harry.

— Dokładnie — zgodziła się Hermiona.

— Ale w jaki sposób w takim razie ustalają dopasowania? — zapytała Ginny. — Znaczy, jesteśmy ze Świętej Dwudziestki Ósemki. Dlaczego Kingsley nie mógł cię połączyć z Ronem?

Hermiona spojrzała na chłopaka i chociaż wyglądał zdecydowanie niezręcznie, słysząc tę sugestię, wszyscy wiedzieli, że w ten sposób byłoby o wiele łatwiej.

— Malfoy myśli, że dopasowanie go ze mną wysłało czytelny sygnał innym zwolennikom supremacji krwi — odpowiedziała Hermiona. — Że z moją sławą jestem najgorszą karą dla rodziny Malfoyów.

— Powiedział ci to? — zapytał Ron z gniewem w głosie.

— Tak! — powiedziała Hermiona. — Mówił wiele obrzydliwych rzeczy. To Malfoy — powtórzyła, widząc, że wszyscy w pomieszczeniu zapomnieli z kim ma do czynienia.

— Dupek — mruknął Harry, kręcąc głową.

Hermiona z wdzięcznością skinęła głową w jego stronę. Myślała podobnie.

— W każdym razie — kontynuowała. — Jeśli Ministerstwo kłamie w sprawie testów zgodności, mamy doskonałe podstawy do unieważnienia tego małżeństwa. Ale będziemy musieli to udowodnić. Potrzebuję waszej pomocy, żeby się temu przyjrzeć, póki tu utknęłam, ale proszę, bądźcie ostrożni. Kingsley będzie miał wiele wymówek, by chcieć zachować tę przykrywkę. Być może mają już gotowe sfabrykowane wyniki testów.

Harry wstał i spojrzał na pozostałą dwójkę.

— Tak, możemy popytać. Dowiedzieć się, kto jeszcze znalazł się w pierwszym rzucie i z kim został połączony. Jeśli jakieś dopasowanie nie będzie pasować do wzorca, wtedy będziemy pewni.

Hermiona skinęła głową.

— Dziękuję. Zamierzam kontynuować poszukiwania jak dotychczas. Na wypadek, gdyby się mylił.

— Na wypadek, gdybyście rzeczywiście do siebie pasowali? — zapytała Ginny.

Hermiona zmrużyła oczy.

— Gdybyśmy byli magicznie kompatybilni, tak.

— Racja. — Zadowolony uśmiech powrócił na twarz rudowłosej i Hermiona skrzyżowała ramiona na piersi.

— Damy ci znać, gdy czegoś się dowiemy — powiedział Ron, występując naprzód i pojednawczo kładąc dłoń na jej łokciu.

Hermiona uśmiechnęła się, po raz pierwszy czując się naprawdę podbudowana; teraz miała posiłki.

— Postaraj się myśleć pozytywnie — poprosił Harry, krzywiąc się, jakby bolało go udzielenie tej samej banalnej rady, którą kiedyś mu dała.

— Spróbuję — powiedziała.

Ron wyszedł pierwszy, a za nim Harry, ale Ginny zatrzymała się na chwilę przed Hermioną.

— Powodzenia — powiedziała, spoglądając na pusty korytarz. Następnie pochyliła się i zniżyła głos. — I nie bądź dla siebie zbyt surowa. Cokolwiek się zdarzy…

Hermiona parsknęła oburzona, mając zamiar upierać się, że nic się nie stanie, ale Ginny ponownie uniosła brwi.

— Mam na myśli cokolwiek, Hermiono — wyjaśniła łagodnie. — Jeśli nie znajdziesz wyjścia z tej sytuacji, to nie twoja wina.

Hermiona zacisnęła usta, gdy usłyszała słowa drugiej dziewczyny. Niezależnie od tego, czy została wybrana na partnerkę Malfoya, czy nie, żadne z nich nie powinno nigdy znaleźć się w takiej sytuacji. Hermiona nie powinna odpowiadać za znajdowanie słabych punktów w prawie swojego rządu, pozwalających zachować jej autonomię; powinni jej to zapewnić.

Jej broda zadrżała niebezpiecznie, gdy walczyła z chęcią ponownego rozpłakania się ze złości, ale skinęła głową w podziękowaniu, a Ginny posłała jej ostatni uspokajający uśmiech, zanim wyszła przez drzwi.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Chociaż poszukiwania zagłuszały jej głód przez większą część popołudnia i wieczoru, zanim wybiła dziesiąta, Hermiona nie mogła już dłużej ignorować bólu pustego żołądka. Zaznaczyła miejsce w książce, którą właśnie czytała i odrzuciła kołdrę.

Nakładając sweter na podkoszulek, cicho otworzyła drzwi sypialni i wyjrzała na zewnątrz. Szczelina pod drzwiami Malfoya była ciemna, a w domu panowała cisza. Usta Hermiony wykrzywiały się w tę i z powrotem, gdy rozważała swoje szanse.

W pokoju Malfoya znajdowała się własna łazienka i podejrzewała, że rzucił na nią zaklęcie wyciszające, ponieważ nigdy nie słyszała dźwięku prysznica. W związku z tym nie miała zielonego pojęcia o jego harmonogramie dnia. Dodając to do czasu, który spędziła aktywnie ukrywając się przed nim, nie było pewne, czy o tej porze będzie spał, czy nie. Wiedząc, że nie ma na to rady, zamknęła za sobą drzwi, tak delikatnie, jak to możliwe, i ruszyła w dół po schodach.

Oddychając z ulgą w obliczu utrzymującej się ciemności na parterze, Hermiona weszła do kuchni i włączyła światło.

Brzdęk tłuczonej porcelany zagłuszył krzyk Hermiony, która z szoku prawie połknęła własną twarz. Malfoy pojawił się tuż przed nią.

— Cholera jasna, Granger! — warknął, cofając się od rozlanej na podłodze pomiędzy nimi kałuży herbaty.

— Dlaczego siedzisz w ciemności? — zapytała, trzymając się za bijące serce.

Oczy Malfoya powędrowały do żyrandola pośrodku sufitu, a następnie do włącznika światła na ścianie za nią. Z opóźnieniem zdała sobie sprawę, że w jednej ręce ściskał różdżkę, a czubek jarzył się słabym blaskiem dzięki zaklęciu Lumos.

Przewróciła oczami i cofnęła się do ściany, kilkakrotnie włączając i wyłączając włącznik.

— Światło — powiedziała stanowczo.

— Najwyraźniej — zagotował się, mrużąc oczy na jej protekcjonalny ton.

Zgasił różdżkę i użył jej do naprawy rozbitego kubka oraz usunięcia rozlanej herbaty. Skończył szybkim Chłoszczyść na lepkiej płytce.

Obserwując jak rzuca zaklęcia, wzrok Hermiony skupił się na Malfoyu, który podwinął rękawy swojej koszuli, odsłaniając umięśnione ramiona. Przy każdym machnięciu różdżką ścięgna napinały się, a wydatne żyły pulsowały pod jego porcelanową skórą, gdy…

— Co?

Hermiona gwałtownie podniosła głowę. Malfoy przyglądał się jej uważnie. Skrzyżował ramiona na szerokiej piersi, po czym ruchem głowy odrzucił kosmyk włosów z twarzy. To nie zadziałało i ten sam kosmyk opadł mu na czoło, nadając mu przyjemnie potargany wygląd, który…

Och.

Och nie.

Hermiona zamierzała zabić Ginny Weasley.

— Na co patrzysz? — warknął Malfoy, postępując o krok.

Hermiona cofnęła się, mocniej owijając się swetrem, gdy uświadomiła sobie, że nie ma stanika.

— Na n-nic — wyjąkała, wpatrując się w podłogę między nimi. — Przykro mi z powodu herbaty.

Nawet z boku widziała, jak to zaskoczyło Malfoya.

Wykorzystując jego ciszę z oszołomienia, prześlizgnęła się obok i podeszła do spiżarni.

— Ja tylko… — Szperała przez chwilę, zanim znalazła paczkę ciastek Jaffa. — Zejdź mi z drogi — dokończyła, omijając go i przyciskając znalezisko do piersi.

Nie odważyła się obejrzeć przez ramię, wykonując taktyczny odwrót.

 ___________________

Witajcie! Po dłuższej przerwie wracam z nowym rozdziałem. Nie jest łatwo wbić się z temat po tak długiej przerwie, ale chyba nie wyszło źle. Historia trochę nabiera tępa i już niedługo naprawdę będzie się działo. Możecie się także spodziewać ciut dłuższych rozdziałów.

Jak wrażenia po tej części? Dajcie znać.

Kolejny rozdział planuję dodać pod koniec tygodnia.

Tyle ode mnie. Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia! Enjoy!