Rozdział 23: Śmierć Śmierciożercy

poniedziałek, 28 maja 2018

W pierwszym tygodniu naszego pobytu w domu Blacków zapanowało coś na kształt rutyny. Pani Malfoy wciąż odmawia wspólnych posiłków, ale Ron dołączył do nas już trzeciego dnia. Pomimo braku kłótni między Draco i Ronem często iskrzy. Luna stwierdziła, że musimy poczekać trzy tygodnie, zanim zaczniemy cokolwiek planować. Stworek i Luna wydawali się jedynymi, którzy dobrze radzą sobie w tej dość niezręcznej sytuacji.
Nagle nasz spokojny obiad przerywa wrzask dobiegający ze schodów. Harry, Ron, Draco i ja pędzimy do pokoju pani Malfoy. Przez na wpół otwarte okno wylatuje wielka sowa. Skulona kobieta siedzi na podłodze, łkając. Wokół niej leżą ruszające się fotografie.
Każde zdjęcie przedstawia Lucjusza Malfoya podczas makabrycznych tortur, zaklęć jak i fizycznego uszkodzenia. Ból przepełniający każde zdjęcie słychać nawet tutaj. Pani Malfoy trzyma w dłoniach jeszcze jedno zdjęcie. Nie rusza się. Widać na nim martwego pana Malfoya, w kawałkach.
Prostym machnięciem różdżką Draco usuwa fotografie z zasięgu wzroku. Opada na kolana i obejmuje kobietę ramieniem.
— Cii, już dobrze — szepta.
Kobieta przez chwilę pozwala na to, chcąc chociaż odrobiny wsparcia, ale potem warcząc, odpycha go i wstaje.
— To twoja wina, Draco — krzyczy. — To twoja wina, że on nie żyje. Jak mogłeś? Twojemu ojcu?
— Oszczędź mnie — odszczekuje Draco, również wstając. — Proszę, matko, powiedz mi, że ten dom nie jest cmentarzem. Zapobiegnięcie tej śmierci nie byłoby naszą nagrodą. Prawdę mówiąc, śmierć może nadejść jeszcze szybciej za pomocą zielonego światła, albo powoli męcząc się każdego dnia. Wybacz, że nie chcę patrzeć, jak twoje szare oczy wypełnia pustka… Dementor byłby szybszym pomysłem, ale wynik taki sam.
— Jeżeli naprawdę w to wierzysz, dlaczego nie przyprowadziłeś tutaj swojego ojca? — atakuje Narcyza. — Dlaczego zostawiłeś go na tak haniebną śmierć?
Śmiech przepełniony goryczą odbija się echem po pomieszczeniu.
— Ten drań nie przyszedłby, nawet gdybyś go błagała. Odwróciłby się od nas i obserwował, jak bylibyśmy torturowani, aby wyciągnąć informacje, zanim nakarmiliby nami tego cholernego węża. Nie miej złudzeń, mamo, ponieważ ta niesłuszna lojalność, którą go darzysz, nigdy nie była odwzajemniona.
Po czym z szelestem materiału Draco wychodzi z pokoju.
Potrzeba chwili aby ktokolwiek się poruszył lub pomyślał. Gdy zaklęcie zostaje zdjęte, biegnę za nim.
— Zostawcie mnie — słyszę za sobą krzyk pani Malfoy.
Chłopcy pospiesznie wychodzą na korytarz, spełniając jej prośbę, a ja doganiam Draco, gdy zamyka drzwi do swojej sypialni.
— Poczekaj — mamroczę, lekko dysząc.
Odwraca się do mnie powoli.
— Hermiono, ja… — zaczyna.
— Nie odtrącaj mnie — szeptam.
Ból w jego oczach, łamie moje serce. Otwiera drzwi, wpuszczając mnie do środka.
Będąc w mrocznym pokoju, podchodzę do niego i obejmuję w talii. Jego ramiona otaczają mnie, trzymając mocno. Czuję jak przez jego ciało przechodzą dreszcze. Odsuwa się i kładzie dłoń na mojej twarzy. Jego oczy wpatrują się we mnie.
— Nie jestem odważny — szepta, a ja nie odpowiadam. Utrzymuje ze mną kontakt wzrokowy, gdy robi krok do przodu, opierając mnie o ścianę.
— Nie jestem wystarczająco odważny — szepta jeszcze raz. Jego oddech ogrzewa moją twarz. — Rozumiesz to? — Potrząsam głową najmocniej jak potrafię. Draco wzrusza ramionami, wzdychając i sapiąc.
— Podczas ostatniej wojny był tylko jeden sposób, aby odgonić od siebie demony. Jedna chwila, ale tylko jej potrzebowałem… Teraz też potrzebuję tej chwili — mówi, oczekując mego zrozumienia.
Nagle wszystko mi się rozjaśnia, a w płucach brakuje powietrza. On nie może mieć na myśli…
— Draco, ja… ja nie mogę być… em… szybkim numerkiem — jąkam się. — Ja po prostu…
Chłopak odchodzi.
— Rozumiem — mówi, a na jego twarzy pojawia się maska obojętności.
— Draco — mówię i wyciągam rękę w jego stronę. Obojętność na chwilę znika, ale tylko na moment.
— Chcę być sam — odpowiada szorstko.
— Ale…
— Proszę.
Pozwalam mojej dłoni opaść wzdłuż ciała i przytakuję. Podchodzę powoli do drzwi, odwracając się, gdy dotykam klamki. Draco odwraca wzrok, próbując ukryć ból. Wychodzę na zewnątrz, powoli zamykając drzwi.
Kiedy robię krok w przód, rozlega się głośny trzask i krzyk, zanim wszystko cichnie. Ciągnę za klamkę, ale jest zamknięte.
Alohomora — wypowiadam zaklęcie.
Drzwi nie puszczają. Kopię w nie z frustracją. Dobiegająca z wewnątrz cisza niepokoi mnie, zapewne rzucił zaklęcie wyciszające. Robię krok w tył.
Confringo — krzyczę, a drzwi wylatują z zawiasów, po czym z szelestem opadają tuż obok moich stóp. Wchodzę do środka, mrucząc zaklęcie naprawcze.
Draco dyszy otoczony przewróconymi i połamanymi meblami.
Reparo Maxima — wołam, po czym wszystkie wracają do pierwotnej postaci.
Blondyn patrzy na mnie, dysząc wolniej. Wzrok ma nieufny i kuli ramiona jak dzikie zwierze.
— Wydaje mi się, że wszystko już powiedziałaś, Granger — mówi, stając prosto.
— Mogłabym, gdybyś mnie nie wyrzucił — odszczekuję. — I kiedy wróciliśmy do Granger?
Wzdycha.
— Proszę, Hermiono, chcę być teraz sam.
— Cóż, wielka szkoda — odpowiadam, robiąc krok w jego stronę. — Ponieważ nie chcę zostawić ciebie samego.
Obejmuję go ramionami i opieram głowę o klatkę piersiową. Trzyma mnie mocno przez chwilę, po czym próbuje odepchnąć.
— Nie mogę — mówi, więc cofam się.
— Nie możesz, co? — pytam bardziej dosadnie niż zamierzałam.
— Nie mogę być tak blisko ciebie, nie teraz.
— Dlaczego?
— Podczas wojny robiłem rzeczy, z których nie jestem dumny — wyjaśnia nagle. — Dałem sobie z tym spokój, ponieważ próbowałem przetrwać i pozostać przy zdrowych zmysłach. Teraz stoisz obok mnie i to sprawia, że czuję się, tak jak wtedy, ale nie mogę cię mieć. Nie mogę cię dotykać. Więc nie mogę stać tu z tobą i patrzeć, gdy wciąż czuję zimno.
Ból uwydatnia się w każdym jego mięśniu. Chcę by się skończył. Chcę zobaczyć, jak się uśmiecha, przewraca oczami i żartuje. Pamiętam jego wygłodniały wzrok, gdy wracał do swojego łóżka po moim koszmarze. Pamiętam delikatność jego dłoni, gdy leczył moje obrażenia. Pamiętam dyskusje przepełnione pasją i ciche wieczory, podczas których obserwowaliśmy gwiazdy.
Otaczam rękami jego szyję, stając na palcach i wpijam się w jego usta. Trzyma mnie mocno dłońmi, jedną na plecach, a drugą we włosach. Pogłębia pocałunek, zachęcając mnie do zabawy. Kładę dłonie na jego piersi, odpychając lekko. Widzę zaskoczenie na jego twarzy.
— Nie będę szybkim numerkiem — mówię poważnie — ale to nie znaczy, że chcę być tylko przyjaciółką. Jesteś pewny, że tego chcesz? Mnie? — Mój głos lekko drży, gdy wypowiadam ostatnie pytanie.
Czuję motyle w brzuchu, które powodują, że moje dłonie drżą lekko. Draco przybliża się do mnie.
— Pragnę cię, Hermiono Jean Granger — szepta, zanim znów mnie całuje.
Popycha mnie na łóżko, nie przerywając pocałunku. Odsuwam się.
— Nie dzisiaj — szeptam, przytulając się do niego. — Chcę po prostu być tutaj dla ciebie.
— W porządku — odpowiada, przyciągając mnie bliżej. — Śpijmy.

~*~*~*~*~*~

— Ron, nie rób tego — mówi ostro Harry.
— Puszczaj mnie — odszczekuję rudzielec.
Drzwi otwierają się z trzaskiem, Harry przeklina dosadnie, kiedy próbuje wyciągnąć chłopaka z pokoju.
— Nie jesteś z nikim w związku, co? — Ron wrzeszczy na mnie.
Mrugam kilka razy z zaskoczenia.
— Co ty… — mój głos zanika, gdy rozglądam się po sypialni, która zdecydowanie nie jest moja.
— Wynoś. Się — nakazuje Draco obok mnie na łóżku, wciąż otaczając mój brzuch ramieniem. Sennie mruży oczy, ramię wokół mnie napina się, gdy przyciąga mnie bliżej.
— W co do cholery grasz, Malfoy? — krzyczy Ron.
— Ja też chciałabym to wiedzieć. — Z korytarza dochodzi zimny głos pani Malfoy.
Draco warczy.
— Wynoście się z mojego pokoju. Wszyscy — krzyczy. — Chcę spać. — Wtula głowę w zagłębienie mojej szyi, wyjaśniając, że ja mam zostać. Pomimo senności, czuję, że jego mięśnie wciąż są napięte.
— Musimy omówić tę… sytuację — szydzi pani Malfoy.
— Tak — zgadza się Ron.
Kobieta odwraca się do niego.
— To sprawa rodzinna — odpowiada krótko.
— Chodź, Miona. — Ron wyciąga do mnie rękę. Głaskanie klatki piersiowej Draco może nie być kontrolowane, ale wyraźnie czuję, jak jego dłoń zaciska się na mojej talii. Mrużę oczy, patrząc na przyjaciela.
— Wydaje mi się, że Draco prosił, żebyś opuścił jego pokój, a nie ja — odpowiadam chłodno.
Wyobrażam sobie uśmiech satysfakcji na twarzy blondyna. Ron rzuca ostre spojrzenia na nas, po czym prycha głośno.
— Kiedy potraktuje cię jak smocze gówno, a potem rzuci ze złamanym sercem, nie przychodź do mnie się wyżalać — warczy, odwracając się na pięcie i wychodząc.
Harry wzdycha i podąża za nim, w locie wypowiadając ciche „przepraszam”, zanim znika za rogiem. Drzwi się zamykają z panią Malfoy w pokoju.
— Draco — cedzi po chwili ciszy.
— Tak, mamo — odpowiada, nie zmieniając pozycji, mocno mnie obejmując.
— Nie mogę uwierzyć, że zrobiłbyś to w takiej sytuacji — skarży się.
Draco wdycha i wreszcie siada.
— Robiąc co? — odszczekuje, rzucając mi przepraszające spojrzenie, zanim przenosi wzrok na swą matkę.
— Wiesz, co robisz z… z nią.
Nagle rozumiem przeprosiny, jego matka tego nie aprobuje, ponieważ jestem mugolaczką, a nie dlatego, że jej syn został przyłapany w łóżku z dziewczyną.
— Dlaczego po prostu tego nie powiesz, mamo? — strzela Draco, wstając. — Czy te słowa są dla ciebie zbyt brutalne? Czy zdajesz sobie sprawę, że uprzedzenia są najokrutniejszą rzeczą w tym domu? — Podchodzi do niej, gdy mówi.
Oczy pani Malfoy wypełnia chłód.
— Twój ojciec właśnie odszedł, a ty pozwalasz sobie na mały „bunt”? — pyta.
— „Bunt”? — ryczy Draco, po czym wybucha zimnym śmiechem. — Spędziłem wiele lat, walcząc z przyczyn, których nawet ty nie potrafiłaś usprawiedliwić, żebyś mogła oddychać. Mówisz, że śmierć ojca to moja wina? Śmiało. Chcesz, żebym obejrzał zdjęcia z jego torturowania? Powiedz słowo. Chcesz nakazywać mi, gdzie powinnyśmy się zatrzymać? Mam to gdzieś. Ale nie waż się nazywać Hermiony „małym buntem”. Chociaż raz jesteś bezpieczna i nie muszę mówić, że ta krucjata jest czymś więcej niż pokazaniem naszych umiejętności. Mogę robić co chcę i chcę ją.
Pani Malfoy po raz pierwszy milczy z szoku.
— Co by powiedział twój ojciec? — próbuje ponownie z trzęsącym głosem.
— Tego się nie dowiemy — odpowiada chłopak, powodując, że usta matki zaciskają się wąską kreskę.
—Jak sobie życzysz — syczy, odwracając się i wychodząc, trzaskając drzwiami.
Draco opuszcza ramiona, cicho wzdychając. Potem odwraca się i raczkując, wraca na łóżko, kładąc się obok mnie.
— Chcesz porozmawiać? — pytam po dłuższej chwili.
— Nie.
Przytakuję.
— Dziękuję — szeptam, zanim trwamy w milczeniu.

___________

Witajcie :) Początek tygodnia to dobry moment na publikację kolejnej części, więc jestem. Ciekawi mnie jak zareagowaliście na długo wyczekiwaną scenę pocałunku. W tej historii bardzo podoba mi się to, że wszystko przebiegło bez wielkiego BUM. Od przyjaźni przeszli do czegoś więcej... ach pięknie! Piszcie jak wrażenia.
Kolejną część planuję dodać za tydzień, ale nie wiem czy się uda, ponieważ jadę do domu, a tam zawsze dzieje się coś nieoczekiwanego. Więc trzymajcie kciuki.
Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego (krótkiego) tygodnia! Enjoy!

Rozdział 22: Jasnowidz

niedziela, 13 maja 2018

— Na słówko? — szeptam do Draco, gdy schodzę za nim, kiedy próbuje uciec po kolacji.
Chwytam go za rękaw i zaciągam do jednego z pokoi. Wygląda na wyjątkowo czyste niż poprzednim razem, kiedy tu się zatrzymaliśmy. Siadam na jednej z kanap, a Draco opiera się o ścianę, krzyżując ręce na szerokiej piersi. Maska obojętności pojawia się na jego twarzy, gdy na mnie patrzy. Cisza ciągnie się w nieskończoność.
— Czy Luna mówiła prawdę? Planowałeś rozmawiać z Ronem o… o tym? — pytam.
— Tak — odpowiada, ciągle na mnie patrząc.
— Dlaczego?
— To sprawia, że wszystko wydaje się trudniejsze, a ja naprawdę tego nie potrzebuję. Wystarczą mi problemy z moją matką — wyjaśnia spokojnie.
Zerkam na swoje kolana.
— I to wszystko? — mamroczę cicho.
Wciąż na mnie patrzy, ale nie śmiem zidentyfikować emocji z jego rysów twarzy.
— Nie powinien tak się zachować, a szczególnie wyładowywać się na tobie lub mówić tak okrutne rzeczy, zwłaszcza przy takiej publiczności.
Przytakuję, po czym zerkam na niego, mając jeszcze jedną prośbę.
— Nie rozmawiaj z Ronem, Draco — proszę. — To nie skończy się dobrze, a ja nie chciałabym… Po prostu tego nie rób, dobrze?
— Wierzę, że Lovegood zaczęła tworzyć swoją przepowiednię. Coś jeszcze?
— Nie.
— Dobranoc, Hermiono — mówi i wymyka się z pomieszczenia.
— Dobranoc — szeptam do pustego pokoju.
Cisza narasta, gdy myślę o domu, który utraciliśmy niecałe dwadzieścia cztery godziny temu. Krew gotuje się we mnie na wspomnienie Rona. Moje stopy kierują się w sobie wiadomym kierunku, zanim jeszcze podejmuję decyzję.
BAM. Drzwi do pokoju Rona otwierają się. Siedzi na skraju łóżka i podskakuje, gdy wchodzę.
— Ronaldzie, połowa mnie myśli o tym, aby za pomocą różdżki przypomnieć ci o twojej mamie, zanim cię do niej odeślę — krzyczę. Rudzielec wygląda na zszokowanego i trochę przestraszonego.
— Miona? — odpowiada, prawie jęcząc.
— Och, nie Mionuj mi tu. Nie mogę uwierzyć, że miałeś czelność powiedzieć takie rzeczy przy tych wszystkich ludziach — mówię, zbliżając się do niego. — Być może nie pamiętasz, ale niecałe sześć miesięcy temu przyłapałam ciebie z Lavender, a ty oskarżasz mnie o ślepotę i jakąkolwiek relację z Draco.
— Od kiedy mówisz do niego Draco? — Ron odgryza się, gniew dał mu trochę odwagi.
— Od kiedy był przy mnie, gdy ty miałeś mnie gdzieś — odpowiadam.
— Byłbym tam, gdybyś nie spotykała się z wężem — broni się.
— Kto według ciebie nauczył mnie Oklumencji, co? Musiałam się tego nauczyć, ale wiesz co? To nie jest twój cholerny interes z kim się spotykam, więc dorośnij.
— Dorośnij? To ty spędzasz czas ze Ślizgonem. Oni są jak trucizna i będą naszym końcem.
— Draco podpisał magiczną umowę, zobowiązującą go do niepodejmowania działań przeciwko nam — odpowiadam cicho. — Pamiętam czasy, gdy całkowicie mi ufałeś i szczerze mówiąc, nie mam pojęcia kiedy i dlaczego się to zmieniło, ale po tym wszystkim co zrobiłam, nadal robię i będę robić… po tym wszystkim, co… straciłam — dławię się — nie rozumiem, jak możesz myśleć, że kiedykolwiek mogłabym zrobić coś, aby nam zagrozić, bez względu na to, co czuję.
Potrząsam głową, nie zawracając sobie głowy otarciem łez z twarzy. Przechodzę przez drzwi, wychodząc na schody, czując dziurę w klatce piersiowej. Harry wychodzi z pokoju obok, rozkładając ramiona. Wpadam na niego, obejmując przyjaciela w talii.
— Czy miałaś czas na żałobę po nich? — pyta delikatnie Harry w moje włosy.
— Nie miałam nawet szansy ich pogrzebać — szeptam w odpowiedzi. — Nie wiem, co się stało z ich ciałami.
— Tak mi przykro.
— Kolejni rodzice poświęceni w tej wojnie — mówię z goryczą, patrząc w zielone oczy Harry’ego. — Ile osób jeszcze umrze, zanim zakopiemy tę wojnę pod dywan?
Marszczy brwi i kręci głową, puszczając mnie.
— Nie wiem.
Harry kiwa głową do kogoś za mną. Odwracam się i widzę, że Draco znika w swoim pokoju. Harry ściska moją dłoń, a gdy na niego zerkam, uśmiecha się.
— Ale my to skończymy — mówi. Przytakuję, uśmiechając się lekko, nie mając sił na więcej. — Prześpij się.
— Ty też.
Kilka minut później zanurzam się w łóżku, medytując przez pół godziny, zanim zasypiam.

~*~*~*~*~*~

            Następnego ranka szybko rozrywam kopertę zawierającą przepowiednię Luny. Zgrabny scenariusz spogląda na mnie z pergaminu.

Wieczór Hermiony, wtorek, 1 lipca 1997
99,1% Hermiona zaciągnie Draco do pustego pokoju, aby zapytać go, dlaczego chce rozmawiać z Ronem.
0,9% szans, że Draco ucieknie, 49% Hermiona będzie krzyczeć na Rona.
86% Draco będzie kłamać i mówić, że głównym powodem jego rozmowy z Ronem jest uniknięcie problemów z matką.
31% Hermiona nie będzie wypytywać o jego motywy.
92% Hermiona poprosi Draco, aby nie rozmawiał z Ronem.
97% Draco powie, że jej słowa go nie przekonują.
16% Draco i tak porozmawia z Ronem, nawet jeśli Hermiona poprosi, aby tego nie robił.
84% Hermiona będzie krzyczeć na Rona z powodu tego, co powiedział o niej i Draco.
77% Hermiona w trakcie kłótni zapomni rzucić zaklęcia wyciszające.
6% Ron zrozumie powód kłótni i przeprosi.
Jeśli zaklęcie wyciszające nie zostało rzucone, na 95% Harry pocieszy Hermionę.
Jeśli zaklęcie wyciszające zostało rzucone, na 64% Hermiona zaśnie z płaczem, mając koszmary nocne, które obudzą cały dom.
Jeśli zaklęcie wyciszające zostało rzucone, na 36% Hermiona coś potłucze.
99% Hermiona przeczyta to, zanim wyjdzie z łóżka lub porozmawia z innymi.
To powoduje 65% szans, że Hermiona obudzi dom swoimi koszmarami.
Po przeczytaniu tego jest 100% szans, że Hermiona dojdzie do wniosku, iż Luna jest jasnowidzem.

— Och, Merlinie — mówię na głos. — Luna jest jasnowidzem.
Udaję się do pokoju Luny, nie przebierając się z piżam i niepewnie pukając.
— Wejdź, Hermiono — jej rozmarzony głos unosi się echem za drzwiami.
Zaglądam do środka, kiedy je otwieram. Luna, w pełni ubrana, siedzi ze skrzyżowanymi nogami na łóżku twarzą do drzwi i patrzy wyczekująco. Wślizguję się, zamykając za sobą drzwi i szeptając zaklęcie wyciszające. Biorę krzesło stojące przy biurku i siadam na nim.
— Czytałaś moje przepowiednie — stwierdza blondynka.
— Tak — odpowiadam, marszcząc brwi. — Czy możesz powiedzieć, które przepowiednie się sprawdziły? Czy widzisz przeszłość?
— Będę wiedziała, gdy na nie spojrzę — odpowiada po prostu. — Ale nie widzę przeszłości, nie w taki sposób, jak myślicie. Mogę zobaczyć przyszłość i miejsca, wiem, jak wszystko przebiegnie i czuję, czy przepowiednia się spełniła, jeśli na nie patrzę. Jednak nie mogę opowiedzieć o przeszłości, jeśli najpierw nie widziałam przyszłości. To dar od mojej mamy. — Luna uśmiecha się.
— Ty i twoja matka miałyście różne zdolności?
— Bardzo wielu proroków może widzieć przeszłość, teraźniejszość i przyszłość tylko najpotężniejsi. Większość widzi obie, ale są ze sobą splecione. Ja natomiast, mogę zobaczyć możliwą przyszłość i czuję, która z nich została wybrana w teraźniejszości.
Luna spogląda ponad moje ramię. Zapada cisza między nami, którą przerywam.
— A twoja matka?
Jej uśmiech oślepia mnie szczerą i głęboką tęsknotą.
— Widziała przeszłość i przyszłość danej osoby, jak dwie drogi, ciągnące się w różnych kierunkach, połączone przez tę osobę. Nie widziała wielu osób naraz i tak naprawdę męczące było to, że musiała myśleć o wszystkich tych ludziach, o tym jak się przeplatają i jakie mają różne przeszłości i przyszłości.
— Czy możesz widzieć kilka osób na raz?
— Tak, jeśli pomyślę o miejscu i czasie, widzę przyszłość wszystkich — mówi Luna, lekko wzruszając ramionami.
— Za jaką cenę? — szeptam.
Dotyka mojej dłoni.
— Nie mogę zobaczyć siebie — odpowiada. — Albo jak moja obecność wpłynie na sytuacje, zmieni je. Prorocy nie mogą zobaczyć siebie i to jest ich słabością.

~*~*~*~*~*~

Cisza zawładnęła domem przez cały dzień. Mieszkańcy spędzają czas samotnie, próbując poradzić sobie ze swoimi emocjami. Ron prawie w ogóle nie wychodzi z pokoju, tak samo Malfoy. Tymczasem pan Lovegood wędruje po domu, rzadko jednocząc się z innymi. Mijam go, gdy kieruję się do domowej biblioteki.
Harry siedzi na parapecie, wpatrując się w kolorowe szkło. Nie podnosi wzroku, gdy wchodzę. Marszczę lekko brwi, zanim przechodzę między półki w poszukiwaniu odpowiedniej księgi.
— Torturował Snape’a — mówi głos Harry’ego.
Odwracam się, aby zastać go nadal wpatrującego się w okno. Szybko podchodzę bliżej.
— Voldemort? — pytam, a on przytakuje. — Dlaczego?
— Za zabicie Dumbledore’a za szybko lub za późno — odpowiada tonem pozbawionym emocji.
— Skąd wiesz?
Harry w końcu na mnie zerka.
— Obserwowałem — szepta, drżącym głosem. — Otworzyłem drzwi i zobaczyłem Voldemorta.
— Czy… czy on wiedział, że tam jesteś? — naciskam.
— Nie.
— Harry…
— Nie mógł, Hermiono — odpowiada, odwracając się do okna. — Połączenie nadal istnieje. Ja po prostu… chciałem wiedzieć.
— Czy Snape?
— Żyje. — Wzdycham z ulgą. — Voldemort był wściekły, że nie powstrzymał Dumbledore’a przed zniszczeniem trzech horkruksów lub nie czekał wystarczająco długo na twoją śmierć. Cóż… Snape wyjaśnił, że nie było czasu i to była jedyna szansa, aby dostali to, czego chcieli. Przetrwa to.
— Dobrze — szeptam.
Opadam na krzesło obok Harry’ego i wpatruję się w okno migoczące purpurą, błękitem i czarnością. Jest piękne, ale w tym momencie czuję tylko ciemność i niepokój.
— Myślisz, że możemy wygrać? — pyta Harry po dłuższej chwili.
— Muszę — odpowiadam. — Czy to wszystko byłoby coś warte, gdybyśmy nie wygrali?
Przytakuje.
— Czego się dowiedziałaś z przepowiedni Luny? — pyta, ale mam wrażenie, że tylko po to, aby zapełnić ciszę niż z ciekawości.
— Jest jasnowidzem — mówię po prostu.
— Czy to coś zmieni? — Odwraca się do mnie.
Otwieram usta, szukając słów.
— Nie powiedziałabym tego, gdyby nie pomogło — głos Luny dobiega zza drzwi.
— Myślałam, że powiedziałaś… — zaczynam.
— Powiedziałam, że nie jestem w stanie wypowiedzieć się o tym w tej chwili, ale to nie znaczy, że nie mogę pomóc się z tym uporać — wyjaśnia pewnym siebie głosem, nie pozbawionym lekkości.
— Jak… — Głos Harry’ego cichnie obok mnie, gdy jego zielone oczy skupiają się na blondynce. Jej twarz rozjaśnia szeroki uśmiech.
— Zaplanujemy — mówi, jakby to była najłatwiejsza rzecz na świecie. — Zaplanujemy całą bitwę, wprowadzając zmiany, jeśli stwierdzę, że możemy to rozwiązać inaczej. Atakujesz, gdy wiesz, że możesz wygrać. Chyba że nie chcecie? — dodaje, mrugając okiem.
Harry uśmiecha się do niej.
— Nie, to brzmi dobrze — odpowiada z łatwością.
Napięcie wokół jego oczu zdaje się zanikać, gdy patrzy na tę cudowną czarownicę, która wydaje się nieprawdziwa. Odsuwam się, pozwalając, by Luna usiadła obok niego i dając im chwilę dla siebie, zanim nie będziemy mieli czasu na przyjemności.


____________

Witajcie :) w ten niedzielny, słoneczny dzień publikuję kolejny rozdział opowiadania. Nie wiem jak Wam, ale podoba mi się sposób, w jaki został przedstawiony wątek Luny. Mam wrażenie, że w wielu opowiadaniach jest pomijana, a tutaj będzie odgrywała kluczową rolę. Poza tym Luna z Harrym to ship życia (pomijając dramione oczywiście). Więc jakie macie wrażenia po tej części? Podzielcie się nimi w komentarzach.
Zawsze w moim słowie po rozdziale (jak to dumnie brzmi, heh) informuję Was o postępach moich tłumaczeń lub opowiadań. Cóż, nie będę ukrywać, że ten tydzień nie przyniósł żadnych zmian. W zeszłą niedzielę wprowadziłam się do nowego mieszkania i próbuję wszystko ogarnąć, a pomimo ośmiu miesięcy w Warszawie nadal nie jest to tak proste jakby się mogło wydawać. Oczywiście mam wielkie plany dotyczące moich tłumaczeń, a raczej nadrobienia zaległości, bo prawdę mówiąc, Live Again powinnam już dawno skończyć. Dlatego postaram się poprawić. Mam wielką nadzieję, że to sprawi, że będziecie czytać i komentować, bo niestety z tym ostatnim jest kiepsko, a to w ogóle nie daje motywacji do dalszej pracy. Czy mogę na Was liczyć?
Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia! Enjoy!