[T] [M] Uciekinierzy

sobota, 22 grudnia 2018

Tytuł oryginału i link: The Runaways
Autor oryginału: viv-heart
Autor tłumaczenia: Arcanum Felis
Zgoda na tłumaczenie: jest
Fandom: Harry Potter
Para: Dramione
Status: miniaturka (liczba słów: 1 979)
Gatunek: romance, hurt, comfort
Klasyfikacja: T
Opis: Osiem lat po wojnie Hermiona Granger — dosłownie — wpada na Draco Malfoya w miejscu, gdzie nigdy nie spodziewałaby się go widzieć: na lotnisku w Amsterdamie.

Hermiona klnie. Głośno. Lata radzenia sobie z korupcją, idiotyzmem i chciwością sprawiły, że stała się porywcza i dosadna.
Jej lot został odwołany, a kolejny ma być dopiero po północy. Siedem godzin na tym cholernym lotnisku, gdzie nic się nie dzieje. Jest wściekła i bardzo, ale to bardzo zmęczona. Niewiele jednak może zrobić, ponieważ na zewnątrz szaleje ta cholerna burza.
Wraca właśnie z międzynarodowego kongresu w Nowym Jorku, zatrzymała się nawet na dwa dni w Londynie, aby załatwić kilka spraw w ministerstwie, choć chciałaby już po prostu wrócić do Kenii. Na swoje nieszczęście została uziemiona w Amsterdamie.
Dlaczego nie użyła świstoklika? Ach, racja. Musiała pracować z mugolską organizacją, która nalegała, że odbiorą ją z lotniska. A brytyjskie ministerstwo nie organizuje świstoklików do Kenii ze względu na sytuację w kraju.
Hermiona kupuje sobie za drogą kawę, wiedząc, że i tak nie zaśnie, po czym odwraca się, aby znaleźć miejsce do siedzenia.
Zderza się z kimś, a jej kawa rozlewa się na jego płaszcz.
Kiedy spogląda w górę, chcąc przeprosić, jej oczy rozszerzają się z zaskoczenia.
— Granger — mamrocze Draco Malfoy z irytacją, patrząc w dół na swoje zniszczone ubranie. — Miło cię tu spotkać.
— Bardzo, bardzo przepraszam! — Hermiona, nie wiedząc, co innego może zrobić, odkłada papierowy kubek z resztką kawy i postanawia wyczyścić jego płaszcz serwetką, którą trzyma w ręku.
— Nie przejmuj się tym. — Draco brzmi trochę nieswojo. — Wiesz, że mogę szybko to wyczyścić. Oczywiście nie tutaj.
Hermiona zamiera i pozwala, aby jej ramiona opadły z bezradności.
— Racja. Przepraszam. Dużo pracuję z mugolami i… — przerywa, przeczesując dłonią swoje napuszone loki. Wiele z nich ścięła, odkąd wojna się skończyła i teraz nie sięgają nawet do ramion, ale i tak nie udaje się ich poskromić.
— To wiele wyjaśnia — mówi Draco, nie patrząc na nią. Zerka przez ramię, a Hermiona czuje się jak głupiec. Przez przypadek na niego wpadła, on nie chce z nią rozmawiać, a nawet jeśli ciekawość ją zabija i nie ma nic do robienia, jasne jest, że Draco czuje się nieswojo z powodu ich spotkania.
— Powinnam już iść… — Zanim Hermiona kończy zdanie, jego dłoń otacza jej nadgarstek i kobieta patrzy na niego ze zdziwieniem.
— Kiedy wylatujesz?
Hermiona marszczy brwi.
— Czy to ważne?
Draco zagryza wargę, wciąż nie patrząc jej w oczy.
— Chciałbym kupić ci kawę, jeśli nie masz nic przeciwko.
W tym momencie Hermiona nie może się powstrzymać i pozwala sobie na cichy, zgorzkniały śmiech. Nawet nie wie, skąd on pochodzi. To bez znaczenia.
— Kupić mi kawę? Kiedy nawet nie masz odwagi spojrzeć mi prosto w oczy? Malfoy, nie lubisz mnie, a ja nie lubię ciebie. Dlaczego, u licha, miałbyś chcieć kupić mi kawę?
Draco wzdycha i wreszcie na nią spogląda.
— Nie wiem, czy zauważyłaś, ale po wojnie praktycznie uciekłem z Wielkiej Brytanii. Nie miałem kontaktu z nikim, kto tam przebywał i jestem pewien, że trąbią o tym w Proroku. Kiedy zobaczyłem ciebie tutaj, miałem nadzieję, że możesz mi powiedzieć, jak sprawy się mają. Ale teraz widzę, że to był raczej głupi pomysł.
Odwraca się, aby odejść, ale tym razem Hermiona go powstrzymuje, nawet jeśli potem zawsze mówiła, że nie ma pojęcia, dlaczego tak zrobiła, kiedy pytał ją o to wiele lat później.
— Jedna kostka cukru, bez mleka.
Gdy Draco to zapamiętuje, kieruje się do baru.
— Nie jestem najlepszym wyborem, aby pytać o Anglię — mówi Hermiona, gdy mężczyzna stawia napoje między nimi. — Nie mieszkam tam od wojny, więc nie, nie zauważyłam twojego zniknięcia.
Draco wygląda na dość zaskoczonego.
— Gdzie wyjechałaś?
— Szkoła medyczna w Niemczech, a potem wyjechałam z Lekarzami bez Granic do Afryki. Łatwiej było dostać się na nieznany mugolski uniwersytet niż uciekać z jednym z moich przyjaciół ze szkoły. Łatwiej było dostać się na zagraniczny mugolski uniwersytet, ponieważ szanse na wpadnięcie na jednego z moich rzekomych kolegów ze szkoły były naprawdę nikłe. Chciałam uciec z Anglii i pomagać ludziom, więc właśnie to teraz robię.
— A co z Weasleyem? — wypala Draco, nie mogąc się powstrzymać, a Hermiona krzywi się. Spodziewała się tego pytania, ponieważ wszystkich to interesowało, nawet kilka lat po ich niewinnym pocałunku, ale to nie znaczyło, że jej się to podobało.
— Nic. Coś powinno być? Nigdy się nie umawialiśmy.
Draco znowu na nią nie patrzy, skupiając zbyt dużą uwagę na swojej kawie, najwyraźniej świadom, że ją zdenerwował.
— Przepraszam, domyślam się, że dużo osób o to pyta — mówi.
Na twarzy Hermiony pojawia się kwaśny uśmiech.
— Można tak powiedzieć. Ale dosyć o mnie. Co się stało z tobą? Dlaczego tutaj jesteś?
Draco przekłada kawę z jednej ręki do drugiej, a jego oczy patrzą na kubek, kiedy odpowiada:
— Zrobiłem jedną rzecz, w której jestem naprawdę dobry. Uciekłem. Wyjechałem z rodziną do Francji, gdzie posiadamy kilka nieruchomości. Stamtąd podróżowałem z Blaise’em i Teo, a potem z innymi towarzyszami. Przez ten czas straciłem wszystkich, wymieniając firmę na aparat. — Wskazuje małą torbę, której Hermiona wcześniej nie dostrzegła.
— Gdzie teraz się wybierasz?
Draco wzrusza ramionami.
— Nie wiem. — Widząc zdziwioną minę Hermiony, wzdycha i wyjaśnia dalej: — Przyjeżdżam na lotnisko i wybieram losowy lot. Najpierw robiliśmy to dla zabawy i rozproszenia, ale to było dawno temu. Teraz chcę zobaczyć i poznać jak najwięcej. Wiem, że byłem uprzedzonym, ograniczonym dzieckiem, ale chcę to zmienić. Chcę się uczyć.
Nie zastanawiając się, Hermiona kładzie swoją dłoń na jego, skutecznie powstrzymując go od irytującej zabawy kubkiem i zmuszając do spojrzenia na nią.
— Już się zmieniłeś, jeśli tak myślisz.
Draco krzywi się i odsuwa swą dłoń.
— Jesteś najbardziej wielkoduszną osobą na tej cholernej planecie, Granger. Łatwo tak mówić.
Hermiona, która miała wypić kawę, gwałtownie stawia kubek na stoliku, a kawa rozpryskuje się, jednak żadne nie zwraca na to uwagi.
— Gdybym była wielkoduszna, nie byłoby mnie tutaj — oświadcza, a jej głos drży z wściekłości.
— Gdybyś nie była wielkoduszna, mnie także by tutaj nie było — odpowiada Draco, patrząc jej w oczy. — Gdybym wpadł na Weasleya na tym cholernym lotnisku, zapewne spędziłbym noc w szpitalu.
— Gdybym wybaczyła Ronaldowi, prawdopodobnie spędzałabym noc w ciepłym łóżku razem z nim, a może z dzieckiem lub dwojgiem. Ale ze wszystkich ludzi, siedzę tutaj z tobą. Jak bardzo wielkoduszna jestem?
Milczą po jej wybuchu, nie wiedząc, jak poradzić sobie z tak dużą uczciwością wobec siebie — dwójki osób, które były wrogami przez większość swojego życia.
— Więc, dokąd właściwie się wybierasz? — pyta Draco, najbardziej nonszalancko jak potrafi, udając, że sprawdza swój telefon.
— Kenia.
Draco kiwa głową, obracając się na fotelu.
— Granger — mówi wreszcie, a ona patrzy na niego, nie wiedząc, czego się spodziewać. — Czy nie miałabyś nic przeciwko, żebym ci towarzyszył?
Hermiona mruga kilka razy, nie będąc pewną, czy zasnęła i to spotkanie jej się śni.
— Chcesz ze mną jechać? Do Kenii?
Draco pociera swój kark z zakłopotaniem.
— A chciałabyś?
— Dlaczego?
Na jego twarzy pojawia się dziwny uśmiech i Hermiona nie wie, co powinna czuć w tej chwili. Po raz pierwszy, odkąd wpadła na niego na tym cholernym lotnisku, pyta samą siebie, kim jest ten mężczyzna naprzeciwko niej, którego nie widziała od ośmiu lat. Musi przyznać, że ta mała zmiana jego osobowości intryguje ją.
— Jeszcze tam nie byłem — mówi, wahając się, nie wiedząc, czy powinien kontynuować, ale gdy Hermiona przechyla głowę w jego kierunku, dając mu do zrozumienia, że słucha, Draco wzdycha i kontynuuje: — Myślę także, że mam dość samotnych podróży. Czuję, że to nasze przypadkowe spotkanie — wskazuje na nią, a potem na siebie — coś znaczy. Nie wierzę w Boga czy przeznaczenie, czy cokolwiek innego, ale teraz jest inaczej. Szczerze mówiąc, nie obchodzi mnie to, co obecnie dzieje się w Anglii. Podszedłem do ciebie, ponieważ chciałem z tobą porozmawiać.
Ona rozmyśla o jego wyznaniu i mija wieczność, zanim się zgadza.
— Ale będziesz musiał słuchać wszystkiego, co mówię. Nie chcę mieć twojej krwi na rękach.
Draco przytakuje i Hermiona uśmiecha się do niego, pierwszy raz tego popołudnia prawdziwym uśmiechem, co zaskakuje Draco.
— Wyładniałaś — mówi, a ona podnosi brew.
— Wiem, dziękuję.
Draco wybucha śmiechem, słysząc jej słowa, a jego policzki lekko różowieją.
— Nie to miałem na myśli. Wyglądasz tak świetnie, jak podczas Balu Bożonarodzeniowego.
— Nie lubię tego wspominać — odcina się, co powoduje, że Draco unosi brew.
— Możesz rozwinąć temat?
Kiedy potrząsa głową, jej krótkie włosy zostają na nosie. On wyciąga rękę i je strąca. Hermiona tego nie komentuje.
Siedzą w milczeniu, każdy zajęty swoimi myślami, dopóki kelner nie podchodzi do ich stolika i pyta, czy chcą coś jeszcze zamówić.
Hermiona zerka na zegarek, minęły tylko dwie godziny, więc zamawia filiżankę herbaty i jagodową babeczkę, a Draco odchodzi, usprawiedliwiając się kupieniem biletu.
Jest zaskoczona, widząc go powracającego po dwóch godzinach.
— Myślałaś, że nie wrócę. — To nie jest pytanie i ona gwałtownie przytakuje, a Draco przeczesuje dłońmi swoje krótkie włosy.
— Dlaczego zgodziłaś się, żebym z tobą poleciał, skoro mnie tam nie chcesz?
— Nie wiem — odpowiada szczerze Hermiona, kiedy Draco wstaje, aby zamówić coś dla siebie.
— Czego chcesz od życia? — pyta, gdy ponownie siada, trzymając w dłoniach kanapkę z pomidorem i mozzarellą oraz kawę latte, a pytanie zaskakuje Hermionę.
Patrzy na swoją babeczkę, zanim wreszcie spogląda na Draco.
— Szczęścia.
Odpowiedź jest tak prosta, że mężczyzna wybucha śmiechem.
— Serio, Granger? Nie stać cię na coś lepszego?
Hermiona wzrusza ramionami.
— Czego chcesz od życia, Malfoy?
— Odkupienia.
Dłoń Hermiony, w której trzyma kawałek babeczki, zamiera w drodze do ust.
— Co przez to rozumiesz? — pyta, odkładając ciastko, momentalnie tracąc apetyt.
Mężczyzna wzrusza ramionami i nie chce odpowiadać, ale Hermiona nie ustępuje.
— Malfoy. Draco. Porozmawiaj ze mną.
— Nie chcę nigdy więcej budzić się z krzykiem w środku nocy. Nie chcę, aby rodzice ukrywali swoje dzieci przed moim spojrzeniem. Chcę przestać siebie nienawidzić.
Hermiona patrzy na niego z przerażeniem, gdy kończy mówić.
— Rodzice chronią swoje dzieci przed tobą?
— W taki sposób można rozpoznać brytyjskich turystów — oświadcza bez śladu humoru w głosie.
Hermiona przełyka ślinę, pytając siebie, czy naprawdę powinna to zrobić, ale wyraz jego twarzy, sprawia, że chce mu pokazać, iż nie jest sam.
— Zostałam lekarzem, ponieważ czuję się winna. Przetrwałam wojnę, w której zginęło tak wiele osób, a niektóre z nich umarły, abym ja mogła żyć. — Bierze głęboki oddech, nie patrząc na niego i starając się powstrzymać łzy, które napływają do oczy za każdym razem, gdy o tym myśli. — Nie mogłam ich uratować i nienawidzę siebie za to. Nazywają mnie najmądrzejszą czarownicą naszych czasów, ale zawaliłam. Dlatego staram się ratować wszystkich.
Hermiona jest zaskoczona, gdy otaczają ją czyjeś ręce. Nie zauważyła, że Draco wstał, ale nie wie, co robić, dlatego odwzajemnia ten niezręczny uścisk.
Jego policzki są różowe, gdy odsuwa się, a ona nie może się powstrzymać przed uśmiechem.
— Dzięki — mówi, a on także się uśmiecha.
— Nie wspominajmy tego. Nigdy więcej.
W tym momencie kobieta wybucha śmiechem i myśli, że może zabranie ze sobą Draco Malfoya do Kenii nie będzie złym pomysłem.
Mały uśmiech, który mężczyzna próbuje ukryć za filiżanką, sprawia, że Hermiona śmieje się jeszcze głośniej.
— To dziwne — mówi Hermiona, gdy się uspokaja i widząc pytające spojrzenie Draco, wyjaśnia: — My, rozmawiający, to nieoczekiwane.
— Ale czy niepożądane? — Nie patrzy na nią, gdy zadaje pytanie, ale zdradza go głos. Stracił doskonałą samokontrolę, która trenował od dziecka lub po prostu się tym nie przejmuje — Hermiona tego nie dostrzega, ale za pewne wie, że on najbardziej obawia się odpowiedzi.
— Nie. Wcale nie.
W milczeniu dopijają napoje i wychodzą z kawiarni, gdy ich filiżanki są puste. Draco bierze torbę Hermiony i znajdują najbardziej pusty kąt, gdzie siadają na brzydkich, plastikowych krzesłach lotniska.
Wkrótce Hermiona kładzie głowę na ramieniu Draco, a on beztrosko rysuje kółka na jej plecach.
Hermiona jest na wpół śpiąca, gdy ogłaszają ich lot i Draco musi praktycznie nieść ją do samolotu, ponieważ nie chce wstać, czując się komfortowo.
— Więc uważasz, że jestem wygodny? — Draco śmieje się, gdy podnosi Hermionę i bierze na ręce, a ona przytakuje, uśmiechając się figlarnie.
— Jeśli chcesz, możesz ze mną spać, gdy dolecimy do Kenii. — Draco zamiera, gdy zdaje sobie sprawę z tego, co właśnie powiedział i spogląda z niepokojem na Hermionę, spodziewając się, że go uderzy i każe spadać.
— Może wreszcie będziemy mogli spać całą noc — mówi Hermiona zamiast tego i wlecze go za sobą.
Kiedy wreszcie wychodzą z samolotu w Kenii, idą ramię w ramię i Hermiona jest pewna, że Draco ma rację, a ich spotkanie coś oznacza, ale wolałaby umrzeć, niż to przyznać.
__________

Witajcie :) niedługo święta, więc pora opublikować coś specjalnie na tę okazję. Wiem, że ta miniaturka nijak ma się do Bożego Narodzenia, ale lotnisko i wyjazdy też się z nimi kojarzą, więc może jednak pasuje. Jestem ciekawa Waszych wrażeń co do postaci, fabuły.
Korzystając z okazji, chciałabym wszystkim złożyć życzenia świąteczne. Zdrowych, wesołych, radosnych i spędzonych w gronie rodzinnym Świąt Bożego Narodzenia, bogatego Mikołaja, samych miłych chwil i przede wszystkim spełnienia marzeń w nowym 2019 roku. Niech będzie lepszy od poprzedniego! Odpoczywajcie, regenerujcie siły i zróbcie coś dla siebie. Jeszcze raz wszystkiego dobrego! :)
Tyle ode mnie. Lecę oglądać serial. Miłego odpoczynku! Enjoy!

Epilog

piątek, 14 grudnia 2018

Narracja pierwszoosobowa z perspektywy Hermiony

Myślę dużo o tym, co powiedział Harry Voldemortowi w ostatecznej bitwie. O lojalności jako mocy, której nie posiadał. Łatwo zrozumieć, że strach i głód władzy nie znaczą to samo co lojalność.
Lojalność.
Lojalność matki wobec swojego dziecka, gdy zapewnia mu bezpieczeństwo, ukrywając go i umierając, by ochronić swój skarb. Lojalność osoby, która decyduje się wziąć udział w bitwie, mając na uwadze, że może już nigdy nie zobaczyć swojej ukochanej. Lojalność córki umierającej dla swojej rodziny.
Lojalność żony, która oddaje życie za siostrzeńca. Lojalność męża walczącego jak demon, gdy jej już nie ma, który potem z miłością opiekuje się ich synem. Lojalność starszego mężczyzny, umierającego z właściwych powodów i mającego nadzieję, że to wystarczy.
Lojalność człowieka, który porzuca swego pana i kończy wojnę. Tyle lojalności. Może za dużo.

~*~*~*~*~*~

— Jesteś gotowa? — pyta Harry, wsuwając głowę do pokoju.
Przytakuję i wychodzę, biorąc go pod rękę.
Harry prowadzi mnie po dywanie, ludzie stoją po obydwu stronach. Czteroletni Teddy poskakuje obok Remusa, który ma łzy w oczach. Pani Malfoy — Narcyza znajduje się z drugiej strony na samym końcu, uśmiechając się radośnie.
Harry przytula mnie mocno, a potem kiwa głową do Draco, stając na swoim miejscu. Widownia siada.
Luna stoi boso w srebrnej sukience tuż za mną. Nie mogę mieć do niej pretensji, ponieważ jest w ósmym miesiącu ciąży. Blaise znajduje się po przeciwnej stronie i wygląda dostojnie w czerwonych szatach.
Na samym środku widzę Draco, mojego Draco.
Wojna zakończyła się cztery lata temu i oczywiście wygraliśmy.
Żyj na nowo to tłumaczenie zaklęcia, które sprowadziło nas z powrotem i zbliżyło do siebie. Otrzymaliśmy szansę na wygranie wojny, ale także na szczęśliwe, wspólne życie.
Wokół nas jest tyle lojalności. Wystarczy także dla nas.
____________

Witajcie :) wreszcie nadszedł ten moment, gdy publikuję epilog Live Again. Ciężko jest mi pozbierać myśli i napisać coś sensownego. Z jednej strony bardzo się cieszę, że wytrwałam te ponad dwa lata i udało mi się skończyć tłumaczenie w grudniu. Z drugiej będzie mi bardzo brakowało tego opowiadania. Przyzwyczaiłam się do bohaterów, tematyki i klimatu. 
Początkowo obawiałam się, że historia może nie wszystkim przypaść do gustu. Oczywiście tak się stało, bo nie każdemu odpowiada narracja pierwszoosobowa, jednak były osoby, które dzielnie mi towarzyszyły lub dołączały w trakcie. Baaardzo Wam dziękuję za komentarze, wyświetlenia i gwiazdki na Wattpadzie. Nawet nie wiecie jak mnie cieszy fakt, że po prostu są. Mogłabym dziękować każdemu z osobna, ale nie starczyłoby czasu, żeby wymieniać. Dlatego napiszę tylko dziękuję i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś wrócę do tłumaczenia. Bo jak na razie potrzebuję przerwy, resetu, wiadomo o co chodzi. Nieoczekiwany awans w pracy spędza mi sen z powiek, więc nie mam zbyt wiele czasu na tworzenie lub szukanie opowiadań. Mam nadzieję, że to rozumiecie. Kto wie, może będąc w domu na święta będę miała pomysł na Last Minute Love? Ech, chciałabym...
Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego weekendu. Enjoy!

Rozdział 39: Lojalność

niedziela, 9 grudnia 2018

Rozdział pisany w trzeciej osobie

Harry bierze głęboki oddech.
— Zwyciężymy — szepcze Hermiona.
Poczucie winy ściska go w dole brzucha, ale kiwa głową.
— Chodźmy — woła.
Wszyscy zebrani w Wielkiej Sali wychodzą na zewnątrz. Przez chwilę Hermiona jest zaskoczona, widząc pojedynki rozgrywające się na terenie Hogwartu. Ostatnio nie potrzebowali zaklęć rozgrzewających, ale wtedy nic im nie sprzyjało.
Draco odciąga ją brutalnie na bok, a zaklęcie wbija się w ścianę.
— W porządku? — pyta chłopak.
Hermiona przytakuje i zaczyna rzucać własne klątwy.

~*~*~*~*~*~

Harry rzuca kilka zaklęć, zmierzając na środek korytarza. Voldemort bacznie mu się przygląda. Spotykają się w samym centrum chaosu.
— Gotowy na śmierć, Harry Potterze? — pyta Voldemort.
— Tak, ale najpierw ty — odpowiada Harry.
Różdżka Voldemorta jest ledwo widoczna, ponieważ rzuca klątwę po klątwie. Umiejętności Harry’ego znacznie się poprawiły, odkąd spotkali się na cmentarzu dwa i pół roku temu. Czarna różdżka ma niesamowitą moc.

~*~*~*~*~*~

— Nie pozwól, żeby zaatakował cię innym zaklęciem niż klątwa zabijania — ostrzegła Luna. — Twoje ciało musi być nienaruszone.

~*~*~*~*~*~

Harry unika ognia, który pali trawę. Następnie odpowiada tym samym. Odetchnij głęboko, myśli chłopak.
Expelliarmus — wymawia formułę, a Voldemort odpowiada zaklęciem.
— Pora umierać — syczy. Harry znajduje drzwi z błyskawicą w swoim umyśle. — Avada Kedavra — mówi Voldemort.
Zielone światło zmierza do Harry’ego, gdy ten otwiera drzwi, wypuszczając horkruksa.
Harry upada na ziemię z pustymi oczami.
Voldemort wybucha histerycznym, triumfalnym śmiechem.

~*~*~*~*~*~

Stworek pojawia się obok Snape’a w dworze Malfoyów.
— Pan powiedział, że będziesz tego potrzebował — mówi skrzat, podając miecz Gryffindoru.
Nagini siedzi zwinięta w kącie, ale zaczyna się wić, gdy Snape sięga po miecz. Odwraca się do węża. Nagini napręża się i atakuje mistrza eliksirów. Severus wymachuje mieczem i odrąbuje głowę gada.
Potem robi krok w tył.
— Chodźmy — mówi, po czym Stworek bierze go za rękę i teleportują się z trzaskiem.

~*~*~*~*~*~

— NIE! — wrzeszczy Voldemort na polu bitwy.
Harry wstaje z ziemi, a Voldemort patrzy wprost na niego, rzucając kolejne klątwy. Harry robi unik i wbija w wir walki.
Jego zaklęcia są dokładniejsze i potężniejsze, kiedy zbliża się do Czarnego Pana, odpychając go.

~*~*~*~*~*~

Draco nie walczy o swoje życie, tylko dla niej i to zmienia wszystko. Wychodzi z niego demon z zębami ostrymi jak brzytwy i pazurami w postaci zaklęć. Dolał oliwy do ognia, gdy zdecydował się walczyć przeciwko innym bestiom, aby wyrządzić krzywdę.
Ale teraz go to nie obchodzi. Niech potwór go pochłonie. Nie ma nic do stracenia. Umrze dzisiejszej nocy, a ona przeżyje. Tylko to się liczy.

~*~*~*~*~*~

Oszaleli, myśli Hermiona, widząc jak Śmierciożerca celuje w Draco. Paradoksalnie mężczyźni są w różnych obozach, ale dziewczyna zauważa, że zwolennik Voldemorta jest przepełniony wściekłością i nie ma żadnych zahamowań. Hermiona postanawia walczyć dla Draco.
Nie mogę cię stracić, myśli desperacko. Śmierciożerca zmierzający w jej kierunku, upada kilka cali przed nią, ale wciąż się porusza.
Dziewczyna stoi dziesięć jardów dalej, kiery klątwa leci w kierunku Draco. Widzi, jak blondyn zaciska zęby, gdy niebieski płomień uderza z wielką siłą. Opada na kolana, jego ciało sztywnieje, a ręce wbijają się w ziemię.
— Nie — szepcze Hermiona. — NIE! — krzyczy.
Biegnie przed siebie, omijając przeszkody. On nie może umrzeć, nie teraz.
Śmierciożerca podnosi różdżkę i zielone światło tryska z jej czubka.

~*~*~*~*~*~

Krzyk Hermiony przecina powietrze. Tonks spogląda w tamtą stronę, widząc dziewczynę, która wygląda na torturowaną.
Tonks podąża za wzrokiem wiedźmy do jej kuzyna, Dracona, który leży na ziemii. Nigdy go nie spotkała, ale słyszała plotki, że zabrał swoją matkę i wyrzekł się Voldemorta. Voldemort za to torturował jego ojca. Tonks nie może współczuć Lucjuszowi.
Ale współczuje Hermionie. Oczywisty jest ból po stracie ukochanej osoby.
Tonks zerka na Remusa, walczącego obok niej.
Kocham cię, mówi w myślach.

~*~*~*~*~*~

Draco walczy z wściekłością, pokonując śmierciożerców na lewo i prawo. Kiedy klątwa uderza go w plecy, nie jest zaskoczony. Śmierciożercy byli wściekli, że zażarcie z nimi walczył i to spowodowało, że chcieli mu dopiec.
Bawili się, zakładając, że ucieknie od walki, że nie ma w sobie tyle odwagi, aby podnieść różdżkę. Precyzja z jaką rzucał zaklęcia spadła na jego byłych współtowarzyszy, co rozwścieczyło ich jeszcze bardziej.
Coraz więcej ludzi go atakowało, desperacko próbując zabić tego, który miał być tajną bronią, a ich porzucił.
To nie uderzenie klątwy go zaskoczyło, nie ból, gdy upadł na kolana. Tylko to, że wciąż żyje, mając chwilę na to, by wyszukać wzrok Hermiony. Ból wzrasta, przewraca się na bok, a jego oczy znajdują ukochaną.
Przepraszam, chce powiedzieć. Chce wyjaśnić, że nie było innego sposobu. Że nie zasłużył na druga szansę i musi zapłacić za ból i cierpienie, których był sprawcą w ich teraźniejszości. Że to była jego pokuta. Że jest szczęśliwy, umierając, mając ją koło siebie. Że ją kocha.
Ale nie było czasu, żeby to wyjaśnić. Nie mógł jej powiedzieć tego wcześniej, bo znalazłaby sposób, żeby go powstrzymać. Widzi migoczące zielone światło zmierzające w jego stronę, ale nie chce odwrócić wzroku od ukochanej.
Jasnoniebieska zasłona pada między niego i Hermionę.
— Zaopiekuj się nią — rozkazuje szorstki głos.
Ból mija, a poczucie winy eksploduje.
— NIE! — krzyczy mężczyzna w oddali.

~*~*~*~*~*~

Remus spogląda na żonę. Jest zaskoczony, widząc miłość, którą mu okazuje. Na zawsze będzie jej za to wdzięczny. Wciąż nie wie, jakim jest szczęściarzem i jak to się stało, że na nią zasłużył. Niecałe dwa miesiące temu urodziła mu syna, a teraz walczą ramię w ramię na polu bitwy.
Prosił ją, by nie szła. Wiedział, że się nie zgodzi, ale musiał spróbować. Może dla Teddy’ego… ale nie, musiała walczyć i to właśnie dla ich syna.
Kochał ją za to, ale i tak był przerażony.

~*~*~*~*~*~

— NIE! — krzyczy Hermiona.
Remus rozgląda się, szukając cierpiących ludzi, ale nie dostrzega nikogo. Znajduje tylko oczy Tonks. Kocham cię, mówi jej wzrok, ale przepraszam ukrywa się w zmarszczkach wokół nich. Jest w tym finezja, która wstrząsa nim do głębi.
Remus wyciąga rękę do Tonks, ale ona biegnie przed siebie. Jej włosy zmieniają się na jaskrawoniebieskie, gdy wyskakuje w powietrze.
Zielone światło uderza w niezabezpieczone plecy kobiety.
— NIE — krzyczy Remus, a dźwięk zamienia się w ryk.
Wilk wydobywa się z jego wnętrza. Jego partnerka umarła. Bestia rzuca się do przodu, atakując śmierciożercę, który rzucił śmiercionośną klątwę. Rozprawia się z oprawcą, nie mając żadnych skrupułów.

~*~*~*~*~*~

— Ty — syczy Voldemort, wściekły z powodu utraty cennego węża i horkruksa.
Rusza do Harry’ego, rzucając klątwy.
— Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się — pyta chłopak, robiąc unik i odpowiadając ogniem — co znaczyło proroctwo o mocy, której nie znałeś?
Voldemort rzuca zaklęcie uśmiercające, które rozbija kamień, przywołany przez Harry’ego.
— Lojalność — odpowiada Harry, a Voldemort wybucha śmiechem.
— Mam lojalność — szydzi Voldemort. — Moi zwolennicy są mi lojalni aż do śmierci.
— Są szaleńcami aż do śmierci — poprawia Harry, a następnie unika kolejnej mrocznej klątwy, która najprawdopodobniej także powoduje śmierć. — Ale nie można wymuszać prawdziwej lojalności i powstrzymywać jej strachem. A strach jest wszystkim, co kiedykolwiek miałeś.
Harry ponownie odpycha Voldemorta.
— Ta wojna skończy się teraz — mówi, wskazując różdżką Czarnego Pana.

~*~*~*~*~*~

— Musisz naprawdę tego chcieć. Naprawdę chcieć — głos Bellatrix przebija się przez jego wspomnienia.

~*~*~*~*~*~

Chce tego. Chce śmierci Voldemorta. Nie dla przyjemności albo żeby wywołać czyjś ból. Nadszedł czas, aby wszystko zakończyć. Chce być wolny i żeby inni byli wolni. Chce, żeby zniknął ból.
Avada Kedavra — mówi Harry.
Zielone światło leci w stronę Voldemorta, a wokół niego wirują białe promienie światła.
Powód ma znaczenie, myśli Harry, patrząc jak zaklęcie uśmiercające uderza w Voldemorta, który przez chwilę wygląda na zdziwionego, ale potem upada na ziemię i umiera.
To koniec.


___________

Witajcie :) w niedzielne popołudnie czas na przedostatnią część tej historii. Zapewne spodziewaliście się większej dawki emocji, ale myślę, że nie powinniście być zawiedzeni. W sumie jestem ciekawa, co myślicie o ofiarności Tonks. Piszcie śmiało!
Epilog pojawi się na dniach. Już jest gotowy, ale nie chciałam publikować obu części tego samego dnia, bo planuję dłuższe podziękowania pod ostatnią. Jestem szczęśliwa i wzruszona jednocześnie, więc pewnie poleje się jeszcze więcej łez. A potem... potem zobaczymy, co będzie. 
Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia. Enjoy!

Rozdział 38: Środa

niedziela, 2 grudnia 2018

Rozdział pisany w trzeciej osobie

Draco wymyka się z biblioteki pod pretekstem pójścia do toalety, podczas gdy Hermiona zostaje zaczytana w książce. Cztery tygodnie temu znalazła zaklęcie ukrywające magiczną obecność i tak naprawdę tylko księgi były w stanie powstrzymać ją przed myśleniem o bitwie, która miała się odbyć za dwa dni.
Z kolei Draco szuka innej czarownicy, która odpoczywa w pokoju na strychu. Luna Lovegood siedzi na parapecie okna, wpatrując się w sunące po niebie chmury.
— Witaj — mówi lekko, nie patrząc na czarodzieja.
Draco powoli wchodzi do pokoju.
— Luna, ja… mam do ciebie pytanie — szepce, zatrzymując się na środku.
Dziewczyna kiwa głową i spogląda na niego.
— Wiem — mówi.
— Jakie są szanse na przeżycie Hermiony? — pyta blondyn.
Jego oczy spoglądają wprost w oczy Luny, chociaż stoi nienaturalnie wyprostowany.
— Kiedy Hermiona dowiedziała się, że jestem jasnowidzem, bez trudu potrafiła to wykorzystać — wyjaśnia Luna, zsuwając się z parapetu i cicho wstając na nogi. — Chciała uzyskać jak największe szanse na pokonanie Toma przez Harry’ego i przede wszystkim przeżycie Harry’ego. Życie innych schodziło na dalszy plan.
— Jej szanse, Luno.
— Gdy Tom umrze, Harry też może. Jasna strona przegra bez Wybrańca, który zjednoczył wszystkich, więc tak naprawdę Harry musi przeżyć, abyśmy mogli naprawdę wygrać.
— Proszę — błaga Draco cicho.
Luna zatrzymuje się przed nim i patrzy w szare oczy.
— 50% — odpowiada.
Draco odwraca się, gdy dreszcz przebiega przez jego ciało. Oddech, uwięziony w ciele, nie ma szans dotrzeć do płuc. Po chwili chłopak odwraca się do blondynki.
— Czy mogę coś zrobić? — pyta, ale Luna milczy. — Jeśli tam będę, czy… to coś zmieni?
— Oczywiście, że tak — odpowiada dziewczyna, patrząc smutno. — Jeśli tam będziesz, szanse na przeżycie Hermiony wzrosną do 94%, ale ty masz tylko 17% szans.
— Jeśli będę pod przykrywką…
— 4%.
— Ale…
Luna dotyka jego ramienia.
— Przepraszam — szepcze i wychodzi z pokoju.
Draco wciąż czuje jej dłoń, gdy jej stopy stąpają po schodach i słyszy, że wstrzymuje oddech, by powstrzymać łzy.
— Nie — szepcze Draco w pustym pomieszczeniu. — Nie płacz.

~*~*~*~*~*~

Draco dotyka dłoni Hermiony, co powoduje, że dziewczyna podnosi wzrok znad książki i uśmiecha się.
— Kocham cię, wiesz o tym? — mówi Draco.
Hermiona patrzy w jego kierunku.
— Tak… czy wszystko w porządku? — pyta.
— Jeszcze dwa dni — odpowiada chłopak.
Hermiona odwraca wzrok.
— Wiem.
— Ale cię kocham.
— Ja ciebie też.
— Nie mogę cię stracić — szepce Draco.
— Zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby wrócić do domu — odpowiada Hermiona. — Ale to wszystko, co mogę obiecać.
— Będę walczył dla ciebie — mówi Draco, patrząc w jej miodowe oczy.
— Draco… nie musisz.
Chłopak przytakuje.
— Wiem, ale nie mogę siedzieć tutaj, czekając na odpowiedzi, podczas gdy ty walczysz. Ja… nie mogę.
Hermiona spontanicznie zarzuca ręce na jego szyję.
— Kocham cię.
Draco przysuwa ją bliżej do siebie. Ja ciebie też. Bardziej niż myślisz, dodaje w myślach.

~*~*~*~*~*~

Tracy i Ron siedzą na podłodze w sali balowej. Dziewczyna siedzi na jego kolanach, całując go.
— Tutaj pocałowałam cię pierwszy raz — mówi Tracy, gdy odsuwają się od siebie.
— To nie będzie ostatni — obiecuje Ron.
— Lepiej żeby nie był — mówi dziewczyna — bo skopię ci tyłek, jeśli umrzesz, słyszysz?
Ron uśmiecha się.
— Tak, prze pani.
Tracy także się uśmiecha, próbując ukryć strach w oczach. Ron przyciąga ją do siebie.
— To nie będzie ostatni raz — szepce do jej włosów.

~*~*~*~*~*~

Luna wślizguje się do pokoju, który dzieli z Harrym. Chłopak wstaje z łóżka, gdy ją zauważa. Dotyka dłonią jej twarzy, ocierając łzy i otacza ramionami.
— Co się stało? — pyta cicho Harry.
Luna wtula się w niego.
— Draco zamierza walczyć — mówi łamiącym się głosem.
— Czy to źle? — pyta chłopak, przyciągając ją bliżej.
— On umrze — mamrocze dziewczyna. — Najprawdopodobniej umrze.
Blondynka ukrywa twarz w piersi Harry’ego, a on powoli kieruje się w stronę łóżka i gdy wyczuwa materac, siada, wciągając Lunę na swoje kolana.
— To moja wina — szepce dziewczyna.
— Luna…
— Nie walczyłby, gdybym mu nie powiedziała o Hermionie — kontynuuje.
— Co z nią, kochanie? — dopytuje Harry.
— Ma 50% szans na śmierć. Jeśli bym mu tego nie powiedziała, nie narażałby się.
— To nie twoja wina — twierdzi Harry, kołysząc ją z boku na bok. — Podąża za swoją ukochaną, ponieważ musi tam być, aby się upewnić, że ona przeżyje. Nie mógłby bez niej żyć. Poza tym może pokona przeciwności.
Niebieskie oczy Luny spoglądają w górę.
— Nie zrobi tego — wyjaśnia, opierając twarz w zagłębieniu szyi chłopaka.
Harry wzdycha i mocniej obejmuje blondynkę.
Hermiona poświęciła zbyt wiele, myśli,  nie może też stracić Malfoya.

~*~*~*~*~*~

Fred, George i Blaise siedzą przy kuchennym stole z butelką Ognistej Whisky przed nimi. Pełny, nietknięty kieliszek stoi przed każdym z nich.
— Myślicie, że wygramy? — pyta Blaise, nie podnosząc wzroku znad alkoholu.
— Tak — odpowiadają razem bliźniacy.
— Nie walczylibyśmy, gdybyśmy nie mieli wygrać — mówi Fred.
Ale to nie znaczy, że przeżyjemy, myśli George. Fred spogląda na brata, wyczuwając jego myśli.
— Wszystko będzie dobrze — oświadcza Fred.
Nadal siedzą, patrząc na whisky, ale żaden nie pije.

~*~*~*~*~*~

— Już czas — mówi Luna.
Grupa wstaje.
— Nie spóźnij się — mówi Hermiona do Harry’ego, uśmiechając się i patrząc zmartwionymi oczami.
Chłopak przytakuje.
— Pamiętaj — przypomina Luna, patrząc na niego. — Nie wstawaj, dopóki nie usłyszysz krzyku.
— Na trzy — rozkazuje Draco, lewitując świstoklik. — Raz, dwa, trzy.
Fred, George, Ron, Tracy, Blaise, Hermiona i Draco obejmują świstoklik i zaczynają wirować. W tym samym czasie Harry się teleportuje.
Harry aportuje się w zaułku Hogsmeade. Wysoki, piskliwy dźwięk przeszywa powietrze. Chłopak rozgląda się w górę i po ulicy. Nie widzi nic podejrzanego i wie, że to fałszywy alarm, ale mimo wszystko biegnie.
— Potter — w całym miasteczku rozbrzmiewa głos.
Zaklęcia lecą w kierunku chłopaka, ale ten szybko rzuca zaklęcie tarczy i odpowiada ogniem.
— Nie masz drogi ucieczki, Potter — odzywa się głos, gdy otaczają go szmalcownicy.
— Nie wydaje mi się — odpowiada Harry, powiększając swoją miotłę.
Szybko na nią siada i wzbija się w powietrze. Przeciwnicy rzucają zaklęcia w jego kierunku, ale wszystko na próżno, ponieważ chłopak już pikuje na Błonia Hogwartu.
— No to jesteśmy w domu — szepce Harry, lądując obok Czarnego Jeziora.

~*~*~*~*~*~

Grupa ląduje w Gospodzie pod Świńskim Łbem. Z zewnątrz dobiegają krzyki. Pan Dumbledore biegnie w ich stronę od razu popychając na zaplecze w piwnicy.
— Potter — krzyczy ktoś z zewnątrz.
Grupa wymienia spojrzenia, ale podąża za barmanem.
— Dziękuję — szepce Hermiona, wkraczając do sekretnego tunelu.
Wszyscy szybko przechodzą do zamku.
— Tu jesteście — mówi Harry, otwierając portret po drugiej stronie.
— Czas na przedstawienie — oświadcza Ron.
Harry, Ron i Hermiona przytakują, oddzielając się od Freda, George’a, Blaise’a, Draco i Tracy. Złota trójca kieruje się do gabinetu dyrektora. Zatrzymują się za rogiem.
— Co tak długo? — pyta Hermiona desperacko.
— Świstoklik źle działał, a ja musiałem aportować się do Hogsmeade — odpowiada Harry.
— Więc oni wiedzą, że tu jesteśmy?
— O tak.
— Inna grupa zasygnalizowała, że są na miejscu i zajmą się wężem, gdy Voldemort ruszy do pojedynku — informuje Hermiona. — Dopóki się nie dowie, że już dotarliśmy, powinniśmy zdążyć pokonać węża i zabrać eliksir z biura Dumbledore’a.
— Może powinniśmy się wycofać — mówi z niepokojem Ron.
— Nie będziemy mieć kolejnej szansy — naciska Hermiona. — Ruszajmy.
Zanim zdążają wykonać jakikolwiek ruch, Snape staje na ich drodze.
— Kogo ja widzę — szydzi, wskazując różdżką grupę.
Ron przeklina pod nosem.
— Ty zdrajco — warczy Harry.
Hermiona wysyła oślepiające światło i ucieka wraz z chłopakami.

~*~*~*~*~*~

Snape biegnie do biura dyrektora, gdy tylko odzyskuje wzrok. Złota trójca zniknęła, ale ma wiadomość do wysłania. Bierze garść proszku Fiuu i wchodzi do kominka.
— Dwór Malfoyów — mówi wyraźnie, po czym znika.

~*~*~*~*~*~

Harry, Hermiona i Ron dołączają do pozostałych w Wielkiej Sali. Są tutaj profesorowie, z wyjątkiem Slughorna i Carrowów, i trzy czwarte uczniów siódmego roku.
— Panie Potter — sapie McGonagall.
— Nie mamy zbyt dużo czasu — mówi Harry — ale generalnie ta wojna skończy się dzisiaj. — Uczniowie wiwatują. — Voldemort tu przyjdzie — kontynuuje Harry, a sala zamiera. — Profesorze Flitwick mógłbyś zabrać Hermionę do gabinetu dyrektora, aby użyć sieci Fiuu? Członkowie Zakonu będą się stamtąd teleportować. Malfoy? — Harry zwraca się do blondyna.
— Carrowie są załatwieni, uczniowie z młodszych roczników ich pilnują. Zdublowaliśmy i potroiliśmy mapę — relacjonuje Draco. — Gdy śmierciożercy zrzucą osłony, od razu usuniemy ich za pomocą świstoklików.
— Dobrze. Jeżeli jest tutaj ktoś, kto nie chce walczyć, teraz ma czas, aby to powiedzieć — mówi Harry, rozglądając się, jednak nikt się nie porusza. — Okej. Mamy około dziesięciu minut nim wszystko się zacznie. Ale damy radę. Wojna skończy się dzisiaj.

~*~*~*~*~*~

Flitwick i Hermiona stają przed gargulcem.
— Hasło? — pyta strażnik.
Butelkowa sława — odpowiada Flitwick, przewracając oczami.
Kamień ociera się o kamień, otwierając wejście. Hermionie przypomina się sytuacja z jej teraźniejszości, jednak nie ma czasu na wspomnienia. Szybko robi pierwszy krok i wchodzi po schodach.
— Istnieje zaklęcie, które ukrywa magiczną obecność — mówi Hermiona profesorowi,  a on unosi brwi, więc dziewczyna kontynuuje. — Zaklęcie to nazywa się Inobservatus. Wystarczy zrobić tak. — Dziewczyna kieruje różdżkę w dół i do środka koło mężczyzny, a potem okrąża go. — Okej?
Czarodziej kiwa głową.
— Tak, ale tylko Snape może odblokować sieć Fiuu — mówi Flitwick.
Hermiona uśmiecha się lekko, widząc zielony ogień.
— Chyba już to zrobił — mamrocze.
Sekundę później Molly Weasley wychodzi z kominka.
— Hermiono! — Kobieta otacza ją ramionami.
— Bliźniaki i Ron są bezpieczni — wyjaśnia Hermiona, wiedząc, że matka desperacko potrzebuje informacji. — Inobservatus — wypowiada formułę, wirując różdżką.
Kobieta lśni przez chwilę, zanim znów staje się widzialna.
— Co to było? — pyta Molly.
— Coś, co da nam przewagę — mówi Hermiona. — Chłopcy są w Wielkiej Sali, śmiało może pani tam iść.
Molly kiwa głową i wychodzi, żeby sprawdzić, jak miewają się jej dzieci.
Reszta klanu Weasleyów pojawia się w Hogwarcie w asyście innych członków Zakonu Feniksa. Na każdego zostało rzucone zaklęcie, ukrywające obecność. Kiedy ostatnia osoba schodzi po schodach, Hermiona wzdycha.
— To wszystko — mówi, po czym razem z Flitwickiem podąża do Wielkiej Sali.

~*~*~*~*~*~

Snape wychodzi z kominka w dworze Malfoyów. W salonie znajduje się wiele osób.
— Mój panie — mówi, osuwając się na kolana.
— Jakie nowiny przynosisz, Severusie? — pyta Voldemort swego oddanego sługę.
— Potter jest w Hogwarcie — mówi Snape.
— Wiem, ale go tu nie przyprowadziłeś — głos Voldemorta jest niski i niebezpieczny.
— Próbowałem, mój Panie, ale uciekł, dlatego postanowiłem to natychmiast zgłosić — wyjaśnia.
— Poinformowano mnie, że jest w Hogwarcie — oświadcza Czarny Pan.
— Jest jeszcze coś — dodaje Snape.
— Mów.
— Chcieli ukraść trochę eliksiru, który zostawił dla nich Dumbledore. Planują także kolejny atak. Chodzi o twojego węża.
— Nagini?
— Tak, dowiedzieli się, że będziesz tutaj razem z wężem.
— Zobaczymy, czy mówisz prawdę — szydzi Voldemort.
Snape patrzy mu w oczy, pozwalając wniknąć do swojego umysłu, a Voldemort bez trudu zanurza się w jego myślach.

~*~*~*~*~*~

— Świstoklik źle działał, a ja musiałem aportować się do Hogsmeade — odpowiada Harry.
— Więc oni wiedzą, że tu jesteśmy?
— O tak.
— Inna grupa zasygnalizowała, że są na miejscu i zajmą się wężem, gdy Voldemort ruszy do pojedynku — informuje Hermiona. — Dopóki się nie dowie, że już dotarliśmy, powinniśmy zdążyć pokonać węża i zabrać eliksir z biura Dumbledore’a.
— Może powinniśmy się wycofać — mówi z niepokojem Ron.
— Nie będziemy mieć kolejnej szansy — naciska Hermiona. — Ruszajmy.
Zanim zdążają wykonać jakikolwiek ruch, Snape staje na ich drodze.
— Kogo ja widzę — szydzi, wskazując różdżką grupę.

~*~*~*~*~*~

Voldemort ryczy z frustracji, gdy opuszcza jego umysł.
— Zostaniesz tutaj i ochronisz Nagini — nakazuje Snape’owi. — Oddziały powinny ją chronić, ale jeśli ucierpi w jakikolwiek sposób, obiecuję, że reszta twojego życia będzie bardzo bolesna.
Snape pochyla głowę.
— Dziękuję, mój panie — mówi z przejęciem.
— Muszę raz na zawsze zająć się bachorem Potterów — oświadcza Voldemort i teleportuje się ze swoimi zwolennikami.

~*~*~*~*~*~

Voldemort i śmierciożercy usuwają osłony.
Indico — warczy Voldemort, raniąc kilku starszych uczniów i nauczycieli.
— Ukryli się za nauczycielami i uczniami — woła do śmierciożerców, którzy wybuchają śmiechem. — Nikt nie pomoże Potterowi. Wszyscy młodzi czarodzieje są narażeni na niebezpieczeństwo. Bierzcie, co chcecie, ale Potter jest mój.
Śmierciożercy wiwatują i ruszają do ataku.


______________

Witajcie :) w mroźną niedzielę publikuję kolejny rozdział opowiadania. Wielkimi krokami zbliża się finałowe rozstrzygnięcie, jednak zanim to nastąpi mogliśmy poczytać o burzliwych przygotowaniach. Co sądzicie o decyzji Draco i jego wyznaniu? Ja osobiście uwielbiam go w takiej wersji. I bardzo się cieszę, że autorka wszelakie wyznania zostawiła na sam koniec historii. Piszcie, co sądzicie.
Cóż, został jeden rozdział i epilog. Tak mało, a zarazem dużo.... Mam wielką nadzieję, że uda mi się na dniach skończyć tłumaczenie. Zastanawiałam się, co mogłabym robić później. Planowałam pisanie własnego opowiadania, ale... chyba potrzebuję przerwy, aby pozbierać myśli i zastanowić się, co dalej. Taki reset dobrze mi zrobi, co myślicie?
Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia. Enjoy!