[T] Uchwalenie: Rozdział 6

niedziela, 29 marca 2026

— Żadna magia nie może go zniszczyć.

Hermiona zmrużyła oczy, patrząc na słowa na pergaminie.

Luna skinęła głową.

— To jedyna wzmianka o zniszczeniu go, jaką znalazłam.

— Myślisz o tym samym co ja?

Hermiona odwróciła się do Draco.

— Młot?

Uniósł brew.

Przewróciła oczami.

— Cóż, nie do końca, ale tak. Musi być jakiś mugolski sposób na jego zniszczenie.

Przenieśli rozmowę z ulicy do gabinetu Hermiony i Theo. Treść na pergaminie, co nie dziwi, była enigmatyczna.

— Może właśnie dlatego Da Vinci próbował go zatopić — zasugerował Draco.

— Hmm. — Hermiona skinęła głową na znak zgody. — Racja. Może musimy się dowiedzieć, z czego jest wykonany; dzięki temu będę mogła znaleźć związek chemiczny, który go zniszczy.

— Wydaje się to stosunkowo proste.

Draco spojrzał na nią sceptycznie.

Hermiona wzruszyła ramionami.

— Nic nie wskazuje na to, że rozwiązanie nie jest proste, po prostu nie jest magiczne. Nadal do końca nie rozumiemy, jakie intencje miał Platon, kiedy go zbudował, więc nie jest jasne, jakie zabezpieczenia miałyby być w niego wbudowane.

— Jeśli Platon rzeczywiście go zbudował — powiedziała eterycznie Luna.

— Co masz na myśli?

Hermiona zmarszczyła brwi, patrząc na kobietę.

Luna wzruszyła ramionami.

— Kiedy szukałam Mechanizmu, nigdy nie wydawało mi się logiczne, że grecki alchemik mógłby być odpowiedzialny za jego stworzenie.

Hermiona zamrugała.

— To naprawdę fascynujące, ale chyba nie ma związku z naszym problemem.

— Czego potrzebujesz? — zapytał Draco.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Ostatecznie wszystko okazało się dość rozczarowujące. Hermionie udało się bez trudu zidentyfikować skład Mechanizmu i opracować substancję, która go zniszczyła. Zgodnie z sugestią Luny, zmiany cofnęły się niemal natychmiast, czarownice i czarodzieje w Wielkiej Brytanii byli całkowicie nieświadomi tego, co się stało, a ci, którzy zniknęli, powrócili do życia.

— Przepraszam — powiedziała Luna, idąc Ulicą Pokątną, upewniając się, że świat rzeczywiście wrócił do normy. — Myślałam, że Mechanizm przyniesie różnicę…

Hermiona skinęła głową.

— Ostatecznie podjęłaś właściwą decyzję.

Nie była pewna, co zrobić z Luną. Oprócz naginania rzeczywistości, była również odpowiedzialna za kradzież i porwanie. Hermiona nie do końca ufała Ministerstwu, że zajmie się tą sprawą, jeśli zostanie przekazana w ręce służb.

Hermiona westchnęła.

— Luno, wiem, że nie byłyśmy sobie bliskie. Ale jeśli kiedykolwiek poczujesz potrzebę rozmowy z kimś, wiedz, że tu jestem, dobrze?

Zatrzymała się i odwróciła do Luny, uważnie obserwując jej reakcję.

Ta lekko się uśmiechnęła.

— Dziękuję.

— Co teraz zrobisz? — zapytała Hermiona.

Stali przed Magicznymi Dowcipami Weasleyów, teraz pełnymi śmiejących się i bawiących dzieci.

Luna spojrzała w niebo.

— Chyba będę więcej podróżować. Ale może poświęcę czas na pomaganie, a nie tylko osądzanie.

— Wiesz — wtrącił Draco. — Mam dom w Kapsztadzie. Jeśli jesteś zainteresowana odpokutowaniem, to dobre miejsce na początek.

— Chyba mi się spodoba. — Luna skinęła głową. — Dziękuję wam obojgu. Do następnego razu…

Hermiona i Draco patrzyli, jak się aportuje. Draco odwrócił się do Hermiony, zamyślony.

— Myślisz, że to dobry pomysł, żeby ją po prostu puścić?

Wzruszyła ramionami.

— Szczerze mówiąc, nie wiem. Ale nie wyobrażam sobie, żeby Ministerstwo dobrze sobie z tym poradziło, a ona ostatecznie postąpiła słusznie.

— I co teraz? — zapytał Draco.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

— Przepraszam, co się stało?

Angelina była zszokowana, gdy Hermiona i Draco wyjaśnili jej, że sprawa z akolitą i Mechanizmem jest już zakończona.

— Luna nas uwięziła, podstępem zmusiła mnie do ujawnienia lokalizacji Mechanizmu i zmieniła rzeczywistość — wyjaśniła Hermiona dość spokojnie. — Ale użyliśmy logiki i siły perswazji, żeby przekonać ją, by pomogła nam to cofnąć.

— I po prostu pozwoliliście jej odejść? — Angelina mrugała szybko. — A skąd wzięła Mechanizm i pergamin? Zapewniałaś mnie, że jest chroniony przez niepokonane osłony.

— No cóż — Hermiona wyglądała na nieco zmartwioną — miała pelerynę-niewidkę Harry’ego… zdaje się, że udało jej się przedrzeć przez zaklęcia, używając jej.

— To niedorzeczne. Co ja mam powiedzieć Diggle’owi? — wyszeptała Angelina, wyraźnie zestresowana.

Draco wzruszył ramionami.

— Po prostu mu powiedz, że zniszczyliśmy Mechanizm. Mam nadzieję, że to wszystkich uspokoi.

— Mam wrażenie, że moje życie skróciło się o dziesięć lat — powiedziała Angelina, uważnie im się przyglądając. — Więc tym razem to naprawdę koniec? Naprawdę?

Hermiona się uśmiechnęła.

— Koniec z Mechanizmem, koniec z akolitami, a przynajmniej tak zapewniła nas Luna. Więc chyba po wszystkim.

Angelina przez chwilę wyglądała na zamyśloną, po czym westchnęła.

— W porządku. Więc — westchnęła i zwróciła uwagę na Draco — co z wami?

Draco otworzył usta, po czym je zamknął, marszcząc lekko brwi.

— Jeszcze nie jestem pewien. Nie miałem okazji się nad tym zastanowić.

Hermiona zauważyła, że na nią patrzy, zanim ponownie skupił uwagę na Głównej Aurorce.

— Cóż, choć doprowadzasz mnie do szału, zawsze przydałby mi się taki Auror jak ty — odparła Angelina.

Draco uśmiechnął się, ale pokręcił głową.

— Jeszcze nie jestem pewien, co chcę zrobić, ale na pewno to rozważę. Dziękuję.

— Malfoy, nie bądź taki sentymentalny — zażartowała Angelina. — Dobra, wy dwoje. Dzięki za ten ból głowy.

Machnęła rękę, wracając do niepokojąco wysokiego stosu pergaminów.

— Masz jakiś pomysł, co chcesz zrobić? — zapytała Hermiona Draco, gdy wychodzili z Ministerstwa.

Miał właśnie odpowiedzieć, gdy Roger Davies uderzył go dłonią w ramię.

— Słyszałem, że nie jesteś mordercą. Brawo.

Davies uśmiechnął się ironicznie.

Lewe oko Draco drgnęło.

— Naprawdę, Davies?

Davies wzruszył ramionami i odszedł, zupełnie nieświadomy irytacji Draco.

— To było miłe przypomnienie, dlaczego nie chcę znowu być Aurorem.

Draco uśmiechnął się do Hermiony, muskając jej dłoń grzbietem dłoni.

— A co byś zrobił zamiast tego?

Hermiona przechyliła głowę na bok.

— Co kiedyś powiedziałaś? Gdybyś miała pieniądze Malfoyów, podróżowałabyś po świecie i po prostu… robiła cokolwiek? — przypomniał sobie Draco. — Może tak zrobię.

— Sam? — zapytała, zaciskając usta w wąską linię.

Splótł palce z jej palcami.

— Znaczy, wolałbym mieć kogoś obok siebie.

— Och? Na przykład kogo? — zażartowała.

— Hmm — zmarszczył brwi w skupieniu — może z Theo?

— Nie wiem, myślisz, że to dobry pomysł? Theo chrapie, wiesz?

Hermiona spojrzała na niego znacząco.

— Skąd wiesz?

Wzruszyła ramionami.

— Mówiłam ci już wielokrotnie, że jestem tajemniczą kobietą.

— Kiedyś wydobędę z ciebie te sekrety — obiecał.

— Zobaczymy.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

— Więc dlatego znalazłam to dziwne menu w koszu? Bez alkoholu?

Hanna wyglądała na kompletnie oszołomioną.

Draco, Hermiona i Theo byli u Weasleyów, świętując koniec potyczki z Omnia Scienti. Hermiona i Draco próbowali wyjaśnić pozostałym, co dokładnie się stało.

— W menu nie było kawy — zauważył Draco z bardzo poważną miną.

— Naprawdę? Nie zauważyłam.

Hanna wzruszyła ramionami.

— W sumie właśnie dzięki temu zrozumieliśmy, że coś jest bardzo nie tak ze światem — powtórzył Draco.

— Eee… — Hermiona zmarszczyła brwi. — Jestem prawie pewna, że Ron nazwał cię Draco i to właśnie wtedy oświeciło nas, że coś jest nie tak.

— Co?! — Ron splunął, czerwieniąc się.

— Tak. — Draco zadrżał. — To było bardzo zadziwiające.

— Wybacz, stary. To brzmi okropnie — przeprosił szczerze Ron.

— W porządku. Byłeś pod wpływem.

Draco się uśmiechnął.

Hermiona nie mogła powstrzymać uśmiechu na myśl o ich wygłupach i koleżeństwie, które narodziło się między nimi. Po stracie wszystkiego i wszystkich, było to przejmujące przypomnienie, że znaleźli coś nowego. Chwyciła Draco za rękę, myśląc o tym, jak to możliwe, że znalazła coś nowego.

— Kiedy wyjeżdżacie? — zapytał Theo.

— Naprawdę aż tak się cieszysz, że wyjeżdżamy?

Hermiona zmrużyła oczy, patrząc na mężczyznę. Theo popierał plany Draco i Hermiony dotyczące podróży, ignorując wszelkie obawy o to, czy poradzi sobie z prowadzeniem ich praktyki konsultingowej.

— Miło będzie umeblować gabinet we właściwy sposób.

Theo wzruszył ramionami.

Hermiona prychnęła.

— Gabinet jest przepięknie urządzony. Poświęciłam mnóstwo czasu, żeby zadbać o odpowiednie feng shui…

— Aha.

Theo tylko przewrócił oczami.

Draco wtrącił się, zanim para zdążyła się pokłócić.

— Więc, Hanna, gdzie jest mała Ginny?

— Jest u George’a. Rozpieszczają ją ciocia i wujek. — Hanna uśmiechnęła się. — Pomyślałam, że będzie bezpieczniej, jeśli jej tu nie będzie, podczas waszej obecności. Te ciągłe przekleństwa i tak dalej.

Draco przyłożył rękę do serca, udając urażonego.

— Och, spierdalajcie. Co za zniewaga.

Hermiona uderzyła go w głowę.

— Ha ha. Odpowiadając na twoje wcześniejsze pytanie, Theo, wyjeżdżamy za tydzień.

Ron uniósł brwi.

— Tak szybko?

Hermiona wzruszyła ramionami, a jej wzrok przesunął się na Draco.

— Straciliśmy pięć lat. Nie chcę tracić więcej.

Ron wykonał gest udający wymioty, co spotkało się z karcącym spojrzeniem żony.

— Dokąd jedziecie najpierw? — zapytała Hanna.

Hermiona się uśmiechnęła, a Draco przewrócił oczami, kręcąc głową.

— Wybieramy się do Xi’an w Chinach. Spotkamy się tam z Rubenem, lingwistą, który pomógł nam przetłumaczyć tekst ze ścian jaskini? Badał pochodzenie terakotowych żołnierzy i powiedział, że przydałaby mu się pomoc — wyjaśniła Hermiona.

— Ruben? — Theo zmarszczył brwi. — Myślałem, że uważaliście go za najgorszego.

— Bo jest — mruknął Draco pod nosem.

Hermiona spiorunowała go wzrokiem.

— Och, nie jest taki zły. I kto wie, co by się stało bez niego. Poza tym jego śledztwo brzmi fascynująco!

Draco niechętnie skinął głową.

— Cóż, będzie nam was brakowało. — Ron spojrzał na Hermionę, a jego usta wykrzywiły się w półuśmiechu. — Odwiedzicie nas, prawda?

— Oczywiście.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

— Jesteś na to gotowy? — zapytała Hermiona.

Plan zakładał wyjazd do Chin następnego dnia.

Draco dał jej do zrozumienia, że ma dla niej „niespodziankę” i zaciągnął ją do Dziurawego Kotła na kawę o niestosownie późnej porze.

Wzruszył ramionami, obejmując dłońmi kubek.

— Właściwie to jestem podekscytowany.

— Naprawdę — pochyliła się, z papierosem dyndającym jej między palcami — ty, Draco Malfoy, który przed spotkaniem mnie pięć lat temu nigdzie nie byłeś, cieszysz się na podróż? Bez konkretnego planu? Bez zasad? Tylko ty i ja.

Uśmiechnął się do niej, lekko kręcąc głową w odpowiedzi.

— Mam ciebie, o co miałbym się martwić?

— O rany, Malfoy. Zawsze zapominam, jaki z ciebie frajer. — Przewróciła oczami, ale nie mogła powstrzymać uśmiechu, który rozciągnął się na jej twarzy. — Niech zgadnę — zadzwoniłeś do Hanny, by zarezerwować ten konkretny stolik?

Siedzieli przy tym samym stoliku w tylnym kącie, tym, przy którym siedzieli tamtej pamiętnej nocy, kiedy wpadli na siebie w Puraclavie.

Draco patrzył obojętnie.

— I co z tego?

Panowała między nimi przyjemna cisza, podczas której Hermiona pogrążyła się we wspomnieniach tego pamiętnego spotkania.

— Myślisz o tym czasem? Co by się stało, gdybyś mnie nie rozpoznał albo nie wpadł na pomysł pójścia do Puraclavy tamtej nocy?

Hermiona zaciągnęła się głęboko papierosem.

Wyglądał na zamyślonego.

— Cóż, nigdy nie zostałbym pobity przez martwego człowieka z renesansu.

— Prawda — zgodziła się Hermiona. — Ale też nie opuściłbyś swojej strefy komfortu i nie zgodziłbyś się podróżować ze mną po świecie. Pomyśl o ilości kawy, którą będziesz mógł pić.

— Tak, a gdybyś mnie nie poznała, pewnie już dawno szukałabyś nowej pracy.

Uśmiechnął się złośliwie, biorąc długi łyk kawy.

— Chyba w końcu znalazłam właściwą.

Wzruszyła ramionami.

— Więc jaki jest werdykt? — zapytał.

— Hmm?

— Kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy, powiedziałaś, że wyglądam na mniej bucowato.

— Och. — Zmarszczyła brwi w udawanym zamyśleniu. — Wciąż tak wyglądasz.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Trzy lata później

 

— Dokąd teraz? — zapytał Draco, patrząc w niekończący się horyzont saliny w Boliwii.

— Hmm. — Hermiona zmarszczyła brwi. — Nie jestem pewna. Kiedy musimy wrócić do Londynu na urodziny Ginny?

— Myślę, że nie wcześniej niż za trzy tygodnie.

— To może Wyspa Wielkanocna? — zaproponowała Hermiona.

— Qué pasa con ustedes? — zapytał rozgniewany mężczyzna.

— Co powiedział? — wyszeptał Draco do Hermiony.

— Zapytał, co jest z nami nie tak.

Wzruszyła ramionami.

Hermiona i Draco znajdowali się na salinie w Uyuni w Boliwii, badając potencjalnie niebezpieczny artefakt. Niestety, nie byli jedyni. Boliwijskim piratom-czarodziejom udało się ich pojmać, ku ich wielkiemu rozczarowaniu.

— To trochę podchwytliwe pytanie. — Draco zmarszczył brwi, zastanawiając się przez chwilę. — Chyba moglibyśmy zacząć od Hogwartu, prawda? W sumie byłem trochę tyranem…

— Trochę, Draco? Hermiona uniosła brwi.

— Wychowano mnie na fanatyka! Bądź rozsądna.

Przewrócił oczami.

— Kiedy zastanawiam się nad tym, co jest z tobą nie tak, to myślę o tym, jak byłeś za głośny i przez ciebie nas przyłapał — zauważyła Hermiona.

— Cóż, mówiłaś, że pytał, co jest z nami nie tak, prawda? Nie tylko ze mną? Może powinniśmy zacząć rozmawiać o twoim lęku przed zaangażowaniem? — wycedził Draco.

— Poważnie? Teraz? Tylko dlatego, że nie chcę rozmawiać o tym, że może kiedyś będziemy mieli dzieci! Zgodziłam się wyjść za ciebie, czego więcej chcesz?

Głos Hermiony stawał się coraz głośniejszy.

— Jesteśmy po trzydziestce! Jeśli chcemy mieć dzieci, powinniśmy o tym porozmawiać, nie sądzisz? Nie mówię, że musimy je mieć, po prostu o tym porozmawiajmy!

Draco był równie głośny.

— Naprawdę? Za starzy? Wiesz, adopcja zawsze wchodzi w grę, Draco. Powinieneś się wstydzić.

Hermiona uniosła wysoko głowę.

— Więc, teraz?

Głos Draco nagle się uspokoił.

— Tak.

Bez słowa przecięli więzy, przywołali różdżki i obezwładnili porywaczy.

— Masz wszystko, czego potrzebujesz? — zapytał Draco, zeskakując z łodzi porywaczy i wpadając do płytkiej wody.

— Tak. Nic nie wiedzą, więc powinno być dobrze.

Hermiona dołączyła do niego, przedzierając się przez wodę, aż wydostali się z chronionego obszaru.

Postanowili wykorzystać fakt, że zostali schwytani, by sprawdzić, co dokładnie piraci wiedzą o artefakcie. Oboje poczuli, jak zaklęcia ochronne znikają, i aportowali się do pokoju hotelowego.

— Wiesz, że nie mówiłem poważnie — powiedział Draco, czule chwytając ją za rękę.

— Hmm — mruknęła. — Naprawdę.

— Naprawdę — odpowiedział szczerze. — Wiesz, że byłbym szczęśliwy, gdybyśmy na zawsze byli tylko we dwoje.

— Dla jasności — Hermiona próbowała zachować nonszalancję — wolałbyś, żebyśmy byli tylko we dwoje?

Draco zmrużył oczy.

— Dlaczego czuję, że to pułapka?

— Powiedziałeś, że byłbyś szczęśliwy, gdybyśmy byli we dwoje, tego chcesz?

— Chodziło mi o to, że skoro koniec tematu, to w zupełności mi wystarczy — wyjaśnił sceptycznym tonem.

— Więc, hipotetycznie, gdybym była w ciąży, byłbyś nieszczęśliwy? Czy wręcz przeciwnie? — zapytała Hermiona, odwracając wzrok.

— Hermiono — odparł Draco z kamienną twarzą. — Czy właśnie pozwoliłaś, żebyśmy zostali schwytani przez boliwijskich piratów-czarodziejów, będąc w ciąży?

— Powiedziałam hipotetycznie!

Hermiona przewróciła oczami.

— Cóż, hipotetycznie, chciałbym z tobą porozmawiać o tym, czego chcesz. Wiesz, że chciałbym mieć dzieci, ale ważniejsze jest dla mnie twoje szczęście. — Draco przyciągnął ją do siebie, zmuszając, by spojrzała mu w oczy. — Jesteś w ciąży?

Próbowała odwrócić wzrok.

— Może? — wyszeptała.

— I?

Zamilkła, patrząc na niego, jakby liczyła na jakieś objawienie. Patrzyła, jak jego oddech staje się cięższy, a jej serce wali jak młotem.

— No wiesz, nasze dziecko byłoby całkiem urocze, prawda?

Draco się rozpromienił.

— Ty szalona wiedźmo.

Pocałował ją, przytulając. Jego euforia była zaraźliwa, rozlewając po niej ciepło.

— Więc jesteś szczęśliwy? — wyszeptała mu w usta.

— W sumie — mruknął. — Nawet bardzo.

_____________

Witajcie :) tak oto kończy się to tłumaczenie. Było wiele nieoczekiwanych zwrotów akcji i tajemnic. Wiem, że ta historia nie ma wielu fanów, ale cieszę się, że mimo wszystko część Was nadal tu jest i czyta. To wiele dla mnie znaczy. Dajcie znać jak ogólne wrażenia po całej trylogii.

Prawdopodobnie w przyszłym tygodniu opublikuję rozdziały Come To Claim i oczywiście To, co jest między nami. Zatem oczekujcie :)

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia. Enjoy! 

[T] Uchwalenie: Rozdział 5

niedziela, 29 marca 2026

Luna Lovegood pogodnie uśmiechnęła się do Hermiony i Draco.

— Dziękuję. Szukałam Mechanizmu od dłuższego czasu. Oboje byliście bardzo pomocni.

Hermiona zamarła, a słowa Luny odtwarzały się w jej głowie.

— Jesteś akolitką? — zapytała w końcu.

Luna skinęła głową.

— Oczywiście. I nie martwcie się, nie pozwolę wam tu umrzeć. Gdy tylko ukończę rytuał, będziecie mogli odejść.

— Rytuał? — Draco zrobił krok naprzód. — Ale dziś nie ma przesilenia letniego.

Luna wykrzywiła usta

— Rytuał wymaga jedynie wydarzenia słonecznego. Przesilenie jest łatwe, ponieważ występuje co roku o tej samej porze. Ale zaćmienie Słońca zadziała równie dobrze.

Hermiona patrzyła, jak Draco unosi palce za plecami, odliczając do trzech. Oboje rzucili jednocześnie zaklęcie Drętwota i z przerażeniem patrzyli, jak ich zaklęcia bez szwanku przelatują przez kobietę i uderzają w przeciwległą ścianę.

— Och, tak naprawdę mnie tu nie ma. — Wyglądała na beztroską, przechylając głowę na bok. — Po prostu nie chciałam, żebyście się martwili. Wszystko będzie dobrze.

— Luna, dlaczego to zrobiłaś? — zapytała Hermiona drżącym głosem.

— Harry i Ginny byli pierwszymi ludźmi, którzy okazali mi życzliwość w Hogwarcie. Wiedziałaś o tym? Zaakceptowali mnie. Kiedy Harry powiedział mi prawdę o Ginny, zdałam sobie sprawę, że świat jest po prostu niewłaściwy — wyjaśniła. — Jak myślisz, skąd Harry dowiedział się o Mechanizmie? O jaskini? Spędziłam lata po Hogwarcie, zwiedzając świat, odkrywając jego sekrety. Świat w większości nie jest zbyt przyjemnym miejscem. Ale teraz to zmienię.

— Więc uwięziłaś nas w jaskini, licząc na to, że ujawnimy, gdzie jest ukryty Mechanizm? — dopytywała Hermiona, próbując poskładać ostatnie elementy układanki. — Dlatego powiedziałaś światu o Harrym?

Luna wzruszyła ramionami.

— Szukałam Mechanizmu przez ostatnie pięć lat. Obserwując cię przez jakiś czas — zwróciła się bezpośrednio do Hermiony — doszłam do wniosku, że jedyną osobą, której powiesz, będzie on. Więc potrzebowałam, żeby wrócił. Dałam wam powód do wspólnej pracy, licząc na to, że odpowiedź sama wypłynie.

To było imponujące, musiała przyznać Hermiona. Nie spodziewała się tego.

Luna nagle zniknęła, zostawiając Hermionę i Draco oszołomionych w zamkniętym pokoju.

— Więc — zaczął Draco, gdy minął początkowy szok. — Naszła mnie myśl, że powinienem zaznaczyć, że od razu zasugerowałem, że Luna Lovegood jest akolitką.

— Serio? — Ton głosu Hermiony był niedowierzający. — O tym teraz chcesz wspominać?

Uniósł ręce, cofając się o krok.

— Tylko mówię.

— Tak, wiem, miałeś rację — jęknęła, podchodząc do drzwi i bezskutecznie próbując przekręcić klamkę. — Wygląda na to, że nie możemy się wydostać.

— Cóż, przypuszczam, że jak tylko ukradnie Mechanizm i dokończy rytuał, drzwi się otworzą.

Wzruszył ramionami, siadając na sofie.

— Malfoy. — Podeszła do niego i uderzyła go w głowę. — Będzie za późno! Kto wie, co się wtedy z nami stanie. Możemy być ludźmi bez własnego zdania.

Zadrżała.

— Dobra, co proponujesz? — odparł Draco beznamiętnie.

Hermiona zmarszczyła brwi, próbując wymyślić skuteczny plan. Luna wyraźnie wyprzedzała ich o dwa kroki od samego początku.

— Może spróbujemy zniszczyć drzwi w mugolski sposób?

Draco wzruszył ramionami i wstał, chwytając wolno stojące krzesło i rzucając nim w drzwi. Krzesło, nieszkodliwie odbiło się od magicznej tarczy i wróciło na swoje miejsce.

— To beznadziejne.

Wrócił na sofę, wsuwając głowę między nogi.

— Czy to nie ty mówiłeś w jaskini nie trać nadziei, kiedy byłam negatywnie nastawiona?

Hermiona uniosła brwi, próbując zrozumieć zmianę jego nastawienia.

— Nie powinnaś panikować?

Draco zmrużył oczy, patrząc na nią.

Zdała sobie sprawę, że prawdopodobnie miał rację, ale adrenalina wywołana spotkaniem z hologramem Luny w jakiś sposób ją zmotywowała.

— Jasne, ale to nic nie da. Weź się w garść, Malfoy.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Hermionie zajęło może pół dnia, zanim straciła wszelką nadzieję.

— Jak długo tu będziemy? — jęknęła, leżąc z głową na kolanach Draco.

Kilka godzin po ich przybyciu pojawiło się trochę jedzenia i wody, a także odkryli w pełni funkcjonalną łazienkę.

Ledwo usłyszała, jak Draco mamrocze pod nosem:

— Już niedługo.

Hermiona zmarszczyła brwi, ale na razie go zignorowała. Wyglądało na to, że Luna, choć ewidentnie akolita, nie miała ochoty patrzeć, jak cierpią.

— Wiesz, co sobie uświadomiłam? — zaczęła Hermiona, patrząc na Draco. Zmarszczył brwi, bawiąc się palcami jej lokami. — Luna, tak naprawdę,  nie zabiła ani nie zrobiła niczego złego. Po prostu ukradła obraz Beethovena. I nas porwała.

— I co z tego? — zapytał Draco.

Poczuła, jak jego palce lekko szarpią jej włosy, prawdopodobnie próbując je rozczesać.

— Więc może uda się z nią porozmawiać. Jeśli stąd wyjdziemy…

— Nie sądzę — przerwał Draco, kręcąc głową. — Prawdopodobnie nie będziemy sobą, kiedy stąd wyjdziemy.

— Więc myślisz, że zmieni nasze wspomnienia i nasze nastawienie?

Wzruszył ramionami.

— Szczerze mówiąc, nie jestem do końca pewien, ale zakładam, że przynajmniej zmusi nas do uległości.

Spojrzała na niego nieufnie.

— I gdzie twój optymizm?

— Przynajmniej jesteśmy tu razem?

Uśmiechnął się krzywo, przesuwając palcami po jej talii.

Stęknęła, przesuwając się po sofie i chwyciła go za rękę.

— Musimy się skupić na tym, co ważne.

Uniósł brwi.

— Ale przecież  każdej chwili możemy stać się innymi ludźmi. Czy nie powinniśmy rozkoszować się sobą, póki jeszcze jesteśmy sobą?

— W każdej chwili? — Hermiona poderwała się na równe nogi, marszcząc brwi. — Powiedziała, że musi czekać na zaćmienie Słońca… — Krew odpłynęła jej z twarzy i przypomniała sobie, jak Hanna wspomniała o zaćmieniu kilka tygodni wcześniej. — Który jest dzisiaj?

Draco pokręcił głową.

— Chyba drugi lipca? Straciłem rachubę. Ale wydaje mi się, że zaćmienie Słońca będzie dwadzieścia trzy po dziesiątej trzeciego lipca.

Hermiona zmrużyła oczy.

— Skąd wiesz?

Wzruszył ramionami.

— Uważam, że zjawiska astronomiczne są fascynujące.

— Oczywiście, że tak. — Zacisnęła oczy. — Czemu nic wcześniej nie powiedziałeś?

Draco obdarzył ją półuśmiechem.

— Podobało mi się, że byłaś pełna nadziei. Nie chciałem ci jej odbierać.

Prychnęła.

— Nie wierzę, że zapomniałam, jakim głupkiem jesteś.

— Tylko dla ciebie — mruknął żartobliwie — i dla kawy.

Hermiona zmarszczyła brwi, gdy uświadomiła sobie, jak szybko to wszystko może się skończyć. W jej głowie wirowało; wyobraziła sobie, że teraz czuje podobne poczucie zagłady, jakie widziała w oczach Draco.

— Więc myślisz, że po prostu się obudzimy i nie będziemy sobą?

Draco wzruszył ramionami.

— Mam nadzieję, że będziemy w większości sobą, ale chyba się nie dowiemy.

— Nie podoba mi się to. — Pokręciła głową, szepcząc: — To oczekiwanie. Nie wiem.

Nie potrafiła ubrać w swojego strachu w słowa. Co się z nią stanie, z tą, którą była w tej chwili? Jasne, teoretycznie nie zmienią się drastycznie, ale była z natury osobą dociekliwą. Czy Mechanizm jakoś jej to odbierze?

Spędziła sporo czasu, godząc się z tym, kim jest, i lubiła siebie taką, jaka była. I lubiła Draco takiego, jaki był, pomimo jego licznych wad. Właściwie to właśnie te wady sprawiały, że coś dla niej znaczył, że nie urodził się taki, jaki był, że na to zapracował. Oboje mieli swoje problemy, ale ostatecznie byli tacy, jacy byli i nigdy nie życzyłaby sobie alternatywy.

Draco przyciągnął ją do siebie i mocno przytulił.

— Przepraszam, nie powinienem był wychodzić, powinniśmy byli to ustalić, nie dopuścić do tego…

— Nie, Draco — prychnęła. — Nie wiem, co się stanie, ale nie chcę marnować czasu na ponowne obwinianie, jasne?

— Jak słońce.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Hermiona domyśliła się, że drzwi zaskrzypiały mniej więcej dzień później. Odwróciła się do Draco, czując strach i dezorientację.

— Czujesz jakąś zmianę? — zapytała, wodząc po nim wzrokiem, jakby jakimś cudem to wyczuwała.

— Nie sądzę?

Zmarszczył brwi.

— Czy nadal masz ochotę kłócić się z Luną o idiotyzm jej planu? — dopytywała ostrożnie.

Draco wzruszył ramionami.

— Jasne, bo to szalony plan.

Otworzyła usta, uważnie rozważając sytuację, zanim znów się odezwała. Założyli, jeśli można było ufać Lunie (co było dyskusyjne), że jeśli drzwi się otworzą, będzie po sprawie.

— Więc myślisz, że cokolwiek zrobiła, po prostu jeszcze nas to nie dotknęło?

— Martwisz się, że drzwi to pułapka? — zasugerował Draco.

Hermiona wzruszyła ramionami.

— Szczerze mówiąc, nie wiem, co myśleć. Już wcześniej daliśmy się nabrać na jej podstęp; uważam, że ślepe zaufanie do czegokolwiek, co teraz mówi, byłoby idiotyczne.

— Dobra, omówmy to — zaproponował Draco. — Żadne z nas nie wydaje się zmienione. Myślę, że jest kilka opcji. Możliwe, że odczujemy tego skutki, gdy stąd wyjdziemy, choć założono, że Mechanizm działał tylko podczas zaćmienia Słońca, więc wydaje się to mało prawdopodobne.

— Cóż, istnieje możliwość, że zaćmienie Słońca jeszcze nie nastąpiło, a ona otworzyła drzwi, by nas wybawić akurat na czas. — Hermiona wzruszyła ramionami. — Zakładam, że wszelkie zmiany, które wprowadza, będą dotyczyć tylko czarodziejskiej Brytanii, więc pomysł, że nas tam potrzebuje, nie jest do końca absurdalny.

— W takim razie łatwo to obejść, po prostu zostaniemy tu dodatkowy dzień dla bezpieczeństwa — zasugerował. Skinęła głową na znak zgody, a Draco kontynuował: — Dobrze, więc inną możliwością jest to, że jesteśmy odporni; może albo na przebywanie tutaj, albo na kontakt z Mechanizmem lub Jaskinią Daveliego.

— Więc zabezpieczymy się; zostaniemy tu jeszcze jeden dzień, a potem wyruszymy.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Dwa dni później

 

Na pierwszy rzut oka Hermiona pomyślała, że magiczny Londyn wydaje się zupełnie normalny. Ulica Pokątna tętniła życiem, czarownice i czarodzieje chodzili po ulicach jak co dzień, a sklepy i restauracje były otwarte.

— Ron — zawołała, wchodząc do Magicznych Dowcipów Weasleyów — jesteś tam?

— Hej, Hermiono.

Uśmiechnął się, wychodząc z zaplecza. Wyglądał na nieco oszołomionego, ale poza tym nie czuł się źle.

Sklep był zaskakująco pusty, ale Hermiona nie zaglądała tam często, więc nie miała podstaw do osądzania.

— Jak tam?

Spojrzała na niego znacząco, ale on zdawał się to ignorować albo nie zauważać.

Ron wzruszył ramionami.

— Wszystko w porządku.

Uśmiechnął się ponownie.

— Na pewno? — zapytał Draco, mrużąc oczy.

— Oczywiście, Draco. Dlaczego miałoby nie być?

Ron nadal się uśmiechał, zupełnie niewzruszony.

Hermiona szeroko otworzyła oczy. Złapała Draco za tył koszuli, odciągając go od lady. Ron wydawał się nieświadomy, po prostu chwycił szmatkę i wytarł tylną ladę po mugolsku.

— Nazwał się Draco — wyszeptała Hermiona z przerażeniem.

— Nie rozumiem, dlaczego ktokolwiek miałby chcieć, żeby Weasley był dla mnie miły?

Draco wykrzywił twarz, najwyraźniej przerażony myślą, że Ron Weasley zwraca się do niego po imieniu.

Wyszli ze sklepu, uważniej przyglądając się przechodniom. Nagle to, co wcześniej wyglądało na zwykłych mieszkańców, zajętych swoimi codziennymi sprawami, wydało się jeszcze bardziej nikczemne.

Sprzedawca w Lodziarni Fortescue’a zamknął sklep, twierdząc, że sprzedaż drogich lodów jest niedopuszczalna. To skłoniło Hermionę do przekonania, że podobna filozofia tłumaczy brak klientów w Magicznych Dowcipach Weasleyów — może to jakaś narzucona etyka?

— Nie rozumiem tego. Nie wyobrażam sobie, żeby Luna chciała, by ludzie się nie bawili albo nie jedli deserów. Dlaczego tak się zachowują?

Hermiona zauważyła, że sklep ze sprzętem do Quidditcha zabito deskami, a na tablicy widniał napis informujący, że odtąd będzie do sklep wysyłkowy. Kiedy dotarli do Dziurawego Kotła, z przerażeniem zobaczyli, że Hanna wywiesza nowe menu.

— Nie będzie sprzedawać kawy. Co to za świat?

Draco otworzył usta z szoku. Menu było bardzo skromne; nie było alkoholu ani niczego szczególnie godnego uwagi.

— Więc usunęła wszystko, co zbędne? O to chodzi? Ale… to Luna Lovegood. Uwielbia przesadę — zauważyła Hermiona.

— Nie w ten sposób.

Głos Luny dobiegł ich zza pleców, sprawiając, że para podskoczyła.

— Co to znaczy?

Hermiona zmarszczyła brwi, odwracając się twarzą do kobiety.

Luna przechyliła głowę na bok.

— Próbuję wymazać pewien systemowy problem ze światem. Pokazać ludziom, że mogą coś znaczyć poza ideologią. Skąd waszym zdaniem to się wywodzi? Nie z piwnic w środku nocy, tylko w świetle dnia z lodziarni albo po kilku drinkach w Dziurawym Kotle.

Hermiona naprawdę nie rozumiała wyjaśnienia, ale jedno spojrzenie na twarz Draco wskazywało, że on rozumiał.

— Ale nie można po prostu odebrać miejsca lub produktu i zakładać, że niezamierzone konsekwencje znikną.

Luna uśmiechnęła się delikatnie.

Dokładnie tak do działa. Wyrywasz korzenie i drzewo nigdy nie wyrośnie.

Draco pokręcił głową.

— Ale ty nie rozumiesz; narkomani próbują tego od lat. Przecież substancja sama w sobie nie jest po prostu źródłem uzależnienia. Zabierz alkohol lub heroinę i narkoman poczuje się dobrze? Cóż, nie. Bo narkomani i tak znajdą sposób.

Luna uśmiechnęła się ironicznie.

— Już tak nie jest. Ludzie nie mają już tych pragnień ani woli, by być tacy, jacy są.

— Ale za jaką cenę? — zapytała Hermiona, marszcząc brwi. — Harry przygotowywał się do poświęcenia ludzi, by osiągnąć swoje cele, a ty co poświęciłaś?

Usta Luny zacisnęły się w prostą linię, a eteryczna maska na chwilę opadła.

— To nieważne.

Oczy Hermiony się rozszerzyły.

— Poświęciłaś coś, prawda?

Luna pokręciła głową.

— Nie tak, jak myślisz. Po prostu ci, którzy mają problem z posłuszeństwem, nie będą mogli zostać.

Jak na zawołanie, zobaczyli mężczyznę wybiegającego na ulicę w panice, szukającego czegoś, co zdawało się nie istnieć. Zanim scena rozwinęła się dalej, rozległ się cichy szmer i mężczyzna zniknął. Nikt w zaułku nie wydawał się tym przejęty, ani nawet nie zauważył, po prostu zajmowali się swoimi sprawami, jakby to nie było ważne.

— Przepraszam… co?

Hermiona zamrugała.

Luna uśmiechnęła się ponownie, choć gest nie sięgnął jej oczu.

— Jedynymi ludźmi, na których to wpłynie, będą ci, którzy chcieliby zaszkodzić nowemu światu.

Hermiona pokręciła głową, czując dłoń Draco unoszącą się nad dolną częścią pleców.

— Luna, co się z tobą stało? Jak możesz myśleć, że to właściwe?

— Nic mi się nie stało, Hermiono. Po prostu rozumiem świat w sposób, w jaki ty go nie rozumiesz.

Zaczęła odchodzić, ale Draco ją zatrzymał.

— To nie zadziała — krzyknął.

Odwróciła się.

— Zadziała.

Pokręcił głową.

— W tym tkwi problem z Mechanizmem; nie sądzę, żeby dorównywał czystej upartości ludzkiej natury. Ludzie z natury będą się buntować i sprzeciwiać programowaniu. Będą kwestionować. Nie da się nas zaprogramować; właśnie dlatego jesteśmy tak niedoskonali. Ale co gorsza, to nie jest w porządku. Nie da się naprawić świata na siłę, bo tego rodzaju zmiany nie są wieczne. Mówisz o zmianach systemowych? O wyrywaniu korzeni? To wymaga pracy, nie ma szybkich rozwiązań.

— Dobro zwyciężyło, na wypadek gdybyś zapomniał, Draco. A jednak przegrana strona, ta, po której stałeś, jeśli dobrze pamiętasz, i tak zabiła niewinną kobietę. I tak się ukrywają i knują. Powiedz mi, skoro wojna nie mogła nas zmienić, to co może?

Luna wykrzywiła usta w lekkim uśmiechu.

— Czas. — Hermiona skinęła głową.

— Potrzebujemy czasu. Takie rzeczy zaczynają się od ludzi takich jak ty Draco, którzy się zmieniają. A potem przekazują te cechy swoim przyjaciołom, rodzinie i dzieciom. Nie można oczekiwać, że takie problemy zostaną rozwiązane w jednej chwili, a nawet w ciągu pokolenia. Wiem, że to strasznie niesprawiedliwe, ale to, co zrobiłaś — skończy się tym, że zabijesz wszystkich, niezależnie od tego, czy będziesz tego chciała, czy nie. Draco ma rację. W końcu ludzie będą walczyć z programowaniem.

Luna pokręciła głową, a lekki grymas na jej ustach zdradzał wątpliwości.

— Mylisz się…

Hermiona zrobiła krok naprzód, przerywając czarownicy.

— Nadal nie rozumiesz? Już zabiłaś wszystkich, a przynajmniej tych, kim byli… Kiedy odebrałaś im pewne pragnienia, uczucia, a nawet wspomnienia, zmieniłaś każdego, czyniąc go kimś innym. Czy chciałaś, czy nie. Tego Harry nie rozumiał.

— Nie sądzę. — Luna spojrzała jej w oczy. — Uważasz, że ludzie są swoją tożsamością, produktem swoich doświadczeń, swoich wspomnień. To bardzo mugolskie podejście. W świecie czarodziejów wiemy, że dusze istnieją, że człowiek jest swoją duszą.

Hermiona pokręciła głową.

— Ale czy wiemy, co tworzy duszę? Mówisz o niej jak o czymś stałym, jakiejś części ciała lub istocie przypisanej danej osobie, która pozostaje niezależnie od niej samej…

Luna przerwała:

— Dusza to esencja człowieka, zawsze będzie niezmienna…

— Jeśli w to wierzysz — powiedział Draco — jeśli wierzysz, że dusza jest niezmienna, że jesteśmy tym, kim jesteśmy, to jaki jest sens tego wszystkiego? — Luna drgnęła, a Draco kontynuował: — Nie mogę w to uwierzyć. Nasza dusza może być wieczna albo w pewnym sensie stała, ale muszę wierzyć, że jesteśmy zdolni do zmian, że w istocie możemy być czymś więcej.

— Rozumiem, że świat był dla ciebie nieżyczliwy — dodała Hermiona. — Wiem, że dzieje się tak wiele złego, ale to nie jest właściwa droga Luno. Musisz to zrozumiesz; nie próbowałaś nikogo skrzywdzić, pozwoliłaś nam żyć i zachować nasze umysły. — Hermiona poczuła, jak ostatnie elementy układanki powoli się łączą. — Właśnie o to chodzi, prawda? Chciałaś nam pokazać, że ten świat jest lepszym miejscem? Że twoim zamiarem jest czynienie dobra?

Maska Luny znów się osunęła, a w jej oczach pojawił się cień paniki.

— Ale czarodziejska Anglia jest lepsza. Ludzie są życzliwsi, nie ma nienawiści. Jak możecie chcieć powrotu do tego, co było?

— Bo to nierealne! — wykrzyknęła Hermiona. — To wszystko jest nieprawdą. Ron mówił do Draco po imieniu, nie dlatego, że się zaprzyjaźnili, ani dlatego, że Ron tak chciał, ale dlatego, że zostało mu to narzucone. W tym świecie… odebrałaś wszystkim wolną wolę.

Luna pokręciła głową.

— Ludzie nadal mają wolną wolę…

— Ale to ogranicza się do granic twojej moralności, do zasad, które stworzyłaś. To nie jest wolna wola, to twoja wola, Luno — naciskała Hermiona. — Chcę, żeby ludzie byli dla siebie lepsi i żeby nienawiść ustała. Ale żeby to była znacząca zmiana, żeby była realna, trzeba się jej nauczyć. Ludzie muszą mieć wolność dokonywania złych wyborów, żeby właściwy wybór miał znaczenie. W ten sposób tworzy się systemową zmianę, tak, że tak powiem, wyciąga się problem z korzeniami.

Luna milczała, a jej oczy wyrażały sprzeczne emocje. Po drugiej stronie ulicy obserwowali zniknięcie kobiety, a Hermiona dostrzegła błysk przerażenia na twarzy Luny.

— Jeśli nam pomożesz, możemy to naprawić. Wiemy, że chciałaś tylko pomóc, poprawić sytuację. Proszę, Luno — błagała Hermiona.

— Jest tylko jeden sposób, żeby to powstrzymać — wyszeptała Luna. Hermiona westchnęła, chwytając Draco za łokieć. — Zniszcz Mechanizm.

— Czy to bezpieczne? — zapytała Hermiona. — Nigdy się nie dowiedzieliśmy, co się stanie, jeśli Mechanizm zostanie zniszczony. Martwiłam się, że może to nieodwracalnie zmienić rzeczywistość…

Luna wyciągnęła rękę i pojawił się kawałek pergaminu. Hermiona rozpoznała w nim „Sekret” Mechanizmu, który, jak przypuszczali, Harry uwolnił z Jaskini Daveliego.

— Zniszczenie go cofnie to, co się stało. Ale Mechanizm zniknie na zawsze.

— Dlaczego więc Da Vinci go nie zniszczył? Albo Platon, lub ktokolwiek inny, kto stworzył Mechanizm, ale bał się jego użycia?

Draco zmarszczył brwi.

Luna podała Hermionie pergamin. Jej wzrok przebiegł wzrokiem po słowach, o dziwo napisanych współczesnym angielskim, a w środku znajdowała się odpowiedź na pytanie.

— Ktokolwiek to napisał, najwyraźniej zostawił to z nadzieją, że zostanie wykorzystane w dobrym celu.

— Ale Da Vinci… — zaczął Draco, lecz Hermiona mu przerwała.

— Osądzał nas, kim byliśmy i czego chcieliśmy. Próbował ustalić, czy jesteśmy godni, by używać Mechanizmu. — Zmarszczyła brwi na tę myśl. — Musiał założyć, że jego zabezpieczenia wystarczą, by powstrzymać każdego, kto ma złe zamiary.

— Dobrze — zgodził się Draco, odwracając się do Luny. — Więc jak go zniszczymy?