[T] To, co jest między nami: Jesteś moją idealną dziewczyną
Witajcie :) w sobotnie popołudnie zapraszam na nowy rozdział tłumaczenia. Trochę się tu podzieje, ale powinien Wam się podobać.
Na kolejny rozdział zapraszam za trzy tygodnie. Spowodowane to jest moim wyjazdem na wakacje i brakiem dostępu do komputera przez tydzień. Miłej lektury i weekendu!
______________
Rozdział 31: Jesteś moją idealną dziewczyną
Październik 2004
Hermiona odliczała dni. Ona i Draco postanowili,
że Halloween będzie idealną okazją do małej bitwy z ich demonami, której nie
mogła się doczekać. Omówili wydarzenie, a ona opowiedziała mu swój sen tak
szczegółowo, jak tylko mogła. Sposób, w jaki na nią patrzył, jakby coś złego
narastało w jego umyśle, sprawił, że ugięły się jej kolana i doszli do wniosku,
że szkolny mundurek musi poczekać — tym razem chodziło o ich wspólnego demona.
Mówiąc wprost, to miała być ich terapia
ekspozycyjna.
Aby przeciwdziałać temu, co mogło być
konsekwencją lawiny strachu, Hermiona obiecała Draco, że pozwoli mu się nią
zaopiekować przez cały następny dzień i czekała na to z pewnym niepokojem.
Cały proces opieki był intymny, ciepły, wrażliwy
i to właśnie było groźbą zakochania się, czego nie mogła zrobić. Mogła jedynie zaakceptować fakt, że pociągał ją w
sposób, w jaki nigdy nie pociągał jej nikt inny, że byli absurdalnie dobrani
seksualnie i że podziwiała jego intelekt oraz dowcip, ale w chwili, gdy zaczęła
żywić do niego takie uczucia,
wiedziała, że będzie musiała z tym skończyć. Ale do tego czasu będzie się tym w
pełni cieszyć, a to oznaczało niebezpieczne odgrywanie ról oraz obiecujące
orgazmy.
Ulga była dziwna. Hermiona czuła, że mogła
odetchnąć po raz pierwszy od wieków. Opowiedzenie mu o swoim najgłębszym
wstydzie i uniknięcie osądu było jak przebicie się pod powierzchnię po latach
spędzonych w głębinach.
Ale jej wyznania wcale nie sprawiły, że przestał
się nią interesować. Wręcz przeciwnie, zdawało się, że jeszcze bardziej go to
kręciło. Kiedy wróciła do domu we wtorek, na stole w salonie czekał na nią
wielki bukiet róż. Około dziesięciu, ogromnych, purpurowych kwiatów stało w
delikatnym, szklanym wazonie. Kompozycję dopełniały nasycone gałązki adiantum,
nadające wypolerowanym kwiatom dziki wygląd. Był romantyczny i niemal zbyt
piękny, by go dotknąć. Sądząc po jego wyglądzie, poczuła, że powinien stanowić
elegancki element centralny gotyckiej powieści z dziewiętnastego wieku. Jej
serce zabiło mocniej. Nie mogła powstrzymać się od prychnięcia na wspomnienie
nieudanej próby adoracji McLaggena.
Do bukietu róż dołączono bilecik ze starannym
pismem, które odznaczało się czarnym tuszem na kremowym pergaminie.
Nadchodzi
pięknie, niczym noc
Gdy
rozgwieżdzona olśniewa;
Światła
i mroku spójna moc,
Z jej
obecnością się zlewa;
W blask
subtelny łagodniejąc,
Co go
słońce dnia nie miewa.
Nie
oczekuj, że znów zapomnę o Twoich urodzinach, kochanie.
- DM
Hermiona ledwo spała tej nocy.
Dwa razy w tym tygodniu zaskoczył ją w gabinecie,
zamykając i wyciszając pokój, zanim wydał jej rozkazy. Raz kazał jej uklęknąć,
zanim wepchnął jej do ust swojego grubego kutasa, aż doszedł do jej gardła, a
raz pochylił ją nad biurkiem i zrobił jej palcówkę, dopóki nie doszła z
krzykiem. Seks w biurze był zdecydowanie bardzo potrzebnym wytchnieniem.
Gdyby Draco mógł zdecydować, Hermiona była pewna,
że w tym tygodniu byłoby ich więcej niż dwa, ale Cross miał zwyczaj włóczyć się
po jej gabinecie, próbując namierzyć Greybacka, ku wielkiemu rozczarowaniu
Draco.
Hermiona była rozdarta; bez względu na to, jak
bardzo chciała zatracić się w pocałunkach i dotyku Draco, wciąż desperacko
pragnęła wytropić Greybacka i zapobiec kolejnym atakom. Zbadali trzy mugolskie
sprawy, ale tylko jedna z nich wykazywała jakiekolwiek oznaki aktywności
wilkołaka. I nadal ani śladu Greybacka.
Zagłębiła się w książki o psychologii wilkołaków,
a także w różne książki, artykuły i raporty o Fenrirze, próbując lepiej zrozumieć,
jak wyglądają ich schematy łowieckie; zdobyła sporą wiedzę o anatomii i
biologicznych przemianach wilkołaka, ale nie dowiedziała się nic o samym
Greybacku i jego zamiarach.
Hermiona była sfrustrowana.
Być może dlatego Draco kazał jej zrezygnować z wieczoru
picia w pubie i przyjść do niego. Tam czekał na sofie — z Ognistą Whisky w
dłoni, rękawy miał już podwinięte, a w oczach malowało się niebezpieczeństwo.
Jego postawa była uosobieniem swobody; kostkę skrzyżował na kolanie, lewą ręką
trzymał szklankę, prawą zaś oparł o podłokietnik.
Spojrzał na nią beznamiętnie i ledwo drgnął, gdy
wycedził:
— Rozbierz się.
Hermiona przygryzła wargę, rozkoszując się chwilą
i przystojnym mężczyzną na sofie, po czym rzuciła torebkę z koralikami na
podłogę, zdjęła buty i zaczęła rozpinać bluzkę, nie spuszczając z niego wzroku.
Draco obserwował ją głodnym wzrokiem, powoli
popijając drinka.
Gdy Hermiona była już naga, stanęła przed nim, z
rękami opuszczonymi po obu stronach ciała. Sposób, w jaki widok jej ciała
sprawiał, że szarość jego oczu zniknęła w otchłani ciemności, sprawiał, że
poczuła się niemal niezwyciężona. Pożądana.
— Co teraz, panie? — wyszeptała.
W jego zabójczym spojrzeniu tańczyło pożądane.
Powoli wstał, odstawił szklankę i sięgnął po leżący obok niego na sofie zwitek
czarnego, jedwabnego sznura — zwitek, którego Hermiona nawet nie widziała.
Poczuła ucisk w żołądku z niecierpliwości i zwilżyła usta, gdy się zbliżył.
Zatrzymał się przed nią, patrząc na nią spod rzęs
i muskając kciukiem jej usta.
— Okaż swoje uznanie, kochanie — mruknął.
Hermiona przełknęła ślinę i powoli opadła przed
nim na kolana. Na Merlina, jaki on był wysoki!
Spoglądając na nią z góry, powoli wplatając palce
we włosy na czubku jej głowy, mruknął z zadowoleniem:
— Lubię cię taką, kochanie, na kolanach dla mnie.
Jej usta się rozchyliły, a oddech zaciął. Nie
minęło nawet dziesięć minut, odkąd była w jego mieszkaniu, a już się pociła.
Pochylił się, by znów pogłaskać jej usta, a
chwytając ją za szczękę, wsunął kciuk do jej ust, delikatnie dociskając do
języka.
— Powiedz mi, lubisz klękać przede mną?
Skinęła głową na tyle, na ile pozwalał mu jego
ucisk, ale on tylko pokręcił głową i cmoknął.
— Mów, kochanie.
Próbowała, ale jego kciuk na jej języku to
uniemożliwiał. Przez to jej słowa brzmiały jak niezrozumiałe mamrotanie.
Zmarszczył brwi i mocniej przycisnął kciuk.
— Nie słyszę cię. Mów głośniej.
Hermiona zmarszczyła brwi, czując, jak ślina
powoli wypływa z kącików ust. To było upokarzające — i dziwnie podniecające.
Spróbowała ponownie, głośniej, ale nadal nic poza mamrotaniem.
Draco zacmokał ponownie z niezadowoleniem i wyjął
kciuk z jej ust, tylko po to, by włożyć go do swoich i zassać, patrząc na nią
oczami błyszczącymi intensywnym ogniem. Prostując się, gestem nakazał jej
zrobić to samo.
Hermiona drżała, gdy wstała na nogi.
— Byłaś rozkojarzona w tym tygodniu — mruknął,
krążąc wokół niej. — Nie poświęciłaś sobie ani chwili uwagi. Wiesz, że tego nie
lubię.
— Przepraszam, panie — powiedziała potulnie.
Zadrżała i jęknęła, gdy wbił knykieć w jej ramię.
— Co mam z tobą zrobić, mała mądralo?
— Cokolwiek zechcesz, panie — szepnęła drążącym
głosem.
Zanucił cicho, aksamitnie, zatrzymując się za
nią.
— Cokolwiek? — zażartował.
Przygryzła wargę.
— Tak, panie. Cokolwiek.
Ciepłe, duże dłonie musnęły jej ramiona i
założyły jej nadgarstki za plecami. Związał je jedwabnym sznurem, który owinął
też wokół jej szyi i tułowia, tworząc misterne wzory. Draco był powolny,
schludny, a każdy dotyk był pełen szacunku i troski, pomimo ich usposobienia; w
końcu ją wiązał, a jednak czuła, jakby owijał ją jedwabiem, otaczał kokonem dla
bezpieczeństwa i ochrony. Jego oddech był równy, niemal medytacyjny, gdy się
wokół niej obracał, a jego szare spojrzenie było skupione na węzłach, które tak
umiejętnie zawiązał.
Kiedy skończył, jej ramiona były całkowicie
spętane za plecami, dłonie spoczywały na przeciwległych łokciach, a jej piersi
były niemal artystycznie obramowane sznurem.
— Powinnaś uważać na słowa, Granger — powiedział.
— Pozwalanie komuś tak zepsutemu jak ja na zrobienie ci czegokolwiek to droga na samo dno, wiesz?
Przełknęła ślinę; mięśnie jej ramion napięły się,
ale pomimo ciasnych więzów, nie czuła dyskomfortu ani bólu. Na początku było
inaczej; nagłe ucięcie dopływu krwi wywołało w jej ciele coś w rodzaju paniki,
skurcz, krzyk tkanki. Potem ból wycofał się powoli, ustępując miejsca czemuś
cięższemu — tępemu, kojącemu ciągnieniu, które prowadziło ją w stronę tego
błogiego, mglistego stanu, gdzie świat po prostu przestawał istnieć.
Czuła, jak liny oplatają jej ciało, sprawiając,
że jej ciało się rozlewa; otaczają piersi, uwydatniając je, a jej sutki sterczą
tak gwałtownie, domagając się uwagi. Draco przesunął po niej dłońmi, głaskał
skórę i ciało wystające spomiędzy lin i węzłów, i mruknął do jej ucha.
— Tak właśnie powinno być, prawda? — mruknął. —
Słodka szlama, skazana na służbę przełożonym.
Usta Hermiony rozchyliły się, z jej ust wyrwał
się cichy jęk.
— T-tak, panie.
Zamruczał z aprobatą, przesunął dłonie na jej
piersi, masując je leniwie.
— A kto jest twoim przełożonym, Granger?
— Ty, panie — wyszeptała.
— Grzeczna dziewczynka. — Uszczypnął ją w sutki,
aż krzyknęła ze zdziwienia. Ból minął jednak tak szybko, jak się pojawił, a on
wrócił do pieszczot.
— Dam ci wybór, kochanie — kanapa czy łóżko?
— Co zaplanowałaś? — zapytała.
— To zależy od tego, co wybierzesz — rzekł.
— Możesz mi powiedzieć, co powinnam wybrać?
— Mówiłem ci już, mój niecierpliwy pupilku —
kanapa czy łóżko?
Przygryzła wargę.
— W takim razie łóżko, proszę, panie.
Draco nic nie powiedział, prowadząc ją do sypialni.
Gestem wskazał jej, by usiadła na materacu, a następnie kazał jej położyć się
na plecach. Tam kontynuował swoją skrupulatną pracę z liną, składając jej nogi
i wiążąc je. Jego praca sprawiała wrażenie, jakby ją wielbił; jego praca z liną
przeplatała się z delikatnymi, zmysłowymi pieszczotami; rozwarł ją jak motyla,
jej pięty sięgały tam, gdzie pośladki stykały się z udami, a liny zaciskały się
i zabezpieczały za plecami.
Hermiona próbowała wziąć głęboki oddech, uspokoić
się. Dziwnie było być tak całkowicie skrępowaną — była przed nim nieprzyzwoicie
obnażona, rozwarta i nie miała szansy, by się ukryć, osłonić. Nie mogła
zacisnąć nóg. Nie mogła ich opuścić. Nie mogła się nawet ruszyć. Była całkowicie zdana na jego łaskę i im bardziej walczyła
z więzami, tym mocniej się zaciskały.
Przypomniały jej się Diabelskie Sidła, jak
musiała się rozluźnić i puścić, żeby przetrwać; co zabawne, ciasnota i
stanowczość lin oplatających jej ciało wydawała się kojącym ciężarem, niczym
koc. Wiedząc, że to oczy Draco ją ogarniały, że to jego ręce wiązały więzy i że
to on sprawiał jej przyjemność, w końcu mogła się odprężyć. On miał kontrolę,
on ją kontrolował i on ją utrzyma.
Draco był niezawodny, kompetentny i potężny — i
choć przyznanie się do tego zraniło jej dumę, Draco Malfoy był cholernym Bogiem
Rozkoszy. Ale czym właściwie, kurwa, była duma? Dałaby mu wszystko, czego by
zapragnął, bo on dałby jej wszystko, czego by potrzebowała.
Skrępowana uległością, Hermiona nie mogła zrobić
nic innego, jak tylko jęczeć i skomleć, gdy jej dotykał, pieścił jej rozgrzane
ciało, doprowadzając do szaleństwa. Każdy dotyk, którym ją obdarzył, odkąd się
rozebrała, podsycał jej ogień, sprawiał, że tęskniła,
a on wciąż tylko ją drażnił. Masował miejsce, gdzie jej uda stykały się z
łonem, masował zewnętrzną stronę jej nabrzmiałego ciała, sprawiając, że drżała
z pragnienia, zanim jeszcze dotknął jej cipki.
Każdy oddech sprawiał, że jej klatka piersiowa
napinała się w więzach, przypominając jej o bezradności, a z każdym muśnięciem
jego dłoni i palców na jej skórze czuła, jak śliska ciecz sączy się z jej
gorąca. Cal po calu, minuta po minucie, świat znikał wraz ze wszystkimi
zmartwieniami, które nosiła w sobie. Wkrótce nie myślała już o niczym innym,
tylko o pragnieniu, by jej dotknął, a
kiedy jego usta drażniły jej wnętrze jej ud lekkimi pocałunkami, była bliska
płaczu.
— Proszę,
Draco — wyszeptała.
To była tortura połączona z obietnicą
niezrównanej rozkoszy na końcu świata.
On tylko nucił i całował jej miękki brzuch.
— Cierpliwości, kochanie.
Powietrze zawirowało wokół jej spragnionej cipki,
gdy poruszył się, by pocałować jej piersi, i to wystarczyło, by drgnęła i cicho
zapłakała. Każde zakończenie nerwowe kipiało, gotowe stanąć w płomieniach za
jednym dotknięciem. Z jej ust wyrwał się urywany jęk, gdy wziął sutek do ust.
Był powolny, pobłażliwy, maltretując jej biedny
sutek, zanim przeszedł do następnego, uwalniając pierwszy z obscenicznym trzaskiem.
— Chciałbym się tobą delektować — mruknął do
niej, zanim potraktował drugi tak samo, zostawiając ją z parą nabrzmiałych,
torturująco wrażliwych sutków, gdy skończył z nią.
Hermiona była bez tchu, obolała i nienawidziła
tego, że tak strasznie kochała to delikatne okrucieństwo.
— Nie masz pojęcia, jak seksownie teraz wyglądasz
— warknął, odsuwając się od łóżka.
Hermiona przechyliła głowę, żeby na niego
spojrzeć.
W jego spojrzeniu było coś, co przyprawiało ją o
dreszcze, coś pierwotnego. Przesunął długie palce do czarnego, skórzanego
paska, rozpinając go powoli. Głośny trzask sprawił, że przeszły ją dreszcze. Jego
wzrok przesunął się ku niej, gdy składał pasek, chwycił go obiema rękami i
naciągnął z kolejnym trzaskiem, który sprawił, że Hermiona jęknęła z potrzeby.
Jego ruchy były drażniąco powolne i rozważne, a
ona miała ochotę szlochać z niecierpliwości, gdy przeciągał złożony pasek po
nabrzmiałym ciele między węzłami. Najlżejszy dotyk sprawiał, że drgnęła, każde
doznanie było spotęgowane do granic możliwości, a jej cipka zaciskała się
dziko.
— Proszę
— wyszeptała bez tchu.
— O co chodzi, kochanie? — drażnił się. — Czego
ode mnie chcesz?
— Dotknij mnie!
— Czyż nie robię tego? — mruknął.
Przeciągnął pasem wzdłuż jednej nogi.
— K-kurwa… wiesz, o co mi chodzi!
— Naprawdę?
Przeciągnął pasek wzdłuż drugiej nogi, jego
krawędź dotknęła wilgotnego kosmyka między jej nogami.
— Proszę! — syknęła.
Westchnął i szybkim, gwałtownym ruchem opuścił
skórzany pas na jej wewnętrzną stronę uda z głośnym trzaskiem. Hermiona
jęknęła, a z jej gardła wyrwał się szloch, gdy nagły ból przeszył ją na wylot,
docierając prosto do jej sedna i rozpalając ją do czerwoności. Kurwa,
potrzebowała, żeby ją dotknął.
— Nie bądź niecierpliwa, szlamo — mruknął i
potarł skórzanym paskiem po zbitej skórze. Ledwo pozwolił jej odpowiedzieć, już
z trzaskiem przesunął go po jej drugim udzie. — Musisz nauczyć się czekać.
— Kurwa!
— krzyknęła przenikliwie, całe jej ciało drżało.
Łechtaczka pulsowała, miała płytki oddech, a ona
płonęła. Umrze, jeśli będzie musiała dłużej czekać.
Przesunął pas po jej ciele, pocierając nim o
nabrzmiałe sutki, a kiedy dwoma szybkimi ruchami przejechał po jej piersiach,
krzyknęła, a pieczenie sprawiło, że zadrżała. Żar i mrowienie, które poczuła,
jeszcze bardziej oderwały ją od rzeczywistości, pozwalając powoli zapaść się w
tę piękną przestrzeń, gdzie nic się nie liczyło oprócz niego i jej, razem.
— Lśnisz, kochanie — zagrzmiał i przesunął pas po
jej nabrzmiałych wargach, sprawiając, że załkała. — Posłuchaj tylko — mruknął i
poklepał ją po skórze, pozwalając jej usłyszeć mokre dźwięki.
Nie musiał jej tego udowadniać — wiedziała, że
jest przemoczona.
— Kurwa — warknął i odrzucił pas na bok.
Złapał za liny wokół jej nóg i pociągnął ją na
skraj łóżka, szybkim szarpnięciem, jakby nic nie ważyła, po czym uklęknął
między jej udami. W chwili, gdy jego usta dotknęły jej żaru, Hermiona
zaszlochała.
Uczucie tego, jak całował jej łechtaczkę, gdy jej
ręce i nogi były tak niepewnie związane, wpędziło ją w spiralę mroku rozkoszy i
spełnienia. Świat rozpadł się, usechł wokół niej, a ona czuła jego język tysiąc
razy intensywniej; nie tylko lizał jej cipkę, ale także duszę. Pożerał jej
istotę, samą jej esencję, wykorzystując ją tak, jak tylko Bóg potrafi,
jednocześnie kołysząc ją w tej bezpiecznej przestrzeni.
Ale cholera, czyż to nie było boskie?
Palec, dwa, może nawet trzy; rozciągał ją powoli,
zginając stawy, by dotknąć tego nieuchwytnego punktu, podczas gdy jego język i
usta pieściły łechtaczkę. Hermiona niemal poczuła, jak jej dusza opuszcza
ciało, gdy sznur zacisnął się do granic możliwości; a kiedy pękł, spadła, przez
swoje ciało, przez materac, przez ziemię, w błogość.
Jej ciało nie należało do niej, gdy dochodziła.
Było samo w sobie, kurcząc się, napinając, wyciekając, gdy krzyczała; Draco
wzdychał z dumną rozkoszą, szepcząc pochwały w stronę jej łechtaczki, zlizując
soki, które z niej tryskały, a wstrząsy wtórne pozostawiły ją drżącą długo po
tym, jak wróciła do swojego ciała.
— Niesamowity orgazm, Hermiono — wyszeptał bez
tchu i pogłaskał ją. — Jesteś moją idealną dziewczyną.
Tak, kurwa, była.
Kiedy w końcu mogła otworzyć oczy, zrobiła
wszystko, co w jej mocy, by na niego spojrzeć. Draco ściskał pięścią swojego
twardego kutasa, miał oczy czarne z pożądania i chociaż Hermiona dopiero co doszła, ten widok sprawił, że
jęknęła. Był tak cholernie piękny, tak idealny, że aż niesprawiedliwy, ale w
tej chwili należał do niej.
Ułożył ją na łóżku, dostosowując ją do swoich
potrzeb. Zadrżała z rozpaczliwego pożądania; nie miała kontroli, nie mogła się
nawet ruszyć, co pozwoliło jej całkowicie pozbyć się napięcia. To było
wyzwalające, choć wydawało się sprzeczne. Zanurzył się w jej śliskiej cipce,
rozciągając ją rozkosznie szeroko, jednym, potężnym pchnięciem. Jęknął
mrocznie, ona pisnęła, lecz Draco nie bał się pokazać jej, kto tu rządzi.
Używając lin jako oparcia, mocno i gwałtownie nią
potrząsnął. Była nadziewana na jego długość z każdym pchnięciem, czubek kutasa
ocierał się o jej najgłębszy punkt.
— O Boże,
Draco! — krzyknęła.
— Tak — syknął przez mocno zaciśniętą szczękę, a
ostry odgłos uderzenia skóry o skórę rozniósł się echem po pokoju. — Jestem…
twoim… pieprzonym… bogiem!
— Tak! Tak!
Tak! Proszę, kurwa, tak!
Całe łóżko się trzęsło, ocierając o podłogę, ale
on ani na chwilę nie zwolnił tempa. Mięśnie jego bicepsów napinały się pod
koszulą, materiał koszuli prawie pękł, żyły na przedramionach nabrzmiały i Hermiona
mogłaby przysiąc, że widziała nawet wirujący atrament Mrocznego Znaku.
— Pieprzona… bogini…
szlam — warknął, szczerząc zęby w okrutnym grymasie, gdy sięgnął, by chwycić ją
za pierś w brutalnym uścisku. — Moja… moja… kurwa,
moja!
Jego zaborczość owinęła się wokół niej niczym
ślizgoński wąż, którym był, ściskając wszystko, czemu wiedziała, że nie powinna się poddawać, aż roztrzaskała się w
wyjącym orgazmie. Draco podążył za nim z gardłowym jękiem, zaciskając liny tak
mocno, że kostki palców zbielały.
— Kurwa — wydyszał i przewrócił się.
Zatrzymał się tuż nad nią, zatapiając dłonie w
materacu. Kropla potu spadła z jego twarzy na jej. Czuła gorący oddech na
ustach. Kolejne pół cala i Hermiona poczuła, jak jego miękkie włosy łaskoczą ją
w czoło.
— Kurwa — zgodziła się, a serce waliło jej w
piersi.
Draco pochłonął jej usta delikatnym, lecz
natarczywym pocałunkiem, ocierając się o nią biodrami, a jego pulsujący kutas
idealnie zsynchronizował się z jej zaciskającą się cipką.
— Kurwa, Hermiono — wyszeptał w jej usta. —
Jesteś… ja… kurwa.
Jego głowa opadła na jej mostek, gdy skończył, a
ciało drżało w jej objęciach.
Hermiona chciała przeczesać palcami jego włosy,
ale więzy znów dały o sobie znać.
— Draco — wyszeptała. — Czy możesz… mnie uwolnić,
proszę?
Skinął głową, ale nie poruszył się przez kolejne
dziesięć, może piętnaście sekund. Potem westchnął ciężko i wyszedł z niej z
wyrazem czystej satysfakcji na twarzy i przymrużonymi powiekami.
— Merlinie — wyszeptał i przesunął dłonią po jej
wilgotnej skórze — jesteś cholernie niesamowita.
Hermiona obdarzyła go drżącym uśmiechem, a jego
pochwała spływała po niej niczym kojący deszcz, łagodząc tępy ból, gdy z niej
wychodził. Szepnął ciche słowa, zaklęcie, przesuwając dłonie po jej ciele, a
liny rozluźniły się i spadły. Zatopiła się w materacu, rozkładając ręce na boki
oraz prostując nogi. Czuła, jakby unosiła się w powietrzu, ciało ją mrowiło,
gdy krew wróciła do normalnego rytmu.
— Wszystko w porządku? — zapytał i delikatnie
pomasował jej nogi.
Hermiona skinęła głową.
— To było… rany, to było genialne!
Draco zachichotał i zaczął się rozbierać.
Hermiona pożerała go wzrokiem, zafascynowana tym, jak wyrzeźbiony był pod tą
alabastrową skórą; trening, któremu się poddawał, utrzymując to nieubłagalne
tempo, uwidocznił się w jego nabrzmiałych mięśniach brzucha i ramionach, a
Hermiona poczuła chęć objęcia ich palcami. Był idealnym, męskim okazem, a ona
czuła się przepełniona rzadkim poczuciem wyższości i przywileju, widząc go w
takim stanie. Najlepsze w nim było jednak to, że nie chodziło tylko o jego
ciało; nie, również o jego umysł. Stanowił pakiet, którego się nie spodziewała,
i to była niezwykle urocza niespodzianka.
Z drugiej strony, to było też najgorsze w nim, bo
był tak blisko, że czuła jego smak, a jednak wiedziała, że nigdy nie będą razem
na wieki. Nigdy do tego nie dojdzie.
Powinna się tym cieszyć, póki to trwa.
Kiedy już stał zupełnie nagi, sięgnął po nią i
wziął w ramiona. Zaniósł ją do łazienki i zanurzył w gorącej kąpieli, tuląc do
swojej piersi. Wypytywał ją o tę scenę, delikatnie całując szyję i ramiona,
pytał, czy podobały jej się liny i czy nie był dla niej zbyt brutalny.
Hermiona nie czuła już wstydu, mówiąc mu, co
lubi, a czego nie. Niewiele rzeczy, które Draco jej robił, nie podobało jej
się, i dziś nie było inaczej. Nawet torturująca gra wstępna była przyjemna, a
kiedy wyznał, że drażnił ją przez około godzinę, zanim zrobił jej minetę,
zbladła, po czym wybuchła zszokowanym śmiechem.
— Godzinę?
— krzyknęła. — Ty sadysto!
Draco zaśmiał się i przesunął palcami po jej
ramionach.
— Jestem bardzo wymagający, jeśli chodzi o
wiązanie, a ty byłaś strasznie niecierpliwa — zganił ją. — Musisz się nauczyć
być cierpliwą, tak jak ja, a wtedy sprawię, że będziesz krzyczeć z potrzeby,
zanim ulegnę twojej gorliwości. — Głaszcząc jej skórę, aż włoski stanęły jej
dęba, powiedział: — Poza tym, miałaś dużo na głowie. Potrzeba było czasu, żeby
cię z tego stanu wyprowadzić.
Hermiona nie była zadowolona, ale nie sprzeciwiła
się. Jego spostrzegawczość była jednocześnie kojąca i niepokojąca, ale nie
mogła zaprzeczyć cudownemu uczuciu całkowitego odłączenia od świata. Westchnęła
i oparła głowę o jego pierś.
— To niesprawiedliwe. Włożyłeś tyle wysiłku we
wprowadzenie mnie w inny stan umysłu, a ja nigdy tobie czegoś takiego nie
robię.
— Mogłabyś wyjaśnić mi czym jest „inny stan
umysłu”? — zapytał delikatnie i pocałował zagłębienie jej szyi.
Hermiona westchnęła i zmarszczyła brwi.
— To… trudno to wytłumaczyć. Czuję się
jednocześnie lekka i ciężka, jakbym unosiła się swobodnie, spadając. Wokół mnie
nie ma nic poza ciemnością i być może różnokolorowymi światłami, w zależności
od tego, co mi zrobisz. To po prostu… przyjemność. — Nie, to było coś więcej.
Przygryzła wargę, próbując ułożyć w głowie słowa, żeby to opisać. — I zaufanie
— kontynuowała, być może bardziej, mówiąc do siebie niż do niego. — Ja… tak.
Całkowite zaufanie. — Spojrzała na niego przez ramię. — Oddaję się tobie
całkowicie, ufając, że masz kontrolę, że mnie nie skrzywdzisz ani nie zrobisz
niczego wbrew mojej woli, to jest… takie miłe. Bardzo, bardzo miłe. Wszystko
inne się rozpływa. To tak, jakbym po prostu istniała tu i teraz, z tobą. To
jak… odpoczynek dla duszy.
Oczy Draco zawirowały, usta rozwarły się, a ja
jego twarzy pojawił się wyraz, jakiego nigdy wcześniej nie widziała, taki, który
trafiał prosto do jej serca. Wyglądał na zauroczonego.
Wtedy przypomniały jej się słowa Crossa, że Draco się w niej podkochuje, ale
nie mogła sobie na to pozwolić. Nie teraz, nie w momencie, gdy była
emocjonalnym wrakiem. Szybko odwróciła wzrok, czując piekące policzki. Musiała
okiełznać swoje uczucia.
— To głupie, wiem — mruknęła.
— Nie — powiedział w jej włosy. — To właściwie
całkiem znane. Kiedy ludzie poddają się tak, jak ty, oddają kontrolę, mogą
popaść w stan umysłu taki jak ten, który opisujesz. Niektórzy nazywają to
Podprzestrzenią. Wynika to z głębokiego zaufania i… cholera, nie sądzę, żebyś
rozumiała, jak czuję się zaszczycony, że mi tak ufasz. — Zaśmiał się. — Nie
zrobiłabyś tego trzy miesiące temu.
Hermiona zaśmiała się — szczerze.
— Nie! Zdecydowanie nie!
— No cóż — powiedział, obejmując ją w talii i
przyciągając do siebie — podczas gdy ty wpadasz w ten stan umysłu, ja zatracam
się w podobnym doznaniu.
Przygryzła wargę, rysując palcami kółka na
grzbiecie jego dłoni.
— Opowiesz mi o tym?
Zanucił jej do ucha tak rozkosznie niskim tonem.
— Mówisz, że całkowicie się oddajesz… cóż, czuję,
że mam całkowitą kontrolę. Czuję się jak… — Przeciągał słowa, a jego dudnienie
rozbrzmiało w całym jej ciele. — Jak Bóg, okrutny, dobry i potężny. Ta moc jest
odurzająca, uzależniająca, ale świadomość, że daje ci przyjemność, zwiększa ją.
— Pocałował wrażliwą skórę pod jej uchem. — Jedyne, co dla mnie istnieje w tej
chwili, to nasze ciała i to, jak się razem czujemy; słyszę bicie twojego serca,
czytam twoje ciało, jakby było moim własnym, wiem, jak nim sterować i co muszę
zrobić, żeby zmaksymalizować przyjemność dla nas obojga.
Hermiona zamknęła oczy i pozwoliła, by jego usta
ją oczarowały.
— Brzmi pompatycznie.
Parsknął śmiechem.
— Myślisz, że to megalomania?
— Nie. — Uśmiechnęła się. — Niech ci to nie
uderzy do głowy, Malfoy, ale jesteś… bardzo dobry w seksie.
— Och, proszę cię. — Słyszała uśmieszek w jego
głosie. — Wiedziałem o tym lata temu.
— Więc
to megalomania — prychnęła. — Ale tym razem przyznam ci rację.
— Co za wspaniałomyślność z twojej strony,
Granger — mruknął i ugryzł ją w szyję, ssąc podstępnie.
Bez wątpienia miało to zostawić ślad, ale
najwyraźniej nie miał nic przeciwko. A raczej, o to właśnie chodziło.
Prawdę mówiąc, była przyzwyczajona do ukrywania malinek po nocy z Draco.
Hermiona przygryzła wargi, rozważając to, co
powiedział. Czy naprawdę uważał za odurzające i uzależniające sprawianie jej
przyjemności?
— Twój stan umysłu — zaczęła. — Czy osiągnąłeś to
z kimś innym?
Dlaczego sama myśl o tym sprawiała, że robiło jej
się zimno?
Nie odpowiedział wprost i się nie spiął. Kciuk
leniwie zataczał kręgi wokół jej pępka i oddychał spokojnie. W końcu
odpowiedział:
— Tak, wiele razy. Ale przed tobą osiągnąłem taki
stan tylko z jedną osobą. We Francji. Podczas moich początków jako dominujący.
Odwróciła się do niego.
— Z tą, która odeszła za wcześnie?
Obserwował jej twarz i powoli skinął głową.
Hermiona zmarszczyła brwi.
— Dlatego potrzebowałeś więcej czasu? Bo byłeś
upojony?
— Można tak to ująć — mruknął i delikatnie
odgarnął jej kosmyk włosów za ucho. — Im większy haj, tym większy spadek.
Nauczyłem się już radzić sobie z tym przypływem mocy, ale cholera, muszę
przyznać, że czasami trudno jest mi z niego wyjść, gdy jestem z tobą.
— Co? — Zamrugała, a jej serce nagle zabiło
mocniej. — Robię coś źle?
Zmarszczył brwi i pokręcił głową.
— Nie martw się, kochanie. Nie robisz nic złego.
To nic złego. Mogłoby być, ale nie jest. Nie z tobą.
— Ale… dlaczego?
Odsunęła się od niego, żeby się odwrócić, a woda
zachlupotała.
Draco westchnął, odchylając się do tyłu, a
srebrny wzór Lichtenberga zalśnił w świetle lampy.
— Schodzimy razem — powiedział. — Tak, jasne,
seks z tobą jeszcze bardziej mnie pogrąża w tym stanie psychicznym, z wielu różnych powodów, ale ty jesteś też
na to najlepszym lekarstwem. Trzymanie cię w ramionach, całowanie, rozmawianie
z tobą, dbanie o ciebie… to mnie uspokaja i niech mnie diabli wezmą, jeśli nie
będzie to równie odurzające, jak odlot władzy.
Zmarszczyła brwi, analizując jego słowa. Z wielu różnych powodów. Zacisnęła usta.
— Draco — mruknęła — myślisz, że byłaby między
nami, cóż, taka chemia, gdybyśmy nie
byli wrogami od dzieciństwa?
Wykręcił szczękę, jego oczy lekko błysnęły, po
czym oznajmił:
— Kochanie, nie sądzę, żebyśmy byli wrogami od
dzieciństwa, gdyby nie było między nami chemii. — Uniósł brew i przesunął
palcami po powierzchni wody. — A ty co o tym sądzisz?
Poczuła, jak jej policzki gwałtownie płoną.
—J-ja nie wiem.
Cóż,
oczywiście masz rację, bo nie mogłam przestać się na ciebie gapić, kiedy
byliśmy nastolatkami, nawet gdy byłam wściekła. Tak, to byłoby absolutnie idealne — zdałby
sobie sprawę, jaką desperatką była.
— Chodź do mnie — poprosił, wyciągając do niej
rękę.
Pozwoliła mu się pociągnąć z powrotem w swoje
objęcia, przytulając się do jego piersi i głęboko wzdychając. Myślała o tej
scenie, o tym, jak cudownie i zarazem przerażająco było być tak całkowicie
ograniczoną i kontrolowaną. Całe jej ciało drżało i nie mogła przestać myśleć o
następnym weekendzie, kiedy miała się odbyć ich scena kostiumowa. Wiedziała o
niej bardzo niewiele, poza tym, że na razie Draco skupia się na kostiumie
Śmierciożercy. Chciał, żeby innym razem założyła szkolny mundurek, kiedy będą
mogli się skupić tylko na nim. Nie żeby jej powiedział dlaczego; domyślała się,
że będzie to dla niego ekscytujące wyobrażenie sobie, że może kontrolować jej
wersję z Hogwartu dzięki ich dawnej wrogości. Merlin wiedział, że uważała ten
pomysł za dość ekscytujący.
Ale on miał mieć na sobie szaty Śmierciożercy i w
najciemniejszym zakamarku umysłu wydawało jej się to jeszcze bardziej
ekscytujące. Niebezpieczne.
— Mógłbyś założyć rękawice? — zapytała. — W
przyszły weekend. Czarne, skórzane rękawice.
Zaśmiał się zaskoczony.
— Masz fetysz rękawic, Granger? Nie wiedziałem,
że taka jesteś.
— Przestań — mruknęła. — To nie jest śmieszne.
— Nigdy nie powiedziałem, że jest. Właściwie,
podoba mi się ten pomysł — zażartował w jej włosy. — Założę czarne, skórzane
rękawice. — Chwytając zębami płatek jej ucha, dodał: — Upewnię się, że też cię
w nich przelecę.
— Tak?
Westchnęła i zamknęła oczy.
Zanucił, powoli przesuwając dłonią po jej
brzuchu, między uda.
— Upewnię się, że będą pokryte twoją śliską,
lśniącą i mokrą… — Przesunął palcami po jej wargach, drażnił łechtaczkę i
sprawił, że ciężko odetchnęła — zanim włożę w ciebie moje palce w rękawicach. —
Dwa palce, powolne i zdecydowane, wślizgnęły się między jej wargi, powodując
jęk Hermiony. — I wejdę kilka centymetrów w głąb, właśnie tam. — Zademonstrował swoje słowa i znalazł miejsce, z którym inni
mężczyźni mieli problem, a Hermiona wygięła plecy, gwałtownie łapiąc powietrze.
— A potem będę cię pieprzyć, aż podarujesz mi słodki orgazm.
Zdołała tylko jęknąć, chwytając dłońmi brzegi
wanny.
— Sprawia ci to przyjemność? — zapytał ochryple.
— Tak — szepnęła Hermiona i poruszyła biodrami,
dostosowując się do rytmu jego dłoni.
Zamruczał, całując ją w szyję, powoli wycofując
palce, by leniwie okrążyć jej łechtaczkę.
— Zachowam ten orgazm na przyszły weekend. —
Kiedy zawyła z rozczarowania, zaśmiał się cicho. — Nie martw się, kochanie. Nie
zostawię cię w potrzebie.
I nie zrobił tego.
Okrążał i masował jej łechtaczkę, aż drgnęła w
zmysłowym, powolnym orgazmie, a jej uda zacisnęły się wokół jego ramienia. Gdy
opadła z rozkoszy, przesunął dłoń do jej piersi, delikatnie je pieszcząc.
— Dziękuję — mruknęła i odchyliła głowę do tyłu.
— To było miłe.
Twardość w dolnej części pleców podpowiedziała
jej, że on również potrzebuje uwagi. Z zadowolonym westchnieniem odwróciła się,
by usiąść na kolanach między jego nogami i objęła go pod wodą.
Twarz Draco była rozpalona głodem i nie spuszczał
z niej wzroku, gdy powoli go pieściła. Ledwo mrugnął. Dopiero gdy doszedł, jego
twarz wykrzywiła się w grymasie i z całej siły chwycił brzegi wanny. Białe
smugi spermy, które z niego wypływały, wirowały w wodzie niczym mleczny dym, a
Hermiona uśmiechnęła się, zanim wpełzła na niego i czule go pocałowała.
— Cóż — mruknął w jej usta, uśmiechając się
złośliwie — dziękuję.
Hermiona tylko zachichotała.
~*~*~*~*~*~*~*~
— Jesteś pewna, że nie możesz zostać?
Otwartość w oczach Draco była przerażająco
rozbrajająca, ale Hermiona już podjęła decyzję. Spędziła z nim o wiele za dużo
nocy i musiała zdystansować się do narastającego przywiązania. Było już późno,
zjedli razem pyszną kolację i gdyby została u niego na noc, obudziłaby się z
tęsknotą w sercu, tak kruchym, że pękłoby pod najlżejszym podmuchem wiatru.
Uśmiechając się, skinęła głową.
— Jestem pewna. Jutro wstaję wcześniej, żeby iść
do Nory. — To było okropne kłamstwo, ale konieczne. Przygryzła wargę i
zacisnęła dłonie. — Wszystko w porządku?
Draco uśmiechnął się czarującym, ale zabójczym
uśmiechem.
— Nie martw się o mnie, kochanie. — Przyciągnął
ją do siebie, łapiąc w talii. — Jasne, gdybym mógł zrobić to po swojemu,
zjadłbym cię na śniadanie, ale rozumiem. Nie mogę mieć cię tylko dla siebie,
choćbym nie wiem jak bardzo chciał.
Hermiona stanęła na palcach i sięgnęła do jego
ust. Pocałunek był delikatny i pełen obietnic, i objęła go ramionami za szyję,
szepcząc:
— Dziękuję, że jesteś sobą.
Po czym wyswobodziła się z uścisku i ruszyła do
kominka.
Ból w sercu, który poczuła, wchodząc w zielony
ogień, był dowodem na pilną potrzebę oderwania się od niego. Byłoby o wiele
łatwiej, gdyby nie był czarodziejem czystej krwi i nie ciążyły na nim wszystkie
związane z tym tradycje. Nie żeby kiedykolwiek o tym mówił, więc tak naprawdę
nic o tym nie wiedziała, ale bez trudu się domyśliła.
Właściwie wyobrażała sobie jego pozycję w życiu
niemal taką jak pana Darcy’ego; był bogatym dżentelmenem z wyższej klasy, z
odpowiedzialnością za noszenie rodowego nazwiska. Należał do Nienaruszalnej
Dwudziestki Ósemki, a Hermiona wystarczająco dużo o tym czytała w swoim życiu,
by wiedzieć, że supremacja krwi była motywem przewodnim arystokratycznych
rozmów.
Niektórzy, oczywiście, nie przejmowali się tym —
na przykład Weasleyowie — ale Malfoyowie? Jeden z najstarszych rodów czystej
krwi w Wielkiej Brytanii i w Europie?
Nie musiała go pytać, żeby wiedzieć, że oczekuje się od niego, że poślubi inną
czarownicę czystej krwi i spłodzi dzieci, by kontynuować swoje nazwisko i
fortunę arystokracji. Nie mogła oczekiwać, że zrezygnuje z tego wszystkiego dla
niej, mugolaczki, którą seksualnie
zdominował. I cholera, to tak bardzo bolało.
Pamiętała, jak Lavender i Parvati czasami
romantyzowały bycie kochanką bogatego mężczyzny; miałyby wszystkie przywileje i
żadnych obowiązków, jak mówiły. Chociaż wiedziała, że to tylko fantazja
uczennicy, Hermiona czasami pozwalała sobie na takie wyobrażenie. I tak,
dobrze, czasami te myśli dotyczyły pewnego blondyna. Teraz była jego zabawką,
ale chociaż seks był niesamowity, sytuacja nie była tak przyjemna, jak ona i
jej współlokatorki wyobrażały sobie późnym wieczorem w Wieży Gryffindoru.
Kochanka nigdy nie byłaby priorytetem, zawsze wiązałaby się z tajemnicą, a Hermiona
tego nie chciała. Uwaga Draco była intensywna, zmieniająca życie i wiedziała,
że nigdy nie zniesie świadomości, że poświęciłby tyle samo uwagi swojej żonie. Byłaby jedyną lub żadną.
Opadając na sofę w swoim cichym mieszkaniu,
westchnęła głęboko. Nie wiedziała nawet, o czym myśli: chciała poślubić Draco
Malfoya? Hermiona Malfoy brzmiało dość okropnie. Hermiona Granger-Malfoy — cóż,
to mogłoby przejść. Hermiona Weasley podobała jej się przez lata, ale kiedy
teraz o tym pomyślała, ona również brzmiała dość okropnie.
Vanessa Weasley brzmiała dobrze. Ginevra Potter również. Ale ani Hermiona Weasley, ani
Hermiona Malfoy nie.
Hermiona McLaggen? Miała ochotę zwymiotować.
Czy w ogóle chciała wyjść za mąż, czy to był
tylko pomysł, który zaakceptowała, bo tego od niej oczekiwano? Każda mała
dziewczynka chciała kiedyś wyjść za mąż, prawda? Małżeństwo, dzieci, wakacje z
dziadkami? Wyobrażała sobie to wszystko z Ronem — nawet za tym tęskniła — ale
teraz wydawało jej się to takie naiwne i dziecinne, że miała takie plany, mając
zaledwie piętnaście czy szesnaście lat. Wtedy jej życie wyglądało zupełnie
inaczej. Jej perspektywa rodzinna była zupełnie inna. Po pierwsze, wciąż miała
rodziców. Wciąż żywiła uczucia do Rona. Wciąż miała nadzieję na przyszłość. Ale
jak mogła być taka pewna wtedy, kiedy mając dwadzieścia pięć lat, nie miała
pojęcia, czego chce od życia?
Cóż, przerażała ją myśl, że w jej spragnionym
umyśle zaczynała się krystalizować jedna osoba, ale nie mogła sobie pozwolić na
marzenia o nim. To by jej w końcu złamało serce, bo wiedziała, że to nie potrwa
długo. Nie mogło. Pochodzili z różnych światów i nie śmiała nawet wyobrazić
sobie jego twarzy, gdyby kiedykolwiek dowiedział się, że ma takie myśli.
Krzywołap zamiauczał cicho i wskoczył obok niej
na sofę, mrucząc głośno i ze zrozumieniem.
— Wiem, wiem. — Westchnęła i pogłaskała kota po
miękkiej sierści. — Jestem żałosna.
Kot wydał z siebie cichy dźwięk, wyraźnie
wyrażający dezaprobatę.
— Ale to prawda!
— jęknęła i przetarła twarz dłonią. — Dlaczego pozwalam sobie myśleć, że
mogłabym spędzić resztę życia w ramionach Draco, skoro wiem, że to się nigdy nie wydarzy? — Zaśmiała się ponuro i
odrzuciła głowę do tyłu. — Boże, trzy miesiące temu nim gardziłam! Jak mogłam stać się tak płytka, by pozwolić, żeby seks
to zmienił?
Kot tylko mrugnął, ugniatając jej udo.
Westchnęła.
— Tak, wiem. To coś więcej. Znacznie więcej. I seks jest bardzo dobry. Ale Krzywołap, to
cholerny Draco Malfoy! Nie mogę udawać, że nic do niego nie czuję, ale naprawdę
nie powinnam! Boże! Powinnam to traktować jak związek seksualny między dwojgiem
dorosłych, którzy się na to godzą, który nie przerodzi się w coś głębszego.
Znaczy, jak…
Ale Krzywołap już nie słuchał. Nastawił uszy,
odwracając głowę w stronę drzwi, a jego ciało zesztywniało. Zeskoczył z sofy i
powoli podszedł bliżej, trzymając się blisko podłogi.
Serce Hermiony zamarło, gdy się spięła; podążyła
za rudym kotem, który zbliżał się do wejścia, ostrożnie stąpając łapami. Coś
było po drugiej stronie drzwi wejściowych.
Krzywołapa nie obchodziło, kiedy ktoś znajdował
się na korytarzu. Nigdy nie zwracał uwagi na pukanie dostawców jedzenia czy
listonoszy; jakby wiedział, że nie stanowią zagrożenia. To było bardzo
nietypowe i ją przerażało.
Uniosła wzrok na drzwi, powoli, bardzo powoli sięgając po torebkę z
koralikami, którą rzuciła na stolik kawowy. Nie odrywając wzroku od drzwi,
wyciągnęła różdżkę i mocno ścisnęła ją w dłoni. Krzywołap nastroszył się, a
jego ogon podwoił długość, więc Hermiona powoli wstała z miejsca i wycelowała
różdżką w drzwi.
Serce waliło jak młotem, puls dudnił w uszach.
Miała dobre zaklęcia, wiedziała, że je ma, ale krytyka Draco rozbrzmiewała w
jej głowie. Powiedział jej, że ma kilka słabych punktów, ale nigdy jej nie
powiedział, jakich. Była jednak pewna swoich zaklęć; wiedziała, że wytrzymają.
Nigdy nie były tak wystawione na próbę, ale wiedziała,
że wytrzymają. Czuła to w kościach.
Powoli podeszła bliżej. Kot stał nieruchomo, z
wygiętym grzbietem i długim ogonem. Hermiona pewnie wycelowała różdżką w drzwi
i przygotowała się na wszystko, co mogło się przez nie przedostać. Może nie
była Aurorką, ale to nie znaczyło, że była bezużyteczna, jeśli chodzi o
pojedynki.
Czas zdawał się stanąć w miejscu. Próbowała
nasłuchiwać, sprawdzać, czy dostrzega kogoś po drugiej stronie drzwi, ale
panowała grobowa cisza. Może zdawało jej się, że słyszy czyjeś szuranie, może
zdawało jej się, że słyszy coś drapiącego o drzwi, ale nie potrafiła rozróżnić,
jakie to mogły być dźwięki, ani czym było jej własne, szalone bicie serca.
Po co najmniej dwudziestu minutach wyszeptała:
— Homeum
Revelio.
Czekała, ale nic się nie stało. Zaciskając
szczękę, sięgnęła do klamki. Wciąż trzymała różdżkę w dłoni, otwierając drzwi,
i wzięła głęboki oddech, dodając sobie sił, zanim je otworzyła, ale korytarz
świecił pustkami.
Zacisnęła szczękę, ostrożnie wychodząc na
zewnątrz. Nikogo nie dostrzegła, ale dreszcze przebiegły jej po kręgosłupie.
Coś było nie tak.
— Lumos
— wyszeptała, a czubek jej różdżki rozbłysnął delikatnym światłem.
Magia pokazała jej, że na korytarzu nikogo nie
ma, ale wciąż dręczyło ją złe przeczucie. Pozwalając, by światło różdżki
oświetliło ściany i podłogę, szukała śladów aktywności. Nie dostrzegła śladów
stóp, żadnych śladów obecności człowieka, dopóki się nie odwróciła i nie
zajrzała w szparę za drzwiami. Tam, w drewnie drzwi wejściowych, znajdowały się
cztery, głębokie wyżłobienia w kształcie śladów pazurów, a serce Hermiony
zamarło.
Odwróciła się gwałtownie, gotowa ogłuszyć lub
zrobić coś jeszcze gorszego, gdyby ktoś ją zaatakował, ale korytarz był pusty
jak przedtem. Zacisnęła zęby oraz dłoń na różdżce i rzuciła szybkie zaklęcie
identyfikacyjne, a kiedy mroczne, siarkowe ślady ożyły pod wpływem jej magii,
poczuła mdłości ściskające żołądek.
Greyback.
Brak komentarzy