[T] Związek na pokaz: Jaskinia Węży

piątek, 31 lipca 2026

Hermiona przeżyła drobny kryzys egzystencjalny w następny piątek, kiedy otworzyła swoją szafę, żeby zdecydować, co ubrać na kolację z Draco i z Wężami. Założyła już większość swoich sukienek, umawiając się z Draco na randki dwa do trzech razy w tygodniu w ciągu ostatnich kilku tygodni. Ostatnią sukienkę, którą miała na sobie na kolacji z nim, pożyczyła od Ginny, ale nie chciała niepotrzebnie zawracać jej głowy, zwłaszcza teraz, gdy ona i Harry byli zajęci noworodkiem.

Nie chodziło tylko o to, że chciała się ładnie ubrać, by dotrzymać umowy z Draco. Bała się wyglądać niedbale w obecności Pansy Parkinson. Pansy miała najbardziej cięty język wśród Ślizgonów podczas szkolnych lat, a teraz prowadziła Szafę Kirke — najmodniejszy butik na Ulicy Pokątnej. Jej ubrania uchodziły za obowiązkowe wśród modnych i dobrze sytuowanych czarownic, a sama Pansy zawsze wyglądała jak modelka z wybiegu.

W końcu, wyczerpawszy wszystkie opcje, Hermiona zdecydowała się na szarą, jedwabną sukienkę, którą miała na sobie podczas pierwszej kolacji z Draco w Szmaragdowym Globie. Ponownie założyła do niej broszkę babci i miała nadzieję, że będzie dobrze.

Draco wszedł do jej mieszkania przez kominek o dziewiętnastej, akurat gdy założyła szpilki i weszła do salonu.

— Nie, Krzywołap, nie mogę mieć dziś kociego futra na sukience — mruknęła zaniepokojona. Sięgnęła do słoiczka ze smakołykami i podała kotu jeden, co skomentował marudnym miauknięciem. Odwróciła się do Draco, który wyglądał niemożliwie dobrze w swoim granatowym garniturze. — Zawsze wyglądasz tak ładnie — powiedziała, myśląc, że w innym życiu mógłby być gwiazdą filmową albo odnoszącym sukcesy modelem.

Uśmiechnął się do niej jak kot, który dostał bitą śmietanę.

— Dzięki, Granger. Ty też. Gotowa stawić czoła jaskini Węży?

Wziął ją za rękę i przez Sieć Fiuu przeszli do Dworu Nottów. Theodore Nott Junior czekał na nich, gdy dotarli na miejsce.

— Hermiono!

Wysoki, chudy mężczyzna z czupryną brązowych loków, błyszczącymi, zielonymi oczami i ogromnym uśmiechem stanął przed nią.

— Theo — przywitała się, uśmiechając się w odpowiedzi. Była pewna, że przez wszystkie lata nauki w Hogwarcie nigdy nie wypowiedziała do tego czarodzieja więcej niż dwadzieścia słów, ale często mijali się w bibliotece i zawsze przyjaźnie się pozdrawiali poprzez skinięcie głowy. Pamiętała go jako cichego, pilnego ucznia, który zawsze dobrze się uczył i często rywalizował o pierwsze miejsce z nią, Draco i Padmą Patil. — Miło cię znowu widzieć. Dziękuję za zaproszenie.

Theo ujął jej dłoń i pocałował grzbiet, a Hermiona z jakiegoś powodu poczuła, jak Draco stojący obok niej zesztywniał, jakby irytowało go zachowanie przyjaciela.

— Witaj we Dworze Nottów. Mam nadzieję, że to będzie pierwsza z wielu wizyt.

— Dość tego — wtrącił Draco, posyłając przyjacielowi ostrzegawcze spojrzenie, które tylko poszerzyło uśmiech na twarzy Theo.

— Nigdy nie lubił się dzielić — rzekł Theo, kręcąc głową. — Chodźcie, zapraszam do salonu. Wszyscy już tam czekają.

Wyszli z salonu podpiętego do Sieci Fiuu i ruszyli korytarzem pełnym portretów domniemanych przodków Nottów, przeplatanych zbrojami i starożytną bronią zawieszoną na ścianach, zanim dotarli do rzeźbionych, podwójnych drzwi, które Theo otworzył z rozmachem. Cała trójka weszła do środka i zobaczyli Blaise’a Zabiniego, Pansy Parkinson oraz Daphne Greengrass siedzących na fotelu i kanapie, z talerzami jedzenia balansującymi na ich kolanach. Blaise, jak zawsze rasowy dżentelmen, wstał, gdy Hermiona weszła do pokoju.

— Kochani, jak zapewne wiecie, to Hermiona Granger — oznajmił Theo. — Hermiono, to Pansy, Blaise i Daphne.

— Granger — powiedział Blaise, lekko się kłaniając, zanim usiadł.

Był wysokim, przystojnym, ciemnoskórym mężczyzną z uwodzicielską nutą w głosie, prawdopodobnie spowodowaną włoskim pochodzeniem. Siedział obok Daphne, a kiedy usiadł, objął ramieniem śliczną czarownicę.

— Cześć — przywitała się Daphne z przyjaznym uśmiechem.

Była bardzo atrakcyjną blondynką, którą Hermiona pamiętała z lekcji w szkole. Cicha, spokojna dziewczyna, która w weekendy zawsze miała wokół siebie wianuszek chłopaków chcących zaprosić ją na randkę do Hogsmeade. Teraz miała na sobie bardzo elegancki, granatowy kostium i nosiła obrączkę ślubną identyczną jak Blaise.

— Hermiona Granger — powitała ją Pansy, przeciągając powoli słowa. Pansy nigdy nie była uważana za ładną w szkole i nawet teraz jej urodzie daleko było do Daphne, ale emanowała pewnością siebie i siłą, co samo w sobie było atrakcyjne i sprawiało, że jej euroazjatyckie rysy twarzy były bardzo charakterystyczne i niezapomniane. Miała na sobie najodważniejszy strój, jaki Hermiona kiedykolwiek widziała u czarownicy czystej krwi — dwuczęściowy, satynowy kostium, w kolorze spalonej pomarańczy, który odsłaniał cały brzuch. Z miejsca, w którym siedziała, zdawała się chłonąć Hermionę od stóp do głów w sposób, który ją lekko denerwował. Następnie spojrzała na Draco i uśmiechnęła się ironicznie. — Dobrze wyglądasz. Randkowanie z Draco zdaje się ci sprzyjać.

Hermiona starała się nie przewrócić oczami.

— Dziękuję, Pansy. — Spojrzała na Blaise’a i Daphne, po czym powiedziała: — Cześć, miło was znowu widzieć po tylu latach.

Theo skierował uwagę Hermiony na kredens, który był zastawiony ponad tuzinem talerzy z jedzeniem z rzuconym na nie zaklęciem rozgrzewającym.

— Zanim zaczniemy grę w karty, mamy tu nieformalny bufet. Częstujcie się. — Wskazał na kolejny wózek w rogu. — Tam jest alkohol. Może coś na początek?

— Poproszę gin z tonikiem — rzekła. — Co miałeś na myśli, mówiąc o kartach?

— Gin z tonikiem, już się robi — odparł, podchodząc do wózka. — Po jedzeniu gramy w pokera.

— Mam napełnić twój talerz? — zapytał Draco, wskazując na bufet.

— Dziękuję, poradzę sobie — odpowiedziała, chcąc odwlec moment, w którym będzie musiała usiąść i zacząć rozmawiać.

Wzięła talerz z kredensu i przeszła wzdłuż, przygotowując kolację.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Wieczór z Wężami okazał się o wiele przyjemniejszy, niż Hermiona się spodziewała. Przyjaciele Draco byli dość oczytani i dużo podróżowali w latach przedwojennych i powojennych. Podróże Hermiony ograniczały się do wakacji we Francji, które spędziła tam jako dziecko, oraz podróży do Australii, aby sprowadzić rodziców do domu po wojnie. Z rodzicami na utrzymaniu, po prostu nie miała środków na żadne dodatkowe wydatki, w tym na wakacje. Była jednak zafascynowana opowieściami przyjaciół Draco o ich zagranicznych podróżach, ponieważ wieku z nich miało rodziny lub posiadłości w innych krajach, i zasypywała ich pytaniami o to, co widzieli i czym różnią się zwyczaje zagranicznych czarodziejów od brytyjskich.

Rodzina Blaise’a miała winnicę w Toskanii, a on sam od wczesnego dzieciństwa spędzał lato we Włoszech; mówił całkiem płynnie po włosku, a odkąd poślubił Daphne, ona również się uczyła. Opowiedział im historię o tym, jak on i miejscowe urwisy przypadkowo upili się jednym z najlepszych roczników wina, jakie produkowała winnica, gdy miał osiem lat, i o chaosie, jaki to spowodowało.

Rodzina matki Pansy pochodziła z wyspy Jeju, położonej na wodach południowego wybrzeża Korei Południowej. Jej babcia posiadała tam dużą posiadłość; jej rodzina hodowała perły, zarówno zwykłe perły wysokiej jakości, sprzedawane mugolskim jubilerom, jak i magiczne perły świecące, które były tak rzadkie i cenione, że pojedynczy naszyjnik z tych śpiewających pereł mógł być wart ponad milion galeonów.

— Chciałabym zobaczyć, jak zbierają śpiewające perły — rzekła Hermiona. — Posiadłość twojej babci musi być niesamowita.

Pansy jęknęła.

— Byłoby jeszcze lepiej, gdyby pozbyła się kolonii boomslangów z posiadłości. Te ohydne stworzenia są wszędzie, a podobno jaskinie w pobliżu wody są pełne skór boomslangów, które zrzucają. Mówiliśmy jej, że mogłaby zbić fortunę na ich sprzedaży, ale nie pozwala nam dotknąć ani jednej.

— Dlaczego nie? — zapytała Daphne.

— Od siedemdziesięciu lat kłóci się z siostra, która chciała się pozbyć boomslangów, więc Oehalmeoni, z czystej złośliwości, trzyma je wszystkie dla siebie.

— Kto to Oehalmeoni — dopytywał Theo.

— Oehalmeoni to po koreańsku babcia, ty niewykształcony palancie.

Pansy przewróciła oczami.

Theo uniósł ręce.

— Skąd miałem to wiedzieć? Nie mówię po koreańsku!

— Wyłuskać z kontekstu! — wycedziła. — Szczerze mówiąc, myślałam, że jesteś mądry.

— A ja myślałem, że dziś schowasz pazury.

— Wobec Granger, tak. Wobec was, nie — odparła.

Siedząc wygodnie i słuchając rozmowy w pokoju, Hermiona pomyślała o tym, jak absurdalne były rywalizacje między domami i czarodziejskie uprzedzenia. Mogłaby się z nimi z łatwością zaprzyjaźnić w Hogwarcie, gdyby nie wpojone każdemu dziecku od pierwszego dnia przekonanie, że muszą rywalizować z innymi domami.

Rozmowa nie dotyczyła wyłącznie Węży, ich podróży i opowieści. Interesowali się również Hermioną. Pytali, co robiła od czasu, gdy opuścili Hogwart. Pytali o jej pracę w dziale eliksirów. Wydawali się zainteresowani tym, czym ona się interesuje. Była wzruszona ich oczywistymi próbami włączenia jej do dyskusji i pomyślała, że Draco i jego przyjaciele muszą być sobie bardzo bliscy, skoro tak bardzo się starali.

Draco niewiele mówił tego wieczoru podczas posiłku, znosząc dobroduszne docinki, jakie inni rzucali mu na temat jego nowego związku, ze stoicyzmem, którego Hermiona się nie spodziewała. Wyglądało na to, że nawet mu się to podoba. Siedział blisko niej, obejmując ramieniem lub trzymając jej dłoń w swojej i była mu za to wdzięczna, zwłaszcza na początku, kiedy bardzo się denerwowała spotkaniem z jego przyjaciółmi.

W końcu Pansy oznajmiła, że wszyscy mieli wystarczająco dużo czasu na pogawędkę oraz posiłek i czas zacząć grę.

Pozostali się z nią zgodzili, a dwa skrzaty domowe Theo, ubrane w identyczne garnitury, przyszli posprzątać po kolacji i postawić deser na kredensie. Theo machnął różdżką i meble przemieniły się w sześcioboczny stół do pokera i krzesła.

Blaise usiadł i natychmiast zaczął wyjmować żetony, i dzielić je na sześć stosów.

— Zwykle minimalne wpisowe to tysiąc galeonów, dwadzieścia pięć galeonów za żeton — powiedział tonem, który oczekiwał całkowitej zgody ze strony pozostałych.

Hermiona zbladła. Myśl o roztrwonieniu takiej sumy pieniędzy w jedną noc wydawała jej się obrzydliwa. Chwyciła Draco za rękaw, gdy pozostali zajęli miejsca przy stole.

— Tym razem sobie odpuszczę — wyszeptała.

Uśmiechnął się.

— Nie martw się, Granger, wpłacę za ciebie.

— Tysiąc galeonów?

— Wpłacę wpisowe za nas oboje. Cokolwiek wygrasz, zatrzymujesz dla siebie, a jeśli przegrasz, to nic się nie stanie.

— Nie mogę ci na to pozwolić! — zaprotestowała.

— Cóż, nie będziesz miała miejsca przy stole, jeśli nie wpłacisz wpisowego, więc jeśli wolisz siedzieć mi na kolanach jako mój talizman…

Sapnęła, a potem spiorunowała go wzrokiem.

Dobra! Wygrałeś! Wpłać za mnie wpisowe.

— Proszę bardzo, Granger.

Rzucił jej firmowy uśmieszek.

Jej usta drgnęły. Było coś w jego figlarności, co sprawiało, że chciała w to brnąć.

— Dziękuję — mruknęła z niechętnym uśmiechem.

— Mogłabyś mi podziękować pocałunkiem — zaproponował.

Oczy Hermiony się rozszerzyły, ale zdała sobie sprawę, że to była gra przed Wężami, które zebrały się przy stole pokerowym. Pochyliła się ku niemu i pocałowała go szybko w usta, po czym chciała się odsunąć, ale Draco złapał ją za ramię i przyciągnął do siebie, całując mocniej, co sprawiło, że jej puls niebezpiecznie przyspieszył.

— Skończyliście, zakochani, czy chcecie do nas dołączyć? — wycedziła Pansy.

Draco przerwał pocałunek i uśmiechnął się z samozadowoleniem, co rozwścieczyłoby Hermionę, gdyby nie fakt, że wciąż próbowała złapać oddech. Poszła za nim do stołu i usiadła obok, z Theo po jej lewej stronie.

— Grałaś już kiedyś? — zapytał Theo, gdy Blaise zaczął rozdawać karty.

— Lata temu — odparła Hermiona. — Z Harrym i Ronem.

— Tylko z nimi dwoma? — dopytywała Daphne.

— Tamtego roku uciekaliśmy przed Ministerstwem i szukaliśmy sposobów na zniszczenie Voldemorta. Mieliśmy mnóstwo wolnego czasu wieczorami, a ja jestem beznadziejna w Szachy Czarodziejów.

— Graliście w pokera? Nic zabawniejszego nie działo się między tobą a dwoma facetami w namiocie? — zapytała Pansy.

— Pansy! — upomniał ją Draco.

Przewróciła oczami.

— Po prostu pytam.

Szczęście sprzyjało Hermionie i wygrała pierwsze trzy rozdania. Kiedy po raz trzeci dołożyła żetony, promieniała.

— Wygląda na to, że Złota Dziewczyna zgarnie nasze złoto — mruknął Theo, rozdając karty w następnym rozdaniu.

W międzyczasie wszyscy postawili.

— Fuj, nienawidzę tego przezwiska — powiedziała Hermiona bez namysłu.

Wszystkie Węże jak jeden mąż zwróciły głowy ku niej, kiedy to powiedziała, a Theo poczerwieniał.

— Wybacz, nie wiedziałem, że to dla ciebie wrażliwy temat.

— Nie mogłeś wiedzieć — rzekła szybko, nie chcąc wprowadzać go w zakłopotanie. — Ale to po prostu przypomina mi wojnę i oczekiwania ludzi, że Harry, Ron i ja jesteśmy nierozłączni.

— Pewnie dostajesz szału, widząc nagłówki w gazetach — mruknęła sucho Pansy. — Jocasta Tattler najwyraźniej zarabia na tym, że widuje ciebie i Draco.

— Jestem zaskoczona, że to ona, a nie Rita Skeeter — odparła Daphne. — Zazwyczaj to ona wrzuca takie artykuły na pierwsze strony gazet.

— Rita wie, że lepiej o mnie nie pisać — powiedziała Hermiona.

— Dlaczego?

Pansy wyglądała na zaintrygowaną.

Hermiona uśmiechnęła się ironicznie.

— Jest niezarejestrowanym animagiem. Najwyraźniej jej zwierzęcą formą jest chrabąszcz. A po tym, jak napisała o mnie te wszystkie kłamstwa podczas Turnieju Trójmagicznego, zamknęłam ją w słoiku na prawie rok, aż obiecała, że będzie trzymać swoje zatrute pióro z daleka ode mnie.

Pięć par oczu nagle rozwarło się ze zdumienia, przerażenia lub rozbawienia. Draco wyglądał na zachwyconego tą historią.

— To niesamowite, Granger — rzekł, śmiejąc się pod nosem.

— Dobra, nigdy nie złościć Granger. Zrozumiałem — mruknął Theo.

— Dlaczego Tiara Przydziału nie umieściła cię w Slytherinie? — zapytał Blaise.

— Tiara rzeczywiście miała problem. Debatowała między Gryffindorem, Ravenclawem i Slytherinem. Poprosiłam o miejsce w Gryffindorze.

— Tiara Przydziału pierwotnie chciała mnie umieścić w Ravenclawie — wyjawił Theo. — Ale wiedziałem, że gdyby tak się stało, mój ojciec zgotowałby mi piekło, więc błagałem ją, żeby umieściła mnie w Slytherinie.

— Trudno ci się było z tym pogodzić? — dopytywała Pansy.

— Nie — odparł. — Wiedziałem, że gdy trafię do Slytherinu, będę miał was wszystkich, więc się nie martwiłem. Ale może fajnie byłoby trafić do Ravenlawu. Było tam kilka dziewczyn, które uważałem za idealne.

— Które? — zapytała Hermiona.

— Znałaś Mandy Brocklehurst albo Lunę Lovegood?

— Nie znałam Mandy zbyt dobrze, ale Luna to moja dobra przyjaciółka. Jeszcze nie jest za późno — powiedziała. — Może mogłabym was kiedyś zapoznać.

— Właściwie ja znam Mandy — dodała Daphne. — Pracujemy na tym samym korytarzu w Departamencie Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów. Wiem, że będzie w tym roku na Gali Przesilenia Letniego. Jeśli nie ułoży ci się z Luną, mogę cię z nią zapoznać — zaproponowała.

— Dziękuję wam.

Theo skinął głową z uśmiechem.

— Skoro mowa o Gali Przesilenia Letniego, wybierasz się na nią, Draco? — zapytał Blaise. — Słyszałem, że na aukcji charytatywnej będzie można obejrzeć obraz Ajaxa Callahana. Nie szukałeś przypadkiem jego dzieła do swojej kolekcji? — Wysunął dwa żetony. — Wchodzę i podbijam stawkę.

— Cóż, to może warto pójść w tym roku — powiedział Draco. Odwrócił się do Hermiony. — Co ty na to, Granger? Randka na gali? — Dorzucił cztery żetony do puli. — Widzę twoje dwa i podbijam.

Hermiona myślała, że to pytanie retoryczne, ale uśmiechnęła się i mruknęła:

— No dobrze.

— Szlag! Odpadam! Rozdałeś mi gówniane karty, Theo — burknęła Pansy, a potem spojrzała na Hermionę. — Jeśli wybierasz się na galę, musisz wpaść do mojego sklepu. Mogę ci wybrać ładną sukienkę.

— Ja też odpadam — powiedziała Daphne, odkładając karty, zanim zwróciła się do Hermiony. — Pansy też szyje dla mnie sukienkę na galę, a jej stroje są obłędne! Nie możesz przegapić takiej okazji! Umówienie się z nią praktycznie graniczy z cudem. Zazwyczaj o tej porze roku ma już zajęte terminy do Gali Świątecznej.

Hermiona uśmiechnęła się wymijająco, gdy Theo cicho sprawdził i dorzucił swoje cztery żetony. Wiedziała, że sukienki Pansy są przepiękne, ale Hermiona widziała kiedyś w Tygodniku Czarownica zdjęcie z jesiennej kolekcji Pansy z zeszłego roku, ale cena każdej kreacji sprawiała, że dzisiejsze wpisowe wyglądało przy tym blado.

— Wpadnij w następną sobotę — zaproponowała Pansy, jakby to było już przesądzone. — Wyślę ci sowę ze szczegółami.

Hermiona spojrzała na Draco, mając nadzieję, że ją uratuje, ale on się tylko uśmiechnął i powiedział:

— Pansy jest bardzo utalentowana. Powinnaś iść.

— Dzięki, Pansy, ale myślę, że sama to ogarnę — zaprotestowała, dodając swoje cztery żetony do puli.

— Przyjdzie — oświadczył Draco, ignorując jej sprzeciwy.

Porzuciła chęć odmowy, przypominając sobie, że jest tu po to, by odgrywać swoją rolę. Z apodyktycznością Draco będzie musiała zmierzyć się później, gdy wyjdą od Theo.

— Och, nie martw się kosztami, Granger — rzekła Pansy, a spostrzegawczość czarownicy zaskoczyła Hermionę. — Draco może sobie pozwolić na to, żeby sfinansować twoją suknię na galę. — Jej bystre spojrzenie powędrowało na strój Hermiony. — A propos, czy ta broszka to prezent od niego? Jest olśniewająca.

— Ta? — Pytanie odwróciło uwagę Hermiony i dotknęła broszki z diamentami i różowym szafirem w kształcie irysa przypiętej do sukienki. — Nie, nie dostałam jej od Draco. To broszka mojej babci.

— Broszka twojej babci? — powtórzyła Pansy. — Broszka twojej mugolskiej babci?

— Co to ma znaczyć?

Hermiona się zjeżyła.

— Nie denerwuj się, Granger — powiedziała. — Nie wytykam ci bycia mugolaczką. Po prostu się zastanawiałam, jak twoja mugolska babcia zdobyła biżuterię wykonaną przez gobliny.

— Gobliny? — Hermiona pokręciła głową. — Nie, to nie jest dzieło goblinów.

— Granger, pracuję w branży modowej. Tworzę modę lub ją kupuję. Znam się na tkaninach i dodatkach. I założę się o cenę dwudziestu szat, że broszka, którą masz na sobie, została wykonana przez gobliny.

— Możliwe — wtrącił Draco. — Czy nie mówiłaś, że twoja babcia dostała ją w prezencie od królowej? Gdyby jakiś mugol miał dostęp do biżuterii wykonanej przez gobliny, zdecydowanie byłaby to królowa Anglii.

— Myślisz?

Hermiona wciąż była sceptyczna.

— Właśnie to pomyślałem, gdy ją pierwszy raz zobaczyłem — kontynuował. — Zdaje mi się, czy twój przyjaciel Bill Weasley pracuje dla Gringotta? Założę się, że mógłby to potwierdzić.

— Dobra, odkryjcie karty — powiedział Blaise.

Pokazali karty i Hermiona znów wygrała.

— Żartujesz sobie ze mnie? — zapytał Theo ironicznie. — Zaprosiliśmy cię raz i oskubałaś nas do cna.

— Tak to jest, jak się gra przeciwko Najbystrzejszej Czarownicy Naszego Pokolenia — rzekł Draco.

Wydawał się zadowolony z faktu, że wygrywała, w niemal autorski sposób.

— Minęło tyle czasu, odkąd grałam, więc to pewnie szczęście nowicjusza — tłumaczyła.

— Nie umniejszaj sobie, Granger — mruknął Theo. — Żadne z nas by tego nie zrobiło.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

— Dlaczego powiedziałeś Pansy, że przyjdę do jej sklepu w przyszłym tygodniu, skoro odmówiłam? — zapytała Hermiona, kiedy Draco odprowadził ją wieczorem do jej mieszkania.

Wygrała tego wieczoru w pokera ponad tysiąc dwieście galeonów i była zachwycona tym niespodziewanym zyskiem, ale nie chciała wydawać wszystkiego na jedną sukienkę na przyjęcie, co mogłoby się stać, gdyby kupiła ją u Pansy. Poza tym trochę irytowała ją arogancja Draco.

— Co jest złego w rozejrzeniu się? — zapytał. — Poza tym, Pansy ma rację, chętnie zapłacę rachunek za sukienkę.

— Draco…

Hermiona nie miała zbyt wiele asów w rękawie, poza swoją dumę.

— Nie traktuj tego jak prezent — powiedział, wzruszając ramionami. — Idziesz ze mną na galę w ramach naszej umowy. Musisz się odpowiednio ubrać. Potraktuj to jak strój roboczy — jak laboratoryjne szaty, których używasz w laboratorium eliksirów.

— Ale…

— Chcę, żeby moja czarownica była królową balu — przekonywał, uśmiechając się czarująco. — Zrobisz to dla mnie?

— Nie jesteś przyzwyczajony do słowa „nie”, prawda? — mruknęła, żałując, że nie jest wystarczająco silna, by oprzeć się pełnej sile jego charyzmy, kiedy decydował się ją stosować.

— Nie.

Uśmiechnął się do niej bez cienia skruchy.

— Rozpieszczone dziecko — rzekła, ale jej usta zadrżały. — Dobrze, pójdę do Pansy w sobotę.

— Dziękuję — odparł. — A podczas naszej randki w przyszłą sobotę chciałbym ci pokazać moje mieszkanie.

 — Twoje mieszkanie?

 W końcu się do niego wprowadzisz, więc powinnaś najpierw je zobaczyć, nie sądzisz?

— Chyba tak — zgodziła się, panikując na samą myśl o przeprowadzce do jego mieszkania.

Zgodziła się na to, ale myśl o współdzieleniu z nim mieszkania trochę ją przerażała.

— Możesz wpaść, jak skończysz u Pansy — powiedział.

Skinęła głową, nie ufając sobie na tyle, by się odezwać.

— Więc, co o nich myślisz? — zapytał.

Odwrócił jej uwagę i wróciła myślami do wieczoru.

— Są całkiem fajni. To był o wiele bardziej relaksujący wieczór, niż myślałam.

— Założę się, że ucieszyło cię również to, że wygrałaś — mruknął, śmiejąc się.

— Naturalnie. Och, to mi przypomniało. — Sięgnęła do swojej torebki z koralikami po pieniądze. — Twoje wpisowe — powiedziała, wyciągając tysiąc galeonów.

— To twoje, Granger — odparł.

— Ale…

— Mówiłem ci, że możesz zatrzymać swoją wygraną. To obejmuje wpisowe. Zafunduj sobie kilka książek. — Cmoknął ją lekko w policzek. — Do zobaczenia w poniedziałek w biurze. Dobranoc, Granger — powiedział, zanim złapał garść proszku Fiuu i wyszedł z jej mieszkania.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

— Więc ze wszystkich czarownic świata wybrałeś Hermionę Granger, a ona się zgodziła na twój plan? — zapytał Theo, wciąż z lekkim niedowierzaniem.

— Cóż, nie mogłem wybrać jakiejkolwiek czarownicy — odpowiedział Draco, odchylając się na krześle. Właśnie opuścił mieszkanie Hermiony i niemal natychmiast wrócił do Dworu Nottów, żeby odpowiedzieć na niekończące się pytania przyjaciół i przeanalizować wspólnie spędzony wieczór. — I chciałbym ci przypomnieć, że to był twój plan.

— Ale Hermionę? I powiedziała „tak”? — dopytywał Blaise, powtarzając słowa Theo. — Myślałem, że się nienawidzicie.

— Cóż, nienawiść to mocne słowo… — zaczął Draco.

— W szkole jej nienawidziłeś — wtrąciła Pansy.

Draco postanowił nie kłócić się z Pansy, choć prawda była bardziej skomplikowana niż czarno-biała, którą widzieli jego przyjaciele. Prawdą było, że w Hogwarcie nie pałali do siebie sympatią, ale zdał sobie sprawę, zanim komukolwiek się przyznał, że nienawidził nie tyle ją, ale to, co reprezentowała — przede wszystkim to, że odrzucała fanatyzm wpajany mu od małego. Być może gdyby nie wojna, mógłby jej coś powiedzieć, ale z rosnącą potęgą Czarnego Pana i jego nieuniknionym zaangażowaniem w bycie Śmierciożercą, nie było sensu przyznawać, że pod płaszczykiem nienawiści podziwiał i szanował czarownicę mugolskiego pochodzenia za jej inteligencję, mimo że jej kujonowatość i osiągnięcia, irytowały go bezgranicznie.

Z wojną i szkolnymi latami zostawionymi dawno za sobą, patrząc na Hermionę świeżym okiem, Draco czuł, jakby po raz pierwszy odkrywał, jaka naprawdę jest. I podobało mu się to, co widział. Ta nieprzeciętna inteligencja wciąż przebijała się z każdej ich rozmowy. Pasjonowała się rzeczami, które ją interesowały, a do tego była szczera, miła i dumna. Mieli podobne poczucie humoru. Poza tą fatalną, pierwszą randką, za każdym razem, gdy ją gdzieś zabierał, odgrywała idealną towarzyszkę. A podczas niektórych wieczorów, kiedy odprowadzał ją do mieszkania, niemal musiał się zmuszać, by wyjść. Z trudem przychodziło mu przypominanie sobie, że to wszystko jest udawane. Nie była z nim dlatego, że ją interesował, tylko dlatego, że jej płacił i dlatego, że zawarli umowę.

— Dlaczego się na to zgodziła? — zapytał ponownie Theo. — Co ona z tego ma?

Draco zawahał się przed odpowiedzią. Rozumiał i współczuł Hermionie powodów, dla których zgodziła się na ten układ, i wiedział, że jego przyjaciele też by jej współczuli. Miał jednak świadomość, że Hermiona jest szalenie dumna i nie chciałaby, żeby jego przyjaciele dowiedzieli się o jej sytuacji.

— Dzięki mojej czarującej osobowości — wycedził.

— Potrafisz być czarujący, kiedy chcesz — przyznała Pansy — ale nie mógłbyś być wobec niej na tyle czarujący, żeby zgodziła się zostać twoją fałszywą dziewczyną tylko przez twój urok osobisty. Czy ona też próbuje uciec od niechcianego zainteresowania, tak jak ty? A może chce się zemścić na Weasleyu, że ją rzucił lata temu?

— Coś w tym stylu — powiedział, choć nie znosił myśli, że kiedykolwiek wykorzystałaby go, żeby zemścić się na Weasleyu, bo to by oznaczało, że wciąż zależy jej na tym rudym palancie.

— Jak długo ma trwać ten układ? — zapytała Pansy.

— Od sześciu miesięcy do roku. Po prostu potrzebuję czasu, żeby przestać zawracać sobie głowę zalotami, randkami i czymkolwiek z tym związanym.

— Według plotkarskiej rubryki w Proroku Codziennym spędzasz mnóstwo czasu na zalecaniu się do kogoś, kto tego nie oczekuje — zauważył Blaise.

Draco westchnął.

— Po prostu chciałem, żeby plotki o naszym związku wyszły na światło dzienne. Od momentu, gdy to się stało, nie musimy już tak często publicznie się pokazywać.

— Ale czy to nie sprawi, że ludzie pomyślą, iż wasz związek jest w rozsypce, jeśli nie będą was widywać? — zauważyła Daphne.

— Zamieszka ze mną, więc nie sądzę, że ktokolwiek pomyśli, że mamy problemy, nawet jeśli nie będziemy się tak często spotykać.

— Co zrobi? — Theo otworzył szeroko oczy. — Przeprowadza się do twojego mieszkania?

— Tak. Za kilka tygodni. Rozmawialiśmy o tym.

— Do twojego mieszkania? — dopytywała Pansy. — Tego, w którym nigdy nie pozwalałeś zostawać dziewczynom na noc?

Draco przewrócił oczami.

— Mam więcej niż jeden pokój.

— Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć, do czego to doprowadzi — mruknęła Pansy z przekąsem.

— Czy to oznacza, że nie mogę już tam przychodzić? — jęknął Theo. — Tylko tam mogę oglądać mecze w telewizji.

— Jesteś jednym z najbogatszych czarodziejów w Anglii i mówisz mi, ze nie możesz mieć własnego, mugolskiego mieszkania, w którym mógłbyś oglądać mecze?

— Z tobą ogląda się przyjemniej, gdy tak się wściekasz — rzekł Theo.

Draco jęknął pod nosem.

— Co o tym wszystkim sądzi Narcyza? — zapytała Pansy. — W końcu chodziło o to, żeby się od ciebie odczepiła.

— Jak dotąd nic — odpowiedział. — Ale od ponad miesiąca nie próbowała mnie z nikim umówić, co niezmiernie mnie cieszy.

Powiedziałeś jej, że spotykasz się z Hermioną?

— Moi rodzice i ja jesteśmy mistrzami w subtelnym unikaniu. Ona wie. Ja wiem, że wie. I ona wie, że ja wiem, że ona wie. Ale udajemy, że nikt nic nie wie.

— Yhm — wymamrotała Pansy.

— Cóż, osobiście uważam, że nie mogłeś wybrać lepszej czarownicy. Jest miła i wydaje się wpasowywać — powiedziała Daphne. — I nawet jeśli nas oskubała do cna, to i tak wieczór z nią był o wiele przyjemniejszy, niż się spodziewałam.

— Całkiem nieźle udaje twoją dziewczynę — rzekł Theo.

Z jakiegoś powodu to stwierdzenie powinno być pocieszające, ale zaniepokoiło Draco w sposób, którego nie potrafił do końca zinterpretować.

— Jesteś pewny, że udajecie? — zapytał cicho Blaise, ale Draco go usłyszał.

— Co masz na myśli?

Brwi Blaise’a poszybowały w górę.

— Wydawała się bardzo zaangażowana w wasz pocałunek.

Draco uśmiechnął się krzywo.

— Nie mogę uwierzyć, że uwięziła Ritę Skeeter w słoiku na cały rok — powiedział Theo.

— Uwierz. Wiecie, że włamała się też do Banku Gringotta i uciekła stamtąd na smoku? — mruknął Draco.

— Nie no weź — Pansy sapnęła. — Kantujesz.

— Nic z tych rzeczy — upierał się. — Muszę ją namówić, żeby wam opowiedziała tę historię, kiedy się zobaczymy następnym razem. Ale to absolutna prawda, bo gobliny dają jej popalić za każdym razem, kiedy idzie go banku. Musiałem zagrozić Porblickowi, że przeniosę moje konta do Francji, by obiecał, że przestaną ją nękać.

— Groziłeś Porblickowi… dla niej? — dopytywał Blaise.

— Co w tym złego?

— Wygląda na to, że bardzo się angażujesz dla udawanej dziewczyny — zauważyła Pansy.

— Cóż, może i jest udawaną dziewczyną — rzekł Draco — ale to moja udawana dziewczyna. I nie podobało mi się to, jak ją traktowali.

— Powiem tylko, że lepiej, żebym to ja zaprojektowała jej suknię ślubną — powiedziała Pansy.

Draco przewrócił oczami.

— W każdym razie, mówiłem poważnie, że mam nadzieję, iż będzie tu częściej przychodzić — rzekł Theo. — Miło mieć świeżą krew w naszej paczce. Właściwie, Draco, nowa zasada jest taka, że nie możesz tu przyjść, jeśli jej nie przyprowadzisz.

— Dobrze wiedzieć, że przyjaźń na całe życie może się tak szybko skończyć — wycedził Draco, ale jego sarkazm nie ociekał urazą. Zwrócił się do Pansy. — A skoro już mowa o sukienkach dla Granger, chciałbym z tobą omówić kilka kwestii dotyczących jej ubioru. I jestem gotów sypnąć kasą.

Pansy uśmiechnęła się szeroko.

— Muzyka dla moich uszu, Draco.

____________

Hermiona bardzo dobrze sobie poradziła, prawda? Nie wiem jak Wy, ale ja bardzo lubię, gdy przyjaźni się ze Ślizgonami. Pansy tutaj to istna gwiazda, ale i tak jak zwykle prym wiedzie Theo. Mam nadzieję, że Wam się podobało. 

A jutro zapraszam na kolejną partię rozdziałów „Apartamentu 9 i 3/4”.

[T] Związek na pokaz: Plotki i matki chrzestne

piątek, 31 lipca 2026

  

Witajcie :) wiem, że miałam publikować w poniedziałek, ale postanowiłam skupić się na max dwóch opowiadaniach i udało mi się przetłumaczyć dwa kolejne rozdziały tej historii. Następne zostaną opublikowane w przyszłym tygodniu. Miłej lektury!

 

___________

 

Rozdział 8: Plotki i matki chrzestne

 

ROMANS ZŁOTEJ DZIEWCZYNY I ŚMIERCIOŻERCY?

autorstwa Jocasty Tattle

 

W sobotni wieczór w czarodziejskim Londynie wszyscy byli oszołomieni, widząc Hermionę Granger we własnej osobie, byłą Złotą Dziewczynę ze Złotego Trio (wraz z Harrym Potterem i Ronaldem Weasleyem), wychodzącą z Le Mirage — ekskluzywnej, bardzo drogiej, francuskiej restauracji, która została hucznie otwarta w ubiegłym roku we wschodniej części Ulicy Pokątnej — z osławionym, byłym Śmierciożercą, Draco Malfoyem.

Panna Granger była znana z długotrwałego związku z panem Weasleyem, ale zakończył się trzy lata temu, gdy pan Weasley zostawił ją, by związać się ze swoją obecną żoną, Lavender Weasley z domu Brown.

Pan Malfoy, obecnie prezes Malfoy Holdings, wielokrotnie w ciągu ostatnich, kilku lat był uznawany za Najlepszego Kawalera Do Wzięcia przez Tygodnik Czarownica i kilka innych czarodziejskich publikacji. Widywano go, jak uwodził masę uroczych, młodych, niemal wyłącznie czarownic czystej krwi, ale nigdy wcześniej nie przyznał się do aktywnego zalecania się do kogokolwiek.

Czy panna Granger na dobre skradła jego serce? Zapytany, tylko się uśmiechnął i odpowiedział: „Mam taką nadzieję”.

Czekajcie na dalsze informacje, drodzy Czytelnicy.

 

Następnego poranka Hermiona jęknęła, zerkając na pierwszą stronę niedzielnego Proroka Codziennego. Artykułowi towarzyszyły aż cztery efektowne, kolorowe zdjęcia. Jedno z nich zrobiono przed restauracją, kiedy przybyli. Draco odprowadził ją do środka niczym prawdziwy dżentelmen. Drugie, jakimś cudem, zostało zrobione w środku restauracji i według Hermiony wyglądało tak, jakby zostało przybliżone z dużej odległości. Przedstawiało ich siedzących w swojej loży, śmiejących się i rozmawiających, ewidentnie dobrze się bawiących. Ostatnie dwa ukazywały ich wychodzących z restauracji, a jedno — największe — przedstawiało ich całujących się. Draco ostrzegał ją, że czarodziejscy dziennikarze będą ich bezlitośnie nękać i pocałunek był zaaranżowany, ale przez kilka długich minut nie mogła oderwać wzroku od ostatniego zdjęcia. Wciąż powtarzała sobie, że to było udawane, chociaż na zdjęciu pocałunek wyglądał tak namiętnie, że aż się zarumieniła.

Hermiona westchnęła. Wiedziała, że artykuł się ukaże. W końcu nieobce były jej sprośne historie o jej życiu miłosnym, pisane od czternastego roku życia, kiedy to Rita Skeeter próbowała przedstawić ją jako ladacznicę, która złamała serce Harry’emu Potterowi. Ale żadne doświadczenie z przeszłości nie ułatwiało tego zadania.

Nieustanne pukanie w okno tego ranka podpowiedziało jej, że większość czarodziejskiej Brytanii wie już o jej związku z Draco, a także o tym, co donosił Prorok. W tym momencie za oknem siedziało z pewnością ze dwadzieścia sów. Wstała od kuchennego stołu i otworzyła okno po raz piąty tego dnia, by odebrać otrzymane wiadomości. Niektóre z nich pochodziły od przyjaciół, zszokowanych artykułem lub pragnących potwierdzenia bądź zaprzeczenia. Aż jedna trzecia wiadomości było wyjcami od ludzi wściekłych, że „zdradziła Zakon”, „bratając się z wrogiem”. Reszta była listami od fanów i ludzi ciekawych plotek. Położyła obok kominka kolejną stertę nieprzeczytanych listów, gotowych do spalenia, a następnie wróciła do kuchni, by zaparzyć herbatę.

Gdy tylko zagotowała wodę w czajniku, jej Sieć Fiuu rozbłysła i zobaczyła w płomieniach głowę Harry’ego Pottera.

— Miona, masz chwilę? — zapytał Harry.

Hermiona przeszła przez niewielką przestrzeń między kuchnią a salonem do kominka.

— Harry, wchodź! Z Ginny wszystko w porządku? — zapytała.

Wszedł do jej salonu i strzepał z ubrania odrobinę proszku Fiuu. Wydawał się trochę nieswój.

— Ginny ma się dobrze. Rozwiązanie jest blisko i jest trochę marudna, ale uzdrowiciele mówią, że ma się naprawdę dobrze.

— Bardzo mnie to cieszy — powiedziała.

— My, eee… — Skinął głową w stronę okien Hermiony, gdzie siedziało kolejne pół tuzina sów, chcących dostarczyć pocztę. — Czytaliśmy dzisiejszego Proroka i Ginny mnie przysłała, żebym upewnił się, czy masz się dobrze.

Usta Hermiony zadrżały.

— Chcesz powiedzieć, że wysłała cię tu po plotki i nie mogłeś odmówić marudnej czarownicy w trzecim trymestrze?

— Cóż, chciałem się upewnić, że masz się dobrze. — Zarumienił się. — I…

Przewróciła oczami, po czym podeszła do okien, żeby odebrać listy. Dwa były wyjcami, na które szybko rzuciła Muffiato, a potem Incendio.

— Muszę podjąć kroki, żeby to mieszkanie stało się nienamierzane — mruknęła. Odwróciła się do Harry’ego. — Właśnie miałam zrobić sobie herbatę. Napijesz się?

— Właściwie Ginny chciała, żebym cię przyprowadził do nas, bo nie może korzystać z Sieci Fiuu.

Przewróciła oczami.

— I pewnie myśli, że nie potrafię odmówić marudnej czarownicy w trzecim trymestrze?

Uśmiechnął się nieśmiało.

— W zasadzie, nie mogę wrócić do domu, jeśli nie zabiorę cię ze sobą. Jest trochę zła, że dowiedziała się o tym z Proroka.

— Nie mogę długo zostać. Po południu odwiedzam rodziców.

— Zjedz z nami małe śniadanie. Stworek jest milszy niż zwykle, odkąd Ginny jest w ciąży. Przygotowuje uczty.

Usta Hermiony zadrżały, gdy zdjęła czajnik z kuchenki.

— Dobra, chodźmy.

Najpierw ona udała się przez Sieć Fiuu na Grimmauld Place, a za nią Harry. Będąca w zaawansowanej ciąży Ginny Potter rzuciła się na Hermionę, zanim ta zdążyła strzepać z siebie proszek Fiuu.

— Hermiono Jean Granger, wytłumacz się! — zażądała, wymachując gazetą przed Hermioną jak bronią.

Na szczęście pojawił się Harry.

— Skarbie, pozwól Hermionie się napić herbaty i coś zjeść, zanim rozpoczniesz przesłuchanie — zasugerował.

Cała trójka usiadła w jadalni, gdzie Stworek przygotował śniadanie jak dla dwudziestu osób. Hermiona nałożyła sobie jajko w koszulce, tost i trochę owoców, Harry wziął gofry, jajecznicę i kiełbaski, a Ginny nałożyła sobie na talerz wszystkiego po trochu. Widząc, jak Hermiona i Harry zerkają na jej talerz, obruszyła się:

— Nie patrz tak na mnie, Harry Jamesie Potterze! To twoje dziecko sprawia, że mam apetyty jak Abraksan!

Hermiona rozłożyła serwetkę na kolanach, gdy Ginny znowu zaczęła.

— Dobra, Hermiono, wystarczająco długo się wykręcałaś. Gadaj.

Westchnęła.

— Tak, oficjalnie spotykam się z Malfoyem.

— Naprawdę? Spotykacie się i mówisz do niego Malfoy?

Jęknęła.

— On mówi do mnie Granger. Ale… masz rację, stare nawyki trudno wykorzenić.

— Nie wyglądasz na kobietę w ferworze namiętności.

Hermiona przewróciła oczami.

— Znacie mnie prawie całe życie. Widzieliście kiedykolwiek, żebym była w ferworze namiętności?

Ginny uśmiechnęła się ironicznie.

— Nie przypominam sobie, ale nawet kiedy zaczynałaś się spotykać z Ronem, byłaś bardziej… pełna nadziei.

— Byłam bardziej pełna nadziei w wielu sprawach, kiedy miałam dziewiętnaście lat — odparła. Ale potem zdała sobie sprawę, że fatalnie wykonuje swoją pracę. A mianowicie przekonywanie ludzi, że spotyka się z Draco. Uśmiechnęła się sugestywnie. — Po prostu… och, no wiesz, że nie lubię rozmawiać o związkach. To… to…

— Ale widzieliśmy was zaledwie dwa tygodnie temu na urodzinach Teddy’ego! — powiedział Harry. — Kiedy to się w ogóle zaczęło? I czy ty dalej dla niego pracujesz?

Hermiona się zarumieniła, zdając sobie sprawę, że bardzo trudno będzie to wszystko wyjaśnić, dopóki ludzie nie zaakceptują faktu, że spotyka się z Draco. Zastanawiała się mgliście, czy będzie musiała przejść przez kolejną niezręczną fazę, kiedy ten udawany związek się skończy i powiedzą ludziom, że „zerwali”.

— Wiedziałeś, że Mal… Draco jest Mistrzem Eliksirów? — zaczęła Hermiona.

Skinął głową.

— Rozmawialiśmy kilka razy, kiedy spędzaliśmy czas z Teddym.

— Cóż, pracuję w jego dziale eliksirów i dał mi projekt, którym się osobiście interesował — kontynuowała, przedstawiając wersję historii, którą postanowili opowiedzieć ludziom. — Spędziliśmy… spędziliśmy dużo czasu na rozmowach o eliksirach i, cóż, po prostu zaiskrzyło między nami.

Pod koniec wypowiedzi Hermiona poczuła piekące policzki nie mogła spojrzeć w oczy Harry’emu ani Ginny.

Przypomniała sobie wczorajszy wieczór, kiedy wyszli z Draco na kolację. Tym razem ujarzmiła loki w gładki kok i miała na sobie satynową, niebieską sukienkę, która z przodu sięgała jej do szyi, ale z tyłu była odsłonięta aż do bioder. Była to prawdopodobnie najodważniejsza sukienka, jaką kiedykolwiek miała — kupiona lata temu, gdy Ginny przekonała ją, że będzie idealna do klubu, ale nigdy jej nie założyła. Zaczarowała buty w dopasowane szpilki i zobaczyła, że oczy Draco rozbłysły z uznaniem, gdy zdjęła wierzchni szal w restauracji. Dotyk jego dłoni na jej plecach, gdy prowadził ją do stolika, przyprawiał o dreszcze.

Kolacja przebiegła bez komplikacji. Siedzieli w półukrytej loży restauracji, skąd mogli widzieć całe pomieszczenie, ale ich trudno było dostrzec. Jedzenie było wyśmienite, a Draco wiedział, jak dobierać wina. Rozmowa płynęła swobodnie. Draco był bardzo oczytany; w końcu dorastał w domu z największą, prywatną, magiczną biblioteką w Anglii i przyznał, że spędzał tam tyle czasu, ile mógł, kiedy przebywał w domu podczas wojny, aby uniknąć Voldemorta i jego zwolenników. Zainteresowania czytelnicze Draco były różnorodne. Lubił powieści, teksty naukowe i historyczne. Mówił, że czasami spędzał godziny w bibliotece, szukając odpowiedzi na pytania, które pojawiały się podczas lektury jednej książki, na które często prowadziły do tajemniczych króliczych nor pełnych magicznych ciekawostek.

Hermiona była zafascynowana i nieco zazdrościła Draco tego, co miał na wyciągnięcie ręki.

— Zabiorę cię kiedyś do biblioteki we Dworze — obiecał.

— Ale twoja matka…

— Nie przejmuj się moją matką — rzekł. — Nie będzie mi przeszkadzać w oprowadzaniu cię po bibliotece.

— Jaki macie stan księgozbioru?

— Ostatnio naliczono ponad sześćset tysięcy książek i rękopisów.

— Ostatnio naliczono?

— Przeprowadzamy audyt co pięć lat. Upewniamy się, że nic nie zginęło, a także uwzględniamy nowe książki. Ostatni audyt został przeprowadzony po ostatnim, powojennym nalocie Ministerstwa Magii na Dwór w poszukiwaniu mrocznych artefaktów. Myślę, że skradziono około stu książek, więc musieliśmy się upewnić, że nie zginie żadna inna. Poza tym mama lubi kupować książki — jest świetna w eliksirach, a także lubi eksperymentować z zaklęciami, więc zawsze czyta najnowsze teorie.

— Naprawdę?

Hermiona postrzegała Narcyzę Malfoy jako osobę towarzyską, która jedynie organizowała popołudniowe herbatki i bale, a może od czasu do czasy zajmowała się ogrodem. Ciekawie było usłyszeć, że czarownica miała inne zainteresowania.

— To matka wymyśliła zaklęcie ochronne na bibliotekę, które miało odstraszać niechciane osoby. A także zapobiegać wynoszeniu książek bez wyraźnej zgody członka rodziny.

— Sześćset tysięcy książek — wyszeptała Hermiona, wracając do pierwotnego pytania. — Myślę, że gdybyś mnie tam kiedykolwiek zaprowadził, mógłbyś nie być w stanie mnie stamtąd wyciągnąć.

Draco uśmiechnął się szeroko.

— Poczekaj, aż zobaczysz pomieszczenie z rzadkimi manuskryptami.

Jęknęła. Rozmarzenie na jej twarzy sprawiło, że wyraz jego twarzy zmienił się z rozbawienia na coś głębszego. Oczy mu pociemniały i uniósł dłoń, by pogłaskać ją po policzku i szczęce. Zaparło jej dech w piersi. Zamierzał ją pocałować?

Kelnerzy podeszli z ich zamówieniem i ta chwila intymności została przerwana, bo chcieli skupić się na jedzeniu. Hermiona sięgnęła po widelec, niepewna, czy czuje ulgę, czy rozczarowanie.

Dzięki miejscu, w którym siedzieli, Hermiona i Draco widzieli większość innych gości. Draco znał większość członków wyższych sfer czarodziejskiej społeczności i podczas posiłku dyskretnie wskazywał na kilku gości i raczył Hermionę opowieściami o ich dziwactwach i historiach rodzinnych, które bawiły ją przez całą kolację. W pewnym momencie historia, o Ecumeniuszu Quarcie — członku Wizengamotu, którego rodzina posiadała sporo nieruchomości w czarodziejskim Londynie — była tak oburzająca, że Hermiona ostawiła kieliszek wina i powiedziała:

— Zmyślasz.

— Ależ skąd — odparł, a jego usta i oczy rozbłysły szczerym rozbawieniem. Hermiona ponownie nie mogła wyjść z podziwu, jak bardzo ten uśmiech różni się od okrutnego uśmieszku, który nosił w Hogwarcie. Już i tak był przystojnym mężczyzną, ale sposób, w jaki się uśmiechał, sprawiał, że Hermiona czuła się, jakby ten uśmiech był przeznaczony tylko dla niej. Zastanawiała się, czy każda kobieta, z którą się spotykał, czuła to samo na temat jego uśmiechu. — Zapytaj kogokolwiek w Wizengamocie, a powie ci, jak bardzo stuknięci są członkowie rodziny Quart.

Kiedy wyszli z restauracji, Hermiona ze zdumieniem uświadomiła sobie, że minęły ponad trzy godziny. Po deserze zostali tam całą godzinę, rozmawiając i popijając aperitif, a Hermiona nawet trochę się wahała, czy wyjść. Ale kiedy wyszli przez drzwi restauracji, Draco mruknął:

— Gotowa?

Wiedziała, że będą musieli udawać przed reporterami i fotografami, ale myślała, że Draco da jej lekkiego całusa na pokaz. Zamiast tego, jego pocałunek, choć krótki, pozbawił ją tchu i sprawił, że drżała. Musiała przez chwilę trzymać się jego ramienia, żeby się uspokoić, zanim Draco aportował ich na próg jej mieszkania.

— W porządku, Granger? — zapytał, gdy sięgnęła do torebki po klucz.

— Świetnie się dziś bawiłam, M… Draco — powiedziała szczerze. — Dziękuję.

Wyciągnęła klucz, otworzyła drzwi, zastanawiając się, czy powinna go zaprosić do środka.

Ale Draco pozostał dżentelmenem. Gdy tylko drzwi się otworzyły, pochylił się i cmoknął ją krótko w policzek.

— Dobranoc, Granger. Śpij dobrze.

A potem się aportował.

— TO! — krzyknęła Ginny, sprawiając, że Hermiona powróciła do rzeczywistości. Wbiła palec w czwarte zdjęcie, przedstawiające całujących się Draco i Hermionę. — Muszę poznać szczegóły!

Harry gwałtownie wstał z krzesła.

— Ja nie muszę nic o tym wiedzieć. — Pochylił się, żeby pocałować Ginny, a potem powiedział: — Będę w bibliotece, gdybyś mnie potrzebowała. — Odwrócił się do Hermiony. — Daj mi znać, jeśli będziesz mnie potrzebować, dobrze, Miona?

Po czym wyszedł z jadalni.

— To był tylko pocałunek — mruknęła Hermiona, starając się zachować lekki ton.

— Tylko pocałunek? Nic więcej się nie wydarzyło?

— Zachował się jak dżentelmen — upierała się. — Zaprowadził mnie pod same drzwi.

— I nie zaprosiłaś go do środka?

Ginny!

— Na Merlina, Hermiono, spójrz tylko na niego! — Ginny ponownie wskazała na zdjęcie. — W szkole był kompletnym palantem, ale naprawdę teraz dobrze wygląda. Nikt by ci nie miał za złe, gdybyś wzięła do łóżka takie ciacho.

Ginny! — jęknęła.

— Powiedz mi chociaż, że dobrze całuje — poprosiła.

— Jesteś naprawdę niepoprawna!

— A ty próbujesz uniknąć odpowiedzi.

Hermiona nie mogła powstrzymać rumieńca.

— Tak, bardzo dobrze całuje.

— Cóż, dzięki Bogu! O to chodzi? Co ty w nim właściwie widzisz?

— Potrafi być naprawdę czarujący, kiedy chce — odparła szczerze Hermiona. — Potrafimy rozmawiać godzinami. Opowiedział mi o rodzinnej bibliotece…

— Och, oczywiście! — mruknęła Ginny sarkastycznie. — Właśnie tak cię zdobył. Największą, prywatną biblioteką w Anglii. Założę się, że miałaś mokro w majtkach przez samą rozmowę o pierwszych wydaniach książek.

— Ginevro Potter, jesteś najgorsza!

— Ale mam rację — rzekła, śmiejąc się. — Chciałabym, żeby oficjalnie ogłoszono, iż przewidziałam to na urodzinach Teddy’ego dwa tygodnie temu.

— Tak, przewidziałaś — przyznała.

— Więc wyjaśnij, Hermiono. Rozumiem, że on dobrze całuje i rozumiem, że macie mnóstwo ciekawych książek do omówienia. Ale jak to się zaczęło?

Przeklinając się za to, że nie wymyśliła wystarczająco szczegółowej historyjki, wiedząc, jak uparta była Ginny, jeśli chodzi o wydobywanie szczegółów, Hermiona szukała najbardziej prawdopodobnej wersji zdarzeń. Wszystkie dobre kłamstwa mają w sobie ziarno prawdy, więc zaczęła od tego, by zanotować w myślach, żeby powiedzieć Draco, aby użył tych samych szczegółów w swojej historii dla zachowania pozorów.

— Więc, pamiętasz, jak ci mówiłam, że pracuję nad specjalnym projektem w laboratorium eliksirów? To coś, czym on bardzo się interesuje i… pewnego dnia po pracy byłam w jego gabinecie, omawiając z nim ten projekt — właściwie zaczęliśmy się kłócić o kolejność dodawania składników i… i nagle… zaczęliśmy się całować. A ja.. próbowałam przerwać pocałunek, żeby mu powiedzieć, że nie powinniśmy tego robić, i… cóż, skończyło się na tym, że znowu go pocałowałam.

Poczerwieniała na twarzy, gdy skończyła mówić. Miała nadzieję, że Ginny weźmie jej niepokój z powodu kłamstwa za nieśmiałość przed rozmową o szczegółach swojego miłosnego życia.

Zanim Ginny zdążyła zadać kolejne pytania, do jadalni wszedł Stworek ze srebrną tacą pełną listów, w tym co najmniej trzy kolejne wyjce.

— Przepraszam, pani Ginevro, ale te listy przyszły do Sz… panny Granger.

Hermiona jęknęła i wzięła listy z tacy, dziękując Stworkowi i udając, że nie usłyszała jego oszczerstwa.

— Dostaję je cały ranek — powiedziała, wstając od stołu. — Zabiorę je i wrócę do domu, bo muszę przygotować się na spotkanie z rodzicami dziś po południu. — Pochyliła się, żeby przytulić Ginny. — Trzymaj się i daj mi znać, jeśli będziesz czegoś ode mnie potrzebować.

— Muszę pośrednio doświadczyć twojego życia miłosnego, więc informuj mnie na bieżąco! — nalegała Ginny, gdy Hermiona ruszyła do salonu i kominka podpiętego do Sieci Fiuu.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Hermiona jadła z Draco kolację dwa razy w ciągu następnego tygodnia. Za każdym razem, gdy byli razem, czuła, że spędzanie z nim czasu staje się coraz bardziej komfortowe. Czasami zapominała nawet, że ten związek jest udawany. Czuła, że angażuje się w rozmowę z nim, interesuje ją to, co miał do powiedzenia, i musiała się otrząsnąć, żeby przypomnieć sobie, że to tylko gra. Przypomniała sobie wszystkie chwile, kiedy był dla niej okrutny, nazywał ją szlamą i szydził z niej. Jednak moc tych dawnych wspomnień zdawała się blaknąć i przygasać z biegiem lat, w obliczu całej siły uroku Draco.

Za każdym razem, gdy byli w miejscu publicznym, Draco stał blisko niej, brał za rękę albo całował na oczach fotoreporterów. Musiała przypominać sobie, by zachowywać się naturalnie i pamiętać, że to tylko gra.

Minął kolejny tydzień i Hermiona jadła kolację z Draco w małej knajpce na końcu Ulicy Horyzontu, gdy nagle Patronus przerwał im posiłek. Srebrny jeleń pojawił się obok ich stolika, płosząc pozostałych, okrążył go bezszelestnie i zniknął.

Hermiona westchnęła cicho, zapominając o posiłku i rozmowie.

— Draco! — wyszeptała z przejęciem, pamiętając o innych gościach wokół niej. — Dziecko Ginny! Muszę się udać do Szpitala Świętego Munga!

— Oczywiście — powiedział natychmiast, dając znak, że chce zapłacić rachunek. — Odprowadzę cię tam.

— Dziękuję — rzekła, naciągając szal, gdy Draco płacił.

Wyszli z restauracji i natychmiast aportowali się przed wejściem do szpitala od ulicy.

Draco miał ją tam zostawić, ale Hermiona zaskoczyła go, biorąc go za rękę.

— Musisz wejść ze mną!

Zatrzymał się zaskoczony.

Ja?

Tak, ty!

— Dlaczego chcesz, żebym tam poszedł? Do jaskini Weasleyów?

Przewróciła oczami.

— Powinieneś zachowywać się jak mój chłopak. Nigdy nie pozwoliłabym, żeby mój chłopak zostawił mnie samą, gdy mam poznać dziecko Harry’ego i Ginny. Musisz tam wejść. A poza tym, ty i Harry ostatnio się dogadujecie!

Na twarzy Draco odmalowała się dziwna mieszanka emocji. Zmieszanie, niechęć i dziwna satysfakcja. Spojrzał na rozpromienioną twarz Hermiony i jego wahanie zniknęło. Skinął głową i wszedł razem z nią przez wejście dla gości, a następnie windą na oddział położniczy.

Zgodnie z oczekiwaniami, poczekalnia była pełna rudzielców. Wszyscy Weasleyowie wraz ze swoimi rodzinami przyszli, aby czekać na narodziny dziecka Ginny. Zachowywali się wyjątkowo cicho. Hermiona została entuzjastycznie powitana przez klan. Zwłaszcza Molly Weasley przytuliła ją długo w matczyny sposób. Wszyscy byli nieco zaskoczeni obecnością Draco, ale zachowywali się uprzejmie, zwłaszcza że ich uwaga skupiała się na pomieszczeniu na końcu korytarza, gdzie krążyli uzdrowiciele.

Hermiona zajęła miejsce jak najdalej od Rona i Lavender, obok Geroge’a, a Draco usiadł obok niej, sprawiając wrażenie uradowanego, że przynajmniej czuwa przy swoim ulubionym Weasleyu. Narzeczona George’a, Angelina, grała w drużynie Os z Wimbourne i wyjechała na mecz w Irlandii Północnej, więc George przyszedł sam. Na widok Hermiony i Draco uściskał ją, a następnie, korzystając z obecności Draco, podsunął kolejny pomysł na eliksir dla żartownisiów, który miał zostać wprowadzony na rynek. Dyskusja o możliwościach i wadach produktu zajęła prawie godzinę. Hermiona niewiele wiedziała o funkcjonowaniu biznesu, a fascynacja ich rozmową oderwała ją od nudy oczekiwania na wieści.

W końcu Harry wyłonił się z korytarza, wyglądając na wyczerpanego, z czarnymi włosami w jeszcze większym nieładzie niż zwykle. Zdjął okulary i wytarł je o rąbek swetra, po czym założył i oznajmił z błogim uśmiechem:

— To chłopiec! James Artur Potter! Siedem funtów i dziewięć uncji! Ginny jest zmęczona, ale ma się świetnie! — Odwrócił się do teściów. — Molly, Arturze, chcecie wejść? Powiedzieli, że dwie osoby na raz.

Kiedy Weasleyowie kolejno wchodzili do sali, by zobaczyć Ginny i dziecko, Hermiona zwróciła się do Draco.

— Dziękuję, że tu ze mną jesteś — mruknęła.

— Wydaje mi się, że moja obecność jest obowiązkowa — wycedził, ale jego uśmieszek przyćmił to stwierdzenie.

Parsknęła śmiechem.

— Ale i tak dziękuję. Kocham ich — zawsze będą moją rodziną. Ale czasami — zwłaszcza gdy Harry’ego nie ma w pobliżu — potrafią być trochę… przytłaczający — wyszeptała.

— Cóż, cieszę się, że mogłem pomóc — rzekł. — Ale będę potrzebował czegoś w zamian od ciebie.

Jej oczy się rozszerzyły. Ciepłe uczucia do niego za to, że został z nią, wyparowały na jego słowa, ustępując miejsca przerażeniu.

— Czego żądasz w zamian?

Uśmiechnął się krzywo.

— Kolacji z Wężami w przyszły piątek.

— Kolacja z… — powtórzyła, a potem zrozumiała, co miał na myśli. Poczuła ulgę. To nie była najgorsza rzecz, o jaką mógł ją prosić. — Z którymi Wężami?

— Theo, Pansy, Blaise i Daphne — odparł. — We Dworze Nottów.

— Cóż, to sprawiedliwe — powiedziała Hermiona. — W końcu i tak musiałabym ich poznać. Czy Pansy nadal jest straszna?

Draco się roześmiał.

— Z biegiem lat pewnie stała się tylko bardziej przerażająca. Ale obiecuję, że będzie się dobrze zachowywać. Poza tym, nawet przez chwilę nie straciłem wiary, że zawsze dałabyś sobie z nią radę.

Szturchnęła go żartobliwie.

— Och, nie boję się jej. To ustalone, w piątek kolacja z Wężami.

Właśnie wtedy podszedł do niej Harry.

— Hermiono? Chcesz wejść?

Wstała, ciągnąc Draco za sobą.

— Czy Draco też może?

Harry wyglądał na nieco zaskoczonego, ale szybko się ogarnął.

— Oczywiście. — Wskazał głową salę Ginny. — Tędy.

Draco rozglądał się jak jeleń w świetle reflektorów.

— W porządku, Granger, mogę tu na ciebie poczekać.

— Nie wygłupiaj się — powiedziała beztrosko. — Miałeś do czynienia z najgorszymi czarnoksiężnikami w historii. Przecież nie możesz się bać małego dziecka!

Oczy Draco błysnęły, ale poszedł za Hermioną korytarzem do sali Ginny.

Wyglądała na zmęczoną, ale promieniała szczęściem, gdy weszli. W jej ramionach spoczywał niepozorny tobołek z niebieskich kocyków, z którego wyłoniła się maleńka piąstka. Hermiona podbiegła do przyjaciółki i usiadła na brzegu łóżka, całując świeżo upieczoną mamę w policzek.

— Gratulacje, Gin! — krzyknęła. — Jak się masz?

— Zmęczona i obolała — przyznała — ale bardzo szczęśliwa, że w końcu jest tu z nami. — Wskazała gestem dziecko. — Chciałabyś go potrzymać? Dziś dotykało go zaledwie sto osób. To już stary wyga.

— Z chęcią — powiedziała Hermiona, odbierając zawiniątko z rąk Ginny, podczas gdy Draco się z nią witał i złożył gratulacje oraz życzenia.

Hermiona odsunęła kocyk, by spojrzeć na twarz dziecka. Było czerwone jak większość noworodków, z pomarszczoną, pulchną buzią i puchem jaskrawoczerwonych włosów na czubku głowy.

— Och, jaki uroczy! — zagruchała. — Witaj, James.

Podniosła wzrok i zobaczyła spojrzenie Draco. Na jego twarzy malowało się coś dziwnego, gdy obserwował ją z dzieckiem na rękach, czego nie potrafiła do końca zinterpretować. Czule się uśmiechał, jakby podobała mu się scena, którą miał przed sobą.

— Chciałbyś potrzymać dziecko? — zapytała.

Pokręcił głową.

— Wygląda na to, że dobrze się czuje w twoich ramionach.

— Więc naprawdę jesteście razem — powiedziała Ginny z charakterystyczną dla siebie szczerością. — Widziałam zdjęcia w gazecie, ale wciąż próbuję to ogarnąć.

— Nie pochwalasz tego? — zapytał Draco, unosząc brew.

Uśmiechnęła się szeroko.

— Właściwie tworzycie ładną parę. Wstrzymuję się z osądem.

— Czekam na to z zapartym tchem — wycedził.

Wzruszyła ramionami.

— Och, kibicuję wam — wyznała. — Ale traktuj ją dobrze, bo inaczej będziesz musiał się przede mną tłumaczyć.

— Jestem tutaj! — zaprotestowała Hermiona.

— Hermiono — zaczął Harry. — Eee… mamy do ciebie prośbę, ale zrozumiemy, jeśli masz jakieś zastrzeżenia, bo to duża odpowiedzialność…

— O co chodzi?

— Chcielibyśmy… chcielibyśmy cię prosić, żebyś została matką chrzestną dziecka. Jesteś dla nas jak siostra i bylibyśmy zaszczyceni, gdybyś była kimś ważnym dla naszego dziecka.

— Z przyjemnością — odpowiedziała, a łzy napłynęły jej do oczu i spłynęły po policzkach.

Wstała, nadal trzymając dziecko i przytuliła Harry’ego.

— Kogo planujecie poprosić o bycie ojcem chrzestnym? — dopytywał Draco, zaskakując Hermionę.

— George’a — oświadczyła Ginny.

Jej usta zacisnęły się w stanowczym grymasie, który sprawił, że Hermiona pomyślała, że wybór ten nie był pozbawiony kontrowersji.

Harry westchnął.

— Dawno, dawno temu poprosilibyśmy Rona — rzekł. — I Molly bardzo nalegała, żebyśmy to zrobili, ale… po tym wszystkim, co się wydarzyło, stwierdziliśmy, że niesprawiedliwym byłoby prosić ciebie o bycie współchrzestną. Poza tym, uważamy, że George zasługuje na wyróżnienie po tym wszystkim, przez co przeszedł.

— Z radością będę współchrzestną wraz z George’em — powiedziała Hermiona, czując falę miłości i wdzięczności wobec przyjaciół. — Ale jeśli zacznie uczyć małego Jamesa używać gadżetów ze sklepu na mnie, przypomnijcie mu, że potrafię rzucić Upiorogacka prawie tak dobrze jak Ginny.

— Och, wiemy, że bez względu na wszystko, poradziłabyś sobie z George’em.

Ginny się zaśmiała.

Hermiona oddała jej dziecko i znów ją pocałowała.

— Odpocznij trochę, kochanie — rzekła. — Bardzo się cieszymy waszym szczęściem.

Odwróciła się i mocno przytuliła Harry’ego, a potem wzięła Draco za rękę i wyszli z sali.

— Wiesz, George wciąż jest moim ulubionym Weasleyem — mruknął Draco, kierując się do wind. — Ale Potterowa zaczyna mi się podobać.