[T] Twoje idealne dopasowanie: Narodziny królowej
Witajcie :) wiem, że planowałam publikację rozdziału na weekend, ale jest tak fajny, że szkoda czekać. Dodatkowo mamy w pakiecie chaotycznego Theo, a to zawsze przynosi wiele śmiechu. Nie ma nic lepszego we wtorkowy wieczór.
Kolejny rozdział
prawdopodobnie opublikuję w okolicach weekendu. Miłej lektury!
_____________
Rozdział 6: Narodziny królowej
Draco
Draco
prowadził Hermionę korytarzem, zatrzymując się przy wejściu do salonu. Petra
zajmowała swoje ulubione miejsce na kanapie przy kominku, choć nieco się
przesunęła, żeby zrobić miejsce Krzywołapowi. Jako kolejny dowód na to, że
zaakceptowała go jako równego sobie, pozwoliła mu położyć się na swoim
ulubionym kocu.
—
Draco — powiedziała Hermiona z lekkim niedowierzaniem w głosie, chłonąc scenę.
— Proszę, powiedz mi, że legowisko Petry nie jest tym, co myślę.
—
To zależy. Co to jest według ciebie?
—
Autentyczna, pikowana kanapa z siedemnastego wieku w stylu francuskiego rokoko.
—
Dobrze — rzekł, przeciągając słowa, zerkając na nią z uśmieszkiem. — Nie
powiem.
—
Kto kupuje białą, jedwabną, absurdalnie drogą, antyczną kanapę, żeby służyła za
legowisko dla psa?
—
Ten sam facet, który kupuje dla tego psa mnóstwo diamentowych obroży — rzucił
przez ramię, idąc dalej korytarzem do kuchni. — A jeśli martwisz się o
materiał… Petra jest bardzo schludna i praktycznie tonie w zaklęciach Nieprzepuszczalności.
Hermiona
szła za nim do kuchni, wciąż kręcąc czule głową.
—
Jesteś nieprzyzwoity.
—
Możliwe — odparł, uśmiechając się przez ramię. — Ale i tak za mnie wyszłaś.
Kuchnia
była chłodna i elegancka, wypełniona szarym marmurem i czarnymi sprzętami
kuchennymi. Została zaprojektowana tak, by być wizytówką domu, ale widać było,
że ktoś jej używa. Pusty kubek stał w zlewie na talerzu po śniadaniu. W kącie
zobaczyła stację z jedzeniem i wodą dla Petry, a nad nią półkę, na której
znajdował się słoik z psimi ciasteczkami w kształcie smoka — a także inne
smakołyki i suplementy do jej jedzenia.
Hermiona
weszła i natychmiast skierowała się w kąt, gdzie na szerokiej półce leżało
kilka książek kucharskich — większość z nich mocno sfatygowana.
—
To twoje? — zapytała, chwytając jedną i przeglądając. — Draco Malfoy… gotuje?
—
Draco Malfoy mieszka sam — cóż,
mieszkał — i bywa głodny — powiedział sucho, przywołując dwa kieliszki i
butelkę wina. — Muszę też imponować Petrze. Woli stek z krwistym sosem.
Hermiona
prychnęła, wsuwając się na jeden ze stołków przy wyspie.
—
Jesteś absurdalny.
—
Uwielbiasz to — mruknął, nalewając jej kieliszek i stawiając go przed nią.
Stuknęła
się z nim w niemym toaście.
—
Uwielbiam — odparła poważnie, bursztynowe oczy spotkały się z szarymi. —
Naprawdę, naprawdę uwielbiam.
Draco
uniósł kieliszek, ale zapomniał się napić, zafascynowany widokiem, jak
rozchylała usta, by upić rubinowoczerwony płyn. Przełknęła go z cichym
pomrukiem przyjemności, po czym odstawiła kieliszek.
—
Przepyszny — powiedziała z uznaniem.
Nie
mógł już tego znieść.
Porzucając
wino, obszedł blat i zanurzył palce w jej włosach, unosząc jej głowę do pocałunku.
Język musnął spojenie ust, aż otworzyła się dla niego, a jej palce chwyciły
przód jego koszuli, gdy pogłębił pocałunek.
Jęknął
w jej usta, delektując się bogatym smakiem dymnego Barolo Monvigilero
zmieszanego ze słodyczą jej ciała.
Draco
niechętnie się cofnął, zanim sytuacja się zaogniła, oboje łapali oddech.
—
Masz rację — wychrypiał, muskając kciukiem jej dolną wargę. — Absolutnie
przepyszne.
Rozległ
się dzwonek do drzwi — możliwe, że to dlatego, że tymczasowo poluzował
zabezpieczenia, żeby umożliwić dostawę.
—
Kolacja — rzekła Hermiona, wciąż lekko zdyszanym głosem, opierając czoło o
pierś Draco. — Chyba tak będzie najlepiej.
—
Mhm — zgodził się, całując ją w czubek głowy, po czym niechętnie się odsunął. —
Odbiorę — nie ruszaj się.
Zniknął
w głębi korytarza, serce wciąż waliło mu w piersi. Kilka minut później wrócił,
lewitując torbę wypełnioną pojemnikami z jedzeniem na wynos z małego, ale
ekskluzywnego lokalu w Soho.
—
Wziąłem po trochu wszystkiego — powiedział, dostrzegając jej szeroko otwarte
oczy, gdy postawił torbę na wyspie.
—
Oczywiście, że tak. — Zaśmiała się czule, unosząc pokrywkę jednego z pojemników
i jęcząc z uznaniem. — Bogowie, jak cudownie pachnie.
Draco
uśmiechnął się szeroko, przywołując sztućce i talerze machnięciem różdżki. Z
wprawą rozłożył wszystko, po czym podwinął rękawy i zabrał się za jedzenie.
—
Gotujesz — zażartowała, nadziewając
na widelec kawałek grillowanego bakłażana. — Ale szalejesz z jedzeniem na
wynos. Próbujesz mi zaimponować, Malfoy?
—
Próbuję cię rozpieszczać — odparł gładko, sięgając po wino. — Chociaż jeśli
robię jedno i drugie naraz, nie mam zamiaru narzekać. Poza tym, technicznie
rzecz biorąc, to nasze wesele — nawet jeśli powinienem był to lepiej
zaplanować.
Hermiona
zanuciła w zamyśleniu, opierając głowę o jego ramię i upijając łyk wina.
—
Nic bym w tym nie zmieniła.
Rozmawiali
cicho przez całą kolację, głównie o ceremonii złączenia i swoich przemyśleniach
na temat jej przebiegu.
Kiedy
już najedli się do syta, Hermiona z westchnieniem odsunęła ostatni kęs sernika,
a Draco otarł usta serwetką i wyciągnął telefon.
—
Co robisz? — zapytała, siedząc obok niego z kieliszkiem wina w dłoni.
—
Dzwonię do Blaise’a — odpowiedział, unosząc wzrok i spotykając jej spojrzenie.
— Muszę mu powiedzieć, ze przez kilka następnych dni będę całkowicie
niedostępny.
Hermiona
przechyliła głowę, czując iskrę ciekawości.
—
Och, serio? A to dlaczego?
—
Organizuję szafę według kolorów i pór roku — powiedział z kamienną twarzą. —
Bardzo ważne, żeby być na bieżąco z takimi rzeczami.
Przewróciła
oczami uśmiechnęła się ironicznie.
—
Dobry pomysł. Napiszę do Harry’ego i dam mu znać, że nie zostałam porwana — po
prostu porządkuję książki według tematów.
Draco
mrugnął do niej, naciskając przycisk, żeby zadzwonić do Blaise’a. Jak zwykle
odebrał po pierwszym sygnale.
—
Tak?
—
Zawsze jesteś taki kulturalny, Blaise. — Draco przeciągnął samogłoski. —
Naprawdę.
Drugi
mężczyzna prychnął.
—
To część mojego uroku. Zakładam, że skoro
dzwonisz — i w moim mniemaniu brzmisz zbyt zarozumiale — to znakomita panna
Granger cię nie wyrzuciła?
—
Nie — odpowiedział, nie mogąc ukryć uśmiechu w głosie. — Właściwie poszliśmy
dalej i pobraliśmy się dziś po południu.
Hermiona
promieniała, upijając kolejny łyk wina, cicho delektując się jego częścią
rozmowy.
Blaise
zanucił zamyślony:
—
Przekaż proszę moje i Theodore’a
gratulacje dla nowej pani Malfoy.
—
A propos Theo — Draco się zaśmiał — jestem zaskoczony, że nie krzyczy do
telefonu na temat przegapienia tego.
—
No cóż… Theodore jest teraz trochę związany.
Draco
jęknął i odchylił głowę do tyłu.
—
Merlinie, Blaise — rozmawialiśmy o tym. Masz pocztę głosową. Przestań odbierać
telefon, kiedy ty i Theo jesteście związani.
—
Nigdy nie mówiłem, że ja też.
Hermiona
patrzyła na Draco ze zmieszaniem. Bezgłośnie powiedział Zaufaj mi, nie chcesz wiedzieć. Wzruszyła ramionami i skupiła się
na telefonie, zapewne pisząc SMS-a do Harry’ego.
—
Nieważne. — Westchnął. — Rozłączam się. Chciałem tylko dać ci znać, że przez
kilka następnych dni będę całkowicie niedostępny. Zajmij się wszystkim.
—
Jasna sprawa, szefie — rzekł Blaise
gładko. — Zajmę się wszystkim, póki jesteś…
uwiązany.
—
Rozłączam się.
—
Czekaj, pewnie chcesz wiedzieć —
dodał Blaise. — Rosierowi udało się
odzyskać smocze jaja. Zaniosłem je Charliemu, a on powiedział, że wszystko z
nimi w porządku. Oczywiście, nie był zadowolony, jak sobie z tym wszystkim poradziliśmy,
ale panuje nad sytuacją.
Draco
czuł, jak napięcie w jego ramionach ustępowało po usłyszeniu tej wiadomości.
Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebował, było to, żeby te jaja trafiły w
niepowołane ręce.
—
Dobrze. Cieszę się, że go mamy — to nasz cenny nabytek.
—
O tak — zgodził się Blaise. — I nie martw się o Rosiera — zająłem się tym.
Nie umarł, ale pewnie by chciał.
—
To wszystko, co muszę wiedzieć. Do zobaczenia za kilka dni.
Draco
skończył rozmowę i wyłączył telefon, wrzucając go bez namysłu do szuflady. Po
tym był całkowicie nieosiągalny, dopóki nie zdecyduje inaczej. Jego osłony
uniemożliwiają kontakt z nim przez Sieć Fiuu, Patronusa ani sowę — to
mieszkanie było jego sanktuarium, a teraz, gdy była tu jego żona, zamierzał je
jeszcze bardziej wzmocnić.
Hermiona
wrzuciła telefon gdzieś w czeluść torby, najwyraźniej robiąc to samo. Wstała,
żeby dolać wina z butelki stojącej po drugiej stronie kuchni, a ta naturalna
łatwość, z jaką to robiła, przykuła jego uwagę.
Mogłaby
ją przywołać — łatwo, bez różdżki,
bez słowa — ale tego nie zrobiła. Coś w tym wyborze, w tym cichym rytuale,
fascynowało go. Odwróciła się, oparła o blat, obserwując go znad krawędzi
kieliszka. Uśmiechnął się, zaintrygowany.
—
Wpatrujesz się.
—
Tak sobie myślałem… — zamruczał, wstając z krzesła i przechodząc przez kuchnię,
aż objął ją ramionami — że bardzo długo chciałem zjeść porządny deser.
Uniosła
brew.
—
Zjedliśmy deser.
—
Nie o taki mi chodzi.
Westchnęła
w zamyśleniu, odstawiając kieliszek, ale on nie zauważył błysku gorąca w jej oczach.
—
A ja właśnie myślałam o kąpieli.
—
Nie widzę powodu, dla którego nie moglibyśmy tego połączyć.
Chichot,
który wyrwał się z jej ust, gdy z łatwością ją uniósł w ramiona, sprawił, że
serce urosło mu w piersi. Zaniósł ją na drugie piętro, nie zwalniając kroku na
schodach.
—
Draco — wydyszała. — Wiesz, że potrafię chodzić.
—
Oczywiście, że tak, żono, ale dlaczego miałabyś?
Drzwi
do łazienki otworzyły się, gdy się zbliżali, powitał ich zapach bergamotki i
drzewa sandałowego. Świece migotały, rozświetlając pomieszczenie delikatnym
blaskiem, gdy ogromna wanna powoli zaczęła się napełniać za pstryknięciem
palców Draco.
Usadził
ją na marmurowym blacie, całując w usta namiętnym pocałunkiem, jednocześnie
zsuwając ramiączka letniej sukienki z jej ramion. Gęsia skórka pojawiła się na
jej ciele, kiedy ściągnął ubranie i rzucił je na podłogę, pozostawiając ją nagą
— blask świecy dodał jej eteryczności.
—
Pani Malfoy — wydyszał z udawanym szokiem. — Wygląda na to, że zapomniała pani
majtek.
—
Cóż, widzi pan. — Westchnęła równie dramatycznie. — Mój mąż po prostu nie potrafi trzymać rąk przy sobie, więc
uznałam, że są bezużyteczne.
Przyciągnęła
go bliżej, powoli rozpinając guziki koszuli i całując go w obojczyk. Rozpięła
wszystkie, zsunęła koszulę z jego ramion — uśmiechając się krzywo, gdy syknął,
czując paznokcie drapiące skórę.
Zbyt
niecierpliwy, by czekać dłużej, usunął resztę ubrań machnięciem dłoni i padł
przed nią na kolana. Spojrzał na nią, na chwilę zatracając się w jej
spojrzeniu.
—
Połóż się, kochanie. Marzyłem o tym od dziesięciu lat.
Jego
dłonie spoczęły na jej kolanach, delikatnie rozchylając nogi — całkowicie
zahipnotyzowany tym, jak jej mokra cipka lśniła w blasku świec.
Po
raz pierwszy tego dnia Hermiona wyglądała na lekko zawstydzoną, rumieniąc się.
—
Nie musisz… Znaczy, nie po tym popołudniowym…
—
Kotku — przerwał jej zjadliwie chrapiącym głosem. — Sprzeciwiasz się, bo
uważasz, że mi się nie spodoba?
—
Cóż, nie po tym wcześniejszym…
—
Masz jakieś zastrzeżenia poza myśleniem, że to mnie obchodzi?
Przygryzła
wargę, patrząc na niego z góry.
—
Nie, nic z tych rzeczy — powiedziała, a lekki rumieniec spłynął po jej piersi.
—
Dobrze.
Przełożył
jej nogi na swoje ramiona i pochylił się, powoli, rozkosznie muskając jej cipkę
językiem.
Jęk
dudnił mu w gardle, smak jej ciała wystarczył, by go rozwalić.
—
Tak słodka, jak ją zapamiętałem — wymruczał, muskając pocałunkiem jej
łechtaczkę, delikatnie podniecając ją przed natarciem.
Jej
uda drżały na jego ramionach. Zacisnął mocniej uścisk, stabilizując ją —
trzymając ją otwartą, całkowicie należącą do niego.
Zatrzymał
się, delektując się nią — powoli, zaborczo posuwając językiem od wejścia do
łechtaczki. Raz po raz doprowadzał ją do granic możliwości, okrążając
łechtaczkę czubkiem języka, a potem szybko muskając.
Hermiona
wyginała się na blacie, domagając się jego ust — tylko po to, by objął ją
ramieniem za biodra — utrzymując ją tam, gdzie chciał, jednocześnie
doprowadzając ją do szaleństwa.
—
Bogowie, Draco — jęknęła, a jej głos rozbrzmiewał echem w dużym pomieszczeniu.
— Proszę nie… nie mogę…
Brakowało
jej słów i uśmiechnął się szyderczo, gdy zanurzyła palce w jego włosach,
uziemiając się i prowadząc go w tym samym oddechu. Pozwolił jej przejąć
kontrolę przez kilka minut, podczas gdy jej biodra bezradnie podskakiwały przy
jego ustach, zanim on ponownie przejął kontrolę, bezlitośnie i z szacunkiem
jednocześnie.
—
Draco, jestem tak… — urwała, gdy nagle westchnęła, ale spróbowała ponownie: —
Jestem tak blisko!
—
Wiem, maleńka — zamruczał. — Dojdź dla mnie.
A
kiedy znów objął ustami jej łechtaczkę, doszła, odchylając kręgosłup od
marmuru, szlochając jego imię.
—
Draco!
Potem
delikatnie zdjął jej nogi ze swoich ramion, składając powolne pocałunki na
wewnętrznej stronie jej ud i wzdłuż brzucha, podczas gdy ona drżała od wstrząsów
wtórnych. Podpierała się na jednym łokciu, patrząc na niego z góry, a drugą
rękę wślizgnęła w jego włosy.
Położył
głowę na jej kolanach, wciąż klęcząc na ciepłym marmurze, skąpanym w blasku
świec. Pozostał tam jeszcze chwilę, opierając policzek o jej udo i wdychając
jej zapach. Była miękka. Zarumieniona. Drżała. I pomyślał, że nigdy się z tego
nie otrząśnie.
W
końcu wstał — niechętnie, ale delikatnie — i wziął ją w ramiona, mamrocząc
ciche i pełne uwielbienia słowa, gdy ją tulił.
—
Taka idealna, moja piękna żona. Po prostu się zrelaksuj i pozwól mi się tobą
zaopiekować.
—
Już to zrobiłeś — powiedziała, ziewając, a jej nos zmarszczył się uroczo. — A
co z tobą? — zamruczała, leniwie przesuwając palcami po jego piersi — jej
sugestywne spojrzenie opadło niżej.
—
Nie martwię się o siebie — zamruczał, zanurzając się w wannie i tuląc ją do
piersi.
Woda
była wciąż gorąca, para unosiła się, a wokół nich unosił się zapach bergamotki
i drzewa sandałowego. Całował jej czubek głowy, opuszki palców leniwie sunęły
po jej ramieniu. Przez chwilę słychać było tylko ich powolne, miarowe oddechy i
delikatne pluskanie wody.
Hermiona
zamknęła oczy i wypuściła powietrze, leniwie kreśląc koła na jego piersi. Czas
nie miał znaczenia — tylko woda, ciepło i ciężar wszystkiego, co przeżyli.
Potem
delikatnie uniosła głowę — jej oczy były ciepłe, gdy na niego patrzyła.
—
Ty i ja — powiedział, a słowa przywołały wspomnienia.
—
Ty i ja — powtórzył, muskając pocałunkiem jej usta.
~*~*~*~*~*~*~*~
Hermiona
Trzeciego
ranka po ślubie Hermiona obudziła się powoli, wyrwana ze snów zapachem kawy
dochodzącym z kuchni. Usiadła, leniwie się przeciągając, by rozładować
rozkoszny ból mięśni. Przygryzła wargę, gdy luksusowa pościel zsunęła się z jej
ciała, odsłaniając siniaki na opuszkach palców i ślady po malinkach.
Wychodząc
z łazienki, rozglądała się po sypialni, aż znalazła szufladę pełną miękkich,
czarnych T-shirtów. Potrząsnęła czule głową, wyciągając jeden z nich i
dostrzegając metkę.
—
Oczywiście — nawet jego podkoszulki są z Prady — prychnęła.
Założyła
go, rąbek musnął jej uda. Z przyzwyczajenia chwyciła różdżkę i przygotowała się
do rzucenia zaklęcia na tatuaż węża, który oplatał jej prawe udo, ale
powstrzymała się.
Nie ma powodu, żeby go dłużej
ukrywać.
Nie
patrząc w lustro, związała loki w kok i wbiła w niego różdżkę. Zanim zdążyła
wyjść z sypialni, drzwi zaskrzypiały i Krzywołap wkroczył do środka.
Hermiona
się uśmiechnęła, gdy jej Chowaniec owinął się wokół jej kostek, mrucząc z
zadowoleniem.
—
Witaj, kochanie — zagruchała, schylając się, by go podnieść i całując jego
płaską twarz. — Zadomowiłeś się?
Pół-kuguar
miauknął, jakby na potwierdzenie, po czym wyrwał się z jej objęć i poczłapał w
stronę holu.
—
Idę za tobą, wasza wysokość. — Zaśmiała się, podążając za nim. — Widziałeś tu
więcej zakątków niż ja.
Wędrując
przez mieszkanie w kierunku kuchni, zajrzała do różnych pomieszczeń. Było tam
kilka pokoi gościnnych, kolejna łazienka i mały salonik na piętrze, który
wyglądał na idealne miejsce do czytania. Zeszła po schodach, zwracając uwagę na
mroczną, minimalistyczną estetykę panującą w całym domu: dużo szarości i
czerni, z akcentami szmaragdu, srebra lub bieli tu i ówdzie.
Pomimo
chłodnej palety barw, przestrzeń wydawała się zaskakująco przytulna —
prawdopodobnie dzięki drogim meblom i luksusowym tkaninom, które łagodziły
krawędzie eleganckiego wystroju.
Hermiona
zatrzymała się w drzwiach kuchni, obserwując, jak Draco swobodnie porusza się
po pomieszczeniu, przygotowując śniadanie. Może nie widziała go od dziesięciu
lat, ale wciąż wiedziała, jak rzadko można było go zobaczyć w takim stanie —
nieuważnego i zrelaksowanego. Uśmiech pojawił się na jej ustach na myśl o nim:
zaspanym, z potarganymi włosami, ubranym jedynie w bokserki, obracającym
naleśniki na patelni, z Petrą wylegującą się u jego stóp.
Oparła
się o framugę drzwi, zadowolona, że może go jeszcze przez chwilę obserwować.
Nawet po kilku dniach, ilość tatuaży, jaką miał, naprawdę ją zdumiewała.
—
Więc naprawdę gotujesz — zastanowiła się. — Do tego półnagi.
—
Myślałaś, że kto cię karmi odkąd tu jesteś? — Nie odwrócił się, ale słyszała
zadowolenie w jego głosie. — Poza tym powinnaś być na górze i czekać na
śniadanie do łóżka.
—
Mogłeś coś zamówić — zażartowała, przechodząc przez pokój i przesuwając palce
po blacie w stronę jego boku. — Uwielbiam śniadania do łóżka, ale chyba czas
wstawać. Ledwo wyszłam z łóżka — i w ogóle nie wyszłam z sypialni — od
wtorkowego wieczoru… jest piątek, na wypadek gdybyś zapomniał.
—
Och, nie zapomniałem.
W
końcu na nią spojrzał, jego wzrok z uznaniem błądził po jej ciele ubranym w
jego koszulkę. Pochylił się i delikatnie pocałował ją w usta.
—
Skoro musisz się ubierać, to całkiem podoba mi się, jak wyglądasz w moich
ubraniach.
—
Taki zaborczy.
Westchnęła
zalotnie, opierając się o niego, gdy zaczynał smażyć ostatnią porcję
naleśników.
Rozciągnęła
się i kręciła szyją, próbując ukoić resztki bólu.
—
Wszystko w porządku, kotku?
Hermiona
mruknęła zamyślona, odwracając głowę, by pocałować go w biceps — uśmiechając
się, dostrzegając ślad po swoich zębach w tym samym miejscu.
—
Nic mi nie jest — zapewniła go. — Po prostu uprawiałam więcej seksu w ciągu
ostatnich trzech dni niż przez ostatnią dekadę, więc to był niezły trening.
Cicho
się zaśmiał.
—
Wiem, co masz na myśli. Chyba użyłem mięśni, o których istnieniu zapomniałem.
Delikatnie
stuknął biodrem w jej biodro, gasząc kuchenkę.
—
Ale warto było.
Petra
lekko uniosła głowę na dźwięk przywoływanych talerzy i cicho prychnęła, jakby
chciała im przypomnieć, że też tam jest.
Hermiona
kucnęła, drapiąc dobermana pod brodą.
—
Dzień dobry, słodka dziewczynko. Dziękuję, że tolerujesz zmiany, które
Krzywołap i ja ci zgotowaliśmy.
Uśmiechnęła
się, gdy wielki pies merdał kikutem ogona.
Draco
przygotował jej kawę dokładnie w taki sposób, jak lubiła, stawiając kubek i
talerz na wyspie. Pocałował ją w skroń, gdy wstała, obserwując ją z cichym
oczekiwaniem, gdy usiadła.
Wzięła
łyk i cicho jęknęła.
—
Idealna.
Uśmiechnął
się, ale nie sięgnął po talerz dla siebie.
Podniosła
wzrok ze zdziwieniem.
—
Nie jesz?
—
Zaraz — powiedział, ruszając w stronę lodówki. — Petra jest cierpliwa, ale patrzy na mnie od dwudziestu minut. A
jeśli nie nakarmię też Krzywołapa, jestem przekonany, że urządzi zamach stanu.
Pies
ożywił się na wzmiankę o jedzeniu i wstał z cichym szczeknięciem, merdając
gwałtownie kikutem ogona, akurat gdy Krzywołap wchodził do kuchni. Wielki kot
usiadł przy swojej misce, wpatrując się w Draco.
—
Widzisz? — dodał, przewracając oczami. — Prawdziwi władcy mieszkania zaczynają
się niecierpliwić.
Draco
chwycił puszkę karmy dla kotów, którą Hermiona przyniosła z mieszkania i
skrzywił się, wrzucając zawartość do miski Krzywołapa.
—
Wybacz, stary. Poproszę Theo, żeby wyszukał dla ciebie dietę podobną do tej,
którą ma Petra.
Hermiona
prychnęła i odłożyła widelec.
—
Co jest nie tak z jego jedzeniem? To najlepsza karma dla kotów na rynku! I o co
chodzi z dietą podobną do tej, którą ma
Petra?
Gestem
wskazał na mniejszą lodówkę obok głównej — tę, której wcześniej nie zauważyła.
Otworzył ją machnięciem różdżki i przywołał kilka składników. Ku jej zaskoczeniu,
na blacie wylądowała miska owoców i warzyw, a także kilka jajek i kawałków
surowego mięsa.
—
Ja jej przygotowuję jedzenie — jest na surowej diecie. — Wzruszył ramionami. —
Koty też mogą, ale najpierw muszę się upewnić, że dostanie wszystko, czego
potrzebuje.
Hermiona
parsknęła śmiechem, zasłaniając usta dłonią. Jej mózg na chwilę się zatrzymał,
próbując zrozumieć półnagiego, wytatuowanego męża, który rozwodził się nad
zaletami diety opartej na surowym jedzeniu dla ich zwierząt.
—
Ja… — zaczęła, po czym wybuchła chichotem, który jeszcze bardziej się nasilił
pod wpływem kamiennego spojrzenia Draco. — Przepraszam, ale to takie
nieoczekiwane. Wygląda na to, że Petra je lepiej niż większość ludzi. Czy to
filet mignon z polędwicy Wagyu?!
—
Tak.
Pociągnął
dramatycznie nosem, zaczynając napełniać miskę Petry.
—
I ma własną lodówkę? — zapytała powoli.
—
Chciałabyś się gapić na surowe podroby za każdym razem, gdy otworzysz lodówkę?
—
W sumie to nie — przyznała. Sięgnęła po kawę i stanęła obok niego, a jej oczy
błyszczały ciekawością. — Dobra, wyjaśnij mi to jeszcze raz.
Kilka
minut później Hermiona obserwowała, jak Petra pochłaniała śniadanie. Podeszła
bliżej Draco i objęła go w talii.
—
Wiesz, chyba nigdy nie wyobrażałam sobie ciebie w takiej wersji. Bez koszulki,
boso, mówiącego o mikroelementach.
Pochylił
się i pocałował ją w czubek głowy.
—
Wiele o mnie nie wiesz, kotku.
—
Zdecydowanie mamy sporo do nadrobienia.
Trwali
tak przez chwilę, aż Hermiona lekko się odsunęła, bawiąc się rąbkiem jego
koszulki, która sięgała jej ud.
—
Mam więc pytanie — powiedziała, rozsiadając się wygodnie na krześle z kawą. —
Ciągle wspominasz o Theo i Blaisie… pracują dla ciebie?
—
Raczej ze mną — odpowiedział,
sprzątając blaty. — To trochę skomplikowane, ale opowiem ci o tym, jak dotrzemy
do Dworu. — Jęknął i odchylił głowę do tyłu. — Nie żebym był gotowy tam iść.
Hermiona
uśmiechnęła się szeroko.
—
Przeżyjemy. A jak wrócimy, spakujemy się na resztę naszego miesiąca miodowego.
—
To jedyne, co mi teraz pomaga.
Westchnął,
chwycił różdżkę i skierował się na korytarz.
~*~*~*~*~*~*~*~
Godzinę
później Hermiona przeglądała się w lustrze i założyła buntowniczy loczek za
ucho. Trochę czasu zajęło jej wyćwiczenie odpowiedniej pielęgnacji, ale kiedy
już ją opanowała, jej włosy zaczęły bujnie rosnąć i sięgały prawie do pasa.
Włożyła
czarne szpilki Manolo i chwyciła małą torebkę z Diora, wdzięczna — jak zawsze —
za wyprzedaż garażową, na której je znalazła. Wolną ręką wygładziła spódnicę
swojej klasycznej czarno-białej sukienki Chanel, kolejnego, luksusowego
znaleziska z lumpeksu. Spakowała ją na wypadek, gdyby któregoś wieczoru wybrali
się na kolację, ale ostatecznie nie wyszli z domu.
Po
opuszczeniu sypialni znalazła Draco na balkonie. Ubrał się i wyszedł tutaj,
kiedy ona brała prysznic, a jego widok przyciągnął jej uwagę. Po dniach
obserwowania go zrelaksowanego i otwartego — z rozczochranymi włosami i
uśmieszkami — jego obecny wygląd był wręcz zdumiewający.
Nosił
szyty na miarę, czarny garnitur niczym zbroję, a jego włosy były precyzyjnie
zaczesane do tyłu, odsłaniając ostre rysy twarzy i tatuaże po bokach i z tyłu
głowy.
Przeszła
przez drzwi balkonowe akurat w chwili, gdy wypuścił z ust kłąb dymu.
—
Och, nie wiedziałam, że palisz.
Odwrócił
się, wyglądając na lekko zawstydzonego.
—
Od ósmego roku. Jeśli ci to przeszkadza…
—
Nie przeszkadza — wtrąciła szybko. — Przeszkadzałoby, gdybyśmy byli mugolami,
ale dzięki magii wszelkie niepożądane skutki uboczne — jeśli w ogóle się
pojawią — są łatwe do opanowania. Nie czuję tego od ciebie, poza lekką nutą tytoniu.
—
Magia — rzekł z uśmieszkiem, chowając resztkę papierosa w dłoni.
Podeszła
do balustrady, po raz pierwszy rozglądając się po okolicy, próbując się
zorientować, gdzie są. Zaskoczył ją widok Hyde Parku.
—
Czekaj, jesteśmy w Mayfair?
—
Owszem — potwierdził, podchodząc do niej od tyłu i obejmując ją w talii.
—
Och, na słodką Kirke.
Zaśmiała
się, opierając się o jego pierś.
Milczeli
przez kilka minut, obserwując świat na dole. Hermiona była niemal senna od
ciepła słońca i uczucia kciuków Draco, zataczających powolne kręgi na jej
biodrach, gdy znów się odezwał.
—
Pięknie wyglądasz — zamruczał, odgarniając jej loki, by pocałować w szyję.
Spojrzała
w dół, na chwilę oczarowana kontrastem jego wytatuowanych dłoni z miękkim,
bufiastym materiałem jej sukienki.
—
Dziękuję — powiedziała cicho. — W sumie planowałam ją założyć do pracy we
wtorek, ale potem zmieniłam zdanie. Wyglądałabym trochę bardziej jak panna
młoda, gdybym to zrobiła.
To
prawda — biała sukienka z czarną lamówką pasowałaby na tę okazję lepiej niż szmaragdowozielona,
którą zamiast niej wybrała.
—
Wyglądałaś idealnie.
Zamruczała,
pozwalając jego słowom otulić ją ciepłem, po czym odwróciła się w jego
ramionach i spojrzała na niego.
—
Zwlekasz?
—
Tak — przyznał z krzywym uśmieszkiem. Westchnął, unosząc jej dłoń i całując
kostki. — Podczas tego tygodnia z tobą byłem szczęśliwszy niż kiedykolwiek w
życiu. Nie jestem gotowy, żeby to się skończyło.
Jej
serce ścisnęło się na dźwięk jego słów. Przypomniała sobie o ciężarze, który
dźwigał podczas ich ósmego roku — bez wątpienia stał się jeszcze cięższy w
ciągu ostatniej dekady.
—
To się nie skończy — wyszeptała, obejmując jego szczękę dłonią. Kiedy w końcu
na nią spojrzał, uśmiechnęła się uspokajająco. — Pójdziemy do Dworu, zajmiesz
się wszystkimi tajemniczymi sprawami, które ty, Blaise i Theo musicie rozwiązać,
stawimy czoła twoim rodzicom, a potem wrócimy do domu i spakujemy się na
miesiąc miodowy.
Westchnął,
wpatrując się w panoramę miasta.
—
Ostatnie dni były… — Jego głos ucichł, gdy pokręcił głową. — Nie mogę tego
znowu stracić.
Musnęła
kciukiem jego dolną wargę.
—
Nic nie stracisz — nie tym razem. Słyszysz mnie?
Coś
się zmieniło w jego wyrazie twarzy — napięcie ustąpiło miejsca cichej pewności.
Powoli kiwnął głową.
—
Tak, proszę pani.
Uśmiechnęła
się szeroko i stanęła na palcach, by pocałować go w kącik ust.
—
Tak lepiej.
Wyciągnął
do niej rękę.
—
Miejmy to już za sobą.
Wsunęła
dłoń w zgięcie jego łokcia i delikatnie do ścisnęła.
—
Sama bym tego lepiej nie ujęła.
Razem
weszli do kominka podpiętego do Sieci Fiuu, a cicha obietnica domu wciąż
unosiła się między nimi.
Kiedy
weszli do saloniku przyjęć we Dworze Malfoyów, Hermiona obserwowała, jak
ramiona i kręgosłup Draco zesztywniały do tego stopnia, że obawiała się
złamania. Sięgnął po jej dłoń, splatając palce i stając przed nią.
Nie
umknęło jej ustawienie jego ciała, jakby ją osłaniał, a jednocześnie szukał
oparcia i pocieszenia w jej obecności.
Szybko
przemierzali korytarze Dworu, mijając szepczące portrety. Słyszała, jak jeden z
nich wysyczał Szla…, ale reszta słowa
została ucięta, gdy Draco bez wahania zrzucił obraz ze ściany — nawet się nie
oglądając. Uśmiechnęła się ironicznie, gdy reszta obrazów zamilkła, a małe,
malowane postacie kurczowo trzymały się zewnętrznych krawędzi ram.
Dotarli
do wielkich, imponujących, dębowych drzwi na końcu kolejnego, długiego
korytarza i Draco zatrzymał się, a napięcie w jego ramionach lekko ustąpiło.
—
Przygotuj się.
Westchnął,
sięgając do drzwi.
Kiedy
się otworzyły, Hermiona ze zdziwieniem zauważyła pokój rozświetlony niczym w
klubie nocnym — z głośną, taneczną muzyką i bąbelkami wylatującymi skądś.
Wszedł
do środka i rzucił zaklęcie zamrażające bąbelki w maleńkie kulki lodu, które
zabrzęczały, rozbijając się o podłogę.
—
Trzy dni — warknął, wyciszając muzykę i przywracając oświetlenie do normalnego
stanu kolejnym machnięciem różdżki. — Nie było mnie trzy dni, Theo.
Hermiona
podążyła za jego wzrokiem w stronę biurka w kącie pomieszczenia, gdzie jej były
kolega ze szkoły, Theodore Nott, rozsiadł się z nogami w górze, wrzucając do
ust popcorn z miski na kolanach.
—
No i? — zapytał, przeciągając słowa. — Miałem siedzieć w ciszy i kontemplować,
dopóki nie wrócisz?
—
Theodore.
Zza
jej pleców dobiegł miękki, głęboki głos. Odwróciła się i zauważyła Blaise’a
Zabiniego, który siedział na jednym z foteli, ze szklanką czegoś bursztynowego
w dłoni, wyglądając na eleganckiego i zupełnie niewzruszonego.
—
Przepraszam, Tatuśku — dodał Theo bez cienia skruchy, uśmiechając się do
Blaise’a.
Hermiona
uniosła brew i spojrzała na Draco.
—
Więc… to jest ta drużyna?
Z
trudem wypuścił powietrze.
—
Niestety.
Theo
podrzucił w powietrze kolejny kawałek popcornu, złapał go i patrzył na Hermionę
z nieukrywaną ciekawością.
—
Więc… Złota Dziewczyna przybyła… z pierścionkiem i wszystkim.
Skrzyżowała
ramiona, ale starała się zachować lekki ton.
—
Cóż, gdybym wiedziała, że pierścionek jest w liczony w cenę pierwszego rzędu w
tym cyrku, może pojawiłabym się tu wcześniej.
Blaise
prychnął za nią, unosząc szklankę, salutując.
—
Uważaj, kochanie. Lwy mają pazurki.
—
Och, liczę na to. — Theo się zaśmiał. — Właśnie tego potrzebuje ta jaskinia
węży.
Mrugnął
do niej przesadnie, a Hermiona się uśmiechnęła, absolutnie nim oczarowana.
—
O co chodzi z tym popcornem? — zapytała, obserwując, jak Theo łapie kolejny
kawałek.
Wyszczerzył
się do niej łobuzersko, po czym spojrzał na Draco.
—
Królowa Matka nie jest zadowolona, a ja po prostu czekam na rozpoczęcie
przedstawienia.
—
Jestem przekonany, że widzisz, jak bardzo mnie to obchodzi. — Draco przeciągnął
samogłoski, podchodząc do biurka. — Mamy kilka spraw do załatwienia, zanim
Hermiona i ja wyjedziemy w podróż poślubną.
Hermiona
podążyła za nim przez gabinet, przeskakując wzrokiem między trzema mężczyznami
i rozglądając się po wnętrzu. Było dokładnie tak, jak się spodziewała: przepych,
ciemne drewno, wysokie regały i drogie, skórzane meble. Zamiast oczekiwanej
formalności, energia w pomieszczeniu była dziwną mieszanką elegancji i
nonszalancji.
Kontrolowany chaos, pomyślała.
Gdy
Draco zaczął przeglądać stos listów, Theo zsunął się z krzesła i podszedł do
barku.
—
Napijesz się przed pracą?
—
Nie — odpowiedział Draco, nie podnosząc wzroku.
—
Tak, proszę — powiedziała Hermiona w tym samym czasie, siadając na fotelu obok
Blaise’a.
Theo
uniósł ręce w triumfalnym geście.
—
Widzicie? Wiedziałem, że ją polubię.
—
Zepsujesz ją — mruknął Draco z głębokim westchnieniem.
Hermiona
uśmiechnęła się krzywo, gdy Theo podał jej szklankę.
—
Za późno.
Trzej
mężczyźni usiedli wokół biurka Draco, Hermiona upiła łyk drinka, pozwalając, by
jej wzrok błądził po gabinecie i chłonął wszystko. Widać było wyraźnie, że to
miejsce przeznaczone było wyłączenie na interesy Draco; ogólny efekt nie mógłby
bardziej różnić się od jego domu. Po chwili jej uwaga przeniosła się na biurko
Theo.
Z
dala od czystego, surowego miejsca pracy męża, biurko Theo stanowiło chaotyczną
stertę teczek, notatników, kalendarzy i papierów. Kubki z długopisami stały
obok zdjęcia, które najwyraźniej pochodziło z jego ślubu z Blaise’em.
Jej
wzrok powędrował w górę — i zakrztusiła się drinkiem, gdy zauważyła napis nad
jego biurkiem Minęło dziesięć dni, odkąd
Theo musiał zajmować się zwłokami.
Hermiona
nie była pewna, co bardziej rzucało się w oczy — napis czy mała buźka
narysowana przez Theo w dolnym rogu.
Trzej
mężczyźni podnieśli wzrok, słysząc jej kaszel.
—
Wszystko dobrze… — zaczął Draco, ale jego głos ucichł, gdy podążył za jej
wzrokiem i uświadomił sobie, na co patrzy.
—
Ja, eee… — mruknęła, odchrząkując i czytając ponownie. — Domyślam się, ze
dziesięć dni to jakiś rekord?
Obróciła
się w stronę biurka, unosząc jedną brew. Różnice w ich reakcjach ją zaskoczyły.
Draco unikał jej wzroku, wpatrując się w słowa pracuj ciężko wytatuowane na kostkach palców. Theo obserwował ją z
otwartą ciekawością, jakby czekał na eksplozję, podczas gdy Blaise patrzył na
nią z chłodnym buntem.
Hermiona
pozwoliła ciszy zapaść na kilka uderzeń serca, po czym wzięła kolejny łyk
drinka i odstawiła go na krawędź biurka.
—
Cóż — rzekła sztywno, krzyżując nogi i składając ręce na kolanach — chyba
dobrze jest mieć cele.
Theo
się uśmiechnął, wyraźnie zadowolony.
—
Dokładnie! Widzicie, ona to rozumie.
—
Nie powiedziała, że to pochwalam — odpowiedziała, rzucając mu spojrzenie. — Po
prostu rozumiem, jak ważne jest morale drużyny. Zakładam, że przewidujecie
jakąś nagrodę, jeśli dotrwacie do dwóch tygodni?
—
Jeśli dotrwamy do dwóch tygodni, powiedziałem Draco, że przeniosę się na kilka
dni do mojego biura — mruknął Theo, wyraźnie zirytowany perspektywą
przeprowadzki.
—
A ty? — zapytała, unosząc brew w stronę Blaise’a. — Jaką nagrodę dostaniesz?
—
Nie chcesz wiedzieć.
Przewróciła
oczami i wróciła spojrzeniem do Draco, który wciąż na nią nie spoglądał.
Obserwując go, przez głowę przelatywały jej wspomnienia z ósmego roku. O tych
wszystkich momentach, kiedy mówił jej, że jego rodzina jest zamieszana w
sprawy, na które nie chciałby nigdy jej narażać, o oczekiwaniach, których nie
chciał by doświadczyła, o wszystkich chwilach, w których podejrzewała, że
Malfoyowie są zamieszani w nielegalne interesy.
Przyglądała
mu się jeszcze przez chwilę, obserwując, jak drży mu szczęka, jak palce leniwie
wodzą po blacie biurka, podczas gdy on ani razu nie spojrzał jej w oczy.
Czekał
na jej reakcję. Na wybuch słusznej furii. Na to, że się od niego odwróci.
Hermiona
rozprostowała nogi, oparła łokcie na kolanach i lekko się pochyliła ku niemu.
—
Draco — powiedziała cicho, bez oskarżycielskiego tonu — od dawna wiedziałam, że
twoje życie nie jest proste.
To
przykuło jego uwagę. W końcu podniósł wzrok, a w jego pięknych, szarych oczach
pojawił się błysk czegoś kruchego.
—
Ostrzegałeś mnie, jak tylko mogłeś — kontynuowała rzeczowo. — Próbowałeś mnie
odstraszyć. Ale wciąż tu jestem. Wyszłam za ciebie, pamiętasz? Mam oczy szeroko
otwarte.
Theo
zagwizdał cicho pod nosem. Blaise uniósł brew, wyraźnie będąc pod wrażeniem.
Draco
początkowo nic nie mówił, ale napięcie w jego ramionach ustąpiło na tyle, że to
dostrzegła.
—
Ja po prostu… — Pokręcił głową, a jego głos był teraz cichszy. — Nie chciałem
tego dla ciebie.
—
Nie jestem krucha — rzekł po prostu. —
Ale nie możesz mnie okłamywać ani
trzymać w niewiedzy. Czy to jasne?
Kolejne
uderzenie serca, a potem zamruczał:
—
Tak, proszę pani.
Jego
kącik ust drgnął w górę.
Hermiona
uśmiechnęła się blado i chwyciła szklankę, odchylając się i unosząc ją do ust.
—
Wspaniale. Skoro już to wyjaśniliśmy, może wy trzech powiecie mi dokładnie, czym się tu zajmujecie.
Theo
natychmiast się ożywił.
—
Ile właściwie chcesz wiedzieć?
—
To — odparła, ukradkiem zerkając na Draco — wyłącznie zależy od tego, ile wiarygodnego
alibi będę potrzebować.
Draco
jęknął i schował twarz w dłoniach, Blaise parsknął śmiechem, a Theo wzniósł
toast swoim drinkiem.
Kiedy
trochę się ogarnęli, Theo usiadł na rogu biurka najbliżej niej i rzucił spojrzenie
przez ramię na Draco i Blaise’a.
—
Zajmę się tym — orientuję się w mugolskich sprawach, z którymi mogę to
porównać.
—
Sądząc po spojrzeniach, jakie ci właśnie rzucili — rzekła Hermiona, unosząc
rękę, by wskazać Draco i Blaise’a — to powinno być dobre.
—
Więc — zanucił, ignorując jej drwinę — co wiesz o pięciu nowojorskich rodzinach?
—
Tak, Theo, słyszałam o mafii. Wiem też, jak jest zorganizowana i czym się
zajmuje.
Klasnął
w dłonie, wyraźnie zachwycony.
—
Wspaniale! Więc najtrudniejsza część za nami.
Hermiona
zaczęła dopasowywać elementy układanki, kiedy Theo z zaciekawieniem przechylił
głowę.
—
Więc, pani Malfoy, co myślisz o składaniu ludziom ofert nie do odrzucenia?
To było to — ostatni element, którego potrzebowała.
Parsknęła
niedowierzającym śmiechem.
—
Chcesz mi powiedzieć, że właśnie wyszłam za mąż za Ojca Chrzestnego?
Blaise
wtrącił się płynnie, zanim Theo zdążył odpowiedzieć:
—
Z pewnością nasze działania nie są aż tak zaawansowane. W końcu jest nas tylko
trzech. Ujmijmy to tak: są pewne czarodziejskie rodziny, które rządzą w naszym
świecie — rzeczami, o których nikt nie chce myśleć, ale które uwielbia mieć.
Każda z tych rodzin ma kogoś, kto się tym wszystkim zajmuje. Rodziną na
szczycie są Malfoyowie, a głową tej rodziny — pod każdym znaczącym względem —
jest Draco.
Kiedy
Theo znów się odezwał, Hermiona wyczuła, że czekał, by uwolnić tę konkretną
myśl.
—
Innymi słowy, Draco jest królem przestępczego półświatka czarodziejskiej
Brytanii… co czyni ciebie królową.
Wpatrywała
się w niego przez dłuższą chwilę. W jej umyśle było wiele myśli — ciężkich,
dzikich, wszystkie splątane z ciężarem tego, w co właśnie wdepnęła.
Zerknęła
na męża. Przyglądał jej się tak uważnie, jakby przygotowywał się na jej
ucieczkę.
Ale
nie miała ochoty uciekać, tylko walczyć
— o to, o niego, o nich.
Uniosła
brew.
—
Cóż, przynajmniej wiemy, że Theo potrafi dodać nieco dramatyzmu.
Draco
prychnął.
—
Dlatego go tu trzymamy.
Zaśmiała
się krótko, choć jej śmiech nie do końca był pozbawiony irytacji.
—
Dobrze, ale skoro planuję wrócić do pracy po naszym miesiącu miodowym, mam
sześćdziesiąt dni na znalezienie równowagi między byciem pracownicą
Ministerstwa a byciem żoną mafiosa.
Jej
mąż otworzył usta, prawdopodobnie po to, by dodać jej otuchy, ale nie dane mu
było cokolwiek powiedzieć.
Odgłos
kroków — ostrych, miarowych, bez wątpienia robiących wrażenie — rozbrzmiał
echem w korytarzu przed gabinetem.
Blaise
zesztywniał, stając obok Draco niczym ochroniarz.
Theo
zagwizdał cicho, wracając do swojego biurka, ciągnąc za sobą Hermionę. Opadł na
fotel z popcornem w pogotowiu.
—
Niech rozpoczną się igrzyska.
Drzwi
otworzyły się bez pukania.
Narcyza
Malfoy wpadła do pokoju niczym burza z piorunami, owinięta w jedwab, a jej
niebieskie oczy płonęły furią. Wyciągnęła spod szaty gazetę — tę z krzykliwym nagłówkiem
ogłaszającym ich ślub — i rzuciła ją na biurko Draco.
—
Wytłumacz się.
Hermiona
obserwowała, jak Draco ostentacyjnie ignorował matkę. Sięgnął do kieszeni marynarki,
wyciągnął srebrną papierośnicę, wybrał jeden i odpalił pstryknięciem palców, po
czym głęboko się zaciągnął.
—
Draco Lucjuszu Malfoyu, kazałam ci się wytłumaczyć.
Powoli
wypuścił dym z obu nozdrzy, zanim w końcu raczył na nią spojrzeć.
—
Przepraszam, matko — nie wiedziałem, że nie umiesz czytać. — Przerzucił gazetę
na drugą stronę biurka i dodał: — Może Lolli ci pomoże.
Hermiona
pochyliła się, by szepnąć do ucha Theo.
—
Kim jest Lolli?
—
Skrzatką domową — mruknął z ustami pełnymi popcornu.
Zakryła
usta dłonią, żeby stłumić chichot — ale zamilkła, dostrzegając Lucjusza
stojącego przy drzwiach. Obserwował konfrontację żony z synem z obojętną miną i
splecionymi dłońmi. Po chwili zauważył spojrzenie Hermiony i spojrzał w jej
stronę, a szare oczy lekko się ociepliły, gdy obdarzył ją uprzejmym uśmiechem i
skinieniem głowy.
Nie tego… nie tego się po nim
spodziewałam, pomyślała,
przenosząc swoją uwagę z powrotem na męża i teściową.
Głos
Narcyzy był zjadliwy, gdy odezwała się ponownie.
—
Zbyt długo znosiłam twoją bezczelność, Draco, ale tego już za wiele — nawet jak
na ciebie.
Draco
przewrócił oczami i parsknął suchym śmiechem, zapalając kolejnego papierosa.
Nozdrza
Narcyzy lekko się rozszerzyły.
—
Uważasz, że to zabawne, Draco? Uciekanie, by wziąć ślub w tajemnicy? Nie
przejmując się nawet swoją rodziną — swoim nazwiskiem?
—
Nasze nazwisko jest kojarzone ze mną
— odpowiedział spokojnie, jego głos był ponury, gdy wypuścił kłąb dymu w stronę
sufitu. — Poświęciłem zbyt wiele swojego życia na to, czego chcecie. Nie masz
pojęcia, co straciłem, angażując się w to, bo on — jego wzrok powędrował na ojca — nie mógł. Wybacz mi, ale
stwierdziłem, że nie mam już na to ochoty.
—
O cholera — wydyszał Theo, wpychając sobie do ust więcej popcornu. Pochylił się
w stronę Hermiony i wyszeptał: — Teraz wiesz, dlaczego przyniosłem popcorn.
Kiwnęła
głową, nie odrywając wzroku od sceny przed sobą.
—
Dlaczego szepczemy?
Theo
rzucił jej ukradkowe spojrzenie.
—
Ona jest jak jeden z tych welociraptorów z Parku
Jurajskiego — jeśli nas zauważy, wypatroszy nas.
Narcyza
zrobiła krok naprzód, wskazując na gazetę.
—
Nie wiem, co ta dziewczyna ci
powiedziała ani za jakie sznurki pociągnęła, żeby to się stało, ale ona jest
poniże…
Draco
gwałtownie wstał, uderzając dłońmi o biurko i pochylając się w stronę matki —
spięty, niebezpieczny, gotowy do ataku. Przez pomieszczenie przetoczył się
lodowaty podmuch, a wokół jego dłoni, tam gdzie dotykały drewna, zaczynał
pojawiać się szron.
—
Wyjaśnijmy to raz na zawsze, matko —
rzekł cicho, ale przejmująco. — Jeśli jeszcze raz okażesz brak szacunku mojej
żonie, spalę doszczętnie ten dwór, z tobą w środku.
Brwi
Hermiony poszybowały ku linii włosów, a jej oczy rozszerzyły się w szoku.
Zerknęła na Theo, dostrzegając niemal identyczny wyraz na jego twarzy.
—
Cóż — wyszeptał — dopisz mnie do grona przestraszonych i napalonych.
Narcyza
lekko się wzdrygnęła, choć próbowała ukryć zdenerwowanie. Lucjusz odchrząknął i
w końcu się odezwał.
—
Dość tego, oboje — nakazał cicho. — Ta rozmowa jest skończona.
Draco
nie poruszył się, dopóki Narcyza odwróciła się na pięcie i wyszła z gabinetu, a
Lucjusz ruszył za nią. Dopiero wtedy wypuścił powietrze, a napięcie spłynęło z
jego ramion, gdy usiadł z powrotem.
Blaise
spoglądał na Hermionę, a jego ciemne oczy błyszczały rozbawieniem.
—
Oby bogowie mieli w opiece każdego, kto okaże brak szacunku królowej.
Przewróciła
oczami, choć uśmieszek na jej ustach złagodził ten efekt.
—
Blaise, Theo — Draco machnął ręką w stronę drzwi — proszę, wyjdźcie. Zadzwonię
później i omówimy plany na wieczór.
Obaj
mężczyźni bez pytania skierowali się do wyjścia, choć Theo zatrzymał się na
chwilę, by pocałować Hermionę w policzek i szepnąć do ucha:
—
To będzie świetna zabawa.
Patrzyła,
jak odchodzą i drzwi cicho się za nimi zamknęły. Draco odchylił się na fotelu,
zamknął oczy i wziął głęboki oddech. Rzucił na drzwi bezróżdżkowe, bezsłowne
zaklęcie ochronne — wyciszając pokój i odcinając ich od świata zewnętrznego.
Gdy
do niego podeszła, obrócił krzesło twarzą do nich. W jego oczach malował się
niepokój, palce drżały, jakby szukał kolejnego papierosa.
—
Przepraszam, że to słyszałaś — mruknął. — To nie był mój najlepszy moment.
Zacmokała
i podciągnęła sukienkę do ud, dając sobie wystarczająco dużo miejsca, by usiąść
na nim okrakiem. Oplotła ramionami jego szyję, siadając mu mocno na kolanach i
przyciskając do niego swój brzuch. Palce wślizgnęły się w jego włosy, paznokcie
lekko drapały skórę głowy i w końcu na nią spojrzał.
—
Mogę ci zdradzić mały sekret? — wyszeptała, muskając wargami małżowinę jego
ucha. — Myślę, że to było cholernie podniecające.
Warknął,
zaciskając dłonie na jej talii.
—
Tak — wychrypiał. — Podobało ci się, kochanie?
Zamiast
mówić, przyciągnęła go bliżej — całując mocno, nie pozostawiając wątpliwości co
do swoich odczuć dotyczących tej sytuacji. Przesunęła wargami po jego szyi,
drażniąc tatuaże, zanim zsunęła się z jego kolan.
Był
świadomy tego, co chciała zrobić i próbował ją powstrzymać, delikatnie
chwytając za ramiona, gdy uklęknęła między jego nogami.
—
Hermiono — szepnął, próbując ją podnieść. — Nie musisz przede mną klękać.
Ciepłe
drewno i skóra jego gabinetu znikły w tle, gdy patrzyła na niego, otoczonego
promieniami słońca wpadającymi przez duże okna za nim.
—
A mimo wszystko — zamruczała, z przesadną ostrożnością odpinając pasek jego
spodni. — To robię.
Przejechała
palcami w okolicy kutasa, już grubego i napiętego pod materiałem spodni, po
czym ostrożnie rozpięła zamek. Jęczała, dotykając rozgrzanej skóry.
Głaskała
go powoli, obserwując, jak oddech Draco się urywał i jak uda zaciskały się pod
jej dłońmi.
—
Biedactwo — rzekła słodkim głosem. — Tak bardzo mnie pragnie.
Zacisnął
dłoń na poręczy fotela — jakby desperacko pragnął ją dotknąć, ale jednocześnie
się powstrzymywał.
Pochyliła
się, przesuwając językiem od nasady do czubka, podążając za grubą żyłą na
spodzie. Przelotnie pocałowała czubek, a potem się lekko odsunęła.
—
Wyglądałeś tak, jakby chciał spalić dla mnie cały świat — wyszeptała, obejmując
go dłonią i powoli, drażniąco pompując.
Wstrzymał
oddech na jej ruch, biodra uniosły się, by spotkać się z jej pięścią.
—
Zniszczyłbym wszystko, co cię zrani.
Spojrzała
na niego.
—
Więc pozwól, że ci odpowiednio podziękuję.
Pochyliła
się ponownie, biorąc go w usta jednym, płynnym ruchem, a jej dłoń objęła część,
której nie była w stanie przyjąć.
—
Kurwa, Hermiono — warknął, wplatając dłonie w jej loki.
Uwielbiała
to — jego ciepły ciężar w swoich ustach, gdy raz po raz doprowadzała go na
skraj, wielbiąc go tak, jak on robił to z nią tak wiele razy w tym tygodniu.
—
Hermiono…
Ponownie
wyszeptał jej imię, a ona czuła się jak bogini’ potężna i pożądana. Wzięła go
głębiej, pobudzona jego westchnieniami i jękami, gdy ruszała głową.
Dłonie
zacisnęły się na jej włosach, a biodra zadrżały, kiedy musnęła językiem czubek.
—
Nie mogę… kurwa, kochanie… — dyszał. — Zaraz dojdę.
Wiedziała,
że dawał jej znaki, by się wycofała, ale zamiast z tego skorzystać, wyciągnęła
rękę, naciskając na dłoń wplątaną w jej włosy.
—
O, kurwa — jęknął ponownie, znów unosząc biodra, gdy orgazm uderzył w niego z
impetem.
Spojrzenie
Hermiony spotkało się z jego, gdy przełknęła wszystko. Potem odsunęła się,
delikatnie ocierając usta opuszkiem kciuka, po czym jego włożyła kutasa z
powrotem w spodnie i wskoczyła mu na kolana.
Przytuliła
się do niego, całując jego rozchylone usta.
—
Widzisz. — Uśmiechnęła się sugestywnie. — Wiem, jak ci właściwie podziękować.
Draco tylko kiwnął głową, oszołomiony i zrujnowany, przyciągając ją do piersi i trzymając, jakby była jedyną rzeczą, która się liczy na tym świecie.