Jakiś czas wcześniej w Narodowym Muzeum Archeologicznym w Atenach, w Grecji
Czarodziej
pojawił się bezszelestnie, ochroniarze nie zdawali sobie z tego sprawy, a
kamery nie były w stanie go wykryć. Otaczały go bezcenne skarby, ale szukał
jedynie Mechanizmu, ignorując relikwie Myken i inne prehistoryczne cuda.
Podszedł
do Mechanizmu z chytrym uśmieszkiem, mijając inne rozbite, antyczne przedmioty.
Leżał odsłonięty na cokole, a jedynym zabezpieczeniem była płyta naciskowa —
komicznie prosta przeszkoda dla czarodzieja jego kalibru. Wyciągnął z kieszeni
kamień i stuknął w niego różdżką, by przemienić go w idealną replikę
Mechanizmu.
Zaklęciem
statyzującym zamroził płytę naciskową i szybko zastąpił prawdziwy Mechanizm
swoim falsyfikatem. Po wykonaniu tej czynności usunął Zaklęcie, a na jego
ustach mimowolnie zagościł szeroki uśmiech. Zniknął z trzaskiem, zostawiając
muzeum i wystawę nieświadome jego obecności.
Mugole
nie wiedzieli, czym jest Mechanizm; nie mieli pojęcia, jaką mocą może władać. Nawet czarownice i
czarodzieje zapomnieli, zostawiając relikwię w rękach archeologów, pozwalając,
by moc została bezpiecznie zakopana.
Ale
czarodziej, samozwańczy Omnia Scenti, wiedział o Mechanizmie. I dzięki niemu
zmieni wszystko.
~*~*~*~*~*~*~*~
Hermiona
płynnie poruszała się za barem, unosząc kostkę cukru i trochę Bittersów, po
czym rzuciła bezsłowne Aguamenti.
Przesunęła dłonią nad miksturą, z satysfakcją obserwując, jak natychmiast się
rozpuszcza, po czym zręcznie dodała dwie kostki lodu i kieliszek whisky.
Szybkim machnięciem różdżki dodała ozdobę i zaserwowała drinka.
—
Proszę bardzo, staromodny.
Starała
się uśmiechać i wyglądać uprzejmie, nie patrząc mężczyźnie w oczy.
—
Kiedy zostałaś tu barmanką, Granger?
Szyderczy
uśmieszek, wciąż znajomy i drażniący po tylu latach, wywołał natychmiastowy
przypływ paniki. Rozpoznała go w chwili, gdy usiadł — oczywiście, jego
charakterystyczne blond włosy nie zmieniły się zbytnio od czasów Hogwartu. Nie
powinno być dla niej zaskoczeniem widzenie Draco Malfoya w klubie dla
dżentelmenów czystej krwi, ale być może lata słuchania, jak Harry zwraca się do
niego po przyjacielsku, wywarły na nią zbyt silny wpływ.
—
Przepraszam, chyba pomylił pan osobę.
Uśmiechnęła
się nieśmiało, tłumiąc strach i ignorując falę gorąca na karku.
—
Naprawdę? Myślisz, że nie rozpoznałbym ciebie jako blondynki?
Ton
Malfoya balansował na granicy niedowierzania i rozbawienia.
Hermiona
szybko nalała dwa kufle piwa kremowego, podała je kelnerce, po czym wróciła na
swoje stanowisko, przyjęła kolejne zamówienie i strategicznie zignorowała
Malfoya. Złapała szesnastoletniego Lagavulina z górnej półki mugolskich
alkoholi, nalała go na pojedynczą kostkę lodu i podała nowemu klientowi z
uśmiechem, mrugając dwa razy w krótkich odstępach czasu, by uchwycić jego twarz
do swojej dokumentacji.
—
Granger — zawołał Malfoy, sprawiając, że kilka głów się odwróciło.
Hermiona
się roześmiała, posyłając Malfoyowi figlarny uśmiech i cicho wypuściła
powietrze. Odwróciła się do niego, mrużąc oczy i sycząc:
—
Czego chcesz?
Jego
oczy rozbłysły, pochylił się do przodu, opierając przedramiona o bar, tak że
jego twarz znalazła się zaledwie pół metra od niej.
—
Chcę wiedzieć, dlaczego Hermiona Granger
pracuje za barem w Puraclavie.
Hermiona
wzruszyła ramionami, wpatrując się w wirujący wir whisky, Bittersów i wermutu,
po czym przecedziła miksturę na lód. Podała Manhattan kolejnemu klientowi,
mrugając dwa razy, by uchwycić jego twarz i zanotowała w pamięci, że go
rozpoznała.
—
Potrzebowałam pracy — powiedziała spokojnie, nalewając kolejkę Ognistej Whisky
i podając stojącej obok kelnerce.
Malfoy
zamrugał, mrużąc oczy.
—
Jesteś Hermioną Granger. Najbystrzejszą Czarownicą Swojego Pokolenia. Ostatnio
słyszałem, że byłaś znakomitą reporterką w Proroku.
Dlaczego zmieniłaś tożsamość, by zostać barmanką
w klubie dla dżentelmenów czystej krwi?
Nie
mylił się; to miejsce nie emanowało
Hermioną Granger — przyćmione oświetlenie, ostry dym cygara i skąpo odziane
kelnerki krążące po całym lokalu. Klientela składała się głównie z mężczyzn,
choć klub został ostatnio zmuszony do wpuszczania kobiet — oczywiście tylko
czarownic czystej krwi.
Lewe
oko Hermiony drgnęło.
—
Między mną a Prorokiem doszło do swego rodzaju różnicy zdań. — Odwróciła się,
unosząc się na ścianie, by chwycić butelkę Ognistej Whisky Blishen, delikatnie
nalewając i podając drinka innej kelnerce. — Co cię to obchodzi? — zapytała
Malfoya, wycierając dłonie o czarny fartuch i patrząc mu w oczy.
Drażniło
ją, że ostatnie dziesięć lat było dla Malfoya łaskawe. Miał na sobie
nieskazitelne szaty w kolorze leśnej zieleni, dopasowane tak, by podkreślać
jego szczupłą sylwetkę. Zaczesane włosy okalały twarz, przyciągając jej wzrok
do rysów, które nie były już tak ostre i wyraziste, jak pamiętała z młodości.
Zamrugała, skupiając się na sprawie i lekko poczerwieniała na widok uśmieszku,
który jej posłał.
—
Po prostu dziwi mnie, że znaleziono trzech czarodziejów czystej krwi całkowicie
pozbawionych pamięci przed tym klubem, a ty tu pracujesz, prawdopodobnie pod przykrywką.
Ton
jego głosu zmienił się z żartobliwego na poważny. Oczy Malfoya wciąż
nienaturalnie szare, jak pamiętała, zwęziły się i pozostały wpatrzone w nią.
Hermiona
zamilkła, a jej dłoń zamarła nad tacą z szotami B-52, które przygotowała do
podpalenia za pomocą Incendio. Jej
wzrok błądził z lewa na prawo, szukając potencjalnych podsłuchujących i
rozważając sensowną strategię wyjścia z sytuacji. Szybko zajęła się drinkami,
podała je i spojrzała Malfoyowi w oczy.
—
Nie tutaj. Spotkajmy się za dziesięć minut na tyłach.
Jego
oczy błysnęły.
—
Dobra, Granger.
Uświadomiła
sobie, że nawet nie tknął swojego staromodnego drinka, nieufnie na niego
zerkając. Patrzyła, jak położył dwa galeony na barze i skinął krótko głową, po
czym niedbale ruszył ku wyjściu. Wychodząc, uścisnął dłoń kilku osobom, z
chłopięcym uśmiechem na twarzy, klepnął kilku mężczyzn po plecach, aż w końcu
udało mu się dotrzeć do drzwi.
Hermiona
zmrużyła oczy, zauważając, że Malfoy nagle wytrzeźwiał, gdy tylko znalazł się
przed głównym wejściem do Puraclavy.
—
Stace — krzyknęła w stronę zaplecza, uruchamiając bar, by sam obsługiwał gości.
— Robię sobie przerwę.
Zrzuciła
fartuch, chwyciła płaszcz i wyszła tylnym wyjściem, powoli wsuwając różdżkę do
kabury.
Malfoy
krążył z rękami w kieszeniach i uniesionymi ramionami. Zignorowała go, sięgając
do kieszeni po papierosa, ignorując jego uniesione brwi i rozbawiony wyraz
twarzy.
—
Czego, kurwa, chcesz, Malfoy? — zapytała w końcu, zaciągając się głęboko
papierosem i rozkoszując rześkim, lutowym powietrzem po godzinach spędzonych w
dusznym klubie.
Poruszył
się, zaskoczony.
—
Palisz?
—
Tak.
Zaciągnęła
się ponownie, żeby dobitnie to podkreślić.
—
Wiesz, że to niezdrowe — powiedział stanowczo.
—
Naprawdę Malfoy? Rany.
Hermiona
przewróciła oczami, przyzwyczajona do zaskoczenia i pytań. Zaczęła palić po
śmierci Ginny i stwierdziła, że będzie to robić, niezależnie od tego, jakie
plastry czy gumy do żucia wciskał jej Ron.
Papieros
spełnił swoją rolę w tym przypadku — wytrącił Malfoya z równowagi.
—
Dobra. Próbujesz rozpracować te utraty pamięci? — zapytał w końcu.
Wypuściła
mu w twarz kłąb dymu, a na widok zmrużonych oczu Malfoya i jego udawanego
kaszlu, uśmiechnęła się lekko.
—
A co cię to obchodzi?
Była
prawie pewna, że wie, ale lubiła patrzeć, jak gotuje się z zażenowania.
—
To nie jest coś, czym powinien zajmować się cywil.
Wydawał
się nieco wyprostować, gdy to powiedział, a jego szaty przesunęły się na bok,
odsłaniając odznakę Aurora.
Hermiona
wzruszyła ramionami, gasząc papierosa i pozbywając się niedopałka, mówiąc
głucho:
—
Tak, bo Aurorzy to zazwyczaj najbardziej kompetentni detektywi.
—
Myślisz, że jesteś bardziej kompetentna? — zapytał, robiąc krok w jej stronę i
zmuszając do ją lekkiego uniesienia głowy, by utrzymać kontakt wzrokowy.
—
Tak. — Uśmiechnęła się. — Siedziałam tu od tygodnia i badałam tę sprawę. A ty
gdzie byłeś? Najwyraźniej nie przeszukiwałeś miejsca zbrodni, ani nie
próbowałeś zidentyfikować sprawcy. Może spotykałeś się z ekspertami od zaklęć
pamięci lub Uzdrowicielami? Próbowałeś zrozumieć, jak to możliwe, że można całkowicie
i bezpowrotnie wymazać wspomnienia z całego życia, nie będąc zauważonym, hmm?
Skrzyżowała
ramiona na piersi, unosząc jedną brew.
Zmarszczył
czoło i zamrugał.
—
Potter ci to powiedział?
Zaśmiała
się, przewracając oczami.
—
Myślisz, że Harry rozmawia ze mną o pracy?
— Harry był profesjonalistą w każdym calu, traktował swoją pozycję Głównego
Aurora bardzo serio i odmawiał, bez względu na to, ile razy Hermiona go
błagała, wyjawienia czegokolwiek, nawet z grubsza drażliwego. — Litości. Jestem
tu wystarczająco długo, żeby wiedzieć, jak pracujecie. W takim tempie, w jakim
poruszają się Aurorzy, nie zostanie ani jeden czarodziej czystej krwi bez
wymazanej pamięci, zanim złapiecie tego, kto to robi.
Malfoy
wyglądał, jakby miał zamiar się sprzeciwić, gdy nagle jego oczy rozbłysły.
—
Więc nadal pracujesz w Proroku Codziennym.
Hermiona
pokręciła głową.
—
Nie. Zostałam niezależną dziennikarką.
—
Co to znaczy?
—
To znaczy… — spojrzała na zegarek — że piszę artykuły, jakie chcę i sprzedaję
je każdemu, kto chce je kupić. Muszę iść.
—
Granger. — Wyciągnął rękę, by chwycić jej ramię, gdy odwróciła się w stronę
tylnych drzwi. Spojrzała na atakującą kończynę, jakby użądliła ją meduza.
Cofnął urażoną dłoń, przewracając oczami. — Dowiedziałaś się czegoś?
Hermiona
zamilkła, zawisając tuż nad klamką. Była niemal pewna, że Malfoy nie był
odpowiedzialny za Obliviate, jednak nie przepadała za wtrącaniem się
Ministerstwa w jej działania.
—
Dowiesz się, gdy reszta czarodziejskiego świata się dowie.
Uśmiechnęła
się lekko i przekręciła klamkę, stojąc już jedną nogą w pokoju na zapleczu, gdy
usłyszała odpowiedź Malfoya.
—
Wiesz, to ciekawe, co ofiary powtarzają — rzekł z nonszalancją.
Hermiona
zamarła, odrzucając głowę do tyłu i patrząc gniewnie na mężczyznę.
—
Co?
—
Och, dowiesz się, gdy reszta
czarodziejskiego świata się dowie.
Jego
uśmiech kipiał kpiną.
Westchnęła
z irytacją.
—
Dobra, moja zmiana kończy się o pierwszej. Spotkajmy się w Dziurawym Kotle.
Nie
czekając na odpowiedź, zatrzasnęła tylne drzwi, opierając się o nie i
ubolewając nad obecnością Draco Malfoya w swoim życiu.
~*~*~*~*~*~*~*~
Kiedy
Hermiona weszła do Dziurawego Kotła, wyczerpana po sześciogodzinnej zmianie,
był prawie pusty. Dostrzegła wyraziste włosy Draco Malfoya i już żałowała, że
zgodziła się na spotkanie z tym mężczyzną. Zignorowała uniesione brwi Hanny
Abbot-Weasley zza baru i pobiegła prosto do małego boksu, który Malfoy zajął w
kącie.
Przyłapała
go na wpatrywaniu się w jej włosy.
—
Blond to tylko urok. Pozbywam się go, gdy kończę pracę — powiedziała, niepewnie
przeczesując dłonią teraz kręcone, brązowe loki, mrużąc oczy na Malfoya i
pragnąc, by przeszedł do rzeczy.
Wydawało
się, że zrozumiał aluzję.
—
Więc co wiesz?
Hermiona
strzeliła szyją i zdjęła z siebie granatowy szalik, szybko rozglądając się za
innymi osobami w pubie. Malfoy całkiem dobrze wybrał im stolik, upewniając się,
że mają bezpośredni widok na wejście. Zauważyła, że mocno ściska w dłoniach
kubek czarnej kawy, jakby wysysał ciepło z parującego napoju.
Westchnęła.
—
Nie doszłam jeszcze do żadnych ostatecznych wniosków. Nagrywałam wszystkich
bywalców klubu i po trzecim Obliviate dwa dni temu zawęziłam grono
potencjalnych podejrzanych do dziesięciu osób.
—
Dziesięciu? — prychnął, pochylając się do przodu.
Ton
nie brzmiał złośliwie, raczej jak reakcja fizjologiczna.
Hermiona
wzruszyła ramionami.
—
Minęło pół godziny od wyjścia Fawleya z klubu do momentu, gdy został
znaleziony. Mnóstwo ludzi przychodzi i wychodzi; gdyby to było godzinę
wcześniej, mielibyśmy do czynienia z około trzydziestoma podejrzanymi.
—
Hmm. — Zamyślił się, upijając łyk kawy i marszcząc brwi na gorzki napój. — Jak
nagrywasz bywalców klubu? Odniosłem wrażenie, że w Puraclavie obowiązuje bardzo
ścisły zakaz fotografowania.
Uśmiechnęła
się krzywo, zanim wyjęła soczewkę z prawego oka.
—
To urządzenie okulistyczne; kiedy je noszę, wystarczy, że mrugnę dwa razy, żeby
uchwycić to, co widzę w danej chwili. Urządzenie przesyła obraz do notatnika w
moim gabinecie.
Skinął
głową, niechętnie patrząc na nią z podziwem.
—
Nieźle. — Spojrzał na soczewkę, zauważając misterne wgłębienia i małe, migające
światełko. — Jak to zrobiłaś?
—
To nie ja… po prostu podsunęłam pomysł George’owi Weasleyowi. On zrobił resztę.
— Cofnęła rękę, wkładając soczewkę z powrotem do oka i mrugając dwa razy, żeby
to zademonstrować. — Więc powiesz mi, co mówią ofiary?
Pociągnął
długi łyk kawy, zamykając oczy i przełykając.
—
We śnie mamroczą esse mutationem.
Malfoy
uważnie się jej przyglądał.
Hermiona
zmarszczyła brwi.
—
To łacina?
Skinął
głową z neutralnym wyrazem twarzy.
—
W przybliżonym tłumaczeniu oznacza „bądź zmianą”.
Drgnęła,
próbując skojarzyć słowa. Pokręciła głową.
—
Nie znam tego.
Malfoy
przez chwilę wyglądał na rozczarowanego, po czym na jego twarzy pojawił się
bardziej zrezygnowany wyraz.
—
Nie jestem zaskoczony, to dość niejasne. Więc jaki był twój plan?
Wzruszyła
ramionami, lekko poruszając się na krześle.
—
Sprawdzałam osoby regularnie odwiedzające Puraclavę, próbując zidentyfikować
każdego, kto wydaje się tu zupełnie nie na miejscu.
—
Jakieś szczęście?
—
Hmm — zastanowiła się — twój szef, Percy Weasley, jest stałym bywalcem.
Brwi
Malfoya poszybowały w górę.
—
Percy Weasley? Przychodzi do Puraclavy?
Hermiona
uśmiechnęła się niemal figlarnie.
—
Tak samo zareagowałam. Ale chyba spodobała mu się jedna z kelnerek. Zawsze
siedzi w jej sektorze i robi do niej maślane oczy.
—
To… — zaczął, ale zamarł, zastanawiając się nad tym.
—
Żałosne? — zasugerowała.
Malfoy
uśmiechnął się szeroko.
—
Nigdy bym tak nie powiedział.
—
Hmm — zgodziła się, machając do Hanny i wskazując na kawę Malfoya. Kobieta
skinęła głową i przelewitowała na ich stolik nową filiżankę kawy wraz z małą
popielniczką. Hermiona spojrzała z wdzięcznością i wyciągnęła papierosa. — A co
z tobą?
—
Pozwala ci tu palić?
Zmarszczył
nos z niesmakiem.
Hermiona
wskazała na siebie.
—
Uratowałam czarodziejski świat. To ma swoje plusy. Trzymaj się tematu, Malfoy.
Pokręcił
głową, wyglądając na skłóconego z samym sobą, zanim odpowiedział:
—
Próbuję znaleźć powiązania między ofiarami. Zamierzałem przesłuchać właściciela
Puraclavy, sprawdzić, czy zauważył coś dziwnego, kiedy zobaczyłem ciebie za
barem. Swoją drogę, fatalne przebranie.
Przygryzła
wnętrze policzka, zanim zaciągnęła się ponownie.
—
Nikt inny mnie nie rozpoznał. Zdziwiłbyś się, ile osób identyfikuje mnie tylko
po włosach. — Przechyliła głowę w stronę blondyna z zaciekawieniem. — Właściwie
to niesamowite, jak szybko mnie rozpoznałeś.
Mrugnął.
—
Jestem Aurorem i zawodowo zajmuję się śledztwami.
—
Hmm — odpowiedziała, wciąż sceptycznie. — Cóż, tak czy inaczej, zadziałało na
tyle dobrze, że dostałam pracę.
—
Jesteś dobrą barmanką.
Jego
słowa były komplementem, ale ton brzmiał wyraźnie oskarżycielsko.
—
Sam to powiedziałeś, Malfoy, Najbystrzejsza
Czarownica Swojego Pokolenia.
Uśmiechnęła
się ironicznie.
—
Ale nadal nie rozumiem. Dlaczego odeszłaś z Proroka?
— zapytał.
Uśmiech
natychmiast zniknął z jej twarzy.
—
Mówiłam ci. Różnica zdań.
—
Co to znaczy?
—
To znaczy, ze to nie twoja sprawa, Malfoy.
Celowo
dmuchnęła mu w twarz kłębem dymu, co wywołało karcące spojrzenie.
—
Jeśli mamy razem pracować, muszę wiedzieć o tobie więcej — oczywiście zawodowo
— wyjaśnił, machając rękami między nimi, żeby odgonić dym.
—
Pracować razem? — prychnęła. — Myślałam, że to jednorazowa wymiana informacji.
Odwróciła
się instynktownie na dźwięk zamykanych drzwi, wypuszczając powietrze, gdy
weszła kobieta i podeszła do Hanny przy barze, nie zwracając na nią ani na
Malfoya uwagi.
—
Nie sądzę, Granger. To moje śledztwo.
Nie mogę pozwolić, żebyś się w nie wtrącała. Co jeśli stanie ci się krzywda?
Wyobraź sobie, jak by to wyglądało.
W
jego uśmiechu nie było rozbawienia.
—
Oczywiście, chodzi tylko o ciebie, Malfoy. — Przewróciła oczami, choć doskonale
zdawała sobie sprawę, że Malfoy ma moc, by przerwać jej śledztwo. — Czego
chcesz?
—
Chcę cię zatrudnić do pracy dla DPPC — powiedział jej, odchylając się do tyłu w
boksie, by uniknąć dymu.
—
Gdybym chciała pracować dla DPPC, pracowałabym dla DPPC — odparła spokojnie.
—
Nie rozumiem. Najwyraźniej lubisz prowadzić śledztwa, więc czemu nie?
—
Chyba z tego samego powodu, dla którego odeszłam z Proroka. Lubię autonomię — wyjaśniła, lekko wzruszając ramionami.
Prawda
była jednak taka, że pozornie nie była w stanie utrzymać się w jednej ścieżce
kariery. Odkąd zdała owutemy, uzyskała mugolskie wykształcenie z chemii,
pracowała w Departamencie Regulacji i Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami,
odbyła praktykę u Mistrza Eliksirów w Niemczech, była kierowniczką sieci aptek
i ostatnie osiemnaście miesięcy spędziła jako reporterka Proroka Codziennego. Niezależnie od tego co robiła, zawsze pragnęła
czegoś innego.
Spojrzał
na nią podejrzliwie, prawdopodobnie zastanawiając się, co sprawiłoby, że
Hermiona Granger, tak wszystko wiedząca kujonka, nagle zniechęciłaby się do
tego, żeby jej mówić, co ma robić.
—
W porządku — odpowiedział w końcu. — A co, jeśli zrobimy z ciebie niezależną
konsultantkę? Będziesz pracować dla mnie tylko nad tą sprawą. W ten sposób
dostaniesz zapłatę za swoją pracę.
—
A jeśli zdecyduję się napisać artykuł, kiedy już wszystko będzie wyjaśnione i
zrobione? — zapytała dosadnie.
Wzruszył
ramionami.
—
Zakładam, że nie będzie z tym problemu. Chociaż nie znam się na umowach
dotyczących niezależnego doradztwa.
—
W porządku.
—
W porządku? — powtórzył zaskoczony.
Parsknęła
niekobieco.
—
Tak, Malfoy. Przydałaby mi się wypłata.
—
W porządku — powiedział ponownie, prostując się. — Spotkamy się jutro w DPPC,
omówimy dotychczasowe dane.
—
Jutro po południu — sprecyzowała. Na
jego pytające spojrzenie dodała: — Jest już prawie druga w nocy. Aktualnie
pracuję jako barmanka. Zakładam, że chcesz, żebym kontynuowała pracę pod
przykrywką?
Skinął
głową.
—
Oczywiście.
Nie
wspominała, że jej praca pod przykrywką była prawdopodobnie jedynym powodem,
dla którego w ogóle chciał z nią współpracować.
—
Więc — upiła łyk kawy — dlaczego pracujesz dla DPPC? Myślałam, że kontrolujesz
cały majątek Malfoyów.
Widziała,
że na moment się skrzywił, po czym przybrał neutralny wyraz twarzy.
—
Bycie bogatym bywa nudne, wiesz?
—
Dlatego postanowiłeś zostać Aurorem?
Przechyliła
głowę na bok, patrząc na niego, jakby widziała go na wylot.
Poruszył
się, wyraźnie zakłopotany.
—
Miło jest zrobić coś dobrego.
—
Czyli to coś w rodzaju odkupienia?
Była
szczerze ciekawa. Gdyby miała pieniądze Malfoya, nigdy nie pomyślałaby o pracy
w Ministerstwie. Wymyślałaby nowe zaklęcia, warzyła eliksiry, podróżowała po
świecie i po prostu się uczyła. Ostatnią rzeczą, jaką by zrobiła, byłaby praca
pełna zacofanej biurokracji.
Prychnął.
—
Odkupienie? Litości.
Uniosła
brwi.
—
Co jest złego w szukaniu odkupienia?
—
To głupie myślenie; pomysł, że istnieje jakaś skala, która ocenia nasze czyny.
Malfoy
machnął ręką, jakby całkowicie odrzucając temat.
Hermiona
przez chwilę przyglądała się mężczyźnie przed sobą.
—
Więc nie wierzysz, że warto odpokutować za dawne przewinienia?
—
Wierzę, że powinniśmy czynić dobro, dla dobra,
a nie po to, by odpokutować za grzechy z przeszłości.
Zmarszczył
brwi, jakby nie rozumiał, dlaczego wypowiedział te słowa.
Rozważyła
tę myśl, dochodząc do wniosku, że ostatecznie po prostu spierali się o
semantykę.
—
Cóż, dobrze dla ciebie, Malfoy.
Jego
zmarszczone brwi podpowiedziały jej, że nie do końca się tego spodziewał.
—
Słucham?
—
Minęło dziesięć lat od Hogwartu. Wszyscy się zmieniliśmy. Jestem już
wystarczająco dojrzała, żeby zauważyć, że nie jesteś takim palantem jak kiedyś.
Wyciągnęła
kolejnego papierosa, ignorując niedowierzanie na twarzy Malfoya.
—
Mam wrażenie, że próbowałaś prawić mi komplementy, ale coś poszło nie tak —
stwierdził.
—
Trudno jest się pozbyć starych nawyków.
______________
Witajcie :) wiem, że to pewnie niespodziewane, ale postanowiłam zacząć publikowanie nowych tłumaczeń. To jest częścią Trylogii Odkupienia i mam nadzieję, że Was zaciekawi, ponieważ jest pełne tajemnic i mroczne. Aby bardziej Was zainteresować, zapraszam także na drugi rozdział. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)