[T] Złączeni: Rozdział 13

wtorek, 5 maja 2026

Witajcie :) dziś pora na kolejne rozdziały tego tłumaczenia. Dziś zostaną opublikowane trzy, zatem miłej lektury! :) 

_____________


Zasada Przyjaźni numer 33: Termin „KCCK” nigdy więcej nie zostanie wymówiony

(Propozycja: HG | Zatwierdzone z żalem: DM)

 

Śniadanie następnego ranka było skromne.

Hermiona nic nie powiedziała, kiedy się obudziła. Fort z poduszek zniknął, podobnie jak Astoria, a Draco wtulił się w jej plecy, ich złączone ramiona ciasno obejmowały jej talię. Coś ewidentnie poszło nie tak poprzedniej nocy, ale nie chciała ingerować w jego związek. Pogada z nią, gdy będzie gotowy.

Pośrodku delikatnego brzęku sztućców i delikatnej porcelany, Draco przemówił:

— Astoria odurzyła mnie wczoraj wieczorem Veritaserum.

Cisza. Trzy głowy gwałtownie odwróciły się w jego stronę — Lucjusz, Narcyza i Hermiona — i miały na twarzach ten sam wyraz oszołomienia i niedowierzania.

Co. Zrobiła?

Głos był ostry jak brzytwa, tak ostry, że Hermiona założyła, iż należał do Lucjusza.

Ale to nie był on.

Tylko Narcyza.

Ton jej głosu był niski i zimny, lecz płonął skrywanym gniewem. Jej twarz była jak krzemień, a niebieskie oczy stwardniały niczym stal. Hermiona zawsze wiedziała, że Narcyza ma tę stronę, ale nigdy nie była tego świadkiem.

Narcyza odsunęła krzesło, szykując się do wstania, ale Lucjusz wyciągnął rękę przez stół i delikatnie położył ją na jej dłoni.

— Zaczekaj, Cyziu — powiedział cicho. — Najpierw musimy wszystko usłyszeć.

— Draco — zachęcił syna Lucjusz, ciszej, ale władczym tonem mężczyzny, którym kiedyś był.

Nie był skierowany do samego Draco, ale odnosił się do powagi sytuacji.

Draco wziął głęboki oddech.

— Po kolacji… Hermiona zażyła eliksir na sen bez snów, więc Astoria i ja…

Wykonał ten sam niesprecyzowany gest dłonią, którym drażniła go Hermiona, co sprawiło, że natychmiast zapragnęła zażartować, że sam go teraz używa. Ale to nie był odpowiedni moment.

— Wlała mi go do Ognistej Whisky. Nie miałem pojęcia.

Twarz Narcyzy nawet nie drgnęła, ale biel jej kostek odbijała się na tle obrusu.

Draco kontynuował spokojnym głosem:

— Miała przygotowane pytania. O to, co myślę o jej ojcu. O posiadłości Malfoyów. Chciała znać szczegółowe dane na temat ilości złota, interesów i inwestycji.

Lucjusz wyraźnie się wzdrygnął. Kultura wymagała, by nie pytać o finanse innej rodziny. To było ordynarne. Wulgarne.

— A potem — dodał Draco, zerkając na rodziców — chciała wiedzieć, czy nadal mamy te same przekonania, co podczas wojny.

Hermiona zamrugała. Och.

No cóż… to w sumie miało sens.

Oczywiście Greengrassowie, zagorzali tradycjonaliści, chcieliby wiedzieć, czy odkupienie Malfoyów było autentyczne, czy chodziło tylko o dobry PR. Astoria nie tylko przyjmowała nazwisko, ale jednocześnie miała otrzymać dziedzictwo. Albo próbowała to zrobić.

— Coś jeszcze? — zapytał Lucjusz.

Draco skinął głową.

— Chcieli wiedzieć, czy próbujemy zerwać kontakt małżeński.

Lucjusz mruknął zamyślony, upijając łyk herbaty. Hermiona wiedziała, że Malfoyowie mają cały zespół prawników, którzy analizują drobny druk. Jeśli była jakaś luka prawna, na pewno ją znajdą.

— Dostałem ostrzeżenie — kontynuował Draco. — Jeśli wycofamy się z tego zobowiązania, Greengrassowie zamkną każdą organizację charytatywną dotyczącą mugoli i mugolaków, którą prowadzimy lub sponsorujemy.

Gwałtowny wdech przyciągnął wzrok Hermiony do Narcyzy.

Działalność charytatywna była całym życiem kobiety. I nie chodziło tylko o wybór ładnych ozdób na stół i zorganizowanie przekąsek. Spędzała dni na badaniu najtrudniejszych spraw, sprawdzaniu, kto i gdzie potrzebuje najwięcej pomocy, i spotykaniu się z ludźmi w terenie, alby upewnić się, że nikt nie zostanie pominięty. Była siłą napędową Lucjusza, doradzając mu, gdzie i kiedy wykorzystać swoje wpływy w Ministerstwie. Spędzała godziny na komisjach budżetowych i nadzorczych. A kiedy odkrywała nadużycia w wydawaniu pieniędzy z funduszy charytatywnych, bez wahania niszczyła reputację.

Grożenie organizacjom charytatywnym Narcyzy było jak wypowiedzenie wojny.

— I… — Draco zawahał się, zerkając na Hermionę i delikatnie ściskając jej dłoń — zapytała o Hermionę. O, eee… naturę naszej znajomości.

Brzuch Hermiony zaburczał. Bezgłośnie powiedziała Przepraszam do Draco, który wzruszył ramionami. Oczywiście, że przesłuchanie skierowałoby się w ich stronę. Jak mogłoby być inaczej?

— O co pytała, Draco?

Głos Narcyzy był spokojny, ale lodowaty.

— Czy jesteśmy w… intymnej relacji. Czymś więcej niż przyjaciółmi. — Lucjusz otworzył usta, żeby o coś zapytać, ale Draco szybko kontynuował. — Powiedziałem jej prawdę, oczywiście. Byliśmy i nadal jesteśmy przyjaciółmi. To wszystko.

Powiedział to ze spokojną pewnością siebie. Ale Hermiona nie przegapiła krótkiego błysku zaskoczenia, który przemknął między Lucjuszem a Narcyzą.

Zaraz… czy oni myśleli, że ona i Draco…

Nie.

Na pewno nie.

Narcyza zwróciła się do Lucjusza, a jej głos był ostry i wyrachowany.

— Czy użycie serum na Draco bez jego zgody wystarczy, by uruchomić klauzulę dobrostanu?

Lucjusz zastanowił się przez chwilę, po czym pokręcił głową.

— Nie. Mogliby wnieść kontrpropozycję, wykorzystując jako podstawę domniemaną niewierność.

— Nawet jeśli jest bezpodstawna? — zapytała Narcyza.

Lucjusz skinął głową.

— Jeśli będą naciskać, roszczenie nadal może się utrzymać. Wierność to jedna z kluczowych klauzul.

Narcyza skinęła głową, bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego, i wstała od stołu, wygładzając szaty z elegancką precyzją.

— Proszę mi wybaczyć — powiedziała chłodno. — Wygląda na to, że muszę kogoś odwiedzić.

Jej ton głosu był perfekcyjnie uprzejmy, ale każda wypowiedziana sylaba dźwięczała stalą. Szpony miała wysunięte i posługiwała się nimi z właściwą dla czarownicy czystej krwi gracją. Greengrassowie mieli kłopoty.

Gdy przechodziła, Lucjusz chwycił jej dłoń i z szacunkiem uniósł ją do ust.

— Moja dzielna żono — wymamrotał głosem przepełnionym oddaniem.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Astoria znalazła ich w Atrium Ministerstwa Magii. Hermiona i Draco wychodzili właśnie na lunch z Pansy i Ginny, gdy Astoria zmaterializowała się znikąd i rzuciła się na Draco.

Drakusiu, tak bardzo przepraszam! — zajęczała, a powietrze z sykiem wyleciało mu z płuc z głośnym „uff”, gdy uderzyła go w pierś.

To zupełnie nie pasowało do chłodnej, spokojnej i opanowanej Astorii Greengrass, którą Hermiona znała. Draco wyglądał na równie oszołomionego, niezręcznie wyciągając rękę, aż złapał ją za ramię i delikatnie oderwał. Jej oczy były zaczerwienione, idealnie ułożone włosy potargane i Hermiona mogła tylko stać z szeroko otwartymi ustami.

A potem Astoria padła na kolana.

Na kolana. Na środku Atrium Ministerstwa.

Przyciskając dłoń do ust, szlochała głośno — bardzo głośno — błagając o wybaczenie głosem przeznaczonym dla jak największej publiczności.

Hermiona i Draco wymienili spojrzenia nad głową Astorii, oboje z identycznymi minami w stylu co tu się, kurwa, działo?. Za nimi błysnęła lampa błyskowa aparatu.

Genialnie.

Hermiona rzuciła się do akcji, próbując przepchnąć ich w cichszy kąt Atrium. Jedną ręką starała się jak mogła, fizycznie odganiając gromadzący się tłum. Złapała wzrok Harry’ego, gdy przechodził, a jego twarzy miała dokładnie ten sam wyraz twarzy, który pytał co tu się dzieje, do cholery. Powiedziała bezgłośnie Później, a on bez słowa skręcił do kantyny.

Draco kucał teraz przed Astorią, mówiąc spokojnym, opanowanym tonem. Na szczęście, dzięki Merlinowi, głośne zawodzenie ucichło. Po kilku minutach oboje wstali, a Draco pomógł jej wstać, jak na dżentelmena przystało. Astoria najwyraźniej odebrała to jako sygnał do uścisku, ale Draco gwałtownie się cofnął, skutecznie ją odtrącając.

I czas na drugą rundę.

Hermiona odwróciła się, starając się zapewnić im odrobinę prywatności, podczas gdy całe Atrium udawało, że nie patrzy. Z wyjątkiem Cormaca McLaggena, który obserwował to tak, jakby to był najbardziej ekscytujący dramat roku. Kiedy dostrzegł, że Hermiona patrzy na niego gniewnie, miał czelność mrugnąć i wyciągnąć telefon.

Chwilę później jej własny zawibrował w kieszeni.

Dupek to była nazwa kontaktu — Draco kiedyś ją zmienił. Nie zadała sobie trudu, żeby przywrócić pierwotną.

 

Cześć piękna, kłopoty w raju? Podobno mam ci towarzyszyć podczas tego wielkiego dnia. Nie mogę się doczekać, aż zobaczę cię w czymś obcisłym… lub w niczym.

 

Żołądek Hermiony się ścisnął.

 

Spierdalaj, Cormac.

 

Wcisnęła Wyślij i spojrzała w górę akurat w momencie, gdy posyłał jej całusa, odchodząc.

Fuj.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

— Co zrobiła?

Głos Pansy rozbrzmiał piskliwie nad stolikiem w kawiarni, gdzie cała czwórka jadła lunch. Jej ciemne oczy zwęziły się w szparki, stanowiąc niesamowitą imitację Narcyzy z poranka.

— Zabiję ją — wrzasnęła, wibrując z wściekłości. — Draco, zabiję twoją narzeczoną.

— Uspokój się, Pansy. Proszę — powiedział Draco, podsuwając jej pełny kieliszek białego wina.

Wzięła łyk. Potem kolejny. Zatrzymała się. I wzięła trzeci.

— Dobrze. — odetchnęła głęboko. — Wyjaśnij.

I Draco to zrobił. Opowiedział wszystko. Pansy i Ginny były bardzo przejęte, miały szeroko otwarte oczy, łapczywie wzdychały, a idealnie zsynchronizowane Nie! podkreślało każdy moment opowieści.

Pansy i Ginny były takie same jak Draco i Hermiona. Bliźniacze płomienie. Ludzie, którzy po prostu się rozumieli. Ich przyjaźń wydawała się nieoczekiwana, ale teraz nabrała sensu.

Wszystko zaczęło się niedługo po wojnie. Po powrocie i ukończeniu ostatniego roku w Hogwarcie, rodzice Pansy natychmiast wydali ją za mąż za bardzo bogatego i bardzo starego czarodzieja czystej krwi z Belgii. Podobnie jak Draco, nie miała nic do powiedzenia. Kontrakt podpisano lata temu. W wieku dziewiętnastu lat wyszła więc za mąż za mężczyznę trzy razy starszego od siebie i przeprowadziła się do innego kraju.

To był smutny i samotny czas. Jej mąż nie interesował się nią poza spłodzeniem dziedzica, czego Pansy absolutnie odmawiała. Zdesperowana, zapisała się na lokalny, mugolski uniwersytet i studiowała prawo, kurczowo trzymając się nikłej nadziei, że nauczy się czegoś wystarczająco pożytecznego, by uwolnić się od kłopotów.

Nieświadoma tego Ginny właśnie przeniosła się do niższej ligi Quidditcha w Belgii po katastrofalnym pierwszym sezonie w Harpiach z Holyhead (Któż by pomyślał, że trauma wojenna i chłopak gej mogą wpłynąć na grę?). Spotkały się przypadkowo w piekarni w Brukseli — dwie wyczerpane czarownice, obie lekko załamane i spragnione bliskiej znajomości. Z nudów lub samotności zgodziły się spotkać ponownie. Nigdy nie przestały.

Przyjaźń rozkwitła natychmiast.

Ginny szybko doszła do siebie dzięki uzdrawianiu umysłu i odpowiedniemu treningowi, ale postanowiła zostać w Belgii dla Pansy. A kiedy mąż Pansy nagle zmarł na tajemniczą chorobę, wkrótce po tym, jak matka Blaise’a przyjechała z wizytą (której mężowie zazwyczaj umierali w niefortunny sposób), wreszcie była wolna.

Teraz była wykwalifikowaną prawniczką i kobietą z pokaźnym majątkiem. Razem wróciły do Anglii. Ginny dołączyła do drużyny bliżej domu, często podróżując, ale zawsze wracając. A Pansy? Nigdy się od niej nie oddalała.

Po tym, jak rozłożyły na czynniki pierwsze płonące ruiny zaręczyn Draco, Hermiona zwróciła się do Pansy.

— Więc… widziałam cię w ramionach Neville’a tamtego wieczoru na urodzinach Theo?

Oczy Ginny rozbłysły ledwo powstrzymaną radością, gdy Pansy uśmiechnęła się nieśmiało i skinęła głową.

— Wiesz, jak to mówią.. nie mogę się oprzeć KCCK — mruknęła, popijając wino.

— KCCK? — zapytała Hermiona, rozglądając się po stole.

Draco uśmiechnął się ironicznie.

— Kutas Czarodzieja Czystej Krwi — wyjaśniła Pansy.

— Największy i najlepszy, jaki istnieje — dodała Ginny, rozkładając szeroko ręce w geście, który sprawił, że Hermionie zakręciło się w głowie.

— To klątwa, drogie panie.

Draco westchnął dramatycznie, odchylając się do tyłu, jakby został zmuszony do dźwigania ciężaru strasznej choroby.

— Nie. — Hermiona się zaśmiała. — To nieprawda. Prawda?

Rozejrzała się.

Wszyscy skinęli głowami, śmiertelnie poważnie.

— Myślałby kto, że cały ten chów wsobny sprowadza się do hemofilii, a nie do... gigantycznych kutasów — mruknęła Pansy, wzruszając ramionami. — Ale ja nie narzekam. No weź, Hermiono, przecież wiesz, o czym mówię.

Mrugnęła.

Hermiona się zakrztusiła. Wiedziały o niej i Blaisie? A może, Merlinie broń, myślały, że sypia z Draco?

— Ron — dodała Pansy nonszalancko, widząc panikę na jej twarzy.

Ginny obok niej się zakrztusiła.

— Och — jęknęła Hermiona i ulga zalała ją falą.

Draco złapał jej spojrzenie i uśmiechnął się znacząco. Tak, zdecydowanie wiedział, o czym pomyślała.

— Cóż — rzekła, przypominając sobie swoje letnie, młodzieńcze schadzki z Ronem — mogę z absolutną pewnością powiedzieć, że dla mnie liczą się umiejętności, a nie rozmiar.

Pansy i Ginny wybuchły śmiechem.

Draco pochylił się, a jego głos zabrzmiał ciepło w uchu.

— Nie wolałabyś obu, Granger?

Zadrżała.

Brak komentarzy