[T] Złączeni: Rozdział 13
Witajcie :) dziś
pora na kolejne rozdziały tego tłumaczenia. Dziś zostaną opublikowane trzy,
zatem miłej lektury! :)
_____________
Zasada Przyjaźni numer 33: Termin „KCCK” nigdy więcej nie zostanie wymówiony
(Propozycja: HG | Zatwierdzone z żalem: DM)
Śniadanie
następnego ranka było skromne.
Hermiona
nic nie powiedziała, kiedy się obudziła. Fort z poduszek zniknął, podobnie jak
Astoria, a Draco wtulił się w jej plecy, ich złączone ramiona ciasno obejmowały
jej talię. Coś ewidentnie poszło nie tak poprzedniej nocy, ale nie chciała
ingerować w jego związek. Pogada z nią, gdy będzie gotowy.
Pośrodku
delikatnego brzęku sztućców i delikatnej porcelany, Draco przemówił:
—
Astoria odurzyła mnie wczoraj wieczorem Veritaserum.
Cisza.
Trzy głowy gwałtownie odwróciły się w jego stronę — Lucjusz, Narcyza i Hermiona
— i miały na twarzach ten sam wyraz oszołomienia i niedowierzania.
—
Co. Zrobiła?
Głos
był ostry jak brzytwa, tak ostry, że Hermiona założyła, iż należał do Lucjusza.
Ale
to nie był on.
Tylko
Narcyza.
Ton
jej głosu był niski i zimny, lecz płonął skrywanym gniewem. Jej twarz była jak
krzemień, a niebieskie oczy stwardniały niczym stal. Hermiona zawsze wiedziała,
że Narcyza ma tę stronę, ale nigdy nie była tego świadkiem.
Narcyza
odsunęła krzesło, szykując się do wstania, ale Lucjusz wyciągnął rękę przez
stół i delikatnie położył ją na jej dłoni.
—
Zaczekaj, Cyziu — powiedział cicho. — Najpierw musimy wszystko usłyszeć.
—
Draco — zachęcił syna Lucjusz, ciszej, ale władczym tonem mężczyzny, którym
kiedyś był.
Nie
był skierowany do samego Draco, ale odnosił się do powagi sytuacji.
Draco
wziął głęboki oddech.
—
Po kolacji… Hermiona zażyła eliksir na sen bez snów, więc Astoria i ja…
Wykonał
ten sam niesprecyzowany gest dłonią, którym drażniła go Hermiona, co sprawiło,
że natychmiast zapragnęła zażartować, że sam go teraz używa. Ale to nie był
odpowiedni moment.
—
Wlała mi go do Ognistej Whisky. Nie miałem pojęcia.
Twarz
Narcyzy nawet nie drgnęła, ale biel jej kostek odbijała się na tle obrusu.
Draco
kontynuował spokojnym głosem:
—
Miała przygotowane pytania. O to, co myślę o jej ojcu. O posiadłości Malfoyów.
Chciała znać szczegółowe dane na temat ilości złota, interesów i inwestycji.
Lucjusz
wyraźnie się wzdrygnął. Kultura wymagała, by nie pytać o finanse innej rodziny.
To było ordynarne. Wulgarne.
—
A potem — dodał Draco, zerkając na rodziców — chciała wiedzieć, czy nadal mamy
te same przekonania, co podczas wojny.
Hermiona
zamrugała. Och.
No
cóż… to w sumie miało sens.
Oczywiście
Greengrassowie, zagorzali tradycjonaliści, chcieliby wiedzieć, czy odkupienie
Malfoyów było autentyczne, czy chodziło tylko o dobry PR. Astoria nie tylko
przyjmowała nazwisko, ale jednocześnie miała otrzymać dziedzictwo. Albo
próbowała to zrobić.
—
Coś jeszcze? — zapytał Lucjusz.
Draco
skinął głową.
—
Chcieli wiedzieć, czy próbujemy zerwać kontakt małżeński.
Lucjusz
mruknął zamyślony, upijając łyk herbaty. Hermiona wiedziała, że Malfoyowie mają
cały zespół prawników, którzy analizują drobny druk. Jeśli była jakaś luka
prawna, na pewno ją znajdą.
—
Dostałem ostrzeżenie — kontynuował Draco. — Jeśli wycofamy się z tego
zobowiązania, Greengrassowie zamkną każdą organizację charytatywną dotyczącą
mugoli i mugolaków, którą prowadzimy lub sponsorujemy.
Gwałtowny
wdech przyciągnął wzrok Hermiony do Narcyzy.
Działalność
charytatywna była całym życiem kobiety. I nie chodziło tylko o wybór ładnych
ozdób na stół i zorganizowanie przekąsek. Spędzała dni na badaniu najtrudniejszych
spraw, sprawdzaniu, kto i gdzie potrzebuje najwięcej pomocy, i spotykaniu się z
ludźmi w terenie, alby upewnić się, że nikt nie zostanie pominięty. Była siłą
napędową Lucjusza, doradzając mu, gdzie i kiedy wykorzystać swoje wpływy w
Ministerstwie. Spędzała godziny na komisjach budżetowych i nadzorczych. A kiedy
odkrywała nadużycia w wydawaniu pieniędzy z funduszy charytatywnych, bez
wahania niszczyła reputację.
Grożenie
organizacjom charytatywnym Narcyzy było jak wypowiedzenie wojny.
—
I… — Draco zawahał się, zerkając na Hermionę i delikatnie ściskając jej dłoń —
zapytała o Hermionę. O, eee… naturę naszej znajomości.
Brzuch
Hermiony zaburczał. Bezgłośnie powiedziała Przepraszam
do Draco, który wzruszył ramionami. Oczywiście, że przesłuchanie skierowałoby
się w ich stronę. Jak mogłoby być
inaczej?
—
O co pytała, Draco?
Głos
Narcyzy był spokojny, ale lodowaty.
—
Czy jesteśmy w… intymnej relacji. Czymś więcej niż przyjaciółmi. — Lucjusz
otworzył usta, żeby o coś zapytać, ale Draco szybko kontynuował. — Powiedziałem
jej prawdę, oczywiście. Byliśmy i nadal jesteśmy przyjaciółmi. To
wszystko.
Powiedział
to ze spokojną pewnością siebie. Ale Hermiona nie przegapiła krótkiego błysku
zaskoczenia, który przemknął między Lucjuszem a Narcyzą.
Zaraz…
czy oni myśleli, że ona i Draco…
Nie.
Na
pewno nie.
Narcyza
zwróciła się do Lucjusza, a jej głos był ostry i wyrachowany.
—
Czy użycie serum na Draco bez jego zgody wystarczy, by uruchomić klauzulę
dobrostanu?
Lucjusz
zastanowił się przez chwilę, po czym pokręcił głową.
—
Nie. Mogliby wnieść kontrpropozycję, wykorzystując jako podstawę domniemaną
niewierność.
—
Nawet jeśli jest bezpodstawna? — zapytała Narcyza.
Lucjusz
skinął głową.
—
Jeśli będą naciskać, roszczenie nadal może się utrzymać. Wierność to jedna z kluczowych
klauzul.
Narcyza
skinęła głową, bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego, i wstała od stołu,
wygładzając szaty z elegancką precyzją.
—
Proszę mi wybaczyć — powiedziała chłodno. — Wygląda na to, że muszę kogoś
odwiedzić.
Jej
ton głosu był perfekcyjnie uprzejmy, ale każda wypowiedziana sylaba dźwięczała
stalą. Szpony miała wysunięte i posługiwała się nimi z właściwą dla czarownicy
czystej krwi gracją. Greengrassowie mieli kłopoty.
Gdy
przechodziła, Lucjusz chwycił jej dłoń i z szacunkiem uniósł ją do ust.
—
Moja dzielna żono — wymamrotał głosem przepełnionym oddaniem.
~*~*~*~*~*~*~*~*~
Astoria
znalazła ich w Atrium Ministerstwa Magii. Hermiona i Draco wychodzili właśnie
na lunch z Pansy i Ginny, gdy Astoria zmaterializowała się znikąd i rzuciła się
na Draco.
—
Drakusiu, tak bardzo przepraszam! —
zajęczała, a powietrze z sykiem wyleciało mu z płuc z głośnym „uff”, gdy
uderzyła go w pierś.
To
zupełnie nie pasowało do chłodnej, spokojnej i opanowanej Astorii Greengrass,
którą Hermiona znała. Draco wyglądał na równie oszołomionego, niezręcznie
wyciągając rękę, aż złapał ją za ramię i delikatnie oderwał. Jej oczy były
zaczerwienione, idealnie ułożone włosy potargane i Hermiona mogła tylko stać z
szeroko otwartymi ustami.
A
potem Astoria padła na kolana.
Na
kolana. Na środku Atrium Ministerstwa.
Przyciskając
dłoń do ust, szlochała głośno — bardzo
głośno — błagając o wybaczenie głosem przeznaczonym dla jak największej
publiczności.
Hermiona
i Draco wymienili spojrzenia nad głową Astorii, oboje z identycznymi minami w
stylu co tu się, kurwa, działo?. Za
nimi błysnęła lampa błyskowa aparatu.
Genialnie.
Hermiona
rzuciła się do akcji, próbując przepchnąć ich w cichszy kąt Atrium. Jedną ręką
starała się jak mogła, fizycznie odganiając gromadzący się tłum. Złapała wzrok
Harry’ego, gdy przechodził, a jego twarzy miała dokładnie ten sam wyraz twarzy,
który pytał co tu się dzieje, do cholery.
Powiedziała bezgłośnie Później, a on
bez słowa skręcił do kantyny.
Draco
kucał teraz przed Astorią, mówiąc spokojnym, opanowanym tonem. Na szczęście,
dzięki Merlinowi, głośne zawodzenie ucichło. Po kilku minutach oboje wstali, a
Draco pomógł jej wstać, jak na dżentelmena przystało. Astoria najwyraźniej
odebrała to jako sygnał do uścisku, ale Draco gwałtownie się cofnął, skutecznie
ją odtrącając.
I
czas na drugą rundę.
Hermiona
odwróciła się, starając się zapewnić im odrobinę prywatności, podczas gdy całe
Atrium udawało, że nie patrzy. Z
wyjątkiem Cormaca McLaggena, który obserwował to tak, jakby to był najbardziej
ekscytujący dramat roku. Kiedy dostrzegł, że Hermiona patrzy na niego gniewnie,
miał czelność mrugnąć i wyciągnąć telefon.
Chwilę
później jej własny zawibrował w kieszeni.
Dupek to była nazwa kontaktu — Draco kiedyś ją
zmienił. Nie zadała sobie trudu, żeby przywrócić pierwotną.
Cześć piękna, kłopoty w raju?
Podobno mam ci towarzyszyć podczas tego wielkiego dnia. Nie mogę się doczekać,
aż zobaczę cię w czymś obcisłym… lub w niczym.
Żołądek
Hermiony się ścisnął.
Spierdalaj, Cormac.
Wcisnęła
Wyślij i spojrzała w górę akurat w
momencie, gdy posyłał jej całusa, odchodząc.
Fuj.
~*~*~*~*~*~*~*~*~
—
Co zrobiła?
Głos
Pansy rozbrzmiał piskliwie nad stolikiem w kawiarni, gdzie cała czwórka jadła
lunch. Jej ciemne oczy zwęziły się w szparki, stanowiąc niesamowitą imitację
Narcyzy z poranka.
—
Zabiję ją — wrzasnęła, wibrując z wściekłości. — Draco, zabiję twoją
narzeczoną.
—
Uspokój się, Pansy. Proszę — powiedział Draco, podsuwając jej pełny kieliszek
białego wina.
Wzięła
łyk. Potem kolejny. Zatrzymała się. I wzięła trzeci.
—
Dobrze. — odetchnęła głęboko. — Wyjaśnij.
I
Draco to zrobił. Opowiedział wszystko. Pansy i Ginny były bardzo przejęte,
miały szeroko otwarte oczy, łapczywie wzdychały, a idealnie zsynchronizowane Nie! podkreślało każdy moment opowieści.
Pansy
i Ginny były takie same jak Draco i Hermiona. Bliźniacze płomienie. Ludzie,
którzy po prostu się rozumieli. Ich przyjaźń wydawała się nieoczekiwana, ale
teraz nabrała sensu.
Wszystko
zaczęło się niedługo po wojnie. Po powrocie i ukończeniu ostatniego roku w
Hogwarcie, rodzice Pansy natychmiast wydali ją za mąż za bardzo bogatego i
bardzo starego czarodzieja czystej krwi z Belgii. Podobnie jak Draco, nie miała
nic do powiedzenia. Kontrakt podpisano lata temu. W wieku dziewiętnastu lat
wyszła więc za mąż za mężczyznę trzy razy starszego od siebie i przeprowadziła
się do innego kraju.
To
był smutny i samotny czas. Jej mąż nie interesował się nią poza spłodzeniem
dziedzica, czego Pansy absolutnie odmawiała. Zdesperowana, zapisała się na
lokalny, mugolski uniwersytet i studiowała prawo, kurczowo trzymając się nikłej
nadziei, że nauczy się czegoś wystarczająco pożytecznego, by uwolnić się od
kłopotów.
Nieświadoma
tego Ginny właśnie przeniosła się do niższej ligi Quidditcha w Belgii po
katastrofalnym pierwszym sezonie w Harpiach z Holyhead (Któż by pomyślał, że
trauma wojenna i chłopak gej mogą wpłynąć na grę?). Spotkały się przypadkowo w
piekarni w Brukseli — dwie wyczerpane czarownice, obie lekko załamane i
spragnione bliskiej znajomości. Z nudów lub samotności zgodziły się spotkać
ponownie. Nigdy nie przestały.
Przyjaźń
rozkwitła natychmiast.
Ginny
szybko doszła do siebie dzięki uzdrawianiu umysłu i odpowiedniemu treningowi,
ale postanowiła zostać w Belgii dla Pansy. A kiedy mąż Pansy nagle zmarł na
tajemniczą chorobę, wkrótce po tym, jak matka Blaise’a przyjechała z wizytą
(której mężowie zazwyczaj umierali w niefortunny sposób), wreszcie była wolna.
Teraz
była wykwalifikowaną prawniczką i kobietą z pokaźnym majątkiem. Razem wróciły
do Anglii. Ginny dołączyła do drużyny bliżej domu, często podróżując, ale
zawsze wracając. A Pansy? Nigdy się od niej nie oddalała.
Po
tym, jak rozłożyły na czynniki pierwsze płonące ruiny zaręczyn Draco, Hermiona
zwróciła się do Pansy.
—
Więc… widziałam cię w ramionach Neville’a tamtego wieczoru na urodzinach Theo?
Oczy
Ginny rozbłysły ledwo powstrzymaną radością, gdy Pansy uśmiechnęła się
nieśmiało i skinęła głową.
—
Wiesz, jak to mówią.. nie mogę się oprzeć KCCK — mruknęła, popijając wino.
—
KCCK? — zapytała Hermiona, rozglądając się po stole.
Draco
uśmiechnął się ironicznie.
—
Kutas Czarodzieja Czystej Krwi — wyjaśniła Pansy.
—
Największy i najlepszy, jaki istnieje — dodała Ginny, rozkładając szeroko ręce
w geście, który sprawił, że Hermionie zakręciło się w głowie.
—
To klątwa, drogie panie.
Draco
westchnął dramatycznie, odchylając się do tyłu, jakby został zmuszony do
dźwigania ciężaru strasznej choroby.
—
Nie. — Hermiona się zaśmiała. — To nieprawda. Prawda?
Rozejrzała
się.
Wszyscy
skinęli głowami, śmiertelnie poważnie.
—
Myślałby kto, że cały ten chów wsobny sprowadza się do hemofilii, a nie do...
gigantycznych kutasów — mruknęła Pansy, wzruszając ramionami. — Ale ja nie
narzekam. No weź, Hermiono, przecież wiesz, o czym mówię.
Mrugnęła.
Hermiona
się zakrztusiła. Wiedziały o niej i
Blaisie? A może, Merlinie broń, myślały, że sypia z Draco?
—
Ron — dodała Pansy nonszalancko, widząc panikę na jej twarzy.
Ginny
obok niej się zakrztusiła.
—
Och — jęknęła Hermiona i ulga zalała ją falą.
Draco
złapał jej spojrzenie i uśmiechnął się znacząco. Tak, zdecydowanie wiedział, o
czym pomyślała.
—
Cóż — rzekła, przypominając sobie swoje letnie, młodzieńcze schadzki z Ronem —
mogę z absolutną pewnością powiedzieć, że dla mnie liczą się umiejętności, a
nie rozmiar.
Pansy
i Ginny wybuchły śmiechem.
Draco
pochylił się, a jego głos zabrzmiał ciepło w uchu.
—
Nie wolałabyś obu, Granger?
Zadrżała.
Brak komentarzy