[T] Złączeni: Rozdział 14
Zasada Przyjaźni numer 34: Nie każde doświadczenie musi być wspólne.
(Propozycja: HG | Zatwierdzone: DM)
Po
licznych szeptanych rozmowach między Draco i Astorią, na szczęście
niesłyszanych przez Hermionę dzięki słuchawkom i stale odtwarzanej playliście,
wydawało się, że osiągnięto swego rodzaju rozejm.
Pomijając
fakt, że Astoria poskakiwała jak spłoszony kot za każdym razem, gdy Narcyza
wchodziła do pokoju, wszystko wydawało się względnie spokojne. Draco nadal
odmawiał całowania, a kiedy zapytała, czy mogłaby zostać na noc w środę,
grzecznie, lecz stanowczo odmówił. Czyli lodowato? Tak. Wybuchowo? Nie dzisiaj.
Ale
Hermiona była po prostu szczęśliwa, widząc Draco lekko podekscytowanego,
ponieważ był czwartek.
Dzień
Masażu.
I
na Merlina, ten czarodziej uwielbiał masaże!
Astoria
organizowała je dla Draco co tydzień, niedługo po zaręczynach, i zawsze miał
zarezerwowany czas na szesnastą w czwartki.
Zapytał
z wahaniem, czy powinien odwołać, póki byli złączeni, ale Hermiona, która
kochała dobry masaż równie mocno, jak każda przepracowana czarownica, machnęła
na to ręką.
Ona
i Lavender od lat chodziły raz w miesiącu do tajskiego salonu masażu niedaleko
jej mieszkania. Zawsze to był cudownie spędzony czas.
Gdy
popołudnie zbliżało się ku końcowi, Draco znów się pojawił.
—
Jesteś pewna, że nie powinienem odwołać dzisiejszej sesji? Albo następnych
kilku tygodni?
—
Nie, Draco — powiedziała Hermiona, drapiąc piórem zawzięcie po stercie
papierów, które odziedziczyła jako Asystentka Głównego Aurora w tym miesiącu. —
Powiedz im po prostu, że przyjdziemy razem. Będzie dobrze.
—
Naprawdę nie masz nic przeciwko? — dopytywał, wciąż na nią patrząc.
Hermiona
się roześmiała.
—
Malfoy, masaże są całkiem normalne. Miałam pierwszy masaż w wieku dwunastu lat.
Oczy
Draco o mało nie wyszły z orbit.
—
Co? — wychrypiał.
—
Byliśmy w Tajlandii. Tam są tak tanie, że chodziłyśmy z mamą codziennie.
—
Miałaś dwanaście lat. I chodziłaś z mamą? — powtórzył, wyraźnie przerażony.
Powoli
skinęła głową, teraz niepewna.
—
Tak? Było cudownie.
Draco
wciąż patrzył na nią tak, jakby wyrosła jej dodatkowa kończyna.
—
Wiesz, że Lavender i ja też chodzimy na masaż raz w miesiącu — dodała, zerkając
na niego.
Mrugnął.
—
Weasley o tym wie? — zapytał ledwie słyszalnym szeptem.
—
Eee, oczywiście? Uwielbia, kiedy robimy coś razem.
—
Wow — mruknął niemal do siebie. — Nie sądziłem, że Łasica mógłby…
Hermiona
rzuciła mu podejrzliwe spojrzenie.
Uśmiechnął
się promiennie.
—
Dobrze. Dam znać pani Blanchard.
Hermiona
zatrzymała się na chwilę. Pani Blanchard?
To było… bardzo formalne nazwisko jak na masażystkę. Ale z drugiej strony,
nigdy nie korzystała z masażu w magicznym świecie, może to była jedna z tych
eleganckich, francuskich firm, które Astoria chętnie rezerwowała. Pewnie mieli
zaczarowane rękawice i egzotyczne, rzadkie olejki eteryczne.
Wzruszyła
ramionami i wróciła do papierkowej roboty.
~*~*~*~*~*~*~*~*~
Draco
niemal zaciągnął ją do kominka Ministerstwa, zdecydowany wrócić do Dworu
punktualnie o szesnastej. Najwyraźniej stoły do masażu były już rozstawione w
jednym z pokoi gościnnych w skrzydle Draco.
—
Poprosiłem o masażystę dla ciebie — powiedział nonszalancko, czekając w
kolejce.
—
Och, nie mam nic przeciwko. Mężczyzna, kobieta — obojętnie.
Wzruszyła
ramionami.
Draco
uśmiechnął się szeroko, wyraźnie zachwycony.
—
Wow, Granger. Dzięki temu dowiaduję się o tobie tylu rzeczy.
Uniósł
ich splecione dłonie w teatralnym geście.
—
A ty? — zapytała, gdy podeszli do kominka.
—
No cóż, kobieta, oczywiście — powiedział, unosząc brew — ale czasami lubię
masaż wykonywany przez mężczyzn, co przypomina mi moje eksperymenty sprzed lat.
Puścił
jej figlarne oko.
Niepewna,
jak to się ma do masażu, przewróciła oczami, ale nie mogła powstrzymać uśmiechu.
Miło było widzieć Draco naprawdę radosnego po tym piekle, którego ostatnio
doświadczył.
Zwykle
Draco mówił, że przebiera się w puszysty szlafrok na masaże, ale zgodzili się,
że łatwiej będzie owinąć się ogromnymi, białymi ręcznikami, które dla nich przygotowano
— bez rękawów, bez zamieszania.
Draco
drażnił się z nią, gdy zostawiła na sobie majtki, ale to był standard na
wszystkich masażach, które miała w przeszłości. Mimo to, nie chcąc wyglądać na
pruderyjną podczas swojego pierwszego, magicznego masażu, niechętnie je zdjęła.
Draco, jak można było się spodziewać, rozebrał się do naga.
W
pomieszczeniu było ciemno i ciepło, oświetlonym delikatnym migotaniem
zaczarowanego światła świecy. Cicha muzyka sączyła się do wnętrza, a zapach
wanilii i cynamonu unosił się w powietrzu, natychmiast ją relaksując.
Potem
pojawili się masażyści.
Hermiona
zamrugała.
Oboje
wyglądali jak… postacie z pornosa o tematyce masażu.
Jej
masażysta, Phillipe, był bez wątpienia jednym z najprzystojniejszych mężczyzn,
jakich kiedykolwiek widziała. Wysoki, szeroki, umięśniony, ubrany jedynie w
bardzo krótkie, białe szorty. Musiała świadomie zamknąć usta, zanim cokolwiek
krępującego się z nich wydobyło.
Masażystka
Draco, Soline, miała na sobie coś, co ledwie można było nazwać ubraniem — białe,
obcisłe i tak krótkie, że Hermiona przysięgała, że jej sukienka sięgała do pasa.
Obfite piersi wyglądały tak, jakby za chwilę miały wyskoczyć spod zapinanego na
suwak topu, a długie, blond włosy miała zaplecione w elegancki warkocz.
Draco,
ku jej zaskoczeniu, powitał ich oboje jak starych przyjaciół.
Oczywiście,
że tak.
Stoły
ustawiono blisko siebie, z wystarczającą ilością miejsca, by masażyści mogli
się między nimi poruszać. Niewielkie przedłużenie łączyło boki, tak że ich
złączone dłonie mogły spocząć na środku.
Ułożywszy
się na brzuchu, Hermiona pozwoliła, by łagodna muzyka i kojące zapachy ją
zrelaksowały, podczas gdy Phillipe zaczął masować. Choć wyglądał jak model
prosto z wybiegu, mężczyzna wiedział, jak masować. Jego dłonie z wprawą
przesuwały się po jej ramionach i plecach, ugniatając napięcie, o którym nawet
nie wiedziała.
Pozwoliła
myślom odpłynąć, gdy pracował niżej, przesuwając się w dół do jej nóg. Ten
dotyk był mocny, ale kojący i wkrótce czuła się jak ciepła i pozbawiona kości papka.
Potem odsunął ręcznik i zaczął masować jej pośladki.
Drgnęła
z zaskoczenia.
To
zazwyczaj było niedopuszczalne podczas mugolskiego masażu. Ale może to normalne
w magicznym świecie? Mimo to nie mogła nie zauważyć, jak jego dłonie się
zatrzymują, skupiając się na jej pośladkach.
Lekko
się wierciła, gdy jego kciuki musnęły wewnętrzną stronę jej ud, ale gdy już
miała coś powiedzieć, przesunął się w górę, na jej szyję i skórę głowy. Ten
kojący ruch sprawił, że znów się rozpłynęła, a myśli odpłynęły.
Kiedy
nadszedł czas, by przewrócić się na plecy, musieli wstać i niezręcznie zamienić
się miejscami, mocno owijając się ręcznikami. Hermiona unikała kontaktu
wzrokowego z innymi, usadawiając się na swoim miejscu, starając się udawać, że…
nic ją nie rusza.
Gdy
tylko się położyła, Philiipe ostrożnie otulił ręcznikiem jej biodra — tylko biodra — pozostawiając jej klatkę
piersiową całkowicie odsłoniętą.
Otworzyła
szeroko oczy i odwróciła głowę, by spojrzeć na Draco, ale zobaczyła, że jest
całkowicie pochłonięty widokiem dekoltu Soline, unoszącego się nad jego twarzą.
Jej top wyglądał tak, jakby w każdej chwili miał pęknąć i udusić go, ocierając
się o niego w połowie ramienia.
Szczerze mówiąc, uduszenie przez
wielkie piersi byłoby prawdopodobnie jego ulubionym sposobem na śmierć, pomyślała z chichotem.
Phillipe,
po masowaniu jej ramion i dłoni, przeniósł się na brzuch i dolną część klatki
piersiowej, powoli przesuwając dłonie w górę po jej bokach. Ale kiedy
kontynuował masaż i zaczął masować jej piersi, Hermiona wydała z siebie
zduszony dźwięk, coś pomiędzy westchnieniem a krzykiem.
No
dobrze, to zdecydowanie nie był
zwykły masaż.
Niestety,
był… bardzo przyjemny. Nie chodziło o to, że Hermiona nie lubiła, gdy zwracano
uwagę na jej biust, wręcz przeciwnie, bardzo jej się to podobało, ale wolałaby
to robić w sypialni, a nie na stole do masażu z prawie obcym mężczyzną i
najlepszym przyjacielem leżącym pół metra dalej.
Ale…
może to było normalne?
Otworzyła
jedno oko. Phillipe wyglądał na całkowicie pochłoniętego pracą, z pogodnym uśmiechem
na twarzy. Spojrzała w dół i tak, sądząc po sytuacji w jego ciasnych
spodenkach, zdecydowanie dobrze się bawił.
Zaczęło
ją palić i mrowić, zdecydowanie nie powinna tego czuć podczas profesjonalnego
masażu, więc poczuła ulgę, gdy w końcu zajął się jej nogami, zaczynając od
kostek.
Draco
obok niej jęknął. Głośno.
Pewnie
bolał go mięsień, pomyślała. Dłonie Phillipe’a przesuwały się teraz w górę jej
goleni i ud, ugniatając i wygładzając z wprawą.
Jęki
Draco stawały się coraz głośniejsze.
Dużo
głośniejsze.
Dłonie
Phillipe’a przesunęły się wyżej, niebezpiecznie blisko…
I wtedy ją oświeciło.
Oczy
Hermiony gwałtownie się otworzyły.
Odwróciła
głowę na bok i natychmiast tego pożałowała. Dłonie Soline mocno zacisnęły się
na Draco…
—
O, Merlinie.
Zamknęła
oczy, desperacko pragnąc zapomnieć o tym, co właśnie zobaczyła, akurat gdy
dłonie Phillipe’a przesunęły się z jej ud na…
O, MERLINIE.
Zacisnęła
wolną dłoń na jego nadgarstku z prędkością błyskawicy. Phillipe pochylił się i
cicho wyszeptał jej do ucha:
—
Pani nie pragnie la petite mort?
Oczy
Hermiony rozszerzyły się z przerażenia. Słyszała jęki Draco, które teraz
przybrały zupełnie obsceniczny ton. Soline szeptała coś chrapliwie i
zachęcająco obok niego.
Hermiona
stanowczo pokręciła głową.
—
Nie, dziękuję. Możemy tu skończyć.
I
mówiąc to…
Draco,
również dość głośno, skończył.
—
Brawo, Monsieur Draco! — wykrzyknęła radośnie Soline, klaszcząc w dłonie, jakby
właśnie zdał egzamin.
Hermiona
miała ochotę wpełznąć pod stół do masażu i umrzeć.
~*~*~*~*~*~*~*~*~
Dyskusja
trwała przez cały prysznic, ubieranie się, aż do jadalni.
—
To praca seksualna — powiedziała Hermiona, a irytacja przebijała się przez
każdą sylabę.
—
Nie, nie — odparł Draco, wciąż przekonany, że to był zwykły masaż.
—
Jeśli kończy się orgazmem, to praca seksualna — odparła beznamiętnie Hermiona.
— Wiesz, że nie mam nic przeciwko branży seksualnej… — kontynuowała, ale Draco
przerwał jej leniwym machnięciem ręki.
—
Tak, tak, wiem — istotny aspekt
społeczeństwa, a wszechobecna, głęboko zakorzeniona mizoginia sprawia, że jest
postrzegana, a przede wszystkim kobiety, za gorszą — Draco wyrecytował to
jak dobrze wyuczoną przemowę.
—
Pieprzyć patriarchat — powiedzieli chórem, uśmiechając się do siebie.
—
Więc mówisz mi — zaczął powoli Draco — że na każdym masażu, który kiedykolwiek
miałaś… po prostu cię masowali i tyle?
Patrzył
tak, jakby to nie mogła być właściwa odpowiedź.
Hermiona
stanowczo skinęła głową.
—
Cóż, w pewnym sensie mi ulżyło — mruknął — bo kiedy powiedziałaś, że mając
dwanaście lat, chodziłaś na masaż z mamą, zacząłem wątpić w swoje zdrowie
psychiczne.
Patrzył
naprawdę poważnym wzrokiem.
Hermiona
wybuchła śmiechem, natychmiast podążając za tokiem jego myśli.
—
O mój Boże — nie!
Popchnęła
go na zbroję stojącą w korytarzu.
—
Więc mówisz mi — powiedziała, a jej głos wciąż był rozbawiony — że każdy masaż, jaki kiedykolwiek miałeś,
kończył się w ten sposób?
Wykonała
niewyraźny gest dłonią, żeby uniknąć nieporozumienia.
Skinął
głową bez zażenowania.
—
Czy kiedykolwiek korzystałeś z masażu, zanim Astoria zaczęła je rezerwować? —
dopytywała.
Draco
zastanowił się przez chwilę.
—
Chyba pani Pomfrey masowała mi nogę, kiedy złamałem ją w meczu
Slytherin-Ravenclaw na czwartym roku.
—
I ona…?
Hermiona
powtórzyła ten sam wulgarny gest.
Draco
cofnął się, odpychając ją najdalej, jak tylko pozwalały ich złączone dłonie.
—
Spierdalaj!
—
Widzisz? — odgryzła się z samozadowoleniem.
—
Mylisz się. To było lecznicze. Poza tym, miałem wtedy czternaście lat —
odpowiedział Draco, pociągając nosem.
—
Dobra, jest tylko jedno wyjście — powiedziała, a jej oczy błyszczały.
Spojrzał
na nią podejrzliwie.
—
Jakie?
—
Pójdziemy z tym do rady.
___________
Witajcie :) ten rozdział to istny chaos i uśmiałam się jak nigdy. Ale kolejny będzie jeszcze lepszy, więc zapraszam. :D
Brak komentarzy