[T] Złączeni: Rozdział 15
Zasada Przyjaźni numer 19: W razie wątpliwości, idź z tym do rady
(Propozycja: DM | Zatwierdzone: HG)
W
piątek wieczorem spóźnili się do apartamentu Pansy, czekając na wciąż skruszoną
Astorię, która miała udać się do Dworu, by podróżowali razem.
Mieszkanie
Pansy, jak zawsze, było idealnym odbiciem jej osoby — elegancki, dyskretny
luksus, każdy szczegół przemyślany. Hermiona zauważyła jedną zmianę: o wiele
więcej roślin rosło wzdłuż szerokich, szklanych okien z widokiem na Londyn niż
podczas jej ostatniej wizyty. Być może to znak, że Neville stale tu bywał.
Pansy,
jak zawsze nieskazitelna gospodyni, powitała ich, niosąc tacę z koktajlami, a
jej oczy powędrowały ku Astorii i lekko się rozszerzyły. Nie skomentowała, ale
Hermiona dostrzegła niemal niezauważalne uniesienie brwi. Astoria była
praktycznie przyklejona do Draco od… wizyty Narcyzy… w posiadłości Greengrassów
w poniedziałkowy poranek.
Hermiona
żałowała, że nie była muchą na ścianie. Mipsy próbowała właśnie uzyskać od
skrzatów domowych Greengrassów szczegółowy opis tego, co się wydarzyło, ale
jeszcze nie zdążyła się z nią skontaktować.
Niedługo
potem podeszli Harry i Ron. Harry rzucił zaklęcie prywatności na całą trójkę, a
właściwie na czwórkę, gdy Theo wcisnął się obok Hermiony. Zaklęcie wyciszało na
tyle, by wyłączyć Draco z rozmowy, pozostawiając go fizycznie obok niej, przez
wciąż złączone dłonie, pogrążonego w swobodnej konwersacji z Ginny i Lavender.
Astoria, jak można było się spodziewać, przywarła do jego drugiego boku jak
małpka.
—
Co się dzieje, Miona? — zapytał Ron, wskazując brodą Astorię. — Harry
powiedział, że zrobiła scenę w Ministerstwie.
Hermionie
udało się przekazać Harry’emu jedynie szczątkowe podsumowanie w SMS-ie, aż do
teraz nie mieli okazji porządnie pogawędzić. Rzuciwszy szybkie spojrzenie, by
upewnić się, że zaklęcie jest skuteczne, wzięła głęboki oddech i zaczęła
opowiadać o rocznicowej kolacji, Veritaserum, dociekliwych pytaniach, groźbach
i reakcji Malfoyów następnego ranka.
Kiedy
skończyła, trzy pary oczu wpatrywały się w nią, wszystkie szeroko otwarte i z
opadniętymi szczękami.
Theo
nie powiedział ani słowa. Zrobił krok naprzód, nachylił się do przestrzeni
osobistej Draco i odezwał się cicho i ostro, tak że Astoria wyraźnie się
wzdrygnęła. Jedną ręką odsunął ją od Draco, a drugą rzucił wokół siebie i Draco
bańkę prywatności. W ciągu kilku sekund znaleźli się w sytuacji, która
wyglądała na bardzo napiętą.
Harry,
Ron i Hermiona odwrócili się do siebie dopiero po tym, jak zdecydowali, że Theo
nie zamierza od razu skazać Astorii na Avadę.
—
Draco może wnieść oskarżenie, wiesz? — powiedział Harry, teraz już całkiem
poważnie.
Rozmawiała
już o tym z Draco. Ale po tym, jak Lucjusz skonsultował się z zespołem prawnym,
który potwierdził, że użycie Veritaserum do sprawdzenia wierności Draco nie
jest podstawą do zerwania zaręczyn, Draco uznał, że to nie ma sensu.
—
To tylko pogorszyłoby sprawę — mruknął, osuwając się na jej ramię po tym, jak
Lucjusz przekazał jej wiadomość.
Hermiona
pokręciła teraz głową i wyjaśniła, jak ściśle Malfoyowie są związani
kontraktem.
Harry,
jak na Aurora przystało, naciskał dalej.
—
Powinien przynajmniej to zgłosić. Mieć dowód, na wypadek eskalacji.
Skinęła
głową.
—
Porozmawiam z nim. W przyszłym tygodniu.
Po
drugiej stronie pomieszczenia Draco wciąż tkwił w bańce prywatności Theo.
Wydawało się, że minęła wieczność, zanim Theo w końcu cofnął zaklęcie, a kiedy
to zrobił, Hermiona była niemal pewna, że powodem, dla którego Astoria wierciła
się na krześle, rozmawiając z Pansy, Neville’em i bliźniakami, był nie tyle
dyskomfort, co swędzący urok. Zadowolona mina Theo nie do końca to ukrywała.
Blaise
wybrał ten moment, by się pojawić, powitany wiwatami na tyle głośnymi, że
niosły się po całym penthousie. Praca trzymała go z dala od większości ich
ostatnich spotkań, ale jego wejście było równie płynne jak zawsze.
Draco
patrzył, jak Blaise i Hermiona witają się, bez żadnej poufałości, żadnego znaku,
że jeszcze w zeszłym tygodniu pieprzyli się na jej kanapie. Niestety mimowolnie
obraz T-Rexa błysnął w umyśle Draco i teraz był prawie pewien, że rzucono na
niego zaklęcie, by myślał o dinozaurach, ilekroć przebywali w tym samym
pomieszczeniu.
Hermiona
pochyliła się ku Draco, ściszając głos.
—
Dobra, czas na radę. Gotowy przyznać się do porażki, Malfoy?
Uśmiechnął
się ironicznie, pstrykając ją w nos.
—
Nie ma mowy, Granger. Przygotuj się na schowanie dumy do kieszeni.
Hermiona
machnięciem różdżki ściszyła muzykę.
—
Dobra, ludzie, ważna sprawa.
To
nie było niczym niezwykłym. Grupa dyskutowała o wszystkim: z którą drużyną podpisać
kontrakt po wygaśnięciu obecnego (łatwe zwycięstwo Armat z Chudley), czy Harry
powinien zamienić okulary na soczewki kontaktowe (głosowaniem jednogłośnie
odrzucono), a nawet o etyce kradzieży z prywatnej piwniczki Lucjusza
(głosowanie podzielone, w toku ponowne liczenie głosów).
Grupa
weszła do salonu. Pansy jak zwykle siedziała na kolanach Neville’a. Astoria
podeszła do Draco, próbując ułożyć się na nim, naśladując Pansy i Neville’a.
Przesunął się na tyle, że wylądowała niezręcznie wciśnięta między niego a
podłokietnik. Sądząc po uśmieszkach w całym pokoju, wszyscy to zauważyli.
—
To — zaczęła Hermiona poważnym tonem — może być najpoważniejszą sprawą, jaką
kiedykolwiek omawialiśmy. Malfoy i ja jesteśmy w impasie, a ja byłam świadkiem
rzeczy, których nigdy — nigdy — nie
zapomnę.
Draco
skinął poważnie głową obok niej i oboje wyglądali tak, jakby mieli zamiar
zaproponować projekt ustawy w Ministerstwie Magii, a nie kolejne absurdalne
głosowanie grupowe.
—
Pierwsze pytanie — powiedziała Hermiona. — Kto z was miał masaż?
Wszyscy
unieśli ręce.
—
Świetnie. — Uśmiechnęła się promiennie do Draco. Krok pierwszy wykonany. —
Trzymajcie rękę w górze, jeśli to była magiczna firma.
Hermiona,
Draco, Astoria, Pansy, Theo, Ginny, Lavender, Fred i Blaise unieśli ręce.
—
Dobrze. A teraz — trzymajcie rękę w górze, jeśli wasz magiczny masaż zakończył
się, powiedzmy… szczęśliwym zakończeniem.
Cisza.
Astoria
spojrzała ze zdezorientowaniem na Draco.
Wszystkie
ręce opadły. Z wyjątkiem Draco.
Theo
niepewnie uniósł rękę.
—
Liczy się, jeśli masuję się sam?
—
Nie, palancie — zawołał George. — To tylko masturbacja.
Theo
skinął głową, opuszczając rękę.
—
Słuszna uwaga.
Wszyscy
odwrócili się z powrotem do Draco. Ręka, którą uniósł tak pewnie, opadła,
podobnie jak jego pewność siebie i błądził wzrokiem z niedowierzaniem.
—
Więc… po prostu macie masaż i tyle? — zapytał, szczerze zbity z tropu.
Pansy
przechyliła głowę.
—
Draco… mówisz mi, że co tydzień, kiedy masz masaż… obciągają ci?
—
Oczywiście, Pansy — odpowiedział Draco rzeczowym tonem. — To masaż.
Fred
pochylił się do przodu.
—
To nie masaż, Malfoy. To pocieranie i
szarpanie.
Wszyscy
wybuchli śmiechem. Twarz Ginny była tak czerwona, że musiała chwycić Rona za
ramię, żeby się nie przewrócić.
—
Chwila — wydyszała między chichotami — byliście tam razem, z powodu tej całej…
sytuacji z ręką, i co, musiałaś patrzeć, jak mu zwaliła?
Hermiona
skinęła głową.
—
Gdy tylko się zorientowałam, co się dzieje, zatrzymałam masażystę, zanim zdążył…
no wiecie… — znów wykonała ten dziwny gest — i szczerze mówiąc, powinnam była
się domyślić, że coś jest nie tak, skoro spędził nieprzyzwoicie dużo czasu masując mi cycki.
—
Opowiedz nam więcej o masażu cycków! — zawołał George, przekrzykując chaos.
Hermiona
przewróciła oczami.
—
Więc leżałam tam, bardzo starając się nie nawiązywać kontaktu wzrokowego,
podczas gdy Draco… eee… kończył. A potem jego masażystka powiedziała… —
Hermiona zmieniła akcent na przesadny, francuski — Brawo, Monsieur Draco!
Próbowała
klaskać dla efektu, choć ich złączone dłonie sprawiały, że to było niezręczne.
To
znowu wszystkich rozbawiło, bliźniaki wysyłali teraz do Draco buziaczki,
skandując chórem:
—
Brawo, Monsieur Draco!
W
tym momencie Astoria zerwała się na równe nogi, a złość emanowała z niej
falami.
—
Chyba się mylisz, Hermiono. — Wypowiedziała jej imię, jakby to było
przekleństwo. — Zamówiłam masaż z renomowanej
firmy, tej samej, z której usług ojciec korzysta dwa razy w tygodniu.
W
pomieszczeniu na chwilę zapadła głucha cisza, gdy wszyscy zrozumieli jej słowa.
Pansy
pierwsza się otrząsnęła.
—
Tori… wynajęłaś dla Draco tę samą firmę… z której korzysta twój ojciec?
Astoria
skinęła głową, jakby to kończyło dyskusję.
—
A nazwa tej renomowanej firmy? — naciskała Pansy, głosem pełnym niewinności.
—
Nie jestem pewna — odparła Astoria — ale ojciec kazał mi wysłać sowę do Madame
Blanchard.
—
Madame Blanchard właścicielki burdelu?
— zapytał Harry, zanim jego umysł dogonił usta.
Wszystkie
głowy zwróciły się ku niemu.
Uniósł
ręce w obronnym geście.
—
W zeszłym roku zgłosiła się do Aurorów po pomoc w sprawie o wymuszenie. Cudowna
kobieta. Ale, hmm… tak, zdecydowanie prowadzi burdel. Całkowicie legalnie...
ale jednak… burdel.
—
To musi być jakaś pomyłka — powtórzyła Astoria, a w jej głosie zagościła
desperacja. — Specjalnie prosiłam
ich, by wykonywali tę samą usługę, co ojcu!
Uśmiech
Theo promieniał czystym, niefiltrowanym złem. Powoli upił łyk drinka,
pozwalając ciszy się przeciągnąć, zanim powiedział wystarczająco głośno, by
usłyszała go cała sala:
—
Cóż. Wygląda na to, że Malcolm Greengrass lubi być regularnie macany przez
obcych. Jaki teść… — celowo przesunął wzrok na Draco — taki zięć.
Pokój
znów eksplodował śmiechem. Pansy
zgięła się wpół, parkając. Fred i George omal nie spadli z kanapy. Ginny
trzymała się za żebra, łapiąc powietrze. Nawet Harry ukrył twarz w dłoniach, a
jego ramiona drżały.
—
Na Merlina — wykrztusiła Ginny między śmiechami — musisz teraz wysłać ojcu
Astorii kosz owoców z podziękowaniami.
Draco
przewrócił oczami, ale nie próbował się bronić, co tylko sprawiło, że wszyscy
zawyli jeszcze głośniej.
Astoria
jednak się nie śmiała. Zamarła, a krew z jej twarzy odpłynęła, gdy zrozumiała,
o co chodzi.
—
Nie… nie, ojciec nie mógłby… ty nie mógłbyś…
Patrzyła
między Draco, a grupą przyjaciół, jakby podłoga miała ją połknąć.
Pokonany
Draco tylko wzruszył ramionami.
—
Myślałem, że to normalne.
—
W jakim świecie — wtrącił Ron, autentycznie zbity z tropu — to, że na masażu
umówionym przez twoją narzeczoną, obca osoba ci obciąga, jest normalne, Fretko?
—
Nie obciągali! — wrzasnęła Astoria, a jej głos odbił się echem od ścian.
—
Och, oczywiście, że tak — odparł
spokojnie Draco — co tydzień. Ty to umawiałaś.
—
Nie! To musi być jakaś pomyłka! — powtórzyła, niemal błagalnie. — Muszę
natychmiast porozmawiać z ojcem.
Po
tych słowach obróciła się na pięcie i pobiegła do kominka z Siecią Fiuu
znajdującego się w drugim pokoju, a drzwi zatrzasnęły się za nią.
Hermiona
rozkoszowała się zwycięstwem, a samozadowolenie wręcz emanowało z niej. Draco,
trzeba mu przyznać, niechętnie przyznał, że miała rację. Od tamtej pory, za
każdym razem, gdy podawał komuś drinka lub odpowiadał na pytanie, w pokoju
rozbrzmiewało chóralne Brawo, Monsieur
Draco!.
W
miarę jak wieczór mijał, Blaise podszedł do niego. Hermiona tańczyła na
prowizorycznym parkiecie z Harrym, a właściwie próbowała to robić, choć ich złączone dłonie sprawiały, że ramię
Draco od czasu do czasu poruszało się w rytm muzyki. Theo wkrótce dołączył do
nich, więc Hermiona była teraz wciśnięta między dwóch mężczyzn, kołysząc się i
tańcząc.
Blaise
machnął różdżką, rzucając zaklęcie wyciszające, by nie musieli przekrzykiwać muzyki.
—
Spodziewałem się, że dziś wieczorem mnie uderzysz — powiedział nonszalancko,
popijając Ognistą Whisky.
Draco
zaśmiał się krótko.
—
Już nie jestem tym chłopakiem, Blaise.
Obaj
spojrzeli z powrotem na parkiet. Hermiona używała teraz pustej butelki po winie
jako mikrofonu, z rozwianymi włosami i błyszczącymi oczami. Draco poczuł, jak
jego usta mimowolnie wyginając się w uśmiechu.
—
Kochasz ją? — zapytał nagle Blaise’a.
Ten
milczał przez chwilę, zanim odpowiedział:
—
Mógłbym. Bardzo łatwo. — W jego głosie słychać było melancholię. — Ale nie
jestem tym, którego ona chce i wolę, żeby była szczęśliwa.
Wzrok
Draco zatrzymał się na Hermionie jeszcze przez chwilę, zanim się odwrócił,
tylko po to, by zobaczyć, że Blaise uważnie mu się przygląda.
—
Chcę, żebyście oboje byli szczęśliwi — powiedział cicho Blaise, mocno klepiąc
go po ramieniu, po czym odszedł, by dołączyć do Neville’a.
Draco
obserwował taniec Hermiony, a jego myśli wirowały.
Był
tak zmęczony udawaniem.
Nie
chciał już udawać.
~*~*~*~*~*~*~*~*~
W
końcu Hermiona wyślizgnęła się spomiędzy Harry’ego i Theo, gdy zaczęli się
całować przez jej ramię. Po tym, jak zabłąkany język przycisnął się do jej
ucha, szybko się wymknęła.
Znalazła
się na kanapie, a Pansy pogrążona była w rozmowie z Draco o Astorii. Neville
usiadł po jej drugiej stronie z ciepłym uśmiechem — zawsze dobrze się
dogadywali — i po krótkiej rozmowie (w trakcie której Neville śmiał się z ich
ostatniej, magicznej wpadki), wyciągnął telefon.
—
Po dziesięciu latach w końcu zakwitł — powiedział dumnie, odwracając ekran w
jej stronę.
Zdjęcie
przedstawiało efektowną orchideę nietopezią w pełnym, dramatycznym rozkwicie.
Uśmiech
Hermiony poszerzył się, gdy go rozpoznała. Kupiła tę rzadką orchideę jako
prezent dla Neville’a dekadę temu, aby uczcić otwarcie jego apteki, mimo że nie
miała ręki do roślin i prawdopodobnie nie powinien być jej powierzany na opiekę
nawet kaktus. Pamiętała charytatywną wyprzedaż orchidei, na której ją znalazła…
właściwie to był jeden z pierwszych razy, kiedy rozmawiała z Narcyzą po wojnie.
Coś
ją dręczyło w głębi umysłu. Lekkie swędzenie.
Coś
ważnego.
~*~*~*~*~*~*~*~*~
Ogień
trzaskał w kominku pokoju Draco, gdy wrócili do Dworu. Przyjemnie podchmielony,
Draco przyciągnął Hermionę do siebie, obejmując ją ramieniem za szyję tak, że ich
złączone dłonie wpiły się w klatki piersiowe. Drugą rękę przesunął na jej
plecy, przyciągając bliżej.
—
Co robimy? — zapytała ciepłym, sennym głosem.
—
Tańczymy — odpowiedział Draco po prostu.
Nie
zadawała pytań, po prostu oparła głowę o jego pierś, gdy się kołysali.
—
Dlaczego nie chcesz wyjść za Blaise’a? — zapytał po chwili.
Milczała,
biorąc oddech, jakby chciała się uspokoić, i mruknęła, nie podnosząc głowy:
—
Myślę, że z tego samego powodu, dla którego ty tak naprawdę nie chcesz poślubić
Astorii.
Serce
Draco podskoczyło śmiesznie. Nigdy o tym nie rozmawiali, nigdy nie mówili na
głos o możliwości, że mogliby być
kimś więcej.
—
Jest ktoś inny — powiedział cicho.
Skinęła
głową.
—
No właśnie.
Jej
oczy uniosły się ku niemu — miodowo-brązowe, lśniące od niewylanych łez — a to,
co tam zobaczył, sprawiło, że chciał się śmiać lub płakać, widząc, jak bardzo
jest to popieprzone. Uśmiechnęła się do niego blado, smutno.
Jak
ktoś może wyglądać tak szczęśliwie, a jednocześnie tak boleśnie smutno?
Wiedział, że jego twarz musi odzwierciedlać jej.
Miał
już dość okłamywania samego siebie, udawania, odpychania myśli i uczuć, które
zawsze czaiły się gdzieś w zakamarkach jego umysłu.
Wolną
ręką objął jej policzek, kciukiem muskając skórę. Wsunęła palce we włosy na
jego karku.
Nie
był pewien, czy to szaleństwo, czy jasność umysłu, a może jedno i drugie, ale
pochylił się i pocałował ją. Był to prawdopodobnie najbardziej niewinny
pocałunek w jego życiu, a jednak czuł go do szpiku kości. Gwałtowny wdech, a
potem jej usta musnęły jego, na ułamek sekundy.
Kiedy
się od siebie odsunęli, ich usta zawisły w powietrzu na odległość zaledwie
jednego oddechu. Przyjrzał się jej twarzy, upewniając się, że niczego nie
przeoczył.
Nie
przeoczył.
—
Będę na ciebie czekać, Draco — wyszeptała łamiącym się głosem. — Tyle, ile
będzie trzeba. — Zawahała się. — Jeśli mnie chcesz.
Oszołomiony
Draco mógł tylko skinąć głową, mimowolnie roniąc łzy. Ona również przytaknęła i
oparła głowę o jego pierś.
Przytulił
ją mocniej, kołysząc się w rytm muzyki, którą tylko oni słyszeli.
Teraz, bardziej niż kiedykolwiek, musiał znaleźć sposób na wyrwanie się z tego kontraktu.
________________
Witajcie :) wreszcie doszło do pocałunku, cieszycie się? Szkoda tylko, że wszystko jest tak pogmatwane, ale mogę zapewnić, że niedługo nastąpi przełom. I to nie dlatego, że zostało tylko pięć rozdziałów. Możecie snuć teorie, co się wydarzy, z chęcią poczytam! :)
Następne rozdziały chciałabym opublikować w tym tygodniu, ale nie wiem jeszcze kiedy, możliwe że w okolicach weekendu.
Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Enjoy!
Brak komentarzy