[T] Złączeni: Rozdział 15

wtorek, 5 maja 2026

Zasada Przyjaźni numer 19: W razie wątpliwości, idź z tym do rady

(Propozycja: DM | Zatwierdzone: HG)

 

W piątek wieczorem spóźnili się do apartamentu Pansy, czekając na wciąż skruszoną Astorię, która miała udać się do Dworu, by podróżowali razem.

Mieszkanie Pansy, jak zawsze, było idealnym odbiciem jej osoby — elegancki, dyskretny luksus, każdy szczegół przemyślany. Hermiona zauważyła jedną zmianę: o wiele więcej roślin rosło wzdłuż szerokich, szklanych okien z widokiem na Londyn niż podczas jej ostatniej wizyty. Być może to znak, że Neville stale tu bywał.

Pansy, jak zawsze nieskazitelna gospodyni, powitała ich, niosąc tacę z koktajlami, a jej oczy powędrowały ku Astorii i lekko się rozszerzyły. Nie skomentowała, ale Hermiona dostrzegła niemal niezauważalne uniesienie brwi. Astoria była praktycznie przyklejona do Draco od… wizyty Narcyzy… w posiadłości Greengrassów w poniedziałkowy poranek.

Hermiona żałowała, że nie była muchą na ścianie. Mipsy próbowała właśnie uzyskać od skrzatów domowych Greengrassów szczegółowy opis tego, co się wydarzyło, ale jeszcze nie zdążyła się z nią skontaktować.

Niedługo potem podeszli Harry i Ron. Harry rzucił zaklęcie prywatności na całą trójkę, a właściwie na czwórkę, gdy Theo wcisnął się obok Hermiony. Zaklęcie wyciszało na tyle, by wyłączyć Draco z rozmowy, pozostawiając go fizycznie obok niej, przez wciąż złączone dłonie, pogrążonego w swobodnej konwersacji z Ginny i Lavender. Astoria, jak można było się spodziewać, przywarła do jego drugiego boku jak małpka.

— Co się dzieje, Miona? — zapytał Ron, wskazując brodą Astorię. — Harry powiedział, że zrobiła scenę w Ministerstwie.

Hermionie udało się przekazać Harry’emu jedynie szczątkowe podsumowanie w SMS-ie, aż do teraz nie mieli okazji porządnie pogawędzić. Rzuciwszy szybkie spojrzenie, by upewnić się, że zaklęcie jest skuteczne, wzięła głęboki oddech i zaczęła opowiadać o rocznicowej kolacji, Veritaserum, dociekliwych pytaniach, groźbach i reakcji Malfoyów następnego ranka.

Kiedy skończyła, trzy pary oczu wpatrywały się w nią, wszystkie szeroko otwarte i z opadniętymi szczękami.

Theo nie powiedział ani słowa. Zrobił krok naprzód, nachylił się do przestrzeni osobistej Draco i odezwał się cicho i ostro, tak że Astoria wyraźnie się wzdrygnęła. Jedną ręką odsunął ją od Draco, a drugą rzucił wokół siebie i Draco bańkę prywatności. W ciągu kilku sekund znaleźli się w sytuacji, która wyglądała na bardzo napiętą.

Harry, Ron i Hermiona odwrócili się do siebie dopiero po tym, jak zdecydowali, że Theo nie zamierza od razu skazać Astorii na Avadę.

— Draco może wnieść oskarżenie, wiesz? — powiedział Harry, teraz już całkiem poważnie.

Rozmawiała już o tym z Draco. Ale po tym, jak Lucjusz skonsultował się z zespołem prawnym, który potwierdził, że użycie Veritaserum do sprawdzenia wierności Draco nie jest podstawą do zerwania zaręczyn, Draco uznał, że to nie ma sensu.

— To tylko pogorszyłoby sprawę — mruknął, osuwając się na jej ramię po tym, jak Lucjusz przekazał jej wiadomość.

Hermiona pokręciła teraz głową i wyjaśniła, jak ściśle Malfoyowie są związani kontraktem.

Harry, jak na Aurora przystało, naciskał dalej.

— Powinien przynajmniej to zgłosić. Mieć dowód, na wypadek eskalacji.

Skinęła głową.

— Porozmawiam z nim. W przyszłym tygodniu.

Po drugiej stronie pomieszczenia Draco wciąż tkwił w bańce prywatności Theo. Wydawało się, że minęła wieczność, zanim Theo w końcu cofnął zaklęcie, a kiedy to zrobił, Hermiona była niemal pewna, że powodem, dla którego Astoria wierciła się na krześle, rozmawiając z Pansy, Neville’em i bliźniakami, był nie tyle dyskomfort, co swędzący urok. Zadowolona mina Theo nie do końca to ukrywała.

Blaise wybrał ten moment, by się pojawić, powitany wiwatami na tyle głośnymi, że niosły się po całym penthousie. Praca trzymała go z dala od większości ich ostatnich spotkań, ale jego wejście było równie płynne jak zawsze.

Draco patrzył, jak Blaise i Hermiona witają się, bez żadnej poufałości, żadnego znaku, że jeszcze w zeszłym tygodniu pieprzyli się na jej kanapie. Niestety mimowolnie obraz T-Rexa błysnął w umyśle Draco i teraz był prawie pewien, że rzucono na niego zaklęcie, by myślał o dinozaurach, ilekroć przebywali w tym samym pomieszczeniu.

Hermiona pochyliła się ku Draco, ściszając głos.

— Dobra, czas na radę. Gotowy przyznać się do porażki, Malfoy?

Uśmiechnął się ironicznie, pstrykając ją w nos.

— Nie ma mowy, Granger. Przygotuj się na schowanie dumy do kieszeni.

Hermiona machnięciem różdżki ściszyła muzykę.

— Dobra, ludzie, ważna sprawa.

To nie było niczym niezwykłym. Grupa dyskutowała o wszystkim: z którą drużyną podpisać kontrakt po wygaśnięciu obecnego (łatwe zwycięstwo Armat z Chudley), czy Harry powinien zamienić okulary na soczewki kontaktowe (głosowaniem jednogłośnie odrzucono), a nawet o etyce kradzieży z prywatnej piwniczki Lucjusza (głosowanie podzielone, w toku ponowne liczenie głosów).

Grupa weszła do salonu. Pansy jak zwykle siedziała na kolanach Neville’a. Astoria podeszła do Draco, próbując ułożyć się na nim, naśladując Pansy i Neville’a. Przesunął się na tyle, że wylądowała niezręcznie wciśnięta między niego a podłokietnik. Sądząc po uśmieszkach w całym pokoju, wszyscy to zauważyli.

— To — zaczęła Hermiona poważnym tonem — może być najpoważniejszą sprawą, jaką kiedykolwiek omawialiśmy. Malfoy i ja jesteśmy w impasie, a ja byłam świadkiem rzeczy, których nigdy — nigdy — nie zapomnę.

Draco skinął poważnie głową obok niej i oboje wyglądali tak, jakby mieli zamiar zaproponować projekt ustawy w Ministerstwie Magii, a nie kolejne absurdalne głosowanie grupowe.

— Pierwsze pytanie — powiedziała Hermiona. — Kto z was miał masaż?

Wszyscy unieśli ręce.

— Świetnie. — Uśmiechnęła się promiennie do Draco. Krok pierwszy wykonany. — Trzymajcie rękę w górze, jeśli to była magiczna firma.

Hermiona, Draco, Astoria, Pansy, Theo, Ginny, Lavender, Fred i Blaise unieśli ręce.

— Dobrze. A teraz — trzymajcie rękę w górze, jeśli wasz magiczny masaż zakończył się, powiedzmy… szczęśliwym zakończeniem.

Cisza.

Astoria spojrzała ze zdezorientowaniem na Draco.

Wszystkie ręce opadły. Z wyjątkiem Draco.

Theo niepewnie uniósł rękę.

— Liczy się, jeśli masuję się sam?

— Nie, palancie — zawołał George. — To tylko masturbacja.

Theo skinął głową, opuszczając rękę.

— Słuszna uwaga.

Wszyscy odwrócili się z powrotem do Draco. Ręka, którą uniósł tak pewnie, opadła, podobnie jak jego pewność siebie i błądził wzrokiem z niedowierzaniem.

— Więc… po prostu macie masaż i tyle? — zapytał, szczerze zbity z tropu.

Pansy przechyliła głowę.

— Draco… mówisz mi, że co tydzień, kiedy masz masaż… obciągają ci?

— Oczywiście, Pansy — odpowiedział Draco rzeczowym tonem. — To masaż.

Fred pochylił się do przodu.

— To nie masaż, Malfoy. To pocieranie i szarpanie.

Wszyscy wybuchli śmiechem. Twarz Ginny była tak czerwona, że musiała chwycić Rona za ramię, żeby się nie przewrócić.

— Chwila — wydyszała między chichotami — byliście tam razem, z powodu tej całej… sytuacji z ręką, i co, musiałaś patrzeć, jak mu zwaliła?

Hermiona skinęła głową.

— Gdy tylko się zorientowałam, co się dzieje, zatrzymałam masażystę, zanim zdążył… no wiecie… — znów wykonała ten dziwny gest — i szczerze mówiąc, powinnam była się domyślić, że coś jest nie tak, skoro spędził nieprzyzwoicie dużo czasu masując mi cycki.

— Opowiedz nam więcej o masażu cycków! — zawołał George, przekrzykując chaos.

Hermiona przewróciła oczami.

— Więc leżałam tam, bardzo starając się nie nawiązywać kontaktu wzrokowego, podczas gdy Draco… eee… kończył. A potem jego masażystka powiedziała… — Hermiona zmieniła akcent na przesadny, francuski — Brawo, Monsieur Draco!

Próbowała klaskać dla efektu, choć ich złączone dłonie sprawiały, że to było niezręczne.

To znowu wszystkich rozbawiło, bliźniaki wysyłali teraz do Draco buziaczki, skandując chórem:

Brawo, Monsieur Draco!

W tym momencie Astoria zerwała się na równe nogi, a złość emanowała z niej falami.

— Chyba się mylisz, Hermiono. — Wypowiedziała jej imię, jakby to było przekleństwo. — Zamówiłam masaż z renomowanej firmy, tej samej, z której usług ojciec korzysta dwa razy w tygodniu.

W pomieszczeniu na chwilę zapadła głucha cisza, gdy wszyscy zrozumieli jej słowa.

Pansy pierwsza się otrząsnęła.

— Tori… wynajęłaś dla Draco tę samą firmę… z której korzysta twój ojciec?

Astoria skinęła głową, jakby to kończyło dyskusję.

— A nazwa tej renomowanej firmy? — naciskała Pansy, głosem pełnym niewinności.

— Nie jestem pewna — odparła Astoria — ale ojciec kazał mi wysłać sowę do Madame Blanchard.

Madame Blanchard właścicielki burdelu? — zapytał Harry, zanim jego umysł dogonił usta.

Wszystkie głowy zwróciły się ku niemu.

Uniósł ręce w obronnym geście.

— W zeszłym roku zgłosiła się do Aurorów po pomoc w sprawie o wymuszenie. Cudowna kobieta. Ale, hmm… tak, zdecydowanie prowadzi burdel. Całkowicie legalnie... ale jednak… burdel.

— To musi być jakaś pomyłka — powtórzyła Astoria, a w jej głosie zagościła desperacja. — Specjalnie prosiłam ich, by wykonywali tę samą usługę, co ojcu!

Uśmiech Theo promieniał czystym, niefiltrowanym złem. Powoli upił łyk drinka, pozwalając ciszy się przeciągnąć, zanim powiedział wystarczająco głośno, by usłyszała go cała sala:

— Cóż. Wygląda na to, że Malcolm Greengrass lubi być regularnie macany przez obcych. Jaki teść… — celowo przesunął wzrok na Draco — taki zięć.

Pokój znów eksplodował śmiechem. Pansy zgięła się wpół, parkając. Fred i George omal nie spadli z kanapy. Ginny trzymała się za żebra, łapiąc powietrze. Nawet Harry ukrył twarz w dłoniach, a jego ramiona drżały.

— Na Merlina — wykrztusiła Ginny między śmiechami — musisz teraz wysłać ojcu Astorii kosz owoców z podziękowaniami.

Draco przewrócił oczami, ale nie próbował się bronić, co tylko sprawiło, że wszyscy zawyli jeszcze głośniej.

Astoria jednak się nie śmiała. Zamarła, a krew z jej twarzy odpłynęła, gdy zrozumiała, o co chodzi.

— Nie… nie, ojciec nie mógłby… ty nie mógłbyś…

Patrzyła między Draco, a grupą przyjaciół, jakby podłoga miała ją połknąć.

Pokonany Draco tylko wzruszył ramionami.

— Myślałem, że to normalne.

— W jakim świecie — wtrącił Ron, autentycznie zbity z tropu — to, że na masażu umówionym przez twoją narzeczoną, obca osoba ci obciąga, jest normalne, Fretko?

— Nie obciągali! — wrzasnęła Astoria, a jej głos odbił się echem od ścian.

— Och, oczywiście, że tak — odparł spokojnie Draco — co tydzień. Ty to umawiałaś.

— Nie! To musi być jakaś pomyłka! — powtórzyła, niemal błagalnie. — Muszę natychmiast porozmawiać z ojcem.

Po tych słowach obróciła się na pięcie i pobiegła do kominka z Siecią Fiuu znajdującego się w drugim pokoju, a drzwi zatrzasnęły się za nią.

Hermiona rozkoszowała się zwycięstwem, a samozadowolenie wręcz emanowało z niej. Draco, trzeba mu przyznać, niechętnie przyznał, że miała rację. Od tamtej pory, za każdym razem, gdy podawał komuś drinka lub odpowiadał na pytanie, w pokoju rozbrzmiewało chóralne Brawo, Monsieur Draco!.

W miarę jak wieczór mijał, Blaise podszedł do niego. Hermiona tańczyła na prowizorycznym parkiecie z Harrym, a właściwie próbowała to robić, choć ich złączone dłonie sprawiały, że ramię Draco od czasu do czasu poruszało się w rytm muzyki. Theo wkrótce dołączył do nich, więc Hermiona była teraz wciśnięta między dwóch mężczyzn, kołysząc się i tańcząc.

Blaise machnął różdżką, rzucając zaklęcie wyciszające, by nie musieli przekrzykiwać muzyki.

— Spodziewałem się, że dziś wieczorem mnie uderzysz — powiedział nonszalancko, popijając Ognistą Whisky.

Draco zaśmiał się krótko.

— Już nie jestem tym chłopakiem, Blaise.

Obaj spojrzeli z powrotem na parkiet. Hermiona używała teraz pustej butelki po winie jako mikrofonu, z rozwianymi włosami i błyszczącymi oczami. Draco poczuł, jak jego usta mimowolnie wyginając się w uśmiechu.

— Kochasz ją? — zapytał nagle Blaise’a.

Ten milczał przez chwilę, zanim odpowiedział:

— Mógłbym. Bardzo łatwo. — W jego głosie słychać było melancholię. — Ale nie jestem tym, którego ona chce i wolę, żeby była szczęśliwa.

Wzrok Draco zatrzymał się na Hermionie jeszcze przez chwilę, zanim się odwrócił, tylko po to, by zobaczyć, że Blaise uważnie mu się przygląda.

— Chcę, żebyście oboje byli szczęśliwi — powiedział cicho Blaise, mocno klepiąc go po ramieniu, po czym odszedł, by dołączyć do Neville’a.

Draco obserwował taniec Hermiony, a jego myśli wirowały.

Był tak zmęczony udawaniem.

Nie chciał już udawać.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

W końcu Hermiona wyślizgnęła się spomiędzy Harry’ego i Theo, gdy zaczęli się całować przez jej ramię. Po tym, jak zabłąkany język przycisnął się do jej ucha, szybko się wymknęła.

Znalazła się na kanapie, a Pansy pogrążona była w rozmowie z Draco o Astorii. Neville usiadł po jej drugiej stronie z ciepłym uśmiechem — zawsze dobrze się dogadywali — i po krótkiej rozmowie (w trakcie której Neville śmiał się z ich ostatniej, magicznej wpadki), wyciągnął telefon.

— Po dziesięciu latach w końcu zakwitł — powiedział dumnie, odwracając ekran w jej stronę.

Zdjęcie przedstawiało efektowną orchideę nietopezią w pełnym, dramatycznym rozkwicie.

Uśmiech Hermiony poszerzył się, gdy go rozpoznała. Kupiła tę rzadką orchideę jako prezent dla Neville’a dekadę temu, aby uczcić otwarcie jego apteki, mimo że nie miała ręki do roślin i prawdopodobnie nie powinien być jej powierzany na opiekę nawet kaktus. Pamiętała charytatywną wyprzedaż orchidei, na której ją znalazła… właściwie to był jeden z pierwszych razy, kiedy rozmawiała z Narcyzą po wojnie.

Coś ją dręczyło w głębi umysłu. Lekkie swędzenie.

Coś ważnego.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Ogień trzaskał w kominku pokoju Draco, gdy wrócili do Dworu. Przyjemnie podchmielony, Draco przyciągnął Hermionę do siebie, obejmując ją ramieniem za szyję tak, że ich złączone dłonie wpiły się w klatki piersiowe. Drugą rękę przesunął na jej plecy, przyciągając bliżej.

— Co robimy? — zapytała ciepłym, sennym głosem.

— Tańczymy — odpowiedział Draco po prostu.

Nie zadawała pytań, po prostu oparła głowę o jego pierś, gdy się kołysali.

— Dlaczego nie chcesz wyjść za Blaise’a? — zapytał po chwili.

Milczała, biorąc oddech, jakby chciała się uspokoić, i mruknęła, nie podnosząc głowy:

— Myślę, że z tego samego powodu, dla którego ty tak naprawdę nie chcesz poślubić Astorii.

Serce Draco podskoczyło śmiesznie. Nigdy o tym nie rozmawiali, nigdy nie mówili na głos o możliwości, że mogliby być kimś więcej.

— Jest ktoś inny — powiedział cicho.

Skinęła głową.

— No właśnie.

Jej oczy uniosły się ku niemu — miodowo-brązowe, lśniące od niewylanych łez — a to, co tam zobaczył, sprawiło, że chciał się śmiać lub płakać, widząc, jak bardzo jest to popieprzone. Uśmiechnęła się do niego blado, smutno.

Jak ktoś może wyglądać tak szczęśliwie, a jednocześnie tak boleśnie smutno? Wiedział, że jego twarz musi odzwierciedlać jej.

Miał już dość okłamywania samego siebie, udawania, odpychania myśli i uczuć, które zawsze czaiły się gdzieś w zakamarkach jego umysłu.

Wolną ręką objął jej policzek, kciukiem muskając skórę. Wsunęła palce we włosy na jego karku.

Nie był pewien, czy to szaleństwo, czy jasność umysłu, a może jedno i drugie, ale pochylił się i pocałował ją. Był to prawdopodobnie najbardziej niewinny pocałunek w jego życiu, a jednak czuł go do szpiku kości. Gwałtowny wdech, a potem jej usta musnęły jego, na ułamek sekundy.

Kiedy się od siebie odsunęli, ich usta zawisły w powietrzu na odległość zaledwie jednego oddechu. Przyjrzał się jej twarzy, upewniając się, że niczego nie przeoczył.

Nie przeoczył.

— Będę na ciebie czekać, Draco — wyszeptała łamiącym się głosem. — Tyle, ile będzie trzeba. — Zawahała się. — Jeśli mnie chcesz.

Oszołomiony Draco mógł tylko skinąć głową, mimowolnie roniąc łzy. Ona również przytaknęła i oparła głowę o jego pierś.

Przytulił ją mocniej, kołysząc się w rytm muzyki, którą tylko oni słyszeli.

Teraz, bardziej niż kiedykolwiek, musiał znaleźć sposób na wyrwanie się z tego kontraktu.

________________

Witajcie :) wreszcie doszło do pocałunku, cieszycie się? Szkoda tylko, że wszystko jest tak pogmatwane, ale mogę zapewnić, że niedługo nastąpi przełom. I to nie dlatego, że zostało tylko pięć rozdziałów. Możecie snuć teorie, co się wydarzy, z chęcią poczytam! :)

Następne rozdziały chciałabym opublikować w tym tygodniu, ale nie wiem jeszcze kiedy, możliwe że w okolicach weekendu.

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Enjoy!

Brak komentarzy