[T] Twoje idealne dopasowanie: Sam na sam
Witajcie :) w sobotnie popołudnie zapraszam na nowy rozdział tłumaczenia. Trochę się podzieje podczas podróży poślubnej Draco i Hermiony, ale powinno się Wam podobać. Dajcie znać jak wrażenia.
Następny rozdział
zostanie opublikowany w przyszłym tygodniu (wtorek-środa). Miłego weekendu!
__________________
Rozdział 7: Sam na sam
Hermiona
Hermiona
czuła się dziwnie, pakując się na miesiąc miodowy, którego nie planowała —
miesiąc miodowy, w którym nie miała pojęcia, dokąd miała jechać ani co robić.
Pomimo swojej zwykłej skłonności do planowania, odkryła, że jej to nie
obchodzi. Miała być tam z Draco i tylko to się liczyło. Mogliby zostać tutaj, w
jej małym mieszkaniu na skraju Ulicy Pokątnej i mugolskiego Londynu, przez cały
sześćdziesięciodniowy miesiąc miodowy i byłaby w pełni szczęśliwa.
Odwróciła
głowę w stronę drzwi, wahając się między dwiema lewitowanymi sukienkami, i
spojrzała na męża. Opierał się o framugę drzwi do jej sypialni, a późno
popołudniowe światło skąpało go w złocie, łagodząc ostre rysy twarzy i rzucało
cienie na tatuaże na obojczyku. Spojrzał w dół, bawiąc się mankietem rękawa,
jakby nie wiedział, co ze sobą zrobić w jej przestrzeni.
Ona
też nie, serio. To było dziwne… to życie, którego myślała, że nigdy nie będzie
miała. Życie, którego starała się nie chcieć. Ta chwila wydawała się krucha i
pełna nadziei — jakby wstrzymywała oddech, gdy znów krążyli wokół siebie.
Położyła
sukienki na łóżku i popatrzyła na niego, a między jej brwiami utworzyło się
małe V.
—
Wiesz, pakowanie byłoby o wiele łatwiejsze, gdybym wiedziała, dokąd jedziemy.
—
Też nie wiem — mruknął, a na jego ustach pojawił się delikatny uśmiech. —
Myślałem, że zaczniemy od naszego mieszkania w Paryżu, a potem będziemy
podróżować po całym kontynencie.
Zamruczała
zamyślona, wracając do szafy.
—
Więc Malfoyowie mają mieszkanie w Paryżu — nie dziwi mnie to.
—
Nie mają — wyjaśnił, wskazując na
nią, a potem na siebie. — My mamy.
Uśmiechnęła
się do niego promiennie, przeglądając kolejne ubrania.
—
Mimo to dobrze byłoby wiedzieć, czy potrzebuję strojów wieczorowych, kostiumów
kąpielowych, sukienek koktajlowych, ubrań codziennych…
Jej
głos ucichł, gdy patrzyła na niego, trzymając ręce na biodrach.
—
Tak — przeciągnął samogłoski, zupełnie bezużytecznie.
Zmrużyła
oczy.
—
To nie jest odpowiedź.
—
To jedyna, jaką mam — powiedział, wyraźnie dobrze się bawiąc, obserwując, jak
ona próbuje powstrzymać uśmiech. Odepchnął się od framugi drzwi i przeszedł
przez pokój, by objąć ją ramionami. — Poza tym, mam nadzieję, że i tak nie
będziesz potrzebowała wiele ubrań.
Prychnęła.
—
Naprawdę?
—
Absolutnie. — Pocałował ją w szyję, a potem przesunął usta po wrażliwym miejscu
tuż za jej uchem. Zaparło jej dech w piersiach, gdy jego usta musnęły jej
skórę. — Mój plan podróży jest bardzo
praktyczny.
Zaśmiała
się, delikatnie chwytając jego wędrujące dłonie i odkładając je z powrotem
wzdłuż jego ciała.
—
Tak, cóż, trzymaj ręce przy sobie przez chwilę, bo nigdy nie wyruszymy w tę podróż poślubną.
Powoli
się odsunął, unosząc ręce w geście poddania.
—
Tak, proszę pani.
Wstrzymała
oddech, gdy ponownie użył tego określenia. Mówił to z taką łatwością — jakby to
zawsze w nim się tliło, czekając na nią. Nie powinno to na nią wpływać tak, jak
działało, ale coś w tych słowach, prostych i bezdyskusyjnych, zaparło jej dech w
piersiach.
Nie
dlatego, że to brzmiało ulegle. Ale dlatego, że było celowe. Deklaracja, cicha
i pełna szacunku. Mężczyzna taki jak Draco Malfoy — pełen dumy i ostrych
krawędzi — oferował jej swoją lojalność i szacunek dwoma słowami i uśmieszkiem.
Czuła,
jak osiada gdzieś głęboko w jej piersi, ciepło i właściwie. Jej palce zadrżały
na materiale w dłoniach. Moje,
wyszeptało. Nasze.
Gdy
wciąż się zastanawiała, co spakować, Draco podszedł do regału, który przerobiła
na schowek na swoje ulubione buty i torebki. Wyciągnął rękę, przesuwając palcem
po łańcuszku vintage’owej, pikowanej torebki Chanel przed sobą.
—
Fajna — mruknął.
—
Dziękuję — odpowiedziała, podskakując z uśmiechem. — Wygrałam ją na eBayu i
byłam taka podekscytowana. Właściwie wygrałam ją dzień po tym, jak dostałam
list z potwierdzeniem dopasowania, więc chyba można powiedzieć, że to była
całkiem niezła doba pod każdym względem. — Drażniąco szturchnęła go ramieniem,
po czy, wskazała na różowe czółenka Manolo Blahnika. — Te kupiłam na wyprzedaży
garażowej zeszłego lata, razem z tą białą torebką Prady… świetne znaleziska.
Draco
patrzył na buty, potem na torebki, a na koniec na Hermionę. Zmarszczył brwi —
nie z dezorientacji, ale z narastającego zrozumienia.
—
One są… z drugiej ręki? — zapytał, ściszając głos.
Nie
było w tym drwiny tylko ciekawość i ostrożność.
Wzruszyła
nonszalancko ramionami.
—
Jasne. Wyprzedaże garażowe, aukcje internetowe, czasem lumpeksy — jeśli wiesz,
gdzie szukać. — Wskazała sukienkę Chanel, którą aktualnie miała na sobie. —
Znalazłam ją w moim ulubionym lumpeksie, który, ironicznie, znajduje się na
obrzeżach Mayfair. Kupiłam tam też sukienkę, którą miałam na sobie podczas
ślubu. Całkiem niezła okazja jak na sukienkę Toma Forda z metkami.
Patrzyła,
jak jego wyraz twarzy delikatnie się zmienia. Jego uśmieszek zbladł, zastąpiony
czymś bardziej zamyślonym. Wpatrywał się w torebkę Chanel, jakby miała się
poruszyć.
Przechyliła
głowę z zaciekawieniem.
—
O co chodzi?
Przesuwał
palcami po krawędzi półki, marszcząc brwi, analizując to, co powiedziała. Jego
szare oczy przeskakiwały w jej stronę i przez chwilę to dostrzegła — ostry
błysk zrozumienia złagodniał w coś niemal nabożnego.
Och, pomyślała, czując ukłucie w sercu. Nie wiedział.
Oczywiście,
że nie wiedział. Nigdy nie musiał się dwa razy zastanawiać, zanim kupił coś,
czego pragnie, nigdy nie musiał oszczędzać na cokolwiek ani szukać skarbów na
wyprzedażach garażowych i w lumpeksach.
Ale
Hermiona tak. Nie przeszkadzało jej to. Dorastała w klasie średniej i miała
wszystko, czego potrzebowała i pragnęła. Gdy dorosła, jej pragnienia się
zmieniły — nauczyła się więc kształtować swoje życie na podstawie tego, co
mogła osiągnąć.
Widziała,
że Draco zaczyna to rozumieć. Wyglądał tak, jakby chciał coś powiedzieć, ale
zamiast tego ostrożnie podniósł jeden z butów z półki, jakby wiedział, jak
bardzo jest dla niej cenny. Patrzył na niego przez chwilę, zanim odłożył go z
powrotem.
—
Masz doskonały gust — powiedział cicho. Uniósł jej podbródek, a w szarych
oczach dostrzegła podziw. Delikatnie pocałował ją w usta, po czym się cofnął. —
Co powiesz na to? Spakuj wystarczająco dużo, żebyś przetrwała dzień czy dwa, a
potem pójdziemy na zakupy.
—
Draco. — Westchnęła. — Nie musisz…
Przyłożył
palec do jej ust, delikatnie uciszając jej protest.
—
Masz rację — nie muszę. Ale chcę. — Otworzyła usta, żeby ponownie
zaprotestować, ale powstrzymał ją uniesionymi brwiami. — Kotku, mój pies ma
kilka diamentowych obroży… naprawdę myślisz, że moja żona nie dostanie tego
wszystkiego, czego pragnie? Pozwól mi to zrobić — dodał cicho i niskim głosem.
— Proszę.
Nie powinna uwielbiać tego pomysłu tak bardzo, jak
uwielbiała. Nie chodziło o etykiety ani rzeczy — chodziło o to, by być
widzianą. Poczuć się wybraną i pożądaną. Mogłaby
się opierać, ale nie zrobiła tego. Może dlatego, że Draco na nią patrzył, jakby
zdawał sobie sprawę, że zbudowała tę kolekcję tak samo, jak zbudowała swoje
życie: celowo, starannie i pięknie. Wyraźnie chciał do niej coś dodać, a nie
wymazać.
Przez
chwilę zastanawiała się, czy czekał na kogoś, o kogo mógłby się zatroszczyć,
tak jak ona czekała na to, by ktoś się nią zaopiekował.
Kąciki
jej ust uniosły się w delikatnym uśmiechu, gdy objęła go za szyję i
przyciągnęła do siebie, by pocałować.
—
No dobrze. — Westchnęła. — Chyba dam
się namówić na spędzenie sześciotygodniowego miesiąca miodowego, będąc
rozpieszczaną przez męża.
—
Dlaczego tylko sześć tygodni? — zapytał z wyraźnym zmieszaniem w głosie. —
Jesteśmy małżeństwem dopiero od trzech dni, jestem prawie pewien, że
zdecydujemy się na osiem, zanim skończy się czas.
Wskazała
gestem wszystkie swoje rzeczy walające się wszędzie dookoła.
—
Muszę się spakować i przeprowadzić, Draco. Poza tym powinnam dać znać
właścicielowi, że się wyprowadzam… jest dużo do zrobienia.
Zbył
ją leniwym machnięciem ręki.
—
Dam znać Theo, żeby zajął się właścicielem twojego mieszkania…
—
O mój Boże, nie trzeba się nim zajmować — jęknęła.
Przewrócił
oczami.
—
Nie to miałem na myśli — powiedział, kręcąc czule głową. — Theo zajmie się
papierkową robotą, a jeśli chodzi o pakowanie — urwał, cofając się nieco i
unosząc palec. — Lolli!
W
ciągu kilku sekund w pokoju rozbrzmiał trzask
aportacji i przed nimi pojawiła się mała skrzatka w schludnym, różowym
kostiumie. Jej duże oczy rozpromieniły się na ich widok i zacisnęła drobne
rączki pod brodą.
—
Och, Lolli tak się cieszy, że widzi pana Draco — wykrzyknęła piskliwym głosem.
— I jest podekscytowana, mogąc poznać nową panią Malfoy.
—
Witaj, Lolli — powitał ją serdecznie, odsuwając się na bok, by zrobić miejsce
Hermionie. — To moja żona, Hermiona.
Kucnęła,
by powitać skrzatkę, wyciągając rękę.
—
Witaj, Lolli. Miło cię poznać.
Stworzenie
niemal podskoczyło z radości, ściskając dłoń Hermiony.
—
Ze wzajemnością, panienko Hermiono.
—
To ona jest prawdziwą szefową Dworu — praktycznie mnie wychowała, a teraz
trzyma tam stery — wyjaśnił Draco z żartobliwym akcentem w głosie. — Cieszę
się, że mogliśmy cię zobaczyć przed wyjazdem w podróż poślubną; niedługo
wrócimy.
Uszy
Lolli drgały z ekscytacji.
—
Lolli jest bardzo szczęśliwa z powodu pana Draco i panienki Hermiony. Taka
piękna para! Czy Lolli może w czymś pomóc?
Hermiona
szybko połączyła fakty. Draco najwyraźniej zamierzał rozwiązać problem
pakowania rzeczy w mieszkaniu, prosząc Lolli i wiedząc, że tak będzie bardziej
skłonna przyjąć pomoc skrzata.
Podstępny drań, pomyślała. Ale
cholera, zadziałało.
—
Właściwie, Lolli — odpowiedziała. — Gdybyś mogła mi pomóc w spakowaniu rzeczy w
moim mieszkaniu, żebym mogła przenieść wszystko do mieszkania Draco…
—
Do naszego mieszkania.
Przewróciła
oczami z czułością, a Lolli zachichotała.
—
Do naszego mieszkania, to byłabym
wdzięczna.
Hermiona
uśmiechnęła się, a skrzatka pisnęła z radości.
—
Lolli się tym zajmie! Pakowanie i organizowanie to jej ulubione zajęcia!
—
Dziękuję, Lolli — powiedziała ciepło.
—
Nie ma pośpiechu — wtrącił Draco. — Nie będzie nas przez jakiś czas.
—
Lolli ma nadzieję, że nie będziecie się spieszyć i będziecie dobrze się bawić —
przerwała skrzatka, puszczając im oko. — Może jakiś czas po waszym powrocie
Lolli będzie miała kolejne dziecko Malfoyów, którym będzie musiała się zająć.
—
W takim razie — rzekł Draco, przeciągając dłonią po twarzy. — Chyba już się
pożegnamy. Miłego wieczoru, Lolli.
Skrzatka
domowa puściła Hermionie oko łobuzersko i pomachała do niej, po czym zniknęła
tak szybko, jak się pojawiła.
Hermiona
wybuchła śmiechem i oparła głowę o ramię Draco, gdy ostatnie echo zjawy Lolli
ucichło. Spojrzała na niego z błyskiem rozbawienia w oczach.
—
Już chce dzieci? — prychnęła. — Mam dla niej wiadomość, będzie musiała trochę
poczekać.
Draco
przewrócił oczami z czułością.
—
Przeżyje. Miała obsesję na moim punkcie, kiedy byłem dzieckiem, więc jestem
pewien, że nie może się tego doczekać.
Hermiona
westchnęła z rozmarzeniem, splatając ich palce.
—
Chodźmy, zanim wróci z propozycjami imion dla dziecka.
—
Teraz musimy się tylko przygotować na Blaise’a, Theo i Pottera. Kiedy już z
nimi skończymy, w końcu będziemy
mogli wyjechać.
Zniknęli
z cichym trzaskiem, zostawiając za sobą mieszkanie, przeprowadzkę i bardzo
przedwczesne aspiracje Lolli. Pojawili się ponownie w kuchni, nie mając nawet
chwili do stracenia, zanim przybędą ich przyjaciele. Draco natychmiast zaczął
zbierać rzeczy Petry — wyciągając kufer na jej miski, smycze, zabawki i
smakołyki.
Hermiona
obserwowała to, wciąż niepewna, jak to możliwe, że tak wygląda jej życie.
Czasami wydawało się, że on jest ostatnią osobą na świecie, która miałaby
zwierzaka — a co dopiero psa, na którego punkcie miał prawdziwą obsesję.
Usiadła przy kuchennej wyspie, tłumiąc chichot, gdy wyciągnął dokładnie
rozpisany plan posiłków i włożył go do kufra wraz z suplementami.
—
Więc — zaczęła, przeciągając słowo, żeby zwrócić jego uwagę. — Muszę wiedzieć,
jak to się stało, że masz Petrę.
Draco
podniósł wzrok, a potem spojrzał na wszystkie rzeczy zgromadzone w kufrze, uśmiechając
się z autoironią.
—
Cóż, jak widać, to mieszkanie jest zdecydowanie za duże dla jednej osoby i w
końcu znudziło mi się włóczenie się po nim samemu. Szczerze mówiąc, czasami
było tak cicho, że słyszałem bicie własnego serca. — Przerwał, gdy Petra i
Krzywołap weszli do kuchni, nadstawiając się, by podrapać ich za uszami. —
Blaise też myślał, że potrzebuję psa stróżującego, a potem Theo znalazł Petrę i
oto jesteśmy.
—
Wydaje się zbyt rozpieszczona, jak na psa stróżującego — zauważyła.
—
Bo taka jest — powiedział Blaise, z dźwięk jego głosu sprawił, że podskoczyła,
gdy on i Theo niespodziewanie weszli do kuchni. — Draco nie sądzi, żeby jej do
tego potrzebował.
—
Oczywiście, że nie.
Theo
usiadł obok Hermiony, pocałował ją w
policzek, po czym spojrzał na Draco.
—
To też wielki mięczak, który nie chce jej we Dworze.
Hermiona
uniosła brew, a na jej ustach pojawił się uśmieszek.
—
Kupił jej kanapę w stylu rokoko i niejedną, diamentową obrożę… Myślę, że mięczak to raczej pewne
niedopowiedzenie.
Draco
patrzył na nią z kamienną twarzą, podczas gdy Blaise i Theo parsknęli śmiechem.
—
Zdradzony przez własną żonę.
Westchnął,
ale kącik jego ust drgał.
Zanim
ktokolwiek zdążył cokolwiek powiedzieć, dźwięk aktywowania kominka podpiętego
do Sieci Fiuu rozbrzmiał echem w korytarzu.
—
Harry przyszedł — mruknęła Hermiona, wstając. — Zaraz wracam.
Kiedy
weszła do saloniku przyjęć, Harry obserwował, jak dywan czyścił jego buty z
sadzy po wyjściu z kominka.
Podniósł
wzrok na dźwięk jej kroków i uśmiechnął się do niej szeroko.
—
Całkiem elegancko. — Zaśmiał się, a jego zielone oczy błyszczały. — Ale chyba
nie powinienem być zaskoczony.
Hermiona
podbiegła do niego, mocno go obejmując, a on natychmiast odwzajemnił uścisk.
—
Cześć, Harry — wyszeptała, a znajomy komfort jego dotyku sprawił, że poczuła
coś ciepłego i stabilnego w swojej piersi.
—
Cześć, Hermiono. — Westchnął, ściskając ją ponownie, po czym się cofnął. —
Dobrze wyglądasz… na szczęśliwą.
—
Bo tak jest — zapewniła go.
Przyglądał
się jej jeszcze przez chwilę, z wyrazem zamyślenia na twarzy.
—
Później mi wszystko opowiesz?
—
Oczywiście — odpowiedziała, sięgając po jego dłoń. — Tylko… nie w tej chwili.
—
No dobrze — rzekł, wypuszczając powietrze. — Więc gdzie są wszyscy?
Chwyciła
go za rękę i poprowadziła do kuchni.
—
Są w kuchni.
Panowała
cisza, gdy Harry wszedł za nią, a jego wzrok wędrował między Blaise’em, Draco i
Theo.
—
Cóż — powiedział, klaszcząc raz w dłonie. — To dziwne.
—
Powiedz to jeszcze raz — mruknął Draco, mierząc go wzrokiem.
Hermiona
wsunęła dłoń w dłoń męża, opierając głowę o jego ramię.
—
Zachowujcie się — wszyscy.
Blaise
oparł się o blat, a w jego ciemnych oczach błyszczała powściągliwa wesołość.
—
Potrafimy się zachowywać.
—
Mów za siebie — prychnął Theo, odwracając się do Harry’ego i zniżając głos do
konspiracyjnego szeptu. — Dla twojej wiadomości, jesteś moją przepustką.
—
Eee, dziękuję?
—
Theodore — powiedział Blaise ostrzegawczym tonem. — Nigdy nie rozmawialiśmy o przepustkach.
—
Przepraszam, Tatuśku. — Westchnął. — Ale w sumie to nie.
Harry
patrzył na Hermionę, unosząc brwi na widok rozgrywającej się przed nim sceny.
Wzruszyła ramionami w odpowiedzi. W końcu wiedział o nich prawie tyle samo, co
ona.
Draco
westchnął ciężko, przewracając oczami na swoich najlepszych przyjaciół.
—
Dobra. Cóż, chciałbym już wyjechać, więc miejmy to za sobą. — Machnął ręką w
kierunku Harry’ego. — Wiem, że gdzieś tam w tobie tli się gryfońskie oburzenie,
Potter — po prostu to z siebie wyrzuć i idźmy dalej.
Hermiona
wiedziała, że napady złości Harry’ego w szkole były bezpośrednio spowodowane
całą tą sprawą z horkruksami, ale Draco nie miał o tym pojęcia. Harry był o
wiele bardziej zrównoważony, niż ludzie myśleli.
Ten
odwrócił się do niej, wciąż ignorując deklarację Theo.
—
Dlaczego miałbym się denerwować?
Tym
razem do ona wyglądała na zaskoczoną.
—
Nie masz nic do powiedzenia na temat tego, że uciekłam z pracy i wyszłam za mąż
za Draco?
Śmiech
jej najlepszego przyjaciela był głośny i nagły, gdy przetwarzał jej słowa.
—
Och, przepraszam. Miałem udawać zdziwionego?
—
O czym tym mówisz, Harry?
—
Obserwowałem cię na Mapie Huncwotów przez cały ósmy rok, Hermiono — wyjaśnił,
wciąż się śmiejąc. — Więc nie… nie byłem zaskoczony, kiedy pojawił się w twoim
gabinecie, a ty go nie odprawiłaś.
Draco
i Hermiona gapili się na niego, a Blaise głośno się zaśmiał.
—
Bogowie, myśleli, że są cwani, prawda?
Harry
chichotał, kiwając głową na znak zgody.
Draco,
Hermiona i Theo wpatrywali się w nich, zanim zaczęli mówić jednocześnie.
—
Powiedziałeś, że zostawiłeś tę mapę w domu!
—
Jak to wiedziałeś?! Skąd?
—
Co wiedzieliśmy? Dlaczego wszyscy oprócz mnie wiedzą?
—
Taki miałem plan — zgodził się Harry, kiwając głową. — Ale tuż przed wyjazdem z
Grimmauld Place wpadłem w paranoję i schowałem ją do kufra.
—
Ale nic nie mówiłeś — podczas tamtego roku ani przez dziesięć kolejnych!
—
Jesteś mądra, Hermiono… i silna. Gdybyś mnie potrzebowała, wiedziałem, że sama
byś do mnie przyszła. Od tamtej pory myślałem, że kiedy i jeśli będziesz
chciała o tym porozmawiać — to zrobisz to.
Patrzyła
tylko na swojego najlepszego przyjaciela, który uśmiechał się do niej
delikatnie, nagle doceniając go i jego dyskrecję o wiele bardziej niż
kiedykolwiek wcześniej.
—
A co z tobą? — zapytał Draco, przeciągając samogłoski, wbijając w Blaise’a
wymowne spojrzenie. — Skąd wiedziałeś?
Jego
najlepszy przyjaciel rzucił mu wymowne spojrzenie, które mówiło samo za siebie.
—
Zapominasz, że znam cię odkąd byliśmy dosłownie niemowlętami. Znam wszystkie
twoje sztuczki. Poza tym, przez te wszystkie lata, chyba nigdy nie widziałem,
żebyś dawał komukolwiek prezent świąteczny, poza matką, kiedy byliśmy młodsi.
—
Mimo to — wtrącił Draco, ale Blaise znów mu przerwał.
—
Szczerze mówiąc, obrażasz moją inteligencję. — Zaśmiał się. — Wysłałeś nas po
śliczne notesy i wieczne pióra, a do tego wziąłeś Historię Hogwartu z Dworu i myślisz, że nie potrafię dodać dwóch do
dwóch.
—
Ja najwyraźniej nie mogę. — Theo dąsał się, zakładając ramiona na piersi. — Bo
wciąż nie rozumiem, o czym wszyscy wiedzą.
Mąż
podszedł do niego, przytulił Theo i pocałował w skroń.
—
Draco i Hermiona byli razem przez część naszego ósmego roku, kochanie.
—
Och. — Westchnął. — Jak, kurwa, mogłem to przegapić?
—
Byłeś trochę zajęty — powiedział Draco sarkastycznie.
Jego
suchy komentarz wywołał śmiech wszystkich, gdy przypomnieli sobie, jak
bezczelnie Theo wisiał na Blaisie tamtego roku — jakoś nawet bardziej niż
teraz.
Ich
śmiech ucichł, gdy Hermiona zerknęła na zegarek.
—
Chyba powinniśmy wkrótce wyruszyć — mruknęła, lekko szturchając Draco.
To
popchnęło wszystkich do działania — Blaise zajął się kufrem Petry, podczas gdy
Harry mocował się z transporterem Krzywołapa. Theo zdjął smycz psa z
pobliskiego haka i odwrócił się, wymachując nią z gracją.
—
Dobrze, Petro. Jesteś gotowa się pożegnać?
Petra
uniosła głowę na dźwięk swojego imienia, a jej uszy zadrgały, gdy podszedł do
niej, żeby przypiąć smycz do jej obroży. Wydała z siebie ciche, sceptyczne
szczeknięcie.
—
Nie patrz tak na mnie — powiedział sucho. — Zatrzymasz się u nas w Willi
Zabinich. Mamy podgrzewany basen, a wujek Blaise kupi ci pyszny stek z wołowiny
Kobe.
Doberman
natychmiast nadstawił uszy.
Draco
patrzył na nich obu podejrzliwie.
—
Już przekupujesz mojego psa?
—
Naturalnie — rzekł Theo, odprowadzając ją do drzwi. — Chcę, żeby kochała nas
jeszcze bardziej, kiedy wrócicie.
Hermiona
śmiała się, kręcąc głową.
—
Oczywiście.
Krzywołap
wybrał ten moment, by owinąć się wokół nóg Harry’ego, machając ogonem. Pochylił
się, podnosząc wielkiego kota i przytulił go jak niemowlę.
—
Tylko ty i ja, Krzywołap… będziemy żyć kawalerskim życiem przez kilka tygodni.
Kot
zamruczał, wyraźnie zadowolony z tego układu.
Blaise
odwrócił się do Draco i Hermiony, uśmiechając się chytrze.
—
Wasze dzieci są bezpieczne i chronione, więc cieszcie się miesiącem miodowym.
Bawcie się w turystów. Zjedzcie dobre jedzenie. Spędzajcie całe dnie w łóżku.
Nie róbcie niczego, co zrobiłby Theo.
—
Niemiło, Tatuśku — prychnął Theo. — Ale w sumie to prawda.
Draco
uniósł brew.
—
Tylko nie sprawcie, że będę żałował powierzenia wam opieki nad nią podczas
naszej nieobecności.
—
Nic nie obiecuję — rzekł Blaise, a jego oczy błyszczały.
Hermiona
ponownie mocno przytuliła Harry’ego.
—
Jeszcze raz dziękuję. Wyślę ci SMS-a, jak się urządzimy.
Uśmiechnął
się, gdy się odsuwał.
—
Bawcie się dobrze. — Posłała Draco poważne spojrzenie. — Zadbaj o nią.
Draco
odwzajemnił jego spojrzenie, dając Harry’emu do zrozumienia, jak poważny jest
jego ton.
—
Zawsze.
Kilka
minut później, gdy wszyscy się pożegnali i wyszli, Draco objął Hermionę w talii
i pochylił się ku niej.
—
Gotowa, żono? — zapytał, prowadząc ją do kominka z walizką w drugiej ręce.
—
Jak nigdy — mruknęła.
Weszła
z nim do kominka i zniknęli w błysku zielonych płomieni.
Świat
przestał wirować w ciągu minuty lub dwóch, gdy wyszli z kominka w paryskim
mieszkaniu Draco. Powitał ich zapach jaśminu i starego kamienia, gdy szli do
salonu. Zawsze potrzebująca świeżego powietrza po podróży przez kominek
Hermiona przeszła przez pokój i wyszła na balkon.
Spojrzała
w dół i zauważyła, że ich budynek stał przy brukowanej ulicy, wzdłuż której
ustawiono skrzynki z kwiatami i rozświetlało ją ciepłe światło starych lamp
gazowych.
Przez
chwilę nic nie mówiła.
Draco
podszedł do niej od tyłu, objął w talii i przyciągnął do swojej piersi,
obserwując księżyc wschodzący nad Paryżem.
—
Dawno mnie tu nie było — zamruczał w jej loki. — Myślałem, że miło byłoby mieć
jakieś miejsce, do którego mógłbym uciec, ale okazało się, że jestem tu równie
samotny, jak w domu.
Serce
Hermiony zamarło na jego słowa, ale nie odpowiedziała — nie słowami.
Zacieśnił
uścisk, jego oddech był ciepły na jej skroni. Trwali tak długo — bez drwin i
żartów, tylko satysfakcjonująca cisza dwojga ludzi, którzy wiedzą, co ich do
tego doprowadziło. Odsunęła się na tyle, by go pocałować — powoli i delikatnie.
Kiedy
w końcu się odezwał, mówił z cichym szacunkiem.
—
Chyba zaczynam wierzyć, że możemy je zatrzymać.
Hermiona
objęła jego szczękę, muskając kciukiem skórę.
—
Zatrzymamy, Draco. Obiecuję. Zniszczę światy, zanim ktokolwiek znów mnie z tobą
rozdzieli.
Draco
powoli wypuścił powietrze, jakby coś w nim w końcu się rozluźniło. Pochylił
się, muskając pocałunkiem jej skroń, policzek, a potem kolejnym usta.
Uśmiechnęła się ponownie, gdy objął ją ramionami i wniósł ją w stylu panny
młodej do mieszkania i prosto do ich sypialni.
Na
zewnątrz miasto cicho szumiało, tętniąc romantyzmem, muzyką i światłem — ale w
środku słychać było tylko ciche kliknięcie zamykanych za nimi drzwi, cichy
szelest ubrań upadających na podłogę i bicie dwóch serc, które wreszcie
znalazły spokój.
~*~*~*~*~*~*~*~
Draco
Draco
obudził się powoli, mrużąc oczy przed porannym słońcem wpadającym przez zwiewne
zasłony. Przez chwilę się nie poruszał. Po prostu patrzył na Hermionę —
zaplątaną w pościel, z burzą kasztanowych loków rozpostartą na jego skórze
niczym wstążki, z ciepłym i miarowym oddechem.
Znów
uderzyła go świadomość, że należała do niego — że tu była.
Była
jego.
Nie
w ukryciu, nie w abstrakcyjny sposób, w jaki istniała w jego pamięci przez
ostatnią dekadę. Hermiona — jego żona — leżała w jego ramionach, dokładnie tam,
gdzie jej miejsce.
Przez
ostatni miesiąc włóczyli się po Europie bez konkretnego celu ani planu podróży.
Spędzili tydzień w Paryżu, wychodząc z mieszkania tylko kilka razy na kolację
lub zakupy. Potem wylądowali w Amsterdamie, Kopenhadze, Reykjaviku i Wiedniu,
zanim zwiedzili całą Grecję i Włochy. Wczoraj przybyli do Monako, zamierzając
spędzić tu kilka dni, zanim wyruszą do Hiszpanii i Portugalii na ostatni etap
podróży poślubnej.
Hermiona
poruszyła się, przeciągając się rozkosznie i wtulając twarz głębiej w jego
klatkę piersiową. Usiadła, odgarniając niesforny loczek z oczu i uśmiechając się
sennie.
—
Dzień dobry, kotku — mruknął, przyciągając ją bliżej i całując namiętnie.
Odsunęła
się po kilku minutach, paznokciami lekko drapiąc jego skórę, gdy kołdra osunęła
się skandalicznie nisko na jej biodra.
—
Więc… co masz dzisiaj w planach, mężu?
Draco
zamruczał zamyślony, siadając przy wezgłowiu łóżka.
—
Śniadanie. Więcej pocałunków. Chyba czas na kolejne zakupy. Możliwe, że jakiś
nieprzyzwoity incydent w przymierzalni.
Przechyliła
głowę, udając niewiniątko.
—
Kolejny?
—
Dobrze jest mieć cele.
Zaśmiała
się, wygrzebując się z łóżka, przywołując jedwabny szlafrok i owijając nim
ciało z przesadną nonszalancją.
—
Idealnie! Nakarm mnie, ubierz, rozpieszczaj… możesz nawet nosić torby z
zakupami jak grzeczny chłopiec.
—
Tak, proszę pani.
Uśmiechnął
się do niej ironicznie, wiedząc, że stracił całkowitą kontrolę nad swoim życiem
— i nie chciałby, żeby było inaczej. Zniszczyła go całkowicie i będzie jej za
to dziękował każdego ranka, jeśli mu na to pozwoli.
~*~*~*~*~*~*~*~
Dziewięćdziesiąt
minut, dwa croissanty i jeden bardzo parny prysznic późnej wyszli z hotelu —
wreszcie gotowi, by rozpocząć dzień. Hermiona wsunęła na nos swoje ogromne
okulary przeciwsłoneczne i włożyła rękę pod ramię Draco, idąc chodnikiem.
Poranne słońce świeciło jasno nad ich głowami, gdy zmierzali do serca dzielnicy
handlowej Monako. Ze strzelistymi, białymi budynkami i pięknymi, brukowanymi
uliczkami, okolica była definicją luksusu.
Skręcili
za róg, w cichszy szereg ekskluzywnych butików — między innymi Chanel, Dior,
Saint Laurent. Draco zdawał się dokładnie wiedzieć, dokąd zmierzając, prowadząc
ich prosto do sklepu Diora, gdzie ubrana od stóp do głów ekspedientka otworzyła
z drzwi, z szacunkiem kiwając głową.
Hermiona
zerknęła na niego, gdy szli za kobietą do środka, z lekko rozszerzonymi oczami.
—
Wiesz — mruknęła — nigdy tak naprawdę nie byłam w żadnym z tych sklepów… tylko
oglądałam wystawy sklepowe.
Draco
uniósł jej podbródek i pocałował ją w usta.
—
Już nie, kochanie.
Grzecznie
odgonił ekspedientkę, gdy przechodzili przez sklep, zatrzymując się za każdym
razem, gdy coś przykuło uwagę Hermiony. Zatrzymała się przy wieszaku z
sukienkami, jej palce błądziły po eleganckiej, czarnej sukience na ramiączkach.
—
Nie spiesz się. Przymierz wszystko, co zechcesz. Czegokolwiek zapragniesz,
będzie twoje.
—
A ty? — zapytała, odwracając się do niego twarzą, jej dłonie spoczywały na
ukrytym pod koszulą tatuażu z różą. — Czego chcesz?
Chwycił
jej dłoń i uniósł do swoich ust, składając pocałunek na jej grzbiecie.
—
Rozpieszczać cię. — Nachylił się, a jego usta wykrzywiły się w chytrym
uśmieszku, szepcząc konspiracyjnie: — I patrzeć, jak się bawisz.
—
Wiedziałam, że masz fetysz
rozpieszczania.
Westchnęła.
—
Tylko ciebie, żono.
~*~*~*~*~*~*~*~
Dwie
godziny później zatrzymali się na lunch w pobliskiej kawiarni — delektując się
nim i obserwując świat. Odwiedzili już trzy butiki, kupując tyle rzeczy, że Draco
musiał dwa razy wracać do hotelu, by zostawić tam torby. W tak gęsto
zaludnionej, mugolskiej dzielnicy nie chcieli ryzykować zmniejszania ich ani
aportowania z powrotem do hotelu.
Patrzył,
jak wiatr unosił loki Hermiony, rzucając kilka z nich wokół jej twarzy.
Odgarnęła je z westchnieniem, po czym wzięła kolejny kęs sałatki i puściła mu
oko.
Nie budź się, pomyślał.
Jego
serce przyspieszyło, gdy patrzył na nią, podświetloną słońcem i promieniującą
niczym bogini ziemska.
Byli
małżeństwem od nieco ponad miesiąca, a on wciąż przez połowę czasu bał się, że
to wszystko sen i obudzi się sam. Przez dziesięć lat starał się o niej nie
myśleć, wiedząc, że to będzie bolało, ale teraz pochłaniała każdą jego myśl.
Podniósł
wzrok i zauważył Hermionę, która machała do niego, najwyraźniej próbując
zwrócić jego uwagę.
—
Przepraszam, kotku, co mówiłaś?
—
Pytałam, czy jesteś gotowy na nasz kolejny, tajemniczy przystanek.
—
Oczywiście — potwierdził, dając znak kelnerce, że prosi o rachunek.
Zaplanował
tę wyprawę zakupową z wyprzedzeniem, postanawiając zaskakiwać ją przy każdym
przystanku. Kiedy kelnerka przyniosła rachunek, wręczył jej swoją kartę
kredytową, co sprawiło, że Hermiona pokręciła głową z niedowierzaniem.
—
Nigdy się nie przyzwyczaję do tego, że masz kartę kredytową.
—
Trudno żyć w obu światach bez niej — powiedział przeciągle. — Nie mam pojęcia,
jak Bank Gringotta to robi, ale mają taką możliwość. Wiem tylko, że jak z niej
korzystam, przeliczają złoto, żeby zapłacić rachunek.
Idąc
do kolejnego butiku, Hermiona opowiadała mu, jak działa system przeliczania
galeonów na funty i jak Bank Gringotta obsługuje takie rzeczy, jak rachunki z
kart kredytowych — choć ściszyła głos na wypadek podsłuchiwania przez mugoli.
Obserwował,
jak przeglądała spódnice z Dolce & Gabbana, gdy jego telefon zawibrował,
informując o wiadomości od Blaise’a. Nie miał zbyt wiele wiadomości od swoich
dwóch najlepszych przyjaciół, odkąd podróżował z Hermioną, co w ogóle go nie
dziwiło. Blaise i Theo doskonale radzili sobie z utrzymaniem porządku pod jego
nieobecność.
B: Wykluły
się smoki; samiec i samica w parze, tak jak się spodziewaliśmy. Charlie
powiedział, ze wyglądają świetnie, nie ma żadnych problemów od czasu, gdy jaja
się zgubiły.
B: Poza tym,
wszystko jest dogadane z eliksirami antykoncepcyjnymi. Zwiększono produkcję, a
dystrybucja rozpocznie się jeszcze w tym miesiącu.
D: Dzięki za
informację, wygląda na to, że masz wszystko pod kontrolą.
B: Jasna
sprawa, szefie. Lolli skończyła pakować mieszkanie Hermiony, a Theo załatwił
wszystko z właścicielem jej mieszkania.
B: Możesz
wracać do swojej regularnej rozpusty.
Draco
przewrócił oczami, chowając telefon z powrotem do kieszeni, choć musiał
przyznać, że Blaise nie był daleki od prawdy. Był wdzięczny, pomimo komentarza
przyjaciela — przynajmniej nie będzie musiał gasić kilku pożarów.
Hermiona
zatrzymała się przez nim w drodze do przymierzalni, czekając, aż ekspedientka
powiesi na wieszaku wybrane sukienki.
—
Wszystko w porządku?
Skinął
głową.
—
Blaise tylko sprawdził co z twoim mieszkaniem i dał mi znać, że wszystko
załatwione.
—
No to dobrze. — Uśmiechnęła się, przeczesując palcami jego włosy. Rozejrzała
się po sklepie, jakby coś zauważyła. — Wiesz, wszędzie, gdzie dziś byliśmy,
było wyjątkowo pusto. Wiem, że jest czwartek, ale spodziewałam się większego
ruchu.
Przechylił
głowę z zaciekawieniem, zaskoczony, że nie zauważyła tego wcześniej.
—
Są puste, bo je opróżniłem — żebyś mogła spokojnie robić zakupy, kotku.
Brwi
Hermiony uniosły się, a usta lekko rozchyliły, gdy na jej twarzy pojawiło się
zrozumienie.
—
Zrobiłeś to wszystko… dla mnie?
—
Zawsze dla ciebie.
Uśmiechnęła
się do niego, idąc do przymierzalni, a jej oczy były pełne ciepła, gdy zamknęła
za sobą drzwi.
Draco
czekał, aż wyjdzie, popijając szampana przyniesionego dla nich przez ekspedientkę.
Kilka
minut później Hermiona otworzyła drzwi do przymierzalni w sukni, która
wyglądała, jakby była szyta na miarę. Satyna opływała jej skórę niczym płynne
złoto, a gorset podkreślał krągłości, co było niezwykle kuszące.
Wygładziła
dłonie na biodrach, podczas gdy Draco patrzył na nią, zapomniawszy o kieliszku
szampana, z lekko rozchylonymi ustami.
—
No i? — zapytała, a jej policzki pokrył delikatny rumieniec.
Draco
powoli odstawił szklankę na stolik obok siebie, jakby bał się, że każdy nagły
ruch sprawi, że Hermiona zniknie jak mgła.
—
Jeśli nie kupisz tej sukienki, obawiam się, że będę musiał rzucić na nią urok,
żeby nikt inny też nie mógł.
Hermiona
prychnęła przez jego dramatyzm.
—
To trochę przesada.
Wstał
z miejsca i podszedł do niej zaledwie kilkoma krokami. Jego dłonie spoczęły na
jej talii, a oczy pociemniały, wędrując po jej ciele. Nie odezwał się ani
słowem, wciągając ją z powrotem do przymierzalni.
—
Draco…
Jej
słowa ucichły, gdy lekko przycisnął ją do drzwi, muskając ustami małżowinę jej
ucha.
—
Robisz co celowo.
—
Co robię? — zapytała, mrugając do niego niewinnie, jednocześnie wsuwając dłonie
pod jego marynarkę.
Złapał
jej wędrujące dłonie i uniósł je nad jej głową w jedną ze swoich.
—
Wyglądasz jak uosobienie pokusy, ale zachowujesz się tak, jakbyś o tym nie
wiedziała.
Jej
śmiech zmienił się w westchnienie, gdy wsunął swoje udo między jej uda i
przysunął się bliżej.
—
Jesteśmy w miejscu publicznym — wyszeptała, a jej głos drżał, gdy jego usta
sunęły po jej gardle.
Draco
zamyślony zamruczał w jej skórę.
—
Zamknąłem cały sklep, pamiętasz?
Jej
jęk przeszył go niczym błyskawica, gdy oplotła go biodrami.
—
A ja myślałam, że chcesz mnie tylko rozpieścić.
—
Chcę — wychrypiał niskim i ponurym głosem, gdy jego zęby muskały jej obojczyk.
— Ale teraz chcę cię też przelecieć na tej ławce.
Hermiona
westchnęła, a je oczy roztopiły się na jego słowa.
Zatrzymał
się i odsunął, żeby lepiej się jej przyjrzeć.
—
Nie dotknę cię, chyba że poprosisz.
Miała
urywany oddech.
—
Proszę, Tatuśku — jęknęła, już wijąc się w jego ramionach.
Draco
wziął głęboki wdech, jego źrenice się rozszerzyły, gdy mocno ścisnął jej
biodra. Spojrzał na nią z góry, obserwując zarumienione policzki, gdy
uśmiechała się do niego sugestywnie — w jej oczach dostrzegł wyraźne wyzwanie.
Machnięciem
nadgarstka wyciszył pomieszczenie bezsłownym zaklęciem, po czym przyciągnął ją
do gorącego, karzącego pocałunku. Mocno ją przytulił, bez wysiłku prowadząc do
ławki po drugiej stronie przymierzalni, podczas gdy jego język eksplorował jej
usta. Zaklęcie rzucił tylko z uprzejmości — byli jedynymi osobami w sklepie,
więc bez wątpienia obsługa mogłaby domyślić się, co się działo, kiedy oboje
zniknęli.
Chyba zapłaciłem im wystarczająco
dużo, żeby się tym nie przejmowali.
W
końcu przerwał pocałunek, obracając ją w ramionach i przyciskając dużą,
wytatuowaną dłoń do jej pleców — prowadząc ją, gdy opadła na oparcie ławki.
Czekał, obserwując, jak staje się coraz bardziej zdesperowana — biodra
poruszały się, a palce wyginały, gdy jęczała.
—
Proszę…
Ostrożnie
podciągnął jej sukienkę, aż zmarszczyła się wokół jej talii, pochylając się nad
nią tak, że czuła jego twardego kutasa, napierającego na nią.
—
O co prosisz, kochanie? Musisz mi powiedzieć, czego chcesz.
—
Chcę, żebyś mnie przeleciał, Tatuśku.
Jego
nozdrza się rozszerzyły, a puls przyspieszył na jej słowa.
—
Grzeczna dziewczynka — zagruchał, pochylając się jeszcze bardziej do przodu,
dociskając jej dłonie do ławki. — Nie ruszaj nimi.
Skinęła
głową, gdy przesuwał dłonie po tylnej części jej ud i po krągłościach
pośladków. Jedna z nich zsunęła się niżej, palce drażniły przemoczony materiał
ledwo zakrywający jej cipkę. Miał niski głos, gdy szepnął jej do ucha:
—
Ociekasz, skarbie. Aż tak desperacko mnie potrzebujesz?
Kiwnęła
głową, przygryzając wargę, gdy ich oczy spotkały się w lustrze. Palce mocniej
ścisnęły ławkę, kiedy powoli odpiął pasek, a trzask skóry ocierającej się o
metal rozbrzmiał w całej przymierzalni.
Odsunął
jej maleńkie, koronkowe majtki na bok, odsłaniając mokrą cipkę. Hermiona
jęknęła bez tchu — bez wątpienia chłodne powietrze wokół nich było jak bryza
dla jej rozgrzanej skóry. Draco przez chwilę był zahipnotyzowany tym widokiem,
ale otrząsnął się z tego, by wsunąć czubek swojego kutasa w jej wargi. Drażnił
ją — raz, a potem drugi.
—
Jesteś gotowa, kochanie?
Skinęła
głową, a jej bursztynowe oczy błyszczały szeroko, gdy na niego patrzyła.
—
Użyj słów, kotku.
—
Tak, Tatuśku.
To
wszystko, czego potrzebował. W końcu poruszył się, zagłębiając się po uszy w
jednym, płynnym pchnięciu. Hermiona zamknęła oczy, a jej plecy wygięły się w
łuk, gdy jęknęła głośno z wrażenia. Draco zanurzył dłoń w jej lokach,
delikatnie unosząc głowę.
—
Otwórz oczy, maleńka. Chcę, żebyś wszystko widziała.
Natychmiast
posłusznie wykonała jego polecenie; ciepłe, bursztynowe oczy wpatrywały się w
chłodną szarość w lustrze, gdy w nią wchodził — nadając tempo zapierające dech
w piersiach. Jej skóra była miękka i kusząca tam, gdzie chwycił ją za biodra,
bez wątpienia zostawiając kolejny zestaw siniaków w miejsce tych, które już
zanikały.
—
O, Bogowie — sapnęła, a słowa urwały się, gdy przeszły w ciche jęknięcie.
—
Powiedz mi, czego potrzebujesz, kochanie — warknął ochrypłym głosem.
Otworzyła
usta, żeby odpowiedzieć, ale nie mogła wydusić słowa. Pokręciła głową i
spróbowała ponownie.
—
Mocniej, Tatuśku… proszę.
Natychmiast
spełnił jej prośbę, biodra uderzały o nią mocniej — gwałtowniej, w sposób,
którego oboje pragnęli. Czuł, jak znajomy węzeł zaciska się w jego brzuchu, już
i tak dociśnięty przez nią do krawędzi.
—
Jestem tak blisko — jęknęła, a jej oczy znów się zamknęły.
Przesunął
jedną dłoń, by wsunąć się pod nią, palcami zataczając nierówne kręgi wokół jej
łechtaczki. Jej ciało natychmiast zareagowało, gdy zacisnęła się na nim.
—
Otwórz oczy, kochanie. Chcę, żebyś zobaczyła, jak pięknie wyglądasz, kiedy
dochodzisz.
Jej
ciało napięło się pod nim, a potem doszła z krzykiem, wypowiadając jego imię.
Podążył tuż za nią, spuszczając się w nią, jęcząc jej imię jak świętość.
Natychmiast wziął ją w ramiona, przytulił mocno, gdy dochodzili do siebie, a
ich czoła stykały się, kiedy łapali oddechy.
—
Moja żona — zamruczał, całując jej policzki, powieki i usta. Wypowiedział te
słowa, jakby go uziemiały. — Moja.
Tak cholernie idealna.
Hermiona
się uśmiechnęła, wpatrując się w niego, gdy poprawiał jej sukienkę i rzucił
zaklęcie czyszczące pstryknięciem palców.
—
Zawsze.
Po
tym, jak kilkoma szybkimi zaklęciami przywrócili porządek w przymierzalni — i
ogarnęli siebie — Draco i Hermiona zebrali wszystkie jej zakupy — w tym złotą
sukienkę — i podali je ekspedientce do spakowania, podczas gdy Draco dokonywał
płatności.
Hermiona
prychnęła, gdy chował czarną kartę z powrotem do portfela.
—
Nawet nie spojrzałeś.
—
Nie patrzyłem na żaden z nich. — Uśmiechnął się ironicznie, stukając ją w
czubek nosa. — Co oznacza, że ty też nie powinnaś się tym martwić.
Z
torbami w dłoniach wyszli w ciepłe popołudnie, by udać się do kolejnego butiku,
który zamknął. Hermiona zaczęła chichotać, gdy szli, a Draco patrzył na nią z
zaciekawieniem.
—
Przepraszam. — Westchnęła, łapiąc oddech. — Ale oni doskonale wiedzieli, co się
stało.
—
Mieli podejrzenia — zgodził się. — Dzięki kilku dobrze rzuconym urokom nigdy
nie będą pewni.
—
To nie może być przyzwyczajenie — zamruczała, zatrzymując się tuż przed sklepem
Chanel.
Odpowiedź
Draco została przerwana przez dzwonek telefonu. Odłożył torby, żeby wyjąć go z
kieszeni i sprawdził numer dzwoniącego.
—
Halo?
Głośny
głos Viktora Kruma — i jego mocny, bułgarski akcent — prawdopodobnie był
słyszalny dla każdego w promieniu trzech metrów, ale taki już był.
—
Draco — powitał go Krum. — Mam wrażenie, że mój angielski nie jest zbyt
dobry, bo przeczytałem artykuł w gazecie, w którym piszą, że ożeniłeś się z
Hermioną Granger?
Draco
uśmiechnął się, zerkając na żonę, która marszczyła brwi w konsternacji, słuchając
jego części rozmowy.
—
Twój angielski jest w porządku. To się stało — odpowiedział dumnie, puszczając oko
do Hermiony.
Viktor
mruknął coś w odpowiedzi, po czym krótko odpowiedział komuś po bułgarsku. Po
kilku sekundach wrócił do rozmowy.
—
Nie rozmawiałem z Hermioną od lat, ale
wciąż darzę ją sympatią jako przyjaciółkę. Jeśli ją skrzywdzisz, wiesz, że mam
sposoby, żeby sprawić, że znikniesz — sposoby, by sprawdzić, że będziesz
pragnął śmierci.
—
Doskonale zdaję sobie z tego sprawę, Viktorze — wycedził Draco. — Obiecuję, że
nigdy nie będziesz musiał się o to martwić.
—
Oczywiście. — Zaśmiał się. — Zakładam, że jesteście w podróży poślubnej,
więc dam wam spokój. Proszę, przekaż Hermionie moje gratulacje.
—
Przekażę.
—
A i jeszcze jedno! — dodał tuż przed
rozłączeniem się. — Rozmawiałem wcześniej
z Blaise’em, ale skoro już rozmawiamy, to ci powiem. Najnowsza dostawa jaj
popiełków i sproszkowanego rogu Bicorna wyjechała dziś rano — twój zespół
powinien się ich spodziewać do końca tygodnia.
—
Doskonale — mruknął Draco. — Cieszę się, że udało ci się je tak szybko
dostarczyć.
Rozłączył
się i schował telefon z powrotem do kieszeni, ale zauważył Hermionę wpatrującą
się w niego z otwartymi ustami.
—
To był Viktor Krum? — zapytała z niedowierzaniem.
—
Tak — odpowiedział, podnosząc torby, gdy kolejna ekspedientka otworzyła drzwi
butiku. — Prosił, żebym przekazał ci jego gratulacje.
—
Coś pominąłeś — zauważyła, mrużąc oczy.
Czekał,
aż zostaną sami, obserwując, jak przymierzała buty.
—
Przypomniał mi też, że bardzo cię lubi jako przyjaciółkę… i że jeśli cię
zranię, sprawi, że zniknę.
—
Cóż, to urocze z jego strony. — Zaśmiała się, po czym zamilkła, opierając ręce
na biodrach i patrząc mu prosto w oczy. — Chwila… jak to się stało, że
przyjaźnisz się z Viktorem Krumem?
Cmoknął
językiem, wyraźnie rozważając odpowiedź.
—
Nie nazwałbym tego przyjaźnią… raczej jesteśmy wspólnikami.
Szczęka
Hermiony znów opadła.
—
Mówisz, że Viktor… — Machnęła rękami w jego kierunku. — Że on jest…
—
Bułgarską wersją mnie? — podpowiedział pomocnie. — Tak.
Ścisnęła
nasadę nosa, śmiejąc się pod nosem.
—
Jesteś pełen niespodzianek, Draco.
Stanął
za nią, opierając klatkę piersiową o jej plecy, a dłońmi obejmując talię.
—
Tylko poczekaj, żono. Planuję zaskakiwać cię każdego dnia.
Odchyliła
głowę do tyłu, by go pocałować, już się uśmiechając.
—
Mam nadzieję.
Na zewnątrz butiku Monako lśniło w późno popołudniowym słońcu. W środku Hermiona wybierała nową torebkę, jej odbicie radośnie lśniło w lustrze, podczas gdy Draco patrzył na nią tak, jakby stawiał ją na piedestale.
Brak komentarzy