Rana
zasklepiła się, ale Hermiona wiedziała, że już nigdy nie zniknie. Uniosła rękę
do światła, przechylając ją powoli, by móc przyjrzeć się rozcięciu. Tworzyły
się strupy i była pewna, że całkowite zagojenie tego przeklętego słowa zajmie
trochę czasu. Magia mogła tylko tyle pomóc.
Pierwszy
raz o mało się nie wykrwawiła. Draco miał teorię, że było to spowodowane
urokiem, którzy rzucano na nią przez tak długi czas i przystała na to.
Żałowała, że nie pamiętała, kto to był, nawet jeśli tlił się jako niewyraźna
sylwetka, ale nic nie przyszło jej do głowy. Mimo to do jej domu, który
dzieliła z synem, przychodziła wiedźma lub czarodziej i systematycznie wszystko
jej odebrano.
Godzinami,
które ciągnęły się przez całą noc, Draco w kółko szeptał przeprosiny.
Powiedział jej, że przez ten cały czas żałował, że to nie on przeklął Bellatrix
tylko Molly Weasley. Hermiona zarzuciła mu ręce na szyję i mocno go przytuliła.
Cieszyła
się, że nigdy nie miał okazji. Nie wątpiła, że mógłby to zrobić, ale
prawdopodobnie wylądowałby w Azkabanie, zamiast jej szukać.
Skuliła
się, żeby zrobić dla niego miejsce i położyli się razem na kanapie. Opowiadał
jej o swojej karierze aurora, mieszkaniu z Harrym, a potem o tym, jak wszędzie
jej szukał.
—
W każdym mieście. — Draco przesunął palcami po jej przedramieniu, patrząc w
oczy. — Potter na początku mi to umożliwił. Chciał znaleźć cię żywą tak samo
jak ja, ale czas mijał i w końcu powiedział, że tylko siebie ranię.
—
Robiłeś to. — Hermiona przytuliła się do niego, uważając, by nie otworzyć rany.
— Ale jestem za to wdzięczna, mimo że musiałeś zadać sobie tyle cierpienia.
Zawsze myślałam, że dziwnie się zachowywałeś, gdy spotkaliśmy się po raz
pierwszy, ale teraz to ma sens.
—
Powiedziałaś mi, że nie jesteś odważna.
Hermiona
prychnęła.
—
Tylko tyle wyniosłeś z tego spotkania?
—
Zwymiotowałem na buty Pottera w lesie, kiedy odeszliśmy. Powstrzymywałem się,
żeby do ciebie nie wrócić, ale uzdrowiciel nam powiedział, jak niebezpieczne
byłoby powiedzenie ci czegokolwiek.
Odgarnęła
włosy z jego czoła.
—
Ale wróciłeś po nas.
—
Nie było wątpliwości, że to zrobię.
Światło
wczesnego poranka wpadło do pokoju. Scorpius nadal spał, ale wkrótce się obudzi
i razem będą musieli stawić czoła wszystkiemu, co się wydarzyło.
—
Opowiedz mi o byciu aurorem. Co cię skłoniło do rejestracji?
Jego
usta wygięły się w ładnym uśmiechu, za którym tak bardzo tęskniła.
—
Lucjusz chciał, żebym zaczął torować sobie drogę przez politykę, aby odzyskać nasze
dawne przyjaźnie, ale wiedziałem, że to nie jest opcja dla mnie. Potter i
Weasley postanowili odpuścić kolejny rok w Hogwarcie, zaciągając się do aurorów
i wiedziałem, że nie jestem wystarczająco silny, aby wrócić do Hogwartu.
—
Gdzie zniknęłam.
—
Tak, dokładnie. Nie chciałem zostać aurorem, ale przypuszczam, że jako dziecko
nie miałem zbyt wiele czasu ani okazji, by wyobrazić sobie, że jestem tym, kim
chciałem. Zamiast tego poszedłem za tymi dwoma. Nie wspomnę, że szkolenie trwa
trzy lata, więc mój ojciec miał bardzo mało czasu na nękanie mnie. Nie żeby nie
próbował.
Hermiona
zachichotała.
—
Ty i Ron jesteście…?
—
Jesteśmy przyjaciółmi. — Draco skinął głową. — Nie mów mu, że to powiedziałem,
ponieważ wtedy nigdy nie da mi spokoju. Pozwalam mu myśleć, że tylko niepewnie
go toleruję.
—
Ach, więc jest dokładnie tak, jak się spodziewałam. Podoba ci się to?
—
Przyjaźń z Weasleyem? Nie zawsze.
Hermiona
zaśmiała się i zacisnęła palce na jego swetrze.
—
Nie, miałam na myśli bycie aurorem.
Wiedział
o tym. Chciał tylko ją rozśmieszyć i ona też o tym wiedziała.
—
Tak, uwielbiam to. Teraz, kiedy nim jestem, nie wyobrażam sobie robienia
czegokolwiek innego.
Poczuła
ciężar na piersi i westchnęła.
—
Powinnam była ci powiedzieć, że jestem w ciąży.
Draco
zesztywniał.
—
W tej chwili nie jestem pewien, czy mam moralne podstawy, by oskarżać cię o
cokolwiek.
—
Nie bądź śmieszny. Gdybyś coś mi powiedział, prawdopodobnie postradałabym
zmysły. Trudno jest z tego powodu być złą na ciebie. To jest coś innego i mam
prawo być zły.
Przeczesując
palcami włosy, Draco potrząsnął głową.
—
Za późno na gniew. Nawet kiedy zdałem sobie sprawę, że to nasz syn, nie byłem
zły. Muszę jednak przyznać, że tego nie rozumiem.
—
Cóż, kiedy mamusia i tatuś bardzo się kochają… — Hermiona pisnęła, gdy jego
palce musnęły jej boki.
—
Nie potrzebuję pogadanki, Granger.
—
To może demonstracja? — Brzmiała, jakby brakowało jej tchu i nie mogła
uwierzyć, że to jej głos. — Przepraszam, to ma być poważna rozmowa.
Draco
owinął zabłąkany lok wokół palca.
—
Wręcz przeciwnie, fajnie jest wiedzieć, że nadal nie możesz utrzymać rąk przy
sobie.
Z
pewnością się nie mylił.
—
Byłam w ciąży, gdy znaleźliśmy się w Malfoy Manor. Kiedy wyrzeźbiła mnie jak zwierzę.
Jego
reakcja była taka, jakiej się spodziewała. Oddech Draco zatrzymał się, a oczy
rozszerzyły i pociemniały.
—
Co?
Ten
okropny śmiech wciąż brzmiał w jej głowie.
—
Wiedziałaś, gdy odeszłaś, kiedy
włamaliście się do Gringotta?
Skinęła
głową.
—
Ja pierdolę, co ty sobie myślałaś?
Hermiona
podciągnęła się, usiadła ze skrzyżowanym nogami i spojrzała na niego. Chociaż
bardzo potrzebowała czuć dotyk jego skóry na swojej, nigdy nie przyznałaby się
do wszystkiego, gdyby był tak blisko.
—
Nie wiem, co myślałam. Okres mi się spóźniał. Ron i Harry wyszli z namiotu, gdy
rzuciłam zaklęcie. Nie powiedziałam im. Wiedziałam, że jeśli to zrobię, żaden z
was nigdy nie pozwoli mi wyjść z kryjówki.
Draco
wyglądał na tak cholernie zranionego, że złamało to jej serce.
—
Gdybyś mi zaufała, nie znalazłabyś się na tym dziedzińcu.
—
Nie obwiniaj mnie o coś, co Bellatrix nam zrobiła.
Jego
dolna warga drgnęła i było jasne po kim Scorpius odziedziczył mimikę. Tyle że
zamiast łez, eksplodował złością.
—
Gdybyś mi powiedziała, nigdy by cię tam nie było. Nie torturowałaby cię,
Hermiono. Mógłbym zapewnić ci bezpieczeństwo!
—
Przepraszam, że cię okłamałam — wyszeptała Hermiona. Spojrzała mu w oczy, nawet
jeśli to przerwał. — Ale gdybym mogła cofnąć czas, zrobiłabym dokładnie tak
samo. Walczyłam o świat, w którym chciałam, by żył nasz syn. W którym mógłbyś
mnie kochać. Czy został pozbawiony tej szansy? Absolutnie, ale to nie znaczy,
że nie musiałam się poświęcić. Nie musisz mi mówić, jak niebezpieczne było dla
mnie bycie torturowaną, podczas gdy… — Dostała ataku duszności i opuściła głowę
w dłonie.
—
Granger… — Jego gniew nie zniknął,
ale wrzał.
—
Godzinami leżałam na tej podłodze, Draco. Zastanawiałam się, czy to go zabije,
zanim będzie miał szansę żyć. Moje tarcze oklumencyjne były mocne. Odkryła
prawdę, gdy przeciągnęła nóż po moim brzuchu i koszuli. Wtedy straciłam
koncentrację. — Jej palce drżały, gdy zacisnęła dłonie w pięści.
—
Nie musisz znów tego przeżywać. Nie miałem prawa…
—
Oczywiście, że masz prawo. Prawie zabiłam naszego syna — wypaliła. — Gdyby nie
Zgredek, oboje byśmy zginęli. Kiedy postanowiłam cię okłamać — i Boże, poczucie
winy zjadało mnie od środka — nie miałam pojęcia, co wtedy by się stało.
Chciałam do końca być u twego boku. Jakikolwiek by to był koniec.
Zamknął
lukę między nimi, przesuwając się do przodu.
Sięgnęła
po niego, przesuwając kciukiem po jego kości policzkowej.
—
Nie mogę uwierzyć,ż tu jesteś.
Usta
Draco spotkały się z jej ustami i przyciągnęła go, by uniósł się nad nią.
—
Nie powinniśmy tego robić. Leczysz się.
Mimo
to pozwolił jej zdjąć koszulę przez głowę. Sięgnął po tę, którą jej pożyczył,
przesuwając dłonie po jej nagiej skórze.
—
Naprawdę tak myślisz?
Jego
spojrzenie przeniosło się na jej oczy.
—
Ale co?
—
Że uwielbiałeś się ze mną godzić, naprawdę miałeś to na myśli? — Żołądek
Hermiony podskoczył, gdy jego rysy zmiękły. — Draco…
Drzwi
frontowe otworzyły się z trzaskiem i odepchnęła go od siebie. Wylądował na
podłodze z bolesnym łoskotem i potarł tył głowy.
—
Ktokolwiek tam jest, nie wchodź tutaj!
Hermiona
zaśmiała się cicho.
—
Potem to dokończymy.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Obciągnęła
rękawy. W momencie, gdy Scorpius przeszedł przez drzwi, rzucił się w jej
ramiona, a ona przykucnęła, by go podnieść.
—
Dzień dobry.
—
Wszystko w porządku? — Hermiona nie była zaskoczona, że to były pierwsze słowa,
które wypowiedział. Usiedli na podłodze, a on znów sięgnął po nią, owijając
ramiona wokół jej pleców. — Mamusiu?
—
Uczesałeś się, zanim tu przyszedłeś? — Hermiona poprawiła jego włosy.
Przewrócił
oczami.
—
Nie.
—
Najwyraźniej.
—
Mamusiu.
—
Miałam wypadek ubiegłej nocy, ale nic mi nie jest. Przyszłam prosto do twojego
taty, a on się mną zaopiekował. — Prawda i tak wyszłaby na jaw i łatwiej było
mu to zrozumieć, gdy nie kłamała od samego początku. — Nie łatwo mi to
powiedzieć, Scorp, ale już wszystko sobie przypomniałam.
Zobaczyła
błysk jasnych włosów, kiedy chłopiec rzucił się w jej ramiona tak mocno, że aż
prawie upadła. Śmiejąc się, przytuliła go trochę mocniej.
—
Naprawdę? — zapytał w pośpiechu. — Jak?
—
To opowieść na inny dzień. — Pocałowała go w czoło.
Draco
zatrzymał się na skraju pokoju, trzymając ręce w kieszeniach spodni, a Narcyza
stała za nim.
—
Draco, mógłbyś zabrać go do domu i ubrać? Może także uczeszesz mu włosy, gdy
już tam będziesz?
Scorpius
twierdził, że jego piżama jest całkowicie do przyjęcia, a fryzura urocza, ale Draco
zrozumiał aluzję. Frontowe drzwi zamknęły się z kliknięciem i Hermiona
obserwowała ich przez okno, dopóki nie znaleźli się poza zasięgiem jej wzroku.
Wstała,
ale nie zrobiła kroku do przodu. Zerknęła na Narcyzę; od jej czółenek po
śliczną sukienkę, którą nosiła.
—
Pani Malfoy, co pani tutaj do cholery robi? — Hermiona oparła biodro o krawędź
sofy. — Wiem, że minęły lata, odkąd panią ostatnio widziałam — nawet jeśli z
daleka — ale proszę mi wybaczyć, jeśli mam wątpliwości odnośnie pani intencji.
—
Od jakiegoś czasu wiedziałam o twoim związku z moim synem. Bellatrix odkryła
to, kiedy byłaś w Malfoy Manor, ale oczywiście niektóre… szczegóły zachowała dla siebie.
—
Na to wygląda.
—
Gdybym wiedziała o was lub o waszym synu, natychmiast zerwałabym zaręczyny
Draco. To zrozumiałe dlaczego nam nie powiedział. — Narcyza postukała palcami o
dłoń i przełknęła ślinę. — Nie miałam nic wspólnego z twoim zniknięciem.
Hermiona
spojrzała na nią.
—
Jestem pewna, że wolałaby pani, żebym nadal była zaginiona, biorąc pod uwagę
wasze poglądy na temat czystości krwi. Mam rację?
—
Trudno wymazać poglądy zakorzenione od najmłodszych lat, ale jestem w trakcie
oduczania się ich.
Hermiona
uniosła brew.
—
Ten proces zaczął się, gdy dowiedziała się pani, że żyję, czy wcześniej?
—
W Czarodziejskim Świecie nie ma miejsca na uprzedzenia, panno Granger.
Zainicjowałaś uczciwy kierunek zmian, podobnie jak wszyscy po drugiej stronie.
To straszne, że nie mogłaś tam być, by to zobaczyć. — Narcyza wciągnęła powietrze.
Hermiona
westchnęła.
—
Obecnie pani nie ufam, ale wiem, że osobą, na której najbardziej pani zależy,
jest pani syn. Zrobiłaby pani dla niego wszystko i to nas łączy.
—
Chociaż nie wiem, kto pomagał mojej siostrze, mam własne podejrzenia. Jesteś
teraz w niebezpieczeństwie, panno Granger. Nie ma co do tego wątpliwości.
Żołądek
Hermiony stwardniał i po raz pierwszy poczuła się sobą. Realistycznie rzecz
biorąc, jej ostatnie prawdziwe wspomnienie dotyczyło wojny i nie trudno było
wrócić do poprzednich wzorców.
—
Może pani do mnie mówić Hermiona. Jest pani babcią Scorpiusa. Byłoby dziwnie,
gdybyśmy rozmawiały tak formalnie.
—
A ty mów do mnie Narcyzo. Mam nadzieje, że pewnego dnia nasze relacje się
ocieplą. Jeśli jest coś, co mogę zrobić…
Uśmiech
pojawił się na ustach Hermiony.
—
Właściwie jest jedna rzecz.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
—
Myślę, że powinnaś jechać.
Hermiona
nalała sobie herbaty, ale nie spojrzała na niego.
—
Wspominałeś o tym już kilka razy, Draco. Nie zmienisz mojego zdania.
Uszczypnął
grzbiet nosa.
—
Granger…
—
Tam jest teraz cyrk medialny i nie chcę się w to mieszać. Scorpius tym
bardziej, jeśli o to chodzi. Na litość boską, jeszcze nawet mu nie powiedzieliśmy.
—
Nie wiem, dlaczego to odkładamy. Doświadczył już przypadkowej magii. Widział
mojego cholernego Patronusa.
Hermiona
zatrzymała się z filiżanką w połowie drogi do jej ust.
—
Że co?
Na
jego twarzy pojawiła się panika.
—
Wciąż jest wiele do wyjaśnienia.
—
Co ty nie powiesz — parsknęła. — To nie potrwa długo. Zanim się zorientujesz,
wszystko się skończy.
Draco
okrążył wyspę i górował nad nią. Jego oczy błagały, ale już podjęła decyzję.
—
Musisz tam pojechać, by podpisać dokumenty unieważniające akt zgonu.
To
wszystko było przytłaczające. Do tej pory jakoś się trzymała, ale minęło
zaledwie trzydzieści sześć godzin odkąd czar zniknął. Chociaż wszystko
pamiętała — i prawie każdą chwilę spędzała na szczegółowym analizowaniu tego —
trudno jej było oddzielić poprzednie życie od tego, którym żyła przez ostatnie
sześć lat.
—
Błagam, nie proś mnie o to.
—
Wszystko dobrze?
Hermiona
zacisnęła powieki.
—
Chciałabym tylko, żeby ludzie przestali o to pytać. Trudno jest mi zaakceptować
to wszystko. Wiem, że to prawda, ale teraz to wydaje się bardzo zagmatwane.
Podczas
gdy Scorpius bawił się z Clarą w drugim pokoju, Draco zrobił jeden krok, by
zmniejszyć dzielący ich dystans.
—
Co jest zagmatwane?
—
To, kim jestem. — Głos Hermiony zamienił się w szept. — Moje ostatnie
wspomnienia z bycia czarownicą dotyczą wojny. Teraz jestem mamą i nie mogę
połączyć tych dwóch osób w jedną.
Objął
jej policzek, pochylając czoło do jej i to było normalne, choćby tylko przez
krótką chwilę.
—
Nie musisz wybierać między jedną a drugą. Jesteś genialną czarownicą i mamą.
Skinęła
głową.
—
Wiem.
—
I nie musimy robić niczego, czego nie chcesz. Nie musimy nawet mieszkać w
Anglii, jeśli nie chcesz, ale najpierw muszę się dowiedzieć, kto to zrobił.
Podpiszesz dokumenty, kiedy będziesz gotowa i pojedziemy, gdzie tylko zechcesz.
Hermiona
pociągnęła nosem.
—
Jesteś aurorem Brytyjskiego Ministerstwa.
—
Wszędzie mogę pracować.
—
Kochasz swoją pracę.
—
Nie. — Uniósł jej głowę, jego oczy błyszczały. — Kocham ciebie. Wyruszyłem na
koniec świata i znalazłem ciebie. Nic nie znaczy dla mnie więcej niż ty i nasz
syn.
—
Doprowadzisz mnie do płaczu.
—
Chyba często to robię — mruknął. Spuścił głowę i przycisnął usta do jej ust. —
Tym razem to chociaż dobry płacz?
Jej
palce zacisnęły się na jego mundurze aurora.
—
Bardzo dobry płacz. — Znów ją
pocałował. — Czy już ci mówiłam, jak dobrze wyglądasz w tym mundurze?
Hermiona
wyczuła jego uśmieszek.
—
Właśnie dlatego pracuję.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Harry
wysłał albumy ze zdjęciami.
Usiadła
z nimi kilka godzin po tym, jak Draco złapał świstoklik, a Scorpius błagał,
żeby z nim jechać.
—
Wrócę za kilka dni — obiecał Draco.
—
Co to jest? — Scorpius wspiął się na jej łóżko. Nie opuszczał jej na krok,
odkąd wrócili do domu, a Krzywołap ciągle im towarzyszył. — Mamusiu?
Wciąż
szukała właściwego sposobu, by powiedzieć mu prawdę o magii, o sobie i fakcie,
że Draco był jego ojcem pod każdym względem.
—
Dobry przyjaciel wysłał mi zdjęcia do obejrzenia. Chciałbyś je zobaczyć?
Scorpius
pokiwał głową i przytulił się do jej boku. Schował głowę pod jej ramię, a kot
zwinął się na jego kolanach.
—
To ty? — Wskazał drobną czarownicę o niesfornych włosach.
—
Tak. Byłam trochę starsza od ciebie, kiedy je zrobiono. Miałam jedenaście lat.
Hermiona
wiedziała, że w Hogwarcie nie robiono żadnych z tych zdjęć. Sama by się domyśliła,
ale Harry wspomniał w swoim liście, że spędził miesiące, przesiewając swoje
wspomnienia z towarzyszącym uzdrowicielem, aby można je było skopiować do albumu,
który wysłał. A kiedy rozeszła się ta wiadomość, zrobił to samo z Ronem i
każdym, kogo znał.
Na
szczęście Scorpius nie zapytał, gdzie chodziła do szkoły. Wyobraziła sobie, ze
nie minie dużo czasu, zanim nadejdzie czas na wyjaśnienie, ale Hermiona chciała
przeprowadzić tę rozmowę z Draco u swojego boku.
—
To jest Harry, a ten to Ron. — Wskazała ich, przechylając album tak, aby mógł
ich zobaczyć. — To moi najlepsi przyjaciele.
—
Dlaczego nie przyjechali?
—
Mieli swoje powody. — Hermiona uśmiechnęła się. — Wiem, że teraz to wydaje się
nie mieć sensu.
—
To Krzywołap? — Scorpius wskazał palcem. Rzeczywiście był tam, siedząc u jej
stóp w pokoju wspólnym Gryffindoru. — Jak nas znalazł?
Oczy
Hermiony zaszły łzami.
—
Może to była magia.
Cóż,
to pytanie aż prosiło się o uzasadnienie i zamierzała się dowiedzieć prawdy.
Oczy
Scorpiusa otworzyły się szeroko.
—
Magia — powtórzył. — Czy magia jest prawdziwa? — Odrobina strachu wpełzła na
jego twarz. — To tylko historia.
Uśmiechnęła
się cwaniacko.
—
Historie są prawdziwe i wszystko ci opowiem.
—
Mamusiu, Draco potrafi… Ty też potrafisz zrobić to, co Draco? — Małe palce
chwyciły ją za ramię.
—
Nawet lepiej. Tylko wezmę różdżkę.
Nie
tak zamierzała poruszyć ten temat, ale nie pytał o więcej. Scorpius zdawał się rozumieć,
że świat jest o wiele większy, niż przypuszczał.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Scorpius
leżał na podłodze w salonie z jednym z otwartych albumów przed sobą. Hermiona
widziała go z kuchni, gdy przewracał stronę. W ciągu trzech dni, odkąd Draco wrócił
do Ministerestwa, Scorpius nieustanie przelewał obrazy wspomnień, które
wydawały się tak naprawdę do niej nie należeć.
Nie
wróciła do pracy. Nie wyobrażała sobie, że kiedykolwiek wróci do cichej
księgarni, w której spędzała większość z dni z Victoire. Wiedziała, że w końcu
będzie chciała wrócić z Draco, nawet jeśli mu o tym nie powiedziała. Ich syn
dostanie list i nie mogła brać pod uwagę myśli o wysłaniu go do innej szkoły
niż Hogwart.
Na
pewno nie Durmstrang.
Będzie
miała co omawiać z Draco, gdy wróci jutro.
—
Mamusiu, czy ty chodziłaś do szkoły z tatą?
Hermiona
zaklęła pod nosem, ale kiedy przyznała, że tak, niemal zmroziło jej krew.
Rozejrzała się, przesuwając dłoń w kierunku stojaka z nożami.
—
Scorpius, chodź do mnie.
Wybiegła
z kuchni, zanim zdążył wstać.
—
Mamusiu? — Jego wzrok opadł na duży nóż w jej dłoni. — Co się dzieje?
Zaklęcia
ochronne zatrzęsły się i wyjrzała przez okno, jakby chciała kogoś zobaczyć.
—
Stań za mną.
Opadły
całkowicie i Hermiona wyczuła to całym na całym ciele. Zawsze to czuła, ale z
powodu klątwy nie była w stanie ich rozpoznać.
Do
teraz.
Dwóch
mężczyzn weszło przez frontowe drzwi, a jej palce zacisnęły się na rączce.
Szybciej, niż mogła nadążyć, jeden aportował się za nią i objął ją ramionami.
Wyrwała
się.
Udało
jej się rozciąć jego przedramiona, ale uderzył ją w twarz i nóż wypadł z jej
dłoni.
Gorące
powietrze owiało jej szyję, kiedy skręcił jej nadgarstek i rzucił ją na podłogę.
Tył
czaszki zabolał przy uderzeniu.
Jego
partner złapał Scorpiusa za włosy, przeciągając palcami przez pasma, gdy
podrywał go do góry.
Hermiona
wbiła pięść w żebra mężczyzny i szybko uniosła kolano tak, że wylądowało na
jego pachwinie.
—
Ani się waż tknąć mojego syna. Zabiję cię, kurwa — warknęła i splunęła mu w
twarz.
—
Confundus.
Dłoń
pogłaskała bok jej twarzy.
Scorpius
krzyknął za nią, ale nie mogła się ruszyć.
Musiała
się ruszyć, ale skamieniała.
Bała
się. Nie miała różdżki, a nawet gdyby miała, nie była pewna, czy tak łatwo
odzyska magię.
—
Nie martw się o niego. — Mężczyzna trzymający Scorpiusa roześmiał się. — Będzie
miał rodzinę. Są na tyle mili, że przyjmują dzieci półkrwi. Nawet od
mugolaczki.
Krzyk
Scorpiusa rozdarł powietrze. Choć była zdezorientowana, Hermiona obserwowała,
jak książki znikają z półek. Obrzuciły mężczyznę unoszącego się nad nią, a jego
ciężar zniknął, gdy trzask zasygnalizował ich ucieczkę.
—
Scorpius?
Upadł
na kolana obok niej, łkając głośno, gdy ukrył twarz w jej klatce piersiowej.
—
Mamusiu. Oni wrócą.
W
powietrzu wibrowały złośliwy wir i poczuła, jak deski podłogowe pod nią
poruszają się wraz z resztą fundamentów.
—
Tato, proszę, musisz nam pomóc.
Ramiona
wsunęły się pod jej plecy i mogła tylko rozpoznać jego kształt, gdy głowa
zasłoniła światło.
—
Aportowałeś się z Anglii? — sapnęła.
Głosy
wypełniły powietrze.
—
Kim oni są? — wyszeptał Scorpius.
—
Kawaleria — mruknął Draco.
____________
Witajcie :) pewnie się nie spodziewaliście, ale wreszcie jestem. Niestety jak to na uropie bywa, nie było czasu na nic. Poza tym brak dostępu do Internetu i świata nie pomagał. Ale już jestem. Rozdział jest świeżo przetłumaczony. Gdyby coś nie grało, dajcie znać. Co sądzicie o tej części? Ja generalnie lubię ten rozdział, a krzyk Scorpiusa to coś, czego w ogóle się nie spodziewałam. Maluch będzie miał dość wybuchową magię, jak sądzę...
Kolejny rozdział pojawi się w piątek, a ostatni w niedzielę. Cieszę się, że ta podróż dobiega końca, mimo że przyzwyczaiłam się do bohaterów... Ale pora na nowe wyzwania i nadrobienie „Aparamentu 9 i 3/4”. Ktoś to w ogóle pamięta? :D
Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia. Enjoy!
Mega mi się podoba początek tego rozdziału! Uwielbiam poważne rozmowy Draco i Hermiony, kiedy Draco pokazuje swoje prawdziwe uczucia, jak bardzo martwi się o Hermionę. Wyobrażam sobie co musiał poczuć, gdy dowiedział się o tym, że Hermiona w trakcie torturowania przez Bellatrix była w ciąży. Końcówka rozdziału mnie naprawdę przestraszyła. Już myślałam, że zabiorą Scorpius a jednak na szczęście magia chłopca ich uratowała. Przypuszczam, że w przyszłości Scorpius będzie abrdzo potężnym czarodziejem. Rozdział genialny jak zawsze i nie mogę uwierzyć, że w niedzielę to wszystko się skończy... Z jednej strony, oczywiście sję cieszę, bo dowiem się jak ta historia się koñczy (oby happy endem Bo inaczej sobie porozmawiamy 😄). Jednak z drugiej strony, nie chcę żeby ta przygoda się skoñczyła. Na pewno będę tęsknić, ale już olanuję po ostatnim rozdziale zrobić sobie maraton i od nowa przeczytać wszystkie rozdziały 😁❤️
OdpowiedzUsuńPozdrowienia i życzę duuuużo weny ❤️
Jaki długi komentarz! Te rozmowy Draco i Hermiony są zawsze nostalgiczne i przepełnione wzajemną miłością. Uwielbiam je. To pojednanie Hermiony z Narcyzą również ma swój urok, ale końcówka zrobiła na mnie największe wrażenie.
Usuń